Recenzje
Święty spokój. Instrukcja obsługi emocji
Nie wiem jak to się dzieje, ale kiedy sięgam po książki z wydawnictwa Helion wydawane pod znakiem Sensus, nigdy nie jestem zawiedziona. Mam ogromne zaufanie do tego znaku, bo jeszcze mnie nie zawiódł, dlatego kiedy pojawiła się możliwość przeczytania książki Jarosława Gibasa „Święty spokój. Instrukcja obsługi emocji” nie wahałam się ani chwili, bo spodziewałam się lektury mądrej, rozwijającej, nakłaniającej do refleksji i zmiany życia. Jej autorem jest socjolog, który w swoim dorobku posiada kilka tytułów z zakresu inteligencji duchowej i emocjonalnej oraz prowadzi szkolenia z zakresu mindfulness i psychologii transpersonalnej. Oczywiście znów spełniono moje oczekiwania. To kolejna książka, która pomaga łatwiej żyć, lepiej panować nad emocjami i nie dawać się prowokować do zachowania, które nie należy do naszej natury.
Czym są właściwie emocje? To silne i gwałtowne uczucia, które popychają nas do określonego działania, wywołane pewnymi bodźcami. Są one w ostatnim czasie tematem wielu rozważań, a szczególnie ważne zdają się być w kontekście wychowania dzieci, które przecież od dorosłych uczą się radzenia sobie z nimi. Powiedziano o nich już bardzo wiele, jednak nadal wielu ludzi nie potrafi rozpoznać w sobie emocji i nie działać pod ich wpływem, a takie działania mają z reguły charakter destrukcyjny.
Książka podzielona jest na dwie części. W pierwszej z nich możemy dowiedzieć się ogólnych informacji o tym, czym są emocje, jaką odgrywają rolę w życiu człowieka, czym jest inteligencja emocjonalna, jak praktykowanie technik uważności może pomóc w panowaniu nad sobą oraz poznamy nastawienie mistycznych kultur świata do emocji. W części drugiej autor charakteryzuje najbardziej powszechne emocje, które najczęściej przejmują kontrolę nad ludźmi i po kolei wyjaśnia, jak w kilku krokach można sobie z nimi poradzić. Otrzymujemy tutaj gotową receptę na opanowanie wstydu, strachu, złości i gniewu, stresu, zazdrości, smutku i kilku innych.
Bardzo interesujące i otwierające umysł są wyjaśnienia autora, skąd się biorą emocje i dlaczego tak często im ulegamy, nie zastanawiając się nad konsekwencjami naszych działań. Są silniejsze od nas, bo pochodzą jeszcze od naszych pierwotnych przodków, którzy działali zgodnie z zasadą „uciekaj albo walcz”. Zwykle nie potrafimy też zidentyfikować momentu pojawienia się emocji oraz działamy pod wpływem atawizmów psychicznych. Ważna jest też identyfikacja tego, czy emocje są wywoływane przez czynniki zakorzenione w przeszłości, czy w przyszłości. Świadomość, jakie mechanizmy wywołują silne reakcje w określonych sytuacjach, znacznie ułatwi funkcjonowanie w codziennym życiu i ulepszy kontakt z osobami z naszego otoczenia. Okazuje się, że nasze interakcje z innymi są budowane na zasadzie naczyń połączonych – dokładanie złości do złości powoduje tylko eskalację problemu, a nie przynosi rozwiązania konfliktu. Można to uznać za fundamentalną zasadę budowania relacji osobistych i zawodowych.
Kolejną istotną kwestią jest wchodzenie w relacje z innymi ludźmi w odpowiedniej roli. Szczęśliwe małżeństwa są udziałem ludzi, którzy odwzorowują cechy dobrych mężów i żon, gorzej, jeśli żona wchodzi w rolę na przykład córki, bo wtedy automatycznie popycha męża w kierunku roli ojca, co nie będzie miało dobrych skutków dla ich relacji.
Druga część to już ta wspomniana, tytułowa, instrukcja obsługi emocji. Autor wybrał te, które z jego doświadczenia sprawiają ludziom najwięcej problemów i w kilku krokach podpowiada, jak nie pozwalać im, aby kierowały naszym życiem. Rozpoznanie tych impulsów, które nas prowokują, jest tutaj kluczowe, a potem żmudna praca nad wyeliminowaniem działań, które mogą nam przynieść niekorzystne skutki.
Podsumowując, książka jest warta uwagi. Z pewnością pomoże rozwiązać kilka emocjonalnych problemów, zbudować poprawne stosunki z otoczeniem, wprowadzi w podstawy technik uważności oraz wyjaśni fundamenty inteligencji emocjonalnej. Przede wszystkim jednak otwiera oczy na to, jak działamy w odpowiedzi na zachowania innych ludzi i uczy technik pozwalających na świadome, uważne i spokojne podchodzenie do wszystkiego, co nas w życiu spotyka. Uważam, że to bardzo istotna lektura dla współczesnego człowieka.
Sztukater.pl LITERANKA
Święty spokój. Instrukcja obsługi emocji
Nie wiem jak to się dzieje, ale kiedy sięgam po książki z wydawnictwa Helion wydawane pod znakiem Sensus, nigdy nie jestem zawiedziona. Mam ogromne zaufanie do tego znaku, bo jeszcze mnie nie zawiódł, dlatego kiedy pojawiła się możliwość przeczytania książki Jarosława Gibasa „Święty spokój. Instrukcja obsługi emocji” nie wahałam się ani chwili, bo spodziewałam się lektury mądrej, rozwijającej, nakłaniającej do refleksji i zmiany życia. Jej autorem jest socjolog, który w swoim dorobku posiada kilka tytułów z zakresu inteligencji duchowej i emocjonalnej oraz prowadzi szkolenia z zakresu mindfulness i psychologii transpersonalnej. Oczywiście znów spełniono moje oczekiwania. To kolejna książka, która pomaga łatwiej żyć, lepiej panować nad emocjami i nie dawać się prowokować do zachowania, które nie należy do naszej natury.
Czym są właściwie emocje? To silne i gwałtowne uczucia, które popychają nas do określonego działania, wywołane pewnymi bodźcami. Są one w ostatnim czasie tematem wielu rozważań, a szczególnie ważne zdają się być w kontekście wychowania dzieci, które przecież od dorosłych uczą się radzenia sobie z nimi. Powiedziano o nich już bardzo wiele, jednak nadal wielu ludzi nie potrafi rozpoznać w sobie emocji i nie działać pod ich wpływem, a takie działania mają z reguły charakter destrukcyjny.
Książka podzielona jest na dwie części. W pierwszej z nich możemy dowiedzieć się ogólnych informacji o tym, czym są emocje, jaką odgrywają rolę w życiu człowieka, czym jest inteligencja emocjonalna, jak praktykowanie technik uważności może pomóc w panowaniu nad sobą oraz poznamy nastawienie mistycznych kultur świata do emocji. W części drugiej autor charakteryzuje najbardziej powszechne emocje, które najczęściej przejmują kontrolę nad ludźmi i po kolei wyjaśnia, jak w kilku krokach można sobie z nimi poradzić. Otrzymujemy tutaj gotową receptę na opanowanie wstydu, strachu, złości i gniewu, stresu, zazdrości, smutku i kilku innych.
Bardzo interesujące i otwierające umysł są wyjaśnienia autora, skąd się biorą emocje i dlaczego tak często im ulegamy, nie zastanawiając się nad konsekwencjami naszych działań. Są silniejsze od nas, bo pochodzą jeszcze od naszych pierwotnych przodków, którzy działali zgodnie z zasadą „uciekaj albo walcz”. Zwykle nie potrafimy też zidentyfikować momentu pojawienia się emocji oraz działamy pod wpływem atawizmów psychicznych. Ważna jest też identyfikacja tego, czy emocje są wywoływane przez czynniki zakorzenione w przeszłości, czy w przyszłości. Świadomość, jakie mechanizmy wywołują silne reakcje w określonych sytuacjach, znacznie ułatwi funkcjonowanie w codziennym życiu i ulepszy kontakt z osobami z naszego otoczenia. Okazuje się, że nasze interakcje z innymi są budowane na zasadzie naczyń połączonych – dokładanie złości do złości powoduje tylko eskalację problemu, a nie przynosi rozwiązania konfliktu. Można to uznać za fundamentalną zasadę budowania relacji osobistych i zawodowych.
Kolejną istotną kwestią jest wchodzenie w relacje z innymi ludźmi w odpowiedniej roli. Szczęśliwe małżeństwa są udziałem ludzi, którzy odwzorowują cechy dobrych mężów i żon, gorzej, jeśli żona wchodzi w rolę na przykład córki, bo wtedy automatycznie popycha męża w kierunku roli ojca, co nie będzie miało dobrych skutków dla ich relacji.
Druga część to już ta wspomniana, tytułowa, instrukcja obsługi emocji. Autor wybrał te, które z jego doświadczenia sprawiają ludziom najwięcej problemów i w kilku krokach podpowiada, jak nie pozwalać im, aby kierowały naszym życiem. Rozpoznanie tych impulsów, które nas prowokują, jest tutaj kluczowe, a potem żmudna praca nad wyeliminowaniem działań, które mogą nam przynieść niekorzystne skutki.
Podsumowując, książka jest warta uwagi. Z pewnością pomoże rozwiązać kilka emocjonalnych problemów, zbudować poprawne stosunki z otoczeniem, wprowadzi w podstawy technik uważności oraz wyjaśni fundamenty inteligencji emocjonalnej. Przede wszystkim jednak otwiera oczy na to, jak działamy w odpowiedzi na zachowania innych ludzi i uczy technik pozwalających na świadome, uważne i spokojne podchodzenie do wszystkiego, co nas w życiu spotyka. Uważam, że to bardzo istotna lektura dla współczesnego człowieka.
Sztukater.pl LITERANKA
Nie tłumacz się, działaj! Odkryj moc samodyscypliny
Dziś u mnie recenzja książki mówcy motywacyjnego - Briana Tracy. Jest to osoba, której nie trzeba przedstawiać nikomu, kto interesuje się samorozwojem, a zna go również mnóstwo osób niezwiązanych z zagadnieniem motywacji. Już kiedyś pisałam Wam o krytyce dzieł motywacyjnych (KLIK), ale teraz spróbuję podejść do tematu bez żadnych uprzedzeń.
Brian Tracy jest chyba najwybitniejszym mówcą motywacyjnym. Pochodzi z Kanady, ale działa na arenie międzynarodowej, wykładając nie tylko w Ameryce, ale i w Europie czy Azji. Napisał mnóstwo książek dotyczących samorozwoju, dyscypliny i motywacji, prowadzi szkolenia z różnych zakresów. Z jego działalnością możecie zapoznać się na stronie www.briantracy.com, na której do pobrania jest sporo darmowych szkoleń.
Książek Tracy’ego nie czytałam w formie papierowej - odnalazłam anglojęzyczne audiobooki na storytel.pl. Są one czytane przez samego autora, co według mnie jest naprawdę świetnym pomysłem. Język jest jednak stosunkowo prosty i zrozumiały - myślę, że osoby na poziomie B2 bez trudu zrozumieją treść książek. Zachęcam Was też do zapoznania się z ofertą Storytel - pierwsze dwa tygodnie nie kosztują nic, a pozwalają na sprawdzenie czy taka forma „czytania” książek zda u Was egzamin. Ja lubię słuchać audiobooków prowadząc samochód, sprzątając w domu, czy nawet chodząc po sklepach ;) Oferta Storytel wciąż się powiększa, a już teraz znajdziecie tam książki w różnych językach - łącznie z wieloma nowościami wydawniczymi, czytanymi przez znanych aktorów. Po dwóch darmowych tygodniach za każdy kolejny miesiąc trzeba płacić 29,90zł, co wydaje się być bardzo rozsądną ceną, biorąc pod uwagę obecne ceny książek papierowych i ebooków. Ale wpis miał dotyczyć książki Tracy’ego, więc do rzeczy!
Wiecie, że nie jestem fanką coachingu i mówców motywacyjnych... Wielu współczesnych mówców zaczynało swoją przygodę właśnie od czytania książek Tracy’ego. To może dawać pewien ogląd na twórczość tego autora. Ja uznaję go za jednego z pionierów mów motywacyjnych. Sama pierwszy raz zetknęłam się z tym zagadnieniem po usłyszeniu fragmentu audiobooka „Eat that frog” jakieś 10 lat temu. Pamiętam, że wzbudził u mnie raczej śmiech niż poczucie wszechogarniającej inspiracji ;) (audiobook "Zjedz tę żabę" po polsku: KLIK).
Czy znalazłam coś odkrywczego i inspirującego w „The Power of Self-Discipline„? Autor dużą wagę przykłada do konkretyzacji celów i długoterminowych planów. Nie wydaje mi się, żeby mówił rzeczy bardzo innowacyjne, raczej ubiera w słowa to, z czego wszyscy zdają sobie sprawę. Podkreśla rolę konsekwentnego działania, nawet takiego, które natychmiastowo daje niewielkie efekty. Ciężka praca jest według niego warta więcej niż talent, liczy się także podtrzymywanie efektów (Tracy prezentował to na podstawie efektów ćwiczeń fizycznych - aby utrzymać dobrą formę nie można zaprzestać ćwiczenia po uzyskaniu np. docelowej wagi). Ważny jest też zestaw zasad moralnych, którymi każdy z nas się kieruje - historie, które czytamy i którymi się otaczamy wpływają na nasze długofalowe działania. Tak, jak młodym żołnierzom warto przytaczać opowieści o słynnych dowódcach czy strategach, tak biznesmenów dobrze zaznajamiać z losami finansowych gigantów. Liczy się budowanie własnego charakteru, a dobre inspiracje poparte konkretnymi wynikami są w tym procesie jak najbardziej wskazane.
Tracy wielokrotnie zachęca czytelników do zastanawiania się nad sobą, wyobrażania sobie swoich celów i marzeń (potęga wizualizacji - pewnie nie kojarzy się Wam to zbyt dobrze ;), a następnie weryfikację własnego postępowania i odpowiedzi na pytanie, czy aktualne zachowanie rzeczywiście prowadzi do osiągnięcia oczekiwanych efektów. Na swoim przykładzie Tracy pokazuje, jak można zmienić własne życie - wziąć odpowiedzialność za swoje działania lub ich brak. Sam Tracy nie zawsze był odnoszącym sukcesy, popularnym autorem. Przez jakiś czas po skończeniu liceum pracował fizycznie za minimalną pensję, mieszkał w bardzo kiepskich warunkach, nie miał zdanej matury. Aż pewnego dnia doszedł do wniosku, że przecież jego życie nie jest żadną „próbą” przed czymś większym - ono już się toczy, a czas ucieka.
W książce "Nie tłumacz się, działaj!..." jednym z kilku cytatów, które do mnie przemówiły jest ten: w życiu pracujecie po to, aby osiągnąć własny cel, albo pracujecie, realizując cele innych ludzi. Oczywiście cytat przemówił do mnie nie na tyle mocno, żebym z miejsca zaczęła zmieniać swoje życie, ale te słowa dały mi do myślenia z racji faktu, że od ponad roku coraz intensywniej przygotowuję się do założenia własnej firmy. Innym cytatem zapadającym w pamięć są słowa o prokrastynacji - jest ona nie tylko złodziejem czasu, ale i złodziejem życia. Nie da się z tym nie zgodzić.
Kto z Was co roku robi postanowienia noworoczne? Myślicie o nich czy je spisujecie? Jeśli zależy Wam na ich spełnieniu, Wasza szansa wzrośnie dziesięciokrotnie, jeśli spiszecie je na papierze. To samo tyczy się każdego z Waszych marzeń.
Przy spisywaniu liczy się także konkretyzacja postanowień i narzucanie ograniczeń czasowych - duży cel można podzielić na kilka małych, które są możliwe do określenia w czasie. Wskazane jest iść nawet o krok dalej - warto zastanowić się nad wszystkimi możliwymi przeszkodami, posiadanymi zasobami, działaniami, które trzeba podjąć. Na przykładzie celu, który ja staram się zrealizować ostatnimi czasy mogłoby to wyglądać tak... Chcę schudnąć. W moim przypadku jest to 20kg. Nie postawię tak ogólnego celu, bo nic nie będzie mnie motywowało, kiedy sukces będzie wizją tak odległą. Mogę dzielić planowane kilogramy na miesiące (1-2kg miesięcznie, 0,5kg na tydzień byłoby super rezultatem), mogę też mierzyć swoje postępy centymetrami lub ubraniami, w które znów się mieszczę. Pora na rozpisanie planu - ile razy w tygodniu ćwiczyć, jakie ćwiczenia wykonywać? Czego mi potrzeba do tych ćwiczeń? Czy mam potrzebne ubrania, karnet na siłownię, czy wiem, jak ćwiczyć? Kiedy mogę znaleźć czas na ćwiczenia? Nakreślenie tak konkretnego planu pomoże zabrać się do działania. Oglądanie historii osób, które schudły dodatkowo będzie inspirować, oglądanie profesjonalnych sportowców na pewno wpłynie pozytywnie na jakość wykonywanych ćwiczeń.
Wydawałoby się, że oglądanie filmów na YouTube jest kompletnie nieważne i to strata czasu, ale otaczanie się określoną tematyką wywiera znaczący wpływ na myślenie. Niestety w taki sposób łatwo popaść w obsesję, która spowoduje, że płomień szybko rozgorzeje, ale przy okazji spali wszystko dookoła, albo po prostu wyczerpie wszystkie Wasze zasoby. Takie nastawienie na cel może też doprowadzić do nieustannego poczucia wyrzutów sumienia i obarczania się winą za brak samozaparcia skutkującego spektakularnymi efektami. Dlatego ja nie poddawałabym się ślepo zaleceniom Tracy’ego, chociaż sporo jego rad jest wartych wcielenia w życie. Ja gorąco zachęcam do np. spisywania planów i robienia list. Tracy w tej książce poświęca kilka rozdziałów aktywności fizycznej i zdrowiu - moim zdaniem ogólne założenia są oczywiście dobre, ale niekiedy poparte trochę archaicznymi argumentami i nieodpowiadające współczesnej wiedzy.
Dwie książki Tracy'ego, które do tej pory przeczytałam były przeznaczone głównie dla "handlowców". W każdej z nich wielokrotnie powtarzało się zdanie "If you want to increase your sales and make more money..." - co sprawia, że treść trochę traci na uniwersalności, bo przecież nie każdy jest sprzedawcą. Jeśli wasz zawód (aktualny lub wymarzony) polega na sprzedaży produktów, to wydaje mi się, że lektura tej książki będzie dla Was cennym doświadczeniem. Znajdziecie w niej wiele interesujących rad, które rzeczywiście przekładają się na uzyskiwanie lepszych efektów. Ale ostrzegam - niektóre fragmenty są przepisem na prostą drogę do pracoholizmu - przychodź do pracy godzinę wcześniej, wychodź godzinę później, nie chodź na lunch, nie rozmawiaj ze współpracownikami w trakcie pracy (wow!). Czy to brzmi według Was jak dobre rady? Jak w tym wszystkim można dbać o swoją psychikę? Znam jedną osobę która wcieliła takie rady w życie i rzeczywiście odniosła sukces, ale poniosła spore koszty w sferze osobistej. Do tego doszło ciągłe dbanie o pozory - garnitury z najwyższej półki, chwalenie się pieniędzmi, wstydzenie się własnej rodziny. Sami możecie zgadnąć, jak wpłynęło to na relacje z bliskimi. Kult pieniądza stał się główną osią życia tej osoby i finalnie to właśnie pieniądze były jedynym, co tej osobie zostało. Oczywiście koszty wystawnego życia są ogromne, więc nawet stosunkowo wysokie zarobki to ciągle za mało, bo po odjęciu wydatków z pensji nie zostaje prawie nic. Chciałam tylko powiedzieć, że rady Tracy'ego zrobiły z mojego znajomego cyborga-pracoholika.
Potęga tytułowej samodyscypliny polega na nieuleganiu pokusom, wtedy żadne wymówki nie będą potrzebne. Branie odpowiedzialności za własne działania jest kluczem do zdania sobie sprawy z tego, ile każdy z nas może zrobić. Dbanie o samorozwój nigdy nie będzie stratą czasu i pieniędzy. To w skrócie dla mnie najważniejsze myśli, które można wyciągnąć z książki "Nie tłumacz się, działaj! Odkryj moc samodyscypliny" .
Dla kogo jest ta książka?
Dla handlowców, dla CEO, dla studentów marketingu, zarządzania, finansów i innych pokrewnych kierunków, dla osób chcących założyć własne firmy, dla specjalistów od HR. Sporo rad jest uniwersalnych i może przydać się każdemu, kto chce lepiej zorganizować swój czas i osiągnąć wymarzone cele (finansowe, osobiste, naukowe...).
PS. Głos i intonacja polskiego lektora czytającego książkę Tracy'ego jest dla mnie nie do zniesienia. Po angielsku książkę czyta sam autor i o wiele przyjemniej się go słucha, chociaż jego głos jest momentami bardzo usypiający
marysiadaily.blogspot.com
Nie tłumacz się, działaj! Odkryj moc samodyscypliny
Dziś u mnie recenzja książki mówcy motywacyjnego - Briana Tracy. Jest to osoba, której nie trzeba przedstawiać nikomu, kto interesuje się samorozwojem, a zna go również mnóstwo osób niezwiązanych z zagadnieniem motywacji. Już kiedyś pisałam Wam o krytyce dzieł motywacyjnych (KLIK), ale teraz spróbuję podejść do tematu bez żadnych uprzedzeń.
Brian Tracy jest chyba najwybitniejszym mówcą motywacyjnym. Pochodzi z Kanady, ale działa na arenie międzynarodowej, wykładając nie tylko w Ameryce, ale i w Europie czy Azji. Napisał mnóstwo książek dotyczących samorozwoju, dyscypliny i motywacji, prowadzi szkolenia z różnych zakresów. Z jego działalnością możecie zapoznać się na stronie www.briantracy.com, na której do pobrania jest sporo darmowych szkoleń.
Książek Tracy’ego nie czytałam w formie papierowej - odnalazłam anglojęzyczne audiobooki na storytel.pl. Są one czytane przez samego autora, co według mnie jest naprawdę świetnym pomysłem. Język jest jednak stosunkowo prosty i zrozumiały - myślę, że osoby na poziomie B2 bez trudu zrozumieją treść książek. Zachęcam Was też do zapoznania się z ofertą Storytel - pierwsze dwa tygodnie nie kosztują nic, a pozwalają na sprawdzenie czy taka forma „czytania” książek zda u Was egzamin. Ja lubię słuchać audiobooków prowadząc samochód, sprzątając w domu, czy nawet chodząc po sklepach ;) Oferta Storytel wciąż się powiększa, a już teraz znajdziecie tam książki w różnych językach - łącznie z wieloma nowościami wydawniczymi, czytanymi przez znanych aktorów. Po dwóch darmowych tygodniach za każdy kolejny miesiąc trzeba płacić 29,90zł, co wydaje się być bardzo rozsądną ceną, biorąc pod uwagę obecne ceny książek papierowych i ebooków. Ale wpis miał dotyczyć książki Tracy’ego, więc do rzeczy!
Wiecie, że nie jestem fanką coachingu i mówców motywacyjnych... Wielu współczesnych mówców zaczynało swoją przygodę właśnie od czytania książek Tracy’ego. To może dawać pewien ogląd na twórczość tego autora. Ja uznaję go za jednego z pionierów mów motywacyjnych. Sama pierwszy raz zetknęłam się z tym zagadnieniem po usłyszeniu fragmentu audiobooka „Eat that frog” jakieś 10 lat temu. Pamiętam, że wzbudził u mnie raczej śmiech niż poczucie wszechogarniającej inspiracji ;) (audiobook "Zjedz tę żabę" po polsku: KLIK).
Czy znalazłam coś odkrywczego i inspirującego w „The Power of Self-Discipline„? Autor dużą wagę przykłada do konkretyzacji celów i długoterminowych planów. Nie wydaje mi się, żeby mówił rzeczy bardzo innowacyjne, raczej ubiera w słowa to, z czego wszyscy zdają sobie sprawę. Podkreśla rolę konsekwentnego działania, nawet takiego, które natychmiastowo daje niewielkie efekty. Ciężka praca jest według niego warta więcej niż talent, liczy się także podtrzymywanie efektów (Tracy prezentował to na podstawie efektów ćwiczeń fizycznych - aby utrzymać dobrą formę nie można zaprzestać ćwiczenia po uzyskaniu np. docelowej wagi). Ważny jest też zestaw zasad moralnych, którymi każdy z nas się kieruje - historie, które czytamy i którymi się otaczamy wpływają na nasze długofalowe działania. Tak, jak młodym żołnierzom warto przytaczać opowieści o słynnych dowódcach czy strategach, tak biznesmenów dobrze zaznajamiać z losami finansowych gigantów. Liczy się budowanie własnego charakteru, a dobre inspiracje poparte konkretnymi wynikami są w tym procesie jak najbardziej wskazane.
Tracy wielokrotnie zachęca czytelników do zastanawiania się nad sobą, wyobrażania sobie swoich celów i marzeń (potęga wizualizacji - pewnie nie kojarzy się Wam to zbyt dobrze ;), a następnie weryfikację własnego postępowania i odpowiedzi na pytanie, czy aktualne zachowanie rzeczywiście prowadzi do osiągnięcia oczekiwanych efektów. Na swoim przykładzie Tracy pokazuje, jak można zmienić własne życie - wziąć odpowiedzialność za swoje działania lub ich brak. Sam Tracy nie zawsze był odnoszącym sukcesy, popularnym autorem. Przez jakiś czas po skończeniu liceum pracował fizycznie za minimalną pensję, mieszkał w bardzo kiepskich warunkach, nie miał zdanej matury. Aż pewnego dnia doszedł do wniosku, że przecież jego życie nie jest żadną „próbą” przed czymś większym - ono już się toczy, a czas ucieka.
W książce "Nie tłumacz się, działaj!..." jednym z kilku cytatów, które do mnie przemówiły jest ten: w życiu pracujecie po to, aby osiągnąć własny cel, albo pracujecie, realizując cele innych ludzi. Oczywiście cytat przemówił do mnie nie na tyle mocno, żebym z miejsca zaczęła zmieniać swoje życie, ale te słowa dały mi do myślenia z racji faktu, że od ponad roku coraz intensywniej przygotowuję się do założenia własnej firmy. Innym cytatem zapadającym w pamięć są słowa o prokrastynacji - jest ona nie tylko złodziejem czasu, ale i złodziejem życia. Nie da się z tym nie zgodzić.
Kto z Was co roku robi postanowienia noworoczne? Myślicie o nich czy je spisujecie? Jeśli zależy Wam na ich spełnieniu, Wasza szansa wzrośnie dziesięciokrotnie, jeśli spiszecie je na papierze. To samo tyczy się każdego z Waszych marzeń.
Przy spisywaniu liczy się także konkretyzacja postanowień i narzucanie ograniczeń czasowych - duży cel można podzielić na kilka małych, które są możliwe do określenia w czasie. Wskazane jest iść nawet o krok dalej - warto zastanowić się nad wszystkimi możliwymi przeszkodami, posiadanymi zasobami, działaniami, które trzeba podjąć. Na przykładzie celu, który ja staram się zrealizować ostatnimi czasy mogłoby to wyglądać tak... Chcę schudnąć. W moim przypadku jest to 20kg. Nie postawię tak ogólnego celu, bo nic nie będzie mnie motywowało, kiedy sukces będzie wizją tak odległą. Mogę dzielić planowane kilogramy na miesiące (1-2kg miesięcznie, 0,5kg na tydzień byłoby super rezultatem), mogę też mierzyć swoje postępy centymetrami lub ubraniami, w które znów się mieszczę. Pora na rozpisanie planu - ile razy w tygodniu ćwiczyć, jakie ćwiczenia wykonywać? Czego mi potrzeba do tych ćwiczeń? Czy mam potrzebne ubrania, karnet na siłownię, czy wiem, jak ćwiczyć? Kiedy mogę znaleźć czas na ćwiczenia? Nakreślenie tak konkretnego planu pomoże zabrać się do działania. Oglądanie historii osób, które schudły dodatkowo będzie inspirować, oglądanie profesjonalnych sportowców na pewno wpłynie pozytywnie na jakość wykonywanych ćwiczeń.
Wydawałoby się, że oglądanie filmów na YouTube jest kompletnie nieważne i to strata czasu, ale otaczanie się określoną tematyką wywiera znaczący wpływ na myślenie. Niestety w taki sposób łatwo popaść w obsesję, która spowoduje, że płomień szybko rozgorzeje, ale przy okazji spali wszystko dookoła, albo po prostu wyczerpie wszystkie Wasze zasoby. Takie nastawienie na cel może też doprowadzić do nieustannego poczucia wyrzutów sumienia i obarczania się winą za brak samozaparcia skutkującego spektakularnymi efektami. Dlatego ja nie poddawałabym się ślepo zaleceniom Tracy’ego, chociaż sporo jego rad jest wartych wcielenia w życie. Ja gorąco zachęcam do np. spisywania planów i robienia list. Tracy w tej książce poświęca kilka rozdziałów aktywności fizycznej i zdrowiu - moim zdaniem ogólne założenia są oczywiście dobre, ale niekiedy poparte trochę archaicznymi argumentami i nieodpowiadające współczesnej wiedzy.
Dwie książki Tracy'ego, które do tej pory przeczytałam były przeznaczone głównie dla "handlowców". W każdej z nich wielokrotnie powtarzało się zdanie "If you want to increase your sales and make more money..." - co sprawia, że treść trochę traci na uniwersalności, bo przecież nie każdy jest sprzedawcą. Jeśli wasz zawód (aktualny lub wymarzony) polega na sprzedaży produktów, to wydaje mi się, że lektura tej książki będzie dla Was cennym doświadczeniem. Znajdziecie w niej wiele interesujących rad, które rzeczywiście przekładają się na uzyskiwanie lepszych efektów. Ale ostrzegam - niektóre fragmenty są przepisem na prostą drogę do pracoholizmu - przychodź do pracy godzinę wcześniej, wychodź godzinę później, nie chodź na lunch, nie rozmawiaj ze współpracownikami w trakcie pracy (wow!). Czy to brzmi według Was jak dobre rady? Jak w tym wszystkim można dbać o swoją psychikę? Znam jedną osobę która wcieliła takie rady w życie i rzeczywiście odniosła sukces, ale poniosła spore koszty w sferze osobistej. Do tego doszło ciągłe dbanie o pozory - garnitury z najwyższej półki, chwalenie się pieniędzmi, wstydzenie się własnej rodziny. Sami możecie zgadnąć, jak wpłynęło to na relacje z bliskimi. Kult pieniądza stał się główną osią życia tej osoby i finalnie to właśnie pieniądze były jedynym, co tej osobie zostało. Oczywiście koszty wystawnego życia są ogromne, więc nawet stosunkowo wysokie zarobki to ciągle za mało, bo po odjęciu wydatków z pensji nie zostaje prawie nic. Chciałam tylko powiedzieć, że rady Tracy'ego zrobiły z mojego znajomego cyborga-pracoholika.
Potęga tytułowej samodyscypliny polega na nieuleganiu pokusom, wtedy żadne wymówki nie będą potrzebne. Branie odpowiedzialności za własne działania jest kluczem do zdania sobie sprawy z tego, ile każdy z nas może zrobić. Dbanie o samorozwój nigdy nie będzie stratą czasu i pieniędzy. To w skrócie dla mnie najważniejsze myśli, które można wyciągnąć z książki "Nie tłumacz się, działaj! Odkryj moc samodyscypliny" .
Dla kogo jest ta książka?
Dla handlowców, dla CEO, dla studentów marketingu, zarządzania, finansów i innych pokrewnych kierunków, dla osób chcących założyć własne firmy, dla specjalistów od HR. Sporo rad jest uniwersalnych i może przydać się każdemu, kto chce lepiej zorganizować swój czas i osiągnąć wymarzone cele (finansowe, osobiste, naukowe...).
PS. Głos i intonacja polskiego lektora czytającego książkę Tracy'ego jest dla mnie nie do zniesienia. Po angielsku książkę czyta sam autor i o wiele przyjemniej się go słucha, chociaż jego głos jest momentami bardzo usypiający
marysiadaily.blogspot.com
Podręcznik perswazji. Najskuteczniejsze metody przekonywania innych i świadomej ochrony przed manipulacją
Znajomość technik perswazyjnych ma wymiar praktyczny. (s. 12)
Na portalu Czytam Pierwszy jakiś czas temu zobaczyłam okładkę książki, która mnie zaintrygowała. Był to Podręcznik perswazji. Najskuteczniejsze metody przekonywania innych i świadomej ochrony przed manipulacją Mateusza Grzesiaka. PERSWAZJA – słowo klucz, które przyciągało mnie do siebie przez dłuższy czas jak magnes. W końcu uległam perswazji (!) i zakupiłam książkę. Nie powiem, także okładka miała w tym swój mały udział. Trybiki w głowie człowieka i poza nim ciągle się kręciły, aż i mnie wkręciły. A ta zieloność… Słowem – jedna z najładniejszych okładek, jakie widziałam. A i cała książka jest starannie i pięknie wydana, dopracowano szczegóły.
Dr Mateusz Grzesiak interesuje się najnowszymi odkryciami naukowymi z różnych dziedzin, m.in.: biologii, psychologii, ekonomii, politologii. Bada mechanizmy różnych relacji międzyludzkich. Analizuje komunikację między sprzedawcą a klientem, przygląda się zależnościom między szefem a jego zespołem, pasjonują go rozmowy małżeńskie i wywieranie wpływu na grupy. Zupełnie inne światy, lecz łączy je wspólny mianownik. To zasady. Zasady perswazji.
Uniwersalnych zasad perswazji, która działa, można się nauczyć! (s. 11)
Codziennie świadomie lub nie wywieramy wpływ na innych. Skutki tego są różne, nie zawsze pożądane. Nie wiemy, jak się chronić przed wpływem innych. Przez brak umiejętności komunikacyjnych ludzie tracą wiele możliwości, dają sobą manipulować, robią coś wbrew sobie. Mimo różnorodności ludzie ulegają podobnym złudzeniom, popełniają te same błędy, a ich umysły stosują te same mechanizmy. Jest na to sposób – nauczyć się technik perswazji! A pomoże w tym książka dr. Mateusza Grzesiaka, w której autor na początku wyjaśnia podstawowe pojęcia: perswazja (nie mylić z manipulacją), technika perswazji, błąd poznawczy.
Niniejsza pozycja to zbiór ponad stu technik perswazji. Każda technika jest zaprezentowana na nieparzystej stronie, a na parzystej znajduje się miejsce na notatki. Super pomysł! Omówienie techniki składa się z czterech elementów: nazwa techniki po polsku lub po łacinie, „Teoria”, „Praktyka”, „Przykład”. Najpierw autor tłumaczy łacińską nazwę. Potem dokładnie wyjaśnia technikę, podaje cel, czasem popiera badaniami i eksperymentami. W części praktycznej przechodzi do konkretnego działania – wydaje polecenia do wykonania dla czytelnika (znajdź, poznaj, użyj, przedstaw, umieść), a potem podaje swoje przykłady. Proste? Niby tak, lecz różnorodność technik perswazji i stopień ich trudności oraz nieznajomości sprawia, że niektóre z nich wymagają poświęcenia im więcej czasu.
Umysł ludzki dąży do szeregowania zjawisk, przedmiotów, osób etc. (s. 189)
Wiele technik każdy z nas zna podświadomie i posługuje się nimi intuicyjnie. To na przykład techniki: lubienie, uzasadnienie, przyznanie się do błędu, wzajemności, znajomości, racjonalizacja zakupów, efekt wyświadczonej przysługi, odwołanie się do autorytetu rozmówcy, analogia.
Z wielu technik korzystają marketingowcy – społeczny dowód słuszności („8 na 10 klientów wybiera…”), argumentum ad novum („Bułki prosto z pieca”), efekt czystej ekspozycji (częste emitowanie jednej reklamy), efekt posiadania (próbna jazda autem). Przyczyną porażek osób na stanowiskach jest nieznajomość techniki delegacja z odpowiedzialnością. Technika potok słów używana jest często w popularnych programach telewizyjnych w rozmowach polityków. Media często „gdybają”, posługując się argumentum ad petitio proncipii („Załóżmy, że Y…”, „Gdyby było X, to czy wtedy przypadkiem…”). Z kolei organizacje charytatywne odwołują się do emocji i sumienia ludzi za pomocą argumentum ad misericordiam. Rodzice często wobec swych dzieci używają techniki argumentum ad baculum (kija). Namiętni gracze w Lotto działają pod wpływem techniki paradoks hazardzisty. Wydawcy książek często używają techniki fałszywe zwycięstwo, drukując na okładce świeżo wydanej książki „bestseller”(!). A która technika jest charakterystyczna dla Polaków? Moim zdaniem efekt Pollyanny, np.: „jakoś to będzie”, „wszystko będzie dobrze”, „nie ma tego złego…”. Zgadzacie się?
Potraktuj ją jako zbiór gotowych do zastosowania instrukcji służących wywieraniu wpływu. (s. 12)
W tej pozycji niebywale ważny jest język. Autor świadomie operuje słowem. Zwraca uwagę na różne kategorie słów, wymienia operatory modalne, presupozycje (ukryte założenia), sugestie itd. Świadomie wybiera wyrazy i ich używa, ot perswazja słowna. Przedstawiając się i swoje zainteresowania Mateusz Grzesiak pisze w pierwszej osobie. We wstępie, pierwszym rozdziale i epilogu czyni z czytelnika swojego ucznia, partnera, że oto razem będą działać (nim przejdziemy, dotarliśmy). Często zwraca się do niego bezpośrednio, używając trybu rozkazującego (potraktuj, pamiętaj, nie odkładaj), który nie brzmi kategorycznie jak rozkaz, bardziej jak prośba. Jednak w dziale o technikach perswazji rozkaźniki w części „Praktyka” brzmią jak polecenia, polecenia nauczyciela, które trzeba bezwzględnie wykonać. W końcu to podręcznik, więc… trzeba się uczyć. A tak naprawdę to podręcznik, poradnik, instrukcja i notatnik w jednym.
Powodzenia w skutecznej komunikacji i w prawdziwych relacjach z ludźmi! (s. 225)
Podręcznik perswazji to zbiór technik, które można czytać wyrywkowo, wybierając sobie jedną z nich i ją ćwicząc. Podręcznika nie należy czytać w jeden wieczór, to nie tego typu publikacja. Wtedy niewiele się z niego wyniesie. Trzeba studiować go i na bieżąco praktykować, trenować, uczyć się technik. Wtedy to ma sens i przyniesie pożądany efekt. Zawarte w nim narzędzia gotowe do użycia sprawdzą się w różnych rozmowach, a Ty będziesz miał przewagę w każdej sytuacji.
Dla kogo ten podręcznik? Skorzystają z niego na pewno marketingowcy, biznesmeni, politycy, dziennikarze, copywriterzy, coachowie, nauczyciele. Jednak tak naprawdę, to książka dla każdego, bo każdy z nas używa perswazji na co dzień. Sięgnij po Podręcznik perswazji i poznaj techniki, tylko na tym skorzystasz, bowiem perswazji i odporności na nią po prostu można się nauczyć. Polecam!
W szponach literek martucha180
Rework
Digitalizacja: Gdy za bardzo skupiamy się na technologiach, umyka nam najważniejsze: w cyfrowej transformacji chodzi o biznes
Nie mylmy mapy z terytorium, karty dań z posiłkiem i palca z księżycem, na który ten palec wskazuje. Podobnie podejście warto odnieść do cyfrowej transformacji. Wbrew pozorom: istotą tego zjawiska jest nie tyle cyfryzacja, ile transformacja. Dogłębna metamorfoza. Nieodwracalna zmiana, która ma związek z wdrożeniami IT, ale wykracza daleko poza technologie. Sięga biznesu, wszystkich procesów przedsiębiorstwa — od zakupów, produkcji, HR, przez sprzedaż, po marketing i obsługę klientów.
TAK TO WIDZĘ:
Transformacja cyfrowa to przerzucenie mostu między światem technologii a biznesem. Efekt? Jeśli systemy ERP, CRM czy BI widzi się w perspektywie procesów firmy, można z nich uzyskać maksimum możliwości — mówi Paweł Stapf, dyrektor rozwoju biznesu cyfrowego w spółce Bilot.
Takie wnioski można wysnuć z badania „Barometr CDO 2017”, które niedawno przeprowadził Bilot wśród 500 polskich firm. Respondenci zdają sobie sprawę, że sprowadzanie modernizacji przedsiębiorstw tylko do inwestycji w nowe technologie byłoby uproszczeniem. System IT powinien pomagać użytkownikowi w działalności rynkowej — w przeciwnym razie będzie tylko atrakcyjną nowinką, modnym gadżetem.
— Informatyzacja nie jest celem samym w sobie. To część strategii. Firma, która zamiast na biznesie skoncentruje się na cyfrowych innowacjach, osiągnie tylko część korzyści, jakie oferuje digitalizacja — mówi Paweł Stapf, dyrektor rozwoju biznesu cyfrowego w spółce Bilot. Aby lepiej wyłożyć swój punkt widzenia, sięga po książkę „Re-work” Jasona Frieda i Davida Hanssona. Amerykańscy eksperci od przedsiębiorczości tłumaczą m.in. na czym polega różnica między Tigerem Woodsem a wieloma osobami, które dopiero rozpoczynają przygodę z golfem.
Często kupują one drogie, markowe akcesoria do tej dyscypliny sportu — w przekonaniu, że od tego zależy ich sukces. Sportowiec również nie żałuje pieniędzy na sprzęt. Niemniej wygrałby z przeciwnikami, używając nawet zwyczajnych kijów. Jason Fried i David Hansson uważają, że w biznesie jest podobnie: nie wygrywają firmy, które mają najlepsze narzędzia, ale te, które umieją najlepiej ich użyć.
Przekonać nieprzekonanych
W podobnym duchu o transformacji cyfrowej na swoim blogu pisze Joanna Stępień, doradca GFMP Management Consultants. Efektywność tego procesu — twierdzi — zależygłównie od tego, czy kadra zarządzająca zdoła przekonać personel do zmiany i jakie będą jej konsekwencje na każdym poziomie — organizacyjnym, menedżerskim i pracowników. Aby zdobyć poparcie ludzi, potrzeba dobrej komunikacji i edukacji. Przedstawicielka GFMP za wzór stawia AT&T, amerykańskiego giganta telekomunikacji, który wydał 250 mln USD na dostarczenie digitalnych umiejętności 140 tys. pracowników.
Natomiast dyrektor Paweł Stapf dodaje, że kluczem do sukcesu jest przekonanie ludzi na każdym poziomie firmowego ekosystemu, na czele z kierownictwem. Jeśli zarząd nie zapali IT zielonego światła, zmiany będą następowały opornie. Takie stawianie sprawy rzuca zupełnie inne światło na rolę szefa działu informatycznego przedsiębiorstwa.
Zwykle określa się go skrótem CIO — od: chief information officer. Polskim odpowiednikiem jest dyrektor IT. Niemniej eksperci firmy Bilot przekonują, że właściwsza nazwa to chief digital officer (CDO), czyli dyrektor ds. digitalizacji. Różnica tkwi m.in. w uprawnieniach — CDO ma ich więcej niż CIO. Spośród uczestników ankiety Bilota funkcję chief digital officer oficjalnie pełni tylko pięć osób. Kolejne 67 odpowiada za działania właściwe dla CDO, czyli za cyfrową transformację, choć ich stanowiska zostały nazwane inaczej.
— Cieszy, że ponad połowa badanych, których można określić jako CDO, należy do zespołów zarządzających i współpracuje z kierownictwem. Ci ludzie współdecydują o kierunku rozwoju firm — podkreśla Paweł Stapf. Formalnie i faktycznie funkcję CDO w spółce Skanska sprawuje Aleksander Szerner. W budowlance jest to bardzo ważne, bo ten sektor, razem z rolnictwem, należy do najgorzej zinformatyzowanych — zwraca uwagę menedżer. Można to zmienić, zwiększając decyzyjność szefów IT.
— Dziś 20 proc. czasu zajmują przygotowania do budowy, a 80 proc. — realizacja projektu. Dzięki nowym technologiom — jak sztuczna inteligencja, robotyzacja, pojazdy autonomiczne — nasza branża jest w stanie odwrócić te proporcje, co obniży ceny nieruchomości. Jest tylko jedno „ale” — trzeba dać CDO dużą swobodę — uważa Aleksander Szerner.
Wielu szefów IT może mu pozazdrościć. 36 proc. odpowiedzialnych za firmowe IT za główny hamulec transformacji cyfrowej uważa brak budżetu. Każdą decyzję dotyczącą digitalizacji podejmuje się w ich przedsiębiorstwach indywidualnie. Czy znajdą się pieniądze na wdrożenie? Zależy to od zarządu, prezesa lub dyrektora finansowego. Sęk w tym, że kadra menedżerska nie zawsze jest przekonana do takich inwestycji.
Szersze spojrzenie
Mariusz Papiernik, prezes firmy Bilot w Polsce, opowiada, że klienci często pytają o sens cyfrowej transformacji, jeśli przy dotychczasowych nakładach na IT uzyskują zakładane marże. Jego odpowiedź brzmi: dobrze przemyślana mapa rozwoju przedsiębiorstwa uzupełniona rozwiązaniami technologicznymi może zwiększyć marże i inne wskaźniki biznesowe. Jeśli użytkownik poprzestaje na digitalizacji, ogranicza swoje profity.
— Cyfrowa transformacja oferuje szersze spojrzenie na środowisko IT, czyli z perspektywy inwestycji, a nie tylko kosztu — podsumowuje Mariusz Papiernik.
Mówimy: cyfrowa transformacja, a myślimy... Właśnie, co? System ERP, big data, internet rzeczy? A także przemysł 4.0, sztuczna inteligencja, chmura obliczeniowa? Digitalizacja jest ważna. Wszystko jednak zależy od tego, kto zostanie postawiony w centrum zmiany — jeśli będzie to mający poparcie w firmie CDO, dysponujący budżetem, cyfrowa transformacja zakończy się sukcesem.
www.pb.pl MIROSŁAW KONKEL
Zostań królową PR
Jedną z nowości branżowych, dotyczących tematyki Public Relations jest książka, która swoją okładką wyróżnia się na tle pozostałych. Mowa tu o “Zostań królową PR” Kingi Fromlewicz, poradniku dla przedsiębiorczych kobiet, które pragną zacząć przygodę z PR własnej marki.
Mocno różowa okładka przyciąga wzrok na półce w księgarni, zarówno tej stacjonarnej, jak i internetowej. Niby nie chcemy sugerować się kolorem, ale coś podpowiada, że jest to literatura skierowana do kobiet. Tytuł również wskazuje formę żeńską – “królowa PR”. Zwraca uwagę, co też sprawia, że ciekawość dotycząca zawartej w niej treści wygrywa.
Autorką “Zostań królową PR” jest Kinga Fromlewicz, PR-owiec i rzecznik prasowy od ponad 10 lat w zawodzie, z doświadczeniem dziennikarskim. Od 20 lat pracuje ze słowem, w związku z czym postanowiła zadebiutować na rynku literatury i przelać fragment swojej wiedzy na papier, dzieląc się nią z paniami, które boją się rozwinąć skrzydła w swojej firmie.
Fromlewicz swoją książkę kieruje głównie do kobiet, które zaczynają lub już prowadzą swój mały lub micro biznes, jednoosobową działalność lub inną niewielką formę przedsiębiorstwa z równie małym budżetem. Za cel obrała sobie ukazanie, że każda z czytelniczek może zostać własnym specjalistą ds. PR i wziąć wszelkie sprawy w swoje ręce. I faktycznie tak robi, ponieważ stworzyła swego rodzaju poradnik, z miejscem na notatki dla czytelniczek, gdzie można na bieżąco odnosić wiedzę autorki do swojego biznesu.
Rzeczywiście jesteśmy w stanie znaleźć tu bezpłatne lub niskokosztowe rozwiązania na rozpoczęcie działań Public Relations w małej firmie. Dzięki zawartym w książce poradom osoba, która nigdy wcześniej nie zajmowała się PR-em i sądziła, że jest on przeznaczony wyłącznie dla dużych firm, z łatwością może przekonać się, że jest w błędzie. Ponadto na początek już niewielkim zaangażowaniem może poprawić wizerunek własnej marki, o ile weźmie sobie do serca wszystkie wytyczne od Kingi Fromlewicz.
Czego możemy się dowiedzieć? Przede wszystkim tego, na jakiej na bazie budować swoją markę, w jaki sposób określać swój cel i tworzyć przekazy w komunikacji oraz jak układać plan działań. Autorka ma rację, gdyż wiele osób zapomina o właściwym zweryfikowaniu swojej działalności i przygotowaniu kolejnych zadań, jakie należy wykonać, a także określeniu prawidłowej grupy swoich odbiorców. Często zapominają też, jaki jest w tym wszystkim cel. Ponadto z poradnika dowiadujemy się, że kontekst naszych komunikatów jest bardzo istotny, a budowanie relacji ze społecznością oraz mediami online i offline to najważniejsze rzeczy, na które warto poświęcić każdą wolną chwilę. Znajdziemy tu również sugestie, czym się kierować wybierając ciekawe tematy na artykuły, jak mówić w sieci o sobie i swojej marce, a także uzyskamy wzory, jak pisać maile do dziennikarzy lub w jaki sposób stworzyć bazę mediów.
Podsumowując, książka “Zostań królową PR” jest idealna dla początkujących kobiet-przedsiębiorców, które chcą zapanować nad swoim wizerunkiem i budowaniem relacji z otoczeniem. Na początek znajdą tu wiele inspirujących treści lub przykładów, które przygotują je do samodzielnych działań i wskażą ważne elementy, o których nie wolno im zapominać. Jednak osoby, które wiedzę w niej zawartą już posiadają, mogą potraktować ją jako pewne przypomnienie i zebrane razem wskazówki, lub sięgnąć po inne pozycje wydawnictwa One Press, które poruszają bardziej szczegółowo tematy branżowe.
Medialna Perspektywa Katarzyna Krupicka