Recenzje
Jesteś wartościowa! 10-tygodniowy trening doceniania siebie
Witajcie kochani:) Na moim blogu ostatnimi czasy znajdziecie sporo książek związanych z rozwojem osobistym. Jedne mi się bardziej podobały, inne niestety mniej. Ta pozycja z pewnością należy do tej pierwszej kategorii.
W trakcie czytania miałam wrażenie, że autorka mówi wiele razy o mnie, bo historie, które opisywała, jakbym znajdowała odzwierciedlenie ich w swoim życiu. Książka jest podzielona na 10 rozdziałów, tak jak i mamy 10 tygodni, aby nad sobą popracować. Zaznaczyłam w niej wiele fragmentów, do których chętnie będę wracać, aby jeszcze bardziej utrwalić informacje w niej zawarte. Przede wszystkim należy potraktować ją jako zeszyt ćwiczeń, spowiedź z samym sobą, a nie książka do przeczytania przed snem, chociaż czyta się ją bardzo szybko i momentami jest zabawna:)
Pin on Pinterest
Ludzie nie lubią być odrzucani, dlatego ze strachu robią rzeczy, na które zupełnie nie mają ochoty, wszystko po to aby być potrzebni. Starają się, by wszyscy ich lubili, nie wypowiadają swojego zdania, tylko po to, żeby nikogo nie urazić, ważne żeby inni byli szczęśliwi, ja już nie muszę. Takie myślenie jest błędne, bo w efekcie stajemy się niewidzialni, nikt nas nie szanuje, co z czasem rodzi nasze frustracje. Jak temu zapobiec, lub przezwyciężyć ten stan? O tym z pewnością dowiecie się od autorki, która trafnie definiuje ludzkie zachowanie, podaje je analizie i mówi co można by zrobić inaczej.
"Dziś żyję inaczej. Czuję, że jestem wartościowa. Przestałam opresyjnie zmieniać siebie i "naginać się" do potrzeb innych. [...] Dziś budzę się szczęśliwa, że robię w życiu to, co kocham i w co naprawdę wierzę. Poczucie bycia winnej bajce zniknęło. Trafiłam wreszcie do właściwych drzwi i odważyłam się je otworzyć"
To tylko jedna z wielu historii bohaterek, które autorka przytacza. Ważne, aby znaleźć swoją ścieżkę i odważyć się nią podążyć, mimo strachu przed nieznanym.Trzeba wziąć odpowiedzialność za swoje życie, a nie narzekać że ktoś był czemuś winien, bo to nie prawda. Często ludzie boją się zmienić miejsce pracy ze strachu, że tam gdzie pójdą może być jeszcze gorzej, choć zwykle jest zdecydowanie inaczej. Kobiety tkwią latami w nieudanych związkach, głównie z obawy, czy sobie same poradzą. Małgorzata Trzaskowska powie co jej bohaterki zrobiły ze swoim życiem, jakie zmiany wprowadziły i czy były one na ich korzyść.
"Jeśli masz skłonność do poświęcania się i brania na siebie zbyt wielu obowiązków, czujesz się przeciążona i chciałabyś to zmienić, zorganizuj zebranie wszystkich domowników i wyjaśnij, że celem zebrania jest nowa organizacja pracy i nowy podział domowych obowiązków:
Polskie kobiety cierpią na przypadłość, którą zwie się "perfekcjonizmem", chcą być idealnymi mamami, żonami, paniami domu. Często pracują na kilka etatów czy to w pracy, a potem w domu, ale nie mają odwagi i chęci poprosić o pomoc swoich domowników. Autorka ukazuje jak ważny jest podział obowiązków i że proszenie o pomoc nie jest takie trudne. Podoba mi się to, że autorka zostawia sporo miejsca po każdym rozdziale na to, aby zapisać swoje refleksje, do których z czasem możemy wracać, coś dopisać itp. Jeśli czujesz, że żyjesz w innej bajce, nie jesteś zadowolona, szczęśliwa, to ta książka podpowie Ci co robisz źle, nad czym trzeba popracować, aby zmienić ten stan.
http://apetyczneksiazki.blogspot.com/
Szkoła Mówców. Myśl i prezentuj inaczej niż wszyscy
Witajcie kochani :) Ja jeszcze na wakacjach, ale oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie wzięła kilka książek do walizki. Dzisiaj chcę wam opowiedzieć o książce, nie tylko dla osób, które są na wysokich szczeblach w dużych korporacjach, ale też dla managerów, czy osób, mających kontakt z klientami. Sztuka prezentacji przydaje się nie tylko w pracy zawodowej, ale również i życiu osobistym, więc polecam przeczytać Szkołę mówców każdemu z was. Zawiera ona sporo wiedzy teoretycznej, ale i praktycznej, przez co łatwiej będzie przyswoić wiedzę i osiągnąć zamierzony skutek, którym jest występowanie publiczne bez stresu.
"Nie wystarczy mówić do rzeczy, trzeba jeszcze mówić do ludzi" (Stanisław Jerzy Lec)
Autorka powyższym cytatem otwiera książkę, zgadzam się z nim, bo niestety większość przemawiających do publiczności skupia się na tym co chce przekazać, a nie patrzy na to, jak te informacje odbierze publiczność. Z zawodu jestem nauczycielem, dodatkowo też managerem w firmie Oriflame, więc temat wystąpień publicznych nie jest mi obcy. Z prezentacjami wszelkiego rodzaju miałam do czynienia przede wszystkim na studiach. Niestety w ogromnej mierze były one, co tu dużo mówić, po prostu nudne.
Autorka przytacza nam przykłady, z którymi się spotkała w swojej pracy, mówi co było źle i jak poprawić dane czynności, aby być lepszym mówcą. Najlepiej wyobrazić sobie pewne czynności na konkretnych przykładach. Co mi się także ogromnie spodobało to fakt, iż autorka wprowadziła część z ćwiczeniami, aby każdy z nas mógł się zastanowić nad samym sobą, co robi dobrze, a nad czym trzeba popracować. Jak inaczej będziemy wiedzieć, co trzeba zmienić? Jest dużo pytań, nad którymi należy przemyśleć swoje działania, a także emocje, jakie towarzyszą nam podczas wystąpień publicznych.
"Dobre przemówienie musi posiadać interesujący początek i ciekawe zakończenie. A przede wszystkim: zakończenie musi znajdować się jak najbliżej początku" (Anthony Eden)
Już w szkole uczą nas na lekcjach języka polskiego, że dobre wypracowanie składa się z wstępu, rozwinięcia i zakończenia. W dalszej części Lidia Buksak pisze o swojej autorskiej formule 5K (Kierunek, Kto? Komu? Korzyści, Komunikat), dzięki której wiemy, jak powinna być skonstruowana dobra prezentacja. A jeśli chcesz zobaczyć, kto był dla autorki przykładem mówcy idealnego, przeczytaj tą książkę. Książka bardzo mi się spodobała, ze względu na dużą liczbę przykładów i przede wszystkich ćwiczeń wymowy, do których będę chętnie wracała.
Jeśli chcecie wiedzieć, jak występować publicznie, nie stresując się przy tym i nie będąc nudnym dla publiczności, jak być pewnym siebie, jak zaciekawić publiczność, to na te i inne pytania znajdziecie odpowiedź w Szkole mówców.
A wy boicie się wystąpień publicznych, czy może traktujecie je jako szansę, a nie karę? Jak radzicie sobie ze stresem? Piszcie w komentarzach, miłego dnia, A.
http://apetyczneksiazki.blogspot.com/ Angelika Fronia
Jesteś wartościowa! 10-tygodniowy trening doceniania siebie
Czy Ty też:
Jesteś miła, uczynna, nie sprawiasz kłopotu i czekasz, aż wszyscy będą Cię lubić? A tutaj niespodzianka- zamiast ogromnej sympatii dostajesz w zamian brak szacunku i ignorancję.
Jesteś zawsze uśmiechnięta i pozytywna, bo przecież inni nie lubią ponuraków. Pomyśl teraz ile razy uśmiechałaś się, gdy wcale nie było Ci do śmiechu, ile razy zaprzeczałaś temu, co naprawdę czułaś? Skąd bierze się przekonanie, że gdy okażesz złość bądź smutek to nikt nie będzie chciał z Tobą przebywać?
Stawiasz innych na pierwszy
m miejscu? Albo, gdy zaspokoisz swoją potrzebę, czujesz się źle i masz poczucie winy?
Nie mówisz tego, co myślisz, co myślisz, bo nie chcesz psuć atmosfery. Gryziesz się w język tylko po to, żeby „było miło”. Zmieniasz swoją opinię na dany temat tylko dlatego, że towarzystwo, w którym jesteś ma odmienne zdanie.
Boisz się awansu, bo przecież na pewno sobie nie poradzisz albo lepiej nie ryzykować- bo cóż się stanie, kiedy coś się nie uda?
Jesteś perfekcjonistką- albo coś będzie zrobione idealnie albo wcale? Każde potknięcie urasta do rozmiarów klęski, a Ty tkwisz w tym schemacie i nie wiesz jak z niego wybrnąć?
Cały czas coś „musisz”. Musisz posprzątać, zrobić dodatkowy projekt w pracy, musisz zacząć ćwiczyć, musisz „wziąć się za siebie”- a wiesz, czego tak naprawdę chcesz?
Tkwisz w związku bez fajerwerków, bo nie chcesz być sama? Boisz się, że już nikt Cię nie zechce? Na wszystko się zgadzasz, bo nie chcesz stracić partnera? Poświęcasz swoją karierę, żeby to on mógł się rozwijać? Już teraz wiesz skąd bierze się słynne powiedzenie „Za każdym sukcesem mężczyzny stoi kobieta”.
Mimo tego, że pragniesz zrobić coś, o czym marzyłaś od dawna strach tak Cię paraliżuje, że zaprzestajesz działania?
Zamiast kreować swoje życie ono Ci się po prostu przytrafia?
Jeśli na którekolwiek z powyższych pytań odpowiedziałaś „TAK” powyższa książka jest dla Ciebie!
Po lekturze książki Małgorzaty Trzaskowskiej uświadomisz sobie w końcu, że to Ty powinnaś być dla siebie najważniejszą osobą w swoim życiu. Nie tylko dlatego, że ze sobą będziesz do końca swoich dnia, ale także dlatego, że dzięki temu innym będzie się z Tobą lepiej żyło. Jeśli jesteś szczęśliwa sama ze sobą inni to zauważają i zaczynają Cię dostrzegać , akceptować i przede wszystkim szanować taką jaką jesteś. Nikt nie chce Cię zmieniać, bo jesteś doskonała taka jaka jesteś.
Dzięki książce zrozumiesz, że zmiana jest możliwa. Że nie musisz już tkwić w roli zabieganej kobiety, wiecznie zabiegającej o aprobatę innych i czekającej na miłe słowo od nich. Dzięki narzędziom wskazanym przez autorkę poradzisz sobie ze szkodliwymi schematami pustoszącymi Twoje życie.
W końcu poczujesz wolność. Poczujesz, że nie musisz już się prosić o sympatię, akceptację, czy też uwagę. Że jesteś wartościowa taka, jaka jesteś! Że jesteś ważna dla samej siebie i samą siebie szanujesz. Że nie jesteś jak zupa pomidorowa i nie każdy musi Cię lubić. Ważne, żebyś to Ty lubiła siebie!
Dlatego też zacznij od dzisiaj pracę nad sobą, nad życiem jakiego zawsze pragnęłaś! Zacznij oddychać pełną piersią, zacznij myśleć przede wszystkim o sobie!
Bo kto jest dla Ciebie najważniejszy w życiu? TY!
aciecwierz.pl Agnieszka Ciećwierz
Sztuka projektowania tekstów. Jak tworzyć treści, które podbiją internet
Książka Ewa Szczepaniak z bloga Tekstowni.pl Sztuka projektowania tekstu.
Jak tworzyć treści, które podbiją internet?
Ja bym powiedziała jeszcze: jak przezwyciężyć w sobie nieśmiałość pisania i wreszcie odważyć się pisać po swojemu, ale świadomie. Rozwijając swój indywidualny styl, pracując nad warsztatem. Bo warsztat dodaje pewności.
Bardzo się cieszę, że wpadła mi w ręce ta książka.
Za każdym razem, kiedy ją otwierałam, miałam ochotę usiąść do pisania i bawić się nim.
Ta książka uświadomiła mi, jak ważne jest przełamać w sobie nieśmiałość pisania.
Może u niektórych wyniesioną ze szkoły, paraliżującą, może po karkołomnych podejściach i przejściach z pisaniem szkolnych wypracowań (jak sama nazwa wskazuje wy – pracowane – co dla niektórych, w tym dla mnie po latach pozostaje wspomnieniem syzywofej pracy … )
Kiedy na starcie następował falstart.
Człowiek jeszcze nie zaczął pisać, a już przestawało mu się chcieć…
Tyle że …
Pisanie do sieci rządzi się swoimi prawami.
Jest w nim miejsce dla każdego.
Tu nie muszisz wpisywać się w czyjeś gusta, ale pisać po swojemu tak aby dotrzeć do odpowiednich ludzi:
tych, którzy będą chcieli Cię czytać,
tych, którym masz coś wartościowego do zaoferowania.
Przypomniałam sobie, jak zaprzyjaźniona blogerka zwierzyła mi się w początku naszej przygody z blogowaniem (było to prawie osiem lat temu), że założyła bloga mimo tego, że dzięki „życzliwości inaczej” swojej pani polonistyki ze szkoły wyniosła głęboko zakodowane przekonanie, że nie powinna pisać.
Niech zajmie się czymkolwiek innym, ale niech nie pisze.
A jednak ciągnęło ją do pisania…
Osobą, która najbardziej odradzała jej pisanie była jej polonistka.
Po 8 – u latach ona pisze dalej:
regularnie (tej regularności mógłby jej pozazdrościć niejeden niedzielny blogera)
i jeszcze zarabia na tym pisaniu (pisze o kulinariach).
Mimo, że zaczynała z poważnymi wątpliwościami, co do swoich możliwości w tym zakresie i z głęboko zakorzenionym przekonaniem, że nie da rady. Dała.
Bo czasami można mieć zakodowane przekonanie, że pisanie jest nie dla mnie. A jednak coś ciągnie do pisania. Sama czegoś takiego doświadczam od lat i od lat piszę dalej.
To, że w czasach szkolnych pisanie szkolnych wypracowań było męką, jeszcze nie przesadza o tym, że nie powinieneś pisać. Do sieci.
Tak, tu chodzi mi tu o:
Pisanie do sieci, które dodatkowo rządzi się specyficznymi prawami.
Po pierwsze: w pisaniu do sieci tym bardziej chodzi o to, byś:
Nie ograniczał się,
nie porównywał z innymi (nic tak nie ogranicza),
wyrażał swoje myśli po swojemu,
nie silił się na bycie kimś innym,
szukał swojego stylu….,
pozwolił sobie na zabawę ze słowem,
czerpał z tego przyjemność – mając w tzw zapleczu – warsztat = świadomość pewnych zasad.
Tu obowiązuje równolegle druga zasada:
Każdym kolejnym zdaniem, a nawet każdym kolejnym słowem walczysz o to, by czytelnik przeczytał jeszcze jedno, kolejne słowo, czy zdanie.
I tak w zasadzie bez końca.
W czasach, kiedy nas wszystkich goni FOMO, czyli strach, żeby czegoś nie przeoczyć, który sprawia, że scrolujesz (przewijasz) coraz szybciej i przeglądasz to coraz mniej uważnie, a coraz bardziej pobieżnie.
W tej sytuacji, jak napisać coś, co zatrzymać czytelnika?
I to niekoniecznie używając, czy uciekając się do tzw clickbaitowych tytułów na zasadzie:
Kobieta urodziła słonia. Zobacz, co z tego wyrosło.
Czy coś równie idiotycznego.
Bo clickbaity – owszem – chwytają, ale pozostawiają czytelnika z takim niesmakiem, do czyjejś (może właśnie Twojej) mozolnie budowanej w sieci.
Pozostać sobą, odnaleźć w tym siebie,
znaleźć swój styl.
A przede wszystkim odkryć radość pisania. Która może stać się udziałem każdego.
Zabrzmieć autentycznie.
Bo pisane z serca brzmi autentyczniej, ale też bardziej angażuje.
Owszem poprawność językowa jest ważna. Ale ona nie powinna ograniczać Cię na starcie. Ona też przyjdzie z czasem, w miarę pisania.
Nawet, jeżeli gdzieś tam w głębi Ciebie czai się ten niedowiarek, który uparcie powtarza Ci, że Ciebie to nie dotyczy, bo przypomnij sobie, co było w szkole….
Łatwość pisania przychodzi z ilością napisanych tekstów.
Moich pierwszych tekstów nie da się czytać. Pisane tak topornie…
Lata zajęło mi pozbycie się tej toporności… I jeszcze nie do końca.
Ale myślę sobie, że to nie była toporność, raczej blokująca wyrażanie siebie nieśmiałość pisania.
Chcąc wpasować się w czyjeś gusta, zatraciłam siebie…
A przecież nie o to chodzi. Tymbardziej w sieci. Tu chodzi o to, żeby słowo wywoływało odźwięk.
Tu trzeba wibrować.
Tu chodzi o to, by odważyć się:
Wyzwolić się z tego karkanu, który podświadomie sami sobie narzucasz, albo który wyniosłeś ze szkoły. Gdzieś, kiedyś go w Tobie zasiano.
Pozwól myślom biec swobodnie.
Nie bój się słów. Daj upust słowom.
Odważ się i bawić się tym swoim pisaniem.
Nie daj wmówić sobie czegoś, jeżeli serce podpowiada coś zupełnie innego.
Przełam w sobie nieśmiałość pisania.
Bo… Pisanie nie musi być męką: wypracowane
W sieci nie chodzi o takie podręcznikowe pisanie. Ale o takie pisanie, które zaraża, o słowa, które wyzwolą w innych oddźwięk. A punktem wyjścia jest zebranie się na odwagę i zabawę słowem.
Podręczniowe zasady poprawnego pisania nie są po to, by Cię ograniczać, tylko, byś świadomie budował swój wartszat, a dzięki niemu nabierał zaufania do samego siebie.
Tutaj książka Ewy łamie pewne tabu.
Ewa przekonuje – namawia – zachęca do zabawy ze słowem. A jednocześnie wyposaża w warsztat, który pozwala na tę zabawę słowem bez kompleksów:
Za każdym razem, kiedy po nią sięgałam, miałam ochotę usiąść do pisania i bawić się tym.
Dla kogo jest ta książka?
Jako niehumanistka pisząca do sieci (czyli jako osoba nie posiadająca wykształcenia humanistycznego, jestem inżynierem) znalazłam w niej swego rodzaju biblię, która porzadkuje wszystko, co ważne, wiedza, znajomość. Bardzo kompleksowo opracowana pozycja.
Dużo niezbędnych zasad poprawnego pisania (które sama odkrywałam tak trochę przy okazji – pisząc), a które znajdziesz w książce Ewy zebrane w jednym miejscu i podane w pigułce.
Książka usystematyzowuje pewne rzeczy, zachęca do odważniejszego pisania,
pokazuje:
jak świadomie rozłożyć proces pisania,
jak postawić sobie właściwe pytania w poszukiwaniu własnego stylu,
zachęca do tego, byś się nie bał, rozbudza apetyt na pisanie,
pomaga odnaleźć swój własny styl.
Zamiast chować się w bezpiecznych ramach sztywnej poprawności językowej, które czasami mogą być tą maską, która nie pozwoli Ci zaistnieć szerzej.
Kiedy dusza rwie Ci się do tego, by pisać po swojemu. Kiedy narzucenie sobie zbyt sztywnych reguł po to, by wpisać się w cudze gusta, a raczej, by dogodzić każdemu (co jest niemożliwe i niewykonalne, tymbardziej w sieci), a jak to potrafi obrzydzić pisanie.
Powiedziałabym, że z tej książki płynie jedyne słuszne w obecnych czasach nieskończonych możliwości, jakie stwarza internet przesłanie, parafrazując motto z disneyowskiej bajki Ratatuj – każdy może gotować:
Każdy może pisać. Do sieci.
Pisząc bloga latami dochodziłam do tego po omacku.
Książka Ewy podaje tą całą wiedzę, która pomaga zbudować warsztat w pigułce, a jeszcze zachęca do szukania w tym pisaniu siebie.
Jest błogosławieństwa na drogę. I to wszystko zebrane w jednej książce.
Jeszcze mam jedną taką uwagę:
Książki pisane przez ekspertów w swoich dziedzinach, którzy nie leją wody, tylko przekazują konkrety i dzielą się swoim doświadczeniem, czyli tym, co przez lata wypracowali i podają to w jednej pigułce w formie książki:
to jest bezcenne.
Na koniec porada z książki Ewy, która szczególnie sobie zapamiętałam:
Za każdym razem, kiedy masz ochotę napisać „bardzo”, użyj słowa „cholernie”, twój redaktor z pewnością to usunie i tekst będzie taki, jak powinien być.
Mark Twain
Dlaczego słówko bardzo zastąpić słowem cholernie? Dlaczego w ogóle zastępować bardzo…
Bardzo, podobnie jak cholernie jest przysłówkiem. Tu nie chodzi o to, żeby zastąpić „bardzo” czymś mocniejszym. Ale żeby w ogóle się go pozbyć.
Nawet jeżeli pisząc do sieci, „cholernie” nikogo już raczej nie wzburzy cholernie, niejedno się tu widzialo…
Chodzi o to, by obcinać w tekstach przysłówki.
Przysłówki niewiele wnoszą. A przynajmniej nie wnoszą w tekst dynamiki, nie wlewają w niego życia (te malowniczą funkcję spełniają czasowniki).
Przysłówki czynią tekst dłużym.
Tymczasem dłuższy tekst puszczony do sieci, no cóż takie są jej realia:
statystycznie mniej osób go doczyta do końca… Kiedy każdym kolejnym zdaniem walczysz o to, by czytelnik przeczytał kolejne. Wyrzuć z tekstu przysłówki…..
Od razu przejdź do sedna, by czytelnik został z Tobą jak najdłużej.
Powodzenia i miłej lektury.
Vademecum BLogera
Zaczynaj od DLACZEGO. Jak wielcy liderzy inspirują innych do działania
5 inspiracji z książki Simona Sineka „Zaczynaj od dlaczego. Jak wielcy liderzy inspirują innych do działania”.
W dzisiejszych czasach zdecydowana większość produktów z podobnej kategorii jest do siebie zbliżona stosunkiem ceny do jakości. Powoduje to, że firmy, chcąc uzyskać przewagę rynkową, uciekają się do gier cenowych i promocji. Niestety w samej istocie jest to podobne do pewnego rodzaju uzależnienia. Jeżeli obniżysz cenę, to na jakiś czas wzrośnie Twoja sprzedaż, a wraz z nią zyski. Jednak jeśli klienci raz zapłacą niższą cenę, trudno będzie Ci ich przekonać, żeby później płacili więcej. W rezultacie sprzedaż i zyski spadną, a Ty będziesz musiał ponownie zrobić promocję. I koło się zamyka. Warto zadać sobie pytanie: czy manipulacja cenowa to rzeczywiście jedyny sposób na zyskanie klientów? Cofnijmy się do roku 1984 Idą równo, jeden za drugim. Ubrani w szare, niedopasowane uniformy. Wszyscy są ogoleni na łyso. Maszerują równym krokiem przez chłodne, industrialne korytarze. W tle słychać rozpoczynające się emocjonalne przemówienie Wielkiego Brata. „Dziś świętujemy pierwszą, chlubną rocznicę Dyrektywy Czystości Informacyjnej”. Kobieta ubrana na sportowo, w jaskrawe, czerwone szorty oraz biały top biegnie z młotem, goniona przez kilku żołnierzy. Ludzie idą dalej równo, patrząc się tylko przed siebie. Zajmują miejsca siedzące na sali. Przed nimi znajduje się ogromny ekran, a na nim widać głowę Wielkiego Brata.
„Pierwszy raz w historii stworzyliśmy ogród czystej ideologii, gdzie każdy pracownik może wzrastać bezpieczny od szkodników sprzecznych myśli”. Wszyscy siedzą wpatrzeni w ekran i słuchają go z pełną uwagą. Na ich bladych twarzach nie widać najmniejszych emocji. Lekkoatletka dalej biegnie, a goniący ją żołnierze zdają się być coraz bliżej. „Nasze ujednolicenie myśli jest potężniejszą bronią niż jakakolwiek flota lub armia na Ziemi”. Kobieta wbiega do sali. „Jesteśmy jednymi ludźmi, z jedną wolą, z jednym postanowieniem i z jednego powodu”. Żołnierze są tuż za nią. „Nasi przeciwnicy muszą zagadać się nawzajem na śmierć, a my ich pochowamy w ich własnym zamęcie”. Zatacza koło i rzuca młotem w ekran. „Powinniśmy zapanować!” W tym momencie młot uderza w ekran, który eksploduje jasnym światłem. Ludzie patrzą zszokowani. Głos zabiera lektor: „24 stycznia Apple Computer zaprezentuje Macintosha i zobaczysz, dlaczego rok 1984 nie będzie jak rok “1984”. Właśnie taką, 60-sekundową reklamę reżyserowaną przez samego Ridleya Scotta zaprezentowała firma Apple podczas przerwy Super Bowl w roku 1984. Zdecydowałem się ją przytoczyć, ponieważ idealnie oddaje to, o czym jest ten artykuł i przywołana przeze mnie książka.
Zaprezentuję Ci kilka głównych myśli, które pomogą Twojej firmie podejść zupełnie inaczej do swojej komunikacji i działania.
1. Odpowiedz sobie na pytanie: czym zajmuje się Twoja firma? Co robisz zawodowo? Jakie jest Twoje hobby? Zakładam, że nie masz problemu z odpowiedzeniem sobie na te pytania. Bardzo łatwo nam mówić o tym, czym zajmujemy się na co dzień. Zazwyczaj nikt nie ma problemu, żeby opowiedzieć, na czym polega jego działalność. No chyba że tłumaczysz swojej babci, na czym polega praca social media managera. Schody zaczynają się w momencie, gdy zadasz sobie pytanie: jak robisz to, co robisz oraz w jaki sposób prowadzisz swoją działalność? Okej, a dlaczego?
2. Zastanów się, „jak” i „dlaczego” – zasady złotego kręgu Schemat ten oparty jest na biologii. Zgadza się. Biologii, a nie psychologii. Kora mózgowa, którą wykształciliśmy dopiero w ostatnim stadium rozwoju gatunku ludzkiego, odpowiada właśnie za odpowiedź na pytanie „co?”. Dzięki niej jesteśmy w stanie myśleć analitycznie, racjonalnie oraz te myśli werbalizować. Poza korą w środku naszego „komputera” są jeszcze dwie sekcje nazywane mózgiem limbicznym. To on daje nam zdolność odczuwania emocji oraz podejmowania decyzji. Niestety nie jest w stanie wpływać na mowę. Dlatego właśnie tak trudno odpowiedzieć na pytania „jak?” oraz „dlaczego?”. Te trzy pytania posłużyły do stworzenia odkrywczej dla wielu firm koncepcji Złotego Kręgu. Jej twórcą jest Simon Sinek, znany mówca motywacyjny i autor bestsellerowych książek, takich jak m.in. „Liderzy jedzą na końcu. Dlaczego niektóre zespoły potrafią świetnie współpracować, a inne nie” i „Razem, czyli lepiej. Mała księga inspiracji”. Wówczas jednak był on małym amerykańskim przedsiębiorcą, borykającym się z kryzysem własnego biznesu i przechodzącym depresję. Simon zastanawiał się, jak to jest, że jedni liderzy potrafią inspirować ludzi do działania, a inni nie. Odkrył, że większość firm porusza się po Złotym Kręgu od zewnątrz, rzadko kiedy docierając nawet do samego środka. Potrafią opisać swój produkt (co?), powiedzieć, jakie są jego wyróżniki (jak?), lecz zaledwie garstka firm wie jeszcze, jaki jest cel istnienia ich produktu i ich samych jako takich (dlaczego?).
„Ludzie nie kupują tego co robisz; kupują to, dlaczego to robisz” – Simon Sinek Wróćmy do Apple’a Przytoczona przeze mnie wcześniej reklama Apple’a idealnie oddaje DNA marki: podważanie status quo. Steve Jobs i Steve Wozniak nie założyli firmy produkującej komputery. Oni stworzyli organizację, która daje pojedynczym ludziom możliwość zwyciężania z megakorporacjami. Do tej pory komputery kosztowały majątek i zajmowały ogromną przestrzeń. Pojawiające się natomiast komputery osobiste (PC) dawały swoim użytkownikom podstawowe funkcje i były kierowane zwłaszcza do inżynierów i branży przemysłowej. Młodzi buntownicy, jakimi byli Jobs i Wozniak, postanowili dać ludziom narzędzie, które wyzwoli ich kreatywność i potencjał twórczy. Od tej pory pojedynczy człowiek mógł wykonywać czynności, którymi kiedyś zajmowały się całe firmy.
3. Inspiruj, zamiast manipulować Później firma Apple zaczęła wprowadzać również inne produkty. Weźmy na przykład iPody i sposób, w jaki były promowane – „1000 piosenek w kieszeni”. Przypomnę, że były to czasy, kiedy na odtwarzaczu MP3 mieściło się kilkanaście dobrych jakościowo utworów. Apple znowu zrobiło coś w stronę podważenia status quo. Od tej pory ludzie nie musieli już decydować, czego chcą przez najbliższy czas słuchać. Teraz mogli wgrać dużo więcej muzyki i wybierać na bieżąco. A przecież nie była to rewolucja. 22 miesiące wcześniej (!) firma Creative wprowadziła na rynek odtwarzacz o pojemności 5 GB. Jest to porównywalne do 1000 piosenek, a jednak to Apple odniosło sukces z iPodem. Firma Dell, również słynąca z produkowania wysokiej jakości komputerów, wprowadziła w podobnym czasie swój odtwarzacz MP3. Nie sprzedawał się on jednak dobrze. Konsumenci nie wiedzieli, dlaczego mają kupić odtwarzacz od firmy, która po prostu produkuje komputery. „Co?” jest tylko środkiem realizowania „dlaczego?”. We wstępie napisałem, że na współczesnym wysoko konkurencyjnym rynku wiele firm ogranicza się do manipulacji ceną oraz intensywnej promocji sprzedażowej. Jednak nie jest to jedyna droga.
Simon Sinek odkrył, że przodujące firmy poruszają się po Złotym Kręgu od wewnątrz, a nie do wewnątrz, jak większość. Ich podstawowym założeniem jest cel, rozumiany nie jako zarabianie pieniędzy, bo to nie jest celem samym w sobie, a jedynie rezultatem. Jeśli kierujesz się „dlaczego?”, to tak naprawdę nie ma większego znaczenia, co robisz. Środki do celu mogą i będą się zmieniać. Firmy, które odnoszą sukces, robią to dlatego, że inspirują. Rynek, zwłaszcza dzisiejszy, niejednokrotnie wymaga szybkich i dużych zmian. Wiele firm porusza się płynnie między branżami, tworząc coraz to nowsze, różne od siebie produkty. To, co pozwala im przetrwać to poczucie, dlaczego istnieją oraz skuteczne komunikowanie tego na zewnątrz. Jak skutecznie inspirować? Nadaj swoim produktom wartość. Ale nie taką materialną, lecz ideologiczną. Niech komputer przestanie być komputerem, a stanie się osobistym narzędziem do wydajniejszej pracy, do tworzenia. Właśnie dlatego fani sprzętu z nadgryzionym jabłkiem są w stanie zapłacić za niego więcej, choć konkurencyjne produkty mają wręcz identyczną lub nawet niekiedy lepszą specyfikację techniczną.
4. Popracuj nad marką osobistą Nie mniej ważna w kontekście całej koncepcji Złotego Kręgu jest marka osobista, zarówno szefa, jak i pracownika. Każdy członek organizacji powinien utożsamiać się z firmowym „dlaczego?”. Służy to nie tylko budowaniu autentyczności, ale także ułatwia pracę. Pracownicy, którzy będą wiedzieli, jaki jest cel działania firmy i będą rozumieli sens swoich zadań, nie będą potrzebowali motywacji. Wiele razy odwołałem się w tym artykule firmy Apple, więc teraz dla odmiany napiszę trochę o byłym szefie i twórcy Microsoftu Billu Gatesie. Z charakteru jest typowym introwertykiem. Spokojny, mówi cicho i powoli. Jak więc jest w stanie inspirować tylu ludzi? Jak udało mu się wynieść markę Microsoft na szczyt? Odpowiedź jest oczywista – Bill ma jasno sprecyzowane „dlaczego?”. Odkąd tylko rozpoczęła się „rewolucja komputerowa”, Gates uwierzył w to, że można pomóc przezwyciężyć ludziom przeszkody uniemożliwiające im pełne wykorzystanie swoich możliwości. Teraz gdy nie jest już CEO Microsoftu, Bill Gates spełnia się, działając w swojej fundacji. Nadal realizuje swój cel, jednak teraz robi to zwyczajnie w inny sposób. Zadbaj o to, żeby każdy pracownik w Twojej firmie utożsamiał się z jej „dlaczego?”.
5. Wróć do początku Mam nadzieję, że z tego tekstu jasno wynika, jak ważne jest, by wszystko, co robimy wynikało z odpowiedzi na pytanie: dlaczego to robimy? Warto cofnąć się do samego początku i spisać sobie odpowiedź na to pytanie. Dopiero w dalszej kolejności należy się zastanowić, czy to co i jak robisz, jest spójne z celem, bądź celami Twojej organizacji. Nie bój się o tym myśleć. Nawet jeśli dojdziesz do wniosku, że Twoja działalność jest niespójna, bezcelowa lub nieszczera, potraktuj to jako punkt wyjścia do pracy nad DNA marki/produktu, bo jak by nie patrzeć, to właśnie od tego zaczyna się życie..
Sprawnymarketing.pl Hubert Jezierski