ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Mindfulness znaczy sati. 25 ćwiczeń rozwijających mindfulness

Czas na #mindfulness - uważność. I tu chciałabym wam polecić książkę w tej tematyce wraz z ćwiczeniami, które z łatwością wykonanie i wprowadzicie w codzienny tryb życia. „Mindfulness znaczy Sati” @wydawnictwo_sensus to poradnik opisujący pokrótce co tak naprawdę oznacza to pojęcie oraz ćwiczenia - 25 ćwiczeń rozwijających naszą świadomość lepszego życia, odpoczynku i koncentracji, świadomość doznań, emocji i mysli. Akceptacja zjawisk takimi jakie są i dystans. To pomaga radzić sobie z trudnymi emocjami, wyciszyć się po całym dniu, spojrzeć na pewne sprawy z innej perspektywy, uspokoić myśli, nauczyć się oddechu i medytacji, żyć w zgodzie z własnym ciałem, otworzyć się na wdzięczność. Do wykonania ćwiczeń potrzebna jest tylko mata lub koc, kawałek podłogi, krzesło i cisza oraz twoje chęci. I już. Dzieje się. To naprawdę pomaga. Ja w to wierzę i praktykuje - a ty ?
www.instagram.com/kulinarna_maniusia/

Nowa psychologia zarządzania. Jak błyskawicznie zmotywować tych, którym chce się najmniej

#HRcoachpoleca „Nowa psychologia zarządzania” Tomasz Gordon Nie będę owijać w bawełnę. Gdy rozpakowałam książkę Pana Tomasza Gordona, to moje pierwsze wrażenie było takie „Co to za książeczka? Mało stron. Mały format. 1-2h i przeczytane. Koniec.”. Nie miałam też dobrej intencji, aby napisać o tej książce w ogóle, bo każde słowa: „Dlaczego coaching nie działa/działa?”- wywołują u mnie boleśnie kłujące uczucia. Bo coaching to nie jest lekarstwo. Nie ma choroby, na którą zadziała lub nie. Nie zaleczy wrzodów braku intencji, raka niechęci, kaszlu nieeleganckiej komunikacji, bólu niekompetencji i innych „chorób” firmowych i prywatnych. Jeśli weźmiesz tabletkę na żołądek, a boli cię wątroba – najlepsza tabletka nie pomoże. Coaching – działa pod pewnymi warunkami. Działa nie na wszystkich. Jedno jest pewne w coachingu. Coaching daje świadomość. Również taką, że może ci nie pomóc. Bo ty potrzebujesz psychologa, psychoterapeuty, trenera, innego coacha. I to jest jego wartość. Coaching otwiera też serca, bo chcąc nie chcąc musisz pochylić się nad drugim człowiekiem, usłyszeć go, poznać. Chyba to jest najgorsze w coachingu dla tych, którzy chcą go wykorzystać. W coachingu trzeba mieć trochę dobroci w sobie. Dlatego ci, którzy idą z intencją „To ja cię teraz skołczuję” – nic nie osiągną. A może osiągną to, że ktoś będzie miał awersję do coachingu. Dlatego, żeby praktykować coaching, trzeba popracować nad sobą. Poważnie. I autentycznie. Wykrzesać z siebie. Wiele. To niełatwa praca, a coching to nie jest jakieś tam narzędzie. Powtarzam to wszędzie i tutaj też to napiszę, że jestem idealistą i wierzę, że coaching został wymyślony po to, aby zmieniać świat. I zmienia. Nie ma nic złego w coachingu. Coaching wspiera organizacje, które chcą budować angażujące środowisko pracy, jest oparty na zaufaniu, partnerstwie, wierze w drugiego człowieka, dobrej intencji. Umiejętności coachingowe są ważne w firmach, które stawiają na istotne wartości, na szacunek dla drugiego człowieka. No i po co ja to wszystko piszę? Żebyście poczuli, z czym rozpoczęłam czytanie, a z czym skończyłam. Zerknijcie poniżej. Dlaczego polecam „Nową psychologię zarządzania”? Moi klienci potwierdzą, że nie ma sesji, której nie zaczynam zdaniem „Co dobrego u Ciebie?”. To zdanie jest bardzo ważnym elementem sesji. To zdanie może dużo dobrego. Ileż wiedzy o nas samych płynie z odpowiedzi. Czy jesteś w zasobnym stanie, czy nie. Czy masz dziś dobry dzień, czy nie. Czy jesteś pozytywnie nastawiony do życia, czy nie. Czy chcesz coś osiągnąć, czy nie. Czy masz poczucie mocy, czy tylko narzekasz. Czy chcesz pracować w swojej strefie wpływu, czy nie. Jedno małe zdanie. Co powiesz, gdy ci je teraz zadam? „Nic dobrego”, a może: „A wiele dobrych rzeczy…”. Co dobrego u Ciebie – drogi czytelniku mojego bloga? No i otwieram „Nową psychologię zarządzania”… I pierwszy rozdział zaczyna się tak: „Ciekawi mnie, co dobrego u Ciebie słychać?” „Dzień dobry Panie Tomaszu. Wiele dobrych rzeczy. ” – odpowiadam w swojej głowie. „Właśnie mnie Pan kupił. Tym jednym zdaniem.” W tym miejscu już wiem, że będzie to książka również o świadomym coachingu. I włączam ciekawość. Przechodzę przez serię logicznie ułożonych w jedną całość rozdziałów. Trochę jak sesja w modelu RESOLVE. Ale to nie to. Tu całość oparta jest na schemacie coachingowego zarządzania. Autor prowadzi czytelnika przez każdy rozdział w bardzo przyjemny sposób, korzysta z opowieści, metafor, zachęca do refleksji, angażuje zadaniami. Jest przyjemnie. Chce się czytać dalej. Na swojej drodze spotkałam wielu ludzi, którzy po szkoleniach czy konsultacjach pytali mnie o książki, które mogą polecić. Mam całą listę polecanych pozycji. O tej książce mogę powiedzieć: „Tu znajdziesz to, z czym warto dalej iść w zawodową drogę”. Więc dziś mówię. To książka, która wyposaży cię w niezbędną narzędziówkę, z którą poradzisz sobie dobrze w swojej roli. Nie czytaj jej tak jak inne książki, potraktuj ją jak pigułkę wiedzy praktycznej i naucz się. A potem….uzupełnij to, czego potrzebujesz. Zastosuj w życiu. Idź na szkolenie. Zrób kurs. Praktykuj. Trenuj. Pogłęb. Jestem zwolennikiem prostych rozwiązań. Wierzę, że wielkie teorie nie są dla wszystkich. Odstraszają stopniem skomplikowania, przedawkowaniem wiedzy, szczegółowością, nadmiarem. W tej książce nie znajdziesz skrupulatnych opisów teoretycznych. Uff. Z korzyścią dla wszystkich spieszących się menedżerów/HRowców/ludzi. Dobrze jest mieć wybór. Tu się go ma. Bo autor nie jest natarczywy. Daje przestrzeń do zainteresowania się danym tematem, wypełnia go treścią, pokazuje jak wdrożyć w życie. Tyle. I aż tyle. Dobrze jest też wiedzieć „dlaczego”, ale nie wszyscy to „dlaczego” potrafią przekuć w działanie. Poczułam, że ta książka zmienia „dlaczego” w „jak”. W tak prosty sposób uzupełniona przykładami, potrafi to zrobić. Stanowi bardzo dobrą narzędziówkę dla osób, które chcą nauczyć się przeprowadzać skuteczne, efektywne rozmowy rozwojowe, feedback czy interwencje menedżerskie. Znajdziesz w niej najbardziej użyteczną wiedzę z obszaru psychologii, coachingu, analizy transakcyjnej, przefiltrowaną i połączoną w taki sposób, żebyś jak najszybciej mógł uzyskać najlepszy efekt. Pracuję na tych narzędziach, więc mogę potwierdzić ich skuteczność. Bardzo jest mi bliska idea tej książki „miękkie zarządzanie dla twardych rezultatów”, model zarządzania coachingowego, działanie w ramach rozwiązania, a przede wszystkim mądre połączenie dobrych narzędzi z różnych obszarów i pokazanie, w jaki sposób można je zintegrować w jeden sprawnie działający model. Komu polecam? To książka, która powinna być takim must have. A kto powinien przeczytać tę pozycję i ją wdrożyć: 1. Menedżerowie/kierownicy – wszystkie osoby, które zarządzają ludźmi bezpośrednio lub pośrednio. Dla was ta książka to pigułka wiedzy. Jak mądrze przeprowadzić rozmowę motywacyjno – korygującą, aby nie zniszczyć motywacji, tylko dać energię do zmiany. Tu znajdziecie 10 kroków, które pięknie przeprowadzą was przez takie rozmowy. Dowiecie się jak zarządzać w modelu coachingowym. A jako pozytywny bonus dostaniecie od autora skrypty gotowych rozmów z wyjaśnieniami. 2. HR – każda osoba z działu HR, która zabiera się za interwencje pracownicze, rozmowy rozwojowe, aby to robić w dobry, nieszkodzący sposób powinna zdobyć minimum wiedzy, którą znajdzie w tej książce. Osobiście uważam, że dziś znajomość narzędzi coachingowych i ich praktyczne wykorzystanie powinno być wymagane w każdym dziale personalnym. Chcesz zacząć prawdziwą pracę w HR, to naucz się rozmawiać z ludźmi tak, aby z rozmowy z tobą mieli wartość. 3. Specjaliści – osoby, które chcą zainwestować w rozwój kompetencji miękkich. Jeśli jesteś wybitnym specjalistą, a nie możesz znaleźć pracy to tu i teraz mogę powiedzieć ci, że powód najprawdopodobniej jest prosty – brakuje ci kompetencji miękkich na odpowiednim poziomie. Mogłeś je długo ignorować. Uważać, że tobie są niepotrzebne. Ale firmy zauważyły, że dobry poziom tych kompetencji daje lepsze efekty. Nie przechodzisz weryfikacji. Jesteś komunikacyjnym drapieżnikiem, niszczycielem, bucem. Może czas najwyższy zainwestować w zmianę? Weź do ręki tę książkę i pomyśl, co zrobić inaczej. 4. Osoby profesjonalnie wspierające innych (konsultant, coach) – jeśli nie poznały tych narzędzi wcześniej – czas nadrobić zaległości. Uporządkować. Bardzo cieszyłabym się, gdyby nie byli grupą docelową tej książki. Bo to by oznaczało, że są profesjonalnie przygotowani do tego, co robią. Skonfrontujcie swoją wiedzę. Zainspirujcie się. Podyskutujcie. Ze sobą, Z zadaniami. Z wyzwaniami. Ze mną. Z autorem. Z własnym przygotowaniem. Taki rachunek sumienia z własnej wiedzy.
Upcoaching.pl Coaching i rozwój osobisty

Totem. Jak zbudować poczucie własnej wartości? Instrukcja obsługi

NAJCUDOWNIEJSZA ZDOBYCZ Jak zbudować poczucie wartości? Nastka wracając do domu, wciąż myślała o dzisiejszym spotkaniu. Obrazy przesuwały się jej przed oczyma. Zastanawiała się, gdzie jest granica, którą niektórzy muszą przekroczyć, by przejrzeć na oczy. A może nie każdy jest zdolny do tego, by odczuć ten przeszywający ból, o którym dzisiaj mówiła Julianna. ​ Mąż czekał na nią, ale widząc zmęczenie i emocje rysujące się na jej twarzy, ucałował ją w policzek, przytulił i uspokoił mówiąc, że dziewczynki spokojnie śpią. Wtuliła się w jego ramiona i uświadomiła sobie, że ich z pozoru normalne, może dla kogoś szare i przeciętne życie, daje niewyobrażalne szczęście. Czy to jej zasługa, czy Karola? A może ich podejścia do życia i wielu spraw, a może relacja każdego z nich po prostu z samym sobą. Pamięta, że Julianna zawsze wyróżniała się z tłumu. Już w liceum zwracała na siebie uwagę nie tylko urodą, ale i gracją, stylem, a przede wszystkim wynikami w nauce. Zależało jej na ciągłych pochwałach ze strony nauczycieli, ale i na atencji ze strony rówieśników. Na studiach było podobnie. Nastka czasami z podziwem, ale niekiedy ze zdziwieniem przypatrywała się koleżance. Dopiero po latach zrozumiała, że ta determinacja i konsekwencja doprowadziły ją do miejsca, o którym inni z ich małej miejscowości mogli tylko pomarzyć. Podziwiała ją. Tym bardziej zdziwiła ją reakcja koleżanki, gdy zadzwoniła do niej z życzeniami świątecznymi. Z tej strony Julianny nie znała… Julianna patrząc Nastce głęboko w oczy, ocierała dłonią łzy kapiące po policzkach. Opowiadała, że czuje się jak niewolnik samej siebie, swoich emocji, zazdrości, złości, frustracji, a przede wszystkim braku poczucia własnej wartości. „One kłębią się we mnie, stały się panami mojego życia, a ja niczym niewolnica poddaję się im. Od czasów szkolnych goniłam marzenia, moje życie stało się maratonem. Ciężka praca od świtu do nocy, ogromny wysiłek, brak odpoczynku, brak odpuszczenia w jakimkolwiek stopniu… Na każdym kroku muszę sobie wciąż udowadniać, ile jestem warta. Ale kiedy spełniałam moje marzenia, okazuje się, że wcale nie daje mi to wszystko szczęścia. W środku czuję pustkę… Czuję się nikim…” Obraz Na czym polegał problem Julianny? Otóż, ona nie umiała dostrzegać swojego potencjału, a przede wszystkim nie kochała siebie. Całe jej dotychczasowe życie było skoncentrowane na nieustannym pokazywanie sobie i całemu światu, ile jest warta. Jarosław Gibas w książce „Totem. Jak zbudować poczucie własnej wartości?” napisał, że często podczas pracy z ludźmi utwierdzał się w przekonaniu, że zaniżone poczucie własnej wartości w większości przypadków ma wspólny mianownik. Za każdym razem, kiedy prosił o jego zdefiniowanie, ludzie używali wartościowania zewnętrznego. Na różnych poziomach i z różną intensywnością uzależniali swoją wartość od czegoś, co pozostawało na zewnątrz nich samych. Podobnie jak Julianna wymieniali pozycję społeczną, popularność towarzyską, stan posiadania, opinię innych ludzi na ich temat. A przecież wszystkie te wartości można utracić, wszystkie je da się nam po prostu odebrać. W jaki sposób w takim razie zbudować odporne poczucie wartości? „Czy istnieje coś, czego żadna siła, żadne przeciwności losu, żaden brak szczęścia i pomyślności nie jest w stanie nas pozbawić? Coś, co nie podlega żadnym wpływom, żadnym zmianom i co jest odporne na jakiekolwiek czynniki czasu, środowiska, kontekstu i przestrzeni. Coś, co jest stałe, niezbywalne i po prostu nie do ruszenia?”* Jarosław Gibas uważa, że najważniejsze, aby budować poczucie własnej wartości na wewnętrznych fundamentach, których nikt i nic nie jest w stanie zburzyć, na które nikt poza nami samymi nie ma wpływu. Uważa, że jest to tak zwany totem. Coś, co zabezpiecza naszą wartość przed wpływem innych, nieprzychylnych zdarzeń czy porażek. „Ten wewnętrzny totem nie tylko będzie nas wspierał i wskazywał nam drogę. Będzie również dodawał energii i sił w tych momentach, w których będą nam one najbardziej potrzebne (…) Będzie nam zawsze przypominał naszą wartość — to, kim jesteśmy i co jest dla nas ważne.”* Życie każdego z nas to zarówno radości i smutki, zwycięstwa i porażki. Nie możemy pozwolić, by te niepowodzenia zabrały nam siły i spowodowały, że zwątpimy w siebie. „Kiedy popełnisz błąd, kiedy będziesz miał problemy w życiu czy w pracy, kiedy zawiedziesz się na kimś, komu ufałeś, kiedy pożegnasz bliską ci osobę, kiedy stracisz pieniądze i majątek — wówczas dobrze przygotowany osobisty totem nie pozwoli ci odebrać poczucia własnej wartości. Wtedy dopiero docenisz jego prawdziwą moc. Wtedy okaże się, jak ważne i bezcenne było, by właśnie od niego zacząć.”* Według Jarosława Gibasa zdrowe PWW powinno być zbudowane na solidnych wewnętrznych filarach, którymi według niego są: - samoświadomość -samoakceptacja - odpowiedzialność - samodzielność - asertywność - empatia -prawość. Obraz Nastka i Karol nie poddawali się pomimo różnym przeciwnościom losu. Oni budowali swoje poczucie wartości na mocnych wewnętrznych fundamentach, nie uzależniali ich od powodzenia, grubości portfela. Nie zależało im na zdobywaniu rzeczy, które pokazywałyby światu ile są warci. Julianna natomiast nie przestawała zabiegać o to, co miało dać jej gwarancję poczucia, że jest więcej warta od innych. Nie wiedziała, że to droga donikąd, że w końcu stanie się niewolnicą samej siebie, a jej życie będzie przepełnione goryczą i żalem. „Praca nad własnym poczuciem wartości to fascynująca przygoda, która prowadzi do odkrywania siebie, swoich źródeł oraz najważniejszych prawd o nas. Może prowadzić do samopoznania, do doświadczania siebie na głębokim, wręcz duchowym, indywidualnym poziomie. Czas i energia poświęcone wówczas na takie właśnie zgłębianie siebie nigdy nie są stracone. Bo w tym procesie spotykamy kogoś, kto jest nam najbliższy, kto zawsze nam dobrze życzy i zawsze jest zainteresowany tym, byśmy byli szczęśliwi. Tym kimś jesteśmy my: nasz najwierniejszy i największy sprzymierzeniec. Zaprzyjaźnienie się z tym sprzymierzeńcem, czyli tak naprawdę z sobą, to dla nas najbardziej opłacalna rzecz, jaką możemy w życiu zrobić. To najlepsza i jednocześnie najrozsądniejsza inwestycja. Jej mechanizm zaś trochę przypomina rozgrzewanie starego, ale bardzo sprawnego pieca. Najpierw musimy nieco weń zainwestować, zaakceptować to, że będzie się powoli i długo rozgrzewał, ale późniejszy proces oddawania ciepła będzie nam ratował skórę przez całe nasze życie. Będzie nas ogrzewał od środka i chronił. W ten właśnie sposób działają nasze wewnętrzne totemy. Coś, co stawiamy w naszym wnętrzu, lokując to na odpowiednim podłożu, konstruując z tego, co dla nas najistotniejsze, i zwieńczając tym, co stanowi najgłębszą i najprawdziwszą istotę nas samych. Jeśli zaś uda nam się postawić swój totem, będzie to oznaczało, że zbudowaliśmy wartość, która z jednej strony, będzie nam wskazywała drogę, którą powinniśmy i którą chcemy podążać, a z drugiej strony, będzie dodawała nam sił i energii w najtrudniejszych życiowych momentach. To tam znajdziemy to, co ważne, to, dla czego warto rano wstawać z łóżka i ruszać w świat. Wartości, dla których warto zrobić coś, co nie zawsze przyniesie nam zyski, podziw czy oklaski własnego ego. Wartości, które stają się świadectwem tego, że udało nam się w życiu odkryć coś więcej. Coś, czego być może nawet nie potrafimy nazwać, ale co czujemy w sobie i co towarzysząc nam w trudach życiowej podróży, ogrzewa nas od środka i nie pozwala zwątpić. Coś, co podniesie nas z kolan po upadku, i jednocześnie to samo coś, co pozwala bez obrzydzenia przejrzeć się w lustrze niezależnie od oświetlenia, pory dnia czy etapu naszego życia. To właśnie nasza wartość. Jedna z najcenniejszych życiowych zdobyczy.”*
https://www.psychologiaprzykawie.pl/

Siła woli to mit! Znajdź ukryte klucze do sukcesu

Ocena: 7/10 Tak jak beletrystykę łatwo (acz subiektywnie) ocenić pod kątem fabuły tak poradnik najlepiej ocenić po… no właśnie, po czym? Moją wersją tej prawdy jest ocena po sposobie przekonania mnie do poglądów autora. Tak się składa, że Pan Hardy robi to bez przesadnego fanatyzmu. Przedstawia co rusz nowe argumenty skłaniające ku zaufaniu jego tezom, ujawniając przed nami tajemnicę czy siła woli, to mit. Odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu? Autor określany jest jako psycholog, mówca motywacyjny i twórca inspirujących książek. W zasadzie to brnąc z nurtem przez treść książki nie odczułem, by odwieczny mit próbował obalić „ktoś z branży”. Miałem wrażenie, jakby temat przedkładał po prostu „ktoś ogarnięty”. Ktoś zbagażem doświadczeń, przy tym dość spokojny. Ktoś używający trafnych spostrzeżeń i ciekawych przykładów na poparcie swoich słów. Dlaczego siła woli nie wystarczy? Ku mojemu zaskoczeniu (bądź co bądź pozytywnemu) książka rzeczywiście podaje pod wątpliwość odwieczny mit siły woli. Określana jest mniej więcej jako materia, która może się wyczerpać jak wszystko inne w naszym życiu. Nic tak naprawdę nie jest na zawsze – jak butelka wody w upalny dzień, która kiedyś się skończy. Nie patrzyłem nigdy na to z tej perspektywy. Ale faktycznie, przez większość materiału autor wysnuwa ciekawe teorie, które jasno wskazują, że to działa. Na naszą motywację wpływ ma zdecydowana większa liczba czynników niż nasze silne postanowienia. Żyjemy w świecie pełnym bodźców. Atakują nas z każdej strony, by przenieść nasze skupienie z ważnych spraw i skierowania go na zupełnie inny tor. Ile osób zabiega o naszą uwagę i (chcący bądź niechcący) naraża nas przez to na braki rozwoju w różnych kierunkach? Hardy wysuwa na światło dzienne pewną korelację pomiędzy różnymi okolicznościami i zróżnicowanym środowiskiem. Pokazuje jak odwieczny mit siły woli jest względny w ich obliczu. Przez całość rzeczonego materiału brzmi to sensownie i klarownie. Włącz myślenie. Pomimo naprawdę dużej wartości tez, które autor nam podsuwa nie mogę z całą stanowczością stwierdzić, by tytuł książki był idealnie dobrany. Nauczyłem się również podchodzić do tego typu dzieł z lekką rezerwą. Odwieczny mit siły woli tak naprawdę może… nie być mitem. Wespół z technikami zawartymi w materiale, szczegółowymi radami autora i odpowiednim ukierunkowaniem wielu zmiennych w naszym życiu, wciąż może odgrywać bardzo ważną rolę w codzienności każdego z nas. Musimy natomiast bardziej świadomie podejść do wielu aspektów naszego życia, by zacząć wzmacniać ją każdego dnia. Najwięcej tak naprawdę zależy od nas samych. Dobre rady dla dobrych ludzi to nie mit. Jednak we wprawnych rękach i w otwartych umysłach porady zawarte w książce Benjamina Hardy’ego mogą okazać się bardzo cenne i nad wyraz wartościowe. Wyciągając z niej odpowiedzi na nurtujące nas pytania czy rozwiewanie wątpliwości, które trapią człowieka pragnącego rozwoju, okażą się nieocenione w przypadku codziennej egzystencji. Autor jest przekonany o trafności swoich poglądów, a jednocześnie nie przechodzi z nimi w rejony fanatyzmu, co odbieram jako duży plus. Wieńcząc moją krótką rozprawę nad całością pokuszę się o stwierdzenie, że jednak trzeba siły woli, by zastosować podane przez Bena propozycje. Pamiętajmy, że najważniejsza wiedza i najwspanialsze rezultaty nigdy nie przychodzą łatwo.
Booknięci Gaweł Jakubiak

Efekt piaskownicy. Jak szefować żeby roboty nie zabrały ci roboty

Szukasz książki na dziś? Oto Efekt piaskownicy. Jak szefować żeby roboty nie zabrały Ci roboty Kiedy jesteśmy rodzicami pracującymi, chcąc nie chcąc, codziennie przekazujemy naszym dzieciom wzorce na temat pracy. To, jak do niej podchodzimy, jak komentujemy to, co się w niej dzieje, jak zachowujemy się po jej skończeniu, co mówimy w niedzielę na temat kolejnego dnia, czy się do niej spóźniamy, czy weekend zaczynamy od leczenia ran po złym zawodowym tygodniu – te wszystkie małe informacje werbalne i niewerbalne rzutują na to, jak naszą pracę będą odbierały nasze dzieci, i jak kiedyś będą podchodziły do swojej. Dlatego warto robić to świadomie, zwłaszcza w sytuacji, w której większość z nas pracuje z domu. A jak w świecie pracy zdalnej połączyć dwie rzeczy, które są dla nas ważne – dzieci i pracę? Jakie kompetencje ojcowie i matki mogą wzmacniać u dzieci, by roboty nie zastąpiły ich w pracy? Jak dogadać się z pokoleniami, które wchodzą na rynek pracy? Odpowiedzi na te pytania poznałeś już w … piaskownicy. Najwyższa pora, by zacząć wcielać je w życie! W świecie domowego biura praca z dziećmi łączy się w sposób naturalny. Nigdy wcześniej nasze dzieci nie wiedziały tak dużo i tak dokładnie o tym, co robią w pracy ich rodzice. Przygotowują z nami prezentacje, piszą dokumenty, niektóre nawet uczestniczą w zwolnieniach, wideo spotkaniach i naszej zdalnej edukacji. Praca weszła nam do domu, przedszkole i szkoła przeniosły się nam na kolana, a wiele domów zachorowało nie tylko na koronawirusa, ale też na pracoholizm. Bo są rodzice, którzy odkąd pracując z domu, przestali wychodzić z pracy. Czy to jak pracujemy jest przykładem, który rzeczywiście chcemy pokazać naszym dzieciom? Czy nasze zachowania, sposoby organizacji pracy i rozmowy ze współpracownikami, które bezwiednie prezentujemy dzieciom w naszych domowych biurach, przełożą się na ich stosunek do pracy? „Im dłużej pokazuję menadżerom, jak odnaleźć się w świecie zarządzania przyszłości, tym wyraźniej widzę, że wszystko, czego dowiedziałam się o dobrych i złych relacjach w pracy, wiem od mojego syna i jego czteroletnich przyjaciół. Dzieci nie kierują się ukrytymi motywami, są autentyczne i transparentne. Pytają i oczekują odpowiedzi. I choć wielu dorosłym trudno się będzie do tego przyznać, lekcje, które możemy wyciągnąć z obserwowania zachowań dzieci i odpowiadania na ich pytania, mogą być dużo cenniejsze niż wszystkie studia MBA i kursy menadżerskie razem wzięte”, mówi Magda Kieferling. Piaskownica to dostępna i zrozumiała dla wszystkich analogia do każdej firmy. Każdy ma w niej rolę do odegrania, zadanie do zrobienia, narzędzia do wykorzystania i relacje do zbudowania. To miejsce, które zmusza do dogadania się kilku pokoleń. W niej widać kreatywność, pracę zespołową i komunikację. Od razu wiadomo, kto jest liderem, a kto da się wypchnąć poza jej ramy. Szef - rodzic, który rozumie i stosuje zasady panujące w piaskownicy, ma przewagę nad innymi. Niestety, gdzieś między przedszkolem a szkołą średnią większość z nas zapomina o wyniesionych z niej lekcjach. A szkoda — bo wszystko wskazuje na to, że umiejętności społeczne i komunikacyjne, które tam nabywamy, są tymi samymi, które w najbliższych latach mogą zapewnić nam i naszym dzieciom pracę. INSTRUKCJA OBSŁUGI PIASKOWNICY 1. Baw się z każdym (zorientowanie na człowieka) 2. Mów i pokazuj, o co Ci chodzi (transparentność, autentyczność) 3. Buduj relacje (współpraca i gra zespołowa) 4. Dziel się zabawkami (dzielenie się wiedzą) 5. Inne dzieci inspirują (zbiorowa kreatywność) 6. Proś o pomoc (uczenie się i oduczanie … przez całe życie) 7. Nie bij się (wywieranie wpływu i negocjowanie) 8. Przepraszaj, to nie boli (bazowanie na wartościach) 9. Zapomnij o stałości (nie ma nic stałego) 10. Słuchaj oczami (aktywne słuchanie) „To książka dla rodziców, którzy tak jak tysiące zatroskanych menadżerów w rolach mamy, taty, babci i dziadka, których ciągle spotykam zarówno na szkoleniach, jak i w piaskownicach. Szefów projektów, dyrektorów, kierowników, CEO, CFO, szefów sprzedaży, marketingu, IT, do których w natłoku zajęć i codziennej gonitwie o lepsze jutro jeszcze nie dotarło, że po kilku latach bycia uważnymi rodzicami zaczynają lepiej rozumieć szybko zmieniający się świat biznesowy i efektywniej od tych, co od dzieci stronią, dogadują się młodszymi pokoleniami. A kompetencje bezwiednie ćwiczone w piaskownicy pozwolą im i ich dzieciom zachować pracę w świecie zafascynowanym automatyzacją i robotami”, pisze Magda Kieferling. Niezależnie od tego, czy jesteście matkami, ojcami, babciami, dziadkami, ciociami czy wujkami, jeśli czujecie się szefem, menadżerem, liderem, jeśli zawodowo odpowiadacie za innych ludzi, zamknijcie oczy i wróćcie wspomnieniami do swojego dzieciństwa. Przypomnijcie sobie to, co kiedyś tak świetnie rozumieliście: jakie prawa, relacje i zasady rządziły w Waszej piaskownicy. zamknijcie oczy i wróćcie wspomnieniami do swojego dzieciństwa Jeśli te zasady wyleciały Wam z głowy, najwyższy czas to nadrobić. Bo w czasach pracy zdalnej, autentyczności i upraszczania mogą się okazać wspaniałą receptą na takie bolączki współczesnych szefów, jak m.in. kierowanie zespołem, wywieranie wpływu na innych, radzenie sobie z porażkami, strategiczne myślenie czy rozwiązywanie konfliktów. A przede wszystkim na zdeklasowanie robotów i sztucznej inteligencji. Kim jest Magdalena Kieferling? To ceniony trener zarządzania komunikacją i zasobami ludzkimi. Ekspert prestiżowego ICAN Institute. Od ponad 15 lat na wysokich stanowiskach menadżerskich (dyrektor komunikacji, dyrektor HR, dyrektor ds. klientów korporacyjnych) usuwa bariery komunikacyjne między szefami a ich zespołami.
Viva! Gabriela Czernecka