Recenzje
Psychologia pieniędzy. Ponadczasowe lekcje o bogactwie, chciwości i szczęściu
Do napisania recenzji książki Morgana Housela pt. „Psychologia pieniędzy” przymierzałam się już od dłuższego czasu. Książka ukazała się wiosną tego roku i choć jestem w jej posiadaniu już od kilku miesięcy, dozowałam sobie lekturę i ukończyłam ją dopiero we wrześniu. Czy to dlatego, że książka jest nieciekawa i szukałam byle pretekstu, by do niej nie wracać? Zdecydowanie nie! Książka może i nie wciąga jak thriller akcji – bo i materia zgoła inna. Ale! Mamy tu do czynienia z prawdziwymi historiami, z perypetiami ludzi z krwi i kości. I to jest najmocniejsza strona tej pozycji, a zarazem… Powód tego, że zwlekałam z jej ukończeniem. Intrygujące? Zapraszam do lektury, wyjaśnię dalej w recenzji.
„Psychologia pieniędzy” – czyli dlaczego umiejętne obchodzenie się z pieniędzmi nie zależy tylko od posiadanej wiedzy
Na wstępie pozwolę sobie w kilku słowach przedstawić sylwetkę autora omawianej książki. Morgan Housel to amerykański dziennikarz ekonomiczny i twórca kilku publikacji, który pisał m.in. dla wydawnictwa The Motley Fool. Jego artykuły były publikowane też w Wall Street Journal. Za swoją działalność edukacyjno-publicystyczną otrzymał np. nagrodę Best in Business Award od Stowarzyszenia Amerykańskich Redaktorów i Autorów Biznesowych.
Jeśli na dźwięk słowa „amerykański” przewracasz oczami i myślisz sobie „o nie, znowu jakiś oderwany od polskich realiów, przeładowany amerykańskim hurra optymizmem podręcznik motywacyjny”, to od razu uspokajam. Nie, „Psychologia pieniędzy” nie jest podręcznikiem motywacyjnym.
Próżno w środku szukać magicznych formułek służących zaklinaniu rzeczywistości, bzdetów o sile przyciągania czy potężnej sile konfirmacji. „Psychologia pieniędzy” nie jest też pod żadnym pozorem podręcznikiem z uniwersalnymi wskazówkami, jak należy obchodzić się się z pieniędzmi.
To o czym u licha jest ta książka? Ano o tym, jak nasze emocje, kultura, w której dorastamy, przekonania, jakie wynosimy z domu czy presja społeczna wpływają na nasze decyzje finansowe. O tym, że wiedza nie zawsze idzie w parze z ostatecznymi wyborami, które bardzo, bardzo często nie są racjonalne.
„Większość ludzi myśli, że pieniądze – inwestowanie, finanse osobiste i decyzje biznesowe – to przede wszystkim matematyka. Wystarczy mieć odpowiednie dane i wzory, aby się dowiedzieć, co dokładnie należy robić. Jednak w prawdziwym życiu ludzie nie podejmują decyzji finansowych na podstawie arkuszy kalkulacyjnych. Podejmują je przy stole podczas kolacji albo na firmowym zebraniu, pod wpływem mieszanki takich czynników jak ich osobista historia, unikalny światopogląd, ego, duma, marketing i niezrozumiałe motywacje.”
„Psychologia pieniędzy”, Morgan Housel, opis na okładce
Ludzie mają dziwne sposoby myślenia o pieniądzach…
W jaki sposób najlepiej mówić o psychologii pieniędzy? Z pewnością powołując się na historie z życia wzięte. Dlatego autor postawił zawrzeć na 272 stronach swojej książki 19 historii różnych ludzi, reprezentujących różny status majątkowy i warstwy społeczne. Stanowią one dla niego punkt wyjścia do omówienia takich zagadnień, jak m.in.:
czym tak naprawdę jest zamożność,
co to znaczy „mieć wystarczająco dużo”,
dlaczego warto poskromić swoje ego,
czym się różni wzbogacanie się od bycia bogatym,
na czym polega urok pesymizmu w zarządzaniu finansami,
jak na sposób inwestowania pieniędzy wpływa czas, w którym dorastaliśmy i panująca wówczas koniunktura gospodarcza,
dlaczego rola przypadku w osiąganiu osobistego sukcesu jest przez nas tak niedoceniana, a sukces i powodzenie przypisujemy głównie swojemu geniuszowi i talentom,
dlaczego kontrolowanie naszego czasu to najważniejsza dywidenda, jaką mogą przynieść pieniądze.
Na kolejnych stronach „Psychologii pieniędzy” przeczytamy więc choćby o Billu Gatesie, który stał się bogaty głównie dzięki temu, że trafił w odpowiednim czasie do odpowiedniego miejsca, z odpowiednim wyposażeniem sprzętowym i spotkał odpowiedniego człowieka (czyli Paula Allena, późniejszego partnera biznesowego):
„W 1968 roku na świecie było około 303 milionów uczniów w wieku licealnym – tak wynika z danych ONZ. Około 18 milionów z nich mieszkało w Stanach Zjednoczonych. Około 270 000 z nich mieszkało w stanie Waszyngton. Nieco ponad 100 000 z nich mieszkało w rejonie Seattle. I tylko około 300 z nich chodziło do Lakeside School. Zaczęliśmy od 303 milionów, a skończyliśmy na 300.
Jeden na milion uczniów w wieku licealnym chodził do szkoły, która miała wystarczająco dużo pieniędzy i wizjonerstwa, żeby kupić komputer. Tak się złożyło, że Bill Gates był jednym z nich.
Gates otwarcie przyznaje, że ma świadomość, co to dla niego oznaczało. „Gdyby nie Lakeside, nie byłoby Microsoftu” – powiedział absolwentom tej szkoły w 2005 roku.”
„Psychologia pieniędzy”, Morgan Housel, str.38-39.
Pracowitość, inteligencja i talenty były ważne w karierze Billa Gatesa i w rozwinięciu jego imperium, ale bez pasma szczęśliwych zbiegów okoliczności, być może dzisiaj nie znalibyśmy systemu Windows i wszyscy pracowalibyśmy na Linuksach… A Bill nie należałby do czołówki najbogatszych ludzi na świecie.
Dobrze wykorzystał szansę, którą podsunął mu los, a z której nie mogło skorzystać wiele milionów innych, pewnie również inteligentnych i utalentowanych, młodych ludzi.
"Psychologia pieniędzy", Morgan Housel - recenzja
Morgan Housel, „Psychologia pieniędzy” – opinia o książce
Co o oszczędzaniu mówi „Psychologia pieniędzy”?
Mnie osobiście zaintrygowało podejście autora do tematu oszczędzania pieniędzy. Na swoim blogu wielokrotnie podkreślałam, jak ważne jest wyznaczanie celów w dziedzinie finansów osobistych. Wiele miejsca we wpisach poświęcałam zagadnieniu analizy celów krótko-, średnio- i długookresowych. Przekonywałam, że posiadanie jasno określonego celu ułatwia zmobilizowanie się do działania i ułożenie konkretnego planu realizacji.
Tymczasem Morgan Housel mówi wprost: żadne cele w oszczędzaniu nie są ci potrzebne. Oszczędzaj dla samego procesu oszczędzania:
„Niektórzy oszczędzają na samochód, zbierają pieniądze na zadatek na dom albo odkładają na emeryturę. I bardzo dobrze. Ale oszczędzanie nie wymaga posiadania celu, jakim jest kupno konkretnej rzeczy. Możesz oszczędzać dla samego oszczędzania. I powinieneś (i powinnaś). Każdy powinien.
Oszczędzanie na konkretny cel jest sensowne tylko w świecie, który jest przewidywalny. Ale nasz taki nie jest. Oszczędzanie to zabezpieczenie na wypadek, gdy życie postanowi zaskoczyć nas w najbardziej niespodziewanym i najgorszym momencie – a ta zdolność jest jego nieodłączną cechą.
„Psychologia pieniędzy”, Morgan Housel, s. 125-126.
Przyznasz, że to dość kontrowersyjne podejście?
Może nawet nie tyle brzmi kontrowersyjnie, co samo sobie przeczy.
Wszak autor w przytoczonym fragmencie nie pisze o niczym innym, jak o budowie finansowej poduszki bezpieczeństwa. A zebranie oszczędności buforowych przecież również jest celem! W zasadzie to pierwszy cel, jaki powinna postawić sobie osoba, która nie posiada żadnych oszczędności. Dlatego pewnie czułam taki dysonans, czytając rozdział 10. To on poświęcony jest tematowi oszczędzania.
Nieco dalej autor dzieli się jeszcze innymi, równie kontrowersyjnymi przemyśleniami o oszczędzaniu. Tym razem częściowo się z nimi zgodzę (za wyjątkiem sensowności trzymania dużej kasy na rachunku z zerowym oprocentowaniem):
„Oszczędzanie bez posiadania celu – konkretnego wydatku – daje Ci opcje i elastyczność; możesz spokojnie czekać, aż nadarzy się ciekawa okazja. Masz czas na zastanowienie. Możesz zmienić kurs na własnych warunkach. (…)
Jak nazwiesz zwrot z gotówki zdeponowanej w banku, który daje Ci swobodę zmiany kariery, pójścia na wcześniejszą emeryturę albo uwolnienia od zmartwień? Moim zdaniem nie da się go obliczyć. (…)
Oszczędności w banku, które mają oprocentowanie 0%, mogą w rzeczywistości generować niezwykły zwrot, jeśli dają Ci elastyczność umożliwiającą przyjęcie oferty pracy o niższym wynagrodzeniu, ale bliższej Twoim pasjom, albo poczekanie na okazję do zainwestowania, która się pojawi, gdy mniej elastyczne osoby wpadną w desperację. (…)
Większa kontrola nad własnym czasem i nad dostępnymi opcjami staje się jedną z najcenniejszych walut na świecie. „
„Psychologia Pieniędzy”, Morgan Housel, str. 126-128.
No dobrze, to dlaczego czytanie „Psychologii pieniędzy” trwało u mnie tak długo?
Bazowanie przez autora na historiach różnych ludzi było ciekawym posunięciem, ale zarazem pułapką. Nie przywiązało mnie do książki na stałe, nie wciągnęło na dłużej, bym chciała ją w ciągu kilku dni przeczytać od deski do deski.
Taka konstrukcja dała mi zielone światło do tego, by odkładać przeczytanie całości na kiedy indziej. Wracając do książki nie miałam potrzeby, by odświeżać sobie poprzednie rozdziały. Nic a nic na takim zwlekaniu z przeczytaniem nie traciłam. Niczego nie musiałam nadrabiać, by zrozumieć kolejne rozdziały.
Każda historia opowiedziana jest barwnie, potrafi wciągnąć, ale…
…no właśnie – każda z nich stanowi zamkniętą, niezależną całość.
Mogę przeczytać historię o tym, jak Jesse Livermore był najlepszym specjalistą od sprzedaży papierów wartościowych, jak w ciągu jednego dnia udało mu się zarobić odpowiednik dzisiejszych 3 miliardów dolarów i co miało na to wpływ, kompletnie pomijając czytanie wcześniejszej historii o serbskich naukowcach badających cykl epok lodowcowych. Tak, takie historie „z innej beczki” też się tu trafiają – i tylko pozornie nie mają nic wspólnego z zagadnieniami finansowymi 😉
Nie ma tu ciągłości fabuły, a sam temat pieniędzy jest potraktowany z tak różnych perspektyw, że nie stanowi elementu spajającego.
Książkę można spokojnie odstawić na bok na dłużej i nic się nie straci. Kolejne rozdziały nie są ze sobą powiązane. Co więcej, często na koniec każdego rozdziału autor umieścił komentarz typu „a teraz porozmawiamy o tym, jak…”, co może też prowadzić do sytuacji, że dany rozdział kompletnie sobie pominiemy, jeśli zapowiedziany temat nas nie interesuje.
Rozdziały można czytać po kolei, można czytać, skacząc chaotycznie po całości lub pomijając większe części.
Duża elastyczność tej książki jest atutem w świecie osób zabieganych, ale dla samej książki może okazać się zabójcza. Bo co, jeśli odłożymy ją na później i już…. Do niej nie wrócimy?
Dla kogo jest książka „Psychologia pieniędzy”, czy ją polecam?
Jak już wspominałam – to nie jest podręcznik z zarządzania finansami. To nie jest poradnik finansowy. Jeśli szukasz takich treści i takie masz oczekiwania względem „Psychologii oszczędzania” – możesz sobie tę książkę odpuścić. Lepszym wyborem będzie dla Ciebie książka Marcina Iwucia lub Michała Szafrańskiego. A jeśli dopiero rozpoczynasz przygodę z finansami – odsyłam do książki mojego autorstwa. Tym bardziej, że wymienione książki opierają się na naszych, polskich realiach.
Nie jest to także bardzo pogłębiona analiza zachowań ludzkich. To żadne studium psychologiczne, w którym autor powołuje się na liczne badania. Nie opiera się na opiniach naukowców czy behawiorystów, a bibliografia i przypisy nie stanowią dodatkowej bazy wiedzy. Jeśli oczekujesz czegoś podobnego, sięgnij lepiej po kultową pozycję Jasona Zweiga „Twój mózg, Twoje pieniądze”. Tutaj znajdziesz po prostu zestaw ludzkich historii, które stanowią dla autora punkt wyjścia do przedstawienia jego subiektywnego spojrzenia na poszczególne tematy.
Jeśli natomiast:
szukasz ciekawych, niejednokrotnie inspirujących historii, które być może pomogą ci uniknąć lub ograniczyć popełnianie nieracjonalnych błędów w obchodzeniu się z pieniędzmi,
chcesz sobie uświadomić lub wprost nazwać mechanizmy psychologiczne, które dotychczas popychały ciebie do podejmowania takich, a nie innych decyzji,
szukasz inteligentnej rozrywki na kilka wieczorów i lubisz z autorami książek wchodzić w polemikę,
nie przeszkadza ci, że masz w ręku książkę, w której tak naprawdę pieniądze stanowią tło, a która traktuje także o innych ważnych w życiu sprawach,
to „Psychologia pieniędzy” będzie trafnym wyborem.
A skoro już jesteśmy przy temacie psychologia vs wiedza, zdrowy rozsądek vs emocje – zdarzyło ci się podjąć w życiu jakieś nieracjonalne decyzje finansowe? Takie dokonane pod wpływem chwili, impulsu? Co to były za decyzje? Opłaciło ci się, czy wręcz przeciwnie? 🙂
Kobiece Finanse Danuta Duszeńczuk-Chmiel
Trenuj swój intelekt. Rozwiń pamięć, koncentrację, kreatywność i uważność w 31 dni
"Trenuj swój intelekt" Paulina Mechło, Olga Geppert zachęcają nas w swojej książce do rozwinięcia koncentracji i pamięci, kreatywności oraz uważności w ciągu 31 dni.
Książka zawiera bardzo dużo różnorodnych ćwiczeń po których mamy poczuć różnicę.
Niby banalne ćwiczenia ale w trakcie ich wykonania jednak okazuje się że nie wszystko jest takie łatwe i proste, jak na początku się wydaje.
Świetna okazja aby wysilic i poćwiczyć nasz umysł w inny sposób niż robimy to na codzień.
"Intelekt rodzi się w mózgu. Umysł służy nam do rozwiązywania problemów i bardzo lubi działać."
Kompleksowy trening intelektu pomaga zwiększyć takie umiejętności jak: kreatywność, pamięć, wiedza, koncentracja, uważność, język, emocjonalność i relaks.
booksmyloveblog Gosia
Miej wyje**ne, będzie Ci dane. O trudnej sztuce odpuszczania. Wydanie II
Zanim książka "Miej wyjene, będzie Ci dane. O trudnej sztuce odpuszczania" trafiła w moje ręce miałem przyjemność być studentem Pani dr Katarzyny Czyż. Wykłady prowadziła w sposób niezwykle interesujący i potrafiła wzbudzić zainteresowanie każdego studenta.
Przebojowa, szczera do bólu, konkretna i konsekwentna.
Jej poradnik to próba zaproszenia czytelnika do pracy nad sobą i swoimi słabościami. Każdy rozdział opatrzony jest w pytania na które autorka stawia śmiałe odpowiedzi.
Zachęca czytelnika do pracy nad sobą poprzez zadania oraz diagramy. W ten sposób każdy z nas ustala własne potrzeby, przekonania i wartości.
Autorka jako doktor nauk prawnych, akredytowany coach, psychoterapeutka i joginka, łączy swoje umiejętności i zdobytą wiedzę i chętnie dzieli się nią z czytelnikiem.
Książka wydana w ciekawy sposób dzięki czemu praca z nią nie nudzi się szybko a zakończenie każdego rozdziału jest szczególnym zaproszeniem do kolejnego.
Pani Kasiu, brawo za odwagę, pomysł i bardzo ciekawą książkę :)
Insta i FB osobisty i firmowy Bartkowiak Radosław
Skup się na 5 minut! Jak wyćwiczyć koncentrację i poprawić swoją wydajność
Każdy miewa momenty, w których trudno jest się skupić, czy to z jakiegoś konkretnego powodu czy też mając gorszy dzień. Tiffany Shelton Mariolle przychodzi na pomoc ze swoją najnowszą publikacją “Skup się na 5 minut. Jak wyćwiczyć koncentrację i poprawić wydajność”.
Książka prezentuje szereg praktycznych rad odnośnie tego co zrobić, gdy czujemy, że ciężko nam się skoncentrować, lub fokus po prostu zdążył nam uciec na przykład w ciągu bardzo intensywnego dnia.
Autorka radzi rozpocząć poszukiwania zagubionej koncentracji od określenia życiowych celów, tak, by czytelnicy wiedzieli, na czym faktycznie chcą i powinni się skupić - a później pozostaje już tylko wypracować skupienie za pomocą metod przedstawionych w kolejnych rozdziałach.
Siedemdziesiąt pięć krótkich, lecz treściwych rozdziałów przedstawia nam możliwe problemy ze skupieniem, natychmiast prezentując rozwiązania. Zaczyna od kwestii skupienia się o poranku, by przejść przez temat skupienia się nad tekstem (zarówno tym czytanym, jak i tym, który czasem trzeba napisać samemu, niejednokrotnie doświadczając blokady pisarskiej). Porusza również temat pracy przy komputerze, walki z poczuciem przytłoczenia i wypaleniem oraz bardzo ważny temat sposobów na odzyskiwanie utraconej energii. Książkę zamykają rozdziały dotyczące organizacji i punktualności.
Oprócz typowych wskazówek dotyczących utrzymania koncentracji, książka zawiera też smaczki w postaci elementów mindfulness - są one jednak podane w bardzo przystępnej formie, co powoduje, że uzupełniają treści, zamiast zbaczać z kursu i zapędzać się w zbędne dygresje.
Niewątpliwym plusem tej publikacji jest to, że wszystkie rady są naprawdę praktyczne, gotowe do zastosowania, a przede wszystkim zwięzłe.
Tiffany Shelton Mariolle przygotowała kompletne mini-kompendium wiedzy na temat regeneracji uwagi i koncentracji - nie znajdziemy tutaj zbędnego owijania w bawełnę, przydługich opisów czy rozbudowanych metafor, które, zwiększając objętość tekstu, niepotrzebnie absorbowałyby czytelników, próbujących się… skupić - polecam!
Pani Espresso Malusa Anna
Wpływowy menedżer. Strategie budowania przywództwa i reputacji
Jak to jest być szefem? Dla jednych to pewnie źródło władzy, prestiż i możliwość kierowania losem innych ludzi. Dla innych to poczucie misji, odpowiedzialność za ludzkie kariery oraz dbałość o rozwój biznesu.
A jak być wpływowym menadżerem? Takim, który wywiera pozytywny wpływ na team, jest autorytetem, cieszy się szacunkiem i zaufaniem zespołu. Jak wypracować sobie taką pozycję by być spełnionym liderem i świetnym organizatorem?
Ewa Wilmanowicz, autorka książek, mówca i wykładowca akademicki oraz ekspert w strategicznym zarządzaniu organizacją opracowała poradnik 'Wpływowy menedżer. Strategia budowania przywództwa i reputacji."
W książce przeanalizowała zagadnienia związane z wpływami jakie wywiera menadżer. Rozważa: czy każdy potrzebuje popularności? jaki wpływ wywiera popularność?
W ciekawy sposób opisuje osobisty kapitał wpływowego menadżera. Podpowiada: jak powinna wyglądać skuteczność jego działania? jak się buduje pozyskiwanie nowych talentów ? i jak tworzyć spójny plan komunikacji.
Współczesne działania marketingowe wymuszają obecność w social mediach i budowanie swojej pozycji w sieci. Wg autorki jest to jedno z głównych narzędzi budowania wpływu zarówno na współpracownikach jak i na potencjalnych kontrahentach.
Insta i FB osobisty i firmowy Bartkowiak Radosław