ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Błyskawiczne przyswajanie umiejętności. Naukowe metody zapamiętywania i doskonalenia wiedzy

Błyskawiczne przyswajanie umiejętności... aż żałuję, że nie przeczytałam tej książki będąc na studiach. Jak wskazują nie tylko statystyki ale również naukowo udowodnione badania, sam proces nauki ma formę bierną. Zazwyczaj czlowiek poświęca mnóstwo czasu na zrozumienie materiału, tymczasem używając odpowiednich technik można pojąć ten materiał w dużo krótszym czasie. Książka pokazuje nam poszczególne etapy w cyklu umiejętnej nauki. Uczy nas w jak najabrdziej efektywny sposób przyswoić dany materiał, ale również jak zaplanować jej poszczególne etapy. Pozwala poznać nam praktyczne działania procesu nauki. Książka w zasadzie jest idealna dla każdego. Czlowiek uczy się całe życie i lepiej robić to umiejętnie z największą efektywnością nie tracąc czasu na zbędne czynności, które i nic nie wniosą w proces nauki.
Mrs_karczmarczyk Karczmarczyk Angelika

Superumysł. Myśl klarownie i skutecznie każdego dnia

Dlaczego nie dbamy o rzeczy ważne? Dbamy o wnętrze domu, o skład swojej garderoby, o auto, o kolor paznokci, o skład kosmetyczki... Reklamy bombardują nas z każdej strony i zmieniają nasze priorytety, wmawiając nam ,,To jest ważne, potrzebujesz tego.'' A co z naszym umysłem? Co z rozwojem? Czy jest dla Was ważny? Według autorek książki, umysł również może być trenowany. Książka ta zawiera zestawy ćwiczeń na każdy dzień miesiąca. Ćwiczenia są przeróżne i urozmaicone. Pozwalają stworzyć dziennik naszego rozwoju, ponieważ każdy dzień rozpoczyna się od określenia naszego stanu intelektualnego. Wydaje się to być świetna i pożyteczna forma spędzania wolnego czasu. Przyznam szczerze, że za mną dopiero dwa dni treningu. Jestem bardzo ciekawa efektów. Ćwiczenia zajmują zaledwie kilka minut. Czuję się troszkę jakbym powróciła do szkoły 😊 Jest to dla mnie świetna rozrywka. Pomiędzy ćwiczeniami znajdziecie przydatne informacje - krótkie, sensowne i rzeczowe. Na końcu książki znajduje się klucz przykładowych odpowiedzi. Jestem pełna nadziei, co do efektów! Pragnę pochwalić również sam wygląd książki. Jest miły dla oka i estetyczny. Śnieżnobiały, dobry jakościowo papier, zachęca do korzystania z niej.
Cosdopoczytania Lempach Anna

Bądź skuteczny. 50 narzędzi rozwijających efektywność osobistą i zawodową

Macie sprawdzone sposoby na kryzys i spadki formy, motywacji? Mówiłam Wam kiedyś, że ja szczególnie w okresie jesienno-zimowym, oprócz podjadania słodkiego (niezdrowe!), lubię podczytywać książki o charakterze motywacyjnym przy porannej kawie. Wystarczy mi pół strony, czasami rozdział lub tylko jedna sentencja/afirmacja. Teraz kiedy zbliża się koniec roku, a obowiązków przybywa, zamiast ubywać, pogoda nie sprzyja pozytywnemu myśleniu, a do tego praktycznie cały czas jest ciemno, momentami czuję brak energii, wlewam w siebie duże ilości kawy i podjadam. Pojawia się pytanie, jak w takich niesprzyjających okolicznościach zrobić formę życia, pracować, nie zasnąć nad laptopem i ogólnie czerpać z życia garściami, skoro nawet słońce chowa się za chmurami? Tutaj z pomocą przyszła do mnie książka od Wydawnictwa Onepress , którą czytałam porankami, małymi fragmentami. Czy autor wynalazł magiczne sposoby na bycie skutecznym w życiu osobistym i zawodowym? Odpowiedź brzmi: nie. Zrobił coś lepszego, w jednym miejscu zebrał wszystkie trudności, jakie mogą pojawiać się na naszej drodze i spróbował się z nimi krok po kroku rozprawić. Niektóre opisane przez niego narzędzia doskonale znam i sama stosuje, o części z nich sobie przypomniałam, a z niektórymi się nie zgadzam i to też jest w porządku. By, być skutecznym trzeba, nie tylko słuchać wskazówek innych, ale też swojego wewnętrznego głosu, intuicji, wiedzieć co nam służy, a co kłóci się, chociażby z naszymi poglądami na różne tematy. Dowiecie się też m.in. jak właściwie zadawać pytania, co niestety jak zauważyłam, wielu osobom sprawia kłopot. Książka oprócz tego, że jest świetnie wydana: twarda oprawa i przejrzysty układ treści, to dodatkowo jest przyjemna w odbiorze. To zbiór wskazówek, które najlepiej dozować sobie stopniowo, czasami wracać do nich przez cały dzień, czasami się zainspirować, niekiedy przeczytać i zmodyfikować lub odrzucić. One mają być jak łyk gorącej kawy z rana, szybkie, łatwo przyswajalne i dające „kopa energetycznego’’.
Instagram Rezmer-Płotka Kamila

Bądź skuteczny. 50 narzędzi rozwijających efektywność osobistą i zawodową

Macie sprawdzone sposoby na kryzys i spadki formy, motywacji? Mówiłam Wam kiedyś, że ja szczególnie w okresie jesienno-zimowym, oprócz podjadania słodkiego (niezdrowe!), lubię podczytywać książki o charakterze motywacyjnym przy porannej kawie. Wystarczy mi pół strony, czasami rozdział lub tylko jedna sentencja/afirmacja. Teraz kiedy zbliża się koniec roku, a obowiązków przybywa, zamiast ubywać, pogoda nie sprzyja pozytywnemu myśleniu, a do tego praktycznie cały czas jest ciemno, momentami czuję brak energii, wlewam w siebie duże ilości kawy i podjadam. Pojawia się pytanie, jak w takich niesprzyjających okolicznościach zrobić formę życia, pracować, nie zasnąć nad laptopem i ogólnie czerpać z życia garściami, skoro nawet słońce chowa się za chmurami? Tutaj z pomocą przyszła do mnie książka od Wydawnictwa Onepress , którą czytałam porankami, małymi fragmentami. Czy autor wynalazł magiczne sposoby na bycie skutecznym w życiu osobistym i zawodowym? Odpowiedź brzmi: nie. Zrobił coś lepszego, w jednym miejscu zebrał wszystkie trudności, jakie mogą pojawiać się na naszej drodze i spróbował się z nimi krok po kroku rozprawić. Niektóre opisane przez niego narzędzia doskonale znam i sama stosuje, o części z nich sobie przypomniałam, a z niektórymi się nie zgadzam i to też jest w porządku. By, być skutecznym trzeba, nie tylko słuchać wskazówek innych, ale też swojego wewnętrznego głosu, intuicji, wiedzieć co nam służy, a co kłóci się, chociażby z naszymi poglądami na różne tematy. Dowiecie się też m.in. jak właściwie zadawać pytania, co niestety jak zauważyłam, wielu osobom sprawia kłopot. Książka oprócz tego, że jest świetnie wydana: twarda oprawa i przejrzysty układ treści, to dodatkowo jest przyjemna w odbiorze. To zbiór wskazówek, które najlepiej dozować sobie stopniowo, czasami wracać do nich przez cały dzień, czasami się zainspirować, niekiedy przeczytać i zmodyfikować lub odrzucić. One mają być jak łyk gorącej kawy z rana, szybkie, łatwo przyswajalne i dające „kopa energetycznego’’.
Instagram Rezmer-Płotka Kamila

Pisz jak mistrz. Poznaj nawyki codziennego pisania i uwolnij się od blokady twórczej

"Pisz jak mistrz" to bardzo przydatny poradnik, który od pierwszych stron mobilizuje czytelnika do działania. Jego forma jest bardzo przyjemna w odbiorze, łatwo zapamiętuje się treść książki i porady autora, co też zaczyna zmieniać schemat naszego myślenia. I otwiera nas na przyjmowanie porad, jakie otrzymujemy w czasie czytania. Może się wydawać, że Scott pisze o rzeczach dość prostych, jak motywacja, wygospodarowanie czasu, systematyczność pracy itp. Jak się okazuje, czasem tak proste i banalne rzeczy trzeba uwypuklać. Ten poradnik spisuje się w tym temacie bardzo dobrze i pomaga nam usystematyzować bardzo szybko zagadnienia, a za tym idzie i nam samym pomaga zmienić perspektywę i ulepszyć nasze działania. Mnie przeczytanie tej dość małej książeczki, dało sporo. W końcu nie liczy się ilość, a jakość i moim zdaniem ten tytuł ją posiada. Polecam i zachęcam do sięgnięcia.
Pasja naszym życiem Ochęcka Paulina

Sprzedaż wirtualna, zyski realne. Jak wykorzystywać technologie do skutecznej komunikacji z nabywcami

Jak sprzedawać online, żeby sprzedać? „Spotkania wirtualne nie są przelotną modą, lecz nową normą, a większość sprzedawców, liderów sprzedaży, dyrektorów i przedsiębiorców była i wciąż jest żałośnie nieprzygotowana. Spotykają się z klientami i współpracownikami za pośrednictwem laptopa lub telefonu, niechlujnie ubrani, słabo oświetleni, na tle szafy lub - co gorsza - niepościelonego łóżka, starając się prowadzić rozmowę lub przeprowadzić wizytę handlową, na którą są nieprzygotowani zarówno mentalnie, jak i technicznie”. Jeb Blount to wzięty sprzedawca o pozycji światowej, jest znany ze swoich niezwykłych szkoleń, które pomogły już nie jednemu przedsiębiorstwu poprawić swoje wyniki sprzedaży. W tej publikacji dzieli się swoją praktyczną wiedzą, spostrzeżeniami i wskazówkami dla tych, którzy na co dzień zajmują się sprzedawaniem w sieci. Dzięki zawartym w tej publikacji wskazówkom można w dość krótkim czasie opanować pewne podstawy i zmienić swoje nastawienie do niektórych kwestii. Czym w ogóle jest sprzedaż wirtualna? Wirtualna rzeczywistość - tego pojęcia nie trzeba już nikomu tłumaczyć, chociażby dlatego, że większość ma przynajmniej jeden swój profil na serwisach społecznościowych. A sprzedaż wirtualna - tutaj sytuacja jest bardziej skomplikowana, ponieważ nie da się tego sprowadzić wyłącznie do social mediów. Sprzedaż w sieci może być poza tym synchroniczna i asynchroniczna, czyli dziać się w tej chwili, jak i być rozłożona w czasie. Przykładem sprzedaży asynchronicznej w sieci jest wysyłanie e-mail. Sprzedawca wysyła taką wiadomość, przypuśćmy, o 11 rano, a odbiorca odpisuje na nią po kilku godzinach. Kontakt nie jest więc w cztery oczy, jakby to można było przyrównać do bezpośredniej rozmowy. Czy sprzedażą wirtualną synchroniczną jest proponowanie produktu poprzez webinar? W zasadzie tak, ponieważ odbiorca ma kontakt z handlowcem dokładnie wtedy, gdy ten przedstawia ofertę. Z drugiej jednak strony ten kontakt jest ograniczony, ponieważ handlowiec nie widzi osoby, do której się zwraca. Musi ją sobie wyobrazić, a także patrzeć w kamerę w taki sposób, żeby potencjalny klient nie odnosił wrażenia, że handlowiec patrzy gdzieś w dal, jakby był nieobecny. Dlaczego sprzedaż internetowa nie wystarcza? Można więc powiedzieć, że sprzedaż wirtualna to sprzedaż online. Jednak jak się okazuje, gdy sprowadzi się ją tylko do kanałów, z których korzystają wszyscy w sieci, nie zawsze daje to pożądany efekt. Nieraz można odnieść wrażenie, że ktoś nie angażuje się za bardzo, a jedynie robi to, co jest w planach, by odhaczyć wykonane zadanie i przejść do kolejnego. Handlowiec czasem zapomina, że ludzie dostają wiele propozycji od różnych osób, które zajmują się sprzedażą. Jeśli jest ich aż tyle, nie sposób oczekiwać, że odbiorca będzie je wszystkie czytać z takim samym zapałem i entuzjazmem. Dlatego też warto dodać coś jeszcze, gdy już proponuje się swoje produkty poprzez stronę firmową, czy wysyłając maile. Najlepiej połączyć ze sobą jak najwięcej takich kanałów i wysyłać klientom, czy potencjalnym zainteresowanym trzy wiadomości z różnych miejsc w sieci, niż tylko jedną. W ten sposób istnieje duże prawdopodobieństwo, że taka osoba będzie w niedługim czasie kojarzyć nazwisko, czy nazwę firmy z konkretną ofertą. Jeśli nawet w tej chwili nie potrzebuje skorzystać z takiej propozycji, usługi, czy określonego produktu, może się to stać w przyszłości - bliższej lub dalszej. Niemniej nawet wtedy warto jeszcze pójść o krok dalej, czyli umawiać się z klientami na spotkanie poza siecią. W ten sposób odbiorca może pomyśleć, że handlowiec podchodzi profesjonalnie tak do swojej profesji, jak i do klienta. Zamiast proponować gotowe rozwiązania, handlowiec chciałby sprawdzić, czy oferta, którą proponuje, jest faktycznie dla tego odbiorcy. Takie spotkania dają dobre efekty, jeśli przemyśli się scenariusz rozmowy, by klient tracił minimum swojego czasu. Przede wszystkim jednak ważne jest, by powiedzieć dokładnie to, co trzeba, żeby zainteresowanie ofertą nie osłabło, a, wręcz przeciwnie, się wzmocniło. Sprzedaż poprzedzona przybliżeniem siebie i swojej oferty Nie sposób sprzedawać czegoś, co klientowi „nic nie mówi”. Często jest również tak, że najpierw odbiorca „kupuje” handlowca, a dopiero później to, co taka osoba chce zaproponować. Nie trzeba więc szczędzić czasu na to, by przybliżyć swoją osobę potencjalnemu zainteresowanemu. Można to uczynić na przykład poprzez wysyłania zaproszeń do grona znajomych na serwisach społecznościowych. Najlepszy pod tym względem wydaje się LinkedIn, ponieważ jest to portal najbardziej związany z biznesem. Natomiast Facebook, czy Instagram też wiąże się i z biznesem, i z marketingiem, ale są to również kanały towarzyskie. Z kolei LinkedIn ogranicza „towarzyskość” do kontaktów, które są ściśle powiązane z tym, czym zajmuje się dana osoba, która prowadzi na tym serwisie swój profil. Oczywiście warto pamiętać, żeby nie być zbyt nachalnym. Jeśli ktoś masowo rozsyła zaproszenia, bo chce w ten sposób od razu dotrzeć do setek potencjalnych zainteresowanych, najczęściej efekt będzie odwrotny do zamierzonego. Nie dość, że adresat nie przyjmie zaproszenia, to jeszcze oznaczy nazwisko takiego handlowca, jako „czarną owcę”. Niektórzy bardziej zapobiegliwi mogą nawet przestrzec przed kimś takim innych ze swojej branży. Wtedy można powiedzieć, że taki handlowiec napytał sobie biedy, ponieważ stracić tak kanał do kontaktu, jak LinkedIn, to jak stracić wiarygodność. Natomiast gdy już uda się przełamać lody z potencjalnym odbiorcą, wydaje się, że wszystko jest na dobrej prostej, żeby w bliższym lub dalszym terminie udało się sfinalizować transakcję. Minimum, jakie można wtedy osiągnąć, to dobra relacja biznesowa, która może przynieść obopólne korzyści. Wszystko zależy od tego, w jakiej branży działa handlowiec i jakiego rodzaju usługi, czy produkty może zaoferować. Na czym polega inteligencja sprzedażowa? „Kiedy prowadzisz prospekcję, potencjalny klient zgodzi się na spotkanie, jeśli dasz mu (z jego punktu widzenia) wystarczająco dobry powód. Wystarczająco dobry - oto klucz. Uzasadnienia są jak podkowy i granaty ręczne - nie muszą być idealne, lecz jedynie wystarczająco dobre, aby przekształcić rozmowę prospekcyjną w spotkanie, wizytę handlową lub przekazanie informacji kwalifikacyjnych”. Inteligencja sprzedażowa według Jeba Blounta polega na tym, żeby nie dać odbiorcy od razu wszystkiego, co się ma „na tacy”. Często bowiem poprzez takie podejście potencjalny klient może z miejsca odmówić lub powiedzieć, że oferta handlowa nie jest dla niego. Zdecydowanie lepiej stopniowo wzbudzać zainteresowanie i „domykać” poszczególne etapy, z jakich składa się lejek sprzedażowy. Łatwiej wtedy się zorientować, czego potrzeba potencjalnego zainteresowanemu w danej chwili, a sam odbiorca czuje, że handlowiec poświęca mu swoją uwagę i nie chce mu „wcisnąć” swojej oferty. Warto więc opracować plan działania, by wiedzieć, jaki rodzaj komunikacji prowadzić na danym poziomie „znajomości” z potencjalnym klientem, jak i z jego potrzebami. Pozwala to przygotować spersonalizowany przekaz reklamowy, który ma na celu utwierdzić zainteresowanego w przekonaniu, że produkt, czy usługa, którą dana firma proponuje, naprawdę by mu się przydała. Handlowiec nie będzie jednak za wszelką cenę próbować się przekonać odbiorcy, że tak właśnie jest. Inteligencja sprzedażowa to również umiejętność wyszukiwania takich potencjalnych odbiorców, którzy w większym niż mniejszym stopniu mogą się przeobrazić w faktycznych klientów. Zatem w pierwszej kolejności handlowiec powinien kontaktować się z tymi osobami, które choćby w minimalnym stopniu mogą być zainteresowane ofertą lub uważać, że byłaby dla nich atrakcyjna. Prezentacja - nie przeszkadzać Coraz częściej sprzedaż w sieci kojarzy się z podcastami, webinarami i tutorialami. Szczególnie te dwie ostatnie formy są ściśle związane z kontaktem z odbiorcą w formie synchronicznej. Ma to swoje dobre strony, jak i złe. Jeśli chodzi o negatywne aspekty kontaktu w czasie rzeczywistym z potencjalnym klientem to fakt, że nieraz może wtrącić pytanie lub kilka pytań, gdy trwa prezentacja oferty. Jak powinien zachować się wtedy handlowiec - odpowiedzieć na nie, czy skupić się na przedstawianiu oferty? Jeb Blount przekonuje, że najlepiej połączyć jedno z drugim. Jednak w taki sposób, by odbiorca chciał do końca zobaczyć całą prezentację już bez dalszego przerywania takiego spotkania wideo. Wszelkie tego typu wtrącenia, jeśli da się im dojść do głosu, mogą nie tylko osłabić siłę przekazu, ale wręcz całkowicie zaprzepaścić szansę na zainteresowanie ofertą osób, które zgłosiły się na webinar. Jeśli więc handlowiec ma w planach prezentację usługi, produktu lub całej oferty firmy, powinien zrobić wszystko tak, by ta prezentacja doszła do skutku i wywołała określoną reakcję. Może nią być momentalna chęć złożenia zamówienia na proponowany produkt, czy przeczytanie maila po prezentacji, gdy handlowiec wyśle taką wiadomość na skrzynkę odbiorcy. Równie dobrze sygnałem zachęcającym dla sprzedającego może być seria pytań, które ma potencjalny klient i zadaje je tuż po zaprezentowaniu oferty. Sprzedaż przez telefon - niedoceniana, mimo że tak skuteczna „Problem z zachęcaniem handlowców do korzystania z telefonu jest tak powszechny, że rozbudowane i prężne silniki do prowadzenia sprzedaży omnikanałowej, w tym VanillaSoft, HubSpot Sales Pro, Outreach i SalesLoft, służą praktycznie za bardzo kosztowne narzędzia do automatycznego rozsyłania tysięcy e-maili pod pozorem prowadzenia działań handlowych”. Handlowcy przestali rozmawiać przez telefon ze swoimi potencjalnymi klientami. Dlaczego? Ponieważ wiedzą, jak ludzie reagują na ofertę, którą prezentuje się właśnie tym kanałem komunikacji. Z czego to wynika? Najczęściej potencjalny zainteresowany odkłada słuchawkę, ponieważ słyszy znane sobie formułki, które wcale nie zachęcają do zagłębienia się w ofertę. Poza tym handlowiec często „przynudza” zabierając rozmówcy zbyt wiele czasu. Nieraz, jak przekonuje Jeb Blount, wystarczy poświęcić na rozmowę telefoniczną tylko minutę, żeby odnieść zadowalający efekt. Zanim jednak do tego dojdzie, handlowiec musi się przełamać i wykonać telefon. Najtrudniejszy jest zwykle ten pierwszy, zaraz po przyjściu do pracy. Nierzadko rozmowa telefoniczna jest tak stresująca dla sprzedającego, że zastępuje ją wszelkimi innymi sposobami, które pozwalają pozyskać zamówienia. Niektórzy wręcz oddają się świadomej prokrastynacji, polegającej na „dopieszczaniu” pracy biurowej, która tak naprawdę jest zupełnie zbędna. Zatrudnieni na stanowisku handlowym potrafią na przykład tworzyć listy kontaktów z tych, które już są albo pisać oferty mailowe, które nie mają prawa przynieść spodziewanej reakcji. Niechęć do telefonu skutkuje tym, że traci się wiele okazji do przedstawienia oferty wtedy, gdy ma się „gorącego klienta”, czyli chcącego kupić. Wysyłanie maili sprawia, że klient albo się rozmyśli, albo wybierze ofertę konkurencji, albo zapomni w ogóle, że miał w planach skorzystać z usługi lub kupić produkt. Telefon pozwala również podtrzymać dobre relacje z odbiorcą, czy nawet jeszcze raz potwierdzić, czy wszystko jest zrozumiałe. Dzięki temu zainteresowany czuje, że jest ważnym klientem, że handlowiec naprawdę się stara, co znacznie zwiększa szansę na realizację zamówienia. Jak pisać skuteczne maile sprzedażowe? „Wiadomości bezpośrednie są skuteczne z podobnych względów, co SMS-y. Korzysta się z nich na urządzeniach mobilnych i traktuje się je priorytetowo. Mogą służyć do prowadzenia komunikacji synchronicznej, w tym zwłaszcza w ramach mediów społecznościowych. Łatwo jednak można przejść do komunikacji asynchronicznej”. Wysyłanie SMS-ów i maili stało się chlebem powszednim w sprzedaży wirtualnej. Niemniej nie zawsze ten, kto wyśle sto wiadomości tego typu, będzie mieć super dodatni bilans, jeśli chodzi o skuteczność. Handlowcy wciąż wychodzą z założenia, że lepiej rozesłać sto szablonowych maili, niż dziesięć spersonalizowanych, na które trzeba poświęcić więcej czasu. Znów pokutuje tutaj zapominanie o tym, że klienci dostają takich wiadomości mnóstwo. Codziennie. Rano i wieczorem. Bywa to tak do znudzenia przewidywalne, że niekiedy wręcz w ogóle nie czyta się treści, tylko sam temat. Gdy natomiast wiadomość „ląduje” w folderze SPAM, może się zdarzyć, że adresat w ogóle nie przeczyta nic. Nim się zorientuje, że coś dostał, serwis poczty ją usunie. Jeb Blount sugeruje, że najlepiej pisać krótko, zwięźle i na temat, ograniczając prezentację swojej osoby i firmy do minimum. W zasadzie wystarczy takie informacje zawrzeć w stopce, a treść poświęcić klientowi, jego oczekiwaniom i problemom, z jakimi się zmaga. Napisania dobrego maila sprzedażowego nie jest łatwe, zwłaszcza gdy nie miało się jeszcze przyjemności rozmawiać z przedstawicielem danej firmy. Trzeba bowiem najpierw zorientować się, co to za firma, z jakimi trudnościami się zmaga i zastanowić się, czy mogłaby, choć w minimalnym stopniu coś zyskać na współpracy, czy gdyby zdecydowała się zainwestować w oferowany produkt. Można również próbować nawiązać kontakt z kilkoma różnymi pracownikami danej instytucji, najlepiej rozsyłając wiadomości do każdej z nich o innej porze. W przeciwny razie może się zdarzyć, że serwis poczty uzna wysyłanie kilku, kilkunastu wiadomości w krótkim czasie za masową rozsyłkę, czyli potraktuje to jako SPAM i wiadomość wyląduje nie w folderze z przychodzącymi e-mailami, a w folderze z niechcianą treścią reklamową. Sprzedaż poprzez media społecznościowe jest opłacalna, jeśli… Sprzedając w mediach społecznościowych, trzeba być czujnym. Należy przede wszystkim reagować odpowiednio na komentarze, które sugerują, że odbiorca chciałby dowiedzieć się czegoś więcej. Wtedy jednak nie można ograniczać się do takiego kanału komunikacji. Najlepiej odpowiedzieć na pytanie, a gdyby odbiorca faktycznie był zainteresowany bardziej szczegółową ofertą, można poprosić na przykład o adres e-mail. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że aby kanał na social mediach zaczął przynosić jakąś korzyść, trzeba intensywnie go rozwijać co najmniej przez rok, dwa. Wiąże się to z regularnym zamieszczaniem treści, w tym z odpowiadaniem na komentarze i (o)byciem na serwisie, by wiedzieć, co się na nim dzieje i jak się ludzie komunikują między sobą. Co jakiś czas zmieniają się trendy, a poza tym trzeba też uważać na to, kogo się ma w gronie swoich znajomych, czyje treści się „lubi” i komu wysyła się zaproszenia. Może się zdarzyć, że ktoś jest wybitny w swojej dziedzinie i warto by było z nim nawiązać współpracę. Jednak to, co zamieszcza na swoich kanałach w mediach społecznościowych, zdecydowanie sprawia, że włącza się lampka ostrzegawcza. Warto też pamiętać, że taki portal, jak Facebook jest otwarty i medialny. Każdy, kto ma w nim swój profil, rozwija jednocześnie swoją markę osobistą, zdając sobie z tego sprawę, czy nie. Inaczej wygląda to na Instagramie, ponieważ można na tym serwisie wyraźnie zaznaczyć, czy profil jest publiczny, czy prywatny. Czy wysyłanie bezpośrednich wiadomości ma sens? „Wiadomości bezpośrednie są skuteczne z podobnych względów, co SMS-y. Korzysta się z nich na urządzeniach mobilnych i traktuje się je priorytetowo. Mogą służyć do prowadzenia komunikacji synchronicznej, w tym zwłaszcza w ramach mediów społecznościowych. Łatwo jednak można przejść do komunikacji asynchronicznej”. Bezpośrednie wiadomości są nieraz o wiele bardziej skuteczne niż wysyłane do wszystkich. Dlaczego? Ponieważ nie pisze się formułek, nie używa uniwersalnych zwrotów, które niczego nie wnoszą. Zamiast tego można skierować wiadomość do konkretnej osoby, która ma imię i nazwisko. Odzywać się w mailu po imieniu do kogoś, jakby miało się z nim już jakiś kontakt. Przedstawiając swoją ofertę personalnie, można spodziewać się, że odbiorca nie potraktuje takiego maila, jak zwykłej propozycji sprzedażowej. Bardziej tak, jakby nadawca chciał wyjść z pomocną ręką do kogoś, kto tej pomocy najwyraźniej potrzebuje. Można w ten sposób cały czas mieć kontakt z potencjalnym klientem, przechodząc z nim przez kolejne etapy, nie będąc przy tym ani nachalnym, ani nie próbując coś wskórać za wszelką cenę. Klient docenia wtedy zwykle taką „zwykłą” konwersację, która ma na celu rozwiązać jakiś problem, z którym boryka się on sam w swoim miejscu pracy albo firma w ogóle. Czy sprzedaż wirtualna jest kosztowna? Rozsyłanie wiadomości sprzedażowych w sieci nie musi kosztować majątku. Wszystko odbywa się poprzez kanały, które umożliwiają łatwo skalkulować, jak duże trzeba ponieść wydatki. Poza tym „odchodzi” korzystanie z drukarni, czy kupowanie materiału, na jakim konieczne by było zamieszczenie informacji reklamowych, jak to ma miejsce w sprzedaży stacjonarnej. Nie można jednak powiedzieć, że sprzedaż wirtualna nic nie kosztuje. Nawet ci, którzy nie inwestują ani złotówki w reklamę, muszą poświęcić wiele swojego czasu, żeby ich działania przyniosły spodziewany rezultat. Trzeba też liczyć się z tym, że realizacja zamówienia jest bardziej prawdopodobna, gdy prowadzi się ją różnymi kanałami, najlepiej w sposób synchroniczny. Oznacza to, że potrzebne jest prawdziwe zaangażowanie, żeby przykuć uwagę odbiorcy. Jeśli dostrzeże, że handlowiec poświęcił mnóstwo czasu, by przeanalizować jego sytuację, zanim jeszcze potencjalny zainteresowany odpowiedział na wiadomość, będzie najczęściej pod dobrym wrażeniem. Jeb Blount zakłada, że samo rozwinięcie konta na social mediach wymaga poświęcenia temu projektowi co najmniej dwa lata. Nie warto też rezygnować z prowadzenia bloga, czy strony firmowej, a to zawsze wiąże się z mniejszymi lub większymi kosztami. Ci zaś, którzy sprzedają swoje produkty lub oferują usługi w sieci, często mają również sklep online. Jego założenie i prowadzenie nie jest darmowe, jeśli sprzedawca chciałby być odbierany jako ktoś, kto prowadzi profesjonalną i wiarygodną działalność. Zawsze można zacząć sprzedawać na Facebooku, niemniej dobrze by było zaprezentować ofertę firmy w sposób bardziej poważny w innym miejscu w sieci. Dlaczego warto zapoznać się z tą publikacją? Sprzedaż wirtualna to wbrew pozorom wcale nie taka łatwa praca. Jest mnóstwo szkoleń, ale jeśli sprzedający nie wie dokładnie, co robi nie tak, może w dalszym ciągu powielać swoje błędy. Na nic się zatem zdadzą drogie kursy, gdzie testuje się bardziej pewien model sprzedaży, a nie jego realizację. Z tej publikacji zaś można się dowiedzieć, jak skutecznie i niewielkim nakładem kosztów sprawić, żeby odbiorcy zaczęli słuchać, gdy się z nimi rozmawia. Publikacja „Sprzedaż wirtualna, zyski realne. Jak wykorzystywać technologie do skutecznej komunikacji z nabywcami” jest napisana w taki sposób, że nawet kompletny laik z zakresu sprzedaży, nie będzie mieć trudności ze zrozumieniem, czy przyswojeniem poruszanych zagadnień. W dodatku Jeb Blount nie przynudza, rozdziela kwestie, nad którymi warto się pochylić na nie za długie i łatwe do skonsumowania rozdziały. Może się też okazać, że niektóre pomysły i praktyczne rozwiązania przydadzą się nie tylko stricte handlowcom, ale też wszystkim tym, którzy od czasu do czasu chcieliby coś szybko sprzedać, proponując dobrą cenę dla siebie i dla odbiorcy. W publikacji tej znaleźć można również wiele przydatnych linków, które pozwolą dalej rozwijać swoje umiejętności sprzedażowe. Dlatego też każdy, kto chciałby choćby w minimalnym stopniu dowiedzieć się, jak wygląda sprzedaż wirtualna albo jak powinna wyglądać, prawdopodobnie znajdzie coś dla siebie.
- Paryjczak Marta