Recenzje
70 zdrowych nawyków. Dobra dieta, świetne samopoczucie i niespożyta energia
Lubicie książki zdrowotne o zdrowym odżywianiu? U mnie na profilu co raz możecie znaleźć recenzje takich pozycji i dziś przychodzę z kolejną
Jak na 70 nawyków książka jest dość cienka, w kolorowej okładce, a wiedza 3 niej jest przedstawiona bardzo krótko i dokładnie, można by powiedzieć w pigułce. Każdy nawyk to około jedna strona gdzie mamy krótkie wyjaśnienie wraz z konkretnym planem działania. Niektóre nawyki mogą wydawać się proste i oczywiste, inne zaskakują.
Co prawda liczna siedemdziesiąt może wydawać się dużą ale zawsze można zacząć od jego nawyku, potem od dwóch i tak dalej. Przede wszystkim książka przedstawia to krótko zwięźle i i temat, tak że łatwo zrozumieć i od razu od czytania przejść do działania. Polecam.
paulaczyta Ciulak Paula
Emocje zadbane i masz wyje**ne. O trudnej sztuce radzenia sobie z uczuciami
Jak sobie poradzić, tak w ogóle?
„Emocja przygotowuje nas do poradzenia sobie z ważnymi sytuacjami w naszym życiu — zatem
bez obaw, zacznij działać.”
Niniejsza publikacja jest jedną z dostępnych, w których tym razem Katarzyna Czyż próbuje zmierzyć się ze skomplikowaną sferą ludzkich uczuć i emocji. E-book pt. „Emocje zadbane i masz wyjeane. O trudnej sztuce radzenia sobie z emocjami” pozwala wniknąć w delikatną „tkankę” ludzkiej psychiki, a także w sposób, w jaki postrzega się emocje, a jednocześnie „puszcza je mimo uszu”. Jest wiele kwestii, które autorka porusza w swojej publikacji. Jako psycholog „pełną gębą” dokładnie wie, o czym pisze, co jednocześnie nie oznacza, że już wie wszystko. Emocje są pojęciem trudnym do rozgryzienia, pomimo tego, że definicje są dość proste i oczywiste. Warto poświęcić chwilę swojego czasu, by spróbować się z nimi „poukładać”.
Czy emocja i stan emocjonalny to to samo?
Czym jest emocja? Najprościej można ująć emocję, jako odczucie. Nie jest to jednak odczuwanie, które bierze się z poziomu skóry, że komuś jest ciepło lub zimno. Niemniej pewne emocje wywołują napady gorąca, a nieraz sprawiają, że przechodzą komuś „ciarki po plecach”. Jak więc to jeszcze bardziej uprościć? Emocja to uczucie. A czym jest uczucie? To dokładnie moment, kiedy człowiek reaguje na daną sytuację.
Jeśli towarzyszą mu wtedy jakieś myśli, można powiedzieć, że nie jest to już po prostu emocja, a stan emocjonalny. Gdy ktoś czuje smutek i go „roztrząsa” można wtedy powiedzieć, że jest w stanie smutku. Taką emocję można przyrównać do dźwięku w muzyce, który trwa np. przez minutę a zwykle „zamyka się” w jednej nucie, m.in. w ósemce albo półnucie.
Dlaczego stany emocjonalne bywają „groźne”?
O ile emocji samych w sobie bać się nie trzeba i nie powinno, o tyle stany emocjonalne bywają już problematyczne. Stan euforii pewnie jakoś się „zniesie”, ale stan depresyjny, czy stan lękowy bywa trudny do „ogarnięcia”. Najczęściej z takiego stanu trudno jest się podźwignąć samodzielnie, bo z każdym dniem jakby człowiek „zakopuje się” w nim coraz głębiej. Nie oznacza to, że od razu potrzebna jest jakaś terapia. Zwykle przydałby się ktoś, kto by był, kto by wysłuchał, kto by spojrzał ja daną sytuację ze swojej perspektywy i powiedział coś w stylu, że „świat się na tym nie kończy, że jest tyle możliwości, żeby poukładać w swoim życiu coś na nowo”. Problem polega jednak na tym, że dzisiaj bardzo trudno znaleźć w swoim otoczeniu kogoś takiego. Są niby social media, są różne grupy wsparcia i tematyczne. Mimo to w takich miejscach można kontaktować się z kimś, przed kim ktoś z problemem nie będzie się zwierzać ze swoich trudności, z jakimi się mierzy lub próbuje, lub w ogóle nie stara się ich w sobie „rozwikłać”.
Dlaczego? Ponieważ media społecznościowe kreują pewien trend - trzeba być na nich happy. Tylko na chwilę można dodać emotikonkę w tylu „smutna buźka z łezką”, a już za chwilę trzeba wrócić do bycia szczęśliwym. Parcie na większe grono znajomych i liczbę polubień wyklucza opcję bycia nieszczęśliwym, bo nikt nie będzie śledzić takiego profilu. Ludzi smutnych prawdopodobnie uważa się za nieudaczników, za osoby nudne i marudne, które wiecznie tylko narzekają i roztaczają wokół siebie specyficzną, nie najlepszą aurę. Są tacy, którzy zaraz śpieszą z pomocą - starają się pocieszyć, a inni idą o krok dalej i osobie smutnej na social mediach… próbują sprzedać jakiś produkt. Wszak osoba smutna powinna chwycić się każdej deski ratunku, jaka tylko się pojawi, ale czy to faktycznie może pomóc? Raczej można mieć co do tego poważne wątpliwości…
Istnieje zawsze cień nadziei, że osoba, u której utrzymuje się pewien stan emocjonalny, zabrnie w nim tak daleko, że jej życie na tyle „rozłoży się na czynniki pierwsze”, że w końcu będzie zmuszona je uporządkować. Może to jednak nie nastąpić zbyt szybko, dlatego tak ważne jest, by budować z ludźmi szczere relacje, w których każdy ma prawo do swoich emocji i do bycia akceptowanym, takim jakim jest. O wiele łatwiej wtedy nie wpaść w tak zwanego „doła”, który z czasem może przeobrazić się w poważne schorzenie emocjonalne typu depresja, czy nawet problemy natury psychicznej.
Jak się dzisiaj czuję?
Czy można w kilku słowach odpowiedzieć sobie na pytanie, jak ktoś się czuje danego dnia? Skoro emocja trwa dosłownie chwilę, nie można powiedzieć, że ktoś dzisiaj czuje się dobrze. Po pierwsze dzień się jeszcze nie skończył, a po drugie ktoś mógłby dopytać „czujesz się dobrze, ale w związku z czym?” Świat jest dzisiaj jak taki patchwork. Z jednej strony ktoś może czuć się dobrze pod względem fizycznym, bo nic mu nie dolega, żadne schorzenie chorobowe. Z drugiej zaś może czuć się źle, bo ma wrażenie, że ludzie w jego środowisku go np. nie akceptują. Trudno jest tak naprawdę udzielić prostą i jednoznaczną odpowiedź na tak ogólnie postawione pytanie. Człowiek okazuje się być bardziej skomplikowany, niż mogłoby się wydawać.
Czy emocje są ważne?
Nieraz gdyby nie emocje, można by nie wiedzieć, jaki ma się do czegoś stosunek. Ponadto emocja „informuje” czasem, czy człowiek jest z gatunku tych mniej lub bardziej wrażliwych, np. na cierpienie i krzywdę innych istot - ludzi i zwierząt, a nawet roślin. Zatem emocje są ważne, ponieważ dostarczają właśnie takich istotnych spostrzeżeń dotyczących ja danej osoby. Z drugiej strony emocje są pewnym wyładowaniem, trochę jak w fizyce wyładowuje się np. bateria. Ktoś czuje, że jak czegoś z siebie nie wyrzuci, to chyba eksploduje. Można to więc nawet porównać do wyrzutów energii ze Słońca. Co najgorsze, wciąż zdarzają się takie przypadki, że traktuje się emocje jak czyjąś osobowość, jak wyraz pewnych wartości. Jest to raczej błędne przekonanie, ponieważ „kręgosłup moralny” danej osoby nie składa się z emocji, a z przekonań i pewnej filozofii życiowej. Filozofii tej mogą oczywiście towarzyszyć jakieś emocje, na ogół dobre, bo każdy stara się zwykle budować taki swój świat wartości, w którym czuł by się jak najlepiej.
Jak kontrolować emocje?
Czy w ogóle warto kontrolować swoje emocje? W dzisiejszym świecie chyba coraz mniej osób zadaje sobie takie pytanie. Bo brak kontroli nad emocjami uznaje się za infantylizm. Jak ktoś jest emocjonalny to musi być niedojrzały emocjonalnie. Czy faktycznie tak jest? Jeśli ktoś cierpi, to czy będzie mógł ze spokojem powiedzieć, że właśnie dzieje mu się krzywda, np. jak lektor czytający audiobooka? Oczywiście neguje się nie każde emocjonalne zachowanie - przede wszystkim to negatywne typu wybuch złości, frustracji, rozczarowania, pretensji, itp. Co najgorsze, tłumiąc w sobie te emocje, nie dając im ujścia, można doprowadzić się do poważnych zaburzeń emocjonalnych, a nawet psychicznych. Wystarczy tylko wyobrazić sobie taką sytuację, że ktoś dzień w dzień rozczarowuje w swojej pracy, bo np. nie osiąga satysfakcjonujących wyników. Dzieje się tak dlatego, bo hipotetycznie inni się znają, a taka osoba jest zupełnie nowa. Co w takiej sytuacji, kiedy ktoś dzień po dniu chodzi poirytowany i sfrustrowany? Któregoś dnia po prostu wybuchnie i zrobi coś złego, np. rozwali coś w swojej pracy, przykładowo rzuci krzesłem o ścianę, czy coś w tym stylu, dając ujście w końcu swoim emocjom.
Czy jest to jedyny możliwy scenariusz? Oczywiście, że nie. Najlepiej, jakby ktoś, kto czuje, że np. ocenia się go, czy postrzega niesprawiedliwie, mógłby wyrazić swoją opinię na ten temat i podzielić się swoim punktem widzenia. Potrzeba jest więc odpowiednia komunikacja tego, jak ktoś widzi daną sytuację ze swojej perspektywy, a dzisiaj coraz rzadziej znajduje się czas na to, by wysłuchać i zrozumieć albo znaleźć jakieś dobre rozwiązanie.
Są również takie chwile, kiedy wybuch emocjonalny jest nieunikniony. Jedną z takich sytuacji jest rozmowa kwalifikacyjna - potencjalny przełożony „wyciska kandydata jak cytrynę” w czasie procesu rekrutacji, a na koniec mówi mu, że go nie zatrudni. W dodatku aplikant „jest zawieszony w próżni”, ponieważ musi czekać na decyzję, zanim będzie mógł podjąć angaż w innej firmie, czy „składać swoje papiery” gdzie indziej. Tak samo można być sfrustrowanym, gdy po iluś latach pracy w danym zakładzie z dnia na dzień otrzymuje się wypowiedzenie bez żadnego słowa wyjaśnienia. Jak wtedy sobie poradzić z nieodpartą chęcią „zrobienia czegoś głupiego”? Czy dojrzałość emocjonalna wystarczy, jeśli przed daną osobą rysuje się widmo życia na ulicy, bo ma niespłacony kredyt i jest bardzo wątpliwe, że znajdzie z dnia na dzień angaż gdzieś indziej?
Co np. w takiej sytuacji można zrobić, żeby opanować „swoje nerwy”? Najlepiej być po prostu przygotowanym na taką ewentualność już wcześniej. Pracując w danym miejscu pracy warto mieć zawsze „oczy i uszy szeroko otwarte”, żeby „czuć pismo nosem”, czy idą jakieś kłopoty, czy nie. Poza tym opłaca się cały czas podnosić swoje kwalifikacje zawodowe, bo wtedy istnieje jednak mniejsze prawdopodobieństwo, że ktoś zostanie zwolniony. Jest też wówczas szansa, że uda się znaleźć pracę w innym zawodzie, jeśli ktoś nie skupia się wyłącznie na jednej specjalności, w jakiej osiągnął pewien poziom biegłości.
Natomiast jeśli ktoś nie otrzymał pracy, powinien zrobić wszystko, co w jego mocy, żeby dowiedzieć się, dlaczego odrzucono jego kandydaturę. W ten sposób być może uniknie pewnych błędów przy kolejnej próbie otrzymania zatrudnienia i znajdzie tę pracę szybciej, niż mogłoby się wydawać. Najczęściej brakuje takiego porozumienia na koniec, przez co pozostaje tylko frustracja i składanie CV z takim samym efektem, jak poprzednio. Może się też okazać, że ktoś ma albo za duże mniemanie na temat swoich umiejętności potrzebnych, by wykonywać daną pracę. Może być też odwrotnie - aplikant ubiega się o stanowisko, na którym wystarczy posługiwać się tylko prostym edytorem tekstowym, a nie jeszcze Photoshopem, czy programem typu CAD do tworzenia drobiazgowych projektów w trójwymiarze.
Postrzeganie JA na trzech poziomach
Powyższą sytuację można opisać, odnosząc się do JA, czyli do świadomości własnej osobowości. Są naukowo wyszczególnione trzy takie poziomy: dziecko, dorosły i rodzic. Ktoś ubiega się o daną pracę, bo ją chce i tutaj odzywa się JA z poziomu dziecka. Mówiąc o JA z poziomu dorosłego, można spojrzeć na tę sytuację, że ktoś ubiega się o tę pracę z określonych powodów, np. żeby było go stać na życie. Natomiast JA z poziomu rodzica sprawia, że ktoś nie wie, czy ta praca jest na pewno dla niego. Włącza się bowiem np. takie myślenie, czy nie za dużo będą wymagać, czy ma się odpowiednie kwalifikacje zawodowe, czy dana osoba będzie w stanie podołać pod względem dyspozycyjności i co będzie, jeśli się wyda, że brakuje pewnych zdolności?
Można więc powiedzieć, że JA dorosłego stara się utrzymać równowagę między JA dziecka i Ja rodzica. Krótko mówiąc, co ktoś będzie w stanie poświęcić, żeby pozostać w swojej strefie komfortu. Może się okazać, że praca będzie satysfakcjonująca, jeśli wykluczy się z poziomu JA dorosłego najwyższe wynagrodzenie, którego spodziewa się ktoś z poziomu JA dziecka i ktoś zmotywuje się, by np. nie spóźniać się do pracy z poziomu JA rodzica, żeby spełniać priorytetowe wymagania na danym stanowisku pracy.
Emocje wypisane na twarzy - czy aby na pewno?
Dzisiaj do głosu dochodzi tak zwana mowa ciała. Czy jest to słuszne? Nie do końca, ponieważ każdy reaguje na swój sposób. Jednak osoba będzie np. krzywić się, bo zjadła coś kwaśnego, a inna dlatego, że coś się jej przypomniało i wraz z tą myślą wrócił sposób odczuwania tamtej chwili. Ponadto człowiek jest bardziej skomplikowany i zwykle nie towarzyszy mu tylko jedna emocja, ale cały zestaw. Ktoś może być nie tak bardzo szczęśliwy, jak się spodziewał, więc jest trochę szczęśliwy i trochę rozczarowany i trochę przez to nieszczęśliwy. Tak może się czuć ktoś, kto usłyszał, że wygrał w Lotto, a w punkcie okazało się, że… to pomyłka, że tylko „trójka” się trafiła.
Niedawno też pojawiło się „w obiegu” hasło „przebodźcowanie”. Co ono oznacza? Że na daną osobę wpływa wiele różnych czynników, które wywołują wiele nieraz odmiennych reakcji. Wystarczy nieraz przejrzeć wiadomości określonego dnia, które są dostępne na dowolnym portalu informacyjnym. Obok newsów ekonomicznych są wiadomości sportowe, a obok nich reklamy, które krzyczą „kup mnie”, a jeszcze gdzieś pomiędzy tym ogłoszenia dotyczące zbiórek charytatywnych, czy nawet wiadomości o tym, że ktoś odszedł tego dnia.
I jak odpowiedzieć po przeczytaniu wszystkich tych treści, jak ktoś się czuje w tym momencie? Zwykle są takie informacje, które „wybiją się” nad inne, niemniej emocje „zaczynają się ze sobą łączyć” niczym atomy, tworząc jakiś zupełnie nowy łańcuch połączeń emocjonalnych. Trudnych do zinterpretowania. Niektórzy też mogą reagować zupełnie inaczej niż większość i stąd też biorą się problemy ze zrozumieniem czyjegoś zachowania, jeśli emocje traktuje się behawioralnie.
Pojęcie szczęścia
Czym jest szczęście? To jedno z tych pytań, które ludzie zadają sobie od pokoleń. Dla jednych szczęście może być brakiem nieszczęść. Dla innych szczęście może być wynikiem matematycznym, gdy uda się dodać do siebie pewne cele i marzenia, by udało się osiągnąć to, co jest dla kogoś ważne. Autorka „Emocje zadbane i masz wyjeane. O trudnej sztuce radzenia sobie z emocjami” przekonuje zaś, że:
„[…]Nie ma drogi do szczęścia, to szczęście jest DROGĄ”. I zgadzam się z tym absolutnie. Bo nie dążenie do szczęścia jest tym, co powinniśmy jako ludzie robić, zdobywając kolejne szczeble kariery, osiągając cele, sukcesy, ale właśnie istotą jest poczucie szczęścia tu i teraz — uczenie się właśnie tej miłości do siebie, tego bycia szczęśliwym tak po prostu samemu ze sobą. A wtedy te wszystkie pozostałe rzeczy (sukcesy, cele) są realizowane przy okazji. Gdy odwrócicie sobie kolejność, poczujecie, o czym tu piszę.”
Wszystko było by Ok, mówiąc kolokwialnie, gdyby tylko „tu i teraz” dla każdego było rajem na Ziemi. Niestety tak nie jest. Czy można być szczęśliwym mimo to, że teraz ma się trudną sytuację i robi się coś, z czego ktoś nie jest do końca zadowolony? Tylko wtedy, jeśli wie lub jest przekonany, że jego praca ma jakiś głębszy sens i że coś się w końcu odmieni w jego życiu na lepsze któregoś dnia. W przeciwnym razie może być trudno robić coś z poczuciem szczęścia. Nie zawsze też można sobie wytłumaczyć swoje obecne położenie, jako tymczasowe i że będzie lepiej lub „po polskiemu”, że jakoś to będzie.
Stare porzekadło mówi, że „nadzieja umiera ostatnia”, więc może dopóki jest nadzieja, dotąd człowiek będzie się starać. Tylko czy cały ten proces starań mógłby określić jako szczęście? To zależy, np. od tego, czy w efekcie nie straci zdrowia albo innych ważnych dla niego elementów w jego życiu, np. drogiej przyjaźni, czy w ogóle kontaktów z ludźmi. Są też działania dobre i złe, więc lepiej czasem, żeby ktoś nie był szczęśliwy jak np. miałby zajmować się zabijaniem zwierząt, pracując w ubojni. Można oczywiście spojrzeć i na takie działanie z szerszej perspektywy, że zwierzęta są schorowane albo że mięso jest potrzebne. Niemniej w takiej sytuacji nie sposób doszukać się tak naprawdę większych pozytywów. Nieraz okazuje się, że człowiek który doświadcza takich przeżyć, jak zabijanie zwierząt, może w przyszłości kategorycznie zaniechać pewnych nawyków u siebie. Może przestać jeść mięso, może patrzeć na zwierzęta inaczej niż np. członkowie jego rodziny, może też stać się wrakiem człowieka i traktować istoty żywe, jak produkty tworzone na potrzeby masowej konsumpcji. Prawdopodobnie jedynie sadyści mogliby czerpać radość i czuć się szczęśliwi, gdyby mieli pracować w takim charakterze.
Szczęście a styl życia
Być może bliżej do szczęścia tym, którzy wiedzą, w jaki sposób dbać o siebie. Jak zapewnić sobie poczucie komfortu, które dla każdego może oznaczać coś innego. Katarzyna Czyż zwraca uwagę w swojej publikacji na to, jak ważna jest prawidłowa dieta i troska o zachowanie sprawności fizycznej. Faktycznie, objadanie się może prowadzić najpewniej do otyłości, jeśli ktoś objada się np. chipsami, a nie kalafiorem, czy arbuzem. Ponadto zbilansowana dieta wydaje się być lepsza od ubogiej w pewne pierwiastki i minerały. Pod warunkiem, że dostarcza się ją w produktach, które nie wywołują alergii lub złego samopoczucia. Ważne jest też to, by umiejętnie łączyć ze sobą żywność, a także wiedzieć, czy jeść np. jabłka przed obiadem, czy po obiedzie.
Życie się skomplikowało bez dwóch zdań. Doszły pewne ograniczenia i nakazy, m.in. związane ze zmianą klimatu, czy z zanieczyszczeniem powietrza. Uprawianie sportu przestaje już kojarzyć się wyłącznie z dotlenianiem szarych komórek i produkowaniem endorfin, hormonów szczęścia. Im więcej przebywa się na świeżym powietrzu, tym większe jest prawdopodobieństwo, że można się nałykać większej ilości mikroplastiku, którego nie widać „gołym okiem”. Do tego dochodzi jeszcze wysoka zawartość CO2 w powietrzu, smogu itp. Przez co osoby aktywne fizyczne, uprawiające np. jogging na zewnątrz, mogą któregoś dnia poczuć się źle zamiast „super fit”. Czy pozostaje więc już tylko siłownia albo wygospodarowanie miejsca na sport w swoim domu lub mieszkaniu? Są takie rejony, gdzie można spodziewać się w miarę dobrego stanu atmosfery, ale i takim wskaźnikom nie do końca można wierzyć. Jak wiadomo, powietrze cały czas się przemieszcza, więc prawdopodobnie nie ma czegoś takiego, jak dobre warunki atmosferyczne pod względem mniejszej zawartości różnych zanieczyszczeń.
Prawda jest też taka, że jeśli ktoś lubi ćwiczyć, to nic go przed tym nie powstrzyma i na wszelkie ograniczenia znajdzie jakąś odpowiedź. Można dbać o swoje ciało, mając do dyspozycji minimum dostępnej przestrzeni. Trzeba tylko pamiętać, żeby nie przeciążać swojego organizmu i nie ćwiczyć przez dwie godziny jednego dnia i przez pozostałych sześć ani przez pół minuty. Jeśli natomiast ktoś długo nie ćwiczyć i chciałby do tego wrócić, warto najpierw obserwować swoje ciało, by wiedzieć, na jak duży wysiłek można sobie pozwolić. Ostatecznie ćwiczenia mają usprawniać czyjeś życie, zamiast sprawiać, że po dawce różnych powtórzeń ktoś nie jest w stanie wrócić do swoich codziennych zajęć.
Życie według schematu
Rano śniadanie, potem praca, potem lunch, potem kolejne zadania zawodowe, a następnie dom, obiad, jakiś film, rozmowa z najbliższymi przy kolacji i jeszcze parę minut dla siebie przed snem. Tak mógłby wyglądać czyjś codzienny tryb życia. Pytanie tylko, czy każdy czułby się szczęśliwy lub usatysfakcjonowany, gdyby jego grafik tak właśnie wyglądał…
Trzymanie się schematów bywa pomocne, gdy ktoś chciałby „wrócić do siebie”, jeśli gdzieś „po drodze” się pogubił. Niemniej są takie osoby, które świetnie czują się bez kontrolowania swojego życia i „odbywania” go według prawideł zapisanych w kalendarzu. Niektórzy lepiej funkcjonują, kiedy mogą być spontaniczni, kiedy nie wiedzą, jakie działania będą do końca podejmować danego dnia i jak ten dzień może ich zaskoczyć m.in. z tego powodu. Warto pamiętać, że każdy dzień jest inny, pomimo tego, że co tydzień jest poniedziałek, wtorek, środa, czwartek, piątek, sobota i niedziela. Dlaczego w środy hipotetycznie zawsze trzeba np. robić pranie, a w sobotę iść na zakupy? Na dłuższą metę życie według schematu sprawia, że ktoś zamyka się w swojej skorupie i nie dopuszcza do siebie już niczego spoza kręgów, w jakich się obraca. Trzeba nieraz wykazać się potężną siłą woli, żeby wykrzesać z siebie odrobinę więcej chęci, by każdego dnia odnajdywać coś, czym można się zachwycić, wynurzając na chwilę głowę ze swojego „od do” zapisanego w grafiku.
Jak sobie radzić z...?
Wypadałoby radzić sobie z emocjami. W przeciwnym razie człowiek zaczyna nieco „dziwaczeć” i np. zaczyna obgryzać paznokcie, będąc już w wieku daleko bardziej zaawansowanym niż wczesne lata młodzieżowe. Czasami trzeba dać tym emocjom sobą „zawładnąć”, żeby mogły „stracić nieco na sile”. Jeśli ktoś jest smutny, bo ma wyraźny powód, nie można po prostu powiedzieć „rozchmurz się”, bo to nic nie da. Czemu skupiać się na smutku, łatwiej to zobrazować, gdy weźmie się pod uwagę radość. Gdy ktoś powie coś śmiesznego, co dla kogoś będzie mega przezabawne, rozbawiony będzie śmiać się tak długo (i głośno), aż nie spadnie z krzesła i oczy nie zaczną łzawić, a brzuch nie zacznie boleć. Może i nawet wtedy wciąż jeszcze nie będzie mógł przejść na tym, co usłyszał „do porządku dziennego”. Ze smutkiem jest podobnie, tylko że w tym przypadku warto na ogół nie poddawać mu się całkiem biernie.
O ile radość raczej krzywdy nie zrobi, o tyle smutek już może ją wyrządzić. Wystarczy, że ktoś ze smutku straci apetyt i przestanie jeść. Dobrym sposobem zwykle na złagodzenie ostrego smutku jest próba przekierowania uwagi na coś innego. Będąc smutnym, można jednocześnie zaangażować się w jakieś zajęcie, które kiedyś było dla kogoś fajne. Można dać się smutkowi „rozgrywać w sobie”, a przy tym jednocześnie coś robić, zamiast być „jak jałowa ziemia”. Najgorsze chyba, co można zrobić, to pozwolić, żeby smutek na dobre „się rozpanoszył”, czyli po prostu przyzwyczaić się do niego. „Zajadanie” smutków nie jest więc zwykle najlepszym pomysłem. Warto mimo wszystko stawiać sobie w życiu jakieś cele, które są realne i które można potraktować jako swego rodzaju cegiełkę, pozwalającą zbudować coś większego. Oglądanie bezmyślnie telewizji też nie pomaga, a tak naprawdę sprawia, że życie ma jakby coraz mniej do zaoferowania.
Zerojedynkowość - pomaga, czy szkodzi?
Czarne jest zawsze czarne, a białe jest zawsze białe i czarne jest zawsze złe, a białe jest zawsze dobre. A może jeszcze inaczej: coś jest kategorycznie czarne albo coś jest na 100% białe. To jest właśnie ta słynna zerojedynkowość, czyli próba ocenienia czegoś w sposób dosadny. Życie bywa nieraz bardziej skomplikowane, a nie każdy wie wszystko, co jest związane z daną sytuacją, żeby mógł wypowiedzieć się w pełni świadomie. Przykładowo to, że ktoś potnie dywan jest złe samo w sobie, bo go zniszczy. Jednak gdyby osoba, która wydaje taki werdykt wiedziała, że ktoś pociął dywan, bo chciał zrobić z tych skrawków prezent dla kogoś bliskiego, wtedy jej podejście mogłoby się zmienić. Wciąż dywan nie nadaje się do użytku, ale powstanie z niego coś, z czego ktoś się prawdopodobnie ucieszy.
Tym bardziej można zacząć się zastanawiać, czy ktoś postąpił źle, jeśli dywan był już mocno wytarty i praktycznie nie spełniał wszystkich swoich pierwotnych właściwości. Złe byłoby to wtedy, gdyby ktoś pociął nie swój dywan i również nie dywan niczyj i nie uzyskałby zgody na to, że może go potraktować w ten sposób. Złe by się to okazało także wtedy, gdyby ktoś nie wiedział, czy uda mu się ze skrawków zrobić prezent, jaki sobie wymarzył, że zrobi albo jego plan „spaliłby na panewce”. Chyba że znalazłby dla tych ścinek inne zastosowanie, by nie marnować materiału. Pomimo tak przedstawionej sytuacji, wciąż można uznać cięcie dywanu za kontrowersyjne. Niemniej nie można powiedzieć, żeby było całkowicie złe lub zupełnie dobre. Zawsze ktoś może być niezadowolony, bo na ogół nie da się zadowolić wszystkich.
Zatem, czy bycie zerojedynkowym pomaga w życiu, czy nie? Najczęściej takie podejście bywa krzywdzące, ponieważ ktoś, kto otrzyma na przykład kąśliwy komentarz pod swoim adresem, może sobie pomyśleć, że krytykant nie wie, jak jest naprawdę lub że nie jest w pełni doinformowany. Oczywiście są takie sytuacje, kiedy można wypowiadać się wyłącznie „na tak” lub „na nie”, potępiając np. działania zbrojne, jako ogólnie szkodliwe, przynoszące same straty i dalsze problemy, daleko bardziej dotkliwe, niż te, z jakimi trzeba się było mierzyć dotychczas. Niestety krytyka „boli” nieraz jak rozżarzony nóż wbity pod żebro. Dlatego wciąż trzeba pamiętać o tym, by tonować sposób, w jaki komunikuje się pewne treści i przekazy.
Wciąż dzisiaj można „borykać się” z pojęciem hejtu, który jakby „wszedł na wyższy poziom”. Ludzie bowiem znaleźli sposób, jak można kogoś obrażać w dopuszczalny sposób pod względem towarzyskim i prawnym. Jednak, czy takie podejście ma na dłuższą metę sens? W końcu każdego może dosięgnąć podobny rodzaj krytyki i nie każdy będzie w stanie ją udźwignąć w sposób wzorowy. Zdecydowanie łatwiej wydawać sądy na czyjś temat, niż spróbować zrozumieć zaistniałą sytuację. Przez to, że dzisiaj ludzie są tak bardzo wymagający w stosunku do swoich relacji i ze względu na własne przekonania, niektórzy próbują dopasować się, by nie zostać odrzuconym. Nieraz w konsekwencji tak zwana dusza towarzystwa sama już do końca może nie wiedzieć, jakie są jej własne przekonania, skoro cały czas musi pamiętać o tym, żeby „nie odstawać”.
Czy są dobre i złe emocje?
Emocja sama w sobie nie może być ani dobra, ani zła. To czyn, który za nią idzie, może być odbierany pozytywnie albo negatywnie. Smutek nie jest zły, ponieważ „pozwala” wyrazić swój ból, stwarzając jakby idealne środowisko dla cierpienia, dając mu ujście w sposób subtelny. Natomiast agresja nie jest już emocją, a działaniem i jeśli ktoś taki jest, to prawdopodobnie ma albo za bardzo wybujałe ego, albo pod tą agresją kryją się jakieś inne emocje, z którymi ktoś nie potrafi sobie poradzić. Mogą to być emocje wynikające z położenia danej osoby, jeśli nie znajduje ona dla siebie żadnych dróg, które pomogłyby jej wybrnąć „znad przepaści”.
Akceptacja emocji
„Rzeczywistość wygląda jednak tak, że mało kto z nas tak naprawdę poświęca czas na to, by
odkryć siebie i by być sobą. Poświęcamy czas na zarabianie pieniędzy, na spełnianie celów/marzeń, wychowanie dzieci… a poznanie siebie… „no przecież ja znam siebie” — powiecie! Naprawdę? To, czego potrzebujesz? To, co czujesz w danym momencie i co jest pod spodem tej emocji? I tak mogłabym mnożyć pytania… Czy aby na wszystkie znasz odpowiedź i rzeczywiście wdrażasz wnioski z nich płynące w swoim życiu. Co jest świadome, a co pod spodem?”
Dzisiaj o wiele łatwiej mają ci, którzy mogą pracować i żyć w środowisku, w którym nie wywiera się zbytniego wpływu na to, jak ktoś powinien się zachowywać. Nieraz już nawet nie chodzi o to, żeby zachowywać się odpowiednio, czyli kulturalnie, ale żeby wyznawać wartości, jakie wpisują się np. w wartości miejsca, w którym się pracuje. Bywa to trudne, jeśli ktoś nie przepada za sportem, a w firmie cały czas organizuje się różne zawody, żeby z jednej strony integrować zespół, a z drugiej budzić w nim ducha rywalizacji.
W takich sytuacjach, kiedy ktoś się zmusza do bycia „wyznawcą” pewnych zasad, może rodzić się frustracja. I co wtedy? Osoba ta może powiedzieć sobie, że ma prawo być sfrustrowana, bo przecież postępuje się nie fair w stosunku do jej własnych przekonań. Oczywiście nikt nie będzie wszczynać awantur z powodu gloryfikowania sportu w firmie, ale już z powodu braku tolerancji, czy przejawy dyskryminacji rasowej, czy płciowej jak najbardziej może powiedzieć, co o tym myśli.
Nie zawsze udaje się wybrnąć z takiej sytuacji, by można było dalej wykonywać swoją pracę, jeśli atmosfera się popsuła. Nie każdy pracownik, czy przełożony wie, jak „przywrócić” nastrój do względnie przyjemnego dla obydwu stron. Tym bardziej jest to trudne, jeśli nie można porozmawiać na ważny temat w „cztery oczy”, a tylko i wyłącznie przed całym personelem. Przełożony może ostatecznie dojść do wniosku, że dana osoba najwyraźniej nie spełnia pokładanych w niej oczekiwań i trzeba poszukać na jej miejsce kogoś innego.
Oczywiście emocje nie dotyczą przecież tylko i wyłącznie sfery zawodowej. Są też emocje, które ktoś przeżywa, gdy czegoś doświadcza poza pracą, a nieraz również poza domem. Ktoś może być nawet zaskoczony tym, jak odbiera pewne momenty, wpisujące się w jego życie. Akceptacja swoich emocji to prawdopodobnie pierwszy krok, jaki warto podjąć, by spróbować żyć w harmonii. Szkoda że dzisiaj tak mało jest czasu na przyglądanie się swoim odczuciom i na próbie zrozumienia, dlaczego coś przykuło uwagę i dlaczego wywołało taki, a nie inny odbiór. Próbując zgłębiać takie odczucia, poszerza się również zakres swojego postrzegania, a tym samym można stać się bardziej tolerancyjnym i świadomym. Jeśli bowiem okaże się, że pewne emocje „biorą się” z czyichś słabości, momentalnie można stać się bardziej wyrozumiałym względem słabości innych ludzi.
Kilka słów o publikacji
E-book pt. „Emocje zadbane i masz wyjeane. O trudnej sztuce radzenia sobie z emocjami” jest napisany w sposób przystępny, pomimo tego, że temat emocji porusza kwalifikowana psycholog, dr Katarzyna Czyż. Niekiedy wręcz można odnieść wrażenie, że jest za bardzo przystępny, czyli że jest w nim za dużo takich elementów, jakie wpisują się w media społecznościowe. Niemniej zawarta treść w tej publikacji może dać do myślenia. Jak sama pani Katarzyna wspomina, nie dla każdego szczęście oznacza dokładnie to samo. Dla jednych założenie rodziny będzie wyznacznikiem szczęścia, dla innych tworzenie jej będzie jakimś rodzajem szczęścia. Szczególnie jeśli można ją tworzyć z kimś, kogo się kocha, nawet jeśli taki związek nie budzi powszechnej akceptacji.
Publikację można potraktować jako poradnik psychologiczny, albo jak swego rodzaju zeszyt ćwiczeń. Wewnątrz znajduje się wiele zadań i pytań, które powinny w jakimś stopniu lepiej rozumieć to, co się czuje i jak to określić. Stąd już tylko jeden krok do komunikowania, jak ktoś się czuje względem danej sytuacji. Nieraz trudno wyjść z rozmową na taki temat samemu, jeśli nie prowadziło się dotychczas takiej praktyki. Na szczęście autorka zachęca swoich czytelników, by podzielili się swoimi odczuciami i wątpliwościami, gdyby takie się pojawiły po przeczytaniu lub próbie zgłębiania swoich emocji.
- Paryjczak Marta
PSYCHOefekty. 50 zjawisk psychologicznych, które wpływają na Twoje życie
Książka o psychoefektach Kamila Zielińskiego to świetne ukazanie tajemnic, które rządzą naszymi zachowaniami. Styl pisania autora jest bardzo przystępny, więc zawartą w książce wiedzę przyswaja się bardzo szybko. Na pewno jeszcze nie raz będę wracać do tej pozycji i przypominać sobie niektóre elementy, gdy zajdzie w mojej głowie taka potrzeba. Oceniam jako 9/10 i polecam każdemu, kto interesuje się psychologią oraz marketingiem.
kobietarozwoju Krupa Kamila
Biznes społecznościowy. MLM moimi oczami (b2b)
MLM ten skrót pochodzi od słów multi-level marketing tłumaczony bywa jako marketing wielopoziomowy bądź marketing sieciowy. Autorka woli traktować go jako marketing społecznościowy. To o tym modelu biznesowym jest ta książka. Zainteresowani?
Katarzyna Trawińska to bizneswomen. Od kilu lat zabierała się za napisanie tej książki. Pomysł na nią siedział w jej głowie i rozwijał się. Teraz możemy zobaczyć tego efekty.
W końcu możemy poznać jej spojrzenie na MLM, który to model biznesowy sama wybrała dla swojej firmy. Mamy więc tutaj małą reklamę, ale nie przytłacza ona przedstawianej treści.
Dane ogólne. Publikacja to niecałe 180 stron tekstu. Na końcu publikacji znajduje się rozdział Źródła, są tam zawarte zarazem strony internetowe jak i książki, do których możemy zajrzeć by jeszcze lepiej przyjrzeć się omawianym zagadnieniom (wcześniej mogliśmy je zobaczyć w przypisach dolnych). Czcionka czytelna. Część informacji wyróżnionych jest poprzez użycie innego rodzaju czcionki od „tekstu podstawowego” i zapisanie ich w oddzielnym akapicie. Zrozumiały i przystępny sposób przekazu.
Twarda oprawa. Czarna wstążka zakładka. Czerwona wyklejka (tak to chyba się nazywa, zawsze mam ku temu wątpliwości).
Onepress. Helion S.A. Redaktor prowadzący: Grzegorz Krzystek. Projekt okładki: ULABUKA.
Dla kogo? Osób zastanawiających się nad wyborem własnego modelu biznesowego i sposobu sprzedaży swoich produktów. Także dla tych, którzy już prowadzą „własne biznesy” i zauważają, że tradycyjny sposób sprzedaży nie jest aż tak efektywny jak tego oczekują i szukają alternatyw.
Ale…
Nie tylko.
Równie dobrze przyda się osobom, które chcą zrozumieć działanie różnych współcześnie istniejących firm czy portali społecznościowych (w jaki sposób one zarabiają?).
Książka pomaga zrozumieć różne mechanizmy rządzące współczesnym rynkiem. Ciężko w pewnych kwestiach nie zgodzić się z autorką choć sam system (jak każdy) może nam się podobać bądź nie. Możemy skupić się na jego pozytywach bądź negatywach (wszystko ma dwie strony medalu). Pozycja po prostu pomaga nam się przyjrzeć tematowi, a jego ocena i to czy nam się spodoba oraz czy będziemy go wychwalać zależy od nas - czytelników. Może chwilami za dużo jest w publikacji promowania bycia "partnerem" firmy, która podążyła drogą MLM, ale patrząc z perspektywy autorki - osoby prowadzącej takie przedsiębiorstwo jest to mądre i ciekawe posunięcie (warto o tym pamiętać podczas lektury nie tylko tej publikacji - czyli kto z jakiej perspektywy przekazuje daną treść, opis pewnych mechanizmów).
Jak dla mnie pozycja dla każdego żyjącego w obecnym świecie. Choć sam marketing społecznościowy nie musi nas fascynować. Wiele myśli z książki (np. dotyczące zaufania do firmy i produktu) są na tyle uniwersalne, że MLM nie musi być głównym powodem do zajrzenia do publikacji.
Nie będę się tu rozpisywać czym marketing społecznościowy jest… od tego jest sama książka. Jeśli niniejsza recenzja Was zainteresowała polecam zajrzenie do pozycji i jeśli sposób przekazu będzie z Wami zgodny myślę, że warto się nad nią zastanowić.
Szczerze? Nie sądziłam, że publikacja aż tak mi się spodoba. I jeszcze ten czerwony kolor… uwielbiam!
Dajcie znać czy skusiliście się na tę książkę i co Was do niej przekonało bądź nie przekonało.
Pozdrawiam
Airi
swiatairi.blogspot Tomczak Marta
Skuteczne zarządzanie zespołem. Jak uzyskać harmonię, zaufanie i widoczne efekty pracy w zespole
Już 29 Marca premiera!
Skuteczne zarządzanie zespołem. Jak uzyskać harmonię, zaufanie i widoczne efekty pracy w zespole.
Dzięki tej książce nauczysz się korzystać z takich narzędzi jak:
mapa synchronizacji zespołu
kontrakt zespołowy
formularz ustalania faktów
karta szacunku
przewodnik bezprzemocowego wyrażania potrzeb
Dzięki tej książce Twój zespół wejdzie na właściwe tory produktywności i stałego postępu. Polecam każdej osobie działającej w systemie mlm jak i na etacie. Ta książka to strzał w 10!
mikusiowe Bielicka Patrycja