1 2 3 ... 1336 > »

Zranieni

Sidney i Peter to dwójka zranionych ludzi. Jedno przypadkowe spotkanie pobudza ich do życia, ale również budzi ich przeszłość. Czy zdołają z tym wygrać? Czy grozi im coś jeszcze?

Według mnie "Zranieni" to historia pełna poplątanych emocji. Czytając tą historię czujemy się jak na karuzeli uczuć, gdyż odczuwamy wszystko co bohaterowie - zaczynając od szczęścia a kończąc na strachu. Dzięki tej książce można zrozumieć, że świat nie jest idealny i że niewyjaśniona przeszłość nigdy nas nie zostawi w spokoju. Ukazuje się tutaj obraz miłości, która przy dwóch zranionych duszach nie potrafi iść na przód. Jak dla mnie jest to historia inna niż poznane do tej pory i bardzo dobrze obrazuje jak wiele może znaczyć jedno uczucie.
rudablondynkarecenzuje.blogspot.com, Andżelika Arendarska; 2017-04-19

Zranieni

Niedawno była premiera książki „Zranieni” H.M. Ward. Miałam możliwość przeczytania przed premierą tej książki i jestem z niej zadowolona. Powieść nie jest bardzo gruba i obszerna jednak naprawdę wciąga czytelnika w swój świat.

Sidney i Peter. Piękna dziewczyna i wyjątkowy mężczyzna. Oboje pełni temperamentu i wdzięku. Spotykają się przypadkowo, na randce w ciemno, która początkowo układa się jak zabawna komedia pomyłek z happy endem... który niestety nie następuje. Zamiast namiętnego finału Sidney otrzymuje kolejnego kopa w tyłek. Niestety, na tym rozczarowaniu sprawa się nie kończy. Już wkrótce okazuje się, że ten piękny facet, bosko zbudowany i silny, a przy tym inteligentny i wrażliwy, jest wykładowcą akademickim, a ona jego asystentką, a także — co gorsza — studentką. Byłoby łatwiej, gdyby Sidney nie ścigały demony przeszłości, a także, gdyby Peter nie nosił w sobie bolesnych wspomnień o śmierci i rozstaniu. Oboje czują, że nie są sobie obojętni — łączy ich więź silniejsza od bólu i strachu. Miłość, którą przyjmują z niedowierzaniem, będzie jednak wymagać odwagi, woli i mocy. Najpierw trzeba stawić czoła przeszłości, aby móc rozpocząć budowę wspólnego szczęścia.

H.M. Ward porusza bardzo istotne rzeczy w tej książce. Takimi rzeczami są: znieczulica ludzi na wyrządzane komuś krzywdy, brak zrozumienia, strach oraz przemoc. Podejrzewam, że wielu z nas miała w swoim życiu jakąś styczność z wyżej wymienionymi tematami.

„Przez większość czasu przeszłość prześladuje mnie niczym wielki, złowrogi cień bestii, kładący się na wszystkim, co robię.”

Autorka pokazuje nam jak znieczulica ze strony rodziny i przemoc zmieniły i zrujnowały życie Sydney. Kiedy ją poznajemy jest kłębkiem nerwów i sprzecznych emocji. Jednak z biegiem czasu dostrzegamy w niej wiele pozytywnych cech oraz widzimy jaką wielką zmianę przeszła w ciągu ostatnich czterech lat. Co do postaci Sidney nie mam żadnych wielkich zastrzeżeń, ani nie widzę wielkich zalet. Jest ona typową dziewczyna która boryka się z problemami i strachem, że przeszłość do niej wróci.

Peter z kolei jest bardzo opanowany i skryty. Jednak ta jego skrytość mija i on sam zaczyna otwierać się na świat. To dzięki przypadkowemu spotkaniu się z Sydnay jego życie nabiera sensu. To przed nią zaczyna otwierać swoje serce i wylewać z niego ból który towarzyszył mu do tej pory.

Tak jak sam tytuł wskazuje „Zranieni” to powieść o dwojgu ludzi skrzywdzonych przez los. Dwojgu ludzi którzy w sobie widzą nadzieję i wiedzą, że nadchodzą lepsze dni.

Bez dwóch zdań książkę przeczyta się w jeden dzień. To jest zaledwie 208 stron wciągającej opowieści z życia wziętej przy której można się i popłakać i uśmiać. Myślę, że ta książka zasługuje na uznanie wśród czytelników. Jednak największym minusem jest jej bardzo krótka treść i zakończenie w bardzo interesującym punkcie.
ksiazkowe-wyznania.blogspot.com, Dominika Starzyk; 2017-04-15

Zranieni

Wyobraźcie sobie sytuację, że właśnie zdenerwowani i nie do końca pewni siebie trafiacie na randkę w ciemno. Wszystko, zaskakująco, zmierza jednak w dobrym kierunku. Przystojny partner, udana rozmowa, pragnienie brnięcia w to dalej. Nagle okazuje się, że się pomyliliście i to nie co do oceny osoby, a co do wyboru stolika. To nie jest Wasza randka! I już wtedy cała magia chwili pęka jak mydlana bańka. Zabawne? W ten sposób zaczyna się historia szukającej szczęścia bohaterki powieści „Zranieni”. Zainteresowało Was co będzie dalej? Zapraszam na recenzję.

ZARYS FABUŁY Nieudana randka z finalną kompromitacją sprawia, że Sidney przestaje wierzyć we własne siły. Walcząc z mrokami przeszłości chciała stawić im czoła. Niestety cały ambitny plan kończy się fiaskiem. Życie jednak doprawdy potrafi ludziom dopiec, w szczególności, kiedy obierze sobie za cel poranione jednostki. Peter, czyli mężczyzna, z którym przez pomyłkę spotkała się w restauracji, okazuje się nowym wykładowcą na jej uczelni. A ona, mało tego, że będzie zmuszona pełnić rolę jego asystentki, zostaje także jego studentką. Czy mogło być gorzej?

Miłość, do której niełatwo będzie się przyznać. Relacja, która nie powinna przekraczać służbowych granic. Przypadek, który zaczyna rozwijać swoje skrzydła. Czy w świecie, w którym głośnym echem odbija się przeszłość, można znaleźć szczęście?

ZRANIENI – CZYLI ONA I ON W książce pojawia się schematyczna budowa związku oparta na zakazanym uczuciu, które nie powinno się wydarzyć, a jednak… Czy tylko ja mam wrażenie, że to już było? Niemniej dobrze wykorzystana koncepcja, nawet jeśli mało świeża, może zdobyć uznanie. Jak było tym razem?

Sidney to dziewczyna, która ucieka przed przeszłością. Osamotniona, zamknięta na relacje z mężczyznami, blokowana traumą, która nieraz przysparza jej kłopotów i wstydu. Przestraszona, choć próbująca stawiać czoła problemom, nie irytuje, choć przyznam, że niektóre z jej zachowań sprawiają wrażenie przesadzonych, że aż nienaturalnych. Z drugiej strony, kobieta sporo przeżyła. Ale co jej się przydarzyło? To musicie odkryć sami. Znacznie bardziej przypadła mi do gustu kreacja Petera. Człowiek obyty, z posadą godną szacunku. Trzymający emocje na wodzy potrafi rozczulić, bo w jego wnętrzu tkwi smutna historia, która pozostawiła po sobie ślad na sercu i ciele. Para stawiająca czoła wielu wyzwaniom – polubiłam ją, chociaż nie pokochałam.

TANIEC W TLE Uczucie jak z Kochając pana Danielsa, upokorzona bohaterka jak z Przypadków Callie i Kaydena oraz tło wyjęte rodem z Dirty Dancing. „Zranieni” to mieszanka różnych pomysłów tworzących w efekcie interesującą historię, którą czyta się całkiem szybko. Fabuła nie skupia się wyłącznie na miłości. Pojawia się tutaj także powracająca przeszłość – dosłownie i w przenośni. Niektóre z koszmarów stają się rzeczywistością, a demony zamierzchłych lat wychodzą z ukrycia, by narobić więcej szkód.

Z BAGAŻEM TRAUM Książka porusza istotne tematy, ponieważ bazą całej akcji okazuje się ludzka krzywda. Nie ukrywam jednak, że na swoim koncie mam wiele wzruszających powieści i ta nie wywołała w mnie współczucia. Pokornie przyjmowałam wszystko to, co aplikowała mi autorka, chociaż bez większych wrażeń. Może zbyt banalnie i zbyt płasko potraktowała traumy przeszłości, może postawiła na zbyt przesadną liczbę zbiegów okoliczności, które nie zaangażowały mnie, a jedynie pozwoliły mi przyglądać się całości z pewnej odległości? Nie wiem. Z drugiej strony książka liczy zaledwie 204 strony. Liczę na to, że H.M. Ward rozwinie skrzydła w kolejnych częściach, a ja pomimo wad, planuję je przeczytać. Bo wyczuwam w niej potencjał i lubię ten gatunek.

BLOKOWANA NAMIĘTNOŚĆ To, co odróżnia książkę od innych powieści z fabułą opartą na romansie, to specyficzny rodzaj namiętności. Takowa wisi w powietrzu, ale nie eksploduje. Autorka nie zasypuje czytelnika wyuzdanymi scenami czerwieniącymi policzki. A takie przeczekiwanie zaostrza apetyty i to mi się podoba.

PODSUMOWANIE Historia o miłości, ale nie tylko. Nieco przewidywalna, schematyczna, choć potrafiąca przykuć uwagę. Z trochę zdziwaczałą główną bohaterką i bohaterem, którego naprawdę polubiłam. Powieść nie wywołała we mnie lawiny emocji, pomimo tego, że trochę na to liczyłam. Z tymi swoimi demonami przeszłości wciąż pozostaje lekką lekturą, którą pochłania się w ciągu dwóch-trzech godzin. Dla pragnących relaksu, nieprzepadających za obszernymi tomiszczami kobiet – traf w dziesiątkę. Dla koneserów gatunku – odgrzewany kotlet. Jaka okaże się kolejna część? Planuję to sprawdzić. Bo wierzę w to, że autorka czymś mnie jeszcze zaskoczy.

Rubinowe oczy Kremla. Tajemnice podziemnej Moskwy

Tytuł tej książki jest świetny. Każdy z jego obu członów przyciąga uwagę, zachęca do lektury. A kto ją już rozpocznie, ten na pewno dotrwa do końca i odłoży z zadowoleniem, że nie stracił czasu. Obchodząca w br. 870-lecie istnienia Moskwa – za początek założenia grodu przyjęto rok 1147 – ma bowiem, podobnie jak wiele innych starych miast, mnóstwo tajemnic. Nie tylko podziemnych. A nazwa jej najstarszej części, Kreml, jednego ze światowych centrów polityki, należy do powszechnie znanych na wszystkich kontynentach. Pracujący w rosyjskiej stolicy polski dziennikarz radiowy wydał właśnie czwartą już książkę poświęconą, przynajmniej częściowo, Rosji. Przybliżającą polskim czytelnikom jej współczesność, przeszłość, problemy, a także legendy, opowieści i ciekawostki. Przy czym w atrakcyjnej postaci szeroko rozumianego reportażu. Jak wiadomo, stosunki polityczne polsko – rosyjskie są obecnie w fatalnym stanie. W niewiele lepszym gospodarcze. Co przekłada się, niestety, także na sferę kultury, nauki i stosunków międzyludzkich. Ruch turystyczny Polaków do Rosji jest znikomy, zwłaszcza w porównaniu z innymi kierunkami wyjazdów. A jest to przecież kraj nie tylko największy pod względem powierzchni na świecie, liczący ponad 17 milionów km². Ale również przebogaty w zabytki, muzea, fantastyczną przyrodę i krajobrazy oraz niezliczone inne atrakcje turystyczne.

Mało jednak chyba zainteresowany turystami z Polski, skoro poza od czasu jakimiś hotelami, czy, chyba raz reprezentacją Pskowa, nie prezentuje się od lat na targach turystycznych w Warszawie.Tymczasem kultura rosyjska, przynajmniej tzw. wysoka: literatura, muzyka, sztuka, należy do światowego dziedzictwa ludzkości. Każde więc przybliżanie nam tego kraju, jego atrakcji, ale również problemów i ciekawostek, zwłaszcza w sposób obiektywny i atrakcyjny, zasługuje na uznanie oraz zainteresowanie. W recenzowanej książce autor skoncentrował się przede wszystkim, ale nie tylko, na owianych legendami i tajemnicami podziemiach rosyjskiej stolicy. Sieci tuneli rytych od średniowiecza, linii ogólnodostępnego metra, skrytych po ziemią rzeczek i znanych głównie z opowieści tajnych tras kołowych, szynowych i pieszych umożliwiających szybkie oraz bezpieczne przemieszczanie elit władzy i uprawnionych do tego służb.

Przy pomocy znawcy miasta, znacznie starszego, moskiewskiego przyjaciela nazywanego Borysem Anatolijewiczem lub Wujkiem Borią, postaci rzeczywistej lub wymyślonej na potrzeby książki poznaje tajemnice i ciekawostki rosyjskiej stolicy. Pomagają mu w tym znajomi przyjaciela, zwłaszcza tzw. diggerzy, ludzie różnych zawodów, którzy penetrują moskiewskie podziemia traktując to jako przygodę i poszerzanie wiedzy o przeszłości miasta. Uczestnicząc wraz z nimi w podziemnych wyprawach, autor też stara się jak najwięcej dowiedzieć na ten temat. Wspomagając wiedzę lekturami. Punkt wyjścia książkowych opowieści o tytułowych tajemnicach podziemnej Moskwy stanowi nie tyle próba odnalezienia, co zdobycia jak najwięcej faktów i informacji na temat sławnej biblioteki starożytnych i średniowiecznych ksiąg.

Przywiezionych podobno w posagu przez Zofię Zoe) Paleolog (1455-1503), bratanicę ostatniego bizantyjskiego cesarza Konstantyna XI (1405-1453), gdy wychodziła za mąż za księcia moskiewskiego Iwana III Srogiego (1440-1505), dziada Iwana IV Groźnego (1533-1584). Rzekomo gdzieś ukrytej przez tego ostatniego. W księgozbiorze tym znajdowały się podobno nie tylko nie zachowane gdzie indziej księgi z różnych dziedzin wiedzy, ale także magii. Którą, to jeden z późniejszych wątków, interesował się zarówno ten krwawy car, jak i Józef Stalin. Do moskiewskich legend o skarbach należy nie tylko ta biblioteka, ale również podobno gdzieś ukryta „Czarna Księga” Jakuba Bruce’a (1670-1735). Feldmarszałka w służbie Piotra I Wielkiego (1672-1725), a zarazem astronoma i astrologa.

Autor pisze również o tajnych podziemnych przejściach korytarzami i przez piwnice, które zdołał poznać oraz o wielu liczniejszych – i wielu związanych z nimi opowieściami i legendami, także fantastycznymi, „z bajdurzeniem o silach nieczystych” oraz również absurdalnych od których odcina się, ale o nich słyszał lub czytał. Legendy, m.in. o klątwie rzuconej na Moskwę przez najwyższego kapłana pogańskiego boga słońca i życia Jariły po wprowadzeniu chrześcijaństwa, mieszają się w książce i relacjach jej autora z faktami. Np. odkryciem w 1930 r. przez geologa Iwana Gubkina (1871-1939) pod miastem wielkiego podziemnego zbiornika słonej wody, nad którym znajduje się tylko krucha pokrywa o grubości od 500 do 1000 m. Co stanowi dla stolicy ogromne zagrożenie.

Zacytuję z książki: „Nadmiernie obciążona (tunele, podziemne korytarze, domy i wysokie budynki wznoszone jeden na drugim) cienka skorupa już trzeszczy, Aż któregoś dnia pęknie i wtedy niemal całe centrum Moskwy zwali się pod ziemię.” Jak już wspomniałem, wiele uwagi autor poświęca tunelom i stacjom metra z jego ciekawostkami oraz tajemnicami. Jak również podobno istniejącemu„metru nr 2”, głębszemu, ściśle strzeżonemu i niedostępnemu zwykłym śmiertelnikom. I chociaż autor stara się oddzielać bezsporne fakty od opowieści i legend, niekiedy przenikają się one, ale czyta się to doskonale. Zwłaszcza, że w opisy te wtrącane są informacje o aktualnych wydarzeniach, jakie miały miejsce w mieście w latach 2013-2016, a także historyczne.

Podobnie jak uwagi na temat współczesnej Rosji i jej mieszkańców. Oraz odbioru przez nich kremlowskiej propagandy. „Jeżeli ktoś – pisze np. autor – wierzy w nadprzyrodzone moce magów, skłonny jest też uwierzyć, że Rosję otaczają wrogowie, którzy nieustannie przeciwko niej spiskują.” A jest to, dodam, stały element tej propagandy, znany mi dobrze z, w miarę możliwości, codziennego oglądania serwisów informacyjnych i dyskusji politycznych moskiewskiej TV. Ale przeczytać można również, zaczerpnięte przez mieszkańców z tego źródła, ich opinie np. o „tragedii gospodarczej, jaką przeżywa Polska, gdy Rosja przestała kupować od niej jabłka.”

Nie brak jednak także wtrętów historycznych m.in. na temat zbrodni stalinowskich. Chociaż bardzo zaskoczyło mnie stwierdzenie autora relacjonującego rozmowę z jednym z penetratorów stołecznych podziemi, że nie miał pojęcia, iż za zbrodnię katyńską odpowiadał także Łazar Kaganowicz (1893-1991), m.in. inicjator i nadzorca budowy moskiewskiego metra oraz wysoki funkcjonariusz partyjny i państwowy ZSRR. Przecież nazwiska tych zbrodniarzy: Stalina, Berii, Mołotowa, Woroszyłowa, Mikojana, Kalinina i Kaganowicza, którzy podpisali się na decyzji o zamordowaniu polskich oficerów oraz funkcjonariuszy policji i KOP w 1940 roku, powinien znać każdy, przynajmniej wykształcony Polak. Nie mówiąc już o dziennikarzu pracującym w Moskwie.

Nieścisłości, pominięć i błędów, na jakie natrafiłem w trakcie lektury tej książki, jest sporo. Co, niestety, pozostawia pod znakiem zapytania ścisłość i rzetelność innych zawartych w niej informacji. A chodzi zarówno od fakty historyczne, jak i błędy topograficzne. W przypadku wspomnianego już Jakuba Bruce’a autor nie tylko pominął istotny fakt, jakim była jego rola jako rosyjskiego feldmarszałka, a nie tylko astrologa i astronoma. Ale również palnął bzdurę, że „jemu Rosja zawdzięcza pierwsze drukowane książki”. Przecież człowiek nawet tylko jako tako znający dzieje Rosji i jej kultury powinien wiedzieć, że pierwszym drukarzem cyrylicą, a zarazem, wraz z Piotrem Mścisławcem, autorem pierwszej wydrukowanej tym alfabetem rosyjskiej książki „Apostoł”, był Iwan Fedorowicz (1510-1583). Nazywany też Fedorem Drukarzem, lub po rosyjsku Fiodorom Pierwopieczatnikom.

Dodam, że był on absolwentem Akademii Krakowskiej, drukował we Lwowie. A książka ta ukazała się w roku 1564, a więc 6 lat przed urodzeniem Jakuba Bruce’a. Car Piotr I Wielki, którego dokładną datę i okoliczności śmierci miał, jak pisze autor książki, przewidzieć tenże feldmarszałek, astronom i astrolog, zmarł nie w 1714, lecz w 1725 roku. Pisząc o przeszłości sowieckiego aparatu represji KGB, wśród jego poprzedników wymienił Cz.K. (Czeka – Czerezwyczajnaja Komisja stworzona przez Feliksa Dzierżyńskiego. Oraz NKWD (Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych) którego funkcjonariusze wykonywali zbrodniczy rozkaz zamordowania polskich oficerów w Katyniu i innych miejscowościach w Rosji i na Ukrainie. Pominął natomiast, także krwawe, istniejące w latach 1922-1934 GPU (Gławnoje Polituczeskoje Uprawienie – Główny Zarząd Polityczny, od 1923 r. OGPU).

Nie wiem, bo nie udało mi się znaleźć na ten temat żadnych wiarygodnych informacji, na czym autor oparł swoje stwierdzenie, że terrorystka – anarchistka Fanna Kapłan, która 30.8.1918 r. strzelała do Lenina poważnie raniąc go, rozstrzelana została w gmachu Maneżu. Który już chyba wówczas służył celom wystawienniczym. Zaś „czekiści” egzekucje wykonywali w swoich piwnicach. Z innych nieścisłości jakie zauważyłem wspomnę, że sławna w czasach radzieckich WDNCH (Wystawa Osiągnięć Gospodarki Narodowej), odżywająca w ostatnich latach, zmieniła już dosyć dawno nazwę na WWC – Wszechrosyjskie Centrum Wystawiennicze. Z placu Maneżowego nawet w cichą noc, a takich w Moskwie raczej nie ma, nie sposób usłyszeć „stukotu końskich kopyt na Wasilewskom Spuskie”, bo te dwa miejsca oddziela nie tylko spora odległość, ale i mury Kremla.

Poganyj Prud, jak niegdyś nazywano Czistyje Prudy, nie znaczy „przeklęty”, ale nieczysty, paskudny, wstrętny, ewentualnie obrzydliwy. Jeżeli chodzi o nieścisłości topograficzne, to chyba najbardziej zaskoczyło mnie stwierdzenie autora mieszkającego od dawna w Moskwie, że idąc na jedną z podziemnych wypraw z placu Maneżowego ulicą Twerską (przez wiele lat Gorkiego), do najbliższej przecznicy musiał przejść „kilkaset metrów’. W rzeczywistości do pierwszej po prawej stronie: Grigoriewskowo pierieułka jest zaledwie kilkadziesiąt metrów, a po lewej do Nikitskiego piereułka o kilkanaście więcej. To jeden z najbardziej znanych i uczęszczanych fragmentów Moskwy. Mieszkałem tam kiedyś przez pewien czas w pobliżu i odcinek ten pokonywałem co najmniej dwa razy dziennie w 2 – 3 minuty.

Nie mogę też zrozumieć, jaką podziemną trasą szedł autor z tego miejsca przy Twerskiej w okolicę „Bolszowo Teatra”: (opery) „przez kilka godzin”. Skoro oba te miejsca dzieli tylko jedna przecznica, a po powierzchni ziemi droga zajmuje najwyżej 4-5 minut. Może czepiam się drobiazgów, ale rzetelność w opisywaniu konkretnych miejsc i faktów historycznych decyduje o zaufaniu czytelnika także do innych zawartych w książce informacji. A jest ich, jak już wspomniałem, mnóstwo i przedstawione zostały ciekawie. Z wieloma świetnymi spostrzeżeniami i danymi. Oto parę cytatów dotyczących metra. „Za ścianami tuneli, którymi codziennie pędzą pociągi, są ukryte pomieszczenia. Bunkry, centra dowodzenia, laboratoria, magazyny i wreszcie tajne szlaki komunikacyjne służące elitom kraju.” „…miejsc, w których słychać przejeżdżające (pod ziemią) pociągi, choć w pobliżu nie ma żadnej linii, jest w Moskwie wiele.”

Przeczytać też można o historii tajnych linii stołecznego metra. Jak również o raporcie amerykańskiego departamentu obrony z 1991 r. w którym znajdują się, opublikowane w Wikipedii, informacje o tajnej linii rządowego metra w Moskwie. A w innym miejscu książki również o prawdopodobnych trzech jego trasach. Podobnie o tunelach wykopanych jeszcze w czasach Iwana Groźnego, którymi mogły poruszać się wozy konne, aby w razie niebezpieczeństwa można było wywozić z Kremla skarby. Sporo wrzuconych w narracje na inne tematy informacji dotyczączy także współczesnego życia w tym mieście oraz w Rosji. Z faktami dotyczącymi również Polski.

Np. o znanym, przynajmniej mnie, z innych źródeł wyroku na mieszkańca Permu, skazanego kilka lat temu za opublikowaniu w Internecie tekstu o wspólnej napaści Niemiec i ZSRR na Polskę we wrześniu 1939 r. „Gdyż było to negowanie ustaleń Trybunału Norymberskiego”. A, zdaniem sądu, „tego typu treści będą kształtować przekonanie o negatywnej działalności Związku Radzieckiego, a przecież ze szkolnych lekcji powinien (podsądny) wiedzieć, że takiej działalności nie było.” Nie brak też przypomnień zbrodni stalinizmu. A jeżeli chodzi o „podziemną Moskwę”, również informacji o eksperymentach przeprowadzanych w latach 60-70 XX w. jak reagują ludzie na dłuższe przebywanie w podziemiach. Z wynikiem: człowiek traci wówczas zdolności do skoordynowanego działania w grupie.

Jest w książce również mało prawdopodobna, ale opowiadana wielokrotnie w innych źródłach historia czerwonoarmisty, który rzekomo zasypany został w 1941 r. podczas bombardowania w piwnicy domu. I błąkając się w podziemiach miasta przeżył 14 lat żywiąc się konserwami i suchym chlebem ze znajdowanych magazynów wojskowych, aż znaleźli go budowniczowie metra. Ale również informacje o ludziach, którzy z różnych powodów żyją pod ziemią latami. Mieli nawet swojego kapłana, popa Mikołaja, który udzielał im pomocy. Ciekawe w tej książce są obszerniejsze teksty o przestępczości kryminalnej w Moskwie w ciągu ostatnich ponad 30 lat. M.in. zabójstwie w 2009 r. szefa gangsterskiego podziemia „Japończyka” – Wiaczesława Iwankowa i w 2013 r. jego następcy „Dziada Hasana” – Asłana Usajana.

O powiązaniach po rozpadzie ZSRR oligarchów, polityków i urzędników z kryminalistami oraz informacja, że dopiero pod rządami Putina udało się zlikwidować przewagę bandytów nad milicją i służbami specjalnymi, a następnie ograniczyć ich rolę. W końcowych rozdziałach książki – łącznie jest ich 15 w 5 częściach plus Wstęp i Zakończenie, znalazły się także inne tematy. We Wstępie opowiastka o uczcie nad rzeką Moskwa, na której 4.4.1147 r. wielki książę kijowski Jurij Dołgoruki (ok. 1090-1157) poinformował innych książąt, że w tym miejscu zbuduje nowy gród. Czytając ją przypomniała mi się „Stara Baśń” Józefa Ignacego Kraszewskiego. Ciekawe okazały się opowieści o roli oraz wykorzystywaniu w Moskwie urody dziewcząt i kobiet w zdobywaniu bogatych mężów i kursami dla tych, które chcą „upolować” milionerów. A także zjawisku „sponsoringu”.

Z uwagą: „Rosjanki umiejętność wyciągania pieniędzy i upominków opanowały do perfekcji”. O moskiewskiej „złotej młodzieży” i – do niedawna – jej bezkarności, zwłaszcza w rozbijaniu się drogimi samochodami. W tym także o klubach, w których zarezerwowanie stolika, z konsumpcją, ale już bez drogich alkoholi, kosztuje 10-15 tys. dolarów. Jak również, snuta niemal przez całą książkę, historia kopalni diamentów nad rzeką Popigaj w kraju krasnodarskim. W której pracowali więźniowie oraz polscy jeńcy wojenni. Którzy w memencie jej likwidacji po wybuchu wojny w 1941 r. mieli zostać zamordowani przez NKWD-zistów, z zaskakującym finałem.

Opowiadana sukcesywnie, lub czytana w jego notatkach, przez wspomnianego na początku książki, a później wielokrotnie, moskiewskiego przyjaciela autora. Ale ze zdjęciem nie jego, lecz polskiego dziennikarza na tle baraku łagru w tajdze z lat 1940-1943, bez słowa, kiedy odwiedził tamto miejsce i co sam tam zobaczył. W książce jest bowiem również trochę zdjęć, chociaż raczej marnej jakości. A także spora bibliografia w językach polskim i rosyjskim, książkowa oraz internetowa. W sumie stanowi to sporo ciekawej, dobrze napisanej lektury, z mnóstwem faktów, ciekawostek, hipotez, legend oraz wątkami sensacyjnymi. Z przyjemnością ją polecam Czytelnikom.
Globtroter, Cezary Rudziński; 2017-04-19

Koszmar Morfeusza

Miłość i namiętność nie zawsze idą ze sobą w parze. Ale kiedy tak się dzieje, powstaje wyjątkowo ognisty związek. Taki, który nie tylko rozpala wszystkie zmysły, ale grozi... poparzeniem. W takim starciu rozum nie ma szans. Nie pozostaje nic innego, jak otworzyć szeroko ramiona i oddać się... zatraceniu.

Cassandra nie prosiła się o związek z Adamem. Na dobrą sprawę miał to być tylko niezobowiązujący seks. Przygoda na jedną. Okazało się, że mężczyzna nie tylko zdominował jej ciało, ale też serce. I nie byłoby w tym nic złego, gdy nie to, że Adam ma wiele sekretów i tajemnic. A część z nich... zagraża jej życiu. Na dobrą sprawę powinna wyjechać, dociąć się, zerwać wszelkie kontakty. Zamiast tego coraz bardziej brnie w świat, który wcale nie chciałaby poznać. Coraz bardziej zbliża się do rzeczywistości Adama. Ale czy jest to warte swojej ceny?

Wiele razy czytałam erotyki reklamujące się hasłem „zakazana przyjemność”, zapewniające, jak niesamowicie są niegrzeczne czy jak wyuzdane sceny opisują. Z uwielbieniem wyłapywałam wszelkie hasła nawiązujące do sado-maso czy przemocy. To jest obecnie modne, wręcz nie wypada opisywać seksu bez kilku klapsów. I wiele razy czyniłam te same zarzuty. Gdzie ta brutalność? Gdzie ta bezwstydność? Albo nic nie można zrozumieć, albo gasną światła. Bo przecież kilka klapsów to żadna rozpusta, o co więc chodzi z całą tą otoczką? Jedno jest pewne. Wszystko, co czytałam do tej pory, to mały pikuś przy Koszmarze Morfeusza. Ta książka zdecydowane powinna być oznaczona jako 18+. Bezwstydna, brutalna, wyuzdana i erotyczna do granic możliwości. Autorka nie straszy nas groźnymi panami, ona pokazuje nam ich w pełnej krasie. To już nie tylko seks namiętny do granic możliwości, to również najdziksze fantazje i najbardziej okrutne wynaturzenia. Przywykliśmy już od opisów brutalnych morderstw w kryminałach, ale do agresywnego seksu... jeszcze nie. Dlatego od razu uprzedzam, otwieracie tę książkę na własne ryzyko :)

Jeśli jednak to zrobicie, to poza niepohamowaną namiętnością, czeka Was też sporo zwrotów wydarzeń. Początkowo akcja nie prowadzi nas w żadnym konkretnym kierunku. Jednak pod sam koniec raptownie przyspiesza, a jej zakończenie jest równie nieprzewidywalne, co zaskakujące. I nie mam bladego pojęcia, co wydarzy się w następnym tomie. Gdybym nie wiedziała, że jest w planach, nawet nie przypuszczałabym, że ta historia jeszcze się nie zakończyła. A tak? Wciąż zastanawiam się co będzie dalej.

Paradoksalnie w Koszmarze Morfeusza jest niewiele... Morfeusza. Tak jak i w poprzedniej części, tak i w tej zakończenie zwieńczone jest jego perspektywą. Uwielbiam narrację Adama i mam nadzieję, że kontynuacja będzie zawierać więcej jego partii. Te facet ma w sobie coś, co ułatwia wiele spraw. Podczas gdy Cassandra rozkłada wszystkie na czynniki pierwsze, on „mówi jak jest” i ma to swój niewątpliwy urok.

Muszę przyznać, że główna bohaterka czasami mnie irytowała. W pewnym momencie miarka się przebrała. Każdy normalny człowiek uciekłby z krzykiem. O ile w pierwszej części mogłam uwierzyć w toksyczną miłość, o tyle w drugiej miałam wrażenie, że gna ją do Adama już tylko zasada konwencji. Tam samo jak do seksu. Tak niesamowicie niewyżytej bohaterki ze świecą szukać. Cassandro! Uspokój się!

Wszystko to nieuchronnie prowadzi do dramatów. Tak, nie jednego, a kilku! Haner bez najmniejszych skrupułów szarpie emocjami czytelników. Raz łamie nam serce, innym razem bulwersuje, a potem nagle otula romantyzmem i czułością. Oj tak, ta powieść to zaprzeczenie nudy czy monotonii, a nawet harmonii. Wszystko, co dobre i złe jest w niej możliwe.

Koszmar Morfeusza nie jest książką dla każdego. Pomijając pełnoletność, o której już wspomniałam, wymaga od czytelnika stalowych nerwów i gotowości... na wszystko. Wyobraźnia Haner nie ma granic. Tak samo, jak koszmarny świat Morfeusza. Jeśli tylko masz odwagę... wejdź i przekonaj się... czy dasz radę z niego wyjść.
przepisynawidelcu.blogspot.com, Dominika Róg-Górecka
1 2 3 ... 1336 > »