1 2 3 ... 1393 > »

Jesteś kozak! Uwierz w siebie i zacznij żyć pełnią życia

Powyższe głosi Nonsensopedia. I choć w nonsensy wierzyć nie chcemy, musimy przyznać, że tak to z kozakami jest – kozaczą! Ale czy nazywanie kogoś kozakiem budzi tylko negatywne skojarzenia? Jesteś kozak. Uwierz w siebie i zacznij żyć pełnią życia, czyli jeden z najnowszych poradników motywacyjnych na rynku wydawniczym, nieco inaczej przedstawia temat bycia kozakiem. Czyżby to była nowa moda XXI wieku?

Jen Sincero wielu pomogła odnieść sukces. Choć wydaje nam się, że los wciąż rzuca nam kłody pod nogi, a zegar – zarówno ten „fizyczny”, jak i biologiczny – z dnia na dzień coraz bardziej przyspiesza, możemy nad tym zapanować. Prośba autorki: „Pierwszą rzeczą, o którą Cię poproszę, jest to, żebyś uwierzył, że żyjemy w świecie nieograniczonych możliwości” na pierwszy rzut oka jest co najmniej sztuczna, ale warto zastanowić się nad tym, czy rzeczywiście sztuczna jest. Może tylko nam się wydaje? A jeśli tak – co jest powodem naszego sceptycyzmu?

To, że żyjemy w świecie nieograniczonych możliwości, wydaje się jasne jak słońce. Niby jesteśmy wiecznie niezadowoleni – a to z pracy, a to z sytuacji materialnej, a to jeszcze z czegoś innego – ale gdyby się zastanowić: możemy mieć to, czego tylko zapragniemy. I nie chodzi mi o rzeczy do kupienia, ale coś istotniejszego, wręcz najistotniejszego, czyli wartości. A od nich już tylko krok do prawdziwego szczęścia.

Wciąż pragniemy więcej i więcej, a nie zdajemy sobie sprawy z tego, że to ciągłe złudzenie braku tkwi głęboko w naszym umyśle i nakręca machinę, jaką jest myślenie i rozumowanie. Nie zamierzam wciskać wam kitu i pleść trzy po trzy, ale pomyślcie… Czy tak to właśnie nie działa? Wiara w siebie u nas niestety kuleje, a co dopiero świadomość własnego celu. Nie mamy czasu na to, aby rozejrzeć się dookoła siebie, o refleksji nie wspomnę. Hasła – chociażby tytułowe: „uwierz w siebie i zacznij żyć pełnią życia” – brzmią jak frazesy. I mimo że ich zadaniem jest obudzenie w nas tego kozaka, który po pierwsze, po drugie i po dwudzieste jest zajebisty, efekt jest zupełnie inny. Zamiast wziąć sobie do serca różne porady i posłuchać głosu mądrzejszych od siebie, potrafimy tylko wyśmiewać te „oklepane” teorie.

Nie uważam, że Jesteś kozak! to książka przełomowa, która zmieni nasze życie nie do poznania zaraz po tym, gdy przewrócimy ostatnią kartkę. Jeśli sądzicie, że taka jest rola poradników, to chyba kłaniają się podstawy. Rady nie są bowiem gotowcami, które wypowiedziane od razu, niczym duchy, same wbijają nam się do głowy, ale… no właśnie: PROPOZYCJĄ, co możemy zrobić w danej sytuacji, aby zmienić swoje podejście do niej i inaczej spojrzeć na to, co – jak nam się wydaje – niemożliwe do rozwiązania.

Chcemy być szczęśliwi, ale nie potrafimy określić własnych potrzeb i pragnień. Tak samo jest z radami. Chcielibyśmy, aby ktoś nam pomógł, ale gdy on to robi (nieważne jak, słowo pisane ma równie dużą siłę przebicia jak to mówione), śmiejemy się pod nosem i powtarzamy „no jasne”. Sami tworzymy frazesy, nawet o tym nie wiedząc.

Jesteś kozak! Uwierz w siebie i zacznij żyć pełnią życia to poradnik dla każdego – niezależnie od poglądów i płci. Nie znajdziemy w nim gotowców rozwiązań, ale zabawne i inspirujące historie, które sprawią, że poczujecie się jak podczas rozmowy z przyjaciółką – jakby ktoś doskonale was rozumiał. Będziecie kiwać głową częściej niż powtarzać w myślach to wyświechtane „no jasne”, które tylko was zniechęca zamiast motywować. No i przyłapiecie się na tym, że naprawdę zaczynacie wierzyć w to wszystko, o czym mówi Jen Sincero. Po lekturze nie staniecie się od razu panami i paniami własnego życia, ale – co cenniejsze – poznacie narzędzia, dzięki którym w przyszłości okaże się to możliwe.
Rekacja Essentia, Klaudia Raflik

Tajemnica wyspy Flatey

Zaburzony spokój

Tajemnica wyspy Flatey Viktora Arnara Ingólfssona ma dokładnie taki klimat, jakiego oczekiwalibyśmy po literaturze rodem z Islandii, na dodatek z akcją osadzoną kilka dekad temu, a więc pozbawioną nowoczesnych atrybutów odbierającym opowiadanym historiom pewien rodzaj magii. Jest więc nieco tajemniczo, surowo, chłodno. Autor z wolna wprowadza czytelników w sekrety maleńkiej wyspy i równie niewielkiej społeczności, której przyszłość chyba tylko wójt widzi w jasnych barwach. Kolejne wysepki wokół się wyludniają. Młodzi nie mają tu czego szukać, połowy idą marnie, o inne zajęcie ciężko.

Mieszkańcy żyją spokojnie, w dawno ustalonym rytmie zgodnym z rytmem natury, która w tych rejonach jest dość trudnym sprzymierzeńcem, twardym przeciwnikiem. Panuje tu cisza, a idea slow life ma się tu dobrze, choć w tamtych czasach nikt nie czuł potrzeby nazywania nieśpiesznego życia z dala od pogoni za pieniędzmi i zdobyczami cywilizowanego świata.

I nagle na sąsiedniej, bezludnej wysepce chłopiec znajduje ciało niezidentyfikowanego mężczyzny. Na Flatey przybywa Kjartan, przedstawiciel prefekta, który ma rozwiązać zagadkę tej tajemniczej śmierci. Spokój zostaje zaburzony.

Wciąż żywe legendy

Nieśpiesznie islandzki autor przeprowadza czytelników przez fabułę, jeśli więc spodziewacie się dynamicznej akcji, musicie zmienić książkę albo oczekiwania. Tu, nawet gdy odnalezienie trupa i poszukiwanie przyczyny śmierci tajemniczego mężczyzny zaburza równowagę, wciąż będzie stosunkowo spokojnie. Mieszkańcy Flatey emocje skrywają równie głęboko jak tajemnice. Dlatego niełatwo będzie ustalić kim jest martwy człowiek w zielonej kurtce, jak dostał się w te okolice i co stało się, że skończył tak tragicznie.

Usiłując rozplątać sieć relacji między mieszkańcami, ustalić co wiedzą, o czym milczą, będziemy musieli wziąć pod uwagę jeszcze jednego bohatera tej historii. Księgę Flateyjarbók, średniowieczny manuskrypt, zbiór pieśni, opowieści, sag o wikingach, zwieńczoną kroniką stworzenia świata. To właśnie ta księga zawiera odpowiedzi na zagadki sprzed niespełna wieku, zagadki, która intryguje wielu, ale nikt nie zdołał jej rozwiązać. Klucza należy szukać w lokalnej bibliotece, budynku mierzącym niespełna szesnaście metrów kwadratowych. Należy się jednak z nim obchodzić ostrożnie, jeśli nie chce się ożywić ciążącej na nim klątwy.

Bo życie na Flatey to nie tylko sekrety i rytm natury, ale i świat legend, krwawych wikińskich historii, wciąż żywych wierzeń.

Nieśpiesznie do celu

W Tajemnicy wyspy Flatey przeszłość i teraźniejszość żyją obok siebie. Między kadrami z życia mieszkańców oraz scenami prowadzonego śledztwa, przewijają się opowieści o manuskrypcie i oraz zagadki z nim związane.

Kolejni obcy przybywający na wyspę burzą równowagę tego miejsca. Każdy z nich ma trudną przeszłość, bagaż doświadczeń targanych mimowolnie. Mieszkańcy traktują ich z dystansem, niechętnie wprowadzając do swego życia. Nie rozmawia się tu o uczuciach, nie okazuje emocji. Niby wszyscy wszystkich znają, ale każdy tworzy swój mały światek i broni dostępu do niego.

Kryminał Viktora Arnara Ingólfssona ma w sobie dużą tajemniczość i malowniczość. Autor tworzy interesującą fabułę z dość nieoczekiwanym rozwiązaniem. Nieśpieszność zdarzeń wpisuje się w surowy islandzki krajobraz, a nawiązania do przeszłości są dodatkowym magnesem przykuwającym uwagę. Rozczarowani będą ci, którzy cenią dynamiczne fabuły oraz tacy, którzy chętnie wzięliby udział w rozwiązywaniu zagadki manuskryptu. Islandczyk niestety skonstruował ją w sposób, który czytelnikowi na to nie pozwala.

Viktor Arnar Ingólfsson stawia na klimat i realizm. Bardzo wiarygodnie maluje przestrzeń, ciekawie opowiada o życiu w tym malowniczym, acz trudnym miejscu, kryminalną intrygę zgrabnie, nienachalnie wplatając w codzienność mieszkańców wyspy Flatey. Czasami bywa mrocznie (krwawy orzeł), choć bez paskudnych scen przemocy, innym razem zabawnie (pożyczenia flaszki za pół), bez wątpienia od początku do końca jest intrygująco.

Biblia copywritingu

Dobry copywriter zawsze jest -często pilnie! - potrzebny - zapewnia Dariusz Puzyrkiewicz, autor - wydanego przez Onepress - poradnika "Biblia copywritingu". Tu znajdujemy przeliczalne na zysk informacje o tym, jak pisać teksty perswazyjne i nie zgubić ich sensu po drodze. Dowiadujemy się, co wywołuje konkretne emocje i zdecydowane reakcje, jakie narzędzia warto wykorzystać w konkretnych sytuacjach i jak można nakłonić czytelników do podjęcia oczekiwanych działań. Co więcej, ta książka w całości opiera się na przykładach z życia wziętych - odsłania dobre i złe strategie, które autor stosował przy różnych kampaniach reklamowych. Przede wszystkim jednak jej zadaniem jest przekonanie czytelnika, że copywriting wymaga zastosowania pewnych zasad: wiary w produkt, wiary w siebie i chęci porozumienia się z klientem. Cała reszta to tylko dodatki - zapewnia Dariusz Puzyrkiewicz.
Dziennik Łódzki, N; 2017-08-21

Jesteś kozak! Uwierz w siebie i zacznij żyć pełnią życia

Wydany przez Onepress poradnik "Jesteś kozak! Uwierz w siebie i zacznij żyć pełnią życia" to wyrażona już w tytule zachęta Jen Sincero do uwierzenia, że żyjemy w świecie nieograniczonych możliwości. Autorka zapewnia, że każdy z nas może stać się znacznie lepszą wersją siebie, rezygnując z myślenia w kategoriach nieudacznika i zdobywając to, na czym najbardziej nam zależy. Trzeba tylko podjąć w końcu ostateczną decyzję oraz zdobyć się na wysiłek, który pozwoli wcielić w życie tkwiące w tyle głowy postanowienia.

Po prostu zastanów się czego chcesz od życia... namawia autorka - a potem weź sprawy we własne ręce! Poradnik Jen Sincero, który jest przykładem działania tej strategii, pomaga wystartować w oczekiwanym kierunku. Zabawny, inspirujący i całkowicie nieformalny przewodnik podpowiada, jak uwolnić energię, obudzić się z Wielkiej Drzemki i zacząć słuchać wewnętrznego głosu.

Dance, sing, love. Miłosny układ

" - (...) Warto ryzykować. Na tym właśnie polega życie.Na ciągłym ryzykowaniu i graniu va banque. O wszystko. Nie zamykaj swojego serca, ponieważ zostało zranione i złamane. Może ktoś w przyszłości wejdzie z butami do twojego życia z taśmą klejącą zrobioną z miłości i wszystko poskleja w całość."

Gdy ujrzałam "Dance & Sing & Love" w zapowiedziach, wiedziałam, że z pewnością po nią sięgnę. Kondensacja tańca, muzyki, sceny, pasji oraz miłości zapowiadała piękną, fascynującą, emocjonującą i zarazem przyjemną opowieść. Nie ukrywam, że wobec owej książki miałam ogromne oczekiwania, pomimo iż jest ona debiutem pisarskim autorki. Nastawiłam się naprawdę na wyjątkową i doskonałą lekturę, tym bardziej, że zgodnie z opisem fabularnym skupiała się też na muzyce, która jest moją miłością, najważniejszą pasją, poniekąd moim tlenem, dzięki niej w dużym stopniu ładuję codziennie akumulatory. Ściślej mówiąc, nie wyobrażam sobie bez niej życia. Czy zatem historia ukazana w powieści mnie ujęła i pobudziła zmysły? Czy wobec tego zostałam czytelniczo i emocjonalnie zaspokojona? Zapraszam na recenzję.

Layla Wheldon to pseudonim Sandry Sotomskiej na wattpad.com, portalu dla młodych twórców, na którym publikuje od 2015 roku. Choć na co dzień studiuje informatykę, jej pasją jest pisanie - pisze od kilku lat. "Miłosny układ" to jej debiut pisarski. Książka przez długi czas utrzymywała się na pierwszym miejscu na wattpad.com, w kategorii romansów, i osiągnęła rekordową liczbę odsłon - ponad 2 miliony. W przygotowaniu są kolejne tomy serii "Dance & Sing & Love". Autorka interesuje się muzyką, a także językiem angielskim, kulturą Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Australii. Lubi podróżować i poznawać nowe miejsca. (źródło: okładka książki "Miłosny układ")

Livia Innocenti to dwudziestodwuletnia, uzdolniona i ambitna tancerka w zespole Black Diamonds, asystującym gwiazdom muzycznej estrady. Pewnego dnia, w trakcie jednego z treningów, menedżerka oznajmia członkom grupy, iż wkrótce odbędą podróż do Rzymu, aby towarzyszyć znanemu piosenkarzowi Jamesowi Sheridan w tournee po Europie. Wszystkie tancerki są przeszczęśliwe i podekscytowane perspektywą spędzenia wspólnego czasu z przystojnym i utalentowanym wokalistą. Ale nie Livia, która profesjonalnie podchodzi do zadania. Ponadto uważa Jamesa za imprezowicza i podrywacza. Nie przepada za jego twórczością, no może poza kilkoma utworami. Zespół leci do Włoch. Rozpoczynają się próby do zbliżających się wielkimi krokami koncertów. Livia jest zdegustowana zachowaniem Jamesa. Chłopak swą postawą mocno ją irytuje. Jakby tego było mało, Miranda wyznacza Livię do duetu z celebrytą. Dodatkowo aprobuje pomysł chłopaka, kiedy ten po jednym z treningów proponuje Livii, aby ta, jako Włoszka z pochodzenia, oprowadziła go po Rzymie. Dziewczyna nie widząc szans na wykręt, zgadza się. Na jednym jednak wyjściu się nie kończy. Z każdym kolejnym spotkaniem do Livii dociera, że zaczyna darzyć Jamesa uczuciem, przed którym cały czas się wzbraniała. Jednak nie może wyjawić mu prawdy, bo on jest przecież w związku z Sylvią, którą kocha....

Uwielbiam sięgać po debiuty, bowiem to zawsze coś nowego, świeżego, innego i oryginalnego. Decydując się na "Miłosny układ" liczyłam na wyśmienitą powieść, która dostarczy mi mnóstwo wrażeń, wzbudzi rozmaite uczucia, porwie do tańca, przypomni czasy, kiedy to dane mi było stać na scenie (krótko i małej, ale jednak), wskrzesi na nowo emocje, które niegdyś mi towarzyszyły, uwiedzie swą zmysłowością, rozbudzi wyobraźnię, zaangażuje i przywoła co poniektóre wspomnienia. I owszem, w pewnym sensie owych doświadczyłam. Od pierwszej strony wczułam się w taneczno-sceniczny klimat, wsiąknęłam w opowieść. Stwierdziłam nawet "to jest to". Intensywność uczuć i przeżyć, pasjonujące, a jednocześnie sprawiające fizyczny ból opisy treningów, wiarygodne zobrazowanie odwiedzanych podczas trasy miejsc, adrenalina i niesamowita ekscytacja zarówno przed wyjściem na scenę, jak i w trakcie występu, dały mi nadzieję na niebywałą, szaloną, gwałtowną oraz żywiołową historię, a także rozbudziły moją ciekawość i nasiliły nutkę niepewności. W poczuciu nadziei chłonęłam i przewracałam kolejne kartki, ale niestety po kilkudziesięciu stronach, z każdą następną czułam się coraz bardziej oszukana - tak to chyba odpowiednie słowo. Gdzie taniec? Gdzie muzyka? Zamiast tego na pierwszy plan wysunął się alkohol - głównie w postaci whisky. Ów przysłonił wszystko. A dodatkiem do niego stały się namiętność, pożądanie, miłość, słabość, bezradność, cierpienie, samotność oraz utrata poczucia bezpieczeństwa. Scena, treningi i muzyka stanowiły jedynie pojedyncze akcenty. A szkoda.

Niezrozumiała relacja bohaterów, ich emocjonalne rozgrywki, szarpaniny, utarczki słowne, szamotaniny myślowe - one też przysłoniły dwa pierwsze hasła tytułu omawianej pozycji "Dance, Sing...". Bezradność uczuciowa prowadziła do coraz częstszego zatracania się w procentach. Zaczęło mi przeszkadzać właśnie skupianie się na ciągłym upojeniu alkoholowym głównej bohaterki, na nieustannym przez nią zaglądaniu do kieliszka. Ileż można. To zdecydowanie niwelowało przyjemniejszy odbiór książki. Od czasu do czasu można było poczuć zawroty głowy od samego czytania o piciu trunków. W pewnym momencie przestałam już liczyć na to, że jeszcze uświadczę w owym tomie scen tanecznych czy też występów wokalnych. Cóż... Jak się ostatecznie okazało, one były tylko wstępem, ledwo dostrzegalnym tłem. W dalszej części bowiem prym wiodły alkohol oraz oblicza miłości. Zakazanej. Toksycznej. Tymczasowo nieosiągalnej.

Muszę przyznać, że motyw miłosny nie w pełni przypadł mi do gustu, a to za sprawą bezustannej chwiejności i zmienności nastrojów oraz wahań emocjonalnych ukazanych postaci. Ponadto niesmaczne było ciągłe łączenie alkoholu z seksem (na zasadzie "bez alkoholu nie ma zbliżenia"). Podobało mi się natomiast we wspomnianym wątku to, iż wyzwalał on kompletnie skrajne emocje, od esencjonalności, subtelności, poprzez wzburzenie i irytację, aż po dociekliwość i współczucie. Niejednokrotnie też powodował, iż na mych ustach jawił się uśmiech, który długo nie znikał, nawet po skończonej lekturze. Nie ukrywam, że intrygowało mnie rozwiązanie podjętych poszczególnych wątków. Poza miłosnymi dziejami głównych bohaterów, pozostawały interesujące również pozostałe, niemniej romantyczne i bardziej stonowane, epizody postaci drugoplanowych. W tym miejscu pragnę zasygnalizować, że same sceny intymne były rysowane w sposób delikatny, namiętny, głęboki i przyjemny, co stanowiło w moim odczuciu atut owej powieści. Co do zakończenia, hmmm.... Miałam niejedną jego wizję. Żadna nie odnalazła odzwierciedlenia w książce. Nie udało mi się przewidzieć końca. Kompletnie nie spodziewałam się tego, co zaserwowała autorka. Szczerze mówiąc, po zaznajomieniu się z ostatnim zdaniem pierwszego tomu, zastygłam z rozdziawionymi ustami. A następnie na głos wypowiedziałam dwa słowa: "Ale poważnie?". Bez wątpienia, nie wpadłabym na taki finał. Na pewno jednak na tyle mnie zaciekawił, że mam ochotę poznać ciąg dalszy.

Ogólnie lektura powieści przebiega w ekspresowym tempie, a to głównie za sprawą lekkiego stylu. Aczkolwiek bywały momenty, kiedy miałam wrażenie celowego wydłużania akcji. Tym sposobem powstał ponad pięciusetstronicowy tom, a uważam, że całą historię spokojnie można byłoby rozpisać na połowie tejże objętości. Czasem dopadało mnie lekkie znużenie, a nawet zniecierpliwienie. Pragnęłam już, natychmiast dotrzeć do ostatniej kartki i zapoznać się z zakończeniem. Wielokrotnie łapałam się na tym, aby zwyczajnie zajrzeć na końcową stronę i zaspokoić "głód". Walczyłam sama ze sobą. Jednak nie poddałam się i nie zajrzałam wcześniej na końcówkę.

Opowieść przedstawiona jest z perspektywy głównej bohaterki - Livii Innocenti, a gdzieniegdzie głos zabierał nawet James Sheridan, w którym dziewczyna się zadurzyła. Narracja pierwszoosobowa pozwoliła na lepsze i głębsze zaznajomienie się z owymi postaciami, ich uczuciami, nabytymi doświadczeniami, problemami, uzależnieniami, niesnaskami z przeszłości, a także bolesnymi wspomnieniami, które odcisnęły swe piętno na ich sercach, duszy oraz niewątpliwie wpłynęły na przyszły życiowy obraz. Oboje toczą nieustanną walkę z targającymi nimi emocjami, oboje zmagają się z bólem (nie tylko fizycznym) oraz uzależnieniem emocjonalnym, oboje przywołują miłe chwile, aby zaraz takowe odsunąć. Oboje nie przyjmują do wiadomości tego, co głęboko osadziło się w ich sercach, tłumią w sobie uczucia, spychają je na samo dno, bojąc się, że ponownie zostaną zranieni, odepchnięci, samotni i pełni żalu. Ona - wspaniała i utalentowana tancerka, świadoma swych umiejętności w tejże dziedzinie, ale niepewna siebie i zakompleksiona jako kobieta. Zraniona, zagubiona, uparta, wrażliwa, lojalna, szczera, obdarzająca uczuciem nieodpowiednich mężczyzn, a gdy trzeba umiejąca pokazać pazurki. Lubująca się w czekoladoterapii i alkoholu, w którym upatruje rozwiązań swych rozterek. To jej swego rodzaju antidotum na smutki. Tymczasowe zapomnienie i uśmierzenie bólu rozdzierającego serce i przeszywającego ciało na wskroś. Do czasu... On - znany i wielbiony piosenkarz, bożyszcze kobiet, bogaty, przystojny, wytatuowany, arogancki, pewny siebie, wulgarny (zbyt często z jego ust wylewa się potok niecenzuralnych słów), a zarazem dysponujący poczuciem humoru, niezdecydowany, skryty, niewylewny, niepotrafiący wyrażać swych uczuć. Ona uważa go za ignoranta, on jej nie zauważa. Z czasem zbliżają się do siebie... Mogłabym dokonać analizy ich bogatych i problematycznych osobowości, ale wówczas aż nadto bym się rozpisała, a tego czynić nie zamierzam, ponieważ nie o to chodzi, aby ujawniać szczegóły z ich życia i tym samym zdradzać konkretne fakty fabularne. Otoczeni są gronem przyjaciół, którzy również zasługują na uwagę, nie mniejszą zresztą. Mam na myśli między innymi przyjaciółkę Livii - Kathy, Zafira Malufa wokalistę i przyjaciela Jamesa, Sylvię - dziewczynę Jamesa, wymagającą choreografkę Mirandę oraz uroczego i zabawnego Alexa Camdena. Wszyscy niezwykle wyraziści, nierzadko irytujący i doprowadzający swym zachowaniem do szału, ale przede wszystkim pełni obaw i zbłąkani emocjonalnie. Kontrowersyjne postacie, które budzą mieszane uczucia.

Szczerze mówiąc, mam ambiwalentne odczucia po lekturze "Dance & Sing & Love. Miłosny układ". Z jednej strony dostarczyła mi ona niemałej rozrywki i zapewniła relaks oraz odprężenie od wymagających publikacji (owa z pewnością do takowych nie należy), a z drugiej sprawiła, że czuję niedosyt, spowodowany brakiem ogromnej dawki tańca i muzyki, które tak energicznie promowały ową powieść. W zamian otrzymałam sporo alkoholu, seksu, powtarzających się rozmyślań i skomplikowanych relacji międzyludzkich, a nie tego tak zupełnie oczekiwałam. Jednak pomimo licznych mankamentów, nie zamierzam wcale negatywnie oceniać tegoż debiutu. Jestem nawet skłonna stwierdzić, że owa powieść rozkłada na łopatki co poniektóre zagranicznych autorów, które dane mi było przeczytać. Co więcej, mam w planach sięgnąć po drugi tom serii, nie tylko aby dowiedzieć się, jak potoczą się dalsze losy bohaterów, ale też z czystej ciekawości kierunku rozwoju pisarskiego Layli Wheldon (Sandry Sotomskiej).

"Miłosny układ" to opowieść o namiętności, zmysłowości, życiu ludzi z pierwszych stron gazet, spełnianiu marzeń, pasji, dążeniu do celu, przywiązaniu do drugiego człowieka, podejmowaniu prób radzenia sobie z przeszłością, zaufaniu, a także o nadziei. Jednak przede wszystkim to historia o miłości, która nie zawsze uszczęśliwia, a często niestety zadaje bolesne rany, pozostawiając niegojące się blizny i trwałe ślady w sercu oraz na duszy.
Wielbicielka-ksiazek.blogspot.com, KASIA T-J/WIELBICIELKA; 2017-08-21
1 2 3 ... 1393 > »