Nie jestem dyrektorem i nigdy nie byłam manag(i)erem, a epizod związany z moją pracą w korporacji doskonale może posłużyć jako przykład "jak nie zarządzać ludźmi" i "jak zdemotywować pracowników". Jeśli do tego dodać pokutujący w Polsce stereotyp szeroko rozumianej kadry menedżerskiej jako krwiopijczych manipulatorów, cóż więcej powiedzieć, wobec tej książki miałam bardzo sceptyczne nastawienie. Które...
...które się zmieniało z każdym rozdziałem, aż w końcu książkę - całą w moich notatkach - zamknęłam z żalem, że się skończyła. Muszę tu zdradzić pewną tajemnicę, którą wydawnictwo, księgarnie, a może i sami autorzy, próbują skrzętnie ukryć. To nie jest typowy poradnik, jak w kilku prostych krokach osiągnąć jakiś efekt - na co mogą wskazywać informacje na okładce i materiały promocyjne. Nie jest to podręcznik - na co może wskazywać forma książki, tytuły rozdziałów i kolorowe tabelki. No więc, czym jest "RozGROMić konkurencję"?
Roman Polko, generał z bogatym doświadczeniem wojskowym, wieloletni dowódca, w tym - jednostek specjalnych w Kosowie i Iraku, absolwent (jeśli można tak to nazwać) kursu Ranger School na kartkach książki opowiada o swoim życiu zawodowym i dzieli się swoim doświadczeniem. Odsłania kulisy działań wojskowych i rozgrywek wewnątrzarmijnych oraz zdradza, jak pokonał masę krytyczną i wyszedł zwycięsko z kilku kryzysów zawodowych. Całość zaś napisana jest tak bezpośrednim językiem, że można odnieść wrażenie, iż czytelnik obcuje z generałem na żywo. Proponuję więc wprowadzić nowe pojęcie, które, moim zdaniem, idealnie pasuje do tej książki: szkoła mentorska w formie papierowej.
Gen. Polko nie podaje gotowych recept na sukces. Nie wytyka palcem twoich błędów. W zasadzie to nawet nie zawsze mówi, jak konkretnie można przenieść jego doświadczenie do twojej pracy. Gen. Polko daje przykład. Wskazuje na swoje błędy i ich konsekwencje. Mówi o swoich zwycięstwach i tłumaczy, jak je osiągnął. I w kółko powtarza o cechach, które wielu liderom w dzisiejszym świecie jakoś umknęły - o honorze, samodyscyplinie, inteligencji, prawdziwej kreatywności, odwadze. Szczególnie, że w jego przypadku, nie są to puste frazesy.
Tak jak wspomniałam wcześniej, seria wydawnicza oraz wszelkie dostępne w sieci materiały promocyjne częściowo wprowadzają czytelnika w błąd. Owszem, można tę książkę czytać jako podręcznik czy poradnik, ułatwią to tabele z najważniejszymi informacjami, a rozdział o pracy w zespole obfituje nawet w konkretne wskazówki. Jednak po książkę mogą sięgnąć również miłośnicy literatury militarnej lub tacy laicy jak ja, którzy lubią poszerzać horyzonty. Dużo tu ciekawych informacji o współczesnych konfliktach zbrojnych (Kosowo, Irak, współpraca z NATO), o szkoleniach wojskowych (dlaczego żołnierze ćwiczą musztrę? jak wygląda szkolenie amerykańskich rangersów?), faktów z historii polskich sił specjalnych (GROM, FORMOZA i in.), anegdotek z życia wojskowego, faktów historycznych (bitwy starożytne, napoleońskie), zdjęć i mapek. Mieszanka ta jest bardzo wyważona, profesjonalnie podana i motywuje do działania - co, z kolei, zapewne jest zasługą Pauliny Polko.
Jedynym minusem tego wydania jest format książki (wybaczcie to moje zboczenie!) - z powodu nieforemnego, kwadratowego kształtu trochę niewygodnie się czyta, a książka odstaje na półce. Dodatkowo, waga kredowego papieru niemalże uniemożliwia zabranie książki ze sobą w podróż. Z drugiej strony, ci, którym udaje się rozgromić konkurencję, nie muszą się martwić o wagę bagażu ;) Tak więc, kto by się przejmował taką drobnostką.
misja-ksiazka.blogspot.com; 2012-02-19

W końcu udało mi się znaleźć dłuższą chwilę, by zapoznać się z kolejną książką generała Romana Polko i co najważniejsze, nie był to czas stracony. Zanim przejdę do samej lektury, słów kilka o samym autorze, którego prywatnie bardzo cenię od wielu lat. W mojej opinii jest on jedną z najciekawszych osób w naszym kraju niejednokrotnie udowadniając swoją wartość tak w kwestiach bojowych jak i cywilnych.
Generał Roman Polko był wszędzie tam, gdzie potrzebne było doświadczenie strategiczne oraz umiejętności kierowania jednostkami specjalnymi. Brał udział w misjach w Kosowie, Afganistanie, Iraku, Macedonii oraz Zatoce Perskiej. Dwukrotnie dowodził elitarną jednostką GROM. Jednocześnie jako wybitny strateg współpracował z takimi markami jak ING Bank Śląski, PZU, Intel czy Grupą Żywiec.
„Nawet najlepszy zespół może okazać się niepotrzebny. Twój też.”
Ok, tyle teorii, przejdźmy do sedna czyli samej lektury. Książka jest specyficzna, tego nie da się ukryć. Nie jest też dla każdego. Tak mi się przynajmniej wydaje. Roman Polko w interesujący sposób przekuwa doświadczenie z pola bitwy na pole zarządzania i marketingu. W trakcie czytania poznajemy wiele historii z jego życia, odbytych misji, sukcesów oraz porażek.
„RozGROMić konkurencję” udowadnia, że przeciwnika należy pokonać nie siłą, lecz mądrością i strategicznym myśleniem. To co urzekło mnie najbardziej, to mnogość tabel, wykresów oraz fotografii, które nie tylko urozmaicają sam tekst, lecz pozwalają wczuć się w rolę dowódcy, wyobrażając sobie miejsca oraz opisywane wydarzenia. Książkę czyta się bez większego znużenia, ciekawe historie z różnych zakątków świata podnoszą tylko zainteresowanie tematem.
„Nie wystarczy, że wczoraj byliście świetni. Jutro musicie być jeszcze lepsi.”
Psychologiczne podejście, zarządzanie zespołem, kontrola każdego elementu powierzonego nam zadania to części składowe całego procesu, który skutecznie wykorzystać możemy także w realnym biznesie. Całość opisana jest przy udziale historii z życia wziętych, co jest niewątpliwą zaletą tej książki.
Na samym początku wspomniałem, że nie jest ona dla każdego. To prawda, osoby nie interesujące się historią, szukające czysto teoretycznych podstaw marketingu czy zarządzania odłożą książkę na bok już po kilkunastu przeczytanych stronach. Jeżeli jednak interesuje kogoś niestandardowe, lecz skuteczne podejście do biznesu, może śmiało zainteresować się tą pozycją.
„Zanim zaczniesz zwyciężać, zastanów się, co chcesz wygrać.”
Kiedy zaczynałem lekturę, zadałem sobie pytanie. Co Roman Polko może wiedzieć o marketingu czy zarządzaniu własną firmą? Moje wątpliwości szybko zostały rozwiane a książkę poleciłem już wielu zainteresowanych nią osobom, które także nie żałują tych kilku godzin poświęconych lekturze.
newcreative.pl; Artur Smolicki
- Panie kapitanie, nie pozwalają nam wycofać drużyny z Vojnovaca! - z takim hasłem na ustach wpadł do obozu młody dowódca plutona Misja w Republice Serbskiej Krajiny. 1993 rok. Grałem akurat wtedy w bilard. Był mój ruch. Namyślałem się. Nie podnosząc głowy znad stołu, odpowiedziałem pytaniem: - A co pan na to - No jak to co - odparł niemal z oburzeniem młody porucznik. - Skoro pan nie ma żadnego pomysłu, co zrobić, to proszę przyjść, jak już coś panu przyjdzie do głowy - odpowiedziałem i spokojnie uderzyłem w bilę".
To tylko jedna z anegdot z nowej książki generała Romana Polki, największego od czasów Wieniawy-Długoszowskiego celebryty wśród polskich wojskowych. O ile jednak pierwszy ułan II RP swą pozabojową popularność wykuwał przy kawiarnianych stolikach w towarzystwie artystycznej bohemy przedwojennej Warszawy, o tyle Polko ma zupełnie inny pomysł na życie po wojsku. Twórca elitarnej jednostki CROM doradza biznesowi, jak można w interesach wykorzystać doświadczenia z pola bitwy, koszar i sztabu. I trzeba przyznać, że robi to bardzo dobrze.
Jego napisaną do spółki z żoną Paulina (doktorem socjologii) książkę „RozGROMić konkurencję" trzeba pochwalić już za sam styl i spójny pomysł. Jest tu sporo anegdot i dykteryjek z bogatej (Bałkany, Afganistan, Irak) prawie 30-letniej kariery wojskowej Romana Polki Cdy jednak czytelnik (zwłaszcza zdeklarowany pacyfista) ma już dosyć prężenia muskutów i wojskowego gawędziarstwa, zawsze może znaleźć bezpieczną przystań w bogatych odwołaniach historycznych (Mongołowie, Piłsudski). Przede wszystkim jednak w tym co stanowi sedno tej książki tzn praktycznych radach z dziedziny zarządzania zasobami ludzkimi które mogą się przydać każdemu menedżerowi czy kierownikowi Bo Polko jest inteligentny i wie doskonale, że armia to nie tylko bieganie z karabinem maszynowym po irackich wioskach czy poligonie. To przede wszystkim budowanie zespołu, dbanie o morale, odpowiednie relacje między jego członkami i niwelowanie skutków nieuchronnego wypalenia. Tak żeby w momencie próby udało się zwyciężyć: wojsku w starciu z wrogiem, a biznesowi w rywalizacji z rynkowymi konkurentami
Czy konkretne rady generała dotyczące negocjowania, planowania oraz delegowania zadań warto zastosować we własnym zawodowym otoczeniu, pozostaje sprawą osobistych preferencji Bez wątpienia książka spodoba się w polskim - mocno zmaskulinizowanym - światku menedżerskim. Mam jednak wrażenie, że także ri, którzy nie marzą skrycie o byciu biznesowym strategiem na miarę Napoleona Bonaparte, mogą się z tej lektury czegoś nauczyć.
A propos Bonapartego. Jedyny zgrzyt tej książki to jej okładka. Polko pozuje na niej przebrany właśnie za legendarnego Korsykańczyka. Chwyt ten jest (mam nadzieję) wyrazem sporej autoironii twórcy CROM-u Polko jest jednak zbyt wytrawnym znawcą historii by nie pamiętać, że akurat cesarz Francuzów to marny wzór do naśladowania, gdy chodzi o długofalowe planowanie. Najpierw podbił wprawdzie pół Europy, później jednak wszystko stracił i zszedł ze sceny jako wielki przegrany. Kto rozsądny chciałby mieć w swojej firmie takiego CEO?
DZIENNIK GAZETA PRAWNA; Rafał Woś, 2012-02-10
Często spotykanym modelem szefa, to taki pokrzykujący, głupi „trep”. Który na dodatek wie lepiej za wszystkich, zna się na wszystkim i ma monopol na wszystko. Nie zarządza zadaniami – każe je ślepo wykonywać. Jeśli jego koncepcja jest zła, za porażkę obwinia wszystkich podwładnych. W warunkach dowodzenia liniowego, taki dowódca zginie szybko sam lub straci wielu ludzi. Albo przy najbliższej okazji strzelą mu w plecy.
„Nie logika, ale emocje inspirują ludzi do działania. Nie biznesplan, a wizja” piszą w swojej książce Paulina i Roman Polko „Rozgromić konkurencję” wydaną właśnie przez One Press. To chyba pierwsza pozycja napisana przez polskich autorów, w której zestawiane jest doświadczenie wojskowe z praktyką leadershipu. Wpisuje się tym samym w ciekawą część fachowej literatury o zarządzaniu w ujęciu militarnym, do której należą tak świetne pozycje jak „Clausewitz o strategii” (doświadczenia Carla von Clausewitza, XIX wiecznego generała), „Sztuka wojny” Sun Tzu (w tym genialne opracowanie Gagliardiego „Sztuka wojny – sztuka marketingu”) czy też „Wojujący marketing” Ala Riesa i Jacka Trouta. Jednak książka Polków jest wyjątkowa. Uwzględnia współczesną wiedzę wojskową, doświadczenia generała Polko ze spotkań z menedżerami z ostatnich lat jak i jego doświadczenie w dowodzeniu, historię wojskowości czy uznane zasady zarządzania. W treść książki wplecione są ciekawe opowieści i anegdoty, ilustrujące drobne, acz istotne elementy kierowania operacyjnego. To pierwsza chyba na polskim rynku pozycja o zarządzaniu, napisana przez „zmechola”.
Polkowie definiują kluczowe elementy leadershipu, przekładając wiedzę i doświadczenie wojskowe na praktykę biznesu. Koncentrują się na istocie i roli lidera, współpracy zespołowej, kierowaniu w sytuacji kryzysowej i zmian (a wszak dowodzenie jest permanentną sytuacją kryzysu i zmian), determinacji i motywacji do działania, współdziałania, negocjacjach i różnych modelach zwycięstwa. Mamy również pełen opis szkolenia Rangersów. Ciekawą formą są podsumowania zatytułowane „do boju”.
Autorzy wiele miejsca poświęcają uniwersalnym wartościom i ich wpływowi na zarządzanie. W warunkach walki one zdają się być one decydujące. Pozwalają odróżnić prawdziwych żołnierzy od najemników. To ważna wskazówka, dla organizacji nastawionych na bezwzględne śrubowanie wyników finansowych i nie liczących się w żaden sposób ze swoimi ludźmi. To niejako wpisuje się w moje subiektywne przekonanie, że amerykański „model zarządzania oparty o nieograniczoną chciwość” został zdruzgotany w chwili upadku banku Lehman Brothers co było symbolicznym początkiem kryzysu finansowego 2007-2009.
U podstaw każdego, dobrze zarządzanego przedsiębiorstwa leży wizja i charyzma ich właścicieli. To zawsze jest źródło sukcesu lub porażki w wymiarze kierowania. Jednak jednym z problemów polskich firm jest nadal kierowanie nimi przez „spadochroniarzy”. Zjawisko doskonale opisał niemiecki dziennikarz Gunther Ogger w książce „Zera w garniturach”. „Spadochroniarze” wysyłani na stanowiska zarządzających i menedżerów wielu korporacji działających w Polsce (nierzadko na korporacyjną zsyłkę, gdyż nadal dla wielu Warszawa to nie Paryż, Londyn, Madryt czy Mediolan). Tutaj byli czy są nadal, odpowiedzialni głównie za swoiste „doglądanie inwentarza”, a nie twórcze rozwijanie rynku. Pełnili nierzadko też funkcję cerbera-zarządcy, który ma pilnować biznesu i wycisnąć z niego tyle ile się da, a nie twórczo rozwijać kompetencje polskiego zespołu. Brak wizji i koncentracja wyłącznie na wynikach sprzedaży dużych korporacji, owocuje często wychowaniem ułomnych, polskich menedżerów-cyborgów. Cóż z tego, że z listą znanych firm w cefauce. Niestety, szara rzeczywistość skrzeczy. Nadal w zaciszach sal konferencyjnych zarządów i rad nadzorczych, przez wiele korporacji postrzegani jesteśmy niczym duża, czterdziestomilionowa, wschodnia kolonia, która bardzo różni się od rozwiniętych krajów Unii Europejskiej.
Z drugiej strony coraz więcej międzynarodowych korporacji kierowana jest przez Polaków którym zaufano . Ale pytanie pozostaje nadal aktualne. Czy i na ile, pozwala im się realizować twórczy i pozytywny proces zarządzania, polegający na rozwoju personalnym, budowaniu rynku czy innowacjom . Po drugiej stronie barykady, stoją ciekawe zasady zarządzania, wypracowywane przez lata, przez polskich liderów. Choćby prof. Andrzeja Bliklego i jego doświadczenie w procesach jakości czy słynna teoria motywacji oparta o „Twierdzenie o Marchewce” [patrz wyjaśnienie pod wpisem]. Nierzadko też słychać głosy, że Polak-Szarak-Przedsiębiorca, ze swoją kreatywnością, zapałem, kawaleryjską fantazją i przedsiębiorczością, może przenosić góry i zdobywać rynki. Byle tylko zapewnić mu normalne funkcjonowanie. I chociażby pod tym względem, książka Polków jest po prostu „swojska” . Oparta o postrzeganie według naszej ( a nie choćby amerykańskiej) mentalności. Na dodatek nie nafaszerowana niczym indyk na Święto Dziękczynienia, amerykańskimi „business success stories” podbijającymi świat.
Garść przemyśleń. Trochę zabrakło mi odniesień do realnych firm i sytuacji rynkowych. Ale jest tu wiele uzasadnionych opisów bitew historycznych i ich analiza. Tu Polkowie świetnie wykorzystują backround historii wojskowości, którą zawsze warto pokazywać w procesach zarządzania.
Kluczową różnicą wojska i i zarządzania, jest niewspółmierna cena porażki. Smak zwycięstwa w jednym i drugim przypadku wydaje się bardzo podobny. Ale w dowodzeniu ceną porażki jest własne życie, swoich ludzi, cywilów, odniesione rany, kalectwo. To również cena, jaką się płaci za zwycięstwo. W jakimkolwiek przedsiębiorstwie odniesienie się do porażek ma wymiar utraty pracy, psychicznych perturbacji, ale (poza przypadkami klinicznymi) nie jest to stadium zagrożenia życia. W przypadku dowodzenia, wiele procesów występuje ze szczególną siłą. Bardzo silna motywacja żołnierza (wykonanie zadania bojowego, nawet za cenę własnego życia) przekłada się na determinację, a ona z kolei pozwala im działać na granicy własnej wytrzymałości. W przypadku firmy, dążenie do sytuacji w której menedżerowie będą „umierać w biurze z palcami na klawiaturze”, na dodatek rekrutujący się z Generacji Y jest moim zdaniem mało realistyczne. Przedsiębiorstwa coraz rozpaczliwiej szukają sposobów motywowania i wyzwalania kreatywności swoich pracowników. Szczególnie te, które kiedyś hurraoptymistycznie uznały, że pieniądze są jedynym i najlepszym motywatorem. Kłania się ponownie „Twierdzenie o Marchewce”.
Autorzy w bardzo interesujący sposób pokazują mechanizmy motywacji oraz sporo miejsca poświęcają zjawisku „zwycięstwa”. To ciekawe przemyślenia, ponieważ w praktyce przedsiębiorstw o wiele więcej czasu przeznacza się na analizę porażek oraz szukania winnych, którzy mają spakować kartonik, niż analizie kryteriów i wartości odniesionych sukcesów. Czy firma odniosła pyrrusowe zwycięstwo ? Gdzie koszty znacznie przewyższyły zyski ? Czy upór i zwycięstwo drobnej batalii rynkowej, podyktowany wygórowaną ambicją jakiegoś menedżera, nie zadecydował o porażce całego projektu, produktu czy marki ? Warto przekładać konkretne historie i przykłady wojskowych doświadczeń gen. Polko na realny język biznesu. To zresztą ciekawy punkt wyjścia do dyskusji o zwycięstwie, jako określonej wartości.
Książka jest dobrym studium sprawnego, operacyjnego zarządzania. Nie rewolucjonizuje rynku w sferze teorii, ale to przecież nie jest jej celem. Raczej o położenie ważnych akcentów, docenienie roli i wartości pojedynczego człowieka i zespołu, zrozumienie celów do jakich się dąży i po co się to robi. To po prostu bardzo dobra cegiełka wiedzy o profesjonalnym zarządzaniu operacyjnym.
Autorzy w charakterystyczny sposób podkreślają i potwierdzają podstawowe zasady zarządzania zespołami. Cytaty z części „Do boju” powinny zawisnąć w niejednej komórce marketingu czy sprzedaży. Szczególnie tych, którym sukces wymościł siedzisko i zapuścił korzenie, przyspawając ich do własnych stołków i usypiając synapsy. Warto ją choćby przeczytać dla ciekawej analizy procesów zmian, działaniu w kryzysie czy opanowaniu firmowego chaosu. Być może niektórym może wydawać się „mało pacyfistyczna”. Szczególnie tym, którzy mają alergiczny stosunek do wojska. Ale bez względu na czyjś światopogląd, kluczowe zasady sprawnego zarządzania tkwią u źródeł historii wojskowości od zarania dziejów i to jest absolutnie niezaprzeczalny fakt.
Polscy menedżerowie (w przeciwieństwie do azjatyckich) nie walczą za „królową, honor i ojczyznę”. Ich motywacje bywają często zgoła inne. I nie tylko o pieniądze tu chodzi. Wielu z nich nie widzi celu poświęcania się za organizację, głupkowatego szefa, produkt wciskany na siłę ciemnemu ludowi czy narzucone, bezmyślne, międzynarodowe procedury, przystające do naszych realiów jak pięść do nosa. Z drugiej strony zbyt wielu zarządzających nie potrafi docenić zatrudnianych przez siebie pasjonatów, „soli każdej organizacji„, którzy są w stanie wiele poświęcić, żeby realizować własne aspiracje pozafinansowe. Pasjonatów nierzadko gnębionych przez lanserskich przydupasów prezesa.
Brakuje mi w książce kobiet ! A one w coraz większym stopniu zajmują się kierowaniem. Gdzie podziała się Joanna d`Arc ? Miranda Priestly (rewelacyjny przypadek) ? Czy porucznik O`Neil z „G.I. Jane”. Że o Marusi, Lidce i Honoracie nie wspomnę :)
Cieszy też fakt, że gen. Polko nie lansuje ulubionej marki piwa i ukochanych adidasów jednostek specjalnych (vide „Snajper” H.E. Wasdin, S. Templin).
Polkowie odczarowują obraz trepowatego, „szwejowatego” wojska, malującego trawę na zielono, którego stereotyp jest silnie zakorzeniony w polskiej mentalności. Fakt, piszą o elitach, jakimi są jednostki specjalne. Ale podobnie jak w wojsku – menedżerowie również potrzebują elit i wzorców, do których można się odnieść. I za to autorom należy się szacunek, zarówno w środowiskach żołnierskich jak i menedżerskich.
Piszcie więcej, Polkowie. Warto Was czytać. Hooah :)
kotarbinski.wordpress.com; 2012-01-18
Wdzięczny i dźwięczny cytat powyższy pochodzi ze wstępu książki pt. „Rozgromić konkurencję,Sprawdzone w boju strategie dowodzenia, motywowania i zwyciężania” autorstwa gen. Romana Polko oraz dr Pauliny Polko.
Słowa mocne, krótkie („żołnierskie” chciałoby się rzec) i prawdziwe. „Opierdol przestał być motorem postępu” – trudno ze stwierdzeniem takim polemizować.
Książkę polecam ponieważ jedno jest gwarantowane: nikt tu nie zmarnuje czasu. Jest to kompetentny i rzeczowy a jednocześnie bardzo oryginalny i dobrze zredagowany podręcznik zarządzania, który zainteresuje każdego, kto podejmować musi trudne decyzje na dowolnie zdefiniowanym „polu walki”.
„Walka”, „bitwy”, „wojny” i cały ten militarny sztafaż znajdują w książce pełne uzasadnienie ponieważ ważną część treści stanowią osobiste wspomnienia z konkretnych operacji wojskowych, w których uczestniczył lub którymi kierował doświadczony żołnierz, dwukrotnie dowodzący elitarną jednostką GROM.
Na rynku lokalnym rzecz unikalna. Pierwszy polski podręcznik tego rodzaju. Jak zresztą przyznał współautor w jednym z wywiadów inspiracją była da niego ‘Leadership Lessons of the Navy SEALS : Battle-Tested Strategies for Creating SuccessfulOrganizations and Inspiring Extraordinary Results’, której autoarmi byli Jeff Cannon oraz Jon Cannon.
W naszych księgarniach można dziś co prawda nabyć wiele pozycji w rodzaju: „Podręcznik taktyki rangersów. Walka, szkolenie, uzbrojenie“ (w tytułach takich przoduje wydawnictwo Bellona) czy popularne tytuły marketingowe jak np.: „Wojujący marketing. Zwycięskie strategie i kampanie“ (Al Ries, Jack Trout) – nawiązujące do dziedziny wojskowości. Są te jednak spojrzenia zawężone i jednostronne.
„Rozgromić konkurencję…” to pierwsza, polska próba (moim zdaniem bardzo udana) pełniejszego i systematycznego połączenia doświadczenia wojskowego z praktyką menadżerską (próby takie podejmowano wcześniej np. w formie artykułów lub wywiadów publikowanych w rodzimej edycji HarvardBusiness Review).
.
Książka porusza większość istotnych tematów zaprzątających dziś głowy zarządzających (bez względu na skalę i przedmiot zarządzania): planowanie strategiczne, rolę misji, zarządzanie zespołem, motywację, kwestię przywództwa, negocjacje, sposoby oceny ryzyka czy działania w sytuacjach kryzysowych. Całość utrzymana jest w duchu „amerykańskim” – punktowe podsumowania rozdziałów, ilustracje, mapy, wykresy i zestawienia, osobiste wspomnienia i dygresje, historyczne ciekawostki (często dyskusyjne – jak to z historią bywa - por. np. Stalingrad) i warte zapamiętania wskazówki.
Nie ma tu miejsca na teoretyzowanie – większość treści to opisane barwnym językiem doświadczenia i zalecenia wspierane życiowymi przykładami (np. świetny rozdział pt. Ranger School. Szkoła leadershipu w błocie).
Książka wydana w idealnym czasie – okresie pełnym wątpliwości, niepewności i niewiedzy na temat tego, co przyniesie jutro (stan świetnie zdiagnozowany przez Jacka Żakowskiego w felietonie „Koniec przyszłości”).
Sytuacja wielu marketerów przypomina dziś sytuację wymęczonego walkami oddziału rzuconego w obcy, wrogi teren, na którym nie można liczyć ani na pomoc miejscowej ludności ani na dodatkowe wsparcie ani na… jasne rozkazy „z góry”. Mimo tego trzeba działać i posuwać się do przodu. Bynajmniej nie po to by zwyciężyć (kiedy nikt nie jest w stanie określić na czym to zwycięstwo miałoby polegać), ale po to by w ogóle przetrwać.
Paradygmat wojny wielokrotnie przewijał się w literaturze na temat zarządzania i marketingu i wszystko wskazuje na to, że będzie się w niej pojawiał coraz częściej. Choć zmienia się w czasie sposób i rodzaj prowadzenia wojny (cyber ataki, „mgławicowy” charakter wojen IV generacji - zob. ciekawy materiał na tentemat), to raczej niezmienna pozostaje istota konfliktu: zderzenia wykluczających się wzajemnie interesów różnych stron.
Tak na marginesie: co ciekawe w książce „Rozgromić konkurencję…” względnie niewiele miejsca poświęca się samym sposobom „unicestwiania” konkurencji. Pod tym względem książka jest bardziej pacyfistyczna niż niektóre wewnętrzne okólniki pewnych międzynarodowych koncernów. Niejednokrotnie też słyszałem na różnych spotkaniach czy konferencjach wygłaszane z pełną powagą stwierdzenia, że „ostatecznym celem działań marketingowych jest całkowite zniszczenie konkurencji” (sic!). Nie do końca dowiadywałem się wówczas jak miałaby wyglądać rzeczywistość po zrealizowaniu takiej „wizji” marketingu ale widocznie każdy maprawo do własnej interpretacji dzieła Carla von Clausewitz’a, na jakie przy tej okazji najczęściej się powoływano.
W książce Romana i Pauliny Polko więcej uwagi poświęca się walce z własnymi słabościami i ograniczeniami, komunikacji z innymi, pracy nad doskonaleniem i samorozwojem, wewnętrznej motywacji czy psychologicznym aspektom związanym ze stresem i zewnętrznymi barierami działania. Pod tym względem pozycja przypomina podręcznik life coachingu. Zwolennicy agresywnych działań opartych na przemocy i mających na celu „narzucenie siłą przeciwnikowi własnej woli” niewiele chyba znajdą satysfakcji w jej lekturze.
I bardzo dobrze.
staniszewskimarek.blogspot.com; 2012-01-22
Sun Tzu to jeden z największych starożytnych myślicieli Dalekiego Wschodu, autor Sztuki wojennej Sun Zi (孙子兵法), najstarszego na świecie podręcznika sztuki wojennej.
Uważa się go również za jednego z pierwszych realistów w teorii stosunków międzynarodowych, a jego książka jest współcześnie traktowana jak podręcznik prakseologii i reinterpretowana w odniesieniu do innych dziedzin, które wymagają stosowania strategii, jak m.in. zarządzanie przedsiębiorstwem.
Podstawową tezą “Sztuki Wojny” Sun Tzu jest to by pokonać przeciwnika mądrością a nie samą siłą. Mówił, że działania wojenne obejmują jednocześnie obszary polityki, ekonomii, działań militarnych oraz dyplomacji. Podstawowa koncepcja Sun Tzu zawarta została w maksymie: “zwyciężać bez konieczności podejmowania walki”.
To samo udowadnia generał Roman Polko wraz z małżonką. Wykorzystując lata doświadczenia wojennego i zarządzania strukturami wojskowymi pokazuje nam, jak można efektywnie zarządzać i walczyć ze wszelkimi przeciwnościami losu.
Kryzys nie będzie nam straszny – dzięki doskonałym grafikom, tabelkom i hasłom mamy w sobie moc do pobudzenia zespołu w taki sposób, by odpowiednio pokierować jego działaniami. Książka umożliwia również skuteczne doradzanie kadrze kierowniczej, która takiej rady potrzebuje.
Ale przecież walczyć nie trzeba tylko w kryzysie. Mamy przecież walki mniejsze, które codziennie toczyć musimy. Zawsze może być to nasz bój ostatni, a tego nie chcą zarówno właściciele jak i pracownicy firm. Dlatego dobrze jest mieć pod ręką książkę generała.
Do broni!
ksiazka-online.pl; 2012-01-19
