"Times" zaliczył tę książkę do stu najbardziej wpływowych, z napisanych po drugiej wojnie światowej. Nie spośród tych o teorii ekonomii czy biznesie, ale w swoim dodatku o literaturze. Nie mam wątpliwości, słusznie.
Tylko wstęp pochodzi z 2002 r. Pozycja istnieje już od ćwierćwiecza, a jednak jej świeżość jest zachwycająca. Zapewne dlatego, że mało kto czytał Friedmana, nawet wówczas, gdy został noblistą, a z liberalizmem polemizuje się jakże łatwo - to dotyczy zwłaszcza polskich debat-skoro wiedza o liberalizmie jest jak tabula rasa.
To noblista, którego teksty czyta się łatwo, tyle że nie jest to tożsame z szybkim dobrnięciem do ostatniej strony, zbyt wiele, zbyt ważnej tu treści. I inna, wielka zaleta: Friedman, pisząc o swych poglądach, przyznaje, które wynikają z pogłębionych badań, jakie oparte są na fragmentarycznych analizach, gdyż innych brak, a które są tylko jego przypuszczeniami wywiedzionymi z wiary w sens liberalizmu. To zaprzeczenie dla jakże łatwo sprzedawalnych prawd nie-falsyfikowalnych.
Friedman byt skoncentrowany na poszukiwaniu sposobu, jak społeczeństwo może ustrzec się przed niebezpieczeństwem, że wybrany demokratycznie przezeń rząd stanie się Frankensteinem odbierającym nam wolność, której miał strzec, ale po wyborczym zwycięstwie poszedł drogą zwiększania swej władzy. Wartość liberalizmu wynika z tego, że bardziej sprzyja równości materialnej niż jakikolwiek inny system-twierdził Friedman. Prawdziwy liberał zaakceptuje, że działalność państwa jest sposobem na znoszenie ubóstwa, a to daje korzyści społeczeństwu, ale tylko wtedy, gdy działania dobrowolne są mniej korzystne dla ubogich niż system obowiązkowy. Dlatego państwo (rząd) powinno nieustannie udowadniać, że każdy z jego obszarów władzy jest społeczeństwu potrzebny, bodła społeczeństwa (państwa) efektywniejszy.
CEO; Zbigniew Grzegorzewski, 10/2008
W szybkim tempie przybywa ostatnio autorów z zapałem wypowiadających się na wszelkie tematy naukowe. Klasyków z minionych lat, a nawet stuleci, wręcz zalewają tsunami takich
publikacji. W dziedzinie ekonomii na przykład często cytuje sic Adama Smitha czy Davida Ricardo, ale nikt ich chyba nie czyta, a jeśli już, to na ogół nie rozumie. Dlatego pomysł, aby wydawać klasyków, wydaje mi się bardzo twórczy, chociaż tzw. nowi klasycy, na przykład John Maynard Keynes, John Kenneth Galbraith czy Milton Friedman powinni bu studiowani z wyjątkową uwagą, ponieważ ekonomia jako nauka ciągle się rozwija i miejsce XX-wiecznych teorii zajmują nowe i błyskotliwe koncepcje na miarę przyszłych pokoleń. W tej sytuacji sięgnięcie do Kapitalizmu i wolności uważam za strzał w dziesiątkę. 50 lat, które minety od pierwszego wydania, to dobra okazja do weryfikacji poglądów autora, słusznie uważanego za jednego z najbardziej kreatywnych i kontrowersyjnych ekonomistów minionego stulecia.
Encyklopedie i almanachy przedstawiają Friedmana (laureata Nagi ody Nobla w 1976 roku) jako twórcę monetaryzmu, czyli ilościowej teorii pieniądza, fanatycznego przeciwnika socjalizmu i tropiciela jego przejawów u innych ekonomistów, a do tego ojca chrzestnego neoliberalizmu, czyli absolutyzowania roli wolnego rynku we współczesnej gospodarce Wszystkie te idee autora przedstawione są w jego książce tyle że w formie raczej przeglądowej. Dziś jednak, kiedy neoliberalizm skompromitował się jako ogólna teoria wszystkiego, a zwłaszcza paradygmatu, mającego zapewnić stabilny wzrost światowej gospodarki, trzeba sięgnąć właśnie do wczesnych teorii Friedmana, aby zobaczyć, skąd się wzięła ta piękna katastrofa.
Zacznijmy od tego, że jak przyznaje sam autor, jego książka jest reakcją na upadek i błędy keynesizmu i niewątpliwie ten wątek przewija się przez całe jego dzieło. Friedman konsekwentnie odmawia Keynesowi jakiegokolwiek pozytywnego wkładu w rozwój myśli ekonomicznej i nawet gdy nie polemizuje z nim wprost, zawsze stara się udowodnić, że interwencjonizm jest immanentnym złem. Ponieważ jednak takie konsekwentne rozumowanie doprowadziłoby do uznania, że anarchia to najlepszy z ustrojów, a wolność nie powinna mieć żadnych granic, Friedman zaczyna szybko zacierać tropy i powiada, że rząd może jednak istnieć, ale w żadnym razie nie wolno mu wtrącać się do gospodarki, bo wszystko zepsuje. Zarazem też całkowicie neguje tezę, że wolna i nieskrępowana regulacjami gospodarka kapitalistyczna sama doprowadza do kryzysów gospodarczych i coraz większych wahań cyklu koniunkturalnego. Jego zdaniem, na przykład kryzys roku 1929 był winą nie systemu kapitalistycznego, lecz rządu 1′SA, który nie potrafi! poradzić sobie / krachem na giełdzie, ale na wszelki wypadek nie popiera tej tezy żadnymi dowodami statystycznymi, sądzi bowiem, że jego prywatna opinia powinna całkowicie wystarczyć.
Niestety, trzeba stwierdzić, że o ile Friedman z. pewnością dobrze zna się na ekonomii, o tyle gorzej na filozofii. Jego rozumienie wolności to w zasadzie głównie, jeżeli nie wyłącznie, wolność do nieograniczonego przez jakąkolwiek władzę materialnego bogacenia się, ale już z. wolnością sensu largo nie radzi sobie tak dobrze. Chociaż krytykuje kraje totalitarne, w których nie ma wolności, zarówno pod względem polityczny m, jak i gospodarczym, to nie rozwija pierwszego tematu, lecz szybko przeskakuje do kwestii braku tej drugiej wolności Na tym gruncie czuje się znacznie pewniej i w zasadzie dość szybko dochodź do wniosku, że jeżeli w jakimś państwie panuje wolność ekonomiczna, to braki wolność, i politycznej nie są tak istotne. Dotyczy to szczególnie krajów kapitalistycznych, a wątek ten wyraźnie widać w jego poglądach na okres maccartyzmu w USA. Wprawdzie krytykuje ówczesne prześladowania hollywoodzkich reżyserów i scenarzystów filmowych, ale jednocześnie stwierdza, że skoro mogli oni pracować pod pseudonimami, to w zasadzie przecież wszystko było w porządku, i w Ameryce jak najbardziej panowała demokracja. Oczywiście nie przeszkadza mu to krytykować zbyt rozbudowanej roli rządu USA w gospodarce, chociaż woli raczej potępiać inne kraje. Friedman nie potrafił też przewidzieć pewnych zjawisk, które pojawiły się po pierwszym wydaniu jego dzieła.
Ceniąc zatem jego ataki na poczynania nieudolnych biurokratów, ograniczających rozwój gospodarczy, nie sposób nie zauważyć, że traktowanie niewidzialnej ręki rynku jako panaceum na działania monopoli przemysłowych okazało się całkowicie nietrafne. To samo dotyczy wiary, że sterowanie stopą procentową przez niezależny bank centralny jest niezawodnym regulatorem stanu gospodarki. Okazuje się bowiem, że rząd najwyraźniej musi cały czas walczyć z tendencjami do ograniczania wolnego rynku i tworzenia monopoli, a ponieważ są one bardzo silne i stoją za nimi często potężne grupy interesów, przyjęcie przez państwo funkcji niezawisłego arbitra jest bardzo kosztowne i pracochłonne. Pociąga to za sobą rozszerzanie się jego roli jako regulatora i powoduje wzrost zadań budżetu, a zatem uniemożliwia zachowanie niskiego poziomu podatków, w tym wprowadzenie ulubionego przez Friedmana podatku liniowego.
Autor Kapitalizmu i wolności najwyraźniej nie pomyślał także, że wielkie korporacje mogą z powodu niczym nieograniczonej koncentracji kapitału zawładnąć rynkiem i w bardzo wyrafinowany sposób manipulować gospodarką na skalę globalną. Nie przewidział też globalizacji, pompowania zysków z krajów zależnych od metropolii czy problemów niedorozwoju gospodarczego państw postkolonialnych. Jego analizy opierały się na intuicyjnej ekstrapolacji trendów widocznych w USA, a rozumienie konfliktów społecznych między monopolami a pracą nosiło znamiona bezkrytycznej negacji roli związków zawodowych, które w jego przekonaniu odgrywały w gospodarce jednoznacznie destrukcyjną rolę. Ponadto nie potrafił dostrzec potencjału gospodarki chińskiej, ale ten błąd popełnili niemal wszyscy ekonomiści jego generacji. Oczywiście Friedman był także zdecydowanym wrogiem socjalizmu, którego zalążki bądź nawet infiltracje widział w związkach zawodowych, ale pamiętajmy, że działo się to w czasach zimnej wojny i nie sposób było przewidzieć, że czołowy ideolog wolnego rynku będzie miał w duszy lewicowe odchylenia.
Większość rozdziałów książki Friedmana ma obiecujące tytuły: Rola rządu w wolnym społeczeństwie", Zapewnianie dobrobytu", Znoszenie ubóstwa". Jednak objętościowo i merytorycznie grzeszą wszystkimi wadami publicystyki ekonomicznej. Są to po prostu powierzchowne artykuliki, niepoparte konkretnymi wynikami badań naukowych, niczym homilia wygłaszana przez autora. Tymczasem na każdy z tematów wymienionych rozdziałów dałoby się napisać kilkanaście rozpraw, a i tak wyczerpałyby zaledwie część tych zagadnień. Oczywiście książki te zostały już napisane (przez innych), niemniej warto stwierdzić, że w zdecydowanej większości negują one tezy naszego klasyka. Okazało się bowiem, że recepty gospodarcze monetaryzmu skuteczne w teorii, nie sprawdzają się w praktyce - ani w USA (gdzie wolność ekonomiczna została obecnie ogromnie ograniczona przez daleko idącą interwencję rządu), ani w innych krajach. Jednocześnie, nie stosując się u siebie do podstawowych założeń wolnego rynku, na przykład w zakresie wymiany międzynarodowej, amerykańscy ekonomiści ze szkoły Friedmana zalecają wszystkim krajom na świecie rezygnację z cel i kontyngentów, dopuszczenie do bezwzględnej konkurencji firm zagranicznych i popieranie teorii monetarnych, które mogą działać tylko dlatego, że dolar jest swobodnie drukowany w USA jako waluta światowa".
Mimo licznych dowodów na to, że neoliberalizm jednak przemija, nadal mamy na polskim rynku wydawniczym wielu bezkrytycznych wyznawców teorii Friedmana, a obecna transformacja jest w dużej mierze efektem stosowania ich w praktyce. Zawdzięczamy to m.in. Jeffreyowi D. Sachsowi, który jednak zdążył się wycofać z młodzieńczych fascynacji i obecnie deklaruje się jako zwolennik neokeynesizmu. Tak więc najlepiej jednak sięgać do źródła, gdyż przynajmniej wtedy będziemy wiedzieć, skąd się to wszystko wzięło i dlaczego jest, jak jest.
Świat Nauki; Janusz Dąbrowski
Dla Miltona Friedmana zaskakujące w Polsce było to, że antykomunistyczni intelektualiści okazali się zwolennikami socjalistycznej gospodarki rynkowej, tzn. takiej, którą mogą sami kierować. Swojemu zdziwieniu dał wyraz, opisując jedno z takich spotkań we wstępie do pierwszego wydania Kapitalizmu i wolności" (Centrum im. Adama Smitha & Rzeczpospolita", 1993)- Diagnoza, którą wówczas przedstawił, pozwala zrozumieć, dlaczego Polska z tygrysa Europy stała się krajem o najwyższych podatkach i wszechwładnej biurokracji. Zauważył, że oni po prostu nie ufają ludziom, sądząc, że wiedzą lepiej, co jest dla tych ludzi dobre".
W życiu należy przeczytać właściwe książki. Do nich bez wątpienia należą "Kapitalizm i wolność" oraz "Wolny wybór", który kontynuuje i rozwija idee tej pierwszej. To po lekturze książki Friedmana premier rządu Estonii zaprojektował najdalej idące zmiany instytucjonalne i prawne w tej części świata. Dzięki ideom Friedmana wprowadzonym w życie Estonia znalazła się w pierwszej dziesiątce najbardziej wolnych gospodarczo państw na świecie.
Drugie - po 15 latach - wydanie "Kapitalizmu i wolności" pojawia się w sytuacji, gdy i jednego, i drugiego w naszym otoczeniu jest zauważalnie mniej. Wolność i rynek nie święcą już triumfów i nie mogą być. jak dwie dekady wcześniej, praktykowane przez krzątające się przy swoich przedsięwzięciach miliony Polaków. Wolność i kapitalizm niosły nadzieję na odmianę losu i możliwości legalnego bogactwa. Dziś mamy rzeczywistość, którą przenikliwie przedstawił Vaclav Klaus. Będąc w Polsce, w obecności włodarzy naszego kraju podniósł kwestię cywilizacyjnie fundamentalną, pytając: Co się stanie z systemem ekonomicznym? Czy doczekamy się zapowiadanego przez Josepha Schumpetera końca kapitalizmu w momencie, w którym zniknie tworzący go duch - przedsiębiorca, innowator -a dominować zacznie urzędnik rozdzielający europejskie granty?". Stan rzeczy w Polsce wskazuje, że nasi rządzący nie zrozumieli lub zlekceważyli tę przestrogę. Jeżeli chcemy wiedzieć i zrozumieć, jak funkcjonuje normalny świat, w którym kooperacja i koordynacja wysiłków obywają się bez przymusu i dyrektyw, to lektura książki Miltona Friedmana powinna być jedną z pierwszych.
Rzeczpospolita; Andrzej Sadowski, 06/2008