Wszelkiego rodzaju gry powstawały od setek lat, by bawić, dostarczać rozrywki i rozwijać niektóre umiejętności. Każdego dnia, czasem bezwiednie, bierzemy udział w różnych jej odmianach.
Z tego powodu poznanie mechanizmów gier może nam się przydać w odnoszeniu korzyści zarówno na polu prywatnym, jak i biznesowym. Pamiętaj, że rozpoznając zasady danej rozgrywki, a nawet je tworząc, to ty będziesz górą.
Coraz częściej duże firmy i ogólnoświatowe koncerny starają się w funkcjonowaniu własnych struktur wprowadzić elementy grywalizacji. Czym jednak jest owe pojęcie W dużym skrócie charakteryzuje ono zjawisko, polegające na przenoszeniu mechanizmów znanych z gier do rzeczywistego świata, po to by zmieniać zachowania osób.
Rozwój nowych mediów spowodował, że pokolenia obecnych 20., 30. latków dużo wolnego czasu poświęca na wirtualnej rozrywce. Szczególnie koniec lat 90-tych zaowocował wysypem nowych modeli konsol, a rozwój technologiczny sprawił, że dzisiejsze gry są coraz bardziej skomplikowane – a co za tym idzie – bardziej podobne do codziennego życia. Lubimy więc poruszać się w schematach, na których oparte są różnego rodzaju rozgrywki. Dostrzegły to firmy, które przenoszą niektóre mechanizmy z ekranów komputerów do świata biznesu. Często na nich opierają systemy motywacyjne dla pracowników oraz marketing. Niejednokrotnie idą o krok dalej i do zarządzania pracownikami zatrudniają… wytrawnych graczy, gdyż ci najlepiej znają mechanizmy gier!
Nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy i my wykorzystali elementy grywalizacji do rozwoju naszego biznesu. Tworząc mechanizm naszej gry, po pierwsze musisz zdać sobie sprawę, że każda gra opiera się na dobrowolności. Jeżeli stworzony przez Ciebie schemat będzie przymusem, to nie licz na to, że będzie prawidłowo funkcjonował. W dalszej kolejności musisz postarać się, by mechanizm zapewniał płynność gry – tzn. gracz czerpał przyjemność z powtarzalności zadań i by wpadł w swojego rodzaju automatyzm. By tak się stało gra musi stawiać jasne i konkretne cele, które są możliwe do wykonania dla danej osoby, a także – co ważne – dawała natychmiastową informację zwrotną. Ten ostatni czynnik sprawia, że gracz wie, iż realizuje działania w sposób prawidłowy. Wzmaga to jego pewność, a co za tym idzie sprawność w realizacji zadania.
Tyle teorii – ale jak to wygląda w praktyce Bardzo ciekawie wyjaśnia to Paweł Tkaczyk w książce „Grywalizacja” (wydawnictwo OnePress, 2012). Przywołuje on jako przykład podwrocławską fabrykę LG, której władze umieściły przy liniach produkcyjnych telewizory. Były na nich wyświetlane liczby wadliwych produktów powstałych w danym dniu. Dzięki temu pracownicy mogli na bieżąco kontrolować jakość swojej pracy (mieli natychmiastową informację zwrotną). W wypadku niepowodzeń brygadziści mogli natychmiast wprowadzać modyfikację w systemie pracy i próbować nowego rozwiązania. Dodatkowo na telewizorach wyświetlane były podobne statystyki z innych fabryk LG z całego świata. W ten sposób pracownicy mogli na bieżąco odnosić się do rezultatów z innych oddziałów i zdalnie z nimi rywalizować. Jednym słowem władze przeniosły schemat gier komputerowych do swoich hal produkcyjnych, który na dodatek się sprawdził!
Więcej o teorii grywalizacji, a także o jej praktycznych aspektach można przeczytać we wspomnianej książce Pawła Tkaczyka. W przystępny sposób tłumaczy on podstawowe zagadnienia związane z tym pojęciem, a także dzieli się ciekawymi spostrzeżeniami dotyczącymi wprowadzania jej elementów do biznesu.
biznes.onet.pl; Grzegorz Pacuła, 2012-02-08
Dłuższy czas nie pisałem nic na temat książek, które warto wziąć pod uwagę, czytając przynajmniej tyle, ile głoszą statystyki, czyli niewiele. Jak pewnie się domyślacie fakt, że Polacy nie należą do europejskiej czołówki miłośników czytania jest ogólnie znany. Dlatego chcąc nadrobić straty i przekonać “czytających inaczej”, dziś postanowiłem napisać o “Grywalizacji” Pawła Tkaczyka – autora, o którym Google powie prawdopodobnie znacznie więcej, niż ktokolwiek inny.
Grywalizacja lub Gamification to trend, który moim zdaniem jako jeden z niewielu ostatnio lansowanych, ma naprawdę duże szanse zamieszać i na dłuższą chwilę zagościć w głowach osób szukających sposobu ożywienia marki poprzez angażująca rozrywkę oraz jej świadomych beneficjentów. Ale po kolei…
O co chodzi i komu to potrzebne?
Grywalizacja to nic innego jak wykorzystanie mechanizmów znanych nam np. z gier komputerowych do codziennego życia, w celu zmiany bądź uatrakcyjnienia sposobu wykonywania poszczególnych czynności. Lubimy rywalizować, lubimy zwyciężać, lubimy mieć odskocznię i na jakiś czas stać się graczem (nieubłagalne statystyki). Dlaczego więc nie przenieść tego do codziennych obowiązkowi i zajęć np. w celu prowadzenia rekrutacji lub stawiania pracownikom celów rozwojowych na zasadzie gry, punktów do zdobycia, poziomów do ukończenia i rzucania wyzwań tak, jak ma to miejsce w elektronicznych rozrywkach?
Ale jak to?
Świetny przykład przytoczony z książki Pawła to samochód, który wykorzystując mechanizm gier i rywalizacji proponuje kierowcy pokonanie określonej trasy z mniejszym spalaniem paliwa, niż np. ktoś z kręgu jego znajomych. Kto z nas nie czuje choć odrobiny satysfakcji, gdy jest w czymś lepszy od osób z bliższego kręgu? Czy jeszcze większego sensu takiej grze nie nadaje poczucie, że nasz samochód wydzielił mniej zanieczyszczeń do atmosfery? Przyjemne z pożytecznym, czyli Grywalizacja w najlepszym stylu!
Nie tylko dla marketera
Takich przykładów w książce znajdziecie więcej, lecz nie chcę zaniżać wolumenu sprzedaży, omawiając lepsze jej fragmenty dogłębnie. Całość czyta się niemal jednym tchem, stąd mój lekki niedosyt po jej ukończeniu, że to już po “wszystkim”. Nie jest to moim zdaniem książka jedynie dla osób związanych z marketingiem. Przystępny język, w jakim została napisana, umożliwi czytelnikom spoza ‘branży’ zapoznanie się z trendem Grywalizacji i sposobami wykorzystania jej mechanizmów w codziennym życiu.
mediafeed.pl; adam.przezdziek, 2012-01-28
Refleksja nad grywalizacją, wyraźnie obecna w branży marketingowej, nie objęła jeszcze swoim zasięgiem innych środowisk. Po lekturze książki Pawła Tkaczyka mam pewność, że powinna do nich trafić - pojęcie grywalizacji okazuje się bowiem tak nośne, że da do myślenia każdemu, kto jest zainteresowany działaniem człowieka we współczesnym świecie.
"… do aktywności, w którą wcześniej zakradała się nuda, wróciła radość i zaangażowanie. To właśnie jest grywalizacja".
To krótkie podsumowanie grywalizacji - zjawiska, któremu autor poświęca ponad sto lekko napisanych, wciągających stron, trafia w sedno moich pedagogicznych marzeń. Lektura książki Pawła Tkaczyka przekonała mnie, początkowo sceptyczną, że mechanizmy kierujące zachowaniami gracza mogą pomóc w ich spełnieniu. Wniosków z tej lektury jest sporo, zatem - do rzeczy.
Bardzo ludzka gra
Grywalizacja w ujęciu Pawła Tkaczyka jest... bardzo ludzka. Autor pozbawił mnie bezboleśnie wielu stereotypowych przekonań na temat gier: aby grać w grę, nie musimy się godzić na dyktaturę komputerów i bezduszne zasady. W centrum grywalizacji stoi człowiek, jego potrzeby i upodobania.
Przykład. Tkaczyk znakomicie charakteryzuje znaczenie luki informacyjnej w grach i w edukacji. Aby podjąć działanie, rozpocząć poszukiwania, trzeba sobie uświadomić jakiś brak - czegoś nie wiemy, dlatego chcemy się nauczyć. Autor stawia niezwykle celne w kontekście edukacji szkolnej pytanie: “Jak powiedzieć dziecku, że się myli, nie karząc jednocześnie pomyłki?” (s. 107) Mamy prawo nie wiedzieć, nie umieć. Mamy prawo do błędu. Szkoła musi dawać uczniom poczucie kompetencji i bezpieczeństwa, budować zdrowe poczucie własnej wartości, które pozwala przyznać się do niewiedzy. Czy pomyślelibyście, że grywalizacja może dotyczyć tak subtelnych i ważnych spraw? W wydaniu Pawła Tkaczyka - tak.
Stworzeni, by grać?
Im więcej się dyskutuje o edukacji, tym bardziej trzeba uważać na śmiertelną powagę, jaka tej dyskusji towarzyszy. Nauka może się jawić jako nudny obowiązek. Bardziej postępowi postrzegają ją jako drogę do zaspokojenia ciekawości, co może z pewnością sprawiać przyjemność. Jednak i tej postawie towarzyszy czasem lekko nabożny stosunek do edukacji. W świetle grywalizacji zaś nauka może być po prostu zabawą, mało tego - nasza fizjologia zdaje się wskazywać, że to podejście jest najbliższe naszej naturze. Bowiem, jak podkreśla Tkaczyk “… gry bazują na emocjach, które uaktywniają się w najstarszych, gadzich częściach naszego mózgu, a części te są wspólne dla wielu, nawet prymitywnych gatunków”. Dobrym grom towarzyszy uczucie błogosławionej produktywności. Być może dzięki wykorzystaniu grywalizacji może ono towarzyszyć również nauce?
Dajmy uczniom możliwość wyboru
Spędzamy na nauce zbyt wiele czasu, by pozwolić sobie na traktowanie jej jak przykrego obowiązku. Mamy prawo czerpać z nauki przyjemność, tak, jak czerpiemy ją z gier.
Co zabija przyjemność gry w szkołę? Według Tkaczyka szkoła posiada niemal wszystkie cechy gry: współzawodnictwo, niepewność losową, wcielanie się w role, mocne doznania zmieniające rzeczywistość, ciekawość i nagrody. Brakującym ogniwem jest autonomia gracza. Szkoła nie jest grą dobrowolną. Możemy jednak tak aranżować warunki nauki, by wprowadzić element autonomii ucznia - na przykład na poziomie wyboru metod opracowania materiału, tempa lub kolejności realizacji kolejnych celów dydaktycznych. Gra musi być interaktywna - a zatem “wciągnięcie” w nią uczniów jest koniecznością.
“Gry nagradzają eksplorację, przyjemność z odkrywania nowego świata, a zaangażowanie budują poprzez danie graczom autonomii. Jeśli chcemy, by szkoła angażowała uczniów tak samo, jak aktywności pozaszkolne, dajmy im autonomię. Musimy pozwolić im samodzielnie odkrywać świat, najlepiej poprzez interakcję z innymi” (s. 106).
Bezcenne umiejętności poznawcze
Edukacja obejmuje kształtowanie umiejętności poznawczych oraz nabywanie wiedzy. Stopień, w jakim uczniowi uda się przyswoić wiedzę, oraz poziom stresu, jaki temu towarzyszy, zależą od poziomu umiejętności poznawczych ucznia.
Grywalizacja dostarcza idealnych mechanizmów, które pomogą kształtować te umiejętności w sposób lekki i przyjemny. To kapitał, którego nie sposób przecenić, i zarazem - w moim przekonaniu - największy potencjał grywalizacji w edukacji. O tym, jak te mechanizmy wykorzystać, pisze autor w sposób jasny i przystępny - odsyłam do lektury książki.
Potęga narracji
Jednym z elementów każdej gry jest zestaw reguł, które tworzą coś w rodzaju kodeksu gracza. Sygnalizuję tylko ten temat jako wart przemyślenia, jeśli stwierdzimy kiedyś, że naszym uczniom i podopiecznym obce są wszelkie kodeksy honorowe - warto pamiętać, że kodeks gracza rodzi się na bazie określonej narracji. Narracja jest elementem gry. Może też z powodzeniem być narzędziem pracy mądrego pedagoga. Wypróbowaliście siłę tworzenia historii, które intrygują, ciekawią i motywują uczniów?
Stworzone na miarę
Jedną z kluczowych zasad wszelkich gier jest odpowiednie stopniowanie wyzwań, z którymi mierzy się gracz. Nie za łatwe, nie za trudne - zadania stawiane przed uczniem mają być dla niego angażującym wyzwaniem, pozostającym jednak koniecznie w sferze jego możliwości. “Gry uczą (...), że w wirtualnym świecie zawsze jest coś do zrobienia, że warto spróbować czegoś nowego, a co najważniejsze, że to zadanie nie przekracza ich - graczy - możliwości. To gry, a nie szkoła, uczą dziś nagradzania za wysiłek, nie karząc przy tym za porażkę. (...) Drugim elementem, który kształtuje zaangażowanie i ‘pilny optymizm’ w graczach, jest poczucie mistrzostwa. Zadania, które gra przed nimi stawia, choć wydają się epickie, zawsze są do zrealizowania” (s. 106).
Ilu graczy, tyle gier
Autor wskazuje również (i znakomicie charakteryzuje) różne typy graczy - to ważne w kontekście indywidualizacji kształcenia. Gra nie musi być taka sama dla wszystkich - w zależności od typu gracza (ucznia) akcentujemy jej inne aspekty lub modyfikujemy cele i sposoby ich osiągania.
Z ogromną przyjemnością poświęciłabym więcej miejsca mechanizmom gry, omawianym przez autora. Odsyłam jednak do lektury. Zapowiem jedynie, że odnalazłam wśród nich zasady, które stanowią podstawę jednego z najpopularniejszych obecnie systemów edukacji alternatywnej - Montessori. Wybitna pedagożka, żyjąca na początku XX wieku, z pewnością nie kojarzy się współczesnym z grami. Cechy gier wskazane przez Tkaczyka wykazują jednak zdumiewające podobieństwo ze spostrzeżeniami Montessori.
Zamiast zakończenia
“Do aktywności, w którą wcześniej zakradała się nuda, wróciła radość i zaangażowanie”. Czy można życzyć czegoś lepszego szkole i edukacji w ogóle?
Książka Pawła Tkaczyka jest dobrym krokiem w kierunku spełnienia tych marzeń. Systemu edukacji nie uzdrowią bowiem wyłącznie pedagodzy ani politycy, potrzebna jest mentalna rewolucja i wszechstronna, multidyscyplinarna dyskusja o szkole. “Grywalizacja” jest w tej dyskusji znakomitym głosem.
blog.2edu.pl; Katarzyna Mitschke, 2012-01-27
Na premierę tej książki czekałem z niecierpliwością. Powodów było jak zwykle kilka, głównym z nich była osoba Pawła Tkaczyka, który na naszym blogu gościł już kilkukrotnie. Jego poprzednia publikacja o tajemniczym tytule “Zakamarki Marki” bardzo szybko stała się bestsellerem, głównie dzięki przystępnemu językowi oraz nieszablonowemu podejściu do tematu. To co wyróżnia jednak obie książki na tle innych to pomysłowe i co najważniejsze skuteczne akcje reklamowe, które sprawiły, że pojęciem grywalizacji zainteresował się każdy, kto z marketingiem ma styczność choćby minimalną.
Nie ma w Polsce osoby, która z pojęciem tym kojarzyłaby się bardziej niż Paweł. Zanim w ogóle poznaliśmy datę premiery książki otrzymaliśmy możliwość zapoznania się z grywalizacją poprzez profile na Facebooku oraz Twitterze a także starannie wyselekcjonowane artykuły z zagranicznych serwisów. Kiedy kolejne polskie blogi oraz magazyny zaczęły poruszać temat grywalizacji wiadomym stało się, że książka będzie prawdziwym hitem. Czy tak się stanie przekonamy się jednak już niebawem.
Przeczytanie całości zajęło mi dwa wieczory. Nie udało się w jeden tylko i wyłącznie z powodu natłoku innych obowiązków. Już pierwsze akapity sprawiły, że przestałem bać się o sposób przekazania treści przez autora. Tajemnicze wprowadzenie sprawiło, że szeroki uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Dlaczego? Przeczytajcie sami, zdradzę tylko, że sam w świecie World of Warcraft spędziłem całe 4 lata. Czemu wspominam o tym właśnie teraz? Spokojnie, tą tajemnicę poznacie czytając zapowiadający ciekawą lekturę pierwszy rozdział.
Co zatem dzieje się dalej? Paweł zabiera nas w świat grywalizacji, tłumacząc jej tajniki na swój, dobrze znany większości, sposób. Kolejny raz okazało się, że zawodowa maksyma Pawła mówiąca o tym, że zarabia na życie opowiadaniem historii, sprawdziła się i w tym przypadku. W książce nie znajdziecie regułek, nudnych opisów czy marketingowego bełkotu. Od samego początku ma się wrażenie, że uczestniczymy w pewnym wydarzeniu, że poznajemy coś zupełnie nowego. Tego stanu rzeczy nie zmienia nawet fakt, że tak naprawdę grywalizacja jest obecna w naszym życiu od bardzo dawna, zanim ktokolwiek postanowił przypisać jej jakąkolwiek definicję.
Lektura książki na pewno rozbudziła moją ciekawość. Elementy rywalizacji wplecione umiejętnie w codzienne życie w szkole bądź pracy? To może się sprawdzić, powiem nawet, że już sprawdza się znakomicie. Warto więc dowiedzieć się czegoś więcej, szczególnie jeżeli może to podnieść skuteczność naszych działań.
Każdy z nas lubi rywalizować, jeszcze bardziej lubi wygrywać. Jeżeli najnudniejsze zajęcia urozmaicimy mechanizmami znanymi z gier, okazać może się, że szara codzienność nabiera odrobinę koloru. Komu więc poleciłbym lekturę “Grywalizacji”? Z tym pytaniem mam chyba największy problem. Jest to na pewno obowiązkowa lektura dla każdego, kto interesuje się marketingiem i chciałby być na bieżąco w tej tematyce. Grywalizacja została uznana za jeden z najważniejszych trendów roku 2012, warto więc zapoznać się z nią już dziś. Jednocześnie przeczytać ją może praktycznie każdy, zawiera ona bowiem wiele porad, które zastosować możemy skutecznie w naszym codziennym życiu.
Podsumowując – autor, tematyka, wydawnictwo oraz cena to elementy, które sprawiają, że “Grywalizacja” powinna stać się obowiązkowym elementem Waszej domowej biblioteki.
newcreative.pl; Artur Smolicki,
Grywalizacja – dla kogo, o czym i jak możesz skorzystać z jej lektury?
Czym jest Grywalizacja? Nie ma sensu abym silił się na własne tłumaczenie tego terminu. Warto bowiem, aby temat był jasny, a zatem przytoczę definicję stworzoną przez samego Pawła Tkaczyka:
Przeniesienie mechanizmów znanych z gier (także komputerowych, choć nie tylko) do rzeczywistego świata, aby zmieniać ludzkie zachowania, nazywamy grywalizacją.
Grywalizacja – książka dla każdego gracza gry w życie?
Dla kogo jest przeznaczona gRywalizacja? Bo przecież nie może być dla wszystkich. Prawda? Po lekturze książki doszedłem jednak do wniosku, że jak się porządnie zastanowić, to jest ona jednak dla wszystkich.
Wiele osób zaznajomionych z tematem, wchodzi bowiem w grYwalizację zazwyczaj od strony marketingu. Zresztą sam podtytuł brzmi „Jak wykorzystać mechanizmy gier w działaniach marketingowych”
Łatwo jest więc pomyśleć, że jest to książka dla tych którzy zajmują się marketingiem, prowadzą własną firmę czy pracują jako marketer. No i oczywiście się nie pomylą.
Dla gracza Biznesowego
Bo po pierwsze jest to książka dla każdego, kto zajmuje się marketingiem.
Są w niej bowiem zawarte przykłady wykorzystania mechanizmów gier do zwiększania konkurencyjności marki i ulepszania marketingu. Chociażby poprzez tworzenie unikalnego doświadczenia, którego klient nie przeżyje u konkurencji. Doświadczenia rozumianego w kategorii gry właściwie niemal teatralnej. Bo jak pisze Paweł Tkaczyk marka to gra. Jeżeli twoja gra będzie lepsza niż konkurencji to z nią wygrasz :)
Ja do dzisiaj pamiętam jakim niemal właśnie teatralnym doświadczeniem była wizyta w Apple Store. Do teraz zastanawiam się jak zdobyć fundusze na 3x droższego laptopa Apple zamiast kupić sobie laptopa „Windowsowego”. Jedno doświadczenie i tak duża zmiana zachowania.
To trzeba przeżyć, żeby zrozumieć. Właśnie niczym sztuka czy gra teatralna.
Ale niech Cię pozory i podtytuł nie zmylą. Wykorzystanie gryWalizacji w marketingu to nie wszystko.
Dla gracza związanego z Edukacją
Po drugie jest też wiele jej zastosowań w edukacji. Kiedyś dawno temu miałem marzenie, żeby zmienić system nauczania. Jednym z moich pomysłów było wywalenie ocen. Bo to kompletna bzdura porównywać się do innych. Z punktu psychologicznego jest to jedna z najgorszych krzywd jaką można zrobić naszej samoocenie – zakotwiczyć ją do zmiennych warunków zewnętrznych i dodatkowo nie kontrolowanych przez nas samych. Dzieci w szkole i już dorośli po przejściu przez maszynkę edukacji z szarganymi nerwami gwarantowane.
A czy nie lepiej było by zamiast ocen dawać punkty? Na studiach zawsze się wkurzałem, że osoby leniące się przez semestr mogły potem tylko zdać egzamin i hola. Pouczyły się przez kilka dni, zdały, zapomniały. A ocena została. A co z tymi którzy mają inny styl uczenia się. Dlaczego mają być poszkodowani? Tutaj na ratunek może przyjść właśnie grywAlizacja i zamiast ocen można by wprowadzić punkty.
Cieszę się, że coś o czym pomyślałem na studiach jest lub ma szansę niedługo stać się rzeczywistością. Wtedy punkty za rzetelną pracę w czasie semestru będą takie same jak za zdanie egzaminu. Oba typy uczenia się mogą przejść na wyższy poziom. Piękny przykład sytuacji wygrany – wygrany. Jak tu nie chcieć się uczyć, kiedy wiesz, że będziesz nagradzany za wysiłek a nie wynik? Od razu odpada strach przed popełnianiem błędów i nauka przyśpiesza tempo. Zmiana zachowania z „nie chcę się uczyć, bo nauka jest nudna” na „ja chcę znów uczyć się o świecie i ludziach, bo to fajne” niemal gwarantowana.
Dla gracza w miejscu pracy
Po trzecie można też z powodzeniem stosować mechanizmy grywalizacyjne do zmiany zachowania w miejscu pracy. Pamiętasz jak szef ostatnim razem wspomniał, że Zenek z innego działu osiągnął najwyższy wskaźnik sprzedaży? A może zabiegi grywaLizacyjne w Twojej pracy są odrobinę lepiej zorganizowane i macie tablicę osiągnięć poszczególnych zespołów, tak jak ja miałem pracując w HP? To wszystko są zabiegi stosujące mechanizmy gier mające motywować Cię do zwiększonego wysiłku i zmiany zachowań na porządane przez firmę.
Tak więc jeżeli jesteś właścicielem firmy i chcesz aby Twoi pracownicy wydajniej pracowali i robili to z zadowoleniem, to Grywalizacja też jest dla Ciebie. Jest też dla Ciebie jeżeli jesteś pracownikiem szefa, który wykorzystuje grywalizację. Możesz dzięki wiedzy o grywalizacji „ograć system”. Jak? Zachęcam do przeczytania książki.
Dla gracza-konsumenta
Ja natomiast wpadłem na jeszcze jedno jej zastosowanie o którym Paweł Tkaczyk nie napisał (a przynajmniej wprost, bo zapewne wydaje się to oczywiste). Jakie zastosowanie? Otóż nawet jeżeli nie jesteś właścicielem firmy, pracownikiem czy nauczycielem, to na pewno jesteś konsumentem. I w tym momencie właśnie masz szansę wynieść porządną wartość z książki.
Jako konsument uzbrojony w wiedzę na czym polega grywalIzacja, masz szansę na oparcie się próbom zmiany Twoich zachowań przez osoby trzecie :) A jestem pewien, że wcześniej czy później, takie mniej etyczne próby wykorzystania grywalizacji do sprzedania Ci więcej rzeczy niż potrzebujesz, na pewno się pojawią.
Jak widzisz grywaliZacja ma mnóstwo potencjalnych zastosowań i niemal każdy może na posiadaniu wiedzy o niej skorzystać.
otwieraczumyslow.pl; Piotrek, 2012-01-15
Paweł Tkaczyk przyjął na siebie rolę ewangelizatora w zakresie grywalizacji. Ta młoda gałąź marketingu ma być kolejnym krokiem milowym w zdobywaniu klientów, osiąganiu najlepszych wyników i podboju rynku XXI wieku.
Czym jest grywalizacja? Autor pisze:
"Gry komputerowe, tak jak kreskówki z Myszką Miki, warunkują nas do pewnych zachowań. A ponieważ spędzamy na graniu mnóstwo czasu, warunkowanie to jest niezwykle silne i zaczyna być widoczne w wielu miejscach, które do tej pory z graniem nie miały wiele wspólnego. Ten trend nazywa się grywalizacją (ang. gamification) – mechanizmy znane z gier (nie tylko komputerowych) są używane, by zmienić nasze zachowania w prawdziwym życiu. Jak to działa?"
Oczywiście to dopiero początek definicji tego, przez co możemy wpływać na rzesze ludzi. Jest dużo w tej teorii pomysłów Zimbardo, pojawia się Huizinga oraz inni badacze, którzy grę (nie tylko komputerową oraz playstation) traktują jako najważniejsze odkrycie człowieka.
Książka napisana jest w sposób przystępny, nawet dla laika, który nie chce wykorzystywać grywalizacji w praktyce. Autor bawi się z nami zostawiając puste miejsca w tekście zmuszając do aktywnego odbioru treści. Szkoda jednak, że w książce nie ma bibliografii dotyczącej problemu oraz przypisów, które ułatwiłyby poszukiwania w źródłach.
Szkoda także, że Paweł Tkaczyk zapominał, jak ma na imię jego siostrzeniec :) Ale to szczegół – miejmy nadzieję, że rodzina się nie obrazi.
Ciekawa książka – warto.
ksiazka-online.pl; 2012-01-03
Każdy z nas chętnie poddaje się czasem rywalizacji. Lubimy brać udział w konkursach i grach, które potrafią się zaangażować. Ta część naszej natury jest doskonałym sposobem na przyciągnięcie konsumentów do marki i związanie ich z nią na dłużej. Jest kluczem, dzięki któremu nasz przekaz marketingowy skutecznie dotrze do konsumentów. Grywalizacja, bo tak nazywamy zmianę codziennych czynności w gry, jest również numerem jeden na liście trendów 2012 roku przygotowanej przez specjalistów Millward Brown Global Futures Group.
Publikacja listy trendów niemal zbiegła się z premierą książki Pawła Tkaczyka Grywalizacja. Trzeba przyznać, że Paweł jest jedyną osobą, która kojarzy się z tym terminem. To taki nasz „guru grywalizacji”:)
A książka? Mam to ogromne szczęście, że miałam możliwość przeczytania jej w całości już teraz, mimo tego, ze sprzedaż rusza 30 stycznia. Książka jest cieńsza niż wcześniejsza publikacja Pawła (Zakamarki Marki), ale niemniej treściwa. Można się z niej dowiedzieć co nieco o historii gier. Wprowadzenie jest ważne, ale mnie bardziej zainteresowała praktyczna strona grywalizacji – czyli przełożenie zdrowej i tak niedocenianej w szkołach rywalizacji na jej wartość edukacyjną oraz zastosowanie technik gier w pracy. Niemniej ważna jest znajomość typów graczy, ważnych dla nich elementów gry czy mechanizmy rządzące światem gier. Wszystko w fajny i przystępny, charakterystyczny dla Pawła sposób. Ale muszę przyznać, że trafiają się fragmenty, które mnie nużyły. Na szczęście nie trafiały się często. Nie wciągnęła mnie również gra, w którą Paweł próbuje zaangażować czytelnika. Ale to raczej dlatego, że tak mnie pochłonęła lektura książki, że nie chciałam się rozpraszać.
Książka rozczuliła mnie dedykacją, którą się rozpoczyna:) Polecam tę publikację tym, którzy nie wiedzą, co to geocaching i tym, którzy tę „dyscyplinę” znają bardzo dobrze. Tym, którzy grają w World of Warcraft aby dowiedzieli się jak umiejętności nabyte w świecie gier przełożyć na rzeczywistość i tym, którzy w tę grę nie grali, aby poznali skuteczny sposób na angażowanie innych w pracę i różne projekty. Grywalizacja jest dla wszystkich – warto wiedzieć jak grać żeby satysfakcja rosła a cyfry na tablicy wyników szybowały wysoko.
marketingdokobiet.pl; 2012-01-03
