W nim też nie było nikogo? Na żadnej z tysiąca fotografii rysy jego nie są podobne do niczyich innych? Za taktownym umiarem jego spokojnych słów tkwiło to samo, co za słowami Szekspira: trochę chłodu, sen, którego nie prześnił nikt oprócz niego?
Kiedy we wczesnym dzieciństwie ojciec odkrywał przed nim na szachownicy sekrety paradoksów Zenona z Elei - Achilles nigdy nie doścignie żółwia, strzała nie przedziurawi tarczy, ruch jest niemożliwy - pewnie już przeczuwał, że jakby na przekór Zenonowi doskonała ciemność dojdzie do oczu na długo przed śmiercią. Tak musiało się stać. Nieuchronność przedwczesnej czerni - to był znak cechowy genów. Ale nie żalił się. Nie było w nim protestu. Od początku - z pedanterią skrajnego flegmatyka - gromadził w głowie świat. Kształty, barwy, faktury, szarą nostalgię ulicy Maipu w Buenos Aires, grę smug na sierści tygrysa, wszystko. Wszystko i to, na co był skazany. Biblioteki. Książki, których liczba była liczbą piasku - nieogarniony kopiec cudzych snów napisanych.
Nic nie przepadało, nie marło, nie znikało - jakby mózg nie znał ulgi zapominania. Wszystko migotało, zlepiało się w sen bez dna, w nieskończony labirynt rzeczy i słów, gdzie czas zatacza koła, a racjonalność kruszeje. Gdy zapowiedziana ciemność stanęła blisko, miał już w głowie ogromną odpowiedź na świat, który znikał. Nie lękał się. Powiedział tylko łagodnie: przyjście ślepoty było łagodne jak wolno zapadający zmierzch. Od tej pory - przez kogokolwiek o cokolwiek pytany - czynił to samo. Pod powiekami patrzył w pamiętliwą czeluść swej głowy - i szedł tam. Wędrował - mówiąc.
Właśnie tym są dwa doskonałe tomy rozmów "W dialogu", rozmów, które z nim Osvaldo Ferrari snuł. Pierwszy tom wyszedł u nas (Wydawnictwo HELION) rok, może dwa lata temu. Drugi - teraz. Dwie księgi, niespieszna kronika przejścia przez ten jego sen ogromny, przejścia ostatniego - gdy rozmawiali, do śmierci zostało mu mało, prawie nic. Dwa tomy - każdy w 45 rozdziałach. 90 stacji, 90 spacerów, 90 opowieści, 90 pokazów wierności własnym mitom, bez wiecznego krążenia wokół których nie umiał oddychać. Szara nostalgia Buenos Aires. Dante. Kafka. Tango. Szekspir, który jest nieskończonością. Przyjaźń. Metafora. Sny. Kult książek. Sonet. Pamięć... W zbiorze "Twórca" ślepiec mówił o losie pisarza próbującego odmalować świat. Oto pokornie szkicuje słowami portrety - a przed śmiercią odkrywa: że ów cierpliwy labirynt linii jest podobizną jego własnej twarzy". Więc - zawsze tylko ja" Więc W dialogu" to w istocie - on, ślepiec z ulicy Maipu Więc odpowiedź na świat - a tym był lepiony w głowie labirynt - ostatecznie jest twarzą śniącego, wciąż tą samą twarzą w 90 odcieniach?
Jeśli tak, to czy na końcu życia (Achilles dogonił żółwia, strzała ugodziła tarczę) ślepiec usłyszał frazy, które w jego opowiadaniu "Everything and Nothing" - w okruchu rozpoczynającym się słowami: Nie było w nim nikogo" - Bóg mówi do stygnącego Szekspira Czy usłyszał szept idący z wichru: Mnie także nie ma. Wyśniłem świat, tak jak ty wyśniłeś twoje dzieło, mój Jorge Luisie Borgesie, a pośród rozlicznych kształtów moich snów byłeś i ty, który, tak jak ja, jesteś wieloma i nikim" Nie ma odpowiedzi. Tak zostanie.
Dziennik Polski; Paweł Głowacki, 08/08/2008
"W dialogu" - zapis rozmów Jorge Luisa Borgesa Osvaldo Ferrariego - to być może ostatni portret wielkiego Argentyńczyka, człowieka, który gotów był unicestwić się dla literatury. Co więcej - on to właściwie zrobił.
W swoim czasie kulturową silę książek można było mierzyć, obnosząc się z nimi w miejscach publicznych, badając reakcje co ładniejszych dziewcząt i próbując przyciągnąć ich uwagę. "Opowiadania" Jorge Luisa Borgesa (wydanie z 1978 roku, w kremowoburej okładce) były jedną z ostatnich książek, które mogły pełnić podobną funkcję, a i tak nie szło za dobrze. Wiem, bo sam to robiłem. Przy czym trudno powiedzieć, czy wiosną 1990 roku to Borges był już pisarzem przebrzmiałym, czy ja sam, przenośny stojak na Borgesa, nie spełniałem minimalnych wymogów atrakcyjności (z dużym prawdopodobieństwem), czy może wtedy właśnie zaczął się powolny upadek książki jako symbolu pewnego zdrowego intelektualnego snobizmu. 10 lat wcześniej Gra w klasy" Cortazara albo Sto lat samotności" Marąueza stwarzały, jak się zdaje, ogromne możliwości podrywu. A tu proszę. Kiedy o tym myślę, nasuwa mi się konkluzja, że zawsze przychodzi nam żyć w nieodpowiedniej, niewygodnej epoce - albo za wcześnie, albo za późno. W dodatku czasy nieszczęsnej transformacji ustrojowej były początkiem końca jakiegokolwiek intelektualnego snobizmu, z racji nagłego pojawienia się milionów snobizmów bardziej atrakcyjnych, gotowych do nabycia za żywą gotówkę.
Dobrze, że późno
Dziś Borges dołączył do panteonu pisarzy, których się poważa, ale chyba już nie czytuje. Tak jak hasło Polska" wywołuje w dalekich krajach odzew Walesa!" i niewiele ponadto, podobnie Argentyńczyk (nigdy, nawiasem mówiąc, nie dostał literackiego Nobla) bywa kwitowany paroma słowami kluczami: A, Borges, to te tygrysy, labirynty i lustra... I jeszcze był ślepy". Tymczasem mowa o jednym z najbardziej wpływowych twórców współczesności, prozaiku i poecie, który mniej lub bardziej jawnych epigonów mógłby liczyć na setki, jeśli nie tysiące. Autor "Fikcji" został przez Zachód odkryty późno, dopiero na początku lat 60., kiedy w sztuce i literaturze modernizm powoli ustępował pola. Stało się to w dobrym momencie: właśnie Borgesowi przypadło w udziale przeprowadzenie sztuki pisarskiej do ponowoczesności. Gdyby jego światowa kariera zaczęła się wcześniej, zostałby zapewne jeszcze jednym oryginalnym, acz nieistotnym eksperymentatorem - szczęśliwie (dla niego i dla sztuki) Europa i Stany Zjednoczone, zamiast przekładaniem argentyńskiej prozy, były zajęte lizaniem ran po wojnie światowej, żelazną kurtyną, telewizją i ubieraniem się na czarno w duchu egzystencjalnym. Nie tylko Borges zresztą skorzystał na tym wieloletnim zastoju: to samo można powiedzieć o Władimirze Nabokowie czy Witoldzie Gombrowiczu. Oni również długo (i dość niecierpliwie, w przeciwieństwie do niego) czekali na swój czas, a na końcu drogi czekała na nich sława ojców założycieli postmodernizmu.
Między przeszłością a przyszłością
O ile w przypadku większości z nas stwierdzenie, że żyjemy zawsze za wcześnie albo za późno, przeważnie się sprawdza, o tyle Jorge Luis Borges mógł się przydarzyć tylko raz i wtedy właśnie się przydarzył, jako unikalny łącznik między przeszłością a przyszłością. Autorów kryminałów, romansów i powieści eksperymentalnych jest więcej niż prusaków w gomułkowskim bloku, i wszyscy - zgodnie ze swoją konformistyczną prusaczą urodą - są do siebie podobni. Borges byl unikalny, skrajnie osobny, paradoksalny. Czy dałoby się go mimo wszystko powtórzyć W opowiadaniu Pierre Menard, autor Don Kichota" twórca zabawia się osobliwym eksperymentem myślowym zakładającym, że możliwe jest odtworzenie dzieła sprzed wieków tak, jakby się było jego autorem. A nawet więcej, możliwe jest napisanie wspomnianego dzieła od nowa tymi samymi słowami, skoro już posiadło się całą wiedzę o świecie czasów, w których powstało po raz pierwszy. Nie tak dawno podobny trud podjął Jacek Dukaj - jego Lód" jest powieścią XLX-wieczną, ale pisaną z perspektywy człowieka XXI wieku, z całym bagażem historii nagromadzonej między epoką pary a epoką internetu. Oczywiście Dukaj nie kreował na nowo, on swoją XIX-wieczną powieść najpierw wymyślił, a potem odtworzył (a może było jeszcze inaczej ). Niemniej intelektualny żart Borgesa oblekł się niespodziewanie w ponadtysiącstronicową formę.
Świat Borgesa bez Borgesa
Za przewodnik po Borgesie mogą służyć nie tylko jego utwory literackie, ale też dwa tomy świetnych rozmów, jakie z pisarzem przeprowadził w latach 1984 - 1985 Osvaldo Ferrari. W dialogu" to zapis audycji radiowych, w których panowie prowadzili swobodną konwersację na tematy bliskie autorowi Biblioteki Babel" - to również być może ostatni w ogóle obszerny dokument uwieczniający twórcę - wówczas już sędziwego, 86-letniego człowieka, pogodzonego z własnym odchodzeniem. Zmarł w niecały rok po zakończeniu tych spotkań.
Najważniejsza chyba kwestia, którą należy wziąć pod uwagę, to bezwzględne oddzielenie od siebie Borgesa pisarza i Borgesa człowieka. Śledzenie jego kariery artystycznej przez pryzmat biografii jest pozbawione sensu - nie tylko dlatego, że życie twórcy nie było szczególnie interesujące (młodzieńcze frustracje, dominująca matka, lęk przed kobietami, ucieczka w lekturę, postępująca ślepota - czy z tego da się ułożyć coś wykraczającego poza banał ). Argentyński pisarz zrobił bowiem wiele, by na różne sposoby zamaskować autorstwo swoich tekstów. Nie on jest centralną postacią własnych opowiadań, ale precyzyjnie skonstruowana metafora - często ukryta w naukowej, słownikowej, encyklopedycznej stylizacji - z której przebija elementarna obcość odczuwana w stosunku do otaczającego świata i samego siebie. Krótko mówiąc, żeby wkroczyć w świat Borgesa, trzeba najpierw usunąć z niego Borgesa, a zostawić wykreowany przez niego groźny, samopowtarzalny kosmos. Kosmos, który jest snem nieśnionym przez nikogo, snem bez podmiotu. Jeśli w ogóle można w tej przestrzeni wyobrazić sobie samego Borgesa, to stanowi on lustro, w którym odbija się inny Borges, w którym odbija się kolejny... Żeby lepiej uchwycić specyfikę owej literatury, dobrze jest obejrzeć album M.C. Eschera - Borgesa grafiki. Obaj opowiadali o tym samym, chociaż skrajnie różnymi językami. Obaj kreślili paradoksy nie dlatego, by udowodnić ich wewnętrzną sprzeczność, ale by pokazać, że logika i racjonalność nie są wszechmocne - a może, nawet bardziej, aby zademonstrować ograniczony potencjał ludzkiego umysłu, niezdolny wyzwolić się z labiryntu, który sam powołał do życia. Labiryntu życia, społeczeństwa, historii.
Eskapizm, nie awangarda
Autor Księgi piasku" był -jak na awangardzistę - twórcą nietypowym, bo wpatrzonym w przeszłość. Rzeczywistość jego tekstów jest niezmienna, zakonserwowana, statyczna i cała zbudowana z literatury. Ideałem była dla niego sytuacja, w której tekst staje się bytem autonomicznym, całkowicie zrywając kontakt ze światem, a czerpiąc jedynie z innych tekstów. Oczywiście, możemy powiedzieć, że to eskapizm, i pewnie nie będziemy się mylić. Borges uciekł między półki biblioteki nie tylko przed chaosem codzienności, ale i przed sobą samym. Zapytany przez Ferrariego o wspomnienia z dzieciństwa, odpowiada:
- Pamiętam przede wszystkim książki. Właściwie lepiej byłoby nazwać Argentyńczyka nie awangardzistą, ale ariergardzistą - nie było w nim buntu, nie podejmował walki, uważając, że w literaturze wszystkie rewolucje prędzej czy później zostają stopione w jednolitą tradycję. Korzystając z fotograficznej pamięci i niebywałej erudycji, spoglądał za siebie. Z fragmentów, cytatów, myśli innych ludzi konstruował opowiadania-metafory kolekcjonował kurioza, bawił się filozoficznymi ideami, encyklopediami, słownikami. Homer też miał swojego Homera" - stwierdzał, cytując wypowiedź przyjaciela z młodości, i - mimochodem - stając się pionierem intertekstualizmu. Brzydził się też polityką. I chociaż opowiadania "Loteria w Babilonie" czy "Biblioteka Babel" można uznać za wyrafinowane portrety totalitaryzmu, jest w nich tyle teraźniejszych odniesień, co w prozach innego z wielkich uciekinierów w literaturę, H.P. Lovecrafta, czyli prawie wcale.
Ukontentowany nieistnieniem
Z punktu widzenia dzisiejszych wymagań, jakie stawia się pisarzom, Borges jest kompletną pomyłką, godną prześmiewczych anegdot. W okresie absolutnej hegemonii powieści uparcie odmawiał uprawiania powieściopisarstwa, argumentując, że satysfakcjonują go tylko krótkie formy prozatorskie (dziś już właściwie w agonalnym zaniku). Zapytany, czy interesują go odbiorcy jego książek, odparł, że niespecjalnie i że gdyby znalazł się na bezludnej wyspie, też by pisał, w stałym, codziennym rytmie, o ile wcześniej, oczywiście, odzyskałby wzrok. Ukryty w cieniu wielopiętrowych regałów nawet nie próbował wyjść światu naprzeciw - twierdził zresztą, że uważa się za lepszego czytelnika niż pisarza. Późny sukces go przytłoczył, a pocieszenie znalazł - niczym nawiedzony profesor z zakurzonego laboratorium - w prowadzeniu kompletnie oderwanego od rzeczywistości seminarium o języku staroangielskim. Nietrudno sobie wyobrazić, jak gładko przebiegałaby współcześnie promocja książki nieznanego autora tak nonszalancko traktującego własną twórczość i samego siebie. W konstelacjach centrów handlowych, w czasach marketingowego szumu, Borges - gdyby się taki jakimś cudem raz jeszcze narodził - przepadłby bez wieści, podobnie jak jego literatura: solipsystyczna, erudycyjna, delikatna.
A przecież był to człowiek obdarzony niesłychaną intuicją - weźmy choćby pierwsze z brzegu opowiadanie Ogród o rozwidlających się ścieżkach", być może unikalny w historii prozy utwór o strukturze fraktalnej. Borges stał się także odnowicielem mitu jako sposobu rozumienia świata: on ów mit - stojący u źródeł literatury - z tej właśnie literatury odzyskał i podarował współczesnej kulturze, zaopatrując go w nieodzowny ironiczny cudzysłów. A przy tym - o czym wiemy - Argentyńczyk był mistykiem dalekim od jakiejkolwiek religijności. Trudno o lepszą diagnozę naszej epoki, wieku poszukiwaczy mitologii pozbawionej wiary; poszarpanej, przeżutej mitologii z surowców wtórnych. Wydaje się zresztą, że - na przekór modzie na sławę - Borges nie miałby nic przeciwko temu, by zostać zapomnianym. Ostatecznie nie znamy i nie poznamy imienia tego, który był przed Homerem. Pozostał tylko w słowach.
Dziennik; Piotr Kofta, 07/2008
Jorge Luis Borges, Osvaldo Ferrari: W DIALOGU I-II - Około pięciuset lat przed nadejściem ery chrześcijańskiej w Wielkiej Grecji wydarzyła się najlepsza rzecz, jaką rejestruje historia powszechna - odkrycie dialogu" - pisze Borges. "Pochwała kilku Greków, którzy wątpili, przekonywali, spierali się, zmieniali opinie" i bez których nie sposób zrozumieć kultury Zachodu, otwiera jego krótki prolog do tej książki. Pod tekstem data: 12 października 1985 roku. Osiem miesięcy później autor Ale-fa" umarł.
U końca swojej drogi, od dawna już niewidomy, z nadzwyczajną lekkością i humorem wędruje po rozległych obszarach pamięci, a szlak tej wędrówki wytyczają w równym stopniu tematy zaproponowane przez rozmówcę, co swobodne skojarzenia. Radiowe rozmowy Jorge Luisa Borgesa (rocznik 1899) z młodszym o pół wieku (rocznik 1948) Osvaldo Ferrarim rozpoczęty się w marcu 1984 roku. Zapis dziewięćdziesięciu spotkań przed mikrofonem Radio Municipal w Buenos Aires wypełnił dwa grube tomy. Pierwszy ukazał się po polsku w ubiegłym roku, drugi - w ostatnich dniach.
Borges nie chciał znać wcześniej tematu kolejnej rozmowy, Ferrari zaś nie przeszkadzał mu oddawać się dygresjom. Nie zamierzał prowadzić typowego dziennikarskiego wywiadu, wcielał się raczej w skromniejszego partnera dialogu, co najwyżej dyskretnie korygującego jego przebieg i podsuwającego kolejne wątki. Wystarczyło wspomnieć o jednym z jego [tj. Borgesa] ulubionych pisarzy czy przywołać znane mu dzieło - wspomina Ferrari - by natychmiast podchwycił wątek, proponując nowe rozumienie, nową interpretację myśli pisarza czy utworu; wystarczyło zacytować myśl filozoficzną, która była mu bliska, czy też religię, która go interesowała, aby uzyskać odeń ich odmienną, całkowicie osobistą wizję. Wystarczyło przypomnieć mu podróże, które odbył, kraje, które poznał, aby przedstawił szczegółowy rejestr swoich wrażeń i jeszcze obraz literatury danego obszaru". Żywość umysłu starego pisarza sprawiła, że w tej swobodnej, meandrycznie prowadzonej rozmowie odsłoniły się zarysy jego prywatnego kosmosu, w którym świat realny stopił się z literaturą.
"Mam tylko kilka myśli i zawsze wyrażam je wielokrotnie"- żartuje w pewnej chwili Borges. Rozdział, w którym pada to zdanie, traktuje o motywach powracających w jego dziele: tygrysach, labiryntach, białej broni, lustrach. Ja nie wybrałem tych tematów; to one wybrały mnie" - tłumaczy pisarz. Własna twórczość, ale też własna biografia jawią się tutaj jako dana z góry część większego planu, choć nie nakreślił go raczej osobowy Bóg chrześcijan.
"Rozmowa o klasykach łaciny doprowadziła nas do rozważań o entropii" - dziwi się nagle Ferrari. W dialogu" przypomina trochę intelektualny kalejdoskop. Wergiliusz i Lukrecjusz, Skandynawowie, Anglosasi i Celtowie. Conrad, Melville, Henry James, Shaw, Yeats, Kipling i Chesterton, a obok Wolter ( Brak podziwu dla Woltera jest najwyższą formą głupoty") i Flaubert. Poe i poeci Nowej Anglii. Cervant.es i wymyślony przezeń Alonso Quijano. Sokrates, Spinoza, Schopenhauer. Mistyk Swe-denborg i racjonalista Bertrand Russell (jego Historię filozofii Zachodu" zabrałby Borges na bezludną wyspę). Buddyzm i... feminizm; zachwycając się Orlandem" Virginii Woolf, Borges tłumaczy, że jej Własny pokój", manifest w obronie praw kobiet, mniej go interesował - jestem feministą, więc nie trzeba mnie do feminizmu przekonywać". Oczywiście Szekspir ( czułem związek pomiędzy Szekspirem i nieskończonością") - i lądowanie na Księżycu, zdaniem Borgesa najważniejsze wydarzenie XX stulecia.
Lista niezmiernie długa, znajdziemy na niej jeszcze komentarze Borgesa do własnych utworów, portrety przodków i przyjaciół, a także skrócony kurs historii literatury argentyńskiej; czytelnikowi bardzo się przydają przypisy wydawcy polskiego. A zza tej mnogości wyłania się fascynujący autoportret wielkiego pisarza.
Tygodnik Powszechny; LEKTOR, 07/2008