"Sztuka gościnności. Jak zachwycać ludzi i dawać im więcej, niż się spodziewają" Will Guidara
"/" border="0" src="https://static01.helion.com.pl/global/okladki/vbig/sztgos.jpg" style="padding: 20px; float: left; width: 200px; height: 285px;">
Bestseller New York Timesa!
To był eksperyment, który zmienił wszystko. Will Guidara wprowadził pewne zmiany w przeciętnej nowojorskiej brasserie. Wkrótce Eleven Madison Park stała się legendą. Otrzymała cztery gwiazdki od New York Timesa, trzy gwiazdki Michelin, a jedenaście lat później została uznana za najlepszą restaurację na świecie. Co właściwie zrobił Will Guidara? Na pozór nic wielkiego - zadbał o gościnność, tak niezapomnianą i niesamowitą, że aż nierozsądną. Bądź nierozsądny i zainspiruj się!
Ta wyjątkowa książka pokaże Ci, jak wywierać ogromne wrażenie na drugim człowieku. Wystarczy, że zamiast zwykłej obsługi zaoferujesz mu gościnność. Dzięki temu poczuje się wyjątkowy. Ta idea pozwoli Ci zrozumieć, że prawdziwy sukces polega nie tylko na doskonałym produkcie czy świetnym wykonaniu, ale przede wszystkim na zapewnianiu niezapomnianych doświadczeń. Dowiesz się również, jak wyjść poza oczekiwania klientów, zrobić na nich piorunujące wrażenie niezależnie od branży i sprawiać, by ludzie wracali po więcej. Bez względu na to, czy prowadzisz restaurację, butik, hotel, czy zarządzasz zespołem - idee opisane w tej książce staną się Twoim kluczem do sukcesu. Każda organizacja może czerpać korzyści z przemyśleń Willa Guidary! ⚪🟡🟡⏰ PREMIERA już 22 lipca🟡🟡⚪
👇🏼🟡✨ PRZECZYTAJ FRAGMENT ✨🟡👇🏼
U siebie, w Stanach, byliśmy na szczycie. Nasza restauracja Eleven Madison Park niedawno otrzymała cztery gwiazdki od „New York Timesa”, a także kilka nagród Jamesa Bearda. Ale kiedy wraz z moim partnerem, szefem kuchni Danielem Hummem, przybyliśmy na przyjęcie koktajlowe w noc poprzedzającą rozdanie nagród dla pięćdziesięciu najlepszych restauracji na świecie w 2010 roku, World’s 50 Best Restaurants 2010, zrozumieliśmy, że to była zupełnie inna liga. Wyobraź sobie słynnych szefów kuchni i restauratorów, o których tylko słyszałeś, a którzy kręcą się gdzieś obok, popijają szampana i spotykają się ze znajomymi — i żaden z nich z nami nie rozmawia. Nigdy wcześniej nie czułem się tak bardzo jak pierwszoklasista z liceum, który próbuje się dowiedzieć, gdzie ma usiąść. Nawet wtedy, gdy naprawdę byłem pierwszoklasistą. Zaproszenie na tę imprezę to wielki zaszczyt.
Nagrody dla pięćdziesięciu najlepszych restauracji zostały rozdane po raz pierwszy w 2002 roku, ale natychmiast stały się bardzo znaczące w branży. Przede wszystkim o ich przyznaniu decydowało jury składające się z tysiąca uznanych ekspertów z całego świata. Nigdy wcześniej nikt się nie zastanawiał nad tym, jak względem siebie wypadają najlepsze restauracje na świecie. Właśnie dlatego te nagrody stały się bodźcem dla restauratorów prowadzących wspomniane lokale: aby nie ustawać w wysiłkach i nie spoczywać na laurach.
Ceremonia wręczania nagród odbyła się w londyńskim Guildhall, tak królewskim i imponującym, że równie dobrze mogłaby mieć miejsce w samym pałacu. Wreszcie razem z Danielem usiedliśmy, bardziej niż tylko trochę onieśmieleni. Zaczęliśmy głupio się zastanawiać, gdzie też mogliśmy uplasować się na liście, na podstawie tego, gdzie siedzieliśmy względem takich szefów kuchni jak Heston Blumenthal z angielskiej restauracji Fat Duck czy Thomas Keller z Per Se, którzy rok wcześniej znaleźli się w pierwszej dziesiątce. Zgadywałem, że na czterdziestym miejscu. Daniel, który zawsze jest większym optymistą, zakładał miejsce trzydzieste piąte.
Światła przygasły, grała muzyka. Gospodarzem wieczoru był przystojny, elegancki Brytyjczyk. I choć jestem prawie pewien, że przed wybuchem bomby odbyły się wszystkie grzecznościowe formalności i uprzejmości w stylu „dziękujemy za przybycie”, niewiele z tego zapamiętałem. Usłyszałem jedynie, jak mężczyzna powiedział: „Na dobry początek numer pięćdziesiąt, prościutko z Nowego Jorku: Eleven Madison Park!”. Zmiotło nas z powierzchni. Pochyliliśmy głowy i wpatrywaliśmy się w swoje stopy. Niestety nie mogliśmy wiedzieć (ponieważ zostaliśmy zaproszeni na to wydarzenie po raz pierwszy i ponieważ nasza restauracja została wyczytana jako pierwsza), że w momencie, gdy konferansjer wyczytuje nazwę restauracji, na wielkim ekranie pojawia się obraz przedstawiający osoby odbierające nagrodę. Dzięki temu reszta audytorium mogła zobaczyć, jak poszczególni laureaci się z niej cieszą.
Tylko że my się nie cieszyliśmy. Byliśmy na samym końcu listy! Gdy przerażony dostrzegłem nasze przygnębione twarze na wysokim na trzydzieści stóp ekranie, szturchnąłem Daniela i obaj zdobyliśmy się na wymuszone uśmiechy i machnięcia. Ale to było za mało i za późno. Audytorium wypełnione po brzegi najbardziej znanymi na świecie szefami kuchni i restauratorami — naszymi bohaterami — zostało już świadkami naszej klęski. Ta noc skończyła się dla nas, zanim w ogóle się zaczęła. Na późniejszym przyjęciu natknęliśmy się na Massima Botturę, włoskiego szefa kuchni w restauracji Osteria Francescana z siedzibą w Modenie, która może się pochwalić trzema gwiazdkami Michelina i która znalazła się na szóstym miejscu na liście (nie żebyśmy liczyli). Zobaczył nas, roześmiał się i nie mógł przestać: „Chłopaki, wyglądaliście na dwa nieszczęścia!”. No może i tak, bo jakoś nie było nam z Danielem do śmiechu. To oczywiście był wielki zaszczyt znaleźć się na liście pięćdziesięciu najlepszych restauracji na świecie i doskonale o tym wiedzieliśmy. Jednak — chyba niekoniecznie chcieliśmy zająć ostatnie miejsce.
Wcześnie wyszliśmy z imprezy i wróciliśmy do naszego hotelu, wzięliśmy z baru butelkę burbona i usiedliśmy na schodach na zewnątrz, gotowi utopić w nim nasze smutki.