Recenzje:
Piękna dziewczyna i wyjątkowy mężczyzna. Oboje pełni temperamentu, pociągający i fascynujący - również siebie wzajemnie. Oboje skrywający tajemnicę. Poznali się przypadkiem, niczym w tandetnej komedii pomyłek - ale tu nie było happy endu. Los z nich zakpił, zadrwił, jakkolwiek to brzmi. Zamiast namiętnego finału niedowierzanie i rozczarowanie: on jest jej szefem. Związek, który nie ma sensu i przyszłości, miłość, która wymaga zarówno odwagi jak i walki... Tak właśnie zaczyna się pierwszy tom pozornie interesującej pozycji, opowiadającej o miłości, przyjaźni i tańcu, ale i cierpieniu i cieniami, które nie chcą odejść... Ona jest piękną studentką, która dorabia sobie asytą na uniwersytecie. Została właśnie przez przyjaciółkę zaproszona na kolejną podwójną randkę, choć tego nie lubi. Ba! Nawet typa nie zna! Ale mimo to, idzie na to spotkanie, oczekując osobnika najgorszego sortu: kowboja o manierach rodem spod ciemnej gwiazdy. W restauracji siada na przeciw osobnika o zniewalającej aparycji i manierach. Peter, bo tak się niezwykły osobnik nazywa - jest nie tylko przystojny, ale elokwentny i interesujący. Sidney czuje, że przepadnie... i wówczas okazuje się, że to była pomyłka. Jej przyjaciółka szybko naprawia sytuację i prowadzi naszą bohaterkę własnie do "kowboja". Co dalej, szybko można sobie wyedukować. Sidney ucieka, na parkingu próbuje zebrać emocje, i wówczas na scenę wkracza ON. Peter. Wszystko zmierza do upojnej nocy... ale jednak nie. Nie ma spełnienia. Zresztą, szybko okazuje się, że taka noc mogłaby oboje drogo kosztować. Nasza bohaterka pracująca jako asystentka zostaje przydzielona właśnie Peterowi... nowemu wykładowcy literatury angielskiej. Powiem szczerze. Nie oczekiwałam po tej powieści za wiele. Nie jestem jakąś wielką fanką romansów, zwłaszcza takich, które mogę pojąć fabuła w lot, tylko czytając blurba okładkowego. Nie mniej, skusiłam się. Olbrzymim plusem powieści jest to, jak napisana została lekko. Czyta się przez to błyskawicznie, kolejne strony znikały momentalnie. Ale właśnie... mimo tego "błyskawicznego" czytania, fabuła była dla mnie bardzo miałka i zwyczajna. Zupełnie do mnie nie przemawiała. Oto bowiem mamy kolejną komedię pomyłek (wspominałam już kiedyś, że amerykańskich komedii nie lubię? Nie lubię i tyle, wolę angielski humor), która szybko prowadzi do łózka, oboje do siebie czują silną miętę, ale w ostatecznym rozrachunku i tak muszą o uczucia do siebie i bycie z sobą walczyć. Lekko nie jest, bo całość okrywa mgiełka przeszłości - tej brzydkiej i niefajnej, choć można domyślać się, co i jak w tej przeszłości było. Autorka akurat nie próbowała w żaden sposób tego zakryć i sprawić, że z bijącym sercem będziemy czekać na wyjaśnienie zagadki ;) Nie mniej, w całokształcie źle nie było - ot, pozycja "na raz", pozwalająca mi na chwilę się zrelaksować i zapomnieć o świecie, rozluźnić, bez specjalnego wysiłku i uważnego śledzenia tekstu... Dla osoby młodej, szukającej pasjonującego romansu, ale nie wymagającego za wielkiego skupienia, to będzie pozycja idealna! Ja, mimo iż przeczytałam ją z chęcią, nie zachwyciłam się specjalnie. Prosty język i fabuła wyraźnie nakierunkowane zostały na młodego czytelnika. Bo "to już było", bo miałam wrażenie, że kiedyś już coś podobnego miałam w łapkach. Dwoje skrzywdzonych przez życie ludzi, bolesna przeszłość, oboje uciekają przed tym, co ich spotkało, zakazana miłość i schemat wykładowca – student - znacie to, prawda? No właśnie... Ja też. Ale, nie można mieć wszystkiego! ;) jak na coś, co wypełni jedno popołudnie, jest dobrze. A postacie? Chyba "ciut" za mocno wyidealizowane jak na mój gust. Zarówno ona jak i on przyciągają uwagę, są piękni i utalentowani. Błyskawicznie udaje im się wszystko, co robią. Trochę to drażniące, jak na mój gust. Brakowało mi tu jakiegoś potknięcia z ich strony, czegoś ludzkiego, jakiegoś gestu czy zachowania, które sprawi, że przestaną być "idealnie amerykańscy" a staną się po prostu "ludzcy". Znacie chyba ten typ postaci książkowych, co? Jeszcze nie płaskie jak kartka papieru, ale nie dość głębokie, by się nimi zachwycać. I jasne, nie wykluczam faktu, że znajdą się osoby, którym Sidney i Peter przypadną do gustu! Dla mnie, po prostu... oboje byli nijacy. Jedyne, kogo zapamiętałam w miarę, to ten "kowboj" z początku, z nieudanej randki. A tak... Ehhh, ciężko, no. A okładka? Polska wersja przyciągnęła mi uwagę. Zaintrygowała. ładna dziewczyna z twarzą skryta w półcieniu. Zwłaszcza jej spojrzenie, ni to wyzywające ni przerażone, sprawiło, że się zainteresowałam. Oj tak, takie okładki to ja lubię: można sobie dopowiedzieć o nich całą historię, opowieść, zmieścić ją tylko w jednym spojrzeniu... I chyba tyle ;) "Zranieni" mają niewątpliwie plusy: lekko się czyta, autorka nie wymyślała głębokiej fabuły zmuszającej do uwagi. Ale mają i minusy: postacie, które nie zapadają w pamieć na dłużej, przewidywalna fabuła... Zależy, jak się spojrzy ;) Ale w ostatecznym rozrachunku to lekka pozycja, pozwalająca się zrelaksować z kawą na jedno popołudnie. Może nawet rozpali wyobraźnię sceną z tańcem? Kto wie... ;) Ja osobiście polecam, choć bez wielkich zachwytów.

Kaginbooks.blogspot.com Madej Aleksandra; 2017-08-28


Przyznać muszę, iż lista książek, które pozostały mi do przeczytania zmniejsza się ostatnio w zaskakująco szybkim tempie. Co więc za tym idzie- szykujcie się na dużą dawkę nowych recenzji. Wśród nich znajdzie się wiele pozycji, po które bez wątpienia warto sięgnąć. Całkiem niedawno pisałam Wam o powieści z gatunku new adult, jaką udało mi się pochłonąć- tak więc i tym razem pozostanę przy tej samej tematyce. To moje pierwsze spotkanie z H.M. Ward, której niedługą powieść Zranieni przeczytałam bez ani jednego odłożenia w rekordowo krótkim czasie. Czy jednak udane? Do okładki właściwie nie mam większych zastrzeżeń, choć nie lubię do końca, kiedy ukazane są całe twarze. Wolę fragmenty ciała, zagadkowe odłamki, kawałki materiałów... Preferuję większą tajemniczość i sensualność. Tutaj nie dostrzegam nic wyjątkowego. Opis z tyłu sprawił, iż powieść zaczęłam czytać natychmiast. Relacja wykładowca - studentka, czy też nauczyciel - uczennica fascynował mnie przed wieloma laty na tyle, iż pochłonęłam chyba każdą książkę i film, jaką na ten temat znalazłam. Co prawda fizio ten przeszedł mi na dobre przed kilkoma laty, kiedy to znalazłam szczęśliwą miłość, jednak coś we wspomnieniach zostało, co dało mi sporą siłę napędową do zapoznania się z lekturą. Takie historie zazwyczaj cechują się ciekawym tłem emocjonalnym oraz dynamiczną fabułą. Powieść podzielona jest na liczące sobie kilka-kilkanaście stron rozdziały, napisane językiem przystępnym dla każdego czytelnika. Nie ma tutaj wyniosłych słów. Dialogi są naturalne, opisy nie przynudzają przesadną długością. Błędów żadnych się nie doszukałam. Czyta się lekko i niezwykle szybko. Główna oś opowieści przedstawia historię, która niesamowicie przypomina mi wątek miłości i znajomości Arii i Ezry z Pretty Little Liars, który śledziłam z dużym zainteresowaniem. Nie jest to idealna kalka, jednak ilość cech wspólnych całej historii jest spora. Młoda Sidney zaciągnięta siłą na randkę w ciemno przypadkowo myli stoliki i przysiada się do nieznajomego mężczyzny. Szybko okazuje się, iż rozmowa jest łatwa, zabawna i przyjemna, toteż niemalże od razu pojawia się ekscytacja i nić porozumienia. Wszystko komplikuje się jednak kolejnego dnia, kiedy okazuje się, iż poznany na randce Peter jest nowym wykładowcą, którego w dodatku asystentką jest główna bohaterka. Oboje dochodzą do wniosku, iż kontynuacja ich dopiero co rozpoczętej relacji może wszystko nadto skomplikować i jest niebezpieczna, a jednak jakaś niewidzialna siła wciąż ich do siebie przyciąga i zbliża. Sidney i Peter odkrywają się coraz to bardziej i nie mogą przestać mieć się ku sobie. Nie ma tu może nieprzewidzianych zwrotów akcji, czy wielkich emocji, jednak powieść wciąga. Czy jednak główni bohaterowie w tejże skomplikowanej relacji mają szansę na szczęśliwe zakończenie? Choć wątek jest tematem dość często wykorzystywanym w literaturze, czy też filmie i nie jest to intelektualna powieść, zmuszająca czytelnika do myślenia- czyta się ją szybko. Lektura łatwa i przyjemna, idealna na jesienny wieczór, niewymagający myślowego wysiłku.

okiem-julii.pl


Sidney i Peter poznają się w nietypowej sytuacji. Dziewczyna myli mężczyznę z kimś innym i siada obok niego w restauracji. Natychmiast tworzy się między nimi niezaprzeczalna chemia. Wszystko jednak utrudnia fakt, że Peter zostaje wykładowcą, a Sidney jego studentką. Ich zakazana fascynacja naznaczona jest również przez demony przeszłości. Na pierwszych kilkudziesięciu stronach powieści odczułam wielkie rozczarowanie. Główna bohaterka wprost rozpływa się nad przystojnym Peterem i zupełnie traci rozum. Każde kolejne słowa wyrażają jej zachwyt nad nim. Miałam wrażenie, że czytam jakiś akt uwielbienia i to okropnie słaby. Dialogi średnie, dyskusje bohaterów raczej na niezbyt wysokim poziomie, a opisy skupiają się wyłącznie na cudownym Peterze. Na początku zastanawiałam się, czy nie mam do czynienia z erotykiem, ale nie bójcie się, to był wyłącznie mój błąd. "Mawiał, że życie jest podróżą. Że nikt nie wie wszystkiego - i najlepsze w tym jest to, że wcale nie musi. Twierdził, że nie trzeba być wszechwiedzącym, żeby wiedzieć, jak żyć." Niektóre sceny budziły mój śmiech. Nie znaczy to, że były zabawne, ale wręcz absurdalne. Rozmowa o chusteczce higienicznej była dla mnie tą, która wywołała u mnie napad śmiechu, a dyskusja o poezji również wywarła u mnie mieszane emocje. Ku mojemu zdziwieniu, między tymi zdaniami, można było odnaleźć sporo ciekawych myśli. Mimo tego jak bardzo irytowała mnie powieść na początku, z czasem zaczęła mnie strasznie wciągać. Być może to ja przestałam oczekiwać ambitniejszej treści i po prostu pozwoliłam sobie zatracić się w całej historii. Czego nowego możecie oczekiwać od tej lektury? Absolutnie niczego, ale jeśli należycie do fanów New Adult to na pewno spodoba Wam się cały schemat powieści. "Czasami nie ma odpowiednich słów. Nie ma nic, co można by zrobić, żeby było lepiej." Jeśli już mowa o schematach to ta powieść powiela ich wiele. Zakazana miłość, drastyczna przeszłość i fascynacja pełna pożądania, to chyba tematy, o których czytamy w każdej powieści tego gatunku. Zatem, jeśli tak jak ja od czasu do czasu pozwolicie sobie na kolejną banalną i schematyczną historię to czytajcie śmiało. Zapewniam Wam, że zapewni Wam całkiem niezłą rozrywkę na nudne wieczory. "Niestety w prawdziwym życiu nie ma opcji "cofnij". Nie możesz po prostu wymazać wszystkiego i zacząć od nowa." Książkę na pewno poleciłabym wielbicielom "Przyrodniego brata". Jeśli zaczytywaliście się w tej powieści, to ta również powinna przypaść Wam do gustu. Czy sięgnę po kolejne części? Tego jeszcze nie wykluczam, serii również nie skreślam, ponieważ mimo wszystko czytało mi się ją bardzo lekko. Być może również Wy lubicie czasem poczytać te proste historie to zdecydowanie jest to coś dla Was.

Pomiędzy książkami Aleksandra Miazek


„Zranieni” to debiut na naszym rynku wydawniczym bestsellerowej amerykańskiej autorki, H.M. Ward,. To lekka powieść z gatunku New Adult, która zachwyciła setki tysięcy czytelników na całym świecie. Brzmi zachęcająco. A jak jest w rzeczywistości? Czasami życie płata nam figle, czego najlepszym przykładem jest historia Sydney i Petera. W wyniku pomyłki podczas randki w ciemno, niczego nieświadoma Sydney przysiada się do stolika Petera, myśląc, że to on jest facetem, z którym umówiła ją przyjaciółka. Gdy sprawa się wyjaśnia, okazuje się, że jej właściwa randka, ma wobec niej zupełnie inne zamiary i pozawala sobie na zbyt dużo. W wyniku tego Sydney ucieka z restauracji, wpadając ponownie na Petera. Wieczór kończą w jego mieszkaniu, choć, ku obopólnemu niezadowoleniu, ostatecznie do niczego między nimi nie dochodzi. Wszystkiemu winna jest przeszłość obojga. Wkrótce okazuje się, że ten przystojny, inteligentny i wrażliwy mężczyzna, z którym połączyła ją niezwykła więź, jest nowym wykładowcą akademickim, a Sydney jest jego asystentką i, co gorsza, studentką. Oboje czują, że nie są sobie obojętni, łączy ich jakaś więź, związana również z dawnymi czasami a także taniec. Jednak na ich drodze do szczęścia stoją względy etyczne oraz bolesna przeszłość. Gdy zaczęłam czytać „Zranionych”, jej treść przywiodła mi na myśl jedną z moich ulubionych powieści Colleen Hoover, czyli „Pułapki uczuć”. Przewija się w niej bardzo podobny wątek, jak u H.M. Ward, czyli dziewczyna poznaje chłopaka, zaczyna coś ich łączyć i nagle okazuje się, że jest on jej nauczycielem i ich związek nie może mieć miejsca. Jednak tutaj bardzo duże znaczenie ma również przeszłość tych dwojga, nie tylko to, co dopiero będzie mieć miejsce. To dwie poranione dusze, które trafiły na siebie, najwyraźniej po to, by pomóc sobie wzajemnie odzyskać w życiu szczęście. Każde z nich ucieka w mniejszym lub większym stopniu przed bolesną przeszłością i własną rodziną. Sydney ścigają demony przeszłości związane z wydarzeniem z końca szkoły. Dziewczyna uciekła przed swoim oprawcą oraz przed rodziną, która wystąpiła właściwie przeciwko niej. Uciekła w dosłownym znaczeniu, gdyż nikt z jej bliskich nie wie, gdzie Sydney przebywa obecnie. Peter zaś nosi w sobie bolesne wspomnienia o śmierci i rozstaniu. „Zranieni” to stosunkowo krótka powieść, bo licząca zaledwie 203 strony. Jednak w tej dość cienkiej objętościowo powieści, autorka poruszyła wiele bardzo ważnych tematów. Brakowało mi tu jednak jakiegoś „wow”, które wywołałoby we mnie któreś z przeczytanych zdarzeń. Jest raczej spokojnie, bez większych szaleństw. Zdarzały się momenty, że niechętnie odrywałam się od książki, ponieważ zaczynało być ciekawie, ale brakowało mi takiego momentu, który porwałby mnie bez reszty. Mimo to, nie skreślam autorki i bardzo chętnie przeczytam, co było dalej, gdyż H.M. Ward zakończyła powieść dość interesująco, zachęcając do sięgnięcia po jej kontynuację, która ma się ukazać po wakacjach. Powieść ta jest dość schematyczna. Dwie skrzywdzone osoby, które z jakiegoś powodu nie mogą być ze sobą, choć coś ich łączy. Mimo to, czyta się ją bardzo przyjemnie. Zanim jednak skrytykujecie tę historię, że „przecież to wszystko już było”, chciałabym zwrócić Waszą uwagę na to, że w oryginale książka została wydana w 2013 roku. W „Zranionych” nie znajdziecie wielkiej namiętności, wybuchów pożądania, gorących scen. To raczej delikatna opowieść o rodzącej się przyjaźni, uczuciach i walce z demonami przeszłości, które nie pozwalają na normalne funkcjonowanie w życiu codziennym. Polecam książkę osobom, które szukają czegoś krótkiego i lekkiego, pozwalającego po prostu na oderwanie się od codzienności. Taka odskocznia, mająca dać chwilę relaksu. Jest poprawnie, bez szaleństwa, ale całkiem sympatycznie. Ciekawa jestem Waszej opinii na jej temat. Podzielcie się swoimi wrażeniami.

Kulturantki.pl Kasia; 2017-08-14


Są rany, które nawet z biegiem czasu nie znikają. Nie da się ich pozbyć żadnymi sposobami. Po prostu gdzieś tam są, raz po raz powracając wraz ze wspomnieniami z przeszłości. Życie wcale nie jest tak kolorowe, jak mogłoby się wydawać.To ciągła walka z własnymi demonami, pokonywanie kolejnych dni z nadzieją, że jutro będzie odrobinę lepiej. Ciągle pojawiają się pytania: Co by było, gdyby można było cofnąć czas? Albo podjąć zupełnie odmienną decyzję? Studia dla Sidney to szansa ucieczki przed traumatyczną przeszłością, która gnębi ją od kilku lat. Jej życie to pasmo porażek. Aż wreszcie pojawia się nadzieja: zupełnie przypadkiem spotyka Petera, niezwykle interesującego i przystojnego mężczyznę, który od pierwszych chwil zawraca jej w głowie. Wszystko wydaje się iść w dobrym kierunku, ale wtedy okazuje się, że... Peter jest jej wykładowcą akademickim. Dwójka zranionych ludzi. Zakazane uczucia. Czy to ma jakiekolwiek szanse na przetrwanie? "Prawda jest taka, że kiedy wydarzy się coś złego, nie ma sposobu, żeby to odkręcić. Niestety, w prawdziwym życiu nie ma opcji "cofnij". Nie możesz po prostu wymazać wszystkiego i zacząć od nowa". Nie oczekiwałam wiele po tej książce, ale byłam ciekawa w szczególności jednego motywu: relacji na linii studentka ? wykładowca. Czasami lubię poczytać takie zakazane romanse, dlatego też z optymizm podeszłam do lektury Zranionych. Książka jest bardzo cieniutka, więc obawiałam się, że nie wszystko zostanie należycie rozwinięte. I rzeczywiście po skończeniu został mi po niej lekki niedosyt, szczególnie że autorka urwała akcję dosłownie w połowie wątku. To typowe new adult. Mocno poranieni ludzie walczący z losem, który szczególnie okrutnie ich naznaczył, trudna miłość, która nie miała prawa istnieć, czy chociażby próby odbudowania normalnego życia, to jedne z ważniejszych zagadnień poruszonych przez autorkę. Nie oszczędzała żadnej postaci, ciągle podrzucając im nowe przeszkody. Jednakże po pierwszych stronach miałam raczej negatywne odczucia: wszystko działo się zbyt szybko i bez jakiegokolwiek sensu. Dopiero w dalszej części fabuły zaczęło być lepiej. Bohaterowie byli całkiem dobrze wykreowani. Sidney na samym początku niezmiernie mnie irytowała. Całe szczęście, że w pewnym momencie poszła po rozum do głowy, bo przez moment miałam wrażenie, że to kolejna pusta dziewczyna, które jedynym atutem jest wygląd. Życie jej nie oszczędzało. Miała pewne problemy z samą sobą i demony z przeszłości, których nie potrafiła pokonać. Podobnie było z Peterem. Nosił na barkach ciężar ogromnej straty, która całkowicie go odmieniła. Był jedną z niewielu postaci, którą dało się lubić. Przystojny, inteligentny, a także wrażliwy. Tylko wewnętrzne rany nie pozwalały mu w pełni cieszyć się życiem. "Czasami nie ma odpowiednich słów. Nie ma nic, co można by zrobić, żeby było lepiej". Wątek romantyczny był jednym z najważniejszych elementów fabuły. Zaczęło się od całkowitego przypadku, a skończyło na niezwykle silnej relacji, na dodatek zakazanej. Miłość pomiędzy studentką a nowym wykładowcą? Niemoralne i kompletne niedopuszczalne. A jednak czasami nie da powstrzymać się uczuć, które nawet pomimo strachu i rozbicia kwitną w najlepsze. Z zaciekawieniem obserwowałam poczynania bohaterów, wyczekując nieuchronnej katastrofy, która prędzej czy później musiała nadejść. Taka więź zdecydowanie nie była idealna - za to bardzo ryzykowna, a przez to ekscytująca. Cieszy mnie to, że autorka postawiła bardziej na więzi emocjonalne, a cielesność odstawia na dalszy plan. Podsumowując, Zranieni to książka o trudnej miłości, która nie miała prawa istnieć. To także historia o ludziach, którzy zostali zmuszeni do dźwigania na swoich barkach ciężaru z przeszłości, który nie pozwalał normalnie żyć. Nie mogło zabraknąć zakazanych relacji, prawdziwej przyjaźni, a także zmagania się z własnym cierpieniem. Pomijając niezbyt zachęcający początek, to mogę uznać tę powieść za całkiem dobrą. Nic nadzwyczajnego, ale przyjemnie się czyta. Tylko ta końcówka jakaś taka urwana. To coś dla tych fanów new adult, którym nie znudziły się jeszcze utarte schematy. "Mawiał, że życie jest podróżą. Że nikt nie wie wszystkiego - i najlepsze w tym jest to, że wcale nie musi. Twierdził, że nie trzeba być wszechwiedzącym, żeby wiedzieć, jak żyć".

http://zagubiona-wslowach.blogspot.com/ CLAUDIA ANN; 2017-08-18


Sidney i Peter spotykają się zupełnie przypadkowo w restauracji, dziewczyna myli stolik i swojego towarzysza, z którym jest umówiona na randkę w ciemno. Niespodziewanie dla niej samej mężczyzna wydaje się jej bratnią duszą i czuje się przy nim bardzo bezpiecznie. Niestety zabawna komedia pomyłek ma swój niezbyt miły finał, bo Sidney dostaje kosza. Na jej nieszczęście okazuje się, że ten budzący w niej pożądanie mężczyzna jest wykładowcą akademickim, a ona jego asystentką i studentką, więc nie tak łatwo uda się jej o nim zapomnieć. Czy w akademickim świecie pełnym zasad i reguł, pojawi się, choć nikła nadzieja na szczęśliwy happy end? Wszystko byłoby łatwiejsze, gdyby oboje nie zmagali się z bolesną przeszłością, która każdego dnia nie daje o sobie zapomnieć. Czy mimo przeciwności losu odnajdą drogę do własnych serc? „Zranieni” H.M. Ward to typowy romans, napisany podług utartych schematów, on to jej szef i wykładowca, a ona to jego asystentka i studentka, a między nimi zakazane uczucie, więc to to, co znamy z wielu innych książek tego gatunku. Niemniej jednak zostałam także kilka razy miło zaskoczona, a historia tej dwójki bohaterów przypadła mi do gustu, więc na pewno przeczytam kolejną część, mimo tego, że do książki mam kilka małych zastrzeżeń. Autorka porusza w swojej powieści naprawdę trudne tematy, które dotknęły w przeszłości bohaterów, i które powinny mnie wzruszyć, a nawet momentami doprowadzić do łez. Niestety nic takiego się nie stało i teraz nie wiem, czy to tylko moje odczucie, czy coś poszło nie tak. Miałam wrażenie, że właśnie te wątki zostały jakoś mało przez autorkę rozwinięte i nie mogłam się w nie wczuć. Ten brak emocji doskwierał mi najbardziej, bo naprawdę chciałam poczuć ten ból, obawy i lęki bohaterów. Może to wina tego, że książka ma zaledwie 203 strony? Nie wiem, ale czuję, że autorka ma duży potencjał i pokaże go w kolejnej części i wtedy nie doczepię się już do niczego. Muszę wspomnieć także trochę o bohaterach. Sidney to dziewczyna, która ucieka przed przeszłością, przed rodziną, chłopakiem i bolesnymi wspomnieniami. To dziewczyna zagubiona, przestraszona, ale także stawiająca czoła problemom. Jej relacje z mężczyznami nie wyglądają najlepiej i często są przyczyną jej kłopotów. Dopiero poznanie Petera zmienia wszystko i Sidney czuje, że to mężczyzna, który może być tym jedynym, przy nim czuje się bezpieczna i wie, że on ją zrozumie, gdyż sam przeszedł wiele. W swoim już dość długim życiu spotkałam wiele irytujących bohaterek, ale Sidney wszystkie bije na głowę. Jej zachowanie w moim odczuciu wielokrotnie było przesadzone i nawet nienaturalnie. Niezdecydowana do granic możliwości, niby czegoś chce, ale jednak nie chce, niby kocha Petera, ale nie może z nim być. Wiem, że w życiu spotkało ją coś strasznego, ale czy to tłumaczy takie zachowanie? Pozostawiam to Waszej ocenie. Jeżeli zaś chodzi o Petera to, jest to mężczyzna, którego polubiłam. Ujęło mnie jego zachowanie, maniery i to jak potrafił trzymać emocje na wodzy, mimo tego, że rozum cały czas walczył z sercem. Spodobało mi się też to, że podjął męską decyzję za nich oboje, która oczywiście Sidney nie przypadła do gustu. Czy ta dwójka stworzy szczęśliwy związek? Tego oczywiście Wam nie zdradzę. To, co bardzo spodobało mi się w książce, to taniec. Przy tym wątku moja wyobraźnia zaszalała i wcale bym się nie obraziła, gdyby było go w książce więcej. Nasi bohaterowie tańczą swinga, więc wyobraźcie sobie te spocone ciała i iskrzące się między nimi pożądanie, które zauważają wszyscy wkoło, a nie sami zainteresowani. Uważam, że ten wątek wyszedł autorce świetnie i mam nadzieję, że w kolejnej części też, choć na chwilę się pojawi. W książce jedna rzecz mnie zaskoczyła. Przeważnie w romansach pojawiają się gorące sceny łóżkowe, które oczywiście bardzo lubię. ;) Jednak pani Ward pokazała mi zupełnie inny rodzaj pożądania i namiętności, która pojawia się między bohaterami. To wszystko cały czas jest między nimi, momentami aż się iskrzy i czuć magnetyzujące przyciąganie tej dwójki, jednak nie ma finału, nie ma eksplozji to wszystko zostało zostawione na później. Dodało to książce niesamowitego smaku i rozbudziło mój apetyt na więcej. Podsumowując, oceniam tę książkę w miarę dobrze, na pewno spędziłam przy niej kilka miłych godzin, mimo tych niedociągnięć, które wymieniałam wyżej. Zdecydowanie sięgnę po kolejny tom, bo historia mnie zaciekawiła i jestem ciekawa, jak dalej rozwinie się ta znajomość i jak wypadnie zderzenie Sidney z przeszłością.

kobiecerecenzje365.blogspot.com/ Sylwia Stawska; 2017-04-30


Spotyka się z nim zupełnie przypadkiem, a nawet można rzec, zupełnie pomyłkowo. To miała być randka w ciemno, więc sądziła, że to właśnie o niego chodzi - a przynajmniej chciała, by tak było, bowiem od razu między nimi mocno zaiskrzyło. Orientując się jednak, że to nie jej kandydat do randkowania, idzie do odpowiedniego chłopaka. Ale jej właściwa randka nie kończy się najlepiej i znów przypadkowo odnajduje się z tajemniczym mężczyzną. Tym razem spotkanie ma swój finał u niego w mieszkaniu... Sidney nie ma za sobą wiele spotkań czy nawet niewinnych randek. W jej przeszłości wydarzyło się coś, co ogromnie ją zraniło i ból ten nieustannie obecny jest w jej sercu. Nie ufa mężczyznom, nie potrafi się na nich otworzyć, ale jednocześnie czuje, że wyjątkiem może być tajemniczy, przypadkowo poznany mężczyzna. Nieco komplikuje się, kiedy okazuje się, że nieznajomy ten jest jej nowym wykładowcą, a ona nie tylko jego studentką, ale i asystentką... Para coraz bardziej otwiera się na siebie, jednak duchy przeszłości nie odpuszczają tak łatwo i nie pozwalają całkowicie o sobie zapomnieć. Czy będzie to bariera, którą pokonają? A może pojawią się dodatkowe komplikacje, bardziej przyziemne, występujące tu i teraz? Co będzie z Sydney i Peterem? Czy w ogóle będą jacyś "oni"? Powieść jest pierwszym tomem historii Sydney i Petera. Napisana jest w narracji 1-osobowej, tj. Sydney dzieli się z nami swoimi przeżyciami, emocjami i wszystkimi odczuciami. Dzięki temu powinno być nam dużo łatwiej wczuć się w jej rozterki i całą historię, ale szczerze mówiąc, mi się to za bardzo nie udało. Powieść, owszem, czyta się błyskawicznie, napisana jest bowiem prostym językiem i ciekawi jesteśmy, jak to wszystko ostatecznie się zakończy, ale... sama bohaterka wydaje mi się być nieco naiwna, niezdecydowana, sama nie wie, czego tak naprawdę chce i do czego dąży. Nie będę zdradzała szczegółów, ale powiem tylko, że po opisie książki spodziewałam się czegoś innego, nieco głębszego i bardziej dojrzałego. Na jej plus napiszę jednak, że jest duża szansa, że powieść spodoba się młodym dziewczętom, przeżywającym swoje pierwsze miłostki, zafascynowania i problemy z tym związane. Dla starszych i bardziej wytrawnych czytelników to wszystko może być jednak zbyt mało...

wielopokoleniowo.pl Dorota Kotlińska; 2017-04-22


Myślę, że każdy czytelnika ma swój ulubiony motyw w książkach czy schemat, który zawsze wywołuje uśmiech na jego twarzy, a książka taka procentuje w jego rankingu przeczytanych powieści. "Zranieni" są właśnie dla mnie taką lekturą, która idealnie trafiła w mój gust. Jest lekka, przyjemna a co najważniejsze dotyczy miłości, która musi stawiać czoła różnicy wieku i pozycji między kochankami. Dodatkowo jest Peter, czyli kolejny bohater literackim, na którego niemiłosiernie czekam w swoim życiu. Sidney Colleli i Peter Granz - ona młoda studentka, on poważny wykładowca - oboje uciekają przed przeszłością. Podczas tego biegu wpadają na siebie, przez przypadek, niefrtunnie Sidney przysiada się do jego stolika w restauracji myśląc, że to z nim jest umówiona. Przypadek sprawił, że tych dwoje się spotkało, ale to oni sami dali szansę uczuciu, które mogło zakiełkować. Oczywiście dzieli ich różnica wieku, a przede wszystkim pozycja społeczna. Nie wypada i nie wolno, aby profesor miał jakiekolwiek stosunki ze studentką. Czy miłość będzie silniejsza od norm społecznych i obyczajowych? Wprost uwielbiam motyw miłości, która nie powinna się zdarzyć, a mimo to się pojawia. Taki mój mały fetysz - lubię takie powieści, w których można dostrzec wyrazisty kontrast pomiędzy bohaterami, którzy przełamują tabu. Moim zdaniem miłość nie zna dat i stopni naukowych - wszyscy wobec niej jesteśmy równi. Miałam ogromną nadzieję, że "Zranieni" okażą się kolejną książką, która potwierdzi moją tezę. Powiem wam tylko tyle, że nie zawiodłam się. "Zranieni" to pierwszy tom cyklu o tym samym tytule. Łatwo można się domyślić, że już umieram z niecierpliwienia czekając na informację o premierze drugiej części. Po przeczytaniu opisu wielu z Was pewnie pomyślało, że to kolejna książka o relacjach wykładowca - studentka i kolejna walka z przeszłością. Tak w istocie jest. Zdaję sobie sprawę z tego, że schemat jest zawsze ten sam i zawsze tak samo powielany, jednak nic nie mogę poradzić na to, że do mnie ta historia po prostu przemówiła. Lubię takie powieści i książkę H. M. Ward również polubiłam i zżyłam się z bohaterami. Oczywiście najbardziej z Peterem. To postać, która posiada wszystkie cechy mężczyzny, który najbardziej pobudza kobiece zmysły. Jest poważny, czarujący, męski, inteligentny - czego można chcieć więcej? Zarówno jego jak i Sidney polubiłam i przez całą lekturę bardzo im kibicowałam. Mam nadzieję, że zaciekawiłam Was historią miłości, która "nie powinna" mieć miejsca (nawet jeśli jest którąś z kolei taką pozycją). Mnie się podobała i myślę, iż Wam również przypadnie do gustu.

Recenzje-sophie.blogspot.com Gabriela Wnuk; 2017-07-18


Są takie książki, które sprawiają dobre wrażenie, kiedy widzisz opis ich fabuły. Postanawiasz taką książkę przeczytać, bo sądzisz, że przyjemnie spędzisz przy niej czas. Kiedy jednak wreszcie zasiadasz do lektury, szybko okazuje się, że pojawiają się pierwsze zgrzyty, a im dalej w nią brniesz, tym jest jeszcze gorzej. Jednym słowem: porażka. Nie lubię takich sytuacji, ale tego czasami nie da się uniknąć. Taką właśnie książką, niestety, okazała się powieść H.M. Ward, Zranieni. Co takiego w niej nie zagrało? Sidney nie ma szczęścia do facetów, dlatego też jej przyjaciółka często umawia ją na randki w ciemno. Kolejna z takich randek ma dość nieoczekiwany przebieg. Dziewczyna przez pomyłkę dosiada się w restauracji do obcego faceta, będąc przekonaną, że to z była umówiona. W wyniku splotu pewnych wydarzeń ląduje jednak u niego w mieszkaniu, gdzie namiętnie się z nim całuje, ale ostatecznie do niczego więcej nie dochodzi. Wkrótce okazuje się, że Peter, ów przystojny nieznajomy, jest nowym wykładowcą na uczelni Sidney, z którym ta nie tylko ma mieć zajęcia, ale także być jego asystentką. W takiej sytuacji nie ma mowy, by coś mogło między nimi się wydarzyć. Oboje dobrze o tym wiedzą, ale nie mogą zaprzeczyć temu, że coś ich do siebie przyciąga. Coś, co daje im siłę, by spróbować zamknąć za sobą trudną przeszłość i zacząć nowy rozdział w życiu. Czy będą jednak mieli odwagę, by sięgnąć po szczęście, mimo trudności? Dobrze wiem, że motyw zakazanego uczucia między wykładowcą a studentką to nic nowego. Sięgając po Zranionych miałam jednak jakąś nadzieję na to, że autorka tej powieści w pewien sposób jednak ujmie mnie tym, jak wykorzysta tak znany motyw. Niestety, nic takiego się nie wydarzyło. Książka nie ma w sobie nic świeżego, to dzieło do bólu wtórne. Fabuła jest przeładowana nieprawdopodobnymi zbiegami okoliczności, dialogi zaś miałkie i nieciekawe. Bohaterowie książki są płytcy, a postacie drugoplanowe ledwie nakreślone. Główna bohaterka i jednocześnie narratorka powieści to postać maksymalnie irytująca. Już pierwsze dwa czy trzy rozdziały były zapowiedzią tego, że nie będę miała z nią łatwej przeprawy – w krótkim czasie Sidney trzy raz zmieniała zdanie w kwestii tego, czy jest dziewczyną, która idzie do łóżka z ledwo co poznanym facetem. Potem było już tylko gorzej. Jej zachowanie jest często nielogiczne, dziewczyna nie wie, czego chce, miota się, bez powodu warczy na innych. Często wspomina o czymś trudnym z przeszłości, ale dopiero w połowie książki dowiadujemy się, co wydarzyło się w jej życiu, że zmuszona była opuścić rodzinne miasto. Część z tego jej tłumaczenia jest jednak mocno naciągana. Irytowały mnie także często powtarzane reakcje Sidney – ciężko jej oddychać, głos więźnie w gardle, nie może wykrztusić z siebie słowa, otwiera i zamyka usta. Ile można czytać w kółko o tym samym? Zastrzeżenia mam także w kwestii tego, jak zostało przedstawione rodzące się uczucie między bohaterami. Jakoś tak zbyt szybko wszystko się rozgrywa, choć nie ma zbyt wielu okazji, by oboje mogli pracować nad jego rozwijaniem. Wielkie słowa i wielkie czyny przychodzą zbyt szybko i zbyt łatwo. Sidney i Peter pałają do siebie uczuciem, choć nie wiedzą o sobie praktycznie nic. Lektura Zranionych nie należała do najłatwiejszych. Książka strasznie mi się dłużyła, mimo swoich niewielkich rozmiarów, i nie wzbudziła we mnie żadnych pozytywnych emocji. Choć odczuwałam pokusę, by porzucić ją w połowie, dotrwałam do jej rozczarowującego końca. Jeśli wcześniej swoim zachowaniem Sidney mnie irytowała, to śmiało mogę stwierdzić, że jej postawa pod koniec prostu mnie załamała. Zakończenie poraża nieprawdopodobnym wręcz przebiegiem wydarzeń. Na koniec dodam jeszcze tylko to, że mam nieodparte wręcz wrażenie, że książka ta straciła nieco w procesie tłumaczenia. Pewne z określeń użytych w tekście wybitnie mi nie pasowały do treści, a sposób zapisu wypowiedzi był czasami bardzo mylący – pojawia się w nich sporo pauz, które wybijały mnie z rytmu, bo nie wiedziałam w pierwszej chwili, czy jeszcze czytam słowa którejś z postaci, czy już fragment narracji prowadzonej przez Sidney. Dawno nie czytałam tak rozczarowującej powieści z tak irytującą bohaterką. Żałuję, że książka ta okazała się tak słaba. Po drugi tom Zranionych, który ma zostać wydany w okolicach września, na pewno nie sięgnę. Tego tytułu nie polecam. Szkoda czasu.

zaczytana-dolina.blogspot.com Marta Tadych


Czytaliście już zapewne książki oparte na schemacie relacji wykładowca – studentka (nauczyciel – uczennica). Zapewne część z nich przypadła Wam do gustu, reszta niekoniecznie… A jak sprawa ma się ze Zranionymi H.M. Ward? Zabierając się za lekturę pierwszego tomu cyklu Zranieni, była nastawiona bardzo pozytywnie. Początek mnie zainteresował, ba! wydawało mi się, że będzie to krótka, acz dość emocjonująca lektura. Kluczem jest tutaj słowo „wydawało”… Niestety im dalej czytałam, tym moje rozczarowanie rosło, aż do samego końca… Absurdalnego końca. Bohaterowie powieści H.M. Ward choć dość sympatyczni są płascy, nijacy wręcz. Nie ma tutaj mowy o głębszym rysie psychologicznym., a ich przeżycia – chyba najistotniejsza część tej ich osobowości są potraktowane strasznie po macoszemu – niby coś o tym jest, ale brak w tym jakichkolwiek emocji… Do tego dochodzi skrajnie idiotyczne zachowanie głównej bohaterki tuż u finału powieści. Racjonalnie myślący człowiek, a zwłaszcza kobieta z jej doświadczeniami, powinna sprawę rozegrać zupełnie inaczej. Akcja książki w większej części daleka jest od dynamizmu. Rozwleczona, wolna – poza paroma momentami – sprawia, że czytelnik jest nią nieco znużony, a patrząc pod kątem ilości stron… jest to nieco męczące. To, co ratuje tę powieść to zdecydowanie dialogi. W znacznej części przyjemne – zabawne, śmieszne, wprowadzające jakikolwiek „ruch” do całości. I oczywiście okładka – subtelna, acz przyciągająca wzrok… a ten napis… Mistrzostwo. Podsumowując: Powieści o relacjach „szkolnych” było już wiele i zapewne wiele powstanie. Zranieni plasują się gdzieś pośrodku tego „nurtu”. Nie jest to rewelacyjna powieść – miała swój potencjał, jednak autorka nie podołała w pełni zadaniu, spłycając co tylko się dało… Z drugiej strony bardzo zła też nie – plasuje się gdzieś pośrodku… Pytaniem pozostaje nadal Wasza chęć to poznania bohaterów z pewnym bagażem doświadczeń i ocenienie, czy lektura była warta zachodu, czy też nie…

papierowybluszcz.blog.pl Michalina Foremska; 2017-05-28


Sidney i Peter to para, której uczucie z góry jest skazane na porażkę. On jest wykładowcą akademickim, a ona jego uczennicą i asystentką. Oboje próbują poradzić sobie z dramatycznymi wydarzeniami z przeszłości, co nie jest takie łatwe... Życie stawia przed nimi kolejne przeszkody. Nie zanosi się na to, aby wszystko zakończyło się happy endem... "Zranieni" to książka, do której podeszłam z dużym dystansem. Jej początek przypomniał mi o tych romantycznych książkach dla nastolatek, które czytałam dziesięć lat temu. Natomiast kolejne strony są dowodem na to, że autorka miała lepszy pomysł na historię. Sidney i Peter są bohaterami mającymi ze sobą wiele wspólnego. Oboje zmagają się z przykrą przeszłością i oboje posiadają mnóstwo barier, które zabraniają im normalnie żyć. Wydaje mi się, że sposób przedstawienia pewnych trudnych tematów został idealnie ukazany przez autorkę. W książce tej nie ma żadnych drastycznych scen, bo jest przeznaczona dla młodzieży. Dzięki temu "Zranieni" pokazują czytelnikowi poważne problemy w subtelny sposób. To już sprawa czytelnika jak on odbiera tę opowieść. Jednak uczucie między głównymi bohaterami czasami bywa irytujące. Ale przyznaję, że być może jestem już trochę za stara na tę książkę. Po prostu romans między nauczycielem a uczennicą czy między wykładowcą a studentką to temat często poruszany w książkach. Sami wiecie... Zakazana miłość, mnóstwo problemów, drastyczna przeszłość... To dość oklepane motywy. Ale coś sprawiło, że bardzo miło czytało mi się tę książkę. Szczerze powiem, że z przyjemnością sięgnę po drugi tom, który ukaże się w Polsce już we wrześniu tego roku. Jestem po prostu ciekawa czy Sindey będzie miała okazję udowodnić swoją wewnętrzną przemianę, czy jej brat w końcu zrozumie jej problemy i czy Peter zdecyduje się uporządkować swoje życie. "Zranieni" to dopiero wstęp do jakiejś obszerniejszej historii i mam nadzieję, że drugi tom będzie lepszy. Czytałam opinie o tej książce na portalu lubimyczytac.pl i wiem, że nie cieszy się dobrą opinią. Mimo tego że książka H.M. Ward zdobyła ogromną popularność w Ameryce i stała się bestsellerem, w Polsce nie przyjęto jej tak ciepło. Ale być może autorka rozwinie wszystkie wątki, zainteresuje także starszą część czytelników i po prostu naprawi swoje błędy. Ja, mimo wszystko, polecam "Zranionych", ale raczej tym nieco młodszym czytelnikom - głównie nastolatkom. No chyba, że, tak jak ja, jesteście ciekawscy. :D I jeszcze jedno! Bardzo podobał mi się motyw tańca. Coś pięknego! :)

Czytanienaszymzyciem.blogspot.com Anna Kałcz; 2017-06-23


Czy lekkie książki o miłości dwóch osób są dla mnie? I tak i nie, zależy chyba jak wygląda ta miłość. Nie znałam wcześniej autorki, ani co lepsze nie wiedziałam, że istnieje taka książka jak „Zranieni”. Editio Red, które podesłało mi ją, za co dziękuję dopiero otworzyło mi oczy. Nie no, żartuję. Nie otworzyło, bo wiecie że czytam niezależnych amerykańskich autorów, ale jednak dzięki nim mogłam poznać historię Sidney i Petera. Dodatkowo zerknąć na tę autorkę na goodreads i voilá. Dowiedziałam się, że seria „Damaged” ma trzy tomy, a sama autorka wydała naprawdę pokaźną ilość książek. Dobra, koniec tego omawiania przejdźmy do historii. Sidney Colleli jest dziewczyną, która uciekła przed przeszłością. Chciała zapomnieć o poprzednim życiu, gdyż to skrywa niewygodną i jednocześnie dość brutalną tajemnicę. W małym mieście w Texasie zaczyna studiować język angielski i dodatkowo jest asystentką jednego z profesorów. Wszystko toczy się normalną rutyną, dopóki jej przyjaciółka Millie, która jest naprawdę zwariowana zaprasza ją na kolejną podwójną randkę. No właśnie. Sid końcem końców, zgadza się na tę zabawę, ale w samej restauracji dosiada się do chłopaka, który wydaje się jej być tym z którym miała się spotkać. Oczywiste jest to, że ten mężczyzna to całkiem obcy człowiek. To Peter. Zawiązuje się między nimi przyjemna rozmowa i oboje czują jakby się znali już od bardzo dawna, a nie od pięciu minut. Po wtopie związaną z randką, przychodzi czas na powrót na uczelnię, na zajęcia. Sidney przychodzi na salę wykładową i zgadnijcie kogo widzi za mównicą? Petera. Okazuje się, że jej tajemniczy rozmówca w restauracji jest także jej wykładowcą, a ona sama zostaje przydzielona do niego jako asystenatka. To nie może się dobrze skończyć. Szczególnie, że demony przeszłości zaczynają się budzić. „Ból nie znika tylko dlatego, że jesteś gotowa go przezwyciężyć. Na to potrzeba czasu.” Powiem Wam szczerze, zaczynając tę pozycję podchodziłam z rezerwą. Sama nie wiem dlaczego. Prawdopodobnie nieznajomość autorki mnie trochę odstraszała. Jednak w miarę czytania, odwracania strony za stroną książka zaczynała się rozkręcać. Przyznam, że nie poczułam tu BUM, mimo że są momenty gdzie wzrok szybciej mija literki, ale jestem ciekawa jak ich historia potoczy się dalej, dlatego będę czekać na kolejny tom. Ogólnie nie mam zastrzeżeń do tej książki. Jest napisana poprawnie, lekko się czyta i świetnie umila wieczór po wymagającym dniu. Jedynie co to tak jak pisałam wyżej, brakowało mi BUM. Ale nie skreślam autorki i zobaczymy co pokaże w drugim tomie. Na poczytanie o tak, gdy nie ma się co czytać, albo na zrealaksowanie się jest idealna. Jeżeli zaś oczekujecie jakiś cudów, czy wartkiej akcji to tutaj tego nie znajdziecie. Z drugiej zaś strony każdy z Nas ma inny gust i co człowiek to opinia. Z chęcią poznam Wasze dotyczące tej pozycji.

podrugiejstronieokladki6.blogspot.com Emilia Zaręba; 2017-06-03


Oboje pełni temperamentu i wdzięku. Spotykają się przypadkowo, na randce w ciemno, która początkowo układa się jak zabawna komedia pomyłek z happy endem... który niestety następuje. Zamiast namiętnego finału Sidney otrzymuje kolejnego kopniaka w tyłek. Na tym rozczarowaniu sprawa się nie kończy. Już wkrótce okazuje się, że ten piękny mężczyzna, bosko zbudowany i silny, a przy tym inteligentny i wrażliwy, jest wykładowcą akademickim, a ona jego asystentką, a także-co gorsza-studentką. Byłoby łatwiej, gdyby Sidney nie ścigały demony przeszłości i gdyby Peter nie nosił w sobie bolesnych wspomnień o śmierci i rozstaniu. Oboje czują, że nie są sobie obojętni-łączy ich więź silniejsza od bólu i strachu. Miłość, którą przyjmują z niedowierzaniem, będzie jednak wymagać odwagi, woli i mocy. Najpierw trzeba stawić czoła przeszłości, aby móc rozpocząć budowę wspólnego szczęścia. Oto pierwszy tom historii Sidney i Petera, którą zachwyciła setki tysięcy czytelników. To zaledwie początek opowieści o dwojgu młodych ludziach, o narastającym pożądaniu, radości żywiołowego tańca, ciepłe młodzieńczej przyjaźni, ale i strachu przed cieniami, które wciąż powracają. Ta wciągająca powieść sprawi, że każdą kolejną kartkę będziesz odwracać z niepokojem i niecierpliwością. Co to za książka ! Ile emocji ! Bardzo spodobał mi się opis z przed książki „ Zgadza Się Życie To Nie Bajka. W Życiu Nie Ma Opcji „ Cofnij” "Przyznam wam się, że serce wali mi dotąd ! Książka jest pełna emocjonalnej huśtawki i rzeczywiście każdą stronę odwracasz i chcesz jeszcze i jeszcze. Zdecydowanie jest to bestseller tego roku! Nie wiem, kiedy ją tak szybko przeczytałam, ale chce jeszcze i jeszcze, a to dopiero pierwszy tom , a co będzie przy kolejnych ? I pytanie, kiedy będzie drugi tom ? Przy czytaniu Zranionych pojawiły mi się w głowie wiele pytań. Ale czy uzyskałam na nie odpowiedzi ? Tak , lecz na nie wszystkie większość dalej czeka na odpowiedź, ale czy drugi tom da te odpowiedzi ? Taka dawka emocjonalna na jeden raz to za dużo ! Kiedy ja się pozbieram po tej książce ?

zaczytanaksiazholiczka.blogspot.com Claudia Sobańska; 2017-06-04


Walka o normalność Kochani jeśli czytaliście już choćby kilka moich wcześniejszych recenzji to zapewne wiecie, że jestem czytelnikiem, który w każdej nawet bardzo słabej książce stara się znaleźć coś dobrego, by nie zniechęcać Was do niej zupełnie, a tym samym dać jej szansę. Dziś jednak mam nie lada problem, bo zupełnie nie wiem, jak i co napisać Wam o książce „Zranieni” H.M. Ward, dla tego może na początku zaznaczę, że to jak ją odbierzecie zależy od kilku czynników. Między innymi od tego, w jakim wieku jesteście, jak wiele książek o podobnej tematyce już czytaliście oraz czego od tej książki oczekujecie. Jeśli czytelnikiem będzie młoda osoba szukająca czegoś lekkiego do poczytania, co nie wymaga dużego skupienia, a co czyta się szybko i łatwo to zapewniam, że „Zranieni” doskonale wpisują się do kanonu takich właśnie tytułów. Natomiast jeśli jesteś osobą, która wybierając książkę do przeczytania ma wobec niej duże oczekiwania i stawia jej wysoką poprzeczkę, to niestety czeka Cię duże rozczarowanie, ale o tym za chwilę. Pozwólcie, że najpierw napiszę kilka słów o samej fabule. Sydney i Peter dwoje ludzi, których losy splata zupełny przypadek. Jedna nieplanowana randka sprawia, że między nimi już na samym początku dzieje się, coś, co dla obojga jest ogromnym zaskoczeniem. Wszystko wydaje się zmierzać ku bajce ze szczęśliwym zakończeniem, ale jak wiemy w każdej bajce są jakieś potwory, demony i czarne charaktery, które starają się zniszczyć to, co piękne, czyste i prawdziwe. Tak jest również i tym razem. Jak się zapewne domyślacie między naszymi bohaterami rodzi się uczucie. Jednak już na samym początku wiemy, że jest to miłość zakazana bowiem Peter jest pracodawcą, a jakby tego było mało wykładowca na uczelni, w której studiuje dziewczyna. Kiedy oboje zdają sobie z tego sprawę czar pryska pozostaje pustka i wewnętrzna walka z samym sobą. Wkrótce dowiadujemy się również, że relacja wykładowca – studentka to nie jedyna przeszkoda na drodze do szczęścia. Tu właśnie dają o sobie znać demony, przed którymi oboje nasi bohaterowie starają się uciec. Nie pojawia się niestety jak to zwykle w bajkach bywa dobra wróżka, która unicestwia potwora i wszyscy żyją długo i szczęśliwie. O nie to nie jest takie proste. W życiu często bywa tak, że demonów, z którymi walczymy nie widać, gdyż kryją się one w naszej głowie niszcząc nas i nasze życie. Dla Sydney i Petera takimi potworami są demony przeszłości, które odebrały im prawdziwe życie. Oboje przeszli bardzo wiele. Zdarzenia z przeszłości zraniły ich serca i duszę. Oboje starają się zepchnąć bolesne przeżycia w najodleglejsze zakątki pamięci, lecz jak zapewne zdajecie sobie sprawę nierozliczona przeszłość prędzej czy później da o sobie znać. Teraz tylko od tej dwójki zależy czy znajdą w sobie na tyle siły, odwagi i determinacji, aby zawalczyć o siebie. Tyle o samej fabule. Teraz powinny paść słowa zachwytu po lekturze i zachęty do bezzwłocznego sięgnięcia po nią. Jednak jak wspomniałam punkt widzenia zależy od punktu patrzenia. Wydaje mi się, że to po prostu nie jest książka dla mnie. Zdecydowanie jest ona adresowana do młodszych czytelników. Mnie samej podczas czytania nieustannie towarzyszyło poczucie, że już gdzieś kiedyś o tym czytałam. Książka jest bardzo schematyczna i powtarzalna. Czytając na usta cisną się słowa „Ale to już było” Dwoje skrzywdzonych przez życie ludzi, bolesna przeszłość, oboje uciekają przed tym, co ich spotkało, zakazana miłość i schemat wykładowca – student, w jak wielu książkach już o tym czytaliście? Jestem pewna, że nie będzie to wasze pierwsze spotkanie z tą tematyką w książce. No cóż, czas przyznać otwarcie, że książka mnie nie zachwyciła. Jest to pozycja do przeczytania naraz i równie szybkiego o niej zapomnienia, choć muszę przyznać, że zakończenie było na tyle dobre, że ze względu na nie dam autorce szansę i sięgnę po drugi tom cyklu mając nadzieje, że będzie on lepszy od tomu pierwszego, a przynajmniej równie dobry, jak zakończenie „Zranionych”. Natomiast decyzję o tym, czy zdecydować się na sięgnięcie po „Zranionych” pozostawiam każdemu z was. Nikogo nie zniechęcam ani nie zachęcam, bo jak pisałam to zależy.

Lubimy Czytać Agnieszka; 2017-04-30


To jedna z tych pozycji, których okładka mnie odepchnęła, a nie zachęciła by po nią sięgnąć. Ale jak to mówią - nie oceniaj książki po okładce. Dodatkowo grubość, a raczej jej brak. Ja uwielbiam książkę, która trochę waży, a stron ma znaczącą ilość. Tu było skromniutko. Ale jak widać nic nie stanęło na przeszkodzie by poznać losy bohaterów stworzonych przez panią Ward. Sidney jest studentką, ale jest też wystraszoną i zagubioną dziewczyną po przejściach przed którymi nadal ucieka. Peter jest wykładowcą, którego życie również nie oszczędziło i z czego efektami zmaga się do dziś. Los chciał, ze drogi obojga się krzyżują i to w niecodzienny sposób. Sid zaproszona na podwójną randkę (w jej przypadku w ciemno) siada przy stoliku niesamowicie przystojnego nieznajomego pewna, że umówiona jest właśnie z nim. Szybko jednak okazuje się, że była to pomyłka, a prawdziwa randka kończy się katastrofą. Życie jednak ma inne plany i jeszcze tego samego wieczoru Sidney natyka się na Przystojniaka, a spotkanie kończy się u niego w domu. Miała być kawa, wyszło coś więcej. Jednak nie tyle na ile ona liczyła. Oboje pewni, że to koniec - żegnają się i tyle. Następnego dnia ona jak zwykle idzie na studia gdzie przy okazji pracuje jako asystentka wykładowcy. Załamana jest od samego rana gdy dowiaduje się, że profesor, któremu asystowała i któremu tak wiele zawdzięczała nie żyje i ma zostać oddelegowana do nowego doktora. Smutna, ale i zaciekawiona rusza na wykład. Jakie jest jej zdumienie, gdy jej nowym przełożonym okazuje się Przystojniak z restauracji i ... nieudanej nocy! On również jest niemniej zaskoczony. Oboje wiedzą, że nie da się zapomnieć o tym co było, a już od pierwszych minut ich spotkania między nimi nie tylko zaiskrzyło, ale pojawiła się mocna nić zrozumienia i bezpieczeństwa. Świadomi tego, że nie maja szans na jakikolwiek związek, bo relacja wykładowca- student jest zabroniona starają się robić wszystko by żyć na stopie przyjacielskiej. Jednak pasja do tańca oraz założenie na uczelni kółka tanecznego sfinansowanego przez Petera nie pomaga... Jakie decyzje podejmą zarówno Peter jak i Sidney? Co się stało w jego życiu, a co w jej, że oboje zmagają się z cierpieniem? Na co zdecydują się bohaterowie? Na próbę stworzenia związku czy może jednak rozejście się w dwie różne strony? Tak jak wspomniałam na początku książka ma niepozorną objętość co niestety daje się odczuć czytając, bo wszystko dzieje się szybko i nie ma czasu na dłuższe zastanowienie się nad czymkolwiek. Troszkę to psuje radość czytania. Ja akurat nie miałam okazji czytać niczego o relacji wykładowca-studentka, więc była to mimo wszystko fajna odskocznia. Książka mimo schowanych dramatów wyjątkowo lekka i przyjemna w czytaniu. Tak na prawdę na kilka godzin. I choć nie jest to pozycja najwyższych lotów to czekam na kolejną część, bo ciekawa jestem dalszych losów bohaterów. No i to co podbiło moje serce to humor. Autorka stworzyła bohaterom tyle niefortunnych sytuacji, że ciężko nie uśmiechnąć się podczas czytania. Pozycja zdecydowanie jako odskocznia od codzienności. Jeśli liczycie na coś głębszego to raczej nie tutaj.

swiatmiedzystronami.blogspot.com Karolina Marek; 2017-06-03


Wszystkie jej randki kończą się katastrofą. Mimo to zgadza się na kolejne i kolejne spotkania aranżowane przez przyjaciółkę. Tym razem jednak wszystko wskazuje na to, że będzie inaczej, bowiem mężczyzna siedzący przed nią, nie przywołuje okropnych momentów z przeszłości, ani nie wywołuje ataków paniki. Niestety okazuje się, że to nie chłopak, z którym była umówiona. Dziewczyna czuje się zażenowana i troszkę zawiedziona. Koniec końców i tak jeszcze tego wieczora wyjeżdżają wspólnie z parkingu restauracji... Pomimo tak obiecującego początku finał okazuje się katastrofalny. Sydney zostaje odtrącona przez swojego Pana Przystojnego. Niestety to nie koniec katastrof. Wkrótce okaże się, że to dopiero początek. Peter jest wykładowcą na uczelni, a ona jego asystentką. I jakiekolwiek by nie łączyło ich uczucie i wzajemne przyciąganie, nie mogą być nikim więcej niż tylko przyjaciółmi. Jednak ich relacje wybiegają poza przyjaźń, a nie mogą wybiec dalej. Wszystko byłoby łatwiejsze, gdyby Sydney nie dopadały demony przeszłości i nie decydowały o jej teraźniejszości, a w rezultacie i przyszłości. Dziewczyna nie potrafi żyć nie oglądając się w przeszłość. Peter także nosi bolesne wspomnienia z przeszłości. Jednak on potrafi pogodzić pamięć o bólu, śmierci i stracie z obecną chwilą i szansą na szczęście. Miłość, którą oboje będą przyjmować z obawami i wielkim niedowierzaniem, będzie wymagała siły i walki. Tylko czy będą gotowi stawić czoła przeszłości oraz zwalczyć nowe przeciwności? Skrzywdzone anioły to pierwszy tom historii Sidney i Petera, która zachwyciła setki tysięcy czytelników. To zaledwie początek opowieści o dwojgu młodych ludziach, o narastającym pożądaniu, radości żywiołowego tańca, cieple przyjaźni, ale i strachu przed cieniami, które wciąż powracają. Ta wciągająca powieść sprawia, że każdą kolejną kartkę odwraca się z niepokojem i niecierpliwością... Jedynym małym minusem powieści jest niezdecydowanie bohaterki. Czasami miałam wrażenie, że tylko manipuluje Peterem. Ale po części wiedziałam również, że tak nie jest, a motywy jej działania były dla mnie tak nielogiczne w porównaniu do miłości jaką nosiła w sercu, że czasami miałam ochotę nią potrząsnąć. Powieść, choć krótka, niesie ze sobą ważne przesłanie i ogrom emocji. Napisana bardzo przystępnym językiem, sprawia, że czyta się ją w zawrotnym tempie. Już nie mogę doczekać się kontynuacji.

Recenzjekrolewskie.blogspot.com Patrycja Sudoł; 2017-04-09


Kiedy ktoś jest smutny, widzimy to na pierwszy rzut oka. Głębokie rany, bardzo wolno się zabliźniają, tym bardziej, że demony przeszłości, cały czas towarzyszą naszym bohaterom. W prawdziwym życiu, nie ma opcji „cofnij”, ale istnieje - zastanów się dobrze! Pisarka powieści H.M. Ward, to bestsellerowa autorka „New York Timesa”. Jej powieści sprzedały się w milionach egzemplarzy. Z wykształcenia jest teologiem, z zawodu fotografką, a z zamiłowania i pasji autorką interesujących historii. To pierwsza część serii opowiadająca historię Petera Granza i Sidney Colleli. Publikacja zachwyciła wielu czytelników, teraz kolej na mnie i na Was ;-) Peter jest otwarty i posiada naturalną swobodę. Czy jest inny od wszystkich mężczyzn, których do tej pory poznała nasza bohaterka? Sidney, walczy z bardzo bolesnymi wspomnieniami i przeszłością. Jej były chłopak bardzo ją skrzywdził - dosłownie i w przenośni. Ponadto dziewczyna jest asystentką wykładowcy na wydziale angielskiego, na którym studiuje. Peter, zostaje jej szefem i tu, sprawy zaczynają się komplikować. Według przyjętych reguł i zasad romans wykładowcy i studentki jest niemożliwy. Oboje, mogą mieć poważne problemy, a plotki szybko się rozchodzą. Przy Peterze, Sidney czuje się bezpieczna i szczęśliwa, całkiem jakby przeszłość zniknęła i odeszła w niepamięć. On, też przeszedł zbyt wiele… Pomimo, że książka nie jest dużej objętości niesie pewne przesłanie, dotyczące tego, że każdy potrzebuje odrobiny ciepła. Taniec zaś, jest integralną częścią porozumienia pomiędzy naszymi bohaterami. Powiecie, że historia jest banalna, ale to nieprawda. Każda kolejna strona, wciąga coraz bardziej w fabułę. Czytelnik z zapartym tchem śledzi rodzące się uczucie, ale i dostrzega, co jest ważne, dla wszystkich postaci. To spokój i miłość, której każdy szuka i nie ma się czego wstydzić ;-) Gorąco polecam

http://redaktor21.bloog.pl/ Katarzyna Żarska; 2017-05-25


"(...) Prawda jest taka, że kiedy wydarzy się coś złego, nie ma sposobu, żeby to odkręcić.Niestety, w prawdziwym życiu nie ma opcji "cofnij". Nie możesz po prostu wymazać wszystkiego i zacząć od nowa." Nie ukrywam, że zdecydowałam się na książkę "Zranieni" ze względu na niezwykle intrygujący tytuł, a także poniekąd na oprawę ukazującą młodą kobietę z przenikliwym i pełnym bólu spojrzeniem. Zapragnęłam dowiedzieć się, co dokładnie się za nim kryje. Miałam świadomość, że to kolejna powieść z fabułą przebiegającą według znanego już schematu, zresztą wynikało to z opisu. Aczkolwiek coś mnie do niej przyciągało. Czułam, że muszę poznać ową historię. A ponadto chciałam się przekonać, czy prawdą jest, iż to pozycja wciągająca oraz wyzwalająca niepokój w trakcie przewracania każdej kolejnej kartki - jak sugeruje blurb na okładce. Jakie zatem wrażenia wywarła na mnie powieść "Zranieni"? Czy jest warta polecenia? Zapraszam na recenzję. H.M. Ward - jest niekwestionowaną królową niezależnych publikacji cyfrowych. Jej powieści sprzedały się w milionach egzemplarzy. Jako pisarka odniosła wielki sukces, co skrupulatnie odnotowały takie periodyki jak "New York Times", "USA Today" czy "Forbes". Z wykształcenia jest teologiem, z zawodu fotografką, a z zamiłowania autorką pasjonujących historii. Ward urodziła się w Nowym Jorku, a dziś mieszka w Teksasie wraz z rodziną. (źródło: okładka książki "Zranieni") Pewnego dnia przyjaciółka Sidney - Millie organizuje podwójną randkę w jednej z restauracji. Sid zjawia się przed czasem i jest przekonana, że współlokatorka i jej chłopak jeszcze się nie pojawili. Dziewczyna nie ma pojęcia, z kim pragnie zeswatać ją Millie. Nagle dostrzega przystojnego i eleganckiego mężczyznę, samotnie zajmującego miejsce przy jednym ze stolików. Sidney, sądząc, że to ten, z którym została umówiona, przysiada się do niego i nawiązuje znajomość z niejakim Peterem. Po pewnym czasie do zaaferowanych sobą rozmówców podchodzi zaskoczona Millie i uświadamia przyjaciółkę o pomyłce oraz informuje, że reszta towarzystwa zajmuje stolik po drugiej stronie sali. Sid jest zawstydzona, zszokowana zaistniałą sytuacją, a jednocześnie przygnębiona, że nie spędzi wieczoru z nowo poznanym mężczyzną, który wyzwolił w niej niezwykłe uczucia. Jak się potem okazuje, początkowo miło zapowiadający się wieczór będzie obfitował w wiele zaskakujących i nawet zabawnych zdarzeń. O dziwo też, ponownie dojdzie do spotkania Sidney z Peterem, które będzie kontynuowane w jego mieszkaniu. Aczkolwiek nie zakończy się ono happy endem... Upokorzona Sidney postanawia zapomnieć o tym, co się wydarzyło... Tylko to nie będzie takie proste, bowiem już następnego dnia okaże się, że Peter to wykładowca akademicki, a Sidney to nie tylko jego asystentka, ale przede wszystkim studentka... Między dwojgiem zawiązuje się nic porozumienia... Oboje zaczynają pałać do siebie uczuciem... Ale niestety nie mogą się mu w pełni oddać, bowiem po pierwsze, muszą uporać się z trudnymi wspomnieniami z przeszłości, a po drugie, jakakolwiek zażyłość między nimi jest zakazana ze względu na pełnione funkcje na uczelni... Przyznaję, że jestem mile zaskoczona powieścią "Zranieni". Spodziewałam się poniekąd mrocznej, pełnej tajemnic i trudnej historii - i w pewnym sensie rzeczywiście takowa jest. Aczkolwiek nie sądziłam, że znajdę w niej również akcenty humorystyczne, że pojawi się kilka fragmentów wywołujących szeroki uśmiech na twarzy. Fabuła, owszem jest szablonowa, lekko przewidywalna (nie wszystko byłam w stanie wyczuć), ale też niezwykle intrygująca i wciągająca już od pierwszej strony. Pochłonęłam ją w ekspresowym tempie. Po pierwsze, ogromnym atutem jest to, iż książka nie zawiera zbędnych i monotonnych opisów oraz bezsensownych dialogów, które zapełniałyby kolejne strony powieści. Owa liczy zaledwie dwieście osiem stron, jest krótko, zwięźle i na temat. Akcja toczy się w szybkim tempie, choć chwilami można odnieść wrażenie, że aż za intensywnie. Kompletnie mi to nie przeszkadzało. Osobiście preferuję takie rozwiązanie, aniżeli czytanie książki złożonej z pięciuset stron, gdzie połowa tak naprawdę jest o niczym (oczywiście nie uogólniam, ale ostatnio niestety doświadczyłam tego w przypadku dwóch pozycji z tego gatunku). Po drugie - zresztą dla mnie najważniejsze - przedstawiona opowieść wyzwala uczucia, często skrajne. Od początku do końca towarzyszyły mi emocje, co poniektórych nie potrafię nawet dokładnie nazwać. Na pewno pojawiały się: współczucie, żal, zdenerwowanie, napięcie, niepokój, wzburzenie czy nienawiść. Niekiedy też byłam nie tyle co wstrząśnięta pewnymi wydarzeniami, ale niejako przerażona. Ponadto wykazywałam niezrozumienie dla postaw poszczególnych osób, ich zachowania i sposobu postępowania w danej sytuacji. Co więcej, w trakcie bodajże zaledwie dwóch scen, w człowieku wyzwalają się mordercze instynkty. Nawet nie jestem w stanie sobie pewnych rzeczy wyobrazić, ludzie bywają okrutni i czasami po prostu nie zasługują na bycie człowiekiem. Najbardziej zaszokowało mnie dramatyczne zakończenie powieści. Ręce mi drżały, miałam wrażenie, że wszystko się we mnie trzęsie. W oczach wezbrały łzy. Potrzebowałam kilkunastu minut, żeby się uspokoić. Wielokrotnie zastanawiałam się też, dlaczego ludzie postępują tak, a nie inaczej? Skąd w człowieku tyle zła? Cóż... Na wiele pytań pewnie nigdy nie uzyskam odpowiedzi i czas się z tym pogodzić. Dominującym, ale nie jedynym wątkiem powieści jest oczywiście ten miłosny. Uczucie - niezwykle głębokie - rodzące się między głównymi bohaterami poniekąd komplikuje ich dotychczasowe życie. Oboje pragną kochać, zaznać szczęścia i wreszcie ułożyć sobie wszystko na nowo. Ale to jest bez wątpienia trudne, bowiem tych dwoje najpierw musi poradzić sobie z traumatycznymi wspomnieniami z przeszłości, które niestety powracają w najmniej oczekiwanym momencie. Ich wzajemnej relacji nie ułatwia również sytuacja, w jakiej się znaleźli na uczelni. Musieli zatem zmierzyć się z przeciwnościami losu, ze wszelkimi stawianymi na ich drodze przeszkodami, a także z bólem, strachem, obawami. Miłość, która ich połączyła wiązała się niestety z wieloma konsekwencjami, wymagała poświęceń. Zaletą owej prozy - bynajmniej w moim odczuciu - jest również to, iż nie jest ona przesycona seksem, zaledwie pojawia się jedna bardzo intymna scena. Natomiast niesamowicie odczuwalne było narastające między bohaterami pożądanie, w szczególności w trakcie zajęć tanecznych, na których uczyli studentów swingu. Właśnie taniec jest kolejnym motywem owej książki. I mam cichą nadzieję, że zostanie on bardziej rozwinięty w kolejnym tomie serii. Prawdę mówiąc, w trakcie lektury owych fragmentów, niejednokrotnie moje stopy poruszały się w rytm swingowej muzyki. Ostatnim wątkiem powieści są - łagodnie rzecz ujmując - napięte stosunki rodzinne. Zdradzę tylko, że Sidney nie tylko opuściła rodzinny dom, ale od wielu lat nie utrzymywała kontaktu z najbliższymi. Dlaczego? A tego już nie zamierzam ujawniać. Mogę jedynie powiedzieć, że to, czego dziewczyna doświadczyła ze strony rodziców i brata nie mieści się w głowie. Ciekawa jestem, jak potoczą się ich dalsze losy, jaki obiorą kierunek... Głównymi bohaterami powieści są Sidney Colleli i Peter Granz. Ona - piękna, dowcipna, inteligentna, ambitna, a także zamknięta w sobie, lekko naiwna, skrzywdzona, odrzucona przez bliskich, prześladowana, pełna lęków i blizn (nie tylko emocjonalnych), pragnąca spokoju, szczęścia i prawdziwej miłości. On - wykształcony, mądry, odnoszący sukcesy w życiu zawodowym, lubiany, szanowany, przystojny, ale również zagubiony, przygnębiony, niezbyt wylewny, zraniony i osamotniony. Oboje są rozdarci, pełni obaw i bólu, niepewni przyszłości, walczący z demonami przeszłości, które nieustannie powracają i nie chcą odpuścić. Spotykają się przypadkowo, lecz czują jakby znali się od zawsze. Powoli otwierają się na siebie. Odnajdują wspólne pasje. Próbują sobie nawzajem pomóc. Uwielbiają wspólnie spędzać czas. Stopniowo ujawniają bolesne wspomnienia. Walczą ze swymi uczuciami i problemami. I nagle wraca przeszłość... Powieść napisana jest lekkim, płynnym i przejrzystym językiem. Z przyjemnością oddałam się jej lekturze. Podzielona jest na krótkie rozdziały, a na końcu wydzielone są puste kartki przeznaczone na notatki, co nie stanowi częstego zjawiska w tego typu literaturze. Zawiera mnóstwo dialogów, które zdecydowanie przeważają nad opisami. Elementy te sprawiają, że kolejne kartki przewraca się błyskawicznie. Na szczęście też nie dopatrzyłam się ani jednego błędu literowego. Oczywiście, książka ta nie jest idealna i wymaga dopracowania. Bowiem można byłoby pokusić się o poszerzenie fabuły z rozwinięciem pewnych wątków, skonstruowanie bohaterów tak, aby nie byli chwilami aż nadto irytujący, a nawet spróbowanie zastosowania narracji pierwszoosobowej, aby czytelnik miał możliwość dokładniejszego zaznajomienia się z postaciami, a mianowicie: wniknięcia w ich myśli kotłujące się w ich głowach, poznania najskrytszych uczuć nimi targających, a nawet głębszego i mocniejszego przeżywania wraz z nimi poszczególnych ważnych, a jednocześnie trudnych zdarzeń oraz napisanie tej powieści bogatszym i bardziej wyszukanym stylem. Jednak pomimo kilku mankamentów, mnie osobiście przypadła do gustu. Przede wszystkim ze względu na emocje, których brakowało mi w ostatnim czasie. Poza tym ma w sobie coś klimatycznego, magicznego. Zaczynasz i przepadasz. Po prostu. Z niecierpliwością zatem będę wyczekiwać drugiego tomu cyklu. Podsumowując, "Zranieni" to opowieść o przyjaźni, miłości, pożądaniu, bólu, rozpaczy, lękach wywołanych tragiczną przeszłością, obawach związanych z przyszłością, ciągłej ucieczce przed cieniami, śmierci, rozstaniu, wykluczeniu przez rodzinę, radzeniu sobie z dotkliwymi wspomnieniami, poszukiwaniu spokoju i poczucia bezpieczeństwa, a także drogi prowadzącej ku szczęściu i spełnieniu, wreszcie o nadziei na lepsze jutro oraz pięknej pasji. To frapująca i niejako refleksyjna opowieść niepozbawiona wzruszeń i humoru. Uświadamia nam, że nie da się cofnąć czasu, nie da się wymazać przeszłości, nie da się zapomnieć, nawet jeśli bardzo byśmy tego pragnęli. Jednak, aby wkroczyć w nowy etap życia, trzeba podjąć próbę pogodzenia się z tym, co było kiedyś, tym samym postarać się zamknąć tamten rozdział, nie odwracać się, a zrobić krok naprzód... Serdecznie polecam. Cytaty: "Przez większość czasu przeszłość prześladuje mnie niczym wielki, złowrogi cień bestii, kładący się na wszystkim, co robię. Czasami wydaje mi się, że słyszę zza ramienia jej złośliwy głos, który zmusza mnie do powrotu myślami do tej strasznej nocy. Wówczas mam ochotę tylko krzyczeć." "(...) Tęsknię za tą "starą osobą". Tęsknię za osobą, którą kiedyś byłam. Wiem, że ona wciąż gdzieś tam we mnie jest, uwięziona i czekająca, aż ktoś ją uwolni." "(...) Mawiał, że życie jest podróżą. Że nikt nie wie wszystkiego - i najlepsze w tym jest to, że wcale nie musi. Twierdził, że nie trzeba być wszechwiedzącym, żeby wiedzieć, jak żyć." "Istnieje różnica między mądrością a wiedzą." "Czasami nie ma odpowiednich słów. Nie ma nic, co można by zrobić, żeby było lepiej." " - Czasami nieprzyjemna prawda jest lepsza od pięknego kłamstwa." "(...) Czuję, że uda mi się to wszystko przetrwać, przejść przez to bez bólu i strachu. Przepełnia mnie nadzieja i uśmiecham się bez przymusu, naturalnie. Pierwszy raz od bardzo dawna wydaje mi się, że wszystko będzie dobrze." " - (...) Nic nie koi bólu ot tak. Ból nie znika tylko dlatego, że jesteś gotowa go przezwyciężyć. Na to potrzeba czasu. Kiedyś to nie będzie tak bolało - pewnego dnia poznasz kogoś, kto sprawi, że zapomnisz o tamtym. Będziesz gotowa zacząć od nowa, twoje serce będzie na to gotowe."

Wielbicielka-ksiazek.blogspot.com KASIA T-J/WIELBICIELKA; 2017-05-25


W sumie nie wiedziałam czego mam się spodziewać po tej pozycji. Jest to naprawdę cieniutka książeczka, która nie przebija się niczym w tłumie. Można powiedzieć , że pomyślałam , że trafiłam na kolejną książkę , która mnie rozczaruje. Jakie było moje zdziwienie , gdy ta pozycja naprawdę okazała się dobra. Sidney skrzywdzona dziewczyna , która stara się postawić swoje życie na nogi. Peter facet po przejściach , który chce znowu zacząć żyć. Tych dwoje spotyka się przez przypadek , dziewczyna wyciągnięta na randkę w ciemno , myli stoliki i wdaje się w rozmowę z Peterem. Gdy para zostaje wyprowadzona z błędu , chłopak znowu pojawia się na drodze dziewczyny. Jednak okazuje się , że jest jej nauczycielem. Przez co nie mogą dopuścić się romansu , gdyż grozi to po prostu wyrzuceniem ze studiów. Czy tych dwoje znajdzie sposób, aby jednak być ze sobą ? A może przeciwności losu rozdzielą ich ze sobą na dobre ? Książka jest krótka po ma tylko 208 stron. Mimo tego jednak jest to naładowana bomba ludzkich przeżyć , ich krzywd, z którymi spotykamy się na co dzień. Autorka naprawdę dobrze wykreowała bohaterów , z którymi mocno się zżyłam. Chociaż bardziej do gustu przypadł mi Peter , który zrobił na mnie ogromne wrażenie. Nie uważam jednak , że Sidney , chociaż czasami bardzo irytowała i zachowywała się nierozsądnie , była jednak dziewczyną , od której odwróciła się rodzina. Powiem tak , cieszę się, że sięgnęłam po tę historię. Autorka naprawdę mocno mnie zaciekawiła i muszę powiedzieć , że już nie mogę ,doczekać się co będzie dalej. Oby nic się nie zepsuła i książka była na tak dobrym, a nawet i lepszym poziomie. Polecam ,każdemu, kto lubi czytać literaturę kobiecą , lekką na rozładowanie napięcia.

Zaczytanamarzycielka8.blogspot.com Anna Tymińska; 2017-04-21


H.M. Ward jest niekwestionowaną królową niezależnych publikacji cyfrowych. Jej powieści sprzedały się w milionach egzemplarzy. Jako pisarka odniosła wielki sukces. Z wykształcenia jest teologiem, z zawodu fotografką, a z zamiłowania autorką pasjonujących historii. Ward urodziła się w Nowym Jorku, a dziś mieszka w Teksasie wraz z rodziną. Autorka zadebiutowała na polskim rynku książką „Zranieni”, które spowodowało, że nie mogłam usiedzieć na miejscu denerwując się, co będzie dalej. Wielokrotnie wkurzałam się, ale kiedy opanowałam się znów sięgałam po książkę. Książkę przepełniało tyle emocji, że sama nie wiedziałam czy moje serce to wytrzyma. Sidney Colleli dziewczyna z przeszłością od kilku lat ukrywa się przed rodziną i demonem z przeszłości. Na studiach nie spotyka się z nikim, ale pewnego razu koleżanka wyciąga Sid na randkę w ciemno gdzie spotyka Pana Przystojnego, czyli Petera. Zbieg okoliczności spowoduje zwrot akcji o sto osiemdziesiąt stopni. Którego nikt się chyba nie spodziewał. Peter Granz wykładowca, który boryka się z przeszłością. Przystojniak, który na swej drodze (niespodziewanie) spotyka uroczą dziewczynę. Od samego początku widać, że między tym dwojgiem rodzi się chemia. W książce znalazłam temat, który bardzo zaciekawił mnie a mianowicie Taniec Swingowy. Pierwszy raz słyszałam o takim tańcu. Od razu, kiedy tylko przeczytałam tę nazwę zaciekawiła mnie i szukałam o niej więcej informacji. Taniec seksowny i ekscytujący zarazem. W tańcu możemy dowiedzieć się o twoim partnerze bardzo dużo rzeczy a mianowicie takich jak się porusza i jak nami obraca. Taki jest właśnie taniec i za to właśnie kocham tańczyć tak jak nasza główna bohaterka. Jeżeli może nie wiecie o jaki jednak taniec mi chodzi to zapraszam do obejrzenia filmiku. Pisarka w książce porusza bardzo trudne tematy do rozmów. Bo kto by chciał rozmawiać o gwałcie czy o tym, że rodzice nie ufają ci na tyle, aby uwierzyć w coś, co powierzasz im w zaufaniu. Ludzka krzywda jest nam znana od wielu lat, lecz nie mogę przeboleć tego, że nie każdy jest w stanie pomóc takim osobą. Momentami, kiedy czytałam opisy nie wiedziałam jak sobie z tym poradzić zbyt mocno wzięłam to do siebie. Jak na kategorię romans liczyłam, że pewnie znajdę tu wiele scen seksu, które mogą mnie zniesmaczyć? Nic z tych rzeczy autorka dawkuje nam stopniowo, choć jest też pikantnie. Choć książka liczy 204 strony to dla mnie autorka tak mnie wciągnęła do tego świata, że nie mogę się doczekać, kiedy będzie wydana druga część książki.

recenzje-beaty.blogspot.com Beata Matuszewska; 2017-04-17


Jak zmieścić historię przyjaźni, miłości i przypadku w 200 stronach? Sydney i Peter. Piękna dziewczyna i wyjątkowy mężczyzna. Kolejna para zranionych bohaterów, którzy wciąż uciekają od swojej przeszłości. I kolejna zakazana miłość. Schemat goni schemat. Ale wiecie co? Czytając tę książkę wcale się tym nie przejmowałam. Po prostu cieszyłam się humorem przebijającym przez strony, wciągającą historią i cudownym stylem pisania H.M. Ward. Ich historia zaczyna się od pomyłki. Millie to najlepsza i za razem najgorsza przyjaciółka na całym bożym świecie. Po raz kolejny wrabia swoją współlokatorkę w podwójną randkę w ciemno, lecz ona od początku nie idzie tak, jak iść powinna. Sydney przybywa na miejsce jako pierwsza. Kobieta nie wiedząc jak wygląda jej potencjalna ranka, przysiada się do jedynego wolnego mężczyzny w restauracji, lecz już jego sam uśmiech ją szalenie dezorientuje. Pierwszy raz od bardzo czuje się bezpiecznie przy obcym mężczyźnie. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie pojawiła się Millie z pytaniem wymalowanym w oczach. Okazuje się dziewczyna pomyliła stoliki, a jej dzisiejszy partner czeka na nią w drugiej sali. Dziewczyna nie jest tym zadowolona, ale jej zażenowanie sięga zenitu. Sydney ucieka od nieznajomego najszybciej, jak się da. Niestety - a może stety - po kolejnym nieoczekiwanym wybryku - tym razem z właściwym mężczyzną w roli głównej - dziewczyna opuszcza restaurację, tylko po to by wpaść w silne ramiona Petera, jej nieoczekiwanego towarzysza. Życie zawsze daje drugą szansę... Obydwoje lądują u niego w domu. Akcja rozwija się aż do momentu, gdy Peter wyprasza ją za drzwi swojego mieszkania zażenowaną i z pytaniem w głowie: d l a c z e g o. Ogromny kopania w tyłek. Ja na jej miejscu dokładnie w tym momencie zapomniałabym, że istnieje ktoś taki jak on, jednak życie nie zawsze gra z nami fair. Już następnego ranka oboje dowiadują się, kim są naprawdę. Jak przejść do normalnych, a przynajmniej poprawnych stosunków z kimś, kto jednego dnia namiętnie cię całował, a następnego okazuję się być profesorem...a co gorsza; ty jesteś jego studentką. Już kiedyś pisałam na swoim blogu, że nienawidzę wątku miłości nauczyciela z uczniem. Tak naprawdę takie historie możne opisać w trzech prostych punktach. 1. Poznanie się i ukrywanie związku, 2. ktoś się o tym dowiaduję i 3. punkt kulminacyjny: czyli rozstanie. Tu, w "Zranionych" jest lekkie wyjście poza schemat, bo bohaterowie zamiast ukrywać swoje uczucia, zamieniają je w przyjaźń, a co za tym idzie, nie mogą się od siebie odejść. Drugim mankamentem tej książki jest na samym końcu pojawiają się dwaj nowi bohaterowie są STRASZNIE przerysowani. Nie wiem, może jestem dziwna, ale jak dla mnie żaden normalny człowiek by się tak nie zachował i nie zachowywał w dalszym ciągu. I pewnie właśnie w tym momencie stwierdziliście, że nie chcecie czytać tej książki. To błąd z waszej strony, bo pomimo powyższych mankamentów książka jest naprawdę wciągająca, ale też nie oczekujcie jakiś fajerwerków. Kiedy zaczynałam czytać "Zranionych" pomyślałam: ta książka ma naprawdę potencjał, mimo znienawidzonego przeze mnie wątku, ale czym więcej czytałam... tym bardziej się wydawała się nijaka. Nie wiem dlaczego, ale ta historia kojarzy mi się z operą mydlana, ale jak każdy tego typu tasiemiec serialowy nie posiada jakiś walorów, które by nas czegoś nauczyły, ale... wciąga i na pewno zapoznam się z dalszym ciągiem tej historii. Ale wracając do pytania zadanego na samym początku: moim zdaniem się nie da i może dlatego zabrakło tu czegoś, co sklejałoby tę historię w całość. A sami tytułowi "Zranieni" są przewidywalni i... płascy. Nie wiem, może wam się bardziej spodobają.

Dziewczynaopapierowymsercu.blogspot.com Justyna Kosmal; 2017-05-08


Sidney i Peter poznają się przez przypadek. To była randka w ciemno. Miał być happy end, jednak do niego nie doszło. Mało tego, szybko okazuje się, że idealny Peter jest wykładowcą akademickim, a Sidney ma być jego asystentką i studentką. Byłoby łatwiej, gdyby Sidney nie ścigały demony przeszłości, a także, gdyby Peter nie nosił w sobie bolesnych wspomnień o śmierci i rozstaniu. Oboje czują, że nie są sobie obojętni — łączy ich więź silniejsza od bólu i strachu. Miłość, którą przyjmują z niedowierzaniem, będzie jednak wymagać odwagi, woli i mocy. Najpierw trzeba stawić czoła przeszłości, aby móc rozpocząć budowę wspólnego szczęścia. Jak dalej potoczą się ich losy? Przekonajcie się sami. Takich książek jak ta jest wiele. Romans nauczyciela i uczennicy na nikim nie robi specjalnego wrażenia. Takie historie piszą nie tylko autorzy powieści, ale również samo życie. Nie powiem jednak, żeby nudziło mi się w trakcie lektury. Zdecydowanie bardziej do gustu przypadł mi sposób, w jaki wykreowano Petera. Sidney nieziemsko grała mi na nerwach i kilka razy miałam ochotę trzepnąć ją w potylicę na opamiętanie. Przydałby się jej mocniejszy kopniak od tego, który zaserwowało jej życie. Fakt, sporo przeżyła, ale mogłaby sobie dać czasem na wstrzymanie. Książka jest krótka, lecz przepełniona ludzką krzywdą. Jej objętość działa zarówno na korzyść, jak i na niekorzyść. Nie pozwala nam się nudzić, lecz mam wrażenie, że niektóre wątki zostały potraktowane nieco po macoszemu. To pierwszy tom cyklu. Mam nadzieję, że autorka rozwinie je w dalszych częściach. Nieco obawiałam się tego, że znajdę tu sceny seksu, które mnie zniesmaczą. Nic z tych rzeczy. Jest pikantnie, ale autorka stopniowo dawkuje napięcie. Jestem ciekawa, co zaserwuje mi dalej. Powieść może i jest momentami przewidywalna, ale mimo to będę czekać na kontynuację. Jestem ciekawa tego, jakie demony skrywają przede mną bohaterowie. Liczę też na to, że Sidney trochę się ogarnie.

http://czytelnia-mola-ksiazkowego.pl Maria Derejczyk-Zwierzyńska; 2017-04-13


Sidney i Peter to dwójka zranionych ludzi. Jedno przypadkowe spotkanie pobudza ich do życia, ale również budzi ich przeszłość. Czy zdołają z tym wygrać? Czy grozi im coś jeszcze? Według mnie "Zranieni" to historia pełna poplątanych emocji. Czytając tą historię czujemy się jak na karuzeli uczuć, gdyż odczuwamy wszystko co bohaterowie - zaczynając od szczęścia a kończąc na strachu. Dzięki tej książce można zrozumieć, że świat nie jest idealny i że niewyjaśniona przeszłość nigdy nas nie zostawi w spokoju. Ukazuje się tutaj obraz miłości, która przy dwóch zranionych duszach nie potrafi iść na przód. Jak dla mnie jest to historia inna niż poznane do tej pory i bardzo dobrze obrazuje jak wiele może znaczyć jedno uczucie.

rudablondynkarecenzuje.blogspot.com Andżelika Arendarska; 2017-04-19


Wyobraźcie sobie sytuację, że właśnie zdenerwowani i nie do końca pewni siebie trafiacie na randkę w ciemno. Wszystko, zaskakująco, zmierza jednak w dobrym kierunku. Przystojny partner, udana rozmowa, pragnienie brnięcia w to dalej. Nagle okazuje się, że się pomyliliście i to nie co do oceny osoby, a co do wyboru stolika. To nie jest Wasza randka! I już wtedy cała magia chwili pęka jak mydlana bańka. Zabawne? W ten sposób zaczyna się historia szukającej szczęścia bohaterki powieści „Zranieni”. Zainteresowało Was co będzie dalej? Zapraszam na recenzję. ZARYS FABUŁY Nieudana randka z finalną kompromitacją sprawia, że Sidney przestaje wierzyć we własne siły. Walcząc z mrokami przeszłości chciała stawić im czoła. Niestety cały ambitny plan kończy się fiaskiem. Życie jednak doprawdy potrafi ludziom dopiec, w szczególności, kiedy obierze sobie za cel poranione jednostki. Peter, czyli mężczyzna, z którym przez pomyłkę spotkała się w restauracji, okazuje się nowym wykładowcą na jej uczelni. A ona, mało tego, że będzie zmuszona pełnić rolę jego asystentki, zostaje także jego studentką. Czy mogło być gorzej? Miłość, do której niełatwo będzie się przyznać. Relacja, która nie powinna przekraczać służbowych granic. Przypadek, który zaczyna rozwijać swoje skrzydła. Czy w świecie, w którym głośnym echem odbija się przeszłość, można znaleźć szczęście? ZRANIENI – CZYLI ONA I ON W książce pojawia się schematyczna budowa związku oparta na zakazanym uczuciu, które nie powinno się wydarzyć, a jednak… Czy tylko ja mam wrażenie, że to już było? Niemniej dobrze wykorzystana koncepcja, nawet jeśli mało świeża, może zdobyć uznanie. Jak było tym razem? Sidney to dziewczyna, która ucieka przed przeszłością. Osamotniona, zamknięta na relacje z mężczyznami, blokowana traumą, która nieraz przysparza jej kłopotów i wstydu. Przestraszona, choć próbująca stawiać czoła problemom, nie irytuje, choć przyznam, że niektóre z jej zachowań sprawiają wrażenie przesadzonych, że aż nienaturalnych. Z drugiej strony, kobieta sporo przeżyła. Ale co jej się przydarzyło? To musicie odkryć sami. Znacznie bardziej przypadła mi do gustu kreacja Petera. Człowiek obyty, z posadą godną szacunku. Trzymający emocje na wodzy potrafi rozczulić, bo w jego wnętrzu tkwi smutna historia, która pozostawiła po sobie ślad na sercu i ciele. Para stawiająca czoła wielu wyzwaniom – polubiłam ją, chociaż nie pokochałam. TANIEC W TLE Uczucie jak z Kochając pana Danielsa, upokorzona bohaterka jak z Przypadków Callie i Kaydena oraz tło wyjęte rodem z Dirty Dancing. „Zranieni” to mieszanka różnych pomysłów tworzących w efekcie interesującą historię, którą czyta się całkiem szybko. Fabuła nie skupia się wyłącznie na miłości. Pojawia się tutaj także powracająca przeszłość – dosłownie i w przenośni. Niektóre z koszmarów stają się rzeczywistością, a demony zamierzchłych lat wychodzą z ukrycia, by narobić więcej szkód. Z BAGAŻEM TRAUM Książka porusza istotne tematy, ponieważ bazą całej akcji okazuje się ludzka krzywda. Nie ukrywam jednak, że na swoim koncie mam wiele wzruszających powieści i ta nie wywołała w mnie współczucia. Pokornie przyjmowałam wszystko to, co aplikowała mi autorka, chociaż bez większych wrażeń. Może zbyt banalnie i zbyt płasko potraktowała traumy przeszłości, może postawiła na zbyt przesadną liczbę zbiegów okoliczności, które nie zaangażowały mnie, a jedynie pozwoliły mi przyglądać się całości z pewnej odległości? Nie wiem. Z drugiej strony książka liczy zaledwie 204 strony. Liczę na to, że H.M. Ward rozwinie skrzydła w kolejnych częściach, a ja pomimo wad, planuję je przeczytać. Bo wyczuwam w niej potencjał i lubię ten gatunek. BLOKOWANA NAMIĘTNOŚĆ To, co odróżnia książkę od innych powieści z fabułą opartą na romansie, to specyficzny rodzaj namiętności. Takowa wisi w powietrzu, ale nie eksploduje. Autorka nie zasypuje czytelnika wyuzdanymi scenami czerwieniącymi policzki. A takie przeczekiwanie zaostrza apetyty i to mi się podoba. PODSUMOWANIE Historia o miłości, ale nie tylko. Nieco przewidywalna, schematyczna, choć potrafiąca przykuć uwagę. Z trochę zdziwaczałą główną bohaterką i bohaterem, którego naprawdę polubiłam. Powieść nie wywołała we mnie lawiny emocji, pomimo tego, że trochę na to liczyłam. Z tymi swoimi demonami przeszłości wciąż pozostaje lekką lekturą, którą pochłania się w ciągu dwóch-trzech godzin. Dla pragnących relaksu, nieprzepadających za obszernymi tomiszczami kobiet – traf w dziesiątkę. Dla koneserów gatunku – odgrzewany kotlet. Jaka okaże się kolejna część? Planuję to sprawdzić. Bo wierzę w to, że autorka czymś mnie jeszcze zaskoczy.

http://ktoczytaksiazki-zyjepodwojnie.blogspot.com/ Weronika Tomala; 2017-04-12


Niedawno była premiera książki „Zranieni” H.M. Ward. Miałam możliwość przeczytania przed premierą tej książki i jestem z niej zadowolona. Powieść nie jest bardzo gruba i obszerna jednak naprawdę wciąga czytelnika w swój świat. Sidney i Peter. Piękna dziewczyna i wyjątkowy mężczyzna. Oboje pełni temperamentu i wdzięku. Spotykają się przypadkowo, na randce w ciemno, która początkowo układa się jak zabawna komedia pomyłek z happy endem... który niestety nie następuje. Zamiast namiętnego finału Sidney otrzymuje kolejnego kopa w tyłek. Niestety, na tym rozczarowaniu sprawa się nie kończy. Już wkrótce okazuje się, że ten piękny facet, bosko zbudowany i silny, a przy tym inteligentny i wrażliwy, jest wykładowcą akademickim, a ona jego asystentką, a także — co gorsza — studentką. Byłoby łatwiej, gdyby Sidney nie ścigały demony przeszłości, a także, gdyby Peter nie nosił w sobie bolesnych wspomnień o śmierci i rozstaniu. Oboje czują, że nie są sobie obojętni — łączy ich więź silniejsza od bólu i strachu. Miłość, którą przyjmują z niedowierzaniem, będzie jednak wymagać odwagi, woli i mocy. Najpierw trzeba stawić czoła przeszłości, aby móc rozpocząć budowę wspólnego szczęścia. H.M. Ward porusza bardzo istotne rzeczy w tej książce. Takimi rzeczami są: znieczulica ludzi na wyrządzane komuś krzywdy, brak zrozumienia, strach oraz przemoc. Podejrzewam, że wielu z nas miała w swoim życiu jakąś styczność z wyżej wymienionymi tematami. „Przez większość czasu przeszłość prześladuje mnie niczym wielki, złowrogi cień bestii, kładący się na wszystkim, co robię.” Autorka pokazuje nam jak znieczulica ze strony rodziny i przemoc zmieniły i zrujnowały życie Sydney. Kiedy ją poznajemy jest kłębkiem nerwów i sprzecznych emocji. Jednak z biegiem czasu dostrzegamy w niej wiele pozytywnych cech oraz widzimy jaką wielką zmianę przeszła w ciągu ostatnich czterech lat. Co do postaci Sidney nie mam żadnych wielkich zastrzeżeń, ani nie widzę wielkich zalet. Jest ona typową dziewczyna która boryka się z problemami i strachem, że przeszłość do niej wróci. Peter z kolei jest bardzo opanowany i skryty. Jednak ta jego skrytość mija i on sam zaczyna otwierać się na świat. To dzięki przypadkowemu spotkaniu się z Sydnay jego życie nabiera sensu. To przed nią zaczyna otwierać swoje serce i wylewać z niego ból który towarzyszył mu do tej pory. Tak jak sam tytuł wskazuje „Zranieni” to powieść o dwojgu ludzi skrzywdzonych przez los. Dwojgu ludzi którzy w sobie widzą nadzieję i wiedzą, że nadchodzą lepsze dni. Bez dwóch zdań książkę przeczyta się w jeden dzień. To jest zaledwie 208 stron wciągającej opowieści z życia wziętej przy której można się i popłakać i uśmiać. Myślę, że ta książka zasługuje na uznanie wśród czytelników. Jednak największym minusem jest jej bardzo krótka treść i zakończenie w bardzo interesującym punkcie.

ksiazkowe-wyznania.blogspot.com Dominika Starzyk; 2017-04-15