Recenzje:
"Zen to done" nie jest książką, która wnosi do życia czytelnika jakąś nową jakość. Autor podaje przykłady różnych sposobów zapanowania nad codziennym bałaganem. Leo Babauta formułuje swoje myśli odnosząc się do buddyzmu zen, do minimalizmu, zwiększania świadomości codziennych przeżyć i doświadczeń, większej swobody ducha, którą można uzyskać poprzez zmienianie rzeczywistości znajdującej się na zewnątrz (chodzi o to, aby nie otaczać się zbyt wieloma przedmiotami, które są niepotrzebne i rozpraszają uwagę) itd. 
 
Wydaje mi się, że system produktywności Zen to done (ZTD) nie jest specjalnie odkrywczy. Mam wrażenie, że jest to raczej zbiór oczywistości, do których każda refleksyjna istota może dojść samodzielnie. Niewątpliwie książka jest opcją "dla leniwych". Szczególnie dla tych, którzy chcą wdrożyć w swoje życie pewną serię zasad, niekoniecznie wiele się przy tym zastanawiając.
 
Babauta do swojej książki podchodzi raczej z dystansem. Sam też chyba jest świadomy tego, że serwuje czytelnikowi pewien zbiór oczywistości. Właśnie dlatego uważam, że jest to przede wszystkim książka dla tych, którzy albo nie mają czasu żeby samodzielnie zastanowić się nad sposobem zwiększenia swojej efektywności, albo zwyczajnie nie chce im się tego robić i wolą posłużyć się takim "gotowcem".
 
Czytałam już wcześniej książki tego autora, raczej mi się one podobały, ale w "Zen to done" nie znajduję niczego porywającego, ani wyjątkowo inspirującego...

Znajdź książkę dla siebie... Monika M Zielińska; 2016-04-14


JAK ZWIĘKSZYĆ SWOJĄ EFEKTYWNOŚĆ, CZYLI RECENZJA KSIĄŻKI ZEN TO DONE

Jak do tej pory nie recenzowałam na swoim blogu żadnych publikacji, ale myślę, że powinnam od czasu do czasu podzielić się z Wami wartościowymi pozycjami. Możecie się tu spodziewać książek z zakresu biznesu, sukcesu, produktywności, zarządzania czasem i różnymi projektami. Nowy rok to chyba dobry moment żeby zmobilizować się do nadrobienia książkowych zaległości. Zapraszam więc do zapoznania się z jedną moich propozycji.

Jakiś rok temu czytałam popularną książkę Davida Allena Getting Things Done, czyli sztuka bezstresowej efektywności. Przed zakupem znalazłam sporo pozytywnych opinii, więc postanowiłam się skusić. Choć cały system przedstawiony przez autora jest logiczny, to jak dla mnie zbyt mało intuicyjny i nieco oderwany od polskiej rzeczywistości. Poza tym ma być pomocny głównie ludziom pracującym w korporacjach, którzy na co dzień zarządzają zespołem. To trochę trochę utrudniało mi odniesienie przedstawionych tam metod do swojego życia. Chciałam czegoś, co bez problemu można zastosować przy realizacji codziennych zadań (nawet tych związanych z obowiązkami domowymi), a w dodatku jest proste i nie wymaga tworzenia skomplikowanych systemów.

Zen To DoneKilka dni temu znalazłam coś, co spełniło moje oczekiwania! Mowa o książce Leo Babauty Zen To Done. Proste sposoby na zwiększenie efektywności. Propozycja Leo to w dużej mierze uproszczona metoda GTD, która nie do końca spełniła jego oczekiwania. Sam tytuł także brzmi podobnie. Autor skupił się na opisaniu 10 nawyków wzmagających efektywność. Jak sam przyznaje wyrobienie ich pozwoliło mu zmienić się z nieuporządkowanej i zestresowanej osoby w swego rodzaju mistrza produktywności. Warto wiedzieć, że Leo Babauta prowadzi jednego z najpopularniejszych blogów na temat rozwoju osobistego i produktywności – Zen Habits. Opisuje tam jak za pomocą stosowanych technik udało mu się zrewolucjonizować swoje życie. Obecnie w pełni wykorzystuje swój czas i realizuje się w różnych dziedzinach. Biega maratony, jest weganinem, uporał się z długami, podwoił swoje zarobki i wprowadził inne bardzo istotne zmiany. Jak podkreśla kluczowa okazała się odpowiednia motywacja i koncentracja na celach. Do zastosowania opisanej w książce metody wystarczy jedynie notatnik i długopis, nie potrzebujemy żadnych skomplikowanych narzędzi.

JAK ZWIĘKSZYĆ SWOJĄ EFEKTYWNOŚĆ?

Jak wspominałam autor namawia do przyjęcia 10 dość prostych nawyków wspomagających naszą pracę. Każdemu z nich poświęca osobny rozdział i przedstawia kroki, które pomogą czytelnikowi w drożeniu ich w życie. Przedstawione przez niego punkty zbliżone są do tych prezentowanych w Getting Things Done, ale mam wrażenie, że dużo prościej je przyswoić. Lista 10 nawyków, które według autora powinna wprowadzić każda osoba chcąca zwiększyć swoją efektywność przedstawia się następująco:

Nawyk nr. 1: Kolekcjonowanie

Nawyk nr. 2: Przetwarzanie

Nawyk nr. 3: Planowanie

Nawyk nr. 4: Działanie

Nawyk nr. 5: Prosty, zaufany system

Nawyk nr. 6: Organizuj

Nawyk nr. 7: Przeglądaj

Nawyk nr. 8: Upraszczaj

Nawyk nr. 9: Rytuały

Nawyk nr. 10: Odkryj swoją pasję

Jak widać powyższe punkty nie są skomplikowane. Cały system przedstawiony przez autora jest prosty. Opiera się na spisaniu w jednym miejscu wszystkich pomysłów, zadań i projektów, które przyjdą nam do głowy. Kolejny krok polega na przetworzeniu zebranych informacji. Każdą ze spraw powinnyśmy rozpatrzeć wybierając, którąś z czterech opcji: załatwienie jej od razu, pozbycie się jej, oddelegowanie lub wpisanie na listę zadań na konkretny dzień.

Żeby nasze dni były w pełni produktywne warto określić od 1 do 3 Najważniejszych Zadań na każdy z nich, tak aby w ciągu tygodnia uporać się z co najmniej trzema Dużymi Kamykami, czyli sprawami o szczególnym priorytecie. Ważne żeby na każdej rzeczy do zrobienia skupić się maksymalnie, wykonać ją do samego końca i dopiero przejść do następnej. Realizację poszczególnych zadań ułatwi nam sporządzanie prostych list, które Babauta uważa za kluczowy sposób na zarządzanie swoimi sprawami z różnych dziedzin życia. Chodzi o ogólne listy, gdzie będą spisane wszystkie nieprzyporządkowane do dat sprawy, którymi chciałybyśmy zająć się w najbliższej przyszłości. Możemy stworzyć ich kilka, osobną dla zadań związanych z domem, osobną dla pracy, czy załatwień związanych z wyjściem na miasto. Jeśli jednak zależy nam na prostocie możemy zostać przy jednej liście, która zbierze wszystkie planowane przez nas działania.

Aby wszystko przebiegało zgodnie z planem należy zadbać o odpowiednią organizację. W tym celu warto stworzyć tak zwaną skrzynkę odbiorczą, czyli miejsce gdzie będzie trafiać wszystko to, co się pojawia i wymaga od nas jakiegoś działania. Będą to na przykład bieżące rachunki, dokumenty do podpisania, numery telefonów pod które mamy zadzwonić, czy też nowa korespondencja. Oprócz tego naszą skrzynką odbiorczą stanie się poczta mailowa, Facebook, a także lista pojawiających się spraw do załatwienia. Tworząc taką skrzynkę sprawiamy, że wszystko trafia w jedno miejsce, a my nie musimy szukać co chwilę potrzebnych dokumentów, czy zapisków. Naszą efektywność zdecydowanie może wspomóc cotygodniowy przegląd naszego systemu, czyli wszystkich celów i spraw jakie chcemy załatwić. Warto się wtedy zastanowić co w ciągu minionych siedmiu dni przybliżyło nas do realizacji naszego głównego celu (na przykład takiego, który ustaliłyśmy sobie na najbliższy rok). Świetnym rozwiązaniem są także przeglądy miesięczne. To zdecydowanie pomaga skupić się na tym, co dla nas naprawdę istotne. Daje to również wyobrażenie na temat tego, czy rzeczywiście zmierzamy w planowanym kierunku, nie marnując czasu na nieistotne rzeczy. Wszystko to ma doprowadzić nas do ograniczenia swoich zadań i celów do tego co faktycznie niezbędne.

Uzupełnieniem naszego systemu efektywnej pracy może być ustalenie porannych i wieczornych rytuałów, czyli prostych zadań powtarzanych każdego dnia. Rytuałem może być sporządzenie listy zadań na kolejny dzień, sprawdzanie skrzynki mailowej o ustalonej porze, czy też zrobienie czegokolwiek co jest nam potrzebne, aby wykonać obowiązki domowe, zawodowe, rodzicielskie itp.

Poza wspomnianymi nawykami w książce znajdziecie również rozdział zatytułowany Jeden dzień z Zen To Done, gdzie autor przedstawia hipotetyczną historię opartą na zastosowaniu ZTD. W poradniku zawarte zostały również odpowiedzi na najpopularniejsze pytania zadawane przez czytelników Babauty. Są całkiem ciekawe i rzeczywiście pomagają rozwiać niektóre z wątpliwości, które mogą się nasunąć podczas lektury. Ostatnią część stanowią materiały, czyli spis narzędzi, anglojęzycznych artykułów i formularzy, które mogą być przydatne w poszerzaniu wiedzy i praktycznym jej wykorzystaniu.

KOŃCOWA OPINIA O KSIĄŻCE

Zen To Done to pozycja dużo krótsza od wspomnianego na początku poradnika Allena. Choć niestety nie obyło się bez nielubianych przeze mnie powtórzeń treści, to i tak wiedza jest tu dużo bardziej skondensowana niż w przypadku starszej „siostry”. Jeśli, któraś z Was była lekko rozczarowana systemem GTD to zachęcam do zapoznania się z uproszczoną wersją Babauty. Sprawdzi się ona szczególnie u osób, które chcą podnieć swoją efektywność w każdej dziedzinie życia, nie tylko w sferze zawodowej. Jeśli natomiast książka Davida Allena jest Ci obca, a interesuje Cię temat zwiększania swojej produktywności to moim zdaniem śmiało możesz zacząć od Zen To Done. Zdecydowana zaleta tej książki to prostota. Łatwo się ją czyta i bez problemu przyswaja podaną wiedzę. Lektura jest krótka i nie zawiera długich, nużących opisów. Szczególnie ciekawy (choć krótki) jest opis dnia, w którym zastosowano omawianą metodę. Doskonale widać jak ZTD może sprawdzić się codziennym życiu.

Podsumowując polecam tę pozycję tym z Was, które chcą efektywnie wykorzystywać swoje dni, ale nie lubią skomplikowanych systemów i długich przygotowań. Metoda Leo Babauty opiera się przede wszystkim na działaniu, a niekończącym się planowaniu i rozpisywaniu tego co jest do zrobienia.

posukcesnaszpilkach.pl Katarzyna Głąb


JAK ZWIĘKSZYĆ SWOJĄ EFEKTYWNOŚĆ, CZYLI RECENZJA KSIĄŻKI ZEN TO DONE

Jak do tej pory nie recenzowałam na swoim blogu żadnych publikacji, ale myślę, że powinnam od czasu do czasu podzielić się z Wami wartościowymi pozycjami. Możecie się tu spodziewać książek z zakresu biznesu, sukcesu, produktywności, zarządzania czasem i różnymi projektami. Nowy rok to chyba dobry moment żeby zmobilizować się do nadrobienia książkowych zaległości. Zapraszam więc do zapoznania się z jedną moich propozycji.

Jakiś rok temu czytałam popularną książkę Davida Allena Getting Things Done, czyli sztuka bezstresowej efektywności. Przed zakupem znalazłam sporo pozytywnych opinii, więc postanowiłam się skusić. Choć cały system przedstawiony przez autora jest logiczny, to jak dla mnie zbyt mało intuicyjny i nieco oderwany od polskiej rzeczywistości. Poza tym ma być pomocny głównie ludziom pracującym w korporacjach, którzy na co dzień zarządzają zespołem. To trochę trochę utrudniało mi odniesienie przedstawionych tam metod do swojego życia. Chciałam czegoś, co bez problemu można zastosować przy realizacji codziennych zadań (nawet tych związanych z obowiązkami domowymi), a w dodatku jest proste i nie wymaga tworzenia skomplikowanych systemów.

Zen To DoneKilka dni temu znalazłam coś, co spełniło moje oczekiwania! Mowa o książce Leo Babauty Zen To Done. Proste sposoby na zwiększenie efektywności. Propozycja Leo to w dużej mierze uproszczona metoda GTD, która nie do końca spełniła jego oczekiwania. Sam tytuł także brzmi podobnie. Autor skupił się na opisaniu 10 nawyków wzmagających efektywność. Jak sam przyznaje wyrobienie ich pozwoliło mu zmienić się z nieuporządkowanej i zestresowanej osoby w swego rodzaju mistrza produktywności. Warto wiedzieć, że Leo Babauta prowadzi jednego z najpopularniejszych blogów na temat rozwoju osobistego i produktywności – Zen Habits. Opisuje tam jak za pomocą stosowanych technik udało mu się zrewolucjonizować swoje życie. Obecnie w pełni wykorzystuje swój czas i realizuje się w różnych dziedzinach. Biega maratony, jest weganinem, uporał się z długami, podwoił swoje zarobki i wprowadził inne bardzo istotne zmiany. Jak podkreśla kluczowa okazała się odpowiednia motywacja i koncentracja na celach. Do zastosowania opisanej w książce metody wystarczy jedynie notatnik i długopis, nie potrzebujemy żadnych skomplikowanych narzędzi.

JAK ZWIĘKSZYĆ SWOJĄ EFEKTYWNOŚĆ?

Jak wspominałam autor namawia do przyjęcia 10 dość prostych nawyków wspomagających naszą pracę. Każdemu z nich poświęca osobny rozdział i przedstawia kroki, które pomogą czytelnikowi w drożeniu ich w życie. Przedstawione przez niego punkty zbliżone są do tych prezentowanych w Getting Things Done, ale mam wrażenie, że dużo prościej je przyswoić. Lista 10 nawyków, które według autora powinna wprowadzić każda osoba chcąca zwiększyć swoją efektywność przedstawia się następująco:

Nawyk nr. 1: Kolekcjonowanie

Nawyk nr. 2: Przetwarzanie

Nawyk nr. 3: Planowanie

Nawyk nr. 4: Działanie

Nawyk nr. 5: Prosty, zaufany system

Nawyk nr. 6: Organizuj

Nawyk nr. 7: Przeglądaj

Nawyk nr. 8: Upraszczaj

Nawyk nr. 9: Rytuały

Nawyk nr. 10: Odkryj swoją pasję

Jak widać powyższe punkty nie są skomplikowane. Cały system przedstawiony przez autora jest prosty. Opiera się na spisaniu w jednym miejscu wszystkich pomysłów, zadań i projektów, które przyjdą nam do głowy. Kolejny krok polega na przetworzeniu zebranych informacji. Każdą ze spraw powinnyśmy rozpatrzeć wybierając, którąś z czterech opcji: załatwienie jej od razu, pozbycie się jej, oddelegowanie lub wpisanie na listę zadań na konkretny dzień.

Żeby nasze dni były w pełni produktywne warto określić od 1 do 3 Najważniejszych Zadań na każdy z nich, tak aby w ciągu tygodnia uporać się z co najmniej trzema Dużymi Kamykami, czyli sprawami o szczególnym priorytecie. Ważne żeby na każdej rzeczy do zrobienia skupić się maksymalnie, wykonać ją do samego końca i dopiero przejść do następnej. Realizację poszczególnych zadań ułatwi nam sporządzanie prostych list, które Babauta uważa za kluczowy sposób na zarządzanie swoimi sprawami z różnych dziedzin życia. Chodzi o ogólne listy, gdzie będą spisane wszystkie nieprzyporządkowane do dat sprawy, którymi chciałybyśmy zająć się w najbliższej przyszłości. Możemy stworzyć ich kilka, osobną dla zadań związanych z domem, osobną dla pracy, czy załatwień związanych z wyjściem na miasto. Jeśli jednak zależy nam na prostocie możemy zostać przy jednej liście, która zbierze wszystkie planowane przez nas działania.

Aby wszystko przebiegało zgodnie z planem należy zadbać o odpowiednią organizację. W tym celu warto stworzyć tak zwaną skrzynkę odbiorczą, czyli miejsce gdzie będzie trafiać wszystko to, co się pojawia i wymaga od nas jakiegoś działania. Będą to na przykład bieżące rachunki, dokumenty do podpisania, numery telefonów pod które mamy zadzwonić, czy też nowa korespondencja. Oprócz tego naszą skrzynką odbiorczą stanie się poczta mailowa, Facebook, a także lista pojawiających się spraw do załatwienia. Tworząc taką skrzynkę sprawiamy, że wszystko trafia w jedno miejsce, a my nie musimy szukać co chwilę potrzebnych dokumentów, czy zapisków. Naszą efektywność zdecydowanie może wspomóc cotygodniowy przegląd naszego systemu, czyli wszystkich celów i spraw jakie chcemy załatwić. Warto się wtedy zastanowić co w ciągu minionych siedmiu dni przybliżyło nas do realizacji naszego głównego celu (na przykład takiego, który ustaliłyśmy sobie na najbliższy rok). Świetnym rozwiązaniem są także przeglądy miesięczne. To zdecydowanie pomaga skupić się na tym, co dla nas naprawdę istotne. Daje to również wyobrażenie na temat tego, czy rzeczywiście zmierzamy w planowanym kierunku, nie marnując czasu na nieistotne rzeczy. Wszystko to ma doprowadzić nas do ograniczenia swoich zadań i celów do tego co faktycznie niezbędne.

Uzupełnieniem naszego systemu efektywnej pracy może być ustalenie porannych i wieczornych rytuałów, czyli prostych zadań powtarzanych każdego dnia. Rytuałem może być sporządzenie listy zadań na kolejny dzień, sprawdzanie skrzynki mailowej o ustalonej porze, czy też zrobienie czegokolwiek co jest nam potrzebne, aby wykonać obowiązki domowe, zawodowe, rodzicielskie itp.

Poza wspomnianymi nawykami w książce znajdziecie również rozdział zatytułowany Jeden dzień z Zen To Done, gdzie autor przedstawia hipotetyczną historię opartą na zastosowaniu ZTD. W poradniku zawarte zostały również odpowiedzi na najpopularniejsze pytania zadawane przez czytelników Babauty. Są całkiem ciekawe i rzeczywiście pomagają rozwiać niektóre z wątpliwości, które mogą się nasunąć podczas lektury. Ostatnią część stanowią materiały, czyli spis narzędzi, anglojęzycznych artykułów i formularzy, które mogą być przydatne w poszerzaniu wiedzy i praktycznym jej wykorzystaniu.

KOŃCOWA OPINIA O KSIĄŻCE

Zen To Done to pozycja dużo krótsza od wspomnianego na początku poradnika Allena. Choć niestety nie obyło się bez nielubianych przeze mnie powtórzeń treści, to i tak wiedza jest tu dużo bardziej skondensowana niż w przypadku starszej „siostry”. Jeśli, któraś z Was była lekko rozczarowana systemem GTD to zachęcam do zapoznania się z uproszczoną wersją Babauty. Sprawdzi się ona szczególnie u osób, które chcą podnieć swoją efektywność w każdej dziedzinie życia, nie tylko w sferze zawodowej. Jeśli natomiast książka Davida Allena jest Ci obca, a interesuje Cię temat zwiększania swojej produktywności to moim zdaniem śmiało możesz zacząć od Zen To Done. Zdecydowana zaleta tej książki to prostota. Łatwo się ją czyta i bez problemu przyswaja podaną wiedzę. Lektura jest krótka i nie zawiera długich, nużących opisów. Szczególnie ciekawy (choć krótki) jest opis dnia, w którym zastosowano omawianą metodę. Doskonale widać jak ZTD może sprawdzić się codziennym życiu.

Podsumowując polecam tę pozycję tym z Was, które chcą efektywnie wykorzystywać swoje dni, ale nie lubią skomplikowanych systemów i długich przygotowań. Metoda Leo Babauty opiera się przede wszystkim na działaniu, a niekończącym się planowaniu i rozpisywaniu tego co jest do zrobienia.

posukcesnaszpilkach.pl Katarzyna Głąb


Wiele osób zapewne słyszało o książkach Getting Things Done Davida Allena czy 7 nawyków skutecznego działania Stephena Covey'a, które są poradnikami o zwiększeniu własnej efektywności. Leo Babauta znany z Książeczki minimalisty zaczerpnął z nich inspirację i uprościł je. W ten sposób powstał system ZTD opisany w książce Zen to done. Proste sposoby na zwiększenie efektywności.

Zen to done to krótki poradnik, jak planować i porządkować sprawy do załatwienia. Leo Babauta przedstawia i opisuje dziesięć nawyków, które warto nabyć, aby zmienić swój sposób działania. Zwraca jednak uwagę na to, aby nie wprowadzać je w życie za jednym razem, gdyż możemy szybko się poddać – wypracowanie każdego nawyku wymaga czasu. Autor proponuje także skróconą wersję ZTD i podaje opis przykładowego dnia z wykorzystaniem pełnego systemu. Przedostatni rozdział stanowią pytania, które często zadają czytelnicy i odpowiedzi Leo Babauty. Na końcu znajdują się dodatkowe materiały, jak formularze ZTD, lista narzędzi i artykułów, które można odnaleźć w Internecie.

Zen to done. Proste sposoby na zwiększenie efektywności to pozycja zawierająca ciekawe pomysły zebrane na niewielkiej ilości stron. Jednak podobnie jak w Książeczce minimalisty znaczenie ma tu wartość treści. Oczywiście samo jej przeczytanie nic w naszym życiu nie zmieni. To od nas zależy czy podejmiemy się zmiany. Leo Babauta podpowiada jak tego efektywnie dokonać. Polecam!

niedzielnatworczosc.blogspot.com Joanna Niedziela


Leo Babauta udawadniał już w książkach, w internecie i licznych artykułach, że minimalizm to doskonała droga do szczęśliwsze-go, pełniejszego życia . Zasady minimalizmu, wzbogacone o kilka prostych, ale użytecznych nawyków, pozwolą nam także lepiej osiągać zamierzone cele.

Autor przedstawia 10 zasad, które powinniśmy wprowadzać stopniowo, by nagłe - nawet pozytywne -zmiany nas nie przytłoczyły, trudniej bowiem wytrwać wtedy w nowym postanowieniu. Gdy zaczniemy wprowadzać je świadomie i stopniowo, zakorzenią się w naszych codziennych czynnościach i nawet nie zauważymy tej płynnej przemiany. W poradniku nie sposób nie zauważyć wpływu innych znanych książek dotyczących produktywności, sam autor zresztą nie kryje, że inspirowały go m.in. bestesellerowe "Getting Things Done" czy "Siedem nawyków skutecznego działania". Podkreśla jednak, że myśli z tych książek zostały przez niego zarazem rozwinięte i uproszczone.

Oprócz tego dostajemy praktyczne narzędzia, wypunktowane listy, a na końcu książki kilka formularzy, z których możemy korzystać przy wyznaczaniu naszych jasnych mniejszych i większych celów lub, jak autor je nazywa, kamyków. Niektóre wątki z tego poręcznego poradnika zawarte już były w "Książeczce minimalisty", ale części zasad ukierunkowanych na osiąganie celów i realizację zamierzeń tam nie znajdziemy. Dlatego ten poradnik jest dobrym uzupełnieniem pierwszej książki, a jeśli czytamy go na początek, może posłużyć za wprowadzenie do minimalistycznego życia. 

VEGE 12/2014 01/2015


Po Getting Things Done Davida Allena przyszedł czas i na spin-off tej książki, która zawładnęła światem coachów, biznesmenów i wszystkich osób, które chciały nauczyć się efektywnych metod zarządzania swoim czasem. Szczerze powiedziawszy – oczekiwałam od GTD cudu. Z zasady jestem osobą zorganizowaną, choć marnuję dość sporo czasu na nieistotne rzeczy. Gdybym zebrała cały swój potencjał i zmaksymalizowała chęć działania, to rezultaty mogłyby wreszcie sprostać moim oczekiwaniom. Jednak tak się nie stał0. Prawdopodobnie głównym powodem była zawiłość systemu proponowanego przez Allena, a także niepotrzebne komplikacje; odrzucenie tradycyjnych kalendarzy, wprowadzanie pudełek… Słowem, by nauczyć się metody GTD, trzeba by było poświęcić temu tyle samo czasu, co marnuje się na lenistwo. Wdrażanie „nie było warte świeczki”.



Dlatego gdy tylko przeczytałam opis Zen To Done Leo Babauty, wiedziałam, że muszę ją mieć. Cieniutka, obiecywała prostotę i minimalizm czyli to, czego szukałam. Muszę przyznać, że nareszcie się nie przeliczyłam. Uporałam się z ZTD w dwa wieczory; każdego poświęciłam pół godziny, co było i tak znacznym nadmiarem czasu.



Babauta upraszcza wszystko to, co przekazuje w GTD Allen. Widocznie doszedł on do takiego samego wniosku jak ja – i setki innych osób. Jego książka odniosła sukces wśród ludzi szukających efektywności w swoich codziennych rutynach, a nie – wśród prezesów czy CEO firm. Dlatego polecam ją dosłownie każdemu.



Autor wyjaśnia, jak uelastycznić wskazówki Allena i dostosować je do siebie. Okazuje się, że mogą być wręcz szyte na miarę naszych ambicji i potrzeb. I, co najważniejsze – nie zabrania używania terminarzy czy notatników. Są dwie rzeczy, które radzi Zen To Done, a których brakuje w moich przyzwyczajeniach. Pierwszą z nich jest spisywanie wszelkich pomysłów i planów, na które nie ma teraz czasu czy środków w osobnym notatniku, aby można było do nich sięgnąć w przyszłości. Brakuje mi też samodyscypliny i umiejętności oderwania się od „rozpraszaczy”: mediów społecznościowych, osób które mnie o coś proszą, a ja pomagam, mimo iż nie powinnam…



Jednak prawda jest taka, że jeśli sami nie znajdziemy w sobie motywacji, to próżno jej szukać w jakiejkolwiek książce.

baristaliteratury.blogspot.com K.


Do przeczytania Zen To Done zachęca wszystko. Podtytuł, który mówi o tym, że znajdziemy tam “proste sposoby na zwiększenie naszej efektywności”. Przejrzyście napisane rozdziały,w których krok po kroku jest nam tłumaczone jak tego dokonać. Objętość książki która wynosi zaledwie 90 stron, stanowi kolejny atut, szczególnie dla wiecznie zabieganych i zapracowanych osób. 



Jednak tym co skłoniło mnie do przeczytania tej książki, było zapewnienie iż gdyby Syzyf stosował się do wszystkich wymienionych w niej nawyków  “wtoczyłby na górę wreszcie ten przeklęty kamień i ruszył do innych zaległych zadań”. Czyżby zapowiadała się książka która sprawi, że moja doba będzie miała więcej godzin?



Autor już na początku wyjaśnia, że wzorował się na Getting Things Done Davida Allena jak i 7 nawyków skutecznego działania Stephena Coveya. Zaznacza jednak, że książka nie jest plagiatem ponieważ pomysły które Ci autorzy spisali były znane i wykorzystywane przez ludzi  już dużo wcześniej. Dodatkowo podkreśla, że jego system jest znacznie uproszczony, dzięki czemu wprowadzenie wymienionych przez niego dziesięciu nawyków przyjdzie nam znacznie prościej i szybciej niż sugerują to wymienieni wyżej autorzy.



Podane przez Leo Babaute przykłady nawyków są bardzo proste. Jednocześnie tak oczywiste, że nie można pozbyć się wrażenia iż głównymi odbiorcami tej książki powinni być uczniowie szkoły podstawowej. Książka zdecydowanie nie warta swojej ceny.

Opętani Czytaniem Aleksandra Kosiarczyk


"Zen to Done" to książka niewielkich rozmiarów. Swą wielkością przypomina zeszyt A5, do tego nie jest zbyt gruba. Papier dodatkowo napawa mnie swoistą nostalgią, może dlatego, że nie jest śnieżnobiały. Z okładki bije prostotą i trochę kojarzy mi się z książką dla dzieci (takie moje dziwne skojarzenie). Przyjemnie wygląda.

Na końcu pozycji znaleźć można kartki przeznaczone na Notatki, chyba stało to się już swoistą normą. No cóż, widocznie ktoś uznał, że takie wolne kartki na końcu książek są przydatne i potrzebne. Choć nieraz może to zastanawiać.

Niestety udało mi się również znaleźć mały błąd w druku, coś co można uznać za tak zwaną „literówkę”. Na szczęście nie jest to duży błąd i nie przeszkadza za bardzo w czytaniu.

Odnaleźć tu można również różne cytaty (w tym jeden się powtarza), które korespondują z treścią danego rozdziału, to chyba też już pewien standard. Do tego na początku każdego rozdziału znaleźć można pogrubioną treść. Na końcu książki zaś odnajdziemy, tuż przed podziękowaniami i kartkami na notatki wzory formularzy, na przykład Formularza Tygodniowego czy Formularza Dziennego.

Na stronicach książki znaleźć można dziesięć nawyków, m.in. kolekcjonowanie, działanie, organizuj, odkryj swoją pasję. W tym wypadku jednak nie trzeba wprowadzać ich wszystkich, tylko te, które odpowiadają naszemu systemowi pracy. Takie jest jedno z założeń omówionego w tej pozycji systemu Zen to Done, w skrócie ZTD.

Jedną z podstaw, inspiracji, źródeł tego systemu jest, wspominany w publikacji niejednokrotnie, GTD – czyli Getting Things Done, którego autorem jest David Allen.

Można tu też znaleźć wielokrotne odniesienie do strony zenhabits.net, co staje się jej swoistą reklamą. Taka książkowa reklama strony, ale również poniekąd może zachęcić do zapoznania się z GTD, z którymi ZTD ma zdaje się wiele wspólnego, czy raczej odczuwa się tu jego „piętno”, przynajmniej takie można odnieść wrażenie podczas lektury.

Kilka rzeczy zostało powtórzonych w Pytaniach i odpowiedziach z tego co wcześniej zostało wspomniane na stronicach innych rozdziałów. Co może dziwić, nie podobać się czy być obojętne dla odbiorcy, no cóż widocznie autor miał jakiś powód ku temu.

Jeśli ktoś ma problemy z organizacją, chce być bardziej efektywny i do tego czuje, że jest w stanie nad pewnymi sprawami pracować krok po kroku myślę, że może spróbować nie tylko zajrzeć czy przeczytać tę książkę, ale również zastosować się do wszystkich bądź niektórych zawartych w niej uwag. Choć niektóre pomysły czy nazewnictwo mogą wydać się dziwne to jeśli w ogóle sami nie możemy sobie poradzić z organizacją i mamy bałagan na biurku i skrzynkach odbiorczych i ciągle się w tym wszystkim gubimy to zawsze można spróbować czegoś z zaproponowanych tu rzeczy.

Powodzenia

swiatairi.blogspot.com Marta Tomczak