Recenzje:
Policjantka Helena Mobacke, to kobieta, która niedawno wróciła do pracy. Na swoim koncie ma duży bagaż doświadczeń, ponieważ najpierw zginął jej synek Anton, a następnie odszedł od niej mąż. Kobieta w swojej pracy musi przełamać podejście do zabójstwa i na nowo odnaleźć sens w życiu i pracy. Już od pierwszego dnia zostaje przydzielona do sprawy tajemniczej śmierci w metrze, gdzie ludzie giną z rąk człowieka w kapturze. Akcja powieści została głównie przedstawiona oczyma Heleny, jednak pojawiają się rozdziały, gdzie swój światopogląd przedstawiają inni bohaterowie - w tym tajemniczy morderca. Zabieg ten pozwala czytelnikowi poznać różne spojrzenia na daną sprawę. Postać głównej bohaterki zasługuje na uznanie. Strata pociechy, to najgorsza rzecz jaka może spotkać rodziców. Jest to straszne przeżycie po którym ciężko pozbierać się. Świat Heleny legł w gruzach w dniu, kiedy straciła swoje Małe Szczęście, a następnie Ukochanego, który powinien ją wspierać. On jednak zostawił ją i stwierdził, że nie jest w stanie wytrzymać z kobietą, z którą miał być na dobre i na złe. Nie powinniśmy odsuwać się od kogoś dlatego, że na swój sposób radzi sobie z tragedią jaka go spotkała. Jeżeli sami nie jesteśmy w stanie pomóc, to powinniśmy poszukać wsparcia u innych. Niestety zdarza się tak, że dziecko trzyma rodziców przy sobie. Tak właśnie było w przypadku bohaterów książki "Tak sobie wyobrażałam śmierć". Kiedy z ich życia zniknął mały Anton, związek uległ rozpadowi. Podsumowując całą książkę, to kryminał jakich wiele. Główny bohater, to człowiek po przejściach, który szuka kolorów w swoim życiu. Niestety nie było tutaj nagłych zwrotów akcji, które bardzo zaskoczyłyby czytelnika. Również pod koniec, bezproblemowo można domyśleć się, kto pozbawia życia i dlaczego obrał sobie taki cel w życiu.

Zaczytana-aniaa.blogspot.com Anna Buczkowska; 2017-09-07


S t r a t a- to słowo przewija się przez całą książkę. Helena Mobacke jest sławną, doskonałą w tym co robi policjantką. Mimo świetnych wyników i pracy, jej życie osobiste się sypie. Helena t r a c i syna i męża, powoli też traci sama siebie. Chce i próbuje zabić siebie, ale nie potrafi... Cierpienie, rozpacz... mimo wszystko chce żyć. Po przerwie (burzliwej dla niej) wraca do pracy i tam o dziwo i o losie: ma poprowadzić sprawę, gdzie śmierć zabiera pewnego młodego chłopaka. Zostaje on zabity przez nadjeżdżający pociąg. Sprawa była by na tyle prosta, gdyby nie świadkowie, którzy uważają, że to nie był wypadek, a chłopak został wepchnięty. Helena podchodzi do sprawy bardzo osobiście, patrzy przez pryzmat siebie jako rodzica, które straciło dziecko. Nie potrafi jasno ocenić sytuacji, jak dla mnie to się po prostu gubi w tym wszystkim. Kiedy policjantka mierzy się z zadaniem, dochodzi do kolejnej ofiary metra. Miasto- Sztokholm opanowuje panika oraz strach. Policja nadal nie ma żadnych poszlak, a Helena jest coraz bardziej sobie nie radzi. Czy uda się wyjaśnić sprawę? Czy Helena odzyska spokój? Czytając tą książkę już w połowie domyślałam się kim jest morderca (częściowo zgadłam). Bardzo podobała mi się podróż walki o ponowny spokój i szczęście Heleny. Poczułam bardzo dużą empatię i pewnymi momentami było mi jej tak szkoda. Na szczególną uwagę zasługuje narracja, która jest genialna. Wprowadziła mnie w ten tajemniczy, pełen niepokoju nastrój. Na czym polega wyjątkowość narracji? Książka nie ma jakby narratora. Wszystko opisane jest jakby raport- w każdym razie ja miałam takie odczucia. To śmieszne, ale tak się wkręciłam w nastrój i książkę, że nawet scenę kiedy zwykłe długopisy spadły na ziemie czytałam z niepokojem. Na początku nie mogłam się przyzwyczaić do tej narracji, ale potem było już normalnie. W okładce bardzo spodobało mi się, że nazwisko i imię autorki jest połyskujące i w innym kolorze niż tytuł. Litery tytuły oraz autora są wytłaczane. Każdy rozdział (tak jakby, bo nie ma wyraźnego podziału na rozdziały) rozpoczyna zdanie napisane wielkimi literami. To mój drugi kryminał na koncie (spokojnie, nie ostatni). Stałam się fanką tego gatunku. Lubię tą krople tajemniczości i niepokoju- w tej książce go znalazłam. Mimo, że jednak akcja była wciągająca, to niektóre opisy były jak dla mnie bezsensu i można je było ominąć. Jednak książka nie jest zła -jest dosyć ciekawą pozycją. Jeżeli pojawi się kontynuacja- z przyjemnością po nią sięgnę.

love-more-books.blogspot.com


Helena Mobacke to policjantka, której nie można zarzucić braku sukcesów. Jednak w swojej karierze miała dłuższą przerwę, po której właśnie wraca do pracy. Przerwa ta była spowodowana utratą ukochanego synka, a później mężczyzny. Teraz staje się szefową grupy dochodzeniowej w komendzie Sztokholm Południe. Każdy zdaje sobie sprawę z przeżyć Heleny i z jej dłuższej przerwy, jednak kobieta pracuje w takim zawodzie, że od razu musi zmierzyć się z trudną sprawą. Dotyczy ona młodego chłopaka, który wpada pod pociąg. Helena podczas działania przy śledztwie nie może do końca skupić się na pracy, ponieważ w jej głowie nadal krążą myśli o jej synku. Czy w takiej sytuacji uda jej się dokończyć to śledztwo? Coś co bardzo mi się spodobało, to fakt że autorka bardzo dużo poświęciła na opisy psychiki bohaterów. Bardzo lubię, gdy w danej historii możemy odkryć to, co czują bohaterowie, poznać ich stan emocjonalny. Główna bohaterka długo przeżywa żałobę po śmierci dziecka, decyduje się jednak wrócić do pracy, która nie jest łatwa. To nie jest proste zadanie, powrót po dość długiej przerwie i na dodatek tak przykrych dla niej wydarzeniach. Helena wydaje się nam być wycofana, to kobieta która straciła bliskie jej osoby, jednak mimo to stara się być profesjonalna w swojej pracy policjantki. Śledztwo jest zawiłe, a ona nie może tracić czujności, ani pozwolić aby jej sytuacja zaszkodziła sprawie. "Tak sobie wyobrażałam śmierć" to bardzo dobry kryminał. Czytając go czujemy pewien niepokój, cały czas zastanawiamy się jak zakończy się sprawa prowadzona przez Helenę, jednocześnie obawiamy się trochę o jej stan. Skłania nas on do refleksji o tym, jak ciężka jest utrata bliskich osób. To książka, w której nie ma wesołych wydarzeń, sama atmosfera jest raczej ponura, chłodna, zdystansowana. To bardzo dobrze wpływa na całą kryminalną akcję, nadaje jej dodatkowo mrocznego klimatu.

darinkr.blogspot.com/ Daria Kremska; 2017-09-05


Ponury klimat, nieoczywiste wątki i ciekawa fabuła, czyli prawdziwy skandynawski kryminał. Kryminały są jednym z najpopularniejszych gatunków literackich wśród czytelników. No bo kto nie lubi napięcia związanego z rozszyfrowaniem zagadki kryminalnej, przeplatającej się z wątkami obyczajowymi i nieraz aspektami psychologicznymi? Kto nie lubi tej niepewności, skoku adrenaliny i pojawiającej się gęsiej skórki? To dzieło zawiera wszystko, co właśnie wymieniłam. Sam tytuł jest dość specyficzny, natomiast opis totalnie mnie zafascynował, a treść usatysfakcjonowała. Młody chłopak, Erik Szymański, wpada pod tory metra. Szybko okazuje się, że było to umyślnie popełnione morderstwo. Śledztwo prowadzi Helena Mobacke, sławna policjantka z wieloma sukcesami na koncie, jednak zmagająca się z tragiczną przeszłością – śmiercią syna i odejściem partnera. Powrót do pracy po długiej przerwie i przejściach oraz brak konkretnych poszlak i rozbieżności w zeznaniach świadków utrudnia odnalezienie sprawcy. Tymczasem pod torami sztokholmskiego metra giną kolejne osoby… Johanna Mo świetnie połączyła ciekawą zagadkę kryminalną z poruszającym, bolesnym dramatem. Wprowadza odbiorcę w nostalgiczny, wzruszający nastrój. Akcja nie jest bardzo dynamiczna, ale akurat w tej pozycji autorka nadała odpowiednie tempo następujących po sobie wydarzeń. Czytelnik nie ma czasu się znudzić ani też zniecierpliwić. Sprawa kryminalna jest klasyczna, jednak w połączeniu z obyczajowymi watkami, osobistymi, emocjonalnymi problemami powieść jest nadzwyczaj ciekawa, wciągająca i sprawia, że mól książkowy pochłanie ją jednym tchem. Kolejnymi plusami jest zrozumiały język i prosty styl. Podobały mi się również wtrącenia między kolejnymi rozdziałami. Dodawało to tajemniczości i wzbudzało podekscytowanie. Książka kładzie duży nacisk na sferę psychologiczną. Czytelnik zmierzy się z dramatem, jakim jest utrata dziecka. Pustka i rozpacz w sercu rodzica – w sercu głównej bohaterki – jest ogromna i przygniatająca. Wspomnienia po zmarłym Antonie przenikają duszę. Niemożność pogodzenia się z rzeczywistością i natłok myśli utrudnia Helenie powrót do normalności. Ta historia to również walka o odzyskanie sensu życia i odkrycia siebie na nowo. Ta książka na pewno zasługuję na uwagę. Dobrze skonstruowany, niezwykle refleksyjny skandynawski kryminał wydaje się być idealny na jesienną aurę. Zapewni silne emocje i poruszy najczulsze struny ludzkiego organizmu.

dlaLejdis.pl Patrycja Trzcionkowska; 2017-09-14


Przyznam, że rzadko kiedy czytuję szwedzką literaturę, a szczególnie kryminały. Są one niejako wizytówkę Szwecji, ponieważ są cenione na całym świecie, a Hollywood chętnie po nie sięga. Tym razem miałam okazję przeczytać książkę Johanny Mo, o której - przyznam - nie wiele słyszałam, ale jednak z chęcią zabrałam się za czytanie jej książki "Tak sobie wyobrażałam śmierć". 23 sierpnia 2010 roku jest dniem jak każdy inny w Sztokholmie. Wszyscy o poranku udają się do pracy lub do szkoły, jedni autem, inni komunikacją miejską. To własnie drugą opcje wybiera Erik Szymanski, ale nigdy nie wsiądzie do metra, ponieważ ktoś Go popycha tuż przed nadjeżdżający pociąg. Młody człowiek umiera, a zadaniem policji jest znaleźć osobę, która przyczyniła się do śmierci Erika. Sprawą zajmuje się Helena Mobacke, która po wielu miesiącach wraca do pracy, po traumatycznym wydarzeniu jakim było porwanie i śmierć jej syna. Policjantka wciąż nie potrafi zapomnieć tamtych wydarzeń, a praca nie potrafi jej odciągnąć od wydarzeń z przeszłości. Wręcz jakby jeszcze pomnaża jej trosk. Czy mimo wszystko uda jej się rozwiązać zagadkę tajemniczych napadów w metrze? Już sama okładka wprowadza nas w atmosferę książki, która jest szara, mglista, brak w niej najmniejszego promyka nadziei. Wydaje się, że książką rządzi tylko smutek, apatia, które przenikają niemalże przez każdy aspekt życiowy wszystkich bohaterów książki. A jeśli nawet pojawi się nadzieja, zostaje ona zgaszona przez trudne doświadczenie, z którym ciężko żyć nie tylko Helenie Mobacke, ale także osobom z jej otoczenia, jak i rodzinom ofiar, nie tylko morderstw, ale i innych przestępstw. Wiele pozytywnego impulsu daje zakończenie, gdzie sprawa zostaje wyjaśniona, a i większość osób poradziło sobie z osobistymi sprawami, chociaż i tak muszą wciąż walczyć, aby ten stan rzeczy utrzymać. A co do bohaterów? Jednych lubi się mniej lub bardziej, jak chyba w każdej książce, ale w tej trudno określić kogo najbardziej się lubi; można się pokusić o to, komu najbardziej się współczuje. Zaś gdy chodzi o postacie, które najmniej się lubi, to akurat mam dwa typy: Therese Jansson i Niklasa Karlena. Jest to dwójka policjantów, którzy mają współpracować z Helen przy sprawie. Oboje młodzi, wciąż żądni wielu "przygód" i ciekawych akcji, ale wciąż mało doświadczeni przez los, by zrozumieć niektóre sprawy osobiste oraz niektóre działania przestępców. To właśnie doświadczenie i osobista tragedia głównej bohaterki przyczynia się do schwytania przestępcy. Autorka swoją książką przekonuje nas do tego, iż kryminały szwedzkie są godne przeczytania i polecenia. Może wydawać się, że akcja posuwa się niezbyt dynamicznie, to jednak narracja pozwala nam odczuć całą atmosferę książki. Dzięki czemu odnosimy wrażenie, że razem z bohaterami doświadczamy tego wszystkiego, co znajduje się na kartach powieści. Tutaj nie ma miejsca na piękne ozdobniki, dla superbohaterów, ale są tu ludzi z krwi i kości, mających wiele wad i zalet, którzy mają swoje wyobrażenia na pewne zjawiska. I to czyni książkę naturalną, gdzie nadzieja przecina się z rozpaczą, a tragedie jak i dobro zdarzają się na każdym kroku. Powieść Johanny Mo "Tak sobie wyobrażałam śmierć" polecam każdemu bez wyjątku. Tym którzy kochają kryminały, szczególnie te szwedzkie, jak i tym, którzy stawiają swoje pierwsze kroczki w tym gatunku. Warto.

Sayuri Blog Dorota Tkaczyk; 2017-09-13


Czytałam już wiele książek z zabarwieniem kryminalnym, ale ta wyróżnia się zdecydowanie sposobem narracji, intrygującymi wątkami psychologicznymi wplecionymi do fabuły oraz ciekawą postacią głównej bohaterki Heleny, której autorka nakreśliła bardzo emocjonalny obraz trudnej, tragicznej przeszłości, co z góry wydawałoby się nie do udźwignięcia przez wrażliwość i kruchość kobiecej psychiki. Poniekąd tak jest, bo niewiele kobiet po śmierci dziecka udaje się w miarę sprawnie funkcjonować, wrócić do dawnego życia. I główne motywy, jakie pojawiają się w fabule są bardzo autentyczne, bo nie niemożliwe do tego, by miały miejsce. Akurat każdemu może się takie coś przydarzyć. Istotne jest także tło społeczne, które pozwala spojrzeć na problem Heleny z chłodnej perspektywy pozostałych bohaterów, współczujących, podziwiających, ale przecież niczym nie związanych z Heleną i jej tragiczną przeszłością. Fabuła powieści każe nam się cofnąć o kilka lat, w momencie, kiedy Helena Mobacke wraca po dosyć długiej przerwie od pracy. Od razu zostaje rzucona na dosyć głęboką wodę, bo otrzymuje przydział sprawy dotyczącej śmierci młodego chłopaka, który został zepchnięty pod koła pociągu. Ilu świadków, tyle zeznań i narastających teorii. Śledztwo przynosi jeszcze więcej pytań i wątpliwości, co tropów i ślepych zaułków. Ale nie samo żmudne i skrupulatne śledztwo spędza Helenie sen z powiek. To przede wszystkim trauma, z jaką kobieta walczy na każdym kroku. A już pierwsze starcie przychodzi, kiedy jest zmuszona przekazać matce tamtego chłopca informację o śmierci syna. Niełatwe zadanie. Piętrzące się spekulacje i presja czasu, znajdują swoje ujście we wciąż krążącej pamięci, przywołującej obrazy ukochanego syna i mężczyzny, który nie mógł patrzeć na jej psychiczny i oralny upadek. Powrót do pracy zatem wydaje się czymś nadzwyczajnym i ratunkiem przed wewnętrznym rozpadem Heleny. Zarówno postać samej bohaterki, jak i tło społeczne, otoczenie, w jakim się obraca są zalążkiem do jej działania, pretekstem do tego, by wreszcie każdy, komu stanie na drodze przestał się zastanawiać, jak sobie radzi ze sobą i lękiem momentami obezwładniającym ciało. Bardzo ciekawie również autorka poprowadziła trzecioosobową narrację, która jeszcze bardziej podkreśla swoją perspektywę poprzez chłodne odwzorowanie oraz braku możliwości związania się uczuciowo czytelnika z Heleną. Pomiędzy rozdziały zaś zostały wsadzone obrazy, jakie relacjonuje nam morderca z ostatnich godzin życia swoich ofiar. Ten chłód, krótkie, konkretne zdania przypominają mi reportaż. Mnie osobiście to nie przeszkadza, bo lubię i ten gatunek literacki. Czytając tę powieść zastanawiałam się, w czym tkwi jej szyk? Myślę, że nie tylko w nietypowej narracji, ale wyrazistej bohaterce, z którą mimo chłodnego spojrzenia z treści, jako kobieta próbowałam dojść do zrozumienia jej sytuacji. Niesamowicie wielką siłą i samozaparciem trzeba się wykazać, by po takiej tragedii podnieść się i żyć dalej w zgodzie ze sobą. Tym mi bardzo zaimponowała. „Tak sobie wyobrażałam śmierć” Johanny Mo to tajemnicza intryga, momentami mroczna i tragiczna fabuła, wyrazista bohaterka, która nie daje za wygraną, pokazując swoją siłę, odwagę i to, że niemożliwe jest możliwe, a ból po stracie najbliższej osoby wcale nie jest mały, nawet, gdy wraca się do pracy. To rodzaj psychologicznego spojrzenia na problem oddzielenia sprawy prywatnej od zawodowej. Polecam, bo jak na kryminał skandynawski, mimo że niewielkich rozmiarów jest bardzo wciągająca i elektryzująca.

Nietypowe Recenzje Agnieszka Krizel; 2017-09-11


Nie tak sobie wyobrażałem śmierć. Oczywiście tę, o której mowa w tytule recenzowanej książki. Nie tak, inaczej. Zupełnie. Nie mogę jednak powiedzieć, że jestem rozczarowany, niezadowolony z tego, że poświęciłem trochę czasu tej pozycji, jednak musiałbym skłamać, mówiąc, że polecam ten kryminał. Helena Mobacke, policjantka, wraca do pracy po długiej przerwie, spowodowanej tragedią rodzinną. Bohaterka, wciąż zmagając się z traumą, którą ów wydarzenie wywołało, mimo dawnego zaangażowania w dochodzenia oraz wysokiej pozycji zawodowej, nie do końca radzi sobie z zadaniami, które ponownie stawia przed nią zawód w policji. Walcząc z wewnętrznym załamaniem i głosami przeszłości, wyjaśnia sprawę wtrącenia pod metro młodego chłopaka, którego śmierć niesie ze sobą nie tylko chaos w mieście, ale także kolejne morderstwa. Tak sobie wyobrażałam śmierć to książka typowa dla swojego gatunku. Niestety, niepoprawnie typowa. Wszystko, co się dzieje, realizuje się podług scenariusza czy planu, którego treść mości się w świadomości czytelnika, znającego choć trochę prawidła współczesnych kryminałów. Dostając opowieść o niespodziewanym przestępstwie, wepchnięciu młodego chłopaka pod pociąg, które stara się wyjaśnić wypalona, doświadczona przez los policjantka, tak naprawdę dostajemy cały zarys tego, co nas czeka – aż do samego końca. Tu nie chodzi o samą konwencję, podstawę tego rodzaju powieści, ale o pewną oczywistość, sposób przedstawiania i świata, i akcji, który, jak się zdaje, bazuje na dobrze znanych, naiwnych wręcz, taktykach. Mamy policjantkę po przejściach, zmagającą się z pracą zarówno na płaszczyźnie stricte zawodowej, jak i prywatnej, walczącej z rozpadem wewnętrznym, która, poznając coraz szerzej prowadzone śledztwo, obcuje z własnymi lękami i obawami. Nie byłoby to w istocie złe, można by wykorzystać – także w znany sposób – tę sposobność do kreślenia wielowarstwowego portretu psychologicznego, gdyby osobowość bohaterki była nie tyle spostrzeżona, zauważona, ile po prostu przedstawiona. Bo choć wiele mowa o Helenie Mobacke, o jej losach i przeżyciach, a trauma, która jej towarzyszy, powraca w narracji – nieco nachalnie – jak bumerang, tak naprawdę nic nam o niej nie powiedziano, niczego nie pokazano. Owszem, narrator kreuje opowieść o policjantce-zrozpaczonej matce, żyjącej na progu dwóch światów, dzisiejszego i dawnego, ale to jedynie jego uwagi, jego słowa – ciągle podkreśla bowiem świadomość braku syna, poczucie pustki, która wynika z nieobecności ukochanego dziecka. Nie ma to jednak nic wspólnego z decyzjami czy zachowaniami bohaterki, bo ta zdaje się postacią wyłącznie nakłutą kilkoma cechami i stanami, żyjącą jednak dość standardowo, schematycznie – bez szczególnych rys czy pęknięć. To, co o niej wiemy, to uwagi narratora, nie czytelnicze obserwacje. Poznajemy ją przez słowa, nie czyny, co sprawia, że jej odbiór ma charakter powierzchowny, przejrzysty, raczej mało wielowymiarowy. Brakuje takich scen, jak ta, gdy Helena nie wytrzymuje emocji, które towarzyszą przekazywaniu informacji o śmierci dziecka, i wychodzi z pomieszczenia, zostawiając tym swojego współpracownika bez wsparcia. Takie wydarzenia pozwalają spostrzec bohatera inaczej, dostrzegając, że jest nie tylko elementem opowiadanego świata, ale i jego usposobieniem – właśnie poprzez czyny czy zachowania, które w jakiś sposób świadczą o specyfice postaci. Ma miejsce natomiast natłok, w pewnym momencie nieznośnych już, uwag, dotyczących Antona – syna bohaterki. Zdaję sobie sprawę, że jest on tu postacią istotną, gdyż z jego braku wynika emocjonalny stan policjantki, jednak tak nieudolnie i nachalnie przemycana jest opowieść o nim, przewijająca się dosłownie co rusz, co chwilę, wciąż w tym samym kontekście, że zaczyna odgrywać nie tyle drugi plan, źródło zachowań Heleny, ile objaw nieudolnego budowania literackiego świata oraz osobowości Mobacke. O ile mało można powiedzieć o samych bohaterach, gdyż są nie dość przedstawieni, ukazani, o tyle nie sposób powiedzieć, że samo dochodzenie nie wciąga lub nudzi. Racja, jest równie typowe, co cała opowieść, bazuje bowiem na znanych prawach i sposobach konstruowania tego typu narracji, jednak ze względu na tempo porywa. Tę książkę czyta się prędko, raczej bez wysiłku, poświęcając jej odpowiednio dużo uwagi, by oderwać się od doczesności na kilka godzin. Tak sobie wyobrażałam śmierć kładzie nacisk na postępowanie, nie zaś na same zabójstwa, naturę antagonisty czy pościgi. To raczej powieść, której akcja dzieje w murach komendy, gdzie zespół funkcjonariuszy bada i rozpatruje nie tylko powody dokonanych przestępstw, ale również potencjalne następne uderzenia – na kolejne ofiary. Szukanie powiązań między tymi, którzy już skończyli na torach metra, wnikanie w ich życie i szukanie ewentualnych wydarzeń z przeszłości, będących źródłem ich nieszczęścia, robienie wywiadów oraz badań terenowo-społecznych to zadania, którymi głównie zajmują się bohaterowie powieści. Poświęcając się w pełni tym wyzwaniom, zatracają właściwie własne osobowości. Śledzimy ich bowiem wyłącznie w kontekście zawodowych czynności – cała książka została ograniczona zatem do tego, nie pozostawiając miejsca np. na portrety psychologiczne postaci. Dlatego uważam, że grubą przesadą jest opis wydawcy, głoszący, że Tak sobie wyobrażałam śmierć nikogo nie pozostawi obojętnym. Zostawi, i to w moim przekonaniu nie jedną osobę. Wynika to właśnie z przejrzystości tudzież miałkości postaci (w tym głównej bohaterki), braku tego czegoś, tej iskierki, która napędzałaby literacki świat, wyróżniając go z wielu innych. Czyta się jednak tę książkę swobodnie, raczej bez literackich czy emocjonalnych uniesień, ale – co ważne – z poczuciem zainteresowania. Dla zabicia czasu lub w trakcie dłuższej podróży.

Sztukater.pl Czytelnik7


Nie ma większej tragedii dla rodzica, jak śmierć własnego dziecka. Nie ma większej rozpaczy, jak rozpacz matki, która traci ukochanego synka.Nie ma większych łez, bardziej bezsennych nocy, momentów całkowitego zwątpienia, jak wtedy, gdy ginie ktoś, kto nigdy nie powinien był zginąć. Kiedy odchodzi na zawsze, a po nim pozostaje jedynie pustka. Serce zatrzymuje się na moment, wierząc, że wypełni ten brak gdzieś na granicy światów. Ciało wstrzymuje oddech, bo może wtedy uda się usłyszeć to, co zamilkło i nigdy już nie powróci. Czasami pozostaje niemoc. Lepiej nie wstawać, nie rozglądać się wokół, nie widzieć, że nie ma? Złagodzić sztucznie ból, który nigdy przecież już nie przeminie, znieczulić, odłączyć, przeczekać, nawet w nieskończoność. Albo zareagować. Agresywnie, impulsywnie, wściekłością, gniewem tak silnym, bo nieukojonym. Kryminały niezbyt często poruszają temat tak bolesny i przenikliwy, jak żałoba, ale Johanna Mo nie bała się wciągnąć czytelnika w melancholijną, przygnębiającą opowieść o sile straty, która prowadzi do zbrodni - "Tak sobie wyobrażałam śmierć.". "Kiedy znika, Helena ma wrażenie, że ona sama jest jedynym człowiekiem, który pozostał na tej ziemi. Wstaje z biurowego krzesła, ale nigdzie nie idzie. Nie ma pojęcia, co zrobić z tą odpowiedzialnością, która nagle stała się jej udziałem. Otoczenie się rozmywa. Czy raczej: ona nie rozumie jego sygnałów. Jakby doznała udaru i musiała się nauczyć wszystkiego jeszcze raz. Jej zdolność do działania jest jakby zdmuchnięta." Młody chłopak wpada pod tory sztokholmskiego metra. Podobno został celowo zepchnięty, ale nie sposób ustalić tożsamości napastnika. Policjantka Helena Mobacke wraca do pracy po długiej przerwie. Rok wcześniej utraciła ukochanego syna, a jej partner odszedł, nie mogąc poradzić sobie z jej rozpaczą. Dowodzenie grupą dochodzeniową w komendzie w Sztokholmie ma być próbą powrotu do normalności. Już na wstępie to właśnie Helena ma podjąć się śledztwa w sprawie śmierci chłopaka na torach, podczas którego niejednokrotnie zmierzy się z własnymi demonami. Kryminał Johanny Mo to poruszająca opowieść o stracie ze zbrodnią w tle. Jako że główną bohaterką jest właśnie policjantka z dochodzeniówki, pogrążona w głębokiej depresji, to na pierwszy plan wyłania się nie tyle samo śledztwo, ile jej zmaganie się z własnymi, przytłaczającymi emocjami. Pomiędzy poszczególnymi wątkami przebija się smutek, niemoc pogodzenia się z rzeczywistością, oraz walka o samą siebie, o to, co bezpowrotnie utracone. Helena Mobacke walczy o jakiekolwiek jutro, o nowy dzień, o odzyskanie sensu życia. Paradoksalnie, zbrodnia i śmierć, poszukiwanie nieuchwytnego mordercy, pomagają jej na nowo odkryć siebie i wyzwolić się z niebytu. "Tak sobie wyobrażałam śmierć" to dobrze napisany, klasyczny skandynawski kryminał rodem z północy o przygnębiającej, wyniszczającej atmosferze smutku i dojmującej straty. Czytelnik może mieć wrażenie, że tak jak główna bohaterka, czasami porusza się za mgłą, za niewidzialnym woalem, zasłoną, której nie sposób zerwać, bo musi osunąć się sama, kiedy nadejdzie czas. Johanna Mo z wyczuciem prowadzi narrację, wprowadza we wspomnienia bohaterki, gdzie śmierć i beznadzieja panoszą się, a żałoba obrała swoje panowanie. Przedzieramy się przez śledztwo, z mozołem przetaczamy przez ciemność, by wreszcie natrafić na pierwsze drobinki światła.

wielkibuk.com


Lubicie metro? Taki środek transportu, nie serię Glukhovskiego. Ja w metrze byłam chyba tylko dwa razy w życiu. Huk, prędkość i ciemność. Niesamowite wrażenie, które powoduje ściśnięcie gardła i … strach. Tak, szczególnie jak patrzysz na peron, na którym za chwilę ma pojawić się pociąg. Patrzysz spokojnie myśląc o codzienności swojego życia, planujesz jak zdobyć świat lub co zrobić na obiad. I wtedy zostajesz popchnięty na tory wprost pod nadjeżdżający pociąg. Zanim umrzesz masz kilka sekund i chociaż wiesz, że nie ma dla Ciebie ratunku to jednak liczysz na cud. Ta chwila to sekundy, sekundy w których no własnie, czy jesteś w stanie sobie wyobrazić co dzieje się z ciałem, mózgiem w przeciągu tych kilku sekund życia, które Ci pozostało? Tak wyobrażałam sobie śmierć to książka nieznanej w Polsce szwedzkiej (tak, nieustająco kocham Skandynawię) pisarki Johanny Mo. Mroczny i bardzo emocjonalny kryminał. Helena Mobacke powraca do pracy w policji po przerwie spowodowanej tragicznymi wydarzeniami. We wstrząsających okolicznościach traci swojego syna Antona. "Co mówi się komuś, kto stracił dziecko z powodu zawodu, jaki wybrał?" Nie mam dziecka i nie mam nawet pojęcia co może oznaczać jego utrata. Ten motyw wyziera się z każdej strony książki. Ból po stracie, niemożność poradzenia sobie z tak wielką krzywdą. Żal do siebie kiedy w końcu przychodzi ta chwila, w której nie pomyślała o dziecku. Walka z samą sobą o to, żeby zacząć żyć normalnie, o to żeby funkcjonować w otaczającej ją rzeczywistości. "Wyczerpuje mnie udawanie, że jestem w gruncie rzeczy normalna i daję sobie radę ze wszystkim" To słowa Heleny, kto z nas chociaż raz w życiu nie wypowiedział tych samych, bądź podobnych? Po powrocie do pracy zostaje szefową grupy dochodzeniowej, której głównym zadaniem jest rozwiązywanie trudnych spraw. Już pierwszego dnia dostaje „przypadek” wepchniętego pod pociąg metra młodego chłopca. Autorka bardzo obrazowo opisuje zmagania Heleny z emocjami, które nią targają. Z jednej strony chce zacząć żyć normalnie, nie chce być pogrążoną w wiecznej żałobie kobietą z drugiej nie może sobie wybaczyć, że tego chce. Czuje że zdradza pamięć syna. Na szczęście ma jedną bliską osobę, która od niej nie odeszła, która nie pozostawiła jej samej na dnie rozpaczy, taka która rozumie i tłumaczy: "Bo trzeba zrobić co się da, z tego, co życie nam daje. Zaciska się zęby i idzie dalej, kiedy człowiekowi jest ciężko, bo ciężko nie będzie zawsze." Książkę czyta się bardzo szybko i praktycznie do końca nie wiadomo kto jest zabójca i jakimi powodami się kieruje, mimo że autorka w treść książki wplata jego przemyślenia. Nie jest to typowy kryminał chociaż posiada cechy gatunku. Mamy w książce wątek polski. Jedna z postaci to awanturujący się, niepotrafiący powstrzymać gniewu i nadużywający przemocy Polak. Najbardziej zadziwiła mnie szybkość przebiegu akcji. Na przestrzeni 6 dni Helen z zestresowanej kobiety staje się znowu doskonałą policjantką. Jest w stanie wytropić zabójcę. Jak dla mnie mało realne. Trochę to przypomina amerykański serial. Mam mieszane uczucia odnośnie przeczytanej pozycji, bo przecież nie mogę o kryminale napisać „lekkie czytadło”, „dobre na jeden wieczór”. Książka nie wzbudziła we mnie zachwytu, ale też nie można obok niej przejść obojętnie. Z pewnością przeczytam kolejne z cyklu. Polecam tym, którzy są na początku przygody zwanej „czytanie kryminałów”.

http://zaniczka.pl/ Zaniczka; 2017-08-20


Ola z Pomiędzy książkami nie czyta kryminałów, pewnie jakiś czas temu uważałabym to za pewną informację. Ostatnio jednak trafiła do mnie kolejna powieść tego gatunku. Czy ta pozycja sprawi, że częściej będę sięgała po powieści kryminalne? Historia stworzona przez Johannę Mo opowiada o Helenie Mobacke, kobiecie, która po stracie dziecka stara się wrócić do zawodu policjantki. Nasza bohaterka od razu zostaje rzucona na głęboką wodę. Jej zadaniem jest wyjaśnienie sprawy młodego chłopaka, który zginął pod pociągiem Sztokholmskiego metra. Helena cały czas walczy ze swoimi rozszalałymi emocjami, kiedy w metrze giną kolejne osoby. Czy uda jej się opanować swoje demony, rozwikłać zagadkę morderstw i nie stracić zaufania współpracowników? "Nie wytrzymam tego dłużej... Nie mam pojęcia, kim jestem." "Tak sobie wyobrażałam śmierć" to książka z pełnymi portretami psychologicznymi. Poznajemy motywy mordercy, odkrywamy ciemne zakątki jego umysłu i podążamy razem z nim ulicami miasta. Z drugiej strony jednak czytamy o zagubionej Helenie, jej żałobie i próbie powrotu do codzienności. Przedstawienie psychiki bohaterów to zdecydowanaie najmocniejsza strona tej książki. Autorka po prostu umieszcza czytelnika w głowach bohaterów. Kolejnym plusem powieści jest zakończenie. Zakończenie rzuca zupełnie inne światło na opowiedzianą historię. Wielokrotnie analizowałam je w swojej głowie i zastanawiam się, co zrobiłabym ja. "Jej samej też nie da się naprawić. Wszystko w niej chce się tylko położyć i poddać." Niestety, muszę się do czegoś przyczepić. Johanna Mo zabiera nam możliwość zgadnięcia, kim morderca jest. Czytając powieści kryminalne, zawsze największą rozrywką jest próba rozwikłania zagadki. Niestety autorka nie pozwala nam na to, jeśli sięgniecie po tę powieść zrozumiecie, co mam na myśli. Tym samym powieść bardziej nazwałabym psychologiczną, nie kryminalną. W takim razie o czym jest książka o tytule "Tak sobie wyobrażałam śmierć"? O stracie, o żałobie, o tym do czego zdolny jest człowiek w afekcie i o walce z własnym umysłem. Czy polecam tę powieść? Na pewno jeśli interesują Was portrety morderców, jeśli jednak chodzi o całość, każdy z Was musi sam zdecydować. Mnie zaciekawili bohaterowie, historia niekoniecznie. Jednak ze względu na to nie spisuję jej na straty. Ciekawostka o książce: Mimo tego, że autorka napisała już osiem powieści, ta wymieniona przeze mnie jest jej pierwszą książką wydaną w języku polskim.

Pomiędzy książkami Aleksandra Miazek


Strach już opanował miasto, pod osłoną ciemności rozchodzi się po Sztokholmie jak zaraza. (s. 222) Sztokholm to piękne miasto pełne kolorów i żywiołów. Ale ma też swoją ciemną stronę, bo i w stolicy Szwecji nie brakuje różnej maści przestępstw. A jedno z nich stało się głównym tematem powieści Johanny Mo Tak wyobrażałam sobie śmierć. Po rocznej przerwie z powodu rodzinnej tragedii 44-letnia Helena Mobacke wraca do pracy w policji. Wcześniej była świetnym śledczym, szefem słynącym z twardej ręki, emanowała pewnością siebie i skutecznością. Gdy zanurzała się w sprawę, zapominała o całym świecie. I osiągała sukcesy. Wszystko się zmieniło, gdy morderca porwał jej syna Antona. Chłopiec zmarł, wkrótce odszedł od niej mąż, a Helena przestała istnieć dla świata. Po roku żałoby i rozpaczy wraca do policji, choć do końca nie jest pewna swej decyzji. Nie zmieniła się tak bardzo, choć jej siły żywotne tak. (s. 59) W komendzie Sztokholm Południe zostaje szefową grupy dochodzeniowej złożonej z czterech osób. Niemalże z marszu zaczyna pracę dochodzeniową, gdyż w metrze osiemnastolatek wpadł pod pociąg. Świadkowie twierdzą, że został wepchnięty, lecz ich opisy sprawcy bardzo się różnią. To jej pierwsze morderstwo po długiej przerwie, w dodatku z niewyraźnym sprawcą w tle. Helena mierzy się z trudną sprawą i jeszcze trudniejszymi myślami. Ale ty jesteś pogruchotana. (s. 144) Ano jest i trudno jej się dziwić. Strata dziecka to olbrzymi cios dla każdej matki. Osobista tragedia ma wpływ na śledztwo, ponieważ policjantka sama zmaga się z demonami przeszłości i współczuciem dla rodziców, którzy także stracili dziecko. A ofiar przybywa, gdyż ktoś wpycha pod pociąg kolejne osoby… Helenie robi się ciemno przed oczami. Musi się oprzeć o tablicę, żeby nie upaść. Znów będzie miała kontrolę nad rzeczywistością, ale w tej chwili nie daje już rady. Nie może przestać o nim myśleć. Anton jest wszędzie. Wokół niej. W niej. […] Nie daje się odsunąć na bok. (s. 97) Trudno prowadzić skomplikowane dochodzenie, gdy w głowie ciągle kłębią się myśli o tragicznie zmarłym synu, którego wszędzie widzi i ciągle coś jej go przypomina. To one odbierają siły Helenie, utrudniają jej pracę i normalne funkcjonowanie. Do tego dochodzą wyrzuty sumienia. Policjantka czasami odnosi wrażenie, że traci rozum. Ma problemy ze skupieniem uwagi, wspomnienia i emocje przesłaniają jej fakty i mącą osąd, nie pozwalają dobrze analizować kolejnych wydarzeń i tropów. W jej grupie dochodzeniowej powoli narasta bunt… Najważniejsi są żyjący, nie umarli. (s. 146) To prawda i to nimi się musi zająć policjantka, a właściwie jednym żyjącym… Silne emocje nie tylko nią targają, także tajemniczym mordercą. Tworzy się swoista przeplatanka uczuć najważniejszych bohaterów kryminału. A rozgryźć psychikę mordercy nie jest tak łatwo, gdy samej ma się problem natury psychologicznej. Bałam się, że przytłoczą mnie stany depresyjne Heleny Mobacke i jej przeżywanie śmierci syna, na szczęście tak się nie stało. Autorka wspomnienia o Antonie funduje czytelnikowi po kawałku, ukazując cały ogrom cierpienia matki-policjantki, a z drugiej pokazując jej walkę o powrót do normalności, powrót do pracy w pełni sił umysłowych i witalnych. Dobre portrety psychologiczne bohaterów, także tych trzecioplanowych i epizodycznych, to duży atut tego kryminału. Musi znaleźć coś do roboty. (s. 20) Dynamiczna akcja rozgrywa się w ciągu zaledwie pięciu dni roboczych, od poniedziałku 23 VIII 2010 r. do piątku 27 VIII. Jednak nie czuć tej dynamiczności w działaniach grupy policjantów za wyjątkiem ostatniej akcji. Tempo narzuca codzienna rutyna – zebranie grupy, omówienie sprawy, rozdzielenie zadań, wyjście w teren i wykonanie zadań służbowych, ponowne zebranie grupy... Dużo się dzieje, a zarazem brak żywego tempa, co nie jest zarzutem, tylko spostrzeżeniem. Helena jest dokładna i działa skrupulatnie, bada nawet odległe wątki, a te wraz z jej myślami i emocjami niejako przystopowują dynamizm wydarzeń. A z drugiej strony pokazują, jak działa policja szwedzka. Nie chce być taka pogruchotana. (s. 144) Wprawdzie przedstawione wydarzenia są fikcją literacką, lecz autorka swym lekkim piórem nadała im wyrazistości i realności. Autentyczność widać choćby w tle społeczno-obyczajowym, kiedy to czytelnik zagląda do mieszkań Szwedów i Polaka, do miejsc pracy z komisariatem na czele czy mieszkań policjantów, kiedy poznaje ich codzienne życie. Tak sobie wyobrażałam śmierć to kryminał z ciekawą intrygą do przeczytania w ciągu pięciu dni, aby czytelnik był na bieżąco ze skomplikowanym śledztwem i poszukiwaniami mordercy z metra, aby poczuł się jak szwedzki policjant na służbie. To także kryminał psychologiczny, w którym bohaterowie są zwykłymi ludźmi targanymi silnymi emocjami, mającymi wpływ na prowadzenie śledztwa

W szponach literek Martucha180; 2017-07-28


Helena Mobacke, sławna policjantka z wieloma sukcesami na koncie, po roku nieobecności, spowodowanej śmiercią ukochanego syna, Antona, wraca w mundurowe szeregi. I choć ma nadzieję, że przeszłość nie będzie o sobie dawać znaku na każdym kroku, to pierwsze dni w policji są dla niej ciężkie. Szczególnie, że Anton umarł z jej winy... Pierwszą sprawą kobiety jest morderstwo osiemnastoletniego chłopaka, Erica Szymanskiego. Ktoś wepchnął nastolatka prosto pod koła metra. Mogłoby się wydawać, iż był to jedynie wypadek, nie zaplanowany atak, jednak po kilku dniach dochodzi do podobnego zabójstwa. Helena, wciąż walcząca z własnymi demonami, musi stawić czoła nieprzyjemnej rzeczywistości. Czy matka, która straciła dziecko, potrafi rozwiązać skomplikowaną sprawę morderstw? Czy własne wyrzuty sumienia, bezdyskusyjne zaufanie do rodziców, którzy także utracili swoje pociechy, nie zaciemni jej ogólnego obrazu sytuacji...? Ból, jaki odczuwa rodzina po utracie jednego z członków, musi być niewyobrażalny; mówi się, że najgorszą tragedią dla rodziców jest pogrzeb własnego dziecka. Dziecka, którego mimo wielu prób, nie zdołali uchronić przed najgorszym. Byłam ogromnie ciekawa, jak główna bohaterka Tak sobie wyobrażałam śmierć będzie prowadziła -bądź co bądź- tę skomplikowaną sprawę. Morderca praktycznie nieuchwytny, skryty pod kapturem bluzy, niewidzialny dla otoczenia. Do tego własne, wewnętrzne rozterki Heleny Mobacke, chwile rozdrażnienia, łzy, same z siebie napływające do oczu pod wpływem małego wspomnienia... prowadzić dochodzenie w tak trudnej sytuacji psychicznej to nie lada wyzwanie. Ale przecież pani Mobacke nie należy do tych, które się poddają. Była twarda, i jak udowodniła, nadal jest. Helena Mobacke -jak już wspominałam- jest wciąż skupiona na osobistej tragedii i bardzo niewiele trzeba, aby wspomnienia powróciły. Dlatego też rozumie stratę rodziców, poznanych podczas śledztwa, czasem ślepo im ufając. To, niestety, ma znaczący wpływ na przebieg całej sprawy, choć nie powiedziałabym, że aż tak spory, jak wydawcy piszą o tym na okładce. Ogromnym plusem jest fakt, iż autorka nie skupiła się wyłącznie na głównej postaci, lecz poświęciła także kilka rozdziałów dla pozostałych policjantów, biorących udział w śledztwie. Dzięki temu mamy szerszy obraz sytuacji, możemy łatwiej wczuć się w całą historię, a co więcej, prywatne sprawy członków tej "małej" grupy również są bardzo ciekawe. Tym bardziej intryguje mnie kolejny tom, gdzie być może znajdzie się rozwiązanie niektórych kwestii. Historia mordercy należy do grupy tych lepszych, bowiem do końca nie wiadomo, dlaczego sprawca obrał sobie za cel konkretnie te, niezwiązane ze sobą nijak, osoby. Można zgadywać, zakładać się, nawet stawać na głowie, ale prawdę poznaje się dopiero na końcu. Tak sobie wyobrażałam śmierć jest lekturą ciekawą, aczkolwiek nie aż tak wciągającą, aby miała zapaść w pamięć na kolejne miesiące. Owszem, jest ciekawie, na czytelnika czekają różnego rodzaju zwroty akcji i niespodzianki, jednak do statusu "super- książki" troszkę brakuje. Podczas czytania miałam również wrażenie, że emocje Heleny związane z utratą dziecka były nie do końca dokładnie opisane, nie wyczuwałam w jej postaci prawdziwej rozpaczy, typowej dla matki. Mimo wszystko spędziłam z tą książką przyjemne chwile; uważam, że kolejne tomy będą już coraz lepiej dopracowane, coraz ciekawsze. Książka z całą pewnością przeznaczona dla osób lubiących thriller bez rozlewu krwi.

secretum.pl PannaPinko; 2017-07-24


"To nie wydarzenia określają człowieka, ale to, co on z nimi zrobi... Zaciska się zęby i idzie się dalej, kiedy człowiekowi jest ciężko, bo ciężko nie będzie zawsze." Pierwsze spostrzeżenie, jakie nasuwa się po przeczytaniu książki, to uznanie dla jej intensywnego emocjonalnego wydźwięku. Przejmujący wątek utraty dziecka przez rodzica pojawia się z różnych perspektyw i w złożonych obrazach. Ogromna strata, której bólu nic nie jest w stanie złagodzić, przygasić, zagłuszyć, niezwykle trudno jest sobie z nią poradzić. Życie składa się z gąszczu niepasujących kawałków. Bolesne wspomnienia powracają znienacka, dopominają się o uwagę, dotkliwie przenikają każdy aspekt codzienności, skupiają się na tym, co było, nie harmonizują z nadzieją i pogodnym patrzeniem w przyszłość. Mnóstwo wysiłku kosztuje wyjście ze sfery załamania, przygnębienia, całkowitego zobojętnienia na teraźniejszość, apatii na zewnętrzne bodźce i rezygnacji z pragnień. Niespokojne próby powrotu do normalności, nabrania pewności siebie, znalezienia sensu życia, wyznaczenia nowego kursu, zastąpienia mechanicznych działań pełną aktywnością, obciążone są wieloma porażkami i niepowodzeniami. Jednym udaje się z biegiem czasu przebrnąć przez traumatyczne wydarzenia, inni już nigdy nie będą potrafili pozbierać się, zaznać choćby minimalnego spokoju i ukojenia. Wyrzuty sumienia i poczucie winy zamieniają się w mroczne myśli i ciemne przesłania. Trzeba przyznać, że autorka z dużą wnikliwością i zrozumieniem przedstawia tę płaszczyznę ludzkiej natury, sugestywnie odmalowując obrazy, angażując czytelnika w poruszającą serce tematykę, rodzica przeżywającego żałobę po śmierci dziecka. Jednakże również zręcznie tworzy intrygę kryminalną, rezygnuje z dynamicznego rytmu prowadzenia fabuły, stawiając nacisk na dbałość o dokładność i szczegółowość dochodzenia do prawdy o morderstwie, a także umiejętnie konstruuje napięcie. Dzięki przekonująco opisywanym etapom śledztwa, czujemy jakbyśmy sami brali w nich udział, idealnie potrafimy odnaleźć się w ich wielotorowości, chętnie poddajemy się grze w snucie przypuszczeń i domysłów. Helena Mobacke przed rokiem w dramatycznych okolicznościach traci dziewięcioletniego syna. Tragedia doprowadza do rozpadu długoletniego małżeństwa. Odbiła się też na rozwoju obiecująco zapowiadającej się kariery policyjnej. Kobieta postanawia wrócić do pracy, czuje, że może właśnie ona okaże się dla niej zbawieniem, swoistym wentylem bezpieczeństwa, niedopuszczającym do gromadzenia się negatywnych refleksji. Zostaje szefem sztokholmskiej grupy dochodzeniowej wyznaczonej do rozwiązywania zawiłych spraw. Powierzony jej zespół składa się z czterech diametralnie odmiennych osobowościowo osób, dysponujących różnym doświadczeniem zawodowym. Leniwy Herman, bystra Therese, solidny Simon i zadufany w sobie Niklas. Pierwsza sprawa, z którą przyjdzie się im zmierzyć, pozornie wydaje się prosta. Osiemnastolatek wpada pod pociąg metra, w godzinach szczytu, łatwo zatem można będzie dotrzeć do licznych świadków wydarzenia. Jednak niewiadome zamiast wyjaśniać się, zaczynają w szybkim tempie mnożyć, zaś nowe dramatyczne incydenty niosą w sobie śmiertelne zagrożenie. Rodzi się presja, dodatkowo media rozkręcają wśród mieszkańców Sztokholmu atmosferę histerii i paniki, bazują na niepotwierdzonych informacjach i epatują krzykliwymi nagłówkami newsów. Czy Helenie uda się zapanować nad własnymi emocjami? Odciąć się od osobistej tragedii, nabrać właściwego dystansu do rozgrywających się zdarzeń? Wykazać się profesjonalizmem i efektywnością?

bookendorfina.pl Izabela Pycio; 2017-07-19


ŚMIERĆ PRZYJEŻDŻA METREM Sztokholmskie metro słynie z oryginalnego wystroju stacji pełnych kolorowych grafik, instalacji i rzeźb wykonanych przez utalentowanych twórców. Czy w artystycznym klimacie tej najdłuższej galerii sztuki na świecie może wydarzyć się coś złego? W powieści kryminalnej Johanny Mo „Tak sobie wyobrażałam śmierć” świadkami tragicznych wydarzeń stają się południowe, mniej reprezentacyjne stacje oddalone od centrum Sztokholmu: Sandsborg, Globen i Stureby. To tam dochodzi do morderstw, które musi wyjaśnić komisarz Helena Mobacke. Doświadczona policjantka dopiero co wróciła do pracy po długiej przerwie spowodowanej żałobą po śmierci syna. Jak poradzi sobie z niełatwym śledztwem i własnym nieustającym bólem? Mimo że akcja książki obejmuje zaledwie kilka sierpniowych dni, nie mamy wrażania, że toczy się w zawrotnym tempie. Spowalniają ją przemyślenia i wspomnienia głównej bohaterki, która cierpi po stracie syna. Helena Mobacke dołącza tym samym do niemałego grona literackich postaci śledczych, dla których praca jest lekarstwem na osobistą traumę. Wydaje się, że Johannie Mo udało się przedstawić realistyczny obraz kobiety pogrążonej w smutku, zadręczającej się myślami o nieżyjącym synu. Poza tym jednak wiemy o Helenie bardzo niewiele, a z samego cierpienia i matczynej miłości nie da się stworzyć w pełni wiarygodnej postaci. Mam nadzieję, że bardziej pogłębiony wizerunek głównej bohaterki przyniosą kolejne części cyklu (w Szwecji ukazały się łącznie już trzy). Życiowa sytuacja Heleny wpływa nie tylko na tempo, ale i klimat powieści, która jest naprawdę przygnębiająca. Typowy sposób prowadzenia dochodzenia, polegający na eliminowaniu kolejnych podejrzanych, śledzi się jednak z zainteresowaniem. Stopniowo dowiadujemy się o nowych szczegółach, które budują przyjemne napięcie. Miłymi odkryciami były też dla mnie pewne szwedzkie ciekawostki. Tytuł swojej książki Johanna Mo pożyczyła z wiersza „Döden tänkte jag mig så” pisarza i poety Bo Setterlinda. W toku poszukiwań „mordercy z metra” czy „mężczyzny w kapturze” wspomniany jest też „mężczyzna z laserem” (Lasermannen), o którym już pisałam oraz Hagamannen – seryjny gwałciciel dopuszczający się napaści seksualnych w latach 1998-2005 w dzielnicy Haga miasta Umeå. W książce pojawia się też wątek polski, w którym przedstawiciel naszego kraju jest niestety ukazany bardzo stereotypowo. Andrzej Szymanski to zakompleksiony homofob, który nie waha się wymierzyć ciosu każdemu, kto mu podpadnie. Mam nadzieję, że ta postać nie miała ilustrować sposobu postrzegania Polaków przez Szwedów… Pierwsza część serii o komisarz Helenie Mobacke to debiut kryminalny autorki dwóch powieści ciepło przyjętych przez szwedzką krytykę. Nie jest to książka na miarę kryminałów Mankella, w których znajdziemy dużo wątków pobocznych oraz odniesień do spraw politycznych i społecznych. U Johanny Mo akcja toczy się jednotorowo, ale w logiczny i przemyślany sposób, niczym pociąg metra, który zmierza od stacji do stacji według ustalonego planu. Autorka to bez wątpienia zdolna pisarka, co widać po stylu powieści, który pozostaje bez zarzutu. Wierzę, że „Tak sobie wyobrażałam śmierć” to dopiero początek kolejnej udanej serii kryminalnej.

szwedzkapolka.pl Marta Dudek


Czasem niepowołany los spycha nas na niewłaściwe tory i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż w powieści „Tak sobie wyobrażałam śmierć” Johanny Mo, ten los okazuje się przybierać ludzką postać pod płaszczyzną wielu osobowości. Jest 23 sierpnia 2010 roku. Na jednym z przystanków sztokholmskiego metra wpada pod pociąg młody chłopak. Świadkowie twierdzą, że człowiek ten został popchnięty, lecz zeznania co do wyglądu napastnika różnią się. Helena Mobacke, która po stracie synka Antona wraca do pracy w sztokholmskiej policji, musi uporać się ze sprawą morderstwa w metrze. „Helena zmusza się, żeby wyłączyć telewizor. Nie chce tego świata, który wpuszcza do jej domu. Chce być sama w swojej pustce.” Główna bohaterka to kobieta pokrzywdzona przez los. Głównym aspektem, który obserwujemy podczas czytania książki i poznawania bohaterki, to fakt, iż jest ona przygnębioną kobietą, która stara się powrócić do normalności, lecz znajdującą się w otoczeniu osób, które jej tego wcale nie ułatwiają. Dlatego też, w powieści zaobserwujemy szczegółowo ujęte wątki, wpływające na czytelnika, tak jakby sam cierpiał po stracie dziecka. „Świat jest krainą zabawek, królestwem Lego, a on jest jego królem.” Wielu osobom może przypaść do gustu fakt, iż w książce ukazana jest polska odsłona rodziny, lecz moim zdaniem autorka podeszła do tematu zbyt stereotypowo, ukazując Polaka jako osobę, która gotowa jest użyć pięści nawet w błahych sytuacjach. Mimo wszystko akcja rozwija się tutaj powoli, a cały konspekt powieści tworzy dla czytelnika krętą ścieżkę wypełnioną logicznymi spójnikami, po której cały czas zmierzamy do celu. Porównałabym to do krętych dróg występujących gdzieś na północy Norwegii bądź Szwecji, gdzie droga jest tak wąska, że przejedzie nią tylko jeden samochód, lecz po chwili okazuje się, że gdzieś za rogiem czai się więcej przestrzeni i mamy większe pole do popisu. Tak właśnie czułam się przy czytaniu powieści Johanny Mo „Tak sobie wyobrażałam śmierć” – jakby całość była zbiorem prostych informacji, za którymi stoi więcej niedopowiedzeń. Powieść jest przede wszystkim owiana ponurą i momentami przygnębiającą aurą. Z drugiej strony, akcja prowadzona jest w sposób prosty i nieprzekombinowany. Myślę jednak, że gdyby autorka wplotła więcej wątków ogólnikowych do historii i więcej humoru, całość byłaby jeszcze lepsza niż jest w tym momencie. Ja ze swojej strony wolę, gdy książka miesza w sobie wiele wątków wpływających dosyć różnie na nastrój odbiorcy. Od śmiesznych sytuacji, po te bardziej dołujące. Podsumowując, myślę, że jest to książka, po którą warto sięgnąć ze względu na wątki psychologiczne, gdyż w powieści jest ich całkiem sporo. Jednak odradzam ją osobom, które nie lubią literatury kryminalnej, przy której można czasem popaść w melancholijny nastrój, a które są fanami szybkiej akcji.

marionetkaliteracka.wordpress.com/ Magdalena Krukowska; 2017-07-17


Przeszłość czasem spada na nas niczym ciemna zasłona. W takich chwilach możemy albo odwrócić się od świata, albo spróbować ją zerwać. 23 sierpnia 2010 roku Helena Mobacke, sławna policjantka z wieloma sukcesami na koncie, po długiej przerwie wraca do pracy w zawodzie. Nie jest pewna, czy to dobra decyzja. Rok wcześniej straciła ukochanego synka Antona, a potem ukochanego mężczyznę, który nie potrafił poradzić sobie z jej rozpaczą. Jako szefowa grupy dochodzeniowej w komendzie Sztokholm Południe już pierwszego dnia musi zmierzyć się z trudną sprawą. Młody chłopak wpada pod pociąg; świadkowie twierdzą, że został popchnięty. Helena rozpoczyna śledztwo, ale nie potrafi skupić się na pracy. W jej głowie wciąż kłębią się myśli o Antonie. Zamiast na chłodno analizować sytuację, stara się powstrzymać rozszalałe emocje. Współczucie dla rodziców, którzy stracili dziecko, mąci jej osąd i przesłania oczywiste fakty. Nadal przeżywa żałobę, a tymczasem w czeluściach sztokholmskiego metra giną kolejne osoby. W zespole Heleny narasta bunt... Ta książka nikogo nie pozostawi obojętnym! Jej bohaterami targają silne emocje, smutek i poczucie straty mieszają się z pragnieniem powrotu do świata żywych i potrzebą złapania nieuchwytnego zabójcy. Śledztwo Heleny zatacza coraz szersze kręgi, a ona sama musi na nowo odkryć wartość swojej pracy i swojego życia...

Opętani Czytaniem


Dla matki nie ma nic gorszego niż patrzenie, jak trumna z ciałem albo urna z prochami jej dziecka zostaje przysypywana ziemią. Życie zaczyna dzielić na „przed” i „po”. Właściwie to nie chce jej się żyć… W takiej sytuacji znajduje się główna bohaterka powieści Johanny Mo Tak sobie wyobrażałam śmierć. Helena to sławna policjantka, mająca na koncie wiele sukcesów. Po rocznej przerwie wraca do pracy w zawodzie. Zostaje szefową grupy dochodzeniowej w komendzie Sztokholm Południe. Już pierwszego dnia rozpoczyna trudne śledztwo – pod metro zostaje wepchnięty młody chłopak (co ciekawe nastolatek ma polskie korzenie). Jego tragiczna śmierć staje się początkiem serii morderstw. Helena nie potrafi jednak skupić się na pracy – rodzinna tragedia rzutuje nie tylko na jej życie osobiste, ale i zawodowe. . Nadal przeżywa żałobę po zmarłym synku i zamiast analizować sytuację i tropić mordercę, stara się powstrzymać rozszalałe emocje.. Czy Helena poradzi sobie z trudną przeszłością,czy na nowo nauczy się współpracy w zespole i złapie zabójcę, zanim zginie kolejna osoba? Johanna Mo świetnie konstruuje kryminalną intrygę, łącząc ją z dramatem psychologicznym. Śledztwo do końca trzyma w napięciu. Początkowo rozwija się powoli, ale w ostatnich rozdziałach akcja zdecydowanie przyspiesza. W tej historii nic nie jest oczywiste. Postaciami, zwłaszcza Heleną, targają silne emocje. Pragnienie powrotu do „świata żywych” – do pracy, do relacji z ludźmi, miesza się z poczuciem straty i zdrady ukochanego dziecka. Zdrady, którą staje się każda myśl poświęcona komuś innemu niż Antonowi. Narracja w książce prowadzona jest w trzeciej osobie. Autorka przybliża nam nie tylko policjantkę i jej zespół, ale i mordercę, którego tożsamość czytelnik odkrywa wraz ze śledczymi. Ten ciekawy zabieg pozwala poznać jego motywy i sposób myślenia. Tak sobie wyobrażałam śmierć to pełna emocji opowieść, której nie da się obojętnie odłożyć na półkę. Jest idealnym połączeniem kryminału i dramatu. Swoją premierę ma 19 lipca. Warto zapamiętać tę datę i sięgnąć po ten tytuł. Gwarantuję, że nie oderwiecie się od lektury przed poznaniem finału śledztwa i finału wewnętrznej walki Heleny.

http://dropsksiazkowy.blogspot.com Paulina Molicka; 2017-07-07


„Tak sobie wyobrażałam śmierć” łączy w sobie elementy thrillera, powieści psychologicznej i kryminału policyjnego. Główna bohaterka powieści, komisarz Helena Mobacke, to kobieta mocno doświadczona przez życie: straciła dziewięcioletniego syna Antona i mężczyznę, który nie potrafił poradzić sobie z jej cierpieniem. Mimo to wraca do pracy w policji – i od razu zostaje rzucona na głęboką wodę. Pod kołami pociągu w sztokholmskim metrze ginie młody chłopak. Jego śmierć staje się początkiem serii morderstw. Jaka tajemnica wiąże kolejne zbrodnie? Kto za nimi stoi? „Punktem wyjścia śledztwa nie powinien być sprawca, ale sam czyn” – przekonuje Mobacke, której zadaniem jest odkrycie, kto i dlaczego zabija pozornie niepowiązane ze sobą osoby. Czy będzie umiała zapomnieć o osobistej tragedii i skupić się na powierzonej jej sprawie? Czy okiełzna demony przeszłości? W tej mrocznej psychologicznej gonitwie policjantka stanie twarzą w twarz z tym, co usilnie stara się ukryć… Jak mówi autorka, pomysł na powieść zrodził się po części z osobistych doświadczeń, a po części z obaw, które w pewnym momencie życia ją naszły. „Sama straciłam ojca nagle, gdy miałam 23 lata, a moi młodsi bracia tylko 13 i 14 lat. Jego odejście bardzo zmieniło moją rodzinę, a we mnie wytworzyło poczucie niepewności i przekonanie, że wszystko może się niespodziewanie zawalić. Myślałam, że poradziłam sobie z utratą, że to już za mną, ale tak nie było. Kiedy zaszłam pierwszy raz w ciążę, bałam się, że coś złego może stać się mojej córeczce. Chciałam napisać o kimś, komu spełnił się najgorszy koszmar, jakim jest strata ukochanego dziecka” – mówi Johanna Mo. Oczywiście powieść „Tak sobie wyobrażałam śmierć” ma dostarczyć przede wszystkim rozrywki, ale też dać „szerszy wgląd w to, jak zmienia się życie człowieka, który zmaga się ze stratą kogoś ważnego”. Pisarka wyraziście nakreśla nie tylko głównych bohaterów, ale też postacie drugoplanowe czy poboczne. Zabiegiem przykuwającym czytelnika może być też przemieszanie rozdziałów: dotyczących prowadzonej sprawy i przemyśleń mordercy. „Od początku wiedziałam, że chcę wejść w psychikę zarówno mordercy, jak i innych moich bohaterów. Pisanie o przestępstwie – w moim przypadku – polega głównie na tym, że próbuję zrozumieć, dlaczego ludzie zdecydowali się je popełnić. A także jak to, co zrobili, wpływa na ich ofiary” – tłumaczy Johanna Mo. „Jestem zdania, że to okoliczności wpływają na to, jacy się stajemy i co robimy. Nie zmienia to jednak faktu, że niektórzy są bardziej podatni na zło niż inni”. „Tak sobie wyobrażałam śmierć” to pierwsza część trylogii o losach komisarz Heleny Mobacke i śledztwach prowadzonych przez nią w mrocznych zaułkach Sztokholmu i zarazem pierwsza książka autorki opublikowana w Polsce. Zdaniem wydawcy powinna spodobać się szczególnie fanom skandynawskich seriali kryminalnych, takich jak: „Naoczny świadek”, „Most nad Sundem” czy „Forbrydelsen” (ang. „The Killing”).

Booklips.pl


Młody chłopak ginie zepchnięty na tory metra. Do rozwiązania zagadki jego śmierci przydzielona zostaje nowo stworzona grupa kryminalna na czele z Heleną Mobacke.Dawniej kariera kobiety rozwijała się w zawrotnym tempie, dziś jej osoba kojarzy się innym z osobistą tragedią, jakiej doświadczyła. Tymczasem ginie następny człowiek. Uwielbiam kryminały i z wielką chęcią sięgam po każdy kolejny tytuł, który można zakwalifikować do tej grupy. Niemniej wiąże się to z dużymi oczekiwaniami z mojej strony i z ograniczonym kredytem zaufania do autora. Johanna Mo urzekła mnie pewnymi aspektami swojej powieści, a tym, co spodobało mi się najbardziej jest kreacja głównej bohaterki. Helena wróciła do pracy po długiej przerwie, próbując odnaleźć się w świecie będącym jej wcześniej tak bliskim i odgrodzić się od traumatycznej przeszłości. Wraz z przekroczeniem progu komendy zdaje sobie jednak sprawę, że nie tak łatwo zapomnieć, zwyczajnie przejść nad osobistymi tragediami do porządku dziennego. A ludzkie dramaty, z jakimi obcuje na co dzień wciąż przypominają jej o własnym rozdartym sercu. Kolejne strony powieści ukazują nam Helenę jako postać złożoną. Z jednej strony to kobieta złamana przez los, pokonana przez własne słabości, wciąż mierząca się z przeszłością i próbująca odnaleźć się w nowej dla niej rzeczywistości. Z drugiej strony wielokrotnie możemy zaobserwować jak odzywa się w niej dawna siła, do głosu dochodzi policyjne powołanie, a chęć ukarania winnych przesłania jej własne problemy. Bardzo przypadł mi do gustu taki sposób przedstawienia postaci. W moich oczach Helena jest silna, ale jednocześnie ludzka, charyzmatyczna, ale obezwładniona koszmarem, który nigdy jej nie opuści. Bohaterka zdobyła moją sympatię i z chęcią spotkałabym się z nią ponownie. Fabuła stworzona przez autorkę również została przeze mnie pozytywnie odebrana, a sposób prowadzenia akcji sprawił, że czytało mi się dobrze i nie miałam chęci odkładać książki. Mo wprowadza nas w policyjny świat niespiesznie. Choć szybko pojawia się w powieści kolejna zbrodnia, a niedługo potem następna, ciężko powiedzieć, by akcja gnała i pozostawiała czytelnika w tyle. Nie, wręcz przeciwnie. Zagłębiając się w kolejnych rozdziałach mamy możliwość na spokojnie zastanowić się nad kolejnymi morderstwami. Dlaczego do nich doszło? Jaki związek zachodzi między ofiarami? Czym zasłużyły na śmierć? Dość spokojne tempo nie stanowiło dla mnie problemu. Z dużą uwagą śledziłam poczynania detektywów, podziwiając ich metodyczne śledztwo i podejmowane przez nich decyzje. Akcja powieści ani trochę nie przypomina kryminalnych zagadek. Funkcjonariuszom nic nie zostaje podane na tacy. Do rozwiązania zbrodni prowadzi ich przede wszystkim ciężka praca, związana z drobiazgowym sprawdzaniem każdego szczegółu i analizowaniem masy danych. A między poczynaniami detektywów możemy nieco skupić się na osobie samego mordercy, który pojawia się między kolejnymi wątkami. Bardzo podoba mi się taki zabieg autorki, umożliwiający czytelnikowi nieco lepsze zrozumienie zachowania sprawcy i poznanie go z trochę innej perspektywy. Johanna Mo pisze lekko, a przynajmniej na tyle lekko na ile można napisać kryminał. Powieść czyta się szybko, przyjemnie, akcja nie nuży. Analizowanie danych bywa nieco męczące, ale nadaje powieści ton realizmu i mam wrażenie, że zbliża nas do prawdziwej policyjnej pracy. Do gustu przypadło mi także zakończenie, które na pewno w decydujący sposób wpłynęło na moją ocenę tej powieści. Autorka stworzyła spójną, składną i dopracowaną fabułę, pozwalając nam lepiej poznać metody, jakimi kierują się funkcjonariusze, prawa, którymi rządzi się ich życie osobiste, a także psychikę mordercy. Nieco jednak zabrakło mi pewnego mroku i chłodu charakterystycznych dla skandynawskich kryminałów. Poczucia, że zło podąża za bohaterami krok w krok, a morderca to osoba zuchwała, nieuchwytna i przesiąknięta na wskroś potrzebą mordowania.

rudarecenzuje.blogspot.co.uk RUDA RECENZUJE