Recenzje:
Dajemy się ponieść szaleństwu! To obsesja i czas o tym wreszcie wprost powiedzieć! Nasz świat koncentruje się na nierealistycznie pozytywnych oczekiwaniach, na gonitwie za nigdy niesprecyzowaną doskonałością. Bądź szczęśliwszy! Bądź mądrzejszy! Bądź bogatszy! Bądź Fit! Bądź bardziej seksowny! …Popularny …Podziwiany …Bardziej godny zazdrości! Bardziej wydajny!.... Bach, Bach, Bach!!! Niczym obuchem dostajesz i z prawa i z lewa... I co wtedy się robisz Ty? Gonisz, biegniesz, uczysz się i robisz to wszystko, bo świat tego od Ciebie oczekuje. I co? Paradoks całego tego procederu polega na tym, że koncentruje się na tym, czego Ci brakuje i na tym jak postrzegasz swoje słabe strony i porażki. W ten sposób działa prawo popytu. Świat uważa, że coś należy mieć, że jakimś należy być. Ty uważasz, że tego nie masz lub taki właśnie nie jesteś. I co się dzieje? Uczysz się nowych sposobów na zarabianie pieniędzy, bo uważasz, że nie znasz ich wystarczająco dużo, stajesz przed lustrem i powtarzasz sobie, że jesteś piękna, bo uważasz, że wystarczająco piękna nie jesteś, kupujesz kolejne szkolenie, które ma Ci zagwarantować odniesienie sukcesu, bo czujesz, że jeszcze wystarczająco sukcesu nie odniosłeś… i tak dalej, i tak dalej… Paradoksalnie, zafiksowanie na tym, co sztucznie pozytywne, na tym, co lepsze i ponad przeciętne przypomina nam w kółko, jacy nie jesteśmy, czego nam brakuje i jacy powinniśmy się stać, aby być szczęśliwi i pewni siebie. W efekcie tego hurraoptymistycznego szumu informacyjnego, odrzucamy wszelkie inne uczucia poza pozytywnymi i uważamy, że coś z nami nie tak, kiedy czujemy smutek, złość lub żal. Lub odwrotnie uważamy, że to nic nie warte bajki a życie jest podłe i okrutne. Tak czy owak jesteśmy w tej samej pułapce. Jak więc wyjść z tej matni? I tu po raz kolejny w moim tekście pojawia się słowo: „WYBÓR”. Należy wybrać, to, co istotne w danym momencie, należy wybrać to, co jest Twoje a nie to, co otoczenie Ci narzuciło, bo tak należy. Resztę „olać”. Dalej pracować, realizować się i działać, ale w zgodzie ze sobą. Z akceptacją swojej inności. Jesteś inny czas to w końcu przyjąć do wiadomości! Nigdy nie będziesz tą modelką z okładki lub sportowcem z telewizji. Będziesz sobą. Jej/jego miejsce jest już zajęte. Twoje czeka. Za każdym razem, kiedy biegasz, żeby stać się kimś innym, prawdziwego siebie zostawiasz w tyle. I jeszcze jedno: Olewanie nie oznacza obojętności. To nie znaczy, że należy wszystko rzucić i wyjechać gdzie pieprz co rośnie. Oznacza, że skupisz się na tym, co ważne dla Ciebie a nie dla otoczenia. Że zaakceptujesz swoją inność. Wtedy moc płynie z Ciebie a nie zewnątrz. Sam zaczniesz ją generować a nie będziesz zależny od mocy innych.

www.facebook.com/PiotrBorwin


Troszkę subtelnie ;) ... Antyporadnik znakomity :) A jednocześnie - jednak - poradnik. Paradoks nieunikniony, ale wpisujący się w treść książki, która jest tak naprawdę o całej masie paradoksów sterujących (często) naszym życiem, a którym się bezwolnie poddajemy. Robiąc to całkowicie niepotrzebnie! :) Jakie to paradoksy? W skrócie: gorset społecznych oczekiwań, zdanie innych, oceny otoczenia; rzeczy narzucane nam poniekąd z góry, którym się poddajemy i bierzemy do siebie na tyle, że myślimy o nich z biegiem czasu jak o naszych własnych oczekiwaniach i ocenach co do nas samych. Kompletna bzdura :) Niniejsza książka pokazuje, jak wyzbyć się tego wszystkiego i wyzwolić ze wspomnianego gorsetu raz na zawsze. Manson (zbieżność nazwiska z psychopatą czysto przypadkowa ;) ) stawia dość rozsądną tezę, zgodnie z którą współcześnie wspomniany "gorset oczekiwań" sprowadza się w dużej mierze do "konieczności" bycia wyjątkowym, do wszechogarniającej filozofii "musisz być taki a taki", musisz mieć to i to". W dużej mierze racja... I totalna nieprawda ;) Nic nie "musimy". Jedyne co, to "MOŻEMY", i to właśnie usiłuje przekazać nam autor. Jedno fajne zdanie z tej książki (będące jednocześnie jej świetnym podsumowaniem w pigułce) szczególnie zapadło mi w pamięć: "Poddawanie się tyranii wyjątkowości jest wyjątkową głupotą". Święta racja :) :) Na czym więc warto się skupić? Na tym, co jest tak naprawdę istotne dla nas samych. DLA NAS SAMYCH, nie dla innych, nie dla otoczenia. Tylko my bowiem przeżyjemy nasze życie, i powinniśmy zrobić to po swojemu, według naszych, nie cudzych, kryteriów. Warto więc te kryteria na nowo sobie zdefiniować, tylko pod nas samych. To nam ma być bowiem dobrze - nie innym. A oceny otoczenia? Cóż... f*ck it ;) :) Polecam!

cosnapolce.blogspot.com/ Tomasz Pietroszyn


Troszkę subtelnie ;) ... Antyporadnik znakomity :) A jednocześnie - jednak - poradnik. Paradoks nieunikniony, ale wpisujący się w treść książki, która jest tak naprawdę o całej masie paradoksów sterujących (często) naszym życiem, a którym się bezwolnie poddajemy. Robiąc to całkowicie niepotrzebnie! :) Jakie to paradoksy? W skrócie: gorset społecznych oczekiwań, zdanie innych, oceny otoczenia; rzeczy narzucane nam poniekąd z góry, którym się poddajemy i bierzemy do siebie na tyle, że myślimy o nich z biegiem czasu jak o naszych własnych oczekiwaniach i ocenach co do nas samych. Kompletna bzdura :) Niniejsza książka pokazuje, jak wyzbyć się tego wszystkiego i wyzwolić ze wspomnianego gorsetu raz na zawsze. Manson (zbieżność nazwiska z psychopatą czysto przypadkowa ;) ) stawia dość rozsądną tezę, zgodnie z którą współcześnie wspomniany "gorset oczekiwań" sprowadza się w dużej mierze do "konieczności" bycia wyjątkowym, do wszechogarniającej filozofii "musisz być taki a taki", musisz mieć to i to". W dużej mierze racja... I totalna nieprawda ;) Nic nie "musimy". Jedyne co, to "MOŻEMY", i to właśnie usiłuje przekazać nam autor. Jedno fajne zdanie z tej książki (będące jednocześnie jej świetnym podsumowaniem w pigułce) szczególnie zapadło mi w pamięć: "Poddawanie się tyranii wyjątkowości jest wyjątkową głupotą". Święta racja :) :) Na czym więc warto się skupić? Na tym, co jest tak naprawdę istotne dla nas samych. DLA NAS SAMYCH, nie dla innych, nie dla otoczenia. Tylko my bowiem przeżyjemy nasze życie, i powinniśmy zrobić to po swojemu, według naszych, nie cudzych, kryteriów. Warto więc te kryteria na nowo sobie zdefiniować, tylko pod nas samych. To nam ma być bowiem dobrze - nie innym. A oceny otoczenia? Cóż... f*ck it ;) :) Polecam!

cosnapolce.blogspot.com/ Tomasz Pietroszyn


Bo szczęście wymaga wysiłku. Rozkwita dzięki problemom. (s. 36) Absurdalne, co? W zeszłym tygodniu wspomniałam w poście, że czytam specyficzny poradnik autorstwa Amerykanina Marka Mansona – Subtelnie mówię f*ck. Sprzeczna z logiką metoda na szczęśliwe życie. Tytuł jest co najmniej intrygujący i irytujący, rzadko bowiem się zdarza brzydkie słowo wykropkowane w tytule. Fakty są takie, że życie bywa czasami do bani, i najlepsze, co możemy w takich sytuacjach zrobić, jest pogodzenie się z tym. (s. 77) Skóra, fura i komóra? Coll i trendy? Fit, nie fat? Aby być szczęśliwym w XXI wieku człowiek musi spełnić wiele warunków – nierealistycznie pozytywnych oczekiwań, które tak naprawdę podkreślają braki w życiu, kim nie jesteśmy. Ale nawet gdy człowiekowi uda mu się osiągnąć owe oczekiwania, to czy wtedy jest naprawdę szczęśliwy? Okazuje się, że nie. Ludzie są rozpieszczeni, stali się ofiarami własnego sukcesu, z tego powodu mają problemy zdrowotne, zaburzenia lękowe, depresję. O ile materialnie dobrze się im powodzi, o tyle dopadł ich kryzys egzystencjalny, duchowy. Sama od kilku dni się zastanawiam, czego sama od siebie chcę, co jest nie tak (to też sprawka powieści Fannie Flagg Całe miasto o tym mówi i mego złego samopoczucia z powodu choroby). Do wniosków konstruktywnych jeszcze nie doszłam, na razie trwam między książkami, literkami i z nocą w bibliotece. Powiedzmy, że godzę się z życiem do bani. Cóż pozostaje? Według Mansona przejmować się mniej! Cierpimy z prostego powodu: cierpienie jest po prostu biologicznie użyteczne. Jest preferowanym przez naturę czynnikiem inspirującym, zmiany. (s. 27) Coś w tym jest. Gdy człowiek jest szczęśliwy, to osiada na laurach. Gdy ma kłopoty, problemy go przerastają bardzo się tym przejmuje i cierpi. Żeby nie cierpieć, szuka rozwiązania swoich problemów, czyli zapoczątkowuje proces zmian. Niepokój i smutek czasami są pożądane. Olewanie wszystkiego w niczym nie pomoże, gdyż bo każdy człowiek przywiązuje do czegoś wagę. Mówienie prawdy, zwracanie komuś uwagi rani drugą osobę, ale też powoduje, że ta osoba się zmienia, staje się lepszym człowiekiem. Człowiek zmienia się i ewoluuje, a z nim jego wartości, życie. Szczęście wynika z rozwiązywania problemów. Sekret polega przede wszystkim na rozwiązywaniu problemów, a nie ich braku. (s. 30) Tak na chłopski rozum, dedukując jak Manson, prawdą jest, że gdy się rozwiąże problem, niezależne od jego wagi, to człowiekowi kamień spada z serca i jest szczęśliwy! Autor poradnika pisze o paradoksie wyboru. Zauważa on, że im więcej mamy opcji do wyboru, tym mniejsze jest zadowolenie z niego. Dlaczego? Bowiem z wielu opcji zrezygnowaliśmy. Czyli mniej znaczy lepiej. Mniej znaczy byciem bardziej szczęśliwym. Cóż, nie od dziś wiadomo, by cieszyć się z małych rzeczy i doceniać je. Prawdziwą miarą naszej własnej wartości nie jest to, w jaki sposób odnosimy się do doświadczeń pozytywnych, ale raczej to, jak postrzegamy doświadczenia negatywne. (s. 44) Autor w swym poradniku uczy czytelnika, jak przykładać wagę do tego, co jest dla danej osoby ważne; jak przejmować się mniej i tylko sprawami istotnymi i najbliższymi; jak ból przekuć w narzędzie; jak cierpieć lepiej; jak pozbawić się nieistotnych rzeczy z życia; jak ufać; jak spojrzeć na siebie w sposób przyziemny, najprostszy i najzwyklejszy; jak się mniej przejmować i jak nie próbować. Wręcz każe swój poradnik traktować jak „przewodnik po cierpieniu”. Wymienia pięć niewygodnych wartości, które według niego zmieniają życie człowieka, m.in. to przyjmowanie odpowiedzialności za wszystko w naszym życiu, nawet gdy to ktoś inny ponosi za to winę. Nie da się przejść przez życie bez dorobienia się po drodze kilku blizn. (s. 100) Nie jest to zbyt optymistyczne, ale bardzo prawdziwe. Na czym opiera swoje wywody Mark Manson? Na czym opiera swoją definicję szczęścia? Przede wszystkim na sobie i własnych niepowodzeniach. Kilka razy w poradniku przyznaje, że był dupkiem. Omawia fakty ze swojego życia i je analizuje. Bogaty materiał stanowią dla niego komentarze zamieszczone pod postami na jego blogu oraz e-maile od czytelników. Jednak to nie wszystkich może przekonać. Dlatego Manson odwołuje się życia i doświadczeń znanych osób – Hiroo Onody, Pabla Picassa, Malali Yousafzai, a nawet do badań polskiego psychologa Kazimierza Dąbrowskiego (ich wyniki mogą Was zaskoczyć). Sedno tkwi w wyborach, jakich dokonujemy, mając takie, a nie inne karty w ręku, które dał nam los. To podejmowanie ryzyka i konsekwencje działań, z którymi decydujemy się żyć. (s. 99) Jak pisze Manson? Prostym językiem, przystępnym i zrozumiałym dla każdego. Lecz cóż… czasami ze swadą, czasami z pewną przekorą, a nawet pokorą. W ważnych, emocjonujących momentach używa wyrazów dosadnych i wulgaryzmów, szczególnie na początku swojego poradnika. Niektóre słowa dodatkowo wyróżnia kursywą. Autor nie cacka się z czytelnikiem, wali prawdę prosto w oczy, by on sam otworzył je szeroko na siebie, swoje życie i otaczającą go rzeczywistość. Poprzez przykłady wzięte ze swojego życia, odwołując się do życia znanych osób (Hiroo Onoda, Pablo Picasso, Malala Yousafzai, Kazimierz Dąbrowski) czy też osób kontaktujących się z nim e-mailowo wykłada swoją metodę na szczęśliwe życie. Rozplątuje czytelnikowi zwoje mózgowe, robiąc totalny mózgotrzep. A mimo wszystko okazuje czytelnikowi szacunek. Subtelnie mówię f*ck. Sprzeczna z logiką metoda na szczęśliwe życie Marka Mansona to poradnik, który daje dużo do myślenia. Na pewno porusza, a momentami wręcz postrząsa czytelnikiem. Logika wywodów i stwierdzenia autora czasami są tak oczywiste, że aż czytelnika szokuje „prawda objawiona”, zaś z drugiej strony może się to wszystko wydawać dziwne i nieco absurdalne. Moim zdaniem ten poradnik warto przeczytać choćby dlatego, żeby zdać sobie sprawę, w jakich czasach żyjemy i co one nam robią.

W szponach literek Martucha180