Recenzje:
Od zarania dziejów ludzie wysłuchują narracji. Od narodzin, aż po śmierć są z nami bajki, opowieści, mity, historie, legendy, przysłowia...- każdego dnia, w każdej kulturze. Każdy z nas ma jakąś ciekawą historię do opowiedzenia. Każdy z nas może się stać jej bohaterem. Okazuje się, że ciekawe opowiadanie historii jest cenniejszą umiejętnością niż znajomość wielu języków obcych. Jak mówi jedna z mądrości Indian Hopi- „Ten, kto opisuje świat, ten nim rządzi”.

To dziś najskuteczniejsze narzędzie marketingowe- przekonuje jeden ze storyspinnersów, „budowniczych opowieści”, pracujących dla wielkich przedsiębiorstw. Marketing narracyjny wypiera już reklamę i logo firmy! Dziś ci, którzy chcą być wielcy w biznesie zatrudniają specy od tworzenia ich historii. Z ich usług od dawna korzystają już politycy, także w Polsce. Najwyższy czas, by zgłębić temat! A do tego idealnie nadaje się ta książka. 

Dzięki „Marketingowi narracyjnemu” można napisać historię, która zainteresuje potencjalnych klientów firmy, która przyciągnie ich i zachęci do zakupu. Autor podkreśla, by być autentycznym i absolutnie nie skłaniać się do kłamstw, co bardzo mi odpowiada, gdyż brzydzę się nieprawdą w reklamach. 

Znajdziesz tutaj sporo podpowiedzi, czym jest dobra narracja, jak się do niej zabrać, co jest w niej najważniejsze. W książce jest także mnóstwo przykładów historii wielkich firm (np. Google, Apple), wielkich ludzi (np. Steve Jobs), jak i polityków. 

„Marketing narracyjny” pobudził moją kreatywność na tyle, że w trakcie czytania tworzyłam sobie mapę myśli, na podstawie której po skończeniu lektury opracowałam opowieść o firmie. I nawet jestem z niej całkiem zadowolona, co się rzadko zdarza ;) 

odkrywczamama.blogspot.com


MARKETING NARRACYJNY

Do przeczytania książki zachęcało mnie wiele osób, przychylne recenzje krzyczały kup mnie i oto na półce wylądowała upragniona książka. Być może nie było to wydarzenie na miarę meczu Brazylia-Polska. Ale emocje były. Czasami jednak takie długie oczekiwania zawodzą. Jeśli oglądasz filmy to na bank znasz efekt w którym pierwsza część jakiegoś filmu jest niesamowita a druga jest totalną klapą. Pozycja Marketing Narracyjny jest pomieszaniem tych dwóch uczuć. Z jednej strony autor w książce prezentuje asy marketingu nigdzie nie prezentowane. Z drugiej strony występuje tzw. lanie wody. Jednak w przypadku Eryka Mistewicza jest to ciekawe lanie wody. Co sprawia, że książkę czyta się dobrze. Czytając komentarze na innych stronach dotyczące książki zdaje sobie sprawę, że po mojej recenzji może powstać mała burza. Bo owszem uważam, że autor osiągnął mistrzostwo w autopromocji. Ale za cenę 40 zł nikt nie zdradzi wszystkich tajników swego zawodu. Jeśli prowadzisz restauracje to chronisz sekrety swoich wyrobów. Nie podajesz nikomu swoich tajnych receptur, tylko dlatego, że zamówił u Ciebie jakąś potrawę. Eryk Mistewicz nie należy do wyjątków. W związku z tym, jeśli żądasz by autor książki zdradził Ci wszystkie swoje sekrety w książce. Możesz się rozczarować tą pozycją.

DLA KOGO KSIĄŻKA?

Jeśli interesujesz się marketingiem oraz siłą opowieści w sprzedaży. Pozycja jest skierowana dla Ciebie. Warto ją nabyć jeśli o marketingu mamy zielone pojęcie. Poza ciekawymi opowieściami związanymi z marketingiem. Autor pokazuje czytelnikowi. Jak niektóre firmy wykorzystują wiedzę opisaną w książce.

MOJA OPINIA NA TEMAT KSIĄŻKI.

Marketingiem i sprzedażą zajmuje się już 6 lat . Coraz częściej spotykam osoby, które chcą otworzyć własna działalność i wygrać na rynku z konkurencja ceną oraz jakością swoich usług. W dzisiejszych czasach jest to zdecydowanie za mało by odnieść sukces. Książka Marketing Narracyjny ma szanse, pomóc Ci zrozumieć czemu tymi dwiema strategiami nie odniesiesz sukcesu. Mimo, że książka jest częściowo przegadana. To jest w niej wiele ciekawostek branżowych. Swego rodzaju perełek, które warto poznać.W skali od 1 do 90 daje 79. Ciekawa pozycja.

Wojownik Pokoju Łukasz Chrzanowski


Jak już odkryjemy siłę potrzeb emocjonalnych i zdecydujemy, co chcemy obiecać i jakim językiem – teraz trzeba znaleźć odpowiedź, jak to zrobić. Mistrz Eryk Mistkiewicz odkrywa tajniki udanych narracji. W ostatecznym rozrachunku – nie chodzi przecież tylko o kampanie reklamowe (częstotliwości emisji połączonych z klarownym przekazem), ale o to, co dzieje się poza nimi. Coś więcej niż ogólny PR. Coś szerzej niż komunikat prasowy. To tutaj tkwi pomysł na użycie mediów społecznościowych. Jedno hasło nic nie zmieni – ale podawanie informacji w określonej kolejności, odkrywanie kolejnych wątków, tworzenie spójnych historii. To jest siła dzisiejszego marketingu.

proto.pl Jakub Marczyński


(...) Równie przydatnym narzędziem do przekonywania innych do siebie lub swego produktu jest książka Wydawnictwa Onepress „Marketing narracyjny. Jak budować historie, które sprzedają" Eryka Mistewicza. Autor - poprzez szereg przykładów i anegdot - w pełni przekonuje do tego, że fakty faktami, a dopiero otulenie ich odpowiednią historią potrafi - często podświadomie - przekonać klienta, biznesowego partnera, przyszłego wyborcę czy kogokolwiek, komu chcemy sprzedać swój produkt, myśl, ideę.

Dziś, w czasach przesytu informacjami, w budowaniu wizerunku najważniejszą rolę odgrywają mistrzowskie narracje. Skupiają one uwagę mediów i opinii publicznej, zbliżają do sukcesu, często daleko wykraczającego poza krąg, środowisko czy branże, na których nam w pierwszej kolejności zależy.

Przykładów na to jest mnóstwo, a nasycenie nimi książki ubarwia i tak interesującą lekturę. A to znaczy, że nie jest to nudny wykład, a opowieść, historia, story. To ona dziś sprzedaje - także tę książkę.

POLSKA - DZIENNIK ŁÓDZKI 2012-01-30


Media internetu, social media, bardzo zmieniły w ciągu ostatnich kilku lat relacje polityk - odbiorca - media klasyczne. Zarówno politycy, jak i odbiorcy przekazu, czyli wyborcy, nie są już uzależnieni od mediów mainstreamu ,papierowych, ale także elektronicznych, nie mówiąc o opiniach autorytetów, politologów.
Eryk Mistewicz jest na polskim rynku marketingu zjawiskiem wyjątkowym. Wymyka się z zaszufladkowania jak inni specjaliści, mający wykształcenie i doświadczenie w reklamie, public relations, socjologii, czy psychologii społecznej. Ten dziennikarz i absolwent prestiżowej francuskiej uczelni jest raczej człowiekiem renesansu XXI weku, ponieważ wychodząc raczej z praktyki i znajomości nowoczesnych technik komunikacji, dochodzi do wniosków ogólnych i teorii. A ponieważ nie mieści się w schematach, wzbudza skrajne emocje, czego dowodem jest szereg poświęconych mu artykułów w prasie, od bardzo pochlebnych, do tych podważających jego wiedzę i kompetencje. Tym bardziej, że raczej nie wiadomo, dla kogo pracuje i jakie efekty jego praca przynosi

Mistewicz wydał właśnie książkę, poświęconą jego sztandarowej specjalności, marketingowi narracyjnemu. To jego autorski pomysł, coś w rodzaju metody marketingu, zarys teorii komunikacji masowej. „Marketing narracyjny. Jak budować historie, które sprzedają”, (Helion SA, 2011) to książka o tym, jak opowiadać historie, które przyniosą sukces. Pomimo, że autor postrzegany jest głównie jako konsultant polityczny, nie jest jednak to książka o polityce. To raczej przegląd zastosowań marketingu narracyjnego w różnych dziedzinach, opis, jak technika pomaga budować historie, które sprawnie opowiedziane zastępują klasyczną reklamę produktu, usługi, czy nawet polityka. To pokazanie, że nie sama marka, ale sposób jej prezentacji we współczesnym świecie jest ważny. Jest w książce również rozdział poświęcony polityce, wyborom, ale jest to raczej pokazanie, jak metoda może być zastosowana w tej dziedzinie. Autor pisze, jak można zostać znanym i wygrać dzięki jego metodzie w polityce, ale ta technika może zostać zastosowana z równym skutkiem w biznesie, w promocji konkretnych towarów, czy w promocji regionów i miast. Jak system narracji wypiera reklamę, która pomimo że jest coraz głośniejsza i bardziej nachalna, jest również coraz mniej zauważalna. I nie kupujemy już towarów i marek, ale dobre opowieści. Media się zmieniają, inaczej tworzy się i zarządza informacją, zmianom ulega reklama, marketing, PR, droga komunikacji wymaga nowych metod.

Budowanie opowieści, która ma nam przynieść sukces, to według Mistewicza budowanie nie tylko przekazu wprost, ale również budowanie atmosfery, która przyczyni się do tego, że nasza narracja dotrze do odbiorcy. Ilość informacji, danych, które przyjmuje mózg człowieka w każdej godzinie, niemalże minucie, jest tak ogromna, że tworzy on mechanizmy obronne, tworząc własną hierarchię ważności. Jeżeli chcemy naszemu przekazowi nadać wyjątkowy priorytet, musimy zadbać nie tylko o formę i treść, ale również o system komunikacji, który przykuje odbiorcę do naszego przekazu. To właśnie według autora książki jest narracja, czyli opowieść.

Autor poświęca dużo miejsca w swojej książce współczesnym mediom, analizuje, jak najnowsze środki komunikacji, głównie internet może służyć rozprzestrzenianiu się przygotowanych narracji. Wiele miejsca poświęca Twitterowi, którego jest znawcą i promotorem w Polsce. Dzięki niemu „ćwierkać” zaczęło wielu polityków, dziennikarzy, ludzi kultury. W ciągu mniej więcej dwóch lat Twitter stał się ważnym medium komunikacji i doskonałym narzędziem politycznego marketingu. Mistewicz udowodnił, że przy pomocy 140 znaków komunikatu Twittera można nie tylko budować i utrzymywać relacje biznesowe i polityczne, ale również prowadzić poważne dysputy.

Warto zauważyć, że media internetu, social media, bardzo zmieniły w ciągu ostatnich kilku lat relacje polityk - odbiorca - media klasyczne. Zarówno politycy, jak i odbiorcy przekazu, czyli wyborcy, nie są już uzależnieni od mediów mainstreamu ,papierowych, ale także elektronicznych, nie mówiąc o opiniach autorytetów, politologów. Informacja podana na Twitterze, czy Facebooku przeskakuje do mediów klasycznych już jako informacja kwalifikowana. Okazało się już wielokrotnie, że informacje z niezależnego źródła podana przez media społecznościowe jest traktowana równie wiarygodnie jak ta podana przez zawodowego dziennikarza via agencja prasowa, czy stacja telewizyjna. To znacznie poszerza zakres wolności słowa, a co za tym idzie, także demokracji.

Na koniec warto przytoczyć, co autor uważa za podstawę dobrej narracji. To według niego pięć punktów, elementów. Po pierwsze, pasja, pasja nadawcy komunikatu, po drugie personalizacja przekazu, pokazanie bohatera (szerokie pojęcie), z którym autor przekazu się utożsamia i chce nam tę pasję przekazać. Po trzecie - przeszkody, antagonizmy, jakie nasz przekaz, bohater musi pokonać, czwarty element to świadomość konieczności odniesienia sukcesu. I ostatni, piąty element, czyli samo zwycięstwo, które ma ma zmienić odbiorcę, bo to on jest bohaterem i otaczający go świat.

Eryk Mistewicz pisząc swoją książkę korzystał z bogatej spuścizny marketingu, ale również odnosi się do konkretnych działań i osób. Znajdziemy w książce również opis metod działań, narracji, która odniosła ogromny sukces. To rozdział o mistrzu komunikacji i sprzedaży, wizjonerze nie tylko informatyki, Steve Jobsie, którego właśnie pożegnaliśmy. Autor pisze o historiach, jakie Jobs sprzedawał w czasie swoich słynnych prezentacji i o umiejętności sprzedaży emocji, a nie produktów.

Książka, licząca niewiele ponad 200 stron skonstruowana jest dość chaotycznie, ale po przeczytaniu zostaje w głowie jasny sygnał nowych wartości. I jak na opis nowoczesnych metod marketingu, osadzonych na nowoczesnych mediach przystało, jest ona uzupełniona o system fotokodów, które prowadzą nas do multimedialnych prezentacji potwierdzających materiał zapisany na jej stronach, lub znacznie je rozszerzających. Warto sięgnąć po tę pozycję.

tokfm.pl AZRAEL.KUBACKI, 2012-01-08


Określenia „marketing narracyjny" i „narracja" od kilku lat robią u nas karierę w publicystyce politycznej. Eryk Misiewicz, przedstawiany zwykle w mediach jako ekspert w dziedzinie marketingu politycznego, przekonuje, że dobra narracja jest dziś kluczowa nie tylko w polityce. Także w biznesie i karierze zawodowej. A faktycznie wszędzie tam, gdzie jako firma albo osoba chcemy zbudować swój wizerunek, inaczej mówiąc: swoją markę. Nie da się jej dziś stworzyć bez skutecznej narracji, czyli historii, która pozwoli wyróżnić się z tłumu i medialnego szumu, przyciągnąć uwagę i wzbudzić emocje, najlepiej pozytywne. Posiadaczy czołowych marek świata nie trzeba przekonywać o roli marketingu narracyjnego stosują go od lat, zanim jeszcze słowo „narracja" stało się przebojem w reklamie. Takie marki jak Coca-Cola z tajemniczym składnikiem mikstury, Harley symbol wolności. Adidas czy Puma archetyp konfliktu dwóch braci, od dawna po mistrzowsku tworzą i opowiadają swoje historie. Jednak dla większości polskich firm dobra narracja to na razie niewykorzystany atut. Autor podaje zasady tworzenia strategii wizerunkowej firm, budowania dobrej narracji, dekalog budowy dobrego wizerunku i radzi, jak wykorzystać Twittera. Eryk Mistewicz jest fanem nowych technologii. To wrażenie wzmacnia technologiczna nowinka multikody, które dają ponoć dostęp (mnie nie udało się ich odczytać) do drugiej, wirtualnej części książki. Sadząc po tytułach, jest tam sporo przydatnych ciekawostek pieczołowicie zebranych przez autora, dla którego marketing narracyjny jest nie tylko sposobem na budowę własnego wizerunku, ale i pasją.

Rzeczpospolita Anita Blaszczak, 2011-12-12


Książce tej patronuje mądrość Indian Hopi: „Ten, kto opowie świat, ten nim rządzi”. W sformułowaniu tym zawiera się propozycja znanego polskiego konsultanta politycznego Eryka Mistewicza, autora strategii marketingu narracyjnego, o której mogliśmy przeczytać m. in. w „Anatomii władzy”. Teraz laureat polskiego Pulitzera nie tylko wtajemnicza nas w sekretny świat polityki, ale i pisze o marketingu narracyjnym jako narzędziu przydatnym także w komunikacji produktowej. Okazuje się bowiem, że storytelling, czyli snucie opowieści, idealnie pasuje do budowania osobistego wizerunku (personal branding), przydaje się w komunikacji korporacyjnej lub w marketingu terytorialnym. Mistewicz sam przyznaje, że to, o czym pisze, nawiązuje do zamierzchłych czasów, kiedy ludzie spotykali się wokół ognisk i opowiadali sobie historie. Ten, kto zaproponował historię najciekawszą, zdobywał uznanie w grupie i zostawał jej przewodnikiem. Dziś ten mechanizm nadal się sprawdza. Bo ludzie wciąż lubią słuchać opowieści: najlepiej takich, w których są emocje, podział na dobro i zło, przemiana wewnętrzna bohatera i poszukiwanie prawdy. Dla takich historii są gotowi wziąć udział w wyborach lub stać kilka godzin w kolejce do sklepu. Swoją historię opowiedział m.in. Nicolas Sarkozy, wygrywając wybory prezydenckie, lub Steve Jobs, oczarowując świat nowatorskim podejściem do technologii. A wszystko za sprawą dobrze skrojonej opowieści. Ptasie mleczko z opowieścią Marketing narracyjny to remedium na problemy nękające dzisiejszych marketingowców i reklamodawców. Codziennie jesteśmy bombardowani ponad trzema tysiącami reklam, które płyną do nas z ekranów telewizorów, komputerów, z ulotek, gazet i odbiorników radiowych. Jesteśmy ewidentnie znużeni i zirytowani, kiedy dobry film przerywany jest przez dwudziestominutowy blok reklamowy. Nie dajemy się już tak łatwo nabierać na hasła w stylu: „Nasz produkt jest wyjątkowy. Lepszy od tego, który proponuje konkurencja”. Dziś, w świecie jednakowych smartfonów, laptopów i tabletów poszukujemy czegoś innego: czegoś, co uczyni nas lepszymi ludźmi, bardziej interesującymi, przystojnymi, sexy. Codziennie dociera do nas ponad sto tysięcy słów, czyli 36 GB danych. Nic więc dziwnego, że się w tym wszystkim gubimy, nie będąc w stanie ogarnąć całości. Kluczem do połączenia wszystkiego jest kontekst, precyzyjnie określone tło, które tym informacjom nada znaczenie. Uczyni to dobra historia, a nie kolejna reklama. Dotąd marketingowcy uważali, że im głośniej krzyczą, im nachalniej prezentują produkty, tym lepszy efekt osiągną. Nic bardziej mylnego. Dziś marka produktu i jego logo stały się dla konsumenta mało atrakcyjne. Co innego przyciąga naszą uwagę. Przed takim problemem stała firma Wedel, która wprowadziła na rynek ptasie mleczko. Wydawałoby się – kolejny produkt czekoladowy na rynku, zamknięty w ciekawym opakowaniu. To było jednak zdecydowanie za mało, by przekonać konsumentów. Stworzono więc fascynującą opowieść, która wydrukowana została na ozdobnym papierze i włożona do pudełka. Przenosi nas ona do 1851 roku, kiedy Karol Wedel otworzył w Warszawie swą pierwszą cukiernię. Dawno, dawno temu... Znacie? A jednak nie macie dosyć... Specyficzny urok książki Eryka Mistewicza polega na tym, że w zasadzie nie odkrywa ona przed nami niczego nowego. Przecież każdy z nas lubi słuchać interesujących historii, oglądać seriale, filmy, czytać sagi o celebrytach, księżniczkach i książętach. Autor przenosi naszą fascynację na obszar marketingu, pokazując, że poziom atrakcyjności komunikatu reklamowego nie zależy od jego siły i częstotliwości pojawiania się, lecz od emocji, pasji i fascynacji, które wzbudza. Pisze więc: „Narracja integruje stany wewnętrzne i przynajmniej po części jest zakorzeniona w ciele, oferuje system interpretacji emocji i stanów ciała w kontekście wydarzeń”. Lektura książki pozostawia niedosyt, bo Mistewicz z pełną premedytacją nie zdradza wszystkich szczegółów (to byłby dla niego prawdziwy strzał w stopę). Poza tym jednak w niektórych wypadkach powinien posługiwać się bardziej precyzyjnymi sformułowaniami. Bo jeśli twierdzi, że dobra narracja powinna być prawdziwa, to przykładem nie może być opowieść wymyślona przez Wedla. Doprecyzujmy: narracja powinna być wiarygodna. W „Marketingu narracyjnym” niemal każdy znajdzie coś dla siebie. Niejednego dowiedzą się z niego posłowie i senatorowie, zainteresowani sekretami francuskiej polityki. Do „Marketingu…” mogą sięgnąć także samorządowcy, którzy chcą wypromować swoje miasto, budując wciągającą historię o nim. Mistewicz pisze również o słynnym pojedynku Apple – Microsoft, porównując liczbę słów wypowiadanych przez Jobsa i Gatesa podczas słynnych prezentacji produktowych. Kto mówił w bardziej klarowny sposób, używając prostego, zrozumiałego słownictwa, a więc czyja narracja przypadła do gustu wielbicielom elektroniki? Tego też dowie się czytelnik. Książka Eryka Mistewicza, podobnie jak „Anatomia władzy”, ma interaktywny charakter, tzn. zawiera fotokody, które po zeskanowaniu telefonem komórkowym przenoszą nas na konkretną stronę WWW z tekstem, filmem lub fotografią. Dla fanów Internetu to ciekawe i coraz bardziej naturalne urozmaicenie procesu zapoznawania się z tekstem. Podsumowując: „Marketing narracyjny” to świetna lektura wprowadzająca w sekrety historii, które sprzedają. Miejmy nadzieję, że polski rynek reklamowy nie zignoruje tej propozycji.

marketing-news.pl Dominik Sołowiej, 2011-11-23


"Osoba publiczna, która nie potrafi zadbać o swój wizerunek, nie potrafi opowiedzieć swojej historii ciekawie w 140 znakach, w 30 sekundach przekonującej wypowiedzi czy kilkusekundowej telewizyjnej »setce«, nie odniesie sukcesu. Nie stworzy historii, którą wszyscy będą powtarzali i żywo komentowali, która zacznie żyć swoim życiem". To jedna z podstawowych zasad sukcesu politycznego, sformułowana przez Eryka Mistewicza, najsłynniejszego obecnie polskiego speca od marketingu politycznego, a opublikowana w jego najnowszej książce zatytułowanej "Marketing narracyjny". Nawet średnio uważny obserwator życia publicznego, ze szczególnym uwzględnieniem polityki, nie może się z Mistewiczem nie zgodzić. Widać to wyraźnie po wynikach ostatnich wyborów, w których największy i niespodziewany sukces odnieśli kandydaci niemający o polityce, gospodarce, prawie czy dyplomacji zielonego pojęcia, potrafiący jednak zainteresować (uwieść) wyborcę swoją interesującą historią. Jak krakowska posłanka Ruchu Palikota Anna Grodzka, której jedynym asumptem do stanowienia prawa i (współ)decydowania o losach 38 milionów Polaków jest pewna operacja przeprowadzona w egzotycznej Tajlandii. Sukces Anny Grodzkiej (et consortes) jest jednak niewątpliwy, podobnie jak niewątpliwie skuteczne są sposoby na zwycięstwo w wyborach podsuwane przez Mistewicza. I właśnie dlatego "Marketing polityczny" to książka - w swej słuszności i skuteczności przedstawianych recept - przerażająca. Oto na naszych oczach walą się w gruzy liczące niekiedy tysiące lat przemyślenia najwybitniejszych umysłów ludzkości. Analizujących systemy polityczne i sposoby funkcjonowania państwa, spierających się o wartości, budujących teoretyczne modele mające ułatwić funkcjonowanie tak skomplikowanych struktur, jakimi są współczesne państwa i społeczeństwa. Na śmietnik historii trafiają takie książki jak "Państwo" Platona, "Polityka" Arystotelesa, "Lewiatan" Hobbesa... Ba, nawet "Książę" Nicolo Machiavellego, uważany dotąd za szczyt politycznego cynizmu i fundamentalny podręcznik manipulowania rządzonymi, okazuje się niepotrzebnie przeintelektualizowanym traktatem o nieskuteczności... By rządzić państwem i milionami ludzi, w dodatku - to najbardziej przerażające - za ich zgodą! - wystarczy dziś opowiedzieć o nietypowym wyjeździe do Tajlandii... Książka Eryka Mistewicza to również swoisty pamflet na demokrację, ustrój - jak twierdził Winston Churchill - najgorszy z możliwych (ale na razie nikt nie wymyślił lepszego). Faktem jest, że wszystkie ustroje wymyślone do tej pory w zaciszu gabinetów czy oliwkowych gajów, od platońskiej politei (rządy filozofów, wprowadzane w starożytności w Syrakuzach, a w XX wieku w zwyrodniałej formie przez marksistów) po dyktaturę proletariatu czy narodowy socjalizm, przyniosły skutki przerażające. Ale równie przerażające jest to, co na naszych oczach dzieje się z demokracją. W której identyczne prawo wpływania na życie publiczne ma wyrafinowany intelektualista, jak i osobnik niepotrafiący przeczytać trzystronicowego tekstu, niedostrzegający związku między wrzucaną do urny kartą do głosowania, a własnym życiem, powierzanym beztrosko ludziom całkowicie pozbawionym niezbędnych kompetencji. Sam Mistewicz zresztą nie ukrywa, że chodzi mu o umiejętność zdobywania poparcia takich właśnie ludzi. "Wysoka frekwencja, ważna z punktu widzenia zwycięstwa wyborczego, łączy się w istotny sposób ze zmobilizowaniem livsów, osób niedoinformowanych, nieczytających gazet, nieoglądających programów informacyjnych, niesięgających do internetu. Osób, których świat ogranicza się do własnego podwórka, własnych przeżyć i doświadczeń, uzupełnionych przeżyciami gwiazd seriali, popkultury, sportu, kuchni, członków rodzin panujących, premiera i prezydenta. (...) Świat słowa pisanego jest światem racjonalnej analizy poddanej ocenie czytelnika, wymagającej od niego jednakże pewnego poziomu dyscypliny i koncentracji uwagi, a więc wysiłku. (...) Livsi nie czytają. Politycy nie mają szans na najmniejszy wysiłek z ich strony. Są za to namiętnymi odbiorcami emisji TV przynależących do odmiennego od słowa pisanego sposobu przedstawiania świata. Nie ma w nim miejsca na logikę analizy" - pisze Mistewicz.

dziennikpolski24.pl 2011-12-01


Są książki, o których powiada się, że potrafią zmienić życie. Czy książka Eryka Mistewicza Marketing Narracyjny może być taką pozycją? Wszystko oczywiście zależy od tego, jakie lektury czytało się wcześniej. Gdybym miał polecić książkę osobie, która nie czytała nic od dawna poleciłbym właśnie dzieło Mistewicza. Dlaczego? Dlatego, że Mistewicz pisze o tym, czym jest opowieść jako taka, bez względu na to, czy za opowieść uznamy: literaturę piękną, mit, artykuł prasowy, reklamę, dzieło naukowe, czy przemówienie polityka. Opowiadamy cały czas i bez przerwy. Książka może być zatem wstępem do świat słowa drukowanego, mnóstwo w niej świetnych cytatów, choćby ten zaczynający pozycję Mistewicza z Christiny Baldwin „Żyjemy zanurzeni w opowieściach tak, jak ryby żyją zanurzone w wodzie. Płyniemy po przez słowa i obrazy tworzące narracje, zasysamy historie do naszych umysłów, tak jak ryby zasysają tlen po przez skrzela. Kluczem naszej tożsamości, ale i naszego rozwoju są opowieści.” Książkę, jednak trzeba czytać ostrożnie. Pełno w niej odwołań do prac naukowych, które mają potwierdzać zasadność hipotez Mistewicza. Można oczywiście ubolewać nad tym, iż tak ciekawe umysły jak Mistewicz mocniej nie czerpią ze źródła filozofii kontynentalnej. Nie znajdziemy żadnego odwołania do Kanta, Hegla, Husserla czy Sartre’a… Jest to fakt znaczący tylko to, że filozofia – a książka Mistewicza jest filozoficzna – nie jest terminem pożądanym w marketingu. Książka choć napisana przez Polaka jest przeniknięta wpływem myśli anglosaskiej, co może dziwić, ponieważ Mistewicz studiował zarządzanie kryzysowe i marketing polityczny w Ecole Supérieure des Sciences Commerciale d'Angers we Francji. Mistewicz odwołuje się do korzeni naszej kultury „To Ateńczycy komunikowali się w odróżnieniu do Barbarów nie potrafiących się wysławiać” cudowne słowa na pewno sprawią one rozkosz każdemu, kto uważa, że żyjemy w świecie zdominowanym przez barbarzyński system wartości oparty na strachu i posłuszeństwie. Etos żywej swobodnej dyskusji broniony przez Mistewicza pozwala ustawić tę książkę obok wszelkich klasycznych pozycji humanizmu. Jesteśmy ponieważ siebie opowiadamy, to główne przesłanie tej książki Mistewicza, a to że autor podpowiada jak na wiedzy humanistycznej zarobić, to już inna kwestia…

InfoTuba.pl Wiktor Wawrzyniak, 2011-11-26


Jak głosi jedna z mądrości Indian Hopi: „Ten, kto opowie świat, ten nim rządzi”. Ten „slogan” jest myślą przewodnią książki Eryka Mistewicza i promowanego przez niego marketingu narracyjnego. Czym jest ta odmiana marketingu? To kształtowanie wizerunku i przekazu firmy poprzez budowanie opowieści o niej i tym, co oferuje klientom. Powinny w niej być m. in. odwołanie do tradycji (doświadczenie i „długość życia” na rynku), wątek walki ze złym (zmaganie z przeciwnościami, np. z nieuczciwą konkurencją) i happy end (obecna pozycja i wysoka jakość oferowanych produktów lub usług). Tak upraszczając. Mistewicz szczegółowo opisuje przykładu w budowaniu narracji przez firmy, które odniosły sukces (np. Apple). Opisywane techniki są również wykorzystywane w budowaniu wizerunku, np. polityków, miast czy państw. Ten typ podejścia do marketingu sięga do mitów i oralnego przekazu charakterystycznego dla kultur pierwotnych. Tworzenie przekazu reklamowego, jako współczesne mity, wydaje się ciekawym sposobem na wyróżnienie się z chaosu bezbarwnych kampanii i hałaśliwego przekazu. Dowodzi to, że ludzie wciąż, bez względu na epokę i szybkość życia, potrzebują opowieści o Dawidzie i Goliacie, Odyseuszu, Tezeuszu i Minotaurze. Nawet, jeżeli finałem nie będzie ucięcie głowy bestii, lecz zjedzenie ulubionego ciastka.

Z życia książek Przemek Opłocki, 2011-11-20


"Daj się poznać, a pokocham Twoje produkty. Zdradź, co myślisz i co cię fascynuje, a oddam na Ciebie głos" - pisze w swojej najnowszej publikacji "Marketing narracyjny" Eryk Mistewicz. Książka trafiła właśnie na rynek. Pisarz Beshevis Singer powiedział, że pisarzem jest ten, który ma do opowiedzenia historię i bardzo chce ją przekazać innym. Powstaje wtedy najlepsza opowieść, najlepsza narracja, powstają wspaniałe książki. To, o czym pisze w książce "Marketing narracyjny" Eryk Mistewicz, w pewien sposób przypomina zasadę dobrego opowiadania Singera. Tyle że służy innej sprawie. Mistewicz tworzy pojęcie marketingu narracyjnego i go analizuje w kontekście najnowocześniejszych środków i metod komunikacji. Według Mistewicza bowiem w obecnych czasach kakofonii komunikatów, nadmiaru informacji i przesytu faktami, spraw o których powinniśmy wiedzieć, i tych, które inni - spece od marketingu, reklamy, wizerunku chcą nam wbić do głów, trzeba zdawać sobie sprawę jak ważna jest umiejętność, że ktoś nam dobrze, tzn. w sposób błyskotliwy, trafiający w sedno i możliwie najkrótszy nam o tym opowie. Dobra narracja jest też skrótem, esencją, podpowiedzią tego, co najważniejsze - a przez to jest skuteczna. Strategia przedstawiona w tej książce jest próbą poszukiwania najskuteczniejszej techniki przyciągania uwagi konsumentów, wyborców i wszystkich odbiorców informacji. Autor przedstawia najnowszą "twarz" świata mediów, opisuje, jak media będą wyglądały w nieodległej przyszłości i zakłada, że jedyną szansą na odniesienie sukcesu w marketingu, komunikacji i biznesie czy polityce będzie profesjonalnie stworzona narracja. Podpowiada jak opowiadać, a nie przeszkadzać, jak opowiadać o sobie, o swojej firmie, jak opowiedzieć swoją historię, opowiedzieć o swoim kraju, o swoim przywództwie. Pisze też, w jaki sposób nie opowiadać. Są to błyskotliwe analizy i konstatacje. Paradoksalnie w czasach, kiedy politycy, np. ministrowie, starają się prowadzić blogi, aby wykazać, że "są na czasie - up to date", on wskazuje, że blogi nie budują reputacji polityków, menedżerów. "Jestem zdecydowanym przeciwnikiem blogów - pisze autor. - Przeciwnikiem prowadzenia blogów przez osoby publiczne piastujące wyższe miejsca w hierarchii firmy, a także przez osoby, których wiedza jest zbyt cenna, aby była bezpłatnie przekazywana innym. Szczególnie dotyczy to menedżerów, prawników, naukowców, jak i np. dziennikarzy. Prowadząc blog, sygnalizujemy, że mamy za dużo czasu, a nasza wiedza i doświadczenie nie są warte monetyzacji". To dobra książka dla tych, którzy sprzedają swój wizerunek, którzy do swoich narracji chcą przekonać innych - polityków, handlowców, mediów; ona im pomoże w osiągnięciu sukcesu. Ale to pożyteczna lektura dla tych, którzy są celem, czy raczej odbiorcą, strategii marketingu narracyjnego; podpowie im bowiem jak wybrać z tych "opowieści", z zalewu informacji i "kanałów komunikacyjnych" te, które są dla nas interesujące i potrzebne, a jak zweryfikować pozostałe historie i sposoby ich przekazu. I również dla tych, którzy niezależnie czy chcą się sprzedać, czy nie chcą kupić zachwalanych dóbr albo wspaniałego wizerunku, po prostu lubią więcej wiedzieć o współczesnym świecie. Witajcie w świecie komunikacji 2.0 - zdaje się mówić w tej książce Mistewicz. Zygmunt Berdychowski, pomysłodawca i przewodniczący Rady Programowej Forum Ekonomicznego w Krynicy napisał o "Marketingu narracyjnym", że "publikację tę powinien przeczytać każdy, kto chce osiągnąć sukces w biznesie". Natomiast Radosław Sikorski, szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych odniósł ją do sfery polityki: "Podstawowym obowiązkiem polityka jest wyjaśnianie społeczeństwu swoich działań i decyzji. Nowoczesne strategie z użyciem nowych form komunikowania są w tym nieoceniona pomocą. Eryk Mistewicz +ukuł pojęcie +marketing narracyjny+, które opisało ważny aspekt polityki w Polsce" - pisze min. Sikorski. Eryk Mistewicz - doradca polityczny, twórca strategii marketingu narracyjnego. Studiował zarządzanie kryzysowe i marketing polityczny w we Francji. Laureat Nagrody Głównej SDP. W latach 1998 i 1999 był obserwatorem Międzynarodowego Festiwalu Reklamy "Cannes Lions" w Cannes. Pracuje z osobami publicznymi, firmami, instytucjami i partiami politycznymi w Polsce i we Francji. Współpracuje z miesięcznikiem "Forbes", tygodnikiem "Uważam Rze", dziennikiem "Rzeczpospolita", komentuje w TVN24, TVP, Polsat News. Jego komentarze i analizy strategii komunikacyjnych pojawiały się też w "Le Monde", "L"Express", "Financial Times", "Le Point", "La Croix", "L"Atlantico". W roku 2010 napisał - wspólnie z Michałem Karnowskim - książkę pt. "Anatomia władzy" o zmianach w świecie mediów, marketingu, PR i polityki.

GW Magazyn KSIĄŻKI 2011-11-12


Czy historia jest ważna? A może ważniejszy jest styl opowiadania? Sądzę, że gdyby niektórzy pisarze przeczytali Mistewicza mogliby osiągać znaczące dochody tworząc kolejne historie. Bo, jak pokazuje autor książki “Marketing narracyjny. Jak budować historie, które sprzedają”, bez historii dzisiaj nie możemy się obejść. Dotyczy to nie tylko pisarzy ale i wszelakich przedstawicieli innych zawodów. Największe marki opowiadają nam historie, które kupujemy. To nie produkt jest ważny, ale cała otoczka wokół niego zbudowana. Mistewicz idzie dalej. Marketing narracyjny pokazuje także na przykładzie współczesnych mediów, które muszą nam codziennie serwować historie. Krótsze, dłuższe, ciekawe lub nie – nic innego się już nie sprzedaje. Świat po twitterze jest inny – Mistewicz prawdopodobnie jako pierwszy zaczął promować to narzędzie wśród swoich klientów oraz jako ekspert do spraw marketingu w mediach. 140 znaków dobrze wykorzystanych to broń większa niż wszystkie billboardy w tym kraju. Mistewicz umie opowiadać historię. Ja kupiłem ją od A do Z i nie żałuję. Polecam.

ksiazka-online.pl


O WROGACH, KTÓRZY SĄ NIEZBĘDNI DO DOBREGO UPRAWIANIA POLITYKI Naucz się zarządzać swoimi wrogami - radzi w swojej książce „Marketing narracyjny" publicysta Eryk Mistewicz Najnowsza książka Eryka Mistewicza to logicznie poprowadzona opowieść o tym, jak powiedzieć tak, aby zostać usłyszanym, i jak w natłoku informacji nie pominąć tego, co najważniejsze "Marketing narracyjny. Jak budować historie, które sprzedają" to zarys nowej, ciekawej teorii komunikacji masowej - wygrywania dzięki opowieści. Autor pisze o tym, jak tworzyć opowieści, które wygrywają w biznesie, w lansowaniu nowych produktów czy usług, ale także wygrywają w polityce czy w działalności publicznej. Można być bowiem utytułowanym naukowcem, ale nieznanym poza swoim środowiskiem. Można produkować rewelacyjne towary, ale niezauważalne dla konsumentów w natłoku innych towarów. Mimo coraz głośniejszej, coraz droższej reklamy. Można proponować idee, które nie są zauważalne przez masowego widza. W komunikacji masowej działa już tylko jedno - opowieść. Mózg zbuntował się odnadmiarubajtów, słów, obrazów, dźwięków i reklam; nie przyswaja już faktów, danych, wiadomości. Każdego miesiąca dostajemy tyle informacji, ile nasi dziadkowie przez całe ich życie. W każdym wydaniu „New York Timesa" zawartych jest więcej informacji, niż przeciętny mieszkaniec siedemnastowiecznej Anglii był w stanie zgromadzić w ciągu całego życia. A świat cyfrowy przyspiesza: w tym roku ludzkość wytworzy 988 eksabajtów (eksabajt to miliard miliardów bajtów) danych. To dwadzieścia milionów razy więcej niż wszystko, co napisano w historii ludzkości. Ludzie doświadczają niemożności przyswojenia nowej wiedzy na skutek zbyt wielkiej ilości danych. Multiplikacja wiadomości nie pozwala na ich zrozumienie, przyswojenie, hierarchizację. Przy zwiększającej się masie danych coraz trudniej jest zapamiętać, ustalić priorytety, zrozumieć, a co za tym idzie - podejmować optymalne decyzje. Buntujemy się przeciw natłokowi danych, nie przyswajamy ich. Chyba że - i tu leży zdaniem Mistewicza klucz do skutecznej komunikacji - informacje zostaną połączone ciekawą, emocjonującą, przykuwającą uwagę narracją. Przedstawia najnowsze, bardzo ciekawe badania. I proponuje, jak zamienić komunikację naszej firmy, partii, ale też np. miasta (bo także miasto jest „towarem" rywalizującym o jego jak najlepsze „sprzedanie" potencjalnym mieszkańcom, turystom, inwestorom) w pociągającą „story". Aby opowiedzieć swoją historię, chwytając uwagę widzów, czytelników, słuchaczy i zamienić ich w fanów, zwolenników, kibiców. Przedstawia sztywne reguły i profesjonalne zasady, z którymi musi być zgodna opowieść, aby odnieść sukces. Marketing narracyjny sprawdza się dziś w polityce. Tak przynajmniej przekonywali eksperci podczas panelu o nowoczesnych technologiach wygrywania wyborów podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy. Polityk, który nie potrafi zachęcić nas swoim przykładem, który klepie formułki i zarzuca nas liczbami i faktami, a nie potrafi pociągnąć za sobą ciekawą opowieścią, nie potrafi zachęcić nas do śledzenia go w serwisach społecznościowych, ma trudności z wygrywaniem. Jeśli politycy chcą zwyciężać - muszą opowiadać swoje historie: o cudach, ciasteczkowych potworach, strasznych gejach i Niemcach, kibolach i pedofilach. Emocjonujące, łatwo rozchodzące się historie. Mistewicz przytacza zdanie współczesnego filozofa Petera Sloterdijka, który postrzega zadanie polityków wręcz jako wprowadzenie społeczeństwa w stan mniej lub bardziej zsynchronizowanej halucynacji. Czarowania ich profesjonalnie przygotowanymi narracjami. Pamiętając, że bez dobrej historii nie ma ani władzy, ani chwały. I pamiętając, że to, co działało się wczoraj, nie działa już dzisiaj. Sporo miejsca autor książki poświęca nie tylko zasadom dobrej opowieści, nie tylko przedstawia najlepsze, mistrzowskie narracje, ale mówi też o zmianach we współczesnych mediach, analizuje to, jak najnowsze środki komunikacji służyć mogą rozprzestrzenianiu się przygotowanych narracji. „Informacja przestaje być zamknięta w książkach i gazetach, prezentowana w skończonych formach. Raczej jest wciąż aktualizowanym potokiem danych układających się w strumienie opowieści" - zauważa Mistewicz. O zmianach w komunikacji masowej świadczy chociażby to, że na stronach informacyjnych Amerykanie spędzają średnio 8 minut 20 sekund w ciągu miesiąca, podczas gdy w serwisach społecznościowych 40 razy więcej! Rzeczywiście, w tej kampanii wyborczej po raz pierwszy tematy politycznego sporu wytyczały nie tylko media tradycyjne, ale także Twitter (promowane przez autora marketingu narracyjnego narzędzie mikroblogowe ograniczające przekaz do 140 znaków). Wpisy na Twitterze choćby Radosława Sikorskiego rozpalały do białości debatę publiczną. To zwiastun nowych czasów w komunikacji 2.0, tu autor zamienia się w znakomitego trendsettera, starając się przewidzieć trendy. Autor pokazuje, jak można wcielić w praktyce marketing narracyjny dla promowania miast, firm, postaw, naukowców i polityków. Jak zastosować narzędzia interaktywne, swoiste narracyjne interfejsy, systemy zarządzania bazami opowieści. Jak budować opowieści, odpowiadając na zapotrzebowanie na dobre historie. Oczekiwanie widzów, konsumentów, wyborców na dobrych, silnie zarysowanych bohaterów. Czekających na antagonistę, przeszkodę, bandytę i zbira, który zaatakuje naszego bohatera, amy będziemy go bronić. Świat jest teatrem - mawiał William Szekspir. Eryk Mistewicz buduje spektakl na pograniczu sfer komunikacji i biznesu, ale także polityki. Ciekawe więc, czy historie, które w mijającej kampanii nam opowiadano, wyborcy nagrodzą najwyższymi notami. Naucz się zarządzać swoimi wrogami. Zarządzanie emocjami towarzyszące wygrywaniu to dziś przede wszystkim zarządzanie wrogami. Wybór wroga określa charakter całego spektaklu i nasze w nim szanse. Nieprawdą jest bowiem, że największym utrapieniem są nasi wrogowie; wręcz przeciwnie - w naszej opowieści wrogowie zajmują fundamentalne miejsce. Bez nich byłoby nam o wiele trudniej. Jeśli wroga nie mamy, powinniśmy go jak najszybciej wymyślić, wybrać, wskazać. Jeśli mamy, powinniśmy o niego dbać. Niezależnie, czy w biznesie, czy w polityce, wybór wroga i dobre nim „zarządzanie" określa w dużym stopniu szanse sukcesu. Nasi wrogowie mówią o nas. Wroga powinniśmy wskazać przed samym sobą. Dzięki niemu bowiem „opowiadamy siebie", lepiej definiujemy, kim jesteśmy, co i dlaczego robimy. Wroga powinniśmy wskazać naszym współpracownikom. Poprzez odniesienie się do konkurencji powiemy, kim nie jesteśmy, jak nie chcemy postępować, czego nie będziemy w naszej organizacji tolerować. Wroga powinniśmy jednak przede wszystkim wskazać odbiorcom naszych usług - wyborcom w polityce, klientom w biznesie. Nie wystarczy bowiem wskazać, co robimy i co jeszcze chcemy zrobić. To nikogo już nie poruszy. Równie ważne, a nawet ważniejsze jest to, kto nam w tym przeszkadza. Głównym zadaniem naszego wroga jest mobilizowanie naszych zwolenników. Jeśli wciąż byśmy grali wygrane mecze, nie byłoby najmniejszego sensu, aby nam kibicować - wynik byłby przecież znany. Zero emocji, nuda. Bohater nienapotyka-jący na swej drodze żadnych przeszkód, niebudujący napięcia niczego ciekawego nam przecież nie opowiada. Gdzie byłby Hans Kloss bez Brunnera Gdzie Hamlet bez Klaudiusza Gdzie Pan Samochodzik bez tych, którzy dybią na skarb templariuszy Ale też: gdzie byłby Apple bez Microsoftu Gdzie byłby Dell bez IBM Gdzie byłaby Coca-Cola bez Pepsi Roberto Goizueta, były szef Coca-Coli, tak właśnie przywrócił w latach 90. siły witalne przyprószonej już firmie: wskazując i atakując głównego rywala, zmobilizował swe oddziały; wygenerował olbrzymie napięcie, energię reklamową i marketingową w wo j -nie, wktórej firmy umocniły się na rynkach całego świata. Również: gdzie byłaby Platforma Obywatelska bez Prawa i Sprawiedliwości Gdzie byłby Donald Tusk bez Jarosława Kaczyńskiego Gdzie byłby dziś Donald Tusk bez Grzegorza Schetyny, a wcześniej bez Pawła Piskorskiego, Macieja Płażyńskiego, Jana Marii Rokity W dobrej narracji wróg jest możliwy do pokonania, potrzeba jeszcze trochę wysiłku, jeszcze niewiele wysiłku, aby padł na deski. Potrzeba jeszcze dziś zostać w pracy do późna i dopracować prezentację, a nasza firma odniesie sukces. Potrzeba już tak niewiele, już tylko udanie się w niedzielę do lokalu wyborczego i oddanie swojego głosu. Naprawdę niewiele potrzeba, aby zyskać satysfakcję z tego, że razem, wspólnie, wespół zespół pokonaliśmy zło. Nienawiść zabija, ale wrogość buduje. Zarządzając emocjami odbiorców komunikatów, rysując obraz wroga, nigdy naszym celem nie jest zniszczenie go, lecz narysowanie silnego, trudnego do pokonania, co będzie wymagało od nas i naszych zwolenników (wyborców, dziennikarzy, klientów, pracowników) wspólnego wysiłku. Zniszczenie wroga, wyeliminowanie go z rynku (zamknięcie produkcji, a w polityce: delegalizacja partii czy zepchnięcie jej poniżej 5 czy 10 proc. poparcia) jest dla nas nieopłacalne. Nie znajdziemy lepszego, łatwiejszego, tańszego sposobu na mobilizowanie własnych szeregów i wygrywanie. Jednocześnie błędem jest zbytnie demonizowanie wroga. Destruktywne opowieści przekładają wektor sympatii odbiorców. Gdy lider dużej partii przed kilkoma laty wyrysował swego wroga jako tego, który wygląda tak, jakby wyłamywał palce trzynastolatce, nie zdobył tą wypowiedzią zwolenników. Wręcz przeciwnie: wyzywając wroga od zomowców, wzmocnił najtwardszych swych zwolenników, ale dał asumpt opowieści budującej zwyzywanego. Dobra opowieść zatrzymuje uwagę, mocne zwarcie z wrogiem zaś wymaga od odbiorcy opowiedzenia się po jednej stronie. Jednocześnie, dobra struktura narracji sprawia, że odbiorca, opowiadając się po naszej stronie, zapomina nam wszelkie nasze potknięcia, błędy, niespełnione obietnice. Wszystko to przestaje być ważne. Ważny jest tylko wróg i nasza - bohatera i widza -wspólna walka. Zarządzanie emocjami to dziś przede wszystkim zarządzanie wrogami. Ujętą w karby naszą wrogością względem nich, prowokowaniem dających się przewidzieć ich zachowań, stymulujących naszych zwolenników do jeszcze bardziej intensywnych działań, do bardziej intensywnego wspierania nas. Pokażcie mi waszych wrogów, a powiem wam, czy wygracie.

POLSKA ERYK MISTEWICZ


Opowieść o narracji Media internetu, social media, bardzo zmieniły w ciągu ostatnich kilku lat relacje polityk – odbiorca – media klasyczne. Zarówno politycy, jak i odbiorcy przekazu, czyli wyborcy, nie są już uzależnieni od mediów mainstreamu ,papierowych, ale także elektronicznych, nie mówiąc o opiniach autorytetów, politologów. Eryk Mistewicz jest na polskim rynku marketingu zjawiskiem wyjątkowym. Wymyka się z zaszufladkowania jak inni specjaliści, mający wykształcenie i doświadczenie w reklamie, public relations, socjologii, czy psychologii społecznej. Ten dziennikarz i absolwent prestiżowej francuskiej uczelni jest raczej człowiekiem renesansu XXI weku, ponieważ wychodząc raczej z praktyki i znajomości nowoczesnych technik komunikacji, dochodzi do wniosków ogólnych i teorii. A ponieważ nie mieści się w schematach, wzbudza skrajne emocje, czego dowodem jest szereg poświęconych mu artykułów w prasie, od bardzo pochlebnych, do tych podważających jego wiedzę i kompetencje. Tym bardziej, że raczej nie wiadomo, dla kogo pracuje i jakie efekty jego praca przynosi Mistewicz wydał właśnie książkę, poświęconą jego sztandarowej specjalności, marketingowi narracyjnemu. To jego autorski pomysł, coś w rodzaju metody marketingu, zarys teorii komunikacji masowej. „Marketing narracyjny. Jak budować historie, które sprzedają”, (Helion SA, 2011) to książka o tym, jak opowiadać historie, które przyniosą sukces. Pomimo, że autor postrzegany jest głównie jako konsultant polityczny, nie jest jednak to książka o polityce. To raczej przegląd zastosowań marketingu narracyjnego w różnych dziedzinach, opis, jak technika pomaga budować historie, które sprawnie opowiedziane zastępują klasyczną reklamę produktu, usługi, czy nawet polityka. To pokazanie, że nie sama marka, ale sposób jej prezentacji we współczesnym świecie jest ważny. Jest w książce również rozdział poświęcony polityce, wyborom, ale jest to raczej pokazanie, jak metoda może być zastosowana w tej dziedzinie. Autor pisze, jak można zostać znanym i wygrać dzięki jego metodzie w polityce, ale ta technika może zostać zastosowana z równym skutkiem w biznesie, w promocji konkretnych towarów, czy w promocji regionów i miast. Jak system narracji wypiera reklamę, która pomimo że jest coraz głośniejsza i bardziej nachalna, jest również coraz mniej zauważalna. I nie kupujemy już towarów i marek, ale dobre opowieści. Media się zmieniają, inaczej tworzy się i zarządza informacją, zmianom ulega reklama, marketing, PR, droga komunikacji wymaga nowych metod. Budowanie opowieści, która ma nam przynieść sukces, to według Mistewicza budowanie nie tylko przekazu wprost, ale również budowanie atmosfery, która przyczyni się do tego, że nasza narracja dotrze do odbiorcy. Ilość informacji, danych, które przyjmuje mózg człowieka w każdej godzinie, niemalże minucie, jest tak ogromna, że tworzy on mechanizmy obronne, tworząc własną hierarchię ważności. Jeżeli chcemy naszemu przekazowi nadać wyjątkowy priorytet, musimy zadbać nie tylko o formę i treść, ale również o system komunikacji, który przykuje odbiorcę do naszego przekazu. To właśnie według autora książki jest narracja, czyli opowieść. Autor poświęca dużo miejsca w swojej książce współczesnym mediom, analizuje, jak najnowsze środki komunikacji, głównie internet może służyć rozprzestrzenianiu się przygotowanych narracji. Wiele miejsca poświęca Twitterowi, którego jest znawcą i promotorem w Polsce. Dzięki niemu „ćwierkać” zaczęło wielu polityków, dziennikarzy, ludzi kultury. W ciągu mniej więcej dwóch lat Twitter stał się ważnym medium komunikacji i doskonałym narzędziem politycznego marketingu. Mistewicz udowodnił, że przy pomocy 140 znaków komunikatu Twittera można nie tylko budować i utrzymywać relacje biznesowe i polityczne, ale również prowadzić poważne dysputy. Warto zauważyć, że media internetu, social media, bardzo zmieniły w ciągu ostatnich kilku lat relacje polityk – odbiorca – media klasyczne. Zarówno politycy, jak i odbiorcy przekazu, czyli wyborcy, nie są już uzależnieni od mediów mainstreamu ,papierowych, ale także elektronicznych, nie mówiąc o opiniach autorytetów, politologów. Informacja podana na Twitterze, czy Facebooku przeskakuje do mediów klasycznych już jako informacja kwalifikowana. Okazało się już wielokrotnie, że informacje z niezależnego źródła podana przez media społecznościowe jest traktowana równie wiarygodnie jak ta podana przez zawodowego dziennikarza via agencja prasowa, czy stacja telewizyjna. To znacznie poszerza zakres wolności słowa, a co za tym idzie, także demokracji. Na koniec warto przytoczyć, co autor uważa za podstawę dobrej narracji. To według niego pięć punktów, elementów. Po pierwsze, pasja, pasja nadawcy komunikatu, po drugie personalizacja przekazu, pokazanie bohatera (szerokie pojęcie), z którym autor przekazu się utożsamia i chce nam tę pasję przekazać. Po trzecie – przeszkody, antagonizmy, jakie nasz przekaz, bohater musi pokonać, czwarty element to świadomość konieczności odniesienia sukcesu. I ostatni, piąty element, czyli samo zwycięstwo, które ma ma zmienić odbiorcę, bo to on jest bohaterem i otaczający go świat. Eryk Mistewicz pisząc swoją książkę korzystał z bogatej spuścizny marketingu, ale również odnosi się do konkretnych działań i osób. Znajdziemy w książce również opis metod działań, narracji, która odniosła ogromny sukces. To rozdział o mistrzu komunikacji i sprzedaży, wizjonerze nie tylko informatyki, Steve Jobsie, którego właśnie pożegnaliśmy. Autor pisze o historiach, jakie Jobs sprzedawał w czasie swoich słynnych prezentacji i o umiejętności sprzedaży emocji, a nie produktów. Książka, licząca niewiele ponad 200 stron skonstruowana jest dość chaotycznie, ale po przeczytaniu zostaje w głowie jasny sygnał nowych wartości. I jak na opis nowoczesnych metod marketingu, osadzonych na nowoczesnych mediach przystało, jest ona uzupełniona o system fotokodów, które prowadzą nas do multimedialnych prezentacji potwierdzających materiał zapisany na jej stronach, lub znacznie je rozszerzających. Warto sięgnąć po tę pozycję.

blogi.newsweek.pl Azrael


„Ten kto opowie świat, ten nim rządzi”. Powyższe przysłowie-mądrość społeczności Indian Hopi stanowi motto i główną myślą ukazującej się właśnie książki Eryka Mistewicza. O tym jak ważny jest dla marek i polityków „storytelling”, umiejętność konstruowania opowieści wiele już powiedziano i napisano. E. Mistewicz zgrabnie omijając powtarzające się oczywistości „storytellingu” poza sporą dawką systematycznie podanej wiedzy oferuje pokaźny zestaw praktycznych porad odnoszących się do sztuki budowania wciągającej i poruszającej narracji. Autorowi pogratulować należy doboru tematu – aktualnego, ważnego i wieloaspektowego. Tym bardziej, że na rodzimym rynku wydawniczym wciąż brak fachowych publikacji odnoszących się do poruszanych zagadnień. Książkę podzielić można umownie na dwa przeplatające się wątki: teoretyczny i praktyczny. Wielu czytelnikom na pewno przypadną do gustu fragmenty poświęcone roli mitów, typologie archetypów, czy sposobów prowadzenia narracji, podobnie jak skondensowana i podana w zgrabnej pigułce skrócona historia marketingu. Znajdą tu systematycznie uporządkowane wiadomości i logiczną podstawę uzasadniająca coraz pilniejszą potrzebę sięgania po przemyślane marketingowe narracje. Do mnie bardziej jednak trafił wątek praktyczny – poparte przykładami skutecznych działań konkretne porady, wskazania i zalecenia jak budować przemawiające opowieści. To właśnie te fragmenty wydają się najcenniejsze - zwłaszcza, że stworzone w oparciu o wieloletnie doświadczenia eksperckie. Wartością dodaną publikacji jest jej forma – zamieszczone w książce multikody umożliwiają dostęp do wielu dodatkowych treści zewnętrznych (filmy, teksty, multimedia). Z kodów korzystać mogą posiadacze praktycznie każdego rodzaju smartfona dzięki uniwersalnej aplikacji Mobiletag. Pomysł z kodami jest świetny (podobne rozwiązanie wykorzystane było w „Anatomii władzy”) i wart upowszechniania. Choć wciąż wolę tradycyjny druk, to multimedialne „przypisy” mogą stanowić ciekawy kompromis dla nie potrafiących sobie odmówić przyjemności wertowania szeleszczących kartek. „Marketing narracyjny” to pozycja godna polecenia. Zapewne sięgną po nią nie tylko specjaliści ds. kreowania wizerunku, marketerzy i polityczni „spin doktorzy”, ale też spore grono osób zainteresowanych szeroką problematyką społeczną. Z wieloma tezami „Marketingu narracyjnego” częściowo lub zupełnie się nie zgadzam. Wynika to być może z zupełnie różnego postrzegania tych samych kwestii (np. personal branding, rola blogów czy twittera, kwestia na ile można się nauczyć umiejętności storytellingu, konsekwencje stosowania tego podejścia w praktyce itp.). Stanowi to jednak o dodatkowej wartości publikacji – książka poprzez wielość wyrazistych poglądów pobudza do refleksji i dyskusji.

staniszewskimarek.blogspot.com Marek Staniszewski


Wszystko jest opowieścią. Wszystko oprócz tego, co zdarza nam się osobiście, co przeżywamy, czego doświadczamy bez słów. To jednak może być opowieścią. Naszą opowieścią. Można zajmująco opowiadać na każdy temat. Nie tylko w powieści, filmie, teatrze. Można opowiadać wszędzie. Można też wszędzie opowieści słuchać. Każdy przedmiot ma swoją opowieść. Czym jest. Jak powstał. Kto, dlaczego i jak go stworzył. Jakie były jego dzieje i do czego służył. Wczoraj wpadła mi przed oczy reklama piwa Pilsner Urquell. Była to dość długa, jak na spot telewizyjny, opowieść o tym jak to w XIV wieku pewien czeski król dał małemu miastu prawo ważenia piwa. Po kilkuset latach tradycji w mieście tym wymyślono całkiem nowy typ piwa – piwo typu pilsneńskiego. I Pilsner Urquell jest bezpośrednim potomkiem tej długiej tradycji. Była to cała opowieść z tłem historycznym, głównym bohaterem (piwowarem), jego pasją, jego walką o jakość piwa i wreszcie jego wielkim sukcesem. Bo dzisiaj każde prawie jasne piwo na świecie jest robione według pilsneńskiej receptury. Podobnie jest z ludźmi. Każdy ma swoją opowieść. Każdy przeżył coś godnego uwagi. Każdy w życiu miał jakąś przygodę godną opowiedzenia. Opowieści i narracje budują najważniejsze aspekty naszego życia. Wszystkie religie są opowieściami. To dlatego w każdej dużej, współczesnej religii centralne miejsce zajmuje święta księga. W niej właśnie spisane są opowieści. Historia jest zbiorem opowieści. Przecież nie sposób dzisiaj powiedzieć na pewno jak to z tym Mieszko Pierwszym było. Wszystko, co o tym facecie wiemy to mniej lub bardziej prawdziwe narracje. Opowieściami są również wiadomości telewizyjne, czy newsy gazetowe. Nie przypadkiem dzisiaj dodaje się do wiadomości dramatyczną muzykę filmową, nie przypadkiem opowiada się je z naciskiem na emocje, naginając do tego fakty. Bajka jest zawsze lepsza od faktów. Podobnie jest w polityce. Nie liczą się już wielkie idee, wielkie „izmy” – liberalizm, konserwatyzm, marksizm, komunizm. Liczy się opowieść, którą codziennie wymyślają fachowcy od politycznego marketingu. Liczy się konflikt, dramaturgia, emocja, morał i sens. Swoje opowieści mają również miejsca. Miasta, wioski, lasy, drogi i wzgórza pełne są opowieści. Trzeba je tylko umieć odkryć. Albo wymyślić. Oczywiście opowieści filmowe są dłuższe, bardziej rozbudowane i mocniej skomplikowane niż reklamowa opowieść o piwie, czy polityczny „przekaz dnia” któregoś z polityków. Ale zasady dramaturgii są stałe i niezmienne. Nie wolno nudzić. Musi być główny bohater i jego adwersarz (albo przeciwności). Musi być walka, pasja, konflikt, starcie. Musi być szczęśliwe zakończenie. Musi być katharsis i morał. Wszystko jak w kinie. Dlaczego o tym piszę? Bo przeczytałem ciekawą książkę. Jest to książka z innej branży niż moja, ale traktująca dokładnie o tym, czym się zawodowo zajmuję. O opowiadaniu bajek. Nazywa się to „Marketing narracyjny” i napisał ją specjalista od marketingu Eryk Mistewicz. Dla niego również wszystko jest opowieścią. I każdą opowieść można wykorzystać do celów marketingowych, sprzedażowych i komunikacyjnych. Ciekawy punkt widzenia. Mistewicz w swoich poglądach na rzeczywistość bywa skrajny i wyrazisty. Często prowokuje do dyskusji, czy wręcz do gwałtownego sprzeciwu. To dobrze. Skrajność wizji i poglądów jest zawsze ciekawsza poznawczo od letniości i uładzonej przewidywalności. Można się z Erykiem nie zgadzać, można z nim dyskutować, ale na pewno warto poznać jego sposób opisywania dzisiejszego świata. Bo ta książka tym właśnie jest. Próbą uchwycenia ducha współczesności. Na pewno nie jest to tylko podręcznik najnowszych technik marketingowych. Oczywiście, kto dobrze zna wcześniejsze teksty Mistewicza, nie będzie zaskoczony myślami zawartymi w tej książce. Autor prezentuje je od dawna i publikuje w różnych pismach i gazetach. Tu jednak wszystko zebrane jest w jednym miejscu. I nawet dla kogoś zupełnie niezainteresowanego współczesnym marketingiem jest to lektura ciekawa. Dla kogoś, kto, tak jak ja, zajmuje się zawodowo opowiadaniem bajek – nawet bardzo ciekawa.

piotrweresniak.com Piotr Wereśniak, 2011-09-14