TO (NIE) JEST
PORADNIK
To jest poradnik. Dla mniej lub bardziej
zdrowych. Nie boję się tego słowa. Ludzie przychodzą do mnie po
rady. I często im ich udzielam. Ale tylko wtedy, gdy mam potrzebną
wiedzę i umiejętności. Tam, gdzie brakuje mi kompetencji, radzę,
by udali się dalej. Do kogoś, kto wie lepiej. To, że sam choruję,
nie znaczy, że o chorobie wiem wszystko. To, że trzymam chorobę
afektywną dwubiegunową za pysk, nie oznacza, że mam złotą receptę
na to zaburzenie. To, że wiele osób mnie czyta i słucha, nie
czyni ze mnie eksperta od wszystkiego. Dlatego ten poradnik to mój
osobisty głos, a także głos ludzi, którzy się znają na wielu
rzeczach lepiej niż ja. Myślę, że oznaką wielkiej próżności
i nieodpowiedzialności byłoby napisanie poradnika o chorobie tylko
i wyłącznie z punktu widzenia osobistych przeżyć. Grzechem
byłoby uważać, że to, co sprawdziło się w moim przypadku,
sprawdzi się w każdym innym. Mam jednak przeczucie, że połączenie
mojego głosu z głosem ekspertów może pomóc wielu. Tym mniej lub
bardziej zdrowym. Ich rodzinom i przyjaciołom. Choroba afektywna
dwubiegunowa to druga najczęstsza przyczyna niezdolności
do pracy z powodów psychiatrycznych[1]. Istnieje więc spore prawdopodobieństwo, że albo sam
jesteś w grupie ryzyka, albo znasz kogoś, kto w niej jest. Ale
spokojnie. To nie wyrok. I może zabrzmi to dziwnie, ale w pewnym sensie
to błogosławieństwo. Jeśli nauczysz się z nią dobrze żyć. Jeśli
nauczysz się z nią funkcjonować, to może się okazać, że staniesz
się lepszą wersją siebie. Taką, która potrafi dobrze wykorzystać
jeden i drugi biegun. Ja dwubiegunówkę mam. I nie jestem w stanie
tego zmienić. A skoro już ją mam, to będę z nią najlepszą
wersją siebie. Po angielsku ta choroba nazywa się bipolar
disorder. Ja myślę o niej w kategorii bipolar in
order. To gra słów. Disorder oznacza
zaburzenie. In order oznacza w porządku. I taka
jest moja rola. Pokazać ci, twoim znajomym, przyjaciołom, że może
być i będzie w porządku.
Do napisania tej książki zaprosiłem
moją terapeutkę, której zawdzięczam nowe otwarcie. Odmówiła. Dobry
terapeuta kieruje się zasadami. A jedna z nich brzmi: relacja
między pacjentem a terapeutą jest ważna. Ale ma granice. I trzeba
ich przestrzegać. Nie powinno się zaprzyjaźniać, na żywo i na
Facebooku. Nie powinno się też bywać na tych samych imprezach. I nie
powinno się razem pisać książki. Z początku ta odmowa lekko mnie
zabolała. Ale potem spojrzałem na nią jak na dowód trzymania się
zasad. I jeszcze bardziej szanuję moją terapeutkę. Bo trzymała się
i trzyma zasad. Poprosiłem ją o wskazanie kogoś, kto wspólnie
ze mną napisze tę książkę. Kto przede wszystkim doda wartości
merytoryczne. Bo choć moje przeżycia i przekonania są ważne, to
jednak terapia powinna się opierać na nauce. I chciałem, żeby tę
część napisał ktoś doświadczony. Dlatego poprosiłem o wskazanie
osoby, która jest certyfikowanym terapeutą poznawczo-behawioralnym,
najlepiej z dyplomem lekarza psychiatry. Chciałem też, żeby
była to osoba otwarta na tzw. trzecią falę, czyli niewykluczająca
takich praktyk, jak mindfulness czy interwencje rodem z psychologii
pozytywnej. I chciałem, żeby to był ktoś, kto za swoją misję uznaje
nie tylko wspieranie ludzi w wyjściu na prostą, ale także pokazanie
im, że po terapii jest nowe życie. W którym można sobie spokojnie
radzić, dzięki wielu narzędziom. Znalazłem taką osobę. I to ona
będzie głosem specjalisty, który usłyszysz.
Znalazłem także specjalistów
z zakresu farmakologii, dietetyki i sportu, którzy dodali swoje
komentarze. Wszystko po to, by dać ci pełen obraz tego, co możesz
zrobić. Ja podchodzę do siebie całościowo. Nie wykluczam żadnej
opcji, pod warunkiem że jest udowodniona naukowo. To warunek, od
którego nie chcę odstąpić. Nie twierdzę, że alternatywne metody
nie działają. Jednak doświadczenie jednostki to za mało, by tworzyć
teorię i dumnie ogłaszać ją światu, twierdząc, że w przypadku
choroby takiej, jak depresja czy choroba afektywna dwubiegunowa,
pomoże nadanie sobie indiańskiego imienia czy pobieganie na bosaka po
rosie. Terapeuci, naukowcy i specjaliści w swoich dziedzinach nie są
po to, by nami manipulować. Są po to, by nam pomóc. Możesz trafić
dobrze. Tak jak ja. I tego ci życzę. Życzę ci też, byś po lekturze
tej książki stał się menadżerem swoich talentów, kompetencji i...
swojej choroby. Byś potraktował ją jako coś, z czym po prostu da
się żyć. Twierdzę, że nawet lepiej niż przed chorobą.
CZY SIĘ NIE BOISZ?
Po moim wystąpieniu podczas TEDx SGH,
do którego krótkim wstępem była moja opowieść o pierwszej sesji
u psychoterapeuty, dziennikarka, która przeprowadzała ze mną wywiad,
zapytała, czy nie boję się mówić o chorobie. To samo pytanie
zadał mi znajomy, któremu opowiedziałem o planach napisania tej
książki. Czy się nie boję. Odpowiedź jest prosta: nie boję się. Tak samo jak bym się nie
bał mówić o złamanej nodze czy o cukrzycy. Lęk przed mówieniem
o chorobach wynika ze stygmatyzacji. Tyle że ten lęk - ani tym
bardziej stygmatyzacja - nic nie daje. A mówienie i oswajanie
tematu dają bardzo wiele. Takiego przeświadczenia nabieram za każdym
razem, gdy dostaję mail z podziękowaniem, że komuś zrobiło się
lżej, że nie jest sam ze swoją chorobą (niekoniecznie psychiczną,
bo zdarzali się tacy, którzy pisali nawet o hemofilii). O tym, żeby
się nie bać, przekonuję się także po spotkaniach, gdy podchodzą do
mnie ludzie i dziękują. Bo nie są sami. Każde zdarzenie w swoim
życiu nauczyłem się przyjmować z pokorą i ciekawością. To
czasem bardzo trudne. Ale możliwe. Staram się wykształcać w sobie
ciekawość. I tak zwany growth mindset,
czyli umysł nastawiony na rozwój[2]. Taki, który w zetknięciu z nowym zagadnieniem myśli
sobie: Co ja z tego wyniosę? Czego mnie to nauczy? Choroba nauczyła
mnie, że nie ma co się bać. Trzeba po prostu działać. Z takim
zasobem, jakim się dysponuje. Nawet jeśli tym zasobem jest choroba
afektywna dwubiegunowa.
PYTANIE BRZMI...
Jakiś czas temu bardzo ważna
dla mnie osoba zadała mi pytanie. O moment największej euforii,
nieokiełznanej radości. O chwilę, w której sądziłem, że mogę
przenosić góry. Pamiętałem wiele takich chwil. Najwcześniejsze
wspomnienie dotyczyło okresu w liceum po wygranym etapie olimpiady
polonistycznej. Pamiętałem ten stan. Totalną euforię. Gonitwę
myśli, niezwykłą ostrość, z jaką postrzegałem świat. Tempo,
w jakim chciałem go podbijać. To, co przeżywałem okresowo,
nazywa się hipomanią. Osobą, która zadała pytanie,
była moja psychoterapeutka. Pracy z nią, za pomocą technik
poznawczo-behawioralnych, zawdzięczam to, że dowiedziałem się wielu
istotnych rzeczy o sobie. Pracy ze sobą zawdzięczam to, że codziennie
dowiaduję się nowych.
Na terapię trafiłem po wielu
latach prób poradzenia sobie z obniżonym nastrojem i epizodami
depresyjnymi. Szukałem wsparcia. Szukałem go jednak głównie
wtedy, gdy dosięgała mnie depresja. Gdy byłem tak wypalony, że
nie potrafiłem wstać z łóżka, a myśl o porannym prysznicu
mnie przerażała. Czułem nic. W okresach podwyższonego nastroju,
w okresach hipomanii, tego wsparcia nie szukałem. Bo i po co. Wtedy
nie wiedziałem, że hipomania i depresja to dwa bieguny tej samej
choroby. I że z jednym i drugim trzeba nauczyć się żyć. Radzić
sobie z depresją. Radzić sobie z manią. Dziś mogę powiedzieć, że
to radzenie sobie stało się sposobem na rozwój. A większość tego,
czego nauczyła mnie terapia i praca nad sobą, można spokojnie
wykorzystywać nawet, jeśli nie dotknęła nas choroba. Mnie
dotknęła. Spektrum choroby afektywnej dwubiegunowej.
"Spektrum choroby afektywnej
dwubiegunowej". Pierwszy raz te słowa padły na drugim lub trzecim
spotkaniu z terapeutką. Jak wspomniałem, wcześniej też byłem
leczony. Ale z powodu depresji, zresztą źle zdiagnozowanej. Nie
będę dochodził, dlaczego. Być może lekarz uległ mojej sugestii,
gdy mówiłem, że w rodzinie od dwóch pokoleń towarzyszy nam
czarne słońce depresji. Być może błędem było zgłaszanie się
tylko i wyłącznie w stanach obniżonego nastroju, gdy ciężar
rzeczywistości był tak duży, że jedyne, co mogłem z siebie wydusić,
to prośba o receptę. Na coś, co sprawi, że znów zacznę myśleć,
znów zacznę czuć. Być może... Nieważne chyba dlaczego. To już
za mną. Byłem leczony na depresję przez sześć lat. Głównie
farmakologicznie. Świadomie ze spektrum choroby afektywnej dwubiegunowej
zmagam się od trzech lat. Nieświadomie - chyba od zawsze.
Te trzy lata świadomej pracy nad sobą
to ogromne błogosławieństwo. Czas nabywania umiejętności radzenia
sobie nie tylko z dołami. Ale też z górkami. Bo taka jest moja
choroba. Mkniesz sobie z nią jak po sinusoidzie. Świetnie, wręcz
genialnie czujesz się wtedy, gdy jesteś na górze. Znacznie gorzej
- gdy jesteś na dole. Zaraz, zaraz, powiesz pewnie, przecież
wszyscy tak mają. Jasne, zmiany nastroju przytrafiają się wielu
ludziom. Ale u osób z chorobą afektywną dwubiegunową i z jej
spektrum zdarzają się ze zwiększoną intensywnością. I mają
pewną charakterystykę. Jednak dla mnie najbardziej charakterystyczną
rzeczą jest to, że po każdej intensywnej górce przychodzi dół. Mam
to jak w banku. I dlatego ważne są nie tylko techniki pozwalające
wygrzebywać się z dołków, ale też umiejętne hamowanie się,
gdy nadchodzi euforyczna, maniakalna górka.
Ta książka
to poradnik dla tych, którzy zmagają się z chorobą afektywną
dwubiegunową, z jej spektrum. To także poradnik dla ich rodzin
i przyjaciół, którzy po prostu chcą wiedzieć i rozumieć. To
wreszcie zbiór technik, które można wykorzystywać, by poprawić
swój dobrostan. Moje doświadczenia nie są uniwersalne. Każdy ma
swoje. Każda choroba jest inna. Ale terapia poznawczo-behawioralna
(cognitive behavioral therapy; CBT) dała mi
narzędzia. Do poznania samego siebie i do zmiany moich zachowań. Jeśli
więc ty również poznasz lepiej siebie, jeśli zmienisz swoje
zachowania, to będę szczęśliwy, że kolejna osoba skorzystała
z tego, co oferują nauka, wgląd we własne mechanizmy poznawcze
i ciągła praca nad sobą.
[1] Portal http://psychiatria.mp.pl/choroby/69890,choroba-afektywna-dwubiegunowa,
dostęp: 26.05.2017. (Przypisy - jeśli nie zaznaczono inaczej -
pochodzą od Piotra Buckiego).
[2] Badaniami nad mindsetem,
czyli nastawieniem, zajmuje się Carol Dweck z Uniwersytetu
Stanforda, która wyróżnia dwa jego rodzaje: fixed
mindset i growth mindset. Dweck jest
autorką książki Nowa psychologia sukcesu,
którą na pewno warto przeczytać.