1. Czy od prawdziwej miłości dzieli nas tylko jedno kliknięcie?
Dzielenie miłości z innymi ludźmi to chyba najtrudniejsze z naszych zadań, sprawa ostateczna, ostatnia próba i sprawdzian, a także praca, tak iż wszelkie inne zajęcia to tylko przygotowanie do niej.
- Rainer Maria Rilke, Listy do młodego poety, s. 72
Umawiamy się na randki tylko po to, żeby inni wiedzieli, że jesteśmy atrakcyjni. Ludzie ciągle o tym piszą w internecie. To jest tak jak ze zdjęciami z całowaniem.
- Sophia, trzynastolatka z New Jersey,
cytat za: Nancy Jo Sales, American Girls
Beatlesi śpiewają, że pieniądze nie kupią miłości, ale czy mogą ją dać algorytmy? Za kilkaset dolarów można wykupić półroczną subskrypcję w serwisach randkowych operujących na całym świecie. Portale te chwalą się tym, że stosują tajemne algorytmy miłosne, które potrafią skojarzyć nas z idealnym partnerem. Każdego roku miliony pełnych nadziei klientów, zarówno młodych, jak i starszych, korzysta z serwisów randkowych lub mobilnych aplikacji randkowych, atendencja jest wzrostowa[1]. Mimo tej popularności wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że za doborem potencjalnych romantycznych partnerów stoją algorytmy[2].
AI ZNAJDUJE NAM MIŁOŚĆ
Ze strony internetowej uśmiecha się do nas atrakcyjna młoda kobieta z rozwianymi włosami. Obok niej stoi młody przystojny mężczyzna ze starannie przyciętym trzydniowym zarostem i równie błogim spojrzeniem. Blisko ich twarzy widnieje nazwa jednego z największych serwisów randkowych - Parship. Za jego pomocą miliony singli w Londynie, Paryżu, Berlinie, Meksyku, Wiedniu i Amsterdamie wyrusza na poszukiwanie prawdziwej miłości i trwałego szczęścia[3]. Podobnie jak EliteSingles, OkCupid i wiele innych serwisów randkowych Parship jest poważną agencją świadczącą usługi samotnym osobom poszukującym partnera życiowego. Przyciąga ona osoby mające nadzieję, że pewnego dnia nie będą już musiały umawiać się na randki. W przeciwieństwie do Tindera i podobnych aplikacji randkowych, których użytkownicy dowiadują się tylko czegoś o wyglądzie i miejscu zamieszkania potencjalnych randkowiczów, Parship korzysta z algorytmu dobierającego partnerów na podstawie osobowości i zainteresowań. Jego strona internetowa i postery reklamowe epatują tym samym sloganem:
Co 11 minut zakochuje się jeden singiel.
Oferta wydaje się nad wyraz atrakcyjna: rejestrujesz się, wnosisz opłatę i czekasz 11 minut! Od szczęścia dzieli cię tylko jedno kliknięcie. Miliony ludzi zarejestrowało się w nadziei, że będą jedną z tych osób, które szybko się zakochały.
Pomyślmy jednak przez chwilę. Co 11 minut jeden singiel się zakochuje. Byłaby to świetna wiadomość, gdyby serwis miał tylko stu klientów. Parship ma jednak miliony klientów. Przyjrzyjmy się temu dokładniej. Jedna osoba zakochująca się co jedenaście minut daje około sześć osób na godzinę, co przekłada się na 144 dziennie - zakładając, że single są aktywni na stronie internetowej w dzień i w nocy. W przeliczeniu na cały rok dostajemy 52 560 zakochanych klientów (144 × 365). Oznacza to, że jeśli serwis ma milion klientów, tylko około 5 procent singli zakochuje się w ciągu jednego roku. Gdyby klienci szukali prawdziwej miłości przez dziesięć lat, około połowa mogłaby liczyć na to, że ją znajdzie. Gdyby zaś serwis miał więcej niż milion klientów, średni czas oczekiwania byłby dłuższy. Innymi słowy, musielibyśmy liczyć się z tym, że będziemy szukać (i opłacać subskrypcję) do starości - w takim przypadku to rzeczywiście pieniądze przyniosłyby nam miłość. Ten prosty rachunek uświadamia nam, jak w rzeczywistości skuteczny jest algorytm dobierania partnerów, który się kryje za przekonującym hasłem reklamowym.
Rozumiemy już, co oznacza "co jedenaście minut". A jak ma się sprawa drugiej części sloganu: "jeden singiel się zakochuje"? Ostatecznie para powstanie tylko wtedy, gdy spotkają się dwie osoby. Okazuje się, że co jedenaście minut jakiś użytkownik rezygnuje, a na pytanie o przyczynę klika opcję "zakochałam/łem się". Nie wiemy, czy jednak chodziło o prawdziwą miłość, czy użytkownik znalazł ją w internecie, czy poza nim, czy też była to tylko wygodna wymówka, by przestać płacić za subskrypcję.
Oceny klientów pozostają w zgodzie z tym pobieżnym rachunkiem. Gdy zebrano 1500 ocen pięciu serwisów randkowych, z których korzystają Niemcy, między innymi Parship, żaden z nich nie otrzymał średniej oceny dobrej. Tylko 7,7 procent klientów stwierdziło, że ich poszukiwania zostały uwieńczone sukcesem; reszta zrezygnowała lub w dalszym ciągu szukała[4].
Czy od prawdziwej miłości dzieli nas tylko jedno kliknięcie?
W innych krajach i na innych portalach internetowych spotykamy porównywalne prawdopodobieństwo w przypadku podobnych serwisów, które są skierowane do singli z wykształceniem wyższym, mieszkających w Nowym Jorku, Toronto czy Seulu. Na przykład serwis randkowy EliteSingles podaje w swoich reklamach, że w 2018 roku miał 381 000 nowych członków w każdym miesiącu i że dzięki niemu co miesiąc 1000 singli znajduje miłość[5]. Jeszcze raz liczby robią wrażenie - tylu uszczęśliwiony ludzi! Pozostaje jednak pytanie o to, jakie jest rzeczywiste prawdopodobieństwo znalezienia miłości. Jeśli dane są poprawne, oznaczają one mniej więcej jednego uszczęśliwionego singla na 381 miesięcznie, co daje około jednego na 30 rocznie, czyli 3 do 4 procent. Jest to porównywalne do 5 procent otrzymanych w rachunkach dla Parshipa. Te obliczenia dają szacunkowe liczby oparte na danych dostarczonych przez same serwisy internetowe. Aby nabrać większej pewności, sprawdziłem jeszcze jeden portal randkowy. Jdate (skierowany do żydowskich singli) informuje, że ma setki tysięcy członków na całym świecie i że "dzięki jego usługom setki randkowiczów znajdują swoje bratnie dusze każdego tygodnia"[6]. Jeśli połączymy ze sobą te dwie liczby, otrzymamy około jednej bratniej duszy na 1000 singli tygodniowo, co przekłada się na około 52 na 1000 rocznie i daje to znów prawdopodobieństwo w przybliżeniu równe 5 procent rocznie. Wydaje się, że ten długi czas oczekiwania harmonizuje Z jedną z "pozytywnych historii" przytaczanych w reklamie portalu: Ryan, który spędził piętnaście lat, skrolując i klikając w twarze, w końcu dzięki serwisowi znalazł swą bratnią duszę[7].
Algorytmy miłosne mogą oddawać trzy rodzaje usług: dostarczają informacji o dostępnych osobach, umożliwiają komunikowanie się z nimi oraz znalezienie prawdziwej miłości. Dzięki informacji o dostępnych osobach klienci spotykają potencjalnych partnerów, których inaczej prawdopodobnie by nie poznali. Jest to szczególnie cenne dla osób, które prowadzą społecznie lub fizycznie odizolowane życie, albo nie spełniają bieżących norm społecznych, na przykład dla osób z niepełnosprawnością lub wyznających surowe zasady religijne. Inną usługą jest możliwość komunikacji za pośrednictwem komputera, zanim dojdzie do spotkania twarzą w twarz. W połączeniu z informacją o dostępnych singlach stanowi największą zaletę randek internetowych. Informacja o większej liczbie potencjalnych partnerów ma jednak swoją drugą, negatywną stronę, gdy prawdopodobieństwo znalezienia prawdziwej miłości jest tak niewielkie, jak właśnie się przekonaliśmy. Doświadczenie dwudziestu dwóch nieudanych randek, zamiast tylko jednej, może działać na nas deprymująco przez samą liczbę porażek i nadmiar wyboru. Autorzy pewnego przeglądu badań dotyczących serwisów randkowych dochodzą do wniosku, że "nic nie wskazuje na to, by stosowane przez portale randkowe algorytmy matematyczne rzeczywiście były skuteczne - by prowadziły do powstawania romantycznych związków w jakiś sposób lepszych od tych, jakie tworzą się dzięki innym środkom kojarzenia partnerów"[8].
W celu weryfikacji tych wyników nawiązałem kontakt z kilkoma cieszącymi się dobrą reputacją dużymi internetowymi agencjami randkowymi. Ostatecznie przecież niektóre agencje randkowe - między innymi eHarmony, perfectMatch i Chemistry - utrzymują, że wykorzystują rozbudowane, "naukowe" algorytmy, choć standardowe metody naukowe nie wykazały, by były one niezawodne i skuteczne[9]. Na pytanie o rzeczywistą liczbę opłacających subskrypcję klientów, wskaźniki skuteczności oraz to, jak są one wyznaczane, otrzymywałem uprzejme, lecz stanowcze odmowy udzielenia informacji[10].
Zostawmy jednak same internetowe agencje randkowe. Czy pary, które poznały się w internecie - w mediach społecznościowych, chatroomach, agencjach randkowych lub w inny sposób - rozpadają się rzadziej i czy są bardziej zadowolone ze swoich związków niż pary, które poznały się poza na żywo? Klasyczne reprezentatywne badanie obejmujące ponad 19 000 Amerykanów i Amerykanek pozostających w związku małżeńskim wykazało, że ci z nich, którzy poznali partnera w internecie, doświadczyli mniejszej liczby rozpadów małżeństw niż ci, którzy poznali partnera na żywo, a także wyrażali nieco wyższy poziom zadowolenia ze swojego małżeństwa. Warto zaznaczyć, że ci, którzy poznali partnera za pośrednictwem internetowych agencji randkowych wykorzystujących algorytmy miłosne, nie deklarują wyższego poziomu zadowolenia w porównaniu do tych, którzy poznali partnera na innych portalach internetowych[11]. Niemniej według najnowszych badań przeprowadzonych w Stanach Zjednoczonych prawdopodobieństwo rozpadu związku (zarówno małżeńskiego, jak i niemałżeńskiego) jest wyższe dla par, które poznały się w internecie, a reprezentatywne badania przeprowadzone w Niemczech i Szwajcarii nie wykazały istotnej różnicy poziomu zadowolenia ze związku u par, które poznały się w internecie i poza internetem[12]. Te wyniki są niejednoznaczne, ale kilka badań jednoznacznie wskazuje na to, że proporcja par, które poznały się w Internecie, jest wyższa wśród osób homoseksualnych, oraz że randki internetowe sprzyjają poznawaniu się osób wywodzących się z różnych środowisk pod względem edukacji, rasy lub narodowości, co wciąż może być barierą poza internetem[13]. Wydaje się jednak, że ta większa różnorodność wynika głównie z tego, że pary poznające się w internecie są na ogół młodsze.
Nie ma więc wciąż ostatecznej odpowiedzi na pytanie, czy poszukiwanie partnera w internecie prowadzi do większego zadowolenia i mniejszej liczby rozpadów związku niż poszukiwanie partnera poza internetem. Biorąc wszystko pod uwagę, można powiedzieć, że jeśli nie należymy do 5 procent szczęśliwców, równie dobrze moglibyśmy przeznaczyć czas i pieniądze na spotkania z współpracownikami po pracy, wyjścia na imprezy, podróże, wyprowadzanie psa lub uczestnictwo w lokalnej wspólnocie internetowej, w której spotykają się osoby podzielające nasze osobiste zainteresowania - wszystko to stanowi szybszą drogę do szczęścia. Strzała Amora może nas trafić w nieoczekiwanych miejscach.
JAK DZIAŁAJĄ ALGORYTMY MIŁOSNE?
Algorytmy miłosne objęte są tajemnicą. Podobnie jak algorytmy oceny wiarygodności kredytowej, prognozowania przestępstw i klasyfikacji stron internetowych są one własnością prywatną. Każda agencja wykorzystuje inne algorytmy. Dlatego trudno dowiedzieć się, jak dokładnie działają. Niemniej znamy podstawową procedurę, która stanowi jedną z najprostszych wersji algorytmu. Klienci serwisów randkowych wypełniają ankietę dotyczącą wyznawanych przez nich wartości, ich zainteresowań i osobowości. Taka ankieta może składać się z ponad stu pytań. Odpowiedzi służą do utworzenia profilu klienta[14]. Rozważmy prosty przykład dwóch profili obejmujących tylko trzy cechy (ilustracja 1.1). Adam pragnie mieć dzieci, lubi być w centrum zainteresowania i nie przepada za gotowaniem. Ewa również pragnie mieć dzieci, nie lubi być w centrum zainteresowania i również nie przepada za gotowaniem.
Cecha
Adam
Ewa
Pragnie dzieci
Tak
Tak
Centrum uwagi
Tak
Nie
Gotowanie
Nie
Nie
Ilustracja 1.1
Dwa profile o trzech cechach.
Pierwszą zasadą, według której obliczane jest to, czy Adam i Ewa sobie odpowiadają, jest podobieństwo. W przypadku pragnienia dzieci podobieństwo ma ogromne znaczenie. Najprostszy algorytm po prostu obliczałby, ile razy osoby się zgadzają, czyli w tym przypadku dwa na trzy razy, czyli dwie trzecie. Samo podobieństwo nie jest jednak wystarczające. Oprócz niego ma znaczenie także dopełnianie się. Na przykład Adam lubi być w centrum uwagi. Być może nie przypadnie mu do gustu partnerka, która ma takie samo upodobanie, co prowadziłoby do wiecznych kłótni o to, kto przyciągnie więcej spojrzeń. Partnerka dopełniająca, to znaczy taka, która nie lubi być w centrum uwagi, pasowałaby lepiej do Adama. Podobnie, jeśli oboje partnerów nie znosi gotowania, mamy podobieństwo, ale nie będą oni zbyt dobrze dopasowani. Aby mieć pewność, czy klient pragnie podobnego czy dopełniającego partnera, niektóre agencje umieszczają w ankietach pytania dotyczące oczekiwań w stosunku do idealnego partnera.
Jest w końcu jeszcze trzecia zasada - doniosłość. Nie wszystkie cechy są jednakowo ważne. Niektóre serwisy randkowe same oceniają doniosłość, podczas gdy inne proszą klientów o podanie, jak ważna jest dla nich dana cecha: nieważna, mało ważna, dość ważna i tak dalej. Algorytm potrzebuje jednak liczb jako danych wejściowych, a nie odpowiedzi słownych. Aplikacja randkowa OkCupid, jedna z niewielu, które dostarczają podstawowych informacji o swoim algorytmie, przelicza odpowiedzi w następujący sposób: cecha nieważna = 0, mało ważna = 1, dość ważna = 10, bardzo ważna = 50, niezbędna = 250[15]. Możemy teraz połączyć ze sobą wszystkie trzy zasady i określić, w jakim stopniu Ewa zadowala Adama (ilustracja 1.2).
Cechy
Idealna partnerka Adama
Ewa
Doniosłość dla Adama
Punkty
Pragnie dzieci
Tak
Tak
10
10/10
Centrum uwagi
Nie
Nie
50
50/50
Gotowanie
Tak
Nie
1
0/1
Ilustracja 1.2
Punkt widzenia Adama. W jakim stopniu Ewa zadowala Adama? Odpowiedź: 60 na 61 możliwych punktów, czyli 98 procent, co jest znakomitym wynikiem.
Jeśli chodzi o pierwsze dwie cechy, Ewa odpowiada idealnej partnerce Adama. Ponieważ doniosłość tych cech wynosi dla niego odpowiednio 10 i 50, otrzymany wynik to 60 na 60 punktów. To, że Ewa nie lubi gotować, jest mało ważne dla Adama, więc otrzymuje ona 0 na 1 możliwy punkt pod względem tej trzeciej cechy. W sumie Ewa otrzymuje 60 na 61 możliwych punktów, co stanowi około 98 procent.
W taki sam sposób algorytm oblicza, w jakim stopniu Adam zadowala Ewę (ilustracja 1.3). Adam pragnie mieć dzieci, podobnie jak idealny partner Ewy. Ponieważ dzieci są niezbędne dla Ewy, podobieństwo to daje 250 na 250 możliwych punktów. Pod względem dwóch pozostałych cech nie ma jednak zgodności. Algorytm oblicza ogólny wynik 250 na 310 możliwych punktów, co stanowi 81 procent.
Cechy
Idealny partner Ewy
Adam
Doniosłość dla Ewy
Punkty
Pragnie dzieci
Tak
Tak
250
250/250
Centrum uwagi
Nie
Tak
50
0/50
Gotowanie
Tak
Nie
10
0/10
Ilustracja 1.3
Punkt widzenia Ewy. W jakim stopniu Adam zadowala Ewę? Odpowiedź: 250 na 310 możliwych punktów, czyli 81 procent, co nie jest już tak dobrym wynikiem.
Na koniec algorytm oblicza sumaryczny stopień zgodności między Adamem i Ewą jako średnią uzyskanych przez nich wyników, co dawałoby 89,5 procent w naszym przykładzie[16].
W rzeczywistości określanie stopnia zgodności profili jest bardziej skomplikowane, lecz podstawowa logika pozostaje ta sama. Branych jest pod uwagę więcej cech i mogą mieć one charakter ilościowy, jak na przykład wiek i dochody. Podobieństwo zwykle ma znaczenie w przypadku hobby i wyznawanych wartości, podczas gdy dopełnianie się jest zaskakująco często pożądane w przypadku wykształcenia i wieku, zwłaszcza u par heteroseksualnych. Kobiety korzystające z serwisów randkowych i mieszkające w Bostonie, Chicago, Nowym Jorku i Seattle pragną mężczyzn o wyższym od swojego poziomie wykształcenia: im wyższym, tym lepiej. Ale mężczyźni mieszkający w tych samych miastach nie pragną bardziej wykształconych kobiet. Najczęściej wolą kobiety z licencjatem, a kobiety powyżej tego poziomu wykształcenia (a więc z magisterium lub doktoratem) uważają za mniej atrakcyjne. Najbardziej pożądany wiek dla kobiety to osiemnaście lat, podczas gdy dla mężczyzny około pięćdziesięciu lat[17]. Tę zdumiewającą rozbieżność można obserwować także u klientów serwisu OkCupid. Dla kobiet najatrakcyjniejszymi mężczyznami są ci, którzy mają mniej więcej tyle samo lat co one, z dokładnością do dwóch lub trzech lat. Przeciętny mężczyzna jednak zawsze woli kobiety w wieku dwudziestu lub nieco powyżej dwudziestu lat, niezależnie od wieku jego samego[18]. Tacy mężczyźni nigdy nie dorastają. Ich upodobania odpowiadają podstawowej zasadzie psychologii ewolucyjnej: mężczyzn pociągają cechy wskazujące na wysoką płodność, takie jak młodość i gładka skóra, podczas gdy kobiety zwracają większą uwagę na cechy pozwalające ocenić, czy mężczyzna jest w stanie utrzymać rodzinę, takie jak majątek i wykształcenie.
Widzimy więc, że nie jest tak trudno zrozumieć zasady, według których działają algorytmy dopasowujące profile, nawet jeśli ich szczegóły są objęte klauzulą tajności. Ogólnie biorąc, algorytm przekształca liczbowe dane wejściowe na liczbowy wynik, na przykład profile na prawdopodobieństwo dopasowania.
Profil to nie osoba
Skoro algorytmy miłosne wykorzystują profile, podobieństwo, dopełnianie się i doniosłość, dlaczego nie potrafią szybko znaleźć idealnego partnera na całe życie? Gdy rozumiemy te cztery zasady, możemy realistycznie ocenić, co algorytmy te potrafią, a czego nie potrafią zrobić. Zacznijmy od profili. Podczas spotkania twarzą w twarz "dane" są bogate i złożone: uśmiech i gest, poczucie humoru odzwierciedlające się w błysku oczu, brzmienie głosu, sposób zadawania pytań, wytężona lub powierzchowna uwaga, z jaką dana osoba nas słucha. Następnie mamy dotyk i zapach, które bywają istotnymi czynnikami zgodności, szczególnie dla kobiet[19]. Natomiast profile oparte są nie na rzeczywistej interakcji, ale na odpowiedziach udzielonych w ankiecie. Profil nie jest osobą; jest on autoprezentacją, niekoniecznie oddającą prawdziwe zainteresowania i wartości. Nawet jeśli profil wykorzystuje "cechy osobowościowe", algorytm czerpie je z takich autoprezentacji. Na przykład niektóre portale pytają o to, czy opisują nas przymiotniki takie jak "seksowny" lub "niepozorny", lub o to, jak bardzo jesteśmy "racjonalni", "apodyktyczni" lub "egocentryczni". Jakiej udzielilibyśmy odpowiedzi? Niewiele osób potrafi zdobyć się na realizm i szczerość, kiedy poszukuje idealnego partnera. Czy przyznamy się do tego, że lubimy wylegiwać się na kanapie i nie mamy specjalnych zainteresowań, gdy pytają nas o sposób spędzania wolnego czasu? Albo czy zdradzimy, że jesteśmy doskonałymi tancerzami, co mogłoby onieśmielić wielu kandydatów? Dlatego też podawane zainteresowania i cechy osobowości niezbyt nadają się do przewidywania romantycznych związków[20]. Podobne wnioski można wyciągnąć z szybkich randek[21]. To, co ludzie deklarują na temat swoich preferencji, nie zgadza się z tym, jakich dokonują wyborów[22].
Rozważmy teraz zasady podobieństwa i dopełniania się. Istnieje powiedzenie, że swój ciągnie do swego, a także inne powiedzenie, że przeciwieństwa się przyciągają. Niezależnie od tego, jaka jest prawda, algorytmy miłosne są w stanie porównywać podobieństwo i dopełnianie się jedynie na podstawie profilów osób, a nie ich rzeczywistego zachowania. Okazuje się, że jest to zasadnicze ograniczenie. Przegląd 313 badań laboratoryjnych i obserwacyjnych dotyczących tego zagadnienia wykazał coś niezwykłego: jeśli osoby się nie znają, większe podobieństwo ich profili (postaw i cech osobowości) wyraźnie zwiększa ich wzajemny pociąg. Jednakże praktycznie zanika on po krótkiej interakcji, trwającej parę minut lub godzin, gdy osoby spotykają się twarzą w twarz[23]. Oznacza to, że podobieństwo profili rzeczywiście powoduje początkowo wzajemny pociąg, ale wydaje się bez znaczenia dla prawdziwego związku. Może to również wyjaśniać, dlaczego ludzie uważają wysoki współczynnik zgodności za rzecz pożądaną u partnera i dlaczego jednocześnie okazuje się on mieć niewielki udział w znalezieniu prawdziwej miłości. Istotnie badanie obejmujące 23 tysiące osób pozostających w związku małżeńskim z Australii, Niemiec i Wielkiej Brytanii wykazało, że stopień zadowolenia ze związku ma bardzo mało wspólnego z tym, jak podobne są profile cech osobowości partnerów[24]. Większy związek ze stopniem zadowolenia ze związku ma własna osobowość jednostki, na przykład to, czy jest ona zgodna, sumienna lub stabilna emocjonalnie. Niektóre osoby zepsują każdy związek, bez względu na to, jak bardzo odpowiedni jest partner. Internetowe serwisy randkowe, takie jak eHarmony, przyjmują do wiadomości to odkrycie i odrzucają klientów, których zdrowie emocjonalne budzi wątpliwości[25].
W końcu rozważmy zasadę doniosłości. Czytelnik może się zastanawiać, dlaczego OkCupid posługuje się liczbami od 1 do 250. Jak wspomnieliśmy, przyczyna leży w tym, że algorytmy wymagają liczb, by mogły obliczać współczynnik zgodności. Podobnie jak inne algorytmy, również i algorytmy miłosne przyjmują na wejściu liczby i przekształcają je w wynik liczbowy. Portale randkowe, jak na przykład OkCupid, przypisują intuicyjnie wartości liczbowe stwierdzeniom klientów o doniosłości cech albo starają się je oszacować na podstawie danych. W tym drugim przypadku serwis potrzebowałby wiarygodnych danych na temat kombinacji profili, które prowadzą do trwałych związków. Nie znam portali, które poświęcałyby czas na śledzenie dalszych losów użytkowników i systematycznie zbierałyby takie dane statystyczne. Ustalone liczby opierają się ponadto na założeniu, że przeprowadzana przez użytkowników ocena doniosłości jest stabilna. Tymczasem niektóre opinie mogą się zmienić w trakcie trwania związku, na przykład gdy zaczynamy doceniać zainteresowania i wartości partnera, do których wcześniej nie przykładaliśmy wagi. To, czy liczby te oddają prawdziwą doniosłość, pozostaje zatem sprawą niejasną.
Można więc powiedzieć, że największą zaletą platform randkowych jest dostarczanie informacji o potencjalnych partnerach, a nie to, że pozwalają znaleźć prawdziwą miłość. Ta może się pojawić dopiero, gdy osoby spotykają się twarzą w twarz. Autoprezentacja w profilach i zasady podobieństwa, dopełniania się i doniosłości obliczone na podstawie tych profili stanowią fundament algorytmów kojarzenia par, ale niekoniecznie są głównym składnikiem udanego związku. Może to wyjaśniać, dlaczego algorytmy miłosne często zawodzą. Jak jednak zobaczymy w następnym rozdziale, istnieje także bardziej ogólny powód: w przeciwieństwie do szachów znalezienie prawdziwej miłości jest grą pełną niepewności, a z nią algorytmy słabo sobie radzą.
GDY SPOSÓB UWODZENIA DOPASOWUJE SIĘ DO OPROGRAMOWANIA
Można by sądzić, że algorytmy są "neutralnym" narzędziem ułatwiającym kontakt z najlepszymi partnerami romantycznymi. Tak jednak nie jest. W miarę jak algorytmy stają się coraz popularniejsze się w naszym świecie, zaczynają bardziej wpływać na nasze wartości - nawet wtedy, gdy nie działają zbyt dobrze. Dotyczy to także sposobów uwodzenia. Na przykład praktycznie nie są już możliwe randki w ciemno; partnerzy wcześniej sprawdzą swoje profile w mediach społecznościowych. Tak jak inne technologie, algorytmy zmieniają nasze zachowania i ostatecznie także nasze pragnienia. Oprogramowanie może choćby zamienić uwodzenie w problem optymalnego wyszukiwania i zmniejszyć stopień zaangażowania.
A może znajdę jeszcze kogoś lepszego
Jest taka historia o młodej kobiecie, która znalazła mężczyznę swoich marzeń i teraz leżą oboje w łóżku. Gdy ten wychodzi na chwilę do łazienki, ona mechanicznie sięga po telefon, otwiera Tindera i zaczyna przeglądać profile innych mężczyzn. Zapytana, co robi, nie umie wyjaśnić swego zachowania. Po prostu nie mogła się pohamować. Tego rodzaju historie stanowią ilustrację tego, jak oprogramowanie przejmuje kontrolę nad naszym życiem.
Łatwy dostęp do wielu partnerów może zamienić szczęśliwego zadowalacza w zawsze niespokojnego optymalizatora. Zadowalacz jest terminem pochodzącym z teorii decyzji, w kontekście randek oznaczającym osobę, która wybiera partnera zadowalającego. W tym celu musi ona wypracować kryterium akceptacji (poziom swoich aspiracji), wybrać pierwszego partnera, który je spełnia, i zaprzestać dalszych poszukiwań. Zaprzestanie poszukiwań stanowi warunek niezbędny do zaangażowania się w szczęśliwy, trwały związek. Natomiast optymalizator poszukuje absolutnie najlepszego partnera i nie jest gotowy na kompromisy. Ponieważ jednak jest wiele ryb w oceanie i nie można przewidzieć, jakie alternatywy się pojawią, optymalizacja prowadzi do rozczarowania i kultury "oczekiwania na kogoś lepszego". Nawet gdyby przypadkiem optymalizator trafił na najlepszego partnera (o ile taka osoba istnieje), nie wiedziałby o tym i w dalszym ciągu poszukiwałby kogoś lepszego, jawnie lub skrycie. Sprzyjają takiemu zachowaniu te portale randkowe, które nie ograniczają liczby kandydatów wyświetlanych w jednym dniu. Natomiast zadowalacz natychmiast zrezygnowałby z korzystania z serwisu randkowego i zaangażowałby się w poważny związek.
A jednak w interesie samych agencji randkowych leży, by klienci korzystali z ich usług jak najdłużej. Zyski byłyby niewielkie, gdyby każdy znajdował prawdziwą miłość w jedenaście minut i rezygnował. Dlatego agencje bardziej podkreślają możliwość kontaktu z potencjalnymi partnerami niż szansę na znalezienie prawdziwej miłości. Dostęp do wielkiej liczby potencjalnych partnerów powoduje, że użytkownicy korzystają z aplikacji w podobny sposób, jak klienci w supermarketach przebierający wśród setek rodzajów musztard i dżemów. Dlatego wielu użytkowników traktuje swoje profile randkowe, jakby to były opisy produktów w sklepie internetowym, i pozbywa się innych produktów za pomocą przesunięcia palcem. W ich świecie prawdziwa miłość oznacza niekończące się poszukiwanie najlepszej okazji.
Optymalizuj swój profil, a nie siebie
Na początku tego rozdziału pojawiły się słowa trzynastoletniej Sophie z New Jersey, która przedstawia swój pogląd na temat randek. Wiele dziewcząt w jej wieku spędza długie godziny na rywalizacji w mediach społecznościowych, a potem na internetowym rynku seksualnym, zarządzając swoimi selfie i reputacją. "Czuję się tak, jakby ktoś podstępnie kazał mi gromadzić lajki", Sophie wyjaśnia[26]. Autoprezentacja nie jest oczywiście niczym nowym, lecz media cyfrowe dostarczają wygodnych narzędzi pozwalających na edytowanie swojego ja. Psycholog Robert Epstein opisał swoją randkę z pewną kobietą, którą poznał w Internecie[27]. Gdy w końcu zobaczył tę kobietę w kawiarni, w ogóle nie przypominała osoby ze zdjęć, jakie umieszczała w internecie. Pracowała w marketingu i sądziła, że dobrą strategią będzie publikowanie zdjęć, które przyciągną "klientów". Potem Epstein zauważył, że poprzednie zdjęcia zastąpiła zdjęciami jeszcze innej kobiety.
Esencją reklamy jest wygląd i podstęp, które mają przyciągać uwagę. W swoich profilach internetowych ludzie kłamią na temat wieku, stanu cywilnego, dochodów, wzrostu i wagi ciała. Badacze z Uniwersytetu Cornella przeprowadzili pomiary wzrostu i wagi użytkowników, a potem porównali otrzymane liczby z profilami internetowymi. Badane osoby mierzyły przeciętnie o 2,5 centymetra mniej i ważyły o 2,5 kilograma więcej, niż twierdziły w internecie[28]. Co więcej, rozbieżność była tym większa, im osoby były niższe i im więcej ważyły. Pewne badanie dotyczące ponad 5 tysięcy użytkowników serwisów randkowych z Bostonu i San Diego wykazało, że kobiety między 20 a 30 rokiem życia podawały wagę ciała średnio około 2,5 kilograma niższą, niż wynosi odpowiednia waga wśród wszystkich kobiet z tego przedziału wiekowego, a różnica ta zwiększała się do 8,5 kilograma dla kobiet między 30 a 40 rokiem życia oraz do 9,5 kilograma dla kobiet w przedziale wieku od 40 do 50 lat[29]. Nie stwierdzono podobnych rozbieżności w przypadku wagi ciała u mężczyzn. Ponadto kobiety szczególnie często podają swój wiek jako 29, 35 lub 44 lata[30]. Natomiast mężczyźni często zawyżają swoje dochody. Można to łatwo wyjasnić. Gdy mężczyźni twierdzą, że zarabiają 250 tysięcy dolarów rocznie, w porównaniu do mniej niż 50 tysięcy dolarów rocznie, otrzymują trzy razy więcej odpowiedzi od kobiet. Mężczyźni kłamią także na temat swego stanu cywilnego: prawdopodobnie jeden na ośmiu mężczyzn poszukujących pary jest żonaty[31]. Badacze, którzy mierzyli wzrost i wagę użytkowników, posługiwali się twardymi faktami, by ustalić skalę oszustwa. Nawet jednak w ankietach ponad połowa amerykańskich użytkowników otwarcie przyznawała się do zamieszczania kłamstw na swoich profilach randkowych, co stanowi liczbę wyższą niż u ich brytyjskich odpowiedników[32].
Wydaje się, że niektóre internetowe serwisy randkowe same uciekają się do podstępów. Podają, że mają więcej klientów niż w rzeczywistości i twierdzą, że są oni bardzo zadowoleni[33]. Bezpośrednie pytania o prawdziwe liczby agencje po prostu zbywają milczeniem.
Kobiece boty
Do niejednego z nas zwróciła się zrozpaczona wdowa z Somalii, by przechować swój wielomilionowy spadek na naszym bezpiecznym koncie bankowym. Jeśli odpowiemy, możemy wkrótce otrzymać prośbę o wysłanie pieniędzy na pokrycie kosztów celnych i podatkowych w zamian za obietnicę wynagrodzenia w wysokości 10 milionów dolarów. Wielu z nas także otrzymało e-mail z informacją, że wygraliśmy 250 tysięcy dolarów w zagranicznej loterii. Można by sądzić, że żaden rozumny człowiek nie da się nabrać na taki trik. A jednak niektóre osoby pozwalają się zaślepić nadziei. Jak wyjaśnia jedna z brytyjskich ofiar: "Taka suma pieniędzy skłania do marzeń, a nikt nie chce być odarty z marzeń"[34]. Dawniej poszukiwanie potencjalnych ofiar wymagało wielkiego nakładu pracy, ale obecnie narzędzia sztucznej inteligencji stosowane przez Facebooka ułatwiają zadanie. Podobnie jak w przypadku wszelkich reklam, algorytmy uczenia maszynowego Facebooka pozwalają na identyfikowanie użytkowników, którzy najchętniej klikną na oszukańczą reklamę. Firmy trudniące się takim procederem, po zakamuflowaniu treści swoich ogłoszeń płacą Facebookowi przeciętnie 44 tysiące dolarów w postaci opłat reklamowych, a potem inkasują około 79 tysięcy dolarów od ofiar[35]. Tylko w Wielkiej Brytanii co roku około miliona dorosłych osób pada ofiarą oszustw marketingowych i ogółem traci około 3,5 miliarda funtów[36].
Oszustwo "na romans"
Większość ludzi jednak opiera się tym pokusom, ponieważ takie wiadomości pochodzą od nieznajomych. Aby więc poszerzyć krąg potencjalnych ofiar, międzynarodowe grupy przestępcze zwracają się do użytkowników stron randkowych, których celem jest przecież łączenie w pary osób, które się wcześniej nie znały. Zakładają fałszywe profile, zazwyczaj z wyretuszowanymi, ukradzionymi zdjęciami, podając się najchętniej za oficerów, inżynierów lub atrakcyjnych modeli czy modelki. Następnie oszuści próbują nawiązać romantyczną relację w internecie, deklarują ofierze swoją miłość i proszą o zmianę metody komunikacji ze strony randkowej na komunikator lub e-mail, by relacja stała się bardziej prywatna. Podczas tego etapu oswajania wiele ofiar się zakochuje[37]. Po kilku tygodniach lub miesiącach, gdy rodzi się zaufanie i uczucie, przestępcy najpierw proszą o małe kwoty pieniężne, a potem o coraz większe. Intryga może obejmować innych przestępców z grupy, którzy, podając się za lekarzy, informują ofiarę o tym, że ukochany został zabrany do szpitala i potrzebne są pieniądze na opłacenie rachunków medycznych. Gra się kończy, gdy ofiara odkrywa oszustwo lub zostaje pozbawiona wszystkich pieniędzy. Według FBI ofiary tracą przeciętnie 14 tysięcy dolarów[38]. Internetowe oszustwa randkowe są obecnie bardzo pospolite, a wiele ofiar zbyt się wstydzi, by o nich opowiadać. Łatwo jednak wykryć oszustwo. Gdy nasz internetowy ukochany zaczyna prosić o pieniądze, niezależnie od powodu, można się domyślić, o co chodzi. Jeśli przeszukamy internet i znajdziemy zdjęcie tej osoby pojawiające się pod innym nazwiskiem, wszystko jest jasne. Istnieje prosta reguła pozwalająca uniknąć złamanego serca i pustego rachunku bankowego: nigdy nie wysyłajmy pieniędzy do kogoś, kogo poznaliśmy w internecie i nie spotkaliśmy osobiście.
Poza stratą finansową ofiary doświadczają także utraty relacji. Dla większości z nich utrata obiektu uczuć jest czymś bardziej dotkliwym. Jak wyjaśniła pewna ofiara: "Rozmawiasz z takim mężczyzną tak długo i pewnego dnia odkrywasz, że to było oszustwo. Ale jak można tak po prostu o wszystkim zapomnieć? Uczucia nie zmieniają się tak szybko". Wiele z tych osób wstydzi się i jest zdruzgotanych tym, że padły ofiarą oszustwa: "To coś w rodzaju mentalnego gwałtu. Pomyśleć, że udało im się wniknąć do mojego umysłu. Boże, jak mogłam być tak głupia!"[39].
Technologicznym odpowiednikiem tych ludzkich oszustów są boty. Boty są autonomicznymi agentami informatycznymi zdolnymi do podejmowania decyzji bez ludzkiej interwencji. Złośliwe boty wykorzystują ludzi w przeciwieństwie do dobrotliwych botów, takich jak boty zajmujące się edycją na Wikipedii lub przeczesujące internet, których zadaniem jest wspieranie ludzkich użytkowników. Rozważmy przykład kanadyjskiego internetowego serwisu randkowego Ashley Madison, który został założony z przestępczą intencją i był reklamowany sloganem "Życie jest krótkie. Pozwól sobie na romans". Nie zdziwi nikogo, że portal cierpiał na brak kobiecych użytkowników. Model biznesowy polegał na tym, że męscy użytkownicy wnosili opłatę, jeśli chcieli rozpocząć rozmowę z kobietą. Kiedy hakerzy wykradli wszystkie dane dotyczące klientów - w tym e-maile, imiona i nazwiska, adresy i fantazje seksualne - okazało się, że serwis randkowy Ashley Madison "zatrudniał" ponad 70 tysięcy "kobiecych" botów, które rozesłały ponad 20 milionów fałszywych wiadomości do męskich użytkowników[40]. Hakerzy zagrozili, że upublicznią te dane, jeśli Ashley Madison natychmiast nie zaprzestanie działalności. Gdy portal randkowy odmówił, hakerzy wrzucili do sieci dane osobiste 32 milionów klientów, także tych, którzy wpłacili 19-dolarową opłatę za skasowanie konta, co było jeszcze jedną fałszywą usługą. "Teraz moje małżeństwo legnie w gruzach", powiedział mężczyzna z Kentucky, który przez lata korzystał z serwisu, by zdradzać swoją żonę[41]. Innych oburzyło tylko to, że potencjalne partnerki okazały się fałszywe. Około 1200 adresów e-mailowych miało rozszerzenie .sa, które wskazuje na klientów z Arabii Saudyjskiej, gdzie za cudzołóstwo grozi kara śmierci.
Wpadłaś mi w oko
Najbardziej nieoczekiwaną stroną tej smutnej historii jest to, że same serwisy randkowe wykorzystują oszustów do zachęcania klientów, by wykupywali subskrypcje. Amerykańska Federalna Komisja Handlu wytoczyła sprawę serwisowi internetowemu Match o to, że posługiwał się fałszywymi ogłoszeniami wyrażającymi zainteresowanie romantyczne w celu oszukania setek tysięcy klientów[42]. Match jest właścicielem portali Match.com, Tinder, OkCupid, PlentyOfFish i innych stron randkowych.
Przypuśćmy, że szukamy "tego kogoś". Większość serwisów internetowych pozwala na założenie profilu bez żadnych opłat, a potem możemy wykupić subskrypcję. Możemy więc się zarejestrować, gdyż to nic nie kosztuje, i zobaczyć, co się stanie. Przypuśćmy dalej, że nasz profil szybko przyciąga zainteresowanie i otrzymujemy wiadomość od serwisu randkowego, że ktoś do nas napisał (ilustracja 1.4). Niestety, ponieważ nie wykupiliśmy subskrypcji, nie możemy odpowiedzieć. Postanawiamy zatem wykupić subskrypcję i odpisać tej osobie. Okazuje, że za późno, gdyż profil jest obecnie "niedostępny". A to pech! Czekaliśmy tak długo, a powinniśmy byli od razu zapłacić. Być może przegapiliśmy okazję spotkania "tego kogoś".
Ilustracja 1.4
"Wpadłaś mu w oko". Wiadomość wysyłana do użytkowników, którzy założyli za darmo profil na serwisie randkowym, z zamiarem nakłonienia ich do wykupienia subskrypcji. Jedynie pod warunkiem wniesienia opłaty będą mogły odpisać do osoby, która wyraziła zainteresowanie. Federalna Komisja Handlu wytoczyła proces serwisowi randkowemu Match, który jest właścicielem match.com, Tindera i innych stron randkowych, ponieważ Match wiedział o tym, że wiele z tych wiadomości pochodziło od oszustów, skoro oznaczył ich konta jako niewiarygodne. Niemniej przekazywał te wiadomości, choć co prawda tylko do klientów bez subskrypcji - w celu nakłonienia ich do jej wykupienia. Źródło: Federal Trade Commission, FTC Sues Owner of Online Dating Service [Federalna komisja handlu pozywa właściciela internetowego serwisu randkowego].
Nie ma jednak powodu do niepokoju, gdyż być może tak nie jest. Miliony zainteresowanych "oczu" są w rzeczywistości oszustami, którzy mają nadzieję na to, że oszukają cię "na romans". Zdaniem Federalnej Komisji Handlu serwis randkowy doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że chodzi o oszustów i oznaczał ich konta jako niewiarygodne, ale mimo to przekazywał wiadomości po to, by wzbudzić zainteresowanie niepłacących użytkowników i nakłonić ich do wykupienia subskrypcji. W ten sposób serwisy randkowe wykorzystywały oszustów do zwiększenia liczby subskrypcji, wprowadzając w błąd własnych klientów i czerpiąc zyski z przestępstwa. I podstęp ten się udawał. Według raportu Federalnej Komisji Handlu w ciągu dwóch lat około 500 tysięcy zaciekawionych klientów nabyło subskrypcję do 24 godzin od otrzymania fałszywej wiadomości takiej jak "Wpadłaś mu w oko". Ci, którzy otrzymali rozczarowującą wiadomość "kontakt niedostępny", w rzeczywistości powinni sobie pogratulować. Match stara się uniemożliwiać nawiązywanie kontaktu z oszustami, ale tylko w przypadku użytkowników z subskrypcją. W stosunku do użytkowników bez subskrypcji oszuści byli wykorzystywani jako przynęta. Wyjaśnia to, dlaczego często klienci stwierdzają, że liczba powiadomień o zainteresowaniu szybko maleje od momentu wykupienia subskrypcji.
Aranżowane małżeństwa wchodzą do sieci
We współczesnych społeczeństwach zachodnich randki dotyczą dwóch zainteresowanych jednostek. Małżeństwo zazwyczaj zawiera się na końcu. Jednak nie we wszystkich kulturach odbywa się to w ten sposób. W tradycyjnym systemie indyjskim to rodzice dokonują wyboru. Najpierw jest małżeństwo, potem seks, a dopiero na końcu miłość.
Indyjski Instytut Zarządzania w Bangalore, z jego wypielęgnowanymi ogrodami, stanowi idylliczne środowisko do zdobywania wiedzy. Jego motto brzmi: "Niech nauka przyniesie nam oświecenie". Gdy prowadziłem tam wykłady w zimowej szkole podejmowania decyzji, nawiązałem znajomość z Sanjeyem, młodym profesorem. Opowiedział mi o swoim poszukiwaniu prawdziwej miłości. W tradycyjnym systemie indyjskim rodzina przyszłej panny młodej lub pana młodego poszukuje kandydata lub kandydatki do małżeństwa. W epoce cyfrowej ogłoszenia matrymonialne pojawiają się zwykle na portalach internetowych, podobnie jak na Zachodzie, ale często zamieszcza je rodzina, a nie jednostka. W typowym ogłoszeniu znajdziemy wiek i wzrost młodej kobiety lub młodego mężczyzny oraz następujące informacje: ich zawód i dochód, oczekiwany dochód partnera lub partnerki, zawód ich ojca, ich kastę oraz czy wymagany jest posag. Z nadesłanych odpowiedzi rodzina wybiera od trzech do sześciu potencjalnych partnerów. Następnie rodzina wybiera jednego z kandydatów i aranżuje spotkanie w restauracji, gdzie młodzi ludzie spotykają się po raz pierwszy i mają okazję ze sobą porozmawiać - w obecności rodziców. Po powrocie do domu rodzice pytają dzieci, czy zaakceptowałyby kandydatkę lub kandydata jako partnera życiowego. Jeśli oboje młodzi ludzie się zgadzają, rozpoczynają się przygotowania do ślubu. Gdy jedno z nich odrzuca drugie, wtedy proces zostaje powtórzony z następnym kandydatem z listy.
Sanjeyowi nie podobała się ta procedura. Ale nie dlatego, jak można by sądzić, że chciał, by wszystko wyglądało w bardziej zachodni sposób i by miał większy wybór. Otóż wolał nie mieć w ogóle żadnego wyboru. Poprosił swoich rodziców, by zdecydowali za niego, ufając ich doświadczeniu i po prostu mając nadzieję, że wybiorą dla niego atrakcyjną, miłą żonę. Na moje pytanie, dlaczego nie chciał zobaczyć przynajmniej kilku kobiet, wyjaśnił, że nie chciał ranić uczuć żadnej z nich przez odrzucenie. Zdumiało mnie to oświadczenie, tak niepodobne w duchu do bezceremonialnego odrzucania kandydatów w internecie dosłownie przez przesunięcie palcem. Sanjey poślubił kobietę wybraną przez swoich rodziców i oboje powiedzieli mi, że od tamtej pory zdążyli się zakochać w sobie i od lat są szczęśliwi. W świecie Tindera dostęp do wielu kandydatów jest czymś dobrym. W świecie Sanjeya dostęp do wielu kandydatów oznacza, że trzeba kogoś odrzucić i zranić jego uczucia.
Dla większości ludzi na Zachodzie zaufanie rodzicom i ich doświadczeniu jest czymś niepojętym, a nawet irracjonalnym. Jak jednak Sanjey i inni badacze w Indyjskim Instytucie Zarządzania grzecznie zauważyli, dla nich z kolei jest dziwne, że Amerykanie i Europejczycy uważają za racjonalne poszukiwanie partnera przez przypadkowe spotkania na dyskotece, gdzie nikt nikogo prawie nie słyszy i zapewne każdy już wypił jednego. Czy przyszłość należy do małżeństw aranżowanych przez rodziców, czy do małżeństw z miłości? Jest jeszcze trzecia opcja: coraz większa wiara we wszechmoc sztucznej inteligencji może położyć kres obu systemom.
Szczyt wygody: niech sztuczna inteligencja aranżuje nasze małżeństwa
Marzymy o autonomicznych samochodach, ponieważ mają być bezpieczniejsze od ludzkich kierowców. Co wobec tego powiemy o algorytmach wybierających partnerów? Argumentacja przemawiająca za jednymi i drugimi jest podobna. Prawie wszystkie wypadki kończące się śmiercią wynikają z ludzkiego błędu: jazdy po pijanemu, pod wpływem narkotyków, w stanie zmęczenia lub rozproszenia spowodowanego przez korzystanie z telefonu komórkowego. Autonomiczne samochody mogłyby chronić ludzi przed swymi własnymi błędami. Podobnie połowa wszystkich pierwszych małżeństw i dwie trzecie drugich w Stanach Zjednoczonych kończy się rozwodem, co prowadzi do żalu i rozgoryczenia wyborem niewłaściwego partnera oraz do emocjonalnie trudnych sytuacji związanych z dziećmi. Dlaczego miejsca kierowcy nie mógłby zająć algorytm, który przeciwdziałałby dokonywaniu błędnych decyzji przez ludzi? Autonomiczna sztuczna inteligencja kojarzyłaby ze sobą właściwe osoby, zanim wpakują się w problemy.
Pewien filozof sztucznej inteligencji radzi: "Tam, gdzie to możliwe, powinniśmy podporządkować się wyrokom superinteligencji"[43]. Według tej wizji racjonalnego wyboru właściwą postawą jest zaufanie algorytmowi, a nie sobie lub rodzinie, w kwestii wyboru partnera romantycznego. W skrajnej postaci oznaczałoby to, że autonomiczna sztuczna inteligencja aranżuje małżeństwa bez jakiegokolwiek ludzkiego udziału. Jedyne, co musielibyśmy zrobić, to pojawić się w wyznaczonym miejscu.
Tego rodzaju sztuczna inteligencja pozostaje naukową fikcją, ale takie scenariusze istnieją. Odcinek brytyjskiego serialu telewizyjnego Czarne lustro (tytuł serialu nawiązuje do zgaszonego ekranu smartfona) zatytułowany Hang the DJ [tytuł taki sam w polskim tłumaczeniu - przyp. tłum.] przenosi nas w przyszłość, w której relacje romantyczne przestają być przedmiotem indywidualnego wyboru. W tym świecie algorytm miłosny wskazuje osoby, które wejdą ze sobą w związek, i wszyscy bez wahania stosują się do decyzji algorytmu. Co więcej, każdy związek ma swoją datę ważności, po której osiągnięciu kochankowie dobrowolnie się rozstają. Po rozstaniu algorytm kojarzy każdą jednostkę z nowym partnerem - dopóki nie upłynie kolejna data ważności.
Już dzisiaj niektórzy twierdzą, że algorytmy są w stanie przewidzieć osobowość lepiej niż ludzie[44]. Czy nie byłoby szaleństwem odrzucać wskazania sztucznej inteligencji? Dla niektórych ludzi stosowanie się do jej pouczeń mogłoby być szczytem wygody: nie trzeba byłoby flirtować, nie byłoby obawy odrzucenia, niczyje uczucia nie zostałyby nigdy zranione. Wszystko byłoby zoptymalizowane i nie trzeba byłoby tracić czasu ani pieniędzy na szukanie partnera na własną rękę lub przez agencję randkową. Dla innych osób - takich jak ja - wizja taka stanowi najstraszniejszy koszmar romantyczny. Para bohaterów odcinka Czarnego lustra, w którym wszyscy posłusznie wykonują polecenia sztucznej inteligencji, postanowiła odzyskać kontrolę nad swoim życiem. Ludzie ci zakochują się w sobie i wbrew woli algorytmu ze sobą pozostają. Lecz ta romantyczna para jest wyjątkiem.