2.2. PSYCHOLOGIA JAKO PRAKTYKA SPOŁECZNA
Psychologia jako praktyka społeczna
jest odwieczna. Dzieła dawnej literatury pokazują to niezbicie. Opis
wędrówek Gilgamesza (ramka 2.1) równie dobrze - po pozbawieniu
go elementów metafizycznych - mógłby być historią wędrówki
współczesnych dzieci przez nieznany las. Biblijny opis walki Dawida
z Goliatem (ramka 2.2) śmiało może być odpowiednikiem opisów bójek
w Pruszkowie czy Wejherowie. Opis radzenia sobie Odyseusza z syrenami
(ramka 2.3) bardzo przypomina techniki stosowane przez ludzi w sytuacji
działania pokus, dobrze udokumentowane w badaniach nad samokontrolą
emocjonalną, na przykład Waltera Mischela (Mischel, 1981, 1984; Mischel,
Ebbesen i Raskoff Zeiss, 1972; Mischel i Ayduk, 2004) i innych (Kofta,
1979).
RAMKA 2.1
CIEKAWOŚĆ I LĘK
PRZED NIEZNANYM
Rozwarł usta Enkidu
i rzekł do Gilgamesza:
Lepiej, przyjacielu,
nie wchodźmy w puszczę! Rąk mych kiście osłabły, oniemiało moje
przedramię.
Gilgamesz usta otwarł i rzecze do
Enkidu:
Zaliż tacy, przyjacielu, podli
będziemy? Tyleśmy już gór groźnych przeszli, czyż się
bać będziemy tej, co przed nami? Wszystkie góry przeszedłszy
i tę przejdziemy! Walk wiele widziałeś, bitw jesteś świadom,
lwy walczyłeś, byków się nie lękałeś! Mnie się trzymaj i nie
bój się śmierci! Nieś serce do bitwy jak wielki bęben! Niech się
ocknie ramię twe oniemiałe, niech od kiści rąk twych słabość
odbiegnie. Nie stój, przyjacielu, razem w bór wkroczmy! Serce swe
umocnij do bitwy, zapomnij o śmierci, nie kryj się z tyłu! Mąż
potężny a przodem idący, silny mąż, prędki a przezorny, ciało
swe uchroni, towarzysza takoż ustrzeże. Choćby i polegli imię
zostawią!
Gilgamesz. powieść
starobabilońska, tłum. Józef Wittlin,
Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1986, s. 38.
RAMKA 2.2
DAWID I GOLIAT
Dawid wstał wczesnym
rankiem, owce zostawił stróżowi, zabrał [swoje rzeczy] i poszedł,
jak mu kazał Iszaj. Gdy przyszedł do obozu, wojsko wychodziło w szyku
bojowym, wydając okrzyk wojenny. Izraelici i Filistyni ustawili się do
bitwy, jedni przeciwko drugim. Dawid zrzucił toboły [pozostawiając
je] pod opieką strażnika i podbiegł do wojska. Gdy przyszedł,
wypytał braci, jak im się wiedzie. Gdy z nimi rozmawiał, wystąpił
właśnie z szeregów filistyńskich wojownik - nazywał się Goliat,
był Filistynem z Get - i wykrzykiwał swoje pogróżki, tak że
usłyszał [je] Dawid. Wszyscy zaś Izraelici na widok tego człowieka
uciekali przed nim ogarnięci wielkim lękiem.
Jeden z Izraelitów powiedział:
- Widzicie tego człowieka, który staje
przed nami? Wychodzi, by urągać Izraelowi. Ten, kto go pokona, otrzyma
od króla wielkie bogactwa; odda mu też córkę swoją [za żonę]
i dom jego ojca zwolni z wszelkich danin w Izraelu. Zapytał więc
Dawid ludzi, którzy stali przy nim:
- Cóż otrzyma człowiek, który pokona
tego Filistyna i zdejmie hańbę z Izraela? Bo kimże jest ten Filistyn
nie obrzezany, że odważa się ubliżać wojskom Boga żywego? Ludzie
odpowiedzieli mu to samo:
- Oto, co otrzyma człowiek, który
go pokona.
(...)
Usłyszano słowa, które wypowiadał
Dawid i doniesiono Saulowi, który zawezwał go do siebie.
Rzekł Dawid do Saula:
- Niech nikt nie upada na duchu
z powodu niego! Twój sługa pójdzie i będzie walczył z tym
Filistynem.
Saul odpowiedział Dawidowi:
- Nie możesz wystąpić przeciw temu
Filistynowi, by z nim walczyć - Jesteś bowiem chłopcem, a on
wojownikiem od swej młodości.
Ale rzekł Dawid do Saula:
- Sługa twój strzegł owiec swego
ojca. Gdy nadchodził lew albo niedźwiedź i porywał owcę ze stada,
biegłem za nim i walczyłem z nim wydzierając ją z jego paszczy;
gdy zaś rzucał się na mnie, chwytałem go za grzywę, pokonywałem
i zabijałem. Sługa twój pokonywał tak lwy, jak i niedźwiedzie,
podobnie też i tego nie obrzezanego Filistyna pokona jako jednego
z nich, bo ubliżał wojskom Boga żywego.
I powiedział [jeszcze] Dawid:
- Jahwe, który wybawił mnie
z łap lwów i niedźwiedzi, wybawi mnie również z rąk tego
Filistyna.
I rzekł Saul do Dawida:
- Idź i niech Jahwe będzie
z tobą!
Saul ubrał Dawida w swoją zbroję:
hełm spiżowy włożył mu na głowę i ubrał go w pancerz. Ponadto
przypasał Dawid miecz jego na zbroję, lecz [na próżno] usiłował
w tym chodzić, bo nie był przyzwyczajony. Dlatego powiedział Dawid
do Saula:
- Nie mogę w tym chodzić, bo nie
jestem przyzwyczajony.
Ściągnął więc Dawid [zbroję]
z siebie, a wziął swoją laskę do ręki, wyszukał w potoku pięć
gładkich kamieni i włożył je do torby pasterskiej, którą miał
z sobą i z procą w ręce wyszedł naprzeciw Filistyna. Filistyn
wyszedł również i zbliżał się do Dawida, a jego giermek szedł
przed nim. Gdy Filistyn spojrzał i zobaczył Dawida, wzgardził
nim, gdyż był jeszcze chłopcem, o jasnych włosach i pięknym
wyglądzie. Filistyn zawołał do Dawida:
- Czyż jestem psem, żeś wyszedł
przeciw mnie z kijami!
I przeklinał Filistyn Dawida wzywając
swoich bogów. I [jeszcze] mówił Filistyn do Dawida:
- Chodź do mnie, a dam twoje ciało
ptakom niebieskim i zwierzętom polnym!
(...)
Kiedy Filistyn powstał i zaczął iść
zbliżając się do Dawida, wybiegł Dawid szybko z szeregów Filistynowi
naprzeciw. Sięgnął Dawid ręką do torby, wydobył z niej kamień
i wypuścił go z procy. Trafił on Filistyna w czoło, tak że
kamień utkwił w jego czole. I upadł twarzą do ziemi.
Tak zwyciężył Dawid Filistyna procą
i kamieniem.
Pismo Święte: Stary
Testament, w przekładzie z języków oryginalnych,
oprac. zespół pod red. Michała Patera i Mariana Wolniewicza,
t. I, Księgarnia św. Wojciecha, Poznań 2000, 1 Księga Samuela 17,
20-50.
RAMKA 2.3
WALKA Z POKUSAMI
Ty w kraj syren zajedziesz,
czarownic, co zdradzą
Tych wszystkich, jacy
tylko o nie tam zawadzą.
Szaleniec, kto się zbliży
i Syren tych śpiewy
Usłyszy! on nie ujrzy
nigdy póki żywy,
Ni małżonki, ni dziatek,
ni ziemi rodzinnej:
Tak go zczaruje śpiew
tych syren słodkopłynny,
Które siedzą na łące,
a wkoło nich gnaty
Ludzkie leżą stosami
i ciał wyschłych szmaty.
Ty je mijaj i zalep uszy
towarzyszy
Woskiem miodnego
plastru! niech żaden nie słyszy
Głosu ich; lecz jeżeli
sam byłbyś ciekawy
Posłuchać, to powrozy
każ do masztu nawy
Przywiązać się, a mocno,
za nogi i ręce,
A wtedy się przysłuchaj
dwóch syren piosence.
Lecz gdybyś się wyrywał,
wołał, by zdjąć pęty,
To masz być jeszcze
mocniej powrozem ściśnięty.
"Druhowie kochani!
Nie jednemu, ni kilku
zwierzam się wybranym
Z przeznaczeniem, od Kirki
mnie przepowiedzianem,
Lecz wszystkim chcę
obwieścić, jaką przyszłość wróży:
Czy zginiem, czy
szczęśliwie powrócim z podróży?
Najpierw radzi bogini na
śpiewy zwodzące
Głuchym być owych Syren,
co siedzą na łące.
Mnie jednemu li wolno
słuch mieć dla ich śpiewu,
Lecz trzeba mnie
przywiązać k'masztowemu drzewu
Za nogi i ręce,
Bym nie drgnął; lecz
jeżeli owe więzy skręcę,
Lub zawołam: Puszczajcie
- odmówcie posłuchu
I mocniejszemi pęty
skrępujcie co duchu".
Tak więc część
przepowiedni zwierzyłem drużynie.
Okręt nasz, gnany wiatrem
pod ostrów podpłynie
Dwóch Syren, a wtem
naraz wiatr ucichł i wodne
Fale się wygładziły,
jak niebo pogodne:
Któryś Bóg je
uciszył. Poskoczyli nagle
Towarzysze na nogi, aby
zwinąć żagle
I na dnie łodzi złożyć;
poczem rozbijano
Nurt wiosłami, aż morze
pokryło się pianą.
Jam wtedy miednym nożem
krąg wosku na części
Krajał drobno i gniótł
z nich gałki w silnej pięści;
Wosk prędko stał się
miękki - już samem gnieceniem,
Już rozgrzany gorącym
Heljosa promieniem;
Co zrobiwszy, każdemu
zalepiłem słuchy.
Potem do mnie się wzięto;
związali mię druhy
Do masztu powrozami za
nogi i barki,
I wziąwszy się do wioseł,
gnali okręt szparki.
A gdyśmy się zbliżyli
do wyspy tej brzegu,
Syreny, widząc nawę
gnaną w pełnym biegu,
Pieszczonymi głosami
śpiew zawiodły taki:
"Zbliż się, chlubo
Achiwów, Odyssie z Itaki!
Zbliż do lądu! posłuchaj,
jak śpiewamy cudnie!
Nikt tu jeszcze na czarnym
nie przemknął się sudnie,
Żeby się nie zatrzymał
na dźwięk naszych pieni;
Owszem wszyscy śpiewaniem
tym rozweseleni,
Oświeceni mądrością
płyną sobie dalej.
(...)
Wiemy o wszystkich dolach
i niedolach".
Tak śpiewały, - a we
mnie już żądza się budzi
Słuchać jeszcze tych
śpiewów; więc mrugam na ludzi,
By przyszli mię
rozpętać. - Okręt pędzi chyżo.
Wtem Euryloch z Prymedem
do mnie się zbliżą
I przywiążą do masztu
silniej powrozami.
Tymczasem wyspa Syren
została za nami,
Już ich głosu i śpiewu
prawie nikt nie słyszy.
Więc wosk z uszu odlepiał
każdy z towarzyszy,
A i mnie z owych pętów
też oswobodzili.
Homer, Odyseja,
tłum. Lucjan Siemieński, Wydawnictwo Zakładu Narodowego
im. Ossolińskich, Wrocław 2003, s. 173 i n.
2.2.1. PSYCHOLOGIA
POTOCZNA
Najbardziej rozpowszechniona, co
nie wydaje się zaskakujące, jest psychologia potoczna (psychologia
uliczna, traffic psychology). Jej twórcą
jest w zasadzie każdy z nas. Zwykle zawiera się ona w prostych
zdroworozsądkowych twierdzeniach typu: "Ludzie już tacy są",
"Ludziom nie można ufać", "Mężczyźni tylko jedno mają
w głowie", "Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane". Każdy
zbiór przysłów i ludowych porzekadeł jest w istocie zbiorem takich
psychologicznych mądrości potocznych. O cechach tej wiedzy pisałem
osobno (Łukaszewski, 1994, 1997a, 1997b, 1997c, 2011). Tu wystarczy
podkreślić kilka właściwości takich teorii.
Pierwsza i najważniejsza to
subiektywna pewność. W każdym razie zbiór twierdzeń psychologii
potocznej nie pozostawia ich wyznawcom żadnych wątpliwości. Zdanie
"Ludziom nie można ufać" oznacza de facto
"Nikomu, nigdy, ponad wszelką wątpliwość ufać nie można". Z tej
perspektywy, odwołując się do koncepcji komunikacji dogmatycznej
(Ertel, 1986), można powiedzieć, że psychologia potoczna w swej
zasadniczej części jest dogmatyczna. Dogmatyzm zaś, jak wiadomo,
jest podstawowym warunkiem tak zwanego naiwnego realizmu, postawy
polegającej na przypisywaniu własnym sądom wysokiej pewności - co
interesujące, pewności niezależnej od posiadanej wiedzy ("Tak to
jest i już", "Ponad wszelką wątpliwość wiem", "To jest
oczywista oczywistość").
Tendencja do nadmiernej
pewności siebie nie jest czymś wyjątkowym. Prawie jedna trzecia
sądów, których badani byli absolutnie pewni ("Ponad wszelką
wątpliwość prawda", "Ponad wszelką wątpliwość fałsz"),
okazywała się nieprawdziwa. Nie trzeba chyba dodawać, że
w wypadku mniejszej pewności ("Jestem prawie pewny, że...")
procent sądów nieprawdziwych był znacznie większy (Lichtenstein
i Fischoff, 1977). Podobne efekty uzyskano również w badaniach
nad tak zwanymi żywymi wspomnieniami, nazywanymi także pamięcią
fleszową (Jagodzińska, 2008; Neisser i Harsch, 1992; Niedźwieńska,
2001). Tadeusz Tyszka (1999) przywołuje badania Stuarta Oskampa nad
trafnością i pewnością diagnozy klinicznej, w których autor
stwierdził fakt w istocie fascynujący: wraz z dopływem nowych
informacji trafność sądów rośnie bardzo wolno, za to pewność
sądów rośnie systematycznie i szybko (Oskamp, 1962). Oznacza to,
że nowe informacje nie modyfikują wcześniej powziętego sądu, lecz
tylko zwiększają pewność co do niego, niezależnie od tego, czy
jest prawdziwy, czy nie. Wiele wskazuje na to, że pewność sądów
jest szczególnie wysoka wtedy, gdy dotyczy to potocznych przekonań
o ludzkich właściwościach czy twierdzeń o naturze ludzkiej i tym
podobnych.
Druga ważna właściwość
potocznej psychologii to jej funkcja tożsamościowa. Wygłoszenie
jakiegoś poglądu, jakiejś teorii jest zarazem deklaracją
przynależności do dającej się zidentyfikować grupy społecznej. Kiedy
Richard Nisbett i David Cohen piszą o kulturze honoru, to
wskazują zarazem, że reprezentowanie pewnego stanowiska świadczy
o pochodzeniu z południa Stanów Zjednoczonych (Nisbett i Cohen,
1996). Kiedy Bogdan Wojciszke i Wiesław Baryła piszą o kulturze
narzekania, to zarazem pokazują, że narzekanie i negatywny stosunek
do otaczającej rzeczywistości są świadectwem przynależności do
pewnej społeczności, w tym wypadku polskiej (Wojciszke i Baryła,
2001). Mirosław Kofta podobną funkcję przypisuje stereotypom (Kofta,
1996). Marvin Lerner dowodził, że Amerykanie powszechnie wierzą
w sprawiedliwe urządzenie świata, Dariusz Doliński zaś wykazał,
że Polacy są w większości przekonani o niesprawiedliwym urządzeniu
świata (Lerner, 1980, 1997; Doliński, 1993). Można zatem powiedzieć,
że ludzie, komunikując sobie różne potoczne przekonania o naturze
ludzkiej, poniekąd sprawdzają zarazem, czy mają do czynienia ze
"swoim", czy z "obcym".
Trzecia kwestia to
fakt, że teorie te prawie zawsze są traktowane jako prawdziwe
a priori. Właściwie nie wymagają dowodu. Przede
wszystkim dlatego, że zawierają przekonania, które niezmiernie
często wzajemnie się wykluczają. Nic dziwnego, że rozstrzyga się
arbitralnie o prawdziwości któregoś z nich. Ponadto potocznych teorii
psychologicznych właściwie nie można obalić - co więcej, są
zupełnie niewrażliwe na obecność faktów im zaprzeczających. Można
powiedzieć, że potoczne koncepcje psychologiczne służą raczej
do opisu zachowań czy zdarzeń post hoc niż
do formułowania jakichkolwiek poważnych przewidywań. Najbardziej
interesujące jest jednak to, że potoczne przekonania na temat
ludzkich zachowań, ludzkiej natury, a także natury zjawisk są nieraz
powszechnie podzielane.
Istnieją też przekonania na
temat związku między wyglądem osoby i jej różnorodnymi cechami
osobowości. Co ciekawe, są to przekonania dość rozpowszechnione
i szeroko podzielane. Na przykład o tym, że ludzie otyli są
dobroduszni, a osoby bardzo szczupłe - nieżyczliwe i jędzowate,
że osoby, które noszą okulary, są bardziej inteligentne, i wiele,
wiele podobnych. Przekonania te traktowane są jako niebudzące
wątpliwości.
Wiele danych wskazuje, że
ludzie, oceniając innych, są skłonni kierować się poziomem ich
atrakcyjności. Elain Walster i jej współpracowniczki wykazały,
że osobom bardziej atrakcyjnym fizycznie (ładniejszym) przypisuje
się więcej cech określonych jako pozytywne i pożądane. Co
więcej, zdaniem osób badanych ludzie fizycznie atrakcyjni są
bardziej predestynowani do bycia szczęśliwymi, choć obiektywnie
taka zależność nie występuje (Dion, Berscheid i Walster,
1972). Atrakcyjność fizyczna ocenianego może mieć znaczenie nawet przy
ferowaniu wyroków sądowych. Przestępcy z dobrą aparycją otrzymują
mniejsze wyroki niż przestępcy nieatrakcyjni, sądzeni za takie same
przestępstwa (Steward, 1980). Michael Dubois i Pascal Pansu (2004)
wykazali, że osoby bardziej atrakcyjne fizycznie wydają się innym
bardziej inteligentne (ramka 2.4). Więcej na ten temat zob. rozdział
szósty.
RAMKA 2.4
INTELIGENTNI, BO ŁADNI
Michael Dubois i Pascal Pansu (2004)
prowadzili badania nad procesem rekrutacji personelu. Poszukiwano osób
na stanowiska recepcjonistów i kasjerów hotelowych. Rekrutujący
zadawali serię pytań, a następnie oceniali kandydatów na wielu
wymiarach. Między innymi oceniali, jak bardzo dany kandydat jest
inteligentny. Następnie inne osoby oceniały zdjęcia kandydatów
pod względem ich atrakcyjności fizycznej. W badaniach stwierdzono,
że istnieje związek między atrakcyjnością fizyczną kandydata
i ocenianym poziomem jego inteligencji. Przedstawia to rycina 2.1.
Rycina 2.1.
Atrakcyjność fizyczna a oszacowanie
poziomu inteligencji u kandydatów do pracy na stanowisku kasjera
i recepcjonisty.
Źródło: opracowanie własne na
podstawie: Dubois i Pansu, 2004.
Andrzej Szmajke przed laty zwrócił
uwagę na powszechnie podzielane przekonania na temat posiadanych
zdolności oraz pracowitości. Szmajke wręcz zachęca uczniów, aby
ukrywali przed nauczycielami, że dużo pracują, bo ci wywnioskują
z tego, że uczniowie ci najwidoczniej są mało zdolni. W przekonaniu
nauczycieli (i nie tylko) istnieje bowiem ujemna korelacja między
zdolnościami intelektualnymi i pracowitością. W pewnym uproszczeniu
oznacza to, że zdolni są leniwi, a leniwi są zdolni, natomiast
niezdolni są pracowici, a pracowici - niezdolni. W rzeczywistości
związek taki nie istnieje.
Bogdan Wojciszke
przedstawił dobrze udokumentowane materiały pokazujące powszechność
wśród Polaków przekonania, że życie ludzkie jest grą o sumie
zerowej. Oznacza to, że w przekonaniu wielu ludzi korzyści osiągane
przez jednych wiążą się ze stratami ponoszonymi przez innych
(Wojciszke, Baryła i Różycka, 2009). Nic więc
dziwnego, że wiele osób ma poczucie skrzywdzenia przez tych, którzy
mają więcej (Wojciszke i Grzelak, 1995), lub nieustannie narzeka
(Wojciszke i Baryła, 2001), czy też demonstruje postawy roszczeniowe
(Lewicka, 2004).
Sporo danych dotyczy także
potocznych przekonań na temat tego, czy ludziom można ufać, czy
ludzie ze swej natury są dobrzy, czy źli. W badaniach prowadzonych
bezpośrednio po powodzi 1997 roku stwierdziliśmy wraz z Barbarą
Stajniak, że w przekonaniu ofiar powodzi ludzie z natury są niezbyt
altruistyczni oraz że są nieuczciwi. Przekonania takie były tylko
nieznacznie silniejsze u tych ofiar powodzi, które nie otrzymały
oczekiwanej pomocy, a więc można tu mówić o efekcie niespecyficznym
(Łukaszewski i Stajniak, 1999). Ponadto nie wszystkie przekonania
wyrażane są wprost, ale z łatwością można je wykryć (ramka
2.5).
RAMKA 2.5
DZIECI W OCZACH
NAUCZYCIELI
Iwona Krosny-Wekselberg prosiła grupę
nauczycieli, aby ocenili mało znaczące, bliskie neutralności dobre
i złe uczynki dzieci. Osoby badane z różnych grup otrzymywały
informacje o wieku dzieci: w jednej grupie były to dzieci dwuletnie,
w drugiej czteroletnie, a w trzeciej - sześcioletnie. Uczynek
pozytywny polegał na tym, że jedna z bawiących się razem dziewczynek
podała drugiej swoją zabawkę i zachęciła ją do pobawienia
się. Uczynek negatywny polegał na tym, że jedna z dziewcząt ugryzła
w palec drugą podczas wspólnej zabawy w piaskownicy. Osoby badane
miały własnymi słowami odpowiedzieć na pytanie, dlaczego jedno
lub drugie dziecko zachowało się w podany sposób. Przedstawione
wyjaśnienia sugerowały albo motywy wewnętrzne, albo motywy
zewnętrzne (na przykład dobry charakter, wrodzona życzliwość
versus prowokacja, nacisk otoczenia). Analiza
wyników okazała się jednoznaczna: dobry uczynek przypisywano motywom
zewnętrznym, a zły - motywom wewnętrznym. Co ciekawe, wiek dzieci
nie miał tu większego znaczenia. Jeśli założyć, że człowiek
z natury dobry robi dobre rzeczy z wyboru, a złe z konieczności,
natomiast zły człowiek odwrotnie - złe robi z wyboru, a dobre
z konieczności, to wyniki oznaczają, że w przekonaniu nauczycieli
dzieci z natury są złe (Krosny-Wekselberg, 1987).
Wiele innych danych na ten temat
przedstawia Bogdan Wojciszke (1991).
2.2.2. PSYCHOLOGIA PRAKTYCZNA
Szczególną odmianą psychologii
potocznej jest psychologia wartościujących rekomendacji, objaśniająca,
co jest dla ludzi korzystne ("Bądź asertywny"), a co szkodliwe
("Nie bądź konformistą"). Setki, a nawet tysiące domorosłych
doradców przekonują ludzi, co jest dobre dla ich samopoczucia,
dobrego funkcjonowania, dobrostanu i tym podobnych. Niektóre
z tych rekomendacji mają swój głęboki sens ("Biciem niczego nie
osiągniesz"), inne takiego sensu są zupełnie pozbawione ("Dobrze
jest się napić na odwagę"). Ten rodzaj psychologii zdaje się robić
obecnie największą karierę. Dowodem jest niesłychana popularność
różnych poradników (ramka 2.6).
RAMKA 2.6
W POGONI ZA ROZUMEM
14 lipca,
poniedziałek
59 kg, jedn. alkoholu 4,
papierosy 12 (ograniczenie palenia nie jest już priorytetem), kalorie
3752 (przed dietą), poradniki wyrzucone do kosza na śmieci 47.
8:00. Mętlik w głowie. To chyba
niemożliwe, żeby czytanie poradników, które miały mi pomóc
w budowaniu związku, zniszczyło cały ten związek? Czuję się tak,
jakby praca całego mojego życia okazała się niewypałem. Ale
z poradników nauczyłam się jednego - jak zapomnieć
o przeszłości i żyć dalej.
Zamierzam wyrzucić:
Czego chcą
mężczyźni
Jak mężczyźni myślą i co
czują
Dlaczego mężczyźni czują,
że chcą tego, co im się wydaje, że chcą
Zasady
Ignorowanie
zasad
Nie teraz kochanie, oglądam
mecz
Jak szukać i znaleźć
miłość, której pragniesz, a której nie szukasz
Szczęśliwe życie
w samotności
Jak nie być
samotnym
Gdyby Budda chodził na
randki
Gdyby Mahomet chodził na randki
Gdyby Jezus chodził na randki
z Afrodytą
Droga bez dna Bena
Okriego (o ile mi wiadomo, nie do końca poradnik, ale i tak już nigdy
w życiu nie przeczytam tego cholerstwa)
Dobra. Wszystko do kubła plus pozostałe
trzydzieści dwie.
A zresztą Boże drogi. Nie mogę się
zmusić do wyrzucenia Drogi rzadziej uczęszczanej
i Możesz uleczyć swoje życie. Dokąd mam się
zwrócić po duchową pomoc w problemach współczesnego świata,
jeśli nie do poradników?
(...)
8:30. Mieszkanie zostało wyczyszczone
ze wszystkich poradników. Czuję się pusta i duchowo zagubiona. Ale
chyba jakieś informacje zostały mi w głowie?
Duchowe wartości, jakie zebrałam ze
studiów nad poradnikami (...):
Znaczenie pozytywnego
myślenia, zob. Inteligencja emocjonalna,
Emocjonalna pewność siebie, Droga
rzadziej uczęszczana, Jak w 30 dni pozbyć
się cellulitis z ud, Ewangelia według
św. Łukasza, rozdz. 13.
Znaczenie wybaczania.
Znaczenie kierowania się instynktami,
zamiast zmieniać wszystko pod własnym kątem i wszystko
organizować.
Znaczenie wiary w samą siebie.
Znaczenie uczciwości.
Znaczenie cieszenia się chwilą obecną,
zamiast fantazjować albo żałować.
Znaczenie niepopadania w obsesyjne
czytanie poradników.
Helen Fielding, W pogoni za
rozumem. Dziennik Bridget Jones, tłum. Aldona Możdżyńska,
Zysk i S-ka, Poznań 2000, s. 219-221.
Zdroworozsądkowe przekonania na
temat praktycznych sposobów postępowania niejednokrotnie wchodzą
w kolizję z wynikami badań. Według badań Ośrodka Badania
Opinii Publicznej (sierpień 2001) większość Polaków wierzy
w skuteczność stosowanych kar. Ponad połowa uważa, że bicie dzieci
jest wartościowym sposobem modyfikacji zachowania. Sześćdziesiąt
procent badanych wyraża przekonanie, że kary stosowane za wykroczenia
są zbyt łagodne, a osiemdziesiąt procent postuluje przywrócenie kary
śmierci. Tymczasem z badań wynika, że kary są skutecznym sposobem
modyfikacji zachowania wtedy, gdy następują po pierwszym zachowaniu
danego typu oraz po wszystkich kolejnych powtórzeniach (Malewski, 1964;
Łukaszewski, 1971).
Innym przykładem rozmijania
się zdroworozsądkowych rekomendacji z prawdą naukową są zachęty
do pozytywnego myślenia. Zawołanie "Myśl pozytywnie" nie tylko
jest jednym z najczęściej używanych sloganów, ale dla wielu stało
się wręcz mantrą i prawdą oczywistą. Tymczasem badania Gabrielle
Oettingen prawdę tę podają w wątpliwość. W ramach programu badań
nad wytrwałością badano otyłe kobiety, które podjęły decyzję
o odchudzaniu. Połowa z nich miała myśleć pozytywnie - o sobie
samych, o podjętych działaniach, o przebiegu odchudzania oraz
o wyobrażonym wyniku (kobiety te miały sobie wyobrażać, jakie będą
atrakcyjne, kiedy już schudną). Pozostałe miały snuć wyobrażenia
i myśli negatywne, a w końcu miały sobie wyobrażać, jak zmniejszy
się ich atrakcyjność w konsekwencji nieudanego odchudzania. Kobiety,
które myślały pozytywnie, w ciągu kilkunastu tygodni nie schudły
wcale, podczas gdy kobiety odwołujące się do myślenia negatywnego
schudły w tym czasie średnio 11 kilogramów. Co ciekawe, te, które
myślały pozytywnie, mimo braku sukcesu pozostawały w dobrym nastroju,
te zaś, które myślały negatywnie, pomimo realnego sukcesu miały
zły nastrój (Oettingen, 1996; Oettingen i Mayer, 2002).
2.2.3. CO ŁĄCZY OBIE PSYCHOLOGIE?
Nie warto stawiać pytania, czy
zdroworozsądkowa psychologia praktyczna i potoczna w jej wersji
opisowej, wartościującej, czy też rozumianej jako system rekomendacji
dorównują wartością poznawczą psychologii naukowej. Takie porównania
byłyby dla tych koncepcji niesprawiedliwe, bo są one (w większości)
z założenia nienaukowe. Psychologia potoczna jest psychologią
obserwacyjną, najczęściej odwołującą się do precedensu. Jedno
doświadczenie wystarczy, by sformułować twierdzenia ogólne, bo
tylko takie ta wersja psychologii ustala. Psychologia potoczna nie
głosi bynajmniej, że "Tomek jest nikczemnym uwodzicielem", mówi
(wyłącznie na podstawie obserwacji zachowań Tomka), że "Mężczyźni
to nikczemni uwodziciele". Podobnie, choć w mniejszym stopniu,
jest z psychologią oferującą rekomendacje. Jeśli ktoś zauważy,
że taniec uspokaja Bognę, to nierzadko zaczyna rekomendować taniec
jako uniwersalny sposób uspokajania. Tak więc porównania z naukową
psychologią byłyby mało zasadne.
Często stawia się natomiast
pytanie, czy w ramach przyjętych celów i zadań są to wartościowe
koncepcje psychologiczne, a więc czy dostarczają wiarygodnych opisów
zachowań i wiarygodnych wyjaśnień mechanizmu tych zachowań,
czy dostarczają wartościowych, to jest skutecznych rekomendacji
życiowych. To trudne pytania. Nie jest łatwo (inna sprawa, czy warto)
wykazać naukową wartość wiedzy potocznej. Im niższego poziomu
ogólności bowiem sprawa dotyczy, tym większe jest prawdopodobieństwo
trafności danego twierdzenia. Na przykład, jeśli wiemy, że
Marta boi się wężów, to możemy przewidywać skuteczny wpływ na
jej zachowanie, grożąc jej bliskim kontaktem z wężem. I na tym
koniec. Bo z faktu, że Marta boi się wężów, nie wynika, że wężów
boi się też Irena, Marysia czy Franek. Jeżeli, dalej, przyjmiemy inne
dość rozpowszechnione potoczne przekonanie, że ludzie boją się albo
wężów, albo pająków, to wcale nie musi z tego wynikać, że jeśli
Marta boi się wężów, to na pewno nie boi się pająków, a jeśli
Irena nie boi się wężów, to pająków boi się na pewno. Słabość
i mała wiarygodność takiej wiedzy psychologicznej wynika z jej
kategoryczności, aprioryczności i wewnętrznych sprzeczności.
Podobnie (w znacznym stopniu) jest
z psychologią oferującą rekomendacje skutecznego postępowania. Ta
z samego założenia indywidualizuje wiedzę o ludzkiej psychice,
ale zarazem ją uogólnia. Jakkolwiek z twierdzenia, że głaskanie
po głowie redukuje złość, wcale nie wynika, że uspokoimy w ten
sposób Alinę, to może jednak wynikać, że głaszcząc po głowie
Olę, uczynimy ją okazem łagodności. Tymczasem psychologia praktyczna
chętnie zarekomenduje obu paniom głaskanie po głowie jako sposób
na uspokojenie. Innymi słowy, twierdzenia psychologii potocznej są
w rzeczywistości pewnego rodzaju nadużyciem czy naduogólnieniem
i niemal zawsze powinny zawierać ograniczenie "niektórzy". Na
przykład "Niektórzy ludzie boją się zachodu słońca". Zdanie
to z pewnością jest prawdziwe, bo jest spełnione zarówno przez
zdanie "Kasia boi się zachodu słońca", jak i przez zdanie, że
"Basia nie boi się zachodu słońca". Oba przeciwstawne zachowania
potwierdzają stanowisko wyrażone w zdaniu. Podobnie jest z pomocą
psychologiczną. Gdy powiemy, że spotkania grupowe u niektórych osób
zwiększają wrażliwość na cudze problemy, to fakt, że zwiększyły
ją u Anny, i fakt, że nie zwiększyły jej u Małgosi, potwierdzają
potoczną koncepcję ludzkiej natury. Tymczasem zdroworozsądkowe
koncepcje psychologiczne nie stawiają pytania, czy dana prawidłowość
występuje zawsze, ani nawet czy statystycznie często. Stawiają tylko
pytanie, czy tak jest u danej osoby, czy tak się zdarza. Zakładają,
że jeśli dany stan rzeczy wywołuje określony skutek u jednej osoby,
to z pewnością można go oczekiwać także u innych osób. To
jest zupełnie inna perspektywa. Perspektywa kategoryczna, a nie
statystyczna. Zdroworozsądkowa, a nie naukowa.
Z drugiej strony jednak istnieje
potrzeba poradzenia sobie z zachowaniami odbiegającymi od przekonań
o ludzkiej naturze, z wyjaśnieniem zachowań z tego punktu widzenia
dewiacyjnych. W takich sytuacjach zazwyczaj pojawiają się hipotezy
o zaburzeniach albo ograniczonej kontroli własnych zachowań,
na przykład pod wpływem innych ludzi, lub też tworzy się coś
w rodzaju "psychologii indywidualnej", na przykład teorię
osobowości Janka, Darka, szefa czy księdza dobrodzieja. W efekcie
powstaje zbiór teorii na każdą okazję i dla każdej osoby oddzielnie,
co poznawczo prowadzić musi donikąd.
Warto też zauważyć, że
psychologia potoczna, której funkcja polega na zdroworozsądkowym
opisie, czy też na rekomendacjach, jest (a w każdym razie może
być) źródłem inspiracji. Na przykład osobiste przekonanie, że
"Zasługuję na więcej" albo "Dobrym słowem można więcej
osiągnąć niż biciem", albo "Warto się zastanowić nad swoimi
emocjami", albo "Można mieć wpływ na własny rozwój" i tak
dalej, może być punktem wyjścia do pytań badawczych, a nawet - na
koniec - tworzenia pewnych koncepcji ogólniejszych. Takie twierdzenia,
umieszczone w szerszym kontekście teoretycznym (teoria sprawiedliwości,
teoria wpływu społecznego, teoria przedmiotowej samoświadomości,
teoria samokontroli i tym podobne), mogą stać się (i wielokrotnie
tak było) inspiracją do stawiania ważnych hipotez badawczych, do
formułowania i sprawdzania przewidywań.
Przedmiotem psychologii naukowej,
podobnie jak wszelkich innych psychologii, są zachowania ludzi
oraz czynniki te zachowania wyznaczające. Różnica polega
na sposobie zajmowania się i zachowaniami, i mechanizmami
regulacyjnymi. Psychologia naukowa zajmuje się więc, po
pierwsze, opisem, wyjaśnianiem i przewidywaniem zachowań
ludzi. W rzeczywistości jej przedmiot jest znacznie bardziej obszerny,
bo - po drugie - obejmuje (a) kontekst zachowania, czyli cechy
sytuacji, w jakich zachowanie się pojawia; (b) mechanizmy wewnętrzne
leżące u podstaw zachowania, na przykład stany i cechy jednostki;
oraz (c) posiadane przez jednostkę doświadczenie, w tym repertuar
programów postępowania.
Racjonalnie rzecz ujmując,
przedmiotem opisu może być tylko to, co jest obserwowalne, a więc
w taki czy inny sposób mierzalne. Obserwowalne zaś są fizyczne cechy
wyglądu jednostki i fizyczne właściwości jej zachowania, takie jak
wzrost i waga, temperatura ciała, kolor skóry, kolor włosów, oczu,
proporcje ciała, czystość skóry, proporcje talii do bioder, obwód
w biuście i tak dalej. A także takie, jak szybkość ruchów,
ich złożoność, czas wykonywania czynności, liczba powtórzeń
i tym podobne. Tylko te dwa aspekty zachowania można poddać
bezpośredniej obserwacji. Cała reszta to interpretacja, a zatem
wnioski o trzech innych ważnych kwestiach: (a) stanach jednostki,
na przykład emocjonalnych, przeżyciach, ustosunkowaniach czy ocenach;
(b) właściwościach posiadanych przez jednostkę, względnie trwałych;
oraz (c) funkcjach, jakie spełnia dane zachowanie, albo znaczeniu tego
zachowania dla jednostki oraz dla innych.
Na poziomie prostych czynności,
jak na przykład pukanie do drzwi, sprawa wydaje się prosta - wszystko
można zmierzyć: liczbę stuknięć, ich głośność, to, czy dokonano
ich zakrzywionym palcem, czy pięścią, czy też może kluczem. Rzecz
jednak w funkcji tego stukania. Brytyjska uczennica, która pytała
swego instruktora jazdy, co ma robić wtedy, gdy ktoś na nią trąbi,
usłyszała w odpowiedzi: "Uchyl boczną szybę, wystaw rękę za
szybę, podnieś rękę do góry, zaciśnij pięść, a potem szybko
wyprostuj środkowy palec. Nic więcej nie musisz robić".
Nawet na tak prostym poziomie
istotne znaczenie ma nie tyle struktura ruchów, ile raczej sens tej
czynności. Trzeba zauważyć, że odwoływanie się do funkcji jest
już interpretacją zachowania, bez tego jednak niemożliwe jest jego
zrozumienie. Spróbujmy zrozumieć nawet najbardziej sumienny opis ruchów
ciała primabaleriny w Jeziorze łabędzim Piotra
Czajkowskiego. Takie analizy rzadko bywają użyteczne.
Jak widać, sam opis nie jest
wystarczającym warunkiem zrozumienia zachowania. Wiele wskazuje na to,
że opis często bywa instrumentalny wobec dokonywanych analiz funkcji
zachowania. Zwracał na to uwagę Tadeusz Tomaszewski w swojej teorii
czynności, zakładając, że każda czynność jest ukierunkowana
na jakiś wynik (co ktoś robi?), że oczekiwany wynik określa
strukturę czynności (jak to robi?) i że wynik rzadko jest stanem
samoistnym, częściej spełnia jakąś funkcję (po co to robi?). Dopiero
zanalizowanie wszystkich tych elementów umożliwia rozumienie zachowania
(Tomaszewski, 1963, 1966). Dlatego też psychologia naukowa stawia
wiele pytań:
Co on robi (do czego zmierza, jaka jest
struktura jego czynności)?
Czy robi to często, a nawet regularnie,
czy raczej sporadycznie?
Czy inni też to robią, czy może jest
on w tym odosobniony?
Czy robi to w wybranych sytuacjach
lub wobec wybranych obiektów, czy też w każdej sytuacji i wobec
każdego obiektu?
Dlaczego on to robi? Co się kryje za
tym zachowaniem? Co jest przyczyną zachowania?
Po co on to robi, jaką funkcję spełnia
czynność i jej wynik?
Czy można ustalić związek między
warunkami, w jakich dochodzi do zachowania, i cechami tego zachowania
(ludzie częściej kąpią się w jeziorach latem niż zimą, a zimą
częściej jeżdżą na nartach)?
W jakich warunkach on na pewno tak się
nie zachowa?
Czy ma jakieś właściwości, które go
skłaniają do danego zachowania, bądź też je wykluczają (głuchoniemy
nie będzie śpiewał głośno)?
Czy do wystąpienia danego zachowania
potrzebna jest kombinacja wielu warunków i wielu właściwości? Przy
jakiej kombinacji warunków i właściwości dane zachowanie wystąpi
z dużym prawdopodobieństwem?
Jaka kombinacja warunków wyklucza lub
radykalnie zmniejsza prawdopodobieństwo danego zachowania?
I wiele innych.
Pytania te dotyczą trzech spraw: (a)
zachowań - celu i struktury oraz powtarzalności i unikatowości;
(b) warunków skojarzonych czasowo i przestrzennie z danym zachowaniem;
(c) właściwości, cech jednostki (ludzi) powiązanych z danym
zachowaniem (ramka 2.7).
RAMKA 2.7
SZEŚCIAN KELLEYA
Zdaniem Harolda H. Kelleya zrozumienie
zachowania wymaga jego analizy z co najmniej trzech perspektyw:
1.
Perspektywy spójności
(consistency) zachowania: czy podmiot zachowanie
to przejawia zawsze (lub choćby często), czy raczej rzadko. Jeżeli
dane zachowanie jest częste (bezwyjątkowe), jesteśmy skłonni je
przypisywać wewnętrznym właściwościom podmiotu, gdy sporadyczne,
szukamy raczej zewnętrznego źródła zachowania. Na przykład Bogdan
ciągle pali papierosy. Powiemy więc o nim, że jest nałogowcem
(w nim jest źródło). Edward pali tylko na konferencjach naukowych
i wyłącznie cygara; w tym wypadku skłonni jesteśmy to zachowanie
przypisać szczególnym właściwościom atmosfery konferencyjnej.
2.
Perspektywy wybiórczości
(distinctiveness) obiektu zachowania: czy podmiot
zachowuje się w dany sposób wobec wszystkich obiektów danej klasy,
czy tylko wobec niektórych. Na przykład, jeżeli ktoś prawi komplementy
wszystkim bez wyjątku, skłonni jesteśmy sądzić, że to wewnętrzna
właściwość podmiotu rządzi zachowaniem. Gdy zachowanie jest rzadkie,
na przykład ktoś prawi komplementy tylko Marioli, ale nikomu poza tym,
wtedy jesteśmy skłonni sądzić (słusznie!), że nadzwyczajne zalety
Marioli są powodem takiego zachowania.
3.
Informacji o podzielaniu lub
powszechności społecznej (consensus) danego
zachowania. Czy wobec danego obiektu wszyscy zachowują się w taki
sam sposób, czy tylko niektórzy? Jeśli tak zachowują się wszyscy,
skłonni jesteśmy przypisywać to zachowanie przyczynom zewnętrznym. Na
przykład, jeżeli wszyscy się pocą w danym miejscu, to skłonni
jesteśmy myśleć, że jest zbyt ciepło w pomieszczeniu (przyczyny
zewnętrzne), a jeśli poci się tylko jedna osoba, skłonni jesteśmy
sądzić, że ma problemy kardiologiczne albo że się boi (przyczyny
wewnętrzne).
Kiedy w analizie
zachowania uwzględnia się więcej niż jeden wymiar, wnioskowanie
może być pewniejsze (Kelley, 1992; Kelley, 1971; Kelley i Michela,
1980).
Celowo używam tu takich terminów,
jak "skojarzony", "powiązany" z danym zachowaniem, a nie
"przyczyna", "warunek konieczny" czy "warunek wystarczający",
gdyż określenie rodzaju związku między okolicznościami czy
właściwościami a zachowaniem jest sprawą bardzo złożoną. Ważne
jest jednak, że warunkiem uzyskania odpowiedzi na postawione pytania
jest ustalenie regularności. Tylko powtarzające się układy
zachowań, cech, warunków mogą być podstawą do formułowania
twierdzeń o zależnościach. Tylko powtarzające się fakty mogą
stanowić dowód na rzecz jakiejś hipotezy czy pytania. Aby jednak ową
powtarzalność stwierdzić, potrzeba wielokrotnych pomiarów, replikacji
badań, systematycznych obserwacji. One zaś wymagają także solidnych
narzędzi pomiarowych.
Studenci psychologii często
zadają pytanie "Ile trzeba zbadać osób, aby wynik był pewny?"
Towarzyszy temu ukryte lub jawne założenie, że im więcej osób się
zbada, tym pewniejsza jest wiedza. Inny częsty problem: "Ile trzeba
zadać pytań, aby uzyskać wiarygodną odpowiedź?" Założenie
jest podobne. Wydaje się jednak, że ważniejsze jest, jakie zadaje
się pytania, a nie ile ich się zadaje (ramka 2.8). Ważniejsze jest
również, w jaki sposób prowadzi się badania, a nie ile osób
w nich uczestniczy. Jeden z najpewniejszych wyników w badaniach
psychologicznych, dotyczący zależności między powtarzaniem
i zapamiętywaniem, Hermann Ebbinghaus ustalił w badaniach z jedną
tylko osobą, a był nią on sam. Przeprowadził jednak tysiące prób,
starannie dokumentował swoje wyniki, porządnie je analizował od strony
statystycznej, tak że koniec końców opisał prawidłowość znaną
jako krzywa zapamiętania albo krzywa Ebbinghausa (Jagodzińska, 2008;
Włodarski, 1984).
RAMKA 2.8
JEDNO PYTANIE, ALE DOBRE
Wielbiciele literatury
kryminalnej dobrze wiedzą, jakie znaczenie ma dobrze postawione
pytanie. W śledztwie prowadzonym przez inspektora Rönna, bohatera
znakomitej powieści Śmiejący się policjant, nie
pojawiła się żadna poszlaka. Mimo to udaje mu się rozwiązać zagadkę
kryminalną, a to poprzez dobrze postawione pytania. Popatrzmy:
"(...) przed kwadransem mniej więcej
jeden z chirurgów przyszedł do izolatki i powiedział:
- Jeżeli on w ogóle odzyska
świadomość, to stanie się to teraz, w ciągu pół godziny.
- Wyliże się?
Lekarz długo patrzył na Rönna, a potem
powiedział:
- Wydaje się to mało prawdopodobne. Jest
odporny fizycznie i ogólny jego stan jest prawie zadowalający.
Rönn zgnębiony spoglądał na pacjenta
i zastanawiał się, jak trzeba wyglądać, żeby stan ogólny został
określony jako niezbyt dobry albo wręcz zły.
Dokładnie sformułował dwa pytania i dla
pewności zapisał je sobie w notesie.
Pierwsze brzmiało:
Kto strzelał?
Drugie:
Jak on
wyglądał?
Poczynił też szereg innych przygotowań,
ustawił na krześle w głowach łóżka przenośny magnetofon,
włączył mikrofon i przewiesił przez oparcie krzesła (...).
Zegar wskazywał za cztery minuty
w pół do trzeciej, kiedy pielęgniarka nagle pochyliła się nad
rannym i szybkim, niecierpliwym gestem przywołała obu policjantów,
drugą ręką naciskając jednocześnie dzwonek. Rönn pospiesznie
chwycił mikrofon.
- Chyba budzi się - powiedziała
pielęgniarka.
Twarz rannego ulegała jakimś
zmianom. Powieki i nozdrza drgały.
- Tak - powiedziała
pielęgniarka. - Teraz.
Rönn podsunął mikrofon.
- Kto strzelał? - spytał.
Żadnej reakcji. Po chwili powtórzył
pytania.
- Kto strzelał?
Teraz wargi rannego poruszyły się,
coś wiedział. Rönn odczekał tylko dwie sekundy, potem spytał:
- Jak on wyglądał?
I tym razem ranny poruszył ustami
i odpowiedź była bardziej artykułowana".
I to wystarczyło inspektorowi do
wykrycia przestępcy.
Maj Sjöwall i Per Wahlöö,
Śmiejący się policjant, tłum. Halina Thylwe,
Reporter, Warszawa 1992, s. 97-98.
Poszukując odpowiedzi
na te pytania, psychologia odwołuje się do trzech głównych sposobów
zdobywania wiedzy: do studium przypadku, do badań korelacyjnych
(sprawdzających współwystępowanie faktów bez orzekania o związkach
przyczynowych) i do badań eksperymentalnych, w których orzeka się
związki przyczynowe.
Studium przypadku to
wyrazista pozostałość po psychologii potocznej. Analiza pojedynczego
zachowania, analiza postępowania pojedynczej osoby, analiza pojedynczego
zdarzenia stanowią w psychologii potocznej wystarczający materiał
do uogólnień. W psychologii naukowej studium przypadku traktowane
jest zwykle jako źródło hipotez wyjaśniających lub jako ilustracja
pewnego mechanizmu psychologicznego (zob. ramka 2.9).
Studia przypadków kojarzą się
zwykle z jednostką. Rzeczywiście, najczęściej dotyczą jednostki,
jej zachowań i problemów. W wyniku studium przypadku ustala się
pewne charakterystyczne rysy zachowań i okoliczności, w jakich
się one pojawiały. Literatura psychologiczna, zwłaszcza kliniczna,
pełna jest takich analiz. Zauważmy jednak, że studium przypadku może
dotyczyć (i często dotyczy) także zbiorowości.
RAMKA 2.9
STUDIUM PRZYPADKU: ZDARZENIE
SPOŁECZNE
Najgorzej być ofiarą. Nie jest to
specjalnie odkrywcza prawda. Najpierw bowiem doznaje się krzywdy, co
w oczywisty sposób jest przykre czy awersywne. Rola ofiary pociąga za
sobą coś więcej. W ofierze poszukuje się przyczyny, dla której
doznała ona krzywdy ("Widać sam sobie jest winien"). Zwykle
bowiem pojawiające się uzasadnienia i wyjaśnienia mają wspólny cel
- ukazanie przyczyn, dla których ktoś staje się obiektem krzywdy
lub przemocy.
Kiedy Gwardia Narodowa[2] zaatakowała studentów z Uniwersytetu Kent w Stanach
Zjednoczonych, odbywających bierny protest, i czworo z nich zginęło
od kul żołnierzy, to natychmiast uznano, że sami są sobie winni. Co
więcej, znaleziono różne dodatkowe "powody", dla których
zostali zabici: a to że byli narkomanami (co nie było prawdą), a to
- jakby to miało jakiekolwiek znaczenie - że jedna z zabitych
studentek była w ciąży, a ojcem był nieznany mężczyzna (co też
nie było prawdą) i tak dalej.
Kiedy młoda dziewczyna zostaje
ofiarą gwałtu, natychmiast pojawiają się komentarze wskazujące na
jej strój, sposób noszenia się czy makijaż, które usprawiedliwiają
gwałt: "Gdyby nie nosiła takich krótkich kiecek...", "Gdyby nie
malowała się tak agresywnie..." i tak dalej. Ofiara z łatwością
staje się obiektem oskarżeń. Chińskie przysłowie zachęcające do
bicia dzieci powiada, że nawet jeśli ty nie wiesz, dlaczego bijesz
dziecko, to ono wie na pewno.
Tak dzieje się zawsze wtedy,
gdy krzywda, gwałt, przemoc jest faktem. Często jednak proces ten
ma dwie fazy: fazę preparacyjną, poprzedzającą przemoc i fazę
usprawiedliwiania przemocy już dokonanej. Ten proces trudniej jest
uchwycić, ale czasem się to udaje.
Jakiś czas temu zdarzyło
się to podczas blokady budowy odcinka autostrady przebiegającego
przez park krajobrazowy w okolicach Góry Świętej Anny na
Opolszczyźnie. (...) Była to jedna z tych sytuacji społecznych,
w których strony mają skrajnie odmienne zdanie, ale zarazem obie strony
mają rację. Taka sytuacja, choć aż prosi się o poszukanie subtelnego
rozwiązania, najczęściej kończy się siłowym zderzeniem.
Najpierw fakty
historyczne. W czasie drugiej wojny światowej jeńcy wojenni i cywile
zmuszeni do prac przymusowych budowali autostradę między Wrocławiem
a Gliwicami. Projektanci autostrady wyznaczyli jej bieg przez Górę
Świętej Anny, co było jawnie pomyślane jako polityczna odpowiedź
na powstania śląskie. Z mapy wynika, że aby przejść przez Górę
Świętej Anny, autostrada zbacza z wcześniejszej trasy, a potem
po przejściu góry wraca na dawny tor i staje się przedłużeniem
wcześniejszego odcinka. Po wojnie tereny w okolicy Góry Świętej
Anny zostały objęte ochroną prawną jako park krajobrazowy (rzadkie
rośliny, bukowy starodrzew i tak dalej). Po powrocie do idei budowy
autostrady z parku krajobrazowego arbitralną decyzją wyłączono pas
szerokości pół kilometra, dzielący park na dwie izolowane od siebie
części, i przystąpiono do budowy.
Grupa ekologów z całej Polski,
tworzących Koalicję na Rzecz Góry Świętej Anny, odwołujących
się do procedur obywatelskiego nieposłuszeństwa, zablokowała budowę
autostrady w parku krajobrazowym, uniemożliwiając tym samym wycinkę
drzew i prace budowlane. Skład grupy się zmieniał. Jej członkowie
koczowali w lesie, niektórzy przypięci do drzew i mieszkający
w koronach brzóz czy buków, inni na dole, w obozowisku. Blokada
trwała kilkadziesiąt dni i zakończyła się dość brutalną
akcją grupy pracowników firmy ochroniarskiej, po czym bezzwłocznie
wycięto wszystkie drzewa, a teren zrównano z ziemią. W miesiąc
po zakończeniu akcji nikt, kto znalazłby się w tym miejscu, nie
domyśliłby się, że rosły tam tysiące drzew.
Początkowy sukces blokady
polegał na tym, że grupę naznaczono pozytywną etykietą "młodzi
ekolodzy" i szczęśliwie nazwa ta zachowała się do końca. Ale
rychło zaczęły pojawiać się też etykiety i argumenty uzasadniające
późniejszą przemoc.
Argument pierwszy
- dzieci. Choć najmłodszy uczestnik blokady miał skończone
siedemnaście lat (taka była umowa uczestników), protestujący
przedstawiani byli niezmiennie jako dzieciaki, które wiedzione
euforycznym posłannictwem, niespecjalnie wiedzą, co robią, i "trzeba
im to wytłumaczyć". Argument ten pojawiał się wielokrotnie,
a wydany przez wojewodę opolskiego apel do "rodziców ekologów",
zawierający pytanie, czy wiedzą oni, co robią ich dzieci, bezpośrednio
poprzedził likwidację blokady (notabene nie
mógł dotrzeć do rodziców, bo opublikowano go późnym wieczorem,
a w nocy rozpoczęła się akcja likwidacyjna). Rozwydrzone dzieciaki
trzeba jakoś utemperować.
Argument drugi - niech
pozbierają śmieci na ulicy. Ton tego argumentu był prosty: "Jeżeli
tak im zależy na środowisku, to zamiast wygłupiać się, czepiać
autostrady, lepiej niech zrobią coś pożytecznego, na przykład
zamiotą ulice, pozbierają śmieci, bo przecież każdy widzi, jak jest
brudno". Zwróćmy uwagę na przeciwstawienie "wygłupianie się
- robienie czegoś pożytecznego", upoważniające do negatywnych
reakcji na "wygłupianie się".
Argument trzeci - czy to są
w ogóle ludzie? Ton tej wypowiedzi też jest dość symptomatyczny:
"Popatrz pan, jak oni wyglądają, te ogolone pały, te czuby, te
warkocze - to nie ludzie. Nigdy nic z nich nie będzie". Albo:
"Brudni, niechlujni, śmierdzący, nic, tylko batem przegonić". Jest
to typowy argument apartheidowy. Niezmiennym zwiastunem dyskryminacji,
agresji jest dehumanizacja. Dyrektor budowy autostrady stwierdza w tym
tonie, że ewolucja człowieka polegała na schodzeniu z drzew, tu zaś
mamy przypadek odwrotny, czyli odwrót od człowieczeństwa. Podobne
argumenty padały przy okazji "ostatecznego rozwiązywania kwestii
żydowskiej", to samo pojawia się w dyskusjach o rumuńskich
Romach. Niech każdy spróbuje zachować czystość przez czterdzieści
dni w miejscu pozbawionym wody.
Argument czwarty
- najemnicy. Co rusz pojawiały się fałszywe informacje o tym,
że uczestnicy akcji są najemnikami, którzy za pieniądze (niestety,
nikt nie powiedział czyje, choć wielu mówiło ile) dezorganizują
dobrze zorganizowaną budowę. To oczywiste, że trudniej jest zaatakować
człowieka, który działa z wewnętrznych pobudek ideowych, a łatwiej
kogoś, kto przecież bierze pieniądze i przecież "musi się liczyć
z różnymi kosztami".
Argument piąty - pijacy,
narkomani, hołota. To bardzo częsty i bardzo wygodny argument. "Mam
dowody na to, że co najmniej dwie osoby były zaćpane" -
powiada przedstawiciel firmy ochroniarskiej i natychmiast zastrzega
anonimowość. Inny w tym tonie mówi o alkoholu. A przecież warto
by poznać te dowody. W istocie jest to kolejny argument typu "To są
ludzie, którzy nie wiedzą, co robią, niezbędne zatem jest przywołanie
ich do porządku".
Argument szósty - oni nie są
stąd. Tu pojawiały się zarzuty, że przecież większość tych ludzi
nie ma nic wspólnego z tą (to znaczy lokalną) ziemią: "To jest
nasza ziemia, a oni skąd się wzięli... Przybłędy. Niech idą tam,
do siebie, my sobie sami poradzimy". Krótko mówiąc, obcy nie powinni
wtrącać się w nasze sprawy. Obcy są zazwyczaj gorsi niż my. Obcego
mniej szkoda. Jeśli jest tu, to (znów) sam jest sobie winien.
Wreszcie pojawiają się
upoważnienia, czy wręcz zachęty do ataku. Widać to było w co
najmniej czterech sytuacjach.
Sytuacja pierwsza: nie potrafimy
zapanować nad oburzeniem ludności. Ten typ argumentów przedstawiali
reprezentanci władz lokalnych. W kółko powtarzano - choć jeszcze
nie było po temu powodów - że władze nie mogą odpowiadać
za to, co zrobi "oburzona ludność". W ten sposób ludność
dowiedziała się dwóch rzeczy: że jest oburzona oraz że ma wolną
rękę w spożytkowaniu tego "oburzenia". Jak nietrudno się
domyślić, oburzenie pojawiło się natychmiast.
Sytuacja druga: "Podpalimy las
i ich stąd wyp...". Niedługo trzeba było czekać, aby co bardziej
krewcy przedstawiciele "ludności" sformułowali pogróżki,
a potem przeszli do ich realizacji. Pogróżki były jasne: las
zostanie podpalony, drzewa z przypiętymi ludźmi zostaną ścięte. Na
szczęście zaczęto od ścinania drzew, a nie od podpalenia lasu. Na
szczęście były telefony komórkowe, dzięki którym można było
apelować o pomoc.
Sytuacja trzecia: nas przy tym nie
było. Podczas głoszenia powyższych pogróżek obecne były cztery ekipy
telewizyjne oraz dwóch dziennikarzy prasowych. Gdy zabrzmiały rzeczone
pogróżki, wszystkie kamery i wszystkie mikrofony były (mimo jasno
wyartykułowanej prośby ekologów o włączenie) wyłączone, jakby
obecni tam dziennikarze mówili "oburzonej ludności": "Róbcie,
co chcecie, nas tu przecież nie ma".
Sytuacja czwarta: nic o tym nie
chcemy wiedzieć. Próby złożenia doniesienia o opisanych pogróżkach
na pobliskim posterunku policji spotkały się z silną odmową: "To
nie nasz rejon", "A czy oni grozili panu?", "Co pan chce, to takie
gadanie..." i tym podobne. Trzeba było zastosować silny nacisk wobec
policji, by wreszcie przyjęła zawiadomienie o przestępstwie.
W świetle opisanych
"argumentów" każdy atak wydać się musi usprawiedliwiony.
Wiesław Łukaszewski
i Jakub Łukaszewski, Po co rosną drzewa w lesie,
"Charaktery", listopad 1998, s. 24-25.
Studium przypadku nie może być bowiem
podstawą do formułowania jakichkolwiek twierdzeń. Może być jednak,
a to wcale nie jest tak mało, doskonałą podstawą formułowania
hipotez, które potem sprawdza się w osobnych badaniach.
Badania korelacyjne zmierzają
do sprawdzenia, czy pewne fakty, warunki lub cechy współwystępują
ze sobą. Czy na przykład poziom wykonania zadań koreluje z poziomem
trudności tych zadań (koreluje, jak twierdzą Locke i Latham, 1990),
czy poziom wykonania zadań koreluje ze zdolnościami wykonawców (nie
koreluje, stwierdzają ci sami autorzy), czy zadowolenie z własnego
wyglądu koreluje z ogólną samooceną (koreluje, piszą Głębocka
i Kulbat, 2005, oraz Głębocka, 2009), czy częstość praktyk
religijnych koreluje z niechęcią do odmienności (tak, koreluje,
pisze Łukaszewski, 1990)? Podobne dane można przytaczać
w nieskończoność. Trzeba jednak podkreślić, że posługiwanie się
takim materiałem wymaga nadzwyczajnej ostrożności.
Po pierwsze dlatego, że
korelować z sobą mogą rzeczy, stany, cechy kompletnie niepowiązane,
na przykład śmiertelność niemowląt w Argentynie z nakładem gazet
na Tajwanie czy wielkość opadów deszczu w Brazylii z długością
dróg w Laponii. Sam wskaźnik współwystępowania dwóch lub więcej
stanów czy zjawisk nie jest wystarczającym argumentem w sprawie
związków między rzeczami. Konieczne jest jeszcze intelektualne zaplecze
do wyjaśnienia takiego związku, czyli teoria tłumacząca możliwość
jego zaistnienia. Odwoływanie się (co przez jakiś czas było ulubionym
chwytem sporej liczby psychologów) do teorii chaosu i do skrzydeł
motyla, których trzepot może w dalekiej konsekwencji spowodować
tornado, jest zabiegiem efektownym, ale niezbyt fortunnym.
Po drugie, nawet tam, gdzie
istnieją podstawy do wyjaśniania związku, tam gdzie są dowody
współwystępowania zjawisk, stanów, cech, nie wskazują one kierunku
zależności. Czy to ocena własnej atrakcyjności wpływa na samoocenę,
czy samoocena na ocenę własnej atrakcyjności? Wprawdzie istnieją dziś
techniki analizy danych, pozwalające określić, który z kierunków
zależności jest bardziej prawdopodobny, lecz nadal otwarta pozostaje
kwestia pewności sądów.
Po trzecie, wiele zjawisk,
na przykład poziom inteligencji, poziom lęku, poczucie kontroli,
poziom wykształcenia i wiele innych, koreluje prawie ze wszystkimi
zmiennymi psychologicznymi. Są - jak się mawia - mało
dystynktywne, co pod znakiem zapytania stawia ich użyteczność jako
predyktorów. Konkludując sprawę badań korelacyjnych, powiedzieć
można, że zazwyczaj są one dobrym narzędziem ustalania predyktorów
zmiennych, choć - niestety - bardzo często są narzędziem źle
używanym. Tak więc zamiast sprawdzać, które cechy czy warunki są
predyktorami określonych zachowań, w większości wypadków sprawdza
się, jakie cechy są predyktorami jakich innych cech. Miałoby to
sens tylko wtedy, gdyby związek między cechą i zachowaniem był
jednoznaczny i znany. Tak jednak nie jest.
Trzeci sposób dochodzenia
do twierdzeń to badania eksperymentalne. Istota eksperymentu, jak
wiadomo, polega na kontrolowaniu warunków i manipulowaniu zmiennymi
w celu sprawdzenia, jakie właściwości zmiennych pociągają za
sobą oczekiwane konsekwencje w zachowaniu. Zakłada to konieczność
tworzenia wielu warunków (wielu kombinacji warunków), manipulowania
nasileniem danych zjawisk, by w efekcie sprawdzić, czy oczekiwane
zależności występują. Jakkolwiek większość badań eksperymentalnych
skonstruowana jest tak, by potwierdzać sformułowane hipotezy, to
prawdziwe sprawdzenie musi polegać na zaprzeczaniu hipotezie. Jeżeli
hipoteza się obroni, to można z ufnością mówić o zależnościach
potwierdzonych. Warunkiem sensownego eksperymentowania jest replikowanie
uzyskanych wyników, duża trafność ekologiczna badań i wiele innych,
o których piszą specjaliści od metodologii badań psychologicznych
(Brzeziński, 1996).
2.4. PSYCHOLOGIA W OPOZYCJI DO ZDROWEGO
ROZSĄDKU
Psychologię naukową krytykuje się
za dwie przeciwstawne właściwości. Na przykład za to, że dostarcza
twierdzeń zgodnych ze zdrowym rozsądkiem, takich, o których "każdy
głupi wie". Rzeczywiście, wiele twierdzeń psychologicznych
jest w pełni zgodnych z oczekiwaniami zdroworozsądkowymi. Na
przykład im więcej powtórzeń, tym lepsze zapamiętanie, im dłuższy
dystans czasowy od zapamiętania, tym mniej sobie przypominamy, i tak
dalej. Innym przykładem może być fakt, że jednomyślny nacisk grupy na
opinie jednostki zazwyczaj bywa skuteczny ("Wszyscy myślą tak samo,
a więc ja też powinienem"). Wiele jest takich faktów. Korzystając
z nich, powiada się nieraz, że szkoda pracy i pieniędzy na
prowadzenie badań, których wyniki i tak wszyscy znają, w dodatku
bez wykonywania tych żmudnych badań. Niekiedy istotnie szkoda, ale
należy zachować dużą ostrożność w formułowaniu tak kategorycznych
sądów. Przypomnijmy, że w odróżnieniu od psychologii potocznej,
psychologia naukowa ustala nie tylko występujące zależności, ale
określa także granice ich trafności, na przykład określa warunki,
w jakich dana zależność przestaje obowiązywać.
Z drugiej strony krytykuje
się psychologię za dane sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem (ramka 2.10),
których w dorobku psychologii jest wiele. Są to takie dane, o których
powiada się: "wszyscy wiedzą, że jest inaczej". A jednak to ci
"wszyscy" się mylą.
RAMKA 2.10
WIĘCEJ LUDZI, MNIEJ EFEKTÓW
Bibb Latané w serii
eksperymentów sprawdzał, czy prawdopodobieństwo otrzymania pomocy
przez potrzebującego zależy od liczby osób znajdujących się
w pobliżu. Zdrowy rozsądek nakazuje myśleć, że im więcej osób
jest w pobliżu, tym większe prawdopodobieństwo, że ktoś takiej
pomocy udzieli. Tymczasem wyniki badań z symulowanym atakiem epilepsji
na ulicy pokazują, że jest odwrotnie: im więcej osób, tym mniejsze
prawdopodobieństwo pomocy (Latané i Darley, 1970; Latané, Williams
i Harkis, 1979). Co więcej, zależność ta jest ujemnie wykładnicza,
a nie wprost proporcjonalna. Wynik ten jest niezgodny ze zdrowym
rozsądkiem.
Wiele danych wskazuje,
że wydajność pracy jest mniejsza, gdy ludzie wspólnie wykonują
zadanie i każdy z nich wykonuje takie same czynności. Janusz Grzelak
stwierdził, że w wypadku pracy w akordzie zespołowym im więcej
jest współpracowników, tym mniejsza jest średnia wydajność pracy
(Grzelak, 1978). W słynnym eksperymencie Maximiliana Ringelmana
wydajność jednostkowa (średni wkład w wynik końcowy) malała wraz
ze zwiększaniem się liczby wykonawców (rycina 2.2).
Efekty badań Latanégo, Grzelaka,
Ringelmana i wielu innych dowodzą, że w sytuacjach, w których
zgodnie ze zdrowym rozsądkiem należałoby oczekiwać lepszych
rezultatów, są one znacznie gorsze. Nie można tego wyjaśnić,
odwołując się do prostego potocznego rozumowania, natomiast
odpowiednia teoria psychologiczna pozwala przewidzieć i wyjaśnić
takie fakty.
Rycina 2.2.
Średnia siła, z jaką ciągnięto
dynamometr zależnie od wielkości zespołu.
Źródło: Daszkowski, 1988, opracowanie
własne.
Wskażmy najważniejsze źródła
i przejawy niezgodności wyników badań ze zdrowym rozsądkiem. Zacząć
wypada raz jeszcze od myślenia potocznego. Ten sposób myślenia zakłada
bowiem istnienie związków wyłącznych:
bodziec X wywołuje
tylko reakcję Y
Jeśli dotkniesz gorącego żelazka,
to się oparzysz. Najczęściej pomija się możliwość wystąpienia
innych reakcji, na przykład przestrachu, zdziwienia, podniecenia
i tym podobnych. Co gorsza, kiedy w myśleniu potocznym ustali
się taką zależność, to na hasło "żelazko" pojawia się
myśl o oparzeniu, a na hasło "oparzenie" pojawia się myśl
o żelazku. W psychologii naukowej również zdarzały się takie
uproszczenia, choć szybko poddawano je weryfikacji. Przykładem jest
klasyczna koncepcja frustracji-agresji, wedle której frustracja zawsze
wywołuje agresję, a agresja jest zawsze poprzedzona przez frustrację
(Dollard, Doob, Miller, Mowrer i Sears, 1939).
Inną formą potocznego myślenia
jest przekonanie, że dana reakcja może być wywołana tylko przez
bodziec określonego rodzaju:
reakcja Y jest zawsze
wywoływana przez bodziec X
Jeśli przydarzyła ci się przykrość,
to znaczy, że nie słuchałeś mamusi. Potoczne koncepcje psychologiczne
to kolekcje podobnych twierdzeń, a twierdzenia te najczęściej są
nieprawdziwe. Dotyczy to również cech, o czym wspomniałem wcześniej:
powszechnie sądzi się, że jeśli jesteś zdolny, to jesteś także
leniwy, a jeśli pracowity, to znaczy, że jesteś głupi. Tymczasem
taka prawidłowość nie istnieje. W psychologii naukowej również
zdarzają się przykłady takiego myślenia. W psychologii ewolucyjnej
zakłada się na przykład, że wszelkie formy altruizmu są uwarunkowane
tendencją do rozpowszechniania własnych genów (Wilson, 1988,
1991).
Opisany sposób rozumowania
z oczywistych powodów jest niewystarczający w psychologii
naukowej. Wiadomo bowiem, że ten sam bodziec może wywoływać różne
reakcje, a ta sama reakcja może być wywołana przez różne bodźce. Co
więcej, ten sam bodziec u tej samej osoby w jednych warunkach
wywoła jedną reakcję, w innych zaś inną (na przykład doznanie
ekscytacji podczas seksu z wyboru i lęku albo wstrętu podczas seksu
z przymusu, w trakcie gwałtu). Ten sam bodziec u jednej osoby może
wywołać przyjemność, u innej - przykrość (na przykład głośna
muzyka może być źródłem przykrości dla bardzo reaktywnych osób,
a źródłem przyjemności dla osób nisko reaktywnych, te pierwsze
bowiem unikają silnych bodźców, te drugie takich bodźców poszukują;
Strelau, 2014).
Pozostaje przedstawić niektóre
przejawy niezgodności wyników badań naukowych ze zdroworozsądkowymi
oczekiwaniami i zastanowić się, jakie są źródła owej
niezgodności.
Pierwszą grupę danych stanowią
takie, które przeczą powszechnie znanym oczywistościom. Potoczne
przekonanie głosi, że ludzie zachowują się racjonalnie
i ekonomicznie. Lepiej pracują wtedy, kiedy więcej zarabiają,
wolą zapłacić mniej niż więcej za ten sam towar, angażują
się w działania, w których szanse sukcesu są powyżej średniej,
a unikają działań, których szanse są zerowe lub bliskie zera. Bardzo
często tak bywa, ale bynajmniej nie zawsze. W pewnych warunkach może
być odwrotnie (ramki 2.11 i 2.12).
RAMKA 2.11
ILE JEST WART JEDEN DOLAR?
W pewnych warunkach zachowanie
może być nie tylko niezgodne ze zdrowym rozsądkiem, ale wręcz
absurdalne. Przykładem są badania Allana I. Tegera nad licytacją
jednego dolara.
Graczom oferuje się "zakup"
jednego dolara wedle zasady, że wygrywa ten, kto da więcej. Postęp
w licytacji wynosi 25 centów. Pierwszy z graczy zgłasza cenę
wywoławczą równą 25 centów, na co kolejny oferuje 50 centów,
następny 75 centów i tak dalej. W pewnym momencie oferowane kwoty
przekraczają wartość jednego dolara, ale licytacja trwa nadal. Co
więcej, trwać może długo, bo średnie wyniki uzyskiwane w licytacji
wynosiły około 8 dolarów za jednego dolara, a w pewnym eksperymencie
zaproponowano nawet sumę 25 dolarów za jednego dolara. Zaangażowanie
się w tę licytację trudno jednak nazwać zachowaniem racjonalnym, czy
też zgodnym z zasadami działania ekonomicznego (Teger, 1980).
Ciąg dalszy w wersji pełnej