Rozdział I Zaloty w świecie Natury
[ 1 ] Było zimno i stado było głodne. Po prawdzie zwierzęta
wyglądały bardziej jak szkielety niż wilki. Na czele biegł duży szary
wilk. Był jednym z przewodników stada. Warczał na wszystkie wilki,
jeśli próbowały iść szybciej niż on, z wyjątkiem biegnącej obok
rudej wilczycy. Nawet nie szczerzył na nią zębów, gdy zdarzyło jej
się wybiec przed niego. Właściwie zdawał się to lubić. Zdawał się
ją lubić. Jej zdaniem lubił ją za bardzo. Starał się biec zbyt
blisko niej. Próbował nawet dotykać nosem jej karku lub barku. Lecz
wtedy ona warczała na niego rozdrażniona i szczerzyła zęby. Nigdy
nie odwarknął.
[ 2 ] Duży szary wilk nie był jednak jedynym adoratorem
wilczycy. Po jej prawej biegł stary jednooki wilk. Był jednym ze
starszych przewodników stada. Jego ciało i sierść nosiły wiele
znamion stoczonych walk. Od czasu do czasu i on usiłował dotknąć
nosem jej karku. Wtedy warczała na niego ostrzegawczo. On także nigdy
nie odwarknął.
[ 3 ] Lecz o ile owi dwaj przewodnicy przejawiali wielką
życzliwość w stosunku do rudej wilczycy, to do siebie nawzajem
pałali czystą nienawiścią. Nie stoczyli jeszcze jednak otwartej
walki. Obaj wyczekiwali najlepszej chwili. Wiedzieli, że będzie to walka
na śmierć i życie. Jako pierwszy tę właściwą chwilę dostrzegł
Jednooki. Zauważył, jak młody wilk odwrócił łeb, żeby polizać się
po barku, odsłaniając kark przed swym rywalem. Stary wilk zaatakował
go nagle i bez ostrzeżenia, zaciskając kły na karku młodszego
przewodnika. Jego zęby przecięły tętnicę szyjną i krew trysnęła
gwałtownie. Młodszy wilk zawył z bólu i próbował walczyć, ale
nie mógł się dłużej utrzymać na nogach i upadł na śnieg. Bitwa
była skończona.
[ 4 ] Przez cały ten czas wilczyca siedziała i patrzyła,
i uśmiechała się. Była zadowolona z walki, to były zaloty
Natury. Tym razem doświadczenie pokonało młodość. Gdy Jednooki
podszedł znów do wilczycy, już na niego nie warczała. Zamiast tego
dotknęli się nosami. Martwy rywal odszedł w zapomnienie. Wkrótce
stali się najlepszymi przyjaciółmi, biegli szczęśliwi, bok w bok,
przez zaśnieżone lasy.
[ 5 ] Po jakimś czasie wilczyca zaczęła czuć się
nieswojo. Wydawało się, jakby czegoś szukała. Zaglądała
pod każde zwalone drzewo i do pustych jaskiń. Stary Jednooki
zupełnie nie był tym zainteresowany, mimo to podążał w ślad za
nią. I tak przemierzyli cały kraj, aż dotarli do brzegów rzeki
Mackenzie. Tam przez pewien czas kręcili się
w pobliżu obozu Indian. Nie podobało się to Jednookiemu,
ale wilczyca zdawała się czuć znacznie pewniej, słysząc w pobliżu
ludzkie głosy.
[ 6 ] Była ociężała i mogła biec jedynie bardzo powoli. Stała
się też mniej cierpliwa niż zazwyczaj. Nie była dość zwinna, aby
złowić mięso i złościła się na Jednookiego, jeżeli nie udało
mu się upolować czegoś dla nich obojga. Na szczęście dla starego
wilka w końcu znalazła to, czego szukała. Była to jaskinia. Jednooki
przyglądał się cierpliwie, jak godzinami ją sprawdzała. W końcu
położyła się, oparła łeb na łapach i ziewnęła, aby okazać,
że jest spokojna i zadowolona.
[ 7 ] Lecz Jednooki tego nie rozumiał. Był głodny. Próbował
namówić ją, aby wstała i poszła na poszukiwanie pożywienia. Ale
tylko warknęła zniecierpliwiona. Zdezorientowany udał się więc sam
na polowanie. Nie było go przez osiem godzin
i nic nie złapał, w końcu wrócił do jaskini. Tam
czekała go niespodzianka. Z jaskini dobiegały dziwne dźwięki i nie
pochodziły one od wilczycy. Ale ją też słyszał, jak warczała ku
niemu ostrzegawczo. Ostrzegała go przed zjedzeniem małych rzeczy
wydających delikatne odgłosy. Nie musiała jednak tego robić. On
rozumiał. Był już wcześniej ojcem. Instynkt ojcowski na nowo się
w nim obudził. Odwrócił się. Musi znaleźć mięso. Kiedy wrócił
ponownie z całodzienną zdobyczą - dwoma królikami i wiewiórką
- wilczyca polizała go z aprobatą. Zachowywał się jak na wilka-ojca
przystało i nie zdradzał zamiaru pożarcia młodego życia, które
ona wydała na świat.