Web accessibility. Wprowadzenie do dostępności cyfrowej - Wojciech Kutyła

Kup książkę

79.00 zł
47.40 zł (47,40 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wprowadzenie

Kiedy wprowadzam klienta w temat dostępności cyfrowej, zawsze zaczynam od opowieści o ludziach. Mówię o technologii i niesamowitych możliwościach, jakie nam daje, ale przede wszystkim staram się zwrócić uwagę na to, że tworzymy rozwiązania dla żywych istot. Jesteśmy bardzo zróżnicowaną grupą. Różnią nas wiek, płeć, sposób mówienia, poziom wykształcenia, a także przyzwyczajenia i bariery, które stoją przed nami na co dzień. Jednak, używając komputerów i smartfonów, zawsze oczekujemy tylko jednego: aby szybko i wygodnie uporać się z zadaniami, które przed nami stoją. A kiedy to zrobimy, chcemy cieszyć się życiem, na ile tylko możemy. Pragniemy spędzać czas z bliskimi, podróżować, poświęcać uwagę naszym hobby. Robić proste, przyjemne rzeczy w skomplikowanej rzeczywistości.

Internet pojawił się w naszym życiu pod koniec lat 90-tych i wygląda na to, że w nim zostanie. Pomimo powszechnego dostępu do sieci wiele osób wciąż czuje się wykluczonych, próbując korzystać z jej dobrodziejstw. To, co niektórym z nas przychodzi prosto, jak choćby zalogowanie się do naszej ulubionej sieci społecznościowej - dla innej osoby może być bardzo trudne. Nie trzeba daleko szukać, by znaleźć przykłady. Któż z nas nie musiał pomagać rodzicom w ustawieniu komputera? Kto nie przerzucał stron instrukcji użycia nowego gadżetu, dziwiąc się, jak trudny jest w obsłudze? Na jakimś etapie życia tego rodzaju sytuacje czekają nas wszystkich. Od czasu, kiedy w projektowaniu produktów i usług cyfrowych udział biorą osoby zajmujące się doświadczeniem użytkownika (ang. user experience designer), strony internetowe i aplikacje mobilne stały się dużo wygodniejsze w użyciu. Mimo to bariera wejścia często jest bardzo wysoka. Jeżeli pamiętasz swój pierwszy dzień z nowym systemem operacyjnym (na przykład przejście z Windowsa na macOS albo z telefonu starego typu na smartfon), to wiesz, że choć zapewne ogarniała Cię ekscytacja, trzeba było się trochę nagimnastykować. Klikanie, przesuwanie, pisanie, odpowiadanie na pytania, które komputer zadawał Ci zgodnie z tym, jak został zaprogramowany - to wszystko niespodziewanie utrudniało Ci życie. Nie każda osoba przetwarza informacje w ten sam sposób. Zdarza się, że potrzeba nam na to więcej czasu, niż zakładają tworzący oprogramowanie. Kiedy indziej okazuje się, że nie wszystkie komunikaty są dla nas zrozumiałe. Jeszcze inaczej jest wtedy, kiedy organizacje i firmy starają się przekonać nas do zakupów, inwestycji czy też po prostu specyficznej interakcji, która ma przynieść im jakąś korzyść. Podczas korzystania z Internetu czyha na nas wiele pułapek. Czasem trudnych do obejścia albo takich, których w ogóle nie widać.

Nasz rozwój intelektualny i psychiczny nie idzie w parze z tempem rozwoju sieci i technologii informatycznej. Jeszcze kilka lat temu nie do pomyślenia dla wielu osób było to, by w kieszeni nosić komputer szybszy niż ten, na którym w latach 90. grały one w gry komputerowe. Sztuczna inteligencja (AI, ang. Artificial Intelligence) pozwala nam uporać się z wieloma trudnymi i nudnymi zadaniami. Pojawiła się właściwie z dnia na dzień! Naprawdę nie wiadomo, co czai się za rogiem. Pisząc te słowa, nie mam pojęcia, czy świat, w którym przyjdzie mi przekazać książkę do druku za jakiś czas, nie będzie zupełnie innym światem.

Kiedyś, aby stworzyć produkt cyfrowy, trzeba było poświęcić dużo uwagi zaplanowaniu każdego etapu produkcji. Jeśli komuś wpadł do głowy pomysł na zbudowanie nowego samochodu, to od momentu, w którym pod prysznicem rodził się błyskotliwy koncept, do momentu, w którym taśmę produkcyjną opuszczały kolejne auta, mijały miesiące, a czasem lata. Dzisiaj świetne pomysły "spod prysznica" materializują się bardzo szybko za sprawą uproszczonych narzędzi programistycznych (no-code) albo wydajnej pracy rzeszy osób programujących i projektujących interfejsy. Nie ma lepszego przykładu niż praca software house'u, którego zespół uczestniczy często w dziesiątkach projektów rocznie. Cała praca odbywa się w dużym tempie. A to dlatego, że tworzenie rozwiązań cyfrowych jest teraz tańsze niż kiedykolwiek. Wystarczy, że masz do dyspozycji komputer, Internet i trochę czasu - i możesz nauczyć się, jak to robić. Oczywiście to, co stworzysz na początku swojej kariery, na pewno nie będzie bardzo dobre, ale zdziwisz się, ile można osiągnąć. Zaprogramowanie choćby prostej aplikacji czy napisanie nieskomplikowanej strony internetowej to już nie kwestia miesięcy, a jedynie dni, a czasem nawet godzin.

Tworząc rozwiązania cyfrowe, często zapominamy o tym, że tak naprawdę nasza praca polega na zarządzaniu czasem innych osób. To od nas zależy, czy ktoś odbędzie miłą i wygodną podróż użytkownika, czy też poświęci czas na nawigowanie w meandrach niedopracowanych rozwiązań. To do nas należy upewnienie się, że wykonaliśmy ciężką robotę po to, by komuś było lżej. Jedną z zasad projektowania według tzw. frameworku GDS (od brytyjskiego Government Digital Services)[1] jest Do the hard work to make it simple, czyli "Napracuj się po to, by coś uprościć". Odpowiedzialność za to, jak łatwo będzie coś zrobić w Internecie, leży po stronie osób tworzących oprogramowanie i usługi. Jak pisze John Maeda we wprowadzeniu do doskonałej książki Kat Holmes Mismatch. How Inclusion Shapes Design:

Tak to już jest, że ludzie, którzy projektują punkty zetknięcia się technologii z codziennością, określają, które osoby wezmą udział w doświadczeniu, a które zostaną z niego wykluczone.

Tymczasem wciąż na świecie jest tak dużo źle zaprojektowanego oprogramowania, które wysysa z nas energię. Ile razy skorzystanie z aplikacji albo strony internetowej doprowadziło Cię do złości? Jak często zdarza się, że syczysz pod nosem: "Kto to zaprogramował? Kto to zrobił?", dorzucając do tego kilka niecenzuralnych słów? Ja robię tak często. I to nie tylko wtedy, gdy do głosu dochodzą lata doświadczeń spędzonych na projektowaniu i rozwijaniu usług cyfrowych. Także wtedy, kiedy zapomnę na chwilę o tym, że wiem, jak to wszystko działa od środka - a chcę po prostu użyć czegoś do rozwiązania problemu, który przede mną stoi. Kiedy mam zły dzień, kiedy jestem bardziej niż zazwyczaj zmęczony albo cierpię z powodu syndromów chronicznej przypadłości, na którą zapadłem kilka lat temu, małe problemy urastają do rangi wielkich lub wręcz takich nie do przeskoczenia.

To wszystko ma związek z użytecznością. Kiedy produkt albo usługa cyfrowa są wygodne w użyciu i spełniają oczekiwania osób korzystających z nich, mówimy, że są użyteczne. Użyteczność (ang. usability) to jeden z podstawowych terminów towarzyszących na co dzień osobom zajmującym się projektowaniem stron i aplikacji. Staramy się zapewnić wysoką użyteczność temu, co robimy. Ale nie tylko te osoby, które projektują interakcje i kolorowe interfejsy, mają decydujący wpływ na to, co się dzieje z użytkownikami. To także element pracy osób programujących, przygotowujących treści, media, zajmujących się marketingiem i sprzedażą, jednym słowem: wszystkich zaangażowanych w software development lifecycle, czyli cykl produkcyjny. Wyobraź sobie usługę, która ma miły i przyjazny interfejs, ale pozyskuje od Ciebie dane, których nie chcesz udostępniać bez powodu. Albo taką, która tworzy przed Tobą barierę w postaci wygasającego czasu sesji, zamykając dostęp, chociaż potrzebujesz paru minut więcej na wypełnienie wyjątkowo skomplikowanego formularza. Takie nieprzemyślane rozwiązanie potrafi zdenerwować. Można zmęczyć się nim szybciej, niż to powinno nastąpić. Przyjrzyj się produktom i usługom cyfrowym, które lubisz, a zauważysz, że ich działanie pokrywa się z Twoimi oczekiwaniami. Niemożliwe byłoby przygotowanie ich w ten sposób, gdyby odpowiedzialność za to spływała tylko na jeden zespół, na przykład UX. Dobre produkty i usługi tworzy się, współpracując z całą organizacją, ale także biorąc pod uwagę potrzeby i problemy osób, dla których są przeznaczone.

Poprawna użyteczność to podstawa. Ale to nie wszystko. Oprócz niej zapewnić jeszcze trzeba dobrą, niewykluczającą dostępność cyfrową. Dostępność daje szansę każdej osobie na skorzystanie z rozwiązania w sposób właściwy dla niej. Taki, który nie będzie wykluczał ani stygmatyzował nikogo, kto polega na nieco innym dostępie do funkcjonalności czy treści. Paul Ralph, mój kolega żyjący na co dzień z niepełnosprawnością, ekspert zajmujący się zagadnieniami dostępności cyfrowej, twierdzi:

Usługa jest użyteczna, kiedy mogę jej użyć. Dostępna, kiedy mogę to zrobić po swojemu, tak jak mi wygodnie. A niewykluczająca jest wtedy, kiedy w czasie korzystania z niej nie czuję, że jestem osobą inną niż wszystkie.

Jak zatem widać, dostępność nie działa w odłączeniu od użyteczności. Użyteczność, dostępność, a nawet niewykluczające doświadczenie to jedno i to samo, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę poziom skomplikowania dzisiejszego cyfrowego świata. Jako osoby tworzące i rozwijające oprogramowanie musimy o tym pamiętać na co dzień. Tak łatwo jest, na skutek nieuwagi lub braku wiedzy, zepsuć czyjeś doświadczenie, wprowadzając niepotrzebne frustracje i niedopowiedzenia.

Dostępność cyfrowa to trudna i rozległa domena wiedzy, traktowana niestety trochę po macoszemu na rynku edukacyjnym. Wprawdzie pojawiają się poszczególne kursy i warsztaty, które pozwalają wprowadzić ją powoli do naszej praktyki zawodowej, jednak większe instytucje akademickie, a nawet bootcampy wyrastające jak grzyby po deszczu nie biorą jej pod uwagę w swoich programach. Osoby, które są zainteresowane poznaniem jej zagadnień, muszą uczyć się same. Dlatego od dawna chciałem napisać tę książkę. Być może dzięki niej uda Ci się przyswoić podstawowe informacje na temat dostępności w sposób, który zbytnio Cię nie obciąży. Chciałbym, aby ta podróż wprowadziła Cię w stan, w którym będziesz mieć ochotę na więcej nauki i eksplorację. Myśl o niej jak o przystawce do głównego dania, które jeszcze przed Tobą!

Nie mam złudzeń, że uda mi się przekazać Ci wszystkie potrzebne informacje. Nikt nie zostanie ekspertem po przeczytaniu nawet kilkuset stron na jakiś temat. Nad moim biurkiem wisi kartka, na której zapisałem sobie: "Wiedza to nie wszystko; potrzebna jest praktyka". Staram się stosować do tej zasady we wszystkim, co robię. Dlatego w tej książce będę Cię zachęcać do myślenia, ba, nawet do podważania tego, o czym będę do Ciebie pisać. Wyciągaj własne wnioski z tego, czego się dowiesz. I postaraj się wprowadzać dostępność do swojego wachlarza umiejętności projektowych. Nie spiesz się, chociaż dzisiaj wszystko wymaga od nas pośpiechu. Chcemy coraz szybciej rozwijać się i pracować bez straty czasu. Mimo to warto, by dostępność trochę w Tobie "osiadła". To proces - maraton, a nie sprint. Podobnie jak UX, to specyficzne zagadnienie wymaga organicznego, ostrożnego i spokojnego podejścia połączonego z empatią. Daj sobie przestrzeń na przeczytanie mojej książki i wyciągnięcie wniosków. Być może to zachęci Cię do zmiany swojej praktyki zawodowej albo przynajmniej do znacznego jej rozbudowania. Jeśli tak się stanie, to założę, że mój plan się powiódł i na świecie pojawiła się jeszcze jedna osoba projektująca usługi dojrzale i odpowiedzialnie. I o to właśnie chodzi.

Naszym zadaniem jest tworzenie rozwiązań, do których ludzie będą wracać bez strachu czy poczucia wyalienowania. Możesz o to zadbać, stosując się do wskazówek dostępności, projektując użytecznie i nie wykluczając nikogo świadomie. Mam nadzieję, że Ci się uda. Powodzenia!

Tę książkę napisałem w specyficzny sposób

Formy osobowe

Pisząc tę książkę, bardzo starałem się zrobić to tak, by uniknąć wykluczenia wynikającego z języka. Gdzie tylko było to możliwe, używałem form pomijających tradycyjny podział na mężczyzn i kobiety, pisząc o "ludziach" lub "osobach". Nie udało mi się to w stu procentach. Od czasu do czasu, dla zwięzłości, piszę więc o "użytkownikach", zamiast o "osobach korzystających z rozwiązań cyfrowych". Takie moje podejście wynika ogólnie z tego, że po pierwsze, chcę uwidocznić istniejący w naszym języku problem, a po drugie, z tego, że uważam, iż w komunikacji powinno się odchodzić od skostniałych form, które nie zapewniają odpowiedniego poziomu inkluzywności. Nie ukrywam jednak, że było to trudne. Przepraszam osoby, którym takie podejście sprawia trudności w odbiorze. Pisanie dłuższego tekstu po polsku w sposób niewykluczający jest dużym wyzwaniem i będę starał się nad tym pracować, rozwijając swoje umiejętności.

Niepełnosprawność

"Nic o nas bez nas", mawiają osoby żyjące z niepełnosprawnościami[2]. Zbierając materiały do książki, starałem się oprzeć moje poszukiwania na doświadczeniach osób z niepełnosprawnościami, korzystających z technologii wsparcia dostępności. Nie da się pisać i przeżywać pracy z dostępnością bez codziennego wglądu w to, jak doświadcza ona żywe osoby.

W języku polskim i poza nim istnieje wiele sposobów na odnoszenie się do sytuacji osób mających na co dzień do czynienia z niepełnosprawnością. Czasem mówimy o nich "osoby niepełnosprawne" albo "osoby z niepełnosprawnościami". Nie ma jednej, dobrej metody[3]. Ja używam obu określeń na przemian, mając nadzieję, że zwrócę Twoją uwagę na wymóg wynikający z etykiety. Ze względu na zmniejszanie barier i szacunek każda osoba doświadczająca niepełnosprawności ma prawo, by odnosić się do niej w sposób zgodny z jej oczekiwaniami. Nie wiesz - zapytaj. Ta prosta metoda sprawdza się zawsze, tak samo jak w przypadku konwersacji z osobami, które używają niestandardowych zaimków. W tej książce napotkasz więc kilka metod pisania o sytuacjach, w których znajdują się ludzie. Wyciągnij z tego odpowiednie wnioski i staraj się myśleć o tym w pracy i życiu codziennym.

Streszczenia rozdziałów

Postanowiłem otworzyć każdy rozdział krótkim streszczeniem. Pomoże Ci to ocenić wysiłek potrzebny do zrozumienie poszczególnych zagadnień i szybciej odnaleźć się w tekście.

Punkty do przemyślenia

Chciałbym, aby tekst książki popchnął Cię do refleksji na temat dostępności i Twojej praktyki w cyfrowym świecie. Zastanów się nad pytaniami, które zawarłem w blokach "Przemyśl i wyciągnij wnioski". Możesz poświęcić im tyle czasu, ile zechcesz. Zachęcam Cię do pisemnego podsumowywania wszystkiego, co przyjdzie Ci do głowy. Sądzę, że taki sposób pracy z książką wyposaży Cię w lepsze narzędzia i metody podchodzenia do zagadnień związanych z dostępnością na co dzień.

Dodatkowe zasoby i słowniczek pojęć

Na stronie https://humanthing.works/ksiazka/ znajdziesz dużo linków do profili społecznościowych osób, które warto obserwować w sieci, a także wydarzeń i innych zasobów. Zachęcam Cię do odwiedzin. Weź pod uwagę, że wszystkie linki w książce sprawdziłem przed oddaniem jej do druku, a więc mogły się zdezaktualizować. Będę poprawiał je w miarę możliwości.

Słowniczek trudnych pojęć z pewnością przyda się wielu osobom, dlatego zachęcam do sięgania do niego, ilekroć ktoś natrafi na niezrozumiałą nazwę lub opis jakiegoś fenomenu ze świata IT. Znajduje się on na końcu książki.

Podziękowania

Ta książka nie powstałaby, gdyby nie wsparcie wielu osób. Marta Dąbrówka i Andrzej Pyra wspierali mnie i podtrzymywali na duchu w czasie pisania. Matylda Rohleder, Barbara Adamska, Kalina Tyrkiel, Ula Kluz, Marta Lichaj i Joanna Tulińska-Ładomirska przeczytały pierwszy szkic tekstu i zaoferowały ogromną ilość pożytecznych wskazówek, referencji i wody z zimnego kubła. Jacek Zadrożny utwierdził mnie w przekonaniu, że tekst jest dobry i dodał swoje trzy grosze, które także bardzo mi pomogły. Wirtualne wsparcie polskiej społeczności osób zajmujących się dostępnością cyfrową też nie było dla mnie bez znaczenia, dlatego chciałbym podziękować im wszystkim (przekazując specjalne uściski Piotrowi Źrołce). Po brytyjskiej stronie nieocenioną pomoc otrzymałem od mojego kolegi i dostępnościowego mentora Kevina White'a oraz od Neila Collmana i Rhysa Nealona oraz Paula Ralpha.

Książkę wzbogaciłem o cytaty z wywiadów, które przeprowadziłem z Iką, Kają Pelczar, Marleną Nowak, Paulem Ralphem, Jackiem Zadrożnym, Piotrem Sochą i Tomaszem Osowskim. Bardzo dziękuję im za szczere opowieści o swoich doświadczeniach.

Wojtek Aleksander pomógł mi w znalezieniu wydawcy, za co otrzymuje moje serdeczne podziękowania.

Książkę dedykuję pamięci zmarłej tragicznie Marii Reimann, autorki Nie przywitam się z państwem na ulicy, z którą także przeprowadziłem wywiad i która kibicowała mi w pisaniu. Niestety, Marysia nie będzie mogła cieszyć się ze mną sukcesem związanym z zakończeniem prac i wydaniem książki. Wyrazy szacunku i ogromne podziękowania przekazuję zatem na ręce bliskich jej osób.

[1] Government Digital Services to komórka rządu Wielkiej Brytanii, odpowiedzialna za wszystkie interakcje cyfrowe z obywatelami. To niejako wielkie studio projektowe, w którym pracują bardzo utalentowane osoby wypełniające misję publiczną przy użyciu designu. Wyszukaj "GDS UK", aby dowiedzieć się więcej.

[2] https://humanthing.works/links/c03r5

[3] Co więcej, podejście różni się w zależności od kontekstu kulturowego i językowego; na przykład w Wielkiej Brytanii, gdzie mieszkam, mówi się disabled person (czyli "osoba niepełnosprawna"), a w Stanach Zjednoczonych używa się często określenia handicapped person (czyli "osoba upośledzona"), co w Wielkiej Brytanii może zostać uznane za określenie uwłaczające godności.

O wykluczeniu i przywilejach

W tym rozdziale wskazuję na sposób myślenia, który może pomóc Ci w pracy z dostępnością cyfrową. Opowiadam o tym, czym jest niepełnosprawność oraz dlaczego warto przyjrzeć się zagadnieniu wykluczenia społecznego. Opisuję też koncept W.E.I.R.D, którego znajomość pomaga w zrozumieniu pojęcia przywileju. Zachęcam też do zadawania sobie pytań, które mogą rzucić nowe światło na proces projektowania usług i produktów cyfrowych.

Aby postawić pierwszy krok na drodze do pracy z dostępnością cyfrową, zdaj sobie sprawę z własnych przywilejów. Postaraj się również zrozumieć, w jaki sposób rzeczywistość wyklucza Cię na co dzień. Najczęściej doświadczamy jednego i drugiego. Trudno jest mi wyobrazić sobie osobę, która jest stuprocentowo uprzywilejowana. Wykluczenie społeczne to bardzo skomplikowany system nakładających się czynników. To zjawisko nazywamy intersekcjonalnością. Zmapowanie go, a raczej pełne zrozumienie, jest bardzo trudne. Nawet spoglądając na to przez dość płytki pryzmat przywilejów związanych ze statusem społecznym czy ekonomicznym, zauważysz, że każdemu jest czasem trudno. Osoba wykształcona może być dyskryminowana ze względu na płeć. Osoba, która ma do dyspozycji duże zasoby finansowe, także może być dyskryminowana, choćby ze względu na zdrowie czy pochodzenie. Żyjemy w tak zwanej matrycy dominacji, to znaczy w ustroju, który poprzez kombinację czynników wyposaża nas w przywileje, jednocześnie marginalizując. Najprościej ilustruje to sytuacja kobiet w Polsce, które pomimo przywilejów są notorycznie dyskryminowane systemowo i społecznie. Albo osób niepełnosprawnych, które doświadczają wykluczenia na co dzień. Jestem pewien, że i Ty doświadczasz często poczucia wykluczenia. Próbując odnaleźć się w świecie, być może napotykasz odrzucenie.

Przed ignorancją może uratować nas jedynie obserwacja i wnikliwa analiza tego, co do nas dociera. Czytaj, oglądaj, patrz, słuchaj. Walker Evans, jeden z moich ulubionych fotografów, powiedział: "Gap się, słuchaj; wciskaj nos, gdzie możesz. Ucz się aż do śmierci. Nie będziesz tutaj długo" [4] . Staraj się rozumieć to, co widzisz dookoła siebie. Obserwuj, jak system, w którym przyszło nam żyć, i uwarunkowania determinują różny dostęp do wiedzy, pracy czy dóbr. Rozpoznawaj nierówności dookoła siebie i pamiętaj cały czas o różnorodnym kontekście.

Wszystko, co przeczytasz na kartach tej książki, oparłem na swoich obserwacjach, tym, czego się nauczyłem, oraz praktyce zawodowej - swojej i innych osób zajmujących się tematem. Moja praca i sytuacja na pewno różnią się jakoś od Twojej. Od lat mieszkam w Wielkiej Brytanii, kraju, w którym niepełnosprawność traktuje się zupełnie inaczej niż w Polsce (co nie oznacza, że idealnie!). Literatura, po którą sięgnąłem, jest owocem pracy osób z całego świata. Różnią nas czynniki ekonomiczne i gospodarcze, geopolityczne, a także związane z religią czy wykształceniem. Historia niepełnosprawności i wykluczenia w każdym kraju jest inna. Inny jest też obecny status tych zagadnień w ujęciu społecznym. Pamiętaj o tym, czytając tę książkę, i stosuj się do zawartych w niej wskazówek, próbując trzeźwo podchodzić do rzeczy. Nie traktuj tej nowej wiedzy bezkrytycznie. Filtruj ją przez swoje rozumienie tematu i oczekiwania stawiane Ci przez otoczenie zawodowe oraz społeczeństwo, którego częścią jesteś.

Nie da się praktykować UX czy programować bez skupienia się na ludziach i ich potrzebach. Chciałbym przestrzec Cię jednak przed empatią w tradycyjnym, prostym znaczeniu tego słowa. Bardziej niż empatii, czyli współczucia, potrzebujemy sprawczości i działania. Sam fakt zauważenia społecznej nierówności czy problemu, z którym boryka się osoba używająca produktu lub usługi cyfrowej, nie wystarczy. Jeśli możesz, zareaguj i zrób, co jesteś w stanie, by odpowiedzieć na problem. Często w swojej pracy spotykam się z zespołami, w których panuje swoista stagnacja; nawet zauważając problem, nie odpowiadają na niego lub spychają odpowiedzialność na kogoś innego. Kiedyś zwykło się nawet mawiać, że "błąd jest zazwyczaj między krzesłem a klawiaturą". Takie podejście pokutuje wciąż w wielu firmach, często wspomagane przez wymówki związane z brakiem czasu i pieniędzy. Jak się zapewne przekonasz po przeczytaniu tej książki, praca z dostępnością nie musi być ani specjalnie droga, ani czasochłonna. Nie daj się ponieść empatii, która do niczego nie prowadzi. Najlepiej po prostu działaj. Weź też pod uwagę, że często ktoś może nie potrzebować naszego współczucia. Trzeba to uszanować i myśleć o pragmatycznym rozwiązywaniu ludzkich problemów. Zwróć w tym wszystkim uwagę na siebie i zadbaj o pracę zgodnie ze swoimi wartościami. Działanie prowadzące do wypalenia zawodowego nie pomoże Ci w praktyce. Zachowaj rozsądek.

Wszyscy jesteśmy osobami dziwnymi, czyli W.E.I.R.D

Ten skrót oznacza Western, Educated, Industrialised, Rich and Democratic [5] . Pierwszy raz posłużyli się nim badacze kwestionujący osiągnięcia nowoczesnej psychologii. Okazuje się bowiem, że większość badań tworzących podwaliny zachodniej psychologii była wykonywana na studentach prestiżowych psychologicznych wydziałów wielkich amerykańskich i europejskich uczelni. Usłyszałem o tym od kolegi po fachu, Alastaira Somerville'a. W jednej z prezentacji zwrócił moją uwagę na to, jak małą częścią populacji światowej jest nasza "cywilizacja Zachodu". Tymczasem każde z nas jest tylko kroplą w morzu różnorodności. Technologia, której używamy na co dzień, jest produktem głównie męskich, białych, wykształconych głów i rąk. Żyjemy w patriarchalnym świecie, w którym kobiety od tysiącleci spychane były na margines. Wszystko, czym się otaczamy, jest tak naprawdę zaprojektowane dla osób takich jak ja: heteroseksualnych, białych mężczyzn w sile wieku. Pomyśl o testowaniu bezpieczeństwa samochodów tylko w oparciu o męskie manekiny [6] . Czy takie pojazdy będą bezpieczne dla osób o posturze ciała innej niż "typowa", męska? Innym przykładem mogą być badania przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych służące opracowaniu "uśrednionego" fotela dla pilotów sił powietrznych [7] . To się nie udało; badacze (także mężczyźni) doszli do wniosku, że nie ma niczego takiego jak "uśredniony" pilot! Mamy zróżnicowane kształty ciał, elastyczność i wydajność naszych umysłów jest różna, inaczej postrzegamy rzeczywistość. Tymczasem staramy się wszystko wpisać w kilka sztywnych ram, które przychodzą nam do głowy w pierwszych odruchach. Usilnie skręcamy w stronę W.E.I.R.D, nawet jeśli tego nie zauważamy.