ROZDZIAŁ 1SURINAM I BREDA, czyli co nieco o dzieciństwie Virgila
Czy wiecie, gdzie leży republika Surinamu?
W północnej części Ameryki Południowej nad Oceanem Atlantyckim.
To państwo o powierzchni równej połowie Polski. Przez 300 lat było zamorskim terytorium Holandii, czyli kolonią, i nazywało się Gujana Holenderska. Niepodległość uzyskało w 1975 roku, ale jego związki z Holandią wciąż pozostają bardzo silne. Zwłaszcza w futbolu.
Surinamskie korzenie miało wielu wybitnych holenderskich piłkarzy. Wystarczy wymienić czterech. Są legendami europejskiego futbolu oraz ikonami... w Fifie.
Ruud Gullit (wymawiaj: Rud Hulit)
Patrick Kluivert (wymawiaj: Patrik Klajwert)
Frank Rijkaard (wymawiaj: Frank Rajkard)
Clarence Seedorf (wymawiaj: Klerens Sidorf)
Ten doborowy zestaw superzawodników ma na koncie łącznie 309 występów w reprezentacji Holandii i aż 9 triumfów w Lidze Mistrzów. W dodatku Clarence Seedorf jako pierwszy gracz w dziejach zrobił to z trzema różnymi klubami: Ajaksem Amsterdam, Realem Madryt i Milanem.
Surinamskie korzenie ma również nasz bohater, Virgil van Dijk (wymawiaj: Werdżil wam Dejk). Za oceanem urodziła się jego mama, Hellen Fo Sieeuw (wymawiaj: Helen Fo Seuf). W latach 80. ubiegłego wieku przyleciała do Holandii w poszukiwaniu pracy. Tu poznała Holendra, Rona van Dijka, z którym wzięła ślub i zamieszkała w Bredzie.
Breda to urokliwe 200-tysięczne miasto na południu Holandii, położone niedaleko granicy z Belgią. Jej stare, zabytkowe centrum jest - jak przystało na typowo holenderskie miasteczko - pocięte siecią malowniczych kanałów. Identycznych jak te w Amsterdamie, do którego jest stamtąd godzina drogi samochodem.
To właśnie w Bredzie 8 lipca 1991 roku przyszedł na świat najstarszy syn państwa van Dijków, Virgil. Później urodziła się jeszcze dwójka jego rodzeństwa - brat Jordan i siostra Jennifer (wymawiaj: Dżordan, Dżenifer).
Wczesne dzieciństwo Virgil wspomina z ogromnym sentymentem. Jak wszyscy przyszli piłkarze, żył wyłącznie piłką nożną. Gdyby mógł, grałby w nią na okrągło.
Kiedy miał 7 lat, tata zaprowadził go na pierwszy trening. Rodzice wybrali dla niego mały, ale bardzo szanowany klub o dość skrótowej nazwie - WDS 19. Powstał w 1919 roku i był najstarszym klubem piłkarskim w Bredzie*.
Na pierwszym treningu młodziutkich zawodników obserwowało trzech trenerów. Serdecznie przywitali Virgila, po czym jeden z nich zadał sakramentalne w takiej sytuacji pytanie:
- Na jakiej pozycji chciałbyś grać, Virgil?
Ci z Was, którzy grają w piłkę, z pewnością domyślą się odpowiedzi, której udzielił nasz siedmiolatek.
- W ataku - powiedział bez zająknienia, po czym szybko dodał: - Chciałbym być napastnikiem jak Ronaldinho (wymawiaj: Ronaldinjo), mój ulubiony piłkarz.
Trenerzy spodziewali się takiej odpowiedzi. Zdziwiliby się, gdyby usłyszeli co innego. Byli przyzwyczajeni, że w tym wieku każdy chłopak chce być napastnikiem. Wszyscy marzą o strzelaniu goli, robieniu wymyślnych cieszynek, przybijaniu piątek z kolegami i zbieraniu oklasków.
W testowej gierce ustawili Virgila na wymarzonej przez niego pozycji. Jednak z każdą upływającą minutą gry coraz bardziej przecierali oczy ze zdziwienia. Bo atak to było dla naszego bohatera... za mało.
Virgil tylko przez chwilę grał jako typowy napastnik. Strzelił, co miał strzelić, po czym nie miał najmniejszej ochoty czekać pod bramką rywala na podania kolegów. Zaczął cofać się na swoją połowę po piłkę. Wysoki i postawny jak na swój wiek, przejmował ją po mistrzowsku. Mało tego, robił to z niewyobrażalnym spokojem i pewnością siebie. Rywale byli bez szans. Błyskawicznie zaczął też dyrygować kolegami z zespołu. Nie znał ich, ale zupełnie naturalnie pokazywał, co kto ma robić i gdzie się ustawić.
Obserwujący nie mogli wyjść z podziwu. Gołym okiem dało się zauważyć, że Virgil góruje nad rówieśnikami nie tylko wzrostem, lecz przede wszystkim boiskową dojrzałością. I że choć chce grać w ataku, nie tam jest jego miejsce.
- To urodzony obrońca - podsumował jeden z trenerów.
- Tak. W dodatku jest prawdziwym liderem - przytaknął drugi.