Uważność. Trening mindfulness na co dzień - Stephen McKenzie, Craig Hassed

Kup ebooka

44.99 zł
20.25 zł (20,25 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przedmowa

Jak to się stało, że uważ­ność zy­skała taką po­pu­lar­ność? Dla­czego jest tak sze­roko ak­cep­to­wana przez śro­do­wi­ska me­dyczne i na­ukowe? I dla­czego tak wiele osób po­ciąga idea ucze­nia się jej i sto­so­wa­nia w co­dzien­nym ży­ciu? Od­po­wiedź jest cał­kiem pro­sta - bo działa!

Jak wy­ja­śnia ni­niej­sza książka, uważ­ność to sztuka zwra­ca­nia uwagi - to wie­dza, na co w da­nej chwili kie­ru­jemy uwagę, i umie­jęt­ność wy­boru, gdzie ją skie­ro­wać da­lej. Taki tre­ning umy­słu czyni nas bar­dziej świa­do­mymi, do­sko­nali umie­jęt­ność po­świę­ce­nia peł­nej i nie­po­dziel­nej uwagi wszyst­kiemu, co ro­bimy, oraz po­zwala na­uczyć się, jak po­zbyć się osą­dza­nia, stresu i lęku. Uważ­ność to nie­za­wodny śro­dek, po­zwa­la­jący osią­gnąć spo­kój i ja­sność umy­słu w zło­żo­nym i skom­pli­ko­wa­nym świe­cie.

Ta cu­downa rze­czy­wi­stość uważ­no­ści jako stanu umy­słu - nie tylko działa, ale jest też pro­sta. Ła­two jej uczyć, ła­two ją ba­dać, ła­two się jej na­uczyć i ła­two ją sto­so­wać na co dzień.

Uważ­ność na całe ży­cie to książka, która ma wiele za­let. Po pierw­sze, na­pi­sali ją dwaj wio­dący eks­perci w dzie­dzi­nie uważ­no­ści, na­uczy­ciele, ba­da­cze i prak­tycy. Craig i Ste­phen opo­wia­dają o prak­tyce uważ­no­ści z wła­snego do­świad­cze­nia, a do tego obaj ba­dali to za­gad­nie­nie przez lata i go na­uczali.

W książce ja­sno wska­zują za­lety prak­ty­ko­wa­nia uważ­no­ści w sen­sie for­mal­nym, to zna­czy za­ję­cia miej­sca w po­zy­cji sie­dzą­cej, żeby przez wy­zna­czony czas zwra­cać uwagę na to, co się dzieje w kon­kret­nej chwili, bez osą­dów i czyn­ni­ków roz­pra­sza­ją­cych. Na­stęp­nie tłu­ma­czą, jak ta for­malna prak­tyka może być do­sko­na­łym spo­so­bem na ży­cie, chwila za chwilą, w sta­nie peł­nej uważ­no­ści.

Inną ważną za­letą tej książki, dzięki któ­rej na pewno sko­rzy­sta z niej wiele osób, jest to, że au­to­rzy ana­li­zują prak­tyczne przy­kłady oraz ba­da­nia w kon­tek­ście trzech istot­nych ob­sza­rów ży­cia: zdro­wot­nym, czyli scho­rzeń i sta­nów przed­cho­ro­bo­wych, roz­woju oso­bi­stego i du­cho­wego. Dzięki po­łą­cze­niu świa­dectw lu­dzi, któ­rym pro­sta prak­tyka uważ­no­ści po­zwo­liła zmie­nić ży­cie, z przy­stęp­nie po­da­nymi ana­li­zami od­po­wied­nich ba­dań, książka ta sta­nowi bar­dzo cie­kawą lek­turę.

Prze­czy­taj ją sam. Po­da­ruj ko­muś bli­skiemu. Do­wody są ja­sne - uważ­ność ma po­ten­cjał ge­ne­ro­wa­nia we­wnętrz­nego spo­koju, wspo­ma­ga­nia zdro­wie­nia w sen­sie fi­zycz­nym i psy­chicz­nym, pro­wa­dzi też do po­lep­sze­nia do­bro­stanu i po­czu­cia więzi. W tej książce prze­czy­tasz, w jaki spo­sób to wszystko osią­gnąć.

Ian Gawler OAM

autor książek Meditation - an in-depth guide i The mind that changes every­thing

Rozdział 1

Wprowadzenie do uważności

Gdzie jesteś teraz?

Co naj­bar­dziej cię uszczę­śli­wia: roz­my­śla­nie o przy­jem­nych spra­wach, roz­my­śla­nie o neu­tral­nych spra­wach, roz­my­śla­nie o nie­przy­jem­nych spra­wach czy sku­pie­nie się na tym, co w da­nej chwili ro­bisz? Zgod­nie z ba­da­niami prze­pro­wa­dzo­nymi na Uni­wer­sy­te­cie Ha­rvarda[1] je­ste­śmy naj­szczę­śliwsi wów­czas, gdy po pro­stu sku­piamy cał­ko­wi­cie uwagę na tym, co ak­tu­al­nie ro­bimy. To może wy­da­wać się dziwne, bo za­zwy­czaj są­dzimy, że ma­rze­nia i sny na ja­wie, szcze­gól­nie te przy­jemne, są cie­kawe i sta­no­wią źró­dło ogrom­nego za­do­wo­le­nia. Być może pod ko­niec tego roz­działu stwier­dzisz, że re­la­cja, która ist­nieje mię­dzy sku­pie­niem uwagi a szczę­ściem, za­czyna być dla cie­bie bar­dziej wi­doczna. Ta książka do­ty­czy wła­śnie sku­pia­nia uwagi - in­nymi słowy, uważ­no­ści, z an­giel­ska mind­ful­ness - i głę­bo­kiego po­czu­cia szczę­ścia oraz ko­rzy­ści zdro­wot­nych, ja­kie może nam przy­nieść.

Czy zda­rzyło ci się kie­dyś wejść do po­koju i za­po­mnieć, po co to zro­bi­łeś? Czy zda­rzyło ci się cze­kać na pro­gnozę po­gody, a kiedy już się za­częła - na­wet nie usły­szeć, co tam po­wie­dzieli? Czy po­je­cha­łeś do­kądś i po­tem na­wet nie pa­mię­ta­łeś, jak prze­bie­gała jazda? Czy cza­sem, gdy z kimś roz­ma­wiasz, na­gle orien­tu­jesz się, że nie do­ciera do cie­bie ani jedno słowo z tego, co mówi ta osoba? Czy zda­rza ci się czy­tać książkę (mamy na­dzieję, że tej to nie do­ty­czy!) i w po­ło­wie roz­działu zdać so­bie sprawę, że nie za­pa­mię­ta­łeś ani słowa? Je­śli udzie­li­łeś twier­dzą­cej od­po­wie­dzi na któ­re­kol­wiek z tych py­tań, to wiesz, jak to jest być nie­uważ­nym.

Skłon­ność do nie­uczest­ni­cze­nia w pełni w co­dzien­no­ści ma wiele kon­se­kwen­cji i może skut­ko­wać tym, że prze­ga­pimy moż­li­wość re­ali­za­cji na­szego peł­nego po­ten­cjału. Brak uważ­no­ści to mar­no­wa­nie czasu, jaki mamy. Ozna­cza też, że mogą omi­nąć nas ważne in­for­ma­cje, zwięk­sza ry­zyko nie­przy­jem­nych zda­rzeń za­równo w wy­mia­rze fi­zycz­nym, jak i spo­łecz­nym, a także spra­wia, że na­sza ko­mu­ni­ka­cja z in­nymi prze­biega znacz­nie bar­dziej po­wierz­chow­nie. Co naj­waż­niej­sze, w znacz­nie więk­szym, niż przy­pusz­czamy, wy­mia­rze po­zba­wia nas ra­do­ści ży­cia, na­raża na stres i pro­blemy psy­chiczne oraz wszyst­kie tego nie­przy­jemne fi­zyczne kon­se­kwen­cje. Omó­wimy to póź­niej bar­dziej szcze­gó­łowo.

Trudno po­wie­dzieć, czy ak­tu­al­nie brak uważ­no­ści jest częst­szym zja­wi­skiem niż kie­dyś, ale na pewno w dzi­siej­szych cza­sach bar­dzo się spie­szymy, pę­dzimy od dnia na­ro­dzin do dnia śmierci i nie do­ce­niamy jak na­leży tego, co jest po­mię­dzy. Je­śli nie ab­sor­buje nas po­śpiech, to zda­rza się, że na­sza uwaga roz­mywa się wśród nudy i ma­ra­zmu. Współ­cze­sne ży­cie wy­daje się bar­dzo nie­zrów­no­wa­żone, bo raz pę­dzi jak sza­lone, a in­nym ra­zem jest w sta­gna­cji. Je­śli przyj­rzeć się jego tempu, temu, jak nie­prze­rwa­nie je­ste­śmy bom­bar­do­wani in­for­ma­cją i dez­in­for­ma­cją, to tak na zdrowy ro­zum mo­żemy stwier­dzić, że stwo­rzy­li­śmy śro­do­wi­sko, które wręcz sprzyja po­wsta­wa­niu pro­blemu.

Czę­sto wy­daje się, że nie mamy in­nego wy­boru, jak tylko kon­ty­nu­ować ten stan nie­uważ­no­ści, który nam nie po­maga. Ale na szczę­ście tak nie jest. Za­cho­wa­nie uważ­no­ści jest dzie­cin­nie pro­ste, a dzieci czę­sto czy­nią to le­piej, a także z więk­szą ła­two­ścią niż do­ro­śli. Kiedy ostat­nio zda­rzyło ci się, żeby dziecko tłu­ma­czyło ci ze zmarsz­czo­nym czo­łem, że nie może wyjść na po­dwórko i po­grać z tobą w piłkę, bo w tej chwili roz­my­śla o sto­pach pro­cen­to­wych i za­mar­twia się, jak bar­dzo wzro­sną, kiedy i ono do­ro­śnie? Uważ­ność jest na­tu­ral­nym sta­nem czło­wieka. Ko­rzy­ści, które zy­sku­jemy, gdy zwięk­szamy jej po­ziom, są ogromne, ale wy­maga to wy­siłku i cier­pli­wo­ści - na­wet je­śli pro­ces jest tak na­tu­ralny, że można by w za­sa­dzie opi­sać go jako wy­si­łek bez wy­siłku.

Czym jest uważność?

Być może naj­pro­ściej opi­sać uważ­ność jako sztukę zwra­ca­nia uwagi: wie­dzę, na co w da­nej chwili kie­ru­jemy uwagę, i umie­jęt­ność zwró­ce­nia jej w wy­braną stronę. Nieco bar­dziej tech­niczną de­fi­ni­cją jest "tre­ning uważ­no­ści" albo "re­gu­la­cja uważ­no­ści". Ko­niec koń­ców ro­zu­miemy i przyj­mu­jemy za coś oczy­wi­stego, że tre­ning fi­zyczny jest ko­niecz­no­ścią, je­śli chcemy za­cho­wać swoje ciało w zdro­wiu, dla­czego więc nie za­ak­cep­to­wać, że tre­ning men­talny jest rów­nie ważny dla za­cho­wa­nia zdro­wego umy­słu i ży­cio­wej rów­no­wagi? Mo­gli­by­śmy na­wet po­wie­dzieć, że uważ­ność to coś, co uczy nas po pro­stu, jak być sobą, bez prze­no­sze­nia się w wy­obraźni w inne miej­sce czy czas - i bez ko­niecz­no­ści uda­wa­nia cze­goś lub ko­goś. Ce­niony ame­ry­kań­ski psy­cho­te­ra­peuta Carl Ro­gers stwier­dził po la­tach cier­pli­wego słu­cha­nia pa­cjen­tów opo­wia­da­ją­cych mu o swo­ich kło­po­tach, że pro­blem w za­sa­dzie jest tylko je­den: to, że nie wiemy, kim je­ste­śmy. Uważ­ność może zwró­cić nam to, co wy­da­wało się utra­cone - toż­sa­mość.

Uważ­ność to forma me­dy­ta­cji, którą sze­roko prak­ty­kuje się już od ty­siąc­leci, choć to wła­śnie w ostat­nich la­tach ogrom­nie wzro­sło za­in­te­re­so­wa­nie nią, pro­wa­dzone są też ba­da­nia nad za­sto­so­wa­niem jej w te­ra­pii i ży­ciu co­dzien­nym. Z punktu wi­dze­nia me­dy­cyny oraz stylu ży­cia jest to sen­sa­cyjne od­kry­cie zja­wi­ska, które li­czy so­bie ty­siące lat. Co mają ze sobą wspól­nego różne ro­dzaje me­dy­ta­cji i co mogą nam one dać? Ćwi­cze­nia me­dy­ta­cji wiążą się z tre­nin­giem umy­słu po­pra­wia­ją­cym na­szą zdol­ność re­gu­lo­wa­nia uwagi, dzięki czemu nie ab­sor­buje jej to, co nas uniesz­czę­śli­wia. Jest wiele do­stęp­nych nam prak­tyk me­dy­ta­cyj­nych róż­nią­cych się pod wzglę­dem tego, na czym sku­piają uwagę oraz co można dzięki nim osią­gnąć, ale tak na­prawdę wszyst­kie mają je­den cel - roz­wi­nię­cie na­szej zdol­no­ści sku­pie­nia się na czymś kon­kret­nym.

Ciało może sta­no­wić bar­dzo do­bry punkt od­nie­sie­nia, bo - co bar­dzo wy­godne - jest za­wsze z nami i za­wsze znaj­duje się tu i te­raz, ni­gdy w prze­szło­ści czy przy­szło­ści. Ko­mu­ni­kuje się z ota­cza­ją­cym je świa­tem za po­śred­nic­twem zmy­słów, a za­tem kiedy prak­ty­ku­jemy uważ­ność i po­sta­ramy się zsyn­chro­ni­zo­wać z na­szymi zmy­słami, w na­tu­ralny spo­sób osa­dzamy na­szą uwagę obec­nie - wy­star­czy więc po­słu­chać zmy­słów i po­dą­żyć za nimi. To uwolni nasz umysł od roz­pra­sza­ją­cych go roz­my­ślań o prze­szło­ści, która dawno mi­nęła, i przy­szło­ści, która jesz­cze się nie zda­rzyła. Po­zwoli nam do­świad­czyć ca­łego bo­gac­twa tego, co dzieje się w na­szym ży­ciu w da­nej chwili, bo na­prawdę po­świę­cimy temu uwagę. W ta­kim sta­nie cał­ko­wi­tej i peł­nej świa­do­mo­ści tego, co dzieje się tu i te­raz, mo­żemy na przy­kład peł­niej sma­ko­wać je­dze­nie, na­wią­zać głęb­szą więź z dziećmi, pra­co­wać wy­daj­niej i z więk­szą sa­tys­fak­cją, na­wet ostroż­niej pro­wa­dzić sa­mo­chód. Nie za­wsze zda­jemy so­bie sprawę, ja­kie koszty wiążą się z nie­po­świę­ca­niem świa­do­mej uwagi oto­cze­niu, a przy­naj­mniej dzieje się tak, do­póki nie za­czniemy bli­żej przy­glą­dać się temu, co dzieje się w na­szym umy­śle i w ży­ciu.

Każdy ze zmy­słów może po­słu­żyć jako ośro­dek sku­pie­nia uwagi na chwili obec­nej. Ro­zu­miemy, jak ważna jest więź, gdy mó­wimy na przy­kład: "bę­dziemy w kon­tak­cie", "stra­cić zmy­sły" albo "dojść do sie­bie". Je­śli ktoś za­cho­wuje się w spo­sób, który wska­zuje, że stra­cił kon­takt z rze­czy­wi­sto­ścią, mó­wimy, że "stra­cił zmy­sły" albo ła­god­niej - "buja w ob­ło­kach".

Różne formy me­dy­ta­cji po­zwa­lają sku­pić uwagę na in­nych rze­czach niż ciało, jak choćby na ob­ra­zach men­tal­nych, krót­kich stwier­dze­niach (afir­ma­cja), po­czu­ciu wy­ci­sze­nia (me­dy­ta­cja ci­szy) albo man­trach - wszyst­kie one mogą po­móc nam w uzy­ska­niu spo­koju, re­laksu, po­czu­cia więzi, we­wnętrz­nej ci­szy i spo­koju, zro­zu­mie­nia, wie­dzy o nas sa­mych, po­lep­sze­nia zdro­wia, wy­daj­no­ści, a w kon­tek­ście re­li­gij­nym - jed­no­ści z Bo­giem lub wła­snym ja. Wiele osób po­rów­nuje po­wta­rzalne mo­dli­twy do afir­ma­cji lub me­dy­ta­cji z man­trą. Wszyst­kie formy me­dy­ta­cji łą­czy to, że mogą nas uspo­koić i uszczę­śli­wić dzięki temu, że po­ma­gają sku­pić się na tym, co jest, i od­cią­gają uwagę od roz­my­ślań nad tym, czego nie ma.

Stan głę­bo­kiej uważ­no­ści można okre­ślić sta­nem cał­ko­wi­tej pro­stoty i na­tu­ral­no­ści. Jak to się mówi: kiedy mą­dry czło­wiek idzie, to po pro­stu idzie, kiedy sie­dzi - po pro­stu sie­dzi. Nic wię­cej się nie dzieje. Brzmi za­chę­ca­jąco? Po­doba ci się po­mysł, że mógł­byś ro­bić po pro­stu to, co ro­bisz - zaj­mo­wać się pracą czy roz­rywką - i nie mar­twić się o nic in­nego? Na­wet sku­pie­nie się przez pry­zmat uważ­no­ści na pro­ble­mie czy py­ta­niu to coś zu­peł­nie in­nego niż za­mar­twia­nie się. To pierw­sze jest roz­sądną czyn­no­ścią, zwią­zaną z by­ciem tu i te­raz, to dru­gie - głów­nie bez­ce­lo­wymi pro­jek­cjami na te­mat przy­szło­ści, która się nie zda­rzyła, ale w na­szej wy­obraźni na­biera re­al­nych kształ­tów.

W dal­szej czę­ści ni­niej­szego wpro­wa­dze­nia, a także w po­szcze­gól­nych roz­dzia­łach przyj­rzymy się bli­żej temu, z ja­kiego po­wodu umie­jęt­ność sku­pie­nia uwagi jest tak ważna dla na­szego szczę­ścia i zdro­wia. W tym celu spró­bu­jemy za­sto­so­wać re­guły uważ­no­ści do kon­kret­nych sy­tu­acji, ta­kich jak pro­blemy ze zdro­wiem psy­chicz­nym, próba po­lep­sze­nia sy­tu­acji za­wo­do­wej i ży­cio­wej, a także ła­go­dze­nie ob­ja­wów róż­nych do­le­gli­wo­ści i po­prawa kon­dy­cji fi­zycz­nej. Uważ­ność jest jak oszli­fo­wany dia­ment o wielu płasz­czy­znach - z każ­dej strony wy­gląda nieco ina­czej.

Gdzie i kiedy powstała teoria uważności?

Aby prak­ty­ko­wa­nie uważ­no­ści przy­nio­sło ja­kieś ko­rzy­ści, nie­po­trzebny jest kon­kretny sys­tem re­li­gijny czy fi­lo­zo­ficzny, czyli ja­kiś sys­tem wie­dzy i wie­rzeń, który może nam po­móc w spo­koj­niej­szym i szczę­śliw­szym ży­ciu, na­to­miast wie­dza na te­mat tego, jak uważ­ność wy­ro­sła z pew­nych tra­dy­cji, może po­móc nam w lep­szym jej zro­zu­mie­niu. Krótki rys hi­sto­ryczny do­ty­czący kon­tek­stu współ­cze­snej po­pu­lar­no­ści uważ­no­ści wy­ja­śni le­piej, czym ona jest i jak może się nam przy­słu­żyć.

Można by po­my­śleć, że uważ­ność po­wstała na ba­zie tra­dy­cji Wschodu, ale świat Za­chodu także ma bo­gatą hi­sto­rię prak­tyk kon­tem­pla­cyj­nych i wy­ci­sza­ją­cych umysł, na­wet je­śli przez wieki udało nam się stra­cić nieco kon­takt z tymi ko­rze­niami. Pi­sali o tym sta­ro­żytni Grecy, jak Pi­ta­go­ras, Pla­ton i So­kra­tes, tra­dy­cje ju­da­istyczne, chrze­ści­jań­skie i su­fic­kie także miały wła­sne prak­tyki me­dy­ta­cyjne. Może za­chodni świat od­ciął się od kon­tem­pla­cji w chwili, gdy ru­szył na pod­bój tego, co le­żało poza jego zna­nymi gra­ni­cami, za­miast zgłę­biać wła­sne wnę­trze i sta­rać się, żeby za­pa­no­wał w nim spo­kój? Może by­li­śmy i je­ste­śmy tak za­ab­sor­bo­wani ak­tyw­no­ścią i roz­ma­itymi za­ję­ciami - nie tylko na Za­cho­dzie, po­nie­waż do­ty­czy to w co­raz więk­szym stop­niu także Wschodu - że za­mie­ni­li­śmy po­czu­cie "być" na "mieć".

Po­goń za rze­czami ma­te­rial­nymi (do­ty­czą­cymi ze­wnętrz­nego wy­miaru ist­nie­nia), którą po­dej­mu­jemy, jakby te rze­czy były w sta­nie za­pew­nić głę­bo­kie, trwałe szczę­ście, pro­wa­dzi do za­niku praw­dzi­wego sensu ży­cia i jest czyn­ni­kiem wpły­wa­ją­cym na co­raz częst­sze wy­stę­po­wa­nie pro­ble­mów psy­chicz­nych. Nie jest moż­liwe wy­peł­nie­nie we­wnętrz­nej pustki na­gro­ma­dze­niem przed­mio­tów. Do nie­dawna, w więk­szym stop­niu w kra­jach Wschodu, być może ist­niał mniej­szy roz­dź­więk mię­dzy ży­ciem we­wnętrz­nym a ze­wnętrz­nym. Rdzenne ludy także prak­ty­ko­wały ry­tu­ały, które miały na celu na­wią­za­nie głę­bo­kiej więzi z ota­cza­ją­cym je świa­tem, nie tylko przez dzia­ła­nie, lecz także przez bez­ruch i ci­szę.

Współ­cze­sne od­ro­dze­nie za­in­te­re­so­wa­nia me­dy­ta­cją i tym, w jaki spo­sób - tu i te­raz - może nam po­móc, za­częło się od swego ro­dzaju prze­ni­ka­nia kul­tur, do ja­kiego do­szło w XIX wieku mię­dzy Wscho­dem a Za­cho­dem. Za­chód do­star­czył Wscho­dowi no­wych tech­no­lo­gii i za­pew­nił ogromny po­ten­cjał roz­woju eko­no­micz­nego, Wschód zaś prze­ka­zał Za­cho­dowi ważne idee fi­lo­zo­ficzne, jak te za­warte w po­cho­dzą­cych z In­dii sta­ro­żyt­nych we­dyj­skich tek­stach (na przy­kład Upa­ni­sza­dach czy Bha­ga­wad­gi­cie), a także prak­tyki w ro­dzaju jogi i me­dy­ta­cji, które z tych tek­stów się wy­wo­dziły. Ty­siące lat temu z tra­dy­cji we­dyj­skiej na­ro­dził się bud­dyzm i ob­da­ro­wał nas po­glą­dami fi­lo­zo­ficz­nymi, które po­mo­gły nam z więk­szym spo­ko­jem ak­cep­to­wać rze­czy­wi­stość, oraz prak­ty­kami me­dy­ta­cyj­nymi, które ak­tu­al­nie po­wszech­nie sto­suje "no­wo­cze­sna" za­chod­nia psy­cho­te­ra­pia, choćby nurt ak­cep­ta­cji i za­an­ga­żo­wa­nia. Skoro zja­wi­sko to jest tak po­wszech­nie ba­dane i prak­ty­ko­wane w wielu kul­tu­rach, musi to ozna­czać, że jest w nim coś na­prawdę uni­wer­sal­nego i waż­nego.

Fi­lo­zo­fia Wschodu wpły­nęła na wielu wiel­kich pi­sa­rzy i fi­lo­zo­fów Za­chodu, ta­kich jak Ralph Waldo Emer­son, Her­mann Hesse i przed­sta­wi­ciele trans­cen­den­ta­li­zmu. Uzna­wany po­wszech­nie za ojca współ­cze­snej psy­cho­lo­gii Wil­liam Ja­mes żywo in­te­re­so­wał się do­świad­cze­niami du­cho­wymi, ro­zu­mie­jąc, że zdol­ność tre­no­wa­nia i ukie­run­ko­wy­wa­nia uwagi jest nie­zbędna do opty­mal­nego funk­cjo­no­wa­nia i po­czu­cia szczę­ścia:

Umie­jęt­ność spro­wa­dze­nia z po­wro­tem od­pły­wa­ją­cej uwagi, wciąż od nowa, sta­nowi rdzeń trzeź­wo­ści osądu, cha­rak­teru i woli. Nikt nie jest com­pos sui [kom­pe­tentny], je­śli nie po­siadł tej zdol­no­ści. Edu­ka­cja, która wpa­ja­łaby ją uczniom, by­łaby to edu­ka­cja par excel­lence. Ła­twiej jed­nak zde­fi­nio­wać ten ideał niż udzie­lić prak­tycz­nych wska­zó­wek, jak go roz­wi­nąć[2].

Choć Za­chód uznał za ko­nieczne tre­no­wa­nie uwagi, prak­tyki zmie­rza­jące do wy­ci­sze­nia i wspo­mo­że­nia tego pro­cesu do­tarły do po­wszech­nej świa­do­mo­ści do­piero u schyłku XX wieku. Już u jego po­czątku związ­kiem mię­dzy psy­cho­lo­gią a du­cho­wo­ścią był za­cie­ka­wiony Carl Gu­stav Jung. Także wielcy na­ukowcy po­czątku i po­łowy XX wieku, tacy jak Al­bert Ein­stein, Ar­tur Scho­pen­hauer, Er­win Schrödin­ger i Wol­fgang Pauli, rów­nie żywo in­te­re­so­wali się za­równo wiel­kimi oraz bar­dzo prak­tycz­nymi dzie­łami i za­sa­dami fi­lo­zo­ficz­nymi Wschodu, jak i zja­wi­skami fi­zycz­nymi, które były ich główną do­meną.

Me­dy­ta­cja była i jest klu­czem do po­łą­cze­nia fi­lo­zo­fii spo­koju i szczę­ścia z ich prak­tycz­nym do­świad­cza­niem. Jej prak­tykę za­częto po­pu­la­ry­zo­wać na Za­cho­dzie pod ko­niec lat 50., kiedy to guru Ma­ha­ri­shi Ma­hesh Yogi po raz pierw­szy za­pre­zen­to­wał w Ka­li­for­nii me­dy­ta­cję trans­cen­den­talną, formę me­dy­ta­cji opartą na man­trach. Zdję­cia Be­atle­sów sie­dzą­cych u stóp swo­jego na­uczy­ciela w la­tach 60. głę­boko wryły się w świa­do­mość mło­dego po­ko­le­nia, które pra­gnęło głę­bo­kiego sensu ży­cia i chęt­nie kwe­stio­no­wało przy­jęte do­gmaty, nio­sąc prze­sła­nie, że me­dy­ta­cja to coś mod­nego i cool. W na­stęp­nej de­ka­dzie dok­tor Her­bert Ben­son z Uni­wer­sy­tetu Ha­rvarda roz­po­czął po raz pierw­szy na­ukowe ba­da­nia nad tym no­wo­cze­snym i mod­nym, a prze­cież sta­ro­żyt­nym zja­wi­skiem me­dy­ta­cji. Ludz­kie re­ak­cje na stres zo­stały wcze­śniej opi­sane przez dok­tora Hansa Se­ly­ego, który był twórcą ter­minu "stres" i już w roku 1936 za­czął pro­wa­dzić nad nim ba­da­nia, po czym w 1956 roku opu­bli­ko­wał książkę The stress of life. Ben­son zdał so­bie sprawę, że me­dy­ta­cja wy­wo­łuje re­ak­cję od­wrotną do re­ak­cji stre­so­wej, i w swo­jej po­pu­lar­nej książce po­świę­co­nej temu te­ma­towi nadał zja­wi­sku słynną dziś na­zwę re­ak­cji re­lak­sa­cyj­nej[3].

Wy­niki pierw­szych ba­dań były obie­cu­jące. Aż do lat 90. ubie­głego wieku me­dy­ta­cji jed­nak nie trak­to­wano jako pod­stawy psy­cho­te­ra­pii, choć sze­rzej po­jęta dzie­dzina na­uki, zwana me­dy­cyną umy­słu i ciała, a także jej główna od­noga, psy­cho­neu­ro­im­mu­no­lo­gia, w ciągu 40 lat stale zy­ski­wały na po­pu­lar­no­ści. Ro­snące zro­zu­mie­nie re­la­cji łą­czą­cej umysł i ciało z pew­no­ścią przy­czy­niło się do lep­szego wy­ja­śnie­nia zja­wi­ska uważ­no­ści. Co­raz więk­sze za­in­te­re­so­wa­nie me­dy­cyną umy­słu i ciała, ob­ser­wo­wane wśród osób zaj­mu­ją­cych się kon­wen­cjo­nalną, za­chod­nią me­dy­cyną na prze­strzeni ostat­niej de­kady czy dwóch, uto­ro­wało drogę gwał­tow­nemu wzro­stowi po­pu­lar­no­ści me­dy­ta­cji w ogóle, a szcze­gól­nie uważ­no­ści. Można wręcz po­wie­dzieć, że nie spo­sób w pełni zro­zu­mieć re­la­cję łą­czącą umysł i ciało bez zro­zu­mie­nia roli, jaką od­grywa w niej świa­do­mość - a więc uwaga. Co­raz więk­sze za­soby ba­dań na­uko­wych nad prak­ty­kami ta­kimi jak uważ­ność spra­wiły, że te ostat­nie prze­stały być ko­ja­rzone z hi­pi­sow­ską kul­turą lat 60. i wcze­śniej­szym, po­zo­sta­ją­cym pod moc­nym wpły­wem bud­dy­zmu po­ko­le­niem be­at­ni­ków z lat 50., a we­szły do głów­nego nurtu współ­cze­snej kul­tury i opieki zdro­wot­nej. Tym, czego na­prawdę po­trze­buje te­raz me­dy­cyna za­chod­nia, jest ko­lejny krok, czyli przej­ście od zro­zu­mie­nia re­la­cji umysł-ciało do wy­ja­śnie­nia re­la­cji świa­do­mość-umysł-ciało.

Klu­czowe ele­menty uważ­no­ści są obecne we wszyst­kich naj­waż­niej­szych tra­dy­cjach fi­lo­zo­ficz­nych i kul­tu­rach świata. Sama świa­do­mość ist­nie­nia w chwili obec­nej, świa­do­mość pro­stej czyn­no­ści od­dy­cha­nia, zwra­ca­nie uwagi czy też zdol­ność obiek­tyw­nego zdy­stan­so­wa­nia się do swo­ich my­śli i do­świad­czeń nie są czymś ty­po­wym dla Wschodu czy Za­chodu, to są uni­wer­salne do­świad­cze­nia. Każda kul­tura, wła­ści­wie każda jed­nostka ludzka w końcu to od­krywa i opi­suje na swój wła­sny spo­sób. Do współ­cze­snego wy­ko­rzy­sta­nia uważ­no­ści i ba­dań nad nią ogrom­nie przy­czy­nili się prak­tycy wy­wo­dzący się z tra­dy­cji bud­dyj­skiej, tacy jak Da­laj­lama, Mat­thieu Ri­card czy pio­nier wtór­nej po­pu­la­ry­za­cji uważ­no­ści Jon Ka­bat-Zinn, ale na­wet oni nie po­wie­dzie­liby, że czło­wiek musi być bud­dy­stą, aby żyć zgod­nie z tą ideą. Uważ­ność jest co­raz bar­dziej obecna w kul­tu­rze po­pu­lar­nej dzięki współ­cze­snym kla­sycz­nym tek­stom, ta­kim jak Po­tęga te­raź­niej­szo­ści Ec­kharta Tolle'a[4]. Za­sady uważ­no­ści są po­wszech­nie do­stępne - także dla cie­bie, te­raz, za­raz.

Co dalej?

Dzięki temu, że co­raz więk­sza liczba ba­da­czy i psy­cho­lo­gów za­czyna zgłę­biać uważ­ność na cał­kiem no­wym po­zio­mie, upa­dają ba­riery mię­dzy fi­lo­zo­fią, re­li­gią, na­uką i wie­dzą po­wszechną. Ich ba­da­nia mogą w co­raz więk­szym stop­niu po­ma­gać zwy­kłym lu­dziom w po­pra­wia­niu ja­ko­ści ich ży­cia po­przez umoż­li­wie­nie im zro­zu­mie­nia, co to zna­czy być uważ­nym i w jaki spo­sób może to po­móc zmniej­szyć po­czu­cie braku szczę­ścia, a na­wet wspo­móc le­cze­nie wielu za­gra­ża­ją­cych ży­ciu scho­rzeń. Omó­wimy to bar­dziej szcze­gó­łowo w dal­szej czę­ści książki.

Przy­kła­dowo, John Te­as­dale, Mark Wil­liams i Zin­del Se­gal wy­ko­rzy­stali opra­co­wany przez Jona Ka­bata-Zinna sys­tem re­duk­cji stresu po­przez me­dy­ta­cję uważ­no­ści (Mind­ful­ness-Ba­sed Stress Re­duc­tion, MBSR) i na jego ba­zie stwo­rzyli coś, co na­zwali te­ra­pią po­znaw­czą opartą na uważ­no­ści (Mind­ful­ness-Ba­sed Co­gni­tive The­rapy, MBCT), którą za­sto­so­wali z do­sko­na­łym skut­kiem w le­cze­niu de­pre­sji. Fi­lo­zo­fia Da­laj­lamy za­in­spi­ro­wała Da­vid­sona, La­sara i in­nych do na­uko­wego zba­da­nia neu­ro­bio­lo­gii kon­tem­pla­cji - sztuki wy­ci­sza­nia umy­słu - i jej wpływu na mózg. Efek­tem ich pracy jest po­wsta­nie In­sty­tutu Umy­słu i Ży­cia, or­ga­ni­zu­ją­cego kon­fe­ren­cje w wielu pla­ców­kach oświa­towo-ba­daw­czych na świe­cie[5]. Fa­scy­nu­ją­cym wpro­wa­dze­niem w ten te­mat dla każ­dego, kto chciałby zro­zu­mieć, czym jest neu­ro­pla­stycz­ność (a więc w jaki spo­sób pra­cuje i do­sto­so­wuje się nasz mózg w za­leż­no­ści od oto­cze­nia oraz tego, jak my­ślimy i dzia­łamy), jest książka Nor­mana Do­idge'a Mózg zmie­nia się sam[6].

Tak, zde­cy­do­wa­nie i cał­ko­wi­cie uwol­ni­li­śmy już z bu­telki fa­scy­nu­ją­cego dżina uważ­no­ści.

Rozdział 2

Podstawy uważności

Czy to już?

Pierw­sze dwie czę­ści tego roz­działu mogą być dla cie­bie bar­dzo in­te­re­su­jące, ale mogą też być cza­sami nie­przy­jem­nie fi­lo­zo­ficzne, je­śli chcesz - jak to mó­wią - pójść na skróty i jak naj­szyb­ciej przejść do prak­tyki uważ­no­ści. Te fi­lo­zo­ficzne frag­menty będą miały dla cie­bie wiele wię­cej sensu, gdy bę­dziesz już prak­ty­ko­wał uważ­ność. Je­żeli po­dej­rze­wasz, że na tym eta­pie nie bę­dziesz szcze­gól­nie za­in­te­re­so­wany fi­lo­zo­ficz­nymi ko­rze­niami i szer­szymi im­pli­ka­cjami uważ­no­ści, po pro­stu po­miń te czę­ści.

Ak­tyw­nym skład­ni­kiem uważ­no­ści jest umie­jęt­ność by­cia obec­nym i świa­do­mym tego, co się z tobą dzieje, bez po­zwa­la­nia uwa­dze od­pły­wać gdzieś w świat ma­rzeń - my­śle­nia o tym, co przy­tra­fiło ci się wczo­raj lub co może się przy­tra­fić ju­tro. To wła­śnie ozna­cza po­pu­larna prak­tyczna rada fi­lo­zo­ficzna, żeby "prze­bu­dzić się na sie­bie". In­struk­cje mó­wiące o tym, jak zwra­cać uwagę na to, co jest na­prawdę, a więc jak prze­bu­dzić do rze­czy­wi­sto­ści tego, kim na­prawdę je­steś, można zna­leźć w spi­sa­nej hi­sto­rii wielu, o ile nie wszyst­kich wiel­kich kul­tur i tra­dy­cji fi­lo­zo­ficz­nych świata. Ma to sens, je­śli przy­jąć, że uważ­ność ma zwią­zek z czymś istot­nym dla re­ali­za­cji ludz­kiego po­ten­cjału, zro­zu­mie­nia sie­bie i po­ko­na­nia cier­pie­nia.

Uważ­ność nie jest nową kon­cep­cją. Pra­wie na pewno prak­ty­ko­wa­łeś już uważ­ność in­tu­icyj­nie i spon­ta­nicz­nie na ja­kimś eta­pie swo­jego ży­cia, na­wet je­śli na­tkną­łeś się na nią przy­pad­kowo i nie wie­dzia­łeś, jak się na­zywa, ani na­wet - że ma ja­kąś na­zwę. To wspa­niały pa­ra­doks, że kiedy je­steś na­prawdę sku­piony, uważ­ność nie ma na­zwy ani jej nie po­trze­buje. Być może sta­łeś się uważny, kiedy pa­trzy­łeś na za­chód słońca lub na uśmie­cha­jące się dziecko i rze­czy­wi­ście je wi­dzia­łeś, nie chcia­łeś być ni­g­dzie in­dziej ani w żad­nej in­nej sy­tu­acji; a może do uważ­no­ści zmu­siła cię ja­kaś ka­ta­strofa, na przy­kład ock­ną­łeś się z pół­snu i zda­łeś so­bie sprawę, że za­raz zje­dziesz sa­mo­cho­dem z drogi - je­dyną rze­czą, jaką mia­łeś czas zro­bić, było świa­dome ra­to­wa­nie sie­bie po­przez rze­czy­wi­ste sku­pie­nie się na dro­dze, a nie my­śle­nie o tym, co po­wi­nie­neś lub mo­głeś zro­bić albo kie­dyś zro­bi­łeś.

Nie­stety czę­sto czło­wiek nie zdaje so­bie sprawy z tego, czego mogą go na­uczyć chwile uważ­no­ści. Jak po­wie­dział Win­ston Chur­chill: "Raz na ja­kiś czas zda­rzy ci się ze­tknąć z prawdą, ale więk­szość z nas po­trafi się po­zbie­rać po tym wy­da­rze­niu i po­gnać da­lej, jakby nic się nie stało". Je­śli nie bę­dziesz uważny, do two­jego wła­snego ży­cia także mogą mieć za­sto­so­wa­nie słowa Chur­chilla in­ter­pre­tu­jące hi­sto­rię świata: po pro­stu "jedna prze­klęta rzecz za drugą".

Nie panikuj!

Uważ­ność to po pro­stu na­zwa nadana cze­muś, co znasz już tak do­brze, że wła­ści­wie nie po­trze­buje na­zwy. Można przy­wo­łać ogromną liczbę cy­ta­tów, które po­cho­dzą z wiel­kich tra­dy­cji fi­lo­zo­ficz­nych i po­mogą przy­po­mnieć so­bie to, co już wiesz, na po­zio­mie głęb­szym niż to, czego może już do­świad­czy­łeś, a co jest nie­zbędne do ludz­kiej eg­zy­sten­cji. Za­nim cof­niesz się z nie­sma­kiem, choć bez uważ­no­ści, przed wi­szą­cymi już w po­wie­trzu cu­dzy­sło­wami, po­myśl o sło­wach wiel­kiego współ­cze­snego fi­lo­zofa Do­uglasa Adamsa po­cho­dzą­cych z książki Au­to­sto­pem przez ga­lak­tykę: "Nie pa­ni­kuj!". Wiel­kie tra­dy­cje fi­lo­zo­ficzne i li­te­rac­kie tego świata czę­sto ko­rzy­stają z ale­go­rii i me­ta­for, by wy­ja­śnić to, co nie­wy­tłu­ma­czalne, i warto o tym pa­mię­tać, żeby przy­po­mnieć so­bie, co chcą ci po­wie­dzieć. Bo­daj naj­słyn­niej­sza wy­po­wiedź w ca­łej li­te­ra­tu­rze an­giel­skiej (a może i świa­to­wej), mo­no­log Ham­leta z dra­matu Wil­liama Szek­spira, za­czyna się prze­cież sło­wami: "Być albo nie być, oto jest py­ta­nie".

Py­ta­nie: "Jak być sobą?" jest praw­dziwe tak samo te­raz, jak było wtedy. Tak dużą część ży­cia spę­dzasz, chcąc być gdzieś in­dziej, sta­ra­jąc się być kimś in­nym lub pra­gnąc prze­nieść się w ja­kieś inne czasy. Wła­śnie do tej po­zba­wio­nej uważ­no­ści tę­sk­noty za tym, czego nie masz, umie­jęt­nie od­wo­łują się re­kla­mo­dawcy i po­li­tycy, by ma­ni­pu­lo­wać kon­su­men­tami i wy­bor­cami. To sta­ro­żytna tak­tyka: zwo­dzić lu­dzi, by uwie­rzyli, że chcą tego, czego nie mają i ni­gdy nie będą mieć - cze­goś in­nego.

Za­miast mieć uważ­ność za ezo­te­ryczną kon­cep­cję bez od­nie­sie­nia do co­dzien­no­ści, po­wi­nie­neś ra­czej po­strze­gać ją jako kurs sa­mo­obrony, tyle że dla zdro­wia psy­chicz­nego. W miarę jak co­raz bar­dziej kom­pli­kuje się współ­cze­sna rze­czy­wi­stość, co­raz ła­twiej za­po­mi­namy, jak po pro­stu być tam, gdzie się jest (tu­taj), i tym, kim się jest (sobą), oraz prze­ży­wać ży­cie wtedy, kiedy się zda­rza (te­raz). Biedny Ham­let, tak jak każdy z nas, nie był do końca przy­tomny, po­zwa­la­jąc się na­wie­dzać du­chom przod­ków, ni­gdy więc nie na­uczył się re­ago­wać z uważ­no­ścią na ak­tu­alne etapy swo­jego ży­cia. Okre­ślał swoje my­śli jako nieco po­gma­twane czy ra­czej - uży­wa­jąc bar­dziej po­etyc­kiego ję­zyka Szek­spira - "zbite z wy­tknię­tej ko­lei". Brzmi zna­jomo?

Wła­ści­wie wy­jąt­kowo ła­two jest pa­no­wać nad my­ślami, choć jest to też oczy­wi­ście bar­dzo trudne:

[...] umysł - jakże roz­bie­gany i nie­stały, jakże trudny do upil­no­wa­nia i opa­no­wa­nia. [...] Praw­dzi­wie cu­dow­nym jest opa­no­wa­nie umy­słu, tak trud­nego do okieł­zna­nia, za­wsze pręd­kiego w chwy­ta­niu wszyst­kiego, czego tylko za­pra­gnie. Opa­no­wany umysł przy­nosi szczę­ście. [...] Skryty w ja­skini (serca) [...] umysł wę­druje da­leko i po­ru­sza się sam. Ci, co okieł­znają ten umysł, są wy­zwa­lani z wię­zów Mary[1].

Dhammapada z tradycji buddyjskiej

Gdy­byś mógł po­świę­cić tylko kilka mi­nut na prak­tykę uważ­no­ści, być może na­uczy­łaby cię naj­wyż­szej prawdy o tym, co przy­to­czony cy­tat mówi o ka­pry­śno­ści ludz­kiego umy­słu. Także o tym, że chce on usta­wicz­nie ucie­kać, by do­łą­czyć do wiel­kiego cyr­ko­wego wi­do­wi­ska w swoim wła­snym świe­cie ma­rzeń, który uważa za re­alny tak długo, jak długo jego wła­ści­ciel się nie prze­bu­dzi. W two­jej gło­wie ist­nieje rów­no­le­gły wszech­świat, a może "strefa mroku" - pełna na­dziei, nie­po­ko­jów i lę­ków - i od­wraca twoją uwagę od praw­dzi­wego ży­cia. Jak wy­nika z przy­to­czo­nych już w roz­dziale 1 ba­dań prze­pro­wa­dzo­nych na Ha­rvar­dzie: "[...] umysł ludzki ma skłon­ność do wę­dro­wa­nia, ale umysł wę­dru­jący to umysł nie­szczę­śliwy. Umie­jęt­ność my­śle­nia o tym, co nie dzieje się tu i te­raz, jest wiel­kim osią­gnię­ciem po­znaw­czym, ale wiąże się z emo­cjo­nal­nymi kosz­tami"[2]. Jak wy­ja­śnimy bar­dziej szcze­gó­łowo póź­niej, cała sztuka - je­śli cho­dzi o opa­no­wa­nie umy­słu, wszyst­kich jego my­śli i emo­cji - po­lega nie tyle na pró­bach kon­tro­lo­wa­nia go, ile na na­ucze­niu się, jak nie po­zwo­lić, żeby on kon­tro­lo­wał cie­bie. Klu­czem do sa­mo­kon­troli nie jest zma­ga­nie się z tym, czego do­świad­czasz, ale pa­ra­dok­sal­nie za­pa­no­wa­nie nad tym po­przez nie­podej­mo­wa­nie prób za­pa­no­wa­nia nad tym. Walka jest mę­cząca i znie­chę­ca­jąca, spra­wia tylko, że szyb­ciej za­pa­dasz się w ru­chome pia­ski nie­spo­koj­nych, ze­stre­so­wa­nych roz­my­ślań. Tym­cza­sem uważne nie­an­ga­żo­wa­nie się przy­nosi spo­kój i wol­ność, bo po­maga wy­do­stać się cał­ko­wi­cie z tej pu­łapki

Jak wspo­mniano w roz­dziale 1, istot­nym ele­men­tem uważ­no­ści jest waga tego, co tu i te­raz. Nie spo­sób tak na­prawdę żyć gdzie­kol­wiek i kie­dy­kol­wiek in­dziej. Już na­wet przyj­mu­jąc wy­obra­że­nia o prze­szło­ści i przy­szło­ści za rze­czy­wi­ste, two­rzysz ilu­zję, że prze­szłość i przy­szłość na­prawdę ist­nieją, ale na­wet my­śli o prze­szło­ści i przy­szło­ści mają miej­sce tu i te­raz. Chwila obecna jest waż­niej­sza, niż mo­głoby się wy­da­wać. Znaj­dziesz w niej nie tylko uwol­nie­nie się od brze­mie­nia prze­szło­ści czy przy­szło­ści - co jest klu­czowe dla zro­zu­mie­nia na­tury de­pre­sji czy lęku - ale także mą­drość. Na przy­kład:

Kto zdo­bywa do­bre imię, ten je zy­skuje dla sie­bie. Kto po­siadł na­ukę [...], ten ma za­pew­niony ży­wot wieczny. Prze­budź się do rze­czy­wi­sto­ści w po­nad­cza­so­wej chwili wiecz­nej te­raź­niej­szo­ści.

Pirke Awot z tradycji żydowskiej

Rów­nież Pla­ton w swoim dziele Ti­ma­jos okre­ślił czas jako ilu­zję, "ob­raz pięk­nej wiecz­no­ści". Rze­czy­wi­ście w mo­men­tach, kiedy je­steś na­prawdę obecny - być może dla­tego, że zo­ba­czy­łeś coś tak pięk­nego, że aż za­mar­łeś, może dla­tego, że je­steś "w tran­sie" dzia­ła­nia - czas wy­daje się na­prawdę stać w miej­scu. Może sły­sza­łeś opo­wieść o tym, że ko­muś na­gle udało się zro­bić coś, czemu wcze­śniej by nie spro­stał, albo sam prze­ży­łeś coś ta­kiego. Ist­nieje wiele ta­kich hi­sto­rii, jak na przy­kład te­ni­si­sty Ro­gera Fe­de­rera, który mó­wił o sta­nie, gdy mecz wy­daje się roz­gry­wać sam, albo pły­waczki Shane Gould, we­dług któ­rej nie­kiedy za­wody sta­wały się miej­scem nie­skoń­czo­nych moż­li­wo­ści, poza cza­sem i prze­strze­nią. Rów­nież wielu zwy­kłych lu­dzi do­świad­czało ta­kich sta­nów, jak choćby star­sza pani, która zna­la­zła w so­bie na­gle siłę, żeby ze­pchnąć z uwię­zio­nego krew­niaka przy­gnia­ta­jący go sa­mo­chód.

Ży­cie jest ulotne. Stale zmie­nia­jące się jak w ka­lej­do­sko­pie do­świad­cze­nia, za­równo we­wnętrzne, jak i ze­wnętrzne, są fak­tem, a im prę­dzej przy­wyk­niesz do tej istot­nej ce­chy ludz­kiej eg­zy­sten­cji, tym le­piej się po­czu­jesz. Nie masz żad­nego wy­boru, tak jak nie ma go nikt inny, je­śli cho­dzi o ist­nie­nie nie­sta­ło­ści sta­no­wią­cej fun­da­ment świata, i nie zmieni tego żadne ży­cze­niowe my­śle­nie. Jak ujął to su­ficki po­eta Omar Chaj­jam:

Ru­chomy Pa­lec pi­sze; i z na­pi­sa­nego Su­nie da­lej: ni skut­kiem mą­drego, ni czynu po­boż­nego Nie skło­nisz go, by wy­kre­ślił choćby pół li­nijki, A żadne łzy twoje nie zmyją ni słowa jed­nego.

Omar Chajjam, Rubajaty

Mo­żesz zde­cy­do­wać, ja­kie bę­dzie twoje na­sta­wie­nie do barw­nego i zmien­nego ko­ro­wodu ży­cia: mo­żesz wy­brać, czy sta­nie się on operą my­dlaną, czy wiel­kim dzie­łem sztuki rze­czy­wi­sto­ści. Nad­mierne przy­wią­za­nie do przed­mio­tów, my­śli, emo­cji i wy­da­rzeń w wielu tra­dy­cjach fi­lo­zo­ficz­nych okre­śla się jako źró­dło wszyst­kich ludz­kich nie­szczęść:

Osoba kon­tem­plu­jąca przed­mioty zmy­słów roz­wija do nich przy­wią­za­nie. Z tego przy­wią­za­nia ro­dzi się po­żą­da­nie, a z po­żą­da­nia po­cho­dzi złość. Ze zło­ści po­wstaje złu­dze­nie, a ze złu­dze­nia chaos w pa­mięci. Gdy w pa­mięci pa­nuje chaos, za­nika in­te­li­gen­cja, a gdy in­te­li­gen­cja zo­staje stra­cona, upada się z po­wro­tem w ma­te­rialne ba­joro.

Bhagawadgita z indyjskiej tradycji wedyjskiej

Pró­bu­jemy trzy­mać się kur­czowo tego, co w ży­ciu lu­bimy, a ucie­kać od tego, co nam się nie po­doba, ale - choć to zro­zu­miałe i wy­nika z do­brych in­ten­cji - to wła­śnie jest przy­czyną na­szych kło­po­tów. Kiedy to, czego chcesz się trzy­mać, lub to, co pró­bu­jesz od­py­chać, staje się w da­nej chwili rze­czy­wi­sto­ścią, to i jedna, i druga po­stawa może pro­wa­dzić do wy­bu­chu lęku i ka­ta­strofy. Aby za­znać spo­koju i szczę­ścia, trzeba za­ak­cep­to­wać to, co ci się nie po­doba, skoro już się po­ja­wia, a po­zwo­lić odejść temu, co lu­bisz, kiedy nad­szedł czas, żeby ode­szło. Nie­stety ty­powe do­świad­cze­nia wska­zują też, że to, co od­py­chamy, czę­sto jest dla nas ko­rzystne (jak choćby re­gu­larny sport czy je­dze­nie wa­rzyw), trzy­mamy się zaś rze­czy nie­ko­niecz­nie do­brych, jak nad­miar te­le­wi­zji i cze­ko­lady. Nie­przy­wią­zy­wa­nie się po­zwala po­dej­mo­wać in­te­li­gent­niej­sze de­cy­zje i le­piej de­cy­do­wać o tym, jak bar­dzo chcemy się o to sta­rać, a także uczy, jak w końcu się uwol­nić i po­czuć za­do­wo­le­nie.

To oczy­wi­ste, że ży­cie i to, czego do­świad­czasz, pod­le­gają w każ­dej chwili prze­mia­nom. Na tym po­lega na­tura prze­mi­ja­nia, o któ­rej przy­po­mina tak wiele tra­dy­cji fi­lo­zo­ficz­nych. Wszystko mi­nie, na­wet ko­rek uliczny, na­wet ból zęba, cho­ciaż Szek­spir twier­dził, że "jesz­cze nie było mę­drca na tej ziemi, co by cier­pli­wie ból zę­bów wy­trzy­mał". Nie­mniej jed­nak jest ja­sne, że każdy ma w so­bie coś, co stale ob­ser­wuje ten ko­ro­wód zda­rzeń. We­wnętrzny ob­ser­wa­tor jest nie­zmienny po­śród cią­gle zmie­nia­ją­cych się oko­licz­no­ści. Ten aspekt ludz­kiego umy­słu, który przy­gląda się wy­da­rze­niom, to świa­do­mość. We wszyst­kich tra­dy­cjach fi­lo­zo­ficz­nych pod­kre­śla się wagę umie­jęt­no­ści roz­róż­nia­nia tego, co prze­mi­ja­jące, i tego, co trwałe. Można to na­wet uznać za istotę mą­dro­ści. Osa­dze­nie w tym aspek­cie je­ste­stwa, które jest trwałe i spo­kojne na­wet w sa­mym środku po­zor­nej ka­ta­strofy, od dawna uznaje się za ele­ment lep­szego zdro­wia psy­chicz­nego i szczę­ścia. Można po­wie­dzieć, że ide­al­nie ci­che oko cy­klonu to ty sam.

Na­wet szczę­śliwe ży­cie nie może mieć miej­sca bez pew­nej miary ciem­no­ści i słowo "szczę­śliwy" stra­ci­łoby swoje zna­cze­nie, gdyby nie było zrów­no­wa­żone smut­kiem. O wiele le­piej jest przyj­mo­wać rze­czy ta­kimi, ja­kimi się po­ja­wiają, z cier­pli­wo­ścią i spo­ko­jem.

Carl Gustav Jung

Wszystko to może po­zo­sta­wać je­dy­nie fi­lo­zo­ficzną abs­trak­cją, je­śli nie wy­ko­rzy­stasz w prak­tyce po­wyż­szej mą­dro­ści. Skupmy się te­raz na tym - oczy­wi­ście z od­po­wied­nią uważ­no­ścią.

Komu może pomóc uważność?

Jak już wspo­mnie­li­śmy, uważ­ność jest jak dia­ment o wielu płasz­czy­znach. O tym, jak można wy­ko­rzy­stać ją w kon­kret­nych sy­tu­acjach ży­cio­wych, po­wiemy w ko­lej­nych roz­dzia­łach, ale warto tu­taj za­mie­ścić krótką za­po­wiedź. Czę­sto my­śli się o uważ­no­ści jako o ćwi­cze­niu re­lak­sa­cyj­nym, po­nie­waż re­lak­sa­cja bywa kon­se­kwen­cją jej prak­ty­ko­wa­nia. To jed­nak przede wszyst­kim ćwi­cze­nie uwagi, a re­laks jest ra­czej efek­tem ubocz­nym (choć mile wi­dzia­nym). Lu­dzie czę­sto in­te­re­sują się uważ­no­ścią, po­nie­waż po­doba im się po­mysł, że będą mo­gli ła­twiej się zre­lak­so­wać lub le­piej ra­dzić so­bie ze stre­sem i nie­po­ko­jem. Z jed­nej strony jest to przy­datne, ale z dru­giej może sta­no­wić pro­blem. Je­śli zbyt­nio sku­pisz się na celu, któ­rym jest re­laks, może się oka­zać, że bę­dziesz bar­dzo spięty i sfru­stro­wany, je­śli prak­tyka nie bę­dzie prze­bie­gać po two­jej my­śli i nie da efek­tów tak szybko, jak tego ocze­ku­jesz.

Słynne, zu­peł­nie po­zba­wione uważ­no­ści py­ta­nie - a wła­ści­wie li­sta py­tań - Barta Simp­sona: "To już tu­taj?", "To już tu­taj?", "To już tu­taj?" za­zwy­czaj koń­czy się stre­sem i dla niego, i dla nas, je­śli w ten spo­sób po­dej­dziemy do cze­go­kol­wiek, na­wet do re­laksu. Dą­że­nie do każ­dego celu, choć zro­zu­miałe i atrak­cyjne z za­ło­że­nia, jest prze­ci­wień­stwem prak­tyki uważ­no­ści. Sku­pia się bo­wiem na przy­szło­ści, pod­czas gdy uważ­ność do­ty­czy chwili obec­nej. Wszyst­kie przy­jemne i nie­przy­jemne do­świad­cze­nia nie­uchron­nie zja­wią się i odejdą, li­czy się tylko to, ja­kie masz do nich na­sta­wie­nie. Je­śli na­uczysz się re­ago­wać ze spo­ko­jem na swoje lęki i na­pię­cia, po­może ci to nie wzmac­niać ich wpływu, kiedy się po­ja­wią. Będą przy­cho­dziły i od­cho­dziły ła­twiej, a ty nie bę­dziesz mu­siał się nimi przej­mo­wać. Je­śli za­cho­wasz uważ­ność bez względu na to, co dzieje się do­okoła, ge­ne­ro­wane przez mózg niby-ka­ta­strofy mogą oka­zać się naj­lep­szymi na­uczy­cie­lami.

Je­żeli spo­kój za­cho­wasz, choćby go stra­ciliUbo­dzy du­chem, cie­bie oskar­ża­jąc;[...]Je­żeli triumf i po­rażkę w ży­ciu na­po­tkaneJed­nako przyj­mu­jesz oba te złu­dze­nia[...]Lub gmach swego ży­cia, co ru­nął w nów,Bez słowa skargi wznieść bę­dziesz miał siły[3].

Rudyard Kipling, Jeżeli

Je­śli te rze­czy, któ­rych zwy­kle sta­rasz się uni­kać, po­tra­fisz za­ak­cep­to­wać jako oka­zje do in­nego współ­ist­nie­nia z nimi, na­prawdę ła­two, szybko i na­tu­ral­nie uczy­nisz wielki krok w kie­runku osią­gnię­cia szczę­ścia i po­koju.

Uważ­ność z po­wo­dze­niem sto­suje się, aby po­móc oso­bom cier­pią­cym na różne scho­rze­nia, w tym prze­wle­kły ból i de­pre­sję. Re­ago­wa­nie uważ­no­ścią na ży­cie au­to­ma­tycz­nie ob­niża także po­ziom lęku oraz wielu to­wa­rzy­szą­cych mu sta­nów. Ak­cep­ta­cja wszyst­kich do­świad­czeń zde­cy­do­wa­nie przy­nie­sie ko­rzy­ści oso­bom cier­pią­cym na do­le­gli­wo­ści, które mogą - choć nie mu­szą - czy­nić ży­cie nie­zno­śnym. Cza­sem tą do­le­gli­wo­ścią jest samo ży­cie, a wła­ści­wie to, jak się na nie re­aguje. Uważ­ność ma więc wiele ogrom­nie istot­nych prak­tycz­nych za­sto­so­wań, na przy­kład w dzie­dzi­nie:

zdro­wia psy­chicz­nego - za­po­biega na­wro­tom de­pre­sji, lę­kowi, za­bu­rze­niom z ata­kami pa­niki, stre­sowi, wspo­maga re­gu­la­cję emo­cjo­nalną i zwięk­sza in­te­li­gen­cję emo­cjo­nalną, po­pra­wia ja­kość snu, jest uży­teczna w te­ra­pii za­bu­rzeń oso­bo­wo­ści i uza­leż­nień; neu­ro­lo­gii - służy w te­ra­pii zmian struk­tu­ral­nych i funk­cjo­nal­nych w mó­zgu, wspo­maga neu­ro­ge­nezę (zwięk­sza­nie zdol­no­ści mó­zgu do wy­twa­rza­nia no­wych ko­mó­rek mó­zgo­wych), po­pra­wia funk­cjo­no­wa­nie wy­ko­naw­cze, zwięk­sza prze­pływ krwi i praw­do­po­dob­nie za­po­biega de­men­cji, te­ra­pii kli­nicz­nej - zwal­cza ból, ła­go­dzi ob­jawy, wspo­maga me­ta­bo­lizm, po­maga ra­dzić so­bie z cho­ro­bami ta­kimi jak rak oraz przy zmia­nach hor­mo­nal­nych i ge­ne­tycz­nych; wy­daj­no­ści - w spo­rcie, na­uce, pracy (na sta­no­wi­skach kie­row­ni­czych); du­cho­wo­ści - po­maga osią­gnąć głę­boki spo­kój, wgląd w sie­bie, po­czu­cie in­te­gral­no­ści.

Je­śli uważ­ność po­strzega się je­dy­nie jako ćwi­cze­nie po­ma­ga­jące ra­dzić so­bie ze stre­sem, wiele osób może z niej zre­zy­gno­wać lub uznać, że nie jest istotna, skoro w da­nej chwili nie do­świad­czają stresu. Uważ­ność jest jed­nak pro­stą umie­jęt­no­ścią, która ma wiele róż­nych za­sto­so­wań i ko­rzyst­nych efek­tów. Po­maga nie tylko ra­dzić so­bie z cho­ro­bami i ob­ja­wami, lecz także le­piej zro­zu­mieć sa­mego sie­bie, co rów­nież po­zy­tyw­nie wpływa na sa­mo­po­czu­cie i wspiera lep­sze wy­ko­rzy­sta­nie swo­jego po­ten­cjału. Uważ­ność to umie­jęt­ność, która ma ogólne ży­ciowe za­sto­so­wa­nie i z któ­rej może sko­rzy­stać każdy.

Z jakimi innymi terapiami lub tradycjami medycznymi wiąże się uważność?

Uważ­ność jest waż­nym ele­men­tem wielu in­nych po­dejść te­ra­peu­tycz­nych i te­ra­pii. Na przy­kład joga i tai-chi to w rów­nej mie­rze tre­ning fi­zyczny i tre­ning uważ­no­ści, ćwi­czący umysł do tego, aby był świa­domy, ale nie re­ak­tywny. Także w in­nych for­mach fi­zjo­te­ra­pii, jak na przy­kład me­toda Fel­den­kra­isa czy tech­nika Ale­xan­dra, wy­ko­rzy­stuje się ele­menty uważ­no­ści. Już kil­ka­dzie­siąt lat temu, cho­ciaż wtedy ter­min "uważ­ność" nie był jesz­cze w po­wszech­nym uży­ciu, wpro­wa­dzono do te­ra­pii sek­su­olo­gicz­nej ćwi­cze­nia sek­su­alno-sen­so­ryczne, któ­rych ce­lem miało być ode­rwa­nie uwagi pa­cjenta od tremy i lęku przed po­rażką oraz po­moc w peł­niej­szym za­an­ga­żo­wa­niu się w kon­takt in­tymny i pły­nące z niego po­czu­cie więzi. Ta prak­tyka może mieć na­wet ko­rze­nie w sta­ro­żyt­nym san­skryc­kim pod­ręcz­niku sztuki mi­ło­snej Ka­ma­su­trze.

Prak­tyki kon­tem­pla­cyjne i tra­dy­cje fi­lo­zo­ficzne wno­szą zna­czący wkład do współ­cze­snej psy­cho­lo­gii i psy­cho­te­ra­pii, choćby w for­mie wspo­mnia­nych wcze­śniej tech­nik MBSR i MBCT. Tre­ning umie­jęt­no­ści zgłę­bia­nia tego, co kryje się za my­ślami, po­maga le­piej zro­zu­mieć wła­sny umysł i pie­lę­gno­wać w spo­sób bar­dziej świa­domy jego po­ten­cjał. Wiele kon­cep­cji i grup bada na przy­kład moż­li­wość za­sto­so­wa­nia bud­dy­zmu w no­wo­cze­snej psy­cho­te­ra­pii, a kli­niki le­cze­nia bólu sto­so­wały w pro­wa­dzo­nej te­ra­pii prak­tyki uważ­no­ści na długo przed tym, za­nim ta tech­nika z dnia na dzień stała się tak po­pu­larna.

Uważ­ność jest też waż­nym ele­men­tem te­ra­pii w nur­cie ak­cep­ta­cji i za­an­ga­żo­wa­nia oraz te­ra­pii dia­lek­tyczno-be­ha­wio­ral­nej, sto­so­wa­nych w le­cze­niu wielu pro­ble­mów psy­chicz­nych, w tym tych, które uwa­żano za naj­trud­niej­sze do po­ko­na­nia, ta­kich jak uza­leż­nie­nia czy oso­bo­wość typu bor­der­line. Fakt, że uważ­ność jest po­je­dyn­czą umie­jęt­no­ścią o sze­roki za­kre­sie wy­ko­rzy­sta­nia, su­ge­ruje, że sta­nowi ona istotną część ludz­kiego or­ga­ni­zmu, o któ­rej na­leży pa­mię­tać i którą warto sto­so­wać na wiele róż­nych spo­so­bów.

Co dalej?

W na­stęp­nym roz­dziale zaj­miemy się prak­tycz­nymi ko­rzy­ściami pły­ną­cymi z uważ­no­ści w ży­ciu co­dzien­nym. Bę­dzie to do­ty­czyło mię­dzy in­nymi me­dy­ta­cji uważ­no­ści oraz za­sad stra­te­gii po­znaw­czych na niej opar­tych. Omó­wimy je bar­dziej szcze­gó­łowo w ko­lej­nych roz­dzia­łach, ba­da­jąc wy­ko­rzy­sta­nie uważ­no­ści w kon­kret­nych sy­tu­acjach i przy kon­kret­nych pro­ble­mach zdro­wot­nych.