Rozdział 1 Jak nie uczymy się o pieniądzach - luka edukacyjna
Przed kilkoma laty mój starszy syn miał na lekcji matematyki temat "Monety i banknoty". Druga klasa. Pewnego popołudnia wracam do domu, a moja żona mówi do mnie:
- Kochanie, tam coś pani napisała w zeszycie.
- Co takiego?
- Tu jest napisane, że masz zadzwonić do pani Patrick.
Przyznaję, napisała to bardzo uprzejmie: "Czy mógłby się Pan ze mną skontaktować?". Moja żona jedynie wyraziła to po swojemu. A więc dzwonię do pani Patrick.
- Dzień dobry, pani Patrick, tu Philipp Müller. Napisała pani w zeszycie, że mamy się z panią skontaktować.
- Och - odpowiada - to cudownie, że pan dzwoni.
W tym miejscu trzeba dodać, że prawie mogłaby być moją córką. Jest niezwykle zaangażowaną osobą i podziwiam ją za to, że tak wspaniale o wszystko dba.
- Czy mamy jakiś problem?
- Cóż - mówi - rozmawialiśmy dzisiaj o pieniądzach. Jako pomoc dzieci miały monety i banknoty do wydrukowania, odpowiednie dla drugiej klasy. Czyli wszystkie monety oraz piątki, dziesiątki i dwudziestki. I wtedy państwa syn się zgłosił i mówi przy całej klasie: "Brakuje mi pięćdziesiątek, setek, dwusetek, pięćsetek".
- Okej - mówię, i domyślam się, co mogło nastąpić potem. Dobrze, że to właśnie ja dzwonię.
- A ja mu na to odpowiedziałam - kontynuuje pani Patrick - "To nie jest jeszcze dla ciebie".
Tu muszę się uśmiechnąć. Wiem, że mój syn jest takim samym mądralą jak ja.
- I wtedy on powiedział...
Pani Patrick chce mówić dalej, ale wchodzę jej w słowo.
- Wiem, co powiedział.
Cisza. Mam wrażenie, że upłynęła cała minuta.
- Powiedział, że bardzo lubi pięćsetki, prawda? - dopowiadam wesoło.
Głos pani Patrick nie brzmi już tak spokojnie, raczej trochę ostro i z oburzeniem, ale jednocześnie z troską.
- Dlaczego on je tak bardzo lubi? Powiedział: "Pięćsetka to mój ulubiony banknot, a na drugim miejscu dwusetka!".
Przez chwilę kalkuluję: początek drugiej klasy, jeszcze trzy lata matematyki z panią Patrick. Pomyśl, Filipie, w jaki sposób przekażesz swoje przesłanie, by miało ono wartość pedagogiczną? Mówię zatem:
- Pani Patrick, dobrze pani wie, że zawodowo zajmuję się pieniędzmi, ja także jestem nauczycielem, tyle że ja uczę dorosłych, i to uczę ich pieniędzy. Dlatego czasem również w domu rozmawiamy o pieniądzach, a pewnego razu mój syn chciał zobaczyć wszystkie banknoty. Usiedliśmy więc razem przy kuchennym stole, a ja bardzo starannie rozłożyłem wszystkie banknoty, jakie tam były: pięćsetkę, dwusetkę, setkę. I on wtedy powiedział: "Tato, pięćsetka ma moc!".
W telefonie znowu cisza, ale w oddechu mojej rozmówczyni słyszę pewną nerwowość. Może myśli, że się z niej nabijam? Wiem więc, że muszę to jeszcze jakoś wyprostować.
- Pani Patrick, oczywiście nie może pani nic na to poradzić, bo musi pani realizować program nauczania. Ale uważam, że uczenie dziecka, że pięćdziesiątka, setka, dwusetka i pięćsetka nie są dla dzieci, kiedy chce się im wytłumaczyć system monetarny, jest całkowicie błędnym założeniem pedagogicznym. A to dlatego, że dzieci gromadzą informacje, nie wartościując ich, a następnie zaczynają szukać dowodów na to, że to, czego się właśnie nauczyły, jest właściwe. Poza tym dzieci od małego powinny uczyć się czegoś dokładnie przeciwnego: że pieniądze, nawet duże pieniądze, są dla nich. Aby już teraz pomyślały o tym, co mogą zrobić, żeby mieć taką pięćsetkę. A za kilka lat, może za dziesięć, oczywiście zrobią coś, aby zarobić te pieniądze, które wtedy będą czymś jak najbardziej dla nich i bez których nie będą mogły się obyć, aby móc dobrze żyć, zdobywać dobre wykształcenie i wykonywać jakąś sensowną pracę.
Rozmowa telefoniczna nieuchronnie dobiega końca. Pani Patrick za dużo już nie mówi i żegnamy się uprzejmie. Mam nadzieję, że udało mi się przekazać to, co chciałem, i nie wypadłem zbyt pretensjonalnie. Być może skłoniło ją to do refleksji. Ja również się zamyśliłem.
Czy bogaci ludzie są bufonami, snobami i rekinami finansowymi?
Kim jestem teraz w jej oczach? Bogatym bufonem, który tak pławi się w pieniądzach, że może beztrosko rozrzucać wokół siebie pięćsetki dla zabawy z dziećmi i takiej pogardliwej wobec pieniędzy postawy uczy nawet swojego syna? A może jestem w jej oczach aroganckim bogatym snobem, który nauczycielce ciężko pracującej na swoją pensję z bezczelnymi uczniami chce wyjaśnić, jak powinna wyglądać lekcja matematyki? Albo jednym z tych cwanych rekinów finansowych, którzy sprytnymi lub nawet nielegalnym metodami zarobili dużo pieniędzy? Takie myśli nie byłyby niczym dziwnym, gdyż bufon, snob i rekin finansowy to powszechne negatywne określenia dla ludzi z dużą ilością pieniędzy. To oczywiście nie zachęca, by chcieć dołączyć do tej grupy. I te określenia są niewłaściwe, ale o tym powiem więcej później.
Teraz chciałbym najpierw wyjaśnić, jakie konsekwencje - dla każdego z osobna i dla nas jako społeczeństwa - ma fakt, że w taki sposób uczy się o pieniądzach w szkole.
Świadectwo ubóstwa: nie uczymy się niczego o pieniądzach
Po rozmowie telefonicznej z nauczycielką w mojej głowie zaczęły się kłębić myśli. A ponieważ temat ten jest dla mnie bardzo istotny, wyraźniej niż inni dostrzegam, że my nigdzie nie uczymy się o pieniądzach i większość z nas w związku z tym nie ma o nich pojęcia. Jest to smutny fakt, który mnie na przemian martwi i irytuje, a czasem wywołuje gorycz. Co by się stało, gdyby położyć kres finansowemu nieuctwu w szkołach, gdzie pieniądz sprowadza się tylko do banknotów i monet, a nauczyciele o ograniczonym w zakresie finansów myśleniu strofują tę garstkę dzieci, które wybiegają myślami w przyszłość? Co mogłoby się zmienić dla ludzi, gdyby w szkołach odbywała się prawdziwa edukacja finansowa?
Kilka tygodni później przyszła mi nagle do głowy myśl, która przez krótką chwilę wydała mi się wręcz zuchwała, ale zaraz potem całkiem realistyczna: co by było, gdyby wszędzie w szkołach uczono prawidłowego stosunku do pieniędzy i dobrych nawyków finansowych? Jakie szanse zyskałyby na przykład dzieci z biednych środowisk? I czy akurat ja mógłbym być tym, który zapoczątkuje tę edukację finansową w szkołach, aby nie ograniczała się jedynie do liczenia monet? Teraz, a nie dopiero za 30 lat, powinno się coś w szkołach zmienić!
Wraz z producentką filmów dla szkół, która uczęszczała na seminarium w mojej Akademii Inwestycyjnej, zaplanowałem wprowadzić do niemieckich szkół film edukacyjny. Już samo planowanie było bardzo interesujące: najpierw ściągnęliśmy z internetu programy nauczania wszystkich 16 krajów związkowych. Tak przy okazji: są to materiały jawne i ty też możesz to zrobić. Przeszukaliśmy programy nauczania wszystkich klas pod kątem hasła "pieniądze". Podczas tych działań jeszcze wyraźniej dostrzegliśmy ubóstwo w pełnym jego zakresie: w całym cyklu dydaktycznym przeciętnego niemieckiego ucznia jest około 15 do 20 godzin na temat pieniędzy - i to wszystko.
Warto zauważyć, że w kwestii pieniędzy pozostawiono nas ze strony szkoły zupełnie samych sobie i jest to naprawdę niezwykły fakt, biorąc pod uwagę, że żyjemy w systemie kapitalistycznym. Tak na marginesie uważam, że jest to katastrofa. Jest tylko tych kilka godzin o pieniądzach, które rządzą naszym światem. O pieniądzach, które są podstawą naszego kapitalistycznego systemu gospodarczego. O pieniądzach, bez których nie moglibyśmy przeżyć i pozostać w zdrowiu, bez których nie mielibyśmy co jeść i nie mielibyśmy dachu nad głową. O pieniądzach, które na okrągło zajmują ludzi, przez które ludzie cierpią, które wstrząsają rynkami finansowymi, powodują korupcję, kłamstwa i skandale. O pieniądzach, które doprowadzają ludzi do samobójstw, podżegają do morderstw i wojen, rozpalają chciwość, która doprowadza do ruiny nie tylko jednostki, ale także firmy i całe kraje lub z niektórych czyni multimiliarderów. Oczywiście, to nie pieniądze sprawiają to wszystko, tylko to, co z tych pieniędzy robimy; a więc to, co sami pieniądzom przypisujemy.
Pieniądze powinny być osobnym przedmiotem szkolnym.
Dopiero kilka lat temu zauważyłem tę lukę w kształceniu finansowym, choć sam miałem takie doświadczenia jako dziecko i nastolatek. To pokazuje mi, jak bardzo w systemie szkolnictwa, a tym samym jako społeczeństwo, aż po chwilę obecną jesteśmy oddaleni od oczywistego i pozbawionego uprzedzeń stosunku do pieniędzy. A potem zastanawiamy się, dlaczego tak niewiele osób jest naprawdę zamożnych... Gdyby wziąć pod uwagę, jak bardzo pieniądze opanowały nasze życie, politykę i wszelkiego rodzaju decyzje na świecie, to pieniądze powinny być osobnym przedmiotem szkolnym. Jak matematyka, język ojczysty czy angielski i biologia. Zamiast tego jest to śmieszny dodatek do matematyki w pierwszej lub drugiej klasie.
Ale nie tylko temat pieniędzy i finansów w ścisłym tych pojęć znaczeniu wydaje się być całkowicie zapomniany. Brakuje również takich zagadnień, jak: kupowanie, sprzedaż, kapitalizm, podatki, oszczędzanie, darowizny, odsetki, giełda i czytanie bilansów. Także inne ważne tematy, które są z nimi powiązane w szerszym kontekście, takie jak komunikacja, rozwój osobowości, retoryka, przedsiębiorczość, negocjacje, inspirowanie innych i przewodzenie im, są dla ministerstw edukacji mniej ważne niż najdłuższa rzeka Afryki, starożytność Grecji czy krzyżówki muszki owocówki w celu określenia genotypu na lekcjach biologii. Brakuje prawie wszystkiego, czego dzieci mogłyby się nauczyć, by przygotować się do pełnego sukcesów, a to znaczy przede wszystkim pozbawionego ograniczeń życia. Do życia w samym środku kapitalistycznego, napędzanego pieniędzmi systemu.
Także później ta potrzeba nie ustaje: każdy, nawet w dorosłym życiu, w kwestii finansów potrzebuje coachów, trenerów, mentorów i wzorów do naśladowania. Ja również zawsze szukałem mentorów, którzy byli bardziej zaawansowani w tym temacie niż ja. Takim wzorem do naśladowania w ramach własnej społeczności może być osoba odnosząca największe sukcesy, od której się uczymy, jak sprzedawać. Sprzedawania, prezentowania i mówienia będzie się musiał nauczyć w pewnym momencie każdy, kto chce zarabiać dobre pieniądze.
Miejsce edukacji finansowej jest w szkołach
Ja - lub my - możemy dalej oburzać się na system szkolnictwa. Robiłem to w tej książce przez dwie lub trzy strony. Odhaczone. Lepiej jednak zadać sobie pytanie, co sami możemy zrobić. Ja na przykład pracuję nad utworzeniem w całej przestrzeni niemieckojęzycznej ośrodków, w których naucza się o pieniądzach. Dobra edukacja finansowa powinna być dostępna dla jak największej liczby dorosłych. Również już dla nastolatków. Dlatego cieszę się za każdym razem jak dziecko, gdy rodzice przyprowadzają do nas swojego nastoletniego syna lub córkę na kurs z zakresu finansów. Ujmując to słowami jednego z zadowolonych uczestników: "Te dwa dni kursu więcej znaczyły dla rozwoju mojego syna niż cała jego nauka w szkole w ciągu ostatnich ośmiu lat".
Dla tej właśnie idei kompleksowej edukacji finansowej piszę też tę książkę i w tym celu wciąż pracuję nad projektem najbliższym mojemu sercu: "Miejsce nauki o pieniądzach jest w szkołach". Rozpowszechnienie filmu edukacyjnego we wszystkich szkołach w Niemczech z różnych powodów na razie się nie udało, tak jak chyba nie udało mi się przekonać przez telefon pani Patrick do mojego stanowiska. Ale jeszcze się uda, jestem tego pewien. Gorąco pragnę tego projektu, aby absolwenci szkół już w wieku 16 lub 18 lat wiedzieli, czym są pieniądze, jak mogą zarabiać dobre pieniądze i że jest to możliwe dla każdego, także dla ludzi z biednych środowisk, dla zadłużonych gospodarstw domowych i dla tych, którzy w naszym społeczeństwie postrzegają siebie jako przegranych i takimi się czują.
Poszukaj sobie mentora za pieniądze!
Chcę, by wszystkie dzieci uczyły się o pieniądzach, nie dopiero jako dorośli, gdy zbiec się musi wiele szczęśliwych okoliczności, aby się nauczyć: on lub ona musi się jakoś tego dowiedzieć, zainteresować się tym, nie dać się zniechęcić przez wiele stereotypów.
Proszę, wyświadcz sobie przysługę i poszukaj sobie mentora w tej dziedzinie. A jeśli już absolutnie nie chcesz sam tego robić, przynajmniej poszukaj honorowego doradcy, który nie otrzymuje prowizji za pośrednictwo na przykład w obrocie funduszami akcji lub ubezpieczeniami, ale jest wynagradzany bezpośrednio za swoje usługi doradcze. Jest to wprawdzie coś innego niż zarządzanie własnymi finansami zupełnie na własną rękę, ale nie każdy ma ochotę iść tą bardzo odpowiedzialną drogą, a niektórzy w dodatku nie mają na to czasu. To i tak lepsze rozwiązanie niż oddanie swoich pieniędzy w ręce tradycyjnego doradcy finansowego, albo jeszcze gorzej - doradcy bankowego.
Niezależnie od tego, jaka jest twoja droga do większych kompetencji związanych z pieniędzmi: z luki w edukacji finansowej wynika przede wszystkim świadomość, że nie mogliśmy się tego nauczyć.
Zawrzeć pokój z samym sobą
Nam wszystkim nikt nie pokazał, na jakiej zasadzie działają pieniądze, ponieważ wszyscy nauczyliśmy się pieniędzy od ludzi, którzy nic o pieniądzach nie wiedzą. Wprawdzie kulejąca edukacja finansowa stanowi sama w sobie dramat, jednak prowadzi nas do poniższej pomocnej wiedzy: gdy już zrozumiemy, że to nie nasza wina, nie moja, nie twoja jako jednostki, że nie wiemy nic o pieniądzach, wtedy łatwiej nam zawrzeć pokój z samym sobą: jeżeli nie radzisz sobie zbyt dobrze z pieniędzmi, jeżeli być może masz długi lub nie wystarcza ci pieniędzy na najpotrzebniejsze rzeczy lub jeżeli nie możesz sobie pozwolić na trochę radości, odpoczynku, relaksu i ułatwień w twoim życiu, to możliwa jest taka przyczyna, że nie mogłeś się do tej pory nauczyć, jak to jest z tymi pieniędzmi. Nikt ci tego nie pokazał. Więc to nie twoja wina.
Kto zawrze pokój ze swoim stanem aktualnym, może się rozwijać.
Z całego serca pragnę, abyś zawarł teraz pokój z samym sobą. Bo bardzo dobrze wiem, jak to jest nie mieć z czymś spokoju. Pierwszym krokiem do zmiany jest zawsze uświadomienie sobie czegoś, a następnie zrozumienie, dlaczego jest się takim, jakim się jest. Tylko wtedy możemy zawrzeć pokój z tym niekochanym stanem faktycznym i powiedzieć: jest dobrze tak, jak jest. Od tego momentu możemy iść dalej.
Znam to raczej z innych dziedzin życia. Na przykład stoję przed lustrem, patrzę na siebie z profilu i myślę: mój brzuch wystaje aż tam, gdzie nie powinien. To dlatego mój brzuch jeszcze nie zniknął. Z długami, zbyt małą gotówką i zazdrością o bogatych jest dokładnie tak samo. Tak długo, jak będziemy patrzeć w lustro i mówić: "Jestem za niska, za wysoka, za gruba, za chuda, mam obwisły brzuch czy też biust" albo: "Mam długi i wstydzę się tego, bo to moja wina", tak długo nie będziemy się zmieniać, bo ciągle walczymy z samym sobą. Ciśnienie powoduje przeciwciśnienie.
Musimy zacząć akceptować siebie z całego serca i kochać siebie takimi, jakimi jesteśmy teraz. W przeciwnym razie nawet nie ma co próbować stać się bogatym. A częścią akceptacji, w tym wypadku, jest przyznanie, że nie byliśmy jeszcze w stanie nauczyć się pieniędzy. Głównie dlatego napisałem ten cały długi rozdział o luce w edukacji finansowej.
To, że zachęcam cię do zawarcia pokoju z twoim obecnym stanem finansowym, nie oznacza oczywiście, że musi tak pozostać. Możesz nauczyć się pieniędzy ode mnie i tutaj, z tej książki. Po pierwsze chodzi przede wszystkim o to, żeby nastąpił rozwój w zakresie działań finansowych, podejścia do pieniędzy i własnej osobowości finansowej, i to w kierunku dostatku pieniędzy. Przez całą książkę przewija się następująca podstawowa idea:
To osobowość prowadzi, pieniądze idą za nią.
Taka jest kolejność, nigdy na odwrót. Rozwój osobisty wymaga czasu, gotowości do rozwoju i metod, by robić postępy i nie ponosić porażek z powodu blokad lub niepotrzebnie długich przestojów. W miarę dojrzewania osobowości finansowej możesz stopniowo robić coraz więcej dobrego, aby otwierać nowe możliwości finansowe, generować dochody i gromadzić majątek. Możesz zdobywać nowe doświadczenia i uczyć się odnajdywać własną drogę. Może zaczniesz od nowych form budowania majątku. Od nieruchomości, oszczędzania, inwestowania na giełdzie. Ważne jest, abyś odpowiedzialnie podążał ścieżką, która ci odpowiada i która zapewni ci wystarczająco dużo pieniędzy, abyś mógł dobrze żyć, nawet na starość. Nie każdy musi zostać milionerem, milionerką, nie o to chodzi. Nie chcę tego nikomu obiecywać, to byłoby niepoważne. Ale możesz sobie świetnie radzić, mając wystarczająco dużo pieniędzy, aby dobrze żyć. I teraz następuje ważne zdanie:
W ramach naszego systemu gospodarczego i finansowego zasadniczo możliwe jest posiadanie wystarczającej ilości pieniędzy na dobre życie.
Teraz, kiedy już pogodziłeś się z obecnym stanem rzeczy, możesz również uczynić pieniądze jednym z tych zagadnień, które cię interesują. Teraz naprawdę się w to zagłębimy, najpierw w podstawy systemu finansowego: co to są pieniądze? W jaki sposób są dzielone? Jak mógłby wyglądać model pieniądza przyszłości?