Twoja witalność na co dzień. Jak znaleźć siłę w stresie i szczęście w smutku - Samantha Boardman

Kup ebooka

39.90 zł
31.12 zł (31,12 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZ­DZIAŁ 3

OD­POR­NOŚĆ PRZEZ MAŁE O

Dwie nie­dawne roz­mowy, które prze­pro­wa­dzi­łam, uświa­do­miły mi, że w na­szej kul­tu­rze nad­używa się słowa o d p o r n o ś ć. Naj­pierw fry­zjer po­le­cił mi nowy szam­pon wzmac­nia­jący od­por­ność wło­sów, a po­tem we­te­ry­narz za­su­ge­ro­wał, że moja suczka, Pana, po­winna być bar­dziej "od­porna" w kon­tak­tach z in­nymi psami (jest ra­czej pło­chliwa).

Na­to­miast w cza­sie gdy ro­bi­łam spe­cja­li­za­cję z psy­chia­trii, po­ję­cie od­por­no­ści pra­wie się nie po­ja­wiało. Wtedy nie uwa­żano jej za umie­jęt­ność, którą można na­być czy roz­wi­jać. Pa­no­wało prze­ko­na­nie, że każdy, kto do­brze ra­dzi so­bie z traumą czy ze stratą, albo jest mar­gi­nal­nym wy­jąt­kiem, albo wy­piera tra­ge­dię. Je­śli wdowa nie oka­zy­wała "wy­star­cza­ją­cego" smutku, po­strze­gano ją jako osobę ozię­błą lub ko­goś, kto nie do­pusz­cza do sie­bie faktu, że stra­cił naj­bliż­szą osobę. W na­szej kul­tu­rze "we­soła wdówka" od dawna jest przed­mio­tem plo­tek i wzbu­dza po­dejrz­li­wość. De­tek­tywi w kry­mi­na­łach na­uczyli nas ob­ser­wo­wać wdowę po ofie­rze, bo naj­drob­niej­szy prze­jaw ra­do­ści może świad­czyć o tym, że jest mor­der­czy­nią!

Pod­czas stu­diów do­wie­dzia­łam się, że każdy, kto prze­szedł ży­ciową traumę, wy­maga in­ter­wen­cji w po­staci le­ków albo te­ra­pii, żeby po­ra­dzić so­bie ze stre­sem. Ba­da­nia wy­ka­zały jed­nak, że wcale tak nie jest. Psy­cho­log Geo­rge A. Bo­nanno[1] udo­wod­nił, że po przej­ścio­wym kry­zy­sie więk­szość lu­dzi funk­cjo­nuje w za­sa­dzie nor­mal­nie. Są w sta­nie wró­cić do pracy. Ich związki się nie roz­pa­dają. Na­dal po­tra­fią do­świad­czać po­zy­tyw­nych emo­cji, ta­kich jak mi­łość czy wdzięcz­ność. Żyją nor­mal­nie i po­dej­mują nowe wy­zwa­nia. In­nymi słowy, wielu do­brze so­bie ra­dzi.

W sze­roko za­kro­jo­nych ba­da­niach Bo­nanna wzięli udział: czło­wiek, który ucier­piał w ata­kach je­de­na­stego wrze­śnia, miesz­kańcy Hong­kongu do­tknięci epi­de­mią SARS, bo­ry­ka­jący się z chro­nicz­nym stre­sem miesz­kańcy te­ry­to­rium pa­le­styń­skiego oraz lu­dzie po stra­cie part­nera. Nie­sa­mo­wite jest to, że naj­częst­szą od­po­wie­dzią na traumę jest wła­śnie od­por­ność. Oka­zuje się, że od­por­ność jest normą, a nie wy­jąt­kiem.

Ten ro­dzaj od­por­no­ści okre­ślam mia­nem od­por­no­ści przez duże O - to ad­ap­ta­cja w ob­li­czu ży­cio­wej tra­ge­dii, za­gro­że­nia lub po­waż­nych stre­so­rów. Ba­da­nia prze­pro­wa­dzone w gru­pie by­łych jeń­ców wo­jen­nych i cy­wi­lów, któ­rzy do­świad­czyli głę­bo­kich kry­zy­sów psy­cho­lo­gicz­nych, po­mo­gły na­ukow­com zi­den­ty­fi­ko­wać czyn­niki uła­twia­jące lu­dziom wyj­ście z traumy[2]. Są wśród nich:

- zdol­ność re­ali­stycz­nego pla­no­wa­nia i re­ali­za­cji pla­nów;

- po­zy­tywny ob­raz sie­bie;

- wiara we wła­sne umie­jęt­no­ści i siły;

- zdol­no­ści ko­mu­ni­ka­cyjne i umie­jęt­ność roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów;

- zdol­ność ra­dze­nia so­bie z sil­nymi emo­cjami i im­pul­sami.

Od­por­ność przez duże O do­ty­czy wy­cho­dze­nia z ży­cio­wych traum, które są sto­sun­kowo rzad­kie. Psy­chia­trzy po­winni po­świę­cać wię­cej uwagi od­por­no­ści przez małe o. To ona po­maga sta­wiać czoło co­dzien­no­ści. Jak pi­sał An­toni Cze­chow, byle idiota po­ra­dzi so­bie z kry­zy­sem, ale to co­dzien­ność nas do­bija. Po prze­ba­da­niu po­nad ty­siąca dwu­stu osób[3] stwier­dzono, że u tych, które de­kla­rują dużo co­dzien­nych kło­po­tów, ry­zyko przed­wcze­snej śmierci wzra­sta trzy­krot­nie. To tyle, je­śli cho­dzi o Nie­tz­sche­ań­ską mak­symę: "Co nas nie za­bije, to nas wzmocni".

LU­DZIE: RZEP KON­TRA TE­FLON

Coś, co dla jed­nego jest pro­ble­mem, komu in­nemu może w ogóle nie prze­szka­dzać. Ko­niecz­ność wy­pro­wa­dze­nia psa na spa­cer można uznać za uciąż­liwy obo­wią­zek lub przy­jem­ność w za­leż­no­ści od po­gody, pory dnia, sto­sunku do psa czy na­sta­wie­nia do zbie­ra­nia kup. Pro­blemy, tak jak piękno, są su­biek­tywne.

Lu­dzie róż­nie re­agują także na źró­dła stresu. Nie­któ­rych ła­twiej wy­pro­wa­dzić z rów­no­wagi, są bar­dziej "re­ak­tywni" - tak psy­chia­trzy i psy­cho­lo­go­wie okre­ślają osoby re­agu­jące bar­dziej ne­ga­tyw­nie. Kiedy coś idzie nie po ich my­śli, lu­dzie re­ak­tywni czę­ściej się ob­wi­niają, bar­dziej się de­ner­wują i wy­co­fują z ży­cia, gdyż czują się przy­tło­czeni. Trud­niej im też po­zbyć się ne­ga­tyw­nych emo­cji. Kon­se­kwen­cje nie­przy­jem­nego zda­rze­nia - kłótni z ko­legą w pracy albo korka na dro­dze - utrzy­mują się długo i mogą ze­psuć cały dzień... a na­wet kilka dni.

Pro­fe­sor Da­vid Al­me­ida wy­dzie­lił dwa typy ludz­kie: rzep i te­flon. "Lu­dzie rzepy długo no­szą w so­bie żal i urazę - stre­sor się do nich przy­cze­pia i pod ko­niec dnia na­dal są wście­kli i na­bur­mu­szeni. Osób typu te­flon stres się po pro­stu nie trzyma, bły­ska­wicz­nie o nim za­po­mi­nają. W dłuż­szej per­spek­ty­wie to lu­dzie rzepy po­no­szą ne­ga­tywne skutki zdro­wotne stresu", tłu­ma­czy pro­fe­sor Al­me­ida. Pro­fe­sor wraz z ze­spo­łem[4] prze­pro­wa­dził na Uni­wer­sy­te­cie Stanu Pen­syl­wa­nia dzie­się­cio­let­nie ba­da­nia, wy­ka­zu­jąc, że lu­dzie, któ­rzy ła­two się stre­sują[5], a po­tem długo roz­pa­mię­tują ne­ga­tywne emo­cje, czę­ściej cier­pią na bóle, reu­ma­tyzm, za­bu­rze­nia krą­że­nia i cho­roby psy­chiczne.

Zna­joma ba­daczka hi­sto­rii na­uki po­wie­działa mi kie­dyś, że w XVII wieku na­ukowcy uwa­żali, że złość czy nerwy pro­wa­dzą do do­słow­nego za­go­to­wa­nia krwi. Dziś wiemy, że krew się nie go­tuje, ale w kon­tak­cie ze stre­so­rem w ciele za­cho­dzą zmiany fi­zjo­lo­giczne. Tętno przy­spie­sza, ci­śnie­nie wzra­sta, nad­ner­cza wy­dzie­lają kor­ty­zol. Je­śli nie prze­sta­jesz my­śleć o tym, co cię ze­stre­so­wało, or­ga­nizm pod­trzy­muje re­ak­cję stre­sową.

Stres przy­cze­pia się do cie­bie jak rzep. I psuje nie tylko na­strój - ne­ga­tywne emo­cje wpły­wają na za­cho­wa­nia i mogą pro­wa­dzić do ogra­ni­cze­nia ak­tyw­no­ści fi­zycz­nej, złych wy­bo­rów ży­wie­nio­wych, wy­co­fa­nia się z ży­cia spo­łecz­nego, stra­te­gii uni­ko­wych i za­bu­rzeń snu. A kon­se­kwen­cje za­go­to­wa­nej krwi by­wają dłu­go­trwałe. Być może za­brzmi to ab­sur­dal­nie, ale to, jak za­re­agu­jesz na man­dat dziś, wpły­nie na twoje zdro­wie za dzie­sięć lat.

Dla­czego nie­któ­rzy de­ner­wują się ła­twiej niż inni? Nie bez zna­cze­nia jest tem­pe­ra­ment. U lu­dzi wy­soko wraż­li­wych ne­ga­tywne emo­cje po­ja­wiają się czę­ściej, są sil­niej­sze i utrzy­mują się dłu­żej. Zmę­cze­nie, brak wi­tal­no­ści i emo­cjo­nalne wy­czer­pa­nie za­ostrzają re­ak­cje stre­sowe.

Wszy­scy mie­wamy złe dni i wiemy, z czego się skła­dają - z za­kłó­ceń, pro­ble­mów, kon­flik­tów, ne­ga­tyw­nych my­śli, złych wie­ści... Li­sta jest długa. Ale co po­pra­wia nam na­strój i po­maga zwal­czać stres? Na­ukowcy z Uni­wer­sy­tetu w Ro­che­ster ba­dali te za­gad­nie­nia i od­kryli trzy czyn­niki (choć trudno w to uwie­rzyć, nie ma wśród nich cze­ko­lady). Bu­do­wa­nie wi­tal­no­ści wy­maga re­gu­lar­nego za­spo­ka­ja­nia trzech pod­sta­wo­wych po­trzeb[6]. Są to:

1. Au­to­no­mia

To po­czu­cie, że sam de­cy­du­jesz o swoim za­cho­wa­niu i swo­bod­nie po­dej­mu­jesz de­cy­zje. Sta­nowi prze­ci­wień­stwo sy­tu­acji, w któ­rej czu­jemy się kon­tro­lo­wani jak pionki na sza­chow­nicy. Po­czu­cie au­to­no­mii chroni przed fru­stra­cją i nie­za­do­wo­le­niem. Wy­maga ak­tyw­no­ści, pla­no­wa­nia i po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji, które są od­zwier­cie­dle­niem two­ich war­to­ści.

2. Kom­pe­ten­cja

To po­czu­cie sku­tecz­no­ści w dzia­ła­niu. Do­ty­czy sze­roko za­kro­jo­nych dzia­łań, ta­kich jak pro­jekty za­wo­dowe, i drob­nych czyn­no­ści, jak sła­nie łóżka czy upra­wia­nie hobby. Kom­pe­ten­cja chroni przed po­czu­ciem bez­na­dziei.

3. Przy­na­leż­ność i więź

To do­świad­cze­nie bli­sko­ści i związku z oto­cze­niem. Im wię­cej głę­bo­kich roz­mów czło­wiek prze­pro­wa­dza, im bar­dziej czuje się ro­zu­miany i do­ce­niany, tym sil­niej­sze ma po­czu­cie łącz­no­ści z part­ne­rem i przy­ja­ciółmi.

Zgod­nie z teo­rią au­to­de­ter­mi­na­cji, opra­co­waną przez Eda De­ciego i Ri­charda Ry­ana, re­ali­za­cja tych trzech pod­sta­wo­wych po­trzeb jest nie­zbędna do roz­woju, po­czu­cia in­te­gral­no­ści i zdro­wia. Ana­liza tych po­trzeb wy­ja­śnia, dla­czego - co ni­kogo nie zdziwi - lu­dzie są szczę­śliwsi w week­endy. Mają wtedy wię­cej oka­zji do kon­tak­tów z in­nymi (po­czu­cie więzi), mniej obo­wiąz­ków i czę­ściej dzia­łają z wła­snej ini­cja­tywy (po­czu­cie au­to­no­mii) niż w dzień po­wsze­dni (po­czu­cie kom­pe­ten­cji utrzy­muje się na mniej wię­cej sta­łym po­zio­mie przez cały ty­dzień). Je­śli w ty­go­dniu świa­do­mie po­dej­miesz dzia­ła­nia, które zwięk­szają au­to­no­mię i wzmac­niają więzi spo­łeczne, zła­go­dzisz efekt co­dzien­nej ru­tyny. I prze­sta­niesz nie­na­wi­dzić po­nie­dział­ków.

Na po­czątku na­szej zna­jo­mo­ści Gina przy­po­mi­nała mi Kła­po­uchego z Ku­bu­sia Pu­chatka - była smutną mal­kon­tentką. Po­wie­działa, że taka się uro­dziła, że ma to po matce, która też jest wiecz­nie ze­stre­so­wana, cią­gle się za­mar­twia i źle znosi wszelką kry­tykę czy od­rzu­ce­nie. Wra­ca­jąc do me­ta­fory rzepu - Gina była rze­pem ge­ne­tycz­nym. W in­ter­ne­to­wym te­ście wy­szło jej, że ma oso­bo­wość "skraj­nie neu­ro­tyczną". Przy­jęła ten wy­nik bez dys­ku­sji i za­ło­żyła, że taki już jej los. Wszę­dzie znaj­do­wała po­twier­dze­nie, że tak wła­śnie jest - z ar­ty­kułu w pra­sie do­wie­działa się na przy­kład, że lu­dzie mają w miarę stałe usta­wie­nia emo­cjo­nalne, a do­bro­stan jest de­ter­mi­no­wany ge­ne­tycz­nie. "Prze­czy­ta­łam, że je­śli wy­gram los na lo­te­rii albo mnie spa­ra­li­żuje, po kilku mie­sią­cach znów będę do­kład­nie tak samo nie­szczę­śliwa", po­wie­działa.

Gina zgło­siła się do mnie, bo cier­piała na pro­blemy ze snem - nie in­te­re­so­wała jej zmiana, bo prze­cież w nią nie wie­rzyła. Inni le­ka­rze za­le­cali me­dy­ta­cję i jogę. Spró­bo­wała, ale, jak twier­dziła, me­dy­to­wa­nie tylko jesz­cze bar­dziej ją stre­so­wało, a od jogi bo­lały ją plecy. Pe­wien spe­cja­li­sta po­ra­dził jej usu­nąć te­le­wi­zor z sy­pialni, co uznała za ab­surd, cho­ciaż ge­ne­ra­tory bia­łego szumu ją de­ner­wo­wały.

Ja ob­ra­łam inną stra­te­gię. Za­miast sku­piać się wy­łącz­nie na tym, jak Gina mo­głaby ogra­ni­czyć stres, po­pro­si­łam, żeby za­sta­no­wiła się nad czyn­no­ściami, które zwięk­szy­łyby jej po­czu­cie kon­troli, więzi mię­dzy­ludz­kich i kom­pe­ten­cji. Mu­siały być dla niej ważne i wy­pły­wać z jej ini­cja­tywy.

Oma­wia­ły­śmy różne opcje, aż wresz­cie Gina po­sta­no­wiła za­jąć się swoim snem. Miała wpro­wa­dzić wie­czorny ry­tuał, który roz­po­czy­nała go­dzina wy­ci­sze­nia. O dwu­dzie­stej pierw­szej za­no­siła pi­lota od te­le­wi­zora oraz te­le­fon do kuchni. Po­sta­no­wiła też zre­zy­gno­wać z die­te­tycz­nej coli i kawy po po­łu­dniu. Zde­cy­do­wała po­nadto, że do­łą­czy do grupy po­ran­nych bie­ga­czy i wy­zna­czyła so­bie cel, że prze­bie­gnie milę w sześć mi­nut.

Na efekty nie trzeba było długo cze­kać: Gina za­częła prze­sy­piać noce, jej sa­mo­po­czu­cie w ciągu dnia też się po­pra­wiło, bo była wy­po­częta i an­ga­żo­wała się w czyn­no­ści, które za­spo­ka­jały jej po­trzebę au­to­no­mii, kom­pe­ten­cji i więzi. Była po­god­niej­sza i mniej gwał­tow­nie re­ago­wała na stres. Choć na lo­te­rii ge­ne­tycz­nej wy­padł jej rzep, z dnia na dzień upo­dab­niała się do te­flonu. Geny nie­wąt­pli­wie nas kształ­tują, ale, jak po­ka­zuje przy­pa­dek Giny, czło­wiek nie spro­wa­dza się do ge­nów. To, jak spę­dzamy czas, wpływa na to, kim je­ste­śmy.

RO­BIĆ Z IGŁY WI­DŁY

Przez lata moją główną stra­te­gią te­ra­peu­tyczną, oprócz do­bie­ra­nia le­ków, była kon­cen­tra­cja na pro­ce­sach my­ślo­wych i uczu­ciach pa­cjen­tów. Za­chę­ca­łam ich do re­flek­sji, żeby le­piej ro­zu­mieli sie­bie i swoje we­wnętrzne kon­flikty. Kiedy tra­fiała do mnie osoba z de­pre­sją, sta­nami lę­ko­wymi albo w głę­bo­kim stre­sie, za­kła­da­łam, że źró­dło pro­blemu tkwi w jej mó­zgu czy umy­śle.

W wy­padku tych, któ­rych przy­tła­czała co­dzien­ność, sku­pia­łam się na ogra­ni­cza­niu stresu. Długo oma­wia­li­śmy, co im do­skwiera, żeby osła­bić kon­flikt i zła­go­dzić jego kon­se­kwen­cje. W ra­zie po­trzeby prze­pi­sy­wa­łam zol­pi­dem na kło­poty ze snem oraz we­nla­fak­synę z odro­biną klo­na­ze­pamu na na­pady pa­niki czy stany lę­kowe. Na ob­jawy de­pre­sji za­le­ca­łam bu­pro­pion.

Kiedy by­łam mała, moja uko­chana nia­nia miała stałą od­po­wiedź na moje bo­lączki, którą do dziś sły­szę w gło­wie. Ile­kroć ogła­sza­łam ko­niec świata, bo na przy­kład w dru­giej kla­sie nie wy­brano mnie do śpie­wa­nia na ja­seł­kach, nia­nia prze­wra­cała oczami i mó­wiła: "Sa­man­tho, ro­bisz z igły wi­dły".

W ga­bi­ne­cie pró­bo­wa­łam po­stę­po­wać od­wrot­nie - moim ce­lem było zre­du­ko­wać wi­dły do igieł.

Typy rzep, ta­kie jak Gina, nie da­wały się prze­ko­nać. Ich re­ak­cją na trudne czy nie­ja­sne sy­tu­acje czę­sto było wy­ol­brzy­mia­nie po­ten­cjału ne­ga­tyw­nego. Psy­chia­trzy na­zy­wają to my­śle­niem ka­ta­stro­ficz­nym. Wy­obraźmy so­bie na przy­kład, że ka­ta­stro­fistka od­bywa roz­mowę kwa­li­fi­ka­cyjną i po dwu­dzie­stu mi­nu­tach osoba, która ją prze­pro­wa­dza, na­gle wstaje, dzię­kuje jej za przyj­ście i wy­cho­dzi. Ka­ta­stro­fistka po­my­śli za­pewne, że:

a. w ogóle się nie spodo­bała;

b. spa­liła od­po­wiedź na py­ta­nie o swoje słabe strony;

c. po­wie­działa coś strasz­nie ob­raź­li­wego.

Spi­rala ne­ga­tyw­nych my­śli się roz­kręca, aż w końcu ka­ta­stro­fistka stwier­dza, że na pewno nie do­sta­nie tej pracy - ani żad­nej in­nej.

Nie­zwy­kle wy­raź­nie wy­obraża so­bie naj­czar­niej­szy sce­na­riusz, wie­rzy, że na­prawdę się wy­da­rzył, więc nie wy­syła do firmy ma­ila z po­dzię­ko­wa­niem za roz­mowę i nie zgła­sza go­to­wo­ści do pod­ję­cia pracy. Zroz­pa­czona wie­czo­rem nie idzie na spo­tka­nie dla po­ten­cjal­nych pra­cow­ni­ków. Re­zul­tat jest do prze­wi­dze­nia.

Na stu­diach na­uczy­łam się, że naj­lep­szym re­me­dium na my­śle­nie ka­ta­stro­ficzne jest uświa­do­mie­nie pa­cjen­tom, że ich in­ter­pre­ta­cje nie­ko­niecz­nie są praw­dziwe, i że po­winni roz­wa­żyć inne moż­li­wo­ści. Choć nie­wy­klu­czone, że roz­mowa fak­tycz­nie prze­bie­gła nie­po­myśl­nie, jej gwał­towne za­koń­cze­nie można wy­tłu­ma­czyć w inny spo­sób. Może osoba prze­pro­wa­dza­jąca roz­mowę prze­wi­działa na nią tylko dwa­dzie­ścia mi­nut. Może jej kot na­gle się roz­cho­ro­wał. Może była pod ta­kim wra­że­niem, że nie wi­działa po­trzeby za­da­wa­nia ko­lej­nych py­tań.

To in­ter­pre­ta­cja zda­rze­nia, a nie samo zda­rze­nie, wy­wo­łała la­winę ka­ta­stro­ficz­nych my­śli i roz­pę­dziła śnie­gową kulę ne­ga­tyw­nych emo­cji. Moim ce­lem było po­móc pa­cjentce zo­ba­czyć, że jej ob­raz sy­tu­acji może być skrzy­wiony, a wiel­kie wi­dły, które wi­dzi, po­ten­cjal­nie są nie­szko­dliwą igiełką.

Sku­pia­nie się na jed­no­stce i jej pro­ble­mach nie jest bez­war­to­ściowe, ale je­śli psy­chia­trzy ogra­ni­czają się do tego, wiele tracą. Po­czu­cie siły i spraw­czo­ści pa­cjenta też ma zna­cze­nie. Ba­da­cze Har­wardz­kiej Szkoły Zdro­wia Pu­blicz­nego prze­pro­wa­dzili an­kietę[7], w któ­rej py­tali, skąd lu­dzie czer­pią siłę w sy­tu­acjach stre­so­wych. Re­spon­denci wska­zy­wali na czyn­no­ści, które do­da­wały im ener­gii. Leki na re­ceptę i pro­fe­sjo­nalna po­moc też zna­la­zły się na li­ście, ale znacz­nie ni­żej, przy końcu.

Li­stę otwiera re­gu­larne spę­dza­nie czasu na po­wie­trzu, a tuż za nim pla­sują się po­świę­ca­nie czasu na hobby i re­gu­larne ćwi­cze­nia. Re­spon­denci wy­mie­niają też do­bre prze­sy­pia­nie nocy, zdrową dietę i spę­dza­nie czasu z bli­skimi. Za­równo eks­tra­wer­tycy, jak i in­tro­wer­tycy ko­rzy­stają z prze­by­wa­nia z in­nymi[8].

Sku­tecz­ność dzia­łań ła­go­dzą­cych stres wśród osób, które w ostat­nim mie­siącu do­świad­czyły go zna­cząco dużo

Od­se­tek osób, które do­świad­czyły zna­cząco dużo stresu w ciągu ostat­niego mie­siąca, wy­ko­nały po­dane dzia­ła­nia i od­po­wie­działy twier­dząco na py­ta­nie, czy oka­zały się po­mocne

Brak da­nych ze względu na zbyt małą próbkę dla: płatna po­moc do­mowa / pro­wa­dze­nie domu; pro­fe­sjo­nalny kurs sa­mo­po­mocy.

Ha­rvard Opi­nion Re­se­arch Pro­gram Su­rvey Se­ries. The Bur­den of Stress in Ame­rica (con­duc­ted by Ha­rvard School of Pu­blic He­alth from March 5 to April 8, 2014, in part­ner­ship with NPR and the Ro­bert Wood John­son Fo­un­da­tion).

Wśród ak­tyw­no­ści po­pra­wia­ją­cych na­strój zna­la­zły się rów­nież:

- ro­bie­nie cze­goś dla in­nych;

- dzia­ła­nie na rzecz wspól­nego do­bra[9];

- opa­no­wa­nie no­wej umie­jęt­no­ści[10];

- twór­cza roz­rywka[11];

- ruch i ćwi­cze­nia fi­zyczne;

- ro­bie­nie cze­goś, co czło­wie­kowi wy­cho­dzi naj­le­piej (im dłu­żej w ciągu dnia dana osoba wy­ko­rzy­stuje swoje mocne strony, tym rza­dziej skarży się na lęki, stres czy smu­tek[12]).

Nie­mal wszyst­kie skład­niki "do­brego dnia" za­kła­dają ak­tyw­ność i za­an­ga­żo­wa­nie. Trzeba mniej za­sta­na­wiać się nad sobą, a czę­ściej wy­cho­dzić do lu­dzi i na­wią­zy­wać z nimi kon­takty. Do­bro­stan w du­żej mie­rze nie za­leży od tego, co dzieje się w na­szej gło­wie. Co­dzienne dzia­ła­nia i ak­tyw­no­ści[13], które po­ma­gają nam się roz­wi­jać i wzmac­niać po­zy­tywne za­soby, nie są wi­sienką na tor­cie, tylko klu­czo­wym ele­men­tem co­dzien­nej od­por­no­ści. Może i o jest małe, ale ko­rzy­ści są duże.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

PRZY­PISY

ROZ­DZIAŁ 3. OD­POR­NOŚĆ PRZEZ MAŁE O

[1] Geo­rge A. Bo­nanno, Loss, Trauma, and Hu­man Re­si­lience: Have We Un­de­re­sti­ma­ted the Hu­man Ca­pa­city to Thrive After Extre­mely Aver­sive Events?, "Ame­ri­can Psy­cho­lo­gist" 59, nr 1 (luty 2004), s. 20, https://doi.apa.org/do­iLan­ding?doi=10.1037%2F0003-066X.59.1.20.
[2] Da­vid Pal­mi­ter i wsp., Bu­il­ding Your Re­si­lience, Ame­ri­can Psy­cho­lo­gi­cal As­so­cia­tion 2012, wwwapa.org/help­cen­ter/road-re­si­lience.aspx.
[3] Ca­ro­lyn M. Al­dwin i wsp., Do Has­sles Me­diate be­tween Life Events and Mor­ta­lity in Ol­der Men? Lon­gi­tu­di­nal Fin­dings from the VA Nor­ma­tive Aging Study, "Expe­ri­men­tal Ge­ron­to­logy" 59 (li­sto­pad 2014), s. 74-80, https://doi.org/10.1016/j.exger.2014.06.019.
[4] Science News, Re­ac­tions to Eve­ry­day Stres­sors Pre­dict Fu­ture He­alth, Scien­ce­Da­ily, 2 li­sto­pada 2012, www­scien­ce­da­ily.com/re­le­ases/2012/11/121102205143.htm.
[5] Kate A. Le­ger i wsp., Per­so­na­lity and Stres­sor-Re­la­ted Af­fect, "Jo­ur­nal of Per­so­na­lity and So­cial Psy­cho­logy" 111, nr 6 (gru­dzień 2016), s. 917-928, https://doi.org/10.1037/psp­p0000083.
[6] Ri­chard M. Ryan, Edward L. Deci, From Ego De­ple­tion to Vi­ta­lity: The­ory and Fin­dings Con­cer­ning the Fa­ci­li­ta­tion of Energy Ava­ila­ble to the Self, "So­cial and Per­so­na­lity Psy­cho­logy Com­pass" 2, nr 2 (2008), s. 702-717, https://doi.org/10.1111/j.1751-9004.2008.00098.x.
[7] Ha­rvard Opi­nion Re­se­arch Pro­gram Su­rvey Se­ries, The Bur­den of Stress in Ame­rica (con­duc­ted by Ha­rvard School of Pu­blic He­alth from March 5 to April 8, 2014, in part­ner­ship with NPR and the Ro­bert Wood John­son Fo­un­da­tion), wwwrwjf.org/con­tent/dam/farm/re­ports/su­rvey­s_an­d_polls/2014/rwj­f414295.
[8] Wil­liam Fle­eson i wsp., An In­tra­in­di­vi­dual Pro­cess Ap­pro­ach to the Re­la­tion­ship be­tween Extra­ver­sion and Po­si­tive Af­fect: Is Ac­ting Extra­ver­ted as 'Good' as Be­ing Extra­ver­ted?, "Jo­ur­nal of Per­so­na­lity and So­cial Psy­cho­logy" 83, nr 6 (sty­czeń 2003), s. 1409, https://doi.org/10.1037/0022-3514.83.6.1409.
[9] S. Ka­the­rine Nel­son-Cof­fey i wsp., Do Unto Others or Treat Your­self? The Ef­fects of Pro­so­cial and Self-Fo­cu­sed Be­ha­vior on Psy­cho­lo­gi­cal Flo­uri­shing, "Emo­tion" 16, nr 6 (wrze­sień 2016), s. 850, https://doi.org/10.1037/emo­0000178.
[10] Jon Cli­fton, Mood of the World Upbeat on In­ter­na­tio­nal Hap­pi­ness Day, Gal­lup, 19 marca 2005, https://news.gal­lup.com/poll/182009/mood-world-upbeat-in­ter­na­tio­nal-hap­pi­ness-day.aspx.
[11] Tam­lin S. Con­ner i wsp., Eve­ry­day Cre­ative Ac­ti­vity as a Path to Flo­uri­shing, "Jo­ur­nal of Po­si­tive Psy­cho­logy" 13, nr 2 (17 li­sto­pada 2016), s. 181-189, https://doi.org/10.1080/17439760.2016.1257049.
[12] Jim Asplund, When Ame­ri­cans Use Their Streng­ths More, They Stress Less, Gal­lup, 27 wrze­śnia 2012, https://news.gal­lup.com/poll/157679/ame­ri­cans-streng­ths-stress-less.aspx?utm_so­urce=lin­k_new­sv9&utm_cam­pa­ign=ite­m_158573&utm_me­dium=copy.
[13] Harry T. Reis i wsp., Da­ily Well-Be­ing: The Role of Au­to­nomy, Com­pe­tence, and Re­la­ted­ness, "Per­so­na­lity and So­cial Psy­cho­logy Bul­le­tin" 26, nr 4 (2000), s. 419-435, https://doi.org/10.1177/0146167200266002.