ROZDZIAŁ 1
NOWA DEFINICJA ZDROWIA PSYCHICZNEGO
Zacznij tu, gdzie jesteś. Użyj tego, co masz.
Zrób to, co możesz.
Arthur Ashe
Większość z nas unika rozmów o zdrowiu psychicznym, o ile nie siedzimy akurat na kozetce terapeuty w nadziei na poradę. Nawet jeżeli nigdy nie byliście sami w takiej sytuacji, z pewnością znacie kogoś, kto był. Może to wasz syn albo wasza córka - a może mąż, dziewczyna, ojciec - a wy zastanawiacie się, jak najlepiej okazać miłość i wsparcie. Być może zadajecie sobie pytanie: Co może mi dać poradnik zdrowia psychicznego i self-care? Też bym się zastanawiał na długie lata przed tym, jak zostałem psychiatrą i poświęciłem życie badaniu umysłów.
W końcu dotarło do mnie, że to zdrowie psychiczne jest siłą kierującą naszymi decyzjami. To ono determinuje, jak żyjemy, pracujemy i kochamy. Co jednak najważniejsze, droga do zdrowia psychicznego zaczyna się od dostępnego self-care. My też zacznijmy więc od wyjścia poza koncepcję, jakoby słowo to oznaczało wyłącznie wypady do luksusowego spa i drogie jedzenie organiczne.
Właściwie potraktowany self-care to de facto potężne, oparte na dowodach lekarstwo dla umysłu. Musicie się tylko nauczyć, jak z niego korzystać. Swego czasu spędzałem całe lata na pracy z pacjentami, odkrywając coraz to nowe formy terapii i szukając idealnego lekarstwa, gdy tymczasem ono tkwiło w prostych rzeczach, które często uważamy za oczywiste: rytuałach self-care, takich jak sen, oddech, odżywianie, ruch i duchowość. Wyzwanie polega na tym, by nauczyć się w pełni wykorzystywać te umiejętności w realny dla nas sposób. To proces, który zaobserwowałem zarówno we własnym życiu, jak i u moich pacjentów, na przykład u Johna.
Kiedy się poznaliśmy, miał pięćdziesiąt parę lat i siedział wylękniony w mojej poczekalni. Miał na sobie wykrochmaloną koszulę zapiętą na ostatni guzik i markowe dżinsy. Widziałem, jak zaciska w dłoni puszkę wody gazowanej. Miał w sobie coś z wyluzowanego gościa w średnim wieku, ale przez otwarte drzwi gabinetu widziałem, że bezustannie obserwuje otoczenie, jakby bał się, że wpadnie na kogoś z pracy.
John jeździł sportowym samochodem, biegał w maratonach, był strasznym gadżeciarzem. Do czasu, gdy poprosiłem go do siebie, zdążył zmienić się w kłębek nerwów. Prawdę mówiąc, często się to zdarza, i ja to rozumiem. Wiele osób nie ma pojęcia, czego się spodziewać po pierwszej wizycie u psychiatry, a ta niepewność rodzi strach. Niektórzy traktują godzinę tygodniowo rozmowy z terapeutą jako element bycia odpowiedzialnym dorosłym, taki jak jedzenie trzech posiłków dziennie, chodzenie na siłownię, przychodzenie punktualnie do pracy czy trzymanie na liście kontaktów numeru do psychiatry, tak na wszelki wypadek. Lecz stanowczo nie dotyczy to większości z nas.
John obawiał się, że spotkanie z jakimkolwiek ekspertem od zdrowia psychicznego - czyli na przykład ze mną - będzie znaczyło, że ostatecznie "oszalał" i że wszedł na drogę bez odwrotu. Ten lęk sprawił, że zignorował kanapę, na której zazwyczaj siadają moi pacjenci, starannie też unikał nawiązania ze mną kontaktu wzrokowego, kiedy ją mijał. Było to coś, co wywołało u mnie lekki uśmiech, choć pełen empatii. John wybrał miejsce przy małym, okrągłym stoliku w kącie gabinetu. Wziąłem więc krzesło i usiadłem naprzeciwko.
Zanim jeszcze się przedstawiłem, John poprawił się na krześle i starannie modulowanym głosem oznajmił:
- No dobrze, panie Brown. Dobrze. Może i piję za dużo.
Celowo nie zwracał się do mnie "doktorze", zapewne po to, by jeszcze bardziej zdystansować się od statusu "pacjenta psychiatrycznego". Mnie to nie ruszało, postanowiłem się dostosować.
- Miło mi - odparłem.
- Przepraszam - odpowiedział, wykonując zamaszysty gest zdradzający jego zakłopotanie. - Mam na imię John. Dzień dobry. - Wyciągnął dłoń w moją stronę. Jego uścisk był stanowczy.
- Zatem o jakiej skali picia mówimy?
- Sam nie wiem - oznajmił. - Kilka piw dziennie. Może więcej.
- Przyszedł pan tu z własnej woli?
- Tak, tak było. To znaczy, przyprowadziłem ze sobą żonę. Ale ona mnie nie zmuszała - dodał, wskazując gestem drzwi.
Po godzinie rozmowy z Johnem było dla mnie jasne, że przyszedł tylko po to, by zadowolić żonę, ponieważ, jak to ujął, "kocham ją, ale ona rządzi twardą ręką".
Pomimo jej obaw John nie uważał, by miał problemy z piciem. Przyznał, że jego praca staje się coraz bardziej stresująca; spędzał coraz więcej czasu sam i lubił się odprężyć na koniec dnia przy kilku piwkach. Co w tym złego? Na koniec do naszego spotkania - za zgodą samego zainteresowanego - dołączyła żona Johna. W większości punktów zgadzała się z jego oceną sytuacji, twierdziła jednak, że jego poczucie stresu negatywnie wpływa na ich związek, a także na relacje mężczyzny z krewnymi i bliskimi. O tym mi nie powiedział.
Oto pytanie: czy John był chory psychicznie?
John byłby pierwszym, który by zaprzeczył; zarabiał doskonale, miał wspaniałą rodzinę i wiernych przyjaciół, był samowystarczalny. W jego odczuciu nie mogło być mowy o żadnej chorobie psychicznej; taką sugestię uważał wręcz za obraźliwą. Jeśli zaś chodzi o ekspercką opinię, to gdybyście usadzili w tym gabinecie pięciu psychiatrów, usłyszelibyście zapewne pięć różnych stwierdzeń na temat tego, czy John spełnia kryteria jakiejś diagnozy psychiatrycznej. Gdyby zaś spełniał, zaczęłaby się gorąca debata na temat tego, jakiej dokładnie. Tak czy siak, było dla mnie jasne, że z Johnem nie jest dobrze. Sam przyznawał, że nie żyje pełnią życia, ponieważ czuje się wydrenowany, zestresowany, a do tego chciałby się poczuć lepiej. Ze stresem wymagającej pracy radził sobie za pomocą alkoholu, a jego żona obawiała się, w jaki sposób odbija się to na rodzinie. Oboje chcieli, by wszystko zmieniło się na lepsze.
Przez kilka kolejnych miesięcy nasze rozmowy ujawniły, że John nie tylko pije za dużo, ale też wykazuje łagodne objawy depresji, na przykład ma problemy z zasypianiem, w ciągu dnia czuje się zmęczony, a w pracy często traci wątek. Większość nocy spędzał, śpiąc na kanapie na parterze, z włączonym Netflixem w tle. Z żoną już praktycznie się nie kochał, ponieważ nigdy nie był "w nastroju".
Alkohol dawał szybką ulgę: spowalniał bieg myśli i pozwalał się zdystansować. Stanowił łatwą ucieczkę od rzeczywistości i na chwilę poprawiał samopoczucie; ten efekt szybko jednak znikał, a John coraz częściej - nawet w ciągu dnia - chciał go poczuć ponownie. Mimo tych zapewnień nadal jednak nie spełniał całkowicie kryteriów klinicznej depresji. To nie znaczyło, że nie mogę mu pomóc, ponieważ definicje i semantyka, zwłaszcza w kwestiach dotyczących tak stygmatyzowanych obszarów jak choroby psychiczne, i tak zbyt często stanowią blokadę w kwestii leczenia. Zatem chociaż John nie wpasował się w ramki diagnozy, istniały sposoby, by poprawić jego kondycję psychiczną.
Zrozumieć różnicę między zdrowiem psychicznym i chorobą psychiczną
Zastanawialiście się kiedyś nad tym, jaka jest różnica między zdrowiem psychicznym a chorobą psychiczną? Większość ludzi o tym nie myśli. Tymczasem jej pojęcie to ważny krok w aktywacji instrukcji self-care.
Zdrowie psychiczne to nie jest po prostu antonim choroby psychicznej; chciałbym, żebyście pomyśleli o nim jako o stanie życia z celem, w równowadze, zadowoleniu i nadziei. Dzięki temu zrozumiecie też, dlaczego wybór stylu życia jest kluczowy dla dbania o swoje zdrowie psychiczne.
Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne (American Psychiatric Association, APA) definiuje chorobę psychiczną jako "schorzenie zdrowotne obejmujące zmiany emocji, myślenia i/lub zachowania... wynikające z dolegliwości emocjonalnych i/lub problemów w działalności społecznej, zawodowej lub rodzinnej". Wprawdzie Instrukcja Diagnostyczno-Statystyczna Schorzeń Psychicznych (Diagnostic and Statistic Manual of Mental Disorders, DSM), zbiór wytycznych diagnostycznych dla psychiatrów, zawiera listę objawów związanych z konkretnymi chorobami psychicznymi, lecz nietrudno zauważyć, że brakuje tam pewnych sytuacji, które większości z nas przysporzyłyby emocjonalnych problemów. Nie ma przykładowo diagnozy samotności czy zaniedbania - i żadnej związanej z poczuciem bezcelowości egzystencji. Chociaż to nie są choroby psychiczne per se, mogą znacząco wpłynąć na wasz nastrój - i wasze życie. Właśnie dlatego tak ważne jest myślenie poza ramami, w które powszechnie ujmuje się schorzenia psychiczne, zwłaszcza przy ocenie, czy warto się zajmować w danym momencie swoim stanem mentalnym. Na to powinniśmy wszyscy zwracać uwagę. Dla was i dla mnie najważniejsze powinno być zawsze dążenie do zdrowia psychicznego.
Gdybym zapytał was znienacka o zdrowie psychiczne, pewnie bezwiednie wyrecytowalibyście diagnozy pasujące do kryteriów APA i nazwali zdrowie psychiczne brakiem: depresji, stanów lękowych, choroby afektywnej dwubiegunowej, nałogów czy schizofrenii. Moglibyście też odnieść się do znanych filmów czy książek przedstawiających zmagania z chorobą psychiczną, takich jak Poradnik Pozytywnego Myślenia czy Przerwana lekcja muzyki, albo nawet do kompletnie fikcyjnych postaci w rodzaju Sherlocka Holmesa bądź nemezis Batmana - Jokera. Niektórzy z pewnością wspomną o znajomych czy bliskich z diagnozą choroby psychicznej. Nie bez przyczyny. Kiedy ktoś zaczyna mówić o zdrowiu psychicznym, natychmiast myślimy o tym, co może je popsuć - zamiast o tym, jak powinno wyglądać.
Po wielu godzinach rozmów z pacjentami, a także nauk wyniesionych z mojej własnej walki z depresją, rozumiem zdrowie psychiczne jako stan, w którym nasz umysł pracuje pełną parą, zapewniając nam zarówno pewność, jak i umiejętność osiągania naszych zamierzeń - niezależnie od tego, jakie one są. Zdrowie psychiczne to możliwość pokonywania trudności i nasycania się radością. Mówiąc prostymi słowy: zdrowie psychiczne to ten stan, do którego każdy z nas powinien dążyć nie tylko po to, by zapobiec ewentualnym chorobom, ale także by żyć pełnią życia i oddychać pełną piersią.
Ten podział niczym nie różni się od podziału na fizyczne zdrowie i fizyczną chorobę. Obecnie większość z nas dobrze wie, że nie ma sensu czekać na chorobę, by zadbać o ciało. Dbamy o zdrowie fizyczne, zmieniając na lepsze nawyki żywieniowe, ograniczając alkohol czy regularnie ćwicząc. W naszych staraniach nie chodzi tylko o szczupłe ręce czy wyrzeźbiony brzuch, chociaż jedno i drugie to z pewnością miły bonus. Chodzi o to, by robić rzeczy, dzięki którym poczujemy się lepiej.
Szklanka soku z warzyw czy kilka przejażdżek na rowerze treningowym nie doprowadzą was magicznie do optymalnego stanu. Zdrowia fizycznego nie osiąga się w jeden dzień. Wymaga ono stałych starań i dążeń. Choćbyście dziś byli w nie wiem jak dobrej formie, jeżeli nie będziecie zwracać dalej uwagi na to, co jecie, i znajdować czasu na ruch, jutro zwiększycie ryzyko pojawienia się przewlekłych chorób, takich jak nadciśnienie, choroby układu krążenia czy cukrzyca. Dążenie do zdrowia fizycznego to zobowiązanie na całe życie. Jak się zapewne domyślacie, ze zdrowiem psychicznym jest tak samo. To także proces wymagający stałego, aktywnego zaangażowania w sprawy umysłu, niezależnie od tego, jak zdrowi psychicznie czujecie się w tym konkretnym momencie.
Kiedy już odejdziemy od przekonania, że zdrowie psychiczne to brak którejś z możliwych do zdiagnozowania chorób - albo zredukujemy je do reakcji chemicznych zachodzących w naszych mózgach - dowiemy się, że umiemy i możemy wdrożyć pewne pozytywne zmiany, które poprawią nasze samopoczucie i całe życie.
Chociaż powtarzamy, że to lekarz jest od leczenia, niestety sami lekarze wciąż nie rozumieją wielu procesów zachodzących w umyśle. Stale publikowane są nowe badania naukowe dotyczące różnych molekuł i procesów dających początek myślom, uczuciom i działaniom, nie przekłada się to jednak jeden do jednego na konkretne schorzenia psychiczne i - przez ekstrapolację - na ich skuteczne leczenie. Lecz mimo braku tych naukowych podwalin wciąż istnieje nadzieja. Koniec końców, jeśli chodzi o wasze umysły, wkrótce odkryjecie, że nie ma lepszych ekspertów niż wy sami i że to wy dysponujecie narzędziami umożliwiającymi zadbanie o wasze zdrowie psychiczne i jego podtrzymywanie.
Moja praca psychiatry podczas sesji z pacjentami jest ważna, ale to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Jeśli mam być szczery, to prawdziwa terapia zaczyna się w chwili, gdy pacjent wychodzi z gabinetu i wraca do swoich spraw. To właśnie tam może wcielić w życie zaproponowane przez nas strategie i wypracować własne. Właśnie tam może zastosować zdobytą wiedzę do zmiany szkodzących mu nawyków psychicznych lub emocjonalnych. Tam też może się nauczyć, jak być aktywnym uczestnikiem wyprawy po dobrostan psychiczny i pracować nad zdrowiem w tym zakresie.
Diagnozowanie chorób psychicznych
Lata po ukończeniu medycyny nadal miewałem przypadki, gdy trudno mi było odróżnić, co jest normalną odpowiedzią emocjonalną na stresujący moment życia, a co dolegliwością psychiczną wymagającą interwencji medycznej. Większość moich kolegów pewnie powiedziałaby to samo. Nie zawsze łatwo określić, czy ktoś ma problemy ze zdrowiem psychicznym. Pacjenci wchodzący do mojego gabinetu przeważnie wykazują objawy depresji lub zaburzeń lękowych, albo mieszankę obu tych schorzeń. Nic dziwnego: to dwie najczęściej diagnozowane choroby psychiczne dotykające miliony ludzi w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie. Diagnostycznym wyzwaniem jest konieczność określenia, czy, dajmy na to, melancholijny nastrój pacjenta po utracie małżonki jest tymczasową, spodziewaną reakcją, czy sytuacją wymagającą wdrożenia leczenia. Skąd miałbym to wiedzieć na pewno?
Niestety nie ma obiektywnych środków, takich jak morfologia krwi czy prześwietlenie, które diagnozowałyby choroby psychiczne lub rozstrój nerwowy. Dla określenia, czy pacjent cierpi na takowe, korzysta się z DSM, które w pewnych kręgach zyskało miano "diagnostycznej biblii". DSM to instrukcja licząca blisko tysiąc stron i obejmująca niesamowitą ilość użytecznych informacji na temat chorób psychicznych, w tym danych zarówno epidemiologicznych, jak i diagnostycznych. Jeśli zajrzycie do rozdziału poświęconego zespołowi lęku uogólnionego, znajdziecie tam jego typowe objawy oraz listę kryteriów służącą specjalistom do pomocy w wydaniu właściwej diagnozy.
Mimo postępu w neurobiologii, w tym obrazowania mózgu określającego, które obszary mózgu są aktywne w odpowiedzi na zmiany nastroju, proces diagnostyczny de facto sprowadza się do listy pytań doktora i szczerych odpowiedzi pacjenta. Czy w ciągu ostatniego miesiąca dręczyło pana poczucie przygnębienia, wyizolowania, beznadziei? Czy straciła pani zainteresowanie aktywnościami, które dotychczas panią cieszyły? Czy doskwiera państwu brak energii? Czy ma pan problemy ze snem? Zmiany apetytu? Czy dręczy panią poczucie winy albo czuje się pani bezwartościowa? Jeżeli pacjent odpowiada twierdząco na którekolwiek z tych pytań, trzeba drążyć do uzyskania szczegółowych informacji. Od jak dawna państwo się tak czują? Czy wcześniej znajdował się pan w podobnej sytuacji? Czy w pani rodzinie zdarzały się przypadki chorób psychicznych? Jak to wpływa na państwa codzienne życie?
Oczywiście konkretne objawy są istotną informacją, ale równie ważne jest określenie czasu ich trwania oraz kontekst występowania. Jeśli pacjent niedawno stracił żonę, od jakiego czasu ma poczucie smutku lub beznadziei? Miesiąc - a może rok? Czy to wpływa na jego pracę? A na relacje z krewnymi i bliskimi? Czy przygnębienie prowadzi do pojawienia się myśli samobójczych? Wywiad ma znaczenie - i to bardzo duże - podczas procesu diagnozowania i dobierania odpowiedniej kuracji.
Powiedzmy sobie wprost: jeśli macie poczucie bycia bezwartościową jednostką, doskwiera wam brak motywacji, większość czasu spędzacie samotnie i nie interesujecie się tym, co kiedyś was cieszyło, być może chorujecie na depresję. Możecie mieć po prostu okres obniżenia nastroju. Lekarz, który uważnie was wysłucha, może być w stanie wyczuć różnicę, jeśli dowie się, jak silne są objawy i od jak dawna trwają. Lecz to nie zawsze bułka z masłem. DSM oferuje schemat diagnozy - podobnie jak wiele przydatnych list - ale prawdziwej głębi i wartości dostarcza temu procesowi historia pacjenta. To właśnie niuanse mają największe znaczenie, gdy mowa o poprawieniu czyjegoś samopoczucia.
Skłamałbym też, gdybym wam nie powiedział, że i DSM ma swoje ograniczenia. Praca nad tą instrukcją trwa bezustannie, a od czasu pierwszej publikacji w 1952 roku całość przeszła wiele znaczących korekt. Tej pozycji nie brak również pewnych uchybień. Przykładowo aż do roku 1973 homoseksualność była uznawana za chorobę psychiczną. Ostatecznie ją z tej listy usunięto, a mimo to przez kolejnych 15 lat wciąż widniała jako objaw lub przyczyna szeregu innych schorzeń. Na szczęście to już dawno minęło. W DSM nadal można znaleźć pewne kontrowersyjne diagnozy, w tym na przykład dysocjacyjne zaburzenia osobowości (znaną lepiej jako osobowość mnoga, a potocznie jako rozdwojenie jaźni) albo DMDD (disruptive mood dysregulation disorder, w Polsce znaną potocznie jako choroba niegrzecznych dzieci).
Psychiatrzy często dyskutują na temat tych jednostek chorobowych podczas zjazdów czy konferencji; lecz poza kontekstem tych debat eksperci zajmujący się praktyką potrzebują dostępnego narzędzia pomocnego do standaryzacji procesu diagnostycznego. Właśnie dlatego w obszarze zdrowia psychicznego, być może bardziej niż w jakiejkolwiek innej dziedzinie medycyny, opinia lekarza jest równie ważna jak kryteria diagnostyczne DSM. Co więcej, DSM, mimo swej długości, nie da się dopasować do każdego szczegółu historii poszczególnych pacjentów.
Przykładowo, nie ujmuje rozpaczliwego dążenia Johna do sukcesu na każdym polu. Tego, że jako najstarszy syn musiał przedwcześnie dorosnąć. Jak po utracie matki w czasach szkoły średniej musiał dźwigać na swoich barkach dbanie o dom dla taty i młodszego brata. John przestał biegać w dni powszednie, ponieważ uważał, że to zabiera mu zbyt wiele czasu z dala od rodziny, ale odkąd dorósł, był to jego sposób na rozładowanie napięcia. Szybko wyszło na jaw, że czas spędzony na bieganiu był dla niego czymś więcej niż ucieczką - był mu potrzebny jak powietrze. Stanowił też najlepsze lekarstwo na stłumienie alkoholowych popędów w chwilach stresu. Dzięki bieganiu po powrocie czuł się odświeżony i gotowy do bycia z rodziną i znajomymi. Właśnie tak działa self-care.