Trader VIC. Metody Mistrza Wall Street - Victor Sperandeo

Kup ebooka

89.00 zł
73.87 zł (73,87 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Książki wy­daw­nic­twa ma­kler­ska.pl

Lek­cje hi­sto­rii Ariel Du­rant, Will Du­rant

Zwię­złe opra­co­wa­nie 5000 lat hi­sto­rii czło­wieka. Ze­sta­wia ze sobą wspa­niałe ist­nie­nia ludz­kie, idee oraz osią­gnię­cia z cy­klami wojny i pod­boju, kon­cen­tru­jąc się na dwu­na­stu ob­sza­rach te­ma­tycz­nych, ta­kich jak: rasa, mo­ral­ność, re­li­gia, eko­no­mia oraz po­stęp.

Wy­cena firmy Aswath Da­mo­da­ran

Świat biz­nesu dzieli się na ga­wę­dzia­rzy, któ­rzy snują prze­ko­nu­jące opo­wie­ści, oraz wiel­bi­cieli liczb, któ­rzy ko­chają się w ar­ku­szach kal­ku­la­cyj­nych. Praw­dziwy suk­ces w wy­ce­nie firm ro­dzi się z umie­jęt­nego po­łą­cze­nia obu po­dejść.

Kiedy pie­niądz umieraAdam Fer­gus­son

W 1923 roku nie­miecka wa­luta prak­tycz­nie stała się bez­war­to­ściowa, a Re­pu­blika We­imar­ska nie­mal wró­ciła do go­spo­darki bar­te­ro­wej. Kiedy pie­niądz umiera to opo­wieść o tych prze­dziw­nych i prze­ra­ża­ją­cych cza­sach, uka­zu­jąca me­cha­nizm in­fla­cji i druku pie­nią­dza na przy­kła­dzie pań­stwa nie­miec­kiego w okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym.

Psy­cho­lo­gia giełdyAn­dré Ko­sto­lany

Gra na gieł­dzie nie przy­po­mina ani sza­chów, ani ru­letki - jest zdu­mie­wa­ją­cym po­łą­cze­niem jed­nego i dru­giego. Ko­sto­lany pod­sta­wowe za­sady dzia­ła­nia tej po­tęż­nej ma­chiny fi­nan­so­wej ilu­struje na przy­kła­dach zda­rzeń z wła­snego ży­cia, za­mie­nia­jąc nudny wy­kład z eko­no­mii we fra­pu­jącą aneg­dotę.

Twój mózg, twoje pie­nią­dzeJa­son Zweig

Do­świad­czony dzien­ni­karz fi­nan­sowy sięga do naj­now­szych od­kryć neu­ro­eko­no­mii, aby le­piej zro­zu­mieć istotę pro­cesu po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji fi­nan­so­wych.

Spe­ku­la­cja in­tu­icyjnaCur­tis M. Fa­ith

Mimo że w spe­ku­la­cji trzeba mieć sta­ran­nie prze­te­sto­wany sys­tem i woj­skową dys­cy­plinę, je­śli chce się osią­gać re­zul­taty na­prawdę wy­bitne, trzeba za­ufać wła­snej in­tu­icji i in­stynk­towi. Jak wy­ko­rzy­stać je na wła­sną ko­rzyść?

Mi­strzo­wie ryn­ków fi­nan­so­wychJack D. Schwa­ger

Czy naj­lepsi tra­de­rzy to mi­strzo­wie wie­dzy okul­ty­stycz­nej, szczę­śliwi zwy­cięzcy w lo­so­wej grze, a może uro­dzeni wir­tu­ozi swo­jego fa­chu? Jack D. Schwa­ger za­py­tał tych, któ­rzy na ryn­kach za­ra­biają naj­wię­cej.

Książka o in­we­sto­wa­niu tom 1Ra­fał Ja­nik

Kom­plek­sowy po­rad­nik do­ty­czący in­we­sto­wa­nia na rynku ak­cji. W pro­sty i zro­zu­miały spo­sób wy­ja­śnia, jak funk­cjo­nują rynki gieł­dowe, jak bu­do­wać i za­rzą­dzać swoim port­fe­lem, a także jak kon­tro­lo­wać jego ry­zyko. Pi­sany z per­spek­tywy pol­skiej giełdy.

Książka o in­we­sto­wa­niu tom 2Ra­fał Ja­nik

Jak dzia­łal­ność ban­ków cen­tral­nych wpływa na ry­nek ka­pi­ta­łowy? Czy ry­nek ak­cji jest do­brym za­bez­pie­cze­niem prze­ciwko in­fla­cji? Czy warto an­ga­żo­wać swój ka­pi­tał w spółki kon­tro­lo­wane przez Skarb Pań­stwa? I wiele wię­cej.

Giełda. Po­czą­tekTo­masz Trela

Pro­ces bu­dowy pro­fe­sjo­nal­nego port­fo­lio in­we­sty­cyj­nego: od ana­lizy spra­woz­dań firm, przez ich kom­plek­sową wy­cenę, aż po do­bór od­po­wied­nich pro­por­cji i bu­dowę so­lid­nego sys­temu za­rzą­dza­nia ry­zy­kiem. Ide­alna lek­tura na po­czą­tek gieł­do­wej przy­gody!

Za­rzą­dza­nie wiel­ko­ścią po­zy­cjiTom Basso

Usta­la­nie od­po­wied­niego roz­miaru po­zy­cji pod­czas otwie­ra­nia trans­ak­cji oraz w trak­cie jej trwa­nia, ba­zu­jąc na wiel­ko­ści stop lossa, zmien­no­ści, wy­ma­ga­nych de­po­zy­tach za­bez­pie­cza­ją­cych oraz cał­ko­wi­tym ry­zyku port­fe­lo­wym.

Ana­liza price ac­tion: od­wrotyAl Bro­oks

Szcze­gó­łowy prze­wod­nik, w jaki spo­sób na­leży wy­ko­rzy­sty­wać ana­lizę price ac­tion w celu czer­pa­nia zy­sków z ryn­ko­wych od­wro­tów.

Nie­zwy­kłe złu­dze­nia i sza­leń­stwa tłu­mówChar­les Mac­kay

Ho­len­der­ska Tu­li­pa­no­ma­nia, Kom­pa­nia Mórz Po­łu­dnio­wych i Afera Mis­si­sipi, czyli trzy naj­star­sze i naj­le­piej opi­sane kry­zysy fi­nan­sowe. Hi­sto­ryczny esej z 1841 roku.

Tra­der VicVic­tor Spe­ran­deo

Pod­stawy eko­no­mii, po­li­tyka ban­ków cen­tral­nych, me­tody trans­ak­cyjne, ry­zyko oraz psy­cho­lo­gia oczami mi­strza Wall Street, który przez osiem­na­ście ko­lej­nych lat osią­gał śred­nio­roczną stopę zwrotu na po­zio­mie 72%, a w 1987 roku prze­wi­dział Czarny po­nie­dzia­łek.

Zwy­kłe ak­cje, nie­zwy­kłe zy­skiPhi­lip A. Fi­sher

Ab­so­lutny kla­syk po­ru­sza­jący te­maty in­we­sto­wa­nia w war­tość oraz w spółki wzro­stowe.

Naj­waż­niej­sza rzeczHo­ward Marks

Naj­waż­niej­sza rzecz w in­we­sto­wa­niu to...? No wła­śnie, co to jest? Gratka dla dłu­go­ter­mi­no­wych in­we­sto­rów sku­pio­nych na war­to­ści.

Za­wód in­we­stor gieł­dowy. Nowe uję­ciedr Ale­xan­der El­der

Kom­pen­dium in­we­sto­wa­nia: psy­cho­lo­gia, na­rzę­dzia trans­ak­cyjne, kon­trola ry­zyka, za­rzą­dza­nie po­zy­cją.

Świece ja­poń­skie i ana­liza wy­kre­sów ce­no­wychSteve Ni­son

Kla­syk Steve'a Ni­sona. Opisy for­ma­cji, ana­liza sku­tecz­no­ści i ich łą­cze­nie z na­rzę­dziami kla­sycz­nej ana­lizy tech­nicz­nej.

Ana­liza tech­niczna ryn­ków fi­nan­so­wychJohn J. Mur­phy

Ab­so­lutny kla­syk. Nie do po­mi­nię­cia dla zwo­len­ni­ków ana­lizy tech­nicz­nej.

Se­krety tra­dingu krót­ko­ter­mi­no­wegoLarry Wil­liams

Tro­chę sta­ty­styki i po­dej­ście do tra­dingu Larry'ego Wil­liamsa, zwy­cięzcy World Cup Cham­pion­ship of Fu­tu­res Tra­ding w 1987 roku z za­wrotną stopą zwrotu 11 376%.

Ana­liza price ac­tion: trendyAl Bro­oks

Price ac­tion w naj­czyst­szej po­staci. Czy­ta­nie wy­kresu świeca po świecy z per­spek­tywy ryn­ków tren­du­ją­cych.

Day tra­dingJoe Ross

Esen­cja do­świad­cze­nia Joe Rossa. For­ma­cja 1-2-3, haka Rossa, wą­skiej półki czy kon­cep­cja Tra­ders Trick En­try.

In­side barMa­ciej Go­liń­ski

Jedna z naj­po­pu­lar­niej­szych dwu­ba­ro­wych for­ma­cji roz­ło­żona na czyn­niki pierw­sze.

Psy­cho­lo­gia sku­tecz­nego tra­dinguSteve Ward

35 stra­te­gii z za­kresu psy­cho­lo­gii oraz or­ga­ni­za­cji wła­snego tra­dingu, które po­mogą po­pra­wić osią­gane wy­niki.

Geo­me­tria Fi­bo­nac­ciego. Nowe uję­ciePa­weł Da­nie­le­wicz

Po­łą­cze­nie trzy­fa­lo­wych ukła­dów ko­ry­gu­ją­cych z ana­lizą znie­sień Fi­bo­nac­ciego, czyli układy ABCD oraz XABCD.

Ar­ty­ści ryn­kówMi­chael McCar­thy

Za­pisy roz­mów z ludźmi, któ­rzy kreują ob­li­cze świata fi­nan­sów.

9

W jaki spo­sób na­prawdę działa świat: pod­stawy eko­no­mii po­li­tycz­nej

UKŁA­DANKA

Wy­obraź so­bie, że masz uło­żyć puz­zle z 10 000 ele­men­tów bez wzor­co­wego ob­razka. Za­łóżmy też, że wszyst­kie ele­menty mają ten sam od­cień sza­ro­ści i po­dobny kształt, z drob­nymi je­dy­nie róż­ni­cami. Ukła­da­nie ta­kich puz­zli by­łoby nie tylko nie­skoń­cze­nie nudne, ale w re­zul­ta­cie po­wsta­łaby szara plama w kształ­cie pro­sto­kąta. Czy są­dzisz, że na se­rio za­brał­byś się do ta­kiej ro­boty? Wąt­pię. Choć być może za­in­try­go­wałby cię sam po­mysł, to praw­do­po­dob­nie wzru­szył­byś ra­mio­nami i po­zo­sta­wił ukła­da­nie tym kilku dzi­wa­kom, któ­rzy zna­leź­liby ja­kieś po­krętne uza­sad­nie­nie dla tej czyn­no­ści.

Więk­szość lu­dzi po­strzega współ­cze­sną eko­no­mię po­li­tyczną jako taką hi­po­te­tyczną ukła­dankę - nudną i nie­wdzięczną - a eko­no­mi­stów uważa za dzi­wa­ków ba­wią­cych się nie­skoń­cze­nie skom­pli­ko­wa­nymi puz­zlami. Trudno do­strzec zwią­zek po­mię­dzy pro­wa­dze­niem dzia­łal­no­ści go­spo­dar­czej czy też ro­bie­niem ka­riery a współ­cze­sną teo­rią eko­no­mii po­li­tycz­nej. Ale je­śli chce się za­ra­biać pie­nią­dze na ryn­kach fi­nan­so­wych, lek­ce­wa­że­nie tej dzie­dziny może się oka­zać po­waż­nym błę­dem. To wła­śnie prze­my­śle­nia teo­re­ty­ków eko­no­mii i rze­kome roz­wią­za­nia pro­ble­mów eko­no­micz­nych pro­po­no­wane przez biu­ro­kra­tów i kon­gres­me­nów w du­żym stop­niu okre­ślają dłu­go­ter­mi­nowy kie­ru­nek zmian go­spo­darki i kie­ru­nek ru­chu cen.

Je­śli już kie­dyś śle­dzi­łeś za­cho­wa­nie rynku, to wi­dzia­łeś, jak ceny ak­cji, wie­rzy­tel­no­ści, kon­trak­tów ter­mi­no­wych w dra­ma­tyczny spo­sób re­agują na wia­do­mo­ści o no­wym po­zio­mie de­fi­cytu bu­dże­to­wego, o po­li­tyce Za­rządu Re­zerwy Fe­de­ral­nej do­ty­czą­cej do­stęp­no­ści go­tówki i kre­dy­tów, na ra­porty do­ty­czące po­li­tyki de­par­ta­mentu skarbu od­no­śnie do war­to­ści do­lara za gra­nicą lub na po­gło­ski o no­wych re­gu­la­cjach praw­nych w han­dlu. Rynki przy­znają, że to rząd dzierży kij, który może prze­trą­cić krę­go­słup ame­ry­kań­skiego biz­nesu. Znaczna część uda­nych spe­ku­la­cji i in­we­sty­cji opiera się obec­nie na prze­wi­dy­wa­niu i wy­prze­dza­niu ten­den­cji i efek­tów rzą­do­wej po­li­tyki fi­skal­nej, mo­ne­tar­nej i in­ter­wen­cjo­ni­stycz­nej le­gi­sla­cji na po­szcze­gól­nych ryn­kach i w ogól­nym cy­klu biz­nesu.

Na­sza eko­no­mia działa zgod­nie z za­sa­dami ryn­ko­wymi, ale to rząd po­ciąga za sznurki - jego dzia­ła­nia okryte są ta­jem­nicą i sy­tu­acja może się zmie­nić w każ­dym mo­men­cie. Ale je­śli ro­zu­mie się błędy w teo­rii eko­no­mii, po­peł­niane przez ani­ma­to­rów, można wy­prze­dzić nowe uwa­run­ko­wa­nia i usta­wić się w po­zy­cji umoż­li­wia­ją­cej ko­rzystne dzia­ła­nie. Dla­tego zro­zu­mie­nie eko­no­mii jest w pełni zwią­zane z ko­rzystną spe­ku­la­cją i in­we­sto­wa­niem, two­rząc pod­stawy każ­dego do­brego sys­temu pro­gno­zo­wa­nia rynku. Wy­ja­śnię do­kład­niej to ostat­nie stwier­dze­nie.

Uczęsz­cza­łem do Qu­eens Col­lege w No­wym Jorku, gdzie stu­dio­wa­łem eko­no­mię po­li­tyczną, ale stwier­dzi­łem, że było za­ję­cie zu­peł­nie bez­war­to­ściowe z jed­nym, choć ne­ga­tyw­nym, wy­jąt­kiem. Zdo­by­łem bo­wiem wie­dzę o tym, co jest złe w tra­dy­cyj­nym my­śle­niu eko­no­micz­nym, nie do­wie­dzia­łem się na­to­miast, co jest w nim do­bre.

Moje for­malne wy­kształ­ce­nie szkolne po­zwo­liło mi na zro­zu­mie­nie po­glą­dów Key­nesa, na pod­sta­wie któ­rych nasz rząd po­dej­muje de­cy­zje po­li­tyczne. Jed­nak stu­diu­jąc sa­mo­dziel­nie od­kry­łem, że kon­wen­cjo­nal­nej wie­dzy wy­kła­da­nej na więk­szo­ści uni­wer­sy­te­tów sprze­ci­wiają się tacy my­śli­ciele jak Adam Smith, Lu­dwig von Mi­ses, Fre­de­rick Hayek, Henry Ha­zlitt, Ayn Rand i inni. Prze­ko­na­łem się, że Key­nes był je­dy­nie po­kręt­nym mer­kan­ty­li­stą i twórcą ba­niek my­dla­nych[1]. Od­kry­łem sprzecz­no­ści tkwiące w eko­no­mii po­li­tycz­nej Key­nesa i od­kry­łem po­prawne za­sady eko­no­mii po­li­tycz­nej współ­cze­snej szkoły au­striac­kiej[2]. Za­czą­łem też do­strze­gać po­ten­cjalne zy­ski wy­ni­ka­jące z wy­ko­rzy­sta­nia rzą­do­wej bańki my­dla­nej w po­cząt­ko­wych sta­diach in­fla­cji, wcze­snego wyj­ścia z gry i ocze­ki­wa­nia na pew­nym grun­cie na pęk­nię­cie bańki, by spo­koj­nie po­zbie­rać jej "resztki".

Nie są­dzę, by do zdo­by­cia wie­dzy eko­no­micz­nej po­trzeb­nej do od­no­sze­nia suk­ce­sów na ryn­kach fi­nan­so­wych ko­nieczne było for­malne wy­kształ­ce­nie. Sam na­mó­wi­łem pew­nego bły­sko­tli­wego mło­dego czło­wieka, który dla mnie gra, by nie szedł do szkoły, ofe­ru­jąc mu pracę i mó­wiąc, że może się na­uczyć tego, co mu bę­dzie po­trzebne na te­mat ryn­ków znacz­nie szyb­ciej niż na do­wol­nym uni­wer­sy­te­cie, je­śli zaj­mie się tym sa­mo­dziel­nie. Po­przez ob­ser­wa­cję i do­świad­cze­nie uczy się on, jak na­prawdę funk­cjo­nuje świat, i bły­ska­wicz­nie wy­ra­sta z niego wspa­niały ma­kler.

Z dru­giej strony, znam ana­li­tyka ak­cji, wy­bitną eko­no­mistkę z pię­cio­let­nim do­świad­cze­niem w po­waż­nej fir­mie, która za­py­tana, czy są­dzi, iż dług pu­bliczny rządu USA zo­sta­nie kie­dy­kol­wiek spła­cony, od­po­wie­działa: "Nie, praw­do­po­dob­nie bę­dzie w dal­szym ciągu wzra­stał". Na­stęp­nie spy­tana, jak długo bę­dzie trwał wzrost długu, za­nim spo­wo­duje spa­dek za­ufa­nia po­życz­ko­daw­ców w zdol­ność rządu do jego spłaty, od­rze­kła: "Nie wiem, ale może zde­cy­dują się go w końcu spi­sać na straty. Wszak to tylko cy­fry na pa­pie­rze!" Cy­fry na pa­pie­rze!!!! Nie­wia­ry­godne!!! Bę­dzie ze zgrozą ob­ser­wo­wała na­stępną bessę, kiedy ob­li­ga­cje i ak­cje będą spa­dały na łeb na szyję. Nie­stety, są­dząc po licz­nych roz­mo­wach, ja­kie prze­pro­wa­dzi­łem z ludźmi o po­dob­nych po­glą­dach, ten spo­sób my­śle­nia jest ra­czej re­gułą niż wy­jąt­kiem, a wy­nika ze sła­bego lub nie­wła­ści­wego ro­zu­mie­nia pod­sta­wo­wych za­sad eko­no­mii.

Nie można za­mie­niać miej­scami skutku i przy­czyny. Tak zwani guru eko­no­mii w Wa­szyng­to­nie nie są w sta­nie wy­kre­ować do­bro­bytu jed­nym po­cią­gnię­ciem pióra pod nową ustawą uchwa­loną przez Kon­gres. Eko­no­mia po­li­tyczna to nie mi­styczne kró­le­stwo ani dzie­dzina dzia­ła­nia ge­niu­szy czy spe­cja­li­stów ob­da­rzo­nych da­rem ja­sno­wi­dze­nia. Wielu twór­ców po­li­tyki to nie­wiele wię­cej niż po­li­tyczni tchó­rze, któ­rzy oba­wiają się po­wie­dzieć pew­nym gru­pom na­ci­sku, że nie mogą one do­stać cze­goś za nic. Za­miast tego two­rzą szcze­gó­łowe sche­maty, pró­bują oszu­kać rze­czy­wi­stość, wy­da­jąc po­nad miarę, jed­no­cze­śnie uni­ka­jąc lub igno­ru­jąc nie­uchronne re­zul­taty ich pro­gra­mów - in­fla­cję lub re­ce­sję. A czy­nią to wszystko w imię za­sad eko­no­micz­nych.

W swo­jej tak zwa­nej "no­wej eko­no­mii po­li­tycz­nej" John May­nard Key­nes sfor­ma­li­zo­wał i nadał qu­asi-na­ukowy sta­tus eko­no­micz­nym so­fi­zma­tom tak sta­rym jak cy­wi­li­za­cja. Do­star­czył on uza­sad­nie­nia rzą­do­wej in­ter­wen­cji w wolny ry­nek, rzą­do­wej kon­troli po­daży pie­nią­dza i kre­dytu oraz po­li­tyce nie­od­po­wie­dzial­nego kre­owa­nia de­fi­cytu i eks­pan­sji in­fla­cji. Z bar­dzo nie­licz­nymi wy­jąt­kami in­te­lek­tu­ali­ści przy­jęli te so­fi­zmaty jako ak­sjo­maty i roz­sze­rzyli je w bez­na­dziej­nie zło­żony sys­tem ter­mi­nów, sym­boli i ma­te­ma­tycz­nych rów­nań. Nic dziw­nego, że więk­szość lu­dzi jest albo znu­dzona, albo prze­ra­żona stu­dio­wa­niem eko­no­mii po­li­tycz­nej.

Je­śli je­steś onie­śmie­lony lub znu­żony eko­no­mią po­li­tyczną, to winę po­no­szą po czę­ści po­li­tycy i człon­ko­wie aka­de­mii, od lat de­kla­ru­jący, że na­sze spo­łe­czeń­stwo i we­wnętrzne me­cha­ni­zmy ryn­ków stały się zbyt skom­pli­ko­wane, by prze­ciętny czło­wiek był w sta­nie sa­mo­dziel­nie je zgłę­bić. "Zło­żone ele­menty eko­no­mii" na­szego współ­cze­snego świata, jak utrzy­mują, mu­szą być wza­jem­nie wy­wa­żone, a jed­no­cze­śnie musi być za­cho­wana rów­no­waga po­mię­dzy tym, co "ide­alne", a tym, co "prak­tyczne".

Re­pre­zen­tują po­gląd, że je­dy­nie rząd wspo­ma­gany przez nie­zli­czone siły, wy­soko opła­ca­nych kon­sul­tan­tów, liczne pod­ko­mi­tety i biu­ro­kra­tyczne agen­cje jest w sta­nie zna­leźć wła­ściwy ze­staw kom­pro­mi­sów, po­zwa­la­jący sko­or­dy­no­wać różne grupy in­te­re­sów wy­stę­pu­jące w na­szym pań­stwie. Twier­dzą, że rząd po­wi­nien za­rzą­dzać go­spo­darką po­przez in­fla­cyjną po­daż pie­nię­dzy i kre­dytu, aby sty­mu­lo­wać wzrost pro­duk­cji, a jed­no­cze­śnie opo­dat­ko­wy­wać "nad­mierne zy­ski" z naj­bar­dziej do­cho­do­wych dzie­dzin. Po­wi­nien wy­da­wać, kreu­jąc de­fi­cyt, w celu umoż­li­wie­nia "mniej uprzy­wi­le­jo­wa­nym" osią­gnię­cia "rów­nych szans", jed­no­cze­śnie zmu­sza­jąc przed­się­bior­stwa, które mo­głyby ich za­trud­nić, do za­pła­ce­nia im mi­ni­mal­nej pen­sji, usta­na­wia­jąc do­datki so­cjalne i za­siłki dla bez­ro­bot­nych. Po­wi­nien usta­wiać ba­riery han­dlowe, aby wzmoc­nić prze­mysł we­wnętrzny, jed­no­cze­śnie do­star­cza­jąc "roz­wi­ja­ją­cym" się kra­jom trze­ciego świata ni­sko opro­cen­to­wa­nych kre­dy­tów lub sub­wen­cji go­tów­ko­wych, po to, by stały się one na­szymi "przy­ja­ciółmi". Po­wi­nien sub­wen­cjo­no­wać cenę psze­nicy, cu­kru, soi, mleka i in­nych ar­ty­ku­łów rol­ni­czych, "aby za­cho­wać nie­za­leż­ność i kon­ku­ren­cyj­ność ame­ry­kań­skich far­me­rów", jed­no­cze­śnie od­da­jąc nad­wyżki lub sprze­da­jąc je po­ni­żej kosz­tów ob­cym pań­stwom. Tę li­stę można by cią­gnąć da­lej.

Moja praw­dziwa re­ak­cja na tego typu po­glądy nie na­daje się do druku, zła­go­dzę ją więc i po­wiem tylko: nie daj­cie się na­bie­rać! Je­śli co mie­siąc sta­rasz się zbi­lan­so­wać swój ra­chu­nek ban­kowy tak, by w nie­skoń­czo­ność nie wy­stę­po­wał na nim de­bet, to wiesz wię­cej na te­mat eko­no­mii niż więk­szość rzą­do­wych po­li­ty­ków. Oni i ich nie­zli­czone, wza­jem­nie sprzeczne pro­gramy i prawa, które kosz­tują ame­ry­kań­skich pro­du­cen­tów (przez pro­du­cen­tów ro­zu­miem nie tylko prze­my­słow­ców, ale wszyst­kich za­ra­bia­ją­cych na ży­cie) wy­soki pro­cent ich co­rocz­nego do­chodu, są tylko bez­kształt­nymi, bez­barw­nymi ka­wał­kami ukła­danki bez żad­nego sen­sow­nego roz­wią­za­nia. Jed­nak dys­po­nu­jąc od­po­wied­nią wie­dzą mo­żesz uło­żyć z tych ka­wał­ków swoją wła­sną ukła­dankę. Mo­żesz brak roz­sądku rządu za­mie­nić na do­lary w banku.

Jako gracz, spe­ku­lant czy in­we­stor mo­żesz za­ro­bić ku­pu­jąc i sprze­da­jąc in­stru­menty ryn­kowe w ocze­ki­wa­niu zmiany ceny, apre­cja­cji lub de­pre­cja­cji ich war­to­ści. Aby to ro­bić do­brze, mu­sisz osią­gnąć nie­zbędne zro­zu­mie­nie przy­czyn, które po­wo­dują, że lu­dzie włą­czają się do pro­cesu wy­miany. Mu­sisz zro­zu­mieć, czym jest ry­nek, kto w nim uczest­ni­czy, jak kształ­tują się ceny, dla­czego wy­stę­pują wa­ha­nia cen, co je po­wo­duje, kiedy wy­stę­pują i tak da­lej. Po­nadto, po­nie­waż in­ter­wen­cja rządu na rynku po­wo­duje zwięk­sze­nie wa­hań cen bar­dziej niż ja­ki­kol­wiek po­je­dyn­czy czyn­nik, mu­sisz zro­zu­mieć, jak po­li­tyka rządu wpływa na wa­runki pa­nu­jące na rynku. Po­dob­nie jak dzien­ni­karz szu­ka­jący prawdy w opi­sy­wa­nej hi­sto­rii, tak i ty mu­sisz za­da­wać so­bie py­ta­nia: kto, co, kiedy, gdzie, jak i dla­czego? Do­kładna od­po­wiedź na te py­ta­nia na ogól­nym, fun­da­men­tal­nym po­zio­mie jest dzie­dziną, którą zaj­muje się eko­no­mia. Szcze­gó­łowa od­po­wiedź na py­ta­nia do­ty­czące kon­kret­nego rynku to pro­gno­zo­wa­nie tego rynku. Eko­no­mia po­li­tyczna do­star­cza fun­da­men­tal­nych po­jęć po­trzeb­nych do two­rze­nia do­kład­nych pro­gnoz ryn­ko­wych.

Uzbro­jony w pra­wi­dłowe pod­sta­wowe za­sady eko­no­miczne mo­żesz stwo­rzyć lo­giczną me­todę pro­gno­zo­wa­nia rynku, prze­drzeć się przez na­tłok da­nych i od­rzu­cić bez­war­to­ściowe in­for­ma­cje, które będą je­dy­nie cią­żyć przy po­dej­mo­wa­niu de­cy­zji. Mo­żesz za­cząć od po­je­dyn­czej słusz­nej idei, ob­ser­wo­wać dane ryn­kowe i wy­cią­gać wnio­ski, które będą jed­no­cze­śnie sen­sowne i do­kładne. Mo­żesz przy­słu­chi­wać się opi­niom ana­li­ty­ków i "eks­per­tów" i spraw­dzać ich wnio­ski zgod­nie z pod­sta­wo­wymi nie­zmien­nie obo­wią­zu­ją­cymi prze­słan­kami, wie­dząc, że tam, gdzie są sprzecz­no­ści, tam są błędy. Krótko mó­wiąc - mo­żesz efek­tyw­nie współ­za­wod­ni­czyć z ludźmi, któ­rzy po­sia­dają znacz­nie bar­dziej pre­cy­zyjną wie­dzę niż ty.

Nie to jest ważne, jak wiele znasz fak­tów, ale na ile rze­telna i głę­boka jest twoja wie­dza. Znam czło­wieka, który był w sta­nie od­po­wie­dzieć na do­wolne py­ta­nie do­ty­czące ry­zyka - wszyst­kie od­po­wie­dzi były po­prawne - ale jako gracz tra­cił. Spę­dził nie­zli­czone go­dziny roz­wi­ja­jąc po­my­słowe, ale błędne stra­te­gie prze­wi­du­jące za­cho­wa­nie rynku. Po­dzi­wiam czy­sty zdrowy roz­są­dek tego czło­wieka, jed­nak gdy cho­dzi o grę na gieł­dzie, to ma z tym po­ważne pro­blemy - ni­gdy nie udało mu się okre­ślić pod­sta­wo­wych za­sad kie­ru­ją­cych za­cho­wa­niem rynku.

Ce­lem tego roz­działu jest okre­śle­nie i zde­fi­nio­wa­nie pod­sta­wo­wych za­sad i ter­mi­nów eko­no­mii po­li­tycz­nej. Póź­niej zaś po­każę, jak je za­sto­so­wać, by na­dą­żać za zmia­nami cy­klu w biz­ne­sie i za­ra­biać pie­nią­dze dzięki po­sia­da­nym wia­do­mo­ściom. Po­dob­nie jak ob­ra­zek na pu­dełku z puz­zlami, tak te za­sady sta­no­wią wska­zówkę, bę­dącą pod­stawą do zło­że­nia w jedną ca­łość ukła­danki zwa­nej pro­gno­zo­wa­niem rynku.

EKO­NO­MIA WE­DŁUG RO­BIN­SONA CRU­SOE

Uwa­żam eko­no­mię za jedną z głów­nych i naj­waż­niej­szych cnót oby­wa­tel­skich, zaś dług pu­bliczny za jedno z naj­więk­szych za­gro­żeń. Zmu­szeni je­ste­śmy do do­ko­na­nia wy­boru po­mię­dzy eko­no­mią a wol­no­ścią oraz bo­gac­twem i nie­wol­nic­twem. Je­żeli uda nam się nie do­pu­ścić, by rząd zmar­no­tra­wił pracę na­rodu pod pre­tek­stem opieki nad tym na­ro­dem, to na­ród bę­dzie szczę­śliwy.

To­masz Jef­fer­son

W po­wyż­szym stwier­dze­niu Jef­fer­son użył ter­minu "eko­no­mia" w dwóch nieco od­ręb­nych zna­cze­niach. Mó­wiąc, że uważa eko­no­mię "za jedną z głów­nych i naj­waż­niej­szych cnót oby­wa­tel­skich", miał na my­śli roz­ważne i oszczędne za­rzą­dza­nie do­cho­dami pu­blicz­nymi. Stwier­dza­jąc, że mu­simy do­ko­nać wy­boru po­mię­dzy eko­no­mią a wol­no­ścią, od­no­sił się do tego, na czym rząd po­wi­nien sku­pić swe dzia­ła­nia - czy po­wi­nien sze­roko otwo­rzyć kabzę or­ga­ni­zu­jąc usługi pu­bliczne, czy też skon­cen­tro­wać się na ochro­nie ży­cia, wol­no­ści i wła­sno­ści pry­wat­nej.

Jef­fer­son ro­zu­miał le­piej niż ja­ki­kol­wiek inny przy­wódca po­li­tyczny, który po­ja­wił się w świa­to­wej hi­sto­rii, że "hoj­ność" rządu może je­dy­nie być opła­cona "pracą lu­dzi". Wie­dział, że roz­ra­sta­jący się bu­dżet rzą­dowy i roz­sze­rza­nie usług ofe­ro­wa­nych przez rząd "pod po­zo­rem opieki nad na­ro­dem" może się do­ko­nać je­dy­nie kosz­tem pry­wat­nej wła­sno­ści i wol­no­ści jed­nostki.

Nie­stety, przez ostat­nie dwa stu­le­cia oby­wa­tele Sta­nów Zjed­no­czo­nych, po­przez wy­bór swo­ich przy­wód­ców po­li­tycz­nych, zde­cy­do­wali o prze­wa­dze hoj­no­ści nad wol­no­ścią do tego stop­nia, że wielu z nas po­święca je­den z każ­dych trzech dni ro­bo­czych na opła­ce­nie eks­tra­wa­gan­cji rządu. A na­wet i to nie wy­star­cza. Z de­fi­cy­tem per­ma­nent­nie prze­wyż­sza­ją­cym kwotę 100 mi­liar­dów USD rocz­nie, przy­szłe po­ko­le­nia odzie­dzi­czą fi­nan­sowe brze­mię tak wiel­kie, że je­śli się go w porę nie opa­nuje, to sta­nie się ono nie­moż­liwe do udźwi­gnię­cia. Jef­fer­son praw­do­po­dob­nie po­wy­cie­rał so­bie dziury w gar­ni­tu­rze od cią­głego prze­wra­ca­nia się w gro­bie.

Osią­gnę­li­śmy ten stan z po­wodu błęd­nych prze­ko­nań, i to prze­ko­nań fi­lo­zo­ficz­nych, a nie eko­no­micz­nych, które zo­stały za­adap­to­wane i wpro­wa­dzone w ży­cie. Ame­ry­ka­nom na­rzu­cono styl my­śle­nia, z któ­rego wy­nika, że nie ma ab­so­lut­nej prawdy i fał­szu - ist­nieje je­dy­nie względna rów­no­waga czyn­ni­ków. Ży­cie jest nie­zwy­kle zło­żone i nic nie jest pro­ste, dla­tego naj­lep­sze jest po­zo­sta­wie­nie po­li­tyki eko­no­micz­nej w rę­kach "eks­per­tów". Wpraw­dzie nie pi­szę trak­tatu fi­lo­zo­ficz­nego, ale nie ist­nieje nic bar­dziej bez­względ­nego niż ży­cie lub śmierć - a ży­cie to prze­trwa­nie eko­no­miczne. Nie za­mie­rzam ni­kogo prze­ko­ny­wać, że wszystko jest pro­ste, ale mu­szę stwier­dzić, że więk­szość spraw nie jest aż tak skom­pli­ko­wana, jak wy­gląda. Nie chcę opi­sy­wać każ­dego błęd­nego po­su­nię­cia eko­no­micz­nego i do­wo­dzić jego nie­po­praw­no­ści, ale mogę po­dać pod­sta­wowe de­fi­ni­cje i za­sady, co do któ­rych mam pew­ność, że są słuszne, i dla ich po­twier­dze­nia od­wo­łać się do lo­giki czy też wiel­ko­ści mo­jego konta ban­ko­wego, a nie umow­nej mą­dro­ści. Za­tem pro­szę mi po­zwo­lić za­cząć od zwię­złej od­po­wie­dzi na py­ta­nie: czym jest eko­no­mia po­li­tyczna?

Eko­no­mia po­li­tyczna to na­uka o pew­nej dzie­dzi­nie ludz­kiej dzia­łal­no­ści. We­dług eko­no­mi­sty Lu­dwiga von Mi­sesa "jest to na­uka o środ­kach, ja­kie po­winny zo­stać za­an­ga­żo­wane w celu uzy­ska­nia za­mie­rzo­nych efek­tów[3]. [...] Nie do­ty­czy ona rze­czy i przed­mio­tów ma­te­rial­nych; do­ty­czy lu­dzi, ich dą­żeń i dzia­łań"[4]. In­nymi słowy, eko­no­mia po­lega na ba­da­niu na­rzę­dzi, me­tod dzia­łań do­stęp­nych lu­dziom przy re­ali­za­cji za­mie­rzo­nych ce­lów. Ta de­fi­ni­cja uzna­wana jest za pierw­szą za­sadę ana­lizy eko­no­micz­nej i pro­gno­zo­wa­nia rynku. Jej zro­zu­mie­nie sta­nowi wa­ru­nek wstępny do po­łą­cze­nia wszyst­kich po­zo­sta­łych za­sad w zu­ni­fi­ko­wany, ko­he­rentny sys­tem i sko­rzy­sta­nia z po­sia­da­nej wie­dzy.

Więk­szość tek­stów do­ty­czą­cych eko­no­mii po­li­tycz­nej de­fi­niuje ją jako na­ukę do­ty­czącą "pro­duk­cji, dys­try­bu­cji, wy­ko­rzy­sta­nia do­cho­dów, bo­gac­twa oraz to­wa­rów"[5]. I choć prawdą jest, że eko­no­mia po­li­tyczna zaj­muje się tymi za­gad­nie­niami, to jed­nak nie jest to po­prawna de­fi­ni­cja. Wy­nika z niej np. to, że do­chód i to­wary już ist­nieją i są nie­za­leżne od bo­gac­twa. Za­kłada, że po­ziom roz­woju jest taki, iż dys­try­bu­cja sta­nowi główny pro­blem. Krótko mó­wiąc, wy­nika z niej, że lu­dzie osią­gnęli już wy­soki po­ziom roz­woju spo­łecz­nego, kiedy fak­tycz­nie sam roz­wój jest re­zul­ta­tem fun­da­men­tal­nych za­sad eko­no­mii po­li­tycz­nej od­no­szą­cych się głów­nie do jed­nostki, na­wet je­śli znaj­duje się ona na bez­lud­nej wy­spie.

Weźmy jako przy­kład Ro­bin­sona Cru­soe, bo­ha­tera po­wie­ści Da­niela De­foe. Jego dzia­ła­nia uka­zują kon­kretne i ja­sne za­sady in­dy­wi­du­al­nego eko­no­micz­nego za­cho­wa­nia, które leżą u pod­staw eko­no­mii ryn­ko­wej. Po roz­bi­ciu się na wy­sepce od­wie­dza­nej je­dy­nie przez dzi­kich lu­do­żer­ców, Cru­soe naj­pierw wy­my­ślił spo­sób zdo­by­wa­nia i prze­cho­wy­wa­nia po­ży­wie­nia w ilo­ści prze­kra­cza­ją­cej jego bie­żące po­trzeby, dzięki czemu mógł skie­ro­wać swoje dzia­ła­nia na za­spo­ko­je­nie in­nych po­trzeb. Za­osz­czę­dzony czas prze­zna­czył na zbu­do­wa­nie kry­jówki da­ją­cej mu schro­nie­nie przed tu­byl­cami oraz na zro­bie­nie ubrań. Na­stęp­nie dzięki pra­co­wi­to­ści, po­my­sło­wo­ści oraz roz­sąd­nemu wy­ko­rzy­sta­niu czasu upro­ścił pro­ces za­spo­ka­ja­nia pod­sta­wo­wych po­trzeb i w miarę jak czas na to po­zwa­lał, za­jął się wy­twa­rza­niem dóbr luk­su­so­wych.

Klu­czowe w pro­ce­sie pod­no­sze­nia stan­dardu jego ży­cia było war­to­ścio­wa­nie, wy­twa­rza­nie, oszczę­dza­nie, in­we­sto­wa­nie i udo­sko­na­la­nie. Oce­niał cele i do­stępne mu środki, a na­stęp­nie wy­bie­rał te, które naj­peł­niej od­po­wia­dały jego po­trze­bom. War­tość każ­dej do­strze­żo­nej rze­czy usta­lał na pod­sta­wie wiel­ko­ści po­trzeby, do­stęp­no­ści środ­ków ko­niecz­nych do jej zdo­by­cia oraz wiel­ko­ści jej kosztu w po­rów­na­niu do al­ter­na­tyw­nych roz­wią­zań. Wy­twa­rzał ar­ty­kuły pierw­szej po­trzeby nie­zbędne do prze­trwa­nia i oszczę­dzał je na tyle, by móc za­in­we­sto­wać swoją ener­gię w wy­twa­rza­nie in­nych pro­duk­tów, któ­rych pra­gnął lub które były mu po­trzebne. Cena, którą pła­cił na każ­dym eta­pie, to czas i ener­gia wy­dat­ko­wane zgod­nie z jego wła­sną oceną po­trzeb. To, co uzy­ski­wał po zbi­lan­so­wa­niu wy­miany, sta­no­wiło jego zysk. Je­śli po­peł­niał błędy i jego wy­siłki były da­remne, po­no­sił straty. Jego dzia­ła­nia były sprawą wy­miany, za­miany stanu mniej po­żą­da­nego na bar­dziej po­żą­dany. Na każ­dym eta­pie go­spo­da­ro­wał swoim cza­sem, do­ko­ny­wał wy­boru ana­li­zu­jąc wy­ni­ka­jące z niego kon­se­kwen­cje krótko-, śred­nioi dłu­go­ter­mi­nowe. W miarę jak zdo­by­wał co­raz więk­sze do­świad­cze­nie, dzięki po­stę­powi tech­no­lo­gicz­nemu zmniej­szał koszt za­spo­ka­ja­nia pod­sta­wo­wych po­trzeb (w sen­sie czasu i ener­gii prze­zna­czo­nych na ich za­spo­ka­ja­nie) i mógł so­bie po­zwo­lić na prze­zna­cze­nie więk­szej ilo­ści czasu na dą­że­nie do "luk­susu".

Po­ję­cia, które pod­kre­śli­łem ob­ja­śnia­jąc dzia­ła­nia Ro­bin­sona Cru­soe, są ge­ne­ral­nie zwią­zane z dzia­ła­niem i wy­ni­kami go­spo­darki ryn­ko­wej. Fak­tycz­nie go­spo­darka ryn­kowa jest efek­tem za­sto­so­wa­nia tych sa­mych po­jęć w kon­tek­ście spo­łecz­nym. War­to­ścio­wa­nie, wy­twa­rza­nie, oszczę­dza­nie, in­we­sto­wa­nie i udo­sko­na­la­nie są nie­zbędne do ludz­kiego prze­trwa­nia i wzro­stu zgod­nie z in­dy­wi­du­alną na­turą czło­wieka jako istoty ro­zum­nej.

Wła­ści­wie ro­zu­miana eko­no­mia po­li­tyczna sta­nowi stu­dium środ­ków do­stęp­nych do pod­trzy­ma­nia ży­cia ludz­kiego, a po­nie­waż lu­dzie są isto­tami spo­łecz­nymi, główny na­cisk na­leży po­ło­żyć na prze­trwa­nie w ko­eg­zy­sten­cji z in­nymi. Jed­nak przede wszyst­kim na­leży skon­cen­tro­wać się na po­trze­bach po­je­dyn­czej jed­nostki, po­nie­waż spo­łe­czeń­stwo jest po pro­stu zbio­rem jed­no­stek.

Czym jest ry­nek?

Pod­sta­wowe środki prze­trwa­nia do­stępne gru­pie osób są ta­kie same jak w przy­padku po­je­dyn­czej osoby. Je­dyne istotne róż­nice wy­ni­kają ze stop­nia zło­żo­no­ści, z któ­rym wiąże się prze­bieg wy­twa­rza­nia i wy­miany. Jed­nostka dzia­ła­jąca w po­je­dynkę może zmie­niać stan rze­czy z jed­nego na drugi wy­łącz­nie kosz­tem swej wła­snej ener­gii.

W wol­nym spo­łe­czeń­stwie jed­nostka może wy­mie­niać efekt swo­jego wy­siłku (swoją wła­sność) na wy­roby i usługi in­nych, osią­ga­jąc przy tym ogromne ko­rzy­ści wy­ni­ka­jące z po­działu pracy, spe­cja­li­za­cji, a także zmian wpro­wa­dza­nych przez in­nych. Dla­tego go­spo­darka ryn­kowa czyni prze­trwa­nie ła­twiej­szym, uży­wa­jąc jed­nak środ­ków znacz­nie bar­dziej zło­żo­nych od tych, któ­rymi dys­po­nuje sa­motna jed­nostka. Dzia­łal­ność eko­no­miczna jest bar­dziej zło­żona, je­śli cho­dzi o do­stępne środki i moż­li­wo­ści, ale w sen­sie prze­trwa­nia i wzro­stu jest znacz­nie prost­sza. Cru­soe nie byłby w sta­nie prze­trwać na swej wy­spie jako do­zorca, a jed­nak jest wielu lu­dzi, któ­rzy zu­peł­nie do­brze za­ra­biają na ży­cie my­jąc okna dra­pa­czy chmur w No­wym Jorku.

Po­sia­da­jący tak ele­men­tarną wie­dzę, jak wie­dza Ro­bin­sona Cru­soe, i nie przy­mu­szani przez ni­kogo lu­dzie sta­rają się wy­mie­niać swoją wła­sność z ko­rzy­ścią dla sie­bie. Sza­cują war­tość wy­ro­bów i usług ofe­ro­wa­nych do wy­miany i, ba­zu­jąc na swej zdol­no­ści do za­ła­twia­nia in­te­re­sów, wy­bie­rają te, które uwa­żają za naj­po­trzeb­niej­sze lub naj­bar­dziej po­żą­dane. W wy­niku trans­ak­cji każda ze stron wy­mie­nia to, co uważa za mniej war­to­ściowe, na to, co, jak są­dzi, jest warte wię­cej. Wy­miana jest sprawą in­dy­wi­du­al­nej oceny. Każda z osób oce­nia war­tość po­sia­da­nego przed­miotu w od­nie­sie­niu do in­nego przed­miotu. Pro­ces war­to­ścio­wa­nia jest z ko­niecz­no­ści su­biek­tywny, to zna­czy za­leży od spe­cy­ficz­nych pre­fe­ren­cji każ­dej osoby, jej osądu, hie­rar­chii war­to­ści i za­mie­rzeń.

Fakt, że war­tość jest su­biek­tywna - lu­dzie róż­nie oce­niają rze­czy - jed­no­cze­śnie skła­nia lu­dzi do wy­miany, jak też umoż­li­wia wy­mianę, czy­niąc ją ko­rzystną dla obu stron[6]. Far­mer, który dys­po­nuje nad­wyżką zboża, ale nie po­siada do­sta­tecz­nej ilo­ści mięsa - wy­ce­nia ową nad­wyżkę zboża ni­żej niż ho­dowca, któ­remu po­trzebne jest zboże do wy­kar­mie­nia by­dła - i po­ja­wia się moż­li­wość wy­miany han­dlo­wej. W miarę jak co­raz wię­cej osób zrze­sza się i an­ga­żuje w pro­ces wy­miany nad­wy­żek, han­del staje się co­raz bar­dziej zło­żony. Współ­dzia­ła­nie licz­nych jed­no­stek, spo­łeczne me­cha­ni­zmy pro­duk­cji i han­del po­przez swo­bodne sto­wa­rzy­sza­nie się na­zy­wamy ryn­kiem.

Ry­nek jest in­sty­tu­cją wy­ko­rzy­sty­waną przez lu­dzi do za­an­ga­żo­wa­nia się w do­bro­wolną wy­mianę wła­sno­ści zgod­nie z pra­wem po­pytu i po­daży. Ta de­fi­ni­cja rów­nie do­brze pa­suje do lo­kal­nego pchlego targu, jak i do no­wo­jor­skiej giełdy. Sys­tem wy­miany może być pro­sty lub zło­żony, ale cha­rak­te­ry­styczne w de­fi­ni­cji rynku jako ta­kiego jest to, że two­rzy go grupa jed­no­stek za­an­ga­żo­wa­nych w wy­mianę - za­an­ga­żo­wa­nych w pro­ces sta­ra­nia się o do­ko­na­nie wy­miany w swoim wła­snym in­te­re­sie.

ROLA PIE­NIĄ­DZA

Pie­niądz jest nie­zbędny do­piero po osią­gnię­ciu przez uczest­ni­ków rynku wy­so­kiego stop­nia pro­duk­tyw­no­ści i two­rze­nia przez nich dłu­go­fa­lo­wych pla­nów ży­cio­wych. W swej pod­sta­wo­wej for­mie pie­niądz jest po pro­stu to­wa­rem, po­wszech­nie po­żą­da­nym i ak­cep­to­wa­nym przy wy­mia­nie do­słow­nie przez wszyst­kich. Pie­niądz jest to­wa­rem w nie mniej­szym stop­niu niż ma­ry­no­wane śle­dzie, ale ma on znacz­nie dłuż­szy okres przy­dat­no­ści (trwa­łość), po­siada po­wszech­nie roz­po­zna­walną war­tość, jest po­dzielny i prze­no­śny. Pie­niądz uprasz­cza pro­ces wy­miany, umoż­li­wia także kal­ku­la­cje eko­no­miczne, do­star­cza lu­dziom środ­ków do prze­ło­że­nia po­cząt­kowo su­biek­tyw­nej hie­rar­chii war­to­ści eko­no­micz­nych na war­to­ści wy­ra­żone licz­bowo. Do­star­cza środ­ków do kwan­ty­fi­ko­wa­nia i od­kła­da­nia nad­wy­żek wy­ro­bów prze­wyż­sza­ją­cych po­trzeby kon­sump­cyjne. Przyj­mu­jąc do­lary lub złoto (lub ja­ki­kol­wiek inny ak­cep­to­wany śro­dek) jed­nostka po­kłada na­dzieję w jego sile na­byw­czej w przy­szło­ści, bez względu na to, czy bę­dzie ona li­czona w mi­nu­tach, dniach czy la­tach. Za­tem pie­niądz jest pro­duk­tem, który służy jako śro­dek wy­miany i za­cho­wa­nia war­to­ści, jed­nak nie jest on ani mniej, ani bar­dziej po­datny na prawa po­pytu i po­daży niż ja­ki­kol­wiek inny pro­dukt czy usługa.

Inna forma pie­nię­dzy po­wstała w re­zul­ta­cie ma­ni­pu­la­cji przy upo­wszech­nia­niu kre­dytu. Kre­dyt jest in­no­wa­cją stwo­rzoną po to, by wy­ko­rzy­stać oszczęd­no­ści jed­no­stek, które ina­czej le­ża­łyby bez­czyn­nie. We wcze­snej hi­sto­rii kre­dytu, kiedy złoto lub sre­bro były ak­cep­to­wa­nym środ­kiem płat­ni­czym, po­ży­czano sam me­tal (za­zwy­czaj za­bez­pie­czony okre­ślo­nymi gwa­ran­cjami) w za­mian za obiet­nicę zwrotu po­ży­czo­nej ilo­ści wraz z pro­wi­zją. Na­stęp­nie wpro­wa­dzono in­no­wa­cję - bank­not lub cer­ty­fi­kat ban­kowy.

Po­ży­cza­jący od­kryli, że cer­ty­fi­kat obie­cu­jący jego po­sia­da­czowi uzy­ska­nie okre­ślo­nej ilo­ści sre­bra lub złota jest od­po­wied­nim i wy­god­nym środ­kiem wy­miany. Skoro cer­ty­fi­katy były uzna­wane i ak­cep­to­wane dzięki so­lid­no­ści i re­pu­ta­cji in­sty­tu­cji fi­nan­so­wej, która je wy­sta­wiała, to nie trzeba było być ge­niu­szem, by za­uwa­żyć, że można wy­sta­wić wię­cej cer­ty­fi­ka­tów niż po­siada się pie­nią­dza krusz­co­wego. Stwo­rzono w ten spo­sób moż­li­wość kre­acji pie­nią­dza[7].

Do­póki emi­tent do­kład­nie ba­dał moż­li­wo­ści spłaty i za­cho­wy­wał re­pu­ta­cję so­lid­nego w sto­sunku do de­po­zy­ta­riu­szy, mógł on kre­ować sub­sty­tuty pie­nię­dzy (bank­noty i cer­ty­fi­katy ban­kowe), zwięk­sza­jąc kre­dyt po­nad wiel­kość po­sia­da­nych de­po­zy­tów kruszcu. W ten spo­sób po raz pierw­szy tempo wzro­stu do­bro­bytu mo­gło prze­wyż­szyć moż­li­wo­ści okre­ślone przez za­soby - wszystko opie­rało się na tym, iż po­życz­ko­dawca są­dził, że po­życz­ko­biorca bę­dzie w przy­szło­ści w sta­nie pro­du­ko­wać i han­dlo­wać.

Po­cząt­kowo, kiedy rząd trzy­mał się od tego z da­leka, wzrost kre­acji pie­nią­dza był re­gu­lo­wany przez czyn­niki ryn­kowe[8]. To zna­czy, że bank był w sta­nie wy­mie­nić wszyst­kie bank­noty na złoto lub sre­bro, tak więc ilość dro­go­cen­nego me­talu w de­po­zy­tach sta­no­wiła za­bez­pie­cze­nie i umoż­li­wiała kon­trolę gra­nicy wzro­stu kre­dytu. Po­dob­nie jak inne firmy, nie­które banki do­brze pro­spe­ro­wały, zaś inne upa­dały; nie­któ­rzy de­po­zy­ta­riu­sze uzy­ski­wali przy­chód ze swych oszczęd­no­ści, inni - tra­cili wszystko. Jed­nak, ogól­nie, wpro­wa­dze­nie roz­sze­rzo­nego kre­dy­to­wa­nia po­nad ak­tu­alne oszczęd­no­ści istot­nie przy­spie­szyło wzrost do­bro­bytu.

Dziś pie­niądz pa­pie­rowy - pa­pier uznany przez rząd za le­galny śro­dek płat­ni­czy - jest ak­cep­to­wa­nym środ­kiem wy­miany. Pie­niądz pa­pie­rowy jest po­dobny do kre­owa­nego pie­nią­dza w tym sen­sie, że ze zna­ków pie­nięż­nych jako ta­kich nie ma żad­nego po­żytku poza ich zna­cze­niem jako środka wy­miany, ale różni się tym, że brak jest obiek­tyw­nej war­to­ści, która go wspiera. W przy­padku sys­temu pie­nią­dza pa­pie­ro­wego o po­daży pie­nią­dza i kre­dytu nie de­cy­dują czyn­niki ryn­kowe. Obiek­tywne ogra­ni­cze­nia usu­nięto, za­stę­pu­jąc je su­biek­tyw­nymi li­mi­tami usta­la­nymi przez rzą­do­wych biu­ro­kra­tów.

Sys­tem ban­kowy po­siada re­zerwy nie w dro­go­cen­nych me­ta­lach, ale w rzą­do­wych pa­pie­rach[9] za­bez­pie­czo­nych pra­wem do opo­dat­ko­wa­nia i druku pie­nię­dzy[10]. Za­strze­ga­jąc so­bie prawo okre­śla­nia re­zerw obo­wiąz­ko­wych, ku­po­wa­nia oraz sprze­daży rzą­do­wych in­stru­men­tów rynku pie­nięż­nego, jak też ma­ni­pu­lu­jąc sto­pami pro­cen­to­wymi, bank cen­tralny usta­na­wia li­mity do­stęp­no­ści kre­dytu. Li­mity są w znacz­nym stop­niu uza­leż­nione od po­ziomu po­ży­czek na rzecz biz­nesu i kon­su­men­tów, co z ko­lei wpływa na sto­pień wzro­stu lub spadku po­daży pie­nią­dza.

Po­mimo iż po­daż pie­nią­dza i kre­dytu jest kon­tro­lo­wana przez rząd, to jed­nak re­guły ryn­kowe w dal­szym ciągu rzą­dzą siłą na­byw­czą pie­nią­dza i kosz­tem kre­dytu. Pie­niądz i kre­dyt nie­zmien­nie pod­le­gają prawu po­pytu i po­daży, jed­nak strona po­daży w tym rów­na­niu jest ma­ni­pu­lo­wana. Zaś oszczęd­no­ści da­lej są pod­stawą eks­pan­sji biz­nesu sty­mu­lo­wa­nej przez roz­ważny wzrost kre­dytu.

Kre­dyt, je­śli się nim od­po­wied­nio za­rzą­dza, przy­spie­sza wzrost bo­gac­twa, po­nie­waż do­star­cza naj­efek­tyw­niej­szego spo­sobu wy­ko­rzy­sta­nia oszczęd­no­ści i po­ten­cjal­nej zdol­no­ści wy­twór­czej jed­no­stek i in­sty­tu­cji. Za­osz­czę­dzone pie­nią­dze to prawo do nie skon­su­mo­wa­nych dóbr. Oszczę­dza­jący de­cy­dują się na re­zy­gna­cję z bie­żą­cej kon­sump­cji na rzecz przy­szłej kon­sump­cji lub in­we­sty­cji. Po­przez kre­dyt za­wie­rają umowę, bez­po­śred­nio lub przez in­sty­tu­cję prze­cho­wu­jącą ich pie­nią­dze, że po­ży­czą swoje oszczęd­no­ści na kon­sump­cję lub in­we­sty­cje w za­mian za obiet­nicę wzro­stu siły na­byw­czej w przy­szło­ści. Po­życz­ko­biorcy wy­ko­rzy­stują po­ży­czone pie­nią­dze na za­kup nie skon­su­mo­wa­nych dóbr prze­zna­czo­nych za­równo na kon­sump­cję, jak i in­we­sty­cje, ale w każ­dym przy­padku są zo­bo­wią­zani do wy­two­rze­nia do­sta­tecz­nej ilo­ści bo­gac­twa umoż­li­wia­ją­cego od­da­nie długu i za­pew­nie­nie pro­wi­zji. In­sty­tu­cja po­ży­cza­jąca pie­nią­dze kreuje nowy pie­niądz, gdy udziela po­życzki, ale je­śli pie­nią­dze nie zo­staną zwró­cone z nowo wy­kre­owa­nego bo­gac­twa, wtedy kon­su­mo­wane będą w efek­cie rze­czy­wi­ste oszczęd­no­ści.

Czym jest bo­gac­two?

Bo­gac­two jest po pro­stu aku­mu­la­cją wy­ro­bów i usług bę­dą­cych przed­mio­tem kon­sump­cji. Je­dyny spo­sób na stwo­rze­nie bo­gac­twa to pro­duk­cja prze­wyż­sza­jąca kon­sump­cję, co można osią­gnąć dzięki za­sto­so­wa­niu tech­no­lo­gii. Tech­no­lo­gia jest na­uką sto­so­waną, a na­uka ozna­cza wie­dzę. Lu­dzie do­cho­dzą do wzro­stu pro­duk­tyw­no­ści po­przez zdo­by­wa­nie i wdra­ża­nie wie­dzy. Pod wie­loma wzglę­dami na­sze ży­cie jest tak wy­peł­nione, że czę­sto o tym za­po­mi­namy. Przyj­mu­jemy za pew­nik efek­tyw­ność osią­ganą przez ry­nek dzięki in­no­wa­cjom ta­kim jak spe­cja­li­za­cja, po­dział pracy i me­cha­ni­za­cja. To wszystko były od­kry­cia, idee po­wstałe w umy­słach świa­tłych lu­dzi, któ­rzy je urze­czy­wist­nili. W eko­no­mii ryn­ko­wej każdy ko­rzy­sta z od­kryć twór­ców. Po­stęp tech­niczny, bę­dący pod­stawą co­raz więk­szej efek­tyw­no­ści pro­duk­cji, staje się ogól­no­do­stępny tak, że każda osoba może pro­du­ko­wać wię­cej w krót­szym cza­sie. Skoro każda osoba pro­du­kuje wię­cej, może wię­cej skon­su­mo­wać, zgod­nie z pra­wem po­pytu i po­daży.

Bez względu na to, jak wy­ra­fi­no­wane stają się wy­roby i usługi, bez względu na to, jak wiele osób jest za­an­ga­żo­wa­nych w ten pro­ces, za­sady, które za­sto­so­wał Cru­soe na wy­spie, po­zo­stają w mocy. Aby żyć w peł­nym tego słowa zna­cze­niu, trzeba wła­ści­wie osza­co­wać po­trzeby lub pra­gnie­nia nie­zbędne do pod­wyż­sze­nia stopy ży­cio­wej, a także wy­twa­rzać, by to osią­gnąć. Cena, którą się płaci, jest równa temu, co trzeba dać, aby uzy­skać po­żą­dany przed­miot. Aby gro­ma­dzić bo­gac­twa, trzeba oszczę­dzać, tak by czas i pół­fa­bry­katy mo­gły być za­in­we­sto­wane w po­zy­ski­wa­nie in­nych dóbr. Do po­działu pracy po­trzeba in­no­wa­cji, które po­pra­wiają efek­tyw­ność pro­duk­cji.

EKO­NO­MIA PO­LI­TYCZNA I NA­TURA LUDZKA

Biz­nes jest jak czło­wiek wio­słu­jący pod prąd. Nie ma wy­boru, musi wio­sło­wać, gdyż ina­czej bę­dzie się co­fał.

Le­wis E. Pier­son

Eko­no­mia wol­no­ryn­kowa to od­kry­cie ludz­kiej in­wen­cji oparte na wi­zji ludz­ko­ści skła­da­ją­cej się z nie­za­leż­nych, ro­zum­nych istot zdol­nych za­pew­nić so­bie prze­trwa­nie. Jest to kon­struk­cja po­wstała spon­ta­nicz­nie jako na­tu­ralny re­zul­tat in­dy­wi­du­al­nego i nie­przy­mu­szo­nego dzia­ła­nia jed­no­stek w ra­mach sys­temu spo­łecz­nego. Rządy nie kreują rynku - one go nisz­czą po­przez silną in­ter­wen­cję. Je­śli rząd po­zo­sta­wia oby­wa­teli w spo­koju, rynki po­wstają au­to­ma­tycz­nie, nie­mal jak gdyby miały wła­sne ży­cie.

Jako do­wód przed­sta­wię fakt, że na­wet w spo­łe­czeń­stwach, gdzie pro­duk­cja i han­del są ści­śle kon­tro­lo­wane przez au­to­kra­tyczne ko­lek­ty­wi­styczne re­żimy, "czarne rynki" po­wstają jak grzyby po desz­czu i na ogół są mil­cząco uzna­wane lub na­wet po­pie­rane przez wła­dze. Dla przy­kładu, je­den z pro­gra­mów te­le­wi­zyj­nych po­ka­zy­wał, jak lo­kalne wła­dze ma­łego mia­sta w ko­mu­ni­stycz­nym kraju po­dzie­liły kilka hek­ta­rów ziemi na działki (mniej­sze niż ogródki, ja­kie ma wielu Ame­ry­ka­nów miesz­ka­ją­cych na przed­mie­ściach) i roz­dzie­liły je po­mię­dzy ro­dziny, które na wła­sne po­trzeby upra­wiały na nich wa­rzywa. Nie­mal na­tych­miast prawo do ko­rzy­sta­nia z działki sprze­da­wano po ci­chu na czar­nym rynku za kwoty prze­wyż­sza­jące śred­nie roczne za­robki tam­tej­szych ro­dzin. Po­wód? Świeże wa­rzywa i owoce były prak­tycz­nie nie­do­stępne na ofi­cjal­nym rynku i sprze­da­wane po znacz­nie wyż­szych ce­nach na czar­nym rynku. Ro­dzina, która za­miast jed­nej działki dys­po­no­wała kil­koma i pro­du­ko­wała na sprze­daż, była w sta­nie nie­mal po­dwoić swój roczny do­chód.

Pod­czas gdy ta­kie "czarne rynki" po­wstają spon­ta­nicz­nie, han­del po­szu­ki­wa­nymi ar­ty­ku­łami na­po­tyka rzą­dowe re­stryk­cje, idea rynku jako ta­kiego jest po­tę­piana przez ko­lek­ty­wi­styczne rządy. Dla przy­kładu, w Związku Ra­dziec­kim wy­cią­gano zu­peł­nie inne wnio­ski z ba­dań nad "środ­kami nie­zbęd­nymi do osią­gnię­cia dóbr fi­nal­nych". Istoty ludz­kie po­strze­gano nie jako nie­za­leżne stwo­rze­nia ist­nie­jące same dla sie­bie, ale jako dys­po­zy­cyjne za­soby na­tu­ralne ist­nie­jące po to, by słu­żyć więk­szej ca­ło­ści - pań­stwu lub ko­lek­ty­wowi. Zgod­nie z tym po­glą­dem dzia­ła­nia Cru­soe po­pra­wia­jące stan­dard jego ży­cia były sa­mo­za­spo­ko­je­niem po­trzeb i dla­tego sprze­ci­wiały się fun­da­men­tal­nej za­sa­dzie ko­mu­ni­zmu "od każ­dego we­dług jego zdol­no­ści, każ­demu we­dług jego po­trzeb". W każ­dym przy­padku "wspólne do­bro" jest stan­dar­dową war­to­ścią, a "ko­lek­tywna mą­drość" in­ter­pre­to­wana przez sa­mo­zwań­czych ide­olo­gów roz­strzyga w spo­sób osta­teczny, co jest prawdą, a co fał­szem[11].

Dla nich kon­cep­cje war­to­ści, ceny, in­we­sty­cji i in­no­wa­cji mają kom­plet­nie inne zna­cze­nie i bu­dzą inne sko­ja­rze­nia. Biu­ro­kraci sta­rają się okre­ślić war­tość przez rzą­dowy dyk­tat, a ceny przez de­krety. Pań­stwowi pla­ni­ści in­we­stują środki bez oglą­da­nia się na zy­ski. Sta­rają się skło­nić lu­dzi do pracy bez wła­snej ini­cja­tywy czy po­ten­cjal­nych moż­li­wo­ści sa­mo­do­sko­na­le­nia. Re­zul­ta­tem jest spo­łe­czeń­stwo na tyle zmę­czone ży­ciem po­ni­żej mi­ni­mal­nego po­ziomu, że po­li­tycy zna­leźli się na eta­pie wy­mu­szo­nego li­kwi­do­wa­nia wielu ogra­ni­czeń ryn­ko­wych pod groźbą za­ła­ma­nia się go­spo­darki i po­li­tycz­nego buntu.

Po­ru­szam tu te, wy­da­wa­łoby się, czy­sto po­li­tyczne te­maty z bar­dzo waż­nych po­wo­dów. Nie można od­dzie­lać my­śle­nia eko­no­micz­nego od po­glądu na na­turę czło­wieka. Do­mi­nu­jący po­gląd fi­lo­zo­ficzny na na­turę ludzką w każ­dej kul­tu­rze bę­dzie okre­ślać na­turę jej po­li­tycz­nej struk­tury, a tym sa­mym na­turę go­spo­dar­czej dzia­łal­no­ści. Im bar­dziej po­prawny bę­dzie ten po­gląd fi­lo­zo­ficzny, tym bar­dziej efek­tywna bę­dzie po­li­tyka eko­no­miczna. To, w ja­kim stop­niu lu­dzie są trak­to­wani jak istoty ro­zumne, nie nie­omylne, ale tym nie­mniej zdolne do sa­mo­dziel­nego utrzy­ma­nia się przez dzia­ła­nia oparte na nie­za­leż­nym wy­ko­rzy­sta­niu swego umy­słu, de­cy­duje o stop­niu wol­no­ści spo­łe­czeń­stwa i ist­nie­niu pęt rzą­do­wej in­ter­wen­cji. Jed­no­cze­śnie spo­łe­czeń­stwo jest na tyle wolne, na ile two­rzące je jed­nostki po­tra­fią pod­no­sić po­ziom swo­jego ży­cia (mię­dzy in­nymi przez aku­mu­la­cję ma­jątku)[12].

Aby nie po­pa­dać zbyt­nio w abs­trak­cję, po­dam tylko je­den przy­kład ilu­stru­jący, w jaki spo­sób sto­so­wa­nie tego typu ro­zu­mo­wa­nia przy­nio­sło mi zy­ski. Przez więk­szą część dwu­dzie­stego wieku we Fran­cji so­cja­li­ści mieli duże wpływy. Ale w 1981 roku Fran­cois Mit­ter­rand, gor­liwy so­cja­li­sta, za­sko­czył świat wy­gry­wa­jąc wy­bory pre­zy­denc­kie ze względ­nie umiar­ko­wa­nym, spo­koj­nym Va­lérym Gi­scar­dem d'Es­ta­ing. "New York Ti­mes" pi­sał o Mit­ter­ran­dzie z wiel­kim za­chwy­tem, mimo iż jego plat­forma wy­bor­cza była zde­cy­do­wa­nie so­cja­li­styczna.

Obie­cał on do­pro­wa­dze­nie do peł­nego za­trud­nie­nia i do­bro­bytu przez zna­cjo­na­li­zo­wa­nie głów­nych ga­łęzi prze­my­słu, łącz­nie z sys­te­mem ban­ko­wym, na­ło­że­nie du­żych po­dat­ków na bo­ga­tych, wpro­wa­dze­nie ogrom­nych pro­gra­mów za­bez­pie­czeń so­cjal­nych oraz sty­mu­la­cję go­spo­darki przez in­fla­cję wa­luty[13]. Wie­dzia­łem (po­dob­nie jak wielu in­nych ro­zu­mie­ją­cych re­alia eko­no­mii), że próby Mit­ter­randa zmie­rza­jące do kon­tro­lo­wa­nia dzia­łań ryn­ko­wych do­pro­wa­dzą do ka­ta­strofy i war­tość franka fran­cu­skiego gwał­tow­nie się ob­niży w sto­sunku do do­lara.

Na­tych­miast wsze­dłem krótko we franka fran­cu­skiego - stał on wtedy 4 do 1 w sto­sunku do do­lara - a wy­sze­dłem po około trzech ty­go­dniach, gdy sto­su­nek był 6 do 1 (osta­tecz­nie do­szedł do 10 do 1). Za­ro­bi­łem na tym znaczną kwotę przy cał­ko­wi­tej nie­mal pew­no­ści, że nie po­peł­niam błędu. Wie­dzia­łem, że mam ra­cję, gdyż, pa­ra­fra­zu­jąc Ary­sto­te­lesa, "coś nie może jed­no­cze­śnie ist­nieć i nie ist­nieć w tym sa­mym cza­sie i pod tym sa­mym wzglę­dem". Prze­kła­da­jąc to na ję­zyk eko­no­mii można stwier­dzić, że "nie można do­stać cze­goś za nic". W 1983 roku efekty po­li­tyki Mit­ter­randa były już wi­doczne. Ceny wzra­stały o 12% w sto­sunku rocz­nym. Rząd do­pro­wa­dził do ogrom­nego de­fi­cytu bu­dże­to­wego i han­dlo­wego. Lu­dzie od­czuli ogólny spa­dek stopy ży­cio­wej. Na­stą­pił dal­szy spa­dek franka fran­cu­skiego w sto­sunku do in­nych wa­lut, zaś bez­ro­bo­cie ob­jęło około 10% zdol­nych do pracy. Zdu­mie­wa­jące, ale w 1990 roku Mit­ter­rand w dal­szym ciągu spra­wo­wał urząd! My­ślę, że na­le­żało się tego spo­dzie­wać, gdyż nasi przod­ko­wie w pre­am­bule de­kla­ra­cji nie­pod­le­gło­ści stwier­dzili: "Do­tych­cza­sowe do­świad­cze­nie po­ka­zało, że ludz­kość jest bar­dziej skłonna do cier­pień, gdy są one do znie­sie­nia, niż do zmian przez od­rzu­ce­nie form, do któ­rych jest przy­zwy­cza­jona".

Nie­stety, w każ­dym na­ro­dzie świata, także wśród Ame­ry­ka­nów, ist­nieją silne ele­menty ko­lek­ty­wi­styczne. Do pew­nego stop­nia lu­dzi uważa się za od­po­wie­dzial­nych nie tylko za wła­sne ży­cie, ale rów­nież za do­sta­tek in­nych.

Ce­lem rządu, zgod­nie z ide­olo­gią ko­lek­ty­wi­styczną, jest za­bez­pie­cze­nie po­wszech­nego do­bra przez wy­mu­szoną re­dy­stry­bu­cję bo­gac­twa od tych, któ­rzy pro­du­kują, do tych, któ­rzy nie mogą (lub nie chcą) albo do tych, któ­rzy nie pro­du­kują w do­sta­tecz­nej ilo­ści. W kon­se­kwen­cji rynki w Sta­nach Zjed­no­czo­nych i na ca­łym świe­cie, w róż­nym stop­niu, są re­gu­lo­wane i kon­tro­lo­wane.

W szcze­gól­no­ści po­daż pie­nię­dzy i kre­dy­tów spo­czywa cał­ko­wi­cie w rę­kach po­li­ty­ków, a z tego po­wodu rynki w du­żym stop­niu zdane są na ła­skę biu­ro­kra­tycz­nych ka­pry­sów. Ale po­dob­nie jak do­bry de­tek­tyw może wy­tro­pić prze­stępcę sta­ra­jąc się zro­zu­mieć jego po­stę­po­wa­nie, tak też moż­liwe jest wy­śle­dze­nie kursu rzą­do­wej po­li­tyki przez ana­lizę spo­sobu my­śle­nia czo­ło­wych po­staci wła­dzy. Sto­pień, do ja­kiego są ko­lek­ty­wi­stami, ozna­cza sto­pień, do ja­kiego będą in­ter­we­nio­wać na ryn­kach i kre­ować nie­rów­no­wagę w róż­nych for­mach. Spraw­dza­jąc, jaki wpływ wy­wiera ich in­ter­wen­cyjna po­li­tyka na pro­duk­cję, oszczęd­no­ści, in­we­sty­cje oraz po­stęp tech­niczny, jak też ana­li­zu­jąc jej wpływ na po­daż i po­pyt na róż­nych ryn­kach (za­kła­da­jąc oczy­wi­ście, że rząd nie zmie­nia swej po­li­tyki w po­ło­wie drogi, co czę­sto robi), można prze­wi­dzieć kie­ru­nek ru­chu cen.

By móc wy­prze­dzać przy­szłą po­li­tykę eko­no­miczną, na­leży zro­zu­mieć, jaką po­li­tyczną bro­nią dys­po­nują lu­dzie na klu­czo­wych sta­no­wi­skach wła­dzy, a także znać ich cha­rak­ter i in­ten­cje. W Sta­nach Zjed­no­czo­nych naj­bar­dziej fun­da­men­talną bro­nią po­li­tyki są po­datki, po­ziom i me­toda po­kry­wa­nia de­fi­cytu, kon­trola pie­nią­dza i kre­dytu spra­wo­wana przez Za­rząd Re­zerwy Fe­de­ral­nej oraz okre­ślone prawa ogra­ni­cza­jące pro­duk­cję i han­del. Główne oso­bi­sto­ści, które na­leży ob­ser­wo­wać, to pre­zy­dent, pre­zes Za­rządu Re­zerwy Fe­de­ral­nej, se­kre­tarz skarbu i klu­czowi przy­wódcy kon­gresu. Przez zro­zu­mie­nie przede wszyst­kim tego, co ci lu­dzie mogą zro­bić, oraz od­gad­nię­cie, co mo­gliby zro­bić zgod­nie ze swymi po­glą­dami na na­turę ludzką, można usta­wić się w ta­kiej po­zy­cji, by zy­skać na dzia­ła­niach rządu. Ana­li­zo­wa­nie efek­tów jest znacz­nie prost­sze niż prze­wi­dy­wa­nie po­li­tyki. Tak ujął to w swo­jej książce The We­alth of Na­tions (Bo­gac­two na­ro­dów) Adam Smith:

Pań­stwo jest za­sobne tam, gdzie ła­two przy­cho­dzi za­spo­ka­ja­nie pod­sta­wo­wych po­trzeb i stwo­rze­nie kom­fortu ży­cia. [...] Mó­wie­nie o bo­gac­twie na­ro­dów to mó­wie­nie o do­statku ich miesz­kań­ców. Dla­tego je­śli ja­kaś po­li­tyka zmie­rza do pod­nie­sie­nia cen ryn­ko­wych, to zmniej­sza za­sob­ność pu­bliczną i bo­gac­two na­rodu, a tym sa­mym ogra­ni­cza za­spo­ka­ja­nie pod­sta­wo­wych po­trzeb ży­cio­wych i szczę­ście lu­dzi.

Kon­se­kwen­cje in­ge­ren­cji rządu w go­spo­darkę da się prze­wi­dzieć dzięki nie­zmien­nym re­gu­łom ryn­ko­wym. Jedna z tych pro­stych za­sad brzmi: kon­trola cen po­wo­duje braki, a do­to­wa­nie cen po­wo­duje po­wsta­wa­nie nad­wy­żek. Na przy­kład gdy Ro­nald Re­agan zo­stał wy­brany w 1980 roku na pre­zy­denta, pro­duk­cja ropy naf­to­wej w Sta­nach Zjed­no­czo­nych prze­ży­wała gwał­towny roz­kwit sty­mu­lo­wany przez wpro­wa­dze­nie ta­ryfy cel­nej na im­port ropy, sztuczny nie­do­bór tego su­rowca wy­wo­łany przez OPEC oraz zło­żony sys­tem kon­troli cen i ulg po­dat­ko­wych stwo­rzony przez ad­mi­ni­stra­cję Car­tera, który na­ło­żył li­mit ce­nowy na "starą ropę", ale upłyn­nił ceny ropy nowo wy­pro­du­ko­wa­nej. Za­pa­no­wało wiert­ni­cze sza­leń­stwo - każdy spe­ku­lo­wał na otwo­rach wiert­ni­czych.

Po swo­jej elek­cji Re­agan za­po­wie­dział de­re­gu­la­cję prze­my­słu naf­to­wego. Wkrótce po tym za­dzwo­nił do mnie przy­ja­ciel, który był ma­kle­rem, i na­kła­niał mnie, bym ku­pił Tom Brown, sprze­da­wane na rynku po­za­gieł­do­wym ak­cje firmy naf­to­wej, które za­no­to­wały ogromny wzrost z 2 do 68 USD za ak­cję. Po­wie­dzia­łem mu: "Jimmy, prze­mysł naf­towy się skoń­czył, mógł­bym my­śleć o wej­ściu w tę ak­cję na krót­kiej po­zy­cji". Upro­sił mnie, bym nie grał krótko tej ak­cji, bo Tom Brown to jego przy­ja­ciel, za­tem nie zro­bi­łem tego, jed­nak za­gra­łem krótko wiele in­nych ak­cji spółek naf­to­wych.

Po­wie­dzia­łem Jim­miemu, że kar­tel naf­towy na Bli­skim Wscho­dzie wkrótce się roz­pad­nie z po­wodu kon­ku­ren­cyj­nych na­ci­sków, a pro­po­no­wana przez Re­agana de­re­gu­la­cja cał­ko­wi­cie roz­łoży we­wnętrzny prze­mysł naf­towy, kiedy wolna kon­ku­ren­cja spo­wo­duje spa­dek cen. Zwol­nił tempo za­ku­pów, jed­nak utrzy­mał swoją po­zy­cję, ma­jąc na­dzieję na jej za­mknię­cie w 1981 roku z po­wo­dów po­dat­ko­wych. W stycz­niu 1981 roku jego port­fel stra­cił na war­to­ści około 25%. In­deks S&P 500, w któ­rym dużą wagę miały ak­cje naf­towe, osią­gnął szczyt w 1980 roku. Ak­cje Tom Brown osta­tecz­nie spa­dły z po­wro­tem na 2 do­lary. Nie po­trzeba mó­wić, że za­ro­bi­łem przy­zwo­icie dzia­ła­jąc w opar­ciu o bar­dzo pro­ste za­sady.

Te­raz po­zwól­cie mi, bym kie­ru­jąc się tymi sa­mymi za­sa­dami za­jął się nieco przy­szło­ścią.

Ostat­nie pod­wyż­sze­nie po­ziomu mi­ni­mal­nej płacy zmniej­szy ren­tow­ność ba­rów szyb­kiej ob­sługi i in­nych punk­tów sprze­daży de­ta­licz­nej, po­wo­du­jąc, że nie­któ­rzy zre­zy­gnują z dzia­łal­no­ści, zaś inni zwol­nią pra­cow­ni­ków. Wzro­śnie wy­ko­rzy­sta­nie urzą­dzeń au­to­ma­tycz­nych, gdyż staną się one re­la­tyw­nie bar­dziej efek­tywne ze względu na wzrost kosztu siły ro­bo­czej. Wzro­śnie bez­ro­bo­cie wśród ni­sko wy­kwa­li­fi­ko­wa­nej siły ro­bo­czej i mło­dzieży, na­sili się na­cisk na rzą­dowe pro­gramy osło­nowe. "W imię tro­ski o lu­dzi" rząd raz jesz­cze skłoni się ku zu­bo­że­niu spo­łe­czeń­stwa. In­ter­wen­cja rzą­dowa nie oszuka praw po­pytu i po­daży; one po pro­stu źle roz­dzielą czyn­niki po obu stro­nach rów­na­nia.

Po­wtórzmy, eko­no­mia po­li­tyczna jest ważna ze względu na to, że opi­suje in­stru­menty, me­tody oraz dzia­ła­nia istot ludz­kich po­dej­mo­wane w celu zre­ali­zo­wa­nia kon­kret­nych za­dań. Eko­no­mia po­li­tyczna musi być skie­ro­wana głów­nie na dzia­ła­nia jed­no­stek, a na­stęp­nie na jed­nostki dzia­ła­jące jako spo­łeczne zbio­ro­wo­ści. Za­sady, które sto­suje się do po­je­dyn­czej osoby, są rów­nie praw­dziwe w sto­sunku do każ­dej grupy, jak też spo­łe­czeń­stwa jako ca­ło­ści. Aby za­sady eko­no­mii po­li­tycz­nej były praw­dziwe, mu­szą się opie­rać na po­glą­dzie, że lu­dzie są nie­za­leż­nymi, my­ślą­cymi isto­tami dą­żą­cymi do za­spo­ko­je­nia swo­ich po­trzeb. Każdy inny po­gląd ro­dzi sprzecz­no­ści - błędne osądy, które do­pro­wa­dzą do fia­ska, je­śli na ich pod­sta­wie przy­stąpi się do dzia­ła­nia. Po­dob­nie jak Ro­bin­son Cru­soe, każdy musi zro­zu­mieć po­ję­cia war­to­ścio­wa­nia, wy­twa­rza­nia, oszczę­dza­nia, in­we­sto­wa­nia i po­stępu tech­nicz­nego po to, by prze­trwać i roz­wi­jać się jako istota ludzka. Dla gra­cza, spe­ku­lanta i in­we­stora nieco do­kład­niej­sza zna­jo­mość tych za­sad jest nie­za­stą­pio­nym na­rzę­dziem przy prze­wi­dy­wa­niu za­cho­wa­nia się rynku, szcze­gól­nie zaś przy sza­co­wa­niu wpływu efek­tów rzą­do­wej in­ter­wen­cji na ruch cen.

PRO­DUK­CJA PO­PRZE­DZA BO­GAC­TWO

Moż­li­wo­ści ro­sną w miarę ich do­strze­ga­nia; ob­umie­rają, kiedy się je igno­ruje. Ży­cie jest dłu­gim pa­smem moż­li­wo­ści. Bo­gac­two nie po­lega na ro­bie­niu pie­nię­dzy, ale na roz­woju czło­wieka. Pro­duk­cja, a nie de­struk­cja, pro­wa­dzi do suk­cesu.

John Wic­ker

Za­łóżmy, że za­czą­łeś pra­co­wać dla ko­goś, a każ­dego dnia po pro­stu sie­dzisz, po­pi­jasz kawę, czy­tasz ko­miksy i ba­zgro­lisz coś na pa­pie­rze fir­mo­wym. Jak długo mo­głoby to trwać? Na pewno nie­zbyt długo. Twój pra­co­dawca praw­do­po­dob­nie słusz­nie zwol­niłby cię za nie­wno­sze­nie ni­czego no­wego do firmy - za to, że ni­czego nie pro­du­ku­jesz.

Jest nie­pod­wa­żal­nym fak­tem, że istoty ludz­kie mu­szą pro­du­ko­wać, aby prze­trwać i eg­zy­sto­wać. Pro­duk­cja jest ak­tem two­rze­nia cze­goś no­wego przez re­kom­bi­na­cję i re­aran­ża­cję na­tu­ral­nych lub two­rzo­nych przez czło­wieka ele­men­tów, które mają kon­kretne prze­zna­cze­nie. Mó­wiąc o "two­rze­niu cze­goś no­wego" nie chcę po­wie­dzieć, że może po­wstać coś z ni­czego. Ry­bak prze­mie­nia rybę w po­ży­wie­nie - przez swoje dzia­ła­nie i in­no­wa­cje two­rzy żyw­ność. Stal, miedź, alu­mi­nium, pla­stik, tka­ninę i tak da­lej - pro­du­cent sa­mo­cho­dów prze­kształca w sa­mo­chód. Pro­du­cent fil­mowy wy­ko­rzy­stuje pracę re­ży­sera, ak­to­rów, au­to­rów i ekipy, by zro­bić film roz­ryw­kowy, edu­ka­cyjny lub re­kla­mowy. Le­karz zmie­rza do przy­wró­ce­nia zdro­wia pa­cjen­towi. Gracz na gieł­dzie jest kre­ato­rem wy­ceny i wy­miany. To chyba ja­sne.

Pro­ces pro­duk­cji może być pro­sty lub zło­żony - od gro­ma­dze­nia żyw­no­ści do pro­du­ko­wa­nia two­rzyw sztucz­nych z od­pa­dów ra­fi­na­cji ropy naf­to­wej. Do pro­duk­tów można za­li­czyć za­równo pro­dukty bio­lo­gicz­nie nie­zbędne, jak i abs­trak­cyjne idee - od je­dze­nia do po­ezji - jed­nak w każ­dym przy­padku po­wstaje coś no­wego, co ma słu­żyć wcze­śniej okre­ślo­nym za­da­niom lub ce­lom. Ist­nieją także pewne wpły­wowe grupy, które po­tę­piają pro­duk­cję po­nad pe­wien okre­ślony po­ziom. Twier­dzą oni, że przez "nad­pro­duk­cję" ludz­kość od­dala się co­raz bar­dziej od swego "na­tu­ral­nego stanu", i mó­wią o "pro­sto­cie i pięk­nie" kilku eg­zy­stu­ją­cych jesz­cze w od­le­głych za­kąt­kach świata szcze­pów zaj­mu­ją­cych się zbie­rac­twem. Dla przy­kładu, pod­ręcz­nik or­ga­ni­za­cji Przy­ja­ciele Ziemi stwier­dza: "Na­prawdę do­brą tech­no­lo­gią jest brak tech­no­lo­gii", da­lej gło­sząc, że roz­wój eko­no­miczny to "po­datki bez moż­li­wo­ści wy­wie­ra­nia wpływu na ich wiel­kość, na­rzu­cone przez elitę resz­cie na­tu­ral­nego świata" (za­sta­na­wiam się, gdzie jest sztuczny świat). Inni wzdy­chają tę­sk­nie do ba­jecz­nego "raj­skiego ogrodu" jako ide­al­nego stanu czło­wie­czeń­stwa i utrzy­mują, że praca pro­duk­cyjna jest karą za ze­rwa­nie jabłka.

Czy po­tra­fisz so­bie wy­obra­zić swoje ży­cie jako cał­ko­wi­cie za­leżne od zmien­nej matki na­tury, spę­dzane na po­lo­wa­niu i nie­ustan­nym gro­ma­dze­niu je­dze­nia? Czy po­tra­fisz so­bie wy­obra­zić ży­cie w "raju", gdzie nie trzeba nic ro­bić i o ni­czym my­śleć, w któ­rym "pro­du­ko­wa­nie" było nie­kon­se­kwentne i nie­sto­sowne? Ja­kie by­łoby źró­dło two­ich przy­jem­no­ści i szczę­ścia, gdy­byś miał wszystko, co po­trzebne do prze­trwa­nia, a wszyst­kie de­cy­zje by­łyby z góry pod­jęte, bo do­ko­ny­wa­nie wy­boru by­łoby nie­moż­liwe i nie­po­trzebne? Czym­kol­wiek byłby taki "raj", trudno by go było na­zwać świa­tem ludz­kiej eg­zy­sten­cji, a ja nie chciał­bym się w nim zna­leźć. Dzi­wię się, że nie­któ­rzy lu­dzie uwa­żają że­re­mie bo­brów za na­tu­ralne, a no­wo­jor­skie dra­pa­cze chmur mają za sztuczne - jedno i dru­gie po­wstało w wy­niku pracy istot ży­wych, dzia­ła­ją­cych zgod­nie z ich na­turą.

Pod­stawą pro­duk­cji jest, uży­wa­jąc słów Ayn Rand, "za­sto­so­wa­nie ro­zumu do roz­wią­za­nia pro­ble­mów prze­trwa­nia"[14]. Lu­dzie mogą prze­trwać, bo wy­ko­rzy­stują ro­zum do okre­śle­nia swo­ich po­trzeb i pra­gnień, upo­rząd­ko­wa­nia ich we­dług względ­nej skali war­to­ści, od­kry­wa­nia środ­ków umoż­li­wia­ją­cych ich re­ali­za­cję i po­dej­mo­wa­nia dzia­łań pro­duk­cyj­nych. W od­róż­nie­niu od in­nych istot ży­wych lu­dzie two­rzą wła­sne śro­do­wi­sko prze­kształ­ca­jąc na­turę zgod­nie ze swymi pra­wami. Mogą prze­zwy­cię­żać prze­ciw­no­ści na­tury, po­mna­żać rzad­kie do­bra pierw­szej po­trzeby, prze­dłu­żać ludz­kie ży­cie i sta­wiać czoło no­wym wy­zwa­niom i moż­li­wo­ściom. Ale mogą to uczy­nić je­dy­nie wtedy, kiedy dys­po­nują wol­no­ścią pro­du­ko­wa­nia.

Zde­fi­nio­wa­łem pro­duk­cję moż­li­wie sze­roko, włą­cza­jąc wszyst­kie ce­lowe dzia­ła­nia, któ­rych re­zul­ta­tem jest osią­gnię­cie ce­lów lub war­to­ści po to, by roz­wiać mylne po­ję­cie, roz­po­wszech­nione w my­śle­niu eko­no­micz­nym, że je­dy­nie dzia­ła­nie, któ­rego re­zul­ta­tem jest two­rze­nie dóbr, jest "pro­duk­cyjne". Wielu eko­no­mi­stów dzieli wy­twa­rza­nie na sek­tor pro­duk­cji i sek­tor usług, tak jakby ci, któ­rzy do­star­czają usług, nie byli pro­duk­cyjni. Nie­któ­rzy la­men­tują, że wzrost au­to­ma­ty­za­cji i me­cha­ni­za­cji zmu­sza siłę ro­bo­czą do prze­nie­sie­nia się do sfery usług i z tego po­wodu za­sób uta­len­to­wa­nych wy­kształ­co­nych lu­dzi bę­dzie się nie­ustan­nie zmniej­szał. Usługi, jak twier­dzą, w znacz­nym stop­niu wpły­wają na po­dział, a nie na ge­ne­ro­wa­nie do­bro­bytu. Jest to błędny i sza­le­nie krót­ko­wzroczny po­gląd, który wy­nika z myl­nej kon­cep­cji war­to­ści eko­no­micz­nej i bo­gac­twa.

War­to­ścią eko­no­miczną jest wszystko, co za­spo­kaja po­trzeby, co jest uwa­żane za ta­kie i jest osią­galne - a taka de­fi­ni­cja od­nosi się za­równo do to­wa­rów, jak i do usług. Uży­wam tu słowa "po­trzeba" w naj­szer­szym sen­sie, roz­mie­jąc pod tą na­zwą wszystko, czego się wy­maga, po­żąda lub chce. Przyj­muję, że po­trzeby może okre­ślić tylko jed­nostka. Je­śli do­sta­tecz­nie wiele jed­no­stek pra­gnie tej sa­mej war­to­ści eko­no­micz­nej i chce za nią za­pła­cić, to po­siada ona wtedy war­tość ryn­kową.

Ce­lem dzia­łal­no­ści go­spo­dar­czej jest roz­po­zna­wa­nie i two­rze­nie war­to­ści ryn­ko­wych oraz osią­ga­nie zy­sków dzięki za­spo­ka­ja­niu po­trzeb kon­su­men­tów. Dą­żąc do tego celu, przed­się­biorcy wy­ko­rzy­stują me­cha­ni­za­cję, au­to­ma­ty­za­cję i inne in­no­wa­cje, aby wię­cej wy­ro­bów i usług mo­gło do­trzeć do więk­szej liczby osób po niż­szej ce­nie. Ro­bot­nicy, któ­rzy cza­sowo zo­stali wy­parci przez po­stęp tech­niczny, mogą przejść do sek­tora usług, ale mogą też zo­stać wchło­nięci przez wy­twór­ców zło­żo­nych ka­pi­ta­ło­chłon­nych dóbr, co umoż­li­wia me­cha­ni­za­cję i au­to­ma­ty­za­cję. I nie ma zna­cze­nia, co wy­biorą, gdyż i jedno, i dru­gie jest no­wym źró­dłem do­bro­bytu. Oszczęd­no­ści uzy­skane z po­wodu me­cha­ni­za­cji in­we­stuje się w nowe pro­dukty i usługi, wzra­sta praw­dziwe bo­gac­two na­rodu. Można to na­zwać na­tu­ralną drogą roz­woju czło­wieka i pod­no­sze­nia stan­dardu jego ży­cia. Nowe, bar­dziej eko­no­miczne me­tody pro­duk­cji za­stę­pują stare spo­soby, zmu­szają lu­dzi na wszyst­kich szcze­blach spo­łecz­nych do zdo­by­wa­nia wie­dzy i umie­jęt­no­ści po to, by kon­ku­ro­wać na ryn­kach.

Pod­czas gdy ist­nieją silne grupy, szcze­gól­nie wśród zor­ga­ni­zo­wa­nych ro­bot­ni­ków, które wo­la­łyby sta­gna­cję od wzro­stu, ci, któ­rzy lu­bią zmiany i nie­ustan­nie roz­sze­rzają swoje ho­ry­zonty, będą roz­wi­jać swoją oso­bo­wość oraz po­pra­wiać sy­tu­ację fi­nan­sową. Nie­ustanne my­śle­nie, na­uka i pro­du­ko­wa­nie są fun­da­men­tal­nymi wy­ma­ga­niami po­trzeb­nymi do zdo­by­cia po­czu­cia sza­cunku dla sa­mego sie­bie i świa­do­mo­ści wła­snej war­to­ści. Szer­sze zro­zu­mie­nie tej za­leż­no­ści przy­czy­ni­łoby się do stwo­rze­nia zdrow­szej, szczę­śliw­szej i bar­dziej pro­duk­tyw­nej kul­tury.

Twier­dze­nie, że sek­tor usług jest nie­pro­duk­tywny, nie ma żad­nego uza­sad­nie­nia. Poza za­spo­ka­ja­niem pod­sta­wo­wych po­trzeb - żyw­no­ści, schro­nie­nia, odzieży - jed­nostki mają jesz­cze nie­skoń­czoną liczbę wy­ko­rzy­sta­nia efek­tów wła­snej pracy i uży­cia swego bo­gac­twa. Je­śli zde­cy­dują się na wy­da­nie pie­nię­dzy w dro­giej re­stau­ra­cji, kon­su­mują swój do­bro­byt, ale tak czy­niąc po­ma­gają za­pła­cić ro­bot­ni­kom, któ­rzy zbu­do­wali bu­dy­nek, wła­ści­cie­lowi re­stau­ra­cji, który go wy­naj­muje, pro­du­cen­towi me­bli, który wy­pro­du­ko­wał stoły i krze­sła, opła­cają pen­sje kel­ne­rów, któ­rzy ich ob­słu­gują i tak da­lej. Ich kon­sump­cja czę­ściowo opłaca moż­li­wo­ści pro­duk­cyjne wielu in­nych lu­dzi.

Eko­no­mi­ści czę­sto dzielą na­ród na "pro­du­cen­tów" i "kon­su­men­tów", tak jakby były to różne ga­tunki, a na­wet prze­ciw­nicy. Pod­czas gdy ten po­dział ma pewne za­lety z ana­li­tycz­nego punktu wi­dze­nia, to w rze­czy­wi­sto­ści każdy pro­du­cent jest rów­nież kon­su­men­tem i każdy kon­su­ment jest pro­du­cen­tem (chyba, że ma się na my­śli ko­goś, kto wy­daje odzie­dzi­czoną for­tunę lub żyje na rzą­do­wym gar­nuszku). Czło­wiek pra­cu­jący w mon­towni sa­mo­cho­dów ma swój udział w two­rze­niu go­to­wego pro­duktu. Po­mimo że speł­nia w tym pro­ce­sie rolę po­śred­nią, nie jest przez to w mniej­szym stop­niu pro­duk­tywny. To samo do­ty­czy kel­nerki w re­stau­ra­cji - ona two­rzy część at­mos­fery i ob­słu­guje go­ści, za co otrzy­muje za­płatę. Ci lu­dzie za­ra­biają pen­sje, są pro­du­cen­tami, któ­rzy sprze­dają swój pro­dukt za pen­sję, a na­stęp­nie swoje pen­sje za­mie­niają na do­bra i usługi wy­two­rzone przez in­nych. By­cie jed­no­cze­śnie kon­su­men­tem i pro­du­cen­tem - łań­cuch dzia­łań skła­da­jący się z pro­duk­cji i wy­miany - sta­nowi dla każ­dej jed­nostki je­dyny spo­sób le­gal­nej re­ali­za­cji jej ce­lów w wol­nej go­spo­darce ryn­ko­wej.

Pro­du­ko­wać to kre­ować po­ten­cjalne bo­gac­two. Bo­gac­two to aku­mu­la­cja nie­skon­su­mo­wa­nych dóbr, wszystko jedno, czy to­wa­rów, czy usług - wszyst­kiego, co jed­nostki na rynku uwa­żają za po­sia­da­jące war­tość. W tym sen­sie nie skon­su­mo­wane usługi kel­nera (o ile jest za­trud­niony w do­cho­do­wej re­stau­ra­cji) są bo­gac­twem. Fakt, że dziś na ogół mie­rzymy bo­gac­two w jed­nost­kach pie­nięż­nych, nie zmie­nia jego istoty. Aku­mu­la­cja pie­nię­dzy jest po pro­stu aku­mu­la­cją rosz­czeń do to­wa­rów i usług ryn­ko­wych, któ­rych war­tość jest zmienna w cza­sie.

Miarą suk­cesu na rynku jest zdol­ność do gro­ma­dze­nia bo­gac­twa przez kre­owa­nie oraz prze­wi­dy­wa­nie po­pytu na dane pro­dukty i usługi po ce­nie, która za­pewni nie tylko prze­trwa­nie, ale rów­nież wzrost eko­no­miczny. Pro­duk­cja jest pierw­szym kro­kiem w tym pro­ce­sie, oszczę­dza­nie jest na­stęp­nym.

OSZCZĘD­NO­ŚCI, IN­WE­STY­CJE, KRE­DYT I BO­GAC­TWO

Oszczę­dza­nie jest in­we­sty­cją.

Henry Ha­zlitt

Pod­czas gdy pro­duk­cja jest wstęp­nym wa­run­kiem prze­trwa­nia, oszczę­dza­nie jest wstęp­nym wa­run­kiem wzro­stu eko­no­micz­nego. Aby zgro­ma­dzić bo­gac­two, na­leży przede wszyst­kim pro­du­ko­wać wię­cej niż wy­maga bie­żąca kon­sump­cja. Po­tem można wy­bie­rać: prze­cho­wać nad­wyżkę dla póź­niej­szej kon­sump­cji, co na­zywa się pro­stym oszczę­dza­niem, użyć jej do pod­wyż­sze­nia przy­szłej pro­duk­tyw­no­ści lub prze­zna­czyć na po­kry­cie kosz­tów re­ali­za­cji dłu­go­trwa­łych pro­jek­tów - na­zywa się to oszczę­dza­niem in­we­sty­cyj­nym lub aku­mu­la­cją ka­pi­ta­łową.

Przy zwy­kłym oszczę­dza­niu pro­dukty od­kłada się, ale prę­dzej czy póź­niej zo­staną skon­su­mo­wane i nic po nich nie zo­sta­nie. Przy aku­mu­la­cji ka­pi­tału do­bra są aku­mu­lo­wane w celu do­sko­na­le­nia pro­cesu pro­duk­cji lub two­rze­nia no­wych pro­duk­tów. To wła­śnie aku­mu­la­cja ka­pi­ta­łowa pro­wa­dzi do po­prawy wa­run­ków ma­te­rial­nych czło­wieka i po­zwala mu na dal­szą in­ten­sy­fi­ka­cję ży­cia, nie tylko przez in­ten­sy­fi­ka­cję na­uki i pro­duk­cji, ale także dzięki wy­po­czyn­kowi. Aku­mu­la­cja ka­pi­ta­łowa jest in­we­sty­cją w przy­szłość i w ten spo­sób oszczę­dza­nie staje się in­we­sty­cją.

Oszczę­dza­nie jest ak­tem wy­boru opar­tym na czer­pa­niu ko­rzy­ści z odło­że­nia kon­sump­cji w cza­sie. Re­la­cja miary po­ziomu bie­żą­cej kon­sump­cji w sto­sunku do kon­sump­cji przy­szłej lub re­la­cja war­to­ści przy­pi­sy­wa­nej do­brom bie­żą­cym w sto­sunku do dóbr przy­szłych na­zy­wana jest pro­cen­tem pod­sta­wo­wym[15] - i jest miarą za­in­te­re­so­wa­nia obecną kon­sump­cją w po­rów­na­niu z kon­sump­cją przy­szłą. Im wyż­szy jest pro­cent pod­sta­wowy, tym mniej­szy bę­dzie współ­czyn­nik aku­mu­la­cji ka­pi­ta­ło­wej, i od­wrot­nie, im jest mniej­szy, tym więk­szy bę­dzie współ­czyn­nik aku­mu­la­cji ka­pi­tału, a tym sa­mym tempo wzro­stu bo­gac­twa.

Pro­cent pod­sta­wowy ujaw­nia się na ryn­kach fi­nan­so­wych jako tempo wzro­stu lub spadku za­sobu dóbr ka­pi­ta­ło­wych[16], co jest bez­po­śred­nio zwią­zane z po­zio­mem (in­dy­wi­du­al­nych) oszczęd­no­ści oraz po­dażą i po­py­tem na kre­dyt. Aku­mu­la­cja ka­pi­ta­łowa nie jest bez­po­śred­nio po­wią­zana ze stopą pro­cen­tową. Ryn­kowa stopa pro­cen­towa to koszt kre­dytu, w któ­rym pro­cent pod­sta­wowy jest je­dy­nie jed­nym ze skład­ni­ków. Ale pro­cent pod­sta­wowy jest istotną siłą na­pę­dową, która in­for­muje, czy lu­dzie będą kon­su­mo­wać te­raz, czy póź­niej. Jest ona różna dla róż­nych lu­dzi i za­leży od sze­regu czyn­ni­ków. Po­wody tego roz­róż­nie­nia staną się oczy­wi­ste, kiedy będę w na­stęp­nym roz­dziale oma­wiał po­li­tykę mo­ne­tarną w cy­klach ko­niunk­tury. Osta­tecz­nie, de­cy­zje o oszczę­dza­niu są oparte na zdol­no­ści i pra­gnie­niu re­zy­gna­cji z obec­nej kon­sump­cji w za­mian za wyż­sze do­chody w przy­szło­ści. Jest to wy­bór po­le­ga­jący na re­zy­gna­cji z kon­sump­cji dziś na rzecz ju­trzej­szego wzro­stu.

Mo­to­rem wzro­stu jest nowa tech­no­lo­gia, która po­wstaje dzięki in­no­wa­cjom oraz in­we­sto­wa­niu wie­dzy, czasu, ener­gii i za­so­bów zdo­by­tych po­przez oszczę­dza­nie. Tech­no­lo­gia to na­uka sto­so­wana, a in­no­wa­cja to akt kre­acji. Dla­tego in­no­wa­cje tech­no­lo­giczne są ak­tem kre­acji no­wych spo­so­bów wy­ko­rzy­sta­nia wie­dzy. Pierw­szy ry­bak, który po­my­ślał o tym, by ła­pać ryby za po­mocą sieci, był wy­na­lazcą, a sieć była jego nową tech­no­lo­gią. W re­zul­ta­cie sieć była formą oszczę­dza­nia - do­brem ka­pi­ta­ło­wym uży­tym dla uprosz­cze­nia pro­cesu pro­duk­cji.

Wy­two­rze­nie przez ry­baka pierw­szej sieci wy­ma­gało od niego wie­dzy, czasu, ener­gii i ma­te­riału po­trzeb­nego do skon­stru­owa­nia sieci. Gdy ją zro­bił i na­uczył się, jak z niej ko­rzy­stać, za­osz­czę­dził ogromne ilo­ści ener­gii pro­duk­cyj­nej przez to, że bar­dziej efek­tyw­nie wy­ko­rzy­sty­wał czas swej pracy. Mógł zdo­by­wać ryby nie tylko dla sie­bie i swo­jej ro­dziny, ale także wy­mie­niać nad­wyżki po­ło­wów na pro­dukty in­nych. Ryby stały się mniej cenne dla ry­baka, gdyż prze­stały być do­brem rzad­kim, a ich po­zy­ski­wa­nie nie wy­ma­gało ta­kich na­kła­dów pracy jak po­przed­nio, dzięki czemu jego są­sie­dzi mo­gli so­bie po­zwo­lić na spe­cja­li­za­cję w pro­duk­cji in­nych po­trzeb­nych ar­ty­ku­łów, wy­mie­nia­nych póź­niej na ryby. Ten przy­kład, w pry­mi­tyw­nej skali, po­ka­zuje, jak efekty osią­gane przez jed­nego czło­wieka wsku­tek oszczęd­no­ści, in­no­wa­cji, in­we­sto­wa­nia oraz aku­mu­la­cji ka­pi­tału od­dzia­łują na wspól­notę i czy­nią każ­dego bar­dziej pro­duk­tyw­nym.

Na każ­dym kroku w po­stę­pie cy­wi­li­za­cji dzie­dzi­czymy i udo­sko­na­lamy wie­dzę in­nych lu­dzi. To także jest forma oszczę­dza­nia, która pro­wa­dzi do wzro­stu. Dzie­dzi­czymy łódkę i ro­bimy z niej ża­glo­wiec. Ża­glo­wiec za­mie­nia się w pa­ro­wiec. Pa­ro­wiec staje się su­per­tan­kow­cem na­pę­dza­nym sil­ni­kiem wy­so­ko­pręż­nym. I tak da­lej. Pod­porą ca­łego pro­cesu jest oszczę­dza­nie i praca wy­ko­nana przez po­przed­nie po­ko­le­nia, a w koń­co­wym eta­pie kre­atyw­ność jed­no­stek. Je­śli nasi ło­wiący ryby przod­ko­wie po pro­stu skon­su­mo­wa­liby swoje ło­dzie i sieci, nie za­wra­ca­jąc so­bie głowy in­we­sto­wa­niem czasu i pie­nię­dzy w ich udo­sko­na­la­nie, je­śli nasi przod­ko­wie nie prze­ka­za­liby nam wie­dzy, jak upra­wiać zboże i ro­bić z niego mąkę, je­śli istoty ludz­kie, tak jak inne zwie­rzęta, by­łyby czy­stymi kon­su­men­tami, to nie ist­nia­łaby cy­wi­li­za­cja, jaką znamy. To wła­śnie oszczę­dza­nie wy­ro­bów i wie­dza spra­wia, że moż­liwe jest in­we­sto­wa­nie we wzrost.

Ła­two jest do­strzec na naj­niż­szym po­zio­mie roz­woju spo­łecz­nego, jak oszczę­dza­nie umoż­li­wia in­we­sto­wa­nie. Nie tak ła­two za­uwa­żyć dzia­ła­nie tego pro­cesu w zło­żo­nej go­spo­darce ryn­ko­wej. Dla przy­kładu, kiedy spółka pro­duk­cyjna po­ży­cza pie­nią­dze, by za­in­we­sto­wać w do­bra ka­pi­ta­łowe, ta­kie jak nowe i bar­dziej wy­dajne ma­szyny, to trudno do­strzec, gdzie w grę wcho­dzą oszczęd­no­ści. Jest to fak­tycz­nie na tyle trudne, że eko­no­mi­ści, tacy jak John May­nard, Key­nes zdo­łali prze­ko­nać in­nych wpły­wo­wych eko­no­mi­stów i po­li­ty­ków rzą­do­wych, że pro­duk­cja i oszczę­dza­nie nie są wstęp­nym wa­run­kiem wzro­stu.

W ter­mi­no­lo­gii Key­nesa za­gre­go­wany po­pyt, do­chód, ja­kim się dys­po­nuje, mie­rzony w do­la­rach, jest siłą na­pę­dza­jącą pro­duk­cję. Twier­dzi on, iż wy­star­czy każ­demu dać do ręki kilka do­la­rów, a zo­staną one na­tych­miast wy­dane, w ten spo­sób zwięk­sza­jąc po­pyt i zmu­sza­jąc prze­mysł do więk­szej pro­duk­cji (przy za­ło­że­niu oczy­wi­ście, że go­spo­darka nie od­po­wie na to pro­stym pod­nie­sie­niem cen). Z dru­giej strony oszczę­dza­nie sprzyja "zmniej­szo­nej kon­sump­cji", zmniej­sza za­gre­go­wany po­pyt, zmniej­sza pro­dukt kra­jowy brutto (PKB) i dusi wzrost. Zgod­nie z tym po­glą­dem rząd może kre­ować do­bro­byt pom­pu­jąc pie­nią­dze w go­spo­darkę przez wy­datki fi­nan­so­wane de­fi­cy­tem i ła­twą po­li­tykę kre­dy­tową oraz przez za­chę­ca­nie do wy­da­wa­nia, a nie oszczę­dza­nia. Pro­ble­mem dla my­ślą­cych w stylu Key­nesa jest je­dy­nie uważne za­rzą­dza­nie wy­dat­kami rzą­do­wymi i po­dażą pie­nią­dza.

Wspo­mnia­łem wcze­śniej, że pie­niądz służy jako śro­dek wy­miany i od­wzo­ro­wa­nie war­to­ści, oraz że kiedy ktoś oszczę­dza pie­nią­dze, po­wstrzy­muje rosz­cze­nie do nie skon­su­mo­wa­nych dóbr i usług. Na po­zór z tych dwóch ob­ser­wa­cji może wy­ni­kać, że oszczę­dza­nie jest nie­pro­duk­tywne, że oszczę­dza­nie i in­we­sto­wa­nie nie są bez­po­śred­nio zwią­zane. Można się sprze­czać, czy przez po­wstrzy­ma­nie się od za­kupu oszczę­dza­jący re­du­kuje po­pyt na wy­roby do­stępne na rynku, zmniej­sza zy­ski prze­my­słu, a tym sa­mym przy­czy­nia się do spadku in­ten­syw­no­ści dzia­łal­no­ści go­spo­dar­czej. Nic nie może być mniej praw­dziwe od tego stwier­dze­nia.

Weźmy dwa typy oszczę­dza­ją­cych - skąpca, który na­py­cha pie­niędzmi ma­te­rac, oraz ty­po­wego ciu­ła­cza, który wkłada pie­nią­dze do banku lub lo­kuje je w ta­kich in­stru­men­tach fi­nan­so­wych jak ob­li­ga­cje, złoto lub ak­cje. Nie ma na tym świe­cie zbyt wielu Har­pa­go­nów, któ­rzy gro­ma­dzą pie­nią­dze w ma­te­ra­cach, kie­ru­jąc się je­dy­nie czy­stą chę­cią po­sia­da­nia. Ale do pew­nych gra­nic ta­kie zja­wi­sko wy­stę­puje, zaś jego re­zul­ta­tem jest uszczu­ple­nie ilo­ści pie­nię­dzy znaj­du­ją­cych się w obiegu w sto­sunku do in­nych to­wa­rów, co spra­wia, że po­wstaje na­cisk na spa­dek cen i wzra­sta siła na­byw­cza pie­nią­dza. Pro­szę pa­mię­tać, że pie­niądz jest to­wa­rem nie mniej i nie wię­cej niż każdy inny to­war po­dat­nym na prawa po­pytu i po­daży. Je­śli zmniej­sza się po­daż, jego war­tość re­la­tyw­nie do in­nych pro­duk­tów wzra­sta. Bo­gac­two nie może być po­rów­ny­wane z ilo­ścią pie­nię­dzy bez uwzględ­nia­nia ich siły na­byw­czej.

W kilku ostat­nich de­ka­dach XIX wieku eks­pan­sja prze­my­słowa i stan­dard ży­cia w Sta­nach Zjed­no­czo­nych ro­sły naj­szyb­ciej w hi­sto­rii świata. Ale eko­no­mi­sta mie­rzący bo­gac­two w do­la­rach mógłby tego nie za­uwa­żyć. W ciągu 20-let­niego okresu, w cza­sie szczytu okresu eks­pan­sji, pie­niądz oparty na re­zer­wach złota i sre­bra po­zo­stał względ­nie sta­bilny, a ogólny po­ziom cen spadł o około 50%. Fak­tycz­nie w ciągu wieku XVIII i XIX, z wy­jąt­kiem okre­sów wo­jen, kiedy rząd fi­nan­so­wał wy­datki przez dru­ko­wa­nie pie­nię­dzy, spa­dek cen był re­gułą, a nie wy­jąt­kiem.

Dziś, po­nie­waż je­ste­śmy cał­ko­wi­cie zin­dok­try­no­wani przez in­fla­cyjną po­li­tykę mo­ne­tarną na­szego rządu, ta­kie stwier­dze­nie wy­daje się nie­mal dzi­waczne. Ale je­śli po­my­śli się o pie­nią­dzu jako o to­wa­rze, wtedy na­biera ono sensu. Tak jak dziś prze­my­słowcy sta­rają się uwzględ­niać nie­ustanny wzrost cen przy usta­la­niu i kal­ku­lo­wa­niu do­chodu, tak prze­my­słowcy byli przy­zwy­cza­jeni do efek­tów spadku cen. Go­spo­darka rze­czy­wi­ście zwięk­szała pro­fity w okre­sach zmniej­sza­ją­cych się przy­cho­dów do­la­ro­wych, po­nie­waż war­tość do­lara nie­ustan­nie ro­sła. Róż­nica po­lega na tym, że czyn­niki ryn­kowe, a nie rząd były głów­nym wy­znacz­ni­kiem po­daży pie­nią­dza i kre­dytu.

Wielu współ­cze­snych eko­no­mi­stów sta­wia na równi spa­dek cen z re­gre­sem go­spo­darki. Dzieje się tak dla­tego, że od 1920 roku je­dyne okresy spadku ogól­nego po­ziomu cen to okresy de­pre­sji lub re­ce­sji. Do­kładna ana­liza tych okre­sów po­ka­zuje w peł­nej kra­sie zgubny wpływ rzą­do­wej in­ter­wen­cji. Na przy­kład w roku 1930 Za­rząd Re­zerwy Fe­de­ral­nej zre­du­ko­wał po­daż pie­nią­dza o jedną trze­cią, pod­czas gdy Kon­gres rów­no­cze­śnie prze­for­so­wał ustawę utrzy­mu­jącą ceny na po­zio­mie lat dwu­dzie­stych. Pła­cono far­me­rom za pa­le­nie ziem­nia­ków i za­ory­wa­nie pól ba­weł­nia­nych, by pod­nieść ceny. (Wielu far­me­rów w la­tach trzy­dzie­stych uży­wało mu­łów do ora­nia, a muły mają opi­nię tę­pych. Ale by za­orać krzewy ba­weł­niane, muły mu­siały iść bez­po­śred­nio po ro­śli­nach i mówi się, że muły nie chciały tego ro­bić. Je­den z ar­ty­ku­łów re­dak­cyj­nych su­ge­ro­wał, że muły wie­działy wię­cej na te­mat eko­no­mii niż rząd). Kupcy byli na­gra­dzani od­znaką błę­kit­nego orła (Blue Eagle) za­wie­szaną w oknach wy­sta­wo­wych, gdy trzy­mali się sztucz­nie wy­so­kich rzą­do­wych pu­ła­pów cen, zaś Ro­ose­velt i jego "ko­le­dzy spod ko­minka" za­chę­cali kon­su­men­tów do do­ko­ny­wa­nia za­ku­pów je­dy­nie w skle­pach Blue Eagle oraz do do­no­sze­nia na kup­ców, któ­rzy nie sto­so­wali się do za­le­ceń. Usta­wo­daw­stwo pracy upo­waż­niało i za­chę­cało związki za­wo­dowe do zwięk­sza­nia żą­dań pła­co­wych i po­wstrzy­my­wało prze­mysł od wpro­wa­dza­nia ob­niżki płac. W re­zul­ta­cie rze­czy­wi­ste płace wzro­sły w okre­sie spadku pro­duk­cji i ro­sną­cego bez­ro­bo­cia. Ni­gdy nie za­świ­tało w gło­wach rzą­do­wym urzęd­ni­kom, że re­zul­ta­tem zmniej­sze­nia po­daży pie­nią­dza mu­szą być niż­sze ceny! Oczy­wi­stym re­zul­ta­tem było wy­stą­pie­nie naj­dłuż­szej re­ce­sji w hi­sto­rii eko­no­micz­nej Sta­nów Zjed­no­czo­nych.

Po­li­tyka wy­dat­ków i po­li­tyka mo­ne­tarna na­szego rządu zmie­nia się od in­fla­cyj­nego bo­omu po­wo­do­wa­nego ła­twym kre­dy­tem do na­stę­pu­ją­cego po nim za­ła­ma­nia bę­dą­cego re­zul­ta­tem ogra­ni­cze­nia po­daży pie­nią­dza i kre­dytu w celu opa­no­wa­nia in­fla­cji. To wła­śnie rzą­dowa po­li­tyka fi­nan­so­wa­nia wy­dat­ków de­fi­cy­tem bu­dże­to­wym i kon­trola po­daży pie­nią­dza przez Sys­tem Re­zerwy Fe­de­ral­nej spra­wia, że rze­czy­wi­ście dla współ­cze­snych Ame­ry­ka­nów nie­moż­liwe jest wy­obra­że­nie so­bie do­bro­bytu w okre­sie spadku cen. Ale czy na­prawdę nie można so­bie wy­obra­zić, że można ulo­ko­wać pie­nią­dze w banku, a ich siła na­byw­cza rze­czy­wi­ście ro­śnie i nie trzeba mar­twić się in­fla­cją? Czy po­tra­fi­cie so­bie wy­obra­zić, jak szybko ceny ar­ty­ku­łów o wy­so­kiej tech­no­lo­gii spa­da­łyby, je­śli po­łą­czy­łyby się efekty po­stępu tech­nicz­nego, kon­ku­ren­cji i spadku cen z po­wodu wzro­stu siły na­byw­czej do­lara? Istotne jest to, że za­ła­ma­nia w go­spo­darce nie są spo­wo­do­wane i nie­ko­niecz­nie mają coś wspól­nego ze spad­kami cen.

Ską­piec, w naj­gor­szym przy­padku, usu­wa­jąc pie­nią­dze z ob­rotu ma je­dy­nie ogra­ni­czony wpływ na ceny i na rynki. Za­kła­da­jąc, że po­daż pie­nią­dza jest stała, w re­zul­ta­cie ta­kich dzia­łań ceny być może nieco wzro­sną. Je­śli po­daż pie­nię­dzy nie­ustan­nie wzra­sta re­la­tyw­nie do in­nych dóbr i usług, jak to fak­tycz­nie ma obec­nie miej­sce, wtedy jego pie­nią­dze stracą swoją siłę na­byw­czą. Je­śli ską­piec we­pchnąłby do ma­te­raca mi­lion USD w 1940 roku, to dziś byłby on wart za­le­d­wie 120 000 USD w sen­sie re­la­tyw­nej siły na­byw­czej. Za­tem ską­piec szko­dzi je­dy­nie sa­memu so­bie, cho­wa­jąc pie­nią­dze do przy­sło­wio­wej skar­pety.

Przy­ta­cza się wiele uspra­wie­dli­wień rzą­do­wej re­gu­la­cji po­daży pie­nią­dza i kre­dytu, ale wśród nich naj­więk­sze zna­cze­nie ma ar­gu­ment Key­nesa, że oszczę­dza­nie jest nie­pro­duk­tywne - że re­gresy go­spo­dar­cze są spo­wo­do­wane "spad­kiem kon­sump­cji", który ozna­cza two­rze­nie za­pa­sów. Przez lata oszczę­dza­nie utoż­sa­miano z two­rze­niem za­pa­sów, ale wła­śnie wy­ka­za­łem, że naj­głup­szy ze skąp­ców nie czyni ni­komu ni­czego złego, poza sobą sa­mym, gdy wpy­cha pie­nią­dze pod ma­te­rac.

Prze­ciętny czło­wiek, który oszczę­dza, nie jest skąp­cem - ra­czej lo­kuje pie­nią­dze w banku lub in­nej in­sty­tu­cji lub w in­stru­men­cie fi­nan­so­wym, co spra­wia, że jego oszczęd­no­ści stają się do­stępne na rynku fi­nan­so­wym. Tego ro­dzaju oszczędna osoba ob­da­rza za­ufa­niem inną osobę lub in­sty­tu­cję, po­wie­rza­jąc jej pie­nią­dze w za­mian za zy­ski pły­nące z za­rzą­dza­nia jej oszczęd­no­ściami. To wła­śnie ten ro­dzaj oszczę­dza­nia do­star­cza pa­liwa roz­wi­ja­ją­cej się go­spo­darce. Do­dat­kowo, im wyż­szy po­ziom oszczęd­no­ści, tym niż­szy koszt kre­dytu - jest to je­dy­nie sprawa po­pytu i po­daży.

W isto­cie oszczę­dza­nie ta­kie nie różni się ni­czym od oszczę­dza­nia je­dze­nia przez Cru­soe, tak by miał czas na zbu­do­wa­nie schro­nie­nia. Dzieje się to je­dy­nie na bar­dziej abs­trak­cyj­nym po­zio­mie, w znacz­nie przy­spie­szo­nym tem­pie, na sku­tek trans­ak­cji kre­dy­to­wych.

Trans­ak­cja kre­dy­towa jest umową po­ży­cze­nia to­wa­rów lub nie skon­su­mo­wa­nych dóbr (pie­nią­dza) in­nej oso­bie lub gru­pie osób w za­mian za zwrot, za­zwy­czaj wraz z od­set­kami, po upły­wie pew­nego czasu. Wy­miana od­bywa się w opar­ciu o za­ufa­nie po­ży­cza­ją­cego co do zdol­no­ści kre­dy­to­biorcy do za­płaty z przy­szłej pro­duk­cji. Je­śli po­ży­cza­jący zy­skuje na po­życzce, to wy­daje po­ży­czone rosz­cze­nie (wy­daje pie­nią­dze), ale rów­nież pro­du­kuje wy­star­cza­jąco dużo no­wego bo­gac­twa, by od­dać za nie rosz­cze­nia o więk­szej war­to­ści (kwota pod­sta­wowa plus pro­wi­zja). Do­dat­nia róż­nica po­mię­dzy war­to­ścią po­ży­czoną i war­to­ścią od­daną po­ży­cza­ją­cemu to zysk otrzy­many przez po­ży­cza­ją­cego za przej­ściową re­zy­gna­cję z kon­sump­cji.

Je­śli kre­dy­to­biorca za­wie­dzie, to wtedy wy­ko­rzy­stane zo­stają rosz­cze­nia do dóbr, do­bra są przy­naj­mniej w czę­ści skon­su­mo­wane, a nie po­wstaje wy­star­cza­jąco dużo bo­gac­twa, by je za­stą­pić. Kre­dy­to­dawca musi się tru­dzić od­zy­ska­niem tego, co się da wy­eg­ze­kwo­wać z ma­jątku dłuż­nika. Róż­nica w war­to­ści ryn­ko­wej po­mię­dzy tym, co zo­stało po­ży­czone i co zo­stało od­dane, jest stratą - bo­gac­two zo­stało skon­su­mo­wane, do­bra już nie ist­nieją w swo­jej po­przed­niej ryn­ko­wej for­mie.

Wy­miana kre­dy­towa nie jest ani pre­zen­tem, ani przy­zna­wa­niem cze­goś ko­muś, jest to han­del, taki jak każdy inny na rynku. Kre­dy­to­biorca, wszystko jedno czy jed­nostka, czy grupa, za­ra­bia i pra­cuje na kre­dyt przez cią­głą pro­duk­cję i wy­peł­nia­nie zo­bo­wią­zań pod­ję­tych w umo­wach wy­miany (kon­trak­tach). Pie­nią­dze mogą być po­ży­czane na kon­sump­cję lub in­we­sty­cje, ale tak czy ina­czej wy­mie­nia się pie­nią­dze lub to­wary na obiet­nicę za­płaty. Po­życz­ko­dawca de­cy­duje się na udzie­le­nie po­życzki za­miast skon­su­mo­wać sa­memu lub za­in­we­sto­wać po­ży­czane środki w swoje wła­sne za­mie­rze­nia, a po­stę­pu­jąc w ten spo­sób po­kłada za­ufa­nie w zdol­ność po­życz­ko­biorcy do spłaty.

Trans­ak­cja opiera się na róż­nych pre­fe­ren­cjach cza­so­wych kre­dy­to­dawcy i kre­dy­to­biorcy[17]. Kre­dy­to­dawca, a bar­dziej pre­cy­zyj­nie - po­sia­dacz oszczęd­no­ści, de­cy­duje się na odło­że­nie in­we­sty­cji lub kon­sump­cji swego stanu po­sia­da­nia na póź­niej­szy czas, zaś kre­dy­to­biorca wy­biera kon­sump­cję lub in­we­sty­cje po­nad po­sia­dane środki i za­płatę z przy­szłej pro­duk­cji.

W zło­żo­nej go­spo­darce ryn­ko­wej więk­szość trans­ak­cji an­ga­żuje kre­dyt w tej czy in­nej for­mie. Kupcy otrzy­mują to­war od hur­tow­ni­ków z płat­no­ścią od­ro­czoną o 30 lub wię­cej dni. Po­śred­nicy sprze­da­jący sa­mo­chody po­ży­czają pie­nią­dze, by ku­pić to­war na pod­sta­wie swo­jej zdol­no­ści do ko­rzyst­nej od­sprze­daży sa­mo­cho­dów. Kor­po­ra­cje po­ży­czają pie­nią­dze przez emi­to­wa­nie ob­li­ga­cji, by sfi­nan­so­wać swój roz­wój go­spo­dar­czy. Spe­ku­lu­jący ak­cjami ku­pują je w trans­ak­cjach de­ry­wa­ty­wami wy­ko­rzy­stu­jąc ol­brzymi po­ziom dźwi­gni fi­nan­so­wej. Ale wszystko jedno, jaką formę kre­dyt przyj­muje, re­pre­zen­tuje on rosz­cze­nie do nie skon­su­mo­wa­nych dóbr wy­mie­niane przez jedną ze stron w za­mian za przy­rze­cze­nie za­płaty zło­żone przez drugą. Po­ży­cza­jący de­cy­duje się na re­zy­gna­cję z kon­sump­cji aż do ja­kiejś przy­szłej daty, zaś po­życz­ko­biorca wy­biera obecną kon­sump­cję i za­płatę za nią w przy­szło­ści.

Jak już wspo­mnia­łem, je­śli bank udziela kre­dytu, to nie­ko­niecz­nie po­ży­cza bez­po­śred­nio oszczęd­no­ści, ale także kreuje nowe pie­nią­dze. Tym nie­mniej wy­sta­wia fak­tyczne oszczęd­no­ści (w for­mie ka­pi­tału) na ry­zyko. W ko­rzyst­nej sy­tu­acji po­życz­ko­biorcy wy­two­rzą wy­star­cza­jącą ilość no­wego do­bra, by spła­cić dług i jesz­cze na tym zy­skać lub przy­naj­mniej wyjść na zero. Jed­nak w nie­ko­rzyst­nej sy­tu­acji, je­śli im się nie uda, wtedy ist­nie­jące do­bra (oszczęd­no­ści) zo­staną skon­su­mo­wane lub okażą się bez­war­to­ściowe. Kiedy firma po­ży­cza pie­nią­dze, by za­in­we­sto­wać w nowe wy­po­sa­że­nie lub ma­szyny, to za­cho­dzą dwie sy­tu­acje: firma prze­zna­cza część przy­szłych zy­sków na spłatę kre­dy­tów, zaś in­sty­tu­cja kre­dy­tu­jąca na­raża oszczęd­no­ści na ry­zyko. W ten spo­sób, bez względu na po­li­tykę mo­ne­tarną i fi­skalną rządu, kre­dyt jest bez­po­śred­nio po­wią­zany z oszczęd­no­ściami.

Je­śli zbyt dużo miej­sca po­świę­cam na pod­kre­śla­nie, że po­ży­cza­nie pie­nią­dza jest fak­tycz­nie po­ży­cza­niem czy­je­goś rosz­cze­nia do nie skon­su­mo­wa­nych dóbr, to dzieje się tak tylko dla­tego, że mnó­stwo razy sta­wa­łem przed ludźmi, któ­rzy nie ro­zu­mieli re­la­cji po­mię­dzy oszczę­dza­niem, kre­dy­tem, in­we­sto­wa­niem i bo­gac­twem. Oszczęd­no­ści do­star­czają pod­stawy do eks­pan­sji kre­dy­to­wej. Kre­dyt do­star­cza pa­liwa, które przy­spie­sza in­we­sto­wa­nie w do­bra ka­pi­ta­łowe. A aku­mu­la­cja dóbr ka­pi­ta­ło­wych przy­spie­sza tempo wzro­stu bo­gac­twa. Za każ­dym ra­zem, kiedy dług zo­staje "anu­lo­wany", ktoś w ja­kiś spo­sób, te­raz lub póź­niej, płaci pełną cenę z oszczęd­no­ści, to zna­czy do­bra zo­stają skon­su­mo­wane, ale nie spła­cone.

Ist­nieje bar­dzo roz­po­wszech­nione i bar­dzo groźne nie­po­ro­zu­mie­nie: po­nie­waż rząd i sys­tem ban­kowy mogą kre­ować pie­niądz z cze­goś, co wy­daje się być ni­czym, to mogą one rów­nież uwol­nić pań­stwo od złych dłu­gów wy­cie­ra­jąc je gumką bez pła­ce­nia ceny rze­czy­wi­stymi do­brami lub usłu­gami. Skarb pań­stwa jest w szcze­gól­no­ści po­strze­gany jako nie­wy­czer­pane źró­dło, ogra­ni­czone je­dy­nie pu­blicz­nym za­ufa­niem. A po­dob­nie jak w przy­padku "nie­za­ta­pial­nego" Ti­ta­nica, iro­nia po­lega na tym, że rząd to­nie pod cię­ża­rem nie­ustan­nych żą­dań do­ta­cji zgła­sza­nych przez różne grupy na­ci­sku, pod­czas gdy w isto­cie skarb pań­stwa po­wi­nien być uwa­żany za ban­kruta.

Nie ma ni­czego ma­gicz­nego w rzą­do­wych dłu­gach i "gwa­ran­to­wa­nych" pa­pie­rach i po­życz­kach. Kiedy rząd sprze­daje ob­li­ga­cje lub bony skar­bowe, na­bywca po­wstrzy­muje się od kon­sump­cji i po­zwala rzą­dowi na kon­sump­cję w za­mian za obiet­nicę za­płaty w przy­szło­ści. Jed­nak w od­róż­nie­niu od dłu­gów za­cią­gnię­tych przez przed­się­bior­stwa, rzą­dowa zdol­ność do spłaty zo­bo­wią­zań nie jest po­parta jego zdol­no­ścią do przy­szłej pro­duk­cji, ale zdol­no­ścią do przy­szłego opo­dat­ko­wy­wa­nia spo­łe­czeń­stwa, co ozna­cza, że po­życzki rzą­dowe do­ko­ny­wane są na koszt przy­szłego do­chodu two­jego i two­ich dzieci - na koszt przy­szłej zdol­no­ści pro­duk­cyj­nej.

Do­chody pań­stwa, wszystko jedno, czy po­cho­dzące z po­dat­ków, po­ży­czek, czy in­fla­cyj­nej po­daży pie­nię­dzy, są z na­tury ob­cią­że­niem zdol­no­ści pro­duk­cyj­nej na­rodu. Jest to wy­mu­szona re­dy­stry­bu­cja dóbr, która za­kłóca rów­no­wagę nor­mal­nych czyn­ni­ków ryn­ko­wych. Więk­szość dzia­łań rzą­do­wych jest skie­ro­wana na kon­sump­cję i ni­czego nie pro­du­kuje[18].

To, że rzą­dowe po­życzki i długi są "gwa­ran­to­wane", ni­czego nie zmie­nia. Ta gwa­ran­cja opiera się je­dy­nie na zdol­no­ści do na­kła­da­nia po­dat­ków i dru­ko­wa­nia pie­nię­dzy. A je­śli dług jest spła­cany dru­ko­wa­niem pie­nię­dzy, to w efek­cie do­lar traci na war­to­ści na sku­tek in­fla­cji, co jest po pro­stu inną (i znacz­nie bar­dziej per­wer­syjną) formą na­kła­da­nia po­dat­ków. Nie można do­stać cze­goś za nic, ale można do­stać nic za coś. Wcze­śniej czy póź­niej dług po­wstały w wy­niku fi­nan­so­wa­nia rzą­do­wych wy­dat­ków w dro­dze de­fi­cytu bę­dzie mu­siał zo­stać w pełni spła­cony, po­dob­nie jak koszt roz­woju go­spo­darki oparty na ła­twym kre­dy­cie. Czy cena przyj­mie formę wyż­szych po­dat­ków, in­fla­cji, ogól­nego re­gresu go­spo­dar­czego (re­ce­sji lub de­pre­sji), czy ja­kiejś kom­bi­na­cji tych trzech czyn­ni­ków, to i tak cena ta za­wsze bę­dzie taka sama - do­bra zo­stały skon­su­mo­wane.

STRESZ­CZE­NIE: ŚNIA­DA­NIE ZA DARMO

Ame­ryka ni­gdy nie prze­staje mnie za­dzi­wiać. Mam w swoim biu­rze faks, który kosz­tuje około 1600 USD i mniej wię­cej raz w ty­go­dniu za­ska­kuje mnie swo­imi moż­li­wo­ściami. W ja­kiś spo­sób ry­sunki na pa­pie­rze za­mie­niane są w im­pulsy elek­tro­niczne, które mogą być ki­lo­me­trami prze­sy­łane li­nią te­le­fo­niczną do in­nego urzą­dze­nia, gdzie po­now­nie za­mie­niane są na te same ry­sunki.

Je­stem zu­peł­nym igno­ran­tem, je­śli cho­dzi o układy sca­lone, prze­twor­niki cy­frowe, pół­prze­wod­niki i tak da­lej, ale za zwy­kłe 1600 USD mogę zbie­rać efekty pracy twór­czych umy­słów i prze­zna­cze­nia nie­zli­czo­nej ilo­ści pie­nię­dzy i go­dzin na ba­da­nia, roz­wój i mar­ke­ting tego pro­duktu. A je­stem pe­wien, że gdy­bym po­cze­kał jesz­cze tro­chę, to uda­łoby mi się ku­pić znacz­nie lep­szy pro­dukt po niż­szej ce­nie.

Prze­no­sząc się na niż­szy po­ziom, mogę zjeść dwa jajka z grzanką i so­kiem owo­co­wym, a je­śli przy­go­tuję je sam, to bę­dzie mnie to kosz­to­wać mniej niż do­lara. Tylko po­myśl, ile by kosz­to­wało, je­śli sta­rał­byś się wy­pro­du­ko­wać po­dobne śnia­da­nie upra­wia­jąc psze­nicę, mie­ląc ją na mąkę, roz­mna­ża­jąc droż­dże, upra­wia­jąc drzewka po­ma­rań­czowe, ho­du­jąc kury i tak da­lej. To jest po pro­stu fan­ta­styczne - to nie­mal śnia­da­nie za darmo.

To jest fan­ta­styczne, ale nie jest ani przy­pad­kowe, ani cu­downe - to re­zul­tat dzia­łań pra­co­wi­tych lu­dzi, któ­rzy wy­mie­niają swoją wła­sność za po­śred­nic­twem do­bro­wol­nie two­rzo­nych in­sty­tu­cji ryn­ko­wych. Bez rzą­do­wej in­ter­wen­cji na­sza eko­no­mia do­świad­cza­łaby na­tu­ral­nych nie­wiel­kich do­sto­so­waw­czych zmian cy­klicz­nych, gdy ry­nek ule­gałby fluk­tu­acjom po to, by do­sto­so­wać się do no­wych tech­no­lo­gii, zmian w pre­fe­ren­cjach kon­su­men­tów oraz zmian na rynku kre­dy­to­wym, ale pro­duk­cja i do­bro­byt po­zo­sta­wa­łyby w nie­ustan­nie ro­sną­cym tren­dzie. Mamy jed­nak, i za­wsze mie­li­śmy, rzą­dową in­ter­wen­cję. Jej re­zul­ta­tem są cy­kle go­spo­dar­cze za­leżne od du­żych wah­nięć, za­równo w górę, jak i w dół. Każ­demu po­doba się ruch w górę, ale nie­wielu wie, jak się za­bez­pie­czyć przed ru­chem w dół.

Jako biz­nes­men znam je­dyny spo­sób na za­bez­pie­cze­nie się przed fi­nan­so­wymi ży­wio­łami w cza­sie kra­chu, re­ce­sji lub de­pre­sji. Jest to zdol­ność do prze­wi­dy­wa­nia dłu­go­ter­mi­no­wych zwro­tów ryn­ko­wych i za­ję­cie od­po­wied­niej po­zy­cji. To ozna­cza po­zo­sta­wa­nie w kre­dy­cie i za­ję­cie dłu­giej po­zy­cji w ryn­ko­wych doł­kach oraz dys­po­no­wa­nie pie­niędzmi i za­ję­cie krót­kiej po­zy­cji w ryn­ko­wych szczy­tach. Aby to osią­gnąć, wy­ma­gane jest zro­zu­mie­nie pod­sta­wo­wych za­sad eko­no­micz­nych, które opi­sa­łem, oraz za­sad omó­wio­nych w po­przed­nich roz­dzia­łach.

W tym roz­dziale przed­sta­wi­łem pod­sta­wowe kon­cep­cje eko­no­miczne po­trzebne do zro­zu­mie­nia efek­tów rzą­do­wej in­ter­wen­cji na ryn­kach. W na­stęp­nych dwóch roz­dzia­łach po­każę, jak rząd przez wy­datki fi­nan­so­wane de­fi­cy­tem i za po­śred­nic­twem Sys­temu Re­zerwy Fe­de­ral­nej in­ter­we­niuje w po­li­tykę mo­ne­tarną i fi­skalną, a także opi­szę, dla­czego ta in­ter­wen­cja od­grywa klu­czową rolę w okre­śla­niu trendu w eko­no­mii. Ma to na celu za­de­mon­stro­wa­nie spo­sobu sto­so­wa­nia fun­da­men­tal­nych za­sad eko­no­mii w celu po­wstrzy­ma­nia zwo­len­ni­ków in­ter­wen­cjo­ni­zmu przed skon­su­mo­wa­niem two­jego ka­pi­tału, przy jed­no­cze­snym za­ra­bia­niu na tym pro­ce­sie.

Przy­pisy

Roz­dział 9

[1] "Bańka my­dlana" jest chy­trym, ale nie­zdro­wym sche­ma­tem gro­ma­dze­nia pie­nię­dzy od­wo­łu­ją­cym się do żą­dzy zdo­by­cia cze­goś za nic.

[2] Współ­cze­sna Au­striacka Szkoła Eko­no­mii (The Mo­dern Au­strian School of Eco­no­mics) zo­stała za­ło­żona przez Lu­dwiga von Mi­ses (1881-1973), który uciekł z Wied­nia do Ge­newy w 1934 r. w oba­wie przed ka­pi­tu­la­cją Au­strii wo­bec na­zi­stów. Przy­był do Sta­nów Zjed­no­czo­nych w 1940 roku i po­zo­stał tam do końca ży­cia. Lau­reat na­grody No­bla Fre­de­rick Hayek był jed­nym z jego licz­nych uczniów, któ­rzy wy­warli wpływ na współ­cze­sną myśl eko­no­miczną. Szkoła au­striacka jest rzecz­ni­kiem czy­stego i wol­nego ka­pi­ta­li­zmu.

[3] Lu­dwig von Mi­ses, Hu­man Ac­tion (wy­da­nie trze­cie po­pra­wione, Uni­wer­sy­tet Yale Press, 1963), str. 10. Go­rąco po­le­cam każ­demu za­in­te­re­so­wa­nemu do­kład­niej­szym po­zna­niem szkoły au­striac­kiej prze­czy­ta­nie książki Tho­masa C. Tay­lora An In­tro­duc­tion to Au­strian Eco­no­mics (Au­burn, Ala­bama: Lu­dwig von Mi­ses In­sti­tute 1980). By zy­skać do­dat­kowe in­for­ma­cje, na­leży zwró­cić się do In­sti­tute Lu­dwig von Mi­ses for Au­strian Eco­no­mics Inc., Au­burn Uni­ver­sity, Au­burn, Ala­bama 36849.

[4] Lu­dwig von Mi­ses, str. 92.

[5] The Ran­dom Ho­use Dic­tio­nary of the En­glish Lan­gu­age, Col­lege Edi­tion 1969.

[6] Su­biek­tywny cha­rak­ter war­to­ści oraz fakt, że róż­nice w poj­mo­wa­niu war­to­ści są siłą na­pę­dową pro­cesu wy­miany, wy­daje się pro­stą kon­cep­cją, ale fak­tycz­nie wpro­wa­dził to i sfor­ma­li­zo­wał von Mi­ses. Adam Smith i inni kla­syczni eko­no­mi­ści są­dzili, że han­del opiera się na rów­no­waż­nych war­to­ściach.

[7] Pie­niądz pa­pie­rowy składa się z bank­no­tów lub cer­ty­fi­ka­tów pie­nięż­nych wy­emi­to­wa­nych w ilo­ści prze­kra­cza­ją­cej de­po­zyty wa­lu­towe. Jest to sztucz­nie wy­kre­owany pie­niądz.

[8] O ile wiem, ni­gdy nie było w pełni nie re­gu­lo­wa­nego rynku ban­ko­wego.

[9] Twój ra­chu­nek cze­kowy jest a vi­sta, to zna­czy, że w każ­dej chwili mo­żesz iść i za­żą­dać wy­pła­ce­nia pie­nię­dzy. Na­szą wa­lutę sta­no­wią bank­noty Fun­du­szu Re­zerwy Fe­de­ral­nej. Ale je­śli się nad tym za­sta­no­wisz - bank­not opiera się na tym, że "masz u mnie pie­nią­dze". Nie ma ni­czego, co sta­łoby za na­szymi tak zwa­nymi bank­no­tami. Dla­tego John Exter, były wi­ce­prze­wod­ni­czący od­po­wia­da­jący za ope­ra­cje za­gra­niczne w Banku Re­zerwy Fe­de­ral­nej No­wego Jorku, na­zywa je bank-kno­tami.

[10] Spo­sób, w jaki działa i jak kreuje pie­niądz Sys­tem Re­zerwy Fe­de­ral­nej, opi­suję szcze­gó­łowo w na­stęp­nym roz­dziale.

[11] W maju 1989 roku w Chi­nach mie­li­śmy ide­alny tego przy­kład, kiedy straż­nicy ko­mu­ni­stycz­nej ide­olo­gii jaw­nie fał­szo­wali hi­sto­rię wbrew świa­dec­twom na­ocz­nych świad­ków i za­pi­som fil­mo­wym rzezi do­ko­na­nej w Pe­ki­nie.

[12] Czuję się dłuż­ni­kiem zmar­łej pi­sarki i fi­lo­zofa Ayn Rand, która tłu­ma­czyła to znacz­nie ja­śniej i pre­cy­zyj­niej niż kto­kol­wiek przed nią. Czę­ściowa li­sta jej prac jest za­łą­czona w bi­blio­gra­fii.

[13] W ca­łej tej książce, je­śli nie za­zna­czono ina­czej, uży­wa­jąc ter­minu in­fla­cja mam na my­śli wzrost po­daży pie­nią­dza, nie wzrost cen. Wzra­sta­jące ceny są re­zul­ta­tem wzro­stu po­daży pie­nią­dza w sto­sunku do wzro­stu po­daży dóbr i usług na rynku. In­nymi słowy, in­fla­cja może pro­wa­dzić do wzro­stu cen, ale nie za­wsze tak jest.

[14] Ayn Rand, Ca­pi­ta­lism: The Unk­nown Ideal, w: What Is Ca­pi­ta­lism? (Si­gnet, First Prin­ting), str. 17.

[15] Do­kładne omó­wie­nie pro­centu pod­sta­wo­wego znaj­dziesz w Hu­man Ac­tion, str. 524-537.

[16] Do­bra ka­pi­ta­łowe mogą być albo do­brami uży­wa­nymi w po­śred­nich sta­diach pro­duk­cji, albo do­brami prze­zna­czo­nymi do kon­sump­cji dla prze­trwa­nia w cza­sie dą­że­nia do osią­gnię­cia ce­lów o dłuż­szym ho­ry­zon­cie cza­so­wym i więk­szej opła­cal­no­ści. I jedno, i dru­gie jest re­zul­ta­tem wy­ko­rzy­sta­nia oszczęd­no­ści.

[17] Kon­cep­cja pre­fe­ren­cji cza­so­wej jako siły na­pę­do­wej wspie­ra­ją­cej kre­dyt wy­róż­nia współ­cze­sną au­striacką szkołę eko­no­miczną i zo­stała naj­le­piej roz­wi­nięta przez Lu­dwiga von Mi­sesa w jego głów­nym dziele Hu­man Ac­tion.

[18] Są wy­jątki od tego stwier­dze­nia. Każdy rzą­dowy pro­gram re­ali­zo­wany w opar­ciu o opłatę w za­mian za usługi, ta­kie jak poczta, może dzia­łać zy­skow­nie i two­rzyć do­bro­byt. Po­nadto, choć nie można zjeść czołgu, to zy­ski po­cho­dzące z wy­dat­ków na obronę mogą być źró­dłem bo­gac­twa. Ale ge­ne­ral­nie rząd po­chła­nia o wiele wię­cej dóbr niż ta nie­wielka ilość, jaką wy­twa­rza, a wy­twa­rza o wiele mniej efek­tyw­nie niż wolny ry­nek.

Ty­tuł ory­gi­nału: TRA­DER VIC. Me­thods of a Wall Street Ma­ster
Prze­kład: Je­rzy Grze­gorz Ża­bie­rek
Re­dak­cja: Da­riusz Ko­siń­ski
Re­dak­cja me­ry­to­ryczna: Krzysz­tof Król, Do­rota De­lega-Ja­sek
Ko­rekta: Jo­anna Hoł­dys, Kry­styna Du­liń­ska
Pro­jekt okładki: Maga Siar­kie­wicz
Zdję­cie na okładce: Man­hat­tan ? In­igo Cia/Mo­ment, Getty Ima­ges
Skład: Ja­cek Pie­traszko
Co­py­ri­ght ? 1991, 1993 by John Wi­ley & Sons, Inc. All Ri­ghts Re­se­rved. This trans­la­tion pu­bli­shed un­der li­cense with the ori­gi­nal pu­bli­sher John Wi­ley & Sons, Inc.
Co­py­ri­ght ? 2020 for the Po­lish edi­tion by Epi­log All ri­ghts re­se­rved. All ri­ght re­se­rved. Po­znań 2020
Ni­niej­sza pu­bli­ka­cja sta­nowi prze­druk książki Tra­der VIC. Me­tody Mi­strza Wall Street (ABC, 1998)
Part­ne­rem głów­nym wy­da­nia jest X-Trade Bro­kers Dom Ma­kler­ski S.A.
Wy­da­nie IV
ISBN: 978-83-964665-7-0
Księ­gar­nia Ma­kler­ska.pl ul. Ko­nop­nic­kiej 6 62-040 Pusz­czy­kowo tel. 513 160 320 e-mail: ksie­gar­nia@ma­kler­ska.pl
Ksi­ęgar­nia in­ter­ne­to­wa: www.ma­kler­ska.pl
Fa­ce­bo­ok: Fa­ce­bo­ok.com/ma­kler­ska
In­sta­gram: In­sta­gram.com/ma­kler­ska.pl
YouTu­be: youtu­be.com/c/ma­kler­skaTV
Kon­wer­sja: eLi­tera s.c.
.
Cie­szymy się, że czy­tasz tę pu­bli­ka­cję z le­gal­nego źró­dła.Sza­nu­jąc pracę au­tora oraz na­szą wspie­rasz roz­wój i edu­ka­cję in­we­sto­rów w Pol­sce.
Każdy sprze­dany przez nas ebook jest in­dy­wi­du­al­nie zna­ko­wany za po­mocą tech­no­lo­gii Wa­ter­mark.
Mi­łej lek­tury!
.
Aby po­więk­szyć wy­kres na więk­szo­ści czyt­ni­ków Kin­dle, na­leży dwu­krot­nie ude­rzyć pal­cem w śro­dek ob­razka. Gdy w pra­wym gór­nym rogu po­jawi się znak X, ozna­cza to, że je­ste­śmy w try­bie na­wi­ga­cji po gra­fice.Ruch roz­cią­ga­jący dwoma pal­cami po­więk­szy ob­ra­zek i mo­żemy po­ru­szać się po nim prze­su­wa­jąc pal­cem. Po­więk­szony ob­ra­zek w do­wol­nym mo­men­cie można za­mknąć ude­rza­jąc pal­cem w znak X w pra­wym gór­nym rogu.