Życie moralne małych dzieci
Pewien roczny
chłopiec zdecydował się wziąć sprawiedliwość w swoje
ręce. Chwilę wcześniej obejrzał przedstawienie kukiełkowe
z udziałem trzech postaci - pacynek. Postać znajdująca się
w środku potoczyła piłkę do pacynki po prawej stronie. Ta natychmiast
odturlała piłkę. Następnie piłka powędrowała do pacynki po lewej
stronie. Ta jednak chwyciła piłkę i uciekła. Na koniec obie pacynki:
"miłą" i "niegrzeczną", zabrano ze sceny i ustawiono przed
chłopcem, a obok każdej położono cukierek. Chłopca zachęcono,
by jednej z pacynek zabrał słodycz. Chłopiec zachował się zgodnie
z przewidywaniami - tak jak większość niemowląt biorących
udział w tym eksperymencie, zabrał smakołyk "niegrzecznej"
pacynce, czyli tej, która uciekła z piłką. To mu jednak
nie wystarczyło. Maluch wychylił się i zdzielił pacynkę po
głowie.
Takie eksperymenty pokazują, że pewne
aspekty moralności są dla nas naturalne, inne zaś - nie. Tę
myśl będę rozwijał w niniejszej książce. Zostaliśmy wyposażeni
w zmysł moralny, który pozwala nam oceniać innych i steruje
naszym współczuciem lub potępieniem. Z natury jesteśmy życzliwi
- przynajmniej od czasu do czasu. Mamy jednak także paskudne
instynkty, które mogą się zezłośliwić. Wielebny Thomas Martin nie
całkiem się mylił, gdy pisał w XIX wieku o "wrodzonym zepsuciu"
dzieci i twierdził, że "przychodząc na świat, przynosimy ze sobą
naszą naturę przepełnioną skłonnością do zła"[2].
Zdaję sobie sprawę z tego, jak absurdalny
może się niektórym wydawać pogląd, że małe dzieci są istotami
moralnymi. Dlatego rozpocznę od wyjaśnienia, co dokładnie ma to
oznaczać.
Pisząc "małe dziecko", mam na
myśli naprawdę małe - jak to opisane przez Szekspira: "słabe
niemowlątko na piersiach mamki ślini się i kwili"[3]. Oczywiście są niemowlęta i niemowlęta. Z braku danych
eksperymentalnych nie napiszę tu wiele o dzieciach poniżej trzeciego
miesiąca życia - nie jest łatwo badać ich umysły metodami,
którymi dysponujemy. Ponieważ nie mamy tych danych, nie będę
ryzykować wypowiadania się na temat życia moralnego tak małych
istotek. Zresztą, nawet jeżeli moralność w jakiejś części
wynika z naszej natury, to przecież nie wszystkie nasze naturalne
atrybuty pojawiają się od razu - pomyślmy o piegach, zębach
mądrości albo owłosieniu pod pachami. Mózg, tak jak reszta naszego
ciała, dojrzewa z czasem, a moim zamiarem nie jest udowadnianie,
że moralność jest z nami od chwili narodzin. Twierdzę natomiast,
że pewne podstawy naszej moralności nie są wyuczone. Nie wynikają
z nauczania rodziców, szkoły ani kościoła; są produktami
biologicznej ewolucji człowieka.
Czym jest "moralność"? Nawet
filozofowie moralności nie są co do tego zgodni, a wielu niefilozofów
woli wcale nie używać tego słowa. Kiedy mówiłem ludziom,
o czym jest ta książka, niejednokrotnie słyszałem: "Nie wierzę
w moralność". Pewna moja znajoma powiedziała - i nie jestem
do końca pewien, czy żartowała - że moralność to nic więcej,
jak tylko zbiór zasad regulujących to, z kim można uprawiać seks,
a z kim nie.
Rozważania terminologiczne są nudne; ludzie
używają słów według własnego uznania. Jednak to, co ja nazywam
moralnością i co stanowi przedmiot
moich dociekań - jakkolwiek inni by to nazywali - jest czymś
więcej niż tylko ograniczeniami dotyczącymi zachowań seksualnych. Oto
prosty przykład:
Samochód, którym podróżuje grupa
nastolatków, mija powoli starszą kobietę stojącą na przystanku
autobusowym. Jeden z nastolatków wychyla się przez okno i uderza
kobietę, powalając ją na ziemię. Młodzi ludzie odjeżdżają,
zanosząc się od śmiechu.
O ile nie
jesteś psychopatą, to w zachowaniu nastolatków widzisz coś
niewłaściwego. Jest to zło określonego rodzaju. To nie gafa w rodzaju
wyjścia z domu z koszulą założoną na lewą stronę ani błąd
rzeczowy, taki jak przekonanie, że Słońce krąży dookoła Ziemi. Nie
polega ono na pogwałceniu jakiejś arbitralnie ustalonej zasady,
na przykład dotyczącej przeskakiwania pionkiem trzech pól w grze
w szachy. Nie jest również uchybieniem w kwestii dobrego smaku, czym
byłoby uznanie, że kolejne części filmu Matrix
są równie dobre jak oryginał.
Jako wykroczenie przeciw moralności
ten czyn łączy się z pewnymi emocjami i pragnieniami. Można
współczuć starszej pani, można odczuwać gniew w stosunku do
nastolatków lub pragnąć ich ukarania. Powinni poczuć się źle na
myśl o tym, co zrobili owej kobiecie, a już co najmniej są jej winni
przeprosiny. Osoba, która przypomniałaby sobie nagle, że to właśnie
ona wiele lat temu była w tym samochodzie, mogłaby doświadczyć
wstydu lub mieć poczucie winy.
Fizyczne zaatakowanie człowieka jest
podstawowym wykroczeniem moralnym. Filozof i prawoznawca John Mikhail
twierdzi, że celowe uderzenie osoby, która nie wyraża na to zgody
- w języku prawniczym to naruszenie nietykalności cielesnej
- jest szczególnym rodzajem niegodziwości, na który natychmiast
reagują wszyscy ludzie. Oto niezły kandydat na uniwersalną,
ponadczasową regułę moralną: Jeżeli uderzysz kogoś pięścią
w twarz, to lepiej by było, żebyś miał ku temu cholernie dobry
powód.
Są również inne wykroczenia moralne,
nieco mniej bezpośrednie. Młodzi ludzie mogliby rzucić w kobietę
cegłą. Mogliby podczas jazdy specjalnie tak otrzeć się o jej
samochód, by go uszkodzić. Nawet gdyby właścicielki przy tym nie
było, to takim czynem by ją skrzywdzili. Mogliby zabić jej psa. Albo
też zalać się w pestkę i prowadząc samochód, niechcący ją
potrącić - byłoby to naganne, nawet jeśli nie mieli złego zamiaru,
ponieważ powinni wykazać się większą rozwagą.
Niektóre niegodziwe postępki nie
wiążą się z żadnym kontaktem fizycznym. Młodzi ludzie mogliby
wykrzykiwać pod adresem kobiety rasistowskie hasła, wysyłać jej
maile z pogróżkami, rozpuszczać złośliwe plotki na jej temat,
szantażować ją, zamieszczać w Internecie jej nieprzyzwoite zdjęcia
i tak dalej. Siedzę przy komputerze, jest późny wieczór, a ja wprost
nie mogę się nadziwić, jak wiele nielegalnych rzeczy mógłbym zrobić,
nie wstając od biurka. Od poważnego przestępstwa dzieli nas zaledwie
kilka uderzeń w klawiaturę.
Można zachować się niemoralnie nawet
wtedy, gdy nie robi się nic. Z pewnością rodzice, którzy nie dają
swoim dzieciom jedzenia, postępują źle; większość z nas będzie
miała podobne zdanie na temat osób, które zagłodzą na śmierć
swojego psa lub kota.
Prawo niekiedy rozmija się tu ze zdrowym
rozsądkiem. Rozważmy przypadek dwóch młodych mężczyzn. W 1988 roku
Jeremy Strohmeyer i David Cash Jr odwiedzili pewne kasyno w stanie
Nevada[4]. Strohmeyer poszedł za siedmioletnią dziewczynką
do damskiej toalety, tam molestował ją seksualnie, a następnie
zamordował. Niegodziwość czynu Strohmeyera jest oczywista zarówno
z moralnego, jak i prawnego punktu widzenia. Ale co z Cashem, który
był w toalecie ze Strohmeyerem i bez szczególnego przekonania
próbował go powstrzymać, a potem zrezygnował i poszedł na
spacer? Jak później powiedział, nie zamierzał dopuścić do tego,
aby "czyjeś problemy spędzały mu sen z powiek".
Strohmeyer trafił do więzienia, ale
Cash nie, ponieważ w tamtym czasie w stanie Nevada zaniechanie
przeciwdziałania przestępstwu nie było karalne. Niemniej wiele
osób uważało, że Cash postąpił źle. Na uniwersytecie, na którym
studiował, organizowano demonstracje i domagano się jego relegowania
z uczelni. (Właśnie pod wpływem tej sprawy ustawodawcy zmienili
prawo stanu Nevada, uzgadniając je z powszechnymi odczuciami). Ludzie
śledzą teraz Casha w Internecie, informują innych, gdzie się
znajduje, usiłując nie dopuścić do tego, by znalazł pracę
i przyjaciół. Pragną zniszczyć jego życie, chociaż niepodjęcie
przez niego działania nie dotknęło ich osobiście. Ten przykład
pokazuje, jak duże znaczenie przypisujemy niemoralnym występkom. Nie
wystarczy nam konstatacja, że Cash jest złym facetem; niektórzy z nas
są zmotywowani do przysparzania mu cierpień.
Jeśli chodzi o inne rodzaje niemoralnych
czynów, to kwestia krzywdy nie jest w nich tak oczywista. Oto
przykłady:
- zoofilia (kiedy zwierzęciu nie
jest zadawany ból);
- złamanie obietnicy danej osobie,
która już nie żyje;
- zbezczeszczenie flagi
narodowej;
- kontakt seksualny z dzieckiem
pogrążonym we śnie (gdy nie doszło do uszkodzenia ciała, a dziecko
nigdy się o tym nie dowie);
- kazirodztwo pomiędzy dorosłym
rodzeństwem, za obopólnym przyzwoleniem;
- kanibalizm konsensualny (kiedy
osoba A życzy sobie być zjedzona po śmierci przez osobę B, a osoba
B na to przystaje).
Niektóre z tych
działań mogą być szkodliwe - na przykład współżycie
między dorosłym rodzeństwem może prowadzić do szkód natury
psychicznej. Jednak w większości powyższych przykładów pewne jest,
że nikt nie ponosi straty w żaden konkretny sposób. A przecież
u wielu osób te czyny wywołują taką samą reakcję, jaką
spowodowałaby fizyczna napaść - złość wobec sprawców
i pragnienie ich ukarania.
Podane przeze mnie przykłady mogą
się wydać egzotyczne albo sztuczne, bez trudu jednak można
przytoczyć rzeczywiście zdarzające się sytuacje, w których
nie ma pokrzywdzonych, lecz pomimo to budzą one podobne moralne
oburzenie. W niektórych środowiskach dobrowolnie podejmowane relacje
homoseksualne są postrzegane jako zło, a w niektórych krajach nawet
karze się za nie śmiercią. (A zatem faktycznie moralność jest niekiedy zbiorem zasad regulujących
to, z kim wolno nam iść do łóżka). Są społeczeństwa, które
uznają seks przedmałżeński za taką plamę na honorze rodziny, że
ojciec kobiety może czuć się zobowiązany do naprawienia sytuacji
poprzez zabicie własnej córki. W Stanach Zjednoczonych i Europie
mamy prawa zakazujące prostytucji, eutanazji, zażywania narkotyków,
sprzedaży organów i zawierania małżeństw pomiędzy rodzeństwem, co
uzasadnia się niekiedy szkodliwością owych czynów. Jednak u podstaw
takich restrykcji często tkwi intuicyjne odczucie, że te zachowania
są zwyczajnie niewłaściwe; być może zadają one gwałt ludzkiej
godności. Każda teoria psychologii moralności musi podjąć próbę
wyjaśnienia, skąd się te intuicje biorą i w jaki sposób na nas
działają.
Moralność dotyczy nie tylko tego, co jest
niewłaściwe, ale i tego, co właściwe. Dobrze ilustruje to badanie
spontanicznego pomagania u półtorarocznych dzieci, zaprojektowane
przez psychologów Feliksa Warnekena i Michaela Tomasello. Oto przebieg
badania: maluch siedzi w pokoju ze swoją mamą, gdy do pomieszczenia
wchodzi osoba, która ma zajęte obie ręce, i próbuje otworzyć
drzwi do szafki. Nikt nie patrzy na dziecko, nie podpowiada mu ani nie
prosi o pomoc. Mimo to ponad połowa maluchów pomaga. Spontanicznie
podnoszą się, niezdarnym krokiem zbliżają do szafki i otwierają
drzwi dorosłemu.
To tylko drobny przykład z życia małego
człowieka, ale ta życzliwość staje się coraz bardziej zauważalna,
kiedy ludzie oferują czas, pieniądze, a nawet krew, by pomóc innym,
często zupełnie obcym osobom. Takie zachowania są postrzegane jako
moralne, a określane jako dobre lub etyczne, wzbudzają emocje takie,
jak duma i wdzięczność.
Moralność jest zatem pojęciem
szerokim, obejmującym zarówno surowe oceny, jak i miękkie,
altruistyczne elementy, które zawierają - cytując Adama Smitha
- "wspaniałomyślność, poczucie ludzkości, uprzejmość,
współczucie, wzajemną przyjaźń i szacunek, wszystkie
uczucia społeczne i uczucia życzliwości"[5].
Niektóre zwyczaje i przekonania
moralne są niewątpliwie wyuczone, ponieważ są różne
w różnych kulturach. Każdy, kto podróżuje, albo choćby dużo
czyta, ma świadomość tych odmienności. Herodot pisał o tym
w Dziejach już 2500 lat temu. Zaczął od
spostrzeżenia: "Wszak gdyby wszystkim ludziom zaproponowano, żeby
ze wszystkich zwyczajów wybrali sobie najlepsze, wówczas wszyscy
po dokładnym zbadaniu wybraliby własne; do tego stopnia jest każdy
przekonany, że jego zwyczaje bezspornie są najlepsze". Następnie
przytoczył anegdotę o Dariuszu, królu Persji:
Dariusz powołał raz za swego panowania
Hellenów, których miał u siebie, i zapytał ich, za jaką cenę
byliby skłonni spożyć zmarłych ojców? Wtedy oni oświadczyli,
że nie zrobiliby tego za żadną cenę. Potem wezwał Dariusz tak
zwanych Kalatów, plemię indyjskie, które zjada swoich rodziców,
i zapytał ich w obecności Hellenów, którym odpowiedź
przetłumaczono, za jaką cenę zgodziliby się zmarłych ojców
spalić na stosie? Wtedy ci wydali okrzyk zgrozy i wezwali go, aby
zaniechał bezbożnych słów. Taka to jest siła zwyczaju[6].
Nietrudno byłoby
stworzyć listę przekonań moralnych typowych dla naszej kultury
i czasów. Zapewne niemal każdy czytelnik tej książki wierzy, że
nienawiść do innego człowieka wyłącznie z powodu koloru jego skóry
jest wysoce niewłaściwa. To przeświadczenie jednak stanowi przykład
bardzo współczesnego myślenia; przez większą część historii
ludzkości nikt nie dostrzegał w rasizmie niczego złego. Moje ulubione
podsumowanie różnic we współczesnych przekonaniach moralnych pochodzi
od antropologa kultury Richarda Shwedera. Przygotował on długą listę
rzeczy, które w zależności od społeczeństwa uznaje się za godne
pochwały, neutralne lub oburzające. Są to:
masturbacja, homoseksualizm, abstynencja
seksualna, poligamia, aborcja, obrzezanie, kary cielesne, kara śmierci,
islam, chrześcijaństwo, judaizm, kapitalizm, demokracja, palenie flag,
spódniczki mini, długie włosy, brak włosów, spożycie alkoholu,
jedzenie mięsa, szczepienia, ateizm, bałwochwalstwo, rozwód,
powtórne małżeństwo osób owdowiałych, małżeństwa aranżowane,
romantyczna miłość małżeńska, rodzice i dzieci śpiące
w jednym łóżku, rodzice i dzieci nieśpiące w jednym łóżku,
praca zawodowa kobiet, zakaz pracy zawodowej kobiet[7].
Przytoczone fragmenty z Herodota i Shwedera
obrazują różnorodność, ale jednocześnie naprowadzają na to,
co uniwersalne. Relacje etnograficzne często pomijają to, co ludzi
łączy, częściowo dlatego, że antropolodzy lubią wyolbrzymiać
wszystko, co w innych ludziach wydaje się egzotyczne (tę praktykę
antropolog Maurice Bloch nazwał "postępowaniem niezgodnym z etyką
zawodową"), a częściowo dlatego, że z perspektywy antropologicznej
opisywanie uniwersaliów byłoby równie nieciekawe, jak zamieszczanie
w przewodniku turystycznym informacji, iż ludzie, których czytelnik
spotka, mają nosy, piją wodę i z biegiem lat się starzeją. To, co
oczywiste, nie jest godne uwagi. Podobnie bez zastanowienia przyjmujemy,
że wszędzie na świecie ludzie odczuwają naturalny sprzeciw
wobec zabójstw, kłamstw czy niedotrzymywania obietnic. Herodot nie
opowiada o ludziach, których nie obchodzi, co się dzieje z ciałami
zmarłych. Shweder nie pisze o ludziach, którzy z obojętnością
traktują kazirodztwo. Tacy ludzie nie istnieją.
Gdyby myśleć o ewolucji wyłącznie
w kategoriach "przetrwania najlepiej przystosowanych" czy "przyrody
czerwonej od kłów i pazurów", to w ludzkiej naturze nie byłoby
miejsca na takie uniwersalia. Jednak dziś, inaczej niż w czasach
Darwina, pojmujemy ewolucję jako coś znacznie bardziej subtelnego
niż maltuzjańska walka o byt. Rozumiemy, że amoralna selekcja
naturalna mogła wykształcić w nas pewne podstawy moralnego myślenia
i działania.
Jeden aspekt moralności - życzliwość
w stosunku do własnej rodziny - od dawna jest oczywistością
z ewolucyjnego punktu widzenia. Najbardziej klasyczny przykład dotyczy
rodziców i dzieci: nie potrzebujemy skomplikowanych modeli ewolucyjnych,
by dostrzec, że geny rodziców troszczących się o swoje dziecko mają
większą szansę na rozprzestrzenienie się w populacji niż geny osób,
które porzucają albo zjadają swoje potomstwo.
Istnieją również inne więzi
wynikające z pokrewieństwa, jak choćby te między rodzeństwem czy
kuzynami. Są one słabsze, ale różnica jest raczej ilościowa niż
jakościowa. Legenda głosi, że pewnego razu zapytano J.B.S. Haldane'a,
biologa ewolucyjnego, czy poświęciłby życie dla ratowania
tonącego brata, a on odpowiedział, że nie - ale z radością
zrobiłby to dla dwóch braci albo ośmiu kuzynów. Z perspektywy
genetycznej to właściwa strategia, ponieważ z każdym bratem
dzielił około 50 procent genów, a z każdym kuzynem - około
jednej ósmej. Inteligentna odpowiedź Haldane'a nawiązuje do tych
obliczeń. I choć niewielu ludzi świadomie pragnie zachowania swoich
genów, to jednak właśnie takie wyliczenia pomagają zrozumieć nasze
zwykłe cele i pragnienia. Okazuje się, że jeśli chodzi o geny, to
nie ma zasadniczej różnicy między jednostką a jej krewnymi. Można
powiedzieć, że samolubne geny stworzyły altruistyczne istoty żywe,
które kochają inne istoty równie mocno jak siebie.
Potrafimy również okazać życzliwość
i wspaniałomyślność osobom, z którymi nie łączą nas więzy
krwi. W pierwszej chwili ewolucyjne pochodzenie tego zjawiska wydaje
się oczywiste: zajmując się myślistwem, zbieractwem, opiekując się
dziećmi i wykonując wiele innych zajęć, odnosimy sukcesy wtedy,
gdy współdziałamy z innymi - a taka koordynacja jest możliwa
dzięki naszym prospołecznym postawom. Adam Smith zauważył to na
długo przed Darwinem: "Wszyscy członkowie społeczności ludzkich
potrzebują wzajemnej pomocy i są również narażeni na wzajemną
krzywdę. Kiedy niezbędna wzajemna pomoc jest udzielana z miłości,
wdzięczności, przyjaźni i szacunku, społeczność się rozwija
i jest szczęśliwa". A zatem troszczenie się o innych przynosi
korzyść każdemu z nas.
W tym rozumowaniu kryje się jednak
haczyk. Żeby społeczeństwo mogło w taki sposób pomyślnie i szybko
się rozwijać, jego członkowie musieliby się powstrzymywać od
wykorzystywania innych. Jeden niegodziwiec w społeczności składającej
się z dobrych ludzi jest niczym wąż w rajskim ogrodzie. Richard
Dawkins nazywa to "zdradą od wewnątrz". Taki wąż prosperowałby
najlepiej ze wszystkich, czerpiąc korzyści ze współpracy innych
i nie ponosząc jej kosztów. Gdyby takie szatańskie geny dalej się
mnożyły, to świat jako całość nie wyszedłby na tym dobrze, ale
to niczego nie wyjaśnia, ponieważ dobór naturalny nie troszczy się
o "świat jako całość". Chcemy zrozumieć, co powstrzymało
szatańskie geny od zawładnięcia populacją i uchroniło nas przed
życiem w świecie psychopatów.
Zgodnie z teorią Darwina cechy związane ze
wspólnym działaniem przetrwają, jeżeli społeczności składające
się z pokojowo współpracujących członków będą wygrywały
w rywalizacji z innymi społecznościami, których członkowie
nie przejawiają skłonności do działania zespołowego. Innymi
słowy, dobór naturalny działałby raczej na poziomie grup niż
jednostek. Darwin tak pisze o hipotetycznym konflikcie między dwoma
wyimaginowanymi plemionami: "Jeżeli dwie gminy czy dwa plemiona
ludzi pierwotnych zamieszkujących te same okolice wypowiedziały sobie
walkę, to, przypuszczając jednostajność wszystkich innych warunków,
zwyciężało to plemię, w którym znajdowało się więcej odważnych,
śmiałych, wiernych wojowników, gotowych do niesienia pomocy innym,
do bronienia ich od napadu i wspierania podczas boju"[8].
Zgodnie z alternatywną teorią
- bardziej spójną z koncepcją doboru naturalnego na poziomie
jednostek - ludzie dobrzy mogą karać złych. Chodzi o to,
że altruizm ma szansę wyewoluować nawet bez zaistnienia konfliktu
międzygrupowego, jeżeli tylko w ramach jednej społeczności ludzie
będą nagradzać osoby życzliwe i wchodzić z nimi w interakcje,
a karać - albo chociaż ignorować - oszustów, złodziei,
bandytów, naciągaczy i tym podobnych.
Inne uniwersalia moralne są trudniejsze do
wyjaśnienia z perspektywy ewolucyjnej. Dlaczego mamy taką obsesję
na punkcie moralności życia seksualnego? Dlaczego z niezwykłą
łatwością dokonujemy moralnych ocen na podstawie zewnętrznych
atrybutów, takich jak kolor skóry? Czym możemy wytłumaczyć
pojawienie się nowych pojęć moralnych, na przykład równych praw
dla wszystkich? Te właśnie kwestie będą przedmiotem kolejnych
rozdziałów.
Ciąg dalszy w wersji pełnej
[3] Szekspir, W., Jak wam się
podoba, tłum. Leon Ulrich.
[5] Smith, A., Teoria uczuć
moralnych, tłum. Stanisław Jedynak.
[6] Herodot, Dzieje,
tłum. Seweryn Hammer.
[7] Shweder, 1994, s. 26.
[8] Darwin, K., O pochodzeniu
człowieka, tłum. M. Ilecki, s. 158-159. Zob. także:
Bowles, 2006; Wilson, 2012.