I. POTRZEBUJEMY ODPOCZYNKU!
[ 1 ] Było nas czterech: George, William
Samuel Harris, ja i Montmorency. Siedzieliśmy w moim pokoju
i rozmawialiśmy o tym, jak było z nami kiepsko - kiepsko
z medycznego punktu widzenia, oczywiście.
[ 2 ] Czuliśmy się wszyscy fatalnie
i przyprawiało nas to o coraz większy niepokój. Harris i George
twierdzili, że są chwile, kiedy kompletnie nie wiedzą, co się z nimi
dzieje. U mnie szwankowała wątroba. Wiedziałem, że to właśnie
wątroba, gdyż byłem świeżo po lekturze artykułu opisującego
różnorakie symptomy, za pomocą których można stwierdzić, kiedy
wątroba szwankuje. Miałem je wszystkie.
[ 3 ] To niesamowite, ale za każdym razem,
gdy czytałem jakiś medyczny artykuł, dochodziłem do wniosku, że
mam właśnie tę konkretną chorobę, o której jest w nim mowa.
[ 4 ] Pamiętam, jak pewnego dnia udałem
się do British Museum, żeby poczytać o pewnej chorobie, na którą
cierpiałem. Przeczytałem wszystko, co znalazłem na jej temat, po czym
zacząłem czytać o innych dolegliwościach. Nie pamiętam, jaka była
pierwsza, ale zanim dotarłem do połowy listy prezentującej jej objawy,
byłem absolutnie pewien, że ją mam.
[ 5 ] Uświadomiłem sobie że cierpię -
w tej czy innej formie - na każdą z opisanych chorób. Przy końcu
książki stwierdziłem, że jedyną, której nie mam, jest zapalenie
rzepki kolanowej.
[ 6 ] Wchodząc do czytelni byłem
szczęśliwym i zdrowym człowiekiem. Wyczołgałem się stamtąd jako
zupełny wrak.
[ 7 ] Poszedłem prosto do mojego lekarza
i gdy ten zapytał: "Co panu dolega?", odpowiedziałem:
[ 8 ] - Nie będę zajmował panu czasu
opowiadaniem, co mi dolega. Życie jest krótkie i może pan odejść do
wieczności, zanim skończę. Ale powiem panu, co mi NIE dolega. Otóż
nie dolega mi zapalenie rzepki kolanowej. Nie jestem w stanie panu
powiedzieć, dlaczego nie mam tej choroby, wszystkie pozostałe jednakże
MAM.
[ 9 ] I opowiedziałem mu, w jakich
okolicznościach to odkryłem.
[ 10 ] Doktor zbadał mnie, sprawdził
mi puls, po czym uderzył mnie w klatkę piersiową w momencie,
gdy najmniej się tego spodziewałem, co nazwałbym zachowaniem co
najmniej tchórzliwym. Następnie usiadł, wypisał receptę, po czym
wręczył mi ją, uprzednio złożywszy. Wsadziłem ją do kieszeni
i wyszedłem.
[ 11 ] Udałem się do najbliższej apteki
i wręczyłem receptę aptekarzowi. Ten przeczytał ją, po czym oddał
mi ją z powrotem.
[ 12 ] - Jestem aptekarzem. Gdybym był
sklepem spożywczym połączonym z hotelem rodzinnym, byłbym w stanie
panu pomóc. Ale jestem tylko aptekarzem.
[ 13 ] Przeczytałem receptę. Oto co było
tam napisane:
[ 14 ] "1 funt befsztyka i pół litra piwa
co sześć godzin
[ 15 ] 1 dziesięciomilowy spacer każdego
ranka
[ 16 ] 1 pójście spać punktualnie o 11
co wieczór
[ 17 ] I nie zaprzątanie sobie głowy
sprawami, o których nie ma się pojęcia."
[ 18 ] Ale wróćmy do mojej wątroby. Otóż
miałem, bez wątpienia, wszystkie objawy, z których głównym był
"brak zainteresowania pracą jakiegokolwiek rodzaju".
[ 19 ] Gdy byłem chłopcem, choroba prawie
nigdy mnie nie opuszczała. Nikt wtedy nie wiedział, że chodziło
o wątrobę. Nazywano to lenistwem.
[ 20 ] - Dlaczego, mały diable, nie wstaniesz
i nie zabierzesz się do jakiejś roboty? - mówiono, nie wiedząc,
oczywiście, że byłem chory.
[ 21 ] I nie dawano mi żadnych lekarstw,
po prostu obrywałem czasami w głowę. I, co dziwne, te uderzenia
często mi pomagały - na bardzo krótko, co prawda.
[ 22 ] A więc siedzieliśmy u mnie w pokoju
już od pół godziny, opisując sobie nawzajem swoje choroby, kiedy
pani Poppets zapukała do drzwi, żeby sprawdzić, czy jesteśmy gotowi
do kolacji. Uśmiechnęliśmy się smutno do siebie i stwierdziliśmy,
że powinniśmy spróbować coś zjeść.
[ 23 ] - Potrzebujemy odpoczynku -
powiedział Harris po kolacji.
[ 24 ] - Odpoczynku i całkowitej odmiany
- dodał George. - To sprawi, że lepiej się poczujemy.
[ 25 ] Zgodziłem się z George'em
i zaproponowałem, że powinniśmy poszukać jakiegoś spokojnego
miejsca, z dala od tłumów.
[ 26 ] Harris uznał, że to byłoby nudne
i zasugerował podróż morską.
[ 27 ] Podróż morska wzbudziła mój
zdecydowany sprzeciw. Ma zbawienne działanie, gdy możesz na
nią poświęcić kilka miesięcy; gdy trwa tydzień, jest czymś
okropnym. Zaczynasz w poniedziałek, przekonany, że będziesz
się dobrze bawił. We wtorek żałujesz, że się zdecydowałeś. We
środę, czwartek i piątek wolałbyś nie żyć. W sobotę jesteś już
w stanie wypić trochę herbaty i usiąść na pokładzie. W niedzielę
zaczynasz się znów poruszać i jesteś w stanie zjeść solidny
posiłek. A w poniedziałek rano, kiedy masz już schodzić na brzeg,
zaczyna ci się to naprawdę podobać.
[ 28 ] - Popłyńmy w górę rzeki -
rzucił George.
[ 29 ] Powiedział, że potrzebne jest nam
świeże powietrze, ruch i spokój. Ciągła zmiana scenerii zajmie
nasze umysły (łącznie z tym, co zamiast umysłu posiada Harris),
a ciężka praca zapewni nam dobry apetyt i mocny sen.
[ 30 ] Harris odpowiedział, iż nie sądzi, aby
George potrzebował czegokolwiek, co uczyni go jeszcze bardziej śpiącym,
gdyż może to być niebezpieczne. Dodał, że gdyby George rzeczywiście
spał jeszcze więcej, mógłby równie dobrze być martwy.
[ 31 ] Mimo to Harris stwierdził, że pomysł
z rzeką odpowiada mu na "T". Nie mam pojęcia, co oznacza "T",
ale wydaje się, że jest to coś, co pasuje wszystkim.
[ 32 ] Jedynym spośród nas, którego nie
uszczęśliwił ten pomysł, był Montmorency. Nigdy nie obchodziła
go rzeka.
[ 33 ] - To jest dobre dla was, chłopaki -
powiedział. - Wam się to podoba, mnie nie. Nie ma tam dla mnie nic
do roboty. Gdy zobaczę szczura, nie zatrzymacie się, a kiedy zasnę,
zaczniecie się wygłupiać i wyrzucicie mnie za burtę. Jeśli chodzi
o mnie, to cały ten pomysł jest głupi.
[ 34 ] Było jednak trzy do jednego i wniosek
został przyjęty.
[ 35 ] Ustaliliśmy, że wyruszymy
w najbliższą sobotę z Kingston. Harris i ja zabierzemy z rana
łódź do Chertsey, a George, który będzie mógł wyjść z pracy
dopiero po południu (George idzie do banku i śpi tam od dziesiątej
do czwartej, codziennie z wyjątkiem sobót, kiedy budzą go wcześniej
i wychodzi o drugiej), spotka się tam z nami.
[ 36 ] Czy powinniśmy biwakować, czy spać
w zajazdach?
[ 37 ] George i ja byliśmy za
biwakowaniem. Byłoby tak dziko i swobodnie - złociste słońce,
które blednie zachodząc; gwiazdy świecące jasno w nocy i księżyc
rozpościerający swoje srebrne ramiona wokół rzeki, podczas gdy my
zasypiamy przy dźwięku wody.
[ 38 ] - A co, jeśli będzie padać? -
zapytał Harris.
[ 39 ] W Harrisie nie ma ani odrobiny
poezji. Harris nigdy nie płacze, nie wiadomo dlaczego. Gdy ma
łzy w oczach, można się założyć, że właśnie jadł surową
cebulę.
[ 40 ] Gdybyś stanął z Harrisem w nocy
na brzegu morza i zapytał: "Słuchaj! Czy to nie syreny śpiewają
głęboko pod powierzchnią falujących wód?", on wziąłby cię pod
rękę i odpowiedział: "Wiem, co ci jest; przeziębiłeś się. Chodź
ze mną, znam miejsce tu za rogiem, gdzie możesz się napić odrobinę
szkockiej whisky, najlepszej, jaką kiedykolwiek próbowałeś. Szybko
postawi cię na nogi."
[ 41 ] Harris zawsze zna miejsce za rogiem,
gdzie można się czegoś napić.
[ 42 ] A co do biwakowania, jego praktyczny
pogląd na tę sprawę okazał się słuszny. Biwakowanie w czasie
deszczu nie należy do przyjemności.
[ 43 ] Jest wieczór. Jesteście kompletnie
przemoczeni, a woda pokrywa dno łódki na dobre dwa cale. Znajdujecie
miejsce na brzegu, które jest trochę mniej mokre niż inne miejsca,
które do tej pory widzieliście, więc przybijacie do brzegu, wyciągacie
namiot i dwóch z was próbuje go rozbić.
[ 44 ] Namiot jest całkiem mokry i nie daje
się go ustawić. Płótno zwisa i spada na was, doprowadzając was
do szału. W końcu, w ten czy inny sposób, jakoś utrzymuje się
w pozycji pionowej i zaczynacie wynosić rzeczy z łódki.
[ 45 ] Głównym daniem kolacji jest
deszczówka. Chleb w dwóch trzecich jest deszczówką, pieróg
z wołowiną jest jej pełen, a dżem, masło, sól i kawa zamieniły
się w zupę.
[ 46 ] Po kolacji odkrywacie, że tytoń jest
mokry i nie możecie sobie zapalić. Na szczęście macie butelkę
czegoś co was rozweseli, jeśli tylko jest skonsumowane w odpowiedniej
ilości, i co pomoże wam usnąć.
[ 47 ] Zdecydowaliśmy zatem, że będziemy
spać na dworze w pogodne noce i zatrzymywać się w hotelach,
zajazdach i pubach, kiedy będzie mokro lub kiedy zapragniemy jakiejś
odmiany.
[ 48 ] Montmorency zaaprobował naszą
decyzję. Nie lubi ciszy. Wystarczy dać mu coś hałaśliwego, a jest
szczęśliwy. Patrząc na niego, łatwo sobie wyobrazić, że jest
aniołkiem zesłanym na ziemię w postaci małego foksteriera.
[ 49 ] Na początku naszego wspólnego życia
często patrzyłem na Montmorency'ego, myśląc: "Ten pies nie
pożyje długo".
[ 50 ] Kiedy jednak zapłaciłem za tuzin
kurcząt, które zabił, wyciągnąłem go, warczącego i kopiącego,
ze stu czternastu ulicznych walk i dokonałem oględzin martwego kota,
przyniesionego mi przez wściekłą właścicielkę, która nazwała
mnie mordercą, zacząłem myśleć, że - być może - Montmorency
pożyje trochę dłużej.
[ 51 ] Następnego wieczoru zebraliśmy
się znów, żeby przedyskutować i opracować nasze plany. Harris
rozpoczął naradę:
[ 52 ] - Najpierw musimy się zastanowić,
co ze sobą zabieramy. J., weź kartkę papieru i notuj, a ty, George,
przynieś katalog sklepu spożywczego. I niech ktoś mi da kawałek
ołówka, to zrobię listę.
[ 53 ] Cały Harris - zawsze gotowy, żeby
wziąć na siebie odpowiedzialność za wszystko, a następnie zepchnąć
ją na innych.
[ 54 ] Zawsze przypomina mi mojego biednego
Wujka Podgera. W życiu nie widzieliście takiego zamieszania, jak wtedy,
gdy Wujek Podger zabierał się za jakąś pracę w domu. Należało,
na przykład, zawiesić obraz. Wujek Podger stwierdzał: "Och, zostawcie
to MNIE. Nie przejmujcie się tym. JA to zrobię".
[ 55 ] Następnie zdejmował płaszcz
i zabierał się do pracy. Po godzinie - lub dłużej - kiedy to
Wujek zdążył się skaleczyć, rozbić szklaną ramę, kilkakrotnie
upuścić młotek i gwoździe, zmiażdżyć sobie kciuk i nawrzeszczeć
na wszystkich dokoła, obraz w końcu zawisał na ścianie.
[ 56 ] Harris będzie dokładnie taki sam,
kiedy dorośnie.
[ 57 ] Pierwsza sporządzona przez nas lista
musiała zostać wyrzucona. Było jasne, że Tamiza jest zbyt mała na
tak ogromną łódź, jaka byłaby nam potrzebna.
[ 58 ] - Nie wolno nam myśleć o rzeczach,
które by się nam przydały. Musimy myśleć o tym, bez czego nie
możemy się obejść - powiedział George.
[ 59 ] George czasami okazuje się całkiem
rozsądny. Zdziwilibyście się.
[ 60 ] - Nie zabierzemy namiotu -
zaproponował. - Weźmiemy łódź z płóciennym zadaszeniem. To
o wiele prostsze i wygodniejsze.
[ 61 ] Wydawało się to dobrym pomysłem. Nie
wiem, czy kiedykolwiek widzieliście coś takiego. Mocuje się na łodzi
metalowe obręcze i narzuca się na nie płótno, związuje się je
na dole i w ten sposób łódka przekształca się w coś w rodzaju
małego domku.
[ 62 ] George powiedział, że musimy wziąć
pled (każdy), lampę, mydło, szczotkę i grzebień (do podziału),
szczoteczkę do zębów (każdy), miskę, pastę do zębów, przybory
do golenia (brzmi jak ćwiczenie z francuskiego, prawda?) i kilka
dużych ręczników kąpielowych. Zauważyłem, że ludzie zawsze
robią gigantyczne przygotowania kąpielowe, kiedy wybierają się
w pobliże wody, a kiedy już tam dotrą, wcale się zbyt często nie
kąpią.
[ 63 ] Harris stwierdził, że pływanie przed
śniadaniem jest najlepszym sposobem na zwiększenie apetytu. Dodał,
że u niego zawsze powoduje to wzrost apetytu. George odparł, że
Harris w ogóle nie powinien się kąpać, jeśli ma to sprawić,
że będzie jadł jeszcze więcej niż zwykle.
[ 64 ] Stwierdził, że i bez tego będzie
wystarczająco ciężko holować jedzenie dla Harrisa w górę
rzeki.
[ 65 ] Powiedziałem mu jednak, że
o wiele lepiej będzie dla nas mieć na łodzi czystego i świeżego
Harrisa, nawet gdyby to oznaczało zabranie kilku cetnarów jedzenia
więcej.