[ 1 ] Dorotka
mieszkała pośrodku wiejskich terenów Kansas, z wujem Henrym
i ciocią Em, którzy byli farmerami. Mieszkali we trójkę w małym
domku, w którym był tylko jeden, bardzo zwyczajny pokój. Były
w nim cztery krzesła, stół i dwa łóżka. Co ciekawe, w pokoju
na środku podłogi były małe drzwi. Gdy się je otworzyło, można
było zejść po drabinie do dużej jamy w ziemi, którą nazywano
cyklonową piwnicą. Rodzina mogła się tam schronić, gdyby nadszedł
cyklon i zniszczył ich dom.
[ 2 ] Stojąc
w drzwiach małego domku i rozglądając się wokół, Dorotka
z każdej strony widziała tylko szarą prerię. Nie było żadnych
domów ani drzew, jedynie szara, spalona słońcem trawa. Mocne preriowe
słońce i wiatr sprawiły, że policzki i oczy wuja Henry'ego
i cioci Em utraciły wszelkie kolory i stały się szare. Tylko Toto
nie był szary. Był drobnym czarnym pieskiem, z czarnymi oczkami
uśmiechającymi się do Dorotki z jego drobnego pyszczka. Toto
i Dorotka byli najlepszymi przyjaciółmi i spędzali całe dnie na
wspólnej zabawie.
[ 3 ] Dziś
jednak się nie bawili. Patrzyli na wuja Henry'ego, który siedząc
na progu obserwował niebo, jeszcze bardziej szare niż zazwyczaj. Miał
zatroskaną minę, a kiedy usłyszał głośne wycie wiatru z północy,
wstał i rzekł:
[ 4 ] - To
cyklon. Zejdźcie obie do piwnicy, a ja zajmę się zwierzętami.
[ 5 ] W tej
samej chwili Toto wyskoczył z rąk Dorotki i schował się pod
łóżkiem. Dorotka pobiegła za nim, podczas gdy ciocia Em uniosła
klapę w podłodze i szybko zeszła po drabinie. Kiedy Dorotka
w końcu złapała Tota i ruszyła za ciotką, stało się coś bardzo
dziwnego.
[ 6 ] Silny
powiew wiatru zatrząsł domem tak mocno, że Dorotka upadła na
podłogę. Następnie dom zaczął się kręcić, a potem uniósł
się powoli, jak balon. Wiatr północny i południowy spotkały
się w miejscu, gdzie stał dom, czyniąc je samym środkiem
cyklonu. W środku cyklonu powietrze zastygło w bezruchu, lecz pod
wielkim naporem wiatru podnosiło mały domek coraz wyżej i wyżej,
aż na sam szczyt cyklonu, przenosząc go całe mile dalej, jakby był
piórkiem.
[ 7 ] W środku
domu było ciemno, odgłos wiatru z zewnątrz był przerażający, ale
Dorotka czuła się dziwnie bezpieczna, lecąc w powietrzu. Nie podobało
się to jednak Toto i dziewczynka musiała trzymać go na rękach. Po
kilku godzinach oboje byli tak zmęczeni, że mimo potwornego hałasu,
zasnęli na podłodze.
[ 8 ] Obudził ich
potężny wstrząs, gdy dom w końcu wylądował. Dorotka usiadła
i poczuła, że dom już się nie rusza. Poza tym nie było już
ciemno. Skoczyła na równe nogi, podbiegła do drzwi i otworzyła je;
kiedy rozglądała się wokół, jej oczy robiły się coraz większe
i większe.
[ 9 ] Okazało
się, że cyklon ustawił dom, bardzo delikatnie - jak na cyklon -
w środku pięknej krainy. Trawa dookoła była zielona, obsypana
kolorowymi kwiatami. Piękne ptaki śpiewały cudnie pośród drzew
i krzewów.
[ 10 ] I wtedy
Dorotka dostrzegła grupę ludzi, idącą ku niej zza drzew: trzech
mężczyzn, ubranych od stóp do głów na niebiesko, oraz jedną
kobietę, odzianą w białą suknię w maleńkie srebrne gwiazdki. Kiedy
zauważyli, że Dorotka ich obserwuje, mężczyźni zatrzymali się,
jakby spłoszeni. Lecz mała kobieta podeszła do Dorotki i powiedziała
słodkim głosem:
[ 11 ] - Witamy
cię, wielka Czarodziejko, w krainie Manczkinów. Jesteśmy ci
bardzo wdzięczni za zabicie Złej Czarownicy ze Wschodu i uwolnienie
Manczkinów.
[ 12 ] Dorotka nie
wierzyła własnym uszom. Co to wszystko miało znaczyć?
[ 13 ] - Jesteś
bardzo miła, ale to musi być pomyłka - odparła. - Nie jestem
czarodziejką i nigdy w życiu nikogo nie zabiłam.
[ 14 ] - Ale
twój dom owszem. Popatrz! - rzekła mała kobieta, śmiejąc się
i wskazując na jeden z narożników domu. Dorotka spojrzała tam
i zobaczyła dwie chude stopy w srebrnych butach, wystające spod
domu.
[ 15 ] - Ojej,
ojej! - zawołała. - Dom widocznie spadł na nią. Ale kim ona
była? - spytała Dorotka.
[ 16 ] - Była
Złą Czarownicą ze Wschodu, jak już powiedziałam - odrzekła mała
kobieta. - Była straszna i naprawdę podła. Władała tym cudownym
krajem wykorzystując Manczkinów dniem i nocą jako niewolników. Teraz
wszyscy są wolni i niezmiernie ci wdzięczni.
[ 17 ] - Rozumiem - odparła Dorotka, myśląc, że wszystko to jest naprawdę
dziwne.
[ 18 ] - Ale ja
nie jestem Manczkinką - dodała kobieta. - Jestem Dobrą Czarownicą
z Północy.
[ 19 ] - Naprawdę? - Dorotka zrobiła wielkie oczy. - Myślałam, że
wszystkie czarownice są złe.
[ 20 ] - O nie,
to wielki błąd. W Krainie Oz były tylko cztery czarownice i dwie
z nich - te, które mieszkają na Północy i na Południu - są
dobrymi czarownicami. Były dwie złe czarownice, na Wschodzie i na
Zachodzie, ale teraz, gdy zabiłaś jedną z nich, pozostała tylko
jedna zła czarownica w Krainie Oz.
[ 21 ] Czarownica
z Północy na tym skończyła i spojrzała na róg domu, na który
wskazywali w tej chwili trzej Manczkinowie. Stopy martwej czarownicy
zniknęły i pozostały po niej jedynie dwa srebrne buty. Czarownica
z Północy podniosła je i wręczyła Dorotce.
[ 22 ] - Teraz
są twoje. Zła Czarownica była z nich bardzo dumna, bo mają jakąś
magiczną moc, ale nigdy nie dowiedziałam się jaką.
[ 23 ] - Dziękuję
- odpowiedziała Dorotka biorąc buty. - Teraz jednak naprawdę
chciałabym wrócić do domu w Kansas. W przeciwnym razie ciocia Em
będzie się na pewno bardzo martwić. Możesz mi pomóc odnaleźć
drogę?
[ 24 ] - Kansas? -
zastanawiała się Czarownica. - Z całą pewnością nie wiem, gdzie
to jest. Wiem tylko, że Kraina Oz otoczona jest pustynią, której nikt
nie zdoła przejść. Obawiam się, moja droga, że będziesz zmuszona
zostać z nami.
[ 25 ] Gdy
Dorotka to usłyszała, do oczu napłynęły jej łzy i rozpłakała
się. Manczkinom zrobiło się jej tak żal, że natychmiast wyjęli
niebieskie chusteczki do nosa z kieszeni swych niebieskich spodni
i też zaczęli szlochać. Jedynie Czarownica z Północy nie
płakała. Zamiast tego zdjęła powoli swój biały kapelusz, spojrzała
do niego i przeczytała:
[ 26 ] "NIECH
DOROTKA UDA SIĘ DO SZMARAGDOWEGO MIASTA."
[ 27 ] - Jeżeli
masz na imię Dorotka, moja droga - powiedziała Czarownica patrząc
uważnie na Dorotkę - to musisz iść do Szmaragdowego Miasta. Być
może Oz ci pomoże.
[ 28 ] - A gdzie
jest to miasto? - spytała Dorotka, ocierając łzy.
[ 29 ] - W samym
środku tego kraju; włada nim Oz, Wielki Czarnoksiężnik.
[ 30 ] - Jak się
tam dostanę? - spytała dziewczynka, przyzwyczajając się powoli do
wieści o coraz to nowych czarownicach i czarnoksiężnikach.
[ 31 ] - Musisz
iść piechotą. Droga do Szmaragdowego Miasta zrobiona jest z żółtych
kostek. Nie możesz jej przegapić. A ja dam ci mój pocałunek,
który zapewni ci bezpieczeństwo. Nikt nie odważy się skrzywdzić
osoby pocałowanej przez Czarownicę z Północy.
[ 32 ] Zbliżyła
się do Dorotki i pocałowała ją w czoło, pozostawiając na nim
okrągły, lśniący znak.
[ 33 ] - Powodzenia,
moja droga - powiedziała Czarownica, po czym zniknęła.