[ 1 ] Francusko-angielska wojna w Ameryce
Północnej miała pewną dziwną cechę. Otóż zanim oba kraje mogły
stanąć do walki, trzeba było pokonać niebezpieczeństwa i przeszkody,
jakie stawiał przed człowiekiem świat naturalny. Ziemię tę pokrywały
góry, jeziora i lasy. I chociaż Francuzi i Anglicy walczyli o nią
przez trzy lata, to jednak nigdy jej nie zdobyli. Nasza opowieść
rozpoczyna się w wielkim lesie, gdzie stoi Fort Edward. W owym
czasie potężne siły francuskie pod dowództwem generała Montcalma
stacjonowały w tym regionie i Anglicy obawiali się ataku.
[ 2 ] Z Fortu Edward do Fortu William
podróżuje grupa ludzi. Dwie osoby to córki brytyjskiego generała
o nazwisku Munro. Zamiast podróżować regularną drogą między
fortami, co zajęłoby im tylko dwa dni, grupa zdecydowała się na
podróż przez las. W grupie znajdowali się także angielski oficer,
pastor i rdzenny Indianin.
[ 3 ] Oficer o imieniu Duncan miał jasne,
złote włosy i jasne, niebieskie oczy. Młodsza z sióstr, Alice,
była bardzo piękną, jasną blondynką. Druga z sióstr, Kora, także
była piękna, ale miała ciemne włosy, śniadą skórę i była pięć
lat starsza. David, czwarty biały w grupie, wyglądał dziwnie. Miał
dużą głowę, wąskie ramiona i długie, cienkie nogi. Był pielgrzymem,
który przybył do Ameryki, aby nieść tubylcom Słowo Boże. Indianin,
będący przewodnikiem grupy, był milczący i zagniewany.
[ 4 ] Podczas gdy Indianin szedł na przedzie,
Alice wypytywała Duncana o przewodnika.
[ 5 ] - Nie podoba mi się on. Czy możemy
mu ufać?
[ 6 ] - Nie pozwoliłbym
nieznanemu człowiekowi być naszym przewodnikiem. Spotkałem go
przypadkiem. W przeszłości miał jakieś zatargi z twoim ojcem,
ale został surowo potraktowany.
[ 7 ] - Jeśli to wróg mojego ojca, to
tym bardziej go nie lubię - odpowiedziała Alice.
[ 8 ] - Czy mamy nie ufać człowiekowi
tylko dlatego, że jego skóra jest ciemniejsza niż nasza? - zapytała
zimno Kora i na tym rozmowa się zakończyła.
[ 9 ] Po pewnym czasie David zaczął
śpiewać pieśń religijną, a razem z nim Alice. Grupa poczuła się
lepiej i szła dalej wąską, leśną ścieżką. Ale po następnej
pieśni do podróżnych zbliżył się Indianin i powiedział coś
szybko Duncanowi.
[ 10 ] - Nie grozi nam żadne
niebezpieczeństwo, jednak nasz przewodnik sugeruje, abyśmy na
tych ścieżkach nie ściągali na siebie niepotrzebnie uwagi -
poinformował grupę Duncan.
[ 11 ] Podróżowali więc dalej w ciszy. Nikt
nie zauważył Indianina, przyglądającego się zza drzewa swoim
potencjalnym ofiarom.
[ 12 ] Tego samego dnia, kilka mil na zachód,
widzimy dwóch mężczyzn, stojących nad wąską rzeczką. Jeden
z nich miał czerwoną skórę, a drugi, choć o twarzy ogorzałej,
był białym. Dziwną stanowili parę. Pierwszy mężczyzna niósł
tomahawk, a drugi długą, myśliwską strzelbę. Tubylec był prawie
nagi. Biały miał na sobie zieloną koszulę myśliwską. Zwracając
się do siebie używali indiańskich imion, Chingachgook i Sokole Oko,
i całą rozmowę prowadzili w języku Indian. Indianin opowiadał
Sokolemu Oku historię swojego ludu.
[ 13 ] - Pierwszymi białymi twarzami byli
Holendrzy. W tamtych czasach my, Delawarowie, byliśmy szczęśliwym
ludem. Jeziora dawały nam ryby, las zwierzęta, a powietrze
ptaki. Mieliśmy żony, które rodziły nam dzieci. Potem przybyli
Holendrzy i dali mojemu ludowi wodę ognistą. Piliśmy tak dużo,
aż ziemia i niebo spotkały się. A potem oddaliśmy im ziemię.
Cała moja rodzina odeszła do świata duchów. Kiedy Uncas podąży
tam za mną, nie zostanie już nikt z nas. Mój syn Uncas jest ostatnim
Mohikaninem.
[ 14 ] W tej chwili zjawił się między nimi
młody wojownik.
[ 15 ] - Uncas jest tutaj! -
powiedział.
[ 16 ] - Czy w tych lasach są Huroni? -
zapytał poważnym głosem Chingachgook.
[ 17 ] - Śledziłem ich. Jest ich tylu,
ile palców u moich obu rąk.
[ 18 ] Nagle starszy Indianin schylił się
i przyłożył ucho do ziemi.
[ 19 ] - Słyszę odgłos stóp! -
powiedział Sokole Oko.
[ 20 ] - Nie. To biali na koniach -
odrzekł Chingachgook. - Sokole Oko, to twoi bracia. Porozmawiaj
z nimi.
[ 21 ] Po chwili podjechał do nich mężczyzna
na koniu. Sokole Oko i jeździec wymienili szybko kilka zdań.
[ 22 ] - Kto jedzie? - spytał Sokole
Oko.
[ 23 ] - Oficer w służbie króla. Czy
wiesz, jak daleko jest stąd do Fortu William?
[ 24 ] - Musieliście zabłądzić. To wiele
mil stąd. Myślę, że powinniście udać się do Fortu Edward.
[ 25 ] - Ale to właśnie stamtąd
wyruszyliśmy dziś rano. Zaufaliśmy naszemu indiańskiemu
przewodnikowi.
[ 26 ] - Indianin, który zgubił się
w lesie?! Bardzo dziwne. Czy jest Delawarem?
[ 27 ] - Nie, wydaje mi się, że jest
Huronem. Ale pracował już dla mnie. Ufam mu.
[ 28 ] - Huron! To złodzieje. Ja ufam tylko
Mohikaninowi albo Delawarowi. Powinniśmy go uwięzić. Potem zaprowadzę
was na noc w bezpieczne miejsce.
[ 29 ] Wtedy pojawiła się trójka
jeźdźców wraz z indiańskim przewodnikiem, Maguą. Obaj indiańscy
towarzysze Sokolego Oka zniknęli tak szybko, że przybysze ich nie
zauważyli.
[ 30 ] - Widzę, że damy są
zmęczone. Odpocznijmy chwilę - powiedział Duncan.
[ 31 ] - Blade twarze są niewolnikami swoich
kobiet - wymruczał Magua w swoim języku.
[ 32 ] - Co mówi Magua? - zapytał
Duncan.
[ 33 ] - On mówi, że dobrze -
odpowiedział Magua.
[ 34 ] - Wkrótce zapadnie noc, Maguo,
a my nie jesteśmy bliżej fortu William niż na początku podróży. Na
szczęście spotkaliśmy myśliwego, który zaprowadzi nas w bezpieczne
miejsce, gdzie będziemy mogli spędzić noc.
[ 35 ] - W takim razie, ja odchodzę,
aby blade twarze mogły być razem.
[ 36 ] - Nie, Maguo. Czyż nie jesteśmy
przyjaciółmi? Zostań i zjedz z nami.
[ 37 ] Magua zamierzał usiąść, gdy
usłyszał dochodzące z lasu w pobliżu ciche odgłosy.
[ 38 ] - Magua nie będzie jadł -
powiedział Duncanowi.
[ 39 ] Duncan postanowił zsiąść z konia
i podać Huronowi jedzenie. Chciał go schwytać, tak jak radził mu
Sokole Oko. Zbliżając się do Indianina, spróbował złapać go za
ramię. Magua, czując niebezpieczeństwo, rzucił się do ucieczki
w las. W tym samym momencie Chingachgook i Uncas wyskoczyli ze swych
kryjówek i pobiegli za Indianinem. Sokole Oko wypalił ze strzelby,
ale - co mu się na ogół nie przytrafiało - chybił.