Wstęp do wydania uzupełnionego
Witaj, drogi Czytelniku, w nowym wydaniu
Sztuki czytania w myślach.
Nie znamy się, więc może powiem parę słów o sobie. Już w szkole
podstawowej zacząłem interesować się zachowaniem ludzi i psychologią.
Kiedy próbowałem nawiązywać kontakty z innymi dziećmi, nie opuszczało
mnie męczące poczucie, że wszyscy dostali instrukcję Jak nawiązywać
interakcje z innymi i tylko ja zostałem w domu w dniu, kiedy ją
wręczano. Do siódmej klasy byłem, delikatnie mówiąc, nieporadny
społecznie. Przez to oczywiście często mi dokuczano, co z kolei
sprawiło, że zacząłem sobie zadawać pewne pytania. W jaki sposób moje
zachowanie różni się od zachowania innych? Dlaczego moi nieprzyjaciele
tak się zachowują? Co wpłynęło na nasze akcje... i interakcje?
Większość dorosłego życia spędziłem na próbach znalezienia odpowiedzi na
te pytania. Szukałem elementów układanki w rozmaitych dziedzinach,
takich jak teatr, reklama, filozofia, media, psychologia i religia. W rezultacie zebrałem całkiem wyczerpujące wiadomości pozwalające rozumieć
zachowanie innych i w końcu połączyłem je ze swoją miłością do magii.
Zostałem kimś, kogo nazywa się "mentalistą". Poza światem telewizyjnych
seriali mentalista to ktoś, kto łączy psychologię ze sztuczkami i odwracaniem uwagi, by stwarzać iluzję, że jest w stanie czytać w myślach
i wpływać na innych na poziomie nadprzyrodzonym. Używałem swojej wiedzy
tylko do celów rozrywkowych, ponieważ nie sądziłem, by ktokolwiek poza
mną był zainteresowany "prawdziwymi" mechanizmami rządzącymi zachowaniem
ludzi. Myślałem, że wszyscy już je znają. Myliłem się. Po raz kolejny.
Nie trwało długo, zanim poproszono mnie o wygłoszenie wykładów na temat
języka ciała i komunikacji niewerbalnej. Pierwotna wersja tej książki
była próbą rozwinięcia tych pierwszych pogadanek. Jak już wspomniałem,
wydawało mi się, że zainteresuje jedynie garstkę osób. Ta garstka
okazała się pięciuset tysiącami czytelników ze wszystkich zakątków
świata, bo książka doczekała się przekładów na trzydzieści pięć języków.
Ponad dekadę i niezliczoną liczbę wykładów później wciąż jestem tym na
swój sposób zszokowany.
Czuję ogromną dumę, że St. Martin's Press prezentuje Sztukę czytania w myślach Tobie i innym czytelnikom. Żeby to uczcić, poprawiłem i zaktualizowałem książkę, tworząc wersję, która nigdy przedtem nie
ukazała się drukiem. Mam nadzieję, że ci się spodoba.
- Henrik Fexeus, Sztokholm, 2019
1
Czytanie w myślach?!
Definicja koncepcji
Rozdział, w którym wyjaśniam, co rozumiem przez "czytanie w myślach" i gdzie Kartezjusz popełnił błąd, a nasza wspólna podróż się rozpoczyna.
Bez zastrzeżeń i z całego serca wierzę w zjawisko czytania w myślach. Dla mnie jest nie bardziej tajemnicze niż
umiejętność rozumienia innych, kiedy ze mną rozmawiają. Może nawet
trochę mniej. Uważam, że w czytaniu w myślach nie ma nic
kontrowersyjnego. Tak naprawdę jest najzupełniej naturalne - wszyscy
nieustannie się nim zajmujemy, nie zdając sobie z tego sprawy. Choć
oczywiście z różnym powodzeniem i mniej lub bardziej świadomie. Wierzę,
że gdy się nauczymy, co i w jaki sposób robimy, będziemy mogli się
wyćwiczyć w robieniu tego jeszcze lepiej. Taki właśnie jest cel tej
książki. A zatem: co robimy? O co mi chodzi, kiedy mówię, że czytamy
sobie nawzajem w myślach? Czym to tak naprawdę jest?
Na początek chciałbym wyjaśnić, czym nie jest. W psychologii
istnieje zjawisko określane mianem "czytania w myślach" - to jedna z przyczyn tego, że tak wiele małżeństw kończy na terapii. Dzieje się tak,
kiedy jedna osoba zakłada, że druga potrafi odczytać, co myśli.
"Gdyby naprawdę mnie kochał, wiedziałby, że nie chcę iść na tę imprezę,
mimo że się zgodziłam!"
Albo:
"Nie zależy mu na mnie, bo inaczej by wiedział, jak się czułam".
Tego typu żądania, by czytać w myślach, mają raczej więcej wspólnego z wybuchami egocentryzmu. Inną wersją tego samego jest zakładanie, że
potrafimy czytać myśli drugiej osoby, gdy tak naprawdę projektujemy na
nią postawy i wartości z własnej głowy.
"O nie, teraz na pewno mnie znienawidzi".
Albo:
"Na pewno coś kombinuje. W przeciwnym razie dlaczego by się tak
uśmiechała?".
To tak zwany błąd Otella. Żadne z tych zjawisk nie jest czytaniem w myślach w sensie, o który mi tu chodzi. Są to tylko przykłady
nierozsądnych zachowań.
Wielki błąd Kartezjusza
Aby zrozumieć czytanie w myślach, które zamierzam opisać, najpierw
należy poznać inną koncepcję. Filozof, matematyk i naukowiec René
Descartes (Kartezjusz) był jednym z gigantów intelektualnych XVII wieku.
Skutki rewolucji, którą zapoczątkował w matematyce i filozofii Zachodu,
są odczuwalne do dzisiaj. Kartezjusz zmarł w 1650 roku na zapalenie płuc
w Pałacu Królewskim w Sztokholmie, gdzie przebywał jako korepetytor
królowej Krystyny. Jak przystało na francuskiego filozofa, był
przyzwyczajony do pracy w ciepłym, wygodnym łóżku, nic więc dziwnego, że
z nastaniem zimy wykończyły go chłodne kamienne podłogi zamku.
Kartezjusz zrobił wiele dobrego, ale popełnił też kilka poważnych
błędów. Przed śmiercią zaprezentował koncepcję, wedle której ciało i umysł są osobnymi bytami. Właściwie trudno byłoby wymyślić coś
głupszego, ale Kartezjusz miał posłuch wśród inteligencji dzięki
zgrabnie brzmiącym frazom jak Cogito ergo sum (Myślę, więc jestem). Na
skutek jego popularności kuriozalna (na dobrą sprawę religijna)
koncepcja, że istoty ludzkie są zbudowane z dwóch różnych substancji -
ciała i duszy - padła na podatny grunt.
Oczywiście byli ludzie, którzy uważali, że się myli, ale ich głosy były
niesłyszalne wśród wiwatów poparcia dla tej koncepcji. Dopiero niedawno
biolodzy i psychologowie udowodnili coś dokładnie przeciwnego do
twierdzenia Kartezjusza. Być może najwybitniejszym z nich jest światowej
sławy neurolog António Damásio. Obecnie wiemy, że ciało i umysł są
nierozłącznie związane, zarówno w sensie biologicznym, jak i psychicznym. Jednak pogląd Kartezjusza dominował tak długo, że dotąd
wciąż jest uznawany za prawdę. Wielu z nas, choć nieświadomie, nadal
oddziela ciało i procesy myślowe. Jeśli reszta tej książki ma mieć dla
was sens, musicie sobie uświadomić, że prawda jest inna, nawet jeśli
taki sposób myślenia z początku może się wydawać dziwny.
Oto fakty: nie sposób o czymś pomyśleć i nie doświadczyć jednocześnie
zjawiska fizycznego. Kiedy myśl pojawia się w naszej głowie, w mózgu
zachodzi proces elektrochemiczny. Abyśmy mogli stworzyć myśl, konkretne
komórki mózgowe muszą wysłać informacje według określonych wzorów.
Jeżeli myśl jest zupełnie nowa, tworzymy nowy wzór lub sieć komórek w mózgu. Ten wzór oddziałuje też na ciało i może zmienić dostarczanie
hormonów (takich jak endorfiny) w organizmie i w autonomicznym układzie
nerwowym. Autonomiczny układ nerwowy zarządza oddychaniem, rozmiarem
źrenic, krążeniem krwi, poceniem, pojawianiem się rumieńców i tak dalej.
Każda myśl wywiera wpływ na ciało, czasem w sposób oczywisty. Jeśli
jesteśmy przestraszeni, poczujemy suchość w ustach i zwiększy się dopływ
krwi do nóg, żeby przygotować ciało do ewentualnej ucieczki. Jeżeli
zaczniemy mieć erotyczne myśli na temat chłopaka przy kasie w supermarkecie, zauważymy inne, bardzo wyraźne reakcje ciała - mimo że to
tylko myśli. Czasami reakcje te są tak drobne, że nie da się ich
dostrzec gołym okiem. Ale zachodzą za każdym razem. To oznacza, że po
prostu zwracając uwagę na fizyczne zmiany w drugiej osobie, możemy
zaobserwować, jak się czuje, jakie są jej emocje i co myśli. Ćwicząc
obserwację, nauczycie się również dostrzegać rzeczy, które dawniej były
zbyt subtelne, abyście je zauważyli.
Ciało i dusza
Na tym jednak nie koniec. Wszystkie nasze myśli znajdują
odzwierciedlenie w ciele, ale zachodzi również zjawisko odwrotne.
Cokolwiek się dzieje z ciałem, wpływa na procesy myślowe. Można to
sprawdzić w prosty sposób. W tym celu należy wykonać następujące
czynności:
Zacisnąć zęby;
Zmarszczyć brwi;
Wpatrzyć się w konkretny punkt przed sobą;
Zacisnąć pięści;
Wytrzymać tak dziesięć sekund.
Jeśli zrobimy to prawidłowo, możemy wkrótce poczuć, że ogarnia nas
złość. Dlaczego? Bo właśnie wykonaliśmy te same ruchy mięśni, które
wykonuje nasza twarz, kiedy jesteśmy rozzłoszczeni. Emocje nie występują
tylko w umyśle. Tak jak wszystkie pozostałe myśli, zachodzą w całym
ciele. Aktywując mięśnie związane z daną emocją, uruchamiamy i doświadczamy tej właśnie emocji, a raczej procesu myślowego, który z kolei ma wpływ na ciało. W teście, który właśnie przeprowadziliście,
pobudziliście autonomiczny system nerwowy. Mogliście tego nie zauważyć,
ale przy wykonywaniu ćwiczenia wasze tętno wzrosło o dziesięć do
piętnastu uderzeń na minutę i zwiększył się dopływ krwi do dłoni, które
teraz mogą się wydawać cieplejsze albo swędzieć. Jak to się stało?
Używając mięśni w zasugerowany przeze mnie sposób, przekazaliście
układowi nerwowemu, że jesteście rozgniewani. I proszę!
Jak widzicie, to działa w dwie strony. Kiedy się zastanowić, to ma sens.
Wręcz byłoby dziwnie, gdyby działało inaczej. Kiedy mamy w głowie myśl,
oddziałuje ona na nasze ciało. Kiedy coś się dzieje z ciałem, ma to
wpływ na nasze myśli. Jeśli te stwierdzenia nadal nas nie przekonują,
być może dzieje się tak dlatego, że zwykle używamy słowa "myśl" do
określenia rozmaitych niematerialnych procesów lub sekwencji, a słowo
"ciało" wskazuje na obiekt fizyczny. Inny prosty sposób wytłumaczenia
tego jest taki: nie można pomyśleć o czymś, nie doświadczając wpływu tej
myśli na procesy biologiczne. Procesy te nie zachodzą tylko w mózgu,
lecz w całym organizmie. W całym człowieku. Innymi słowy: zapomnijcie o Kartezjuszu.
Bez słów i bez świadomości
Część umysłowa i biologiczna są dwiema stronami tego samego medalu.
Jeśli to rozumiecie, już jesteście na dobrej drodze do mistrzostwa w czytaniu w myślach. Podstawowym założeniem czytania w myślach, tak jak
ja je pojmuję, jest zrozumienie procesów myślowych innych ludzi poprzez
obserwację ich reakcji i cech fizycznych. Oczywiście nie możemy
"odczytać" tego, co się dzieje w ich umysłach, w sensie dosłownym
(choćby dlatego, że to zakłada, iż każdy myśli słowami, a jak się
później dowiemy, nie zawsze tak jest), ale praktycznie nie ma takiej
potrzeby. Jak już wiemy, przyjrzenie się temu, co widać na zewnątrz,
może wystarczyć do zrozumienia, co się dzieje w środku. Część rzeczy,
które można zaobserwować, jest mniej więcej stała: postura, postawa, ton
głosu i tak dalej. Jest jednak wiele elementów, które wciąż się
zmieniają, kiedy do kogoś mówimy: język ciała, ruchy gałek ocznych,
tempo mowy i tak dalej. To wszystko można uznać za komunikację
"niewerbalną", pozbawioną słów.
Tak naprawdę zasadnicza część komunikacji między dwojgiem ludzi
przebiega bez słów. To, co przekazujemy słowami, jest czasem zaledwie
ułamkiem całego komunikatu (nawet współpraca nad rozwiązaniem problemu
matematycznego wymaga pewnej dawki komunikacji niewerbalnej, choćby po
to, by zmotywować rozwiązujących do wspólnej pracy). Reszta jest
komunikowana przez nasze ciała i właściwości głosu. Ironia polega na
tym, że wciąż z uporem poświęcamy najwięcej uwagi temu, co ktoś do nas
mówi - czyli jakich słów używa - i tylko czasami zastanawiamy się, jak
to zostaje powiedziane. Inaczej rzecz ujmując, komunikacja bez słów,
która stanowi ogromną część naszej komunikacji w ogóle, nie tylko odbywa
się bez słów. W większości przypadków przebiega też
podświadomie1.
O co tu chodzi? Przecież nie możemy się komunikować, nie będąc tego
świadomi. No cóż, tak się składa, że możemy. Nawet jeśli patrzymy na
całą osobę, z którą rozmawiamy, prawie zawsze najwięcej uwagi poświęcamy
temu, co do nas mówi. Sposób, w jaki porusza gałkami ocznymi, mięśniami
twarzy czy resztą ciała, to kwestie, którym rzadko poświęcamy uwagę,
chyba że w najbardziej oczywistych sytuacjach (na przykład kiedy ktoś
robi to, co sami przed chwilą spróbowaliście zrobić: marszczy brwi,
zaciska zęby i gapi się z zaciśniętymi pięściami). Niestety, jesteśmy
beznadziejni nawet w odbieraniu tego, co ludzie mówią do nas słowami -
wciąż otrzymujemy mnóstwo ukrytych sugestii i niejednoznacznych
podpowiedzi, które umykają naszej świadomości. Mimo to flirtują
podświadomością - niebagatelną częścią umysłu, w której przechowywanych
jest mnóstwo opinii, uprzedzeń i z góry przyjętych osądów na temat
świata.
Prawda jest taka, że do komunikacji zawsze używamy całego ciała - od
dłoni wykonujących entuzjastyczne gesty po źrenice, których rozmiar
ulega zmianom. To samo tyczy się sposobu operowania głosem. Mimo że
często źle wychodzi nam odbieranie sygnałów, robi to za nas
podświadomość. Wszelka komunikacja, niezależnie od tego, czy odbywa się
za pomocą języka ciała, zapachu, tonu głosu, stanów emocjonalnych czy
słów, jest przyswajana, analizowana i interpretowana przez
podświadomość, która następnie wysyła stosowne odpowiedzi tymi samymi
niewerbalnymi, podświadomymi kanałami. Nie tylko więc nasz świadomy
umysł nie rejestruje większości z tego, co mówią nam inni, ale też mamy
bardzo nikłe pojęcie o odpowiedziach, których udzielamy. Z kolei nasze
podświadome niewerbalne odpowiedzi mogą łatwo zaprzeczyć poglądom, które
według nas samych podzielamy, lub naszym słowom. Ta podświadoma
komunikacja oczywiście ma na nas ogromny wpływ. Właśnie przez nią czasem
dokucza nam wrażenie, że ktoś, kto w czasie rozmowy wydawał się bardzo
miły, tak naprawdę nas nie lubi. Po prostu na podświadomym poziomie
odebraliśmy wrogie sygnały i to właśnie one formują bazę percepcji,
której pochodzenia nie potrafimy zlokalizować.
Jednak nasza podświadomość nie jest bezbłędna. Ma mnóstwo informacji do
jednoczesnego przyswojenia, zrozumienia i zinterpretowania, a nikt nie
nauczył jej, jak to się robi. Często więc popełnia błędy. Nie
dostrzegamy wszystkiego, umykają nam niuanse, źle interpretujemy
sygnały. Spotykają nas niepotrzebne nieporozumienia. Właśnie dlatego
powstała ta książka.
Już to robisz, ale możesz robić to lepiej
Wspólnie przeanalizujemy, co tak naprawdę robimy, bez słów i podświadomie, kiedy porozumiewamy się z innymi. I co to oznacza. Aby
stać się jak najlepszymi w komunikacji - i czytaniu w myślach! - trzeba
się nauczyć odbierać i poprawnie interpretować niewerbalne sygnały,
które ludzie wokół nas nieświadomie wysyłają, kiedy się z nami
komunikują. Zwracając uwagę na własną komunikację niewerbalną, można
zdecydować, co przekazać, i mieć pewność, że nie doszło do
nieporozumienia z powodu wysłania niejednoznacznych sygnałów. Można też
ułatwić rozmówcy zadanie, używając sygnałów, o których wiemy, że z łatwością je wychwyci. Używając komunikacji niewerbalnej we właściwy
sposób, będziecie również w stanie wpłynąć na ludzi wokół, by podążali w tym samym kierunku co wy i osiągali te same cele. Nie ma w tym nic złego
ani niemoralnego. Już to robicie. Różnica polega na tym, że na razie nie
macie pojęcia, jakie komunikaty wysyłacie ani w jaki sposób wpływacie na
otaczających was ludzi.
Czas to zmienić. Poważnie. Moim celem jest przekazanie wam tej wiedzy w tak prosty, bezpośredni i praktyczny sposób, jak to możliwe.
Właśnie kupiłem nowe piętrowe łóżko dla swoich dzieci. W sklepie Ikea.
Gdyby przyszło z jedenastostronicową instrukcją, w której dziesięć stron
stanowiłoby wyjaśnienie, dlaczego wspaniale jest mieć łóżko, a ostatnia
zawierała konkluzję: "Już masz wszystkie narzędzia potrzebne do złożenia
własnego łóżka! Po prostu weź się do pracy! Upewnij się, że masz solidną
ramę! I nie zapomnij o wygodnym materacu!", byłbym naprawdę
rozzłoszczony i wetknąłbym klucz imbusowy w oko pierwszego napotkanego
pracownika Ikei. Zauważyłem jednak, że istnieje wiele książek, które
robią właśnie coś takiego. Cała treść to obietnice wyjaśnienia, jak
osiągnąć to czy tamto, a po przeczytaniu nie jesteśmy ani trochę
mądrzejsi. Wciąż nie wiemy, co w czysto praktycznym sensie mamy zrobić,
by stać się lepsi (często właśnie o to w nich chodzi). Albo jeśli zostać
przy powyższym przykładzie, jak połączyć tę cholerną głowicę z belką.
Mam nadzieję, że to nie jest jedna z takich książek.
Chcę, aby moja książka była tak klarowna i prosta jak instrukcja z Ikei.
Kiedy ją przeczytacie, będziecie konkretnie i praktycznie rozumieć, co
chciałem wam przekazać. W trakcie lektury zaczniecie praktykować różne
metody czytania w myślach i sposoby wpływania na myśli innych. Dowiecie
się, gdzie jest miejsce tej głowicy. I nie będzie wam nawet potrzebny
klucz imbusowy.
Ostatnia kwestia: nic w tej książce nie zostało odkryte przeze mnie.
Wszystko, co przeczytacie, jest napisane na podstawie dzieł prawdziwych
mistrzów rozmaitych omawianych dziedzin i zebrane z nich w jedną całość.
Rzeczywistą pracę wykonali tacy ludzie jak: Milton H. Erickson, Richard
Bandler i John Grinder, Desmond Morris, Paul Ekman, Ernest Dichter,
Antonio Damasio, Erika Rosenberg, William Sargant, Philip Zimbardo,
William James, Denise Winn... i wielu innych. Bez nich byłaby to bardzo
krótka lektura.
Mam nadzieję, że siedzicie wygodnie. Zaczynamy.
2
Rapport
Czym jest i dlaczego go potrzebujecie
Rozdział, w którym jest mowa o jeździe na rowerze i o tym, jak nawiązać
dobrą relację z kimś, kogo lubimy, nie wypowiadając przy tym ani słowa.
Istnieje bardzo dobry powód, dlaczego
chcemy wiedzieć, co myśli druga osoba: pomaga nam to nawiązać rapport.
To międzynarodowe pojęcie używane w odniesieniu do komunikacji
niewerbalnej i dlatego będę używać go tutaj. Rapport jest czymś, co
zawsze próbujemy nawiązać z tymi, których spotykamy, czy to w kontekście
biznesowym, gdy chcemy, aby inni zrozumieli naszą prezentację pomysłu,
albo po prostu w przypadku przystojniaka w kolejce do kasy w supermarkecie, o którym fantazjowaliśmy kilka stron wcześniej. W obu
tych sytuacjach może nam się udać tylko wtedy, jeśli nawiążemy rapport.
Słowo rapport pochodzi od francuskiego le rapport oznaczającego
relację albo więź z kimś lub czymś. Nawiązując dobry rapport, tworzymy
związek obustronnego zaufania, zgody, współpracy i wzajemnej otwartości
na pomysły. Wydaje się przydatne, prawda?
Rapport jest podstawą wszelkiej znaczącej komunikacji, przynajmniej
jeśli chcemy, by dana osoba nas słuchała i by liczyło się dla niej, co
mamy do powiedzenia. Kiedy próbujemy przekazać komunikat - nawet jeśli
po prostu chcemy, by dzieciaki opróżniły zmywarkę - bez upewnienia się,
że jesteśmy w dobrym rapporcie z rozmówcą, możemy równie dobrze dać
sobie spokój. I tak nie zostaniemy wysłuchani. Rapport to także
niezbędny warunek do tego, aby ludzie się lubili na płaszczyźnie
bardziej prywatnej. Jak bardzo prywatnej, to zależy od was, ale bez
rapportu nie ma sensu nawet próbować.
Zawsze nawiązujemy dobry lub zły rapport z ludźmi z naszego otoczenia.
Poznając sposób, w jaki to przebiega, możemy nauczyć się zawsze
nawiązywać dobry rapport, nawet z ludźmi, z którymi zazwyczaj nie
mielibyśmy wspólnego języka. Co zabawne, często te napotkane osoby są
tak usytuowane zawodowo, że ich decyzje i nastawienie do naszej opinii i pomysłów mogą mieć znaczący wpływ na naszą przyszłość. Czy nie byłoby
miło, gdyby ten ktoś choć raz zrozumiał, co chcemy powiedzieć?
Wiem, że może się wam wydawać, iż rapport nie ma nic wspólnego z czytaniem w myślach, ale będę się upierał, że ma. To, co nauczycie się
zauważać u innych w celu nawiązania rapportu, dostarczy wam również
informacji o ich stanie umysłowym, rozumieniu świata, o tym, co myślą i jak się czują. Czytanie w myślach rozpoczyna się już na tak wczesnym
etapie, jako warunek tworzenia dobrych relacji.
Podstawowa zasada rapportu
Podstawowa zasada nawiązywania rapportu jest naprawdę bardzo prosta, ale
oparta na wnikliwej analizie funkcjonowania człowieka. Podstawową zasadą
dobrego rapportu jest dostosowanie się do sposobu komunikacji
preferowanego przez drugą osobę. (Jeśli studiowaliście marketing,
uczono was, by zawsze komunikować się na poziomie grupy docelowej. Tu
chodzi o to samo). Można to robić na rozmaite sposoby, które wkrótce
omówimy. Są to, prawie bez wyjątku, niewerbalne metody, które druga
osoba odbierze tylko podświadomie.
Dostosowując się do rozmówcy, osiągamy dwie rzeczy. Ułatwiamy mu
zrozumienie tego, co mówimy, ponieważ wyrażamy się (bez słów) w taki
sposób, w jaki sam by to robił. Nie musi już "tłumaczyć" naszych
niewerbalnych komunikatów na coś, co lepiej rozumie, ponieważ
porozumiewamy się w sposób, który preferuje (i rozumie najlepiej). Kiedy
rozmówca nie musi już "filtrować" informacji od nas, by je zrozumieć,
niebezpieczeństwo nieporozumienia zostaje ograniczone do minimum. Aby
dostosować się do drugiej osoby, najpierw trzeba się upewnić, że
rozumiemy, jak woli się komunikować. Innymi słowy, ucząc się
obserwacji sposobu komunikacji innych, uczymy się także rozumieć, co tak
naprawdę starają się powiedzieć. Poza tym sprawiamy, że bardziej nas
lubią. Przyczyna jest prosta: dostosowując się do sposobu komunikacji
drugiej osoby i stając się tacy sami, pokazujemy, że jesteśmy jak ona,
bo nasze sposoby ekspresji są zbliżone. Kogo lubimy najbardziej ze
wszystkich? Siebie. To zrozumiałe, bo w końcu jesteśmy jedyną żywą
istotą, którą możemy poznać od środka. (To również przyczyna tak zwanej
iluzji przejrzystości, koncepcji zaproponowanej przez psychologów
Thomasa Gilovicha i Kennetha Savitsky'ego, wedle której zwykle
wyobrażamy sobie, że inni zwracają na nas większą uwagę, niż dzieje się
to naprawdę). Do reszty świata mamy dostęp tylko za pomocą obserwacji,
to zaś tworzy dystans emocjonalny. Zgodnie z tą samą logiką odpowiedź na
pytanie, kto jest na drugim miejscu po nas, wydaje się oczywista: lubimy
ludzi, którzy są tacy jak my. Lubimy spędzać czas z osobami podobnymi do
nas, które mają takie same spojrzenie na świat, te same sympatie i antypatie. Jak wynika z badań, wolimy zatrudniać ludzi podobnych do
siebie. Niedawne badanie Gallupa wykazało, że jedną z najważniejszych
kwestii u nowego pracownika jest "dobry rapport i zaufanie między
bezpośrednim przełożonym a podwładnym".
Na najbliższych przyjaciół wybieramy ludzi, przy których czujemy się
komfortowo, będąc sobą. A kto nadaje się do tego lepiej niż ci, którzy
już są tacy sami jak my?
W tym miejscu warto wtrącić krótki komentarz. Koncepcja przystosowania
się do drugiego człowieka nie zakłada rzecz jasna zupełnego wymazania
własnej osobowości. Nawiązywanie rapportu jest czymś, co robimy na
samym początku, zaraz po poznaniu kogoś. W każdej relacji i podczas
każdego spotkania ludzie nieustannie dostosowują się do siebie nawzajem,
jeśli zostanie nawiązany dobry rapport. Można wspomóc ten proces,
nawiązując rapport w sposób świadomy, wielkodusznie oferując, że to my
się dostosujemy, ponieważ prawdopodobnie będziemy bardziej świadomi
całego procesu niż osoba, z którą się spotykamy. Nie ma w tym nic
dziwnego. To tak, jakby zaproponować, że powie się kilka słów w obcym
języku do człowieka, który rozumie go lepiej niż nasz. Dostosowujemy się
do sposobu, w jaki dana osoba woli się komunikować. Adaptując się do
kogoś innego poprzez mówienie w jego języku, choćby i mało płynnie,
przekazujemy podświadomości komunikat: "Jestem taki jak ty. Ze mną
będziesz bezpieczny. Możesz mi zaufać".
Kiedy rapport zostanie nawiązany, można zacząć zmieniać zachowanie, by
doprowadzić do takich samych zmian w drugiej osobie. Gdy już jesteśmy w rapporcie, nie musimy dalej podążać za drugą osobą ani się do niej
dostosowywać. Ona chętnie podąży za nami. Tak po prostu zazwyczaj działa
rapport. Jedno podąża za drugim, na zmianę, przez cały czas.
Zapewniam - ktoś, kto mówi w swoim ojczystym języku lepiej niż po
angielsku, łatwiej nas zrozumie i będzie nas bardziej lubić, jeśli nie
będziemy nalegać tylko na angielski. Jednak kiedy tylko uzna, że nas
lubi, nie będzie miał nic przeciwko wypróbowaniu swojej niedoskonałej
angielszczyzny.
Poza tym, jeśli nawiązaliśmy dobry rapport, druga osoba będzie łatwiej
akceptowała nasze pomysły i sugestie. Kiedy ktoś nas lubi, zwykle chce
się z nami zgadzać. To oznacza, że jeśli dostosujemy się do danej osoby
i pokażemy jej, że jesteśmy jak ona, poczuje chęć, by się z nami
zgadzać. To, co do niej mówimy, mogłaby wymyślić sama (skoro jesteśmy
tacy podobni). Niezgodzenie się z nami byłoby trochę jak niezgodzenie
się ze sobą.
Kiedy jesteśmy w rapporcie, możemy też przejąć dowodzenie i wprowadzić
towarzysza w pozytywny stan psychiczny, lepiej nadający się do
zrozumienia naszego komunikatu albo pomysłów i ich wartości. To
przypadek wpływu bez kontroli. Nie próbujemy nikogo zmanipulować w złowrogim znaczeniu tego słowa. Jeżeli mamy kiepski pomysł, to nikogo on
nie przekona, bez względu na to, jak dobry jest rapport. Nam zależy na
stworzeniu relacji, w której można kreatywnie i konstruktywnie
dyskutować na temat każdego zagadnienia z szacunkiem i zrozumieniem. Nie
"kontrolujemy" ani nie oszukujemy innych, by wpoić im poglądy, których
tak naprawdę nie podzielają. Upewniamy się jedynie, że są w optymalnym
stanie potrzebnym do zrozumienia prawdziwych zalet tego, co
przedstawiamy, a używamy do tego wyłącznie prostych środków, takich jak
ruch ciała czy dostrajanie głosu, zgodnie z określonymi zasadami.
Jeśli jestem taki sam jak ty, zrozumiesz mnie i polubisz. Jeśli mnie
polubisz, będziesz chciał się ze mną zgadzać.
Sytuacje, w których potrzebny jest rapport
Nigdy nie jest za późno, by zacząć nawiązywać z kimś rapport. Może
jesteś w bardzo nieudanym związku i chcesz to zmienić. Przy następnym
spotkaniu zacznij tworzyć rapport. Prawdopodobnie nie uda się odmienić
sytuacji za jednym razem, ale jeżeli przy każdym spotkaniu będziesz
podejmować próby nawiązania rapportu, wkrótce zauważysz wielką różnicę w zachowaniu partnera w stosunku do ciebie. Zawsze znajdzie się kilka
osób, z którymi stworzenie dobrego rapportu będzie ci się wydawało po
prostu niemożliwe. Zazwyczaj i tak tego nie chcemy, więc wszystko jest w porządku. Nie twierdzę, że trzeba być w dobrym rapporcie z każdym
napotkanym człowiekiem. Po prostu informuję, że to jest możliwe.
Kiedy rapport jest przydatny? Praktycznie zawsze. Podałem już kilka
przykładów. Ekspertka w dziedzinie komunikacji Elaina Zuker wymienia
parę innych codziennych sytuacji:
kiedy staramy się wreszcie zrozumieć, co chce nam powiedzieć osoba, z którą mieszkamy od wielu lat,
kiedy nasze dzieci są w wieku nastoletnim i chcemy odzyskać choć część
szacunku, którym dawniej nas obdarzały,
kiedy mamy do czynienia z szefami, nauczycielami, agencjami rządowymi
lub innego rodzaju przedstawicielami władzy,
kiedy napotykamy ludzi, od których potrzebujemy jakichś usług, lecz
mogą nam przysporzyć problemów - jak na przykład poirytowany urzędnik
w banku albo zestresowany kelner w restauracji,
kiedy dzwoni do nas telemarketer (w tym przypadku może nam akurat
zależeć na złym rapporcie),2
w jakiejkolwiek sytuacji, w której jesteśmy oceniani lub osądzani, na
przykład podczas rozmowy o pracę.
Zuker poza tym przedstawia następujące przykłady z życia zawodowego:
Często musimy osiągnąć więcej, dysponując skromniejszymi środkami.
Znajdujemy się wtedy w sytuacji, w której rywalizujemy ze
współpracownikami i nasza praca może zależeć od umiejętności
nawiązania rapportu z ważnymi osobami - na przykład kimś, kto decyduje
o podziale środków.
W dzisiejszych czasach, aby być dobrym menedżerem, potrzeba
zaawansowanych umiejętności interpersonalnych. Jeśli "chadzasz
własnymi drogami", ryzykujesz, że zrazisz do siebie zarówno swoich
przełożonych, jak i podwładnych.
Jeśli chcemy przekonać ludzi do swojego innowacyjnego pomysłu,
potrzebujemy dobrze przygotowanego zestawu umiejętności
komunikacyjnych. Nasz doskonały pomysł na nic się nie zda, jeśli nie
będziemy potrafili przekonać odpowiednich osób.
Kiedy znajdujemy się w środku organizacji, mamy nad sobą ludzi, przed
którymi odpowiadamy, a pod sobą tych, którymi kierujemy. Aby uzyskać
pożądane wyniki, musimy potrafić stworzyć dobre relacje zarówno z tymi
nad, jak i pod nami.
W organizacjach o płaskiej strukturze często ma się więcej
odpowiedzialności niż realnej władzy. Aby wykonać pracę, trzeba
wówczas zlecać ją innym ludziom, to zaś można osiągnąć, jedynie
nawiązując rapport i współpracując.
To wszystko, czego nauczyły nas lata doświadczenia zawodowego, ma
mniejsze znaczenie niż umiejętność nawiązania rapportu. Nieważne, jak
wysokie są nasze kwalifikacje - nikt nie chce eksperta, z którym nie
da się porozmawiać.
Doskonalenie tego, co już wiecie
Pamiętajcie, że już używacie większości technik czytania w myślach,
które będę tu omawiał. Po prostu jeszcze nie zdajecie sobie z tego
sprawy. Poza tym najprawdopodobniej nie używacie ich z maksymalnym
skutkiem. Za chwilę przyjrzymy się tym technikom, wyostrzymy je, żeby
były skuteczne, a potem włożymy z powrotem do waszej podświadomości. A ponieważ w pewnym sensie już to wszystko wiecie, nie będziecie musieli
czuć się przytłoczeni mnogością informacji i technik na kolejnych
stronach. Tak naprawdę opanujecie je znacznie łatwiej niż wiele innych
umiejętności. Oto model ukazujący, jak działa proces nauki:
Krok 1: Nieświadoma ignorancja Klasycznym przykładem jest jazda na
rowerze. Na tym etapie nie wiem, jak się jeździ na rowerze ani też, że
coś takiego w ogóle istnieje.
Krok 2: Świadoma ignorancja Nie potrafię jeździć na rowerze, ale
wiem, że coś takiego istnieje i że jestem ignorantem w tej dziedzinie.
Krok 3: Świadoma wiedza Potrafię jeździć na rowerze, ale tylko
kiedy się skoncentruję na wykonywanych czynnościach.
Krok 4: Nieświadoma wiedza Potrafię jeździć na rowerze i nie muszę
nawet o tym myśleć, by dać sobie radę.
Prawdziwa nauka odbywa się dopiero na etapie kroku czwartego, a wy już
tam jesteście. Wrócimy jednak do kroku trzeciego, aby doszlifować wasze
umiejętności i może coś do nich dodać. Powrót do kroku czwartego będzie
waszym zadaniem i dostaniecie na to nieograniczony czas. Po wykonaniu
ćwiczeń zawartych w tej książce zacznijcie używać przedstawionych metod
pojedynczo, dopóki nie poczujecie, że każdą wykonujecie automatycznie
(co znaczy, że dotarliście do kroku czwartego). Dopiero wtedy zacznijcie
używać kolejnej. Nie próbujcie robić wszystkiego naraz, bo tylko
poczujecie mętlik w głowie. Nie spieszcie się i pamiętajcie, że ma to
wam sprawiać radość. Naprawdę czeka was mnóstwo frajdy, zwłaszcza gdy
zaczniecie rozumieć, jakie to łatwe i jak skutecznie działa.
3
Rapport w praktyce
Świadome używanie podświadomej komunikacji
Rozdział, w którym nauczycie się używać języka ciała i innych
niewerbalnych metod osiągania celów w zupełnie inny sposób, niż
moglibyście się spodziewać.
Weźcie teraz głęboki wdech. Na kilku
następnych stronach będę was bombardował faktami, metodami i technikami,
które mogą być wykorzystane do nawiązania rapportu. Nauczycie się
wszystkiego - od języka ciała i tonu głosu po poziomy energii i osobiste
opinie. Oczywiście głównym celem jest to, abyście stosowali te koncepcje
w życiu, i im wcześniej zaczniecie ćwiczyć, tym lepiej. Pamiętajcie
jednak, że nie należy się spieszyć. Powoli poznawajcie różne metody.
Nie musicie się obawiać, że zostaniecie "przyłapani" na ćwiczeniu
nawiązywania rapportu z innymi. Daję słowo, nikt nie będzie się skarżył,
że łatwiej was zrozumieć i przyjemniej się z wami rozmawia albo że nagle
sprawiacie wrażenie, jakbyście potrafili czytać w myślach. Choć przez
jakiś czas będziecie bardzo świadomi wszystkich swoich działań, nie
dotyczy to otaczających was ludzi.
Trzęś tyłeczkiem!
Jak używać mowy ciała
Jak wspomniałem wcześniej, rapport nawiązujemy poprzez adaptację do
naszego odbiorcy w kilku różnych obszarach. Pierwszym z nich jest język
ciała. Prawdę mówiąc, nie do końca podoba mi się to określenie. "Język"
sugeruje, że występuje gdzieś lista słówek, których po prostu można się
nauczyć. Oczywiście takie książki istnieją. Uczą, że jeśli ktoś trzyma
mały palec w określonej pozycji, to znaczy jedno, a kiedy wykonuje
określony ruch lewą stopą - coś innego. Ale sprawa nie jest taka prosta.
Gesty nie zawsze znaczą to samo w każdej sytuacji i u każdego.
Umieszczenie definicji w słowniku języka ciała, wedle której skrzyżowane
ręce oznaczają "trzymanie dystansu, odcięcie się, wątpliwości" - a wiem,
że wielu autorów z chęcią by tak napisało - to błąd, po pierwsze
dlatego, że ignoruje wielopoziomowość i dynamikę ludzkich środków
wyrazu, a po drugie, zdaje się wmawiać nam, że język ciała istnieje w izolacji, niezależnie od całej reszty. Na pewno zdarzyło nam się
skrzyżować ręce i nagle pomyśleć: "No tak! Przecież ludzie tak robią,
kiedy czują złość albo chcą zachować dystans. Ale ja przecież nie czuję
złości". No właśnie. Przyczyna mogła być inna: na przykład panował chłód
i zakładając ręce, chcieliśmy się rozgrzać. Albo był to po prostu
wygodny sposób, by na chwilę dać odpocząć rękom. Aby mieć pewność, czy
ktoś naprawdę trzyma dystans albo odczuwa wątpliwości, musimy poszukać
innych widocznych oznak fizycznych i wziąć pod uwagę kontekst, w którym
te gesty są wykonywane. Jak wygląda reszta ciała? Czy ramiona są spięte,
czy rozluźnione? A twarz? Czy dyskusja była ognista? Czy w pomieszczeniu
jest zimno? I tak dalej.
Wolałbym zastąpić termin "język ciała" innym, na przykład "komunikacją
cielesną". Ale to też brzmi dość sucho. A ponieważ nie chcę tworzyć
chaosu dodawaniem nowego terminu do dziedziny, która i tak jest
przeładowana terminami i definicjami, będę się trzymał "języka ciała",
który - jak już wiecie - jest czymś znacznie bardziej różnorodnym i dynamicznym, niż to się często wydaje.
Harmonizacja i odzwierciedlenie
Jak w takim razie używać języka ciała do stworzenia rapportu? Ujmując
rzecz prosto: naśladując drugą osobę. Lub też, by użyć poprawnego
terminu, odbijając echo postury. Innymi słowy, obserwujemy posturę
drugiej osoby - kąt, pod którym trzyma głowę, sposób krzyżowania rąk i tak dalej - a potem robimy to samo. Jeśli porusza jakąś częścią ciała,
my też wykonujemy taki ruch. Można to robić na dwa sposoby. Przez tak
zwaną harmonizację i odzwierciedlenie, przy czym obie metody są
oparte na tej samej koncepcji. Wybór zależy jedynie od tego, w jaki
sposób stoimy lub siedzimy w relacji do drugiej osoby. Przy harmonizacji
poruszamy odpowiednią częścią ciała, gdy robi to osoba, do której chcemy
się dopasować (na przykład jeśli porusza prawą ręką, my też poruszamy
prawą ręką). Harmonizacja jest wskazana, kiedy siedzimy obok osoby,
której język ciała chcemy naśladować. Przy odzwierciedleniu poruszamy
odwrotną częścią ciała (jeśli osoba porusza prawą ręką, my poruszamy
lewą), jakbyśmy byli jej lustrzanym odbiciem. Odzwierciedlenie jest
wskazane, kiedy siedzimy lub stoimy naprzeciwko siebie.
Oczywiście, gdybyśmy zaczęli kopiować czyjeś ruchy zbyt wiernie,
wyglądałoby to bardzo dziwnie. Po pierwsze, gdybyśmy swój zwyczajowy
sposób poruszania zastąpili ruchami drugiej osoby, w naszym zachowaniu
zaszłaby widoczna zmiana. Poza tym gdybyśmy zaczęli wiernie naśladować
ruchy drugiej osoby, stałoby się oczywiste, co chcemy osiągnąć. Zamiast
rapportu stworzylibyśmy wrażenie, że jesteśmy szaleni. Obejrzyjcie film
Sublokatorka (1992), jeśli chcecie wiedzieć, czego nie robić.
Tworząc rapport poprzez dostosowanie się do sposobu komunikacji drugiej
osoby, koniecznie należy robić to dyskretnie i krok po kroku. Na
początku dokonać bardzo małych zmian i zwiększać je stopniowo,
zachowując przy tym dużą ostrożność. Jak szybko lub jak wolno, zależy od
tego, w jakim stopniu, naszym zdaniem, uzyskujemy pożądaną reakcję. Im
bardziej zainteresowana i zaangażowana będzie przy nas druga osoba, tym
bardziej otwarcie możemy imitować jej język ciała. To także dotyczy
czasu po utworzeniu rapportu.
Kiedy dostosowujemy zachowanie do drugiej osoby, musimy robić to
subtelnie i stopniowo.
Na początku należy używać gestów reprezentacyjnych (kolejny wymyślny
termin). Innymi słowy, naśladujemy drugą osobę, ale tylko trochę. O ile
jesteśmy konsekwentni w naśladowaniu jej języka ciała, możemy trochę
stonować ruchy. Jeśli osoba krzyżuje ramiona, my możemy położyć prawą
dłoń na lewym nadgarstku. Robimy to samo, tylko na mniejszą skalę. W ten
sposób rozmówca nie będzie się świadomie zastanawiać, co kombinujemy.
Drugim dobrym sposobem na zamaskowanie faktu, że dostosowujemy się do
czyjegoś zachowania, jest opóźnianie własnych ruchów. Zamiast robić coś
zaraz potem, można odczekać dwadzieścia lub trzydzieści sekund i dopiero
wtedy zadziałać. Dopóki jesteśmy konsekwentni, to również zostanie
zarejestrowane przez podświadomość rozmówcy, która dostrzeże, że macie
te same schematy ruchu i jesteście "podobni".
Trzecim sposobem na ukrycie tego, co robimy, jest imitowanie wyrazu
twarzy drugiej osoby. Są one odzwierciedleniem tego, jak ten ktoś czuje
się w środku (ponieważ procesy psychiczne i fizyczne człowieka są ze
sobą powiązane). Jeśli zobaczy podobny wyraz na twojej twarzy, pomyśli,
że czujemy to samo, skoro tak samo wyglądamy. To pozwala nawiązać
wyjątkowo bliską więź. Jako że nikt nie widzi swojej twarzy, praktycznie
niemożliwe jest odkrycie, że ktoś naśladuje nasze miny, odbieramy
jedynie poczucie pokrewieństwa. Trzeba tylko się upewnić, że to, do
czego się dopasowujemy, jest szczególnym wyrazem twarzy, a nie po prostu
naturalnym wyglądem danej osoby. Niektórzy wyglądają na smutnych,
surowych lub rozzłoszczonych, gdy tak naprawdę są odprężeni - wszystko
zależy od tego, jak skonstruowana jest twarz. Należy się upewnić, że
wiemy, jak dana osoba wygląda w innych sytuacjach, żeby potrafić
odróżnić jej zwyczajny wygląd od szczerych wyrazów emocji.
Poza tym upewnijcie się, że wasze ruchy są wykonywane z tą samą
prędkością, w tym samym tempie co ruchy drugiej osoby. To
szczególnie istotne w przypadku wszelkich gestów interaktywnych - jak na
przykład podawanie ręki. Kiedy mamy do czynienia z osobą powolną, należy
podać rękę powoli. I vice versa. Jeśli zauważymy, że druga osoba mówi
szybko i sprawia wrażenie nakręconej, należy przyspieszyć uścisk dłoni.
Inne rytmiczne gesty, jak kiwanie głową na znak zgody, również muszą być
dostosowane do odpowiedniego tempa. W dalszej części książki nauczycie
się, jak nawet przy pierwszym spotkaniu wyczuć tempo, w jakim dany
człowiek mówi lub myśli.
Unikanie nadinterpretacji
Jak stwierdziłem wcześniej, znaczna część gestów nie ma uniwersalnego
znaczenia wspólnego dla wszystkich. Istnieje jednak swoisty słownik
języka ciała większości ludzi. Często używamy tych samych gestów za
każdym razem, gdy jesteśmy w danym nastroju, nawet jeśli nikt inny nie
używa tego konkretnego gestu. Nie próbujmy więc za bardzo ufać własnym
interpretacjom czyjegoś języka ciała przy pierwszym spotkaniu. Powinno
się na przykład zwrócić uwagę na ruchy lewej nogi, ale unikać
natychmiastowej interpretacji tego jako oznaki zdenerwowania, chyba że
wskazują na to jeszcze inne oznaki. Niedługo nauczycie się łączyć ruchy
i pozy niektórych ludzi z konkretnymi myślami i emocjami. Może ruchy
lewej nogi rzeczywiście były oznaką nerwów, ale ta zasada wciąż będzie
dotyczyła tylko tej osoby i niekoniecznie ujawni cokolwiek na temat
kogoś innego. Wszyscy mamy swoje charakterystyczne sposoby ekspresji.
Kiedy posiądziecie umiejętność odczytywania języka ciała innych ludzi,
zauważycie, że coraz lepiej potraficie przewidzieć, co ktoś za chwilę
powie - zanim to nastąpi. Po prostu będziecie czytać w myślach!
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki