Szczyty i doliny - Spencer Johnson

Kup ebooka

34.00 zł
27.20 zł (27,20 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przed opo­wie­ścią

Był wcze­sny desz­czowy wie­czór w No­wym Jorku. Mi­chael Brown spie­szył się na spo­tka­nie z kimś, kto - jak twier­dził jego przy­ja­ciel - mógł mu po­móc. Wcho­dząc do ka­wia­renki, nie wie­dział, jak cenne okaże się na­stępne kilka go­dzin.

Kiedy zo­ba­czył Ann Carr, zdzi­wił się. Sły­szał, że prze­żywa trudne chwile, i spo­dzie­wał się, że bę­dzie to po niej wi­dać. Tym­cza­sem wy­da­wała się pełna opty­mi­zmu i ener­gii.

Za­mie­nili na po­czą­tek kilka słów, po czym Mi­chael prze­szedł do rze­czy:

- Wy­glą­dasz wspa­niale, mimo że ostat­nio mia­łaś po­ważne pro­blemy.

- Bo jest mi do­brze, i w pracy, i w ży­ciu - za­pew­niła Ann. - Ale nie po­mimo tych złych chwil. Tylko dzięki nim. I dzięki temu, że na­uczy­łam się ro­bić z nich do­bry uży­tek.

- Jak to? - zdzi­wił się Mi­chael.

- Na przy­kład praca. Wy­da­wało mi się, że nasz dział świet­nie so­bie ra­dzi, ale wcale tak nie było. Od­no­si­li­śmy suk­cesy, ale spo­czę­li­śmy na lau­rach. Za­nim so­bie to uświa­do­mi­li­śmy, in­nym fir­mom szło już dużo le­piej. Szef za­czął oka­zy­wać wy­raźne nie­za­do­wo­le­nie. To było przy­gnę­bia­jące, po­ja­wiła się pre­sja, żeby wszystko szybko na­pra­wić. Każdy ko­lejny dzień przy­no­sił co­raz wię­cej stresu.

- I co da­lej?

- W ze­szłym roku zna­jomy z pracy, któ­rego sza­nuję, opo­wie­dział mi pewną hi­sto­rię. Zmie­niła ona mój spo­sób pa­trze­nia na pro­blemy i suk­cesy, i te­raz po­stę­puję cał­kiem ina­czej. Dzięki niej je­stem spo­koj­niej­sza i od­no­szę więk­sze suk­cesy, nie­za­leż­nie od tego, czy sprawy ukła­dają się do­brze, czy nie, na­wet w ży­ciu oso­bi­stym. Ni­gdy tej opo­wie­ści nie za­po­mnę.

- Co to za hi­sto­ria? - za­in­te­re­so­wał się Mi­chael.

Ann mil­czała przez chwilę, a po­tem po­wie­działa:

- Czy nie bę­dziesz miał mi za złe, je­śli za­py­tam, dla­czego chciał­byś się tego do­wie­dzieć?

Mi­chael nie­chęt­nie przy­znał, że ma nie­zbyt pewną po­zy­cję w pracy i nie naj­le­piej układa mu się w domu. Nie mu­siał mó­wić nic wię­cej. Ann wy­czuła jego skrę­po­wa­nie.

- Brzmi to tak, jak­byś po­trze­bo­wał wy­słu­chać tej opo­wie­ści rów­nie bar­dzo, jak kie­dyś ja. I do­dała, że prze­każe mu opo­wieść pod wa­run­kiem, że po­dzieli się nią z in­nymi, je­żeli okaże się dla niego cenna. Mi­chael zgo­dził się, a Ann przy­go­to­wała go na to, co miał usły­szeć.

- Prze­ko­na­łam się, że je­żeli czło­wiek chce wy­ko­rzy­stać tę opo­wieść, by po­ra­dzić so­bie ze wzlo­tami i upad­kami, po­wi­nien słu­chać jej ser­cem i umy­słem, i uzu­peł­nić ją o wła­sne do­świad­cze­nia, by zo­ba­czyć, co jest praw­dziwe dla niego. Za­warte w tej opo­wie­ści spo­strze­że­nia czę­sto są po­wta­rzane, cho­ciaż w nieco inny spo­sób.

- Po co te po­wtó­rze­nia?

- Mnie było dzięki temu ła­twiej je za­pa­mię­tać - wy­ja­śniła. - A kiedy je pa­mię­ta­łam, czę­ściej ro­bi­łam z nich do­bry uży­tek. Nie­chęt­nie się zmie­niam - przy­znała - dla­tego każdą no­wość mu­szę sły­szeć wiele razy, by w któ­rymś mo­men­cie prze­biła się przez mój kry­tyczny, nie­ufny umysł, stała się bar­dziej swoj­ska i za­pa­dła mi w serce. Wtedy staje się cząstką mnie. Tak wła­śnie było, kiedy już so­bie po­rząd­nie tę opo­wieść prze­my­śla­łam. Ale je­śli chcesz, sam mo­żesz się o tym prze­ko­nać.

- Czy rze­czy­wi­ście są­dzisz, że ja­kaś opo­wieść może tak wiele zmie­nić? - po­wąt­pie­wał Mi­chael. - Aku­rat te­raz jest mi na­prawdę ciężko.

- W ta­kim ra­zie - od­parła Ann - co masz do stra­ce­nia? Mogę cię tylko za­pew­nić, że ta hi­sto­ria wiele zmie­niła w moim ży­ciu.

I uprze­dziła go:

- Nie­któ­rym daje bar­dzo mało, a in­nym bar­dzo wiele! To nie sama opo­wieść działa tak sku­tecz­nie, tylko to, co z niej wy­nie­siesz. A to oczy­wi­ście za­leży od cie­bie.

Mi­chael kiw­nął głową.

- Okay. Chyba chciał­bym ją usły­szeć.

Ann przy­stą­piła do opo­wia­da­nia przy ko­la­cji i kon­ty­nu­owała przy de­se­rze i ka­wie. A za­częła tak:

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki