Symetryści. Jak się pomaga autokratycznej władzy - Mariusz Janicki, Wiesław Władyka

Kup ebooka

39.99 zł
33.19 zł (33,19 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

SŁOWO NA PO­CZĄ­TEK

Ob­ser­wu­jemy ży­cie po­li­tyczne w Pol­sce od wielu lat. Stwo­rzy­li­śmy pu­bli­cy­styczny duet je­sie­nią 2005 r., kiedy do wła­dzy po raz pierw­szy do­szła siła od­mienna niż wszyst­kie wcze­śniej po 1989 r. Prawo i Spra­wie­dli­wość, par­tia Ja­ro­sława Ka­czyń­skiego, od po­czątku nie ukry­wało, że jest cał­ko­wi­cie różne od po­przed­ni­ków i się tym wręcz szczy­ciło. To nie była zwy­kła zmiana rzą­dów, ale zu­peł­nie nowa sy­tu­acja ustro­jowa. Nie wszy­scy wtedy to do­strze­gli, tak jak, co jesz­cze dziw­niej­sze, na­wet w 2015 r., przy dru­giej od­sło­nie PiS u ste­rów pań­stwa.

My wie­dzie­li­śmy, że mamy do czy­nie­nia ze zja­wi­skiem ja­ko­ściowo no­wym, nie­bez­piecz­nym dla de­mo­kra­tycz­nego sys­temu i nie­prze­wi­dy­wal­nym w po­li­tycz­nej prak­tyce. Za­czę­li­śmy je za­tem re­gu­lar­nie opi­sy­wać, po­ka­zu­jąc pro­cesy, pra­wi­dło­wo­ści, dzia­ła­nia, także nar­ra­cje i mity no­wej ekipy; we­szli­śmy w rolę swo­istych kro­ni­ka­rzy i ko­men­ta­to­rów tego nie­zwy­kłego po­li­tycz­nego i spo­łecz­nego pro­cesu. Wtedy PiS był u progu swo­jej po­tęgi i wpły­wów, po­peł­niał wiele błę­dów wi­ze­run­ko­wych, uży­wał opo­wie­ści ze sta­rej epoki (tzw. układ, na co od­po­wie­dzią mia­łaby być IV RP), wdał się w kar­ko­łomne alianse z Sa­mo­obroną i LPR. W efek­cie w 2007 r. PiS prze­grał z Plat­formą Oby­wa­tel­ską, która za­pro­po­no­wała inną opo­wieść: o no­wo­cze­snej, eu­ro­pej­skiej, od­ide­olo­gi­zo­wa­nej Pol­sce. Przed tam­tymi wy­bo­rami uka­zała się na­sza książka "Cień wiel­kiego brata. Ide­olo­gia i prak­tyka IV RP", gdzie opi­sa­li­śmy do­kład­nie, na czym po­lega istota prze­kazu for­ma­cji Ka­czyń­skiego, na ja­kiej opiera się ak­sjo­lo­gii, ja­kich chwy­tów używa, o co mu wła­ści­wie cho­dzi. Kiedy dzi­siaj za­glą­damy do tam­tych tek­stów, zdu­miewa nas, jak wiele wąt­ków po­wtó­rzyło się po la­tach. Już wtedy Ka­czyń­ski po­ka­zał swoje po­li­tyczne me­tody, główne cele, ca­ło­ściową wi­zję sys­temu, wszyst­kie ob­se­sje i emo­cje. Jed­nak wtedy po­trak­to­wano to po­wszech­nie jako po­li­tyczne ku­rio­zum, smętny etap w hi­sto­rii kraju, który się szczę­śli­wie za­koń­czył wraz ze zwy­cię­stwem Plat­formy Oby­wa­tel­skiej w 2007 r.

Nie uwie­rzy­li­śmy w tę opty­mi­styczną wer­sję. Przez osiem lat rzą­dów PO wraz z PSL po 2007 r. wie­lo­krot­nie, w ko­lej­nych tek­stach, zwra­ca­li­śmy uwagę, że zbu­do­wana ba­riera, ma­jąca za­bez­pie­czyć przed po­wro­tem PiS do wła­dzy, jest zbyt kru­cha, nie sięga kul­tu­ro­wych ko­rzeni kon­fliktu, jaki się ujaw­nił aku­rat po wstą­pie­niu Pol­ski do Unii Eu­ro­pej­skiej. Ode­zwały się echa trans­for­ma­cji z po­czątku lat 90., PiS pod­grze­wał "stare krzywdy", to wciąż ist­niało w prze­strzeni pu­blicz­nej. Nar­ra­cja Plat­formy przez kilka lat się spraw­dzała, lu­dzie byli zmę­czeni awan­tu­rami i go­rączką pierw­szych rzą­dów PiS, chcieli od­po­cząć. Ale szybko się to zmie­niło, co nowa wła­dza nie dość do­brze do­strze­gła.

Po wy­bo­rach w 2011 r. sy­tu­acja rzą­dów Do­nalda Tu­ska za­częła się po­gar­szać. Świa­towy kry­zys fi­nan­sowy, który wy­buchł w 2008 r., koń­czył się, ale rząd PO zda­wał się tego nie do­strze­gać, trwał w stu­po­rze, w stra­chli­wej trau­mie. Plat­forma za­częła się ko­ja­rzyć z oszczęd­no­ściami, mar­nymi pen­sjami, za­mro­że­niem płac w bu­dże­tówce, może i roz­wo­jem in­fra­struk­tury, ale też biedą oby­wa­teli i ja­kimś ogól­nym ma­ra­zmem. Obo­wią­zy­wała jed­nak dok­tryna, że PiS już na pewno nie wróci do wła­dzy, bo zmie­niła się struk­tura spo­łe­czeń­stwa, do­ro­sły młode rocz­niki, Unia Eu­ro­pej­ska robi swoje itd. W jed­nym z tek­stów z tam­tego okresu ostrze­ga­li­śmy, że to nie­bez­pieczny mit, że PiS ma wciąż duży po­ten­cjał i może po­ko­nać Plat­formę. I w wy­bo­rach 2015 r. to zro­bił.

W 2019 r. wy­da­li­śmy książkę "Brat bez brata. Do­kąd pro­wa­dzi Pol­skę Ja­ro­sław Ka­czyń­ski", jako pod­su­mo­wa­nie dru­giej - po okre­sie 2005-2007 - od­słony rzą­dów pra­wi­co­wego li­dera. Speł­niły się wszyst­kie na­sze prze­po­wied­nie i ostrze­że­nia. PiS nie wró­cił ła­god­niej­szy, tylko spryt­niej­szy i bar­dziej bez­względny. Za­czął tam, gdzie mu prze­rwano w 2007 r. - od de­mon­tażu Try­bu­nału Kon­sty­tu­cyj­nego, po­tem wziął się za pro­ku­ra­turę, są­dow­nic­two, Sąd Naj­wyż­szy, me­dia itd. Ta pierw­sza ka­den­cja dru­giej od­słony upły­nęła na nie­mal co­dzien­nych awan­tu­rach, afe­rach, ustro­jo­wych de­lik­tach, ła­ma­niu za­sad pra­wo­rząd­no­ści.

O ile jed­nak pierw­sze rządy Ka­czyń­skiego z po­łowy lat 2000., znacz­nie w su­mie ła­god­niej­sze i mniej tok­syczne dla Pol­ski, na­po­ty­kały dość zde­cy­do­wany opór strony li­be­ralno-de­mo­kra­tycz­nej, o tyle ra­dy­kalna i bez­par­do­nowa druga wer­sja spo­ty­kała się w wielu miej­scach z wy­ro­zu­mia­ło­ścią, ba­ga­te­li­zo­wa­niem, świa­do­mym nie­do­strze­ga­niem sys­te­mo­wych za­gro­żeń. To rów­nież dla­tego PiS w 2019 r. prze­dłu­żył swoje rządy na ko­lejną ka­den­cję, spo­łe­czeń­stwo pod­biło Ka­czyń­skiemu le­gi­ty­ma­cję na na­stępne cztery lata.

To zja­wi­sko wy­dało nam się tak nie­zwy­kłe, że po­sta­no­wi­li­śmy do­koń­czyć nasz tryp­tyk wła­śnie tym te­ma­tem - stąd książka, którą mają Pań­stwo w ręku: "Sy­me­try­ści. Jak się po­maga au­to­kra­tycz­nej wła­dzy". Różni się ona jed­nak istot­nie od dwóch po­przed­nich. Tamte były przede wszyst­kim zbio­rami na­szych tek­stów pu­bli­ko­wa­nych w "Po­li­tyce". Ta obecna jest cał­ko­wi­cie no­wym ma­te­ria­łem, który ni­g­dzie wcze­śniej się nie uka­zał, uzu­peł­nio­nym kil­koma tek­stami z ty­go­dnika, wią­żą­cymi się z głów­nym te­ma­tem.

Dla­czego opi­sa­nie tego fe­no­menu "wy­ba­cza­nia" au­to­kra­tom jest tak istotne? Suk­cesy po­li­tyczne, ja­kie PiS od­no­sił od czasu kam­pa­nii w 2015 r., nie by­łyby moż­liwe tylko za sprawą dzia­ła­czy tej par­tii i jej wy­bor­ców. Ugru­po­wa­nie Ja­ro­sława Ka­czyń­skiego w su­mie już od dawna ko­rzy­sta ze spe­cy­ficz­nej ochrony, dar­mo­wego wspar­cia wielu przed­sta­wi­cieli tzw. dru­giej strony pol­skiego me­ga­kon­fliktu, trwa­ją­cego od 2005 r., od pierw­szych rzą­dów PiS. Teo­re­tycz­nie do­strze­gają oni an­ty­de­mo­kra­tyczne ten­den­cje w par­tii Ka­czyń­skiego, nie uspra­wie­dli­wiają ich en bloc, wy­rwani do od­po­wie­dzi niby po­zo­stają kry­ty­kami obozu wła­dzy.

Ale jed­no­cze­śnie stale i kon­se­kwent­nie roz­my­wają kon­tury wiel­kiego sporu o ustrój pań­stwa, re­la­ty­wi­zują oceny, po­rzu­cają sys­te­mowe war­to­ści w imię tzw. obiek­ty­wi­zmu, trak­tu­jąc walkę o de­mo­kra­tyczne pryn­cy­pia jak pa­sjo­nu­jącą grę, gdzie "niech wy­gra lep­szy". Czyli sku­tecz­niej­szy, może bar­dziej bez­względny, spryt­niej­szy, po­zba­wiony skru­pu­łów. Bo w grun­cie rze­czy, ich zda­niem, obaj za­wod­nicy tego po­je­dynku na wi­zje pań­stwa po­winni mieć ta­kie same względy, tego wy­maga przy­zwo­itość bez­stron­nego ob­ser­wa­tora. Ra­cja leży gdzieś po­środku, w ja­kiejś "sza­rej stre­fie", jakby z kłam­stwa i prawdy dało się wy­cią­gnąć śred­nią. To nie­ustanne kwe­stio­no­wa­nie rangi star­cia, pod­wa­ża­nie wy­róż­nio­nej roli, także mo­ral­nej, obroń­ców de­mo­kra­tycz­nego po­rządku w Pol­sce stało się ugrun­to­wa­nym, prak­ty­ko­wa­nym przez wielu - i to z upodo­ba­niem - zja­wi­skiem, które wpły­nęło na pol­ską rze­czy­wi­stość. Poza roz­mięk­cza­niem ocen eks­ce­sów PiS miało to jesz­cze je­den istotny sku­tek: zna­cząco osła­biało an­ty­pi­sow­ską opo­zy­cję. Spro­wa­dzało ją do roli zwy­kłego gra­cza, ba­nal­nego uczest­nika ru­ty­no­wego po­li­tycz­nego star­cia, które może się za­koń­czyć tak lub ina­czej i każdy spo­łeczny wer­dykt bę­dzie do­bry.

Ta sy­tu­acja "gry" jest wy­jąt­kowo uży­teczna dla PiS, bo nie­jed­no­znaczna, nie­ja­sna, a przez to tym bar­dziej sku­teczna i uży­teczna. Po­li­tycy PiS mogą po­wie­dzieć: prze­cież nikt nas nie chwali, a je­dy­nie obiek­tyw­nie oce­nia, tak jak in­nych, to re­ali­za­cja po­stu­latu rów­no­ści, kwin­te­sen­cja de­mo­kra­cji. For­ma­cja Ka­czyń­skiego, która już po pierw­szym okre­sie wła­dzy w la­tach 2005-2007 po­winna mieć sta­tus ugru­po­wa­nia "spe­cjal­nej tro­ski", w spo­sób oczy­wi­sty wy­ła­mu­ją­cego się z de­mo­kra­tycz­nych stan­dar­dów, w 2015 r. do­stała nie tylko akt wy­ba­cze­nia, po­twier­dzony w 2019 r., ale wręcz ta­ryfę ulgową. PiS za­czął być znowu do­bry, po­nie­waż za złą zo­stała uznana do­ży­wot­nio Plat­forma Oby­wa­tel­ska. Bo to "równe trak­to­wa­nie", ja­kie wy­wal­czył so­bie PiS, co trudno po­jąć, było w isto­cie fa­wo­ry­zo­wa­niem par­tii Ka­czyń­skiego. To ona była tak na­prawdę lep­sza, no­wo­cze­śniej­sza, ogar­nięta, pro­spo­łeczna, spraw­cza i sku­teczna. Pa­trzono na nią przez oku­lary z fil­trem, przez które było wi­dać nie Ma­cie­re­wi­cza, Su­skiego, Czarnka, Paw­ło­wicz, Pio­tro­wi­cza, Tar­czyń­skiego, Bru­dziń­skiego, Ter­lec­kiego, a na­wet Ka­czyń­skiego, ale Dudę, Mo­ra­wiec­kiego, Dwor­czyka i wielu "mło­dych, zdol­nych wi­ce­mi­ni­strów". Ci, do­dajmy, pra­co­wali z za­pa­łem na po­wo­dze­nie tego sa­mego sys­temu, któ­rym nie­zmien­nie rzą­dzi Ka­czyń­ski, a który do­pro­wa­dził do zde­mo­lo­wa­nia trój­po­działu władz.

Par­tia Ka­czyń­skiego, obu­do­wana ekipą zdol­nych spe­cja­li­stów od po­li­tycz­nego mar­ke­tingu, oka­zała się nie­zwy­kle sprawna w ma­ni­pu­lo­wa­niu opi­niami nie tylko swo­jego na­tu­ral­nego kręgu od­bior­ców, ale także od­czu­ciami i prze­ko­na­niami wielu prze­ciw­ni­ków. Wchła­niali oni, i na­dal to ro­bią, su­flo­wane przez PiS prze­kazy, go­towi ich bro­nić jak swo­ich wła­snych. Nie po­tra­fili lub nie chcieli do­strzec, jak dra­ma­tycz­nie zmie­niła się sy­tu­acja w Pol­sce po 2015 r. Ro­zu­mo­wali, dzia­łali i pi­sali tak, jak gdyby tego prze­łomu nie było, jakby na­dal obo­wią­zy­wał nie­zmie­niony, de­mo­kra­tyczny sys­tem pań­stwa prawa.

Trwała i trwa do te­raz spe­cy­ficzna hip­noza po­łą­czona z amne­zją, któ­rej ni­gdy nie mo­gli­śmy zro­zu­mieć, po­strze­ga­jąc swoją rolę jako dzien­ni­kar­ską, pu­bli­cy­styczną, ale też oby­wa­tel­ską. Uwa­żamy, że swoje za­wody, także dzien­ni­kar­ski, upra­wia się w pew­nych ak­sjo­lo­gicz­nych ra­mach, etycz­nych gra­ni­cach, gdzie obo­wią­zują cy­wi­li­zo­wane re­guły, nie­skrę­po­wa­nie dzia­łają kon­tro­lne in­sty­tu­cje, sądy, try­bu­nały, me­dia, gdzie pa­nuje swo­boda dzia­łań na­uko­wych i twór­czych. W nie­pra­wo­rząd­nym pań­stwie wiele za­wo­dów traci pier­wotny sens: sę­dzio­wie, ad­wo­kaci, le­ka­rze, po­li­cjanci, funk­cjo­na­riu­sze służb, urzęd­nicy, ar­ty­ści, na­uczy­ciele, aka­de­micy i wielu in­nych może ja­koś dzia­łać na­wet w opre­syj­nym sys­te­mie. Ale wów­czas ich po­win­no­ścią jest dą­że­nie do usta­no­wie­nia ta­kich wa­run­ków, aby wy­ko­ny­wać swój za­wód z pełną swo­bodą i god­no­ścią. Do­ty­czy to rów­nież dzien­ni­ka­rzy. Czy na­prawdę mają "bez­stron­nie", "z rów­nym dy­stan­sem" opi­sy­wać próby zdła­wie­nia wol­no­ści słowa, czyli wła­sne znie­wo­le­nie?

Na­wet trzy­ma­jąc się tej mod­nej me­ta­fory "gry", spra­wie­dli­wie i bez­stron­nie można oce­niać roz­grywkę, która trzyma się wy­zna­czo­nych przed roz­po­czę­ciem gry za­sad. Ale je­śli ktoś prze­sta­wia bramki, prze­ma­lo­wuje li­nie i ma sę­dziego po swo­jej stro­nie, w isto­cie nie jest uczest­ni­kiem gry i nie po­wi­nien li­czyć na ta­kie samo trak­to­wa­nie jak druga dru­żyna. A cisi po­plecz­nicy Ka­czyń­skiego z tzw. de­mo­kra­tycz­nej strony wła­śnie ta­kie równe trak­to­wa­nie pro­po­nują i uwa­żają to za po­wód do dumy, swoje osią­gnię­cie. Na­zwa­li­śmy ich sy­me­try­stami. Zna­cze­nie sy­me­try­zmu dla pod­trzy­my­wa­nia i umac­nia­nia wła­dzy PiS od 2015 r. jest nie do prze­ce­nie­nia.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

WSTĘP

Po­ję­cie "sy­me­try­zmu", wpro­wa­dzone do pol­skiego ję­zyka po­li­tycz­nego przez Ma­riu­sza Ja­nic­kiego i Wie­sława Wła­dykę, zro­biło osza­ła­mia­jącą ka­rierę. W in­ter­ne­cie można zna­leźć dzie­siątki ty­sięcy od­wo­łań do tego ter­minu, o sy­me­try­zmie wy­po­wia­dają się pu­bli­cy­ści, na­ukowcy, po­li­tycy; słowo we­szło do ję­zyka po­tocz­nego, jest już także ha­słem w Wi­ki­pe­dii. Na­wia­sem mó­wiąc, w Wi­ki­pe­dii de­fi­ni­cja sy­me­try­zmu jest nie­zbyt udana, bo głosi, że "to po­stawa ide­olo­giczna za­kła­da­jąca, że każ­demu ne­ga­tyw­nemu zja­wi­sku za­wi­nio­nemu przez dany obóz po­li­tyczny na­leży spró­bo­wać prze­ciw­sta­wić ana­lo­giczne ne­ga­tywne zja­wi­sko za­wi­nione przez jego prze­ciw­ni­ków". To aku­rat je­den, i to nie naj­cie­kaw­szy, prze­jaw po­stawy mo­ral­nej i men­tal­nej, któ­rej Ja­nicki i Wła­dyka po­świę­cili wiele tek­stów w "Po­li­tyce", a te­raz całą książkę. Ostry spór wo­kół tego po­ję­cia po­twier­dza, że do­tknęło ono bo­le­śnie wielu tzw. li­de­rów opi­nii pu­blicz­nej, któ­rzy po­czuli się jego ad­re­sa­tami. Oskar­żano obu au­to­rów o to, że obiek­ty­wizm na­zy­wają opor­tu­ni­zmem, że pró­bują styg­ma­ty­zo­wać "nie­za­leż­nych po­li­tycz­nie" ko­men­ta­to­rów, "nie po­zwa­lają" na sto­so­wa­nie tej sa­mej, uczci­wej miary do obu stron pol­skiego sporu, pod­grze­wają wojnę ple­mion.

W tej książce Ja­nicki i Wła­dyka pre­cy­zyj­nie wy­ja­śniają swoje ro­zu­mie­nie po­ję­cia, które wy­pu­ścili w pu­bli­cy­styczny obieg, od­po­wia­dają na sta­wiane im za­rzuty, ale pi­szą też przej­mu­jący akt oskar­że­nia sy­me­try­stów. Główny za­rzut jest za­warty w pod­ty­tule "Jak się po­maga au­to­kra­tycz­nej wła­dzy". Chyba wszy­scy, któ­rzy by­wają na­zy­wani lub sami z dumą na­zy­wają sie­bie sy­me­try­stami - uwa­żają się za szcze­rych de­mo­kra­tów, czę­sto de­kla­rują się jako zwo­len­nicy opo­zy­cji, kry­tycy roz­ma­itych błę­dów, nad­użyć i bru­tal­nego stylu upra­wia­nia po­li­tyki przez obecną wła­dzę. Ale jed­no­cze­śnie na sto spo­so­bów tę wła­dzę uspra­wie­dli­wiają, tłu­ma­czą, trak­tują jako nor­mal­nego, tyle że spryt­niej­szego od in­nych po­li­tycz­nego gra­cza. Po­tra­fią "obiek­tyw­nie oce­nić" suk­cesy rządu Zjed­no­czo­nej Pra­wicy (zwłasz­cza na tle "neo­li­be­ral­nych" rzą­dów po­przed­ni­ków), po­dzi­wiają spraw­ność wy­bor­czych kam­pa­nii Prawa i Spra­wie­dli­wo­ści, spo­łeczną in­tu­icję Ja­ro­sława Ka­czyń­skiego - który, nie­stety, ma też skłon­no­ści au­to­ry­tarne. W me­czu au­to­kra­cja vs de­mo­kra­cja sy­me­try­sta bę­dzie ki­bi­co­wał de­mo­kra­cji, ale przede wszyst­kim jest cie­kaw osta­tecz­nego wy­niku. Ja­nicki i Wła­dyka zna­ko­mi­cie ana­li­zują tę lo­gikę i re­to­rykę, roz­bi­jają gór­no­lotne sy­me­try­styczne fra­zesy, które, w osta­tecz­nym roz­ra­chunku - bez względu na in­ten­cje sa­mych "rów­no­dy­stan­sow­ców" - le­gi­ty­mi­zują do­ko­nu­jący się w Pol­sce au­to­ry­tarny prze­wrót. Po­li­tycz­nie stają się so­jusz­ni­kami PiS.

"Sy­me­try­ści" uka­zują się w samą porę, tuż przed wy­bo­rami, któ­rych naj­waż­niej­szej stawki nie po­winno się za­ma­zy­wać, roz­mie­niać na pro­gra­mowe czy ide­owe spory. To bę­dzie zde­rze­nie par­tii re­spek­tu­ją­cych za­sady li­be­ral­nej de­mo­kra­cji, tak jak zo­stały one opi­sane w pol­skiej kon­sty­tu­cji, ze zwo­len­ni­kami "de­mo­kra­cji su­we­ren­nej", w któ­rej zwy­cięzca bie­rze (a wła­ści­wie już wziął) wszystko. Gdzie raz zdo­byta wła­dza, jak w 2015 r. przez PiS, staje się na­rzę­dziem jej roz­sze­rza­nia, utrzy­ma­nia, sa­mo­po­wie­la­nia. Ja­nicki i Wła­dyka mó­wią w książce - i w tym jed­nym miej­scu zbli­żają się do sy­me­try­stów - że z woli wy­bor­ców może rzą­dzić taka czy inna par­tia, z prawa czy z lewa, ze swoim pro­gra­mem, prio­ry­te­tami, ka­drami, byle w ra­mach tych sa­mych de­mo­kra­tycz­nych re­guł gry. "W ra­mach" to ważne dla Au­to­rów sfor­mu­ło­wa­nie. Kiedy upadł w Pol­sce ko­mu­nizm, przy­ję­li­śmy ustro­jowe re­guły za­chod­niego świata i sys­tem war­to­ści, na któ­rych zo­stały zbu­do­wane: wol­no­ści oso­bi­stej, roz­działu władz, rów­no­ści wo­bec prawa, wol­no­ści słowa, ochrony praw mniej­szo­ści - znamy ten ka­ta­log. To jest rama, która spaja współ­cze­sne plu­ra­li­styczne spo­łe­czeń­stwa, daje jed­nost­kom gwa­ran­cje bez­pie­czeń­stwa, a jed­no­cze­śnie wy­zna­cza gra­nice po­li­tycz­nej wła­dzy. PiS prze­kra­cza te gra­nice każ­dego dnia i nie może być trak­to­wany jako nor­malny, "sy­me­tryczny" uczest­nik gry, któ­rej za­sady od­rzu­cił.

Ma­riusz Ja­nicki i Wie­sław Wła­dyka mają szcze­gólne prawo, żeby ostrze­gać przed ba­na­li­zo­wa­niem nie­bez­pie­czeń­stwa, ja­kim by­łaby kon­ty­nu­acja obec­nych rzą­dów. W pol­skiej pu­bli­cy­styce są bo­daj naj­lep­szymi pi­so­znaw­cami. Ich dwie po­przed­nie książki: wy­dane w 2007 r. "Cień wiel­kiego brata. Ide­olo­gia i prak­tyka IV RP" i "Brat bez brata" z roku 2019, to kla­syczne już dziś po­zy­cje, ana­li­zu­jące fe­no­men pol­skiego po­pu­li­zmu wer­sji Ka­czyń­skiego. Jako jedni z nie­licz­nych ostrze­gali w cza­sach rzą­dów Do­nalda Tu­ska, że PiS nie zo­stał po­ko­nany w 2007 ani w 2011 r., prze­ciw­nie, ro­śnie w siłę, zmie­nia się, szy­kuje się na po­wrót do wła­dzy. "Sy­me­try­ści" do­my­kają ten książ­kowy cykl, są ostat­nią prze­strogą, we­zwa­niem do po­wszech­nej mo­bi­li­za­cji w obro­nie za­gro­żo­nej dziś de­mo­kra­cji. Mimo ostrych, przy­krych dla ad­re­sa­tów, pi­sa­nych z pa­sją po­le­mik ta książka jest także ręką wy­cią­gniętą w stronę sy­me­try­stów. Za mo­ment mo­żemy się znowu róż­nić, spie­rać, ale naj­pierw trzeba wy­grać z tymi, któ­rzy de­mo­kra­cji chcą użyć do jej nisz­cze­nia. Tu Au­to­rzy są na pewno stron­ni­czy: mię­dzy au­to­ry­ta­ry­zmem i de­mo­kra­cją nie ma żad­nej sy­me­trii. Ważna, ory­gi­nalna, bar­dzo cie­kawa książka.

Je­rzy Ba­czyń­ski