WPROWADZENIE: Co to jest miłość?
WPROWADZENIE
CO TO JEST MIŁOŚĆ?
Niedobrze, że musimy stawiać tego rodzaju pytania. Dopóki naturalny
porządek rzeczy nie uległ zaburzeniu, dopóty każdy człowiek wiedział, co
to jest miłość. Teraz niewiele osób umie to wyjaśnić. Miłość stała się
jednym z najrzadszych doświadczeń. Wiele się o niej mówi. Opowiadają o niej filmy, wiersze i powieści. Śpiewa się o niej piosenki, prezentuje
ją w programach telewizyjnych, w radiu i w czasopismach. Rozbudowany
przemysł pomaga ludziom w zrozumieniu, czym jest miłość. Mimo to
pozostaje ona zjawiskiem niezrozumiałym, nierozpoznanym.
Pytać: "Co to jest miłość?", to tak, jakby pytać: "Co to jest
jedzenie?". Czy nie byłbyś takim pytaniem zaskoczony? Mógłby je zadać
tylko ktoś, kto nie jadł od chwili narodzin, ktoś, kto nigdy nie
zakosztował pożywienia.
Miłość jest pokarmem duszy. Twoja dusza nigdy jej nie zaznała, dlatego
nie znasz jej smaku, głodujesz. Tak więc pytanie jest uzasadnione, choć
brzmi dziwnie. Odżywiasz ciało, dlatego żyje. Dusza nie dostaje pokarmu,
dlatego jest martwa.
Rodzimy się z pełną zdolnością do tego, by kochać i być kochanym. Każde
dziecko rodzi się napełnione miłością i doskonale wie, czym ona jest.
Powstaje jednak problem, bowiem jego rodzice nie wiedzą, czym jest
miłość. Żadne dziecko nie dostaje takich rodziców, na jakich zasługuje.
Tacy rodzice po prostu nie istnieją. Za jakiś czas dziecko samo stanie
się rodzicem i wtedy także straci zdolność kochania.
Każde dziecko rodzi się z ogromnym zasobem miłości. Przychodzi na świat
jako miłość. Jest zbudowane z tkanki miłości. Rodzice nie potrafią
jednak dać mu miłości, ponieważ nie byli kochani przez swoich rodziców.
Ich rodzice tylko udawali. Mogli dużo mówić o miłości, powtarzać:
"Kochamy cię". Ale ich czyny świadczyły o czymś przeciwnym. Traktowali
dziecko w sposób pozbawiony szacunku. Żaden rodzic nie szanuje dziecka,
nie zastanawiając się nawet nad tym. Wszak dziecko to nie osoba. Dziecko
jest przez dorosłych postrzegane jako problem. Jeżeli zachowuje się
spokojnie, nie krzyczy, nie płata figli, nie wchodzi rodzicom w drogę,
to dobrze, doskonale. Według powszechnej opinii powinno się zachowywać
właśnie w ten sposób. W takim podejściu brakuje i szacunku, i miłości.
Rodzice nie wiedzą, czym jest miłość. Żona nie kocha męża, mąż nie kocha
żony. Nie ma między nimi miłości. Zastąpiły ją walka o władzę, chęć
posiadania, zazdrość. Wszelkiego typu trucizny, które ją niszczą, na
przykład chciwość i zazdrość.
Miłość jest delikatnym kwiatem. Ten kwiat musi być chroniony,
wzmacniany, podlewany. Tylko wtedy będzie rósł. Miłość dziecka jest
bardzo delikatna, ponieważ delikatne jest samo dziecko, delikatne jest
jego ciało. Czy myślisz, że dziecko pozostawione samo sobie przeżyje?
Pomyśl tylko, jak bezradna jest ta mała ludzka istota. Bez opieki
umiera. To samo dzieje się z miłością. Miłość pozostawiona sama sobie i pozbawiona troski umiera.
Rodzice nie potrafią kochać. Nie wiedzą, czym jest miłość. Nigdy nie
doświadczyli pełni tego uczucia. Pamiętaj, że nie obarczam ich
odpowiedzialnością. Są ofiarami, podobnie jak ty. Rodzice rodziców
znajdowali się w takiej samej sytuacji. I tak dalej... Możemy dotrzeć w tym wyliczaniu do Adama i Ewy oraz Boga Ojca! Wydaje mi się, że Bóg
Ojciec nie odnosił się z szacunkiem do Adama i Ewy. Od początku wydawał
im rozkazy: "Róbcie to", "Nie róbcie tego", "Nie jedzcie owoców z tego
drzewa". Kiedy Adam spróbował zakazanego owocu, naraził się na gniew
Boga i został wraz z Ewą wygnany z raju.
Groźba wygnania z raju powtarza się w procesie wychowania dziecka. Każdy
rodzic grozi dziecku, że zostanie wyrzucone: "Jeżeli nie będziesz mnie
słuchać, jeżeli nie będziesz się właściwie zachowywać, wyrzucę cię z domu!". Dziecko boi się tego. Wyrzucony? W dziką przestrzeń życia?
Zaczyna się uczyć zawierania kompromisów. Zbacza ze swojej ścieżki.
Zaczyna manipulować. Nie ma ochoty się uśmiechać, lecz gdy matka jest w pobliżu, uśmiecha się do niej, by dostać trochę mleka. Jest to
wyrachowanie - początek polityki.
Nieszanowane dziecko zaczyna nienawidzić rodziców. Jest sfrustrowane
tym, że rodzice nie kochają go takim, jakie jest. Rodzice oczekują od
dziecka, że będzie się zachowywało w określony sposób - tym zasługuje
sobie na ich miłość. To miłość warunkowa. Aby "stać się warte" miłości,
dziecko uczy się fałszu. Traci kontakt z rzeczywistymi wewnętrznymi
wartościami i szacunek do siebie. Stopniowo rozwija się w nim poczucie
winy.
Wielokrotnie w głowie dziecka pojawia się myśl: "Czy to moi prawdziwi
rodzice? Być może nie. Prawdziwi rodzice kochaliby mnie. Czy ci ludzie
mogli mnie adoptować?".
Tysiące razy dziecko dostrzega w oczach rodziców gniew. Widzi straszny
gniew na twarzach ojca i matki. Ten gniew mógł zostać wywołany przez
błahostkę. Jest nieproporcjonalny do przyczyny.
Z powodu drobiazgu dziecko doświadcza wściekłości rodziców. Trudno mu w to uwierzyć. Gniew i wściekłość są nieusprawiedliwione. Dziecko musi
jednak podporządkować się rodzicom, musi się ukłonić, zaakceptować ich
reakcję. Tak stopniowo jest niszczona zdolność dziecka do kochania.
Miłość może się rozwijać jedynie w środowisku nasyconym miłością,
wibrującym miłością. Należy pamiętać o tej podstawowej zasadzie. Jeśli
rodzice kochają nie tylko dziecko, ale też siebie nawzajem i nasycają
atmosferę domu aromatem miłości, dziecko od niemowlęctwa staje się
istotą zakorzenioną w miłości. Nigdy nie będzie stawiać pytań w rodzaju:
"Czym jest miłość?".
Miłość stanie się rzeczywistą podstawą istnienia dziecka.
Niestety, rodzinna rzeczywistość wygląda zwykle inaczej. Dziecko uczy
się od rodziców destrukcyjnych zachowań: kłótni, konfliktów. Jeżeli
jesteś kobietą, zwróć uwagę, czy nie zachowujesz się tak, jak
zachowywała się twoja matka. Obserwuj siebie zwłaszcza wtedy, kiedy
przebywasz z chłopakiem lub z mężem. Czy nie powielasz znanych ci
wzorców? A jeśli jesteś mężczyzną, czy nie zachowujesz się jak twój
ojciec? Czy nie robisz tych samych bezsensownych kroków, które on robił?
Kiedyś dziwiłeś się: "Jak ojciec mógł robić coś takiego?". Teraz
postępujesz podobnie. Ludzie mają skłonność do powtarzania i naśladowania zachowań. Mówimy, że małpują. Powtarzasz zachowania swojego
ojca i swojej matki. Musisz się od tego uwolnić. Tylko wtedy
doświadczysz, czym jest miłość.
Nie umiem zdefiniować, czym jest miłość, ponieważ nie można jej zamknąć
w definicji, podobnie jak narodzin, śmierci, Boga, medytacji. Nie mogę
powiedzieć: "To właśnie jest miłość", nie mogę wam pokazać miłości.
Miłość nie jest zjawiskiem dostępnym zewnętrznej obserwacji. Nie można
jej poddać analitycznemu badaniu. Miłość może być jedynie doświadczana.
Mogę wam wskazać drogę, która prowadzi do doświadczania miłości.
Pierwszy krok polega na uwolnieniu się od wpływu rodziców. Uwolnienie
takie nie oznacza braku szacunku dla rodziców ani fizycznego oddalenia
się od nich. Mam na myśli to, że powinieneś uwolnić się od głosów
rodziców, rozbrzmiewających w twoim wnętrzu, od zapisanych w umyśle
programów i nagrań. Usuń je... Staniesz się wolny. I poczujesz współczucie
dla rodziców.
Każda osoba żywi urazę do swojego ojca lub do swojej matki. Jakże byłoby
możliwe, żebyś jej nie czuł, skoro rodzicie wyrządzili ci tak wielką
krzywdę? Nie zrobili tego jednak świadomie. Ich intencje były jak
najlepsze. Pragnęli zrobić wszystko dla twego dobra. A co tak naprawdę
zrobili?
Nie wystarczy jedynie czegoś chcieć. Podtrzymywanie dobrych intencji nie
oznacza, że pojawią się dobre rezultaty. Rodzice z pewnością mieli dobre
intencje. Cóż z tego? Sami nie zaznali radości. Są robotami. Świadomie
lub nieświadomie, celowo lub niecelowo - stwarzają atmosferę, w której
za pewien czas ich dzieci również zamienią się w roboty.
Jeśli pragniesz się rozwijać i stać ludzką istotą, a nie robotem,
uwolnij się od swoich rodziców. Musisz nauczyć się uważności. Jest to
ciężka i żmudna praca, której nie sposób wykonać natychmiast. Musisz być
bardzo ostrożny. Zauważaj, kiedy pojawia się w tobie postać matki i inspiruje cię do działania. W takim momencie zatrzymaj się i wycofaj.
Zamiast starego schematu użyj całkowicie nowego, którego twoja matka
nigdy nie mogłaby sobie wyobrazić.
Rozpatrzmy to na przykładzie. Twój partner z dużym zainteresowaniem
patrzy na inną kobietę. Obserwuj, co robisz. Czy postępujesz tak, jak
postępowała twoja matka, kiedy ojciec z zainteresowaniem patrzył na inną
kobietę? Jeżeli tak właśnie się zachowujesz, nigdy nie poznasz, czym
jest miłość. Powtarzasz stary schemat. Ten sam dramat odgrywają inni
aktorzy. Nie bądź naśladowcą. Uwolnij się od tego. Sięgnij po nowe
zachowania, których nie używali twoi rodzice. Ta świeżość dotrze do
twojej istoty, a wtedy popłynie miłość.
Tak więc pierwszym krokiem jest uwolnienie się od rodziców.
Drugi krok to rozpoznanie nieprawdziwości przekonania, że możemy kochać
tylko wtedy, kiedy mamy wartościowego partnera. To nonsens! Ludzie
myślą, że będą kochać tylko wtedy, gdy znajdą doskonalą kobietę lub
doskonałego mężczyznę. Nigdy takich osób nie znajdziesz, ponieważ
doskonała kobieta i doskonały mężczyzna nie istnieją. A jeżeli nawet
takie osoby by istniały, nie byłyby zainteresowane twoją miłością.
Słyszałem historię o mężczyźnie, który przez całe życie był starym
kawalerem, ponieważ ciągle szukał kobiety doskonałej. Kiedy miał
siedemdziesiąt lat, ktoś zadał mu pytanie:
- Ciągle podróżowałeś - z Nowego Jorku do Katmandu, z Katmandu do
Rzymu, z Rzymu do Londynu. Ciągle szukałeś. Czy znalazłeś kobietę
doskonałą? Czy choć jedną?
Stary człowiek posmutniał i odpowiedział:
- Tak, pewnego razu udało mi się. Dawno, dawno temu spotkałem kobietę
doskonałą.
Pytający indagował dalej:
- I co się wtedy stało? Dlaczego się z nią nie ożeniłeś?
- Cóż mogłem zrobić, ona szukała doskonałego mężczyzny - smutno
odpowiedział starzec.
Pamiętaj o tym, że potrzeba miłości, którą przejawiają dwie istoty
doskonałe, jest zupełnie odmienna od twojej potrzeby. Ma całkiem inną
jakość.
Nie rozumiesz miłości, która jest możliwa dla ciebie, a więc nie
zrozumiesz miłości, której doświadcza Budda, ani miłości, która płynie
do ciebie od Lao-cy.
Najpierw trzeba zrozumieć, że miłość jest zjawiskiem naturalnym.
Pierwszy krok to rozpoznanie poziomu naturalnego, z którego można
przejść do poziomu transcendentalnego. Druga istotna kwestia dotyczy
tego, aby nigdy nie szukać doskonałego mężczyzny ani doskonałej kobiety.
Kiedy szuka się doskonałej osoby i nie można jej znaleźć, jest się
nieszczęśliwym.
Aby pozostawać elastycznym i wzrastać w miłości, nie potrzeba
doskonałości. Miłość tak naprawdę nie odnosi się do drugiej osoby.
Kochająca osoba po prostu kocha, podobnie jak oddycha, je, pije, śpi...
Nie mówimy przecież: "Jeżeli w tym miejscu nie będzie czystego,
nieskażonego powietrza, nie będę oddychać". Oddychasz nawet w Los
Angeles i w Bombaju. Oddychasz w każdym miejscu, nawet tam, gdzie
powietrze jest skażone. Nie możesz przestać oddychać tylko z tego
powodu, że powietrze jest nie takie, jakiego byś sobie życzył!
Kiedy jesteś głodny, zjadasz cokolwiek, kiedy umierasz z pragnienia,
pijesz cokolwiek. Nie będziesz nalegał, żeby dostać coca-colę. Wszystko
ujdzie, każdy napój, nawet brudna woda. Znane są wypadki, że ludzi pili
własny mocz. Niektórzy zabijali na pustyni swoje wielbłądy, ponieważ te
zwierzęta mają zgromadzone we wnętrzu zapasy wody. To groźne, gdyż
osoba, która zabiła wielbłąda, musi dalej wędrować pieszo. Jednak chęć
zaspokojenia pragnienia była silniejsza niż rozsądek. Cóż po rozsądku,
jeśli wielbłąd niósłby na grzbiecie zwłoki właściciela?
Żywa i kochająca osoba po prostu kocha. Miłość jest funkcją natury.
Dlaczego nie należy pragnąć doskonałości? Jeżeli przyjmiesz postawę
poszukiwacza doskonałości, nie odczujesz wewnętrznego przepływu miłości,
będziesz od niego odcięty. Ludzie, którzy żądają doskonałości, są
pozbawieni miłości, są neurotyczni. Jeżeli nawet udaje im się znaleźć
kochanka, miłość ulega zniszczeniu z powodu takich żądań.
Kiedy kobieta zaczyna kochać mężczyznę, natychmiast pojawiają się
wymagania. Kobieta zaczyna oczekiwać, by mężczyzna był doskonały. Nagle
mężczyzna musi się stać ideałem, uwolnić od wszelkich ograniczeń. Nie ma
już prawa być człowiekiem. Ma do wyboru: stać się nadczłowiekiem albo
oszukiwać. Podobnie się dzieje, kiedy mężczyzna zaczyna kochać kobietę.
Ona także nagle musi się stać ideałem, nadczłowiekiem.
Naturalnie stanie się nadczłowiekiem jest bardzo trudne, więc ludzie
zaczynają oszukiwać. Stosują gry, udają miłość. Dlatego jeszcze raz
powtórzę tę istotną zasadę: Nigdy nie wymagaj doskonałości. Nie masz
prawa żądać czegokolwiek od kogokolwiek. Jeżeli ktoś cię kocha, bądź
wdzięczny, ale niczego nie wymagaj, ponieważ druga osoba nie musi cię
kochać. Jeżeli ktoś kocha, to prawdziwy cud. Warto zachwycać się tą
cudownością.
Mimo to ludzie wcale się nie zachwycają. Z powodu drobiazgów niszczą
szanse na miłość. Nie interesuje ich miłość ani płynąca z niej radość.
Pociągają ich raczej egocentryczne działania.
Skupiaj się wyłącznie na swej radości. Wszystko inne jest nieistotne.
Miłość jest naturalną funkcją, jest jak oddychanie. Jeśli kochasz jakąś
osobę, nie wysuwaj wobec niej żądań. W przeciwnym razie zamkniesz drzwi
wiodące do autentycznego kontaktu ze swoim partnerem. Niczego nie
oczekuj. Jeżeli coś pojawi się na twojej drodze, wyraź wdzięczność.
Jeżeli nic się nie pojawi, oznacza to, że nie ma takiej potrzeby. Nie
oczekuj niczego specjalnego.
Obserwuj ludzi. Zauważ, czy szanują siebie wzajemnie.
Żona przygotowuje dla ciebie jedzenie, ty zaś nigdy jej nie dziękujesz.
Nie twierdzę, że zawsze powinieneś werbalizować swoją wdzięczność, to
uczucie powinno być jednak obecne w oczach. Ale ty się tym nie
przejmujesz. Uważasz, że to ci się należy. Kto ci to powiedział?
Mąż idzie do pracy i zarabia dla was pieniądze, a ty nigdy mu za to nie
dziękujesz. Nie czujesz żadnej wdzięczności. "Mężczyźni muszą wykonywać
pracę zarobkową" - myślisz.
Czy w takim klimacie miłość może wzrastać? Miłość potrzebuje okazania
wdzięczności. Miłość potrzebuje wolności od wymagań i oczekiwań.
Powinniśmy o tym pamiętać.
Następna ważna zasada dotyczy tego, żeby zamiast myśleć o otrzymywaniu
miłości, skupić się na jej dawaniu. Kiedy dajesz, otrzymujesz. Nie ma
innej drogi. Ludzie bardziej skupiają się na tym, w jaki sposób coś dla
siebie wyrwać, coś dostać. Każdy jest zainteresowany tym, by otrzymać,
nikt nie czerpie radości z dawania. Ludzie dają bardzo niechętnie.
Jeżeli dają, to tylko po to, by otrzymywać. To podejście biznesowe.
Robienie interesów. Tacy ludzie zawsze chcą być pewni, że otrzymali
więcej, niż dali. Jeżeli tak się stało, wiedzą, że zrobili dobry
interes.
Miłość nie jest interesem. Dlatego zaprzestańmy tego rodzaju działań. W przeciwnym razie zmarnujemy życie, utracimy miłość wraz z całym jej
pięknem. To, co piękne, nie ma piętna interesowności.
Interesowność jest największym złem istniejącym na świecie. Postawy tej
nie zna świat natury. Drzewa po prostu rosną i kwitną. Nie jest to
biznes. Podobnie gwiazdy po prostu świecą. Nie ma w tym żadnego
interesu. Nie musisz za to światło płacić, nikt nie żąda od ciebie
czegoś w zamian. Ptaki nadlatują i siadają w pobliżu drzwi twojego domu,
śpiewają. Nie proszą, abyś wystawił im certyfikat czy okazał uznanie.
Kiedy ptak odśpiewa pieśń, odlatuje szczęśliwy.
W ten właśnie sposób rozwija się miłość. Dawaj i nie koncentruj się na
tym, jak wiele możesz wyszarpać. Owszem, zapłata nadejdzie, nadejdzie
zwielokrotniona, ale stanie się to w sposób naturalny. Zapłata pojawi
się spontanicznie, nie ma potrzeby jej się domagać. Jeżeli będziesz
żądał, zapłata nigdy się nie pojawi. Tak więc zacznij dawać.
Na początku może to być trudne, ponieważ całe życie uczono cię tego, by
przede wszystkim brać. Na początku będziesz musiał walczyć ze swoją
zbroją. Twoje mięśnie stały się twarde, a serce zlodowaciałe. Jesteś
wystygły. Na pewno napotkasz wiele trudności, ale każdy krok będzie cię
prowadził do przodu, aż wreszcie rzeka zacznie płynąć.
Najpierw uwolnij się od rodziców. Czyniąc to, uwolnisz się także od
społeczeństwa, edukacji, cywilizacji, ponieważ twoi rodzice reprezentują
wszystkie wymienione pojęcia. Uwalniając się, staniesz się
indywidualnością. Po raz pierwszy nie będziesz częścią tłumu, zyskasz
indywidualność. Tym właśnie jest wewnętrzny wzrost. Taka właśnie ma być
dorosła osoba.
Dorosła osoba nie potrzebuje rodziców. Dorosła osoba nie potrzebuje obok
siebie nikogo, na kim mogłaby się wspierać ani do kogo mogłaby lgnąć.
Dorosła osoba jest szczęśliwa, będąc sama. Ta samotność jest pieśnią i świętem. Dorosła osoba potrafi być szczęśliwa sama ze sobą. Jej
samotność nie jest osamotnieniem. Jest medytacją.
Pewnego dnia musiałeś opuścić łono matki. Jeżeli pozostałbyś w nim
dłużej niż dziewięć miesięcy, umarłbyś. Umarłaby także twoja matka.
Podobnie pewnego dnia musiałeś opuścić środowisko swojej rodziny, które
było innym rodzajem łona, i poszedłeś do szkoły. Następnie zakończyłeś
edukację i wszedłeś w szersze relacje społeczne. Jednak w głębi siebie
nadal jesteś dzieckiem. Pozostajesz w łonie! Łono ma wiele poziomów,
trzeba się starać opuścić je wszystkie.
Na Wschodzie nazywamy to ponownymi narodzinami. Kiedy doświadczasz
ponownych narodzin, całkowicie uwalniasz się od wpływu rodziców. Piękno
tego procesu polega na tym, że tylko osoba, która uwolniła się od
rodziców może odczuwać wdzięczność wobec nich, może im również wybaczyć.
Taka osoba odczuwa w stosunku do rodziców współczucie i miłość. Odczuwa
je, ponieważ uświadamia sobie, że rodzice cierpieli w podobny sposób.
Taka osoba nie jest ani trochę zła. Może mieć łzy w oczach, ale w ogóle
nie jest zagniewana. Zrobi wszystko, by pomóc rodzicom w posuwaniu się
ku pełni samotności, ku wyżynom samotności.
Tak więc po pierwsze stań się indywidualnością, to najważniejsze. Po
drugie nie oczekuj doskonałości, nie wymagaj jej. Kochaj zwykłych ludzi.
W zwykłych ludziach nie ma niczego złego. Zwykłe osoby są nadzwyczajne!
Każda ludzka istota jest wyjątkowa. Szanuj tę wyjątkowość.
Po trzecie dawaj i rób to bezwarunkowo. Tylko wtedy poznasz, czym jest
miłość. Nie potrafię zdefiniować miłości. Mogę tylko wskazać drogę, na
której będziesz wzrastać. Mogę pokazać, w jaki sposób zasadzić krzak
róży, jak go podlewać, nawozić, chronić. A wtedy pewnego dnia pojawią
się kwiaty, zakwitną i napełnią dom zapachem. W taki sposób przychodzi
miłość.
CZĘŚĆ I: Podróż od "ja" do "my"
CZĘŚĆ I
Podróż od "ja" do "my"
Zrozumienie natury i siły miłości
Miłości nie można się nauczyć. Nie można jej kultywować. Miłość
kultywowana nie jest prawdziwą miłością. Jest nie żywą, lecz plastikową
różą. Kiedy czegoś się uczysz, to coś przychodzi z zewnątrz. Prawdziwa
miłość rodzi się i rozwija w twoim wnętrzu.
Miłość jest nie uczeniem się, lecz wzrastaniem. Potrzebujesz nie tyle
uczenia się sposobów kochania, ile oduczania się zachowań niezgodnych z miłością. Muszą zostać usunięte przeszkody, muszą zostać usunięte
bariery, a wtedy miłość pojawi się naturalnie, spontanicznie. Kiedy
odrzucisz blokujące drogę głazy, zacznie się swobodny przepływ. Ujawni
się ukryte źródło miłości. Jest ono twoją prawdziwą istotą.
Poza zależnością i dominacją - wydostanie się z otoczki ego
Zaskakuje mnie liczba osób, które przychodzą do mnie i mówią, że boją
się miłości. Skąd się bierze ten lęk? Pojawia się z tego powodu, że gdy
naprawdę kogoś kochasz, twoje ego zaczyna topnieć. Nie możesz kochać,
gdy ego dominuje. Ego przeszkadza prawdziwej miłości. Kiedy próbujesz
zlikwidować przeszkodę między sobą a innymi, ego mówi: "Uważaj! To może
prowadzić do śmierci".
Śmierć ego nie oznacza twojej śmierci. Śmierć ego to dla ciebie szansa
na życie. Ego to martwa skóra, otaczająca żywą istotę. Trzeba je
odrzucić. Ego pojawia się naturalnie - jak kurz na ubraniu i na ciele
podróżnika. W pewnym momencie podróżnik musi wziąć kąpiel, oczyścić się
z kurzu.
Żyjąc, zbieramy na sobie kurz przeszłości, doświadczeń i wiedzy. Właśnie
ten kurz tworzy ego. Gromadzi się, tworzy wokół ciebie skorupę. Musisz
ją stłuc i odrzucić. Należy kąpać się codziennie, a jeszcze lepiej - co
chwila, by ta skorupa nie przekształciła się w więzienie.
Pomocne w tym procesie będzie zrozumienie, skąd pochodzi ego.
Dziecko rodzi się w stanie całkowitej bezradności. Nie może przeżyć bez
opieki dorosłych. Większość małych zwierząt, ptaków, drzew może żyć bez
pomocy rodziców, rodziny, społeczeństwa. Jeżeli w pewnych wypadkach
potrzebna jest pomoc, to niewielka: kilka dni, najwyżej kilka miesięcy.
Natomiast dziecko jest tak bezradne, że pozostaje uzależnione od pomocy
otoczenia przez kilka lat. W tym właśnie tkwią korzenie ego.
Dlaczego poczucie bezradności stwarza ego? Dziecko jest zależne od
innych. W jego umyśle rodzi się błędna interpretacja tej sytuacji,
przekonanie, że jest ono pępkiem świata. Dziecko myśli: "Nikt nie jest
ważniejszy ode mnie. Kiedy tylko zapłaczę, matka natychmiast przybiega.
Kiedy czuję głód, zaraz dostaję do ssania pierś. Kiedy mam mokre
pieluszki, wystarczy, że zapłaczę, a ktoś przychodzi i je zmienia".
Dziecko czuje się jak udzielny władca. W rzeczywistości jest całkowicie
bezradne i zależne, a matka, ojciec, rodzina oraz opiekunowie pomagają
mu przeżyć. Te osoby troszczą się o dziecko, a ono z tego powodu uznaje
siebie za centrum swojego ograniczonego świata. W ten sposób powstaje
ego.
Rzeczywistość jest zupełnie inna, ale dziecko nie może zdać sobie z tego
sprawy. Nie umie pojąć złożonej natury rzeczywistości. Nie potrafi
zrozumieć, że jest bezradne. Myśli, że może dyktować warunki! Czasem
przez całe życie pozostaje na pozycji dyktatora. Może stać się
Napoleonem, Aleksandrem Wielkim, Adolfem Hitlerem, prezydentem,
premierem. Wszystko są to infantylne role. Ci ludzie próbują dostać te
same rzeczy, które były ich udziałem w dzieciństwie. Pragną być centrum
wszelkiej egzystencji, centrum świata. Wraz z nimi świat powinien żyć i umierać.
Dziecko uważa tę interpretację za prawidłową, gdyż odnajduje w spojrzeniu matki sygnały, że jest sensem jej życia. Kiedy ojciec wraca
do domu, dziecko czuje także, że jest sensem życia ojca. Taki stan trwa
przez pierwsze trzy, cztery lata. A przecież początkowe lata życia
człowieka są najważniejsze!
Psychologowie twierdzą, że po ukończeniu czwartego roku życia dziecko
jest prawie kompletną istotą. W psychice dziecka zostały zapisane
zasadnicze wzorce, które dorosły człowiek będzie powtarzał w różnych
sytuacjach. Zanim dziecko skończy siedem lat, jego postawa jest już
utrwalona, a ego ukształtowane. Dziecko wyrusza w kierunku świata
zewnętrznego i wtedy nagle zewsząd pojawiają się problemy, miliony
problemów! Kiedy wykracza poza krąg rodziny, pojawiają się coraz większe
problemy. Nikt nie chce troszczyć się o dziecko w taki sposób, w jaki
robiła to matka. Nikt nie skupia się na nim w taki sposób, w jaki robił
to ojciec. Ludzie są obojętni, a to rani ego.
Tak więc podstawowy wzorzec został utrwalony. Niezależnie od tego, czy
dziecko doświadcza z tego powodu bólu, czy też nie, nie potrafi już
zmienić tego wzorca. Stał się on niezmiennym elementem istoty dziecka.
Podczas zabawy z rówieśnikami dziecko będzie się starało ich zdominować.
Kiedy pójdzie do szkoły, będzie chciało być najważniejsze w klasie.
Będzie przekonane, że należy mu się najwyższa pozycja, i ze zdziwieniem
stwierdzi, że inne dzieci myślą podobnie. W ten sposób powstaje
konflikt, rozpoczyna się walka, starcie egocentrycznych postaw. Ta walka
trwa całe życie. Otaczają cię miliony ego. Każde próbuje kontrolować,
manipulować, dominować, używając różnych środków: bogactwa, władzy,
polityki, wiedzy, siły, kłamstwa, pretensji, hipokryzji. Każde chce
pokazać, że jest pępkiem świata.
Opisana sytuacja stanowi źródło wszelkich problemów w relacjach między
ludźmi. Z powodu koncentracji na ego zawsze pozostajesz z kimś w konflikcie. Wszyscy ludzie są pod tym względem podobni do ciebie.
Płyniecie w jednej łodzi. Zostaliście wychowani w podobny sposób.
Istnieją na Zachodzie psychologowie, którzy twierdzą, że dopóty nie
nastąpi pokój na świecie, dopóki dzieci nie przestaną być wychowywane
przez rodziców. Nie popieram ich zdania. Spostrzeżenia tych psychologów
zawierają pewne elementy prawdy, jednak w istocie są bardzo
niebezpieczne. Jeżeli dzieci wychowywałyby się w żłobkach i przedszkolach bez rodziców, pozbawione miłości, w atmosferze całkowitej
obojętności, mogłyby nie mieć problemów z ego, lecz zapewne miałyby
inne, jeszcze bardziej niebezpieczne problemy.
Dziecko wychowywane w atmosferze całkowitej obojętności nie ma centrum.
Nie wie, kim naprawdę jest. Jest wewnętrznie pomieszane, pozbawione
tożsamości. Przestraszone, niepewne, nie potrafi zrobić nawet jednego
kroku.
Dziecko pozbawione miłości rodzicielskiej nie stanie się w przyszłości
buddą. Będzie pomieszane i poranione, zawsze pełne obaw.
Potrzebujesz miłości, by się uwolnić od lęku. Wtedy odczujesz też, że
inni cię akceptują, że nie jesteś kimś bezwartościowym, kogo można
wyrzucić na śmietnik. Dziecko wychowywane bez miłości nie ma ego. W jego
życiu nie będzie wiele walki i starć. Ale nie będzie ono umiało stanąć
po swojej stronie. Ciągle będzie uciekać od ludzi, kryć się w grotach
własnej istoty. Nie osiągnie stanu buddy, nie będzie promieniować siłą
witalną, nie będzie skoncentrowane, swobodne, ugruntowane. Będzie
oddzielone od swojego centrum.
Dlatego nie popieram tych psychologów. Ich koncepcja spowoduje
wychowanie robotów, nie ludzi. Roboty oczywiście nie mają problemów. Nie
czują lęku, nie chorują na wrzody ani na nowotwory. Jednak nie osiągają
najwyższego poziomu świadomości, a nawet cofają się w rozwoju. Jeśli
staniesz się robotem, lęk w ogóle nie będzie się pojawiał, ponieważ nie
będzie nikogo, kto mógłby odczuwać lęk. Nie warto jednak osiągać
podobnego stanu. Lepiej być podobnym do boga niż do robota. Mam na myśli
to, że można osiągnąć absolutną świadomość i nie żywić obaw, nie mieć
lęków ani problemów, cieszyć się życiem jak ptaki, celebrować życie jak
ptaki, śpiewać jak ptaki. Można osiągnąć ten stan, nie cofając się, lecz
w pełni rozwijając świadomość.
Na początku życia dziecko buduje ego. Jest to proces naturalny, który
należy zaakceptować. Nie ma jednak potrzeby, by później dźwigać to
rozdmuchane ego. Ego jest potrzebne na początku życia, by dziecko czuło,
że jest akceptowane, kochane, przyjmowane, że jest mile widzianym
gościem. Ojciec, matka i rodzina tworzą wokół dziecka atmosferę ciepła,
co pomaga mu rosnąć, nabierać sił, zakorzeniać się. To niezbędny proces.
Ego daje dziecku ochronę. Jest ono niczym łupina, która chroni nasienie.
Jednak łupina nie może stać się najważniejsza, gdyż wówczas nasienie
musiałoby obumrzeć. Jeżeli ego utrzymuje się zbyt długo, staje się
więzieniem. Kiedy nadchodzi właściwy moment, łupina powinna pęknąć i opaść. Wtedy z nasienia narodzi się nowe życie.
Dziecko potrzebuje ego, ponieważ jest bezradne, słabe, podatne na
zranienia. W jego otoczeniu istnieje niezliczona ilość czynników, które
mogą mu zagrażać. Dziecko potrzebuje ochrony, domu, trwałej podstawy.
Nie zwraca uwagi na otaczający je świat, najważniejszy jest dla niego
dom. Stamtąd czerpie poczucie swojego znaczenia.
Za poczuciem znaczenia podąża ego. Dziecko staje się egoistyczne i stąd
wynikają wszystkie problemy, z którymi styka się jako dorosły. Ego nie
pozwala ci naprawdę się zakochać. Wymaga, by każda osoba
podporządkowywała się tobie. Nie zezwoli, byś ty podporządkował się
komukolwiek. A miłość pojawia się, kiedy potrafisz podporządkować się
drugiej osobie. Kiedy zmuszasz drugą osobę do uległości, budzi to
nienawiść i niszczy uczucie. Nie na tym polega miłość. Bez miłości twoje
życie będzie pozbawione ciepła, poezji. Twoje życie będzie logiczne,
racjonalne, matematyczne, wypełnione prozą. Ale czy można żyć bez
poezji?
Proza jest w porządku, racjonalność jest w porządku. Są potrzebne,
użyteczne. Jednak w życiu kierowanym tylko przez rozum i logikę nie ma
miejsca na prawdziwe świętowanie. Kiedy życie nie jest świętem, staje
się nudne. Potrzebujemy poezji. Żeby odczuć poezję, musisz się poddać.
Musisz odrzucić ego. Jeżeli możesz to zrobić, jeżeli potrafisz odsunąć
ego nawet na krótką chwilę, twoje życie przeszyją przebłyski piękna i świętości.
Bez poezji nie możesz autentycznie żyć, możesz tylko egzystować. Miłość
jest poezją. Jeżeli nie możesz doświadczyć miłości, jak chcesz
doświadczyć modlitwy, medytacji, wyższej świadomości? Jeżeli nie
osiągniesz świadomości medytacyjnej, pozostaniesz ciałem. Nigdy nie
będziesz świadomy swojej wewnętrznej duszy. Szczytowe doświadczenia
można osiągnąć jedynie w modlitewnym oddaniu, w głębokiej medytacji i w ciszy. Ta modlitewna cisza, ta medytacyjna świadomość stanowi najwyższy
poziom doświadczenia. Jednak to miłość otwiera drzwi.
Carl Gustaw Jung zbadał tysiące pacjentów cierpiących na różne
zaburzenia psychiczne. Stwierdził, że nie spotkał cierpiącej psychicznie
osoby, która przekroczyła czterdziesty rok życia i której zasadnicze
problemy nie miałyby duchowego charakteru. Istnieje określony rytm,
który sprawia, że po przekroczeniu czterdziestki w życiu człowieka
pojawia się nowy wymiar. Kiedy jednak nie wiesz, jak podejść do tego
nowego duchowego wyzwania, nie wiesz, co robić, możesz zachorować.
Rozwój jednostki to ciągły proces. Jeżeli pominiesz jeden etap, powstaje
luka.
Jeżeli nie nauczysz się uwalniać od ego, nie będziesz umieć kochać,
swobodnie przebywać z drugą osobą. Ego ciągle walczy, nawet gdy ty
siedzisz w milczeniu. Szuka sposobów na to, by dominować nad otoczeniem,
by stać się władcą świata. To tworzy problemy w przyjaźni, seksie,
miłości, relacjach społecznych. Wszędzie wchodzisz w konflikty. Także w konflikty z rodzicami, którzy dali ci to ego. Rzadko się zdarza, by syn
wybaczył ojcu, a córka matce.
Georgij Gurdżijew na ścianie pokoju, w którym spotykał się z gośćmi,
miał wypisaną sentencję: "Jeśli nie czujesz się dobrze ze swoim ojcem i ze swoją matką, odejdź stąd. Nie mogę ci pomóc". Dlaczego? Dlatego, że
problem ego pojawił się w rodzinie i tam musi zostać rozwiązany. Z tego
właśnie powodu wszystkie starożytne tradycje powiadają: "Kochaj swoich
rodziców. Szanuj ich tak bardzo, jak to możliwe".
Ego wyrasta i rozwija się na rodzinnej glebie, dlatego tam też powinno
zostać oswobodzone. W przeciwnym razie wszędzie będzie cię prześladować.
Również psychoanalitycy stwierdzili, że istota ich pracy terapeutycznej
polega na skierowaniu uwagi pacjenta ponownie na problemy, które
istniały między nim a jego rodzicami, i na podjęciu próby rozwiązania
tych problemów. Jeżeli potrafisz rozwiązać konflikt ze swoimi rodzicami,
zniknie wiele innych konfliktów, ponieważ wyrastają one z tego
zasadniczego konfliktu.
Na przykład mężczyzna, który nie jest w dobrej relacji ze swoim ojcem,
nie może być też w dobrej relacji z szefem w pracy, ponieważ szef jest
figurą ojcowską. Mały konflikt z rodzicami trwa i odzwierciedla się we
wszystkich twoich relacjach. Jeżeli nie ułożyłeś sobie stosunków z matką, nie możesz mieć dobrego kontaktu z żoną. Nie możesz być w dobrych
kontaktach z kobietami w ogóle, ponieważ twoja matka jest pierwszą
kobietą i stanowi dla ciebie model kobiety. Tam, gdzie pojawia się
kobieta, tam jest też twoja matka i subtelna relacja trwa.
Ego rodzi się w relacji z ojcem i z matką. W tym właśnie miejscu trzeba
podjąć pracę nad nim. Jeśli tak nie zrobisz, będziesz obcinał gałęzie i liście drzewa, podczas gdy jego korzenie pozostaną nienaruszone. Kiedy
załatwisz swoje sprawy z ojcem i z matką, staniesz się dojrzały, wolny
od ego. Zrozumiesz, że jako dziecko byłeś bezradny, całkowicie zależny
od innych, że nie stanowiłeś centrum świata. Bez tej zależności nie
mógłbyś przeżyć. Zrozumienie prowadzi do tego, że ego stopniowo słabnie.
Skoro przestałeś być w konflikcie z życiem, rozluźniasz się,
relaksujesz, stajesz się naturalny. Wtedy możesz płynąć. Widzisz, że
świata nie zaludniają wrogowie, lecz jedna ludzka rodzina. Świat nie
zwraca się przeciw tobie. Możesz płynąć razem z nim. Człowiek staje się
wolny od ego, gdy spostrzega, że stanowi ono rodzaj dziecięcego snu, że
jest zakorzenione w niewiedzy.
Przychodzą do mnie ludzie i pytają: "W jaki sposób można się zakochać?
Czy istnieje na to jakiś sposób?". Pytają o metodę, określoną technikę.
W istocie nie rozumieją, o co pytają. Miłość oznacza, że nie istnieją
metody ani techniki. Z tego powodu mówimy: "Zakochać się, wpaść w miłość" (w oryginale falling in love - przyp. tłum.). Przestajesz być
kontrolującym. Z tego względu osoby przeintelektualizowane mówią, że
miłość jest ślepa. W rzeczywistości to dzięki miłości patrzymy i widzimy
naprawdę. Jeśli się zakochasz, taki osobnik pomyśli, że zwariowałeś.
Umysł jest doskonałym narzędziem manipulacji. Każda sytuacja, która
łączy się z utratą kontroli, to zagrożenie dla umysłu.
Istnieje świat ludzkiego serca i ludzkiej świadomości, w którym nie
działa żadna technologia. Wszelkiego rodzaju technologie są skuteczne w stosunku do materii. W przestrzeni świadomości nie możemy używać żadnych
technologii, nie możemy poddawać świadomości kontroli. Każdy wysiłek,
który ma na celu poddanie świadomości kontroli lub wywołanie określonego
stanu, wynika z egoizmu.
Naturalne etapy życia i miłości
Ludzie pytają mnie, w jaki sposób należy tworzyć atmosferę przenikniętą
miłością, która pomaga dziecku wzrastać i nie zakłóca jego naturalnego
potencjału.
Każdy sposób pomagania dziecku jest błędny. Dziecko potrzebuje twojej
miłości, a nie twojej pomocy. Dziecko potrzebuje pożywienia, wsparcia.
Naturalny potencjał dziecka jest nieznany, tak więc nie istnieje
właściwy sposób, by pomóc dziecku w rozwijaniu tego potencjału. Nie
możesz pomóc, jeśli cel nie jest znany. Jedyne, co możesz zrobić, to nie
przeszkadzać. W rzeczywistości sprawy wyglądają w ten sposób, że mówiąc
o udzielaniu pomocy, ludzie przeszkadzają sobie wzajemnie, a ponieważ
sama nazwa jest szlachetna, nikt nie protestuje. Dziecko, oczywiście,
jest zależne od ciebie, nie potrafi przeciw tej pomocy zaprotestować.
Wszyscy ludzie są pod tym względem podobni, doświadczali pomocy rodziców
tak jak ty. Nie rozwinęli swojego naturalnego potencjału, tobie także
się to nie udało.
Cały świat znajduje się na błędnej drodze, mimo że dzieciom udzielają
pomocy rodzice, rodzina, krewni, sąsiedzi, nauczyciele, kapłani. W rezultacie każda osoba jest tak obciążona pomocą, że pod jej ciężarem
nie jest w stanie zrealizować swojego naturalnego potencjału, żadnego
potencjału! Człowiek nie jest w stanie wykonać swobodnie ruchu, dźwiga
na plecach kolosalny ciężar.
Wszyscy otaczający cię ludzie pomagali ci. Ich pomoc doprowadziła do
tego, że stałeś się podobny do nich. Teraz ty chcesz pomagać swoim
dzieciom. Jedyne, co możesz zrobić, to kochać swoje dzieci, nasycać
wasze relacje miłością. Bądź ciepła, akceptująca. Dziecko przynosi na
świat nieznany potencjał i trudno jest określić, kim może się stać. Nie
da się zasugerować: "W ten sposób możesz pomóc dziecku". Każde dziecko
jest niepowtarzalne, więc nie mogą istnieć uniwersalne środki
wychowawcze.
Właściwy sposób postępowania polega na tym, by w ogóle nie pomagać.
Jeżeli dysponujesz rzeczywistą odwagą, to, proszę, nie pomagaj dziecku.
Kochaj je, odżywiaj je. Pozwól mu robić to, co chce robić. Pozwól mu iść
tam, dokąd chce iść. Twój umysł ciągle będzie cię prowokował, abyś
wchodziła dziecku w drogę. Będzie znajdował uzasadniające to argumenty.
Umysł ma znakomitą umiejętność racjonalizacji: "Jeżeli nie będę
interweniować, pojawi się niebezpieczeństwo, dziecko wpadnie do studni".
Chcę jednak powiedzieć, że lepiej pozwolić, by dziecko wpadło do studni,
niż pomagać mu w samodestrukcji.
Bardzo rzadko się zdarza, by dziecko wpadło do studni, a nawet jeśli tak
się stanie, nie oznacza to, że zginie. Najprawdopodobniej zostanie z niej wyciągnięte. Jeżeli rzeczywiście sytuacja budzi twój niepokój,
studnię można zakryć, otoczyć płotem.
Przedmiotem twojej troski powinno być usunięcie wszelkich
niebezpieczeństw. Nie przeszkadzaj jednak dziecku, pozwól mu iść własną
drogą.
Należy zrozumieć ważne prawidłowości dotyczące rozwoju człowieka. Życie
dzieli się na siedmioletnie cykle. Dlaczego? Nikt nie wie. Podobnie jak
nikt nie wie, dlaczego Ziemia dokonuje pełnego obrotu wokół własnej osi
w ciągu dwudziestu czterech godzin, nie dwudziestu trzech ani dwudziestu
pięciu godzin. Nie można tego wyjaśnić. To po prostu fakt. Dlatego nie
pytajcie mnie, dlaczego życie ludzkie dzieli się na siedmioletnie cykle.
Tego nie wiem. Wystarczy, że zrozumiecie tę prawidłowość, a wtedy
zrozumiecie zasadę rozwoju człowieka.
Pierwsze siedem lat życia istoty ludzkiej to najważniejszy okres,
ponieważ tworzy się wówczas podstawa dalszego rozwoju. Z tego właśnie
powodu wszystkie religie starają się usidlić dziecko tak szybko, jak to
tylko możliwe. W ciągu tych pierwszych siedmiu lat jesteś warunkowany,
napełniany wszelkiego rodzaju przekonaniami, które będą wywierały wpływ
na twoje dalsze życie. Te przekonania będą cię separować od twojego
rzeczywistego potencjału, będą cię niszczyć, zakłócać jasność twojego
postrzegania. Będą działały niczym ciemne przesłony na oczach i zniekształcały prawdziwy obraz świata.
Egzystencja jest całkowicie przezroczysta, łatwa do przeniknięcia,
natomiast na twoich oczach nagromadziło się wiele warstw kurzu. Cały ten
pył osiadł w ciągu pierwszych siedmiu lat życia, kiedy byłeś niewinną,
ufną istotą. Wierzyłeś wówczas we wszystko, co ci powiedziano, wszystko
uznawałeś za prawdę. To, co w tym okresie przeniknęło do podstaw twojej
świadomości, w późniejszych okresach stało się niemożliwe do odkrycia.
Pierwotne przekonania stały się niemal składnikami twojej krwi i tkanki
kostnej. W późniejszym okresie życia mogłeś kwestionować wiele
przekonań, ale nigdy nie podawałeś w wątpliwość tych najgłębszych.
Pierwotnym wyrazem miłości do dziecka jest pozostawienie go przez
pierwsze siedem lat życia w stanie całkowitej niewinności, w stanie
wolnym od uwarunkowań: niemal dzikim, pogańskim. Dziecko nie powinno być
wprowadzane w zasady żadnej religii. Osoba, która próbuje skłonić
dziecko do wyznawania określonej religii, zatruwa duszę nowej istoty.
Zanim dziecko zacznie stawiać jakiekolwiek pytania, już udziela się mu
odpowiedzi za pośrednictwem gotowych filozofii, dogmatów, ideologii. To
bardzo dziwna sytuacja. Dziecko nie zaczęło jeszcze stawiać pytań na
temat Boga, a ty już zaczynasz je uczyć o Bogu. Dlaczego jesteś tak
niecierpliwa? Zaczekaj!
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki