Seksualny kapitał. Wyobrażone wspólnoty smaku i medialne tożsamości polskich gejów - Samuel Nowak

Kup ebooka

22.00 zł
15.52 zł (15,37 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

W ni­niej­szej książ­ce ana­li­zu­ję związ­ki me­diów i toż­sa­mo­ści ge­jów w Pol­sce od roku 2003 do po­ło­wy roku 2012. Okres ten obej­mu­je dzie­więć nie­zwy­kłych lat, w cza­sie któ­rych by­łem świad­kiem i uczest­ni­kiem wiel­kiej zmia­ny spo­łecz­nej. U jej pod­staw znaj­du­ją się, moim zda­niem, trzy wy­da­rze­nia: kam­pa­nia spo­łecz­na "Niech nas zo­ba­czą", ak­ce­sja Pol­ski do Unii Eu­ro­pej­skiej oraz gwał­tow­ny roz­wój me­diów spo­łecz­no­ścio­wych. W ko­lej­nych roz­dzia­łach za­sta­na­wiam się nad tym, jaką rolę w two­rze­niu, re­pre­zen­ta­cji oraz ar­ty­ku­la­cji toż­sa­mo­ści pol­skich ge­jów ode­gra­ły te­le­wi­zja, ser­wi­sy spo­łecz­no­ścio­we i pra­sa oraz ja­kie­go typu po­wią­za­nia moż­na tu­taj prze­śle­dzić. W ni­niej­szym wstę­pie nie za­mie­rzam jed­nak na­kre­ślać za­ło­żeń mo­je­go pro­jek­tu. Chciał­bym je­dy­nie za­sy­gna­li­zo­wać kil­ka ogól­nych prze­sła­nek, któ­re le­gły u jego pod­staw. Po­nie­waż nie jest to wła­ści­wa część mo­jej książ­ki, nada­łem jej nie­co bar­dziej oso­bi­sty cha­rak­ter. Stąd brak od­wo­łań do kon­kret­nej li­te­ra­tu­ry - czy­nię to, naj­rze­tel­niej jak po­tra­?ę, do­pie­ro w ko­lej­nych roz­dzia­łach.

Moja pra­ca nie jest stu­dium re­pre­zen­ta­cji, cho­ciaż Czy­tel­ni­cy od­naj­dą w niej pew­ne od­nie­sie­nia do pro­ble­mu przed­sta­wień ge­jów w me­diach. Wy­ni­ka to jed­nak z ko­niecz­no­ści prze­pro­wa­dze­nia ana­liz na wie­lu po­zio­mach me­dial­ne­go obie­gu. W roz­pra­wie tej in­te­re­su­je mnie cały eko­sys­tem me­diów, któ­ry pod­le­ga dziś pro­ce­som kon­wer­gen­cji i cy­fry­za­cji. Dwa głów­ne przed­mio­ty mo­ich do­cie­kań - pro­ce­sy kształ­to­wa­na się toż­sa­mo­ści sek­su­al­nych oraz rola me­diów - spo­ty­ka­ją się w prze­strze­ni kul­tu­ry po­pu­lar­nej. Po­dej­ście ta­kie wy­ni­ka z przy­ję­tej prze­ze mnie per­spek­ty­wy bry­tyj­skich stu­diów kul­tu­ro­wych. W moim prze­ko­na­niu, i będę bro­nił tego za­ło­że­nia przez ko­lej­ne kil­ka­set stron, do­ro­bek kla­sy­ków szko­ły z Bir­ming­ham na­dal po­zo­sta­je fa­scy­nu­ją­cym źró­dłem in­spi­ra­cji. Co wię­cej, daje się on tak prze­pra­co­wać, aby wciąż po­zo­stać atrak­cyj­nym ze­sta­wem na­rzę­dzi dla teo­rii me­diów, a nie tyl­ko i wy­łącz­nie hi­sto­rycz­nym punk­tem od­nie­sie­nia. Wy­ni­ka to przede wszyst­kim z in­ter­dy­scy­pli­nar­ne­go cha­rak­te­ru bry­tyj­skie­go kul­tu­ro­znaw­stwa, któ­re - tak­że dzię­ki swo­im meta-po­wią­za­niom z fran­cu­skim post­struk­tu­ra­li­zmem - prze­kształ­ci­ło współ­cze­sną hu­ma­ni­sty­kę w la­bo­ra­to­rium otwar­te na róż­ne me­to­dy i po­dej­ścia ba­daw­cze. Je­śli więc ro­dzi­mi ba­da­cze me­diów, za­in­te­re­so­wa­ni pro­ble­ma­ty­ką sek­su­al­no­ści, chcą mieć coś cie­ka­we­go do po­wie­dze­nia świa­tu, mu­szą za­cząć słu­chać sie­bie na­wza­jem i we­ry­?­ko­wać swo­je usta­le­nia. In­ter­dy­scy­pli­nar­ność to coś wię­cej ani­że­li tyl­ko spraw­ne łą­cze­nie róż­nych pa­ra­dyg­ma­tów. To przede wszyst­kim umie­jęt­ność słu­cha­nia i ucze­nia się od sie­bie na­wza­jem. To wresz­cie go­to­wość do po­rzu­ce­nia tych ście­żek, któ­re oka­zu­ją się błęd­ne i in­te­lek­tu­al­nie miał­kie. Nie każ­da pra­ca po­wsta­ła pod au­spi­cja­mi uni­ver­si­tas jest coś war­ta, nie każ­da sta­no­wi "cen­ny głos" w de­ba­cie, ulu­bio­ne sfor­mu­ło­wa­nie uży­wa­ne na kon­fe­ren­cjach na­uko­wych w Pol­sce.

Przy­go­to­wu­jąc tę pra­cę i za­po­zna­jąc się z li­te­ra­tu­rą przed­mio­tu, nie­jed­no­krot­nie wpa­da­łem w po­znaw­czą fru­stra­cję. W przy­pad­ku ro­dzi­mych ba­dań nad me­dia­mi, toż­sa­mo­ścią i sek­su­al­no­ścią kry­sta­li­zu­ją się po­wo­li dwa obo­zy. Pierw­szy sta­no­wią pra­ce ana­li­zu­ją­ce iden­tycz­ne zja­wi­ska, ale ich au­to­rzy i au­tor­ki zwy­kle nie kwa­pią się do lek­tu­ry tek­stów in­nych niż wła­sne. Pi­sząc o toż­sa­mo­ści, na przy­kład ge­jów, za­wę­ża­ją ją do jed­ne­go wy­mia­ru: so­cjo­lo­gicz­ne­go, ?­lo­zo­?cz­ne­go czy po­zio­mu re­pre­zen­ta­cji. Tak jak­by rze­czy­wi­stość skła­da­ła się z roz­łącz­nych kloc­ków, któ­re po wy­ję­ciu i do­kład­nym opi­sa­niu na­bie­ra­ją ta­jem­ni­czej mocy do­star­cza­nia nam wie­dzy o ca­ło­ści. Dru­gi, zwłasz­cza bę­dą­cy pod wpły­wem qu­eer stu­dies oraz wy­biór­czej lek­tu­ry prac au­tor­ki Uwi­kła­nych w płeć, zy­sku­je sta­tus war­stwy meta: kto więc nie po­dą­ża tym śla­dem, znaj­du­je się w błę­dzie. Pra­ce te ko­rzy­sta­ją zwłasz­cza z per­for­ma­tyw­nej teo­rii płci, a swo­ją nar­ra­cję zwy­kle wień­czą ka­no­ni­za­cją świę­tej Ju­dy­ty.

Stąd wła­śnie wziął się mój po­mysł się­gnię­cia do stu­diów ge­jow­sko-les­bij­skich. Nie mają one zbyt do­brej opi­nii w pol­skim obie­gu aka­de­mic­kim i zwy­kle prze­ciw­sta­wia­ne są usta­le­niom ba­da­czy z krę­gu teo­rii qu­eer. Kiep­ska re­pu­ta­cja nie jest jed­nak prze­słan­ką, aby nie za­wrzeć in­te­lek­tu­al­nej zna­jo­mo­ści. W moim przy­pad­ku oka­za­ła się wręcz po­ku­są, któ­rej nie po­tra­?­łem się oprzeć. Teo­rie pod­le­ga­ją ta­kim sa­mym mo­dom jak inne ob­sza­ry rze­czy­wi­sto­ści. Od­no­szę cza­sem wra­ża­nie, że w pol­skim śro­do­wi­sku aka­de­mic­kim teo­ria qu­eer funk­cjo­nu­je jak ulu­bio­ny pry­mus, pod­czas gdy stu­dia LGBT to naj­gor­szy ko­le­ga w kla­sie, do któ­rej wspól­nie cho­dzą. Fajt­ła­pa, któ­ry za­wsze za­po­mi­na od­ro­bić za­da­nie do­mo­we i zbie­ra naj­gor­sze noty. Po bliż­szym za­po­zna­niu się oka­za­ło się jed­nak, że to bar­dzo by­stry uczniak.

Mój pro­jekt wy­ni­ka za­tem z dwóch na­mięt­no­ści. Z jed­nej stro­ny jest nią nie­skry­wa­na pa­sja wo­bec dzie­dzic­twa stu­diów kul­tu­ro­wych; z dru­giej pew­na nie­zgo­da na spo­so­by teo­re­ty­zo­wa­nia związ­ków me­diów i sek­su­al­no­ści w ro­dzi­mej hu­ma­ni­sty­ce. Wy­ni­ka stąd moja pro­po­zy­cja otwar­cia tych ba­dań na per­spek­ty­wy stu­diów ge­jow­sko-les­bij­skich, któ­rych wagę zde­cy­do­wa­nie się w Pol­sce umniej­sza. W obu przy­pad­kach za­le­ża­ło mi jed­nak na tym, aby re­zul­tat tej pra­cy miał po­zy­tyw­ny cha­rak­ter. Nie jest moim ce­lem atak, lecz twór­cza obro­na. Nie ozna­cza to by­naj­mniej, że nie pod­wa­żam tu­taj pew­nych kon­cep­cji lub stro­nię od kry­ty­ki. Wręcz prze­ciw­nie - sta­ra­łem się nadać tej książ­ce po­le­micz­ny cha­rak­ter, za­kła­da­jąc przy tym, że sta­nie się to za­chę­tą do pod­ję­cia dys­ku­sji z mo­imi usta­le­nia­mi. Dal­sza część pra­cy zo­sta­ła więc na­pi­sa­na sty­lem ar­gu­men­ta­cyj­nym. W swo­im wy­wo­dzie sta­ram się ana­li­zo­wać prze­słan­ki sta­no­wią­ce o sła­bo­ści i moc­nych stro­nach dys­ku­to­wa­nych prze­ze mnie teo­rii. Jed­no­cze­śnie nie ukry­wam swo­je­go ja za na­uko­wym żar­go­nem. To wła­śnie stu­diom kul­tu­ro­wym, choć nie tyl­ko, za­wdzię­cza­my to, że tek­sty na­uko­we mogą być pi­sa­ne po­to­czy­ście i z po­czu­ciem hu­mo­ru, nie gu­biąc przy tym me­ri­tum. W efek­cie, jak każ­da pra­ca na­uko­wa, tak i moja nar­ra­cja po­sia­da swo­ich su­per­bo­ha­te­rów oraz czar­ne cha­rak­te­ry.

Pi­sząc tę książ­kę, trud­no było mi od­na­leźć so­jusz­ni­ków mo­je­go pro­jek­tu na grun­cie ro­dzi­mych gen­der oraz qu­eer stu­dies. Za­ry­zy­ku­ję tu­taj stwier­dze­nie, że pol­ski fe­mi­nizm aka­de­mic­ki ma po­waż­ny pro­blem z kul­tu­rą po­pu­lar­ną, któ­rej nie lubi albo nie ro­zu­mie (albo jed­no i dru­gie). Po­mi­jam za­strze­że­nia na­tu­ry me­to­do­lo­gicz­nej, po­dzie­lę się nimi w ko­lej­nych roz­dzia­łach. Tu­taj chciał­bym je­dy­nie zwró­cić uwa­gę na fakt, że wy­jąt­ko­wa non­sza­lan­cja oraz po­dejrz­li­wość wo­bec form po­pu­lar­nych sku­tecz­nie utrud­ni­ły mi po­szu­ki­wa­nie wspar­cia teo­re­tycz­ne­go w do­rob­ku ro­dzi­mych ba­da­czek i ba­da­czy. Czy­ta­jąc ko­lej­ne ana­li­zy wi­ze­run­ków ko­biet w me­diach lub jak­że prze­ni­kli­we opi­sy me­dial­nych ma­ni­pu­la­cji w przed­sta­wia­niu osób LGBT, aż chcia­ło­by się za­py­tać: who ca­res? Wy­ni­ka to tak­że z sil­ne­go za­in­te­re­so­wa­nia sztu­ką i tzw. kul­tu­rą wy­so­ką - ja­kość, sub­wer­syw­ność i awan­gar­da to uko­cha­ne sło­wa fe­mi­ni­stycz­nej kry­ty­ki aka­de­mic­kiej.

Na za­koń­cze­nie mu­szę wy­tłu­ma­czyć się z wła­snej "po­zy­cji w dys­kur­sie", jak i za­kre­su tej pra­cy. Nie mogę za­tem uciec od tego, że sam w la­tach 2003-2009 by­łem za­an­ga­żo­wa­ny w pol­ski ruch LGBT, sta­jąc się tym sa­mym świad­kiem oraz ini­cja­to­rem zwią­za­nych z nim wy­da­rzeń. Ob­ser­wo­wa­łem też na­ra­sta­ją­cy roz­dź­więk po­mię­dzy prak­ty­ką a ro­dzi­mą teo­rią qu­eer, gdzie ta dru­ga co­raz czę­ściej i chęt­niej po­ucza­ła o tym, jak na­le­ży ro­zu­mieć ak­ty­wizm spo­łecz­ny. Kieł­ku­ją­ce we mnie wąt­pli­wo­ści spra­wi­ły, że kie­dy za­wie­si­łem swo­ją dzia­łal­ność spo­łecz­ną na rzecz pi­sa­nia pra­cy na­uko­wej, po­sta­no­wi­łem przyj­rzeć się bli­żej temu na­pię­ciu. Uwa­żam bo­wiem, że je­śli teo­ria nie znaj­du­je za­sto­so­wa­nia i nie po­ma­ga le­piej zro­zu­mieć pra­xis, to musi znaj­do­wać się w niej ja­kiś błąd. W mo­jej książ­ce pró­bu­ję go za­tem zdia­gno­zo­wać i prze­zwy­cię­żyć.

Je­śli cho­dzi o za­kres mo­jej książ­ki, to moim ce­lem nie jest tu­taj wy­czer­pu­ją­ce omó­wie­nie wszyst­kich moż­li­wych przy­pad­ków me­dial­nych wy­mia­rów toż­sa­mo­ści ge­jów. Zresz­tą z sa­mym sło­wem "gej" jest mnó­stwo kło­po­tów, po­nie­waż przy­by­ło ono do Pol­ski wraz z prze­mia­na­mi sys­te­mo­wy­mi w la­tach 80. ubie­głe­go wie­ku. Przy­kła­do­wo, au­to­rzy wcze­snych zi­nów?1 ge­jow­skich za­pi­sy­wa­li je w for­mie an­giel­skiej jako "gay", da­jąc tym świa­dec­two swo­je­go za­kło­po­ta­nia. Sie­ci se­man­tycz­ne, do któ­rych od­no­si­ło się sło­wo "gej" w kra­jach za­chod­nich, w Pol­sce mia­ły do­pie­ro po­wstać. Jak się dziś oka­zu­je, pro­ces ten wciąż trwa, a prze­strzeń me­diów sta­ła się are­ną, gdzie do­ko­nu­je się ich nie­ustan­na pro­duk­cja i ne­go­cja­cja.

Pi­sząc tę książ­kę, chcia­łem stwo­rzyć przy­czy­nek do ta­kiej teo­rii, któ­ra bę­dzie w sta­nie w sa­tys­fak­cjo­nu­ją­cy spo­sób wy­ja­śnić za­sy­gna­li­zo­wa­ne po­wy­żej pro­ce­sy. W szer­szym pla­nie in­te­re­so­wa­ło mnie za­ini­cjo­wa­nie teo­rii uj­mu­ją­cej zwią­zek me­diów i sek­su­al­no­ści w ogó­le. Tym sa­mym mam na­dzie­ję, że za­pre­zen­to­wa­ne tu­taj ro­zu­mo­wa­nia, cho­ciaż od­no­szą się do wą­skie­go te­ma­tu, po­zwo­lą prze­szcze­pić się na inne ob­sza­ry hu­ma­ni­sty­ki. Ma­te­riał ana­li­tycz­ny jest więc bar­dzo róż­no­rod­ny. Jest też ogra­ni­czo­ny ilo­ścio­wo. Po­nad­to przy­ją­łem tu­taj za­sa­dę, w myśl któ­rej roz­róż­nie­nie na rze­czy­wi­stość me­dial­ną i nie-me­dial­ną jest nie­uza­sad­nio­nym za­ło­że­niem. Na dal­szych kar­tach tej książ­ki po­sta­ram się udo­wod­nić, że była to słusz­na de­cy­zja, oraz wska­zać, jak ro­zu­miem klu­czo­we dla mo­jej roz­pra­wy związ­ki mię­dzy me­dia­mi, sek­su­al­no­ścią i toż­sa­mo­ścią.

Chciał­bym w tej książ­ce po­ka­zać, jak mo­że­my le­piej zro­zu­mieć, czym są me­dia dla męż­czyzn okre­śla­ją­cych się jako geje, bio­rąc pod uwa­gę róż­ne, jed­nak za­wsze trak­to­wa­ne łącz­nie, kon­tek­sty: eko­no­micz­ne, po­li­tycz­ne i me­dial­ne. Mój wy­bór me­diów głów­ne­go nur­tu oraz po­pu­lar­nych me­diów LGBT jako przed­mio­tu ana­li­zy, z ce­lo­wym po­mi­nię­ciem obie­gu nie­za­leż­ne­go i ar­ty­stycz­ne­go, wy­ni­ka tak­że z ra­cji ich de­mo­kra­tycz­ne­go i eman­cy­pa­cyj­ne­go po­ten­cja­łu. Z za­pro­po­no­wa­nej prze­ze mnie per­spek­ty­wy sztu­ka sta­no­wi ostat­nią prze­strzeń two­rze­nia i ne­go­cja­cji toż­sa­mo­ści, któ­ra mia­ła­by spo­łecz­ne zna­cze­nie. Niech za­tem ni­niej­szy wstęp bę­dzie nie tyl­ko za­pro­sze­niem do lek­tu­ry, ale i do swo­istej in­te­lek­tu­al­nej po­tycz­ki. Nie ma bo­wiem nic gor­sze­go niż pro­jek­ty na­uko­we, któ­re nie bu­dzą na­mięt­no­ści.

Uwa­gi edy­tor­skie

W tek­ście ni­niej­szej książ­ki po­da­ję daty pu­bli­ka­cji naj­now­szych wy­dań cy­to­wa­nych prze­ze mnie źró­deł. W bi­blio­gra­?i przy­ją­łem jed­nak za­sa­dę po­da­wa­nia rów­nież daty pier­wo­dru­ku pu­bli­ka­cji, je­śli czas wy­da­nia ksią­żek i tek­stów, z któ­rych ko­rzy­stam, róż­ni się co naj­mniej o dzie­sięć lat od roku pierw­sze­go wy­da­nia. Chcia­łem tym sa­mym unik­nąć za­rzu­tu przed­sta­wia­nia kla­sycz­nych opra­co­wań jako naj­now­szych pu­bli­ka­cji w da­nej dzie­dzi­nie. Je­śli przy cy­ta­cie nie po­da­ję nu­me­ru stro­ny w przy­pi­sie, wska­zu­je to na źró­dło elek­tro­nicz­ne.

W przy­pad­ku źró­deł in­ter­ne­to­wych po­da­ję szcze­gó­ło­wą in­for­ma­cję bi­blio­gra­?cz­ną tyl­ko od­no­śnie do por­ta­li i stron ogól­nie do­stęp­nych. Nie po­da­ję na­to­miast in­for­ma­cji o użyt­kow­ni­kach por­ta­li rand­ko­wych, iden­ty­?­ku­jąc ich wy­łącz­nie za po­mo­cą de­kla­ro­wa­ne­go wie­ku. We wszyst­kich cy­ta­tach za­cho­wa­łem ory­gi­nal­ną pi­sow­nię, w tym brak zna­ków dia­kry­tycz­nych, uwzględ­nia­jąc tak­że obec­ność emo­ti­ko­nów.

Po­dzię­ko­wa­nia

Ta książ­ka nie po­wsta­ła­by, gdy­by nie wspar­cie wie­lu osób, któ­rym chciał­bym tu­taj po­dzię­ko­wać.

Prof. An­drze­jo­wi Pi­tru­so­wi dzię­ku­ję za pod­ję­cie się opie­ki nad moim pro­jek­tem.

Moim ro­dzi­com i przy­ja­cio­łom je­stem wdzięcz­ny za wspar­cie w cza­sie pi­sa­nia dy­ser­ta­cji dok­tor­skiej, bę­dą­cej pod­sta­wą tej książ­ki. Oka­za­li się oni kry­tycz­ny­mi re­cen­zen­ta­mi mo­ich po­my­słów, a wspól­ne, dłu­gie i peł­ne pa­sji roz­mo­wy po­zwo­li­ły mi szli­fo­wać wła­sne ar­gu­men­ty i tezy, a tak­że pod­da­wać je we­ry­?­ka­cji. Po­dzię­ko­wa­nia na­le­żą się przede wszyst­kim: An­nie Ta­szyc­kiej, Kon­ra­do­wi Gli­ściń­skie­mu, Do­mi­ni­ko­wi Dzie­dzi­co­wi, Ewie Dry­gal­skiej, Kasi Wilk, Łu­ka­szo­wi Bre­siń­skie­mu, To­ma­szo­wi Ka­czo­ro­wi, Romi No­wak, Se­ba­stia­no­wi Lisz­ce, Mał­go­rza­cie Ma­jor, Ani­cie Haw­ser, Ar­ko­wi Ro­kic­kie­mu i mo­jej cio­ci Bar­ba­rze.

Chciał­bym tak­że po­dzię­ko­wać stu­dent­kom i stu­den­tom, z któ­ry­mi mia­łem przy­jem­ność pro­wa­dzić za­ję­cia w la­tach 2008-2012 na Wy­dzia­le Za­rzą­dza­nia i Ko­mu­ni­ka­cji Spo­łecz­nej Uni­wer­sy­te­tu Ja­giel­loń­skie­go. Na­sze wspól­ne dys­ku­sje i lek­tu­ry wnio­sły bar­dzo wie­le do mo­je­go my­śle­nia, ucząc mnie tak­że lep­sze­go for­mu­ło­wa­nia wła­snych ar­gu­men­tów.

Szcze­gól­nie dzię­ku­ję dwóm oso­bom, któ­rych in­te­lekt i wraż­li­wość otwo­rzy­ły przede mną wie­le per­spek­tyw, za­chę­ca­jąc do wła­snych po­szu­ki­wań - prof. Ri­char­do­wi Dy­ero­wi z King's Col­le­ge Lon­don oraz prof. Jo­an­nie Zy­lin­skiej z Gold­smi­ths, Uni­ver­si­ty of Lon­don. Wa­sza eru­dy­cja i mą­drość po­zo­sta­ją dla mnie nie­wy­czer­pa­nym źró­dłem in­spi­ra­cji.

Osob­ne po­dzię­ko­wa­nia na­le­żą się przed­sta­wi­cie­lom in­sty­tu­cji, któ­rych wspar­cie umoż­li­wi­ło mi pro­wa­dze­nie ba­dań za gra­ni­cą. Było to moż­li­we dzię­ki wspar­ciu ze stro­ny: To­kyo Fo­un­da­tion, In­sty­tu­tu Sztuk Au­dio­wi­zu­al­nych Uni­wer­sy­te­tu Ja­giel­loń­skie­go oraz pro­jek­tu "Śro­do­wi­sko - Tech­no­lo­gia - Spo­łe­czeń­stwo" re­ali­zo­wa­ne­go w Uni­wer­sy­te­cie Ja­giel­loń­skim i współ­?­nan­so­wa­ne­go ze środ­ków Unii Eu­ro­pej­skiej. Książ­ka mo­gła się uka­zać dzię­ki wspar­ciu ze środ­ków Pro­rek­tor UJ ds. roz­wo­ju prof. Ma­rii-Jo­lan­ty Flis oraz Dy­rek­cji In­sty­tu­tu So­cjo­lo­gii UJ.

Pra­cę tę de­dy­ku­ję mo­je­mu part­ne­ro­wi Łu­ka­szo­wi M. Ma­cie­jew­skie­mu, naj­bar­dziej wy­ma­ga­ją­ce­mu czy­tel­ni­ko­wi, ja­kie­go moż­na so­bie wy­ma­rzyć.

1. Ziny - nie­pro­fe­sjo­nal­ne i nie­za­leż­ne cza­so­pis­ma do­ty­czą­ce wy­bra­ne­gote­ma­tu, nie­po­sia­da­ją­ce ofi­cjal­nej dy­s­try­bu­cji.

ROZ­DZIAŁ 1

Studia kulturowe i problem tożsamości

1.1. MODELE BADAŃ NAD TOŻSAMOŚCIĄ (PERSPEKTYWA SYNCHRONICZNA)

W ni­niej­szym roz­dzia­le oma­wiam pod­sta­wo­we za­ple­cze teo­re­tycz­ne mo­jej pra­cy, za któ­re uzna­ję an­glo­sa­skie stu­dia kul­tu­ro­we. Naj­pierw po­sta­ram się wy­ja­śnić, dla­cze­go przyj­mu­ję taką wła­śnie per­spek­ty­wę, oraz przed­sta­wię prze­słan­ki sta­no­wią­ce o mo­jej mo­ty­wa­cji. W dal­szej czę­ści roz­dzia­łu przyj­rzę się ka­te­go­rii toż­sa­mo­ści w kul­tu­ro­znaw­stwie w per­spek­ty­wie (1) syn­chro­nicz­nej i (2) dia­chro­nicz­nej. Na­stęp­nie po­wią­żę in­te­re­su­ją­ce mnie za­gad­nie­nie z (3) kwe­stią me­diów (po­przez kul­tu­ro­znaw­czą teo­rię me­diów) oraz od­nio­sę się do (4) stu­diów ge­jow­sko-les­bij­skich, co w obu przy­pad­kach po­zwo­li do­pre­cy­zo­wać per­spek­ty­wę. Struk­tu­ra mo­je­go wy­wo­du przed­sta­wia się za­tem na­stę­pu­ją­co: toż­sa­mość jest cen­tral­nym przed­mio­tem ba­dań kul­tu­ro­znaw­stwa, któ­re uwa­żam za naj­lep­szy dla mnie punkt od­nie­sie­nia. Na­stęp­nie uzu­peł­niam ten punkt o per­spek­ty­wę kul­tu­ro­znaw­czej teo­rii me­diów oraz stu­diów ge­jow­sko-les­bij­skich. Roz­dział ten, a tak­że ko­lej­ny, słu­ży przede wszyst­kim wy­ja­śnie­niu i upra­wo­moc­nie­niu mo­ty­wa­cji sto­ją­cej za do­ko­na­ny­mi prze­ze mnie wy­bo­ra­mi. Ma tak­że cha­rak­ter roz­po­zna­nia te­re­nu i przy­go­to­wa­nia go dla kon­struk­cji wła­snej pro­po­zy­cji teo­re­tycz­nej. Szcze­gó­ło­we kon­cep­cje ba­dań przed­sta­wię w czę­ści II (roz­dział 3.).

Oczy­wi­ście moja nar­ra­cja o stu­diach kul­tu­ro­wych jest już z ko­niecz­no­ści prze­pra­co­wa­niem, każ­da lek­tu­ra po­wo­łu­je bo­wiem do ży­cia inne ukła­dy zna­czeń. Od­sła­nia się tu­taj też inny cel mo­je­go pro­jek­tu, ja­kim jest re­sty­tu­cja dzie­dzic­twa szko­ły z Bir­ming­ham?1 oraz stu­diów ge­jow­sko-les­bij­skich.

Kwe­stia toż­sa­mo­ści na­le­ży do naj­sze­rzej i naj­czę­ściej dys­ku­to­wa­nych te­ma­tów we współ­cze­snej hu­ma­ni­sty­ce. Nie chcę tu­taj wcho­dzić w dy­wa­ga­cje, czy to kwe­stia mody, czy też od­po­wiedź teo­rii na bo­lącz­ki współ­cze­sno­ści. Bez wzglę­du na to, jaką dys­cy­pli­nę re­pre­zen­tu­ją ba­da­cze i ba­dacz­ki, wspól­nym punk­tem od­nie­sie­nia dla więk­szo­ści prac po­dej­mu­ją­cych pro­ble­ma­ty­kę toż­sa­mo­ści na grun­cie czy to so­cjo­lo­gii, li­te­ra­tu­ro­znaw­stwa, ?l­mo­znaw­stwa, czy me­dio­znaw­stwa jest per­spek­ty­wa stu­diów kul­tu­ro­wych (cul­tu­ral stu­dies). W mo­jej pra­cy rów­nież przyj­mu­ję tę per­spek­ty­wę, włą­cza­jąc w nią w dal­szej ko­lej­no­ści dwie roz­wi­ja­ne w jej ob­rę­bie spe­cja­li­za­cje: me­dia stu­dies?2 oraz stu­dia ge­jow­sko-les­bij­skie (stu­dia LGBT).

W tym miej­scu na­le­ży się jed­nak wy­ja­śnie­nie, co do­kład­nie ro­zu­miem pod po­ję­ciem kul­tu­ro­znaw­stwa, gdyż czę­sto bywa ono (1) my­lo­ne z wie­dzą o kul­tu­rze, (2) ro­zu­mia­ne zbyt sze­ro­ko, (3) dys­kwa­li­?­ko­wa­ne jako sa­mo­dziel­na dys­cy­pli­na oraz (4) oskar­ża­ne o po­pu­lizm. Pro­blem ten do­ty­czy zwłasz­cza ro­dzi­mej prak­ty­ki aka­de­mic­kiej, na co cięż­ko pra­cu­ją pol­skie uczel­nie, na­zy­wa­jąc zwy­kle kul­tu­ro­znaw­stwem bli­żej nie­spre­cy­zo­wa­ny kon­glo­me­rat przed­mio­tów hu­ma­ni­stycz­nych, ty­leż do sie­bie po­dob­nych, co róż­nych [zob. Pan­ko­wicz et al. 2008; Bursz­ta, Ja­nusz­kie­wicz 2010]. Po­nie­waż trud­no o pre­cy­zyj­ną de­?­ni­cję, wią­żą­cą dla mnie per­spek­ty­wą sta­ną się usta­le­nia teo­re­ty­ków zwią­za­nych z bry­tyj­ski­mi stu­dia­mi kul­tu­ro­wy­mi oraz współ­cze­snych au­to­rów roz­wi­ja­ją­cych tę tra­dy­cję. Pod­kre­ślam raz jesz­cze bry­tyj­ski ro­do­wód kul­tu­ro­znaw­stwa w mo­jej pra­cy. We współ­cze­snej hu­ma­ni­sty­ce czę­sto na­zy­wa się stu­dia­mi kul­tu­ro­wy­mi wszyst­kie per­spek­ty­wy ba­daw­cze, któ­re swo­bod­nie po­ru­sza­ją się na prze­cię­ciu so­cjo­lo­gii, ?­lo­zo­?i i teo­rii kry­tycz­nej. Per­spek­ty­wa taka jest jed­nak błęd­na i roz­my­wa wy­jąt­ko­wość pro­jek­tu stu­diów kul­tu­ro­wych. Post­mo­der­ni­ści mogą w tym miej­scu gry­ma­sić: stu­dia kul­tu­ro­we mają jed­nak swo­ją wy­raź­ną teo­re­tycz­ną toż­sa­mość i za­mie­rzam jej tu­taj bro­nić. To wła­śnie ba­da­cze zwią­za­ni z Cen­tre for Con­tem­po­ra­ry Cul­tu­ral Stu­dies (CCCS) w Bir­ming­ham, ich ucznio­wie oraz ko­men­ta­to­rzy wy­pra­co­wa­li ko­he­rent­ny, a przy tym dy­na­micz­ny i in­ter­dy­scy­pli­nar­ny mo­del re­?ek­sji nad toż­sa­mo­ścią i kul­tu­rą au­dio­wi­zu­al­ną. Nie będę tu­taj szcze­gó­ło­wo na­kre­ślał mo­de­lu ba­dań me­diów wy­pra­co­wa­ne­go w ra­mach bry­tyj­skie­go kul­tu­ro­znaw­stwa; chciał­bym ra­czej za­ry­so­wać, jak in­te­re­su­ją­cy mnie pro­blem toż­sa­mo­ści, a w dal­szej ko­lei toż­sa­mo­ści sek­su­al­nej i me­diów, uzy­skał swój spe­cy­?cz­ny sta­tus we współ­cze­snych stu­diach kul­tu­ro­wych. Anna Na­cher rze­tel­nie, cho­ciaż przyj­mu­jąc ra­dy­kal­nie an­ty­re­pre­zen­ta­cjo­ni­stycz­ną per­spek­ty­wę, przed­sta­wi­ła wy­wie­dzio­ne ze szko­ły bry­tyj­skiej mo­de­le teo­rii me­diów [zob. Na­cher 2008], po­nad­to w ro­dzi­mym obie­gu aka­de­mic­kim po­ja­wi­ły się ar­ty­ku­ły i ko­men­ta­rze Ja­nu­sza Ba­rań­skie­go przy­bli­ża­ją­ce do­ro­bek szko­ły z Bir­ming­ham [zob. Ba­rań­ski 2010], a tak­że po­świę­co­ne Bry­tyj­czy­kom pod­ręcz­ni­ki [zob. Sto­rey 2003; Bar­ker 2005]. Tak­że Wie­sław Go­dzic do­ko­nał spraw­nej ad­ap­ta­cji teo­rii bry­tyj­skiej do pol­skich ba­dań nad te­le­wi­zją [zob. Go­dzic 1999], a Ra­fał Droz­dow­ski od­niósł się do niej czę­ścio­wo na grun­cie so­cjo­lo­gii [zob. Droz­dow­ski 2009]. Nie wi­dzę za­tem po­wo­du, aby nie­po­trzeb­nie po­wta­rzać te usta­le­nia. Je­dy­ny kla­sycz­ny i nie­ak­tyw­ny już na­uko­wo au­tor, do któ­re­go pro­po­zy­cji od­nio­sę się bar­dziej szcze­gó­ło­wo, to John Fi­ske [2010], a to z ra­cji istot­ne­go dla mnie za­gad­nie­nia toż­sa­mo­ści, me­diów i wła­dzy w per­spek­ty­wie po­le­mi­zu­ją­cej z au­to­ra­mi znaj­du­ją­cy­mi się w krę­gu dość pe­sy­mi­stycz­nej teo­rii wpły­wu.

Tra­dy­cja bry­tyj­ska - w moim prze­ko­na­niu - może słu­żyć za naj­lep­szy punkt od­nie­sie­nia dla dal­sze­go wy­wo­du. Zda­ję so­bie spra­wę, że za­pro­po­no­wa­ny prze­ze mnie tryb re­?ek­sji może bu­dzić pe­wien opór, a tak­że pro­wo­ko­wać za­rzut ana­chro­nicz­no­ści?3. Współ­cze­sne ba­da­nia nad me­dia­mi roz­wi­ja­ją się nie­zwy­kle dy­na­micz­nie, cze­go do­wo­dzi ogrom­na licz­ba przed­się­wzięć i pro­jek­tów ba­daw­czych [zob. Flew 2010; Thorn­ham et al. 2010]. Je­stem jed­nak prze­ko­na­ny, że nie pod­wa­ża to wie­lu klu­czo­wych za­ło­żeń an­glo­sa­skie­go kul­tu­ro­znaw­stwa, a co naj­wy­żej wy­ma­ga pew­nej ich ko­rek­ty. Od­wo­ła­nie się do do­rob­ku stu­diów kul­tu­ro­wych po­zwo­li mi tak­że wy­ja­śnić pew­ną in­ter­dy­scy­pli­nar­ność wy­wo­du, po­przez któ­rą ro­zu­miem za­po­ży­cza­nie roz­ma­itych na­rzę­dzi z od­mien­nych dys­cy­plin ba­daw­czych, ta­kich jak ?­lo­zo­?a i so­cjo­lo­gia. W tym sen­sie za­ry­zy­ku­ję tezę, iż kul­tu­ro­znaw­stwo wy­spe­cja­li­zo­wa­ło się w wy­kra­da­niu kon­cep­cji ze swo­je­go pier­wot­ne­go śro­do­wi­ska i umiesz­cza­niu ich w zu­peł­nie no­wym kon­tek­ście. Kwe­stię tę tłu­ma­czyć moż­na na dwa spo­so­by.

Po pierw­sze, mo­del an­glo­sa­ski ce­chu­je od­mien­ny od kon­ty­nen­tal­ne­go sys­tem or­ga­ni­za­cji szkół wyż­szych. In­sty­tu­ty, cen­tra, ośrod­ki ba­daw­cze mają tam czę­sto cha­rak­ter nie­for­mal­ny, tem­po­ral­ny i ce­lo­wy; za­kła­da się je, ma­jąc na uwa­dze pro­wa­dze­nie kon­kret­nych ba­dań, re­ali­za­cję da­ne­go pro­jek­tu (lub ca­łej se­rii pro­jek­tów) czy stwo­rze­nie prze­strze­ni wy­mia­ny do­świad­czeń na­uko­wych. Po dru­gie, ba­da­cze sku­pie­ni wo­kół otwar­te­go w 1964 roku Cen­tre for Con­tem­po­ra­ry Cul­tu­ral Stu­dies na Uni­wer­sy­te­cie w Bir­ming­ham

po­strze­ga­li sie­bie jako pra­cu­ją­cych w la­bo­ra­to­rium. Za­chę­ca­li stu­den­tów do in­stru­men­tal­ne­go two­rze­nia i roz­wi­ja­nia wła­snych pro­jek­tów. [...] pro­wa­dzi­ło [to] do za­kwe­stio­no­wa­nia za­sad­no­ści aka­de­mic­kich gra­nic, z trans­dy­scy­pli­nar­no­ści czy­niąc cno­tę [Ro­jek 2007: 42].

Wy­da­je się, że po­dej­ście ta­kie do dzi­siaj sta­no­wi wy­róż­nik kul­tu­ro­znaw­stwa i swo­isty ro­dzaj luk­su­su, na któ­ry nie mogą so­bie po­zwo­lić inne dys­cy­pli­ny: "tyl­ko fak­ty, pro­szę pani" - iro­ni­zu­je na ten te­mat Noël Car­roll [2011: 77]. W dal­szej czę­ści mo­jej książ­ki będę sta­rał się od­po­wia­dać na po­ten­cjal­ne zwią­za­ne z tym za­rzu­ty, uspra­wie­dli­wia­jąc tym sa­mym przy­ję­te przez sie­bie za­ło­że­nia. Za­nim od­nio­sę się do po­szcze­gól­nych au­to­rów po­dej­mu­ją­cych bez­po­śred­nio te­ma­ty­kę me­diów, sek­su­al­no­ści i toż­sa­mo­ści ge­jów, chciał­bym krót­ko omó­wić szcze­gól­ne miej­sce pro­ble­ma­ty­ki toż­sa­mo­ścio­wej w stu­diach kul­tu­ro­wych.

Na po­trze­by ni­niej­sze­go wpro­wa­dze­nia wy­róż­niam dwa spo­so­by, za po­mo­cą któ­rych moż­na ująć kul­tu­ro­znaw­czy dys­kurs po­świę­co­ny toż­sa­mo­ści. Po­dział ten ma je­dy­nie cha­rak­ter ope­ra­cyj­ny i po­słu­ży mi do sys­te­ma­ty­za­cji ob­sza­ru ba­dań. Pierw­szy z nich ma cha­rak­ter syn­chro­nicz­ny; dają się tu­taj wy­dzie­lić trzy typy bu­do­wa­nia teo­rii. Te trzy, oczy­wi­ście na­kła­da­ją­ce się na sie­bie, ob­sza­ry ba­daw­cze to:

(1) Re­?ek­sja nad toż­sa­mo­ścią jako efek­tem wła­dzy, sta­no­wią­ca w du­żej mie­rze for­mę me­ta­re­?ek­sji; za­sad­ni­czym py­ta­niem są tu­taj me­cha­ni­zmy wy­ła­nia­nia się pod­mio­to­wo­ści oraz ich kon­se­kwen­cje; pra­ce z tego ob­sza­ru (mam tu na my­śli głów­nie au­to­rów znaj­du­ją­cych pod wpły­wem fran­cu­skie­go post­struk­tu­ra­li­zmu w róż­nych jego od­mia­nach - Fo­ucaul­ta, Kri­ste­vę, La­plan­che'a czy La­ca­na) pró­bu­ją za­tem od­po­wie­dzieć na py­ta­nie: "Skąd bie­rze się pod­mio­to­wość, jak for­mu­je się toż­sa­mość?".

(2) Re­?ek­sja nad toż­sa­mo­ścią jako prak­ty­ka­mi ne­go­cjo­wa­nia i two­rze­nia zna­czeń. Przed­miot za­in­te­re­so­wa­nia ba­da­cza sta­no­wią tu­taj spo­so­by, w ja­kie nada­wa­ne i de­ko­do­wa­ne są zna­cze­nia, w taki spo­sób, aby mo­gły skut­ko­wać roz­ma­ity­mi po­li­ty­ka­mi toż­sa­mo­ścio­wy­mi. Pra­ce z tego ob­sza­ru pró­bu­ją za­tem od­po­wie­dzieć na py­ta­nie: "Za po­mo­cą ja­kich środ­ków jed­nost­ki kon­stru­ują swo­je po­czu­cie toż­sa­mo­ści?".

(3) Re­?ek­sja nad funk­cjo­no­wa­niem toż­sa­mo­ści gru­po­wych i dia­spo­rycz­nych, czy­li spo­so­bów, dzię­ki któ­rym jed­nost­ki mogą czuć przy­na­leż­ność do roz­ma­itych toż­sa­mo­ści kul­tu­ro­wych. Pra­ce z tego ob­sza­ru pró­bu­ją za­tem od­po­wie­dzieć na py­ta­nie: "Jak jed­nost­ki iden­ty­?­ku­ją się jako przy­na­le­żą­ce do więk­szych grup?".

Z tak przy­ję­tej per­spek­ty­wy de­ba­ty o toż­sa­mo­ści wy­da­ją się głów­ną osią re­?ek­sji i spo­rów to­czą­cych się w ob­rę­bie kul­tu­ro­znaw­stwa. Py­ta­nie o toż­sa­mość po­prze­dza każ­dą kul­tu­ro­znaw­czą dys­ku­sję bez wzglę­du na to, jak róż­nych kwe­stii może ona do­ty­czyć - gen­der, sek­su­al­no­ści, spo­łecz­ne­go ży­cia przed­mio­tów czy przy­na­leż­no­ści kul­tu­ro­wej, sub­kul­tu­ro­wej, et­nicz­nej, dia­spo­rycz­nej. Aby zi­lu­stro­wać te trzy try­by re­?ek­sji oraz po­ka­zać przy tym, na ile prze­ni­ka­ją one całe stu­dia kul­tu­ro­we, po­słu­żę się te­raz trze­ma przy­kła­da­mi.

(1) W ese­ju otwie­ra­ją­cym an­to­lo­gię Qu­estions of Cul­tu­ral Iden­ti­ty Stu­art Hall zwra­ca uwa­gę na pe­wien pa­ra­doks, któ­ry ce­chu­je współ­cze­sną de­ba­tę to­czą­cą się w stu­diach kul­tu­ro­wych - z jed­nej stro­ny w ostat­nich la­tach ob­ser­wu­je­my praw­dzi­wą eks­plo­zję prac po­świę­co­nych toż­sa­mo­ści kul­tu­ro­wej (z per­spek­ty­wy ko­lej­nych 15 lat wi­dać, że nie cho­dzi­ło by­naj­mniej o kwe­stię aka­de­mic­kiej mody), z dru­giej na­to­miast toż­sa­mość pod­da­je się nie­usta­ją­cej kry­ty­ce [Hall 1996: 1]. Echem od­bi­ja się tu zna­na kon­sta­ta­cja Zyg­mun­ta Bau­ma­na, któ­ry stwier­dził, że coś sta­je się pro­ble­ma­tycz­ne, kie­dy sta­je się wi­docz­ne [zob. Bau­man 2004]. Pro­wa­dzi to do oczy­wi­ste­go py­ta­nia: "Komu po­trzeb­na jest toż­sa­mość?". Hall su­ge­ru­je dwa moż­li­we spo­so­by od­po­wie­dzi. (a) Pod­da­na de­kon­struk­cji i nie­usta­ją­ce­mu zwąt­pie­niu toż­sa­mość wciąż może po­zo­stać w uży­ciu w swo­jej no­wej for­mie i no­wym kon­tek­ście; w tym sen­sie de­kon­struk­cja sta­je się szan­są na prze­kro­cze­nie to­ta­li­zu­ją­cych gra­nic pro­jek­tu toż­sa­mo­ścio­we­go. Po­nie­waż toż­sa­mo­ści nie mo­że­my ni­czym za­stą­pić, po­zo­sta­je nam je­dy­nie ba­lan­so­wa­nie na gra­ni­cy w ak­cie po­dwój­ne­go wy­ma­zy­wa­nia. W ta­kim uję­ciu toż­sa­mość nie­ustan­nie się wy­ła­nia, ale ni­g­dy się nie sta­je. Hall czy­ni tu­taj bez­po­śred­nie od­nie­sie­nie do prac Ja­cqu­es'a Der­ri­dy i jego kon­cep­cji po­dwój­ne­go pi­sa­nia. (b) Dru­gi moż­li­wy spo­sób od­po­wie­dzi na py­ta­nie o toż­sa­mość od­sy­ła nas do pod­sta­wo­wej kwe­stii, jaką jest za­ło­że­nie, iż toż­sa­mo­ści nie da się zre­du­ko­wać. Wcho­dząc w dia­log z Mi­che­lem Fo­ucaul­tem i jego teo­rią wła­dzy, Hall nie po­rzu­ca jed­nak zu­peł­nie kon­cep­cji pod­mio­tu - su­ge­ru­je ra­czej jej prze­pra­co­wa­nie w no­wym, zde­cen­tra­li­zo­wa­nym i prze­miesz­czo­nym pa­ra­dyg­ma­cie. Ba­dacz roz­wi­ja da­lej wła­sną kon­cep­cję toż­sa­mo­ści, ar­gu­men­tu­jąc, że jego pro­po­zy­cja "nie jest esen­cja­li­stycz­na, ale stra­te­gicz­na i po­zy­cyj­na (po­si­tio­nal)". W tej per­spek­ty­wie akty iden­ty­?­ka­cji za­wsze będą nie­peł­ne, sfrag­men­ta­ry­zo­wa­ne i roz­pro­szo­ne. Co jed­nak klu­czo­we:

Toż­sa­mo­ści wy­ła­nia­ją się z two­rze­nia nar­ra­cji wła­sne­go ja, ale oczy­wi­sta ?k­cyj­ność na­tu­ry tego pro­ce­su w ża­den spo­sób nie za­prze­cza jego dys­kur­syw­nej, ma­te­rial­nej czy po­li­tycz­nej efek­tyw­no­ści, na­wet je­że­li przy­na­leż­ność, "wszy­wa­nie się w hi­sto­rię", po­przez któ­re czę­scio­wo wy­ła­nia­ją się toż­sa­mo­ści, są wy­obra­żo­ne (i sym­bo­licz­ne) i za­tem, jak za­wsze, czę­ścio­wo owo­cem fan­ta­zji lub przy­naj­mniej fan­ta­zma­tom po­krew­ne [Hall 1996: 4].

W dal­szych od­wo­ła­niach do prac Er­ne­sta Lac­laua [zob. Lac­lau 1990], Ju­dith Bu­tler [zob. Bu­tler 2008], a zwłasz­cza Mi­che­la Fo­ucaul­ta [zob. Fo­ucault 2010] Hal­la in­te­re­su­je zwią­zek toż­sa­mo­ści i wła­dzy, gdyż każ­da spo­łecz­na toż­sa­mość jest ak­tem wła­dzy. We wszyst­kich tych dys­ku­sjach teo­re­tycz­ną czkaw­ką od­bi­ja się je­den z naj­waż­niej­szych pro­ble­mów, z któ­rym no­wo­cze­sną teo­rię zo­sta­wił mię­dzy in­ny­mi Lo­uis Al­thus­ser, a mia­no­wi­cie miej­sca w dys­kur­sie przy za­ło­że­niu, że pod­miot/toż­sa­mość za­wsze sta­no­wi efekt wła­dzy (u Al­thus­se­ra efekt in­ter­pe­la­cji). Pro­blem ten pró­bo­wał prze­zwy­cię­żyć Fo­ucault, ale - jak za­uwa­ża McNay [za Hall 1996: 10] - je­dy­ne, cze­go do­ko­nał au­tor Ar­che­olo­gii wie­dzy, to prze­for­mu­ło­wa­nie an­ty­no­mii mię­dzy po­zy­cja­mi pod­mio­tu w dys­kur­sie a zaj­mu­ją­cy­mi je jed­nost­ka­mi. In­ny­mi sło­wy ge­ne­ru­je to kil­ka na­stę­pu­ją­cych wąt­pli­wo­ści: "Jak po­tra­?ę roz­po­znać swo­ją po­zy­cję w dys­kur­sie?", "Jak po­tra­?ę od­róż­nić ją od miej­sca in­nych jed­no­stek?" oraz "Dla­cze­go za­tem jed­nost­ki te zaj­mu­ją róż­ne po­zy­cje?". Oczy­wi­ście, jak od­no­to­wu­je Hall, Fo­ucault ni­g­dy nie po­słu­żył­by się po­ję­ciem tak wul­gar­nym jak toż­sa­mość, jed­nak z pew­no­ścią po­dej­mo­wa­ne przez nie­go ba­da­nia miesz­czą się w tej pro­ble­ma­ty­ce. Roz­wią­za­niem tego pro­ble­mu?4 mogą się oka­zać, przy­naj­mniej czę­ścio­wo, kon­cep­cje Ju­dith Bu­tler, któ­ra przy­swo­iła so­bie Fo­ucaul­tow­ską kon­cep­cję dys­kur­syw­nie kon­stru­owa­ne­go pod­mio­tu, łą­cząc ją ze sta­no­wi­skiem La­ca­now­skiej psy­cho­ana­li­zy. Stwier­dze­nie Bu­tler, że toż­sa­mo­ści za­wsze będą dzia­łać po­przez wy­klu­cze­nie i ukon­sty­tu­owa­nie ze­wnę­trza, do któ­re­go moż­na i trze­ba się od­no­sić (toż­sa­mość jako efekt po­li­ty­ki wy­klu­cze­nia), sta­nie się klu­czo­wym ar­gu­men­tem w dal­szym wy­wo­dzie Hal­la, któ­ry w tak upra­wia­nej re­?ek­sji wi­dzi po­li­tycz­ny wy­miar. Dla stu­diów kul­tu­ro­wych toż­sa­mo­ści są bo­wiem ko­niecz­no­ścią i "nie­moż­li­wo­ścią" za­ra­zem [Hall 1996: 16] - i jako ta­kie na­le­ży je ba­dać.

(2) Jako przy­kład dru­gie­go spo­so­bu teo­re­tycz­ne­go uję­cia toż­sa­mo­ści w kul­tu­ro­znaw­stwie może po­słu­żyć mo­del obie­gu kul­tu­ry, za­pro­po­no­wa­ny przez ze­spół w skła­dzie Paul Du Gay, Stu­art Hall, Lin­da Ja­nes, Hugh Mac­kay i Ke­ith Ne­gus [Du Gay et al. 2000]. Ich pro­po­zy­cja to na­dal funk­cjo­nu­ją­cy oraz po­ręcz­ny mo­del ba­dań, uj­mu­je bo­wiem kul­tu­rę i toż­sa­mość jako dy­na­micz­ne kon­ti­nu­um. Au­to­rzy prze­pro­wa­dzi­li dro­bia­zgo­we stu­dium Walk­ma­na Sony jako ar­te­fak­tu kul­tu­ro­we­go, aby za jego po­mo­cą "wy­ja­śnić, w jaki spo­sób funk­cjo­nu­je kul­tu­ra w ta­kich jak na­sze, póź­no­no­wo­cze­snych spo­łe­czeń­stwach" [Du Gay et al. 2000: 2]. Walk­man jest przy tym wy­łącz­nie zmien­ną, któ­rą mo­że­my za­stą­pić in­nym, do­wol­nie wy­bra­nym fe­no­me­nem czy ar­te­fak­tem. Jed­no­cze­śnie Paul Du Gay dy­stan­su­je się od tej tra­dy­cji so­cjo­lo­gicz­nej, dla któ­rej zwy­kle klu­czo­wą kwe­stię sta­no­wił pro­ces pro­duk­cji. Pra­ca ze­spo­łu kul­tu­ro­znaw­ców zry­wa z taką lo­gi­ką, ofe­ru­jąc "mo­del opar­ty na ar­ty­ku­la­cji wie­lu dys­tynk­tyw­nych pro­ce­sów, któ­rych in­te­rak­cje mogą i rze­czy­wi­ście pro­wa­dzą do roz­ma­itych i za­leż­nych re­zul­ta­tów" [Du Gay et al. 2000: 3). Za spra­wą ar­ty­ku­la­cji kil­ka od­ręb­nych ele­men­tów może w pew­nych oko­licz­no­ściach i pod pew­ny­mi wa­run­ka­mi utwo­rzyć ca­łość. Tym sa­mym po­dej­ście to nie uprzy­wi­le­jo­wu­je żad­ne­go mo­men­tu kul­tu­ro­wej pro­duk­cji.

Na obieg kul­tu­ry, ro­zu­mia­nej oczy­wi­ście ho­li­stycz­nie, zgod­nie z kon­cep­cją Ray­mon­da Wil­liam­sa [zob. Wil­liams 1961: 57], skła­da się zda­niem au­to­rów pięć dys­tynk­tyw­nych, ale po­łą­czo­nych ze sobą i na­wza­jem się de­ter­mi­nu­ją­cych mo­men­tów:

Rys. 1. Mo­del obie­gu kul­tu­ry [za: Du Gay et al. 2000].

(a) re­pre­zen­ta­cja, czy­li spo­sób, w jaki x za­mie­nia­ny bywa na ję­zyk, kod wi­zu­al­ny czy inną roz­po­zna­wal­ną se­kwen­cję zna­ków;

(b) toż­sa­mość, czy­li spo­so­by, dzię­ki któ­rym moż­li­wa jest iden­ty­?­ka­cja/zwią­zek x z jego użyt­kow­ni­kiem;

(c) re­gu­la­cja, czy­li spo­so­by, w ja­kie x two­rzy i roz­my­wa roz­ma­ite gra­ni­ce, ta­kie jak ja?/?świat spo­łecz­ny, pry­wat­ne?/?pu­blicz­ne, re­al­ne?/?wy­obra­żo­ne, po­sia­da­ją­cy x?/?nie­po­sia­da­ją­cy x etc.;

(d) kon­sump­cja, czy­li spo­so­by kul­tu­ro­wej kon­sump­cji x i prak­ty­ki jej to­wa­rzy­szą­ce;

(e) pro­duk­cja, czy­li po­cho­dze­nie, spo­so­by i kon­tekst po­wsta­nia x.

Zgod­nie z ilu­stra­cją [rys. 1] wy­dzie­le­nie po­cząt­ku pro­ce­su kul­tu­ro­wej pro­duk­cji zna­czeń jest tyl­ko i wy­łącz­nie umow­ne oraz za­le­ży od sta­wia­ne­go przez nas py­ta­nia, czy­li za­kre­śle­nia ob­sza­ru ba­daw­cze­go. Współ­za­leż­ność owych pię­ciu seg­men­tów wy­ni­ka z ich ję­zy­ko­we­go za­ko­twi­cze­nia, przy czym ję­zyk ro­zu­mia­ny jest tu­taj jako do­wol­ny sys­tem re­pre­zen­ta­cji, "któ­ry po­zwa­la nam po­słu­gi­wać się zna­ka­mi i sym­bo­la­mi, aby przed­sta­wiać i prze(d)sta­wiać (re-pre­sent) wszyst­ko, co ist­nie­je w rze­czy­wi­sto­ści, jako po­sia­da­ją­cą zna­cze­nie kon­cep­cję, ob­raz czy ideę" [Du Gay et al. 2000: 13]. Ję­zyk to za­tem sys­tem zna­ków, umoż­li­wia­ją­cy przed­sta­wia­nie rze­czy lub idei oraz wy­mia­nę to­wa­rzy­szą­cych im zna­czeń. Sie­ci se­man­tycz­ne po­zwa­la­ją bu­do­wać roz­le­głe sys­te­my ko­no­ta­cji i sko­ja­rzeń, z któ­rych każ­dy sta­no­wi od­ręb­ny dys­kurs, czy­li spo­sób kon­stru­owa­nia wie­dzy i mó­wie­nia na dany te­mat. Kul­tu­ra to za­tem nic in­ne­go, jak współ­dzie­lo­ne mapy zna­czeń.

Bu­du­jąc ana­lo­gię do opi­sy­wa­ne­go fe­no­me­nu Walk­ma­na, mo­że­my spró­bo­wać wy­róż­nić kil­ka ta­kich łań­cu­chów zna­czeń zwią­za­nych z bar­dziej współ­cze­snym przed­mio­tem - ta­ble­tem iPad. Czy­li dys­kur­sy: hi-tech, roz­ryw­ki, mo­bil­no­ści czy fe­no­me­nu Ap­ple'a. Każ­dy z tych dys­kur­sów od­no­si się do spe­cy­?cz­ne­go za­so­bu uprzed­nio skon­stru­owa­nej wie­dzy i łą­czy się z ko­lej­ny­mi. I tak tech­no­lo­gicz­nie iPad to nie­zwy­kłe osią­gnię­cie in­ży­nie­ryj­ne, opie­ra­ją­ce się na pro­ce­sach mi­nia­tu­ry­za­cji, za­awan­so­wa­nych tech­no­lo­giach ekra­nów do­ty­ko­wych oraz na au­tor­skim sys­te­mie ope­ra­cyj­nym. Dys­kurs roz­ryw­ki wią­że się z moż­li­wy­mi spo­so­ba­mi uży­wa­nia iPa­da do spę­dze­nia wol­ne­go cza­su, a tak­że słu­cha­nia mu­zy­ki, oglą­da­nia ?l­mów, ro­bie­nia zdjęć, na­gry­wa­nia ?l­mów, gra­nia w gry kom­pu­te­ro­we. Se­man­tycz­ne aso­cja­cje od­sy­ła­ją nas przy tym do dys­kur­su mo­bil­no­ści, czy­li by­cia "za­wsze w za­się­gu", za­kwe­stio­no­wa­nia po­dzia­łu on­li­ne?/?of­?i­ne oraz po­dzia­łu na sfe­rę pry­wat­ną i pu­blicz­ną. Przy oka­zji mamy do czy­nie­nia z fe­no­me­nem Ap­ple'a, któ­ry tak­że ro­zu­mia­ny jest bar­dziej jako zja­wi­sko kul­tu­ro­we niż tyl­ko i wy­łącz­nie fe­no­men biz­ne­so­wy. Skła­da­ją się na to roz­ma­ite dys­kur­sy to­wa­rzy­szą­ce ?r­mie z Cu­per­ti­no: prze­świad­cze­nie o nie­za­wod­no­ści i in­tu­icyj­no­ści ofe­ro­wa­ne­go przez nią sprzę­tu, nie­zwy­kłe wzor­nic­two pro­duk­tów, po­dej­mo­wa­nie tech­no­lo­gicz­nych wy­zwań, nie­ty­po­we spo­so­by za­rzą­dza­nia, tak róż­ne od "nud­nych" kor­po­ra­cji (Ste­ve Jobs jako wiel­ki wi­zjo­ner), mit Krze­mo­wej Do­li­ny i wie­le in­nych. Wszyst­kie te dys­kur­sy (i nie ma zna­cze­nia, czy cho­dzi tyl­ko o ste­reo­ty­py, obie­go­we opi­nie, ko­mu­ni­ka­ty dzia­łu pu­blic re­la­tions, czy "twar­de" fak­ty) mają sens oczy­wi­ście tyl­ko wte­dy, je­śli ich prze­pływ daje się uło­żyć i zor­ga­ni­zo­wać w in­tu­icyj­nie ro­zu­mia­ny spo­sób, cze­mu słu­żą prak­ty­ki sy­gni­?­ka­cyj­ne. W ten spo­sób roz­ma­ite zna­cze­nia uzy­sku­ją dla da­nych użyt­kow­ni­ków w da­nym mo­men­cie i oko­licz­no­ściach wspól­ne pole od­nie­sie­nia.

Ja­kie jed­nak miej­sce zaj­mu­je i jak ro­zu­mia­na jest w owym mo­de­lu toż­sa­mość? Ka­th­ryn Wo­odward w swo­im ko­men­ta­rzu do pro­po­zy­cji ze­spo­łu Du Gaya [Wo­odward 1997] do­pre­cy­zo­wu­je, że zna­cze­nia mogą być no­śni­ka­mi sen­sów wy­łącz­nie wte­dy, gdy za ich po­mo­cą mo­że­my zi­den­ty­?­ko­wać ge­ne­ro­wa­ne przez nie po­zy­cje pod­mio­to­we oraz miej­sca w dys­kur­sie, gdzie sami jako pod­mio­ty mo­że­my się usy­tu­ować. W ten spo­sób do­ko­nu­je się po­wią­za­nie sys­te­mu re­pre­zen­ta­cji z toż­sa­mo­ścią.

Re­pre­zen­ta­cja jako pro­ces kul­tu­ro­wy usta­na­wia jed­nost­ko­we i zbio­ro­we toż­sa­mo­ści, a sys­te­my sym­bo­licz­ne do­star­cza­ją moż­li­wych od­po­wie­dzi na py­ta­nia: kim je­stem?, kim mógł­bym być?, kim chcę być? [Wo­odward 1997: 14].

Au­to­rzy Do­ing Cul­tu­ral Stu­dies pod­kre­śla­ją przy tym, że pro­ce­sy iden­ty­?­ka­cji kul­tu­ro­wej rzad­ko by­wa­ją ra­cjo­nal­ne i in­stru­men­tal­ne [Du Gay et al. 2000: 25]. Z dru­giej stro­ny nie je­ste­śmy tyl­ko i wy­łącz­nie ro­bo­ta­mi, któ­re bier­nie pod­da­ją się me­cha­ni­zmom ge­ne­ru­ją­cym po­li­ty­ki toż­sa­mo­ścio­we. W od­nie­sie­niu do oma­wia­ne­go przez ze­spół Pau­la Du Gaya pro­ble­mu związ­ku wi­zu­al­nej re­pre­zen­ta­cji i po­czu­cia ja na­le­ży się zgo­dzić, że zgod­nie z przy­ję­ty­mi przez nich za­ło­że­nia­mi pro­ces iden­ty­?­ka­cji od­by­wa się za­rów­no na po­zio­mie pra­cy wy­obraź­ni, jak i jed­no­cze­śnie w sfe­rze "ra­cjo­nal­nych wy­bo­rów i "tak zwa­nych" re­al­nych po­trzeb" [Du Gay et al. 2000: 26].

Au­to­rzy ilu­stru­ją swo­je za­ło­że­nia, ana­li­zu­jąc trzy re­kla­my Walk­ma­na Sony. Spró­buj­my po­now­nie po­słu­żyć się bar­dziej współ­cze­snym, a rów­nie no­śnym przy­kła­dem - lap­to­pem Mac­Bo­ok Air ?r­my Ap­ple. Pierw­sza re­kla­ma to za­le­d­wie 30-se­kun­do­wy klip, dys­try­bu­owa­ny przez pro­du­cen­ta przede wszyst­kim w In­ter­ne­cie, a zre­ali­zo­wa­ny przy oka­zji pre­mie­ry dru­giej ge­ne­ra­cji kom­pu­te­ra je­sie­nią 2010 roku. Rze­czo­ny lap­top ?l­mo­wa­ny jest z bocz­ne­go pro­?­lu i umiesz­czo­ny na czar­nym tle. Ka­me­ra prze­su­wa się od jego tyl­nej czę­ści ku zwę­ża­ją­ce­mu się fron­to­wi, cze­mu to­wa­rzy­szy pro­sta kom­po­zy­cja na for­te­pian. W tle sły­szy­my głos lek­to­ra mó­wią­ce­go: "Eve­ry­thing we've le­arnt has come to this" ("Wszyst­ko, cze­go się na­uczy­li­śmy, za­pro­wa­dzi­ło nas do tego" - czy­li nie­zwy­kle cien­kiej kon­struk­cji). Ka­me­ra robi na­stęp­nie od­jazd i wi­dzi­my dłoń trzy­ma­ją­cą cien­ki lap­top, któ­ry otwie­ra lek­kim ge­stem. Lek­tor kon­klu­du­je zda­niem: "The next ge­ne­ra­tion of Mac­Bo­oks" ("Nowa ge­ne­ra­cja Mac­Bo­oków"). Za­koń­cze­niu to­wa­rzy­szy wy­raź­na koda, po­zwa­la­ją­ca nadać re­kla­mie nie­co eu­fo­rycz­ny cha­rak­ter. Na ekra­nie na chwi­lę po­ja­wia się na­pis "Mac­Bo­ok Air", se­kun­dę póź­niej za­stą­pio­ny przez logo kon­cer­nu - ob­rys nad­gry­zio­ne­go jabł­ka.

Ana­li­zu­jąc re­kla­mę na wzór au­to­rów Do­ing..., na­le­ży zwró­cić uwa­gę na na­stę­pu­ją­ce kwe­stie. Po pierw­sze, Mac­Bo­ok od­no­si się do po­pu­lar­nej kon­cep­cji su­per­cien­kie­go i ul­tra­lek­kie­go prze­no­śne­go sprzę­tu elek­tro­nicz­ne­go. Nie wie­my jed­nak nic o jego spe­cy­?­ka­cji tech­nicz­nej, moż­li­wo­ściach, osią­gach, za­in­sta­lo­wa­nym opro­gra­mo­wa­niu. Ję­zyk re­kla­my opie­ra się wy­łącz­nie na pro­jek­cie obu­do­wy kom­pu­te­ra. "Lek­ki jak po­wie­trze" Mac­Bo­ok Air two­rzy swój wła­sny ję­zyk, ale za­wsze bę­dzie to Mac­Bo­ok Air, bez wzglę­du na ję­zyk, w ja­kim wy­brzmi re­kla­ma. Prze­cię­cie się toż­sa­mo­ści pro­duk­tu oraz jego użyt­kow­ni­ka sta­je się moż­li­we wła­śnie dzię­ki stwo­rze­niu ta­kie­go ję­zy­ka wi­zu­al­ne­go, któ­ry uprzy­wi­le­ju­je po­zy­cję wi­dza i jego miej­sce w dys­kur­sie. Re­kla­ma ta z pew­no­ścią obe­szła­by się bez słów, ale - pa­ra­fra­zu­jąc au­to­rów stu­dium Walk­ma­na - moż­na po­wie­dzieć, że po­słu­że­nie się an­glo­ję­zycz­nym lek­to­rem przy­po­mi­na, iż "to glo­bal­ny pro­dukt, a ję­zy­kiem zglo­ba­li­zo­wa­nej kon­sump­cji jest oczy­wi­ście an­giel­ski (a w za­sa­dzie ame­ry­kań­ski an­giel­ski)" [Du Gay et al. 2000: 28]. Re­kla­ma ge­ne­ru­je za­tem pole, któ­re umoż­li­wia wpi­sa­nie wła­snej toż­sa­mo­ści (pra­gnień, po­trzeb, wy­tłu­ma­cze­nia so­bie, dla­cze­go aku­rat po­trze­bu­ję Mac­Bo­oka), ale z dru­giej stro­ny przy­po­mi­na, że na­le­żę do glo­bal­nej wspól­no­ty kon­sump­cji.

Kwe­stię toż­sa­mo­ści jesz­cze le­piej wy­ko­rzy­stu­je re­kla­ma pierw­szej ge­ne­ra­cji Mac­Bo­oka (zima 2008 roku). Krót­ki ?lm przed­sta­wia se­kwen­cję ko­lej­nych czyn­no­ści: na bia­łym sto­le po­ja­wia się cha­rak­te­ry­stycz­na ja­sno­brą­zo­wa ko­per­ta; ko­bie­ca dłoń otwie­ra ko­per­tę i wy­su­wa z niej Mac­Bo­oka; Mac­Bo­ok zo­sta­je otwar­ty; ka­me­ra ob­jeż­dża kom­pu­ter; kom­pu­ter zo­sta­je za­mknię­ty, a w tle po­ja­wia się na­pis "Mac­Bo­ok Air". Re­kla­mie to­wa­rzy­szy pro­sta pio­sen­ka: "I'm a new soul?/?I came to this stran­ge world?/?Ho­ping I co­uld le­arn a bit?/?'Bout how to give and take?/?La-la-la-la-la-la?/?La-la-la-la-la-la" Sieć zna­czeń zbu­do­wa­na wo­kół przed­mio­tu wy­da­je się dość oczy­wi­sta (cho­ciaż na­le­ży pa­mię­tać, że kul­tu­ra po­pu­lar­na ni­g­dy nie jest oczy­wi­sta) - to mło­dość. Nowy ga­dżet w mie­ście ("I'm a new soul?/?I came to this stran­ge world"), chęt­ny do na­uki, jed­nak wciąż na­praw­dę nie wie­my, do cze­go może słu­żyć ("Ho­ping I co­uld le­arn a bit?/?'Bout how to give and take"). Przed­miot zy­sku­je swo­ją toż­sa­mość ("Je­stem tu­taj nowy"), a jed­no­cze­śnie, jako skie­ro­wa­ny do mło­dych kon­su­men­tów, dzie­li z nimi przy­wi­le­je mło­do­ści i nie­do­świad­cze­nia. To splą­ta­nie jest moż­li­we wła­śnie dzię­ki ar­ty­ku­la­cji od­ręb­nych i czę­sto roz­łącz­nych ele­men­tów: idei mło­do­ści, po­czu­cia by­cia "na star­cie", chę­ci do na­uki (toż­sa­mość - pro­duk­tu i użyt­kow­ni­ka), no­we­go ga­dże­tu (re­pre­zen­ta­cja), jego użyt­ko­wa­nia (kon­sump­cja), wy­jąt­ko­wo­ści (re­gu­la­cja). Toż­sa­mość po­wsta­je w efek­cie na­kła­da­nia się na sie­bie róż­nych mo­men­tów kul­tu­ro­wej pro­duk­cji zna­czeń, a co za tym idzie, pod­le­ga nie­ustan­nej ne­go­cja­cji.

(3) Trze­ci przy­kład moż­li­wych kul­tu­ro­znaw­czych ba­dań nad toż­sa­mo­ścią to re­?ek­sja nad iden­ty­?­ka­cja­mi gru­po­wy­mi. Ma ona co naj­mniej dwa źró­dła. Pierw­sze z nich od­naj­dzie­my w kul­tu­ro­znaw­czym za­in­te­re­so­wa­niu pro­ble­ma­ty­ką rasy już od lat 60. XX wie­ku, zwłasz­cza w kon­tek­ście spo­łe­czeń­stwa Wiel­kiej Bry­ta­nii, i w pio­nier­skich pra­cach Hal­la. Dru­gim, bar­dziej współ­cze­snym punk­tem od­nie­sie­nia są kon­cep­cje toż­sa­mo­ści ro­zu­mia­ne w du­chu po­stu­la­tów teo­rii post­ko­lo­nial­nej, bę­dą­cych ty­leż stu­dia­mi przy­pad­ków, co pró­ba­mi bu­do­wa­nia teo­rii po­zba­wio­nej non­sza­lan­cji i nor­ma­tyw­no­ści eu­ro­cen­trycz­no-mo­der­ni­stycz­nych dys­kur­sów toż­sa­mo­ścio­wych?5. Paul Gil­roy pod­kre­śla przy tej oka­zji, że wy­ni­ka to wła­śnie z nie­ubła­ga­ne­go sta­nu rze­czy, dla­te­go "toż­sa­mo­ści wciąż mają zna­cze­nie [...] za­rów­no jako kon­cep­cje teo­re­tycz­ne, jak i kwe­stio­no­wa­ny fakt współ­cze­sne­go ży­cia po­li­tycz­ne­go" [Gil­roy 1997: 301]. Ba­dacz wy­róż­nia przy tym trzy pro­ble­my, w któ­rych re­zul­ta­cie po­wstał pro­jekt toż­sa­mo­ści dia­spo­rycz­nej [Gil­roy 1997: 313]:

(a) ro­zu­mie­nie toż­sa­mo­ści jako ko­he­rent­nej pod­mio­to­wo­ści, któ­re jed­nak zo­sta­je pod­wa­żo­ne przez roz­wój elek­tro­nicz­nych środ­ków ko­mu­ni­ka­cji, od­cie­le­śnie­nie pod­mio­tu i ze­rwa­nie z lo­gi­ką me­ta­?­zy­ki obec­no­ści;

(b) ro­zu­mie­nie toż­sa­mo­ści jako pro­ce­su iden­ty­?­ka­cji, któ­ry tak­że wy­ma­ga od nas od­rzu­ce­nia ho­li­stycz­ne­go poj­mo­wa­nia pod­mio­tu, gdyż oka­zu­je się on tyl­ko ulot­ną chwi­lą w dia­lo­gicz­nym prze­pły­wie łą­czą­cym nas z in­ny­mi; self uj­mo­wa­ne jest tu­taj wy­łącz­nie w kon­tek­ście szcze­gól­nej eko­no­mii re­pre­zen­ta­cji, jak pro­po­nu­je ro­zu­mieć ten pro­ces De­bor­ra Bat­ta­glia [Bat­ta­glia 1995];

(c) ro­zu­mie­nie toż­sa­mo­ści jako spo­łecz­nej so­li­dar­no­ści, czy­li pew­nej eko­lo­gii czło­wie­czeń­stwa, oby­wa­tel­stwa, miej­sca i toż­sa­mo­ści.

To z pew­no­ścią naj­bar­dziej dy­na­micz­na in­ter­pre­ta­cja toż­sa­mo­ści, ale i ona wy­ma­ga pew­ne­go prze­pra­co­wa­nia. Po pierw­sze, wy­da­je się, że ta­kie uję­cie nie­ustan­nie od­sy­ła nas do pew­ne­go mitu o po­cząt­ku, a tym sa­mym do wy­obra­żo­ne­go aktu za­ło­ży­ciel­skie­go (bun­tu wo­bec wy­klu­cze­nia, dys­kry­mi­na­cji, nie­zgo­dy na dany sys­tem spra­wo­wa­nia wła­dzy) - toż­sa­mość ma tu­taj bo­wiem bar­dzo prag­ma­tycz­ny cha­rak­ter i słu­ży roz­wią­za­niu ja­kiejś pa­lą­cej kwe­stii. Po dru­gie, co wy­ni­ka z pierw­sze­go, trud­no w tej opty­ce wy­ja­śnić przy­na­leż­ność do wie­lu dia­spor, gdyż waga in­te­re­su, któ­ry jest staw­ką po­li­ty­ki da­ne­go pro­jek­tu, wy­ma­ga pew­nych po­świę­ceń i wy­klu­czeń. Przy­kład ten do­brze ilu­stru­je kla­sycz­ny już kon­?ikt tar­ga­ją­cy pro­jek­tem eman­cy­pa­cyj­nym grup LGBT - jak wal­czyć o pra­wa ge­jów i les­bi­jek, do­ma­ga­jąc się: ho­ry­zon­tal­nych ustaw an­ty­dy­skry­mi­na­cyj­nych (za­kaz mowy nie­na­wi­ści), re­gu­la­cji praw­ne­go sta­tu­su związ­ków part­ner­skich czy le­gi­sla­cji wer­ty­kal­nej w sy­tu­acji, kie­dy jed­no­cze­śnie pod­wa­ża się sam pod­miot tych praw, czy­li do­mnie­ma­ne­go geja, les­bij­kę lub oso­bę trans­pł­cio­wą.

Zna­na jest teo­ria Ar­ju­na Ap­pa­du­ra­ia, któ­ry pro­po­nu­je po­ję­cie dia­spo­rycz­nej prze­strze­ni pu­blicz­nej moż­li­wej i kształ­tu­ją­cej się wła­śnie dzię­ki za­po­śred­ni­cze­niu w dy­na­micz­nie roz­wi­ja­ją­cych się me­diach elek­tro­nicz­nych [Ap­pa­du­rai 2005]. Jako że owe pro­ce­sy mają cha­rak­ter trans­lo­kal­ny i zwie­lo­krot­nia­ją moż­li­wość przy­na­leż­no­ści do roz­ma­itych wspól­not wy­obra­żo­nych, re­al­ny sta­je się pro­jekt no­wo­cze­sno­ści bez gra­nic, pa­ra­dok­sal­nej sy­tu­acji dia­spo­rycz­nych świa­tów rów­no­le­głych, któ­rych tra­jek­to­rie nie­ustan­nie prze­ci­na­ją się i znaj­du­ją się we wza­jem­nej za­leż­no­ści.

Wy­mie­nio­na tu­taj spe­cy­?­ka­cja nie wy­czer­pu­je oczy­wi­ście kul­tu­ro­znaw­czej pro­ble­ma­ty­ki ba­dań nad toż­sa­mo­ścią. Po­ma­ga jed­nak zro­zu­mieć, dla­cze­go ka­te­go­ria toż­sa­mo­ści zaj­mu­je jed­no z cen­tral­nych ( je­śli nie cen­tral­ne) miejsc w stu­diach kul­tu­ro­wych. Jed­nak na cul­tu­ral stu­dies moż­na spoj­rzeć z jesz­cze jed­nej per­spek­ty­wy, któ­ra po­zwo­li tak­że wy­tłu­ma­czyć za­sad­ność wy­bo­ru tej wła­śnie orien­ta­cji ba­daw­czej jako punk­tu od­nie­sie­nia dla mo­je­go pro­jek­tu. Uza­sad­nia ona rów­nież wy­bór orien­ta­cji kul­tu­ro­znaw­czej jako naj­po­ręcz­niej­szej w ana­li­zie dys­kur­sów me­dial­nych, po­nie­waż od sa­me­go po­cząt­ku znaj­do­wa­ły się one w cen­trum za­in­te­re­so­wa­nia ba­da­czy z Bir­ming­ham. Przy tej oka­zji będę też mógł na­świe­tlić istot­ne prze­słan­ki, na któ­rych opie­ra­ją się stu­dia kul­tu­ro­we, co po­zwo­li mi ode­przeć po­ten­cjal­ne za­rzu­ty wo­bec kul­tu­ro­znaw­stwa za­sy­gna­li­zo­wa­ne na sa­mym wstę­pie.

1.2. TOŻSAMOŚĆ I CZTERY MOMENTY STUDIÓW KULTUROWYCH (PERSPEKTYWA DIACHRONICZNA)

Cy­to­wa­ny wcze­śniej Chris Ro­jek [Ro­jek 2007: 39-68] iden­ty­?­ku­je w roz­wo­ju pa­ra­dyg­ma­tu czte­ry mo­men­ty, de­?­nio­wa­ne w za­leż­no­ści od za­kre­ślo­ne­go ob­sza­ru ba­daw­cze­go, celu i przy­ję­tej me­to­dy. Są to:

(1) mo­ment na­ro­do­wo-po­pu­lar­ny (1956-1984);

(2) mo­ment tek­stu­al­no-re­pre­zen­ta­cjo­ni­stycz­ny (1958-1995);

(3) glo­ba­li­za­cja?/?po­ste­sen­cja­lizm (1980-...);

(4) urzą­dze­nie?/?po­li­ty­ka - (go­vern­men­ta­li­ty?/?po­li­cy) (1985-...).

Kla­sy­?­ka­cja ta speł­nia dwie funk­cje. Po­zwa­la zro­zu­mieć, na czym po­le­gał (i na­dal po­le­ga) fe­no­men stu­diów kul­tu­ro­wych, a tak­że skąd bie­rze się ich spe­cy­?cz­na po­zy­cja w dys­kur­sie aka­de­mic­kim. Wy­ja­śnia po­nad­to, jak roz­wi­ja­ło się i zmie­nia­ło kul­tu­ro­znaw­stwo. Ro­jek ce­lo­wo po­słu­gu­je się tu okre­śle­niem "mo­ment", któ­re wska­zu­je na pro­ce­su­al­ność, na­kła­da­nie się i prze­ci­na­nie roz­ma­itych dys­kur­sów oraz nie ma me­cha­ni­cy­stycz­ne­go wy­dźwię­ku, jak na przy­kład etap lub punkt roz­wo­ju (co su­ge­ro­wa­ło­by pe­wien me­cha­nicz­ny roz­wój lub dia­lek­ty­kę po­stę­pu).

(1) Pierw­szy z mo­men­tów stu­diów kul­tu­ro­wych wią­że się z pro­jek­ta­mi ba­daw­czy­mi za­ini­cjo­wa­ny­mi przez Ri­char­da Hog­gar­ta oraz z utwo­rze­niem CCCS na uni­wer­sy­te­cie w Bir­ming­ham. Głów­ne ob­sza­ry za­in­te­re­so­wań to kul­tu­ra po­pu­lar­na i sub­kul­tu­ry mło­dzie­żo­we, a za me­to­dę słu­żą mark­sizm prze­pra­co­wa­ny w du­chu pism An­to­nia Gram­scie­go oraz kla­sycz­ne me­to­dy so­cjo­lo­gicz­ne. Od­wo­ła­nie do Gram­scie­go po­zwa­la ba­da­czom zro­zu­mieć klu­czo­wą funk­cję pro­ce­sów kul­tu­ro­wych jako al­ter­na­ty­wę dla tra­dy­cyj­ne­go i po­dat­ne­go na wul­ga­ry­za­cję mark­sow­skie­go roz­róż­nie­nia na bazę i nad­bu­do­wę.

Dru­gie waż­ne źró­dło in­spi­ra­cji sta­no­wi ?­lo­zo­?a spo­łecz­na Lo­uisa Al­thus­se­ra. Co cie­ka­we, jak za­uwa­ża Ro­jek [Ro­jek 2007: 43], do­ro­bek szko­ły frank­furc­kiej nie był wte­dy zbyt do­brze zna­ny i jako taki nie miał bez­po­śred­nie­go wpły­wu na roz­wój stu­diów kul­tu­ro­wych. Tłu­ma­czy to tak­że zu­peł­nie inne po­dej­ście kul­tu­ro­znaw­ców z Bir­ming­ham, któ­rym obce były pe­sy­mizm i po­dejrz­li­wość, z ja­ki­mi The­odor W. Ad­or­no i Max Hor­khe­imer trak­to­wa­li kul­tu­rę po­pu­lar­ną i współ­cze­sną so­bie kon­dy­cję spo­łe­czeństw za­chod­nich [zob. Ad­or­no, Hor­khe­imer 2010]. Opra­co­wa­ny wte­dy wpły­wo­wy mo­del ko­do­wa­nia i de­ko­do­wa­nia Hal­la [zob. Hall 1987] zdra­dza jed­no­cze­śnie istot­ne prze­słan­ki, któ­ry­mi kie­ro­wa­li się ba­da­cze, zwłasz­cza ci naj­waż­niej­si (z do­tąd nie­wy­mie­nio­nych): Char­lot­te Bruns­don, Ri­chard Dyer, Ha­zel Car­by, John Clar­ke, Da­vid Mor­ley, Paul Wil­lis, An­ge­la McRob­bie czy Dick Heb­di­ge. W ich pra­cach, bar­dzo róż­no­rod­nych i no­wa­tor­skich, Ro­jek iden­ty­?­ku­je czte­ry istot­ne punk­ty od­nie­sie­nia [Ro­jek 2007: 45]:

(a) po­li­tycz­ność - so­cja­li­stycz­na iden­ty­?­ka­cja ba­da­czy, za­an­ga­żo­wa­nie w zmia­nę spo­łecz­ną, ana­li­za pań­stwa jako in­sty­tu­cji; otwar­tość na to, co inne, róż­ne, mar­gi­na­li­zo­wa­ne w kon­tek­ście re­la­cji wła­dzy;

(b) in­te­lek­tu­al­ny eklek­tyzm opar­ty o Gram­sciań­ski mo­del or­ga­nicz­ne­go in­te­lek­tu­ali­zmu, za­kła­da­ją­cy szyb­ką trans­mi­sję zdo­by­wa­nej wie­dzy do form po­pu­lar­nych, a jed­no­cze­śnie skut­ku­ją­cy eklek­tycz­ną for­mą teo­rii czer­pią­cej z ?­lo­zo­?i, so­cjo­lo­gii, kry­ty­ki li­te­rac­kiej, nauk po­li­tycz­nych i ję­zy­ko­znaw­stwa;

(c) an­ty­esen­cja­lizm, czy­li na­cisk na to, w jaki spo­sób rze­czy­wi­stość jest nie­ustan­nie kon­stru­owa­na;

(d) kul­tu­ro­wy po­pu­lizm, czy­li an­ty­eli­ta­ry­stycz­ne po­dej­ście w ba­da­niach kul­tu­ry po­pu­lar­nej i w bu­do­wa­niu są­dów na jej te­mat.

Po­zwa­lam so­bie przy­wo­łać te czte­ry po­stu­la­ty, gdyż w du­żej mie­rze wy­da­ją się one ak­tu­al­ne tak­że dzi­siaj i cho­ciaż zmie­ni­ły się oko­licz­no­ści, na­rzę­dzia oraz pole ba­daw­cze, moż­na w nich upa­try­wać pew­ne fun­da­men­ty my­śle­nia w klu­czu kul­tu­ro­znaw­czym. Po­nad­to wi­dać tu­taj wy­raź­nie, jak bar­dzo stu­dia kul­tu­ro­we ży­wi­ły prak­tycz­ne am­bi­cje, sta­jąc się czymś wię­cej niż ko­lej­nym pro­jek­tem ba­daw­czym. Za­an­ga­żo­wa­nie w zmia­nę spo­łecz­ną wy­ni­ka­ło tak­że z rów­no­le­głych wo­bec roz­wo­ju CCCS prze­mian spo­łecz­nych i po­li­tycz­nych: na­ro­dzin no­wych ru­chów spo­łecz­nych (sym­bo­li­zo­wa­nych przez stu­denc­ki maj 1968), kry­zy­su za­chod­niej le­wi­cy wo­bec neo­kla­sycz­nych dok­tryn go­spo­dar­czych tak zwa­nej szko­ły chi­ca­gow­skiej i wresz­cie trium­fal­nych suk­ce­sów kon­ser­wa­tyw­no-tra­dy­cjo­na­li­stycz­nych obo­zów po­li­tycz­nych uosa­bia­nych przez Mar­ga­ret That­cher w Wiel­kiej Bry­ta­nii oraz Ro­nal­da Re­aga­na w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Jed­no­cze­śnie same stu­dia nie unik­nę­ły pew­nych pu­ła­pek wy­klu­cze­nia; istot­ne oka­za­ło się tu­taj zwłasz­cza na­pię­cie po­mię­dzy wcze­snym kul­tu­ro­znaw­stwem a roz­wi­ja­ją­cą się kry­ty­ką fe­mi­ni­stycz­ną, pra­wie zu­peł­nie nie­obec­ną w pra­cach z krę­gu stu­diów kul­tu­ro­wych. Do­pie­ro ba­da­nia An­ge­li McRob­bie [zob. McRob­bie 1976, 1999] i Char­lot­te Bruns­don z po­wo­dze­niem za­im­ple­men­to­wa­ły per­spek­ty­wę fe­mi­ni­stycz­ną w kul­tu­ro­znaw­stwie [zob. No­wak 2011].

(2) Dru­gi mo­ment stu­diów kul­tu­ro­wych Ro­jek uj­mu­je wła­śnie w kon­tek­ście po­ja­wie­nia się fe­mi­ni­zmu oraz od­rzu­ce­nia tra­dy­cyj­ne­go mark­si­zmu. Co­raz sil­niej za­zna­cza­ją się tu tak­że wpły­wy teo­rii fran­cu­skiej, zwłasz­cza se­mio­ty­ki kul­tu­ry Bar­thes'a, któ­ra obie­cy­wa­ła zde­mi­sty­?­ko­wać ide­olo­gię sto­ją­cą za kul­tu­rą po­pu­lar­ną. "Jako "na­uka" o zna­kach se­mio­ty­ka nio­sła obiet­ni­cę de­ko­do­wa­nia związ­ków po­mię­dzy hie­rar­chią, ma­ni­pu­la­cją i po­rząd­kiem" [Ro­jek 2007: 47-48]. Świet­nie ko­re­spon­do­wa­ło to z so­cja­li­stycz­ną mi­sją, któ­rej pod­ję­li się Hall i jego współ­pra­cow­ni­cy. Do­pie­ro ko­lej­na fala tłu­ma­czeń tek­stów fran­cu­skich teo­re­ty­ków, zwłasz­cza z krę­gu La­ca­now­skiej psy­cho­ana­li­zy, oraz Der­ri­diań­skie po­stu­la­ty de­kon­struk­cji i in­ter­tek­stu­al­no­ści pod­wa­ży­ły za­sad­ność pa­ra­dyg­ma­tu na­uko­we­go jako ta­kie­go, kwe­stio­nu­jąc oświe­ce­nio­wą wi­zję świa­ta i przy­na­leż­ne jej try­by na­uko­we­go (eks­perc­kie­go) opi­su. Na­cisk na po­li­se­micz­ność, ad­ap­ta­cje Bach­ti­now­skiej kon­cep­cji dia­lo­gicz­no­ści i po­now­ne od­kry­cie pism de Saus­su­re'a prze­su­nę­ły ak­cent w ba­da­niach, któ­rych au­to­rzy mu­sie­li pod­jąć rów­nież pro­blem wła­snej po­zy­cji w dys­kur­sie. Nie ozna­cza­ło to jed­nak od­rzu­ce­nia py­ta­nia o wła­dzę i ide­olo­gię, ale ta­kie prze­for­mu­ło­wa­nie po­sta­wy teo­re­tycz­nej, któ­re uzna ba­da­cza za trwa­le po­wią­za­ne­go z pro­ce­sem pro­duk­cji wie­dzy. W kon­se­kwen­cji stu­dia kul­tu­ro­we otwar­ły się na róż­no­rod­ność. Sil­ny wpływ Der­ri­dy wy­ra­żał się - jak za­uwa­ża Ro­jek - w za­ło­że­niu, iż "obec­ność jed­nych zna­czeń ozna­cza wy­ma­zy­wa­nie lub tłu­mie­nie in­nych, co od­no­szo­no do ca­łe­go sze­re­gu kwe­stii do­ty­czą­cych związ­ków po­mię­dzy kul­tu­rą, toż­sa­mo­ścią i wła­dzą" [Ro­jek 2007: 53].

Mo­de­lo­wą pra­cą tego okre­su jest kla­sycz­ne już opra­co­wa­nie Sub­cul­tu­re Dic­ka Heb­di­ge'a [Heb­di­ge 2002], w któ­rej au­tor w twór­czy spo­sób apli­ku­je kon­cep­cję bri­co­la­ge'u Lévi-Straus­sa do ba­dań na sub­kul­tu­ra­mi mło­dzie­żo­wy­mi. Au­tor po­ka­zu­je, jak roz­ma­ite przed­mio­ty prze­no­si się z ich ory­gi­nal­ne­go kon­tek­stu, aby nadać im zu­peł­nie nowe zna­cze­nie. To na­to­miast wią­że się z kwe­stio­no­wa­niem po­rząd­ku spo­łecz­ne­go, po­li­tycz­ne­go, eko­no­micz­ne­go, a tak­że ge­ne­ra­cyj­ne­go. Raz jesz­cze od­no­si nas to do pro­ble­ma­ty­ki toż­sa­mo­ścio­wej, zwłasz­cza je­śli mamy w pa­mię­ci lo­gi­kę po­dwój­nej ar­ty­ku­la­cji opo­ru [zob. Clar­ke et al. 1976]. Do pra­cy tej po­wró­cę w roz­dzia­le 5.

(3) Przy oka­zji opi­sy­wa­nia zmian zwią­za­nych z ko­lej­ną wol­tą w ob­rę­bie stu­diów kul­tu­ro­wych, tym ra­zem w kie­run­ku kon­cep­cji po­ste­sen­cja­li­stycz­nych for­mu­ło­wa­nych w kon­tek­ście pro­ce­sów glo­ba­li­za­cyj­nych, Ro­jek czy­ni iro­nicz­ną uwa­gę, że od lat 70. XX wie­ku mul­ti­na­ro­do­we kor­po­ra­cje wie­le na­uczy­ły się od Bar­thes'a i teo­re­ty­ków zwią­za­nych z ośrod­kiem w Bir­ming­ham [Ro­jek 2007: 56]. Ina­czej mó­wiąc, w peł­ni do­ce­ni­ły one moż­li­wo­ści zwią­za­ne z in­ter­tek­stu­al­no­ścią i po­li­se­mią, któ­re nie­ja­ko or­ga­ni­zu­ją kul­tu­rę po­pu­lar­ną. Czy pod­wa­ża to za­tem do­tych­cza­so­we usta­le­nia an­glo­sa­skie­go kul­tu­ro­znaw­stwa? Wy­da­je się, że jest wręcz prze­ciw­nie - je­śli zgo­dzi­my się, iż jed­ną z głów­nych osi re­?ek­sji tej orien­ta­cji stu­diów kul­tu­ro­wych sta­no­wi ana­li­za wie­lu rów­no­le­głych no­wo­cze­sno­ści, za­ło­że­nie ta­kie umoż­li­wi nam prze­pra­co­wa­nie wcze­śniej­szej teo­rii bez ko­niecz­no­ści jej od­rzu­ce­nia. Nowe tra­jek­to­rie kul­tu­ro­znaw­stwa wy­zna­cza za­tem ro­zu­mie­nie toż­sa­mo­ści jako bę­dą­cej w nie­usta­ją­cym pro­ce­sie sta­wa­nia się, kon­stru­owa­nej, ale nie do koń­ca skon­stru­owa­nej - moż­na tu­taj za­uwa­żyć sil­ny wpływ pi­śmien­nic­twa Der­ri­dy oraz Lac­laua i Mo­uf­fe. "W naj­bar­dziej ra­dy­kal­nych pra­cach z tego mo­men­tu wszyst­kie zna­cze­nia uzna­je się za po­dat­ne na zsu­nię­cie [oryg. pro­ne to slip­pa­ge] i nie ist­nie­je rze­czy­wi­stość po­za­dy­skur­syw­na" [Ro­jek 2007: 59]. Wy­da­je się, że wie­lu ro­dzi­mych au­to­rów zaj­mu­ją­cych się pro­ble­ma­ty­ką toż­sa­mo­ścio­wą znaj­du­je się pod sil­nym wpły­wem tej wła­śnie per­spek­ty­wy [zob. Mi­zie­liń­ska 2004, 2008; Si­ko­ra 2012], a ich pro­jek­ty re­ali­zu­ją po­stu­la­ty We­stow­skich "trzech D": de­kon­struk­cji, de­mi­to­lo­gi­za­cji i de­mi­sty­?­ka­cji [zob. West 1992]. Dru­gim istot­nym punk­tem od­nie­sie­nia są fun­da­men­tal­ne pra­ce Edwar­da Sa­ida, któ­ry pi­sze o dwóch waż­nych stra­te­giach umoż­li­wia­ją­cych po­wsta­nie Orien­tu - ho­mo­ge­ni­za­cji i esen­cja­li­za­cji. Na po­dob­nych za­sa­dach mogą funk­cjo­no­wać me­dial­ne dys­kur­sy toż­sa­mo­ści, któ­re nie­raz daje się bar­dzo szcze­gó­ło­wo spa­ra­me­try­zo­wać. Mu­si­my jed­nak pa­mię­tać, że me­dia przy­na­le­żą do kul­tu­ry po­pu­lar­nej, co każe roz­pa­try­wać wła­dzę w re­la­cjach in­nych niż tyl­ko i wy­łącz­nie dys­cy­pli­na i pod­po­rząd­ko­wa­nie?6. Nie zmie­nia to jed­nak fak­tu ol­brzy­mie­go wpły­wu pra­cy Sa­ida na stu­dia nad toż­sa­mo­ścią i me­cha­ni­zma­mi, któ­re umoż­li­wia­ją pro­duk­cję, obieg i kon­tro­lo­wa­nie po­li­tyk toż­sa­mo­ścio­wych, zwłasz­cza na grun­cie stu­diów post­ko­lo­nial­nych.

(4) Ostat­ni zwrot (mo­ment) stu­diów kul­tu­ro­wych sy­tu­uje się w ob­rę­bie wpły­wu kon­cep­cji rząd­no­ści?/?urzą­dze­nia Mi­che­la Fo­ucaul­ta [zob. Fo­ucault 2010, 2010b]?7. Dwa za­ło­że­nia wy­da­ją się tu­taj nie­zwy­kle istot­ne. Po pierw­sze, po­li­ty­ki re­pre­zen­ta­cji wią­żą się z in­sty­tu­cja­mi po­li­tycz­ny­mi, kształ­tem ży­cia spo­łecz­ne­go oraz sys­te­ma­mi za­ka­zów i ogra­ni­czeń. Po dru­gie, za spra­wą idei bio­po­li­ty­ki teo­rię ce­chu­je po­now­ne za­in­te­re­so­wa­nie eko­no­mią po­li­tycz­ną [zob. Gross­berg 2010] oraz eko­no­mią kul­tu­ry; prze­śle­dze­nie dys­try­bu­cji wła­dzy na tym po­zio­mie ży­cia spo­łecz­ne­go może bo­wiem po­ma­gać w for­mu­ło­wa­niu pro­jek­tów al­ter­na­tyw­nych wo­bec no­wo­cze­sno­ści i dzie­dzic­twa Oświe­ce­nia, nie­ro­ze­rwal­nie zwią­za­ne­go z ko­lej­ny­mi for­ma­mi rząd­no­ści/urzą­dze­nia?8. Zda­niem Tony'ego Ben­net­ta [Ben­nett 1998] ge­ne­alo­gicz­ny pro­jekt Fo­ucaul­ta w kul­tu­ro­znaw­stwie zo­stał prze­ło­żo­ny na py­ta­nie o związ­ki wła­dzy i wie­dzy w pro­ce­sach kul­tu­ro­twór­czych. Wy­ni­ka stąd tak­że duży na­cisk na ana­li­zę trans­na­ro­do­we­go wy­mia­ru tych pro­ce­sów. W kon­se­kwen­cji toż­sa­mość po­now­nie sta­je się przed­mio­tem szcze­gól­ne­go za­in­te­re­so­wa­nia w bu­do­wa­nej na tym ob­sza­rze teo­rii. My­ślę, że moż­na wy­szcze­gól­nić trzy istot­ne za­gad­nie­nia, któ­re współ­cze­śnie na­pę­dza­ją stu­dia kul­tu­ro­we:

(a) po­wrót do ana­li­zy re­pre­zen­ta­cji jako po­zio­mu, z któ­re­go za­rzą­dza się i or­ga­ni­zu­je toż­sa­mo­ści, przy czym me­to­dą jest wła­śnie ana­li­za dys­kur­su Fo­ucaul­ta (a nie, jak wcze­śniej, se­mio­ty­ka lub ana­li­za ide­olo­gicz­na, co od­róż­nia to po­dej­ście od tek­stu­al­no-re­pre­zen­ta­cjo­ni­stycz­ne­go oraz od ana­li­zy wi­ze­run­ku);

(b) za­an­ga­żo­wa­nie w zmia­nę spo­łecz­ną, opie­ra­ją­ce się na prze­ko­na­niu o słab­ną­cej roli (kry­zy­sie, nie­ade­kwat­no­ści) Ha­ber­ma­sow­skiej sfe­ry pu­blicz­nej oraz na chę­ci wpły­wu na rze­czy­wi­stość spo­łecz­ną;

(c) ana­li­za pro­ce­sów glo­ba­li­za­cyj­nych uwzględ­nia­ją­ca za­rów­no po­ziom glo­bal­nych prze­pły­wów (idei, ob­ra­zów, in­sty­tu­cji), jak i lo­kal­ne od­po­wie­dzi na te zja­wi­ska prze­zwy­cię­ża­ją­ce he­ge­mo­nicz­ne sys­te­my wła­dzy.

W po­wyż­szym ze­sta­wie­niu moż­na do­strzec wy­raź­ny po­wrót do pew­nych kla­sycz­nych za­ło­żeń stu­diów kul­tu­ro­wych, któ­re znów sta­ją się ak­tu­al­ne i do­nio­słe. Nie twier­dzę oczy­wi­ście, że hi­sto­ria za­to­czy­ła koło. Mam ra­czej na my­śli to, że wy­pra­co­wa­ny przez teo­re­ty­ków zwią­za­nych z ośrod­kiem w Bir­ming­ham mo­del upra­wia­nia na­uki jako na­rzę­dzia kry­tycz­ne­go oraz za­an­ga­żo­wa­ne­go w spo­łecz­ną zmia­nę uzy­skał ko­lej­ne spo­so­by ar­ty­ku­la­cji i re­ali­za­cji swo­je­go pro­jek­tu.

Ro­jek po­twier­dza tę in­tu­icję, gdyż w kon­klu­zji swo­je­go wy­wo­du umiej­sca­wia on stu­dia kul­tu­ro­we wła­śnie w pro­jek­cie prak­tyk eman­cy­pa­cyj­nych [Ro­jek 2007: 161]. Au­to­ro­wi umy­ka jed­nak pew­ne ry­su­ją­ce się w ob­rę­bie stu­diów kul­tu­ro­wych pęk­nię­cie. Je­śli zde­?­nio­wać ów czwar­ty mo­ment jako naj­bar­dziej ra­dy­kal­ne i kon­se­kwent­ne wej­ście post­struk­tu­ra­li­zmu, war­to pa­mię­tać, że ten ma­ją­cy się na­dal do­brze spo­sób bu­do­wa­nia (czy ra­czej pod­wa­ża­nia) teo­rii wy­ge­ne­ro­wał swo­ich za­ja­dłych kul­tu­ro­znaw­czych kry­ty­ków. Fun­du­ją­ca tę per­spek­ty­wę kon­cep­cja wła­dzy Fo­ucaul­ta wy­wo­ła­ła opór przede wszyst­kim ze wzglę­du na dość nie­ja­sne (by nie po­wie­dzieć męt­ne) uży­cie tak­tyk opo­ru; prócz tego, że wia­do­mo, że są, nie jest oczy­wi­ste, jak po­win­ny być kon­stru­owa­ne, aby ce­cho­wa­ła je efek­tyw­ność i sku­tecz­ność. Swo­je wąt­pli­wo­ści w tej kwe­stii mie­li przy­wo­ła­ny już Edward Said [zob. Said 1983], a tak­że Tim Edwards [zob. Edwards 1998] oraz Max Kirsch [zob. Kirsch 2000, 2006]?9 i Do­uglas Kel­l­ner [zob. Best, Kel­l­ner 1997]. Po­nad­to naj­now­sze pra­ce kul­tu­ro­znaw­cze no­tu­ją ol­brzy­mie za­in­te­re­so­wa­nie do­rob­kiem Pier­re'a Bo­ur­dieu, zwłasz­cza jego ro­zu­mie­niem związ­ków mię­dzy po­li­ty­ka­mi sma­ku i dys­tynk­cja­mi spo­łecz­ny­mi [zob. McRob­bie 2005: 121-150], cze­go Ro­jek zda­je się nie do­strze­gać?10. Pod­su­mo­wu­jąc, war­to przy­to­czyć sło­wa Imre Sze­ma­na, któ­ry iro­nicz­nie za­uwa­ża, iż w obec­nym kształ­cie "stu­dia kul­tu­ro­we mają ra­cję w swo­jej in­tu­icji, że ist­nie­je coś no­we­go w kul­tu­rze i wła­dzy w wy­mia­rze trans­na­ro­do­wym, na­wet je­śli ro­zu­mie­ją je tyl­ko w po­ło­wie do­brze" [Sze­man 2006: 215].

1.3. NOWE STUDIA KULTUROWE?

W li­te­ra­tu­rze po­ja­wi­ło się tak­że okre­śle­nie "Nowe Stu­dia Kul­tu­ro­we" (New Cul­tu­ral Stu­dies), głów­nie za spra­wą po­dob­nie za­ty­tu­ło­wa­nej i bar­dzo in­spi­ru­ją­cej an­to­lo­gii pod re­dak­cją Gary'ego Hal­la i Cla­re Bir­chall [Hall, Bir­chall 2006]. Au­to­rzy za­kli­na­ją się przy tym, że okre­śle­nie "new" nie ma w ich uję­ciu nic wspól­ne­go z dia­lek­ty­ką po­stę­pu ani z od­rzu­ce­niem do­tych­cza­so­we­go do­rob­ku szko­ły z Bir­ming­ham, i szcze­rze prze­pra­sza­ją za wszel­kie ta­kie aso­cja­cje [Hall, Bir­chall 2006: 19]. Przy­ta­czam tę pro­po­zy­cję, gdyż do­brze uzu­peł­nia ona przy­wo­ła­ne wcze­śniej de­ba­ty i może słu­żyć za ilu­stra­cję tego, co Ro­jek na­zwał­by jesz­cze in­nym "mo­men­tem" stu­diów kul­tu­ro­wych.

Za punkt wyj­ścia Hall i Bir­chall przyj­mu­ją wpły­wo­we sta­no­wi­sko Wen­dy Brown [Brown 2001], któ­ra pi­sze o szcze­gól­nym kon­tek­ście upra­wia­nia teo­rii za­an­ga­żo­wa­nej. Ba­dacz­ka uj­mu­je ten pro­blem na­stę­pu­ją­co:

Je­śli le­gi­ty­mi­za­cja li­be­ral­nych de­mo­kra­cji za­le­ży od szcze­gól­nych nar­ra­cji oraz za­ło­ży­ciel­skich prze­sła­nek opie­ra­ją­cych się na po­stę­pie, pra­wach i su­we­ren­no­ści, co dzie­je się, gdy owe nar­ra­cje i za­ło­że­nia zo­sta­ją znie­sio­ne lub, pro­ściej, ujaw­nio­na zo­sta­je ich le­gi­ty­mi­zu­ją­ca funk­cja? Ja­kie­go ro­dza­ju kul­tu­ry po­li­tycz­ne po­wsta­ją w efek­cie de­sta­bi­li­za­cji za­ło­ży­ciel­skich nar­ra­cji i punk­tów od­nie­sie­nia? [...] Jak mamy żyć w owych roz­bi­tych nar­ra­cjach, gdy nic nie za­ję­ło ich miej­sca? [Brown 2001: 14].

Au­to­rzy pro­po­nu­ją za­tem prze­my­śleć pro­jekt no­wych stu­diów kul­tu­ro­wych jako cze­goś w ro­dza­ju wspól­nych teo­re­tycz­nych ję­zy­ków, któ­re (choć róż­nią­ce się me­to­da­mi) będą dzie­lić pew­ne pola od­nie­sie­nia, na­wet je­śli pa­ra­dok­sal­nie trud­no za­kla­sy­?­ko­wać te ję­zy­ki jako przy­na­leż­ne stu­diom kul­tu­ro­wym. Nie może być tu­taj mowy ani o szko­le, ani o pew­nej wspól­nej tra­dy­cji, no­wym po­ko­le­niu czy orien­ta­cji ba­daw­czej. Tym bar­dziej że upra­wia­nie stu­diów kul­tu­ro­wych może tak­że przy­bie­rać for­my prak­tyk z po­gra­ni­cza na­uki i sztu­ki. Nowe stu­dia kul­tu­ro­we ja­wią się za­tem jako sieć, w któ­rej prze­pla­ta­ją się oso­by, idee, dzie­ła i dzia­ła­nia. Hall i Bir­chall tłu­ma­czą tak­że pew­ną sprzecz­ność, do któ­rej do­pro­wa­dza ta­kie ro­zu­mo­wa­nie, tj. (1) jed­no­cze­snych prób wyj­ścia poza teo­rię oraz (2) ro­sną­ce­go za­in­te­re­so­wa­nia teo­rią.

(1) Pierw­sze z tych zja­wisk wy­ja­śnia­ją oni na dzie­sięć spo­so­bów. Przy­to­czę tyl­ko moim zda­niem naj­istot­niej­sze, mię­dzy in­ny­mi: ko­mer­cja­li­za­cję uni­wer­sy­te­tów, po­wsta­nie "no­wej eko­no­mii" i "prze­my­słów kre­atyw­nych", fe­no­men in­te­lek­tu­ali­stów-ce­le­bry­tów, brak cza­su (pu­bli­kuj dużo w krót­kim cza­sie i za wy­so­ką licz­bę punk­tów) i zwią­za­ne z tym zmia­ny w mo­de­lu ryn­ku pu­bli­ka­cji na­uko­wych czy ko­niec ery wie­lo­krot­nie pro­kla­mo­wa­nych śmier­ci roz­ma­itych teo­rii (śmierć Der­ri­dy jest tu­taj sym­bo­licz­nym koń­cem koń­ca teo­rii o koń­cu teo­rii).

(2) Jed­no­cze­śnie ob­ser­wu­je­my wiel­kie za­in­te­re­so­wa­nie teo­rią, któ­re ba­da­cze pró­bu­ją zro­zu­mieć w kon­tek­ście trzech za­gad­nień. Po pierw­sze, stu­dia kul­tu­ro­we za­wsze za­in­te­re­so­wa­ne były prze­słan­ka­mi i wstęp­ny­mi wa­run­ka­mi, któ­re umoż­li­wia­ją da­nej wie­dzy okre­śle­nie się jako teo­ria; ina­czej mó­wiąc, me­ta­re­?ek­sja przy­na­le­ży do kon­sty­tu­tyw­nych wy­róż­ni­ków kul­tu­ro­znaw­stwa. Jed­no­cze­śnie za­an­ga­żo­wa­nie po­li­tycz­ne stu­diów kul­tu­ro­wych wy­ma­ga od­rzu­ce­nia ty­po­wych dla kla­sycz­nych teo­rii form mo­ra­li­zo­wa­nia i po­ucza­nia. Po­li­tycz­ność no­we­go kul­tu­ro­znaw­stwa wy­ni­ka z po­my­śle­nia nie­moż­li­we­go; za­rzut nie­prak­tycz­no­ści po­wi­nien w tym miej­scu zo­stać od­wró­co­ny, gdyż nowa teo­ria wy­ma­ga od nas wy­my­śle­nia no­wych form po­li­ty­ki. Po­zbę­dzie się ona wszel­kich pre­ten­sji do "te­le­olo­gicz­nych lub hi­sto­rycz­nych nar­ra­cji o po­stę­pie" [Hall, Bir­chall 2006: 15], z po­ten­cjal­nej sła­bo­ści czy­niąc swo­ją cno­tę. Po dru­gie, mo­zai­ka no­wych teo­rii, po któ­re się­ga­ją ba­da­cze z ich nie­po­ko­ja­mi, nie­pew­no­ścią, lę­ka­mi i sprzecz­no­ścia­mi, po­zwa­la pa­ra­dok­sal­nie pod­trzy­mać toż­sa­mość stu­diów kul­tu­ro­wych. Wresz­cie, w pew­nym stop­niu uprasz­cza­jąc, moż­na po­wie­dzieć, iż teo­ria ra­dy­kal­na może po­móc stu­diom kul­tu­ro­wym w na­my­śle nad ich wła­sną toż­sa­mo­ścią w jej dal­szym prze­pra­co­wa­niu.

W ta­kim uję­ciu New Cul­tu­ral Stu­dies ofe­ru­ją coś wię­cej ani­że­li tyl­ko po­sze­rzo­ny ka­ta­log teo­re­tycz­nych od­wo­łań, cho­ciaż jest to waż­na kwe­stia, gdyż po­ja­wia­ją się tu­taj kon­cep­cje au­to­rów wcze­śniej nie­obec­nych - mię­dzy in­ny­mi Sla­vo­ja Ži­žka, Gil­les'a De­leu­ze'a, Gior­gia Agam­be­na, Ala­na Ba­diou, Em­ma­nu­ela Le­vi­na­sa czy ba­da­czy zwią­za­nych z tak zwa­ną nie­miec­ką teo­rią me­diów - Frie­dri­cha Kit­tle­ra i Ni­kla­sa Luh­man­na.

Nowe stu­dia kul­tu­ro­we są jed­nak same w so­bie per­for­man­sem, tj. jak pi­szą Hall i Bir­chall,

wy­my­śla­my [nowe kul­tu­ro­znaw­stwo] w tym sen­sie, że książ­ka ta może ode­grać rolę w trans­for­ma­cji, a tak­że w two­rze­niu kon­tek­stu i śro­do­wi­ska, w któ­rych nowe stu­dia kul­tu­ro­we mogą zo­stać od­czy­ta­ne i zro­zu­mia­ne [Hall, Bir­chall 2006: 21].

Oma­wia­na wcze­śniej pro­ble­ma­ty­ka toż­sa­mo­ści i kul­tu­ro- znaw­stwa zy­sku­je tu­taj jesz­cze je­den wy­miar w spo­rze o samą toż­sa­mość stu­diów kul­tu­ro­wych. Toż­sa­mość ta musi zo­stać za­tem ode­gra­na, aby uzy­ska­ła swo­je upra­wo­moc­nie­nie. De­ba­ta toż­sa­mo­ścio­wa jest więc ser­cem kul­tu­ro­znaw­stwa, na­wet je­śli bę­dzie­my się upie­rać przy skraj­nie an­ty­esen­cjal­nym mo­de­lu na­uki jako ta­kiej.

1.4. KULTUROZNAWCZA TEORIA MEDIÓW

Po­wy­żej sta­ra­łem się za­ry­so­wać spe­cy­?­kę kul­tu­ro­znaw­cze­go za­in­te­re­so­wa­nia toż­sa­mo­ścią. Dla­cze­go jed­nak po­win­ni­śmy od­no­sić tę pro­ble­ma­ty­kę bez­po­śred­nio do me­diów? W czę­ści z przy­wo­ła­nych tu­taj teo­rii me­dia (czy też sze­rzej: kul­tu­ra au­dio­wi­zu­al­na) w isto­cie sta­no­wią głów­ny ob­szar ba­dań. W tym aka­pi­cie chciał­bym uzu­peł­nić mój wy­wód po­przez do­pre­cy­zo­wa­nie cha­rak­te­ru związ­ków mię­dzy me­dia stu­dies a stu­dia­mi kul­tu­ro­wy­mi. Raz jesz­cze od­wo­łam się tu­taj do sfor­mu­ło­wa­ne­go na po­cząt­ku roz­róż­nie­nia na me­dio­znaw­stwo (com­mu­ni­ca­tion scien­ce) oraz me­dia stu­dies. W moim prze­ko­na­niu moż­na tu­taj prze­śle­dzić pew­ną istot­ną zmia­nę w ob­rę­bie pa­ra­dyg­ma­tu, któ­ra mia­ła miej­sce pod wpły­wem prze­szcze­pie­nia tra­dy­cji bry­tyj­skiej teo­rii me­diów na grunt ame­ry­kań­ski. Co istot­ne, wy­da­je mi się, że po­dob­ną pa­ra­le­lę daje się zbu­do­wać w od­nie­sie­niu do kla­sycz­nej per­spek­ty­wy me­dio­znaw­czej roz­wi­ja­nej w Pol­sce w ra­mach ba­dań pra­so­znaw­czych i so­cjo­lo­gicz­nych oraz zmian spo­wo­do­wa­nych otwar­ciem się uni­wer­sy­te­tów na per­spek­ty­wę in­ter­dy­scy­pli­nar­ną.

John Nguy­et Erni za­uwa­ża, że pół­noc­no­ame­ry­kań­ska tra­dy­cja ba­dań nad mass me­dia­mi opie­ra­ła się na kil­ku istot­nych (acz nie za­wsze oczy­wi­stych) prze­słan­kach [Erni 2001]. (1) Pierw­szym waż­nym kon­tek­stem jest fakt, iż tzw. mass com­mu­ni­ca­tion stu­dies po­dej­mo­wa­ne były z du­żym, choć nie­ko­niecz­nie ja­sno wy­ar­ty­ku­ło­wa­nym prze­ko­na­niem, że mamy do czy­nie­nia z de­mo­kra­tycz­nym (na ile to moż­li­we), no­wo­cze­snym spo­łe­czeń­stwem, ja­kim sta­ło się spo­łe­czeń­stwo Sta­nów Zjed­no­czo­nych tuż po za­koń­cze­niu II woj­ny świa­to­wej. (2) Co wię­cej, me­diom przy­pi­sy­wa­no wte­dy wie­le funk­cji re­gu­la­cyj­nych w za­kre­sie sta­bi­li­za­cji i nor­ma­ty­wi­za­cji tego po­rząd­ku: pod­trzy­my­wa­nia kon­sen­su­su, spo­łecz­ne­go spo­ko­ju i pa­cy­?­ko­wa­nia ra­dy­ka­li­zmów [Erni 2001: 188]. (3) W su­kurs ta­kie­mu po­dej­ściu szły po­pu­lar­ne ów­cze­śnie teo­rie prag­ma­tycz­ne i be­ha­wio­ral­ne. Rów­nie istot­ne było po­ten­cjal­ne za­sto­so­wa­nie wy­ni­ków ta­kich ba­dań przez agen­cje rzą­do­we.

W kon­se­kwen­cji ame­ry­kań­ska na­uka o ko­mu­ni­ko­wa­niu wy­spe­cja­li­zo­wa­ła się w bu­do­wa­niu roz­ma­itych mo­de­li, któ­re (po­mi­mo wie­lu dzie­lą­cych je róż­nic) łą­czy­ło za­ło­że­nie o pew­nej li­ne­ar­no­ści pro­ce­sów ko­mu­ni­ka­cyj­nych. Wszyst­kie one aspi­ro­wa­ły do mia­na nauk ści­słych, stąd tak­że okre­śle­nie scien­ces w na­zwie pa­ra­dyg­ma­tu. Po­dej­ście ta­kie okre­śla się cza­sa­mi mia­nem "teo­rii wpły­wu" (ef­fect stu­dies). Erni [Erni 2001: 189] wy­li­cza przy tym wie­le py­tań, któ­re ge­ne­ro­wa­ła tak przy­ję­ta per­spek­ty­wa, mię­dzy in­ny­mi: "jak środ­ki ma­so­we­go prze­ka­zu kształ­tu­ją rze­czy­wi­stość spo­łecz­ną?", "jak me­dia wpły­wa­ją na de­cy­zje jed­nost­ki w bliż­szej i dal­szej per­spek­ty­wie?", "jak jed­nost­ka po­słu­gu­je się me­dia­mi w celu uzy­ska­nia wła­sne­go miej­sca w po­rząd­ku spo­łecz­nym?" Za­da­nie teo­rii po­le­ga­ło na udzie­le­niu moż­li­wie kon­kret­nych od­po­wie­dzi na w ten spo­sób po­sta­wio­ne py­ta­nia. Mia­ło być to moż­li­we dzię­ki zbu­do­wa­niu ta­kie­go mo­de­lu ko­mu­ni­ko­wa­nia ma­so­we­go, któ­ry umoż­li­wi pre­cy­zyj­ne prze­wi­dy­wa­nie wpły­wu me­diów na spo­łe­czeń­stwo.

W kon­se­kwen­cji

ame­ry­kań­ska tra­dy­cja ko­mu­ni­ko­wa­nia ma­so­we­go była przed­się­wzię­ciem spo­łecz­no-na­uko­wym kształ­to­wa­nym przez wy­ła­nia­ją­ce się po­dej­ście funk­cjo­na­li­stycz­ne i "prak­tycz­ne" w celu ba­da­nia wpły­wu me­diów, z cze­go wy­ni­ka­ło [...] po­zy­ty­wi­stycz­no-so­cjo­lo­gicz­ne ro­zu­mie­nie mass me­diów?11 [Erni 2001: 189].

Tra­dy­cję tę prze­ła­ma­ła do­pie­ro teo­ria kry­tycz­na (spod zna­ku szko­ły frank­furc­kiej) oraz zwrot kul­tu­ro­wy, ko­ja­rzo­ny przede wszyst­kim z in­kor­po­ra­cją prac po­wsta­łych w krę­gu ośrod­ka w Bir­ming­ham. Na­le­ży tu oczy­wi­ście za­zna­czyć, że bry­tyj­scy kul­tu­ro­znaw­cy nie od­rzu­ci­li cał­ko­wi­cie py­ta­nia o wpływ, jed­nak po­przez swo­je za­in­te­re­so­wa­nie pro­ble­mem ide­olo­gii (czy­li tym, jak rze­czy­wi­stość jest kon­stru­owa­na, a nie od­zwier­cie­dla­na w me­diach) za­sad­ni­czo prze­for­mu­ło­wa­li ob­szar ba­daw­czy i wy­ni­ka­ją­ce stąd na­rzę­dzia.

We­dług Er­nie­go [Erni 2001: 194] ro­dzą­ca się kul­tu­ro­znaw­cza teo­ria me­diów wpły­nę­ła na do­tych­cza­so­we me­dio­znaw­stwo na czte­ry spo­so­by:

(1) ogni­sku­jąc swo­je za­in­te­re­so­wa­nie na po­li­ty­kach kul­tu­ry po­pu­lar­nej;

(2) fa­wo­ry­zu­jąc kry­ty­kę ide­olo­gicz­ną tek­stów i pu­blicz­no­ści;

(3) in­te­re­su­jąc się po­li­ty­ka­mi toż­sa­mo­ści, zwłasz­cza w od­nie­sie­niu do płci (gen­der), sek­su­al­no­ści, rasy;

(4) two­rząc trwa­ły roz­łam po­mię­dzy eko­no­mią po­li­tycz­ną i stu­dia­mi kul­tu­ro­wy­mi.

Oczy­wi­ście po­wyż­sze wy­li­cze­nie od­no­si się przede wszyst­kim do wła­ści­we­go so­bie hi­sto­rycz­ne­go mo­men­tu i z pew­no­ścią moż­na ulo­ko­wać je w zi­den­ty­?­ko­wa­nych przez Roj­ka pierw­szym i dru­gim mo­men­cie kul­tu­ro­znaw­stwa (lata 1956-1984, 1958-1995). Przy­wo­łu­ję je jed­nak - na­ra­ża­jąc się w pew­nym stop­niu na za­rzut re­dun­dant­no­ści - aby po­now­nie ja­sno wy­ar­ty­ku­ło­wać sens umiej­sca­wia­nia wła­sne­go pro­jek­tu w ob­rę­bie stu­diów kul­tu­ro­wych i wy­ła­nia­ją­cych się stąd per­spek­tyw ba­daw­czych, gdyż w ich ob­rę­bie prze­pla­ta­ją się wza­jem­nie za­gad­nie­nia me­diów i toż­sa­mo­ści, ge­ne­ru­jąc wspól­ny i ko­he­rent­ny ob­szar ba­dań. Po­nad­to nie­zwy­kle istot­ny jest dla mnie kon­tekst kul­tu­ry po­pu­lar­nej; jak już jed­nak sy­gna­li­zo­wa­łem wcze­śniej, omó­wię go w czę­ści II ni­niej­szej pra­cy.

Uważ­ny czy­tel­nik może jed­nak spy­tać, czy usta­le­nia te nie stra­ci­ły swo­jej in­te­lek­tu­al­nej siły ra­że­nia w cią­gu ostat­nich lat? Od­po­wiem, że nie, cho­ciaż współ­cze­sna kul­tu­ro­znaw­cza teo­ria me­diów zaj­mu­je się tak róż­ny­mi ob­sza­ra­mi, jak: geo­me­dia, me­dia mo­bil­ne i lo­ka­cyj­ne, kon­wer­gen­cja me­diów, me­dia on­li­ne, spo­łe­czeń­stwo sie­ci czy te­le­wi­zja doby cy­fry­za­cji. W swo­jej ob­szer­nej mo­no­gra­?i Te­le­vi­sion and Ame­ri­can Cul­tu­re Ja­son Mit­tell [Mit­tell 2009] z po­wo­dze­niem wy­ko­rzy­stu­je na przy­kład mo­del obie­gu kul­tu­ry do wy­ja­śnie­nia funk­cjo­no­wa­nia te­le­wi­zji jako in­sty­tu­cji, prak­ty­ki i dys­kur­su. Z ko­lei Da­vid Mor­ley i Ke­vin Ro­bins, au­to­rzy Spa­ces of In­den­ti­ty [Mor­ley, Ro­bins 2002], ko­rzy­sta­ją ze sfor­mu­ło­wa­nej przez Stu­ar­ta Hal­la [Hall 1992, 1993] kon­cep­cji wy­twa­rza­nia toż­sa­mo­ści na­ro­do­wych po­przez ich me­dial­ną re­pre­zen­ta­cję. Ba­da­cze po­słu­gu­ją się ar­gu­men­ta­cją Hal­la w od­nie­sie­niu do ana­li­zo­wa­ne­go przez nich no­we­go po­rząd­ku wy­zna­czo­ne­go przez nie­ustan­ną dia­lek­ty­kę tego, co glo­bal­ne, i tego, co lo­kal­ne. Inna ba­dacz­ka, Jo­an­na Zy­lin­ska [Zy­lin­ska 2006], od­no­si się bez­po­śred­nio do prac "kla­sy­ków" z Bir­ming­ham (mię­dzy in­ny­mi An­ge­li McRob­bie, Joh­na Clar­ke'a, Tony'ego Jef­fer­so­na) w celu kry­tycz­nej ana­li­zy po­li­tyk mo­ral­no­ści współ­cze­snej kul­tu­ry po­pu­lar­nej. Co cie­ka­we, jak pi­sze z ko­lei Ca­ro­li­ne Bas­sett [Bas­sett 2006], współ­cze­sna teo­ria me­diów "no­tu­je tak­że se­rię po­wro­tów do wcze­snej cy­ber­ne­ty­ki i teo­rii in­for­ma­cji Shan­no­na i Wie­ne­ra" [Bas­sett 2006: 223]. Sta­no­wić to może od­po­wiedź na za­ku­sy "twar­dej na­uki", któ­ra usi­łu­je od­mó­wić hu­ma­ni­sty­ce pra­wa do okre­śle­nia się aka­de­mic­ką teo­rią. Ba­dacz­ka od­wo­łu­je się do prac Ti­zia­ny Ter­ra­no­vej i jej kon­cep­cji ne­twork cul­tu­re, ale - jak sama za­uwa­ża - śla­dy po­dob­ne­go ro­zu­mo­wa­nia moż­na od­na­leźć we wcze­śniej­szych pi­smach "kla­sy­ka" współ­cze­snej hu­ma­ni­sty­ki Fre­dri­ca Ja­me­so­na [Bas­sett 2006: 230]. Przy oka­zji oma­wia­nia pro­ble­ma­ty­ki me­diów tak­tycz­nych w opty­ce stu­diów kul­tu­ro­wych Bas­sett pro­po­nu­je po­wrót do "form kul­tu­ro­znaw­stwa wraż­li­we­go na py­ta­nia o ma­te­rial­ną twór­czość, ma­te­rial­ną twór­czą prak­ty­kę i ma­te­rial­ny uży­tek tech­no­lo­gii w szer­szym hi­sto­rycz­nym i eko­no­micz­nym kon­tek­ście" [Bas­sett 2006: 234], co brzmi prze­cież bar­dzo zna­jo­mo. Stu­dia kul­tu­ro­we wy­da­ją się wciąż nie tra­cić swo­je­go po­znaw­cze­go po­ten­cja­łu, na­wet w tak no­wych i od­mien­nych oko­licz­no­ściach, jak cza­sy di­gi­ta­li­za­cji i kon­wer­gen­cji me­diów.

1.5. CZTE­RY PO­WO­DY, DLA KTÓ­RYCH WAR­TO SIĘ­GNĄĆ DO STU­DIÓW GE­JOW­SKO-LES­BIJ­SKICH?12

Tekst dostępny w pełnej wersji książki

1. Już po po­wsta­niu ma­szy­no­pi­su tej książ­ki uka­za­ła się bar­dzo cen­na an­to­lo­gia Kul­tu­ra i he­ge­mo­nia. An­to­lo­gia tek­stów szko­ły z Bir­ming­ham (To­ruń 2012) w wy­bo­rze Mi­cha­ła Wró­blew­skie­go.

2. Ce­lo­wo po­słu­gu­ję się tu­taj an­glo­ję­zycz­ną na­zwą, gdyż me­dio­znaw­stwo ko­ja­rzy się w Pol­sce głów­nie z so­cjo­lo­gią me­diów i ba­da­nia­mi pra­so­znaw­czy­mi. W li­te­ra­tu­rze an­giel­skiej funk­cjo­nu­ją dwie tra­dy­cje - roz­wi­ja­ne przede wszyst­kim w USA com­mu­ni­ca­tion scien­ces (moc­no wią­żą­ce się z teo­rią spo­łecz­ną i so­cjo­lo­gią) oraz me­dia stu­dies, co moż­na tłu­ma­czyć jako "kul­tu­ro­znaw­cza teo­ria me­diów". W dal­szej czę­ści mo­je­go wy­wo­du będę po­słu­gi­wał się już pol­sko­ję­zycz­nym okre­śle­niem "me­dio­znaw­stwo", ma­jąc jed­nak na my­śli od­nie­sie­nie do tra­dy­cji stu­diów kul­tu­ro­wych.

3. Cho­ciaż np. Ali­cja Ki­sie­lew­ska w opu­bli­ko­wa­nej w 2009 roz­pra­wie ha­bi­li­ta­cyj­nej Pol­skie tele-sagi jest wy­raź­nie pod­eks­cy­to­wa­na kon­cep­cja­mi nie­sta­bil­nych zna­czeń i al­ter­na­tyw­nych od­czy­tań, po­stu­lo­wa­ny­mi przez Bry­tyj­czy­ków od lat 70. ubie­głe­go wie­ku [zob. Ki­sie­lew­ska 2009].

4. Ską­d­inąd cie­ka­wą ana­li­zę tego pro­ble­mu prze­pro­wa­dza Alas­da­ir Ma­cIn­ty­re w pra­cy Trzy an­ta­go­ni­stycz­ne wer­sje do­cie­kań mo­ral­nych. Au­tor wcho­dzi tu­taj w dia­log z Frie­dri­chem Nie­tz­schem, do któ­re­go od­wo­łu­je się tak­że Ju­dith Bu­tler. Po­zwa­lam so­bie umie­ścić tu­taj od­wo­ła­nie do tej pra­cy, po­nie­waż wno­si ona zdro­wy kry­ty­cyzm do po­no­wo­cze­snych de­bat nad toż­sa­mo­ścią, a lo­gi­ka wy­wo­du au­to­ra wy­da­je się nie­zwy­kle przej­rzy­sta i upo­rząd­ko­wa­na [zob. Ma­cIn­ty­re 2009].

5. Oczy­wi­ście z per­spek­ty­wy współ­cze­snej teo­rii i wy­czer­pa­nia się post­mo­der­ni­zmu wszel­kie dys­kur­sy de­nun­cju­ją­ce "to­ta­li­za­cje", "nor­ma­tyw­ność" czy "eu­ro­cen­trycz­ność" wy­da­ją się za­baw­ne, za­kła­da­ją bo­wiem ist­nie­nie to­ta­li­tar­ne­go cen­trum?/?ze­wnę­trza. Sta­ram się jed­nak moż­li­wie wier­nie re­fe­ro­wać stan ów­cze­snej teo­rii.

6. Kwe­stię tę omó­wię w roz­dzia­le 3. przy oka­zji pre­zen­ta­cji wła­snych za­ło­żeń ba­daw­czych, a tak­że w od­nie­sie­niu do teo­rii kul­tu­ry po­pu­lar­nej Joh­na Fi­ske'a.

7. W naj­now­szym prze­kła­dzie prac Mi­che­la Fo­ucaul­ta na ję­zyk pol­ski Mi­chał He­rer uści­śla tłu­ma­cze­nie po­ję­cia gou­ver­ne­men­ta­li­té jako "urzą­dze­nie" [Fo­ucault 2010b]. Inny ba­dacz, Da­vid Oswell, uj­mu­je tę wol­tę jako przej­ście od teo­rii ide­olo­gii do teo­rii urzą­dze­nia [Oswell 2006: 41-73].

8. Jed­ną z bar­dziej spek­ta­ku­lar­nych prób ta­kie­go pro­jek­tu jest Im­pe­rium Mi­cha­ela Hard­ta i An­to­nio Ne­grie­go, któ­rzy prze­pra­co­wu­ją Fo­ucaul­tow­ską kon­cep­cję bio­po­li­ty­ki [Hardt, Ne­gri 2005].

9. Kwe­stię pro­ble­mów z pra­ca­mi z krę­gu post-Fo­ucaul­tow­skiej teo­rii wła­dzy w kon­tek­ście pro­ble­ma­ty­ki fe­mi­ni­stycz­nej i LGBT oma­wiam tak­że w ar­ty­ku­le Bat na wła­dzę [No­wak 2010].

10. Do dzie­dzic­twa fran­cu­skie­go so­cjo­lo­ga od­nio­sę się w dal­szej czę­ści pra­cy, za­rów­no re­fe­ru­jąc pro­po­zy­cje Jane Ar­thurs, jak i for­mu­łu­jąc wła­sne za­ło­że­nia.

11. Po­dob­ny za­rzut moż­na sfor­mu­ło­wać pod ad­re­sem in­nej mą­drzą­cej się sub­dy­scy­pli­ny aka­de­mic­kiej - so­cjo­lo­gii me­diów. W swo­jej na­iw­no­ści nie­ustan­nie szu­ka ona "spo­łecz­ne­go" wy­ja­śnie­nia zja­wisk me­dial­nych, jak­by "me­dia" i "spo­łe­czeń­stwo" sta­no­wi­ły dwie osob­ne prze­strze­nie, któ­re sta­ją się jed­no­ścią dzię­ki by­stre­mu spoj­rze­niu so­cjo­lo­ga.

12. Pod­roz­dział ten zo­stał wcze­śniej opu­bli­ko­wa­ny jako osob­ny ar­ty­kuł: No­wak S., 2012, Stu­dia ge­jow­sko-les­bij­skie: re­ak­ty­wa­cja, "Prze­gląd Kul­tu­ro­znaw­czy" 3 (13), s. 273-286.