Religijni. Jak ewolucja wierzeń wpływa na historię i kulturę człowieka - Robin Dunbar

Kup ebooka

59.90 zł
43.13 zł (43,13 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Po­dzię­ko­wa­nia

Ni­niej­sza książka jest wy­ni­kiem wie­lo­let­niego za­in­te­re­so­wa­nia ge­nezą i ewo­lu­cją re­li­gii oraz jej rolą w two­rze­niu więzi. Moż­li­wość ja­kie­go­kol­wiek szcze­gó­ło­wego zba­da­nia tego te­matu po­ja­wiła się jed­nak do­piero w roku 2015, gdy w Tem­ple­ton Re­li­gion Trust uzy­skano fun­du­sze na prze­pro­wa­dze­nie trzy­let­niego pro­jektu ba­daw­czego Re­li­gia i mózg spo­łeczny (Re­li­gion and the So­cial Brain). Ba­da­nia te w du­żej mie­rze miały na celu prze­te­sto­wa­nie kon­kret­nych hi­po­tez do­ty­czą­cych na­tury i ewo­lu­cji re­li­gii i sta­no­wią pod­stawę tej książki. Jed­nakże książka opiera się rów­nież na nie­mal dwóch de­ka­dach ba­dań pro­wa­dzo­nych przez moją grupę ba­daw­czą nad na­turą to­wa­rzy­sko­ści i me­cha­ni­zmami wią­żą­cymi spo­łecz­no­ści u na­czel­nych i lu­dzi. Wiele z po­my­słów le­żą­cych u pod­staw opo­wie­ści zo­stało opra­co­wa­nych w ra­mach wcze­śniej­szych pro­jek­tów fi­nan­so­wa­nych przez Bri­tish Aca­demy (Lucy to Lan­gu­age) i Eu­ro­pej­ską Radę ds. Ba­dań Na­uko­wych (REL­NET), w któ­rych uczest­ni­czyła znaczna liczba współ­pra­cow­ni­ków od­by­wa­ją­cych staż po­dok­tor­ski i stu­den­tów. Je­stem im za to ogrom­nie wdzięczny.

Pro­jekt Tem­ple­ton był wy­ni­kiem współ­pracy po­mię­dzy na­ukow­cami z uni­wer­sy­te­tów w Oks­for­dzie, Cam­bridge, Co­ven­try i Lin­coln oraz Mię­dzy­na­ro­do­wego To­wa­rzy­stwa Na­uki i Re­li­gii. Oprócz mnie człon­kami pro­jektu byli: Ro­ger Bre­ther­ton, Sa­rah Char­les, Mi­guel Fa­rias, Ala­stair Loc­khart, Va­le­rie van Mu­lu­kom, El­lie Pe­arce, Mi­chael Re­iss, Leon Tur­ner, Beth War­man, Fra­ser Watts i Jo­seph Watts. Elise Ham­mer­slag i Cas­sie Spru­les były asy­stent­kami ba­daw­czymi pro­jektu. Na­szymi ze­wnętrz­nymi współ­pra­cow­ni­kami byli Si­mon Dien (Uni­ver­sity Col­lege Lon­don) i Rich So­sis (Uni­ver­sity of Con­nec­ti­cut). Sko­rzy­sta­li­śmy z wie­dzy Ar­mina Ge­ertza (Uni­wer­sy­tet ?ar­hus), Jima Jo­nesa (Rut­gers Uni­ver­sity) i Emmy Co­hen (Uni­wer­sy­tet Oks­fordzki) jako człon­ków Rady Do­rad­czej pro­jektu. Żadna z wy­mie­nio­nych osób nie po­nosi od­po­wie­dzial­no­ści za po­glądy za­warte w tej książce, ale ich in­dy­wi­du­alny i zbio­rowy wkład oka­zał się nie­oce­niony dla wy­pra­co­wa­nia idei, które skła­dają się na cen­tralną opo­wieść.

Fra­ser Watts, Leon Tur­ner i Rich So­sis uprzej­mie za­po­znali się z ca­łym za­ry­sem książki. Je­stem wdzięczny za ich ko­men­ta­rze, Ro­ger Bre­ther­ton prze­czy­tał roz­dział czwarty, Mi­guel Fa­rias i Sa­rah Char­les prze­czy­tali roz­działy szó­sty i dzie­wiąty, a Ala­stair Loc­khart roz­dział dzie­wiąty. Ilu­stra­cje do roz­dzia­łów siód­mego i ósmego są au­tor­stwa Ar­rana Dun­bara.

Przy­pisy

Wpro­wa­dze­nie

[1] Wspólny ter­min dla ju­da­izmu, chrze­ści­jań­stwa i is­lamu, od­zwier­cie­dla­jący wspólne po­cho­dze­nie od sta­ro­te­sta­men­to­wego pa­triar­chy Abra­hama.
[2] Oprócz re­li­gii abra­ha­mo­wych inne re­li­gie mo­no­te­istyczne to si­khizm, za­ra­tusz­tria­nizm, re­li­gie Ja­zy­dów i Dru­zów, man­da­izm, ba­ha­izm, ra­sta­fa­ria­nizm, sta­ro­żytna chiń­ska re­li­gia shangdi oraz re­li­gie ple­mienne m.in. spo­łecz­no­ści Himba z Na­mi­bii, Igbo z Ni­ge­rii oraz ple­mion ku­szyc­kich z pół­nocno-wschod­niej Afryki.
[3] W bud­dy­zmie ma­ha­jany (jed­nej z dwóch głów­nych szkół bud­dy­zmu), bo­dhi­sat­twa jest kimś, kto do­stą­pił osta­tecz­nego stanu oświe­ce­nia, aby osią­gnąć stan Buddy, ale do­bro­wol­nie de­cy­duje się odło­żyć to przej­ście na póź­niej, aby po­ma­gać wszyst­kim czu­ją­cym isto­tom, ludz­kim oraz po­zo­sta­łym, w ich oso­bi­stych zma­ga­niach w dro­dze do oświe­ce­nia.
[4] Ich usługi czę­sto obej­mo­wały ta­niec nago wo­kół ognia - ry­tuał wskrze­szony przez dzie­więt­na­sto­wieczne sa­baty cza­row­nic. Ada­mici prze­trwali przez nie­mal dwa wieki od II do IV wieku na­szej ery. Wiele póź­niej­szych sekt w śre­dnio­wiecz­nej Eu­ro­pie przy­jęło tę samą prak­tykę. W XV wieku cze­scy ta­bo­ryci i ho­len­der­scy wy­znawcy he­re­zji Wol­nego Du­cha opo­wia­dali się za cał­ko­witą na­go­ścią, na­wet w miej­scach pu­blicz­nych, uza­sad­nia­jąc to tym, że zba­wie­nie leży w po­wro­cie do pier­wot­nego stanu bez­grzesz­no­ści Adama i Ewy przed upad­kiem.
[5] Sekta prze­trwała od lat 40. XVII wieku do lat 40. wieku XX, cho­ciaż wy­daje się, że prak­tyka oka­le­cza­nia wy­marła około 1900 roku.
[6] Choć ele­menty du­ali­zmu po­ja­wiają się we wcze­śniej­szych fi­lo­zo­fiach, kon­cep­cja ta jest zwy­kle ko­ja­rzona z sie­dem­na­sto­wiecz­nym fran­cu­skim fi­lo­zo­fem Kar­te­zju­szem - stąd po­toczne okre­śle­nie "du­alizm kar­te­zjań­ski".
[7] Fi­lo­zo­ficzne twier­dze­nie, że nie ist­nieje nic poza moim wła­snym umy­słem.

Wstęp

Od­kąd ist­nieje hi­sto­ria pi­sana, re­li­gia jest ce­chą cha­rak­te­ry­styczną ludz­kiego ży­cia. Nie znamy żad­nej kul­tury, w przy­padku któ­rej dys­po­no­wa­li­by­śmy et­no­gra­ficz­nymi czy ar­che­olo­gicz­nymi za­pi­sami świad­czą­cymi o tym, że ta nie po­sia­dała ja­kiejś formy re­li­gii. Na­wet w spo­łe­czeń­stwach świec­kich, które stały się bar­dziej po­wszechne w ciągu ostat­nich kilku wie­ków, ist­nieją lu­dzie uwa­ża­jący się za re­li­gij­nych i dą­żący do prak­ty­ko­wa­nia ry­tu­ałów wy­zna­wa­nej przez sie­bie re­li­gii. Re­li­gie róż­nią się pod wzglę­dem formy, stylu czy roz­mia­rów, od ma­łych, li­czą­cych kil­ka­set osób kul­tów, sku­pio­nych wo­kół cha­ry­zma­tycz­nego przy­wódcy, aż po ogól­no­świa­towe or­ga­ni­za­cje li­czące dzie­siątki, a na­wet setki mi­lio­nów wy­znaw­ców, ma­jące swoje przed­sta­wi­ciel­stwa w każ­dym kraju. Nie­które - jak bud­dyzm - ce­chuje po­stawa in­dy­wi­du­ali­styczna (zba­wie­nie znaj­duje się cał­ko­wi­cie w two­ich rę­kach), po­zo­stałe - jak star­sze re­li­gie abra­ha­mowe[1] - po­strze­gają zba­wie­nie jako bar­dziej zbio­rowe dzia­ła­nie do­ko­nu­jące się po­przez wy­ko­ny­wa­nie od­po­wied­nich ry­tu­ałów, a kilka (za­li­czany jest do nich ju­da­izm) nie po­siada for­mal­nej kon­cep­cji ży­cia po­za­gro­bo­wego. Nie­które - jak chrze­ści­jań­stwo i is­lam - wie­rzą w jed­nego, wszech­moc­nego Boga[2], po­zo­stałe - jak hin­du­izm czy shint? - dys­po­nują ist­nym pan­te­onem więk­szych i mniej­szych bo­gów. Kilka nie wie­rzy w żad­nego boga, jak to ma miej­sce, przy­naj­mniej for­mal­nie, w przy­padku bud­dy­zmu (nie­za­leż­nie od faktu, że więk­szość szkół bud­dyj­skich idzie na ustęp­stwa wo­bec sła­bo­ści zwy­kłych śmier­tel­ni­ków, po­zwa­la­jąc im wie­rzyć w pół­bo­skich bo­dhi­sat­twów[3]).

W cza­sie gdy wielu lu­dzi wie­rzy w pro­wa­dze­nie mo­ral­nego i peł­nego za­an­ga­żo­wa­nia ży­cia wspól­nie ze współ­o­by­wa­te­lami, po­zo­stali wie­rzą, że zba­wie­nie można osią­gnąć je­dy­nie przez po­rzu­ce­nie udo­god­nień co­dzien­nego ży­cia, włą­cza­jąc w to no­sze­nie ubrań - jak ma to miej­sce w przy­padku nie­któ­rych hin­du­skich i dżi­nij­skich asce­tów. W tra­dy­cji chrze­ści­jań­skiej sekta ada­mi­tów w póź­nym Egip­cie okresu rzym­skiego na­le­gała na cał­ko­witą na­gość w trak­cie na­bo­żeństw[4]. Po­zo­stali, jak ro­syj­ska sekta skop­ców[5] (do­słow­nie "ka­stra­tów"), po­su­nęła się jesz­cze da­lej, za­le­ca­jąc oka­le­cza­nie piersi i ge­ni­ta­liów u ko­biet oraz usu­wa­nie pe­nisa i ją­der u męż­czyzn (wszystko to za po­mocą roz­grza­nego że­laza), po to, aby przy­wró­cić ich ciała do pier­wot­nego stanu sprzed upadku Adama i Ewy w ogro­dzie Eden.

Róż­no­rod­ność jest osza­ła­mia­jąca i po­zor­nie nie­spójna, ogra­ni­czona je­dy­nie przez ludzką wy­obraź­nię. Ze­wnętrz­nemu ob­ser­wa­to­rowi może się wy­da­wać, że ist­nieje nie­wiele wspól­nych wąt­ków dla róż­nych re­li­gii.

Re­li­gia nie jest oczy­wi­ście zja­wi­skiem współ­cze­snym. Się­ga­jąc głę­biej w prze­szłość, na­tra­fimy na wy­raźne wska­zówki świad­czące o tym, że nasi przod­ko­wie wie­rzyli w ja­kąś formę ży­cia po­za­gro­bo­wego. Po­chówki, któ­rym to­wa­rzy­szyły przed­mioty wkła­dane do grobu, wy­raź­nie prze­zna­czone do użytku po śmierci, stają się co­raz bar­dziej po­wszechne od okresu około 40 000 lat temu. Zde­cy­do­wa­nie naj­bar­dziej spek­ta­ku­larne z nich po­zo­staje zna­le­zi­sko w Sun­gir w gór­nym biegu Wołgi, tuż na wschód od Mo­skwy. Da­tuje się je na około 34 000 lat temu. Garstka gro­bów jest sku­piona w po­bliżu nie­wiel­kiego fortu po­ło­żo­nego na brzegu rzeki. Dwa z nich skry­wają ciała dzieci w wieku około dzie­się­ciu i dwu­na­stu lat, po­cho­wane głowa w głowę w po­dwój­nym gro­bie. Jak w przy­padku wielu po­chów­ków z tego okresu, za­równo w Eu­ro­pie, jak i Afryce, są one nie­zwy­kle bo­gate i wy­szu­kane - co ma sens wy­łącz­nie wtedy, gdy ci, któ­rzy ich do­ko­ny­wali, wie­rzyli, że będą na­dal żyć w in­nym świe­cie.

Po­dob­nie jak w przy­padku licz­nych po­chów­ków z tam­tego okresu, ko­ści dzieci zo­stały in­ten­syw­nie za­bar­wione czer­woną ochrą, która zo­stała umiesz­czona na ich cia­łach. Ochrę pra­co­wi­cie zmie­lono z he­ma­ty­tów - jest to za­da­nie na tyle żmudne, że nikt nie za­wra­całby so­bie nim głowy, gdyby nie uwa­żał, że może ode­grać ja­kąś istotną rolę w tym, co dzieje się z cia­łem po śmierci. Po­nadto, każde z ciał zdo­biło około 5000 prze­ku­tych ko­ra­li­ków z ko­ści ma­muta, któ­rych ufor­mo­wa­nie i wy­ku­cie wy­maga wielu ty­sięcy go­dzin wy­kwa­li­fi­ko­wa­nej pracy, nie wspo­mi­na­jąc już o przy­szy­ciu ich do ubra­nia, w któ­rym dzieci zo­stały po­cho­wane. Czoło każ­dego z nich zdo­bił dia­dem zło­żony z około czter­dzie­stu zę­bów li­sów ark­tycz­nych, mo­gący sta­no­wić część opa­ski na głowę, jak rów­nież opa­ski na ra­mię wy­ko­na­nej z ko­ści sło­nio­wej i szpila, która praw­do­po­dob­nie słu­żyła do mo­co­wa­nia płasz­cza. Star­sze z nich (uwa­żane za chłopca) zdo­biło 250 prze­kłu­tych li­sich zę­bów two­rzą­cych pas wo­kół jego ta­lii. Obok nich znaj­do­wało się szes­na­ście rzeź­bio­nych włóczni z ko­ści sło­nio­wej, róż­nią­cych się dłu­go­ścią - od 45 cen­ty­me­trów do nie­mal 2,5 me­tra - ludzka kość udowa, któ­rej trzon zo­stał wy­pa­lony ochrą, kilka po­roży je­leni, na któ­rych koń­cach wy­wier­cono otwory, parę rzeź­bio­nych dys­ków z ko­ści sło­nio­wej, rzeź­biony wi­sio­rek z po­sta­cią zwie­rzę­cia i po­do­bi­zna ma­muta. W skró­cie: dzieci za­pewne były tak in­ten­syw­nie opła­ki­wane, że po­cho­wano je w wy­staw­nych ubra­niach i wraz z bo­ga­tym ze­sta­wem wy­ro­bów, któ­rych wy­ko­na­nie za­jęło ty­siące go­dzin. Taka hoj­ność wy­daje się ab­sur­dalna w przy­padku lu­dzi, któ­rzy po­sia­dali nie­wiele. Chyba że wie­rzyli, że przed­mioty będą wy­ko­rzy­stane przez zmar­łych w ży­ciu po­za­gro­bo­wym.

Cho­ciaż trudno so­bie wy­obra­zić, że taki po­chó­wek mógłby od­zwier­cie­dlać co­kol­wiek in­nego niż wiarę w ży­cie po­za­gro­bowe, do­wody mają oczy­wi­ście cha­rak­ter po­średni. Nie mó­wią nam rów­nież nic o prak­ty­kach re­li­gij­nych tej spo­łecz­no­ści. Czy ci lu­dzie wie­rzyli w bo­gów, czy na­wet we wszech­moc­nego boga rzą­dzą­cego za­równo świa­tem du­chów, jak i Zie­mią? Czy od­pra­wiali na­bo­żeń­stwa z ka­pła­nami, któ­rzy in­to­no­wali mo­dli­twy i mo­dlili się przed oł­ta­rzami? Mo­żemy tylko spe­ku­lo­wać, jak wy­glą­dały ich ry­tu­ały re­li­gijne, po­nie­waż za­cho­wa­nie czło­wieka nie prze­cho­wuje się w za­pi­sie ko­pal­nym.

Te sta­ro­żytne po­chówki ro­dzą istotne py­ta­nia o to, jak roz­po­znać re­li­gie, gdy na­tra­fiamy na ich ślady. Jed­nym z pro­ble­mów jest to, że na­sze spoj­rze­nie na re­li­gie znaj­duje się pod sil­nym wpły­wem kilku lub wię­cej re­li­gii dok­try­nal­nych lub opar­tych na ob­ja­wie­niu, ta­kich jak bud­dyzm, chrze­ści­jań­stwo, is­lam, hin­du­izm itd., które w ciągu ostat­nich kilku ty­sięcy lat zdo­mi­no­wały świat. Ce­chują je wy­ra­fi­no­wane dok­tryny z wie­rze­niami do­ty­czą­cymi ży­cia po­za­gro­bo­wego, skom­pli­ko­wane ry­tu­ały, obej­mu­jące mo­dli­twę, a cza­sami skła­da­nie ofiar oraz ce­re­mo­nie, któ­rych ramy wy­zna­czają bar­dzo spe­cy­ficzne tra­dy­cje kul­tu­rowe. Re­li­gie te na świa­tową scenę wkra­czają spóź­nione. Mimo że obec­nie do­mi­nują, li­czą naj­wy­żej kilka ty­sięcy lat. Ze wszyst­kich współ­cze­snych re­li­gii za­ra­tusz­tria­nizm (re­li­gia współ­cze­snych par­sów) jest uzna­wany za naj­star­szą. Zo­stał za­ło­żony przez per­skiego pro­roka Za­ra­tusz­trę (Zo­ro­astra) w pierw­szym (a praw­do­po­dob­nie dru­gim) ty­siąc­le­ciu przed na­szą erą. Jest rów­nież naj­bar­dziej wpły­wową re­li­gią, po­nie­waż w ten czy inny spo­sób wnio­sła ona wkład w wiele po­zo­sta­łych. Pro­blem z tymi re­li­giami po­lega na tym, że nie są one re­pre­zen­ta­tywne dla sze­ro­kiej gamy wie­rzeń, które nasz ga­tu­nek prak­ty­ko­wał, a w nie­któ­rych przy­pad­kach wciąż prak­ty­kuje.

De­fi­ni­cja re­li­gii na­leży praw­do­po­dob­nie do naj­za­cie­klej dys­ku­to­wa­nych te­ma­tów w re­li­gio­znaw­stwie. Rze­czy­wi­ście nie­któ­rzy uczeni po­su­nęli się na­wet do twier­dze­nia, że samo po­ję­cie re­li­gii jest wy­two­rem szcze­gól­nego ro­dzaju my­śle­nia, ce­chu­ją­cego Eu­ropę Za­chod­nią od cza­sów Oświe­ce­nia. Twier­dzą, że Oświe­ce­nie zo­stało zdo­mi­no­wane przez chrze­ści­jań­ski, du­ali­styczny po­gląd, od­dzie­la­jący ciało od du­szy i two­rzący wy­raźny roz­dział mię­dzy ziem­skim miej­scem by­to­wa­nia, w któ­rym prze­by­wamy, a sferą du­chową, w któ­rej prze­bywa Bóg[6]. W wielu ma­łych spo­łecz­no­ściach rdzen­nych (lub ple­mien­nych) du­chowy świat sta­nowi część na­szego, a nie od­rębne miej­sce: du­chy prze­ni­kają każdy aspekt śro­do­wi­ska. To one dzielą nasz świat i po­zo­stają rów­nie cie­le­sne jak my, nie­za­leż­nie od ich zdol­no­ści do prze­cho­dze­nia przez ściany czy wpły­wa­nia na to, co się z nami dzieje. Zgod­nie z taką ar­gu­men­ta­cją mo­żemy ba­dać wie­rze­nia czy prak­tyki ry­tu­alne da­nej kul­tury, jed­nak są one od nas na tyle od­le­głe, że nie mo­żemy stwier­dzić tego, jak re­li­gia jed­nej kul­tury od­nosi się do in­nej, po­nie­waż każda z kul­tur po­strzega świat od­mien­nie. Zo­sta­jemy zre­du­ko­wani do roli kul­tu­ro­wych tu­ry­stów, któ­rzy mogą ob­ser­wo­wać i ko­men­to­wać, a być może na­wet po­dzi­wiać, ale ni­gdy nie wyjdą poza two­rze­nie po­bież­nych za­pi­sków z po­dróży.

Wy­daje mi się, że to nie­po­trzeb­nie pe­sy­mi­styczny po­gląd, który uda­rem­nia wszelką moż­li­wość ba­da­nia zja­wi­ska, za­nim za­czniemy to ro­bić. To rów­nież po­gląd, który nie­ubła­ga­nie pro­wa­dzi do bez­pro­duk­tyw­nego so­lip­sy­zmu[7]. W prze­ci­wień­stwie do niego na­uka na­ka­zuje nam przyj­mo­wać świat bez po­da­wa­nia w wąt­pli­wość jego ist­nie­nia. Je­śli po­peł­nimy błędy w in­ter­pre­ta­cji, zo­staną one osta­tecz­nie sko­ry­go­wane po­przez gro­ma­dze­nie dal­szej wie­dzy - wie­dzy, którą można zdo­być je­dy­nie po­przez ob­ser­wa­cję i ze­sta­wia­nie na­szych teo­rii i prze­ko­nań z da­nymi em­pi­rycz­nymi. W skró­cie, jedną rze­czą jest twier­dze­nie, że liczni uczeni pod­cho­dzili do te­matu z per­spek­tywy bli­skich im re­li­gii abra­ha­mo­wych i dla­tego prze­oczyli wiele z bo­gac­twa ludz­kiego do­świad­cze­nia re­li­gij­nego, a zu­peł­nie inną twier­dze­nie, że nie­moż­liwe jest samo roz­po­czę­cie dys­ku­sji o na­tu­rze do­świad­cze­nia re­li­gij­nego.

W rze­czy­wi­sto­ści, po­dob­nie jak w przy­padku wielu zja­wisk ze świata rze­czy­wi­stego, gra­nice re­li­gii są po pro­stu dość płynne. Fi­lo­zo­fo­wie okre­ślają tego ro­dzaju nie­pre­cy­zyjne de­fi­ni­cje jako "osobno i wspól­nie praw­dziwe". In­nymi słowy, nie­które ze skła­do­wych de­fi­ni­cji mają za­sto­so­wa­nie we wszyst­kich przy­pad­kach, ale nie­ko­niecz­nie są to te same czę­ści w każ­dym przy­padku. To do­bry mo­del, bo dzięki niemu nie wpa­damy w pu­łapkę dłu­gich, za­wi­łych ar­gu­men­tów na te­mat naj­drob­niej­szych szcze­gó­łów de­fi­ni­cji. Na­leży rów­nież pa­mię­tać, że pró­bu­jemy zro­zu­mieć zja­wi­sko z praw­dzi­wego świata, a nie de­fi­ni­cję (coś, co ist­nieje wy­łącz­nie w na­szych umy­słach). Przyj­mijmy więc ogólną, sze­roką per­spek­tywę na to, co sta­nowi re­li­gię, i zo­baczmy, jak da­leko nas to za­pro­wa­dzi.

Praw­do­po­dob­nie można po­wie­dzieć, że ist­nieją dwa ogólne po­glądy do­ty­czące tego, jak de­fi­nio­wać re­li­gię. Je­den, wy­wo­dzący się od Émile'a Dur­khe­ima, wiel­kiego dzie­więt­na­sto­wiecz­nego ojca za­ło­ży­ciela so­cjo­lo­gii, utrzy­muje, że re­li­gia to zu­ni­fi­ko­wany sys­tem prak­tyk ak­cep­to­wany przez wspól­notę mo­ralną - grupę lu­dzi, która po­dziela ze­staw prze­ko­nań na te­mat świata. Przyj­muje per­spek­tywę an­tro­po­lo­giczną i pod­kre­śla ważną prak­tyczną rolę, jaką od­gry­wają ry­tu­ały oraz po­zo­stałe prak­tyki w więk­szo­ści re­li­gii: re­li­gia jako coś, co lu­dzie ro­bią. Drugi po­gląd przyj­muje bar­dziej fi­lo­zo­ficzne lub psy­cho­lo­giczne po­dej­ście: re­li­gia sta­nowi kom­plek­sowy świa­to­po­gląd, ze­staw prze­ko­nań, który jest ak­cep­to­wany przez spo­łecz­ność jako praw­dziwy bez po­trzeby jego do­wo­dze­nia - re­li­gia jako coś, w co wie­rzy grupa lu­dzi.

Mimo że oba po­dej­ścia wy­dają się cał­ko­wi­cie prze­ciw­stawne, bar­dziej prag­ma­tyczne jest przy­ję­cie, że oba są słuszne, a wie­rze­nia i ry­tu­ały sta­no­wią od­rębne wy­miary re­li­gii. Sto­pień po­dzie­la­nia re­li­gii in­dy­wi­du­al­nej może być wy­soki na obu wy­mia­rach, wy­soki na jed­nym, ale ni­ski na dru­gim lub ni­ski w obu przy­pad­kach. Nie jest to kwe­stia tego, że jedna de­fi­ni­cja jest słuszna, a druga nie. Cho­dzi po pro­stu o to, że te dwie de­fi­ni­cje kon­cen­trują się na róż­nych aspek­tach wie­lo­wy­mia­ro­wego zja­wi­ska.

Pod pew­nymi wzglę­dami obie de­fi­ni­cje od­zwier­cie­dlają roz­róż­nie­nie do­ko­nane przez hi­sto­ry­ków re­li­gii po­mię­dzy tym, co daw­niej okre­ślano jako re­li­gie ani­mi­styczne (naj­wcze­śniej­sze, uni­wer­salne formy re­li­gii, któ­rych po­czątki nikną w mgle dzie­jów), oraz tym, co na­zywa się re­li­giami dok­try­nal­nymi lub świa­to­wymi, które po­ja­wiły się w ciągu ostat­nich kilku ty­sięcy lat. W kon­se­kwen­cji jest to roz­róż­nie­nie mię­dzy ry­tu­ałem a wiarą - po­mię­dzy dzia­ła­niem a my­ślą. Wil­liam Ja­mes, wielki dzie­więt­na­sto­wieczny ame­ry­kań­ski psy­cho­log, okre­ślił je jako re­li­gię oso­bi­stą i re­li­gię in­sty­tu­cjo­nalną. Tym, co łą­czy oba po­glądy, jest fakt, że więk­szość re­li­gii, je­śli nie wszyst­kie, po­siada ja­kąś kon­cep­cję nie­wi­dzial­nej siły ży­cio­wej, która wpływa na świat, w któ­rym ży­jemy, i robi to w spo­sób, który może wpły­nąć na na­sze ży­cie.

W świe­tle tego mi­ni­ma­li­styczna de­fi­ni­cja re­li­gii może ją opi­sy­wać jako wiarę w ja­kiś ro­dzaj trans­cen­dent­nego świata (który może, ale nie musi po­kry­wać się z ob­ser­wo­wal­nym świa­tem fi­zycz­nym) za­miesz­ki­wa­nym przez istoty lub siły du­chowe (które mogą, ale nie mu­szą in­te­re­so­wać się lo­sami i wpły­wać na świat fi­zyczny, w któ­rym ży­jemy). Ta de­fi­ni­cja jest wy­star­cza­jąco po­jemna, aby ob­jąć wszyst­kie re­li­gie świata, łącz­nie z ta­kimi jak bud­dyzm, któ­rego wy­znawcy for­mal­nie nie wie­rzą w bo­gów. Rów­nie do­brze pa­suje do pseu­do­re­li­gii, ta­kich jak ruch New Age, które wie­rzą w ja­kąś ta­jem­ni­czą siłę miesz­czącą się w nie­wi­docz­nym cen­trum wszech­świata i wpły­wa­jącą na na­sze ży­cie. Je­śli obej­muje to kilka trud­nych do skla­sy­fi­ko­wa­nia ru­chów, które mo­żemy póź­niej uznać za nie­re­li­gijne, nie ma to w tym mo­men­cie więk­szego zna­cze­nia. Do­wiemy się tego, gdy już upo­ramy się z istotą za­gad­nie­nia.

Jak­kol­wiek by nie było, re­li­gia po­zo­staje za­gadką. I to ro­dzi dwa pod­sta­wowe py­ta­nia, na któ­rych kon­cen­truje się ta książka.

W świe­tle tego mi­ni­ma­li­styczna de­fi­ni­cja re­li­gii może ją opi­sy­wać jako wiarę w ja­kiś ro­dzaj trans­cen­dent­nego świata albo jako po­czu­cie trans­cen­den­cji. Ży­jemy w co­raz bar­dziej zla­icy­zo­wa­nym świe­cie, a jed­nak wiara w re­li­gię się utrzy­muje. I to po­mimo wielu prób jej uni­ce­stwie­nia. Fran­cu­scy, po­zy­ty­wi­styczni fi­lo­zo­fo­wie XIX wieku (pod kie­run­kiem po­li­ma­tów, Pierre'a Si­mona La­place'a i fi­lo­zofa Au­gu­ste'a Comte'a) twier­dzili, że re­li­gia to w du­żej mie­rze prze­sąd i re­zul­tat braku edu­ka­cji. Opo­wia­dali się więc za po­wszechną edu­ka­cją, zwłasz­cza w za­kre­sie nauk ści­słych, w ocze­ki­wa­niu, że re­li­gia w końcu za­nik­nie. Bar­dziej ra­dy­kalne próby stłu­mie­nia re­li­gii i za­stą­pie­nia jej pań­stwo­wym ate­izmem pod­jęto w po­re­wo­lu­cyj­nej Ro­sji. Wła­sność ko­ścielna była kon­fi­sko­wana, wierni prze­śla­do­wani, a re­li­gia wy­śmie­wana. Póź­niej, w ko­mu­ni­stycz­nych Chi­nach, re­li­gia zo­stała zde­le­ga­li­zo­wana, a po­sia­da­nie re­li­gij­nych tek­stów było ka­rane, me­czety i hi­sto­ryczne bud­dyj­skie klasz­tory zo­stały zbu­rzone, mniej­szo­ści re­li­gijne były prze­śla­do­wane lub umiesz­czane w ośrod­kach "re­edu­ka­cji", a du­chowni wię­zieni.

Jed­nak po­mimo tych za­cie­kłych ata­ków wiara i in­sty­tu­cje re­li­gijne prze­trwały, czę­sto w pod­zie­miu. Gdy tylko znie­siono ogra­ni­cze­nia, re­li­gia od­bi­jała się od dna. Dla­czego lu­dzi ce­chują ta­kie pre­dys­po­zy­cje do by­cia re­li­gij­nymi?

Druga za­gadka do­ty­cząca re­li­gii od­nosi się do faktu, że jest ich tak wiele, kiedy mo­gli­by­śmy ocze­ki­wać wy­ło­nie­nia się wy­łącz­nie jed­nej. Ta ten­den­cja do po­dzia­łów re­li­gii w cza­sie jest szcze­gól­nie wi­doczna w po­wsta­niu współ­cze­snych no­wych ru­chów re­li­gij­nych, ale wszyst­kie uznane re­li­gie świata sta­wały i na­dal stają w ob­li­czu tego sa­mego pro­cesu po­dzia­łów. Cza­sami za­po­cząt­ko­wane przez nie sekty roz­wi­jają wła­sny po­ten­cjał i stają się sza­no­wa­nymi re­li­giami rzą­dzą­cymi się wła­snymi pra­wami. Chrze­ści­jań­stwo i is­lam jako od­ro­dze­nie ju­da­izmu to dwa oczy­wi­ste przy­kłady, ale si­khizm (który roz­wi­nął się z pięt­na­sto­wiecz­nego zbioru re­li­gii w pół­noc­nych In­diach) i ba­ha­izm (który roz­wi­nął się z dzie­więt­na­sto­wiecz­nego is­lamu szy­ic­kiego) sta­no­wią dwa ko­lejne. Fak­tem, który zdu­miewa, po­zo­staje to, że nikt ni­gdy nie za­daje py­ta­nia, dla­czego re­li­gie tak ła­two ule­gają po­dzia­łom. Po pro­stu od­no­to­wuje się, że tak jest i przyj­muje to za pew­nik. Jed­nak je­śli praw­dziwa re­li­gia zo­stała nam ob­ja­wiona, jak utrzy­muje wiele ze świa­to­wych re­li­gii, dla­czego lu­dzie wciąż nie zga­dzają się od­no­śnie do tego, co zo­stało ob­ja­wione - i to nie zga­dzają się w stop­niu tak fun­da­men­tal­nym, że nie­po­ro­zu­mie­nia w końcu dają po­czą­tek od­ręb­nym re­li­giom?

To dwa główne py­ta­nia, na które po­sta­ram się od­po­wie­dzieć w tej książce. Choć może się wy­da­wać, że są to cał­ko­wi­cie od­mienne py­ta­nia - jedno do­ty­czy prze­ko­nań, a dru­gie hi­sto­rii - będę utrzy­my­wał, że po do­kład­niej­szej ana­li­zie oka­zują się one ze sobą ści­śle po­wią­zane. Oba od­no­szą się do roli, czy też funk­cji, jaką re­li­gia peł­niła w spo­łe­czeń­stwach pre­hi­sto­rycz­nych i na wiele spo­so­bów wciąż pełni we współ­cze­snych. Po­zwól­cie więc, że po­krótce przed­sta­wię to, jak będę pod­cho­dził do tych dwóch wiel­kich py­tań. Dla uła­twie­nia źró­dła po­szcze­gól­nych ba­dań lub twier­dzeń po­daję w bi­blio­gra­fii wraz z su­ge­stią dal­szej lek­tury. Po­nadto, poza po­zy­cjami, które od­no­szą się do kon­kret­nych za­gad­nień, su­ge­stie dal­szych lek­tur za­wie­rają pewne źró­dła o cha­rak­te­rze ogól­nym.

Pierw­szy roz­dział przed­sta­wia spoj­rze­nie na re­li­gię o bar­dziej hi­sto­rycz­nym cha­rak­te­rze, za­równo w od­nie­sie­niu do jej sze­roko poj­mo­wa­nego roz­woju hi­sto­rycz­nego, jak i po­dejść, które są sto­so­wane do ba­da­nia re­li­gii. Na­stępne dwa roz­działy opi­sują to, co uwa­żam za za­sad­ni­cze pod­stawy: dla­czego lu­dzie wy­dają się pre­dys­po­no­wani do wie­rzeń re­li­gij­nych i dla­czego, w ka­te­go­riach bar­dzo prak­tycz­nych, ta­kie wie­rze­nia mogą fak­tycz­nie być ko­rzystne. Przyj­muję nieco nie­orto­dok­syjne sta­no­wi­sko w obu kwe­stiach. Po pierw­sze przed­sta­wię ar­gu­menty za tym, co okre­ślam "po­stawą mi­styczną" - tym aspek­tem ludz­kiej psy­cho­lo­gii, który pre­dys­po­nuje nas do wiary w świat trans­cen­dentny. Moje twier­dze­nie za­kłada, że w tym tkwi źró­dło re­li­gii, jaką znamy. Po dru­gie, w prze­ci­wień­stwie do więk­szo­ści ewo­lu­cyj­nie zo­rien­to­wa­nych ba­da­czy, będę utrzy­my­wał, że wiara re­li­gijna wiąże się z ko­rzyst­nymi kon­se­kwen­cjami dla jed­nostki. Twier­dzę jed­nak, że cho­ciaż re­li­gia może i za­pew­nia bez­po­śred­nie ko­rzy­ści zdro­wotne jed­no­stce, to na­prawdę istotna ko­rzyść mie­ści się na po­zio­mie spo­łecz­nym w sen­sie zdol­no­ści do spa­ja­nia spo­łecz­no­ści w spo­sób, który spra­wia, że funk­cjo­nuje ona bar­dziej efek­tyw­nie z ko­rzy­ścią dla jej po­szcze­gól­nych człon­ków.

Za­pro­wa­dzi nas to do bar­dziej szcze­gó­ło­wej ana­lizy w roz­dziale czwar­tym, do­ty­czą­cej na­tury ludz­kich spo­łecz­no­ści i tego, że w rze­czy­wi­sto­ści ce­chuje je bar­dzo nie­wielka skala. Ist­nieje na­tu­ralny li­mit roz­mia­rów grup spo­łecz­nych, które mo­żemy utrzy­mać, i te ogra­ni­cze­nia wiążą się z wiel­ko­ścią kon­gre­ga­cji i wspól­not re­li­gij­nych. Roz­dział piąty do­star­cza psy­cho­lo­gicz­nego wy­ja­śnie­nie tego faktu i przed­sta­wia neu­ro­bio­lo­giczne me­cha­ni­zmy le­żące u pod­staw two­rze­nia więzi spo­łecz­nych. Roz­dział szó­sty ana­li­zuje, jak te neu­rop­sy­cho­lo­giczne me­cha­ni­zmy leżą u pod­staw roli, jaką ry­tu­ały re­li­gijne od­gry­wają w pro­ce­sach two­rze­nia więzi spo­łecz­nych.

W ten spo­sób utwo­rzono ramy umoż­li­wia­jące zro­zu­mie­nie pre­dys­po­zy­cji do re­li­gii oraz jej funk­cje. Roz­dział siódmy spro­wa­dza nas z po­wro­tem do bar­dziej hi­sto­rycz­nego py­ta­nia o to, kiedy pre­dys­po­zy­cja re­li­gijna roz­wi­nęła się w toku na­szej hi­sto­rii ewo­lu­cyj­nej. Bio­rąc pod uwagę to, co od­kry­li­śmy na te­mat neu­rop­sy­cho­lo­gii po­stawy mi­stycz­nej, su­ge­ruję, że mo­żemy obec­nie być o wiele bar­dziej pre­cy­zyjni, niż było to wcze­śniej moż­liwe. Pod­czas gdy za­sad­ni­czo re­li­gie sza­ma­ni­styczne ist­niały przez wiele se­tek ty­sięcy lat, roz­dział ósmy do­wo­dzi, że re­wo­lu­cja neo­li­tyczna, jaka miała miej­sce około 10 000 lat temu, przy­czy­niła się do se­rii wstrzą­sów de­mo­gra­ficz­nych, które do­pro­wa­dziły do roz­woju re­li­gii dok­try­nal­nych. Będę utrzy­my­wał, że te formy re­li­gii były nie­zbędne do tego, aby lu­dzie mo­gli żyć wspól­nie w du­żych, skon­cen­tro­wa­nych na ja­kimś ob­sza­rze spo­łecz­no­ściach. Roz­dział dzie­wiąty ana­li­zuje bar­dziej ogólne zja­wi­sko kul­tów oraz rolę, jaką cha­ry­zma­tyczni przy­wódcy ode­grali w hi­sto­rii re­li­gii i two­rze­niu sekt. Wresz­cie w roz­dziale dzie­sią­tym po­wraca py­ta­nie, dla­czego ist­nieje tak wiele re­li­gii. Od­po­wiedź, jak będę utrzy­my­wał, leży w tym, czego do­wie­dzie­li­śmy się ze wcze­śniej­szych roz­dzia­łów na te­mat roli re­li­gii w two­rze­niu więzi spo­łecz­nych i na­tury cha­ry­zma­tycz­nych przy­wód­ców.

Po­dej­ście, które tu przyj­muję, bę­dzie się dia­me­tral­nie róż­nić od tra­dy­cyj­nego po­dej­ścia do te­matu re­li­gii na wiele istot­nych spo­so­bów. Tra­dy­cyjne po­dej­ścia za­zwy­czaj przyj­mo­wały per­spek­tywę teo­lo­giczną (w co wie­rzą wy­znawcy da­nej re­li­gii?) lub hi­sto­ryczną (jak po­wstała dana re­li­gia i ja­kie wcze­sne re­li­gie wpły­nęły na jej po­glądy?). Jed­nak w ostat­nim cza­sie wzro­sło za­in­te­re­so­wa­nie ko­gni­ty­wi­styką i neu­rop­sy­cho­lo­gią za­cho­wań re­li­gij­nych. Od czasu do czasu będę się za­głę­biać w te re­jony, ale nie będą one głów­nym przed­mio­tem mo­jego za­in­te­re­so­wa­nia. Je­stem świa­domy, że igno­ruję przez to całe dzie­dziny, które mogą być uznane za klu­czowe w przy­padku każ­dej dys­ku­sji o re­li­gii.

Moją główną in­ten­cją jest zba­da­nie kwe­stii w du­żej mie­rze po­mi­nię­tych w ba­da­niach nad re­li­gią. Chcę wska­zać, że nie­które z tych wy­mia­rów mogą sta­no­wić pod­stawę dla skon­stru­owa­nia nad­rzęd­nej teo­rii do­ty­czą­cej tego, dla­czego i w jaki spo­sób lu­dzie są re­li­gijni, aby po­móc w ujed­no­li­ce­niu nie­zli­czo­nych wąt­ków obec­nych w dzie­dzi­nie ba­dań nad re­li­gią.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki