Przemysł szczęścia. Jak politycy i biznesmeni sprzedali nam well-being - William Davies

Kup ebooka

40.00 zł
33.20 zł (33,20 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

WSTĘP

Od chwili powstania Światowego Forum Ekonomicznego w 1971 roku jego coroczne zjazdy w Davos dobrze odzwierciedlają ducha czasu globalnej gospodarki. Te kilkudniowe konferencje odbywające się pod koniec stycznia gromadzą odpowiedzialnych za nią mocodawców, a także prezesów korporacji, czołowych polityków, przedstawicieli organizacji pozarządowych oraz garstkę zatroskanych celebrytów mających wspólnie omówić jej naczelne problemy.

W latach 70., gdy to wydarzenie nazywało się jeszcze European Management Forum, jego główną bolączką był nagły spadek poziomu produktywności w Europie. W latach 80. zajęto się kwestią deregulacji rynku. W latach 90. uwagę zebranych przyciągnęły Internet oraz innowacyjność, a na początku lat dwutysięcznych, przy rozpędzonej światowej gospodarce, zaczęto poruszać bardziej "społeczne" tematy (oraz oczywiście problem bezpieczeństwa zagrożonego po zamachach z 11 września). Z kolei przez pierwszych pięć lat po zawaleniu się systemu bankowego w 2008 roku spotkania w Davos skupiały się głównie na tym, jak postawić go z powrotem na nogi.

Na zjeździe w 2014 roku wśród miliarderów, celebrytów i prezydentów pojawił się zaskakujący gość: buddyjski mnich. Każdego ranka przed rozpoczęciem obrad delegaci mogli uczestniczyć we wspólnej medytacji oraz uczyć się od niego technik relaksacyjnych. "Nie jesteście niewolnikami swoich myśli", nauczał facet w czerwono-żółtych szatach z iPadem w ręku. "Możecie po prostu im się przyglądać... niczym pasterz obserwujący ze wzgórza swoje owce"1. Pokaźne stado myśli o notowaniach akcji i potajemnych upominkach dla sekretarek pasło się na duchowych pastwiskach jego publiczności.

Chcąc podtrzymać promowane przez siebie wysokie standardy konkurencyjności, nie mogli wybrać pierwszego lepszego mnicha. Matthieu Ricard to mnich z najwyższej półki - wykwalifikowany biolog i bliski statusu celebryty tłumacz Dalajlamy na język francuski. Głosi również wykłady na temat szczęścia w ramach TED Talks, a w tym temacie jest niekwestionowanym specjalistą, ze względu na swoją reputację "najszczęśliwszego człowieka na świecie". Ricard przez wiele lat uczestniczył w neurologicznych badaniach prowadzonych na Uniwersytecie Wisconsin mających na celu odkrycie sposobu odczytywania poziomu szczęścia bezpośrednio z mózgu. Polegały one na przypięciu 256 czujników do głowy badanego na trzy godziny, a następnie umiejscowieniu wyniku na odpowiedniej skali gdzieś pomiędzy rozpaczą (+0,3) a ekstazą (-0,3). Ricard przebił wszystko, z czym badacze do tej pory się spotkali, osiągając wynik -0,45 i obecnie dumnie przechowuje na swoim laptopie kopię tabelki, zgodnie z którą jest właśnie najszczęśliwszym z ludzi2.

Jego obecność w Davos w 2014 roku świadczyła o mocnym przesunięciu akcentów względem poprzednich lat. Tego roku Forum było pełne rozmów o mindfulness: technice relaksacyjnej czerpiącej z psychologii pozytywnej, buddyzmu, terapii poznawczo-behawioralnej oraz neuronauk. Aż dwadzieścia pięć sesji na tym zjeździe było poświęconych fizycznym i psychicznym aspektom wellness3, a więc ponad dwukrotnie więcej niż w roku 20084.

Panele takie jak Rewiring the Brain [Przeinstalować mózg] prezentowały uczestnikom najnowsze techniki udoskonalania pracy mózgu. Health Is Wealth [Zdrowie to bogactwo] omawiał różne możliwości przekuwania well-being5 w inne, bardziej tradycyjne i użyteczne, rodzaje zasobów. Nie dziwi też to, że niecodzienna obecność tak wielu czołowych postaci światowej gospodarki w jednym miejscu przyciągnęła firmy handlujące najróżniejszymi urządzeniami, aplikacjami oraz poradami mającymi sprzyjać prowadzeniu życia, które będzie mniej stresujące, a bardziej "mindful".

Nie skończyło się jednak na samych rozmowach i medytacjach. Każdy uczestnik został wyposażony w urządzenie, które po założeniu stale wysyłało na jego smartfon raporty zdrowotne związane z bieżącymi aktywnościami. Jeśli jego użytkownik za mało spaceruje lub za krótko śpi, to zostanie o tym niezwłocznie powiadomiony. Wszyscy obecni w Davos mieli okazję spojrzeć na swój styl życia i wellness z nieco innej perspektywy. Co więcej, mogli oni przenieść się na chwilę do świata, w którym da się oszacować wpływ każdego zachowania na umysł i ciało. Przez cztery dni trwania konferencji, spacerując po okolicy, można było pozyskać wiedzę, która dotychczas była dostępna jedynie dla specjalistycznych instytucji, takich jak laboratoria lub szpitale.

To właśnie zajmuje obecnie światowe elity. Szczęście w różnych odmianach nie jest już w ich oczach miłym, ale jednak pobocznym dodatkiem do istotnych spraw związanych z zarabianiem pieniędzy, ani też zajęciem dla fanów new age mogących oddać się domowemu wypiekaniu chleba. Jako wymierny, dający się zaobserwować i zoptymalizować wskaźnik wdarło się do strefy zarządzania globalną gospodarką. Jeśli Światowe Forum Ekonomiczne wciąż może służyć za wyznacznik kierunku rozwoju kapitalizmu, to jego przyszłość zależy od naszych możliwości zwalczania stresu, smutku i chorób oraz od zastąpienia ich relaksem, szczęściem i wellness. Mamy już ku temu odpowiednie środki, metody i technologie, które coraz głębiej przenikają nasze miejsca pracy, centra handlowe, domy oraz ciała.

To podejście wykracza oczywiście poza szwajcarskie góry i w ostatnich latach zdobywa coraz większe uznanie wśród polityków i biznesmenów na całym świecie. Oficjalne urzędy statystyczne na całym świecie, m.in. w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Francji oraz Australii, regularnie publikują raporty dotyczące poziomu "narodowego well-being". Niektóre miasta, jak np. Santa Monica w Kalifornii, zaadaptowały tę praktykę na własny, lokalny użytek6. Nurt psychologii pozytywnej promuje zasady postępowania i hasła, dzięki którym można być na co dzień szczęśliwszym, często poprzez niedopuszczanie do siebie trudnych myśli i wspomnień. Trwają też prace nad umożliwieniem ćwiczenia się w szczęściu dzieciom przez włączenie tych idei w program edukacji szkolnej7.

Coraz więcej korporacji zatrudnia "naczelnego dyrektora ds. szczęścia", a Google ma nawet swojego nadwornego wesołka zajmującego się szerzeniem mindfulness i empatii8. Profesjonalni konsultanci doradzają pracodawcom, jak rozweselać pracowników, bezrobotni mogą się dowiedzieć, jak odzyskać zapał do pracy, a w Londynie eksperci doradzają osobom eksmitowanym, jak pozbierać się emocjonalnie po takiej przygodzie9.

Rozwój nauki stale umacnia tego typu podejście. Neurolodzy pokazują, jak bezpośrednio zaobserwować w mózgu szczęście lub jego brak, tak jak w przypadku badań Matthieu Ricarda w Wisconsin, oraz poszukują neurologicznego uzasadnienia tego, dlaczego śpiewanie i kontakt z przyrodą dobrze wpływają na nasze psychiczne well-being. Twierdzą oni też, że odkryli obszary mózgu, które generują pozytywne i negatywne emocje, w tym również punkt, który po odpowiedniej stymulacji daje odczucie rozkoszy, oraz "przycisk wygaszania bólu"10. Rozwijający się ruch "skwantyfikowanego ja" promuje stałe monitorowanie własnego nastroju przy pomocy notatek i odpowiednich aplikacji na smartfony11. W miarę gromadzenia danych statystycznych w tym zakresie "ekonomia szczęścia" rozwija się i coraz skuteczniej tworzy na ich podstawie szczegółowy obraz tego, jakie miejsca, style życia, formy zatrudnienia i konsumpcji generują najlepsze samopoczucie i well-being.

Nasze aktywności są konsekwentnie wcielane w ten program pogoni za szczęściem w obiektywny, wymierny i zinstytucjonalizowany sposób. Problem samopoczucia, dotychczas uznawany za "subiektywny", jest obecnie podejmowany przy użyciu obiektywnych danych. Jednocześnie badania nad well-being zyskały aspekt ekonomiczny i medyczny. Wraz z rosnącą interdyscyplinarnością nauki o szczęściu twierdzenia dotyczące umysłu, mózgu, ciała i aktywności ekonomicznej stapiają się w jedną całość, bez poświęcenia zbytniej uwagi wynikającym z tego problemom filozoficznym. Podejmowane są nawet próby ustalenia jednego, uniwersalnego wskaźnika poziomu optymalizacji człowieka. Pewne jest jednak to, że ludzie stojący za technologiami produkującymi fakty dotyczące szczęścia są bardzo wpływowi, a obietnice związane z tymi narzędziami stają się coraz bardziej kuszące dla wszystkich, którzy sprawują jakąś władzę.

Czy można występować przeciwko szczęściu? Filozofowie spierają się o to, czy jest to zasadne stanowisko. Arystoteles twierdził, że szczęście jest ostatecznym celem człowieka, tyle że rozumiał je w szerokim, etycznym sensie. Nie wszyscy jednak by się z tym zgodzili. "Człowiek nie dąży do szczęścia", pisał Fryderyk Nietzsche, "czyni to tylko Anglik"12. W miarę jak od lat 90. psychologia pozytywna i badania nad szczęściem zakorzeniały się coraz głębiej w naszej kulturze polityczno-ekonomicznej, rósł niepokój co do sposobu, w jaki pojęcia szczęścia i well-being były wykorzystywane przez polityków i biznesmenów. Istnieje ryzyko, że ta nowa nauka po prostu uzna osoby nieszczęśliwe za winne własnej niedoli, i przystąpi do leczenia ich, lekceważąc przy tym wszelkie zewnętrzne czynniki, jakie się do tego przyczyniły.

W niniejszej książce w znacznej mierze podzielam ten niepokój. Mamy do rozwiązania zbyt wiele poważnych problemów politycznych i gospodarczych, żeby tak bardzo angażować się w badanie psychicznych i neurologicznych sposobów ich indywidualnego przeżywania. Warto też raczej podchodzić z rezerwą do wszelkich pomysłów, które są tak entuzjastycznie przyjmowane przez koryfeuszy Światowego Forum Ekonomicznego. Za technologią monitorującą nastrój, algorytmami analizującymi samopoczucie i medytacjami wyciszającymi kryją się określone interesy polityczne i ekonomiczne. Nie dostaliśmy po prostu niewinnych narzędzi do realizacji arystotelesowskiego samorozwoju. Psychologia pozytywna, której guru powtarzają jak mantrę, że szczęście jest kwestią własnego "wyboru", utrudnia tym samym odrzucenie konsumpcjonizmu i egocentryzmu, mimo że wielu ludzi właśnie tego szuka.

Jest to jednak tylko część rozwijanej tutaj krytyki. Jednym z ideologicznych aspektów nauki o szczęściu jest to, że prezentuje się ona jako coś całkiem nowego, określającego nową epokę, w której uda się przezwyciężyć dawne błędy, problemy polityczne i sprzeczności. Na początku XXI wieku te nadzieje są związane z mózgiem. Zapewnia się nas, że "kiedyś nie mieliśmy pojęcia o tym, co czyni ludzi szczęśliwymi - ale teraz już wiemy". Mamy dostęp do ścisłej nauki badającej nasze subiektywne stany i tylko szaleniec nie korzystałby z niej w zarządzaniu, medycynie, terapii, marketingu i polityce.

Jednak co, jeśli ten psychologiczny optymizm towarzyszy nam już od dobrych 200 lat? Co, jeśli nauka o szczęściu jest po prostu najnowszym wcieleniem dobrze znanej doktryny, zgodnie z którą można matematycznie opisać relacje między umysłem i światem? To właśnie chcę pokazać w tej książce. Już od czasów rewolucji francuskiej (ze znaczną eskalacją pod koniec XIX wieku), pewna naukowa utopia jest wciąż na nowo reklamowana: dzięki odpowiedniemu badaniu ludzkich uczuć będziemy w stanie rozwiązać wszystkie fundamentalne problemy moralności i polityki. Oczywiście same metody ich naukowego opisu nie są stałe: czasem mają one charakter emocjonalny, innym razem neuronalny, fizjologiczny lub są uznawane za efekt naszego nastawienia do świata. Jednak niezmiennie mamy do czynienia z nauką badającą subiektywne odczucia, która ma ostatecznie ustalić właściwy sposób działania, zarówno w moralnym, jak i politycznym sensie.

To podejście wyrasta z Oświecenia, ale ci, którzy najchętniej wprowadzają je w życie, dążą do kontroli społecznej i są w tym zwykle motywowani własnym zyskiem. Ten przykry paradoks wyznacza kierunek rozwoju przemysłu szczęścia. Krytykując tę naukę, nie mam zamiaru deprecjonować etycznej wartości samego szczęścia, a tym bardziej bagatelizować bólu tych, którzy w jakiś sposób cierpią z powodu jego braku i chętnie zwróciliby się po pomoc do tych nowych technik zarządzania myśleniem i zachowaniem. Przedmiotem mojej krytyki jest samo wpisanie nadziei i szczęścia w ramy aparatury pomiaru, kontroli i zarządzania.

Te polityczne i historyczne pytania prowadzą do kolejnych problemów. Być może ścisłe ujęcie umysłu jako mechanicznej lub wręcz materialnej rzeczy z właściwymi sobie sposobami działania i dysfunkcjami, które jesteśmy w stanie monitorować i mierzyć, nie jest wcale remedium na nasze bolączki, ale stanowi jedną z ich głębszych, kulturowych przyczyn. Wydaje się, że już teraz jesteśmy silnie ukształtowani przez różne zazębiające się, a często wzajemnie sprzeczne, sposoby badania naszych uczuć i zachowań. Specjaliści od reklamy oraz od zasobów ludzkich, a także rządy i firmy farmaceutyczne od końca XIX wieku obserwują nas i stymulują, ukierunkowują oraz optymalizują nasze działania, a co więcej, zawsze są o krok przed nami. Czy naprawdę wierzymy w to, że za dwieście lat historycy spojrzą na początek XXI wieku i powiedzą "o, to właśnie wtedy w końcu odkryto prawdę o ludzkim szczęściu"? A skoro nie wydaje się to wcale prawdopodobne, to czy nie tkwimy w tej wizji tylko dlatego, że jest to na rękę tym najsilniejszym i najbardziej wpływowym?

Czy oznacza to, że obecna eksplozja polityczno-biznesowego zainteresowania szczęściem jest zaledwie sztuczką retoryczną? Czy ucichnie, gdy znów uświadomimy sobie, że skomplikowane obliczenia nie są w stanie oddalić problemów etycznych i politycznych? Raczej nie. Nagły wzrost atrakcyjności nauki o szczęściu na początku XXI wieku ma dwie przyczyny. Obydwie są jednak natury socjologicznej i jako takie nie są nigdy wprost poruszane przez tworzących tę naukę psychologów, menedżerów, ekonomistów i neurologów.

Pierwsza z nich dotyka samej natury kapitalizmu. Jeden z uczestników ŚFE w 2014 roku powiedział coś znacznie bardziej przenikliwego niż mu się najpewniej wydawało: "Sami stworzyliśmy sobie problem, który próbujemy teraz rozwikłać"13. Miał na myśli to, że tryb pracy 24/7 i wciąż aktywne urządzenia elektroniczne są dla władz korporacji tak stresujące, że są oni zmuszeni medytować, aby jakoś sobie z tym poradzić. Jednak ta diagnoza może być równie dobrze rozszerzona na całą kulturę postindustrialnego kapitalizmu.

Od lat 60. zachodnie gospodarki mierzą się z problemem rosnącej zależności od naszego psychicznego i emocjonalnego zaangażowania (czy to w pracę, w wierność danej marce, czy też w troskę o własne zdrowie i well-being), które jednak coraz trudniej jest im podtrzymywać. Jego brak często przybiera formę depresji lub zaburzeń psychosomatycznych i przekłada się nie tylko na cierpienie doświadczane przez konkretnych ludzi, ale ma również wymiar ekonomiczny i staje się coraz bardziej kłopotliwy pod względem politycznym i biznesowym. Tymczasem z badań epidemiologicznych wyłania się niepokojący obraz: społeczeństwa o wysokim poziomie nierówności społecznych, oparte na zasadach konkurencyjności oraz konsumpcjonizmie, są ogniskami depresji i braku szczęścia14. W miejscach pracy wkłada się coraz więcej wysiłku w tworzenie społeczności pracowników i stymulację ich psychicznego zaangażowania, starając się tym samym przeciwdziałać długofalowym procesom atomizacji i zaniku poczucia bezpieczeństwa. Mamy więc do czynienia z modelem ekonomicznym, który próbuje osłabiać właśnie te ludzkie postawy i cechy, na których się opiera.

Tak więc w ogólniejszym, historycznym sensie rządy i korporacje "stworzyły problemy, które starają się teraz rozwikłać". Nauka o szczęściu zdobyła popularność, ponieważ obiecuje ich upragnione rozwiązanie. Po pierwsze, ekonomiści zajmujący się szczęściem są w stanie obliczyć koszty generowane przez jego brak i samotność. Na przykład instytut badania opinii społecznej Gallupa oszacował, że brak szczęścia wśród pracowników przynosi amerykańskiej gospodarce 500 miliardów dolarów strat rocznie w postaci spadku produktywności i wpływów z podatków oraz dodatkowych kosztów opieki zdrowotnej15. W ten sposób nasze emocje i well-being zostają włączone w obszar kalkulacji wydajności gospodarczej. Techniki psychologii pozytywnej i inne pokrewne zaczynają odgrywać kluczową rolę w przywracaniu ludziom energii i motywacji. Wiążą się z tym nadzieje na przezwyciężenie tej zasadniczej słabości współczesnego modelu ekonomii politycznej bez konieczności mierzenia się z fundamentalnymi problemami polityczno-ekonomicznymi. Jak to często bywa, psychologia stanowi sposób na uniknięcie spojrzenia w lustro.

Drugi strukturalny powód wzrostu zainteresowania badaniami nad szczęściem dotyczy technologii i jest nieco bardziej niepokojący. Jeszcze dość niedawno większość naukowych prób uchwycenia i modyfikacji ludzkich odczuć odbywała się w obrębie powszechnie kojarzonych z tym instytucji takich, jak ośrodki badań psychologicznych lub socjologicznych, szpitale czy miejsca pracy. Jest to już jednak przeszłość. W lipcu 2014 roku Facebook opublikował artykuł opisujący sposób, w jaki udało mu się skutecznie manipulować nastrojami setek tysięcy jego użytkowników poprzez odpowiednie dobieranie dostarczanych im treści16. Oburzenie wywołało utajnienie sposobu przeprowadzenia tego eksperymentu. Jednak gdy opadł kurz, złość zmieniła się w niepokój: być może w przyszłości Facebook nie będzie już taki chętny, by dzielić się wynikami podobnych badań, i postanowi po prostu kontynuować je w tajemnicy?

Nad naszym samopoczuciem i emocjami w coraz większym stopniu czuwa fizyczne otoczenie. W 2014 roku British Airways testowały "koce szczęścia", które miały na celu odzwierciedlanie poziomu zadowolenia przykrytego takim kocem pasażera, dzięki monitorowaniu jego aktywności neuronalnej. W miarę gdy ten się relaksował, koc zmieniał kolor z czerwonego na niebieski, informując w ten sposób załogę, że odpowiednio się nim zajęła. Obecnie mamy dostęp do mnóstwa urządzeń mierzących i analizujących nasze samopoczucie: od zegarków, przez smartfony, aż do Vessyla - "smartkubka", który nadzoruje spożycie płynów użytkownika pod kątem jego wpływu na zdrowie.

Jeden ze sztandarowych neoliberalnych argumentów na rzecz rynku głosi, że służy on za powszechne urządzenie pomiarowe mogące uchwycić miliony indywidualnych potrzeb, opinii i wartościowań, a następnie odzwierciedlić je w języku cen17. Być może jesteśmy na progu nowej, postneoliberalnej ery, w której rynek nie będzie już głównym narzędziem uchwytywania powszechnych odczuć. Wraz z napływem urządzeń nieustannie monitorujących nasze szczęście pojawiają się też nowe metody ścisłego uchwytywania odczuć, które przenikają nasze życie o wiele głębiej i skuteczniej niż robi to rynek.

Liberalizm uważał zawsze, że troska o naszą prywatność idzie w parze z troską o nasze bezpieczeństwo. Obecnie jednak musimy zaakceptować fakt, że znaczna część inwigilacji, której jesteśmy poddawani, służy naszemu zdrowiu, szczęściu, zadowoleniu z życia i przyjemnościom zmysłowym. Jeżeli uznamy, że należy ograniczyć zarządzanie naszym życiem przez ekspertów, to niezależnie od motywacji będziemy też musieli stwierdzić, że trzeba ograniczyć nasze dążenia do psychicznego i fizycznego dobrobytu. Każda współczesna krytyka wszechobecnego nadzoru musi z konieczności zawierać również krytykę maksymalizacji naszego well-being, nawet za cenę bycia mniej zdrowym, szczęśliwym i bogatym.

Przyjrzenie się tym trendom z perspektywy historycznej i socjologicznej nie zapewnia nam jeszcze sposobów przeciwstawienia się im lub ich odwrócenia. Jest to jednak ważny krok w tym kierunku. Polega on na przekierowaniu uwagi z naszego wnętrza - odczuć, mózgu i sposobu działania - na świat zewnętrzny. Często słyszy się, że depresja jest "złością skierowaną do wewnątrz". Pomimo ciągłych uwag psychologów pozytywnych, by "zauważać" otaczający nas świat, nauka o szczęściu jest pod wieloma względami "krytyką skierowaną do wewnątrz". Nieodrywanie wzroku od tabelek z pomiarami subiektywnych wrażeń może jedynie odwrócić naszą uwagę od szerszych politycznych i ekonomicznych problemów. Najwyższy czas, by przestać szukać sposobów modyfikacji odczuć i podejść z większym sceptycyzmem do świata zewnętrznego. Spróbujmy zacząć od krytycznego spojrzenia na historię pomiarów szczęścia.

1 Jill Treanor, Larry Elliott, And Breathe... Goldie Hawn and a Monk Bring Meditation to Davos, theguardian.com, 23 stycznia 2014.

2 Robert Chalmers, Matthieu Ricard: Meet Mr Happy, independent.co.uk, 18 lutego 2007.

3 Wellness - stan dobrego samopoczucia będący wyrazem "posiadanego" well-being [przyp. tłum.].

4 Matthew Campbell, Jacqueline Simmons, At Davos, Rising Stress Spurs Goldie Hawn Meditation Talk, bloomberg.com, 21 stycznia 2014.

5 Well-being - ogólny dobrostan oraz dobre samopoczucie fizyczne i psychiczne, na które składają się zarówno relatywnie łatwo wymierne czynniki, takie jak zdrowie fizyczne i zaspokojenie potrzeb materialnych, jak i trudniejsze do zmierzenia, na przykład ogólne poczucie szczęścia i komfortu w życiu. Pojęcie to nie ma swojego odpowiednika w języku polskim [przyp. tłum.].

6 Dawn Megli, You Happy? Santa Monica Gets $1m to Measure Happiness, atvn.org, 14 marca 2013.

7 Na przykład Penn Resilience Program, stworzony na Uniwersytecie Pensylwanii przez Martina Seligmana wraz z zespołem psychologów pozytywnych, który ma na celu wprowadzenie do szkół terapii poznawczo-behawioralnej. W 2007 r. brytyjskie władze oddelegowały 100 nauczycieli do siedziby tego projektu, aby móc następnie odtworzyć go w Wielkiej Brytanii.

8 Work for World Peace Starting Now - Google's "Jolly Good Fellow" Can Help, huffingtonpost.com, 27 marca 2012.

9 Sarah Knapton, Stressed Council House Residents Get ?2,000 Happiness Gurus, telegraph.co.uk, 9 października 2008.

10 Fabienne Picard, Didier Scavarda, Fabrice Bartolomei, Induction of a Sense of Bliss by Electrical Stimulation of the Anterior Insula, "Cortex" 2013, vol. 49, nr 10; Pain "Dimmer Switch" Discovered by UK Scientists, bbc.com, 5 lutego 2014.

11 Gary Wolf, Measuring Mood: Current Research and New Ideas, quantifiedself.com, 11 lutego 2009.

12 Fryderyk Nietzsche, Zmierzch bożyszcz, tłum. Stanisław Wyrzykowski, Nakład Jakóba Mortkowicza, Warszawa 1909-1910, s. 7.

13 M. Campbell, J. Simmons, At Davos, Rising Stress Spurs Goldie Hawn Meditation Talk, dz. cyt.

14 Zob. Richard Wilkinson, Kate Pickett, The Spirit Level: Why More Equal Societies Almost Always Do Better, Allen Lane, London 2009. Carles Muntaner rozwija ten wątek w swoich pracach.

15 Gallup, State of the Global Workplace Report 2013, 2013.

16 Adam Kramer, Jamie Guillory, Jeffrey Hancock, Experimental Evidence of Massive-Scale Emotional Contagion Through Social Networks, "Proceedings of the National Academy of the Sciences" 2014, vol. 111, nr 24.

17 Friedrich August von Hayek, Droga do zniewolenia, tłum. Krzysztof Gurba, Lucjan Klyszcz, Jerzy Margański, Dobrosław Rodziewicz, Arcana, Kraków 2003.