1Pojęcie propagandy - ewolucja znaczenia
Podróż po tematyce propagandy - wywierania wpływu, operacji informacyjnych, walki informacyjnej, wojny informacyjnej, dezinformacji, operacji psychologicznych - musi się od czegoś zacząć. Zaczynamy od początku, włącznie z tłem historycznym. Wyłożenie tego tematu w taki sposób nie jest konieczne do tego, by nabyć świadomość działań współczesnych, a nawet móc stosować techniki i technologie. Jest to jednak zdecydowanie wskazane. W ten sposób wiedza i świadomość tematu będą pełniejsze. Pozwolą też wykształcić poczucie odpowiedzialności.
Czym zatem jest propaganda?
1.1. Problem od samego początku
Zacznę od tego, że słowo "propaganda" nie kojarzy się dziś najlepiej. A właściwie kojarzy się bardzo, bardzo źle. Z czymś niecnym, nieuczciwym, może nawet demonicznym, złym, szkodliwym, oszukańczym etc. Nie zawsze tak było, ale rozważania na ten temat trzeba rozpocząć systematycznie i stopniowo.
Ten rozdział stanowi wstęp do problematyki. Informacje są w nim wyłożone spójnie i zarysowane dość ogólnie. Nie zawsze od razu będzie oczywiste, dlaczego poruszane są konkretne wątki. Wszystko złoży się w całość po przeczytaniu książki. Jeśli jakieś informacje w tym rozdziale wydadzą się Czytelnikowi szczególnie trudne do przyjęcia (choć podane są np. odnośniki), to mimo wszystko zachęcam do wytrwania, by właściwie zrozumieć kluczowe podstawy przydatne w dalszej lekturze. Już na początku zmagam się z wielkim problemem wynikającym z faktu, że samo słowo "propaganda" powszechnie odbierane jest jako coś nacechowanego negatywnie. Zdaję sobie sprawę, że nie wygram z tym odbiorem tego słowa - wszak tradycja ta ma już prawie 100 lat. Jest to jasne. Nie jest to moją intencją ani celem tej książki. Co więcej, nie będę tu wyrażał opinii, nie o to chodzi - to zadanie dla Czytelnika.
Celem tego rozdziału jest więc coś innego. Chodzi o wykazanie, jak rzeczy się mają. Skąd się wzięły. Dlaczego pewne znaczenia, treści, określenia odbieramy tak, a nie inaczej. Może to być dla Czytelnika interesujące, bo przedstawienie informacji, ich wpływu, manipulacji nimi, ich modulacji - to coś istotnego w każdym rozdziale tej książki.
Zasadniczym przedmiotem tej książki jest bowiem właśnie zagadnienie wpływu informacyjnego. Zatem także jego znaczenia dla naszego życia, społeczeństwa, cywilizacji, państwa. Wpływu na jednostki, a także na całe populacje. Obieg informacyjny i komunikacyjny to w epoce informacyjnej kluczowe zagadnienie. Dzieje się tak za sprawą znacznego przyspieszenia technologicznego, a co za tym idzie wpływu na społeczeństwa, a także na państwa.
To kwestie dotyczące wielu podmiotów - firm, instytucji państwowych, organizacji, wojsk - bo te rzeczy nie dzieją się same. To także kwestie ludzi (obywateli) indywidualnie, grupowo oraz szerzej, populacyjnie.
Dalsze rozważania to konieczny wstęp, poruszający kwestie techniczne, historyczne, a także prawne. Ta książka ma dać kompleksowy obraz problematyki. I tak też zaczynamy.
1.2. Nie wartościujemy
Ważna uwaga dla Czytelnika. W tej książce staram się nie wartościować. Poza miejscami, gdzie jest to niewątpliwe, nie przesądzam o tym, czy coś jest złe, czy coś jest dobre. Dlatego nie wyrażam tutaj swoich poglądów. Moim celem jest raczej, aby książka ta zawierała bezstronne, dobrze uzasadnione i przydatne informacje i użyteczne treści. Kwestię, do czego mogą być użyteczne, pozostawiam w gestii Czytelnika.
Niektóre - nawet samo wymienianie pewnych źródeł, odnośników, wydarzeń, procesów, historii, anegdot, osób czy przytaczanych danych - może być przez niektórych uznane za niewłaściwe, kontrowersyjne, zaskakujące. Być może, Czytelniku, nie będziesz się z tym zgadzał, jest w tym jednak pewna metoda. Jest to konieczne, by treść książki była kompletna. Tam, gdzie potrzebne, prawidłowo osadzona w wydarzeniach przeszłych, pokazana na ich tle. Ponownie, nie jest to książka o tzw. poglądach, które - zwłaszcza miejscami - niekoniecznie muszą być dla Czytelnika ciekawe. Jeśli w ogóle byłyby do przyjęcia. Nie o to chodzi. A w takich miejscach - nazwijmy je tłem - Czytelnik wcale nie musi się ze wszystkim zgadzać. Wystarczy przyjąć, że coś jest lub że coś było. Niech Czytelnik sam oceni, zdecyduje, wybierze, co istotne. Dotyczy to także tego rozdziału. Oczywiście sprawa będzie się miała nieco inaczej w dalszych częściach książki, gdzie omawiane są rzeczy już ściśle eksperckie, techniczne, naukowe.
To do dzieła.
1.3. Natura zmian w przestrzeni informacyjnej
Zasadniczym elementem, który wpływa na całość problematyki omawianej w tej książce, jest zjawisko szybkiej zmiany. To szybkie zmiany społeczne i cywilizacyjne zachodzące w wyniku rozwoju nauki i techniki. Technika i technologie mają ogromny wpływ na dzisiejszy świat. Rozwój w tej mierze znacznie przyspieszył. Część przyczyn tych procesów jest dobrze znana, a nawet oczywista. Jeden z elementów tych zmian i ich przejawów prawdopodobnie, Czytelniku, często nosisz w kieszeni lub masz pod ręką. Chodzi o smartfon - symbol zmian technologicznych w tym wieku. Zwykle ludzie mają go przy sobie, dzięki czemu dysponują natychmiastowym dostępem do informacji i komunikacji - rozrywkowej, zawodowej. Smartfony, komputery i tzw. komputeryzacja i usieciowienie znajdują się w istocie w centrum obecnych zmian i odpowiadają za przyspieszenie. To właśnie świadczy o tym, że znajdujemy się w erze informacyjnej. Także dlatego ujęcie problematyki propagandy 100 lat temu musiało być zupełnie inne niż dziś.
Możemy wymienić konkretne przykłady: strony internetowe, aplikacje, nowe kanały informacyjne i medialne. Instagram, Facebook, TikTok, wyszukiwarka Google, komputery, smartfony, inteligentne urządzenia w rodzaju zegarków, a nawet urządzeń do fitnessu oraz warianty i odpowiedniki tych rozwiązań za 5, 10, 20 i 50 lat. Coraz częściej także znaczenie mają elementy podstawowe, które w "wyższych warstwach" dostarczają lub w inny sposób działają na dane - różne modele przetwarzania informacji: generatywna AI (ang. artificial intelligence, czyli sztuczna inteligencja), GPT (ang. generative pre-trained transformer, czyli silnik modeli językowych sztucznej inteligencji), LLM (ang. large language model, czyli duży model językowy generujący treści na podstawie "wyuczonego" modelu opisującego wiedzę).
Rozwój techniki i nauki prowadzący do tych dobrodziejstw cywilizacji nastąpił w ciągu ostatnich 60 lat, choć one same bezpośrednio pojawiły się 5, 10, 20 lat temu. Zatem umownie przyjmijmy, że kluczowy jest czas pierwszych 20 lat XXI wieku. Truizmem i oczywistością jest, że dziś mamy na wyciągnięcie dłoni informacje wszelkiego rodzaju: o wydarzeniach w kraju i na świecie, o najnowszych doniesieniach sportowych, ekonomicznych, gospodarczych i społecznych, a nawet o rozrywkowych ploteczkach w różnych branżach. Dane te wpływają na nasze umysły, są konsumowane, przetwarzane, udostępniane. Jednak ktoś albo coś odpowiada za tworzenie tych treści. Jednocześnie mamy rządy z różnymi centrami odpowiadającymi za komunikację społeczną. Mamy różne firmy pomagające w komunikacji. Mamy centra odpowiedzialne za tworzenie reklam i PR. Mamy radio, telewizję, media elektroniczne, media społecznościowe, a nawet różne jednostki państwowe lub nawet wojskowe działające w tych lub powiązanych obszarach. Mamy również systemy kształcenia - szkolnictwo. Wiele podmiotów wchodzi w interakcje, czasem konkuruje, rywalizuje. Takie wypełnienie informacyjne składa się na pewne środowisko (tworzy je), w którym obraca się współczesny człowiek. Jak wykazuje ta książka, rzeczy te wpływają też na nasze rozumienie spraw, na nasz rozwój jednostkowy. Mają wpływ na to, jak myślimy, jakie działania podejmiemy, kim będziemy lub kim jesteśmy. Dobra techniczne i informacyjne usprawniają nasze życie. Umożliwiają pewien wpływ, pewne efekty. Jednak ze zmianami tymi wiąże się także ryzyko, a rzeczy dobre mogą prowadzić również do nadużyć. Zarówno w wyniku przypadku, zbiegu okoliczności, jak i celowego i systematycznego działania.
Żeby docenić i odpowiednio zrozumieć to zagadnienie i w ogóle problematykę związaną z przestrzenią informacyjną, konieczne jest rozpoczęcie od podstaw. Problem zmian w przestrzeni informacyjnej, bezpieczeństwa informacji czy też bezpieczeństwa informacyjnego jest zagadnieniem złożonym. W istocie istnieje od czasów niepamiętnych, a to za sprawą stopniowych zdobyczy cywilizacyjnych. Skoro ma być od podstaw, to niech tak będzie.
1.4. To słowo na "p"
W gruncie rzeczy prawdą jest, że na początku było słowo.
Wiele zmieniło właśnie wykształcenie sformalizowanych trybów komunikacji - języka umożliwiającego porozumiewanie się przez przekazy, pogłoski, a także plotki. Od tego czasu informacje znajdowały się w obiegu, zdarzenia i historie mogły być sprawniej szerzone, wymieniane, przekazywane innym (także między pokoleniami). Informacje zawarte były w mitach, w wierszach. I to nawet w tych pochodzących z ery antycznej.
Propaganda w antyku...
Pierwsze zapiski o potencjalnych celach propagandowych datowane są właśnie na antyk. Nie chcę, aby Czytelnik czuł się teraz jak na lekcji w szkole, ale takie są fakty.
Wiersze i elegie, np. O cnocie (gr. Areté) Tyrtajosa[1] mają wydźwięk jednoznacznie propagandowy. Zresztą wiersze i pieśni bardzo często miały taki wydźwięk także dużo później. Jak inaczej ocenić marsze lub pieśni wojskowe? One mają pewien cel, np. zagrzewanie do walki, budowanie morale w wojsku lub w społeczeństwie. To zatem element wywierania wpływu, operacji informacyjnej lub nawet walki informacyjnej (w tym rozdziale jeszcze używam tych sformułowań bez podawania definicji - w intuicyjnym ich rozumieniu, a o szczegółach będzie od rozdziału następnego). Tyrtajos znał się na rzeczy. Na sztuce. Był fachowcem. Był także sprawnym spartańskim propagandystą, nawet jeśli jedynie wyrażał opinie lub uczucia podzielane przez wielu współobywateli. Warto zauważyć, że podobne lub identyczne idee do tych wyrażanych w twórczości Tyrtajosa - poświęcenia (życia) dla ojczyzny - miały oddźwięk także dużo później, również w historii innych państw. W tym Polski, np. po powstaniu styczniowym (XIX wiek), czy w trakcie II wojny światowej, w ramach Armii Krajowej, w powstaniu warszawskim (XX wiek). To piękne adaptacje literackie. Piękna sztuka, nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Ale upowszechnienie takich postaw mogło mieć bardzo konkretne cele polityczne i wojskowe, a nawet jeśli niekoniecznie cele, to takie efekty. Choć trzeba przyznać, że sama idea Tyrtajosa "walki do skutku"[2] (do końca), tj. niewycofywania się, nawet za cenę życia, niekoniecznie musi mieć sens wojskowy lub operacyjny. To był przykład przekazów kanałami znanymi w starożytności. Propagacja również za pośrednictwem pisma, ale przede wszystkim komunikacją mówioną. Powtarzanie wierszy i przekaz od jednego człowieka do drugiego.
Stąd już blisko do zapisów w księgach. Bo systematyczne używanie pisma - na papierze - usprawniło ten proces propagacji informacji niosących pewne wartości, idee. Choć nawet informacje obrazkowe były szerzone także na innych elementach ważnych cywilizacyjnie. Przykładem niech będą choćby wizerunki rzymskich cesarzy na monetach. Tu z kolei mamy inny obraz produktów propagandowych. Monety to coś, co produkowane jest masowo. Monety były bite w dużych Ilościach, używali ich wszyscy powszechnie i ciągle. Z kolei teksty były przepisywane w średniowiecznych zakonach. To utrwalanie przekazu. Takie reprodukcje były jednak ograniczone, gdyż nie było wielu wyedukowanych lub wykształconych zakonników, ich możliwości były ograniczone pod względem praktycznym - taka praca była też czasochłonna, co ograniczało zasięg. Do czasu aż za sprawą Gutenberga powstała maszyna drukarska, co ogromnie usprawniło kopiowanie treści, tekstu, wymianę i obieg informacyjny. Mechaniczne i powtarzalne reprodukowanie treści usprawniło również edukację, prowadząc do zmniejszenia analfabetyzmu i upowszechnienia kształcenia. Od tego czasu liczba reprodukcji mogła znacznie wzrosnąć, dzięki temu, że były one wykonywane szybko i niższym kosztem. A co dopiero dzisiaj, gdy reprodukcja zajmuje milisekundy. Wystarczy proste "kopiuj, wklej" na komputerze czy smartfonie i przesłanie treści dalej.
Zmiany takie umożliwiają rywalizację na gruncie informacji.
1.5. Moc słów
Czy te rozważania są teoretyczne? W żadnym wypadku. Ta książka dotyka bowiem istotnych zagadnień bezpieczeństwa informacji i bezpieczeństwa informacyjnego. Kwestia terminologii i używanych słów jest ważna, nawet kluczowa i musimy ją docenić. Słowa mają wielką moc, a używane w odpowiedni sposób - mogą mieć duży wpływ. Dlatego zaczynamy od słów. Dla przykładu - od konkretnego słowa. Bo ważnym elementem technik składających się na to zagadnienie jest sztuka operowania słowem w taki sposób, aby wywierać wpływ. Przykładami tu są chociażby retoryka (przemowa), erystyka (sztuka sporu), a także perswazja (przekonywanie, wpływ), której być może jesteś, Czytelniku, często poddawany, czasem w sposób nieoczywisty, tj. nie zdajesz sobie z tego sprawy, chociażby dlatego, że nie zwracasz na to uwagi, bo zajmuje Cię coś innego.
Pamflety a szerzenie informacji
Czasem wystarczy samo propagowanie informacji jakimiś kanałami. Tak było w XVI wieku w Niemczech, gdzie za pośrednictwem szerzonych pamfletów chciano skłonić władze do zaangażowania się w ściganie wiedźm[3]. Chodziło o kobiety, którym zarzucono prowadzenie szkodliwej działalności, np. magicznej, co często oznaczało sytuację, gdzie ktoś kogoś nie lubił, ale trudno było mu wyjaśnić zachowanie jakiejś osoby. Były to akcje "uświadamiające" (np. o zagrożeniu), ale władze miast poważnie obawiały się możliwości doprowadzenia do zamieszek na tym tle. A to już kwestia stabilności, bezpieczeństwa i porządku publicznego. W Norymberdze wprowadzono wręcz cenzurę (zakaz szerzenia takich informacji), gdyż obawiano się destabilizacji społecznej, np. zamieszek i oszalałego tłumu[4]. W innych miejscach w społeczeństwie protestanckim akcja ta jednak doprowadziła do egzekucji kobiet podejrzanych o "wiedźmowstwo", a metoda szerzenia tych informacji miała znamiona dzisiejszych virali i paniki moralnej w mediach elektronicznych i społecznościowych. Treść szerzyła się szybko, doprowadzała do paniki, infekując informacyjnie szerokie terytoria - ostatecznie doprowadzając do 20 000 egzekucji na przestrzeni lat, co było specyfiką niemieckiego protestantyzmu tamtych czasów[5]. W opracowaniu, z którego czerpiemy te informacje, przytoczono przykładowe elementy takich pamfletów, także autentyczne zarzuty wobec wiedźm:
Jej wyznaniem jest,
Że powinna zamrozić
Ziarno i winorośl w tym roku,
Aby czcić diabła[6].
Mniejsza z tym, w jaki sposób "skłaniano" podejrzane osoby do składania tego rodzaju wyznań, np. wymuszając ich złożenie za pomocą środków przemocowych, takich jak tortury. Nie wchodzimy też w rozważania demonologiczne, ale można sobie wyobrazić, że w XVI-wiecznym społeczeństwie, przy niskim poziomie wykształcenia, propagacja takich treści mogła mieć poważne skutki. Co jednak najważniejsze, prowadziło to do destabilizacji społeczeństwa. Dlatego walczono z taką destabilizującą propagandą. Ścigano drukarzy tworzących takie treści[7]. Wszak chodziło o stabilność miasta czy państwa.
Już kilkukrotnie użyliśmy sformułowania "propaganda", ale czy w sposób właściwy? Niezupełnie, dawniej słowo to bowiem nie istniało, a nawet gdyby, to nie znaczyłoby tego co dziś. Nie byłoby w taki jak dziś sposób odbierane. Ale po kolei.
Zasadniczą cechą języka jest to, że znaczenie słów ulega zmianom. To nie jest książka o specyfice i ewolucji słowotwórstwa, są to jednak fakty. Można taką ewolucję dostrzec także w zmianach w odbiorze słowa "propaganda". Kiedy dziś to czytasz, to prawdopodobnie kojarzy Ci się to, Czytelniku, z czymś złym, a co najmniej podejrzanym. Sformułowanie to jest dziś nacechowane mocno pejoratywnie. Stanowi nawet obelgę.
Nie zawsze tak było. Dawniej słowo "propaganda" miało znaczenie bardziej funkcjonalne i opisowe.
Informacje o pochodzeniu słowa "propaganda" być może dla niektórych dziś będą zaskakujące. Jak już zaznaczyłem, według Ewangelii św. Jana "na początku było Słowo". W istocie słowo "propaganda" zawdzięczamy je właśnie Kościołowi katolickiemu.
1.6. Pochodzenie "propagandy" zawdzięczamy Kościołowi katolickiemu
W XVII wieku, a dokładnie w 1622 roku, papież Grzegorz XV powołał Świętą Kongregację dla Propagandy Wiary (Sacra Congregatio de Propaganda Fide), znaną później pod nazwą Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów, a zniesioną w 2022 roku[8].
To jest pierwsze użycie tego słowa. Jego stworzenie[9]. Zatem paradoksalnie, mówiąc o propagandzie, za każdym razem niejako odnosimy się do dziedzictwa katolickiego. Lecz tu w propagandzie chodzi raczej o propagację, np. wiary lub poglądów na nią. O jej szerzenie. O edukację, o upowszechnienie. Także np. o kształcenie kleryków. Wszystko to w rozumieniu raczej neutralnym, choć z punktu widzenia Kościoła na pewno pożądanym, czyli patrząc od tej strony - pozytywnym. To poniekąd stanowiło odpowiedź na kryzys klerykalny w tamtych czasach, ale to także kulminacja działań kontrreformacyjnych, tych kierowanych wobec ruchów reformacyjnych, np. protestanckich. Było to też narzędzie stworzone w odpowiedzi na potrzeby czasów, wynikające ze skomunikowania z nowymi lądami w tzw. Nowym Świecie. Dotarcie do Ameryki Północnej, Południowej i innych kontynentów z europejskiego punktu widzenia było "odkryciem nowych lądów". Chodzi także o wyzwania powstałe w Europie właśnie przez rozwój innych prądów wyznaniowych (tj. reformacyjnych), jak np. wspomnianego już protestantyzmu. Działalność reformacyjna, antykatolicka (także w sferze informacyjnej) była wtedy faktem, tworzono antykatolickie pamflety i innego rodzaju przekazy, organizowano ruchy antyklerykalne. Powstały więc nowoczesne sposoby wpływu na opinie ludzi[10]. Wtedy właśnie ważny był zwłaszcza wkład ludzi sprawnie operujących słowem, także literatów[11]. Od tej strony środowiska te również posługiwały się metodami propagandowymi, choć bez stosowania tej nazwy.
Stworzono nowe struktury i cele (protestanckie). I one poszukiwały przestrzeni, wyznawców, ludzi, których można przekonać. To w oczywisty sposób stworzyło wyzwanie dla istniejącego porządku - w tym przypadku dla Kościoła katolickiego. Nie jest tu istotne, czy Czytelnik tej książki jest osobą wierzącą (a jeśli tak, to w co i jak) czy też niewierzącą (a jeśli tak, to w jaki sposób). Wyjaśnienie tego fenomenu i procesu nie wymaga wiary albo niewiary. Jest to bowiem proste. Pojawia się nowa instytucja, ideologia (tu: prądy protestanckie) i ona się "rozpycha", tworząc konkurencję dla zastałego porządku (tu: Kościoła katolickiego). Istniejące instytucje mają wówczas wybór. Mogą nic nie robić, spokojnie się poddać, dać za wygraną i powiedzmy przejść do historii. Mogą też coś robić, przeciwdziałać. Byłoby naiwnością sądzić, że w przypadku powstania wyzwania dla dużej i ważnej instytucji, a taką niewątpliwie był wtedy Kościół katolicki, obędzie się bez jakiegokolwiek oporu, a nawet walki. Co zatem robić? Przeciwdziałać. Tak też się stało i dlatego właśnie powstała struktura Sacra Congregatio de Propaganda Fide. Tłumacząc wprost: kongregacja propagandy. Temu zawdzięczamy to słowo "propaganda". Zatem słowo "propaganda" pochodzi od łac. propagare (szerzyć), a definicji dziś można znaleźć wiele[12].
1.6.1. Propaganda rewolucyjna - rewolucja francuska
Dopiero później słowo "propaganda" zyskało znaczenie szerzenia pewnych innych ideologii, wartości, poglądów, np. politycznych. Chociażby podczas rewolucji francuskiej, gdy metody propagandowe stosowano systematycznie. Różnego rodzaju metody kształtowania opinii, przekazywania informacji, metody wpływu, powiedzielibyśmy - propagandowe, zdecydowanie były wykorzystywane podczas rewolucji francuskiej i była to propaganda rewolucyjna, polityczna. Zawarta w pieśniach, w wierszach, w oficjalnych przemowach, w odezwach, w działaniach.
1.6.2. Karykatura, gilotynowanie, głowy na kiju
Co istotne, wtedy to strategia państwa zaprzęgała do działań wiele kanałów, co współgrało też z tymi działaniami państwowymi oraz wojskowymi.
Zwłaszcza z dzisiejszej perspektywy może ciekawić, jak wtedy grupy ludzi (często analfabetów, niewykształconych) szerzyły idee mające zmieniać system polityczny (obalić starą monarchię etc.), wykorzystując np. sztukę. Na znaczeniu zyskała zwłaszcza karykatura - wymierzona we wrogów politycznych (polityków, arystokratów, kler etc.)[13]. Ale jedno to karykaturalne przedstawianie głów wrogów nabitych na tyczki, a zupełnie inne - faktyczne działania (właśnie takie). I nie chodzi mi tu o słynne gilotynowanie, co o faktyczne wydarzenie, gdy we francuskim parlamencie głowa urzędującego ministra skończyła na kiju i była podsuwana marszałkowi parlamentu Francji. Ten niezbyt smaczny i wstrząsający przykład pokazuje, jak ładunek niepokojów społecznych, również kanalizowany przekazami informacyjnymi, propagandowymi, może doprowadzić do realnych konsekwencji.
1.6.3. Efekty propagandy - czy da się przewidzieć przyszłe wydarzenia?
Właśnie konsekwencje są tu istotne. Bo przecież w szerzeniu informacji i próbach "wpływu" nie chodzi jedynie o szerzenie dla samego szerzenia. Komuś chodzi o jakieś konkretne efekty, o podejmowane działania. O skłonienie odbiorców do podejmowania działań. A nie wyłącznie do przyswojenia sobie informacji.
Natomiast przekonanie, że wydarzenia dzieją się "nagle", ma ograniczony sens. Wojny mają swoje przyczyny, podobnie jak rewolucja francuska i wszystko, co działo się po niej. Wydarzenia takie jak nagłe erupcje polityczne lub wojskowe często są poprzedzone informacjami dostępnymi publicznie, np. publikowanymi w prasie. Tak było przed I wojną światową, przed II wojną światową, przed wojną w Ukrainie w 2022 roku, a także przed - z dzisiejszej perspektywy odległym wydarzeniem - właśnie rewolucją francuską[14]. Stąd analiza środowiska informacyjnego jest bardzo ważna, także badanie tzw. otwartych źródeł (ang. open source intelligence, OSINT). Oczywiście nie zawsze stawka jest tak wysoka jak w przypadku wojny światowej. Ale już tutaj mamy jasno zarysowane wnioski: zawsze warto obserwować, zwłaszcza twórczość wybranych osób, instytucji, grup. W tamtym czasie we Francji mogły być to osoby związane z różnymi tzw. salonami, grupkami towarzyskimi zrzeszającymi "znajomych", czasem grupami politycznymi, twórczymi etc. One mogły zdawać sobie sprawę z dziejących się procesów, przynajmniej niektóre z nich (inna sprawa, że wgląd, dostęp do takich źródeł nie zawsze jest łatwy).
Dlaczego to dla nas ważne? Bo obserwując i analizując środowisko informacyjne, także dziś można przyjmować kilka podejść: analizować społeczności (grupy), od tych znacznych rozmiarów, po te mniejsze, a także analizować indywidualne osoby o potencjalnie większym wpływie na społeczności (dziś nazywane czasem influencerami). Sprowadza się to do studiowania informacji, także propagandy.
1.6.4. Lenin a propaganda w mediach społecznościowych
Metody propagandowe stosował też inny rewolucjonista - Lenin[15]. Rozumiał on konieczność walki propagandowej w znaczeniu o wiele bardziej ofensywnym, politycznym[16].
Pewne pozostałości tej ewolucji, wypracowanej także przez system sowiecki, komunistyczny i tamte techniki, odczuwamy nawet dzisiaj. Chociażby w postaci dezinformacji i przekazów propagandowych za pośrednictwem różnego rodzaju kanałów medialnych, społecznościowych. Bardziej uchwytnie, chociażby w znanych działaniach "rosyjskich botów i trolli" w mediach społecznościowych, w mieszaniu w procesach wyborczych innych krajów. To tylko pewien element. O tym jednak będzie mowa w rozdziałach późniejszych. W tym przypadku dotknęliśmy ważnego tematu szkodliwości propagandy. Propaganda niewątpliwie może być złośliwa, szkodliwa (ang. malicious).
Ale znaczenie samego słowa mocno ewoluowało i jeszcze nie tak dawno nie traktowano go jako coś jednoznacznie "złego". Przeanalizujmy pozytywny przykład.
1.6.5. Propaganda w ONZ
Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych to międzynarodowa struktura, gdzie ważne są słowa i wyrażane stanowiska w kontekście dyplomatycznym i prawnym. Jeszcze w 1947 roku użyto w rezolucji sformułowania "propaganda", w zasadzie rutynowo, jakby był to pewien proces polityczny, a może mechaniczny. Jakby propaganda stanowiła narzędzie.
Rzecz działa się krótko po zakończeniu II wojny światowej. Wszyscy mieli dość wojny. Gdzie tu miejsce dla propagandy? Stało się tak za sprawą rezolucji 110 "Środki, jakie należy podjąć przeciwko propagandzie i podżegaczom do nowej wojny"[17], w której wezwano państwa członkowskie ONZ do stosowania "wszelkich kanałów propagandy dostępnych państwom" w celu szerzenia pokojowych stosunków między państwami, natomiast potępiono "propagandę sprzyjającą aktom agresji zbrojnej". Czyli propaganda może być zła i dobra? Zdekodujmy to!
Sformułowanie "wszelkie formy" sugeruje, że form, metod i dostępnych środków jest lub może być wiele. Rezolucja ta potępia propagandę wzywającą i podżegającą do wojny. Czyli pewne jej użycie, wcale nie arbitralne, bo bardzo konkretne - w jakimś określonym celu. Odnosi się krytycznie do wszelkich form propagandy, "prowadzonej w dowolnym kraju, której celem lub prawdopodobnym następstwem jest prowokowanie, zachęcanie i zagrożenie dla pokoju, naruszenie pokoju lub akt agresji" (pkt 1). Z tego wynika jasno, że propaganda jest tu czymś złym, szkodliwym. Umówmy się, że wojny są złe, wszak giną wtedy ludzie, niszczone jest mienie. Wydaje się, że możemy przyjąć taki pogląd, choć zapewne nie wszyscy muszą się z tym stwierdzeniem zgodzić.
Wracając do rezolucji ONZ, to w tej samej rezolucji mamy także sformułowanie: "promować, wszelkimi dostępnymi środkami rozgłaszania i propagandy, przyjazne stosunki między narodami". W tym miejscu słowo "propaganda" użyte jest już w zupełnie innym znaczeniu niż poprzednio. Nagle znaczenie to nie jest negatywne, a jakby neutralne. Z uwagi na jego cel. Być może nawet znaczenie pozytywne? Jest to sformułowanie nawet nieco techniczne, nienacechowane wartościami ("zło" albo "dobro"). Chodzi o osiągnięcie czegoś, celu ("przyjazne stosunki między narodami"). Skłania nas to zrewidowania rozumienia pojęcia "propaganda" w punkcie pierwszym tej rezolucji jako czegoś o znaczeniu "złym". Co więcej, mowa tu o "środkach"! Zatem o metodach technicznych stosowanych do propagacji propagandy.
Mamy więc sformułowanie czysto techniczne, a nie publicystyczne. Tak termin "propaganda" był użyty jeszcze w roku 1947. Ale może to jakiś wypadek przy pracy, odosobniony przykład czegoś niszowego? No niezupełnie, bo rezolucja ta została przyjęta jednogłośnie. Przez wszystkich ówczesnych członków ONZ, czyli reprezentantów 57 państw, także Polski. Co do meritum to odnoszono się oczywiście do tematu potępienia podżegania do wojny - czegoś zrozumiałego w kilka lat po hekatombie II wojny światowej.
Jednak - nie wprost - dano nam też świadectwo czasu. Tego drobiazgu i konkretu, który nas interesuje. Czyli użycia słowa "propaganda" w funkcji i w znaczeniu czysto technicznym, nienacechowanym jako samo w sobie żadnym wartościowaniem ogólnym. Taki wniosek jednoznacznie wynika z faktu, że w tym samym dokumencie to samo słowo odnosi się do czegoś negatywnego (podżeganie do wojny, w szczególności do wojny napastniczej, aktu agresji), jak i do czegoś pozytywnego (popularyzacja stosunków pokojowych między państwami).
1.6.6. Propagacja idei? Dekodujemy dalej
Znane nam słowo "propaganda" samo w sobie jest zapożyczeniem z łaciny. Oxford English Dictionary datowany na 1679 rok podaje kilka znaczeń. Jest to np. "organizacja schematu lub ruchu propagującego jakąś doktrynę lub praktykę", ale także "systematyczne rozpowszechnianie informacji, zwł. w sposób stronniczy lub wprowadzający w błąd, w celu promowania sprawy politycznej lub punktu widzenia"[18].
Niewątpliwie chodzi o szerzenie informacji w celu promowania jakichś idei, jakiegoś punktu widzenia. Według Słownika Języka Polskiego PWN może to być też "szerzenie jakichś poglądów, haseł politycznych itp. mające na celu pozyskanie zwolenników"[19], a w starszej wersji słownika, pod redakcją Witolda Doroszewskiego, wyjaśnione jest, że chodzi o pozyskanie "zwolenników" dla jakiejś akcji czy idei. Ponownie, są to określenia mechaniczne.
Bo historycznie chodziło właśnie o to. O szerzenie idei, poglądów, informacji. Dziś jednak "propaganda" sprowadzana jest do rzeczy demonizowanych, niekiedy złych, nacechowanych negatywnie. Gdy użyte jest sformułowanie "propaganda", instynktowne jest zastosowanie go w znaczeniu czegoś złego, być może potraktowanie go jako obelgi.
Do tych działań odmiennej natury (lub tożsamych, ale o pozytywnym celu końcowym) używamy innych określeń: "edukacja publiczna", "relacje publiczne", "komunikacja publiczna", "komunikacja korporacyjna", nawet jeśli stosowane rozwiązania są podobne i nawet jeśli w związku z tym byłoby to użycie tych słów w sposób eufemistyczny (nie musi tak być, można założyć, że edukacja publiczna jest co do zasady czymś pozytywnym, choć niektórzy mogą uznać, że zależy to od konkretnych treści edukacyjnych i kto ma na nie wpływ).
Często oczekujemy tu uczciwości: że przedstawiane poglądy lub idee będą obiektywne, że nie będą skłaniały się w jakąś konkretną stronę, że będą oparte na standardach naukowych. Natomiast dzisiaj niektórzy uznają, że propaganda to stosowanie metod propagacji i szerzenia informacji w sposób obciążony, nieobiektywny, np. selekcjonowanie treści w sposób nieuczciwy albo cyniczny. I stworzono taki podział znaczeniowy, choć zawsze można dyskutować nad szczegółami. I my to tutaj robimy.
W tej książce liczy się bardziej mechanika, technika. Zatem metody propagandy nie wartościujemy z definicji. W ujęciu klasycznym propaganda nie miała złych konotacji. To pisząc, musimy jednak docenić, że dziś znaczenie tego słowa jest demonizowane, a to za sprawą wojen w XX i XXI wieku. Nie można nie być tego świadomym.
Skoro jednak chcemy poznać takie metody, to trzeba rozumieć tę całość. Natomiast w ogólnym rozrachunku nie da się uciec od tego, że termin "propaganda" jest dziś nacechowany pejoratywnie. Ta zmiana wydaje się trwała.
1.6.7. Czego uczy o propagandzie kardynał Richelieu, a czego Napoleon i de Gaulle?
Państwa zajmują się porządkowaniem zasad życia w swoich ramach, a także w dziedzinie stosunków z innymi państwami. Ważnym tego elementem jest komunikowanie działań opinii publicznej oraz szerzej - ludziom. Państwa zatem prowadzą działania informacyjne, mają polityki informacyjne. Często też obowiązki informacyjne.
Kardynał Richelieu w XVII wieku wspierał (finansowo)[20] niejako oficjalną instancję medialną, do której także regularnie pisywał. Chodzi o "Gazette de France", propagującą i objaśniającą cele polityki państwowej. Taka instytucja zwyczajnie musiała zostać powołana. Taka była potrzeba czasów.
Napoleon również stosował metody propagandowe, wydając odezwy państwowe, również kierowane do podbijanych populacji. Metody propagandowe były stosowane na porządku dziennym podczas I i II wojny światowej. Używał ich generał de Gaulle, by za pośrednictwem radia docierać do Francuzów w okupowanej Francji. Ale także, będąc już prezydentem Francji, reagując na kryzys w Algierii.
Bardziej współcześnie, metody kształtowania opinii były istotne podczas pandemii koronawirusa w latach 2020-2022. Wtedy to podkreślano wagę posiadania jakiegoś odniesienia, jakiegoś źródła prawdy. Chodzi oczywiście o ośrodki państwowe, bo to one kształtują politykę bezpieczeństwa ludności i politykę zdrowotną. Opierano je na wynikach naukowych, ale nie zawsze komunikowano to społeczeństwom wprost. Uznano, że tak jak kilkaset lat temu dobrym rozwiązaniem są tzw. lockdowny i społeczna izolacja. To może mieć sens w ochronie przed chorobami zakaźnymi (i jeśli czemuś służy, np. przygotowaniom, a nie jedynie zamykaniu społeczeństw), natomiast jest to duża ingerencja w prawa i wolności obywatelskie. Jednak jeśli alternatywą miałoby być załamanie się systemu ochrony zdrowia, to państwa miały tutaj do podjęcia trudne decyzje. Decyzje takie powinny być jasno i klarownie przekazywane ludności, w sposób zrozumiały. Nie uniknie się jednak szerzenia informacji kanałami nieformalnymi, np. pogłosek, plotek[21]. To już jednak ryzyko destabilizacji, bo kto wie, skąd takie pogłoski pochodzą, jakie mogą być ich motywacje, na czym są oparte? Inną sprawą jest, że każdy jest mądry - ale dopiero po fakcie. A decyzje trzeba było podejmować "tu i teraz", nawet nagle.
1.6.8. Przypadki w Polsce
Podobnie było z kryzysem na granicy polsko-białoruskiej w 2021 roku. W sytuacji pluralizmu w Polsce nie dla wszystkich musiało być jasne, że może to być zagrożenie bezpieczeństwa państwa, a prawie nikt wtedy nie przewidywał, że za kilka miesięcy w Europie może wybuchnąć wojna dużej skali. Pomimo tego, że środkami publicznymi polskie i litewskie rządy informowały powszechnie o zagrożeniu, inne ośrodki mogły wskazywać na ryzyko dla wolności osobistych, a także kwestii praw człowieka. Stąd na pewnym etapie w Polsce wprowadzono blokadę informacyjną, fizyczny zakaz wstępu do (przygranicznych) obszarów kraju. Rzecz w priorytecie bezpieczeństwa państwa. Większą jasność szerokie społeczeństwo zyskało chyba dopiero w momencie rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 roku. Nie można wykluczyć, że nie do wszystkich to dotarło, nawet dużo później.
Przewodowo
W sytuacjach kryzysowych kwestie komunikacji są absolutnie kluczowe. Przekonaliśmy się o tym chociażby po upadku rakiety w Przewodowie w listopadzie 2022 roku, z tragicznymi skutkami - dwie ofiary śmiertelne.
Przez pewien czas nie udzielano społeczeństwu informacji. Gdy już ich udzielono i pewna wersja została przyjęta przez państwo polskie i państwa NATO (a NATO miało wtedy rozpoznanie radarowe, być może pozwalające monitorować sytuację w czasie rzeczywistym), z kolei nie zostało to przyjęte przez oficjeli w Ukrainie, którzy mogli mieć inne priorytety swej wojennej polityki informacyjnej. W te szczegóły nie mamy wglądu, ale ważne jest zrozumienie, że plotki w sytuacji wojennej mogą zagrażać stabilności i bezpieczeństwu państwa.
Takie plotki pojawiały się nawet wobec efektów nalotu na amerykańskie Pearl Harbor w 1942 roku. I nawet wtedy ludzie niekoniecznie wierzyli oficjalnym wersjom co do rozmiaru strat. Choć publicznie udzielone informacje miały niewątpliwy pozytywny wpływ społeczny, nie przyjęto ich powszechnie[22]. Być może taka jest natura ludzka? Taka jest dynamika nagłych kryzysowych sytuacji i ich "obsługa informacyjna"? Może po prostu nie da się wszystkich do wszystkiego przekonać, wszystkich zaspokoić, usatysfakcjonować. Niektórzy mogą ze swej natury nie ufać oficjalnym informacjom, za to wierzyć w magiczne lub cudowne leki, bioenergoterapie, różne alternatywne wyjaśnienia procesów społecznych, wróżbitów etc., czyli w dezinformację, w fałszywe informacje. Może to być też w czyimś interesie - dzięki temu zbudują swoją pozycję na byciu "kontrarianinem", "sceptykiem", przedstawiając się jako posiadacze "wiedzy tajemnej" lub "odważający się myśleć".
W pluralizmie demokratycznych i otwartych społeczeństw zawsze będą ludzie o różnych poglądach i punktach widzenia. I ci czasem nawet będą mogli być "zagospodarowani informacyjnie" (a może propagandowo?). Jednomyślność narzucona to jednak zgubna droga. Można próbować ją narzucić technologicznie lub siłowo (jak np. testowano w ZSRR), ale może lepiej tego nie powtarzać.
1.6.9. Uwaga na plotki
Pogłosek i plotek nigdy się nie pozbędziemy. Im bardziej sytuacja jest niejednoznaczna i podlegająca interpretacjom, tym bardziej zwiększa się podatność ludzi na przyjmowanie takich treści. A dziś, za sprawą nowych technologii, gdy komunikaty mogą szybko dotrzeć do wielu odbiorców, pojawiają się dodatkowe ryzyka. Może to tworzyć wyzwania dla całych państw, aby w takiej sytuacji podejmować działania.
Teraz gdy jest już jasne, że znaczenie słów ewoluuje, możemy przejść dalej.
1.7. Dlaczego traktujemy propagandę jako coś złego?
Tę (niefortunną?) ewolucję słowo "propaganda" zawdzięcza użyciom i nadużyciom oraz efektom, do których to doprowadziło przed, w trakcie i po II wojnie światowej. Chodzi o techniki zastosowane przed i podczas II wojny światowej. Techniki pochodzące wprost z repertuaru dra Goebbelsa i Adolfa Hitlera. Skończyło się to powszechną śmiercią, zagładą i zniszczeniem. Ludobójstwem na masową skalę, przeprowadzanym w sposób przemysłowy. Także dlatego dziś odbiór słowa "propaganda" jest tak silnie nacechowany negatywnie. Jest to zrozumiałe, naturalne.
Wcześniej jednak wyłożyłem wieloznaczną naturę słowa "propaganda". A może neutralną, techniczną naturę, bo wartościowanie "dobro-zło" odnosi się do wykorzystania metod?
1.8. "Propaganda" bliżej nas
Jeszcze 100 lat temu termin "propaganda" mógł być także pewnym synonimem reklamy, relacji publicznych etc.[23] Jeszcze w 1992 roku szwedzki parlamentarzysta wnioskował o "pracę propagandową w szkołach, w placówkach gastronomicznych i na targach w celu promowania zwiększonego spożycia ryb"[24]. Zestawiając to z formą, w jakiej termin "propaganda" funkcjonuje np. w Polsce, kontrast jest ogromny. Dziś, gdy polski analityk, dziennikarz, komentator czy parlamentarzysta używa tego sformułowania, ma ono konotacje negatywne. Przy czym jest to zrozumiałe: znaczenia słów ewoluują i faktycznie pojęcie "propaganda" po II wojnie światowej i latach komunizmu nabrało ponurego znaczenia. Nie ma sensu z tym dyskutować, bo takie są fakty.
1.8.1. Propaganda w sejmie
Jak używają tego słowa parlamentarzyści w Polsce? Może być to pouczające. W 1991 roku tak mówił poseł Józef Oleksy: "Rozbój pewien się szerzy, choć jest on ekonomicznie uzasadniony, bo właściciel, który ma większość akcji, może wszystko zrobić z dywidendą, kiedy to potrafi przegłosować, ale - przypomnijmy - tu jest jeszcze rzesza ludzi, którzy zawierzyli propagandzie rządowej, iż lepiej jest włożyć te pieniądze w akcje, niż podjąć inne formy oszczędzania. To wymaga uczciwego wyjaśnienia".
Nie jest to wypowiedź, gdzie użycie słowa "propaganda" musi mieć na celu atak na przeciwnika politycznego, do czego czasem bliżej nam w dzisiejszych czasach. To użycie odnoszące się do informacji publicznej na temat inwestowania środków.
Trudno wyciągać wnioski z jednej wypowiedzi. Można ją jednak interpretować jako sformułowanie techniczne: rząd ma zdolność używania środków informacyjnych (propagandowych). Ale nie ma powodu, by analizować wszystkie wypowiedzi sejmowe, byłoby to niezbyt pouczające. Rzućmy więc okiem na zbiorcze zestawienie użycia pojęcia "propaganda" w sejmie na przestrzeni lat (tabela 1.1):
Tabela 1.1. Użycie słowa "propaganda" w polskim sejmie na przestrzeni kilku kadencji
Kadencja
Liczba wypowiedzi zawierających słowo "propaganda"
I
40
II
46
III
79
IV
164
V*
48
VI
69
VII
89
VIII
165
IX
276
* Kadencja V w latach 2005-2007 była skrócona.
Źródło: opracowanie własne.
W tabeli 1.1 widać liczbę wypowiedzi parlamentarzystów odnoszących się do "propagandy" w ich rozumieniu, które może być nieścisłe lub wręcz polityczne. Nie wnikamy, w jakim kontekście stosowano to słowo. Istotne jest co innego: wyraźny trend wzrostowy (zwłaszcza od kadencji VIII, a kadencja IX "przebija sufit" pod względem częstości użycia tego słowa), i to nawet biorąc poprawkę na skróconą kadencję V. Współczynnik zmienności jest miarą względnej zmienności sekwencji i dla tych danych wynosi około 0,64. Wskazuje to na umiarkowany stopień zmienności w stosunku do średniej (duże odchylenia w kadencji IV, VIII i IX). Przy czym sama analiza statystyczna ma tu ograniczony sens, z uwagi na naturę tych danych i nieporównywalność kadencji. Trend jest rosnący. Zamieszczam to jako ciekawostkę, a teraz wracamy do meritum.
1.8.2. Poezja zaangażowana
Skoro o Polsce mowa, to warto zauważyć, że nasza najsławniejsza poetka Wisława Szymborska miała w młodości pewien epizod, gdy swymi umiejętnościami poetyckimi wspierała system polityczny, komunistyczny. Wystarczy przeanalizować fragment jej wiersza Wstępującemu do Partii:
Pytania brzmią ostro,
ale tak właśnie trzeba,
bo wybrałeś życie komunisty
i przyszłość czeka
twoich zwycięstw.
[...]
Partia. Należeć do niej,
z nią działać, z nią marzyć
z nią w planach nieulękłych,
z nią w trosce bezsennej -
wierz mi, to najpiękniejsze,
co się może zdarzyć,
w czasie naszej młodości
- gwiazdy dwuramiennej[25].
Bynajmniej niczego i nikomu tutaj nie zarzucam. Takie fakty, taka rzeczywistość, takie wybory. Wnioski to już ćwiczenie dla Czytelnika. Agitacja komunistyczna, partyjna nie podlega tu jednak dyskusji - to fakt, ten wiersz jest nośnikiem propagandy wspierającej system komunistyczny. Podobne utwory na swym koncie ma niemiecki poeta Bertolt Brecht, by zacytować fragment jego wiersza Kantata na śmierć Lenina:
Opowiadają, że gdy Lenin umarł,
pewien żołnierz z warty żałobnej tak rzekł
do swego towarzysza: Nie mogłem w to
uwierzyć. Wszedłem tam, gdy leżał, i
krzyknąłem mu do ucha: "Iljiczu,
wyzyskiwacze nadchodzą!" Nie poruszył się.
Teraz wiedziałem, że naprawdę umarł.
Gdy porządny człowiek chce odejść,
czy można go zatrzymać?
Powiedzcie mu, że jest potrzebny.
To go zatrzyma.
Co mogło zatrzymać Lenina?
Żołnierz ten tak rozumował:
Jeśli Lenin usłyszy, że wyzyskiwacze nadchodzą,
to może być chory, ale przecież wstanie.
Może przyjdzie o kulach,
może da się przynieść na rękach, lecz
wstanie i przyjdzie
żeby walczyć przeciw wyzyskiwaczom.
Żołnierz ten wiedział bowiem, że Lenin
całe swoje życie oddał
walce z wyzyskiwaczami.
A ponieważ żołnierz ów pomagał
zdobywać Pałac Zimowy
więc chciał już wrócić do domu, bowiem
dzielono już ziemię dziedziców.
Wtedy rzekł mu Lenin: Pozostań!
Są jeszcze wyzyskiwacze.
A dopóki istnieje wyzysk,
musi się walczyć z nim.
Dopóki więc żyjesz,
musisz z tym walczyć.
Słabi nie walczą. Silniejsi
walczą może z godzinę.
Jeszcze silniejsi walczą wiele lat. Lecz
najsilniejsi walczą całe życie. Oni
są niezbędni[26].
Nie wiem, Czytelniku, czy jesteś fanem poezji zaangażowanej. Trudno jednak nie zauważyć, że powyższe wiersze zdecydowanie wychwalają system komunistyczny, a konkretniej ten ostatni wpisuje się w kult Lenina[27]. Czynią to wobec ich odbiorców czytelników, być może niczego nieświadomych, być może dopiero kształtujących swój światopogląd młodych ludzi. Być może, bo nie mamy przecież wglądu w proces decyzyjny i ówczesne uwarunkowania. Jednak język i słowa mogą mieć wielką moc[28]. Bez względu na to, czy są używane do propagacji idei prawdziwych czy też fałszywych. Liczy się to, jak są używane, stosowane. Chodzi o oddziaływanie, o wpływ, jeśli taki jest cel szerzenia jakichś treści, wtedy więc chodzi o to, by osiągnąć jakiś efekt. W tym sensie warto uwzględnić inny charakter słów. Odnosząc się do kwestii czysto językowej, Orwell twierdził, że sformułowanie "faszyzm" zostało wyzute z treści i na pewnym etapie utraciło swą wartość, nie znaczy niczego konkretnego poza "czymś niechcianym"[29]. Co więcej, Orwell stwierdził też, że nawet słowa takie jak "demokracja", "socjalizm", "wolność", "patriotyzm", "realizm" czy "sprawiedliwość" mają po kilka różnych znaczeń, których nie da się ze sobą pogodzić"[30].
Podobnie może być ze słowami odnoszącymi się do terroryzmu. Kim jest terrorysta? Czym się zajmuje? Według jednej z klasycznych definicji to ktoś, kto chce osiągnąć cele polityczne (jakiś wpływ na sprawy), stosując groźbę przemocy lub przemoc. Ale tak się złożyło, że państwa często mianem terrorystów określały grupy osób, które działały przeciwko nim lub z nimi się w jakiś sposób nie zgadzały. W tym sensie żołnierze polskiej Armii Krajowej mogli być też terrorystami z punktu widzenia niemieckiej III Rzeszy, podobnie mogli być widziani przez władze Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej tzw. żołnierze wyklęci.
Zatem ponownie: słowa mają wielką moc, zwłaszcza dla tych, którzy umieją je stosować i mają do tego środki, pieniężne lub techniczne. Z naszej perspektywy wymienione przypadki mogą być uznane za absurd (albo potwarz, w zależności od tego, w jakim kontekście ktoś je wymienia), bo nawet jeśli formalnie ktoś stosuje metody terrorystyczne, to chyba nikt w Polsce dziś nie uzna żołnierzy Armii Krajowej po prostu za terrorystów, a na pewno nie bez dodatkowego rozwinięcia i wyjaśnienia tej kwestii. Ale także dlatego, że słowo "terroryzm" nasze pokolenia nazbyt często - z racji czasów - wiążą z osobami podejmującymi działania bojowe na Bliskim Wschodzie (nawet jeśli faktycznie z terrorystami, to samo sformułowanie jest dużo szersze i było stosowane już dawniej) lub na ulicach miast Zachodniej Europy. I tym od lat była wypełniona przestrzeń informacyjna, takie treści chłonęli ludzie przez lata. Jednak szafując i nadużywając sformułowań typu "faszyzm", "terroryzm" czy nawet "mięso", można doprowadzić do ich przeciążenia i faktycznej zmiany w odbiorze. Ale skąd tu nagle mięso? Mięso na przestrzeni wieków utożsamiano z produktem żywnościowym pochodzenia zwierzęcego[31], ale okazuje się, że obecnie może być też do przyjęcia określanie podobnym mianem produktów pochodzenia roślinnego. Nie chodzi tu o krytykę, ale raczej o stwierdzenie faktu: słowa mogą zmieniać swe znaczenie. Także w kontekście komercyjnym, nie tylko politycznym, społecznym lub wojskowym. Można się z tym oczywiście nie zgadzać.
Powróćmy do samego słowa "propaganda", kluczowego dla tej książki, które jednak stosunkowo do niedawna oznaczało upowszechnianie informacji, a nawet szerzenie edukacji, uświadamianie, i nie miało oddźwięku pejoratywnego, demonicznego, złego.
1.9. "Propaganda" jako kampania społeczna i edukowanie?
Teraz zapoznamy się z pewnymi koniecznymi koncepcjami propagandy i kampanii informacyjnych, równie ważnymi w operacjach i w walce lub nawet w wojnie informacyjnej.
Jeszcze ok. 100 lat temu słowo to stosowano w sposób odmienny niż dziś, np. w publikacji naukowej z 1926 roku pod jakże uroczym (z dzisiejszej perspektywy) tytułem Propaganda raka[32]. Nie mówi się tam o jakimś negatywnym szerzeniu treści lub idei szkodliwych lub kłamliwych, np. politycznych, czy ekstremistycznych. Przeciwnie! Mowa o "trudnościach propagandy raka"[33], ale w znaczeniu bardzo pozytywnym i chwalebnym. Chodzi o trudności w upowszechnianiu informacji o tym problemie medycznym. O problemy z dotarciem z właściwym komunikatem do odpowiednich odbiorców. Przecież także dziś prawdą jest, że "gdyby tylko pacjenci przychodzili wcześniej po poradę lekarską, rak byłby chorobą o wiele łatwiejszą do wyleczenia - w dużym stopniu nawet uleczalną"[34]. To zatem kwestia życia lub śmierci, bo liczy się wczesne wykrycie i wczesne leczenie. Celem tej kampanii ("propagandy raka") jest zatem osiągnięcie efektu, którym jest regularne przeprowadzanie badań. Ale by ten efekt osiągnąć, trzeba ukształtować świadomość społeczną. Upowszechnić informacje.
Jak zwiększyć świadomość problemu? Według tego artykułu naukowego z 1926 roku można to osiągnąć właśnie "propagandą". Bo w 1926 roku to słowo nie miało tak demonicznego znaczenia jak dzisiaj. Dziś mówilibyśmy o kampanii społecznej czy edukacyjnej. Jednak bardziej klasycznym sformułowaniem okazuje się właśnie "propaganda".
Co więcej, mówiąc o "propagandzie raka", autor zaznacza, że potrzeby takiej propagandy mogą napotkać wiele wyzwań i że nie każde metody ("metody propagandy"!) są wskazane do użycia wobec różnych populacji, społeczeństw (a zatem, różnych grup odbiorców). Wynika to z wielu względów, np. z kompozycji umysłowej lub mentalnej odbiorców. Przekaz musi być dostosowany do konkretnego kraju, do danego społeczeństwa lub jego części. Raczej do grup odbiorców, a niekoniecznie do ludzi indywidualnie (co może być trudne, a na pewno takie było w 1926 roku). Co z kolei można "określić tylko lokalnie"[35]. O tym będzie jeszcze mowa: jak kierować przekazy informacyjne lub propagandę, przekazy, informacje, aby osiągać jakiś efekt, wpływ. Pozwoli to też na zrozumienie, jak w razie potrzeby się bronić. Bo przecież nie każde użycie tych metod jest tak pozytywne jak upowszechnienie informacji o problemach nowotworowych, onkologicznych, zdrowotnych.
Tutaj chcę jedynie, by Czytelnik docenił, że propaganda może mieć różne zastosowania. Chyba nikt nie powie, że upowszechnianie informacji o poważnych problemach zdrowotnych jest złe. Wiem z doświadczenia, że nie jest. Osobiście, jako człowiek z doświadczeniem zdarzeń medycznych, nie mam absolutnie problemu ze stosowaniem "propagandy" w celu upowszechniania informacji o takich kwestiach. Choć, jak już powiedziałem, dzisiaj dokładnie te same działania określono by inaczej, np. jako "upowszechnianie informacji", "społeczna kampania informacyjna" ("edukacyjna") lub z użyciem podobnych określeń, choć cele byłyby (!) dokładnie takie same jak rzeczone cele "propagandy raka" z 1926 roku.
Z tego Czytelnik powinien, a przynajmniej może, jeśli chce, wyciągnąć wiele wniosków. Po pierwsze, propaganda sama w sobie nie jest zła. Po drugie, z takimi procesami mamy powszechnie do czynienia. Nad tworzeniem przekazów informacyjnych i ich propagacją pracują całe działy osobowe, tylko oczywiście nie używa się w odniesieniu do nich słowa "propaganda" (bo np. ma złe konotacje). Niekoniecznie chodzi tu o nacisk na doprowadzenie do "bezwolnych decyzji" u odbiorców, o manipulację, jakieś niecne cele. Faktem jest, że słowa zmieniają znaczenie i dziś mówilibyśmy raczej o "komunikacji zdrowotnej" (lub o zdrowiu") zamiast o "propagandzie"[36], choć dawniej do upowszechniania informacji o zdrowiu stosowano właśnie te metody - propagandy.
Częściowy wniosek nasuwa się sam: jesteśmy poddawani bodźcom informacyjnym, pochodzącym z różnych źródeł. To naturalne, a niektóre z takich strumieni informacyjnych mogą być też cenne. Tylko pytanie, które z nich nie są być może w pełni wartościowe, a może są nawet szkodliwe i złe? Jak to ustalić? Jak ocenić? Co wtedy zrobić? O tym w kolejnych rozdziałach.