Przedmowa
23 lutego 2014 roku, stojąc na trybunie stadionu Fiszt, prezydent Władimir Putin przyjmował ceremonię zamknięcia zimowych igrzysk olimpijskich w Soczi, w których, po raz pierwszy od wielu lat, nieoficjalnie w klasyfikacji medalowej zwyciężyli Rosjanie. Świat nie wiedział jeszcze o aferze dopingowej, która stała za rosyjskim zwycięstwem. Putin przeżywał moment osobistego triumfu, pokazywał światu zbudowaną przez siebie Rosję: z pretensjami do globalnego przywództwa, z pionową strukturą władzy, z drapaczami chmur Moskwa City, zwycięstwami na frontach sportowym i gazowym i bajecznie drogą olimpiadą w subtropikach.
Rankiem tego samego 23 lutego na Kremlu zapadła decyzja o aneksji ukraińskiego Krymu. Na półwyspie wylądowali żołnierze rosyjskich wojsk specjalnego przeznaczenia w mundurach bez naszywek, "uprzejmi ludzie", i zajęli strategiczne obiekty. Niespełna miesiąc później, 17 marca, Krym ogłosił niepodległość, a już następnego dnia został włączony do Federacji Rosyjskiej. Rosja runęła z soczijskiego Olimpu, przeobrażając się z państwa triumfatora, członka grupy G8, w państwo renegata, łamiąc prawo międzynarodowe i naruszając ogólnoświatowy porządek, zrywając wszystkie nici, które łączyły ją ze światem zewnętrznym, niszcząc struktury normalności i globalizacji zbudowane przez ćwierć wieku postsowieckiej transformacji.
Od tamtego momentu minęło już pięć lat, ale to swobodne spadanie nadal trwa i na razie nie widać jego końca. W rocznicę aneksji Krymu, 18 marca, Władimir Putin przy miażdżącym poparciu ludności wybrał się na kolejną sześcioletnią kadencję do 2024 roku, budując swoją retorykę na nacjonalizmie, militaryzmie i agresywnej konfrontacji z Zachodem. Rosja stała się rogue state, państwem zbójeckim, nieustanie podbijającym stawkę w symbolicznym starciu z Zachodem, i uczyniła z własnych obywateli zakładników geopolitycznych ambicji władzy. Ale początkiem tej zabójczej spirali był właśnie luty 2014 roku, decyzja o zajęciu Krymu, i teraz my wszyscy żyjemy w świecie po Krymie.
Przez słowo "my" rozumiem także czytelników zagranicznych wydań tej książki. Toksyczność nowego rosyjskiego reżimu błyskawicznie rozprzestrzeniła się poza granice Rosji i Ukrainy. Już 17 lipca 2014 roku w toku działań bojowych prorosyjskich separatystów na wschodzie Ukrainy dostarczony z Rosji system rakiet ziemia-powietrze Buk strącił boeinga malezyjskich linii lotniczych. W katastrofie zginęli wszyscy pasażerowie i członkowie załogi, dwieście dziewięćdziesiąt osiem osób z dziesięciu krajów. Później mieliśmy ingerencję rosyjskich hakerów w wybory w Stanach Zjednoczonych i w Europie, próbę przeprowadzenia zamachu stanu w Czarnogórze, interwencję w wojnie domowej w Syrii i barbarzyńskie naloty bombowe na Aleppo i inne syryjskie miasta. Wreszcie w marcu 2018 roku w angielskim Salisbury doszło do próby otrucia byłego oficera rosyjskiego wywiadu Siergieja Skripala i jego córki Julii przy użyciu broni chemicznej - trudno wyobrazić sobie lepszą (albo gorszą) metaforę toksyczności rosyjskiego reżimu.
Niniejsza książka jest próbą zrozumienia, skąd się wziął i w jaki sposób ukształtował ten reżim. Jest logiczną kontynuacją postsowieckiej transformacji czy gwałtownym zwrotem akcji z woli jednego człowieka? Produktem specyficznie rosyjskim czy rosyjskim przejawem ogólnoświatowego trendu deglobalizacji i powrotu państw narodowych z ich zapiekłym poczuciem krzywdy i niespełnionymi ambicjami, tak jak brexit i wybór Donalda Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych?
Władimir Putin bez wątpienia jest prekursorem i uosobieniem globalnego powrotu państwa. Ale czerpie przy tym z sześćsetletniej tradycji rosyjskiego samodzierżawia, sięgającej wstecz do ustanowienia Wielkiego Księstwa Moskiewskiego, które przejęło dziedzictwo Złotej Ordy. Jako historyk obserwowałem ten proces z ogromnym zainteresowaniem: widziałem, jak powracają tradycyjne formy władzy i podległości, myślenie totalitarne i sowieckie figury retoryczne, procedury państwowego rozdzielnictwa i rytuały społeczeństwa stanowego rodem z epoki Breżniewa, ery stalinizmu, systemu pańszczyźnianego i czasów Iwana Groźnego. Jakby Rosja odtwarzała swoją historię według starej społeczno-polityczno-gospodarczej matrycy, jakby zsuwała się z powrotem w wyjeżdżone wiekami historyczne koleiny.
Putinowska pierwsza dekada XXI wieku to czas powrotu państwa w całej jego pełni historycznej: z przywilejami elity i represjami wyborczymi, z pogardą dla prawa i zwykłego obywatela, z wielkomocarstwową retoryką i wojnami o spuściznę po imperium. Trzecia kadencja prezydencka Władimira Putina, od 2012 do 2018 roku, była tutaj kluczowa. Na ten okres przypada zdławienie obywatelskich protestów zimą 2011/2012, uchwalenie odrażających represyjnych ustaw (takich jak zakaz adoptowania rosyjskich dzieci przez cudzoziemców czy kryminalizacja "propagandy homoseksualizmu"), aneksja Krymu, wojny w Ukrainie i Syrii i początek niewypowiedzianej wojny hybrydowej z Zachodem. Jakby otworzyła się brama do przeszłości i na arenę polityczną wtargnęły rosyjska prehistoria, dinozaury samodzierżawia i imperializmu.
Właśnie w latach trzeciej kadencji Putina, równolegle z ustanawianiem w Rosji opresyjnego rewanżystowskiego reżimu, powstawały eseje, które składają się na tę książkę. To szkice ze współczesnej historii Rosji, wariacje na temat powrotu państwa i wojny, którą toczy ono z rozlicznymi sferami obywatelskiej, terytorialnej i symbolicznej autonomii. To kroniki napaści państwa na obywateli, inwazji na naszą przestrzeń, ciało i pamięć.
Książka składa się z czterech części, z których każda opisuje jedną z "wojen" państwa:
1. Wojna o przestrzeń - od bitew między protestującymi a władzą o moskiewskie place i bulwary do symbolicznych akcji "zbierania" rosyjskich przestrzeni, takich jak plan skolonizowania Arktyki; od postimperialnych awantur na Krymie i Donbasie do neokolonialnej wojny w Syrii.
2. Wojna o symbole - walka o dominację w sferze symboli poprzez rozmaite loca, znaki, rytuały i performanse władzy: Kreml i plac Czerwony jako przestrzenie sakralne; defilady wojskowe i parki patriotyczne jako skanseny suwerenności. Jednym z najważniejszych symboli władzy są strategiczne pociski jądrowe obwożone ulicami Moskwy, nadrukowywane na koszulkach, wygrażające Zachodowi z gigantycznych telebimów w czasie przedwyborczego przemówienia Putina w marcu 2018 roku. Stały się one fundamentem nowej świadomości rosyjskiej.
3. Wojna o ciało - nowa sfera kontroli państwa wyraźnie zintensyfikowanej w drugiej dekadzie XXI wieku. Mowa o praktykach, które Michel Foucault nazywa biopolityką, o wtrącaniu się państwa w życie osobiste obywateli, w ich zachowania żywieniowe, seksualne i reprodukcyjne. Można tu wymienić walkę z propagandą gejowską i zagranicznymi adopcjami, wychowanie religijne w szkołach oraz niszczenie zachodnich artykułów spożywczych objętych rosyjskim embargiem. Władza wchodzi do miejsc, które dotąd były domeną prywatności, do naszych salonów, sypialni i kuchni, zagląda nam do lodówek, reglamentuje naszą cielesność pod płaszczykiem walki o przyrost naturalny i ustanowienie swego rodzaju "suwerenności seksualnej" Rosji.
4. Wojna o pamięć - aktywna polityka historyczna państwa, które narzuca obywatelom usankcjonowane przez siebie formy pamięci - od jednego podręcznika historii dla wszystkich szkół do kultu Dnia Zwycięstwa, od pełzającej rehabilitacji Stalina do walki z "zafałszowywaniem historii". Zaprzestawszy prób kształtowania przyszłości, państwo żyje rojeniami o bohaterskiej przeszłości, tworzy mit nieprzerwanego pasma zwycięstw, boi się przyznać do pomyłek i porażek, represjonuje pamięć traumy.
Wspólnym mianownikiem tych czterech wojen jest walka o "suwerenność", przez którą Kreml rozumie nieograniczoną władzę państwa i niezależność od czynników zewnętrznych. Władza chce kontrolować geograficzne i symboliczne terytorium Rosji, zbiorowe ciało i zbiorową pamięć narodu. Nad polami tych bitew unosi się figura suwerena (suwerennego dyktatora), prezydenta Putina, i nieprzypadkowo w tekstach stale powraca nazwisko głównego dwudziestowiecznego teoretyka suwerenności, niemieckiego prawnika Carla Schmitta, tak popularnego wśród kremlowskich politologów.
Jednakże nie należy wiązać powrotu państwa wyłącznie z osobą Putina - to raczej on stał się twarzą, uosobieniem i sztandarową postacią domknięcia się wielkiego cyklu historycznego, wiecznego powracania rosyjskiego Lewiatana. To nie Putin wskrzesza tradycyjne modele rosyjskiej historii, to rosyjska historia w pierwszej dekadzie XXI wieku wcieliła się w Putina, który - jak trafnie zauważył Wiktor Pielewin - stał się ideą przewodnią Rosji.
Czy postkrymskiej Rosji Putina trzeba się bać? Hegel napisał, że historia powtarza się dwa razy, najpierw jako tragedia, a potem jako farsa. Zbrodnie reżimu, takie jak rozpętanie bratobójczej wojny w Ukrainie czy strącenie malezyjskiego boeinga, nadal prowadzą do prawdziwych tragedii, niemniej rosyjskie imperium wkroczyło w końcowy, wtórny, naśladowczy okres swojej historii. Wiele tekstów z tej książki opowiada o fejkach, symulakrach, rekonstrukcjach historycznych. Nowa rosyjska walka o suwerenność momentami bywa śmiertelnie groźna, ale to już tylko bóle fantomowe, wojny zmęczonego imperium, które przeżyło swoją epokę, wyczerpało zasoby i walczy w ariergardzie na kurczącym się skrawku terytorium. Obserwowanie tych bitew jest czasem straszne, czasem pouczające, ale najczęściej śmieszne. I właśnie na przecięciu historycznej intuicji i komicznej intonacji powstała niniejsza książka.
Moskwa, maj 2018