Rozdział 1. POKOLENIA - JAK I DLACZEGO?
W Zatoce Bengalskiej, pomiędzy Indiami i Mjanmą (dawniej Birmą) leży Sentinel Północny, wyspa wielkości Manhattanu. W 2018 roku pewien dwudziestosześcioletni Amerykanin zapłacił grupce rybaków, aby go tam zawieźli. Nigdy więcej go nie widziano1.
Na Sentinelu Północnym żyje jedna z ostatnich grup ludzkich odizolowanych od reszty świata. W ciągu stuleci wyspę odwiedzali przybysze z zewnątrz, w tym grupa antropologów, którzy przyjeżdżali tu od lat sześćdziesiątych do lat dziewięćdziesiątych XX wieku, ale Sentinelczycy zawsze dawali jasno do zrozumienia, iż życzą sobie, aby pozostawiono ich w spokoju. Łodzie i śmigłowce, które zanadto zbliżą się do wyspy, są witane przez tamtejszych mężczyzn potrząsaniem włóczni i łuków, a nieliczni samotni wędrowcy, którzy się tam zapuścili, nie zdołali ujść z życiem, co skłoniło rząd indyjski do wprowadzenia zakazu żeglugi w promieniu trzech mil od wyspy. Chociaż Sentinelczycy wykorzystują metal pozyskiwany z wraków statków do wytwarzania broni, nie znają współczesnej techniki. Ich życie codzienne najprawdopodobniej wygląda tak samo, jak dwieście lat temu.
Co za tym idzie - rodzice na Sentinelu Północnym nie wyganiają swoich dzieci sprzed komputerów i nie każą im wyjść na dwór i pobawić się na świeżym powietrzu, tak jak oni to robili w dzieciństwie. Nie martwią się, że ich nastoletnie pociechy spędzają za dużo czasu na oglądaniu TikToka. Polują, zbierają dary natury i gotują nad otwartym ogniem, zamiast czyhać na najtańszą dostawę w sklepie Amazon Fresh. Nie znają antykoncepcji, więc młode mieszkanki wyspy rodzą dzieci w tym samym wieku, co ich matki, babki i prababki. Można przypuszczać, że ich wartości kulturowe niewiele się zmieniły przez stulecia - współcześni Sentinelczycy zapewne przestrzegają tych samych zasad życia we wspólnocie, co ich przodkowie.
Nie można tego powiedzieć o przeważającej części reszty świata. Nowe technologie zmieniły interakcje społeczne i sposoby spędzania wolnego czasu. W systemach wartości sztywne reguły i ściśle określone role społeczne ustąpiły miejsca indywidualnej ekspresji i poszanowaniu różnorodności, a kolejne kamienie milowe okresu dorastania i dorosłości są dzisiaj osiągane dużo później niż siedemdziesiąt lat temu. Podróżnik w czasie z roku 1950 byłby zszokowany faktem, że w wielu krajach prawo dopuszcza małżeństwa jednopłciowe, a na widok smartfonu zapewne zemdlałby z wrażenia.
Zawrotne tempo zmian kulturowych oznacza, że dorastanie w dzisiejszym świecie jest zupełnie innym doświadczeniem niż dorastanie w latach pięćdziesiątych czy osiemdziesiątych ubiegłego stulecia, a nawet w pierwszej dekadzie XXI wieku. Te zmiany mają istotne znaczenie. Epoka, w której przychodzimy na świat, wpływa na nasze zachowania, postawy, wartości i cechy osobowości. To, kiedy się urodziliśmy, wywiera silniejszy wpływ na naszą osobowość i postawy niż rodzina, która nas wychowała.
Owe różnice zależne od roku urodzenia najłatwiej można zrozumieć jako różnice między pokoleniami. Tradycyjnie słowa "pokolenie" używano w odniesieniu do relacji rodzinnych - na przykład rodzina trójpokoleniowa obejmuje dziadków, rodziców i dzieci. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat terminu "pokolenie" zaczęto używać przede wszystkim w odniesieniu do generacji społecznych - ludzi urodzonych w tym samym okresie, którzy dorastali w podobnej kulturze.
W dzisiejszych Stanach Zjednoczonych żyją przedstawiciele sześciu pokoleń: cichego pokolenia (osoby urodzone w latach 1925-1945), baby boomers (1946-1964), pokolenia X (1965-1979), milenialsów (1980-1994), pokolenia Z (nazywanego również iGen albo zoomers; 1995-2012) i jeszcze nienazwanego pokolenia osób urodzonych po roku 2013 (ja nazywam je pokoleniem polarnym, a niektórzy specjaliści w dziedzinie marketingu używają terminu "pokolenie Alfa"). Pokolenia nie są zjawiskiem występującym wyłącznie w Ameryce. W wielu krajach istnieją podobne podziały pokoleniowe, choć nieco odmienne ze względu na specyfikę kulturową.
Jeszcze całkiem niedawno trudno było określić, czy i w jaki sposób pokolenia różnią się między sobą. Niejeden ekspert ubolewał, że rozważania o pokoleniach często przypominają stawianie horoskopów. Coś w tym jest - w wielu książkach i artykułach na temat różnic pokoleniowych można znaleźć mnóstwo subiektywnych spostrzeżeń, twardych danych zaś - jak na lekarstwo. Niektórzy autorzy badają niewielką grupę ludzi i na tej podstawie usiłują wyciągać ogólne wnioski. W epoce big data wcale nie musi tak być. Na stronach tej książki znalazły się wyniki analiz międzypokoleniowych obejmujących 24 zbiory danych, pochodzących od 39 milionów osób - prawie tylu, ile mieszka w Kalifornii, największym stanie amerykańskim pod względem liczby ludności. Dzięki tak wielkiej ilości danych możemy dzisiaj zrozumieć różnice międzypokoleniowe dużo lepiej niż kiedykolwiek wcześniej.
Świadomość różnic międzypokoleniowych jest niezbędna do zrozumienia relacji w rodzinie ("Dlaczego moja nastolatka bez przerwy siedzi z nosem w telefonie? Dlaczego moi rodzice nie wiedzą, co to znaczy niebinarny?") i w miejscu pracy ("Dlaczego młodsi pracownicy są jacyś inni? Dlaczego mój szef myśli tak, a nie inaczej?"), zdrowia psychicznego ("Które pokolenia są bardziej skłonne do depresji i dlaczego?"), polityki ("Jak będą głosować kolejne pokolenia z upływem lat?"), polityki gospodarczej ("Czy milenialsi naprawdę są biedni?"), marketingu ("Co jest ważne i cenne dla każdego pokolenia?") oraz dyskursu publicznego ("Dlaczego coraz więcej młodych ludzi ma tak negatywne nastawienie do swojego kraju? Czy dodawanie zaimków osobowych do podpisu pod e-mailem to tylko chwilowa moda?"). Te pytania wskazują tylko niektóre z powodów, z jakich w internecie trwają niekończące się dyskusje o pokoleniach. W czasach, w których konflikt pokoleń - od postaw wobec pracy, przez kulturę unieważniania (cancel culture), po lekceważące OK, boomer2 - osiągnął poziom nieznany od lat sześćdziesiątych XX wieku, oddzielenie mitów od rzeczywistości wydaje się ważniejsze niż kiedykolwiek.
Analiza przypływów i odpływów pokoleniowych daje też wyjątkowe spojrzenie na historię. Takie zdarzenia, jak wojny, kryzysy gospodarcze i pandemie, często są przeżywane inaczej w zależności od wieku. Obecność w domu taty, który stracił pracę podczas recesji, może być przyjemna dla dzieci, lecz przerażająca dla niego samego. Ale historia nie jest wyłącznie ciągiem zdarzeń, lecz także wypadkową przemian kultury i wszystkiego, co się na nią składa: techniki, postaw, przekonań, norm dotyczących zachowania, różnorodności, uprzedzeń, wykorzystania czasu, edukacji, wielkości i trwałości rodziny. To, co twoja babka nazywała "życiem w grzechu", dzisiaj jest akceptowanym związkiem partnerskim. To, co współczesna nastolatka uważa za atrakcyjną rozrywkę (przeglądanie Instagrama), bardzo się różni od ulubionych zajęć jej rodziców w czasach, gdy mieli kilkanaście lat (takich jak jeżdżenie samochodem po mieście z grupą przyjaciół).
Różnice międzypokoleniowe pozwalają nam również zajrzeć w przyszłość. Gdzie będziemy za dziesięć lat? A za dwadzieścia? Jako że pewne cechy i postawy z wiekiem tylko w niewielkim stopniu ulegają zmianie albo zmieniają się w przewidywalny sposób, zgromadzone dane - zwłaszcza te dotyczące ludzi młodszych - mogą nam pokazać zarówno to, w którym miejscu jesteśmy teraz, jak i to, dokąd zmierzamy. Co prawda ludzie zmieniają się przez całe życie, ale ich światopogląd często kształtuje się w okresie dorastania i we wczesnej dorosłości, co sprawia, że młodsze pokolenia są niczym szklana kula, w której można zobaczyć przyszłość.
Przez całą karierę naukową - czyli od ponad trzydziestu lat - zajmuję się badaniem różnic między pokoleniami. Wszystko zaczęło się od tego, że zauważyłam coś zastanawiającego w trakcie pisania pracy magisterskiej w 1992 roku - w latach dziewięćdziesiątych XX wieku studentki college'u osiągały istotnie wyższe wyniki na skalach asertywności i niezależności w standardowych testach osobowości niż młode kobiety w latach siedemdziesiątych. Działo się to jednak na Uniwersytecie w Chicago - w miejscu, w którym wszyscy są trochę dziwni - więc pomyślałam, że to może być przypadek. Kiedy jednak rok później uzyskałam takie same wyniki wśród studentek Uniwersytetu Stanu Michigan (które były dużo mniej dziwne), zdałam sobie sprawę, że to może być bardziej systematyczna różnica. Po kilku miesiącach spędzonych w bibliotece odkryłam stopniowy wzrost deklarowanej asertywności i niezależności studentek college'u, jaki ujawnił się w 98 badaniach psychologicznych przeprowadzonych w latach 1973-1994. Ten wynik wydawał się w pełni zrozumiały, zważywszy na zmianę ambicji zawodowych kobiet, jaka nastąpiła w badanym okresie. W ten sposób udokumentowałam pierwszą różnicę międzypokoleniową w swojej karierze.
W kolejnych latach zbierałam badania opisane w czasopismach naukowych zalegających na zakurzonych półkach bibliotecznych i odkryłam różnice pokoleniowe pod względem cech osobowości, postaw i przekonań na własny temat. W połowie pierwszej dekady XXI wieku w internecie udostępniono ogromne zbiory danych, pochodzące z ogólnokrajowych, reprezentatywnych prób - w tym wyniki szeroko zakrojonych badań ankietowych młodzieży, prowadzonych w Stanach Zjednoczonych od lat sześćdziesiątych XX stulecia. Inne źródła danych, takie jak baza imion nadawanych dzieciom, prowadzona przez Social Security Administration, czy też ogromna baza danych Google, dotycząca języka używanego w książkach - obie zawierające informacje sięgające początków XIX wieku - również ukazały się w internecie i zapewniły dodatkowy wgląd w procesy zmian kulturowych.
Na podstawie swoich obserwacji dotyczących ogromnych zmian pod względem pewności siebie, oczekiwań i postaw związanych z równością napisałam w 2006 roku książkę poświęconą pokoleniu milenialsów, Generation Me (Pokolenie Ja). Kiedy w epoce smartfonów poziom optymizmu gwałtownie się obniżył i wśród nastolatków szerzyła się depresja, napisałam książkę o pokoleniu Z, zatytułowaną iGen (2017). Kiedy jednak podróżowałam po Ameryce i opowiadałam czytelnikom o książce iGen, menedżerowie, rodzice i nauczyciele akademiccy często pytali: "Czy nowe technologie nie wpłynęły na nas wszystkich?" albo: "Czy inne pokolenia też wyglądają dziś inaczej niż przedtem?". Ta książka odpowiada na te pytania - i na wiele innych, dotyczących cichego pokolenia, boomerów, pokolenia X, milenialsów, pokolenia Z i pokolenia polarnego.
Zacznijmy od rozważenia dwóch szerszych kwestii. Po pierwsze, co jest przyczyną różnic międzypokoleniowych? Po drugie, jak można odkryć rzeczywiste różnice między pokoleniami?
Co jest przyczyną różnic międzypokoleniowych?
W odróżnieniu od statycznej kultury, jaką można spotkać w takim miejscu, jak Sentinel Północny, współczesne społeczeństwa nieustannie się zmieniają. Zmiany kulturowe prowadzą do zmian pokoleniowych, bo każde kolejne pokolenie de facto dorasta w innej kulturze. Które zmiany kulturowe w największym stopniu przyczyniają się do różnic między pokoleniami?
Klasyczne teorie przemian pokoleniowych koncentrują się niemal wyłącznie na jednym aspekcie zmian kulturowych - na doniosłych wydarzeniach. W latach dwudziestych XX wieku Karl Mannheim pisał, że "jednostki pokoleniowe", które w młodości przeżyły te same wydarzenia, są połączone tym wspólnym doświadczeniem. W latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia socjolog Glen Elder wykazał, że ludzie, którzy doświadczyli Wielkiego Kryzysu w dzieciństwie, różnią się od tych, którzy przeżyli go jako osoby dorosłe. W latach dziewięćdziesiątych XX wieku zaś William Strauss i Neil Howe zaproponowali teorię, zgodnie z którą amerykańskie pokolenia można podzielić na cztery typy, następujące po sobie cyklicznie, a każdy z nich na innym etapie życia doświadczył ważnych wydarzeń, takich jak wojna domowa czy II wojna światowa. Na przykład pokolenie GI (zwane najwspanialszym pokoleniem), złożone z osób urodzonych w latach 1901-1924, reprezentuje typ "obywatelski", z którego wyrastają dorośli zdolni przewodzić krajowi w czasach wojny. Artykuły i książki na temat pokoleń często zaczynają się od listy wydarzeń, których doświadczyło w młodości każde z nich, takich jak wojna w Wietnamie dla boomerów; lęk przed wojną atomową ze Związkiem Radzieckim dla pokolenia X; ataki terrorystyczne 11 września 2001 dla milenialsów; czy pandemia COVID-19 dla pokolenia Z.
Doniosłe wydarzenia z pewnością wywierają wpływ na poglądy danej generacji. Ludzie, którzy doświadczyli Wielkiego Kryzysu, często do końca życia byli oszczędni. Koncepcja, zgodnie z którą pokolenia kształtują się pod wpływem cyklicznie następujących zdarzeń, pomija jednak całą resztę procesu zmian kulturowych - wszystkie sposoby, w jakie dzisiejsze życie tak bardzo różni się od życia sprzed dwudziestu, pięćdziesięciu czy stu lat. Sto lat temu prace domowe, takie jak pranie i gotowanie, pochłaniały tak dużo czasu i wysiłku, że spora część społeczeństwa nie mogła robić niczego innego. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych XX wieku publiczne wyrażenie opinii na temat polityki oznaczało fizyczne uczestnictwo w proteście ulicznym albo napisanie listu do redakcji z nadzieją, że zostanie on wydrukowany. Dziś wystarczy napisać kilka słów na smartfonie, aby zamieścić post w mediach społecznościowych. W połowie ubiegłego stulecia biali mieszkańcy dużej części Stanów Zjednoczonych uznawali segregację rasową za rzecz całkowicie normalną, podczas gdy dzisiaj uważa się ją za odrażającą moralnie. Przeciętna kobieta urodzona w latach trzydziestych XX wieku kończyła edukację na szkole średniej, wychodziła za mąż w wieku dwudziestu lat i w ciągu kolejnych pięciu rodziła dwoje dzieci. Przeciętna kobieta urodzona w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia podjęła studia w szkole wyższej, a w wieku dwudziestu pięciu lat nadal była niezamężna i bezdzietna. Te zmiany kulturowe nie były jedynie skutkiem doniosłych wydarzeń historycznych. Mają one charakter liniowy i rok po roku postępują w określonym kierunku; nie przychodzą cyklicznie, niczym recesja gospodarcza czy pandemie.
Co więc jest podstawową przyczyną owych zmian kulturowych, a co za tym idzie - zasadniczą przyczyną różnic międzypokoleniowych? Musi to być coś, co rozwija się z roku na rok i co wywiera silny wpływ na nasze życie codzienne. Najlepszą kandydatką wydaje się technika.
Technika radykalnie zmieniła nasz sposób życia, a także nasze myślenie, zachowanie i relacje z innymi. W odróżnieniu od wojen, pandemii i cyklicznych zmian w gospodarce, postęp techniczny ma charakter liniowy. Narzędzia i tryby mogą się zmieniać (na przykład od telewizorów po platformy strumieniowe), ale technika podąża w jednym kierunku - w stronę tego, co łatwiejsze, szybsze, coraz bardziej wygodne i atrakcyjne. Postęp techniczny oraz jego następstwa - w sferze kultury, zachowania i postaw - zaburzyły dawne cykle pokoleniowe i wytworzyły coś nowego. Ten model - nazwijmy go technicznym modelem zmian pokoleniowych - można uznać za nową teorię pokoleń we współczesnym świecie.
Technika to nie tylko tablety czy telefony. Pierwsi ludzie, którzy zapanowali nad ogniem, wynaleźli koło, zasiali zboże i zaczęli używać pisanych symboli, posługiwali się techniką (którą definiuje się jako "praktyczne zastosowanie nauki lub wiedzy do rozwiązywania problemów albo tworzenia użytecznych narzędzi"). Współcześnie pojęcie techniki odnosi się do wszystkiego, co umożliwia nam codzienne życie - od opieki medycznej, przez pralki, po wielokondygnacyjne budynki. Wielkie miasta, w których tłumy ludzi żyją blisko siebie, nie mogłyby istnieć bez nowoczesnej architektury, systemów sanitarnych i transportu, a wszystko to jest możliwe dzięki technice. Nasze życie bardzo się różni od życia ludzi przed kilkudziesięcioma laty, przede wszystkim ze względu na zdobycze techniczne, z których korzystamy. Można zatem przypuszczać, że kultura dzisiejszego Sentinelu Północnego jest podobna do tej sprzed wieku, ponieważ mieszkańcy tej wyspy niemal nie doświadczyli postępu technicznego.
Na pierwszy rzut oka wiele zmian kulturowych wydaje się niezwiązanych z rozwojem techniki. Co mają z nim wspólnego małżeństwa jednopłciowe? Albo rezygnacja z formalnego stroju w pracy, czy też rodzenie dzieci w coraz późniejszym wieku? W istocie jednak pierwotną przyczyną każdej z tych zmian jest rozwój techniki - za pośrednictwem kilku innych czynników (do czego wrócimy nieco później).
Rozwój techniki dotyczy nie tylko materii, lecz także tego, jak żyjemy, co z kolei wpływa na nasz sposób myślenia, odczuwania i zachowania. Oto przykład: postęp techniczny, który około dziesięciu tysięcy lat temu doprowadził do powstania rolnictwa, radykalnie zmienił tryb życia naszych przodków, co z kolei wpłynęło na przekonania i postawy kulturowe. W świecie bardziej stabilnych domostw i gospodarstw osobisty dobytek stał się dużo ważniejszy niż wcześniej; mogły też powstać większe społeczności ludzkie, co przyczyniło się do narodzin mentalności zbiorowej i wzrostu znaczenia przestrzegania reguł. Podczas gdy łowcy-zbieracze żyli w małych grupach, rozwój rolnictwa doprowadził do powstania większych osad, a później - złożonych społeczeństw, które nie mogły istnieć bez struktury i współpracy. W ostatnich dziesięcioleciach niektóre wynalazki techniczne doprowadziły do zmian zachowania i postaw, które znacznie wykraczały poza działanie samych tych urządzeń (zob. tabela 1.1).
TABELA 1.1. Przykłady dalekosiężnych następstw postępu technicznego.
Wynalazek techniczny
Główny okres rozwoju
Następstwa
Telewizja
1947-1980
Natychmiastowe doświadczanie zdarzeń; kontakt z innymi rejonami świata i kulturami; spadek czytelnictwa; materializm
Sprzęt AGD (kuchenka mikrofalowa, pralka, lodówka)
1947-1985
Możliwość życia w pojedynkę; aktywność zawodowa kobiet; więcej czasu wolnego
Klimatyzacja
Od lat pięćdziesiątych do lat osiemdziesiątych XX wieku
Wzrost liczby ludności na południu i na zachodzie Stanów Zjednoczonych; spadek popularności spotkań towarzyskich na świeżym powietrzu
Antykoncepcja
1960-1969
Więcej seksu przedmałżeńskiego; spadek liczby urodzeń; aktywność zawodowa kobiet
Technologie komputerowe
1964-2005
Wzrost wiedzy i kompetencji niezbędnych na wielu stanowiskach; wzrost wydajności pracy
Internetowe serwisy informacyjne
2000-2010
Natychmiastowy dostęp do informacji; spadek popularności gazet; możliwość filtrowania informacji według preferencji
Media społecznościowe
2006-2015
Możliwość dotarcia do dużej sieci społecznej; spadek liczby interakcji społecznych twarzą w twarz; polaryzacja polityczna
Rozwój techniki przyczynił się również do wielu spośród doniosłych wydarzeń przywoływanych w klasycznych teoriach zmian pokoleniowych. Weźmy na przykład samoloty, jedną z najważniejszych zdobyczy techniki w XX wieku. Odegrały one istotną rolę w co najmniej czterech ważnych wydarzeniach ubiegłego stulecia: w II wojnie światowej (w której wykorzystywano je do walki, między innymi do zrzucenia pierwszej bomby atomowej), w atakach terrorystycznych 11 września 2001 roku (w których samolotów użyto jako broni), a także w pandemiach AIDS i COVID-19 (tak zwany pacjent zero epidemii AIDS był stewardem, a choroba COVID-19 - jak się wydaje - dotarła z Chin do Europy i Ameryki za sprawą pasażerów linii lotniczych na początku 2020 roku).
Rozważmy znaną anegdotę - historię antropologa zbierającego opowieści o początku świata wśród plemion łowiecko-zbierackich. Pewien starszy mężczyzna powiedział mu, że ziemia spoczywa na grzbiecie wielkiego żółwia. "Ale na czym stoi ten żółw?" - zapytał antropolog. "Och - odparł ów człowiek - żółwie stoją jeden na drugim, do samego dołu". Ta opowieść przywołuje na myśl niekończący się łańcuch żółwi. Najmniejszy znajduje się na szczycie, a każdy kolejny jest nieco większy od poprzedniego - i tak w nieskończoność. Ta historia miała ilustrować ograniczenia tradycyjnych opowieści o początku świata, ale idea żółwi stojących jeden na drugim - od mniejszych do coraz większych - zawsze przypomina mi o poszukiwaniu pierwotnych przyczyn rozmaitych zjawisk. Każda przyczyna prowadzi do kolejnej, leżącej u jej podstaw - niczym w nieskończonym łańcuchu żółwi - co sprawia, że trudno dostrzec, co tak naprawdę powoduje zmiany.
Czasem jednak ten łańcuch ma pierwsze ogniwo - pierwotną przyczynę. W wypadku różnic międzypokoleniowych jest nią technika. Rozwój techniczny nie zawsze wywołuje różnice pokoleniowe bezpośrednio - istnieją również przyczyny pośredniczące, które możemy sobie wyobrazić jako młode żółwie (potomstwo) stojące na grzbiecie wielkiej żółwicy matki - techniki. Dwie z tych przyczyn to indywidualizm (silniejsza koncentracja na indywidualnym "ja") oraz spowolnienie cyklu życia (zarówno dorastanie, jak i starzenie się trwają coraz dłużej). Współczesną teorię pokoleń można przedstawić właśnie w taki sposób (zob. rycina 1.1): technika jest w tym modelu pierwotną przyczyną dwóch czynników pośredniczących: indywidualizmu i spowolnienia życia, a doniosłe wydarzenia odgrywają rolę poboczną. Postęp techniczny jest żółwicą matką, indywidualizm i spowolnienie życia są żółwiami potomnymi, a doniosłe wydarzenia to przyjaciele rodziny, którzy zjawiają się raz na jakiś czas.
Ten model nie zawiera w sobie wszystkich aspektów zmian pokoleniowych - bez wątpienia istnieją takie przyczyny różnic między pokoleniami, które nie zostały w nim ujęte, takie jak zróżnicowanie dochodów - ale uwzględniono w nim najważniejsze czynniki. Poza bezpośrednim wpływem techniki indywidualizm i spowolnienie cyklu życia są głównymi trendami określającymi pokolenia XX i XXI wieku.
RYCINA 1.1. Techniczny model pokoleń.
Uwaga: Do doniosłych wydarzeń należą wojny, ataki terrorystyczne, cykle gospodarcze, katastrofy naturalne, fale przestępczości, wpływowe postacie oraz inne czynniki.
Żółw potomny numer 1: Indywidualizm. Indywidualizm - pogląd na świat, który kładzie nacisk na indywidualne "ja" - często bywa omawiany w kontekście kultur świata. Kultury indywidualistyczne, takie jak amerykańska, cenią wolność, niezależność i równość, podczas gdy kultury bardziej kolektywistyczne, takie jak południowokoreańska, przywiązują większą wagę do harmonii grupowej i przestrzegania reguł.
Poziom indywidualizmu zmienia się z upływem czasu. Dwieście lat temu w Anglii pierwszych dekad XIX wieku - w okresie regencji, w którym rozgrywa się fabuła powieści Jane Austen - zachowania i wybory życiowe były poważnie ograniczone. Płeć, rasa i przynależność klasowa determinowały ludzki los. Wielu chłopców na ścieżkach kariery zawodowej podążało śladem swoich ojców. Prawie wszystkie kobiety z wyższych warstw społecznych wychodziły za mąż przed ukończeniem dwudziestu pięciu lat i rodziły dzieci, a kobiety z niższych sfer wychodziły za mąż lub zostawały służącymi. Mężczyźni z niższych warstw społecznych, podobnie jak wszystkie kobiety, nie mieli praw wyborczych, a niewolnictwo było legalne. Niektórzy, zwłaszcza mężczyźni z wyższych sfer, cieszyli się pewnymi indywidualnymi swobodami, ale nawet oni musieli przestrzegać surowych reguł dotyczących sposobu ubierania się, wypowiadania i zachowania. Ówczesna kultura kładła silny nacisk na ideę, że jednostki powinny się poświęcać dla dobra ogółu - oczekiwano na przykład, że młodzi mężczyźni będą walczyć w armii, jeśli zostaną do niej powołani.
W ciągu kolejnych dziesięcioleci te reguły społeczne zaczęły upadać. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku w wielu krajach świata narodziła się kultura indywidualistyczna, w jakiej dzisiaj żyjemy. Osobisty wybór został uznany za wartość nadrzędną, armia amerykańska przeistoczyła się w wojsko ochotnicze, a hasło "Rób swoje" zaczęto powtarzać jak mantrę. Poświęcenie dla dobra ogółu nie było już tak cenione, jak wcześniej. Indywidualne traktowanie oznacza rezygnację z idei przynależności grupowej jako przeznaczenia, co dało początek ruchom na rzecz praw przysługujących jednostkom bez względu na płeć, kolor skóry czy przynależność klasową, które kładły nacisk na równość jako najwyższą wartość kulturową.
Ponieważ tak bardzo wzrosło znaczenie "ja", stało się ważne, aby ludzie mieli do siebie dobre nastawienie, a co za tym idzie - zaczęto kłaść większy nacisk na pozytywny obraz własnej osoby. Pomiędzy rokiem 1980 a 2019 indywidualistyczne frazy promujące swobodne wyrażanie siebie i pozytywne nastawienie stopniowo występowały coraz częściej w 25 milionach książek przeszukanych przez Google (zob. rycina 1.2; możesz sam wypróbować tę bazę danych - wystarczy wpisać w wyszukiwarce "ngram viewer"). Przy założeniu, że język mówiony jest odzwierciedleniem języka pisanego, można przypuszczać, że baby boomerom dorastającym w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia nader rzadko mówiono: "Bądź sobą" czy "Jesteś wyjątkowy", podczas gdy milenialsi i młodzi ludzie z pokolenia Z słyszeli te hasła dużo częściej. W 1955 roku deklaracja "Kocham siebie" (I love me) zostałaby uznana za tautologię, a może nawet nasunęła pytania o masturbację, ale już w pierwszych latach XXI wieku była akceptowanym wyrazem poczucia własnej wartości.
Warto przy tym pamiętać o dwóch istotnych zastrzeżeniach. Po pierwsze, ani indywidualizm, ani kolektywizm same w sobie nie są dobre czy złe. Oba te podejścia wiążą się z kompromisami, a to, czy oceniamy ich skutki jako dobre lub złe, w dużej mierze zależy od tego, w którym systemie zostaliśmy wychowani. Na przykład, czy to dobrze, czy źle, że społeczeństwa Zachodu zaczęły w większym stopniu akceptować samotnych rodziców? Twoja odpowiedź po części zależy od tego, czy skłaniasz się ku indywidualizmowi, czy ku kolektywizmowi. Ogólnie rzecz biorąc, zaletą indywidualizmu jest większa swoboda osobista i wolność wyboru, a jego wadą - słabsze więzi społeczne. Kolektywizm daje mniej możliwości wyboru, ale zapewnia bliższe więzi społeczne.
RYCINA 1.2. Występowanie indywidualistycznych haseł w amerykańskich książkach (1950-2019).
Źródło: baza danych Google Books.
Uwaga: Na wykresie pokazano częstość występowania każdej z tych fraz (w procentach) we wszystkich książkach opublikowanych w danym roku. Wartości procentowe zostały wygładzone w okresach trzyletnich. W wypadku niektórych fraz skalę skorygowano, stosując współczynnik równy 10, tak aby wszystkie można było przedstawić na jednym wykresie; w rzeczywistości owe trzy frazy nie występują równie często.
Po drugie, nie należy łączyć indywidualizmu i kolektywizmu z ideologiami politycznymi - to dwie różne sprawy. Konserwatyzm zawiera w sobie pewne aspekty indywidualizmu (opowiada się za niewielką kontrolą jednostek przez państwo) i pewne aspekty kolektywizmu (kładzie nacisk na rodzinę i religię). Liberalizm zgadza się z indywidualistyczną ideą, że rasa, płeć czy orientacja seksualna nie powinny ograniczać praw ani możliwości jednostek, a jednocześnie popiera kolektywistyczną politykę społeczną, na przykład publiczną (finansowaną przez państwo) opiekę zdrowotną. Dlatego indywidualizm i kolektywizm najlepiej spostrzegać jako systemy kulturowe, a nie ideologie polityczne. Jedynym wyjątkiem wydaje się libertarianizm - filozofia polityczna, która łączy w sobie niektóre poglądy liberalne z wybranymi ideami konserwatywnymi i w dużej mierze pokrywa się z indywidualizmem. Pamiętajmy jednak, że indywidualizm i kolektywizm nie są odpowiednikami poglądów demokratów i republikanów.
Zgodnie z technicznym modelem pokoleń przyczyną indywidualizmu jest postęp techniczny. Dlaczego? Otóż technika sprzyja podejściu indywidualistycznemu. Jeszcze w pierwszych latach XX wieku trudno było żyć w pojedynkę i znajdować czas na refleksję nad własną wyjątkowością, zważywszy na to, ile czasu i wysiłku wymagała codzienna egzystencja. Nie było lodówek, bieżącej wody, centralnego ogrzewania ani pralek. Nie istniały dobrze nam znane sklepy spożywcze, a gotowanie wymagało spalania drewna. Ci, którzy mogli sobie na to pozwolić, zatrudniali służbę do wykonywania ogromu codziennej pracy, ale ludzie ubodzy robili wszystko sami (bądź jako służący wyręczali swoich pracodawców). W tamtych czasach życie codzienne było doświadczeniem kolektywnym.
Dziś natomiast ludzie mogą skupiać się na sobie oraz na swoich potrzebach i pragnieniach, ponieważ technika uwolniła ich od codziennego mozołu. Możliwość wstąpienia do punktu drivethru w restauracji McDonald's i kupienia gorącego posiłku w czasie krótszym niż pięć minut nie jest niepodważalnym dobrem, ale stanowi doskonały przykład tego, jak wygodne stało się współczesne życie i jak wielką elastyczność zapewnia jednostkom. Weźmy inny przykład - pranie. Zamiast przez cały dzień schylać się nad balią z gorącą wodą, nierzadko z grupą innych osób, wrzucamy ubrania do pralki, a potem idziemy oglądać telewizję. Po czterdziestu minutach wkładamy wyprane ubrania do suszarki i znów siadamy przed telewizorem. Elektryczne pralki weszły do powszechnego użycia dopiero w latach czterdziestych XX wieku, a suszarki do ubrań stały się popularne w latach sześćdziesiątych. W latach czterdziestych ubiegłego stulecia na wsi w Minnesocie moi dziadkowie oraz ich sąsiedzi suszyli pranie na sznurach rozciągniętych przed domem. Kiedy przychodził niespodziewany przymrozek, ubrania zamarzały na kość.
Technika umożliwiła również powstanie klasy średniej. Dzięki urządzeniom wyręczającym ludzi w pracy spadło zapotrzebowanie na służących i robotników rolnych, więcej osób mogło wykonywać inne rodzaje pracy, a większość tych zajęć była lepiej płatna i zapewniała ludziom więcej swobody. Jednym z największych sukcesów dwudziestowiecznej Ameryki było powstanie stabilnej klasy średniej. Społeczeństwo, w którym większość obywateli uważa się za przedstawicieli klasy średniej3 (w 2017 roku utożsamiało się z nią 70 procent Amerykanów), stanowi podatny grunt dla indywidualizmu, który głosi, że wszyscy ludzie są równi. Łatwiej wyznawać ten pogląd, kiedy codzienne obowiązki zajmują mniej czasu, a co za tym idzie - nie wymagają podziału pracy według płci, rasy i przynależności klasowej.
Postęp techniczny sprawił, że gospodarka przestała się opierać na rolnictwie i pracach domowych, które wymagały zbiorowego wysiłku wielu osób, a jej podstawą stał się przepływ informacji i usług - zadania, które często są wykonywane samodzielnie. Ludzie nadal pracują razem, ale gospodarstwa i firmy rodzinne spotyka się dziś rzadziej niż w przeszłości. Wielkie miasta, które sprzyjają indywidualizmowi, gdyż pozwalają ludziom żyć niemal anonimowo, bez poczucia, że każdy ich krok jest bacznie obserwowany przez innych (jak to bywa w małych miasteczkach), nie mogłyby istnieć bez techniki. Technika faworyzuje również pracę zarobkową, która wymaga przede wszystkim kompetencji werbalnych i społecznych, a w mniejszym stopniu siły fizycznej, co sprzyja aktywności zawodowej kobiet i większej równości płci.
W ostatnich dziesięcioleciach rozwój techniczny kroczył ramię w ramię z indywidualizmem. Kiedy ludzie zaczęli kupować telewizory, najpierw mieli jeden odbiornik na rodzinę. Telewizory były tak duże, że często obudowywano je drewnem i stylizowano na meble. Później popularne stało się posiadanie więcej niż jednego telewizora w domu, tak by członkowie rodziny mogli równocześnie oglądać różne programy. Dziś każdy ma własny telefon lub tablet oraz bezprzewodowe słuchawki i dostęp do serwisów streamingowych, dzięki czemu może oglądać, co chce i kiedy chce.
Zmiany techniczne nie zawsze skutkują wysokim poziomem indywidualizmu. Na przykład Japonia jest krajem o kulturze kolektywistycznej, dosłownie zanurzonym w technice. Indywidualizm nie może jednak istnieć bez nowoczesnej techniki. Wszystkie indywidualistyczne kraje na świecie są krajami uprzemysłowionymi, choć nie w każdym kraju uprzemysłowionym panuje indywidualizm.
Wróćmy do dwóch zadanych wcześniej pytań. Co łączy małżeństwa jednopłciowe z techniką? Co ma z nią wspólnego rezygnacja z formalnego stroju w pracy na rzecz swobody wyboru ubrania? U podstaw obu tych zmian leży potomek techniki - indywidualizm. Kraje indywidualistyczne pierwsze uznały równe prawa lesbijek, gejów i osób biseksualnych (LGB), podczas gdy państwa kolektywistyczne wciąż tego nie uczyniły. Małżeństwa jednopłciowe są legalne w Holandii i w Kanadzie, ale nie w Chinach czy w Arabii Saudyjskiej. Związek między indywidualizmem i prawami społeczności LGB ujawnia się również z upływem czasu. W miarę jak kultury stają się coraz bardziej indywidualistyczne, przywiązują coraz większą wagę do osobistego wyboru, a coraz mniejszą do idei, że wszyscy powinni być tacy sami. Przez większą część XX wieku kultury Zachodu potępiały związki jednopłciowe ze względu na ich odmienność, a te poglądy na ogół łączyły się z kolektywistycznymi przekonaniami religijnymi. Ponadto związki jednopłciowe podważają tradycyjną męskodamską strukturę małżeństwa i rodziny, która stanowi podstawę społeczeństw kolektywistycznych. Tymczasem w kulturze indywidualistycznej, w której rodziny występują w rozmaitych kształtach i rozmiarach, związki LGB są tylko jednym z wielu wariantów. Postęp techniczny wywiera także bezpośredni wpływ na budowanie rodzin LGB - nowe technologie reprodukcyjne umożliwiają parom jednopłciowym posiadanie genetycznego potomstwa poprzez inseminację wewnątrzmaciczną, dawstwo komórek jajowych czy skorzystanie z usług surogatki.
Indywidualizm sprzyja też równemu traktowaniu bez względu na płeć, przynależność rasową i etniczną oraz transpłciowość. Leży u podstaw ruchu na rzecz praw obywatelskich, ruchu Black Lives Matter, ruchu feministycznego, a także ruchu na rzecz praw osób homoseksualnych i transpłciowych. Mówi: "Jesteś, kim jesteś, i zasługujesz na równe traktowanie". W uroczej powieści Nine Ladies (Dziewięć dam) Heather Moll opisuje historię pana Darcy'ego, arystokraty z powieści Jane Austen Duma i uprzedzenie, który przenosi się w czasie z roku 1812, kiedy rasa, płeć i przynależność klasowa determinowały ludzki los, do roku 2012. Bohatera zadziwiają, rzecz jasna, smartfony, samoloty i restauracje, ale rada, którą słyszy najczęściej od urodzonej w 1987 roku wersji Elizabeth Bennet, brzmi: "Traktuj wszystkich równo". Równość jest jednym z motywów przewodnich zmian kulturowych w ciągu ostatniego stulecia, co czyni ją jednym z głównych wątków procesu przemian pokoleniowych.
Triumf swobodnego stroju jest bardziej trywialnym, lecz wyraźnie widocznym skutkiem indywidualizmu. Na początku XX wieku wyjście z domu na ogół wymagało od mężczyzny, by włożył garnitur i kapelusz, od kobiety zaś, by ubrała się w sukienkę i rękawiczki (a nierzadko również ciasny gorset). Ludzie ubierali się w ten sposób nawet w czasie wolnym. Na fotografiach publiczności na meczach baseballu w latach pięćdziesiątych XX wieku widać tłumy mężczyzn w eleganckich garniturach, krawatach i kapeluszach - a nie w czapkach bejsbolówkach. Tenisówki nazywają się tak dlatego, że dawniej ludzie wkładali je tylko wtedy, kiedy grali w tenisa. W tamtych czasach strój informował o statusie. Człowiek szanowany musiał się ubierać w określony sposób, aby dobrze się prezentować w oczach innych.
Indywidualizm odwraca tę zasadę - strój ma zapewniać człowiekowi poczucie komfortu. To doskonały przykład indywidualistycznej rady: "Nie przejmuj się tym, co myślą o tobie inni". Oczywiście nadal się tym przejmujemy - w przeciwnym razie moglibyśmy przychodzić do pracy nago albo w piżamie - lecz osobista wygoda bez wątpienia stała się bardziej istotna niż komunikowanie innym swojego statusu.
Żółw potomny numer 2: Spowolnienie życia. Postęp techniczny prowadzi również do innego trendu kulturowego, który wywiera przemożny wpływ na to, jak żyjemy: zarówno dorastanie, jak i starzenie się trwają coraz dłużej. Ten trend nie dotyczy tempa naszego życia codziennego, które bez wątpienia stało się szybsze niż dawniej, ale tego, kiedy ludzie osiągają kolejne kamienie milowe okresu adolescencji, dorosłości i starości, takie jak uzyskanie prawa jazdy, małżeństwo czy przejście na emeryturę.
W szufladzie w biurku mojej córki leży fotografia moich dziadków ze strony matki oraz czwórki z ich ośmiorga dzieci, zrobiona pod koniec lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Cała szóstka stoi przed rodzinną farmą w Minnesocie. Moja babcia ma na sobie biało-niebieską sukienkę, dziadek jest ubrany w garnitur i beżowy kapelusz, a moja mama i jej rodzeństwo paradują w swoich najlepszych, odświętnych ubraniach - moja mama i ciocia Marilyn mają na głowach kapelusiki, mój wujek Mark nosi muszkę, a ich brat Bud ma niebieską marynarkę i fryzurę w stylu pompadour.
Ich życie - od dzieciństwa do starości - przebiegało inaczej niż dzisiaj. Moja babcia, urodzona w 1911 roku, skończyła tylko osiem klas i wyszła za mąż w wieku lat dziewiętnastu. W ciągu osiemnastu lat urodziła ośmioro dzieci (najmłodsze z nich przyszło na świat w dniu balu maturalnego najstarszego). Na fotografii ma 47 lat, ale wygląda jak kobieta w okolicach sześćdziesiątki. Mój dziadek, urodzony w roku 1904, skończył tylko sześć klas, a potem przerwał naukę, aby pracować w rodzinnym gospodarstwie. Na zdjęciu ma pięćdziesiąt kilka lat, ale wygląda na mężczyznę w wieku emerytalnym.
Ich dzieci, urodzone między rokiem 1932 a 1950, dorastały, pomagając w pracy na farmie - doiły krowy, sprzątały stajnie i obory, karmiły kury i przyrządzały posiłki. Mogły też swobodnie włóczyć się po okolicy. Jedna z ulubionych opowieści wujka Buda to historia o tym, jak razem z braćmi poszli popływać nago w rzece, a dziewczyny z sąsiedztwa ukradły im ubrania. Zapytałam go, ile miał wtedy lat, i byłam zdumiona, kiedy odparł: "Osiem albo dziewięć". W dzisiejszej Ameryce niewiele dzieci może się cieszyć taką swobodą. W tamtych czasach miały ją nie tylko dzieci wiejskie. Mój ojciec, który dorastał w mieście średniej wielkości, opowiadał, jak włóczył się po okolicy z kolegami, kiedy był jeszcze w szkole podstawowej. Latem grali w baseball, a zimą jeździli na łyżwach. Tak wyglądało dzieciństwo w połowie XX wieku - dzieci miały obowiązki, ale poza tym cieszyły się wolnością. Matki pozwalały swym pociechom bawić się na dworze, pod warunkiem, że wrócą na kolację. Rodzice uważali za zupełnie normalne, że ośmiolatki przez cały dzień przebywają poza domem, bez nadzoru dorosłych. W ostatnich dekadach niewiele dzieci ma taką swobodę. Rodzice używają aplikacji mobilnych, aby śledzić każdy ruch swoich pociech, nawet nastolatków.
Co się zmieniło? Model zwany teorią historii życia pomaga nam znaleźć odpowiedź na to pytanie. Teoria historii życia głosi, że rodzice mają wybór: mogą mieć liczne potomstwo i oczekiwać, że ich dzieci szybko dorosną (szybka strategia życiowa), bądź też mogą mieć mniej dzieci i spodziewać się, że ich pociechy będą dorastać wolniej (wolna strategia życiowa).
Szybką strategię życiową wybiera się częściej, kiedy ryzyko śmierci jest wyższe4 zarówno wśród niemowląt, jak i wśród dorosłych, oraz wtedy, gdy dzieci są potrzebne do pracy w gospodarstwie. W takich warunkach lepiej mieć więcej dzieci (aby zwiększyć szanse, że chociaż część przeżyje) i powołać je na świat w młodym wieku (aby mieć pewność, że dzieci będą wystarczająco dorosłe, by o siebie zadbać, kiedy ich rodzice umrą).
Pod koniec pierwszej dekady XIX wieku jedno na sześcioro dzieci umierało w pierwszym roku życia. Innymi słowy, na każdych sześć kobiet, które urodziły dziecko, jedna traciła je przed upływem roku. Umieralność niemowląt gwałtownie spadła w XX stuleciu, ale jeszcze w roku 1925, kiedy na świat przyszli pierwsi przedstawiciele cichego pokolenia, jedno na 14 dzieci umierało przed ukończeniem pierwszego roku życia, a w roku 1956, kiedy urodzili się pierwsi baby boomerzy, wieku dwunastu miesięcy nie dożywało jedno na 30 dzieci (zob. rycina 1.3). Dopiero w roku 1988 umieralność niemowląt spadła poniżej jednego na 100 żywych urodzeń, a w 2020 w pierwszym roku życia umierało jedno na 200 dzieci.
RYCINA 1.3. Współczynnik umieralności niemowląt w stanie Massachusetts i w Stanach Zjednoczonych w latach 1850-2020.
Źródło: National Vital Statistics (CDC), Statistical Abstract of the United States, Colonial Times to 1957.
Uwaga: Liczba zgonów niemowląt na 1000 żywych urodzeń; umieralność niemowląt oznacza śmierć w pierwszym roku życia. Przedstawione dane dotyczące stanu Massachusetts są dostępne od roku 1850, w okresie, w którym brakuje danych ogólnokrajowych.
Współczynnik umieralności starszych dzieci również był wyższy niż obecnie. Na początku XX wieku jedno na dziesięcioro dzieci, które dożyły pierwszych urodzin, umierało przed ukończeniem piętnastego roku życia5. Tymczasem w roku 2007 tylko jeden na 300 Amerykanów umierał w dzieciństwie. Między rokiem 1950 a 2019 umieralność dzieci w wieku 5-14 lat spadła o 80 procent. Rodzina mojej matki doświadczyła tego na własnej skórze. W 1954 roku piąte dziecko moich dziadków - ich pierwsza córka, Joyce - zmarło w wieku 13 lat na infekcję nerek, która dzisiaj nie byłaby śmiertelna.
Dawny świat różnił się od dzisiejszego także pod innymi względami. Edukacja nie zajmowała tak wielu lat, a życie było krótsze, toteż w każdej jego fazie rozwój przebiegał szybciej niż obecnie. To oznaczało większą samodzielność małych dzieci; więcej pracy i randkowania w okresie adolescencji; małżeństwo, dzieci i pracę zawodową jeszcze przed dwudziestką lub w wieku dwudziestu paru lat; poczucie starości w wieku lat 45; oraz śmierć po sześćdziesiątce. W Stanach Zjednoczonych średnia długość życia przekroczyła 60 lat dopiero w 1931 roku, 70 lat osiągnęła w roku 1961, a 75 lat - dopiero w 1989 (zob. rycina 1.4; gwałtowny spadek w roku 1918 był następstwem pandemii grypy oraz I wojny światowej, które zabiły wielu młodych ludzi, a przyczyną spadku w latach 2020-2021 była pandemia COVID-19).
W XXI wieku wskaźniki umieralności niemowląt i starszych dzieci są niższe niż dawniej, edukacja zajmuje więcej lat, a ludzie żyją dłużej i zdrowiej. W takim środowisku ryzyko zgonu jest mniejsze, ale groźba problemów finansowych wzrasta w epoce nierówności dochodów, dlatego rodzice wolą mieć mniej dzieci i zapewnić im bardziej troskliwą opiekę. Jak to ujęto w pewnym artykule naukowym: "Kiedy w stabilnym środowisku toczy się zaciekła rywalizacja o zasoby, dobór naturalny faworyzuje zwiększone inwestycje rodzicielskie i mniejszą liczbę potomstwa"6. To trafny opis Stanów Zjednoczonych w XXI wieku: jest to stabilne środowisko (o niskim współczynniku umieralności), które jednak charakteryzuje się ostrą rywalizacją o zasoby z powodu nierówności dochodów oraz innych czynników.
W rezultacie rodzice wybierają wolną strategię życiową, co oznacza mniejszą liczbę urodzeń, spowolnienie rozwoju oraz zwiększenie inwestycji - w postaci zasobów i opieki - w każde dziecko. Co za tym idzie - dzieci mniej rzeczy robią samodzielnie (rzadziej same chodzą do szkoły albo zostają same w domu), nastolatki są mniej niezależne (mniejsza ich liczba uzyskuje prawo jazdy i umawia się na randki), młodzi dorośli odkładają na później osiągnięcie kamieni milowych dorosłości (zawierają małżeństwo i mają dzieci później niż przedstawiciele poprzednich pokoleń), etapy życia dawniej uważane za wiek średni dzisiaj ciągle kojarzą się z młodością ("pięćdziesiątka to nowa czterdziestka"), zachowanie dobrego zdrowia w wieku emerytalnym stało się regułą, a nie wyjątkiem, średnia długość życia zaś zbliża się do lat 80. Cały proces rozwoju - od dzieciństwa do starości - wyraźnie zwolnił.
RYCINA 1.4. Długość życia (w latach) w Stanach Zjednoczonych w latach 1900-2021.
Źródło: National Center for Health Statistics, Centers for Disease Control and Prevention (CDC).
Pierwotną przyczyną spowolnienia cyklu życia jest postęp techniczny, między innymi nowoczesna opieka medyczna (która wydłuża ludziom życie), antykoncepcja (dzięki której ludzie mogą mieć mniej dzieci), urządzenia ułatwiające pracę (które spowalniają starzenie się) oraz ekonomia oparta na wiedzy (która wymaga dłuższej edukacji). Zwłaszcza w starszym wieku to spowolnienie można określić ilościowo w kategoriach biologicznych. Jedno z niedawno przeprowadzonych badań, w którym zastosowano osiem biomarkerów starzenia się, wykazało, że między rokiem 2007 a 2010 Amerykanie w wieku 60-79 lat byli średnio o cztery lata młodsi biologicznie niż osoby z tej samej grupy wiekowej w latach 1988-1994, a ludzie w wieku od 40 do 59 lat byli młodsi biologicznie o dwa do trzech lat7.
Ważne zastrzeżenie: ani wolna, ani szybka strategia życiowa nie jest z natury dobra albo zła. Każda z nich stanowi adaptację do określonego miejsca i czasu. Obie mają swoje zalety i wady. To samo można powiedzieć o indywidualizmie, który również ma swoje złe i dobre strony. Warto o tym pamiętać w trakcie lektury pozostałej części tej książki: sam fakt, że coś się zmieniło przez pokolenia, nie czyni tego złym (ani dobrym). Często zmiana jest tylko zmianą.
Zaburzenie cyklów pokoleniowych. Owe trzy czynniki - rozwój techniki oraz jego następstwa: indywidualizm i spowolnienie życia - zmieniły kulturę i ukształtowały kolejne pokolenia. Zwłaszcza od czasów II wojny światowej te liniowe oddziaływania były wystarczająco silne, aby przezwyciężyć dawne cykle pokoleniowe.
W książce Pokolenia z 1991 roku Strauss i Howe wysunęli tezę, że istnieją cztery typy pokoleń: idealistyczny, reaktywny, obywatelski i adaptacyjny, które następują po sobie cyklicznie na skutek doniosłych wydarzeń historycznych, przy czym charakterystyka każdego z nich zależy od wieku, w jakim członkowie danej generacji doświadczają takiego przełomowego wydarzenia. Autorzy przewidywali na przykład, że milenialsi, którzy staną się młodymi dorosłymi podczas kolejnego doniosłego wydarzenia, będą przypominać najwspanialsze pokolenie (zwane GI) - generację obywatelską, ludzi urodzonych w latach 1900-1924, którzy w trakcie II wojny światowej byli młodymi żołnierzami, oficerami i robotnikami. Zgodnie z tym modelem generacja Z powinna przypominać ciche pokolenie (typ adaptacyjny) - ludzi, którzy byli dziećmi i nastolatkami podczas II wojny światowej i młodymi małżonkami w czasach powojennych.
Jakkolwiek niektóre prognozy Straussa i Howe'a okazały się prorocze - na przykład ta, że kolejne doniosłe wydarzenie nastąpi około roku 2020 - pokolenia nie zachowywały się zgodnie z ich przewidywaniami. Gdyby milenialsi naprawdę przypominali najwspanialsze pokolenie, to zjednoczyliby się, aby razem stawić czoło pandemii, kierując się silnym poczuciem patriotycznego obowiązku i pragnieniem przestrzegania reguł. Tymczasem nic takiego się nie wydarzyło, przede wszystkim za sprawą indywidualizmu. Zamiast tego patriotyzm wyraźnie osłabł, a przestrzeganie reguł wzbudzało kontrowersje. A jeśli chodzi o prognozowane podobieństwo generacji Z do cichego pokolenia, to przedstawiciele tego ostatniego przyjmowali tradycyjne role związane z płcią i zawierali małżeństwa w młodym wieku. Jak dotąd, członkowie pokolenia Z postępują zupełnie na odwrót. Wydaje się, że silny wpływ postępu technicznego od połowy ubiegłego stulecia zaburzył dawny wzorzec cyklów pokoleniowych.
Strauss i Howe trafnie zauważyli, że historia Ameryki obejmuje dość przewidywalne cykle stabilizacji i konfliktu. Na podstawie swojej teorii przewidywali na przykład, że przełom drugiej i trzeciej dekady XXI wieku będzie okresem nader niespokojnym. Jeżeli jednak postęp techniczny zmienił opisane przez nich typy pokoleniowe, to dzisiejsze generacje mogą być nieprzygotowane do zmierzenia się z obecnym kryzysem. Według Straussa i Howe'a w trakcie wcześniejszych kryzysów ówczesne pokolenia odznaczały się cechami niezbędnymi do tego, aby bezpiecznie przeprowadzić kraj przez zawieruchę. Lecz jeśli współczesne pokolenie nie ma atrybutów potrzebnych do tego, aby pomóc krajowi pokonać przeciwności losu, może to zapowiadać poważne problemy w nadchodzących latach.
Jak można odkrywać rzeczywiste różnice między pokoleniami?
Technika nie tylko kształtuje pokolenia, lecz także umożliwia ich pogłębione studiowanie. Nie tak dawno temu autorzy książek traktujących o pokoleniach opisywali wydarzenia i czynniki demograficzne, które wywarły wpływ na poszczególne grupy, ale mogli jedynie zgadywać, w jaki sposób te wydarzenia wpłynęły na postawy, cechy i zachowania przedstawicieli poszczególnych generacji. Często opierali się przy tym wyłącznie na danych anegdotycznych. Jednorazowe ankiety i badania opinii publicznej umożliwiały ocenę osób należących do różnych pokoleń, ale nie można było rozstrzygnąć, które różnice wynikają ze zmian pokoleniowych, a które są następstwem różnic pod względem wieku.
Dziś jednak żyjemy w epoce big data - wielkich zbiorów danych, z których zaczyna się wyłaniać dużo bardziej wyraźny i dokładny obraz. Dzięki szeroko zakrojonym ogólnokrajowym badaniom ankietowym, prowadzonym przez dziesiątki lat, możemy cofnąć się w czasie i poznać punkt widzenia ludzi żyjących w poprzednich dekadach, obserwować generacje w miarę, jak się starzeją, i porównywać młodych ludzi z różnych czasów. Możemy się dowiedzieć, jak naprawdę różnią się pokolenia - nie poprzez zgadywanie, ale na podstawie rzetelnych, zbieranych na bieżąco danych.
Przedstawione w tej książce wnioski dotyczące różnic pokoleniowych opierają się na dwudziestu czterech zbiorach danych, których część sięga lat czterdziestych XX wieku. Badane próby obejmują dzieci, dorastającą młodzież i dorosłych - w sumie 39 milionów osób (zob. tabela 1.2), dużo więcej niż łączna liczba mieszkańców dziesięciu największych amerykańskich miast. To istotny postęp w porównaniu z moją poprzednią książką, iGen, która opierała się na czterech zbiorach danych pochodzących od około 11 milionów osób. Dzięki zgromadzonym danym możemy wysłuchać historii każdego pokolenia, opowiedzianej przez jego członków, co pozwala osiągnąć główny cel tej książki - oddzielić mity od rzeczywistości różnic międzypokoleniowych, tak byśmy mogli lepiej się rozumieć.
Prawie wszystkie przebadane próby są reprezentatywne dla populacji krajowej, co oznacza, że przypominają ją pod względem płci, przynależności rasowej i etnicznej, wieku, statusu społeczno-ekonomicznego oraz miejsca zamieszkania. Większość danych pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, ale część zebrano w innych rejonach świata.
TABELA 1.2. Źródłowe zbiory danych.
Nazwa badania
Grupa wiekowa
Instytucja
Lata
Liczba respondentów
National Health and Nutrition Examination Survey (NHANES; Krajowe badanie stanu zdrowia i odżywienia; badanie amerykańskie)
Od 2. roku życia
CDC
1999--2020
107 622
National Survey on Drug Use and Health (NSDUH; Krajowe badanie stanu zdrowia i zażywania leków; badanie amerykańskie)
Od 12. roku życia
Amerykański Departament Zdrowia i Usług Społecznych
1979--2020
1 436 802
Monitoring the Future (Monitorowanie przyszłości; badanie amerykańskie)
Uczniowie 8. i 10. klasy (13-16 lat)
University of Michigan; finansowanie: National Institutes of Health
1991--2021
936 118
Monitoring the Future (Monitorowanie przyszłości; badanie amerykańskie)
Uczniowie 12. klasy (17-18 lat)
University of Michigan; finansowanie: National Institutes of Health
1976--2021
692 817
Youth Risk Behavior Surveillance System and Adolescent Behavior and Experiences Study (System monitorowania zachowań ryzykownych wśród młodzieży oraz badanie zachowań i doświadczeń adolescentów; badanie amerykańskie)
Uczniowie klas 9-12 (14-18 lat)
CDC
1991--2021
224 283
Health Behaviour in Schoolaged Children (Zachowania zdrowotne dzieci w wieku szkolnym; badanie międzynarodowe)
13-15 lat
Światowa Organizacja Zdrowia (WHO)
2002--2018
650 504
Milennium Cohort Study (Badanie kohorty milenijnej; badanie brytyjskie)
14 lat
University College, Londyn
2000--2015
10 904
Programme for International Student Assessment (Program międzynarodowej diagnozy uczniów; badanie międzynarodowe)
15-16 lat
Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD)
2000--2018
1 049 784
World Values Survey (Światowe badanie wartości; badanie międzynarodowe)
Od 15. roku życia
World Values Survey Association
1981--2020
28 809
American Time Use Survey (Amerykańskie badanie wykorzystania czasu)
Od 15. roku życia
Bureau of Labor Statistics
2003--2021
219 673
Current Population Survey, Annual Social and Economic Supplement (Aktualne badanie ludności, coroczny dodatek społeczno-ekonomiczny; badanie amerykańskie)
Od 15. roku życia
U.S. Census Bureau, U.S. Bureau of Labor Statistics
1947--2021
ok. 7 000 000
American National Election Studies (Amerykańskie krajowe badania wyborcze)
Dorośli 18+
Stanford University oraz University of Michigan
1948--2020
69 498
American Freshman Survey (Amerykańskie badanie studentów pierwszego roku)
Nowo przyjęci studenci (większość w wieku 18-19 lat)
UCLA
1966--2019
10 551 020
Panel Study of Income Dynamics (Badanie panelowe dynamiki dochodów; badanie amerykańskie)
Dorośli 18+
University of Michigan
1968--2019
90 264
General Social Survey (Ogólne badanie społeczne; badanie amerykańskie)
Dorośli 18+
NORC, University of Chicago
1972--2021
68 846
Behavior Risk Factor Surveillance System (System monitorowania behawioralnych czynników ryzyka; badanie amerykańskie)
Dorośli 18+
CDC
1993--2021
9 550 207
National Health Interview Study (Krajowe badanie stanu zdrowia; badanie amerykańskie)
Dorośli 18+
CDC
1997--2021
1 835 337
Badanie Instytutu Gallupa (badanie amerykańskie)
Dorośli 18+
Gallup, Inc.
2001--2022
22 842
Cooperative Election Study (Kooperacyjne badanie wyborcze; badanie amerykańskie)
Dorośli 18+
Harvard i YouGov
2006--2021
531 755
Badania Pew Research Center (badania amerykańskie)
Dorośli 18+
Pew Charitable Trusts
2010--2018
17 021
Badanie CIVIQs (badanie amerykańskie)
Dorośli 18+
CIVIQs (firma badawcza)
2017--2022
345 605
Nationscape (badanie amerykańskie)
Dorośli 18+
Democracy Fund
2019--2021
413 790
Voter Survey (Badanie ankietowe wyborców; badanie amerykańskie)
Dorośli 18+
Democracy Fund
2020
4 943
Household Pulse Survey (Badanie gospodarstw domowych; badanie amerykańskie)
Dorośli 18+
U.S. Census Bureau
2020--2022
3 339 697
Łączna liczba respondentów we wszystkich badaniach
39 198 141
Uwaga: Liczby respondentów obejmują wszystkie osoby uczestniczące w badaniach w podanym przedziale wiekowym; dokładne wielkości prób różniły się w zależności od pytania. Niektóre zbiory danych obejmują wcześniejszy okres albo inne grupy wiekowe, które nie zostały tutaj uwzględnione. Większość zbiorów danych przeanalizowano na poziomie indywidualnym; niektóre (na przykład American Community Survey i American Freshman Survey) zostały przeanalizowane na poziomie grupowym (średnim).
Większość tych zbiorów danych niechętnie ujawnia swoje sekrety. Aby je odkryć, trzeba pobrać pliki danych, przeszukać je pod kątem interesujących nas zmiennych, połączyć dane z wielu lat, zakodować zmienne, przeprowadzić analizy oraz wykonać całą masę czynności analitycznych przypominających proces wytwarzania parówek. Na szczęście opracowywanie danych to mój chleb powszedni. Poza kilkoma wyjątkami wykresów przedstawionych w tej książce nie znajdziesz przy użyciu wyszukiwarki Google ani na stronach rządowych. Analizy, które się za nimi kryją, przeprowadzono specjalnie na potrzeby tej pracy.
Jakie różnice pokoleniowe zostały przeanalizowane? Prawie wszystkie. Te zbiory danych zawierają informacje na temat seksualności, wskaźnika urodzeń, sympatii politycznych, dochodów, spędzania czasu, poglądów na temat płci, celów życiowych, zażywania narkotyków i picia alkoholu, wieku zawierania małżeństw, rozwodów, ról przywódczych, wykształcenia, otyłości, pewności siebie i żądzy posiadania dóbr materialnych. Obejmują również takie zagadnienia, jak zdrowie psychiczne i poczucie szczęścia. W książce Sapiens. Od zwierząt do bogów Yuval Noah Harari zauważył, że historycy rzadko zastanawiają się nad wpływem postępu technicznego na ludzkie szczęście i poczucie dobrostanu. Tak być nie powinno, musimy bowiem zrozumieć nie tylko to, jak świat się zmienia, lecz także to, jak te zmiany wpływają na zdrowie psychiczne poszczególnych pokoleń.
Zanim przejdziemy do tego, co przeanalizowane dane mówią nam o każdej generacji, rozważmy najpierw kilka często zadawanych pytań dotyczących pokoleń i parę błędnych przekonań na ich temat.
Czy jestem milenialsem, chociaż nim się nie czuję?
Każdy z nas należy do któregoś pokolenia. Niektórzy czują się z tym doskonale, jakby otuleni ciepłym, miękkim pledem solidarności z osobami urodzonymi w tym samym okresie. Inni odbierają swoje pokolenie jak szorstki, gryzący sweter - drażnią ich związane z nim uogólnienia i nieporozumienia dotyczące tego, kim sami są i kim się czują. Wiele osób doświadcza jednego i drugiego: przynależność do pokolenia jest wspaniała za sprawą poczucia wspólnoty przeżyć i wzajemnego wsparcia, ale nie tak przyjemna, kiedy jest wykorzystywana w sposób obraźliwy, jako narzędzie ataków, jak w szyderczym OK, boomer (Cicho, dziadku), w przypinaniu przedstawicielom pokolenia X łatki próżniaków, czy też w zarzutach, że milenialsów nie stać na domy, bo wydali za dużo pieniędzy na wystawne obiady i tosty z awokado.
Nikt nie wybiera roku, w którym przychodzi na świat. Należymy do danego pokolenia, czy tego chcemy, czy nie. Jak to ujął pisarz Landon Jones: "Pokolenie jest czymś, co się nam przydarza. Jest niczym klasa społeczna czy grupa etniczna, w której się rodzimy. Przynależność do pokolenia nie zależy od naszej zgody"8. Ale nawet jeśli nie wiesz, że jesteś milenialsem, i zupełnie o to nie dbasz, to z pewnością uległeś wpływowi techniki i kultury, jakie były obecne w czasie, kiedy to pokolenie dorastało.
Dlatego nawet gdy nie czujesz się milenialsem, lecz urodziłeś się między rokiem 1980 a 1994, to należysz do tego pokolenia. To prawda - graniczne lata urodzenia wyznaczono arbitralnie, więc jeśli urodziłeś się między rokiem 1978 a 1982, to mógłbyś twierdzić, że należysz do pokolenia X albo do milenialsów - i w obu wypadkach miałbyś rację. Część osób urodzonych w tym okresie zaczęła się określać mianem "X-enialsów", będącym połączeniem pokolenia X i milenialsów. Mimo że lata graniczne nie są dokładne, nie ulega wątpliwości, że ludzie mają różne doświadczenia w zależności od roku, w którym się urodzili. To tylko kwestia tego, w którym miejscu wytyczymy granicę.
A co wtedy, gdy nie czujesz się milenialsem (czy też przedstawicielem cichego pokolenia, boomerem albo członkiem pokolenia X czy Z), ponieważ cechy twojego pokolenia do ciebie nie pasują? Nie każdy jest typowym przedstawicielem swojego pokolenia, tak jak nie wszystkie kobiety są typowymi przedstawicielkami swojej płci i nie wszyscy nowojorczycy są typowymi nowojorczykami. Podobnie jak wszelkie różnice grupowe, różnice międzypokoleniowe opierają się na wartościach przeciętnych. Na przykład przeciętny nastolatek z pokolenia Z spędza więcej czasu w sieci niż przeciętny nastoletni milenials w roku 2005. Oczywiście niektóre nastolatki z pokolenia Z spędzają w internecie mało czasu, a niektórzy nastoletni milenialsi spędzali w nim całe dnie. Te dwie grupy w dużym stopniu się pokrywają.
Istnienie średniej różnicy nie oznacza, że wszyscy w danym pokoleniu są tacy sami. Kiedy ktoś mówi: "Ale ja jestem z pokolenia Z, a wcale nie spędzam dużo czasu w sieci, więc myślę, że tak naprawdę nie ma żadnej różnicy pokoleniowej", popełnia tak zwany błąd "NWXST" - od "Nie wszystkie [X] są takie". Ten błąd polega na fałszywym przekonaniu, że skoro któryś z członków danej grupy znajduje się na jednym z krańców, to średnia nie istnieje. To tak, jak wtedy, gdy jedna osoba mówi: "Pasy bezpieczeństwa ratują życie", a druga na to odpowiada: "To zbyt duże uogólnienie. Znam kogoś, kto zginął uduszony przez pas bezpieczeństwa". Może i tak, ale pasy bezpieczeństwa ocaliły życie dużo większej liczbie osób niż ta, której je odebrały. Jeden odosobniony przykład nie podważa wyniku średniego - faktu, że ryzyko śmierci jest dużo niższe, kiedy zapinamy pas bezpieczeństwa, niż wówczas, kiedy tego nie robimy. Grupy różnią się nie tylko między sobą, lecz także wewnętrznie, ale różnice międzygrupowe wciąż istnieją.
Niektórzy twierdzą, że różnice pokoleniowe to tylko stereotypy. Jeśli ktoś snuje domysły na temat tego, w jaki sposób jedno pokolenie różni się od innego, to rzeczywiście jest to stereotyp. Jeżeli jednak pokolenia naprawdę się od siebie różnią - na przykład pod względem średniego wieku zawierania małżeństw, religijności czy pewności siebie - to nie można uznać za stereotyp wniosku, że istnieją różnice międzypokoleniowe (że, na przykład, milenialsi później zawierają związki małżeńskie oraz są mniej religijni i bardziej pewni siebie niż poprzednie pokolenia). To nie jest stereotypizacja, ale porównywanie grup przy użyciu metody naukowej. Co interesujące, ludzie często krzyczą: "Stereotyp!", jeśli dana różnica pokoleniowa jest uważana za negatywną, ale wydają się dużo bardziej skłonni ją zaakceptować, kiedy jest pozytywna.
Nawet wtedy, gdy różnice pokoleniowe można zweryfikować, stereotypizacja wciąż jeszcze jest możliwa, jeśli ktoś z góry zakłada, że dana osoba z pewnością jest reprezentatywnym przedstawicielem swojej grupy. Ktoś, kto uważa, że każdy napotkany człowiek z pokolenia milenialsów zawarł związek małżeński po trzydziestce, a przy tym jest mniej religijny i bardziej pewny siebie niż osoby z poprzednich pokoleń, posługuje się stereotypem, zakłada bowiem, że każda jednostka odpowiada przeciętnej. Takie stereotypizowanie wynika jednak z błędnej interpretacji, a nie z błędów w samych badaniach. Odkrycie różnicy pokoleniowej nie oznacza, że wszyscy przedstawiciele danej generacji są tacy sami, ani też nie implikuje, że inne cechy (takie jak płeć, rasa czy religia) nie mają znaczenia. Owszem, mają, ponieważ ludzie różnią się od siebie na wiele sposobów. Zarzut, że badania międzypokoleniowe prowadzą do nadmiernych uogólnień, jest zatem nieuzasadniony. Jeśli na przykład jakieś badanie wykaże, iż ludzie z pokolenia X są średnio większymi materialistami niż inni, nie znaczy to, że wszystkich przedstawicieli tej generacji cechuje wysoki poziom materializmu. Ktoś, kto tak zakłada, dokonuje nieuzasadnionego uogólnienia, ale samo badanie nie jest temu winne.
Wiele osób nie utożsamia się ze swoim pokoleniem, gdyż nie odznacza się typowymi dla niego postawami, cechami czy zachowaniami. Ci ludzie mimo to ulegają wpływowi miejsca, jakie ich generacja zajmuje w historii. Rozważmy pewien przykład. Ethan, który ma 21 lat, nie jest religijny i studiuje w college'u w dużym mieście na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych, dochodzi do wniosku, że w następnym roku chciałby się ożenić, a niedługo później mieć dzieci.
Gdyby to był rok 1961, Ethan bez trudu znalazłby w swoim kręgu towarzyskim młodą kobietę pragnącą wyjść za mąż od razu po ukończeniu college'u. Jego najbliżsi cieszyliby się z jego decyzji, którą uznaliby za całkowicie normalną. Tymczasem w roku 2023 niewiele rówieśniczek Ethana - młodych kobiet z jego sieci społecznej - myśli o tym, żeby wyjść za mąż i urodzić dzieci w wieku dwudziestu paru lat. Jego rodzina i znajomi będą uważać, że Ethan jest za młody na małżeństwo, i spróbują go odwieść od tego pomysłu. Jego pragnienie tak szybkiego założenia rodziny będzie się wydawać dziwne i Ethan może nie znaleźć partnerki w swoim wieku, gotowej za niego wyjść. Ethan ma inne dążenia niż typowy przedstawiciel pokolenia X, ale mimo to doświadcza skutków faktu, że urodził się w pierwszej dekadzie XXI stulecia.
Zmiany pokoleniowe następują zatem nie tylko na poziomie indywidualnym, lecz także w dziedzinie norm kulturowych. Większość ludzi Zachodu od wczesnych lat uczy się, że nasze wybory wynikają jedynie z osobistych preferencji, a nasze zachowania wpływają wyłącznie na nas samych. W rzeczywistości zaś wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni.
Warto o tym pamiętać z kilku powodów. Po pierwsze, oznacza to, że trendy pokoleniowe wywierają na ciebie wpływ, nawet jeśli jesteś wyjątkiem, nawet jeśli wcale ci się nie podobają i nawet jeśli nie jesteś członkiem grupy opowiadającej się za zmianą. Nawet gdyby Ethanowi udało się znaleźć młodą kobietę, która chciałaby wyjść za mąż w wieku 22 lat i rok później urodzić pierwsze dziecko, to on i jego żona prawdopodobnie byliby jedyną parą z dziećmi w swojej grupie rówieśniczej, co czyniłoby ich doświadczenie zupełnie innym niż doświadczenia młodych par w latach pięćdziesiątych XX wieku, które żyły w otoczeniu podobnych sobie rówieśników. Innym przykładem są ruchy na rzecz równości społecznej z ostatnich siedemdziesięciu lat. Ruch feministyczny nie tylko zapewnił większe możliwości kobietom, które protestowały na ulicach i składały pozwy sądowe, lecz także zmienił życie kobiet i mężczyzn z kolejnych pokoleń, których większość nie utożsamiała się z feministkami, ale którzy dzisiaj pracują i wychowują dzieci zupełnie inaczej niż ich rodzice i dziadkowie.
Po drugie, powiązania między nami oznaczają, że przyczyny zmian pokoleniowych nie tkwią wyłącznie w zachowaniach jednostek, lecz także w dynamice grupowej. Dobrym przykładem jest smartfon, który został wprowadzony na rynek w roku 2007, a już w 2013 znalazł się w posiadaniu większości Amerykanów. Smartfony są urządzeniami komunikacyjnymi - wpływają nie tylko na danego użytkownika, lecz także na jego sieć społeczną. Kiedy smartfony i media społecznościowe stały się wszechobecne, wywarły wpływ na wszystkich ludzi, nawet tych, którzy z nich nie korzystali. Dynamika społeczna całkowicie się zmieniła, gdy komunikacja przeniosła się do sieci, a spotkania twarzą w twarz i rozmowy telefoniczne straciły na znaczeniu. Odtąd uczestnicy osobistych interakcji często je zakłócali, spoglądając na swoje telefony. Ktoś, kto spędzał dużo czasu na portalach społecznościowych, widział, co robią inni bez jego udziału, a niekorzystanie z mediów społecznościowych oznaczało poczucie wykluczenia z pewnych interakcji. Jak powiedział mi pewien student pierwszego roku: "Jesteś pomijany, jeśli nie korzystasz z mediów społecznościowych, ale również wtedy, kiedy to robisz". Wszyscy ulegamy wpływowi zmiany sposobu interakcji społecznych, niezależnie od tego, czy sami korzystamy z nowych technologii. Podobnie wszyscy jesteśmy członkami któregoś pokolenia, czy tego chcemy, czy nie.
Czy pokolenia w ogóle istnieją? I czyja to wina?
Koncepcja pokoleń spotyka się ostatnio z krytyką. Część naukowców i dziennikarzy uważa, że pokolenia "nie są prawdziwe" albo że istnieją "tylko w naszych głowach". W większości wypadków ci autorzy nie twierdzą, że ludzie żyją dziś tak samo, jak pięćdziesiąt lat temu. Sprzeciwiają się raczej dzieleniu ludzi na generacje na podstawie arbitralnie ustalonych granicznych lat urodzenia (na przykład ktoś urodzony w 1964 roku jest baby boomerem, a osoba, która przyszła na świat w roku 1965, należy już do pokolenia X), wskazując przy tym, że książki i artykuły traktujące o pokoleniach obfitują w szerokie uogólnienia na temat niejednorodnych grup.
To prawda, że każda granica czasowa między pokoleniami jest umowna - nie ma dokładnych danych naukowych ani oficjalnych ustaleń dotyczących tego, który rok urodzenia należy do którego pokolenia. W dalszej części tej książki przekonasz się jednak, że w okolicach lat granicznych często dochodzi do ważnych przemian, choć rzadko następują one gwałtownie. To dlatego, że ludzie urodzeni tuż przed rokiem granicznym i niedługo po nim doświadczyli tej samej kultury. Mimo to trzeba wyznaczyć jakąś granicę. To, że kategorie pokoleniowe czasem bywają zbyt szerokie, również jest prawdą. Osoby, które przyszły na świat w odstępie dziesięciu lat, ale w obrębie tego samego pokolenia, dorastały w innej kulturze. Zbyt duża liczba mikrogeneracji byłaby jednak dezorientująca i utrudniłaby rozpoznawanie ogólnych trendów pokoleniowych. Próbowałam znaleźć rozwiązanie kompromisowe - jakkolwiek rozdziały tej książki są ułożone według pokoleń, większość wykresów to wykresy liniowe, ukazujące kolejne lata, nie zaś wykresy słupkowe, uśredniające członków poszczególnych generacji. Przemiany (przejścia) między pokoleniami i w obrębie pokoleń są źródłem ważnych informacji.
Nie tylko kategorie pokoleniowe borykają się z problemami tego rodzaju. Podobnie jak granice miast, 18 lat jako uznany przez prawo wiek wejścia w dorosłość, czy też podział na typy osobowości, graniczne lata urodzenia sugerują wyraźne, ostre linie podziału, podczas gdy bliższe prawdy byłyby linie rozmyte. Kategorie pokoleniowe nie są doskonałe i bez wątpienia można przedstawić trafne argumenty przemawiające za innym podziałem; wciąż jednak posługujemy się tymi kategoriami, ponieważ okazały się użyteczne. Etykieta "milenialsi" jest dużo bardziej zwięzła niż opis "ludzie urodzeni w latach osiemdziesiątych i w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku". Podobnie łatwiej jest pogrupować ludzi ze względu na rok ich urodzenia niż analizować każdy rok z osobna.
Przeciwnicy koncepcji pokoleń wysuwają też argument, że straciły one sens, ponieważ okresy wyznaczone przez granice między nimi stają się coraz krótsze. Na przykład pokolenie milenialsów (1980-1994) obejmuje tylko piętnaście lat, podczas gdy ciche pokolenie (1925-1945) przychodziło na świat w okresie trwającym lat dwadzieścia jeden. Ale to nie przypadek - pokolenia następują po sobie coraz szybciej, gdyż tempo zmian technicznych wyraźnie wzrosło. Po wprowadzeniu telefonów stacjonarnych upłynęło kilka dziesięcioleci, zanim te urządzenia trafiły do połowy amerykańskich domów. Tymczasem smartfony znalazły się w posiadaniu połowy Amerykanów już pięć i pół roku po tym, jak wprowadzono je na rynek. Było to najszybsze przyjęcie nowinki technicznej w dziejach ludzkości. Niektórzy się zastanawiają, dlaczego liczba lat obejmujących kolejne pokolenia maleje, skoro ludzie coraz później decydują się na dzieci, co skutkuje wydłużeniem pokoleń reprodukcyjnych. Odpowiedź jest prosta: generacje, którym nadajemy nazwy i o których publicznie dyskutujemy, takie jak baby boomers czy pokolenie Z, to pokolenia społeczne, które są czymś innym niż pokolenia reprodukcyjne (biologiczne).
Istnieje również problem oddzielenia różnic pokoleniowych od tych związanych z wiekiem czy z przedziałem czasowym (który wpływa na członków wszystkich pokoleń). W wypadku jednorazowych badań ankietowych otrzymane różnice rzeczywiście mogą wynikać z wieku. Większość danych przedstawionych w tej książce gromadzono jednak przez dziesięciolecia. A to oznacza, że możemy porównać różne pokolenia w tym samym wieku i co za tym idzie - wiek nie może być przyczyną zaobserwowanych różnic. Jeśli w danym roku na depresję cierpi więcej młodych dorosłych z pokolenia Z niż starszych dorosłych z pokolenia X, to źródłem tej różnicy może być wiek albo pokolenie. Jeżeli jednak liczba młodych dorosłych w wieku 18-25 lat, którzy cierpią na depresję, zwiększyła się z upływem lat, to ta różnica nie może być związana z wiekiem. Taki wynik oznacza, że coś się zmieniło w tym konkretnym pokoleniu młodych dorosłych.
Trudniej wyeliminować możliwość, że otrzymane różnice są związane z danym przedziałem czasowym (okresem w dziejach), który wpływa jednakowo na wszystkie żyjące pokolenia. W większości wypadków wpływ okresu historycznego współistnieje z efektami pokoleniowymi. Na przykład w latach 2000-2015 (przedział czasowy) poparcie dla małżeństw jednopłciowych wzrosło we wszystkich pokoleniach, ale w każdym roku owego przedziału milenialsi popierali takie małżeństwa częściej niż przedstawiciele cichego pokolenia (to efekt pokoleniowy, jeśli możemy założyć, że poziom akceptacji małżeństw jednopłciowych nie spada z wiekiem). Oto inny przykład: kiedy media społecznościowe zyskały popularność po roku 2010, zmieniły życie ludzi w każdym wieku, ale szczególnie silny wpływ wywarły na ludzi młodych, którzy w tamtym czasie wciąż jeszcze budowali swoje życie społeczne i umiejętności komunikacyjne. Co prawda członkowie starszych grup wiekowych również zaczęli korzystać z mediów społecznościowych, ale ich więzi społeczne i umiejętności komunikacyjne ukształtowały się wcześniej, w epoce mniej przesyconej techniką. Czasem możemy być pewni, że mamy do czynienia z efektem pokoleniowym, jeśli zaobserwowana zmiana występuje tylko wśród osób w określonym wieku. Na przykład milenialsi zawierają związki małżeńskie dużo później, niż czynili to przedstawiciele cichego pokolenia, a ponieważ pierwsze małżeństwa na ogół są zawierane wtedy, gdy ludzie są młodsi, z pewnością mamy tu do czynienia z różnicą pokoleniową, a nie z wpływem danego okresu. Pamiętajmy jednak, że duża część trendów opisanych w rozdziałach traktujących o poszczególnych generacjach jest zauważalna we wszystkich pokoleniach, nawet jeśli jedno z nich zapoczątkowało dany trend albo doświadczyło go w większym stopniu niż inne.
A co z ideą, że ludzie starsi zawsze narzekają na młodsze pokolenia? Często wykorzystuje się ją jako argument przemawiający za tym, że różnice pokoleniowe tak naprawdę nie istnieją. Jak to możliwe, że młodsze pokolenia są "za miękkie", skoro pięćdziesiąt lat temu starsi ludzie mówili to samo?
Może dzieje się tak dlatego, że starsze pokolenia zawsze miały rację. Ponieważ technika czyni życie kolejnych pokoleń coraz mniej wymagającym fizycznie, każda następna generacja rzeczywiście jest bardziej delikatna niż poprzednia. Fakt, że jakiś pogląd wyrażano już wcześniej, wcale nie musi oznaczać, że jest on błędny, zwłaszcza gdy zmiana, której ów pogląd dotyczy, postępuje w tym samym kierunku. Pierwsi ludzie, którzy posługiwali się ogniem, zapewne powtarzali swoim dzieciom: "Nie macie pojęcia, jak wam dobrze!", takim samym tonem, jakim przedstawiciele pokolenia X opowiadają swoim dzieciom - z nostalgiczną zadumą - o papierowych katalogach bibliotecznych, telefonach stacjonarnych w kuchni oraz innych niedogodnościach XX wieku. Zważywszy na nieustanny postęp techniczny, obie grupy rodziców mają rację, chociaż dzielą je tysiące lat. Dane pochodzące z badań ankietowych pomagają wyjaśnić tę kwestię, opierają się bowiem na deklaracjach młodych ludzi, a nie na utyskiwaniach osób starszych. Celem badania różnic pokoleniowych jest zrozumienie, a nie krytykowanie.
Kiedy wygłaszam wykłady na temat pokoleń, za każdym razem słyszę jakąś wersję pytania o winę. "Czyja to wina, że młodzi ludzie są tacy roszczeniowi?" - pyta któryś ze słuchaczy. Ktoś inny mówi: "To nie nasza wina. To boomerzy wszystko zepsuli". Te kwestie bardzo często są również poruszane przy okazji omawiania różnic pokoleniowych w internecie albo w książkach. Na przykład przedstawicielka milenialsów, Jill Filipovic, pisze: "OK, boomer to coś więcej niż tylko arogancka zniewaga. To skrót myślowy wyrażający frustrację milenialsów z tego powodu, że ludzie, którzy stworzyli większość naszych problemów, teraz obarczają nas winą"9.
Taki sposób myślenia ma - delikatnie mówiąc - pewne słabości. Po pierwsze, nie wszystkie zmiany pokoleniowe są negatywne; duża ich część jest pozytywna albo neutralna. Skoro wszystkiemu są winni boomerzy, czy to oznacza, że należy im również przypisać zasługę za korzystne trendy? Ponadto zmiany pokoleniowe są wywoływane przez wiele czynników, przede wszystkim przez duże zmiany kulturowe (na przykład w dziedzinie techniki), o które nie można obwinić tylko jednego pokolenia. Dociekanie, czyja to wina, jest bezproduktywne. Skutkuje narzekaniem i szukaniem winnych, a nie pogłębionym rozumieniem trendów - tych korzystnych i tych negatywnych. Takie spory upodabniają pokolenia do zwaśnionego rodzeństwa, które ciągle kłóci się o to, kto zaczął, mimo że obrywają wszyscy. Analogia do rodziny wydaje się trafna w trzeciej dekadzie XXI wieku: ciche pokolenie i boomerzy są silnym starszym rodzeństwem, milenialsi i pokolenie Z to ich pełni energii, lecz nierozumiani mali braciszkowie i siostrzyczki, a o generacji X - środkowym dziecku - często się zapomina.
Nasuwa się pytanie, czy owe różnice pokoleniowe występują również w innych krajach niż Stany Zjednoczone. Ta książka w dużej mierze koncentruje się na pokoleniach amerykańskich, ale sporą część opisanych w niej zmian pokoleniowych można dostrzec na całym świecie. Na przykład smartfony stały się popularne mniej więcej w tym samym czasie w większości krajów uprzemysłowionych. A skoro tak, to jeśli jakaś różnica pokoleniowa powstała pod wpływem smartfonów, można się spodziewać podobnego wzorca zmian we wszystkich krajach, w których ta technologia upowszechniła się w tym samym okresie (chociaż, rzecz jasna, pewną rolę odgrywają też inne czynniki kulturowe). W rozdziale poświęconym pokoleniu Z przedstawię wyniki badań międzynarodowych, które pokazują, co oznaczało nadejście ery smartfonów dla nastolatków na całym świecie.
Jaki wpływ wywarła pandemia COVID-19? Co zaskakujące, w wypadku większości postaw i zachowań nie odnotowano radykalnych zmian pomiędzy rokiem 2019 a latami 2020-2022. Może dlatego, że wiele trendów zapoczątkowanych w drugiej dekadzie stulecia - od spadku popularności interakcji twarzą w twarz po coraz większą polaryzację polityczną - zostało wzmocnionych, a nie odwróconych przez pandemię. Jak napisał w 2021 roku historyk Kyle Harper, pandemia "wydaje się (...) odkrywać i uwydatniać wszystkie nasze patologie społeczne. (...) Niczym znacznik promieniotwórczy, pandemia COVID-19 pozwoliła nam dostrzec własne wady i błędy, a także polaryzację kulturową, która uniemożliwia osiągnięcie konsensu w społeczeństwie"10. Innymi słowy, pandemia wzmocniła coś, co istniało już wcześniej, zamiast zmienić to w coś innego. Wzrost znaczenia wirtualnej komunikacji pod koniec drugiej dekady XXI wieku okazał się próbą generalną przed pandemią, o której nadejściu nie mieliśmy pojęcia.
Co dalej?
W kolejnych rozdziałach przyjrzymy się pokoleniom, których członkowie żyją w Ameryce w latach dwudziestych XXI wieku: cichemu pokoleniu, baby boomerom, pokoleniu X, milenialsom, pokoleniu Z i generacji polarnej. Każdy rozdział stanowi kontynuację poprzednich, ale z czystym sumieniem możesz zacząć od lektury rozdziału poświęconego twojemu pokoleniu (i nic przy tym nie stracisz) bądź temu, do którgo należą twoje dzieci. W każdym rozdziale po krótkim wstępie znajdziesz informacje dotyczące granicznych lat urodzenia członków danej generacji, ich liczby oraz pokoleń ich rodziców, dzieci i wnuków. Podano również szacunkowy podział na grupy rasowe i etniczne, przy czym osoby o mieszanym pochodzeniu rasowym i etnicznym sklasyfikowano zgodnie z ich deklaracjami (spis ludności Stanów Zjednoczonych wykazał, że w 2020 roku 10 procent Amerykanów deklarowało pochodzenie wielorasowe). Uwaga dotycząca słownictwa: w dalszej części tej książki będę używać nazw grup rasowych i etnicznych pochodzących ze spisu ludności, pisząc je wielką literą, aby uniknąć nieporozumień. Czasem więc będę nazywać ludzi Białymi, Czarnymi, Latynosami, Azjatami i tak dalej, aby tekst był zwięzły, co oczywiście nie implikuje, że przynależność rasowa jest jedyną podstawą tożsamości.
Pod tymi podstawowymi informacjami znajdziesz listę znanych przedstawicieli danego pokolenia ze świata rozrywki, polityki, sportu i biznesu. Ponieważ moja książka koncentruje się na trendach pokoleniowych w Stanach Zjednoczonych, na tej liście znaleźli się niemal wyłącznie Amerykanie (urodzeni w kraju lub imigranci), tak więc może na niej zabraknąć twojego ulubionego aktora, piosenkarza czy piłkarza, jeśli jest Brytyjczykiem lub Portugalczykiem. (Zrobiłam wyjątek dla kilkorga Kanadyjczyków, którzy zyskali sławę w amerykańskiej telewizji, głównie za sprawą seriali komediowych; bez Kanadyjczyków amerykańska telewizja nie jest tak zabawna). Niektórzy z tych luminarzy wciąż cieszą się sławą, podczas gdy inni byli popularni przed laty, a potem ich gwiazda przygasła, więc jeśli wciąż ich pamiętasz, to możesz poczuć błogi przypływ nostalgii.
Listy znanych osób sporządzone według pokoleń dają nam nową perspektywę, wykraczającą poza prototypowych reprezentantów poszczególnych generacji. Większość ludzi wie, że Kurt Cobain z Nirvany należał do pokolenia X, ale przedstawicielami tej generacji są także Jimmy Fallon, Kayne West, Blake Shelton, Julia Roberts, Elon Musk i Jennifer Lopez. Mark Zuckerberg jest uosobieniem pokolenia milenialsów, lecz należą do nich również Beyoncé, Michael Phelps i Lady Gaga. Parę nazwisk może cię zaskoczyć. Przed sporządzeniem tych list nie zdawałam sobie sprawy, że Melania Trump jest reprezentantką pokolenia X. Można też zauważyć intrygujące podobieństwa: Bill Gates i Steve Jobs urodzili się w tym samym roku - 1955.
W dalszej części każdego rozdziału przejdziemy do omówienia trendów pokoleniowych w takich dziedzinach, jak małżeństwo, seksualność, wskaźnik urodzeń, alkohol i narkotyki, ruchy na rzecz równouprawnienia, popkultura, nowe technologie, dochody, edukacja, polityka, religia, tożsamość płciowa, zdrowie psychiczne, poczucie szczęścia i wiele innych. Każde pokolenie jest jedyne w swoim rodzaju - ma własny charakter i wyjątkowe doświadczenia - dlatego każdy rozdział ma inną strukturę. Z pewnością też zauważysz, że zgromadzono dużo więcej danych - co przekłada się na większą liczbę stron w tej książce - na temat czterech środkowych pokoleń (boomerów, pokolenia X, milenialsów i generacji Z) niż tych dotyczących cichego pokolenia (którego przedstawiciele byli już dorośli, kiedy rozpoczęto prowadzenie wielu szeroko zakrojonych badań) i generacji polarnej (której członkowie wciąż są zbyt młodzi, aby brać udział w badaniach ankietowych).
Wiele nowinek technicznych i wydarzeń wywarło wpływ na więcej niż jedno pokolenie, aby jednak uniknąć powtórzeń, nie będę ich omawiać w każdym rozdziale. Przedstawię te trendy w rozdziale poświęconym generacji, która doświadczyła ich w największym stopniu, albo tej, która wydała na świat ich liderów. Na przykład zmiany pod względem religijności były najbardziej widoczne wśród milenialsów, dlatego trendy z nią związane omawiam w rozdziale traktującym o tym pokoleniu. W niektórych wypadkach to była zmiana, którą wprowadziło głównie pokolenie X, ale wywarła ona (i nadal będzie wywierać) największy wpływ na milenialsów oraz na pokolenie Z. Ostatecznie umieściłam ją w rozdziale dotyczącym pokolenia X, zważywszy na to, jak radykalnie odmieniła ona życie jego przedstawicieli, a także dlatego, że Jim Obergefell, główny powód w sprawie rozstrzygniętej przez Sąd Najwyższy w 2015 roku, należy do tej generacji. Wydarzenia, które wywarły istotny i rozległy wpływ na wiele pokoleń, zostały opisane w kilku rozdziałach. Na przykład ataków terrorystycznych z 11 września 2001 roku nie można przypisać tylko do jednego pokolenia, ani nawet do dwóch. Dotknęły one wszystkich generacji.
Zważywszy na oddziaływanie techniki i popkultury, w poszczególnych rozdziałach położyłam nacisk na media, które opisują etos, doświadczenia oraz innowatorów danej generacji. W kolejnych rozdziałach zauważysz mieszankę tego, co oczywiste, i tego, co mniej znane. Może w niej zabraknąć którejś z twoich ulubionych gwiazd popkultury, lecz wiele innych pojawi się na stronach tej książki. W czasie gdy milenialsi, a zwłaszcza przedstawiciele pokolenia X, wchodzili w dorosłość, popkultura rozpadła się na tak wiele modalności, że dużo trudniej pokrótce ją opisać.
W ostatnim rozdziale zastanowimy się, co różnice pokoleniowe mogą oznaczać dla przyszłości w różnych dziedzinach, takich jak praca, polityka czy konsumpcja. Owe trendy zapowiadają zasadnicze zmiany w społeczeństwie amerykańskim w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat. Przewidywanie przyszłości to niełatwe zadanie, ale dzięki danym pozyskanym od bardzo młodych ludzi obraz nieco się rozjaśnia. Pokolenia są kluczem do zrozumienia przeszłości, ale mogą nam również pomóc zrozumieć przyszłość. Wskazują kierunek, w jakim podąża świat.
Przypisy:
1 Jamieson, Fieldstadt i Associated Press, 2018; Smith, 2018.
2 Ok, boomer - związek frazeologiczny i mem internetowy, stanowiący lekceważącą replikę młodych ludzi na zarzuty stawiane im przez przedstawicieli starszych pokoleń; felietonista "Rzeczpospolitej" Michał Płociński zaproponował wolne tłumaczenie tej frazy jako "Cicho, dziadku!" (przyp. tłum.).
3 Martin, 2017.
4 Bulled i Sosis, 2010.
5 Singh, 2010.
6 Bulled i Sosis, 2010.
7 Levine i Crimmins, 2018.
8 Jones, 1980.
9 Filipovic, 2020.
10 Harper, 2021.
Rozdział 2. CICHE POKOLENIE (ur. 1925-1945)
"Najbardziej zdumiewającym faktem dotyczącym młodszego pokolenia jest jego milczenie" - orzekł magazyn "Time" w 1951 roku. "Z nielicznymi wyjątkami młodzież nie pcha się na mównicę. W porównaniu z ognistą młodością ich ojców i matek, w dzisiejszych młodych ludziach tli się zaledwie spokojny, niepozorny płomyk. Nie publikują manifestów, nie wygłaszają przemówień, nie maszerują z transparentami. Dlatego nazwano ich "cichym pokoleniem"".
Ta nazwa przylgnęła do nich na dobre, w miarę jak członkowie cichego pokolenia młodo się pobierali, mieli dzieci i budowali stabilne życie na przedmieściach, jakie kojarzy nam się z latami pięćdziesiątymi i początkiem lat sześćdziesiątych XX wieku. Ta nazwa jednak wprowadza w błąd - to pokolenie wcale nie było ciche!
Tak naprawdę ciche pokolenie zapoczątkowało niektóre z najważniejszych zmian społecznych w historii Ameryki. Weźmy pod uwagę tylko dwoje przedstawicieli tej generacji: lidera ruchu praw obywatelskich, Martina Luthera Kinga (ur. 1929), i sędzię Sądu Najwyższego, Ruth Bader Ginsburg (ur. 1933). Większość zmian społecznych, które kojarzymy z boomerami i latami sześćdziesiątymi ubiegłego stulecia, w rzeczywistości zaczęła się od cichego pokolenia. Wydarzenia, których jego członkowie doświadczyli od czasów młodości do wieku średniego, wcale nie były spokojne ani mało znaczące. Były to między innymi: ruch na rzecz praw obywatelskich, ruch feministyczny i kontrkultura lat sześćdziesiątych. Nawet Bob Dylan (ur. 1941) należy do tego pokolenia, podobnie jak Joni Mitchell (ur. 1943). Mimo to cicha generacja często bywa pomijana i usuwana w cień - wciśnięta pomiędzy najwspanialsze pokolenie (ur. 1901-1924), wysławiane z powodu zwycięstwa w II wojnie światowej, i boomerów, którzy kontynuowali przemiany społeczne zapoczątkowane przez ciche pokolenie.
Chociaż wielu z nich dziś jest na emeryturze, przedstawiciele cichego pokolenia pozostają aktywni w biznesie, w nauce i w życiu publicznym. Doktor Anthony Fauci (ur. 1940), który stał się najbardziej znanym ekspertem rządowym w dziedzinie zdrowia publicznego podczas pandemii COVID-19, jest jednym z jego przedstawicieli, podobnie jak prezydent Joe Biden (ur. 1942). Ten ostatni został pierwszym prezydentem Stanów Zjednoczonych reprezentującym swoje pokolenie. zaszczyt ten ominął ciche pokolenie w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, kiedy to George W. Bush (ur. 1924), należący do najwspanialszego pokolenia, przegrał w wyborach z przedstawicielem baby boomers, Billem Clintonem (ur. 1946) - pierwszym z czterech kolejnych prezydentów pochodzących z tej generacji. Ciche pokolenie pozostaje liczącą się siłą polityczną - aż trzy na cztery osoby w wieku co najmniej 75 lat głosowały w wyborach w 2020 roku. Lepszy wynik uzyskała tylko jedna grupa wiekowa - osoby w wieku 65-74 lat.
Członkowie cichego pokolenia - ludzie urodzeni w okresie od ryczących lat dwudziestych do połowy lat czterdziestych XX wieku - przyszli na świat w niespokojnych czasach. Są ostatnim amerykańskim pokoleniem, które pamięta lata Wielkiego Kryzysu, i ostatnim, które wie, jak wyglądało życie przed zakończeniem II wojny światowej. W odróżnieniu od członków najwspanialszego pokolenia, którzy byli wtedy dorośli, cicha generacja doświadczyła tych wydarzeń w dzieciństwie i w okresie dorastania. Prawie wszyscy członkowie tego pokolenia urodzili się za późno, aby walczyć na frontach II wojny światowej, co stanowiło linię podziału między doświadczeniami tej i poprzedniej generacji. Te dwa kataklizmy historyczne pierwszej połowy XX stulecia wywarły jednak przemożny wpływ na członków cichego pokolenia, którzy dorastali w czasach, gdy dobrobyt i pokój nie były rzeczą oczywistą. Nawet najmłodsi przedstawiciele tej generacji - ci urodzeni na początku lat czterdziestych XX wieku - żyli w kulturze przesyconej wspomnieniami kolejek po chleb i bombardowań, które szybko przeistoczyły się w dobrobyt lat pięćdziesiątych, kiedy to cały kraj wierzył, że nowoczesna technika może wszystko zmienić na lepsze.
Jak opisuje to Benita Eisler (ur. 1937), w latach pięćdziesiątych "pojawiły się odbiorniki telewizyjne i tranzystory, karty kredytowe i kalkulatory, płyty długogrające i długie papierosy z filtrem. Chrom, szkło, stal, aluminium, glazurowane cegły i lśniąca emalia były wszędzie". Mimo że dzisiaj ta dekada trąci myszką, w tamtych czasach technika lat pięćdziesiątych zapierała dech w piersiach, a ciche pokolenie było świadkiem narodzin ekscytującej nowej epoki odrzutowców i astronautów, nie wspominając o bardziej przyziemnych, lecz niezwykle ważnych innowacjach, takich jak lodówki, telewizory, pierwsze komputery czy autostrady międzystanowe. Te nowe technologie zasiały ziarno indywidualizmu, które dało początek rewolucji społecznej lat sześćdziesiątych XX wieku.
W tym czasie członkowie cichego pokolenia w większości już od dawna wiedli dorosłe życie, co skutkowało nieustannym poczuciem zawieszenia gdzieś pośrodku. Jak zauważył dziennikarz Wade Greene (ur. 1933): "W burzliwych latach sześćdziesiątych, w okresie słynnej "luki pokoleniowej", my - jak zwykle niedostrzegani - zajmowaliśmy tę lukę. W czasach popularności hasła: "Nie ufaj nikomu po trzydziestce", mieliśmy po trzydzieści kilka lat".
Ciche pokolenie miało jeszcze inne doświadczenia, odróżniające je od generacji, które nadeszły po nim. W pewne słoneczne sierpniowe popołudnie w San Diego poznałam Johna, który urodził się w 1944 roku. John dorastał w małym miasteczku w Wirginii, a jego chłopięce przeżycia szokują niemal każdego, kto go spotka, zwłaszcza młodsze osoby.
John jest czarny, a w jego rodzinnym miasteczku do początku lat siedemdziesiątych XX wieku obowiązywała segregacja rasowa. "Czarni mieszkali w gorszej części miasta, a Biali w lepszej. Dzieliła ich niewidzialna linia demarkacyjna. Jako dziecko nie miałem żadnych białych kolegów" - opowiadał John. On i inni czarni uczniowie dojeżdżali autobusem do podupadłej szkoły, która znajdowała się siedemnaście mil od miasteczka. Nie było w niej bieżącej wody ani ogrzewania (poza kominkiem). "Nigdy nie czuliśmy się oddzieleni, lecz równi - o, nie" - ciągnął. "Bez wątpienia były to oddzielne placówki, ale na pewno nie równe". W kinie "Biali siedzieli na dole, a Kolorowi - jak nas wtedy nazywano - na balkonie. Niektórzy z nas rzucali z góry popcorn na białe dzieci, a one wołały: "Dajcie jeszcze trochę!"". Czarne dzieci nie mogły korzystać z miejskiego basenu - dodał John. Były oddzielne łazienki, oddzielne fontanny, oddzielne poczekalnie u lekarza, oddzielne miejsca w autobusie ("Biali z przodu, Czarni z tyłu" - instruował napis na tabliczce).
Jako student w latach sześćdziesiątych XX wieku John wraz z grupą przyjaciół brał udział w strajku okupacyjnym w pewnym barze w Karolinie Północnej. Przy wejściu do tego lokalu widniał napis: "WE DON'T SERVE NEGROES" ("Nie obsługujemy Murzynów", ale też: "Nie serwujemy Murzynów"). Do Johna i jego przyjaciół podeszła kelnerka i z niewyraźną miną powiedziała: "We don't serve n...s", na co jeden z jego kolegów odparł: "Wcale nie chcemy tego zamówić, wolimy cheesburgera" (ta riposta była tak dobra, że z pewnością stałaby się wiralem, gdyby w tamtych czasach istniały media społecznościowe).
Kelnerka pobiegła po kierownika, który kazał im wyjść, a w końcu wezwał policję. Przewieziono ich do aresztu i zamknięto w celi. Godziny mijały, a John i jego przyjaciele śpiewali pieśń We Shall Overcome (Zwyciężymy) - tak głośno i długo, że dyżurujący policjant postanowił ich wypuścić, aby pozostali więźniowie mogli się wyspać. John doczekał nie tylko zniesienia segregacji rasowej, lecz także pierwszego czarnego prezydenta - i całej reszty daleko idących zmian, jakie nastąpiły w ciągu ostatnich osiemdziesięciu lat.
"Niektórzy widzą świat taki, jaki jest, i pytają: dlaczego?" - powiedział John F. Kennedy (ur. 1925). "Ja marzę o świecie, jakiego nigdy nie było, i pytam: dlaczego nie?". Członkowie cichego pokolenia widzieli rzeczy, o jakich nawet nie mogli marzyć, kiedy byli młodzi, a ich życiowa podróż od tradycji do zmiany odzwierciedla przemianę społeczeństwa amerykańskiego od czasów ich młodości w połowie ubiegłego stulecia.
CICHE POKOLENIE (UR. 1925-1945)
LICZEBNOŚĆ W 2021 ROKU: 19,7 MILIONA
(6% LUDNOŚCI STANÓW ZJEDNOCZONYCH W 2021 ROKU)
78,1% Biali
8,2% Czarni
8,1% Latynosi
4,8% Azjaci, rdzenni Hawajczycy, Wyspiarze Pacyfiku
0,8% rdzenni Amerykanie
Rodzice: najwspanialsze lub stracone pokolenie
Dzieci: pokolenie X i baby boomers
Wnuki: milenialsi i pokolenie Z
NAJPOPULARNIEJSZE IMIONA
Chłopcy
Robert
John
William
James
Charles
Richard
Dziewczynki
Mary
Dorothy
Shirley
Betty
Barbara
Patricia
Linda
Carol
SŁAWNI PRZEDSTAWICIELE (ROK URODZENIA)
Aktorzy, komicy, reżyserzy
Johnny Carson (1925)
Paul Newman (1925)
Rock Hudson (1925)
Lenny Bruce (1925)
Marilyn Monroe (1927)
Clint Eastwood (1930)
Elizabeth Taylor (1932)
Carol Burnett (1933)
Joan Rivers (1933)
Woody Allen (1935)
Mary Tyler Moore (1936)
Robert Redford (1936)
Burt Reynolds (1936)
Alan Alda (1936)
Dick Cavett (1936)
Jane Fonda (1937)
Jack Nicholson (1937)
George Carlin (1937)
Dustin Hoffman (1937)
Sidney Poitier (1927)
Shirley Temple (1928)
Audrey Hepburn (1929)
Grace Kelly (1929)
Bob Newhart (1929)
Evel Knievel (1938)
Sherman Hemsley (1938)
Tommy Chong (1938)
Lee Majors (1939)
Richard Pryor (1940)
Annette Funicello (1942)
Harrison Ford (1942)
Chevy Chase (1943)
George Lucas (1944)
Goldie Hawn (1945)
Loni Anderson (1945)
Mia Farrow (1945)
Henry Winkler (1945)
Steve Martin (1945)
Muzycy i artyści
Chuck Berry (1926)
Tom Lehrer (1927)
Andy Warhol (1928)
Jasper Johns (1930)
Yoko Ono (1933)
Elvis Presley (1935)
Dennis Hopper (1936)
Bob Dylan (1941)
Joan Baez (1941)
Aretha Franklin (1942)
Barbara Streisand (1942)
Jerry Garcia (1942)
Jimi Hendrix (1942)
Barry Manilow (1943)
John Denver (1943)
Joni Mitchell (1943)
Janis Joplin (1943)
Diana Ross (1944)
Przedsiębiorcy i ludzie biznesu
Warren Buffett (1930)
Andy Grove (1936)
Ted Turner (1938)
Politycy, sędziowie, aktywiści
Robert F. Kennedy (1925)
Cesar Chavez (1927)
Walter Mondale (1928)
Diane Feinstein (1933)
Ruth Bader Ginsburg (1933)
Gloria Steinem (1934)
Ralph Nader (1934)
Geraldine Ferraro (1935)
John McCain (1936)
Antonin Scalia (1936)
Madeleine Albright (1937)
Colin Powell (1937)
Martin Luther King Jr. (1929)
Sandra Day O'Connor (1930)
Ted Kennedy (1932)
Nancy Pelosi (1940)
Dick Cheney (1941)
Jesse Jackson (1941)
Bernie Sanders (1941)
Joe Biden (1942)
Mitch McConnell (1942)
John Kerry (1943)
Angela Davis (1944)
Sportowcy
Arnold Palmer (1929)
Mickey Mantle (1931)
Roberto Clemente (1934)
Wilt Chamberlain (1936)
Jack Nicklaus (1940)
Muhammad Ali (1942)
Joe Namath (1943)
Billie Jean King (1943)
Dziennikarze, pisarze, ludzie mediów
Harper Lee (1926)
Hugh Hefner (1926)
Erma Bombeck (1927)
Maya Angelou (1928)
Barbara Walters (1929)
Neil Armstrong (1930)
Tom Wolfe (1930)
Toni Morrison (1931)
Dan Rather (1931)
Susan Sontag (1933)
Philip Roth (1933)
Joan Didion (1934)
Charles Kuralt (1934)
Carl Sagan (1934)
Phil Donahue (1935)
Ken Kesey (1935)
Judy Blume (1938)
Peter Jennings (1938)
Joyce Carol Oates (1938)
Jerry Rubin (1938)
Jacqueline Kennedy Onassis (1939)
Tom Brokaw (1940)
Anthony Fauci (1940)
Sue Grafton (1940)
Ted Koppel (1940)
Ed Bradley (1941)
Nora Ephron (1941)
Martha Stewart (1941)
Michael Crichton (1942)
Erica Jong (1942)
John Irving (1942)
Bob Woodward (1943)
Carl Bernstein (1944)
Rewolucja równościowa
Cecha: Pionierzy ruchu na rzecz praw obywatelskich
Wyobraź sobie, że wsiadasz do wehikułu czasu i zatrzymujesz się na dwóch przystankach, oddalonych o zaledwie siedem lat: w roku 1963 i 1970. Najpierw zaskoczyłoby cię to, jak formalnie ubierała się większość ludzi w roku 1963, a potem oślepiłyby cię jaskrawe kolory i szerokie klapy roku 1970. Włosy mężczyzn stały się dłuższe, a na ich twarze powrócił zarost. Zażywanie narkotyków - nader rzadkie w 1963 roku - w 1970 było szeroko rozpowszechnione, podobnie jak odrzucenie sztywnych reguł społecznych sprzed zaledwie kilku lat.
Zgodnie z popularnym wyobrażeniem rewolucja kontrkulturowa, jaka dokonała się między rokiem 1963 a 1970, była dziełem boomerów. Tymczasem na jej czele stali głównie przedstawiciele cichego pokolenia. Ruchowi na rzecz Wolności Słowa, zapoczątkowanemu w Berkeley w 1964 roku przez studentów Uniwersytetu Kalifornijskiego, którzy demonstrowali w obronie prawa do kwestowania na terenie kampusu w imieniu ruchu na rzecz praw obywatelskich, przewodził Mario Savio (ur. 1942). Również inne ważne postacie kontrkultury lat sześćdziesiątych XX wieku należały do cichego pokolenia - na przykład działacze antywojenni Abbie Hoffman (ur. 1936) i Jerry Rubin (ur. 1938), pomysłodawca "testów kwasowych" Ken Kesey (ur. 1935) oraz feministka Gloria Steinem (ur. 1934). Muhammad Ali (ur. 1942), który zasłynął nie tylko nadzwyczajnymi osiągnięciami bokserskimi, lecz także swoim ostrym sprzeciwem wobec wojny w Wietnamie, też był przedstawicielem cichego pokolenia, podobnie jak muzycy kojarzeni z ruchem hipisowskim, tacy jak Jimi Hendrix (ur. 1942) i Janis Joplin (ur. 1943). Nawet Beatlesi, których muzyka ewoluowała wraz z duchem lat sześćdziesiątych - od lekkiej i radosnej na początku dekady do psychodelicznej w jej późniejszych latach - należeli do cichej generacji.
Duża część kontrkultury lat sześćdziesiątych - od LSD po jaskrawe, wzorzyste ubrania - przeszła do historii. Ten okres pozostawił jednak po sobie trwałą spuściznę - ogromny krok ku równości praw. Ruch na rzecz praw obywatelskich, ruch feministyczny oraz ruch na rzecz praw osób homoseksualnych gruntownie zmieniły kulturę amerykańską, przy czym duża część tych zmian nastąpiła w stosunkowo krótkim, siedmioletnim okresie pomiędzy rokiem 1963 a 1970, kiedy członkowie cichego pokolenia mieli po dwadzieścia kilka i trzydzieści kilka lat.
Wszystko zaczęło się - jak zwykle - od zmian w dziedzinie techniki. Wraz z przyśpieszeniem postępu technicznego w okresie powojennym wzrósł poziom indywidualizmu. Telewizja pozwoliła ludziom poznawać punkt widzenia i doświadczenia innych, odrzutowce i loty kosmiczne sprawiły, że świat zaczął się wydawać bliższy, a spadek znaczenia pracy fizycznej zapewnił większe możliwości zawodowe kobietom. Stopniowo nacisk na prawa jednostki zaczął zastępować dawny system reguł społecznych, oparty na kategoriach rasy, płci i orientacji seksualnej. Na początku lat sześćdziesiątych XX wieku na południu Stanów Zjednoczonych obowiązywała segregacja rasowa. W całym kraju kobiety były dyskryminowane w takich dziedzinach zawodowych, jak prawo, medycyna czy inżynieria, a za homoseksualizm można było trafić do aresztu. W ciągu kolejnych kilku lat to wszystko zaczęło się zmieniać, a proces ten doprowadził do przyjęcia poglądu, który stał się fundamentem naszego współczesnego społeczeństwa - idei równego traktowania wszystkich ludzi. Nieprzypadkowo jest to również jeden z poglądów leżących u podstaw kultury indywidualistycznej.
W roku 1963 członkowie cichego pokolenia mieli od 18 do 38 lat. Byli więc ostatnią generacją, która dorosła w starym systemie, i pierwszą, która doświadczyła dorosłości w nowym. Stojąc jedną nogą w każdym z tych dwóch światów, przedstawiciele cichego pokolenia znaleźli się w awangardzie zmian, które ukształtowały współczesną wizję równości, zwłaszcza równego traktowania bez względu na przynależność rasową, płeć i orientację seksualną.
Rasa - kolor miłości. Walenie do drzwi rozległo się o drugiej w nocy. Tuż po przebudzeniu parę oślepił blask latarki, którą świecono jej w oczy. "Co pan robi w łóżku z tą kobietą?" - zapytał policjant.
Parą zerwaną z łóżka w środku nocy byli Richard Loving (ur. 1933) i Mildred Loving (ur. 1939). Działo się to 11 lipca 1958 roku. Małżonków osadzono w areszcie. Ich przestępstwo polegało na tym, że byli małżeństwem, chociaż Richard był biały, a Mildred miała korzenie afroamerykańskie i indiańskie. Małżeństwa mieszane rasowo były wówczas zabronione w stanie Wirginia. Richard spędził w areszcie jedną noc, a Mildred - trzy. Małżonkowie przyznali się do winy - zeznali, że wzięli ślub w Dystrykcie Kolumbia, a potem wrócili do domu na wsi w stanie Wirginia. Sędzia oznajmił, że mogą iść do więzienia albo wyjechać z Wirginii. Przeprowadzili się do Waszyngtonu, ale bardzo tęsknili za domem, więc w 1965 roku pozwali stan Wirginia z pomocą Amerykańskiej Unii na rzecz Swobód Obywatelskich (American Civil Liberties Union - ACLU). Sędzia z Wirginii orzekł: "Wszechmogący Bóg stworzył różne rasy: białą, czarną, żółtą, malajską i czerwoną, i umieścił je na oddzielnych kontynentach. Gdyby nie ludzka ingerencja w boski porządek świata, nie byłoby powodów do zawierania takich małżeństw. Fakt, że Bóg rozdzielił ludzkie rasy, dowodzi, że nie chciał, aby się mieszały".
W 1967 roku sprawa trafiła do Sądu Najwyższego jako "Lovingowie przeciwko stanowi Wirginia", a ten stwierdził w swoim orzeczeniu, że przepisy zabraniające małżeństw międzyrasowych są niezgodne z Konstytucją i że "decyzja o poślubieniu bądź niepoślubieniu osoby innej rasy jest wolnym wyborem każdego człowieka, który nie może być ograniczany przez władze stanowe". Dla Lovingów ta sprawa od początku była bardzo prosta. "Proszę powiedzieć sądowi, że kocham swoją żonę i że to niesprawiedliwe, iż nie mogę z nią mieszkać w Wirginii" - napisał Richard Loving w liście do prawników z ACLU1.
RYCINA 2.1. Odsetek białych Amerykanów, którzy byliby przeciwni małżeństwu bliskiego krewnego z osobą rasy czarnej w latach 1990-2021 (według pokoleń).
Źródło: General Social Survey.
Uwaga: Na wykresie przedstawiono poszczególne generacje w kolejnych latach. Nie było to wieloletnie badanie podłużne tych samych osób, ale każda próba była reprezentatywna dla populacji krajowej.
W ogólnokrajowym badaniu ankietowym, przeprowadzonym w 2021 roku, jeden na dwunastu białych Amerykanów zadeklarował, że byłby przeciwny małżeństwu bliskiego krewnego z osobą rasy czarnej. Na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku takiej odpowiedzi udzieliły dwie trzecie respondentów. W ostatnich latach ci osamotnieni przeciwnicy małżeństw mieszanych z dużym prawdopodobieństwem należą do cichego pokolenia - jedynej żyjącej generacji, która w całości weszła w dorosłość, zanim sprawa Lovingów doprowadziła do zalegalizowania takich związków w całym kraju (w 1967 roku członkowie cichego pokolenia mieli od 22 do 42 lat). Wiele osób z tego pokolenia z biegiem lat zmieniło zdanie na temat małżeństw mieszanych, ale inni pozostali przy dawnych poglądach (zob. rycina 2.1). Dzisiaj ponad jedna trzecia jest przeciwna takim małżeństwom. Podobnie jak w wypadku większości innych zmian opinii publicznej, niektórzy członkowie starszych generacji zachowali przekonania z poprzedniej epoki, podczas gdy inni podążyli z duchem czasów.
Chociaż Lovingowie zostali aktywistami mimo woli - chcieli po prostu żyć razem, jako małżeństwo, w rodzinnej Wirginii - byli jednymi z wielu członków cichego pokolenia, którzy znaleźli się w awangardzie ruchu na rzecz równouprawnienia Afroamerykanów. Prawie wszyscy działacze na rzecz praw obywatelskich i pionierzy walki o równouprawnienie Czarnych należeli do tej generacji. Najbardziej znanym spośród nich był Martin Luther King (ur. 1929) - wybitny przywódca ruchu na rzecz praw obywatelskich i zwolennik pokojowego protestu. Imieniem Kinga nazwano ponad tysiąc ulic na całym świecie, a jego urodziny w Stanach Zjednoczonych obchodzi się jako święto federalne (jest on jedynym człowiekiem urodzonym w ciągu ostatnich 250 lat, który dostąpił tego zaszczytu; ruch obywatelski omówię bardziej szczegółowo w następnym rozdziale).
Życie Sidneya Poitiera, wybitnego czarnoskórego aktora urodzonego w 1927 roku w Miami, ilustruje trajektorię życia cichego pokolenia w powiązaniu z przynależnością rasową. Poitier miał 21 lat, kiedy w 1948 roku Harry Truman podpisał dekret znoszący segregację w armii amerykańskiej. W wieku lat 36 został pierwszym czarnym zdobywcą Oscara (za rolę w filmie Polne lilie z 1963 roku). Miał 40 lat, kiedy sprawa "Lovingowie przeciwko stanowi Wirginia" zakończyła się zalegalizowaniem małżeństw międzyrasowych w siedemnastu amerykańskich stanach - w roku 1967. W tym samym roku zagrał w filmie Zgadnij, kto przyjdzie na obiad, który opowiadał o mieszanej parze.
Nawet ci członkowie cichego pokolenia, którzy urodzili się po Poitierze, mogą się utożsamiać z tymi przełomowymi wydarzeniami - były one częścią ich życia, a nie tematem z podręcznika do historii, jak je odbierają młodsze pokolenia. John Lewis (ur. 1940) był jednym z Freedom Riders - Jeźdźców Wolności - którzy na początku lat sześćdziesiątych XX wieku działali na rzecz integracji rasowej na amerykańskim Południu. Później przez siedemnaście kadencji reprezentował Georgię w Kongresie Stanów Zjednoczonych. Tuż przed śmiercią w lipcu 1920 roku Lewis opublikował w internecie zdjęcie policyjne zrobione po jego aresztowaniu w stanie Missisipi w 1961 roku. Jakie przestępstwo popełnił? Skorzystał z toalety dla Białych.
Kobiety - ambitne maszynistki. Trzydziestego sierpnia 1967 roku grupa demonstrantów zebrała się przed siedzibą działu ogłoszeń drobnych "New York Timesa". Protestowali przeciwko czemuś, co dziś wydaje się niewiarygodne - w tamtych czasach ogłoszenia o pracy ukazywały się w dwóch kolumnach: "Praca dla mężczyzn" i "Praca dla kobiet". Protestujący - w większości kobiety z cichego i najwspanialszego pokolenia, członkinie Krajowej Organizacji Kobiet (National Organization of Women - NOW) - domagali się tylko jednego: przestańcie segregować ogłoszenia o pracy i drukujcie je wszystkie pod jednym nagłówkiem.
Gazeta odmówiła spełnienia tego postulatu. "Ogłoszenia są podzielone na kolumny zatytułowane "Dla mężczyzn" i "Dla kobiet" dla wygody czytelników" - twierdziła. Komisja do spraw Równych Szans Zatrudnienia (Equal Employment Opportunity Commission - EEOC - organ federalny odpowiedzialny za egzekwowanie Ustawy o prawach obywatelskich z 1964 roku) okazała się niezbyt pomocna. Krajowa Organizacja Kobiet poprosiła EEOC, aby zobligowała gazety do rezygnacji z segregowania ogłoszeń o pracy ze względu na płeć, ale Komisja nic nie zrobiła w tej sprawie.
Wreszcie, ponad rok później w "New York Timesie" ukazał się krótki artykuł informujący, że od 1 grudnia 1968 roku w Nowym Jorku będzie obowiązywać zakaz dyskryminacji ze względu na płeć w ogłoszeniach o pracy. Dopiero wtedy, w ostatniej chwili, "New York Times" oraz inne nowojorskie gazety przestały publikować ogłoszenia o pracy z podziałem według płci.
Tak wyglądał ówczesny świat młodych kobiet - tak, możesz znaleźć posadę, ale zapewne będziesz pracować jako maszynistka. I zapomnij o dobrym wynagrodzeniu. Na taki rynek pracy wchodziły kobiety z cichego pokolenia, a wiele z nich pozostawało na nim przez dziesiątki lat. W 1968 roku najmłodsze kobiety z tej generacji miały 23 lata, a najstarsze - 43.
Jeśli chodzi o sytuację kobiet, były to czasy wielkich kontrastów. Pomimo wszechobecnej dyskryminacji ze względu na płeć liczba pracujących kobiet stopniowo rosła po zakończeniu II wojny światowej, choć wiele z nich straciło swe wojenne posady w fabrykach, a kultura lat pięćdziesiątych oczekiwała, że kobiety zostaną w domu. Nie zostały (zob. rycina 2.2).
RYCINA 2.2. Odsetek amerykańskich kobiet pracujących poza domem (według stanu cywilnego i wieku dzieci, w latach 1925-1980).
Źródło: General Social Survey.
Uwaga: Odsetek kobiet aktywnych zawodowo w poszczególnych grupach. W pierwszych latach statystyki dotyczące kobiet mających dzieci są dostępne wyłącznie z podziałem według stanu cywilnego; kobiety zamężne pokazano dlatego, że stanowią największą grupę kobiet mających dzieci.
Przedstawiciele cichego pokolenia urodzeni w późniejszych latach byli pierwszymi, których matki - w ponad jednej trzeciej rodzin - pracowały zawodowo, gdy oni chodzili do szkoły, a kobiety z tej generacji kontynuowały ów trend, kiedy same wychodziły za mąż i rodziły dzieci - nawet w latach pięćdziesiątych XX wieku, w epoce gloryfikującej gospodynie domowe. Czarnoskóre matki od dawna często pracowały poza domem, ale w czasach powojennych coraz więcej białych kobiet decydowało się na znalezienie posady. W 1959 roku 40 procent kobiet mających dzieci w wieku szkolnym pracowało zawodowo, podczas gdy w roku 1948 było to 26 procent. Technika istotnie się przyczyniła do tej zmiany. Coraz mniej stanowisk wymagało ciężkiej pracy fizycznej, w której przewagę mieli mężczyźni, a jednocześnie pojawiło się więcej ofert pracy biurowej i w sektorze usług, gdzie kobiety radziły sobie równie dobrze, jak mężczyźni, a może nawet lepiej.
Wzrost aktywności zawodowej kobiet w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego stulecia maskował jednak smutną prawdę. Spójrz na rycinę 2.3, na której przedstawiono odsetek dyplomów ukończenia studiów przez kobiety.
Można zauważyć gwałtowny wzrost odsetka kobiet wśród absolwentów w latach II wojny światowej (1941-1945), kiedy mężczyźni w wieku studenckim walczyli na froncie, a następnie ogromny spadek w ciągu czterech lat po zakończeniu wojny (1946-1950), kiedy to wielu weteranów wojennych - głównie mężczyzn - skorzystało z możliwości pójścia na studia, jaką zapewniła im ustawa zwana GI Bill. Ten okres (zacieniowany na szaro) był nietypowy, więc pominiemy go w naszych rozważaniach. Zamiast tego przyjrzymy się latom, które poprzedziły ów zacieniowany okres, oraz tym, które nastąpiły tuż po nim. Zauważymy coś zaskakującego: kobiety stanowiły większy odsetek osób kończących studia w college'u w latach trzydziestych XX wieku niż w latach pięćdziesiątych, a nawet na początku lat sześćdziesiątych. W 1941 roku, tuż przed przystąpieniem Stanów Zjednoczonych do wojny, 43 procent dyplomów ukończenia czteroletniego college'u trafiło w ręce kobiet. Tymczasem w roku 1952, po tym, jak prawie wszyscy mężczyźni studiujący na mocy ustawy GI Bill ukończyli college, kobiety uzyskały tylko 32 procent wszystkich dyplomów. Ten odsetek wrócił do poziomu 43 procent dopiero w roku 1970, kiedy większość absolwentów college'u stanowili boomerzy, a nie członkowie cichego pokolenia.
RYCINA 2.3. Odsetek dyplomów ukończenia studiów przez kobiety w Stanach Zjednoczonych w latach 1900-1975.
Źródło: Digest of Education Statistics and the Statistical Abstract, U.S. Census Bureau.
Uwaga: Zacieniony obszar obrazuje lata II wojny światowej oraz lata powojenne, w których duża liczba żołnierzy rozpoczęła studia na mocy ustawy GI Bill. Na wykresie pokazano odsetek dyplomów uzyskanych przez kobiety wśród wszystkich przyznanych stopni naukowych, a nie całkowitą liczbę dyplomów.
Za spadek odsetka kobiet uzyskujących dyplomy ukończenia studiów po części odpowiadały te kobiety, które zaczynały studia, a potem je przerywały, aby wyjść za mąż. Na przykład Barbara Bush (ur. 1925) w 1945 roku przerwała studia w Smith College, aby w wieku 19 lat poślubić przyszłego prezydenta George'a H.W. Busha, a rok później urodziła pierwsze dziecko, przyszłego prezydenta George'a W. Busha. Niektóre dziewczęta oraz ich rodziny uważały, że kobieta powinna iść na studia nie po to, aby przygotować się do pracy zawodowej, ale by zdobyć tytuł MRS (jak Mrs. - tytuł poprzedzający nazwisko mężatki). Takie podejście było rozpowszechnione nawet wśród młodszych osób z cichego pokolenia. Pedagog szkolny z liceum, w którym uczyła się moja mama, powiedział jej rodzicom, że pójście do college'u zwiększy jej szanse na znalezienie bogatego męża. (Mama rzeczywiście kogoś poznała - mojego ojca - ale słowa pedagoga się nie sprawdziły. Moi rodzice zostali nauczycielami w gimnazjum, więc bogactwo nie było im pisane).
Tendencję spadkową w latach powojennych można również zauważyć w wypadku tytułów doktora (PhD) i doktora prawa - w latach trzydziestych XX wieku odsetek uzyskujących je kobiet był większy niż w latach pięćdziesiątych (zob. rycina 2.3). Odsetek dyplomów ukończenia studiów medycznych, trafiających w ręce kobiet, był podobny w latach trzydziestych i pięćdziesiątych ubiegłego stulecia - może dlatego, że wydziały medycyny wprowadziły limit 5 procent kobiet wśród wszystkich studentów, niezależnie od liczby kandydatek mających odpowiednie kwalifikacje. Był to nieformalny, ale systematyczny program dyskryminacji (w latach siedemdziesiątych XX wieku jedna z organizacji działających na rzecz równouprawnienia kobiet, Women's Equity Action League, pozwała amerykańskie szkoły medyczne za dyskryminację ze względu na płeć). Studia prawnicze były jeszcze bardziej niedostępne. W latach pięćdziesiątych i na początku lat sześćdziesiątych XX stulecia kobiety stanowiły zaledwie 3 procent wszystkich absolwentów studiów prawniczych, a wiele z nich miało trudności ze znalezieniem pracy. Sandra Day O'Connor (ur. 1930) i Ruth Bader Ginsburg (ur. 1933) - przyszłe sędzie Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych - po ukończeniu studiów w latach pięćdziesiątych XX wieku nie mogły znaleźć zatrudnienia, mimo że obie ukończyły je z wyróżnieniem. Pewna kancelaria prawna zaproponowała O'Connor - trzeciej na roku na Wydziale Prawa Uniwersytetu Stanforda - posadę sekretarki.
Tak więc w czasach wczesnej dorosłości członków cichego pokolenia kobiety często pracowały zawodowo, ale rzadko zajmowały dobrze opłacane czy prestiżowe stanowiska. Artykuł, który ukazał się w magazynie "Look" w 1956 roku, trafnie podsumował nastawienie wielu kobiet w tamtych czasach: "Kobieta pracuje, ale raczej dorywczo, (...) nie z myślą o wielkiej karierze, ale raczej po to, by zgromadzić wyprawę ślubną albo kupić nową lodówkę. Z wdziękiem oddaje lepsze posady mężczyznom"2. Tak było jeszcze w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia, chociaż kobiety nie zawsze ustępowały "z wdziękiem". Pisarka Erica Jong (ur. 1942) nazywa ciche pokolenie whiplash generation - chłostanym pokoleniem. "Uwięzione między naszymi matkami (które zostały w domu) i kolejnym pokoleniem (które uważało swoje prawo do osiągnięć za rzecz oczywistą), doświadczyłyśmy w swoich głowach wszystkich przełomów kobiecej historii" - napisała w 1994 roku. "Wszystko, co robiłyśmy, wydawało się niewłaściwe. Za wszystko byłyśmy ostro krytykowane"3.
Linda, urodzona w 1944 roku w New Jersey, przez kilkadziesiąt lat pracowała jako pielęgniarka. Opowiedziała mi wiele historii z tamtych czasów, na przykład o tym, jak pracowała dla pewnego urologa, który próbował skonstruować pompkę do powiększenia penisa i nalegał, aby Linda wypróbowała ją na swoim mężu. Linda uwielbiała swoją pracę i niezależność, jaką jej ona zapewniała. Była zadowolona, że może jednocześnie pracować i wychowywać dwoje własnych dzieci oraz troje przybranych. Kiedy ją zapytałam, czy kiedykolwiek myślała o tym, aby zostać lekarką, rzuciła mi rozbawione spojrzenie. "Mogłyśmy być pielęgniarkami albo nauczycielkami - to wszystko. (...) Nie wiedziałyśmy, że mamy jakieś inne możliwości" - powiedziała. W liceum Linda interesowała się prawem, ale rozważała co najwyżej szkołę dla asystentek prawnych. "Nigdy nie myślałam o tym, by zostać prawniczką. Sądziłam, że to coś tylko dla mężczyzn" - wyjaśniła.
LGBT - Stonewall Inn. Uczestnicy National Variety Artists Exotic Carnival and Ball, imprezy zorganizowanej w Manhattan Center w pewien chłodny październikowy wieczór 1962 roku, sądzili, że miło spędzą czas na tańcach i rozmowach. Stało się jednak inaczej. Imprezę przerwał nalot policji, która aresztowała czterdzieści dwie osoby w sukniach balowych. Dlaczego? Ponieważ były ubrane jak kobiety, mimo że urodziły się mężczyznami. Postawiono im zarzuty obnażania się w miejscu publicznym i podawania się za kogoś innego.
W latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia policja często aresztowała obywateli za transwestytyzm. Rusty Brown - osoba, która urodziła się kobietą, ale ubierała się jak mężczyzna - powiedziała w 1983 roku: "Aresztowano mnie w Nowym Jorku za noszenie spodni i koszuli więcej razy, niż mam palców u rąk i nóg"4.
Policja robiła też naloty na kluby i bary, w których spotykały się osoby LGBT. Ich klienci trafiali do aresztu za zakłócanie porządku publicznego oraz pod innymi zarzutami. W większości wypadków lokale były ostrzegane o nalocie, więc klienci zdążali się rozejść, a właściciele chowali alkohol (większość nie miała licencji na jego sprzedaż, po części dlatego, że do 1966 roku prawo stanu Nowy Jork zabraniało sprzedaży alkoholu osobom LGBT). Jeśli już zostali aresztowani, klienci tych lokali na ogół spokojnie oddawali się w ręce policji.
Nad ranem 28 czerwca 1969 roku policja przeprowadziła nalot na gejowski bar o nazwie Stonewall Inn. Policjanci zakuli jego klientów w kajdanki i zapakowali do policyjnych więźniarek. Tym razem jednak przed lokalem zebrał się tłum, a jego klienci - w większości przedstawiciele cichego i najwspanialszego pokolenia - zaczęli stawiać opór. Stormé DeLarverie (ur. 1920) krzyknęła do zgromadzonego tłumu: "Dlaczego czegoś nie zrobicie?" Wepchnięto ją do furgonetki, a wtedy tłum zaatakował policjantów.
Rozwścieczony tłum pozostał na miejscu przez sześć dni, a to wydarzenie często określa się mianem zamieszek w Stonewall. DeLarverie skrytykowała tę nazwę. "To był bunt, to było powstanie, akt nieposłuszeństwa obywatelskiego" - powiedziała później5. Przed nadejściem kolejnej nocy do powstania dołączyli inni, między innymi transpłciowa aktywistka Marsha P. Johnson (ur. 1945), która po latach - w roku 1972 - założyła schronisko dla osób homoseksualnych i transpłciowych.
Bunt w Stonewall często uważa się za początek ruchu na rzecz praw osób LGBT - noc, w którą zdecydowały się one podjąć walkę. Po Stonewall sytuacja powoli zaczęła się zmieniać, w miarę jak indywidualizm stopniowo normalizował różnice i sprzyjał akceptowaniu ludzi takich, jacy są. Zajęło to sporo czasu. To dlatego większość trendów dotyczących osób LGBT została opisana w ostatnich rozdziałach. A jednak, podobnie jak ruch na rzecz praw obywatelskich i ruch feministyczny, ruch na rzecz równouprawnienia osób LGBT zapoczątkowali członkowie cichego pokolenia.
Wystarczy zapytać Michaela McConnella i Jacka Bakera (obaj urodzili się w 1942 roku)6. Poprosili oni o zgodę na zawarcie małżeństwa w Minneapolis w 1970 roku. Ówczesne przepisy stanu Minnesota nie określały wprost płci osób zawierających związek małżeński. Urzędnik stanu cywilnego odrzucił ich wniosek, a wtedy mężczyźni wnieśli sprawę do sądu. Uzyskali zezwolenie na zawarcie małżeństwa w innym hrabstwie po tym, jak Jack zmienił imię na neutralne płciowo Pat Lyn. Para, ubrana w białe dzwony i przepaski na głowę z dekoracyjnymi frędzlami, wzięła ślub w 1971 roku, chociaż urzędnik, który go udzielił, później odmówił wydania aktu małżeństwa. W artykułach prasowych dotyczących tej historii Bakera nazywano "współlokatorem" lub "homoseksualnym przyjacielem" McConnella, a Uniwersytet Stanu Minnesota wycofał ofertę pracy, którą wcześniej złożył Michaelowi. Kiedy ten ostatni pozwał władze uczelni, sąd skrytykował go za próbę "wymuszenia na pracodawcy milczącej aprobaty dla tej odrażającej idei". Pierwsza sprawa sądowa dotycząca małżeństwa tej pary, "Baker przeciwko Nelsonowi", została umorzona przez Sąd Najwyższy w roku 1972 "z braku istotnej kwestii spornej z zakresu prawa federalnego" - jak lakonicznie wyjaśniono w uzasadnieniu. Małżeństwo Jacka i Michaela, uznane prawnie dopiero w 2019 roku, uważa się za najdłuższe stażem małżeństwo jednopłciowe w Stanach Zjednoczonych.
Pomimo doniosłej roli owych pionierów w latach dwudziestych XXI wieku niewielu członków cichego pokolenia opisuje siebie jako osoby homoseksualne, biseksualne czy transpłciowe - zaledwie 0,8 procent, w porównaniu z 2,6 procent boomerów7. Nieco więcej osób z tego pokolenia deklaruje, że miało doświadczenia seksualne z partnerami tej samej płci. W badaniach General Social Survey, prowadzonych od 1989 roku, 5,5 procent mężczyzn należących do cichego pokolenia powiedziało, że w dorosłym życiu (po ukończeniu 18 lat) uprawiało seks z co najmniej jednym mężczyzną, a 2,3 procent kobiet z tej generacji uprawiało seks z co najmniej jedną kobietą. Oznacza to, że jedna na 13 osób z tego pokolenia miała doświadczenia homoseksualne.
Wiele osób LGBT należących do cichego pokolenia dokonało coming outu później niż przedstawiciele kolejnych generacji. Jedno z badań8 wykazało, że homoseksualni i biseksualni mężczyźni urodzeni przed rokiem 1960 mieli średnio 22 lata, kiedy powiedzieli komuś o swojej orientacji seksualnej. Tymczasem ci urodzeni na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku (późni milenialsi) ujawnili ją innej osobie średnio w wieku 16 lat. Osoby znane publicznie ujawniały się jeszcze później. W 1964 roku dwudziestojednoletni piosenkarz Barry Manilow (ur. 1943) ożenił się z Susan Deixler9. Małżeństwo przetrwało tylko dwa lata, a kiedy Manilow zyskał rozgłos w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia, powiedział w wywiadzie dla magazynu "People": "Nie chcę z nikim dzielić życia". Tak naprawdę od dawna był w związku ze swoim menedżerem, Garrym Kiefem. Para wzięła ślub w 2014 roku. Manilow tłumaczył, że nie chciał opowiadać o swoim życiu osobistym ze względu na fanów. "Sądziłem, że ich rozczaruję, jeśli się dowiedzą, że jestem gejem. Dlatego nie pisnąłem ani słowa" - powiedział. Gdy w końcu się ujawnił, był mile zaskoczony reakcją fanów. "Kiedy się dowiedzieli, że Garry i ja jesteśmy razem, bardzo się ucieszyli. Ich reakcja była cudowna - nieznajomi podchodzili do mnie i mówili: "To wspaniale!". Jestem za to bardzo wdzięczny"10.
Wcale nie tacy cisi. Jak się przekonaliśmy, aktywiści z cichego pokolenia byli w awangardzie dwudziestowiecznych ruchów na rzecz praw obywatelskich, równouprawnienia kobiet i praw osób homoseksualnych. Aktywiści jednak z definicji znajdują się na obrzeżach swojego pokolenia. A jacy są zwyczajni przedstawiciele cichej generacji? Co myślą o owej wielkiej zmianie sytuacji kobiet i osób LGBT? I czy ta zmiana rzeczywiście była tak wielka?
RYCINA 2.4. Odsetek dorosłych Amerykanów wyrażających określone poglądy na temat ról płciowych i praw osób homoseksualnych (z podziałem na pokolenia).
Źródło: General Social Survey.
Uwaga: Dane z lat 1972-2021. Kontrolowano wpływ zmiennej roku. Na wykresie pokazano osoby, które nie zgadzają się z twierdzeniami: "Dla wszystkich zainteresowanych jest dużo lepiej, gdy mężczyzna robi karierę zawodową, a kobieta zajmuje się domem i rodziną" i "Dziecko w wieku przedszkolnym ucierpi, jeśli jego matka pójdzie do pracy", które zgadzają się z opinią, że "Mężczyzna przyznający się do homoseksualizmu powinien móc wykładać w college'u lub na uniwersytecie", i które odpowiedziały "To nic złego" na pytanie: "Czy twoim zdaniem jest coś złego w kontaktach seksualnych między dwiema dorosłymi osobami tej samej płci?". Kontrola zmiennej roku eliminuje wpływ przedziału czasowego (okresu w historii), pozostawiając oddziaływanie pokolenia i wieku.
Owszem, była. Jak wynika z połączonych danych, pochodzących ze wszystkich badań przeprowadzonych w latach 1972-2021, członkowie cichego pokolenia dwa razy częściej niż osoby z najwspanialszego pokolenia (urodzone w latach 1901-1924) uważały, że tradycyjne role płciowe niekoniecznie są lepsze. Była to zasadnicza zmiana, która nastąpiła w ciągu zaledwie jednego pokolenia (zob. rycina 2.4).
W ciągu dwóch pokoleń opinie na ten temat odwróciły się o 180 stopni. Większość przedstawicieli najwspanialszego pokolenia popierała tradycyjne role związane z płcią, większość boomerów się z nimi nie zgadzała, a poglądy członków cichej generacji były bliższe przekonaniom tych drugich. Ponadto ludzie należący do cichej generacji mieli bardziej przychylny stosunek do pracy zawodowej matek małych dzieci niż reprezentanci najwspanialszego pokolenia, a połowa nie zgadzała się z twierdzeniem, że "Dziecko w wieku przedszkolnym ucierpi, jeśli jego matka pójdzie do pracy". W najwspanialszym pokoleniu tę opinię podzielała zaledwie jedna trzecia badanych.
Większość badanych z cichego pokolenia poparła również prawo mężczyzny o orientacji homoseksualnej do nauczania w college'u lub na uniwersytecie. I w tym wypadku ich poglądy były bliższe opinii boomerów niż najwspanialszego pokolenia. Przedstawiciele cichej generacji byli jednak bardziej podobni do najwspanialszego pokolenia w swoich poglądach dotyczących tego, czy w homoseksualnym seksie między dorosłymi ludźmi jest coś złego. Reasumując, ciche pokolenie zajmuje środek pola w dwudziestowiecznej rewolucji w dziedzinie poglądów na temat płci i praw osób homoseksualnych. Wyraźnie widać w nim zmiany zapoczątkowane przez należących do niego pionierów, ale nigdy nie było równie postępowe, jak kolejna generacja - baby boomers.
Nie bój się młodo wyjść za mąż
Cecha: Ślub w młodym wieku i gromadka dzieci
W swojej książce z 1963 roku, Mistyka kobiecości11, Betty Friedan (ur. 1921) przytoczyła kilka nagłówków z czasopism kobiecych z lat pięćdziesiątych XX wieku: Zdecyduj się na dziecko, dopóki jesteś młoda, Czy przygotowujesz swoją córkę do roli żony?, Nie bój się młodo wyjść za mąż oraz Sztuka prowadzenia domu - zbiór, który z pewnością nie zaskakuje młodszych pokoleń (tych, które nadeszły po boomerach), przywykłych do informacji o "udomowieniu" kobiet w dawnych czasach. Ale nie zawsze tak było. W latach trzydziestych XX wieku, dwadzieścia lat wcześniej, czasopisma kobiece opisywały niezależne młode kobiety, które przed wyjściem za mąż rozwijały inne zainteresowania. "Nie chcę cię trzymać w ogrodzie za murem" - powiedział młody mężczyzna do swojej ukochanej w opowiadaniu, które ukazało się w jednym z tych czasopism w 1939 roku. "Chcę, żebyś szła ze mną przez życie; razem osiągniemy wszystko, czego pragniemy". Potem wszystko się zmieniło. Nowa kobieta lat trzydziestych i czterdziestych XX wieku "szybowała swobodnie" - pisze Friedan - ale pod koniec lat czterdziestych "zawahała się w połowie lotu, zadrżała w słonecznym błękicie i pośpieszyła z powrotem zaszyć się w czterech ścianach domu"12.
RYCINA 2.5. Mediana wieku w chwili zawarcia pierwszego małżeństwa w Stanach Zjednoczonych (według płci) w latach 1900-1980.
Źródło: National Center for Health Statistics.
Uwaga: Mediana wieku oznacza, że połowa osób zawierających małżeństwo była młodsza, a połowa starsza. W pierwszych dziesięcioleciach dane statystyczne zbierano co dziesięć lat. Coroczne dane są dostępne od roku 1947.
Friedan miała sporo racji. W latach pięćdziesiątych XX wieku Amerykanie zawierali małżeństwa w młodszym wieku niż w latach trzydziestych. W rezultacie przedstawiciele cichego pokolenia pobierali się wcześniej niż członkowie wszystkich innych generacji urodzonych w ubiegłym stuleciu. Boomerzy, przedstawiciele pokolenia X i milenialsi, przywykli do tego, że każda kolejna generacja wchodzi w związki małżeńskie później niż poprzednia, mogą być zdumieni na widok wykresu ukazującego spadek średniego wieku zawierania małżeństw (zob. rycina 2.5). W 1956 roku mediana wieku panien młodych, wychodzących za mąż pierwszy raz, osiągnęła najniższą wartość w historii - 20,1 roku. Tak, to prawda: w latach pięćdziesiątych niemal połowę kobiet biorących pierwszy ślub stanowiły nastolatki.
Pisarka Benita Eisler doszła do wniosku, że jej rówieśnicy z cichego pokolenia podążali nieuniknioną drogą: "stały związek, wymienienie się przypinkami bractw studenckich, zaręczyny, a potem ślub". Większość młodych ludzi poznawała swoich przyszłych małżonków w college'u i brała ślub tuż po jego ukończeniu. W wielu wypadkach - zauważyła Eisler - młodzi ludzie pobierali się dlatego, że wszyscy wokół to robili. Wpadali w panikę, że tylko oni zostaną sami. Eisler przeprowadziła wywiad z Carol, która na drugim roku studiów postanowiła przestać randkować z różnymi chłopakami i związać się na stałe z Donem. "Nagle pomyślałam, że równie dobrze mogę wrócić do Dona. Bałam się, że w przeciwnym razie w ogóle nie wyjdę za mąż. (...) Kiedy tylko Don otrzymał przypinkę swojego bractwa studenckiego, dał mi ją na dowód swoich poważnych zamiarów. Latem przed rozpoczęciem ostatniego roku studiów ogłosiliśmy zaręczyny, a trzy tygodnie po absolutorium wzięliśmy ślub - tak samo jak wszyscy pozostali"13. Członkowie cichego pokolenia chcieli robić to, co wszyscy inni, a wszyscy inni pobierali się w młodym wieku. Wychowani w latach pięćdziesiątych - w okresie bardziej niż inne przesiąkniętym ideą wspólnoty - członkowie cichego pokolenia odczuwali presję konformizmu w sposób, jaki trudno zrozumieć późniejszym pokoleniom.
Moda na zawieranie małżeństw w młodym wieku utrzymywała się do lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia, a mediana wieku zawarcia pierwszego związku małżeńskiego wśród kobiet osiągnęła 21 lat dopiero w 1973 roku, 22 lata zaś - w 1981. Tak więc "wolna miłość" i przygodny seks, zwyczajowo przypisywane pokoleniu baby boomers, w latach sześćdziesiątych XX wieku były raczej wyjątkiem niż normą. Większość wcześnie urodzonych boomerów wzięła ślub tuż po dwudziestce, kontynuując trend zapoczątkowany przez ich starsze rodzeństwo z cichego pokolenia.
Członkowie cichej generacji nie tylko młodo się pobierali, lecz także większa ich liczba (w porównaniu z innymi pokoleniami) decydowała się na małżeństwo. W latach czterdziestych i pięćdziesiątych XX wieku liczba zawieranych małżeństw była większa niż w dekadzie poprzedzającej ten okres oraz w tej, która nastąpiła bezpośrednio po nim (zob. rycina 2.6).
RYCINA 2.6. Współczynniki małżeństw i rozwodów w Stanach Zjednoczonych w latach 1900-1990.
Źródło: National Center for Health Statistics.
Uwaga: Liczba małżeństw i rozwodów na 1000 mieszkańców.
Była to epoka sprzyjająca nie tylko zawieraniu małżeństw, lecz także rodzeniu dzieci, a ciche pokolenie kontynuowało ów trend z rozmachem. Według popularnych wyobrażeń powojenny wyż demograficzny (baby boom) był zjawiskiem końca lat czterdziestych XX wieku - wynikiem powrotu żołnierzy, którzy płodzili dzieci "na powitanie". Eksperci spodziewali się, że po roku 1950 współczynnik dzietności wróci do poziomu około 2,5 dziecka na kobietę, na jakim znajdował się w latach dwudziestych ubiegłego stulecia, przed Wielkim Kryzysem.
Stało się jednak inaczej. Współczynnik dzietności nadal wzrastał. Najwyższą wartość - 3,8 dziecka na kobietę - osiągnął w 1957 roku, a do poziomu 2,5 spadł dopiero w 1968 roku (zob. rycina 2.7). Członkowie cichego pokolenia, którzy często pochodzili z rodzin z dwojgiem dzieci, nierzadko mieli ich troje, czworo lub jeszcze więcej. Na przykład Nancy Pelosi (ur. 1940), była przewodnicząca amerykańskiej Izby Reprezentantów, miała pięcioro dzieci, urodzonych między rokiem 1964 a 1970. W końcu współczynnik dzietności zaczął spadać, ale utrzymywał się na rekordowo wysokim poziomie przez większą część lat sześćdziesiątych XX stulecia.
Do tej pory nikt nie wyjaśnił, dlaczego wyż demograficzny trwał o wiele dłużej, niż przewidywano. Jedną z przyczyn był zapewne optymizm: Stany Zjednoczone wygrały wojnę, a gospodarka rozpędzała się przez cały ten okres. Inną możliwą przyczyną był postęp techniczny, a zwłaszcza upowszechnienie się urządzeń usprawniających codzienną pracę, które przyczyniło się do tego, że opieka nad dziećmi i zajmowanie się domem stały się nieco mniej uciążliwe. Lodówki, pralki, kuchenki elektryczne, zmywarki oraz inne urządzenia gospodarstwa domowego, rzadko spotykane na początku XX wieku, stały się łatwiej dostępne tuż po wojnie i w latach pięćdziesiątych. Podczas tak zwanej debaty kuchennej z premierem Związku Radzieckiego, Nikitą Chruszczowem, ówczesny wiceprezydent USA, Richard Nixon, stwierdził, że jednym z głównych celów gospodarki amerykańskiej jest "ułatwienie życia amerykańskim gospodyniom domowym".
RYCINA 2.7. Współczynnik dzietności (szacowana liczba dzieci na kobietę) w Stanach Zjednoczonych w latach 1900-2021.
Źródło: National Center for Health Statistics.
Uwaga: Współczynnik dzietności to liczba dzieci, które urodziłaby przeciętnie kobieta w ciągu całego życia, gdyby wzorce płodności obserwowane w badanym roku pozostały niezmienne. Do roku 1930 dane zbierano co pięć lat, a następnie co rok. Kobiety z cichego pokolenia rodziły najwięcej dzieci w wieku 20-25 lat; pierwsze przedstawicielki tej generacji skończyły 20 lat w 1945 roku, a ostatnie osiągnęły wiek 25 lat w roku 1970.
Pomimo tych udogodnień kobiety z cichego pokolenia, wychowujące rzeszę dzieci z generacji baby boomers, nie miały łatwego życia. Od wielu matek z co najmniej trójką (a nawet szóstką) dzieci oczekiwano, że będą samodzielnie zajmować się domem i dziećmi, niezależnie od tego, czy pracowały zawodowo. Benita Eisler, która przeprowadziła pogłębione wywiady z szesnastoma przedstawicielkami tego pokolenia, należącymi do klasy średniej, doszła do wniosku, że etos lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego stulecia wysoko cenił podejście "Zrób to sama" w dziedzinie wychowywania dzieci - nie przewidywał pomocy starszych krewnych i opłacanych opiekunek, z jakiej korzystało wiele rodzin zaledwie parę dekad wcześniej. Była to - jak się wydaje - zapowiedź rozkwitu indywidualizmu, jaki miał nastąpić w późniejszych latach, ale w wersji cichego pokolenia był to indywidualizm rodziny dwupokoleniowej. "Nigdy wcześniej setki tysięcy wykształconych kobiet, żon wysoko wykwalifikowanych mężczyzn z klasy średniej, nie rezygnowały z powierzenia części obowiązków związanych z wychowaniem dzieci - zwłaszcza tych najbardziej niewdzięcznych - opłacanym nianiom" - pisze Eisler. Autorka rozmawiała z Diane, która wychowała czworo dzieci. "Miałam poczucie, że wszystko powinnam robić sama. (...) Za każdym razem, kiedy moja mama proponowała: "Zajmę się nią", albo nawet: "Chętnie wezmę do siebie na tydzień całą czwórkę", odpowiadałam: "Nie, muszę sobie radzić sama""14. Sytuację pogarszał ówczesny wzorzec płodności, który sprzyjał rodzeniu dzieci w niewielkich odstępach czasu - jak odkryła Eisler, w wielu wypadkach co trzynaście miesięcy - aby "szybko mieć to z głowy", tak by kobieta mogła wrócić do pracy albo mieć przed sobą kilkadziesiąt lat spokojnego życia we dwoje po tym, jak jej dzieci dorosną i opuszczą dom rodzinny.
Ta presja czasem okazywała się nie do zniesienia. Przed rokiem 1930, kiedy Amerykanie brali ślub, na ogół pozostawali małżeństwem. Liczba rozwodów stanowiła zaledwie 10 procent liczby zawieranych małżeństw. To zaczęło się zmieniać podczas Wielkiego Kryzysu w latach trzydziestych XX wieku, kiedy współczynnik rozwodów zaczął powoli rosnąć (aby osiągnąć szczyt w roku 1946, gdy rozpadło się wiele małżeństw zawartych pochopnie w czasie wojny). W późniejszych czasach współczynnik rozwodów wyraźnie wzrósł w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku, a następnie spadł po roku 1981 (zob. rycina 2.6). Zważywszy, że większość osób, które się rozwodzą, ma od 25 do 49 lat, można powiedzieć, że ciche pokolenie zapoczątkowało ów trend rozwodowy, a boomerzy go kontynuowali.
Dlaczego rozwody stawały się coraz częstsze? Gdy liczba rozwodów gwałtownie wzrosła w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego stulecia, wielu wskazywało na zmiany społeczne związane ze wzrostem indywidualizmu - większą koncentrację na osobistych wyborach, równouprawnienie kobiet i spadek znaczenia rodziny. Postęp techniczny też odegrał swoją rolę - sprzęty gospodarstwa domowego ułatwiały mężczyznom przetrwanie w pojedynkę po rozwodzie. Trzeba tutaj również wspomnieć o jeszcze jednej przyczynie - o wczesnym zawieraniu małżeństw. Ludzie, którzy pobierają się przed dwudziestym piątym rokiem życia, rozwodzą się częściej niż ci, którzy później zawierają związek małżeński. Ponieważ członkowie cichego pokolenia pobierali się w młodszym wieku niż wcześniejsze pokolenia, prawdopodobieństwo rozwodu było wśród nich większe.
Oczywiście duża część osób rozwiedzionych ponownie zawiera związek małżeński. Nie inaczej było wśród członków cichego pokolenia. Spośród tych, którzy się rozwiedli w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku, 6 na 10 mężczyzn i 5 na 10 kobiet przed upływem pięciu lat ponownie stanęło na ślubnym kobiercu. Wielu sławnych przedstawicieli tej generacji było znanych nie tylko ze swego kunsztu aktorskiego, komediowego czy dziennikarskiego, lecz także z licznych małżeństw. Elizabeth Taylor (ur. 1932) miała ośmiu mężów; Johnny Carson (ur. 1925) ożenił się cztery razy; a Larry King (ur. 1933) zawarł osiem małżeństw. Członkowie cichego pokolenia naruszali normy społeczne poprzez swoje rozwody, lecz dawali wyraz wierności tradycyjnym wartościom, kiedy ponownie wchodzili w związki małżeńskie. Larry King powiedział, że ożenił się tyle razy, ponieważ wywodzi się z pokolenia, w którym nie żyło się razem, tylko brało się ślub.
Spośród wszystkich generacji XX wieku ciche pokolenie było najbardziej skłonne do ożenku i zamążpójścia. W 1970 roku, kiedy grupę osób w wieku od 55 do 64 lat stanowili członkowie najwspanialszego pokolenia, około 7 procent tej grupy nigdy nie było w związku małżeńskim. Tymczasem w roku 1990, kiedy tę grupę wiekową tworzyli przedstawiciele cichej generacji, odsetek osób, które nigdy nie zawarły małżeństwa, wynosił 5 procent, co oznacza trzydziestoprocentowy spadek w porównaniu z poprzednim pokoleniem.
W 2020 roku, kiedy członkowie cichej generacji mieli 75 i więcej lat, w tej grupie wiekowej było dwa razy więcej osób rozwiedzionych (11 procent) niż w pierwszej dekadzie XXI wieku, gdy dominowali w niej przedstawiciele najwspanialszego pokolenia. Mimo to w latach dwudziestych XXI wieku w związkach małżeńskich żyje więcej członków cichego pokolenia niż wśród seniorów w poprzednich dekadach, przede wszystkim dlatego, że mniejsza ich liczba owdowiała. W 2000 roku przeciętna kobieta w wieku powyżej 75 lat była wdową. W roku 2020 już tak nie było. Przyczyną tej zmiany jest, rzecz jasna, postęp techniczny - dzięki lepszej opiece medycznej ludzie żyją dłużej. Co za tym idzie - dzisiaj samotnie żyje mniej kobiet w wieku 75 i więcej lat niż w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia.
Młodo zawierane małżeństwa i duża liczba dzieci, charakterystyczne dla wczesnej dorosłości osób z cichego pokolenia, mogą być jedną z przyczyn, z jakich tę generację uważa się za konformistyczną - równie cichą i niesprawiającą problemów, jak jej nazwa. A jednak ciche pokolenie wydało na świat liderów ruchów na rzecz praw obywatelskich, kobiet i osób LGBT. Która charakterystyka tej generacji jest prawdziwa? Obie. Ciche pokolenie było niczym Janus, rzymski bóg o dwóch twarzach, od którego pochodzi angielskie słowo January (styczeń) i który patrzy równocześnie w przeszłość i w przyszłość. Członkowie tej generacji spędzili wczesną dorosłość w czasach, gdy w Stanach Zjednoczonych panował kolektywizm i przywiązanie do wartości rodzinnych, a jednocześnie przyczynili się do narodzin kraju dużo bardziej indywidualistycznego i nade wszystko ceniącego równość, jakim stała się Ameryka.
Rock'n'rollowa szkoła średnia
Cecha: Lepiej wykształceni
Pomyśl o współczesnym amerykańskim szesnastolatku. Co robi o dziesiątej rano w środku tygodnia w październiku?
W wypadku większości dzisiejszych nastolatków bardzo łatwo odpowiedzieć na to pytanie - są w szkole. Tymczasem w pierwszej połowie XX wieku odpowiedź nie była równie prosta - szesnastolatek z dużym prawdopodobieństwem pracował, zamiast chodzić do szkoły.
Współczesna wersja życia nastolatków - liceum, znajomi, zadania domowe, imprezy - jest stosunkowo nowym zjawiskiem, a ciche pokolenie było pierwszym, które doświadczyło takiego życia w dużej skali. W 1940 roku, kiedy członkowie najwspanialszego pokolenia byli młodymi dorosłymi, przeciętny młody człowiek w wieku 25-29 lat nie miał średniego wykształcenia, ponieważ w czasach, gdy przedstawiciele tej generacji dorastali, przeciętny nastolatek nie kończył liceum. Jedną z takich osób była moja babcia, rocznik 1911, która przerwała naukę w wieku 14 lat, aby gotować, sprzątać i oporządzać kury w gospodarstwie swoich rodziców. Inni członkowie tego pokolenia pracowali w fabrykach, sprzedawali gazety, służyli w zamożnych domach lub imali się różnych zajęć wykonywanych przez ówczesnych nastolatków. Tylko nieliczni mogli chodzić do szkoły. Ten przywilej był niedostępny zwłaszcza dla czarnych Amerykanów. Jeszcze w 1940 roku tylko jeden na ośmiu Afroamerykanów w wieku 25-29 lat miał średnie wykształcenie.
To się zaczęło zmieniać w cichym pokoleniu. Między rokiem 1950 a 1974, kiedy członkowie tej generacji weszli do grupy dwudziestokilkulatków, a następnie ją zdominowali, liczba osób z dyplomem szkoły średniej gwałtownie wzrosła (zob. rycina 2.8). Przedstawiciele cichego pokolenia, mimo że zawierali związki małżeńskie wcześniej niż ich poprzednicy - co jest przejawem szybszego rozwoju życiowego - wybierali jednak wolną strategię życiową w dziedzinie edukacji: chodzili do szkoły dłużej i w ten sposób opóźniali swoje wejście w dorosłość.
W 1960 roku 64 procent Białych i 40 procent Czarnych w wieku 25-29 lat miało co najmniej średnie wykształcenie. Liczba osób, które ukończyły studia w college'u, również zaczęła się powiększać. Wykres na rycinie 2.8 ukazuje przy tym dwie prawdy na temat sytuacji mniejszości rasowych w Ameryce. Owszem, nastąpił pewien postęp, ale dalece niewystarczający. Różnica międzyrasowa pod względem liczby osób z wykształceniem średnim - ogromna w czasach segregacji - zaczęła się zmniejszać w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia, a w latach dwudziestych XXI wieku wynosi zaledwie kilka punktów procentowych. Różnica pod względem liczby osób z dyplomem college'u wciąż jednak pozostaje duża.
RYCINA 2.8. Odsetek Amerykanów w wieku 25-29 lat z wykształceniem średnim lub z dyplomem czteroletnich studiów w college'u (według przynależności rasowej) w latach 1920-2020.
Źródło: Digest of Education Statistics and the Statistical Abstract, U.S. Census Bureau.
Uwaga: Członkowie cichego pokolenia należeli do tej grupy wiekowej w latach 1950-1974 (okres zacieniowany na szaro). Do roku 1990 dane statystyczne publikowano co dziesięć lat, w latach 1990-2005 - co pięć lat, a po roku 2005 - co rok. Osoby w wieku 25-29 lat są grupą, w której najlepiej badać poziom wykształcenia młodych dorosłych, ponieważ młodsza grupa wiekowa, 18-24 lata, obejmuje pewną liczbę młodych ludzi, którzy nadal chodzą do szkoły średniej, a także wiele osób będących w trakcie studiów.
Dzisiaj członkowie cichego pokolenia, będący tuż przed osiemdziesiątką albo jeszcze starsi, wciąż wyróżniają się jako grupa bardziej wykształcona niż wcześniejsze pokolenia - 86 procent żyjących członków tej generacji ma co najmniej średnie wykształcenie, podczas gdy w najwspanialszym pokoleniu w tej samej fazie życia dyplomem ukończenia szkoły średniej mogła się pochwalić tylko połowa osób (zob. rycina 2.9). Prawie jedna trzecia przedstawicieli cichego pokolenia ukończyła studia w college'u - to trzykrotnie więcej niż w najwspanialszym i straconym pokoleniu (stracone pokolenie przyszło na świat w latach 1883-1900). Opłacenie studiów w college'u było wówczas łatwiejsze niż teraz. W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku niskie czesne pozwalało młodym ludziom utrzymać się na studiach. Ciche pokolenie było ostatnią generacją, która w pełni skorzystała z polityki edukacyjnej, w jaką dzisiaj trudno uwierzyć. Na przykład Uniwersytet Kalifornijski niemal do końca lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia nie pobierał opłat za studia od mieszkańców stanu Kalifornia.
RYCINA 2.9. Odsetek Amerykanów w wieku co najmniej 75 lat z określonym poziomem wykształcenia (według pokolenia/roku).
Źródło: Digest of Education Statistics and the Statistical Abstract, U.S. Census Bureau.
Uwaga: Kategoria "ukończona szkoła średnia" obejmuje też osoby, które uzyskały dyplom ukończenia czteroletnich studiów w college'u lub tytuł magistra bądź specjalistyczny tytuł zawodowy.
Wysoki poziom wykształcenia w cichym pokoleniu był wytworem największej żółwicy, czyli techniki, oraz jej potomka, spowolnionego cyklu życia. Jakkolwiek lata pięćdziesiąte XX wieku dziś wydają nam się staroświeckie, była to epoka przepełniona duchem techniki i nowoczesności. W latach pięćdziesiątych i na początku lat sześćdziesiątych reklamy tętniły postępem - wzywały konsumentów, aby porzucili dawny styl życia i z radością przyjęli wszystko, co nowe: telewizory, pralki automatyczne, kuchenki elektryczne, samochody z hałaśliwymi dzwonkami i klaksonami. Na długo przed upowszechnieniem się akronimu STEM (science, technology, engineering, math) nauki przyrodnicze, technika, inżynieria i matematyka zostały bohaterkami ery powojennej i coraz więcej zawodów wymagało kompetencji w tych dziedzinach. Nawet poza zawodami bezpośrednio związanymi z naukami ścisłymi rozwój techniki oznacza, że trzeba się więcej nauczyć, aby stać się produktywnym dorosłym. W miarę jak gospodarka odchodzi od rolnictwa i w coraz większym stopniu opiera się na zawodach wymagających specjalistycznej wiedzy, potrzebny jest coraz wyższy poziom wykształcenia. W rezultacie przygotowanie do dorosłego życia zajmuje więcej czasu. Nie można już zdobyć wszystkich potrzebnych kompetencji i zacząć pracować w pełnym wymiarze godzin w wieku 12 lat - jak to zrobił mój dziadek. Teraz zdobycie wykształcenia i podjęcie pracy zawodowej - co jest jednym z wyznaczników dorosłości - trwa do osiemnastego lub dwudziestego drugiego roku życia, a nawet jeszcze dłużej.
Nie taka cicha polityka
Cecha: Licząca się siła polityczna i stabilne przywództwo
W książce Generations (Pokolenia) z 1991 roku William Strauss i Neil Howe prognozowali, że cicha generacja zostanie odcięta od przywódczej roli w polityce przez dwa większe pokolenia, które z nią sąsiadują. Jeśli chodzi o prezydenturę Stanów Zjednoczonych, to jeszcze do niedawna mieli rację. Joe Biden (ur. 1942) został pierwszym prezydentem z cichego pokolenia (w wieku 78 lat). Wszyscy pozostali kandydaci na ten urząd, nominowani przez dwie największe amerykańskie partie - Walter Mondale (ur. 1928), Michael Dukakis (ur. 1933), John Kerry (ur. 1943) i John McCain (ur. 1936) - przegrali wybory z rywalami z najwspanialszego pokolenia albo z generacji baby boomers. Zgodnie z teorią zaproponowaną przez Straussa i Howe'a, ciche pokolenie nie radziło sobie w konkurencji z generacją bohaterów II wojny światowej (najwspanialszym pokoleniem) i z przytłaczającą przewagą liczebną boomerów.
Ta teoria nie sprawdziła się jednak w wypadku innych ról przywódczych w polityce. Członkowie cichego pokolenia byli liczącą się siłą polityczną w swoich czasach i pozostali nią do dziś. W Kongresie Stanów Zjednoczonych w latach 2021-2023 11 senatorów i 27 członków Izby Reprezentantów - w tym jej przewodnicząca Nancy Pelosi (ur. 1940) - należało do cichej generacji. To imponujący wynik, zważywszy, że wszyscy przedstawiciele tego pokolenia już dawno osiągnęli wiek emerytalny.
RYCINA 2.10. Liczba gubernatorów stanów amerykańskich (z podziałem na pokolenia) w latach 1973 i 1995.
Źródła: National Governors Association oraz biografie dostępne w internecie.
RYCINA 2.11. Liczba amerykańskich senatorów z najwspanialszego i cichego pokolenia w latach 1973 i 1995.
Źródła: U.S. Congress oraz biografie dostępne w internecie.
Porównanie lat, w których kolejne pokolenia znajdowały się w najlepszym okresie kariery politycznej, może nam powiedzieć więcej. W 1995 roku, gdy członkowie cichego pokolenia mieli średnio 60 lat, byli gubernatorami 32 amerykańskich stanów - nieco większej liczby niż osoby należące do najwspanialszego pokolenia (generacji bohaterów wojennych) w tym samym wieku w roku 1973 (zob. rycina 2.10).
Ponadto ciche pokolenie miało niemal równie liczną reprezentację w Senacie Stanów Zjednoczonych, jak najwspanialsze pokolenie - w 1995 roku przedstawiciele tej generacji zajmowali w nim 67 miejsc, podczas gdy w 1973 w Senacie zasiadały 73 osoby z najwspanialszego pokolenia (zob. rycina 2.11). Od lat dziewięćdziesiątych XX wieku wśród najbardziej zasłużonych członków Izby Reprezentantów i Senatu (tych z najdłuższym stażem) było wielu przedstawicieli cichego pokolenia, między innymi Mitch McConnell (ur. 1942), Trent Lott (ur. 1941), Harry Reid (ur. 1939), Nancy Pelosi (ur. 1940), Orrin Hatch (ur. 1934), Tom Foley (ur. 1929) oraz Newt Gringrich (ur. 1943).
Z cichego pokolenia wywodziło się również sześcioro sędziów Sądu Najwyższego: Ruth Bader Ginsburg (ur. 1933), David Souter (ur. 1939), Sandra Day O'Connor (ur. 1930), Stephen Breyer (ur. 1938), Anthony Kennedy (ur. 1936) i Antonin Scalia (ur. 1936), choć obecnie żadna z tych osób nie zasiada w owym trybunale - część zmarła, a pozostałe przeszły na emeryturę. Podobnie jak prezydentura w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, stanowisko prezesa Sądu Najwyższego ominęło cichą generację i prosto od przedstawiciela najwspanialszego pokolenia (Williama Rehnquista, ur. 1924) trafiło do boomera (Johna Robertsa, ur. 1955). (W następnym rozdziale porównamy ciche pokolenie i baby boomers pod względem przywództwa politycznego). Zważywszy na prognozowaną słabość polityczną cichego pokolenia - z jaką kojarzy się nawet jego nazwa - wydało ono na świat zaskakująco wielu liderów politycznych. Członkowie tej generacji mieli spore możliwości kształtowania prawa i polityki Stanów Zjednoczonych.
Ciche pokolenie jest znane ze swego koncyliacyjnego podejścia. Po części za sprawą czasów, w jakich żyła, a po części dzięki swoim cechom pokoleniowym, była to ostatnia generacja, która budowała prawdziwe dwupartyjne koalicje. Jej członkowie nauczyli się też niwelować różnice międzypokoleniowe. W roku 1990 Wade Greene (ur. 1933) napisał o swojej generacji: "Ponieważ jest nas tak niewielu, od dawna musieliśmy współpracować z liczniejszymi, często bardziej elastycznymi grupami wokół nas. W ten sposób wykształciliśmy w sobie zdolności mediacji i syntezy". Greene zauważył, że George Mitchell (ur. 1933), ówczesny lider demokratycznej większości w Senacie, był "uważany za rozważnego, niekonfliktowego, ugodowego i stroniącego od krzykliwych wypowiedzi. (...) [Członkowie cichego pokolenia] nie przychodzą z gotowymi odpowiedziami, ale raczej z nadzwyczajną umiejętnością zadawania pytań i słuchania".
Przedstawiciele tej generacji mają jeszcze jedną cechę, która pomaga im w roli przywódców - zaufanie do innych. Badaczy z dziedziny nauk społecznych bardzo interesuje to zagadnienie, gdyż zaufanie jest nieodzowne dla sprawnego funkcjonowania złożonego społeczeństwa - zwłaszcza w demokracji.
Kiedy pyta się ich o to, czy większości ludzi można ufać, czy inni starają się postępować uczciwie i czy ludzie na ogół są pomocni, członkowie cichej generacji są bardziej podobni do osób z najwspanialszego pokolenia niż do boomerów (zob. rycina 2.12).
Są zatem mniej cyniczni niż pokolenia, które przyszły po nich - bardziej skłonni ufać innym i dostrzegać w nich dobro. Może dlatego, że okres dorastania i wczesną dorosłość spędzili w latach pięćdziesiątych i wczesnych latach sześćdziesiątych XX wieku - czasach charakteryzujących się zaufaniem społecznym i niskim poziomem przestępczości - widzą świat jako mniej bezwzględny niż boomerzy, którzy dorastali w chaotycznym okresie, jakim był koniec lat sześćdziesiątych i lata siedemdziesiąte, kiedy poziom przestępczości był dużo wyższy, a tradycyjne idee obowiązku i honoru straciły znaczenie. W rozdziale traktującym o pokoleniu X przekonamy się, jak zmieniał się poziom zaufania od czasów pokolenia baby boomers.
RYCINA 2.12. Odsetek dorosłych Amerykanów, którzy ufają innym (z podziałem na pokolenia).
Źródło: General Social Survey.
Uwaga: Dane z lat 1972-2021. Kontrolowano wpływ zmiennej roku. Brzmienie pytań: "Ogólnie rzecz biorąc, czy uważasz, że większości ludzi można ufać, czy raczej sądzisz, że w relacjach z ludźmi trzeba zachować najwyższą ostrożność?", "Czy Twoim zdaniem ludzie na ogół starają się być pomocni, czy też troszczą się głównie o siebie?", "Czy Twoim zdaniem większość ludzi próbowałaby Cię wykorzystać, gdyby miała taką możliwość, czy też ludzie zwykle starają się postępować uczciwie?". Kontrola zmiennej roku eliminuje wpływ przedziału czasowego (okresu w historii), pozostawiając oddziaływanie pokolenia i wieku.
Głosy seniorów
Cecha: Konserwatyzm (w porównaniu z innymi pokoleniami)
W latach dwudziestych XXI wieku ludzi przed osiemdziesiątką i jeszcze starszych często uważa się za konserwatywnych widzów stacji Fox News. Oczywiście nie wszyscy są tacy - w każdym pokoleniu istnieje zróżnicowanie poglądów politycznych. Jak bliski prawdy jest jednak ten obraz starszego pokolenia?
Na początek przyjrzyjmy się ideologii politycznej - poglądom liberalnym lub konserwatywnym. Ideologia w dużej mierze zależy od wieku. Jak głosi znane powiedzenie: "Jeśli w wieku 25 lat nie jesteś liberałem, to znaczy, że nie masz serca. Jeśli jako trzydziestopięciolatek nie jesteś konserwatystą, to znaczy, że nie masz mózgu". Zależność między ideologią polityczną i wiekiem jest następstwem związku łączącego liberalizm z postępowością (czyli z dążeniem do zmian), a także związku między konserwatyzmem i chęcią zachowania status quo. Zważywszy na zawrotne tempo zmian społecznych w ostatnich dekadach, ktoś, kto w wieku 21 lat jest liberałem, jako czterdziestopięciolatek może określać swoje poglądy jako umiarkowane, aby zostać konserwatystą przed ukończeniem 75 lat.
Nic dziwnego więc, że w roku 2020 w cichym pokoleniu było więcej ludzi uważających się za konserwatystów niż wśród boomerów i przedstawicieli młodszych generacji. Bardziej zaskakujący wydaje się fakt, że biali członkowie cichego pokolenia konsekwentnie określają swoje poglądy jako konserwatywne od lat siedemdziesiątych XX wieku - od czasu, gdy byli po trzydziestce lub po czterdziestce, aż po wiek siedemdziesięciu kilku lub osiemdziesięciu kilku lat, a poziom konserwatyzmu w tej grupie z wiekiem wzrósł tylko nieznacznie (zob. rycina 2.13). Tylko wśród osób z tego pokolenia, które deklarują przynależność do czarnej, latynoskiej lub innej mniejszości rasowej bądź etnicznej, zaobserwowano spodziewany wzrost poziomu konserwatyzmu z wiekiem. Biali przedstawiciele tej generacji byli konserwatywni już w okresie średniej dorosłości.
RYCINA 2.13. Odsetek Amerykanów z cichego pokolenia uważających się za konserwatystów (według przynależności rasowej) w latach 1972-2020.
Źródło: American National Election Studies.
Uwaga: Z analizy wyłączono osoby o poglądach umiarkowanych. Na wykresie przedstawiono badaną generację w kolejnych latach. Nie było to wieloletnie badanie podłużne tych samych osób, ale każda próba była reprezentatywna dla populacji krajowej.
Jak się dowiedzieliśmy nieco wcześniej, poglądy społeczne osób z cichej generacji są dużo bardziej postępowe niż przekonania poprzedzającego ją najwspanialszego pokolenia, a zarazem wyraźnie bardziej konserwatywne niż poglądy boomerów. W badaniach General Social Survey, przeprowadzonych w latach 2018-2021, ciche pokolenie było jedyną żyjącą generacją, w której większość osób uważała kontakty seksualne między dorosłymi tej samej płci za coś złego. Okazało się również jedynym pokoleniem przeciwnym zalegalizowaniu marihuany, a także jedynym, w którym aż jedna trzecia osób sądziła, że kobiety powinny zajmować się domem i rodziną oraz że dziecko w wieku przedszkolnym ucierpi, jeśli jego matka będzie pracować zawodowo. Wielu przedstawicieli tego pokolenia podążyło z duchem czasu i zmieniło swoje poglądy, inni jednak czują się obco w kraju, który dziś wygląda zupełnie inaczej niż w czasach ich młodości. Niektórym udało się utrzymać tempo, ale inni mają dosyć ciągłych zmian i wycofali się z wyścigu. Nawet jeśli popierali zmiany, kiedy byli młodsi, dziś uważają, że świat wystarczająco się zmienił. Wyrażają pragnienie: "Zatrzymajcie ten świat, ja wysiadam" - poczucie, jakiego w starszym wieku doświadczają przedstawiciele wielu pokoleń.
Nawet ci członkowie cichego pokolenia, którzy walczyli o równouprawnienie, nie zawsze popierają najnowsze ruchy na rzecz sprawiedliwości społecznej. Ruth Bader Ginsburg poświęciła swoją karierę prawniczą walce o równość kobiet wobec prawa i była drugą kobietą zasiadającą w amerykańskim Sądzie Najwyższym. W roku 2016 jednak, gdy Katie Couric zapytała ją, co sądzi na temat futbolisty Colina Kaepernicka, który ukląkł podczas śpiewania hymnu narodowego w akcie protestu przeciwko zabójstwom Afroamerykanów przez amerykańską policję, Ginsburg odparła: "Myślę, że to głupie i aroganckie". Rzecznik Sądu Najwyższego tłumaczył, że Ginsburg źle się wyraziła, lecz ona sama rozwinęła tę myśl: "To wyraz pogardy dla rządu, który zapewnił ich rodzicom i dziadkom godne życie. (...) Z biegiem lat zrozumieją, że to był akt młodzieńczej głupoty. Dlatego tak ważna jest edukacja". Ginsburg najwyraźniej uważa, że brak szacunku dla rządu i hymnu narodowego to zbyt wiele. Chociaż nie wypowiedziała się w imieniu całego cichego pokolenia, wyraziła pogląd generacji, która dorastała w czasach, gdy patriotyzm i okazywanie szacunku były sprawami najwyższej wagi - pokolenia, które wspierało ruchy na rzecz równouprawnienia, ale dziś wydaje się uważać, że świat wystarczająco się zmienił.
RYCINA 2.14. Odsetek młodszych i starszych dorosłych Amerykanów, którzy uważają się za republikanów (według wieku), w pierwszej i drugiej dekadzie XXI wieku.
Źródło: American National Election Studies.
Uwaga: W tym tak zwani wyborcy niezależni, którzy skłaniają się ku republikanom lub ku demokratom; wykres nie uwzględnia osób określających się jako wyborcy niezależni ani tych popierających inne partie.
A co z partiami politycznymi? Dzisiaj przyjmuje się założenie, że prawie wszyscy demokraci są liberałami, a prawie wszyscy republikanie mają konserwatywne poglądy. W XX wieku ideologia polityczna i preferencje partyjne nie były tak ściśle powiązane. Niektórzy demokraci byli konserwatystami, a część republikanów miała poglądy liberalne. W latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia tylko 64 procent konserwatystów uważało się za republikanów. W roku 2000 z Partią Republikańską utożsamiało się 78 procent osób o poglądach konserwatywnych, a w latach 2010-2020 ten odsetek wzrósł do 88 procent. Oznacza to, że część konserwatystów z najwspanialszego pokolenia popierała Partię Demokratyczną, ale prawie wszyscy konserwatyści należący do cichej generacji są republikanami.
Ze względu na ściślejszy związek między ideologią i sympatiami partyjnymi, a także dlatego, że ludzie starsi zwykle stają się bardziej konserwatywni, różnice wiekowe między zwolennikami partii politycznych są dzisiaj większe niż w poprzednich dekadach (zob. rycina 2.14 - różnica między szarym i czarnym słupkiem jest większa w latach 2010-2020 niż w pierwszej dekadzie XXI wieku).
Zaskakujący stan zdrowia psychicznego
Cecha: Spokój i stabilność
Dzisiejsze media często donoszą o złej kondycji psychicznej Amerykanów. Jeszcze przed pandemią COVID-19 wzrastała liczba osób cierpiących na depresję oraz liczba samobójstw i "śmierci z rozpaczy" - zgonów spowodowanych przez narkomanię i alkoholizm. Większość tych artykułów opowiada o boomerach i przedstawicielach młodszych pokoleń. A co z cichą generacją?
W pewnym anonimowym ogólnokrajowym badaniu, prowadzonym od roku 1997, dorosłych Amerykanów pyta się o to, jak często czują się nerwowi, pozbawieni nadziei, bezwartościowi i przygnębieni oraz jak często mają poczucie, że wszystko, co robią, wymaga wielkiego wysiłku (są to standardowe oznaki dystresu psychicznego). Wynik powyżej pewnej wartości progowej wskazuje na ryzyko depresji lub zaburzeń lękowych.
Pod tym względem ciche pokolenie wyraźnie się wyróżnia - dystresu psychicznego doświadczyła mniejsza część jego członków niż w poprzedzającym je najwspanialszym pokoleniu, czy też wśród pierwszych boomerów (zob. rycina 2.15). Najmniejszy odsetek osób doświadczających dystresu psychicznego - spośród wszystkich ludzi urodzonych w pierwszej połowie ubiegłego stulecia - stwierdzono w grupie tych, które przyszły na świat w latach trzydziestych XX wieku. Jak się wydaje, nasilenie problemów ze zdrowiem psychicznym rozpoczęło się w kolejnym pokoleniu, a nie wśród członków cichej generacji.
RYCINA 2.15. Odsetek dorosłych Amerykanów doświadczających dystresu psychicznego (według płci i roku urodzenia).
Źródło: National Health Interview Survey.
Uwaga: Lata urodzenia cichego pokolenia zacieniowano na szaro. Przeanalizowano związek między rokiem urodzenia i dystresem psychicznym, łącząc dane z lat 1997-2018. Osoby urodzone w poszczególnych latach zbadano kilkakrotnie, w różnym wieku. Kontrolowano zmienną wieku, co pozwoliło wyeliminować wpływ wieku, pozostawiając wpływ roku urodzenia i okresu w historii. Poziom dystresu psychicznego oceniano przy użyciu skali Kesslera-6; umiarkowany lub silny dystres jest wskazaniem do dalszej oceny przez specjalistę pod kątem depresji. Dane dostępne są tylko do roku 2018, ponieważ w 2019 NHIS zmienił narzędzie stosowane w badaniach przesiewowych stanu zdrowia psychicznego.
Panuje przekonanie, że wcześniejsze pokolenia są mniej skłonne przyznać się do cierpienia psychicznego niż te urodzone później. Nigdy tego nie dowiedziono, ale warto sprawdzić, czy niechęć do przyznawania się do problemów może wyjaśniać niższy poziom dystresu psychicznego wśród członków cichego pokolenia. Wydaje się to mało prawdopodobne, zważywszy, że poprzednie, najwspanialsze pokolenie przyznawało się do cierpienia psychicznego częściej niż badani z cichej generacji. Wykres na rycinie 2.15 jest krzywą, a nie linią prostą, jakiej należałoby się spodziewać, gdyby gotowość przyznania się do problemów psychicznych stopniowo rosła w zależności od roku urodzenia.
W cichym pokoleniu notuje się również mniej samobójstw niż w generacjach, które z nim sąsiadują. Amerykanie urodzeni pod koniec lat trzydziestych odbierali sobie życie o 22 procent rzadziej niż ci, którzy przyszli na świat na początku drugiej dekady XX wieku (zob. rycina 2.16). Spróbujmy zilustrować ten spadek na konkretnym przykładzie: gdyby w jeden weekend 100 000 osób z całego kraju zebrało się na zjazdach absolwentów szkół średnich, to w roczniku członków najwspanialszego pokolenia, którzy ukończyli liceum w 1933 roku (a urodzili się w 1915), zabrakłoby 17 absolwentów, którzy odebrali sobie życie, podczas gdy rocznik absolwentów z 1955 roku (ur. 1937) straciłby z tego powodu 13 osób. Zważywszy, że przyczyną wielu samobójstw jest depresja i zespół stresu pourazowego, niższy wskaźnik samobójstw w cichym pokoleniu potwierdza, że jego członkowie doświadczają problemów psychicznych rzadziej niż ludzie z najwspanialszego pokolenia i baby boomers.
Dane dotyczące samobójstw przemawiają również za tym, że trendy pokoleniowe w zakresie poziomu dystresu psychicznego nie wynikają z różnic pod względem gotowości do przyznania się do problemów. Samobójstwo jest zachowaniem, a co za tym idzie - te informacje nie opierają się na deklaracjach osób badanych. Wskaźnik samobójstw może być zniekształcony na skutek sposobu, w jaki odnotowuje się zgony. Trudno jednak uwierzyć, że liczba samobójstw była na przemian zawyżana, zaniżana i ponownie zawyżana albo że błędy w rejestrowaniu przyczyn śmierci mogły wygenerować tak duże różnice międzypokoleniowe.
To raczej różnice pokoleniowe wywarły wpływ na liczbę samobójstw. Wydaje się, że ciche pokolenie doświadczało mniej problemów psychicznych ze względu na swoje miejsce w historii - jego członkowie przyszli na świat w latach Wielkiego Kryzysu i II wojny światowej, więc w odróżnieniu od najwspanialszego pokolenia, nie doświadczyli tych stresujących wydarzeń jako ludzie dorośli. Podczas II wojny światowej do armii amerykańskiej powołano 10 milionów młodych mężczyzn15 - prawie wszyscy należeli do najwspanialszego pokolenia. Dla porównania - tylko 1,5 miliona żołnierzy (ponad sześć razy mniej) walczyło w wojnie w Korei (1950-1953) w czasie, gdy członkowie cichego pokolenia byli młodymi dorosłymi. Dezorientacja i cierpienie weteranów wojennych, dawniej nazywane "szokiem frontowym" (shell shock), dzisiaj określa się mianem zespołu stresu pourazowego (PTSD), który - jak wiemy - jest powiązany z dystresem psychicznym, depresją i samobójstwem. Chociaż niektórzy autorzy ubolewali, że członków cichego pokolenia ominęła chwała wojennego bohaterstwa, ominęły ich również okropności II wojny światowej.
RYCINA 2.16. Wskaźnik samobójstw wśród dorosłych Amerykanów (według roku urodzenia).
Źródło: WISQARS Fatal Injury Reports, CDC.
Uwaga: Liczba samobójstw na 100 000 osób. Ciche pokolenie zacieniowano na szaro. Dane pochodzą z lat 1981-2020. Wiek: 20-72 lata. Dokładne informacje na temat wieku są dostępne w latach 1999-2019. Dane z okresu 1981-1998 gromadzono w przedziałach wiekowych. Na wykresie uwzględniono średni wiek w każdym przedziale (na przykład 22 lata w przedziale od 20 do 24). Minimalny wiek wynosi 20 lat, ponieważ jest to jedyna grupa wiekowa obejmująca wyłącznie osoby dorosłe (20-24 lata; poprzednia grupa obejmuje osoby w wieku 15-19 lat); maksymalny wiek wynosi 72 lata, powyżej tej granicy bowiem przyczyną większej liczby samobójstw są choroby śmiertelne. Kontrola zmiennej roku eliminuje wpływ przedziału czasowego (okresu w historii), pozostawiając oddziaływanie pokolenia i wieku.
Członkowie cichego pokolenia nie tylko w dużej mierze uniknęli wojny, lecz także budowali swoje życie zawodowe i rodzinne w najdłuższym okresie ekspansji gospodarczej w epoce powojennej. To dlatego bywają nazywani "pokoleniem dobrych czasów". Można wskazać jeszcze inne powody: ciche pokolenie było jedną z ostatnich generacji, które korzystały z taniej edukacji w publicznych college'ach. Było też ostatnią amerykańską generacją, która dorosła, zanim telewizja upowszechniła wygórowane oczekiwania dotyczące tego, co to znaczy odnieść w życiu sukces. Jego członkowie pobierali się młodo, co niosło ze sobą niemałe wyzwania, ale także sprawiało, że mieli dzieci i cenili życie rodzinne, co z kolei jest ważnym czynnikiem chroniącym przed zaburzeniami psychicznymi, zwłaszcza w starszym wieku. Wreszcie, dzięki lepszej opiece medycznej ci ludzie w starszym wieku rzadziej niż przedstawiciele najwspanialszego pokolenia zostawali wdowami lub wdowcami.
W marcu 2020 roku wybuchła pandemia COVID-19. Z perspektywy cichego pokolenia nastąpiło to w wyjątkowo złym momencie. Jako osoby w starszym wieku jego członkowie byli grupą szczególnie zagrożoną. Ponad połowa zgonów z powodu COVID-19 w latach 2020-2021 nastąpiła wśród osób powyżej siedemdziesiątego piątego roku życia. Aby zapewnić sobie bezpieczeństwo, wielu starszych ludzi postanowiło nie wychodzić z domu z wyjątkiem takich sytuacji, gdy było to absolutnie konieczne. Niektórzy przez ponad rok nie widywali się ze swoimi dziećmi i wnukami, co było szczególnie trudne dla pokolenia tak bardzo skoncentrowanego na rodzinie.
Mimo to członkowie cichego pokolenia radzili sobie lepiej, niż można się było spodziewać. Chociaż byli szczególnie zagrożeni chorobą, w trakcie pandemii rzadziej niż przedstawiciele młodszych pokoleń odczuwali objawy lęku i depresji (zob. rycina 2.17 - lęk; trendy dotyczące depresji przedstawiały się podobnie).
Być może ochroniły ich inne czynniki. Ciche pokolenie weszło w pandemię w lepszym stanie zdrowia psychicznego niż młodsze generacje. Większość jego członków była na emeryturze, co złagodziło negatywne skutki ekonomiczne pandemii. Ich dzieci są już dorosłe, więc jeśli nie zajmowali się wnukami, to zamknięcie szkół i przedszkoli bezpośrednio ich nie dotknęło. Wreszcie, ze względu na ich długie doświadczenie życiowe pandemia była dla nich tylko ostatnim z serii katastrofalnych wydarzeń, które zdołali przetrwać. Członkowie cichego pokolenia wierzyli, że "i to przeminie". Choć nie stało się to tak szybko, jak wielu miało nadzieję, odporność psychiczna, jaką osoby z tej generacji osiągnęły przez długie lata życia, pomogła im sobie poradzić z tą trudną sytuacją.
RYCINA 2.17. Odsetek dorosłych Amerykanów odczuwających silny lęk (porównanie cichego pokolenia i młodszych generacji) w latach 2019-2022.
Źródła: National Health Interview Survey (2019) oraz U.S. Census Household Pulse Survey (2020-2022).
Uwaga: Poziom lęku mierzono przy użyciu kwestionariusza lęku uogólnionego GAD-2, który składa się z dwóch pytań: "Jak często odczuwałaś/eś następujące problemy w ostatnich 2 tygodniach: 1. zdenerwowanie, lęk lub irytację; 2. trudności związane z opanowaniem zamartwiania się?" Odpowiedzi do wyboru: wcale (0), przez kilka dni (1), więcej niż przez połowę dni (2), prawie każdego dnia (3). Wynik 3 lub więcej punktów (na skali 0-6) oznacza podwyższony poziom lęku. W takim wypadku zalecana jest pogłębiona ocena przez psychologa lub psychiatrę. Obie próby były reprezentatywne dla populacji krajowej pod względem charakterystyki demograficznej. Należy jednak zaznaczyć, że badanie NHIS zostało przeprowadzone twarzą w twarz, a badanie Household Pulse - online, co mogło wpłynąć na odpowiedzi respondentów.
Mimo to lata 2020 i 2021 były niczym emocjonalny rollercoaster - dla członków cichego pokolenia i dla wszystkich pozostałych. Poziom lęku wyraźnie się zwiększył między rokiem 2019 a kwietniem 2020 (na początku pandemii) nawet wśród przedstawicieli cichej generacji. Istotny wzrost poziomu lęku odnotowano również w czerwcu 2020 roku, w trakcie protestów po zabójstwie George'a Floyda; w listopadzie 2020, w okresie amerykańskich wyborów prezydenckich; a także zimą 2020-2021, kiedy liczba zachorowań na COVID-19 poszybowała w górę (zob. rycina 2.17). Później poziom lęku stopniowo spadał - ciche pokolenie dawało sobie radę. Oto jaskrawy przykład różnic pokoleniowych, wyraźnie widocznych nawet w obliczu zagrożenia zabójczym wirusem.
W trzeciej dekadzie XXI wieku ostatni przedstawiciele cichej generacji wycofają się ze świata biznesu, rozrywki, nauki i polityki. Jeśli pozostaną przy życiu, to w roku 2029 Warren Buffett (ur. 1930) będzie miał 98 lat, Mitch McConnell (ur. 1942) - 86, Bernie Sanders (ur. 1941) - 87, Nancy Pelosi - 88, Anthony Fauci zaś - 89. Pod koniec tej dekady niemal wszyscy seniorzy aktywni na scenie politycznej będą boomerami - w 2029 najstarsi członkowie tego pokolenia skończą 83 lata, a najmłodsi będą mieli 65 lat.
W ten sposób dotarliśmy do tych, o których zawsze było głośno - do generacji, która nadeszła po cichym pokoleniu, grupy, której nie sposób było ignorować, odkąd pojawiła się na świecie w radosnym powojennym roku 1946 - do pokolenia baby boomers.
INTERLUDIUM - EPIDEMIA AIDS
Pierwsze sygnały były zagadkowe. Dlaczego u młodych mężczyzn pojawiał się mięsak Kaposiego - nowotwór skóry twarzy, dotąd rozpoznawany najczęściej u Włochów po sześćdziesiątce? Dlaczego młodzi ludzie, którzy do tej pory cieszyli się dobrym zdrowiem, zaczęli umierać na pneumocystozę - zapalenie płuc wywołane przez grzyba Pneumocystic carinii, które wcześniej rzadko bywało śmiertelne? W czerwcu 1981 roku amerykańskie Centrum Kontroli i Profilaktyki Chorób (Center for Disease Control and Prevention - CDC) opublikowało historię pięciu przypadków pneumocystozy u młodych homoseksualnych mężczyzn z Los Angeles. Epidemiolodzy w końcu ustalili, że przyczyną choroby jest wirus przenoszony drogą płciową, który upośledza działanie układu odpornościowego. Proponowano różne nazwy nowej choroby, między innymi "rak homoseksualistów" oraz "upośledzenie odporności związane z homoseksualizmem" (gayrelated immune deficiency - GRID). Ostatecznie nowo odkryty patogen nazwano ludzkim wirusem niedoboru odporności (human immunodeficiency virus - HIV), a wywoływaną przezeń chorobę - zespołem nabytego niedoboru odporności (acquired immune deficiency syndrome - AIDS).
Choroba szerzyła się w społeczności gejowskiej, zabijając wielu jej członków w kwiecie wieku. Bruce Woods Patterson (ur. 1953) pracował w telefonie zaufania dla osób dotkniętych AIDS, prowadzonym przez grupę Gay Men's Health Crisis w Nowym Jorku. "Dzwonili ludzie, którzy byli przykuci do łóżka, zrozpaczeni, smutni, pozbawieni nadziei" - napisał później. "Zaczynali mówić o tym, że przedtem byli młodzi i piękni i mieli przed sobą przyszłość, a teraz stracili swoją tożsamość, samodzielność i dumę. Wielu z nich mówiło: "Nie boję się śmierci. Tym, co mnie przeraża, jest droga do niej""16.
Jakkolwiek homoseksualni mężczyźni oraz ludzie zażywający narkotyki wstrzykiwane dożylnie byli najbardziej narażeni na zachorowanie, badacze szybko odkryli, że każdy może się zarazić HIV. Ciężarna kobieta mogła przekazać infekcję płodowi, więc niektóre dzieci rodziły się z zakażeniem HIV. Chorzy na hemofilię i pacjenci poddawani zabiegom chirurgicznym zarażali się przez transfuzję krwi (krew do transfuzji zaczęto badać pod kątem obecności wirusa HIV dopiero w roku 1985). Chociaż epidemia AIDS dotknęła wszystkich sześciu pokoleń, jej wpływ był zróżnicowany. Przedstawiciele cichego pokolenia (którzy w 1985 roku mieli od 40 do 60 lat) należeli do pierwszych pacjentów w społeczności gejowskiej. Boomerzy (liczący sobie od 21 do 39 lat) stanowili przeważającą większość ofiar śmiertelnych AIDS; ponadto ta choroba położyła nagły kres wolności seksualnej, zapoczątkowanej przez boomerów w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku. Nastoletni członkowie pokolenia X (które w roku 1985 obejmowało osoby w wieku 6-20 lat) i młodsi boomerzy, dopiero rozpoczynający życie seksualne, dowiedzieli się, że seks może zabijać, co skłaniało ich do rozmów z potencjalnymi partnerami o ich przeszłości seksualnej, proszenia o testy na obecność HIV przed podjęciem kontaktów seksualnych i częstszego używania prezerwatyw. W 1995 roku AIDS był najczęstszą przyczyną śmierci wśród Amerykanów w wieku 25-44 lat. Niedługo później leki antyretrowirusowe uczyniły tę chorobę dużo mniej zabójczą. Co za tym idzie - amerykańscy milenialsi oraz członkowie pokolenia Z i generacji polarnej znają AIDS jako chorobę przenoszoną drogą płciową, która ma poważne skutki, ale nie jest śmiertelna. W trzeciej dekadzie XXI wieku pozostaje ona poważnym problemem zdrowotnym. Dzisiaj, w roku 2023, nadal nie ma szczepionki przeciwko wirusowi HIV.
W 1986 roku Cleve Jones (ur. 1954) zauważył kilka tekturowych plakatów upamiętniających osoby, które zmarły na AIDS. "Pomyślałem, że to wygląda jak kołdra patchworkowa" - opowiadał. "A kiedy to powiedziałem, przywołało to potężne, kojące wspomnienia". Jones zorganizował projekt NAMES, polegający na stworzeniu wielkiej mozaiki, złożonej z tysięcy tablic o wymiarach 90 na 180 centymetrów, z których każda upamiętnia osobę zmarłą na AIDS. Kiedy tę mozaikę po raz pierwszy rozłożono w Waszyngtonie (w 1987 roku), "wywarła zamierzony efekt" - napisali Peter Jennings i Todd Brewster17. "Przechadzając się pośród niezliczonych plansz, nie sposób było nie zauważyć, że AIDS zabił wielu ludzi, prawdziwych ludzi". Ta ważąca 54 tony mozaika pozostaje największym na świecie dziełem zbiorowej sztuki ludowej.
Jednym z pierwszych dziennikarzy, którzy w pełni poświęcili się pisaniu o epidemii AIDS, był Randy Shilts (ur. 1951). Dorastając w stanie Iowa, Randy nie znał nikogo innego o orientacji homoseksualnej. Swoją orientację ujawnił podczas studiów na Uniwersytecie Stanu Oregon, a po kilku latach pracy dla gejowskiej gazety "Advocate" w 1981 został zatrudniony przez dziennik "San Francisco Chronicle". Bardzo szybko poświęcił się wyłącznie pisaniu o AIDS. W swojej książce And the Band Played On: Politics, People, and the AIDS Epidemic (A orkiestra grała dalej - polityka, ludzie i epidemia AIDS)18 opisał z rozmachem nie tylko historię samej epidemii, lecz także reakcję gejowskiej społeczności oraz to, co uważał za katastrofalne zaniedbanie administracji Ronalda Reagana, która nie zrobiła niczego, aby powstrzymać tę katastrofę. Jego książka, wydana w 1987 roku - choć w pewnych kręgach uznana za kontrowersyjną - okazała się bestsellerem. Na jej podstawie zrealizowano miniserial HBO na temat epidemii AIDS. W marcu 1987 roku Shilts otrzymał dodatni wynik testu na obecność wirusa HIV, a w roku 1993 rozwinęły się u niego dwie choroby opisane w jego książce: pneumocystoza i mięsak Kaposiego. "HIV bez wątpienia kształtuje charakter" - powiedział. "Dzięki tej chorobie zobaczyłem wszystkie płytkie, bezwartościowe rzeczy, których się kurczowo trzymamy, takie jak ego i próżność. Oczywiście wolałbym mieć trochę słabszy charakter i trochę więcej limfocytów T"19. Shilts zmarł na AIDS w lutym 1994 roku. Miał 42 lata.
Przypisy:
1 Holland, History.com, aktualizacja 28 października 2018.
2 "Life", 1956, cyt. w: Evans, 1989.
3 Jong, 1994.
4 Ryan, History.com, 25 czerwca 2019.
5 AfterEllen.com, 28 czerwca 2021.
6 Eckholm, 2015.
7 Jones, 2022.
8 Grov, Rendina i Parsons, 2018.
9 Hasło Barry Manilow, w: People Celebrates the 70s, 2000, s. 29.
10 Gallagher, 2015.
11 Friedan, 2020.
12 Wszystkie cytaty z książki Betty Friedan w przekładzie Agnieszki Grzybek (przyp. tłum.).
13 Eisler, 1986.
14 Eisler, 1963.
15 Selective Services System, sss.gov.
16 Jennings i Brewster, 1998.
17 Jennings i Brewster, 1998.
18 Shilts, 1987.
19 Schmalz, 1993.