Moja historia
? ? -
Wychowałem się w domu, w którym
przywiązywano bardzo dużą wagę do samodyscypliny. Kontrolę nad impulsami
chwalono. Lenistwo ganiono. Powściągliwość i umiar nagradzano. Wybryki i wyskoki traktowano z pogardą.
Żeby było jasne, dorastałem w domu, w którym nie brakowało uczuć ani
wrażliwości. Czułbym się źle, gdyby moi rodzice wyglądali w tej
opowieści na despotów, gdyż byli zgoła innymi ludźmi. Okazywali mnie
oraz mojemu bratu miłość i współczucie i dodawali otuchy tak, jak
potrafią to robić rodzice w stosunku do swoich pociech.
Niemniej jednak, kiedy przywoływałem w pamięci ten konkretny okres
życia, uświadamiałem sobie jedno: rodzice wpajali mnie oraz mojemu bratu
ważną wiedzę na temat różnorakich zalet samodyscypliny.
Owa wiedza często lądowała w kącie. Byłem bardzo krnąbrnym dzieckiem.
Upartym. Leniwym. A niekiedy rozwydrzonym (bardziej wyrozumiała osoba
określiłaby młodego mnie mianem niezależnego lub samodzielnego).
W życiu, co zresztą było do przewidzenia, spotkały mnie z tego powodu
pewne konsekwencje.
Wczesne lata
Jako dziecko zmagałem się z nadwagą. Jak większość dzieciaków zajadałem
się słodyczami. Nie byłem wystarczająco dojrzały, aby pohamować swoje
impulsy, więc pochłaniałem śmieciowe jedzenie, kiedy tylko mogłem.
Rodzice podejmowali heroiczne próby ograniczania mojej konsumpcji, lecz
często znajdowałem się w miejscach wymykających się spod ich nadzoru - w szkole, na pływalni, podczas zabaw z przyjaciółmi.
Choć byłem bardzo aktywny i spalałem dzięki temu sporo kalorii, i tak
przybierałem na wadze.
Od dziecka brałem udział w zawodach pływackich (pierwszy raz, gdy miałem
6 lat). Jak się z pewnością domyślacie, nadwaga stanowiła dla mnie
problem, gdyż miała negatywny wpływ na osiągane przeze mnie wyniki.
Marzyłem, by zostać wspaniałym pływakiem, lecz rzadko osiągałem bardzo
dobre wyniki. Kiedy zdałem do szkoły średniej, ledwie wybijałem się
ponad przeciętność. Stawało się jasne, że moje marzenia o zawodowym
uprawianiu tego sportu legną niebawem w gruzach.
Zrezygnowałem z pływania w wieku 15 lat.
Szkoła również nastręczała mi trudności. Brakowało mi dyscypliny i poświęcałem na naukę znacznie mniej czasu, niż powinienem. Uczyłem się
tylko i wyłącznie ze względu na uporczywe nalegania matki. Gdyby tego
nie robiła, zapewne nie przechodziłbym do kolejnych klas. Mimo że
nakłaniała mnie do nauki, często nie wykonywałem zadań domowych i osiągałem marne wyniki na egzaminach.
Ten problem zaczął mi się dawać we znaki w szkole średniej. Zyskałem
większą autonomię i miałem więcej okazji do marnowania czasu, który
powinienem był przeznaczyć na naukę. Radziłem sobie nieźle, ale nigdy
nie zbliżyłem się do wyników osiąganych przez bardziej zdyscyplinowanych
ode mnie uczniów.
W końcu nadszedł moment wyboru szkoły wyższej. Chciałem się dostać na
prestiżową uczelnię. Do żadnej mnie nie przyjęto z powodu
niezadowalających ocen. Nie mogłem się też pochwalić udziałem w jakichkolwiek zajęciach pozaszkolnych. Z powodu ograniczonych możliwości
wybrałem ostatecznie uniwersytet odbiegający reputacją od najlepszych
szkół.
Był to dla mnie bardzo ekscytujący okres. Miałem jeszcze większą
autonomię. Na nieszczęście swoboda tylko mi zaszkodziła. Kiedy stałem
przed wyborem pomiędzy nauką a czymś innym, regularnie wybierałem to
drugie. Nie byłem przezorny i nie zdawałem sobie sprawy z tego, w jaki
sposób podejmowane przeze mnie decyzje odcisną piętno na mojej
przyszłości.
W szkole podstawowej i średniej uczniowie bardzo rzadko doświadczają
dotkliwych porażek. Zadaje się im stosunkowo łatwe prace domowe, a z trudniejszymi egzaminami mogą sobie poradzić, wykuwając materiał na
pamięć. Na uniwersytecie sprawy mają się zgoła odmiennie. Zadawane przez
wykładowców prace wymagają czasu i wysiłku, a egzaminów nie sposób
zaliczyć bez godzin poświęconych na naukę.
Musiałem zrezygnować z jednych zajęć, a na pozostałych radziłem sobie
bardzo marnie. Co więcej, regularnie zasypiałem na wykładach, ponieważ
późno kładłem się spać (wiodłem niezdyscyplinowane i nieuporządkowane
życie). Jeden z profesorów wziął mnie nawet na bok i zapytał, czy nic mi
nie dolega. Zaniepokoiło go moje zachowanie.
Brak dyscypliny i nieumiejętność panowania nad impulsami odbiły się na
moim przyszłym życiu w sposób, którego nie potrafiłem wówczas
przewidzieć.
Ze szkoły do pracy
Skończyłem naukę i dostałem pracę w korporacji. Aplikowałem na
stanowisko zapewniające wysokie wynagrodzenie i umożliwiające kontakty z wpływowymi ludźmi, lecz na przeszkodzie stanęły moje mało imponujące
oceny. Zaoferowano mi posadę na niższym szczeblu korporacyjnej drabiny.
Znacznie niższym.
Powinienem wyciągnąć z tego naukę. Powinienem mieć świadomość, że
popełniam błędy, które wywołują szkodliwe skutki, a następnie wprowadzić
konieczne zmiany. Nie zrobiłem tego. A dokładniej: dostrzegłem swoje
błędy, ale nie wziąłem za nie odpowiedzialności. Nie w sposób, który
doprowadziłby mnie do pracy nad własną samodyscypliną.
Dalej ulegałem impulsom. Dogadzałem sobie, regularnie wybierając
natychmiastową gratyfikację zamiast odroczonej nagrody, która wymagała
ode mnie wysiłku i zaangażowania, a dodatkowo pochłaniała też czas.
Naturalnie odbijało się to negatywnie na wykonywanej przez mnie pracy.
Ominęło mnie kilka awansów. Coraz rzadziej otrzymywałem szansę, by
"zabłysnąć". Brak dyscypliny dawał o sobie znać także poza miejscem
pracy. Wciąż zmagałem się z nadwagą. Psułem relacje z innymi.
Rezygnowałem z hobby, które wymagały ode mnie skupienia, czasu i wysiłku.
W moim życiu zapanowała pustka. Rzadko doświadczałem satysfakcji
towarzyszącej osiągnięciu sukcesu. Rzadko cieszyłem się z emocjonalnych
nagród, które pojawiają się, kiedy dostrzegamy, że włożony przez nas w pracę wysiłek daje wymierne rezultaty.
Byłem nieszczęśliwy. Czułem się kompletnie niepotrzebny. Zamiast
skoncentrować się na sobie i zauważyć, że moje uczucia biorą się z braku
dyscypliny, skupiłem się na świecie zewnętrznym. Założyłem, że moje
przygnębienie wynikało z niezadowalającej kariery. Zamiast upewnić się,
czy tak było w rzeczywistości (takie działanie wymaga dyscypliny),
przekonałem samego siebie, że to prawda.
Postanowiłem coś zmienić.
Zrezygnowałem z pracy.
Wyprawa w samotną podróż (i gorzki smak porażki)
Kiedy byłem jeszcze trybikiem w amerykańskiej maszynie korporacyjnej,
otworzyłem własny biznes. Po odejściu z pracy postanowiłem poświęcić się
mu w pełni.
Mogłoby się wydawać, że wymagało to ode mnie samokontroli i umiarkowania. Do pewnego stopnia tak właśnie było. Własne biznesy nie
powstają i nie rozwijają się same z siebie. Miejcie jednak na uwadze, że
nadal nie dostrzegałem szkodliwego wpływu mojego niezdyscyplinowania.
Nie przyznawałem się do niego i nadal wiodłem swawolne i niczym
nieskrępowane życie.
Dla przykładu: często grałem z przyjaciółmi w konsolowe gry, nie
zważając na porę czy poświęcany im czas. Zwykle kładłem się spać o 2 w nocy, a wstawałem o 5 i pompowałem się kawą, która miała zastąpić
brakujące godziny odpoczynku. Jadłem okropne rzeczy, na czym ucierpiało
moje zdrowie. Miałem problemy z koncentracją, nie potrafiłem logicznie
myśleć, traciłem znajomych. Niezmiennie zmagałem się z nadwagą.
Cieszyłem się wolnością, jaką daje nieregularna praca, a mimo to w dalszym ciągu czułem się nieszczęśliwy.
Mój biznes stale się rozwijał i przynosił znaczące zyski, co skutecznie
odciągało moją uwagę od wymienionych powyżej słabości. Prowadzenie
odnoszącej sukcesy firmy przekonuje nas, że znajdujemy się na właściwej
ścieżce. Zakładałem (błędnie), iż podejmuję dobre decyzje. Wydawało mi
się (błędnie), że mądrze spędzam czas.
Te założenia przyniosły katastrofalne skutki. Pozbawiona podstaw pewność
siebie przesłoniła fundamentalne problemy, jakie trapiły mój biznes.
W konsekwencji moja firma upadła.
Sprawozdanie z postępów
Dziś wszystko wygląda inaczej.
Gdy mój biznes zakończył się fiaskiem, na poważnie przemyślałem swoje
dotychczasowe życie. Chciałbym powiedzieć, że doznałem olśnienia i w końcu osiągnąłem samoświadomość. Nic takiego się jednak nie stało. Moim
postępowaniem kierowały rozpacz, frustracja i stres. Jakkolwiek
depresyjnie to brzmi, stały się bodźcem, który pozwolił mi właściwie
zidentyfikować główne problemy leżące u podstaw moich porażek.
Zaakceptowałem trudne prawdy dotyczące samego siebie i uznałem, że muszę
wprowadzić znaczące zmiany, aby wieść satysfakcjonujące życie .
Postanowiłem pracować nad samodyscypliną. Jak na ironię, aż do fiaska
mojego biznesu uznawałem się za osobę zdyscyplinowaną. To zadziwiające
(i jednocześnie niepokojące), z jaką łatwością oszukiwałem sam siebie i jak szybko brałem złudzenia za prawdę. Kiedy skonfrontowałem się z własnymi wadami i ostatecznie je zaakceptowałem (przyznałem się do ich
posiadania), zorientowałem się, że mam do wyboru tylko jedną drogę.
Wymagała ona ode mnie dużo pracy, choć oferowała również nagrody,
których bardzo, a nawet rozpaczliwie potrzebowałem.
I ta decyzja odmieniła moje życie.
Postscriptum
Moje wcześniejsze, pozbawione dyscypliny życie nie było wyłącznie pasmem
porażek. Zdarzały się okresy, w których odnosiłem duże sukcesy, byłem
szczęśliwy i zadowolony. Okresy te były jednak do pewnego stopnia
ograniczone, niepewne i krótkotrwałe.
Posłużę się przykładami. Zrzucałem zbędne kilogramy i szybko
przybierałem na wadze. Awansowałem w pracy, lecz miałem świadomość, że
osiągający lepsze ode mnie wyniki koledzy i koleżanki wspinali się po
korporacyjnej drabinie szybciej i sprawniej. Miałem ciekawych znajomych,
ale z większością z nich utraciłem kontakt. Innymi słowy, zaliczałem
wzloty i upadki.
Praca nad samodyscypliną pozwoliła mi wygładzić tę sinusoidę. To
oczywiste, że wciąż doświadczam wzlotów i upadków, ale nie są one już
tak dramatyczne jak wcześniej. W moim życiu jest teraz więcej
regularności, a większość głupstw, które wywoływały depresyjne i wypełnione rozpaczą epizody, jest już przeszłością.
Dziś jestem człowiekiem zdrowszym. Utrzymuję wagę na poziomie, jaki
sobie założyłem. Moje znajomości i związki są trwalsze, dają mi więcej
satysfakcji, a moja praca (głównie pisanie) sprawia, że jestem spełniony
i zadowolony.
Jeśli doczytaliście do tego miejsca, bardzo wam za to dziękuję. Mówienie
wprost o własnych porażkach i niepowodzeniach nie jest niczym
przyjemnym. Mam nadzieję, że moja historia uzmysłowi wam, do jak
zgubnych skutków prowadzi nieuporządkowane życie. Być może macie nawet
podobne doświadczenia.
Najistotniejszy element mojej opowieści to stwierdzenie, że zmiana jest
możliwa. Już dziś, bez względu na sytuację i okoliczności, możecie
zdecydować, czy chcecie zwiększyć kontrolę nad impulsami, przezwyciężyć
lenistwo i wieść życie zgodne z wyznawanymi przez was wartościami,
przekonaniami i aspiracjami. Mam nadzieję, iż zainspirowałem was do
tego, by prowadzić zdyscyplinowane życie.
Czego się dowiecie z Ogarnij się
? ? -
Książka ta składa się z trzech odrębnych
części. Każda ma określony cel (więcej o tym poniżej). Razem tworzą one
pewnego rodzaju warsztat.
Ogarnij się! powstała z myślą o codziennym stosowaniu. Praktycznym
ćwiczeniom towarzyszą wskazówki i strategie. Założenie jest proste -
jeśli będziecie korzystać z porad i wykonywać zadania, gwarantuję wam,
że poprawicie samokontrolę i samodyscyplinę.
Poniżej krótkie streszczenie tego, co znajdziecie w Ogarnij się.
Część I
Położymy w niej podwaliny pod pracę nad samodyscypliną, omawiając jej
główne elementy. Jedną z przeszkód, które zniechęcają ludzi do pracy nad
tym konkretnym elementem ich życia, jest poczucie przytłoczenia. Rodzi
się ono z niepewności - wiele osób nie wie, czym jest samodyscyplina.
W Części I: Podstawy samodyscypliny dokładnie ją zdefiniujemy i omówimy jej znaczenie. Zajmiemy się również jej wieloma aspektami oraz
tym, jak stosować je w życiu. Po przeczytaniu Części I zyskacie
wystarczającą wiedzę do tego, by rozpocząć pracę nad doskonaleniem
samodyscypliny.
Część II
Odłożymy w niej na bok teorię i skupimy się na konkretnych krokach,
które będziecie mogli podjąć od razu. Nic nie pomaga w wypracowywaniu
nawyków i doskonaleniu osobistych cech bardziej niż realizowanie jasno
określonego planu.
W Części II: 10 kroków do osiągnięcia samodyscypliny przejdziemy do
praktyki. To w niej rozpoczniecie właściwą pracę i zaczniecie robić
postępy. Każdy krok będzie szczegółowo opisany i wyjaśniony, a towarzyszyć mu będą proste ćwiczenia mające w zamyśle dwa cele:
1. zapoznanie z powiązanymi z nimi pojęciami,
2. pomoc w stosowaniu i doskonaleniu omawianych elementów.
Po przeczytaniu Części II ukończycie ekspresowy, ale gruntowny kurs
dotyczący poprawiania kontroli nad impulsami, opierania się pokusom i dochowywania wierności swoim celom, wartościom oraz przekonaniom.
Część III
Samodyscyplina przypomina mięsień. Pracując nad nią codziennie,
zwiększamy jej siłę. Kiedy już ją osiągamy, nie wolno nam osiąść na
laurach. Bez regularnych ćwiczeń zacznie słabnąć.
W Części III: Jak zachować dyscyplinę przez całe życie zajmiemy się
kilkoma sposobami "dbania o formę". Poznacie w niej praktyczne
strategie, które zagwarantują, że wasze decyzje i zachowania będą zgodne
z planami i intencjami.
Droga naprzód
Omawianie wymienionych powyżej tematów będzie szybkie. Nie będziecie
tracić czasu na materiały, które nie będą aktywnie pchać was do przodu.
Tylko istotne pojęcia, taktyki i strategie wyjaśnione zostaną
szczegółowo. Chcę wam pomóc w jak najszybszym dotarciu do końca tej
książki i jednoczesnym poczynieniu jak największych postępów.
Czy jesteście gotowi na to, by zyskać większą kontrolę nad swymi
pragnieniami i impulsami? Czy chcecie realizować cele bez względu na
emocje, jakie w danych chwilach odczuwacie, bez negatywnego wpływu
lenistwa, któremu ulegacie? Czy chcecie podejmować konkretne, spójne
działania za każdym razem, gdy postanowicie coś zrobić i osiągnąć?
Jeśli odpowiedzieliście twierdząco, to zakasajcie rękawy. Zabieramy się
do pracy.
Część I
Podstawy samodyscypliny
? ? -
Sukcesy, jakie odnosimy w życiu,
przypisywane są zazwyczaj zbiorowi osobistych cech. Osoba odnosząca
sukcesy opisywana jest najczęściej jako utalentowana, dobrze zmotywowana
i inteligentna. Zgodnie z powszechnym założeniem ma ona pozytywne
nastawienie i jest gotowa do podejmowania strategicznego ryzyka. Mniej
życzliwa opinia głosi, że takie osoby mają po prostu szczęście.
Każdy z wymienionych powyżej elementów odgrywa rolę w odnoszeniu
sukcesów, lecz żaden z nich nie może zastąpić samodyscypliny.
Utalentowane jednostki poniosą porażkę, jeśli będą ulegały impulsom,
zamiast poświęcać się w pełni realizowaniu planów. Na tej samej zasadzie
dobrze zmotywowane osoby, którym brak samodyscypliny, nie osiągną
założonych celów, gdyż motywacja nie trwa wiecznie.
Sama inteligencja również nie wystarcza. Parafrazując Calvina
Coolidge'a, można stwierdzić, że świat pełen jest inteligentnych ludzi,
którym nie jest dane osiągnąć sukces.
A szczęście? Odgrywa ono, rzecz jasna, ważną rolę, a niektóre osoby mają
go więcej od pozostałych. Niemniej jednak samodyscyplina jest od niego
znacznie bardziej istotna. Osoby niemające w życiu szczęścia, lecz
gotowe działać nawet w przypadku utraty motywacji, częściej odnoszą
sukcesy niż osoby charakteryzujące się brakiem dyscypliny. Wystarczy
zapoznać się z losem szczęśliwców, którzy wygrali na loterii, żeby
uświadomić sobie ów otrzeźwiający fakt.1
Talent, motywacja, inteligencja i szczęście pomagają w osiąganiu celów.
Ale go nie gwarantują. Bez solidnej podstawy, jaką daje samodyscyplina,
osiągany sukces będzie najprawdopodobniej sporadyczny, krótkotrwały i ulotny.
Na następnych stronach ustalimy, czym jest, a czym nie jest
samodyscyplina. Dowiecie się, czym się różni i w jakim stopniu odbiega
od cech, z którymi bardzo często jest mylona. Wspólnie rozwiejemy też
kilka mitów i błędnych przekonań na temat samodyscypliny i określimy
największe przeszkody, które najprawdopodobniej napotkacie w trakcie jej
doskonalenia.
Zdefiniowanie samodyscypliny
"W ostatecznym rozrachunku jedyną władzą,
do której powinien aspirować człowiek, jest władza nad samym sobą.
Elie Wiesel
? ? -
Samodyscyplina to cecha powszechnie
chwalona. Pracodawcy cenią zdyscyplinowanych pracowników. Rodzice
wychwalają zdyscyplinowane dzieci. Fani sportu podziwiają
zdyscyplinowanych sportowców.
Niemniej jednak samodyscyplina jest często błędnie rozumiana. Niektórzy
definiują ją zbyt wąsko, zakładając, iż sprowadza się ona wyłącznie do
praktykowania wstrzemięźliwości. Inni rozumieją ją zbyt szeroko,
utrzymując, że obejmuje ona wszystko, od przezwyciężania trudności po
"podrywanie" drugiej osoby w chwilach, gdy jesteśmy raczej odprężeni.
Jeszcze inni stawiają samodyscyplinę na równi z siłą woli. A są i tacy,
którzy uważają, że jest tożsama z motywacją.
Samodyscyplina wiąże się z wieloma z wymienionych powyżej cech, ale
żadna z nich nie trafia w jej sedno. A skoro zamierzamy ją opanować w stopniu mistrzowskim, musimy najpierw zdefiniować ją w zadowalający nas
sposób.
Z upływem lat wypracowałem prostą definicję samodyscypliny. Mam
nadzieję, że się ze mną zgodzicie. Oto i ona:
"Samodyscyplina to gotowość i zdolność do
działania w zgodzie ze swoimi celami, wartościami oraz przekonaniami bez
względu na uczucia, które towarzyszą nam w danym momencie.
Stanowi ona dobry punkt wyjścia. Możemy od niej zacząć, a następnie
przejść do dopracowywania definicji w bardziej praktyczny sposób,
ignorując niejasne, ogólnikowe opisy i skupiając się na konkretnych
aspektach samodyscypliny, które wywrą rzeczywisty wpływ na wasze życie.
Samodyscyplina wymaga samoregulacji
Samodyscyplina i samoregulacja stosowane są często zamiennie. Nie są one
jednak tym samym i ważne, aby umieć je odróżniać. Druga cecha jest
aspektem pierwszej. W dużym uproszczeniu są one lustrzanym odbiciem
samych siebie.
Samodyscyplina jest tym, co zmusza nas do działania w chwilach, gdy
wolelibyśmy nie robić niczego. Dzięki niej wstajemy rano z łóżka, choć
mamy ochotę przestawić budzik na późniejszą godzinę. Zmusza nas do
posprzątania domu, gdy mamy większą ochotę na obejrzenie czegoś w telewizji. Zachęca nas do wykonania kolejnego zestawu ćwiczeń, kiedy
jesteśmy gotowi przedwcześnie zakończyć trening.
Samoregulacja działa odwrotnie - zachęca nas do przerwania działania w chwilach, kiedy mamy ochotę je kontynuować. Nakłania nas do wyłączenia
gry, kiedy przychodzi pora na naukę. Zniechęca nas do śmieciowego
jedzenia, kiedy jesteśmy na diecie. Upomina nas, by trzymać język za
zębami, kiedy wpadamy w gniew.
Dyscyplina, która pozwala nam działać wtedy, gdy mamy ochotę przestać,
wymaga umiejętności ignorowania pokus związanych z robieniem rzeczy,
które przeszkadzają nam w osiągnięciu długoterminowych celów.
Samodyscyplina wymaga zaangażowania
Każdy z nas pożąda czegoś konkretnego. Chcemy odnosić zawodowe sukcesy.
Dążymy do tego, by mieć dobrą kondycję fizyczną. Pragniemy finansowego
bezpieczeństwa, a nawet bogactwa. Chcemy nabywać nowe umiejętności,
zakładać dobrze prosperujące firmy, być dobrymi partnerami, więcej
działać, zdobywać szacunek i podziw innych osób.
Posiadanie celów nie jest jednak tożsame z zaangażowaniem w ich
realizację. Cele nakreśla się łatwo. Znacznie trudniej jest zobowiązać
się do tego, aby robić wszystko, co w naszej mocy, żeby je zrealizować
oraz działać zgodnie z podjętym zobowiązaniem. W tym właśnie tkwi
różnica między sukcesem a porażką.
"Większość ludzi zawodzi nie dlatego, że
brak im ochoty, lecz dlatego, że brak im zaangażowania.
Vince Lombardi
Przed rozpoczęciem pracy nad samodyscypliną musicie zaangażować się w pełni w to, co pragniecie osiągnąć. Zaangażowanie da wam siłę
pozwalającą unikać działań zagrażających realizacji waszych celów (na
przykład unikania śmieciowego jedzenia na diecie). Da też energię oraz
motywację do działania, kiedy zaczniemy myśleć o rezygnacji (na przykład
z dalszej nauki do egzaminu, gdy najdzie nas ochota na obejrzenie
serialu).
Zaangażowanie jest punktem podparcia dla waszych aspiracji.
Samodyscyplina to z kolei dźwignia, która pozwala je unieść, kiedy
napotykacie opór w trakcie realizacji swoich planów.
"Samodyscyplina to wolność"
Kiedy przed kilkoma laty usłyszałem powyższe słowa z ust autora Jocko
Willinka, nie kryłem zdumienia. Uznałem jego twierdzenie za sprzeczne z intuicją. Przecież ćwiczenie dyscypliny wymaga umiaru i opanowania.
Wymusza kontrolowanie impulsów. Wyrzeczenie jest zatem centralnym
elementem samodyscypliny, a tym samym przeciwieństwem wolności.
Tak mi się wówczas wydawało.
Dalsze rozmyślania nad tym tematem doprowadziły mnie do olśnienia. Choć
samodyscyplina i wolność wydają się należeć do oddzielnych i zwalczających się obozów, to w rzeczywistości są nierozłączne. Jedno
łączy się nierozerwalnie z drugim. Kiedy dostrzegłem w końcu tę
zależność, ujrzałem tezę Willinka w nowym świetle.
Zaspokajanie impulsów może się nam pozornie wydawać wolnością, lecz tak
naprawdę jest formą samozniewolenia. Tracimy wówczas kontrolę nad
własnym zachowaniem oraz podejmowanymi decyzjami i poddajemy je popędom.
Innymi słowy, tracimy zdolność i chęć do działania w zgodzie z naszymi
celami, wyznawanymi zasadami czy przekonaniami. Jeśli ciągle ulegamy
potrzebom, zniewalamy samych siebie. Pozwalamy, aby pragnienia
decydowały o naszym zachowaniu, i w konsekwencji niszczymy własną
stanowczość.
Ćwiczenie samodyscypliny czyni nas wolnymi i pozwala zaspokajać ambicje
oraz aspiracje. Odbiera kontrolę impulsom. Dzięki samodyscyplinie możemy
swobodnie wybierać ścieżkę, którą podążymy, aby osiągnąć założone przez
siebie cele.
Proste przykłady samodyscypliny
Skoro zdefiniowaliśmy, czym jest samodyscyplina, przytoczę teraz kilka
jej praktycznych przykładów. Najprawdopodobniej wielu z was stosuje
dyscyplinę w różnych sferach swojego życia. To bardzo dobrze wróży na
przyszłość, bo jeśli wasze działania sprawdzają się w jednym obszarze,
będziecie je mogli przełożyć na pozostałe.
Tym zagadnieniem zajmiemy się jednak później - teraz czas na wspomniane
przykłady. Bardzo możliwe, że odpowiadają waszemu postępowaniu obecnie
lub robiliście tak w przeszłości.
- Wczesne wstawanie, by nie spóźnić się do
pracy.
- Nauka przed egzaminem, by osiągnąć na nim jak
najlepszy wynik.
- Telefonowanie do potencjalnych klientów, by
zwiększyć sprzedaż.
- Sprzątanie domu, by utrzymać go w czystości.
- Wykonywanie codziennych ćwiczeń, by utrzymać
dobrą formę fizyczną.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki