Ogarnij się - Damon Zahariades

Kup ebooka

23.99 zł
19.91 zł (19,91 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Moja historia

? ? -

Wycho­wa­łem się w domu, w któ­rym przy­wią­zy­wano bar­dzo dużą wagę do samo­dy­scy­pliny. Kon­trolę nad impul­sami chwa­lono. Leni­stwo ganiono. Powścią­gli­wość i umiar nagra­dzano. Wybryki i wyskoki trak­to­wano z pogardą.

Żeby było jasne, dora­sta­łem w domu, w któ­rym nie bra­ko­wało uczuć ani wraż­li­wo­ści. Czuł­bym się źle, gdyby moi rodzice wyglą­dali w tej opo­wie­ści na despo­tów, gdyż byli zgoła innymi ludźmi. Oka­zy­wali mnie oraz mojemu bratu miłość i współ­czu­cie i doda­wali otu­chy tak, jak potra­fią to robić rodzice w sto­sunku do swo­ich pociech.

Nie­mniej jed­nak, kiedy przy­wo­ły­wa­łem w pamięci ten kon­kretny okres życia, uświa­da­mia­łem sobie jedno: rodzice wpa­jali mnie oraz mojemu bratu ważną wie­dzę na temat róż­no­ra­kich zalet samo­dy­scy­pliny.

Owa wie­dza czę­sto lądo­wała w kącie. Byłem bar­dzo krnąbr­nym dziec­kiem. Upar­tym. Leni­wym. A nie­kiedy roz­wy­drzo­nym (bar­dziej wyro­zu­miała osoba okre­śli­łaby mło­dego mnie mia­nem nie­za­leż­nego lub samo­dziel­nego).

W życiu, co zresztą było do prze­wi­dze­nia, spo­tkały mnie z tego powodu pewne kon­se­kwen­cje.

Wczesne lata

Jako dziecko zma­ga­łem się z nad­wagą. Jak więk­szość dzie­cia­ków zaja­da­łem się sło­dy­czami. Nie byłem wystar­cza­jąco doj­rzały, aby poha­mo­wać swoje impulsy, więc pochła­nia­łem śmie­ciowe jedze­nie, kiedy tylko mogłem. Rodzice podej­mo­wali hero­iczne próby ogra­ni­cza­nia mojej kon­sump­cji, lecz czę­sto znaj­do­wa­łem się w miej­scach wymy­ka­ją­cych się spod ich nad­zoru - w szkole, na pły­walni, pod­czas zabaw z przy­ja­ciółmi.

Choć byłem bar­dzo aktywny i spa­la­łem dzięki temu sporo kalo­rii, i tak przy­bie­ra­łem na wadze.

Od dziecka bra­łem udział w zawo­dach pły­wac­kich (pierw­szy raz, gdy mia­łem 6 lat). Jak się z pew­no­ścią domy­śla­cie, nad­waga sta­no­wiła dla mnie pro­blem, gdyż miała nega­tywny wpływ na osią­gane przeze mnie wyniki. Marzy­łem, by zostać wspa­nia­łym pły­wa­kiem, lecz rzadko osią­ga­łem bar­dzo dobre wyniki. Kiedy zda­łem do szkoły śred­niej, led­wie wybi­ja­łem się ponad prze­cięt­ność. Sta­wało się jasne, że moje marze­nia o zawo­do­wym upra­wia­niu tego sportu legną nie­ba­wem w gru­zach.

Zre­zy­gno­wa­łem z pły­wa­nia w wieku 15 lat.

Szkoła rów­nież nastrę­czała mi trud­no­ści. Bra­ko­wało mi dys­cy­pliny i poświę­ca­łem na naukę znacz­nie mniej czasu, niż powi­nie­nem. Uczy­łem się tylko i wyłącz­nie ze względu na upo­rczywe nale­ga­nia matki. Gdyby tego nie robiła, zapewne nie prze­cho­dził­bym do kolej­nych klas. Mimo że nakła­niała mnie do nauki, czę­sto nie wyko­ny­wa­łem zadań domo­wych i osią­ga­łem marne wyniki na egza­mi­nach.

Ten pro­blem zaczął mi się dawać we znaki w szkole śred­niej. Zyska­łem więk­szą auto­no­mię i mia­łem wię­cej oka­zji do mar­no­wa­nia czasu, który powi­nie­nem był prze­zna­czyć na naukę. Radzi­łem sobie nie­źle, ale ni­gdy nie zbli­ży­łem się do wyni­ków osią­ga­nych przez bar­dziej zdy­scy­pli­no­wa­nych ode mnie uczniów.

W końcu nad­szedł moment wyboru szkoły wyż­szej. Chcia­łem się dostać na pre­sti­żową uczel­nię. Do żad­nej mnie nie przy­jęto z powodu nie­za­do­wa­la­ją­cych ocen. Nie mogłem się też pochwa­lić udzia­łem w jakich­kol­wiek zaję­ciach pozasz­kol­nych. Z powodu ogra­ni­czo­nych moż­li­wo­ści wybra­łem osta­tecz­nie uni­wer­sy­tet odbie­ga­jący repu­ta­cją od naj­lep­szych szkół.

Był to dla mnie bar­dzo eks­cy­tu­jący okres. Mia­łem jesz­cze więk­szą auto­no­mię. Na nie­szczę­ście swo­boda tylko mi zaszko­dziła. Kiedy sta­łem przed wybo­rem pomię­dzy nauką a czymś innym, regu­lar­nie wybie­ra­łem to dru­gie. Nie byłem prze­zorny i nie zda­wa­łem sobie sprawy z tego, w jaki spo­sób podej­mo­wane przeze mnie decy­zje odci­sną piętno na mojej przy­szło­ści.

W szkole pod­sta­wo­wej i śred­niej ucznio­wie bar­dzo rzadko doświad­czają dotkli­wych pora­żek. Zadaje się im sto­sun­kowo łatwe prace domowe, a z trud­niej­szymi egza­mi­nami mogą sobie pora­dzić, wyku­wa­jąc mate­riał na pamięć. Na uni­wer­sy­te­cie sprawy mają się zgoła odmien­nie. Zada­wane przez wykła­dow­ców prace wyma­gają czasu i wysiłku, a egza­mi­nów nie spo­sób zali­czyć bez godzin poświę­co­nych na naukę.

Musia­łem zre­zy­gno­wać z jed­nych zajęć, a na pozo­sta­łych radzi­łem sobie bar­dzo mar­nie. Co wię­cej, regu­lar­nie zasy­pia­łem na wykła­dach, ponie­waż późno kła­dłem się spać (wio­dłem nie­zdy­scy­pli­no­wane i nie­upo­rząd­ko­wane życie). Jeden z pro­fe­so­rów wziął mnie nawet na bok i zapy­tał, czy nic mi nie dolega. Zanie­po­ko­iło go moje zacho­wa­nie.

Brak dys­cy­pliny i nie­umie­jęt­ność pano­wa­nia nad impul­sami odbiły się na moim przy­szłym życiu w spo­sób, któ­rego nie potra­fi­łem wów­czas prze­wi­dzieć.

Ze szkoły do pracy

Skoń­czy­łem naukę i dosta­łem pracę w kor­po­ra­cji. Apli­ko­wa­łem na sta­no­wi­sko zapew­nia­jące wyso­kie wyna­gro­dze­nie i umoż­li­wia­jące kon­takty z wpły­wo­wymi ludźmi, lecz na prze­szko­dzie sta­nęły moje mało impo­nu­jące oceny. Zaofe­ro­wano mi posadę na niż­szym szcze­blu kor­po­ra­cyj­nej dra­biny.

Znacz­nie niż­szym.

Powi­nie­nem wycią­gnąć z tego naukę. Powi­nie­nem mieć świa­do­mość, że popeł­niam błędy, które wywo­łują szko­dliwe skutki, a następ­nie wpro­wa­dzić konieczne zmiany. Nie zro­bi­łem tego. A dokład­niej: dostrze­głem swoje błędy, ale nie wzią­łem za nie odpo­wie­dzial­no­ści. Nie w spo­sób, który dopro­wa­dziłby mnie do pracy nad wła­sną samo­dy­scy­pliną.

Dalej ule­ga­łem impul­som. Doga­dza­łem sobie, regu­lar­nie wybie­ra­jąc natych­mia­stową gra­ty­fi­ka­cję zamiast odro­czo­nej nagrody, która wyma­gała ode mnie wysiłku i zaan­ga­żo­wa­nia, a dodat­kowo pochła­niała też czas.

Natu­ral­nie odbi­jało się to nega­tyw­nie na wyko­ny­wa­nej przez mnie pracy. Omi­nęło mnie kilka awan­sów. Coraz rza­dziej otrzy­my­wa­łem szansę, by "zabły­snąć". Brak dys­cy­pliny dawał o sobie znać także poza miej­scem pracy. Wciąż zma­ga­łem się z nad­wagą. Psu­łem rela­cje z innymi. Rezy­gno­wa­łem z hobby, które wyma­gały ode mnie sku­pie­nia, czasu i wysiłku.

W moim życiu zapa­no­wała pustka. Rzadko doświad­cza­łem satys­fak­cji towa­rzy­szą­cej osią­gnię­ciu suk­cesu. Rzadko cie­szy­łem się z emo­cjo­nal­nych nagród, które poja­wiają się, kiedy dostrze­gamy, że wło­żony przez nas w pracę wysi­łek daje wymierne rezul­taty.

Byłem nie­szczę­śliwy. Czu­łem się kom­plet­nie nie­po­trzebny. Zamiast skon­cen­tro­wać się na sobie i zauwa­żyć, że moje uczu­cia biorą się z braku dys­cy­pliny, sku­pi­łem się na świe­cie zewnętrz­nym. Zało­ży­łem, że moje przy­gnę­bie­nie wyni­kało z nie­za­do­wa­la­ją­cej kariery. Zamiast upew­nić się, czy tak było w rze­czy­wi­sto­ści (takie dzia­ła­nie wymaga dys­cy­pliny), prze­ko­na­łem samego sie­bie, że to prawda.

Posta­no­wi­łem coś zmie­nić.

Zre­zy­gno­wa­łem z pracy.

Wyprawa w samotną podróż (i gorzki smak porażki)

Kiedy byłem jesz­cze try­bi­kiem w ame­ry­kań­skiej maszy­nie kor­po­ra­cyj­nej, otwo­rzy­łem wła­sny biz­nes. Po odej­ściu z pracy posta­no­wi­łem poświę­cić się mu w pełni.

Mogłoby się wyda­wać, że wyma­gało to ode mnie samo­kon­troli i umiar­ko­wa­nia. Do pew­nego stop­nia tak wła­śnie było. Wła­sne biz­nesy nie powstają i nie roz­wi­jają się same z sie­bie. Miej­cie jed­nak na uwa­dze, że na­dal nie dostrze­ga­łem szko­dli­wego wpływu mojego nie­zdy­scy­pli­no­wa­nia. Nie przy­zna­wa­łem się do niego i na­dal wio­dłem swa­wolne i niczym nie­skrę­po­wane życie.

Dla przy­kładu: czę­sto gra­łem z przy­ja­ciółmi w kon­so­lowe gry, nie zwa­ża­jąc na porę czy poświę­cany im czas. Zwy­kle kła­dłem się spać o 2 w nocy, a wsta­wa­łem o 5 i pom­po­wa­łem się kawą, która miała zastą­pić bra­ku­jące godziny odpo­czynku. Jadłem okropne rze­czy, na czym ucier­piało moje zdro­wie. Mia­łem pro­blemy z kon­cen­tra­cją, nie potra­fi­łem logicz­nie myśleć, tra­ci­łem zna­jo­mych. Nie­zmien­nie zma­ga­łem się z nad­wagą. Cie­szy­łem się wol­no­ścią, jaką daje nie­re­gu­larna praca, a mimo to w dal­szym ciągu czu­łem się nie­szczę­śliwy.

Mój biz­nes stale się roz­wi­jał i przy­no­sił zna­czące zyski, co sku­tecz­nie odcią­gało moją uwagę od wymie­nio­nych powy­żej sła­bo­ści. Pro­wa­dze­nie odno­szą­cej suk­cesy firmy prze­ko­nuje nas, że znaj­du­jemy się na wła­ści­wej ścieżce. Zakła­da­łem (błęd­nie), iż podej­muję dobre decy­zje. Wyda­wało mi się (błęd­nie), że mądrze spę­dzam czas.

Te zało­że­nia przy­nio­sły kata­stro­falne skutki. Pozba­wiona pod­staw pew­ność sie­bie prze­sło­niła fun­da­men­talne pro­blemy, jakie tra­piły mój biz­nes.

W kon­se­kwen­cji moja firma upa­dła.

Sprawozdanie z postępów

Dziś wszystko wygląda ina­czej.

Gdy mój biz­nes zakoń­czył się fia­skiem, na poważ­nie prze­my­śla­łem swoje dotych­cza­sowe życie. Chciał­bym powie­dzieć, że dozna­łem olśnie­nia i w końcu osią­gną­łem samo­świa­do­mość. Nic takiego się jed­nak nie stało. Moim postę­po­wa­niem kie­ro­wały roz­pacz, fru­stra­cja i stres. Jak­kol­wiek depre­syj­nie to brzmi, stały się bodź­cem, który pozwo­lił mi wła­ści­wie ziden­ty­fi­ko­wać główne pro­blemy leżące u pod­staw moich pora­żek.

Zaak­cep­to­wa­łem trudne prawdy doty­czące samego sie­bie i uzna­łem, że muszę wpro­wa­dzić zna­czące zmiany, aby wieść satys­fak­cjo­nu­jące życie .

Posta­no­wi­łem pra­co­wać nad samo­dy­scy­pliną. Jak na iro­nię, aż do fia­ska mojego biz­nesu uzna­wa­łem się za osobę zdy­scy­pli­no­waną. To zadzi­wia­jące (i jed­no­cze­śnie nie­po­ko­jące), z jaką łatwo­ścią oszu­ki­wa­łem sam sie­bie i jak szybko bra­łem złu­dze­nia za prawdę. Kiedy skon­fron­to­wa­łem się z wła­snymi wadami i osta­tecz­nie je zaak­cep­to­wa­łem (przy­zna­łem się do ich posia­da­nia), zorien­to­wa­łem się, że mam do wyboru tylko jedną drogę. Wyma­gała ona ode mnie dużo pracy, choć ofe­ro­wała rów­nież nagrody, któ­rych bar­dzo, a nawet roz­pacz­li­wie potrze­bo­wa­łem.

I ta decy­zja odmie­niła moje życie.

Postscriptum

Moje wcze­śniej­sze, pozba­wione dys­cy­pliny życie nie było wyłącz­nie pasmem pora­żek. Zda­rzały się okresy, w któ­rych odno­si­łem duże suk­cesy, byłem szczę­śliwy i zado­wo­lony. Okresy te były jed­nak do pew­nego stop­nia ogra­ni­czone, nie­pewne i krót­ko­trwałe.

Posłużę się przy­kła­dami. Zrzu­ca­łem zbędne kilo­gramy i szybko przy­bie­ra­łem na wadze. Awan­so­wa­łem w pracy, lecz mia­łem świa­do­mość, że osią­ga­jący lep­sze ode mnie wyniki kole­dzy i kole­żanki wspi­nali się po kor­po­ra­cyj­nej dra­bi­nie szyb­ciej i spraw­niej. Mia­łem cie­ka­wych zna­jo­mych, ale z więk­szo­ścią z nich utra­ci­łem kon­takt. Innymi słowy, zali­cza­łem wzloty i upadki.

Praca nad samo­dy­scy­pliną pozwo­liła mi wygła­dzić tę sinu­so­idę. To oczy­wi­ste, że wciąż doświad­czam wzlo­tów i upad­ków, ale nie są one już tak dra­ma­tyczne jak wcze­śniej. W moim życiu jest teraz wię­cej regu­lar­no­ści, a więk­szość głupstw, które wywo­ły­wały depre­syjne i wypeł­nione roz­pa­czą epi­zody, jest już prze­szło­ścią.

Dziś jestem czło­wie­kiem zdrow­szym. Utrzy­muję wagę na pozio­mie, jaki sobie zało­ży­łem. Moje zna­jo­mo­ści i związki są trwal­sze, dają mi wię­cej satys­fak­cji, a moja praca (głów­nie pisa­nie) spra­wia, że jestem speł­niony i zado­wo­lony.

Jeśli doczy­ta­li­ście do tego miej­sca, bar­dzo wam za to dzię­kuję. Mówie­nie wprost o wła­snych poraż­kach i nie­po­wo­dze­niach nie jest niczym przy­jem­nym. Mam nadzieję, że moja histo­ria uzmy­słowi wam, do jak zgub­nych skut­ków pro­wa­dzi nie­upo­rząd­ko­wane życie. Być może macie nawet podobne doświad­cze­nia.

Naj­istot­niej­szy ele­ment mojej opo­wie­ści to stwier­dze­nie, że zmiana jest moż­liwa. Już dziś, bez względu na sytu­ację i oko­licz­no­ści, może­cie zde­cy­do­wać, czy chce­cie zwięk­szyć kon­trolę nad impul­sami, prze­zwy­cię­żyć leni­stwo i wieść życie zgodne z wyzna­wa­nymi przez was war­to­ściami, prze­ko­na­niami i aspi­ra­cjami. Mam nadzieję, iż zain­spi­ro­wa­łem was do tego, by pro­wa­dzić zdy­scy­pli­no­wane życie.

Czego się dowiecie z Ogarnij się

? ? -

Książka ta składa się z trzech odręb­nych czę­ści. Każda ma okre­ślony cel (wię­cej o tym poni­żej). Razem two­rzą one pew­nego rodzaju warsz­tat.

Ogar­nij się! powstała z myślą o codzien­nym sto­so­wa­niu. Prak­tycz­nym ćwi­cze­niom towa­rzy­szą wska­zówki i stra­te­gie. Zało­że­nie jest pro­ste - jeśli będzie­cie korzy­stać z porad i wyko­ny­wać zada­nia, gwa­ran­tuję wam, że popra­wi­cie samo­kon­trolę i samo­dy­scy­plinę.

Poni­żej krót­kie stresz­cze­nie tego, co znaj­dzie­cie w Ogar­nij się.

Część I

Poło­żymy w niej pod­wa­liny pod pracę nad samo­dy­scy­pliną, oma­wia­jąc jej główne ele­menty. Jedną z prze­szkód, które znie­chę­cają ludzi do pracy nad tym kon­kret­nym ele­men­tem ich życia, jest poczu­cie przy­tło­cze­nia. Rodzi się ono z nie­pew­no­ści - wiele osób nie wie, czym jest samo­dy­scy­plina.

W Czę­ści I: Pod­stawy samo­dy­scy­pliny dokład­nie ją zde­fi­niu­jemy i omó­wimy jej zna­cze­nie. Zaj­miemy się rów­nież jej wie­loma aspek­tami oraz tym, jak sto­so­wać je w życiu. Po prze­czy­ta­niu Czę­ści I zyska­cie wystar­cza­jącą wie­dzę do tego, by roz­po­cząć pracę nad dosko­na­le­niem samo­dy­scy­pliny.

Część II

Odło­żymy w niej na bok teo­rię i sku­pimy się na kon­kret­nych kro­kach, które będzie­cie mogli pod­jąć od razu. Nic nie pomaga w wypra­co­wy­wa­niu nawy­ków i dosko­na­le­niu oso­bi­stych cech bar­dziej niż reali­zo­wa­nie jasno okre­ślo­nego planu.

W Czę­ści II: 10 kro­ków do osią­gnię­cia samo­dy­scy­pliny przej­dziemy do prak­tyki. To w niej roz­pocz­nie­cie wła­ściwą pracę i zacznie­cie robić postępy. Każdy krok będzie szcze­gó­łowo opi­sany i wyja­śniony, a towa­rzy­szyć mu będą pro­ste ćwi­cze­nia mające w zamy­śle dwa cele:

1. zapo­zna­nie z powią­za­nymi z nimi poję­ciami,

2. pomoc w sto­so­wa­niu i dosko­na­le­niu oma­wia­nych ele­men­tów.

Po prze­czy­ta­niu Czę­ści II ukoń­czy­cie eks­pre­sowy, ale grun­towny kurs doty­czący popra­wia­nia kon­troli nad impul­sami, opie­ra­nia się poku­som i docho­wy­wa­nia wier­no­ści swoim celom, war­to­ściom oraz prze­ko­na­niom.

Część III

Samo­dy­scy­plina przy­po­mina mię­sień. Pra­cu­jąc nad nią codzien­nie, zwięk­szamy jej siłę. Kiedy już ją osią­gamy, nie wolno nam osiąść na lau­rach. Bez regu­lar­nych ćwi­czeń zacznie słab­nąć.

W Czę­ści III: Jak zacho­wać dys­cy­plinę przez całe życie zaj­miemy się kil­koma spo­so­bami "dba­nia o formę". Pozna­cie w niej prak­tyczne stra­te­gie, które zagwa­ran­tują, że wasze decy­zje i zacho­wa­nia będą zgodne z pla­nami i inten­cjami.

Droga naprzód

Oma­wia­nie wymie­nio­nych powy­żej tema­tów będzie szyb­kie. Nie będzie­cie tra­cić czasu na mate­riały, które nie będą aktyw­nie pchać was do przodu. Tylko istotne poję­cia, tak­tyki i stra­te­gie wyja­śnione zostaną szcze­gó­łowo. Chcę wam pomóc w jak naj­szyb­szym dotar­ciu do końca tej książki i jed­no­cze­snym poczy­nie­niu jak naj­więk­szych postę­pów.

Czy jeste­ście gotowi na to, by zyskać więk­szą kon­trolę nad swymi pra­gnie­niami i impul­sami? Czy chce­cie reali­zo­wać cele bez względu na emo­cje, jakie w danych chwi­lach odczu­wa­cie, bez nega­tyw­nego wpływu leni­stwa, któ­remu ule­ga­cie? Czy chce­cie podej­mo­wać kon­kretne, spójne dzia­ła­nia za każ­dym razem, gdy posta­no­wi­cie coś zro­bić i osią­gnąć?

Jeśli odpo­wie­dzie­li­ście twier­dząco, to zaka­saj­cie rękawy. Zabie­ramy się do pracy.

Część I

Podstawy samodyscypliny

? ? -

Sukcesy, jakie odno­simy w życiu, przy­pi­sy­wane są zazwy­czaj zbio­rowi oso­bi­stych cech. Osoba odno­sząca suk­cesy opi­sy­wana jest naj­czę­ściej jako uta­len­to­wana, dobrze zmo­ty­wo­wana i inte­li­gentna. Zgod­nie z powszech­nym zało­że­niem ma ona pozy­tywne nasta­wie­nie i jest gotowa do podej­mo­wa­nia stra­te­gicz­nego ryzyka. Mniej życz­liwa opi­nia głosi, że takie osoby mają po pro­stu szczę­ście.

Każdy z wymie­nio­nych powy­żej ele­men­tów odgrywa rolę w odno­sze­niu suk­ce­sów, lecz żaden z nich nie może zastą­pić samo­dy­scy­pliny. Uta­len­to­wane jed­nostki poniosą porażkę, jeśli będą ule­gały impul­som, zamiast poświę­cać się w pełni reali­zo­wa­niu pla­nów. Na tej samej zasa­dzie dobrze zmo­ty­wo­wane osoby, któ­rym brak samo­dy­scy­pliny, nie osią­gną zało­żo­nych celów, gdyż moty­wa­cja nie trwa wiecz­nie.

Sama inte­li­gen­cja rów­nież nie wystar­cza. Para­fra­zu­jąc Calvina Coolidge'a, można stwier­dzić, że świat pełen jest inte­li­gent­nych ludzi, któ­rym nie jest dane osią­gnąć suk­ces.

A szczę­ście? Odgrywa ono, rzecz jasna, ważną rolę, a nie­które osoby mają go wię­cej od pozo­sta­łych. Nie­mniej jed­nak samo­dy­scy­plina jest od niego znacz­nie bar­dziej istotna. Osoby nie­ma­jące w życiu szczę­ścia, lecz gotowe dzia­łać nawet w przy­padku utraty moty­wa­cji, czę­ściej odno­szą suk­cesy niż osoby cha­rak­te­ry­zu­jące się bra­kiem dys­cy­pliny. Wystar­czy zapo­znać się z losem szczę­śliw­ców, któ­rzy wygrali na lote­rii, żeby uświa­do­mić sobie ów otrzeź­wia­jący fakt.1

Talent, moty­wa­cja, inte­li­gen­cja i szczę­ście poma­gają w osią­ga­niu celów. Ale go nie gwa­ran­tują. Bez solid­nej pod­stawy, jaką daje samo­dy­scy­plina, osią­gany suk­ces będzie naj­praw­do­po­dob­niej spo­ra­dyczny, krót­ko­trwały i ulotny.

Na następ­nych stro­nach usta­limy, czym jest, a czym nie jest samo­dy­scy­plina. Dowie­cie się, czym się różni i w jakim stop­niu odbiega od cech, z któ­rymi bar­dzo czę­sto jest mylona. Wspól­nie roz­wie­jemy też kilka mitów i błęd­nych prze­ko­nań na temat samo­dy­scy­pliny i okre­ślimy naj­więk­sze prze­szkody, które naj­praw­do­po­dob­niej napo­tka­cie w trak­cie jej dosko­na­le­nia.

Zdefiniowanie samodyscypliny

"W osta­tecz­nym roz­ra­chunku jedyną wła­dzą, do któ­rej powi­nien aspi­ro­wać czło­wiek, jest wła­dza nad samym sobą.

Elie Wie­sel

? ? -

Samo­dy­scy­plina to cecha powszech­nie chwa­lona. Pra­co­dawcy cenią zdy­scy­pli­no­wa­nych pra­cow­ni­ków. Rodzice wychwa­lają zdy­scy­pli­no­wane dzieci. Fani sportu podzi­wiają zdy­scy­pli­no­wa­nych spor­tow­ców.

Nie­mniej jed­nak samo­dy­scy­plina jest czę­sto błęd­nie rozu­miana. Nie­któ­rzy defi­niują ją zbyt wąsko, zakła­da­jąc, iż spro­wa­dza się ona wyłącz­nie do prak­ty­ko­wa­nia wstrze­mięź­li­wo­ści. Inni rozu­mieją ją zbyt sze­roko, utrzy­mu­jąc, że obej­muje ona wszystko, od prze­zwy­cię­ża­nia trud­no­ści po "pod­ry­wa­nie" dru­giej osoby w chwi­lach, gdy jeste­śmy raczej odprę­żeni. Jesz­cze inni sta­wiają samo­dy­scy­plinę na równi z siłą woli. A są i tacy, któ­rzy uwa­żają, że jest toż­sama z moty­wa­cją.

Samo­dy­scy­plina wiąże się z wie­loma z wymie­nio­nych powy­żej cech, ale żadna z nich nie tra­fia w jej sedno. A skoro zamie­rzamy ją opa­no­wać w stop­niu mistrzow­skim, musimy naj­pierw zde­fi­nio­wać ją w zado­wa­la­jący nas spo­sób.

Z upły­wem lat wypra­co­wa­łem pro­stą defi­ni­cję samo­dy­scy­pliny. Mam nadzieję, że się ze mną zgo­dzi­cie. Oto i ona:

"Samo­dy­scy­plina to goto­wość i zdol­ność do dzia­ła­nia w zgo­dzie ze swo­imi celami, war­to­ściami oraz prze­ko­na­niami bez względu na uczu­cia, które towa­rzy­szą nam w danym momen­cie.

Sta­nowi ona dobry punkt wyj­ścia. Możemy od niej zacząć, a następ­nie przejść do dopra­co­wy­wa­nia defi­ni­cji w bar­dziej prak­tyczny spo­sób, igno­ru­jąc nie­ja­sne, ogól­ni­kowe opisy i sku­pia­jąc się na kon­kret­nych aspek­tach samo­dy­scy­pliny, które wywrą rze­czy­wi­sty wpływ na wasze życie.

Samodyscyplina wymaga samoregulacji

Samo­dy­scy­plina i samo­re­gu­la­cja sto­so­wane są czę­sto zamien­nie. Nie są one jed­nak tym samym i ważne, aby umieć je odróż­niać. Druga cecha jest aspek­tem pierw­szej. W dużym uprosz­cze­niu są one lustrza­nym odbi­ciem samych sie­bie.

Samo­dy­scy­plina jest tym, co zmu­sza nas do dzia­ła­nia w chwi­lach, gdy wole­li­by­śmy nie robić niczego. Dzięki niej wsta­jemy rano z łóżka, choć mamy ochotę prze­sta­wić budzik na póź­niej­szą godzinę. Zmu­sza nas do posprzą­ta­nia domu, gdy mamy więk­szą ochotę na obej­rze­nie cze­goś w tele­wi­zji. Zachęca nas do wyko­na­nia kolej­nego zestawu ćwi­czeń, kiedy jeste­śmy gotowi przed­wcze­śnie zakoń­czyć tre­ning.

Samo­re­gu­la­cja działa odwrot­nie - zachęca nas do prze­rwa­nia dzia­ła­nia w chwi­lach, kiedy mamy ochotę je kon­ty­nu­ować. Nakła­nia nas do wyłą­cze­nia gry, kiedy przy­cho­dzi pora na naukę. Znie­chęca nas do śmie­cio­wego jedze­nia, kiedy jeste­śmy na die­cie. Upo­mina nas, by trzy­mać język za zębami, kiedy wpa­damy w gniew.

Dys­cy­plina, która pozwala nam dzia­łać wtedy, gdy mamy ochotę prze­stać, wymaga umie­jęt­no­ści igno­ro­wa­nia pokus zwią­za­nych z robie­niem rze­czy, które prze­szka­dzają nam w osią­gnię­ciu dłu­go­ter­mi­no­wych celów.

Samodyscyplina wymaga zaangażowania

Każdy z nas pożąda cze­goś kon­kret­nego. Chcemy odno­sić zawo­dowe suk­cesy. Dążymy do tego, by mieć dobrą kon­dy­cję fizyczną. Pra­gniemy finan­so­wego bez­pie­czeń­stwa, a nawet bogac­twa. Chcemy naby­wać nowe umie­jęt­no­ści, zakła­dać dobrze pro­spe­ru­jące firmy, być dobrymi part­ne­rami, wię­cej dzia­łać, zdo­by­wać sza­cu­nek i podziw innych osób.

Posia­da­nie celów nie jest jed­nak toż­same z zaan­ga­żo­wa­niem w ich reali­za­cję. Cele nakre­śla się łatwo. Znacz­nie trud­niej jest zobo­wią­zać się do tego, aby robić wszystko, co w naszej mocy, żeby je zre­ali­zo­wać oraz dzia­łać zgod­nie z pod­ję­tym zobo­wią­za­niem. W tym wła­śnie tkwi róż­nica mię­dzy suk­ce­sem a porażką.

"Więk­szość ludzi zawo­dzi nie dla­tego, że brak im ochoty, lecz dla­tego, że brak im zaan­ga­żo­wa­nia.

Vince Lom­bardi

Przed roz­po­czę­ciem pracy nad samo­dy­scy­pliną musi­cie zaan­ga­żo­wać się w pełni w to, co pra­gnie­cie osią­gnąć. Zaan­ga­żo­wa­nie da wam siłę pozwa­la­jącą uni­kać dzia­łań zagra­ża­ją­cych reali­za­cji waszych celów (na przy­kład uni­ka­nia śmie­cio­wego jedze­nia na die­cie). Da też ener­gię oraz moty­wa­cję do dzia­ła­nia, kiedy zaczniemy myśleć o rezy­gna­cji (na przy­kład z dal­szej nauki do egza­minu, gdy naj­dzie nas ochota na obej­rze­nie serialu).

Zaan­ga­żo­wa­nie jest punk­tem pod­par­cia dla waszych aspi­ra­cji. Samo­dy­scy­plina to z kolei dźwi­gnia, która pozwala je unieść, kiedy napo­ty­ka­cie opór w trak­cie reali­za­cji swo­ich pla­nów.

"Samodyscyplina to wolność"

Kiedy przed kil­koma laty usły­sza­łem powyż­sze słowa z ust autora Jocko Wil­linka, nie kry­łem zdu­mie­nia. Uzna­łem jego twier­dze­nie za sprzeczne z intu­icją. Prze­cież ćwi­cze­nie dys­cy­pliny wymaga umiaru i opa­no­wa­nia. Wymu­sza kon­tro­lo­wa­nie impul­sów. Wyrze­cze­nie jest zatem cen­tral­nym ele­men­tem samodys­cy­pliny, a tym samym prze­ci­wień­stwem wol­no­ści.

Tak mi się wów­czas wyda­wało.

Dal­sze roz­my­śla­nia nad tym tema­tem dopro­wa­dziły mnie do olśnie­nia. Choć samo­dy­scy­plina i wol­ność wydają się nale­żeć do oddziel­nych i zwal­cza­ją­cych się obo­zów, to w rze­czy­wi­sto­ści są nie­roz­łączne. Jedno łączy się nie­ro­ze­rwal­nie z dru­gim. Kiedy dostrze­głem w końcu tę zależ­ność, ujrza­łem tezę Wil­linka w nowym świe­tle.

Zaspo­ka­ja­nie impul­sów może się nam pozor­nie wyda­wać wol­no­ścią, lecz tak naprawdę jest formą samo­znie­wo­le­nia. Tra­cimy wów­czas kon­trolę nad wła­snym zacho­wa­niem oraz podej­mo­wa­nymi decy­zjami i pod­da­jemy je popę­dom. Innymi słowy, tra­cimy zdol­ność i chęć do dzia­ła­nia w zgo­dzie z naszymi celami, wyzna­wa­nymi zasa­dami czy prze­ko­na­niami. Jeśli cią­gle ule­gamy potrze­bom, znie­wa­lamy samych sie­bie. Pozwa­lamy, aby pra­gnie­nia decy­do­wały o naszym zacho­wa­niu, i w kon­se­kwen­cji nisz­czymy wła­sną sta­now­czość.

Ćwi­cze­nie samo­dy­scy­pliny czyni nas wol­nymi i pozwala zaspo­ka­jać ambi­cje oraz aspi­ra­cje. Odbiera kon­trolę impul­som. Dzięki samo­dy­scy­pli­nie możemy swo­bod­nie wybie­rać ścieżkę, którą podą­żymy, aby osią­gnąć zało­żone przez sie­bie cele.

Proste przykłady samodyscypliny

Skoro zde­fi­nio­wa­li­śmy, czym jest samo­dy­scy­plina, przy­to­czę teraz kilka jej prak­tycz­nych przy­kła­dów. Naj­praw­do­po­dob­niej wielu z was sto­suje dys­cy­plinę w róż­nych sfe­rach swo­jego życia. To bar­dzo dobrze wróży na przy­szłość, bo jeśli wasze dzia­ła­nia spraw­dzają się w jed­nym obsza­rze, będzie­cie je mogli prze­ło­żyć na pozo­stałe.

Tym zagad­nie­niem zaj­miemy się jed­nak póź­niej - teraz czas na wspo­mniane przy­kłady. Bar­dzo moż­liwe, że odpo­wia­dają waszemu postę­po­wa­niu obec­nie lub robi­li­ście tak w prze­szło­ści.

- Wcze­sne wsta­wa­nie, by nie spóź­nić się do pracy.

- Nauka przed egza­mi­nem, by osią­gnąć na nim jak naj­lep­szy wynik.

- Tele­fo­no­wa­nie do poten­cjal­nych klien­tów, by zwięk­szyć sprze­daż.

- Sprzą­ta­nie domu, by utrzy­mać go w czy­sto­ści.

- Wyko­ny­wa­nie codzien­nych ćwi­czeń, by utrzy­mać dobrą formę fizyczną.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki