Oczy szeroko otwarte. Polska strategia na czas wojny światowej - Jacek Bartosiak

Kup ebooka

49.90 zł
38.92 zł (38,92 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Sowa Mi­nerwy wy­la­tuje (jed­nak) o świ­cie

W ob­li­czu tego, co nad­cho­dzi, dal­sza część nie­na­pa­wa­ją­cego opty­mi­zmem cy­tatu ze Spen­glera, przy­wo­ła­nego na stro­nie pią­tej książki - nie po­pra­wia nam na­stroju. Na­szym obo­wiąz­kiem jest wy­trwać na stra­co­nej po­zy­cji, nie ma­jąc już na­dziei ani ra­tunku. Ni­czym rzym­ski le­gio­ni­sta, któ­rego ko­ści zna­le­ziono u progu drzwi w Pom­pe­jach, a który to zgi­nął pod­czas erup­cji We­zu­wiu­sza, nie scho­dząc ze swo­jego po­ste­runku, po­nie­waż za­po­mniano go z niego od­wo­łać. Tym prze­ja­wia się wiel­kość. Po tym po­znaje się klasę czło­wieka. Ho­no­rowy ko­niec jest bo­wiem je­dyną rze­czą, któ­rej nie można ode­brać czło­wie­kowi[2].

Na­pi­sa­łem tę książkę wła­śnie dla­tego, że tak wcale nie musi być. I że­by­śmy nie mu­sieli się zaj­mo­wać na­ro­do­wym spor­tem, czyli "ho­no­ro­wym koń­cem". Za dużo gwał­tow­nych i dra­ma­tycz­nych "koń­ców" było w na­szej hi­sto­rii i prze­sad­nie glo­ry­fi­ku­jemy "ho­no­rowe" de­cy­zje. Po la­tach i upły­wa­ją­cych wie­kach mało kto pa­mięta, na czym po­le­gała rze­koma ho­no­ro­wość owych spek­ta­ku­lar­nych "koń­ców".

Uwa­żam, iż o ile pierw­sza część słów Spen­glera jest trafna oraz bar­dzo na cza­sie i mu­simy przejść ja­koś przez obecną epokę - naj­le­piej, o ile to moż­liwe, su­chą nogą - o tyle dal­sza część cy­tatu nie musi być trafna. Choć - zwłasz­cza je­śli źle to ro­ze­gramy - te słowa mogą się jed­nak oka­zać trafne. W prze­strzeni po­mię­dzy "mu­simy przejść" przez to, co przed nami, a tym, że "nie musi" być naj­go­rzej i moż­liwe jest unik­nię­cie dra­ma­tycz­nego (acz "ho­no­ro­wego") końca, ist­nieje spora prze­strzeń, którą mo­żemy wy­peł­nić wła­snymi dzia­ła­niami i de­cy­zjami. To miej­sce na stwo­rze­nie i re­ali­za­cję wła­ści­wej stra­te­gii. I nie mu­sie­li­by­śmy wów­czas zaj­mo­wać się ho­no­rem.

Pro­po­nuję w związku z tym za­jąć się stra­te­gią, a ho­no­rowy ko­niec zo­stawmy so­bie na ko­niec, gdy wcze­śniej za­wie­dzie już na­prawdę wszystko, w tym zwłasz­cza nasz ro­zum i sen­sowny plan dzia­ła­nia, oraz gdy opu­ści nas zdol­ność ra­cjo­nal­nego prze­wi­dy­wa­nia zda­rzeń.

Georg He­gel, nie­miecki fi­lo­zof z prze­łomu XVIII i XIX wieku, na po­czątku Za­sad fi­lo­zo­fii prawa pi­sze, że sowa Mi­nerwy wy­la­tuje o zmierz­chu, co ma ozna­czać, że mą­drość przy­cho­dzi w isto­cie spóź­niona, bo pod ko­niec dnia, na końcu pew­nego etapu czy epoki, gdy zda­rze­nia się już do­ko­nały i gdy pe­wien okres zo­stał za­mknięty. Prze­cież każdy dzień koń­czy się zmierz­chem i tego nie można zmie­nić. Wtedy do­piero po­ja­wia się szcze­gólny spo­sób ro­zu­mie­nia. To czas mą­dro­ści, tak jak zmierzch jest cza­sem sowy. Ja­sna jest wyż­szość po­znaw­cza póź­nego, do­ko­na­nego ex post, spoj­rze­nia na mi­nione wy­da­rze­nia. Dy­stans cza­sowy i re­flek­sja o zmierz­chu po­zwa­lają do­strzec to, co po­zo­staje nie­wi­doczne dla oczu za dnia.

W na­szej obec­nej sy­tu­acji geo­po­li­tycz­nej rów­nież tak wła­śnie by­łoby ła­twiej. Nie­stety, nie bę­dzie nam to dane. Wcho­dząc w nową epokę, pełną kon­flik­tów, któ­rych miało już nie być, ale na­de­szły ni­czym wstrętna zjawa znana z prze­szło­ści, mu­simy po­ra­dzić so­bie z przy­szło­ścią, po­nie­waż przyj­dzie nam po­dej­mo­wać de­cy­zje, któ­rych skut­ków nie znamy i dzi­siaj znać do końca nie mo­żemy. Dla­tego mó­wiąc wprost: mu­simy prze­wi­dy­wać przy­szłość. Nie mamy tego kom­fortu, o któ­rym, od­no­sząc się do He­glow­skiej sowy Mi­nerwy, mó­wił pro­fe­sor Ry­szard Le­gutko: czym było oświe­ce­nie, zro­zu­mie­li­śmy, gdy zo­stało ono wy­parte przez ro­man­tyzm. Czym była re­wo­lu­cja prze­my­słowa, po­ję­li­śmy, gdy za­czę­li­śmy wcho­dzić w nową fazę. Ale prze­cież nie za­wsze tak jest. Czym był ko­mu­nizm dla lu­dzi - twier­dzi pro­fe­sor Le­gutko - wie­dziano, jesz­cze za­nim bol­sze­wicy stwo­rzyli swój re­żym[3]. Prze­kor­nie sko­men­tuję, że jed­nak wielu w świe­cie miało inny po­gląd w spra­wie ko­mu­ni­zmu...

Być może po­wyż­sza wąt­pli­wość nieco prze­wrot­nie do­wo­dzi, że sowa Mi­nerwy wy­la­tuje jed­nak o świ­cie, a nie o zmierz­chu, bo sztuka ży­cia po­lega ra­czej na do­ko­ny­wa­niu sto­sow­nych wy­bo­rów za­wczasu, a nie na ich oce­nie z per­spek­tywy czasu. Wów­czas jest to już bez zna­cze­nia. Z dy­stansu, ow­szem, ła­twiej pi­sać książki hi­sto­ryczne czy do­ko­ny­wać teo­re­tycz­nych roz­wa­żań fi­lo­zo­ficz­nych, ale ta me­toda nie za bar­dzo się spraw­dza w trud­nej sztuce ży­cia.

W tym uję­ciu stra­te­gia jest więc wła­śnie ni­czym sztuka ży­cia. Po­dob­nie jest też z wy­bo­rami geo­po­li­tycz­nymi na­szego pań­stwa po­wo­ła­nego i utrzy­my­wa­nego umową spo­łeczną - czyli gdy cho­dzi o na­sze "ży­cie pań­stwowe", ale i ży­cie oso­bi­ste, na które wy­bory geo­po­li­tyczne pań­stwa, w któ­rym ży­jemy, mają prze­ogromny wpływ.

Za­tem skoro stra­te­gia jest sztuką do­ko­ny­wa­nia wy­bo­rów, to na­leży so­bie ja­sno po­wie­dzieć, że składa się na nią ogrom za­gad­nień. Po­ru­szę je w ni­niej­szej książce w od­nie­sie­niu do nad­cho­dzą­cych, trud­niej­szych cza­sów. Je­śli zaś za wy­żej przy­wo­łaną me­ta­fo­ryczną sowę uzna­li­by­śmy wła­sne pań­stwo z ca­łym gma­chem jego urzęd­ni­ków, biu­ro­kra­cji, woj­ska, jak rów­nież sze­roko po­ję­tych elit oraz kształ­to­wa­nej na styku in­te­rak­cji mię­dzy nimi zdol­no­ści do ge­ne­ro­wa­nia kul­tury stra­te­gicz­nej, to po­wstaje py­ta­nie: czy sowa umie la­tać i czy wła­ści­wie tego chce, a je­śli tak, to czy w ogóle po­leci? Po­nie­waż poza zro­zu­mie­niem zło­żo­nej rze­czy­wi­sto­ści trzeba mieć jesz­cze wolę la­ta­nia i pró­bo­wać kształ­to­wać rze­czy­wi­stość. I to za­wczasu, a nie po­nie­wcza­sie - o zmierz­chu. O tym rów­nież bę­dzie ta książka.

Osta­tecz­nie wojna świa­towa nie zda­rza się czę­sto, za­zwy­czaj raz na stu­le­cie. Tym­cza­sem skala i waga za­dań są ogromne, a de­cy­zje, które na­leży pod­jąć - uwzględ­nia­jąc także wszel­kie wa­runki osią­gnię­cia suk­cesu w tym szcze­gól­nym miej­scu Eu­ropy, w któ­rym znaj­duje się na­sza oj­czy­zna - prze­są­dzą o wy­niku na­szych zma­gań z prze­zna­cze­niem. Nie­któ­rym może się wy­da­wać, że w przy­padku Pol­ski wy­ko­na­nie pod­mio­to­wego wy­siłku zma­ga­nia się z prze­zna­cze­niem ozna­cza mie­rze­nie się z kwa­dra­turą koła. Są, nie­stety, po­wody, by tak my­śleć. Ale nie traćmy du­cha. Jak przejść przez to, co przed nami? Za­pra­szam do lek­tury.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki