Rozdział 1. Rodzaj ludzki
Rozdział 1
Rodzaj ludzki
Ludzie są zwierzętami, którymi rządzą prawa biologii. Nasze życie i śmierć to procesy biologiczne takiego samego typu, jaki obserwujemy
również u innych zwierząt. Mamy biologiczne potrzeby oraz wpływają na
nas i ograniczają nas geny, które kierują się własnym imperatywem
reprodukcyjnym. Ten genetyczny imperatyw przejawia się w naszym życiu
emocjonalnym, przypominając nam o naszym ciele i jego władzy nad nami.
Poeci i filozofowie z Platonem na czele od stuleci opowiadają nam
historie o miłości erotycznej. Historie te nadają przedmiotowi miłości
wartość, tajemniczość i pewien metafizyczny wymiar, który zdaje się ją
wynosić poza naturalny porządek rzeczy. W historiach tych prawie nie
występuje biologia, mimo że nie miałyby zbyt wielkiego sensu, gdybyśmy
nie byli zwierzętami, które się rozmnażają i które zbudowały swoją niszę
drogą doboru płciowego.
Jesteśmy stworzeniami terytorialnymi, tak jak szympansy, wilki czy
tygrysy. Rościmy sobie prawo do naszego terytorium i walczymy o nie, a od powodzenia naszych starań zależy los naszych genów, które wymagają
właśnie takiego wyłącznego prawa do siedliska życiowego, jeśli ma być
zagwarantowana ich replikacja. A przecież z reguły walczymy w imię
jakiegoś szczytnego ideału: sprawiedliwości, wyzwolenia narodowego czy
nawet Boga. Również w tym kontekście mamy zwyczaj opowiadać sobie
historie nieodnoszące się do realiów biologicznych, w których są
zakorzenione.
Jak się wydaje, biologiczne podłoże mają również najszlachetniejsze
ludzkie przymioty. Poświęcenie, które każe kobiecie odłożyć wszystko
inne na bok ze względu na swoje dzieci, odwaga, która umożliwia ludziom
znoszenie największych przeciwności i niebezpieczeństw dla czegoś, czemu
przypisują wartość, a nawet takie cnoty jak wstrzemięźliwość i sprawiedliwość, które z pozoru wymagają przezwyciężenia naszych popędów
- wiele osób uważa, że wszystkie te zjawiska mają swoje odpowiedniki
wśród niższych zwierząt, i domaga się jednego wyjaśnienia,
obowiązującego dla wszystkich gatunków. Do zakresu biologii jest
zaliczane uczucie do innej osoby. Najpierw uczynił to Freud w swojej
dalece metaforycznej i dzisiaj w dużym stopniu zdyskredytowanej teorii
libido, a bliżej naszych czasów taką próbę podjął w swojej teorii
przywiązania John Bowlby, według którego miłość, poczucie utraty i żałobę można przynajmniej częściowo wyjaśnić jako filogenetyczne wytwory
ludzkiej potrzeby "bezpiecznej bazy"1. Bowlby był psychiatrą,
doskonale świadomym, że swoje umiejętności emocjonalne ludzie nie tylko
dziedziczą, ale również adaptują i doskonalą. Niemniej jednak opisywał
miłość, rozpacz porzuconego kochanka i żałobę jako procesy biologiczne i przekonywał, że "więzy łączące dziecko z matką stanowią ludzką wersję
zachowań powszechnie spotykanych u wielu gatunków zwierząt"2.
Umieszczając to zachowanie w jego kontekście etologicznym, Bowlby
przedstawił znacznie bardziej wiarygodny opis naszych podstawowych
przywiązań niż koncepcje Freuda i jego bezpośrednich następców. Ludzkie
uczucia związane z miłością, przekonywał, należy wyjaśniać w kategoriach
funkcji odgrywanych przez nie w "środowisku ewolucyjnej
przystosowalności", nie wprowadzając żadnego radykalnego rozgraniczenia
ontologicznego między nami a innymi zwierzętami. Odkrycie hormonu
oksytocyny i jego działania skłaniającego różne zwierzęta do wchodzenia
w związki uczuciowe z przedstawicielami tego samego gatunku dodatkowo
wzmocniło pogląd, że przywiązanie należy rozumieć i wyjaśniać bez
odniesienia do wspomnianych historii, za pomocą których my, ludzie,
uwznioślamy przywiązanie.
Kiedy Karol Darwin i Alfred R. Wallace wymyślili koncepcję doboru
naturalnego, zrodziło się pytanie, czy nasze rozliczne "wyższe"
przymioty, takie jak moralność, samoświadomość, stosowanie symboli,
sztuka i miłość, stwarzają tak wielką przepaść między nami a "niższymi"
zwierzętami, aby domagać się innego rodzaju wyjaśnienia. Wallace
początkowo uważał, że takie wyjaśnienie nie jest potrzebne, ale później
zmienił zdanie, dochodząc do wniosku, że istnieje w porządku rzeczy skok
jakościowy, umieszczający wyższe przymioty ludzkości w innej kategorii
niż te cechy, które podzielamy z naszymi ewolucyjnymi sąsiadami.
"Jesteśmy obdarzeni własnościami intelektualnymi i moralnymi, które są
nadwyżkowe z punktu widzenia naszych potrzeb
ewolucyjnych"3, a zatem istnienia tych właściwości nie
można wyjaśnić za pomocą teorii doboru naturalnego, który działa
wyłącznie na funkcje przystosowawcze.
Darwin pozostał jednak przy poglądzie, że natura non facit saltus, i w dziele O pochodzeniu człowieka próbował wykazać, że różnice między
ludźmi a innymi zwierzętami, aczkolwiek niemałe, da się pogodzić z teorią stopniowego rozwoju4.
Dla Darwina zmysł moralny jest przedłużeniem instynktów społecznych u innych gatunków5. W teorii doboru płciowego Darwin zwiększył
zakres zasobów, z których może korzystać dobór naturalny, i wysunął
sugestię, podjętą w naszych czasach przez Stevena Pinkera i Geoffreya
Millera, że wiele spośród "wyższych" przymiotów człowieka, jak sztuka i muzyka, które na pierwszy rzut oka wydają się pozbawione jakiejkolwiek
funkcji ewolucyjnej, należy postrzegać jako efekt doboru
płciowego6. Następnie Darwin przedstawił opis ludzkich uczuć,
w którym ekspresję na twarzy i w gestach porównuje do wyrażania uczuć
przez inne zwierzęta. Przyświecał mu w tym następujący cel: chciał
pokazać, że pozorna przepaść między nami a naszymi ewolucyjnymi kuzynami
nie dowodzi naszego odrębnego pochodzenia7.
Genetyka i gry
Spór ten nabrał zupełnie innego wymiaru dzięki pionierskiej pracy
Ronalda A. Fishera z genetyki populacyjnej8. Problemy, z którymi przez całe życie zmagał się Darwin - na przykład dobór płciowy
cech dysfunkcjonalnych (problem pawiego ogona) lub "altruizm" owadów
(problem mrowiska) - ulegają radykalnemu przeobrażeniu, jeśli za locus
ewolucji uznamy samoreplikujący się gen, a nie rozmnażające się płciowo
zwierzę9. Jak w swoim znakomicie napisanym eseju pokazali John
Maynard Smith i George R. Price10, nowy sposób patrzenia na dobór
naturalny, jako rządzony "strategiami" replikacyjnymi genów, pozwala na
zastosowanie do analizy rywalizacji genetycznej teorii gier, która z kolei dostarcza zgrabnego rozwiązania innego słynnego problemu -
problemu agresji, który dostrzegł Darwin, a szczegółowo sformułował
Konrad Lorenz11. Zachowania jeleni na rykowisku można uznać za
"strategię ewolucyjnie stabilną", która umożliwia genom byków
replikację, a jednocześnie zapewnia genom łań najlepszy zwrot z ich
reprodukcyjnej inwestycji. Podejście to, uogólnione przez Roberta
Axelroda12, niesie ze sobą ważkie konsekwencje, pokazując na
przykład, że może istnieć korzyść ewolucyjna z wzajemnie altruistycznej
współpracy również poza obszarem doboru krewniaczego (na przykład kiedy
samice nietoperzy dzielą się zdobytą krwią z mniej skutecznymi samicami
ze swojej kolonii). Sformułowano również ogólną teorię "altruizmu",
która według jej zwolenników wyjaśnia nie tylko nieelastyczne
poświęcenie mrówki żołnierki, ale również podszyte strachem heroiczne
poświęcenie żołnierza ludzkiego13. Słowem wydaje się, że
jesteśmy o krok bliżej do potwierdzenia tezy Darwina, że zmysł moralny
jest przedłużeniem instynktów społecznych innych gatunków.
Podejście genetyczne ma swoich krytyków. Zwolennicy "doboru grupowego"
przekonują, że dobór musi się odbywać na wyższym poziomie niż poziom
genu, jeżeli pragniemy wyjaśnić takie społecznie złożone zachowania, jak
samoograniczanie się populacji i układy rozproszenia stad14. Inni
sceptycznie odnoszą się do założenia, że mogą istnieć małe przesunięcia,
których łańcuch prowadzi od zachowania społecznego zwierząt do
zachowania społecznego ludzi. Na przykład Noam Chomsky dowodzi, że
nabycie umiejętności posługiwania się językiem przez człowieka jest
sytuacją typu "wszystko albo nic", ponieważ wymaga uzyskania rządzonej
konkretnymi regułami i kreatywnej umiejętności, której nie da się
zbudować z pojedynczych związków między słowami i rzeczami15.
Zwolennicy Chomsky'ego z lekceważeniem odnoszą się do niegdyś witanych z takim entuzjazmem prób przypisania języka zwierzętom - na przykład
szympansom i delfinom - jako dowodu, że jesteśmy tacy jak one albo że
one są takie jak my16. Aczkolwiek związki między słowami i rzeczami
czy słowami i doświadczeniami, które potrafią stworzyć zwierzęta, są
interesujące, należą do zasadniczo innej kategorii niż związki
zakorzenione w gramatyce transformacyjnej. Są to bowiem jednostkowe
skojarzenia oderwane od reguł generatywnych i organizacji semantycznej i w nie większym stopniu mogą posłużyć jako przekaźniki myśli, dialogu i dociekań niż ostrzegawcze zawołania ptaków i szympansów bonobo czy
merdanie ogonem przez psy. Również w tym przypadku nie wszyscy uważają
tę obiekcję za przesądzającą sprawę, na przykład genetycy formułują
teorie "protojęzyka", usiłując wykazać, że mogą istnieć stopniowe
postępy w stronę kompetencji językowych oraz że postępy te mogą podlegać
doborowi na poziomie genetyki17.
Geny i memy
Wiemy, że gatunek ludzki adaptuje się do swojego środowiska, jednak
wiemy również, że adaptuje swoje środowisko do siebie. Przystosowania
przekazuje potomstwu nie tylko genetycznie, lecz także kulturowo.
Kształtuje swój świat za pomocą informacji, języka i racjonalnej wymiany
myśli. I chociaż wszystkie te przymioty mogą zostać uznane przez
biologię i wplecione w jakąś teorię ewolucyjną18, teoria ta
będzie w pierwszej kolejności dotyczyła reprodukcji społeczeństw, a nie
replikacji genów. Co więcej, społeczeństwa ludzkie nie są wyłącznie
grupami współpracujących ze sobą naczelnych, lecz także wspólnotami
osób, które wzajemnie wpływają na swoje osądy i organizują świat przez
pryzmat pojęć moralnych, na które przypuszczalnie nie ma miejsca w myślach szympansów. Niewykluczone, że kognitywistyka włączy kiedyś te
pojęcia moralne do jakiejś teorii mózgu i jego funkcji oraz że teoria ta
będzie teorią biologiczną. Jej prawdziwość zostanie jednak zweryfikowana
za pomocą typowo ludzkich właściwości, które według Wallace'a wydają się
"zbędne z punktu widzenia potrzeb ewolucyjnych", a nie za pomocą
elementów naszej struktury biologicznej, które podzielamy z innymi
zwierzętami.
Filozofowie, którzy w ten sposób argumentują, muszą się zmierzyć z silnym nurtem opinii, jaki płynie wszystkimi kanałami życia
intelektualnego od czasu publikacji Samolubnego genu Richarda
Dawkinsa. Dobór naturalny tłumaczy wszystkie trudne fakty ludzkiej
natury, twierdzi Dawkins, pod warunkiem że potraktujemy kulturę jako
rozwijającą się według tych samych zasad, co pojedynczy organizm. Tak
jak organizm ludzki jest "maszyną przetrwania" stworzoną przez
samoreplikujące się geny, tak kultura jest maszyną stworzoną przez
samoreplikujące się "memy" - byty myślowe, które wykorzystują energię
ludzkich mózgów do rozmnażania się, tak samo jak wirusy wykorzystują do
tego celu energię komórek. Podobnie jak geny, memy potrzebują
przestrzeni życiowej, a ich sukces zależy od znalezienia niszy
ekologicznej, która umożliwi im stwarzanie kolejnych przedstawicieli
swojego gatunku. Niszą tą jest ludzki mózg19.
Mem to samoreplikujący się byt kulturowy, który zagnieździł się w mózgu
człowieka i go wykorzystuje do reprodukcji - na przykład chwytliwa
melodia reprodukuje się w nuceniu i gwizdaniu, dzięki czemu szerzy się
jak epidemia w społeczności ludzkiej, jak to było z La donna ? mobile
nazajutrz po premierze Rigoletta. Dawkins dowodzi, że idee,
przekonania i postawy to świadome formy przybrane przez samoreplikujące
się byty, które rozprzestrzeniają się tak samo jak choroby,
wykorzystując energię swoich gospodarzy: "Tak jak geny rozprzestrzeniają
się w puli genowej, przeskakując z ciała do ciała za pośrednictwem
plemników lub jaj, tak memy propagują się w puli memów, przeskakując z jednego mózgu do drugiego w procesie szeroko rozumianego
naśladownictwa"20. Daniel Dennett dodaje, że proces ten
nie musi być szkodliwy21: wśród organizmów pasożytniczych
istnieją zarówno symbionty, które współistnieją ze swoimi gospodarzami
bez szkody dla nich, jak i mutualiści, którzy wzmacniają zdolność
gospodarza do przetrwania i dobrego funkcjonowania w swoim środowisku.
Aby teoria ta była choć trochę wiarygodna, musimy poczynić rozróżnienie
między memami, które należą do nauki, a memami wyłącznie "kulturowymi".
Memy naukowe podlegają skutecznej kontroli mózgu, w którym zamieszkują -
mózgu akceptującego idee i teorie tylko w ramach własnej, zorientowanej
na prawdę metody. Memy wyłącznie kulturowe nie mieszczą się w zakresie
wnioskowania naukowego i mogą zacząć rozrabiać, powodując cały szereg
zaburzeń poznawczych i emocjonalnych. Nie podlegają żadnej zewnętrznej
dyscyplinie, na przykład zawartej w pojęciu prawdy, lecz podążają własną
drogą reprodukcyjną, obojętne na cele organizmu, w którym się zalęgły.
Koncepcja memu jest atrakcyjna jako metafora, co jednak wnosi na
poziomie faktycznym? Z punktu widzenia memetyki absurdalne idee mają
taki sam start życiowy jak prawdziwe teorie, a przyznanie im miejsca w ludzkiej kulturze jest tylko retrospektywną nagrodą za sukces
reprodukcyjny. Jedynym istotnym rozróżnieniem, którego należy dokonać,
wyjaśniając ten sukces, jest rozróżnienie między memami, które
korzystnie wpływają na życie swoich gospodarzy, oraz memami, które albo
to życie niszczą, albo symbiotycznie z nim współistnieją. Do cech
charakterystycznych ludzi należy jednak to, że potrafią odróżnić ideę od
przedstawianej przez nią rzeczywistości, rozważać tezy, z którymi się
nie zgadzają, oraz pełnić w królestwie idei funkcję sędziów wzywających
każdą ideę przed trybunał racjonalnej argumentacji, a następnie
akceptujących ją lub odrzucających niezależnie od kosztów
reprodukcyjnych.
Postawę krytycznej refleksji pielęgnuje się nie tylko w naukach
ścisłych. W swojej słynnej definicji Matthew Arnold określił kulturę
jako "dążenie do pełnej doskonałości poprzez poznawanie we wszystkich
ważnych dla nas sprawach najlepszych owoców ludzkiej myśli na całym
świecie, a następnie z pomocą tej wiedzy kierowanie strumienia świeżej i swobodnej myśli na nasze utarte pojęcia i obyczaje"22. Podobnie
jak wielu innych ludzi przywiązanych do dziewiętnastowiecznego poglądu
na naukę, Dawkins nie dostrzega ówczesnej reakcji, która brzmiała
następująco: "Chwila, chwila: nauka nie jest jedynym sposobem na
pozyskiwanie wiedzy. Istnieje również wiedza moralna, która jest domeną
praktycznego rozumu; istnieje wiedza emocjonalna, która jest domeną
sztuki, literatury i muzyki. I być może istnieje również wiedza
transcendentna, która jest domeną religii. Dlaczego mielibyśmy
uprzywilejowywać naukę tylko z tego powodu, że dąży do wyjaśnienia
świata? Dlaczego nie mielibyśmy przyznać pewnego znaczenia dyscyplinom,
które ten świat interpretują i tym samym pomagają nam czuć się w nim u siebie?".
Reakcja ta nic nie straciła ze swojej atrakcyjności, a ponadto wskazuje
na zasadniczą słabość "memetyki". Nawet jeżeli istnieją jednostki
memetycznej informacji przekazywane z mózgu do mózgu za pomocą jakiegoś
procesu replikacji, nie jest tak, że poprzedzają świadome myślenie. Memy
mają się do idei tak jak geny do organizmu: jeśli w ogóle istnieją (a Dawkins ani nikt inny nie podali na to dowodów), ich odwieczna i bezcelowa reprodukcja nas nie obchodzi. Tymczasem idee stanowią część
świadomej sieci krytycznego myślenia. Oceniamy je pod kątem
prawdziwości, poprawności proceduralnej, stosowności moralnej,
elegancji, kompletności i uroku. Podejmujemy je i odrzucamy, czasem w ramach poszukiwania prawdy i wyjaśnienia, czasem w ramach poszukiwania
sensu i wartości. Oba te rodzaje działań mają dla nas zasadnicze
znaczenie. Chociaż kultura nie jest nauką, stanowi świadome działanie
krytycznego umysłu. Kultura - zarówno kultura wysoka, egzemplifikowana
przez sztukę, muzykę czy literaturę, jak i kultura w szerszym znaczeniu,
zawarta w tradycji moralnej i religijnej - porządkuje idee ze względu na
ich immanentne cechy, pomaga nam czuć się na świecie u siebie oraz
wychwytywać jego osobiste znaczenia. Teoria memu ani nie neguje tej
prawdy, ani nie podważa dziewiętnastowiecznego poglądu, że tak pojmowana
kultura jest działaniem racjonalnego umysłu w równym stopniu, co nauka.
Nauka i wywrotowość
Pojęcie memu należy postawić w jednym rzędzie z innymi wywrotowymi
pojęciami - "ideologią" Marksa, nieświadomością Freuda, "dyskursem"
Foucaulta - jako nakierowanymi na zdyskredytowanie rozpowszechnionych
uprzedzeń. Pojęcie to ma na celu obnażyć złudzenia i wyjaśnić nasze sny.
Samo również jest jednak tylko snem: przykładem ideologii, którą uznaje
się nie ze względu na jej prawdziwość, lecz ze względu na złudną władzę,
którą nadaje posługującej się memami osobie. Pojęcie to zrodziło parę
frapujących koncepcji - na przykład sformułowaną przez Dennetta w Odczarowaniu. Cierpi ona jednak na tę samą dolegliwość, na którą
rzekomo ma być lekarstwem: zaklęciem, za którego pomocą umysł naukowy
chce unicestwić wszystko, co mu zagraża.
Kiedy się nad tym zastanawiam, dochodzę do wniosku, że Wallace miał
słuszność, kładąc nacisk na te przymioty, które zdają się umieszczać
ludzkość w odrębnym świecie, aczkolwiek z pewnością się mylił, uznając
te przymioty za "nadwyżkowe w stosunku do potrzeb ewolucyjnych", bo
jeżeli którykolwiek z naszych atrybutów można uznać za przystosowawczy,
z pewnością jest nim właśnie racjonalność. Z drugiej strony racjonalność
należy do naszej "istoty", w jednym z wielu znaczeń tego trudnego
pojęcia. Wallace zwracał zatem uwagę na fakt, że chociaż jesteśmy
zwierzętami, to nasz gatunek zajmuje w porządku rzeczy miejsce
nieporównywalne do miejsca innych zwierząt. Zawarta tutaj kontrowersja
filozoficzna - sąsiadująca ze sporem biologów i psychologów ewolucyjnych
na temat znaczenia kultury - dotyczy właśnie ludzkiej natury: Do jakiego
rodzaju należymy?
Dawkins dąży do wyjaśnienia celów i racjonalnych wyborów w kategoriach
materiału genetycznego, który nie dokonuje wyborów. Materiał ten opisuje
jako "samolubny", motywowany przez reprodukcyjny "cel", jednak przyznaje
(przynajmniej w momentach, kiedy nie ulega retorycznym wzlotom), że geny
nie są i nie mogą być samolubne, ponieważ samolubność to przymiot
ludzki, opisywany w kategoriach skłonności i racjonalnych projektów
ludzi23. W spójnej teorii biologicznej taką teleologiczną
koncepcję należy zastąpić wyjaśnieniami funkcjonalnymi24.
Rzekomo umożliwia to z kolei odwołanie się do teorii gier i podobnych
instrumentów. Gracz chce wygrać i dlatego przyjmuje wygrywającą
strategię: tak brzmi teleologiczne wyjaśnienie jego zachowania. Dobór
naturalny mówi nam, że strategie wygrywające zostaną wyselekcjonowane,
nawet jeżeli opisują zachowanie genów, które same niczego nie chcą. Tak
brzmi wyjaśnienie funkcjonalne, które nic nie mówi o zamiarach, wyborach
ani celach.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
J. Bowlby, Przywiązanie, przeł. M. Polaszewska-Nicke, Warszawa:
Wydawnictwo Naukowe PWN, 2007; John Bowlby, A Secure Base, New York:
Routledge, 1988. [wróć]
J. Bowlby, Przywiązanie, op. cit., s. 215. [wróć]
A.R. Wallace, Natural Selection and Tropical Nature: Essays on
Descriptive and Theoretical Biology, London: Macmillan, 1891. Zob.
również A.R. Wallace, Darwinism: An Exposition of the Theory of Natural
Selection with Some of Its Applications, London: Macmillan, 1889, chapt.
15. [wróć]
K. Darwin, O pochodzeniu człowieka, przeł. S. Panek, Warszawa: Państwowe
Wydawnictwo Rolnicze i Leśne, 1959. [wróć]
Ibid., rozdz. 2, s. 76-116. [wróć]
S. Pinker, Jak działa umysł, przeł. M. Koraszewska, Warszawa: Książka i Wiedza, 2002, s. 579-581; G. Miller, The Mating Mind: How Sexual Choice
Shaped the Evolution of Human Nature, New York: Doubleday, 2000. [wróć]
K. Darwin, Wyraz uczuć u człowieka i zwierząt, przeł. K. Dobrski,
Warszawa: Drukarnia Józefa Sikorskiego, 1873. [wróć]
R.A. Fisher, The Genetical Theory of Natural Selection (1930), ed.
revised, New York: Dover, 1958. [wróć]
Ciekawie opisuje to H. Cronin w książce The Ant and the Peacock:
Altruism and Sexual Selection, from Darwin to Today, Cambridge:
Cambridge University Press, 1991. [wróć]
J.M. Smith, G.R. Price, The Logic of Animal Conflict, "Nature" 246
(1973), s. 15-18. [wróć]
K. Lorenz, On Aggression, trans. M. Kerr Wilson, New York: Harcourt
Brace, 1966. [wróć]
R. Axelrod, The Evolution of Cooperation, New York: Basic Books, 1984. [wróć]
Zob. na przykład M. Ridley, O pochodzeniu cnoty, przeł. M. Koraszewska,
Poznań: Dom Wydawniczy "Rebis", 2000. Należy podkreślić, że koncepcja
altruizmu rodem z teorii gier różni się od teorii "inkluzywnego
przystosowania", której broni W.D. Hamilton, The Genetical Evolution of
Social Behaviour, "Journal of Theoretical Biology" 7 (1964), s. 1-16.
Zgodnie z tą teorią altruizm rozciąga się na krewnych proporcjonalnie do
stopnia pokrewieństwa. [wróć]
V.C. Wynne-Edwards, Animal Dispersion in Relation to Social Behaviour,
Edinburgh: Oliver and Boyd, 1962. Za pierwotną inspirację posłużył tutaj
Lorenz, On aggression. Koncepcję Wynne'a-Edwardsa nieco swarliwie
charakteryzuje Richard Dawkins w Samolubnym genie (1976), wyd. pol.
przeł. M. Skoneczny, Warszawa: Prószyński i S-ka, 2012, s. 219-225,
228-231. [wróć]
Zob. zwłaszcza N. Chomsky, Language and Mind (1968), ed. 3, Cambridge:
Cambridge University Press, 2006, gdzie język nazwany jest "przykładem
prawdziwej emergencji - pojawienia się jakościowo odmiennego zjawiska w określonym stadium złożoności organizacyjnej" (s. 62). [wróć]
Autorem jednej z tych prób jest E. Linden, Apes, Men and Language, New
York: Saturday Review Press, 1974, a z entuzjastów można wymienić M.
Midgley, Beast and Man: The Roots of Human Nature, London: Routledge,
1978, s. 215-251. [wróć]
Zob. na przykład J. Maynard Smith i E. Szathmáry, Tajemnice przełomów w ewolucji: od narodzin życia do powstania mowy ludzkiej, przeł. M.
Madaliński, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN, 2000, s. 200-203. [wróć]
Za przykład może posłużyć K. Sterelny ze swoją teorią kumulatywnej
budowy niszy. Zob. Thought in a Hostile World: The Evolution of Human
Cognition, Oxford: Blackwell, 2003. [wróć]
Próby sformułowania memetycznej teorii kultury zebrał R. Aunger (ed.),
Darwinizing Culture: The Status of Memetics as a Science, Cambridge:
Cambridge University Press, 2000. Teorię memu surowo krytykuje David
Stove w Genetic Calvinism, or Demons and Dawkins, [w:] Darwinian
Fairytales: Selfish Genes, Errors of Heredity, and Other Fables of
Evolution, New York: Encounter Books, 2006, s. 172-197. [wróć]
R. Dawkins, Samolubny gen, op. cit., s. 359. [wróć]
D.C. Dennett, Odczarowanie: religia jako zjawisko naturalne, przeł. B.
Stanosz, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy, 2008. [wróć]
M. Arnold, Culture and Anarchy: An Essay in Political and Social
Criticism, London 1869. [wróć]
Aczkolwiek D. Stove przywołuje Dawkinsa do porządku za to, że ten
ostatni bez przerwy używa pojęcia "samolubny", nie mówiąc, co mogłoby w tym kontekście znaczyć: zob. D. Stove, Genetic Calvinism, op. cit. [wróć]
Możliwość zastąpienia myślenia teleologicznego wyjaśnieniem
funkcjonalnym to jeden z tematów następnej książki R. Dawkinsa Ślepy
zegarmistrz, przeł. A. Hoffman, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy,
1994. Wyjaśnienia funkcjonalne oraz ich zastosowanie poza obszarem
biologii interesująco omawia G.A. Cohen, Karl Marx's Theory of History:
A Defence, Princeton: Princeton University Press, 1978. [wróć]