1 Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet
Skoro kobiety zasługują na to, by je gwałcić, nie mam co się przejmować tym, że sprawia im to ból.
Komentarz na forum dla inceli
Większość ludzi nigdy nie słyszała o incelach. Gdy w trakcie pisania tej książki ktoś mnie zagadnął, nad czym teraz pracuję, po otrzymaniu odpowiedzi zwykle ze zdumieniem unosił brwi. Jedna z osób myślała, że incele to rodzaj baterii. Ktoś inny okazał zdziwienie, że interesuję się mikrobiologią. Ludzie, których incele mijają codziennie na ulicy, zazwyczaj nie zdają sobie nawet sprawy z ich istnienia.
Dlatego właśnie gdy co jakiś czas w serwisach informacyjnych lub rozmowach pojawia się temat inceli, tak łatwo ich zlekceważyć, uznawszy ich za niewielką, marginalną grupkę internetowych świrów. To, czego się o nich dowiadujemy, brzmi tak dziwnie, radykalnie, niewiarygodnie, a nawet śmiesznie, że bez problemu przychodzi nam po prostu wzruszenie ramionami. To błąd.
Środowisko inceli stanowi najbardziej agresywny obszar tak zwanej manosfery. To społeczność oddana pełnej przemocy nienawiści do kobiet. Społeczność, która aktywnie werbuje nowych członków mogących się borykać z realnymi problemami oraz słabościami i mówi im, że przyczyną wszystkich ich nieszczęść są kobiety. Społeczność, w imieniu której w ciągu ostatnich dziesięciu lat zabito lub okaleczono ponad sto osób - większość to były kobiety. Lecz mimo to część z was zapewne nigdy o tej grupie nie słyszała.
Rok przed tym, zanim zaczęłam pisać tę książkę, o społeczności inceli nie słyszał również Alex, młody biały mężczyzna rozczarowany życiem. Nie należał on raczej do grona zatwardziałych mizoginów, był po prostu znudzonym facetem surfującym po internecie. Ostatnimi czasy często słyszał w wiadomościach o przypadkach molestowania seksualnego i luce płacowej, jeśli chodzi o zarobki kobiet oraz mężczyzn; towarzyszyło mu wtedy niepokojące przeczucie, że to nie wróży mu najlepiej. Alex, pomimo dwudziestu czterech lat, nigdy nie miał dziewczyny. Nie miał też za wiele pieniędzy, do tego czuł się sfrustrowany i samotny. Wydawało mu się nie w porządku, że wszyscy wokół dyskutują o trudnym położeniu kobiet, gdy tymczasem jego sytuacja życiowa - jako ponoć "uprzywilejowanego" białego mężczyzny - nie przedstawia się wcale różowo. Alex bynajmniej nie odnosił wrażenia, że jest uprzywilejowany, dlatego wkurzało go, gdy inni tak o nim mówili. Nocami przeczesywał YouTube'a i strony poświęcone kulturystyce w poszukiwaniu wskazówek, jak poprawić swój wygląd. Prowadził dyskusje na forach poświęconych grom wideo. Nie natknął się jednak na społeczność inceli, dopóki ja tego nie zrobiłam. Nie ma w tym zresztą nic zaskakującego, ponieważ to ja wymyśliłam Alexa - aczkolwiek w sieci można spotkać rzesze podobnych do niego prawdziwych osób.
Gdy ukrywałam się pod tą tożsamością, któregoś dnia na ogólnym forum internetowym natknęłam się na dyskusję grupy inceli. Alexa wyraźnie zainteresowało to, że istnieją podobni do niego mężczyźni - sfrustrowani i odczuwający pustkę. Spodobało mu się, że może być jednym z wielu, a nie outsiderem. Poczuł ulgę na myśl o tym, że ma okazję porozmawiać o dręczących go odczuciach, do których nigdzie indziej nie mógł się przyznać. Sprawdził więc w internecie, co to za grupy i społeczności, o których była mowa w dyskusji.
Kiedy Alex po raz pierwszy dołączył do forum inceli, niewiele wiedział na ich temat - oprócz tego, że to społeczność mężczyzn, którzy są nieszczęśliwi z powodu tego, że są samotni. Alex też tak się czuł. Zamieścił więc kilka dość konwencjonalnych wiadomości, w których podał podstawowe informacje na temat swojego wieku i statusu singla oraz dał upust frustracji pod adresem kobiet. W ciągu zaledwie jednego dnia pozostali użytkownicy objawili mu "prawdę". Usłyszał, że świat jest wrogo nastawiony do takich mężczyzn jak on. Radzono mu, że równie dobrze może się zabić, że jego życie jest nic niewarte i że nic nigdy się nie zmieni. W odpowiedzi na swoje posty otrzymywał drastyczne obrazy pornograficzne. Inni uczestnicy forum spieszyli z wyjaśnieniem, że cała jego egzystencja jest oparta na kłamstwie: społeczeństwo wmówiło mu, że to mężczyźni mają władzę, podczas gdy w rzeczywistości znajdują się na samym początku łańcucha pokarmowego. W rzeczywistości uprzywilejowane są kobiety: to one trzymają wszystkie karty i to im przyznano wszelkie przywileje. Mężczyźni tymczasem są prawdziwymi ofiarami. Nade wszystko zaś - jak wielokrotnie mu powtarzano - kobiety to narzędzia szatana.
Alex najpierw czuł się zdezorientowany, potem zaintrygowany, wreszcie wściekły. Jak to możliwe, że od lat żyje w tak urządzonym świecie i nawet o tym nie wie? Ale gdy zastanowił się nad swoimi doświadczeniami, wszystko zaczęło nabierać sensu. Aż do tej pory uważał się za dość przeciętnego, mało interesującego mężczyznę. Teraz jednak doszedł do wniosku, że należy do grona straceńców, gotowych na przekór wszystkiemu walczyć z siłami zła. Alex mógł stać się pokrzywdzonym bohaterem pałającym chęcią zemsty. Takie wyobrażenie własnej osoby wydało mu się znacznie bardziej atrakcyjne i pociągające.
Później Alex nie udzielał się zbyt często w internecie. Raczej obserwował. Jego konto, podobnie jak w przypadku milionów użytkowników platform internetowych, wydawało się uśpione, podczas gdy on przyglądał się, czytał i chłonął. Zapoznał się między innymi z wątkiem zatytułowanym: "Dlaczego popieram legalizację gwałtu", mającym kilkaset tysięcy wpisów. Z początku był dość oszołomiony i wstrząśnięty pojawiającymi się w nim wiadomościami. Brzmiały one jednak przekonująco. Autorzy dla poparcia swoich argumentów powoływali się na fakty i przykłady z historii. Alexa uwodziła wizja świata, w którym nic nie było jego winą, w którym stawał się prześladowanym męczennikiem, a nie przegrywem wywodzącym się z grona uprzywilejowanych, jak w jego odczuciu przedstawiało go społeczeństwo. Przede wszystkim zaś poczuł się częścią wspólnoty. To prawda, niektóre wpisy były ekstremistyczne, a niektóre odpowiedzi - wrogie i napastliwe. Ale wszyscy traktowali go tam jak swojaka. Był dla nich towarzyszem broni w walce ze światem nienawidzącym mężczyzn. Łączyły ich sprawa, w którą wierzyli, oraz wspólny przeciwnik. Z czasem Alexowi coraz łatwiej przychodziła wiara w to, że jego prawdziwymi wrogami są kobiety. Gdy nachodziły go wątpliwości, wpisy na forum przypominały mu, że został oślepiony przez żeńskocentryczny spisek, który ma sprawić, że mężczyźni staną się potulni i bierni. Że dał się zwieść i pozwolił na to, by go uciskano i dyskryminowano. Okazało się, że istnieją tysiące mężczyzn, którzy myślą podobnie. Wkrótce Alex zaczął dołączać do kolejnych forów internetowych, grup na Facebooku i prywatnych chatów. Oglądał na YouTubie nowe nagrania i dowiadywał się nowych rzeczy. Każdego dnia czytał setki wiadomości w rodzaju: "Nienawidzę wszystkich kobiet. Są zakałą tej ziemi. Jeśli jesteś kobietą i czytasz tę wiadomość - nienawidzę cię, jebana suko". Albo takich: "Kobiety to obrzydliwe, wstrętne pasożyty". Im więcej takich wpisów widział, tym mniej radykalne mu się one wydawały. W końcu zaczął je uważać za całkiem normalne. A ja obserwowałam to wszystko jego oczami i czułam, że mnie mdli.
W połowie lat dziewięćdziesiątych, na długo przed powstaniem aplikacji randkowych, Facebooka czy nawet MySpace'a, samotna młoda Kanadyjka o imieniu Alana założyła prostą stronę internetową, którą nazwała Alana's Involuntary Celibacy Project (Projekt Przymusowego Celibatu Alany).
Z czasem wokół strony powstała niewielka i wspierająca się nawzajem społeczność osób - zarówno kobiet, jak i mężczyzn - które dzieliły się ze sobą obawami, bolączkami i zmartwieniami.
Alana tymczasem zaczęła cieszyć się coraz większym powodzeniem w relacjach z mężczyznami i w końcu przestała się udzielać w stworzonej przez siebie społeczności, bo nie chciała wciąż roztrząsać dawnych miłosnych rozczarowań.
W ciągu dwudziestu lat skromny projekt, który Alana określiła mianem "invcels" (zbitka słów involuntarily celibate, czyli przymusowy celibat), zmieni się nie do poznania. Platforma, która u swoich początków była skromną grupą wsparcia, przeobraziła się w koszmarną rzeczywistość pełną - a przynajmniej na to wskazuje znaczna część występujących w niej treści - mężczyzn nienawidzących kobiet. Jak powiedziała Alana dziennikarce "Guardiana": "Czułam się jak naukowiec, który dokonał rozszczepienia jądra atomu, a potem dowiedział się, że jego odkrycie zostało wykorzystane do stworzenia śmiercionośnej broni".
Społeczność ta, znana teraz pod nazwą "incele", składa się z rozbudowanej sieci stron internetowych, blogów, forów, podcastów, kanałów na YouTubie i grup dyskusyjnych. Rozwój ruchu po części zbiegł się w czasie z rozpowszechnieniem się internetu, ale wyraźna ekspansja grupy przypada na ostatnie pięć-dziesięć lat[1], a towarzyszy jej podobny wzrost popularności oraz widoczności progresywnego ruchu feministycznego, zwłaszcza w Europie i Ameryce Północnej. Przypominająca hydrę subkultura inceli, promująca nieomalże modę na zaciekle mizoginiczną ideologię, przyczyniła się do rozplenienia niezwykle złożonego, często karmionego urojeniami i pełnego przemocy antyfeministycznego światopoglądu.
Nowi członkowie trafiają do społeczności inceli na wiele różnych sposobów. Niektórzy natykają się na nią, gdy szukają rozwiązania dręczących ich życiowych problemów, takich jak na przykład samotność. Niektórzy są tu przekierowywani z innych rejonów internetu - z grup dyskusyjnych oraz stron o bardziej ogólnym profilu. Innych wpychają w jej ramiona algorytmy takich platform wideo jak YouTube, które rekomendują incelskie materiały, mimo że sam użytkownik wcale ich nie szukał. Jeszcze inni są wciągani do tej wspólnoty bardziej podstępnymi metodami, urabiani przez wiadomości na prywatnych grupach skupiających wielbicieli gier lub na forach odwiedzanych przez nastoletnich chłopców. W dalszej części książki prześledzimy te drogi bardziej szczegółowo. Bez względu jednak na to, jaką drogą trafia się do społeczności inceli, przyjęcie do niej - podobnie jak do innych wspólnot manosfery - odbywa się poprzez zażycie "czerwonej pigułki".
To nawiązanie do sceny z kultowego Matrixa, w której Neo, główny bohater filmu, stoi przed wyborem: zażyje albo niebieską pigułkę, która pozwoli mu postrzegać świat tak jak do tej pory, albo czerwoną pigułkę, a wtedy jego perspektywa ulegnie nagłej zmianie. Neo dostrzeże otaczający go Matrix i uświadomi sobie, że nic w jego świecie nie jest takie, jak myślał. O ironio, po napisaniu tej książki sama miałam wrażenie, jakbym zażyła czerwoną pigułkę. Kiedy już bowiem dowiesz się, że na świecie istnieją setki tysięcy ludzi, którzy gardzą kobietami do tego stopnia, że pragną, aby zostały wytępione, nigdy nie będziesz w stanie o tym zapomnieć.
Incele posługują się metaforą czerwonej pigułki: opisują moment, w którym mężczyźnie spadają klapki z oczu i nagle orientuje się on, że przez całe swoje życie był okłamywany. Zmuszono go, by uwierzył, że świat mu sprzyja, podczas gdy naprawdę jest mu całkowicie wrogi. Wszystko - od działań rządu po funkcjonowanie społeczeństwa - jest skonstruowane tak, żeby promować kobiety kosztem mężczyzn. A mit o męskim uprzywilejowaniu to wytwór potężnego feministycznego spisku. Ten świat nienawidzący mężczyzn incele nazywają "ginokracją"; panuje w nim zmyślny system mający na celu zatrzymanie mężczyzn (prawdziwe ofiary opresji) w ich podrzędnych rolach, tak aby nawet tego nie zauważyli.
Metafora czerwonej pigułki stanowi bardzo silny i efektowny sposób szerzenia ideologii, z miejsca kuszący swoją atrakcyjnością wszystkich, którzy żywią do kobiet jakąś urazę lub żal. Straciłeś pracę? Czy może być coś bardziej pociągającego niż nowy światopogląd, według którego to nie była twoja wina, lecz po prostu padłeś ofiarą przejęcia władzy przez kobiety oraz mniejszości? Rzuciła cię dziewczyna? Rozwiodła się z tobą żona? Ta kłamliwa suka jest tylko częścią większego planu, którego celem jest atak na ciebie i podobnych tobie facetów. Wkurza cię, że nie masz szczęścia w miłości? To nie twoja wina, tylko jej. Każdej jednej "z nich", mówiąc ściśle.
W niektórych przypadkach to tylko indywidualne skargi, lecz wiele z nich przybiera szersze formy choroby toczącej w szczególności mężczyzn i chłopców. Rozrastający się ruch feministyczny często jest postrzegany w kategoriach zagrożenia. Antyfeminiści celowo interpretują i przedstawiają najnowsze dążenia do równości społecznej jako krytykę wszystkich mężczyzn, a społeczności opisywane w tej książce głoszą, że męskość przestała być akceptowana w jakiejkolwiek formie. U wielu "dobrych" mężczyzn i chłopców może to wywołać poczucie niesprawiedliwości oraz wrażenie, że są atakowani, a w efekcie doprowadzić do odruchowej reakcji obronnej. Z kolei w sytuacji zagrożenia każdy z nas marzy o tym, żeby uciec do miejsca, w którym usłyszy, że nie ponosi za nic winy. Manosfera tymczasem idzie o krok dalej: odwraca znaki w narracji o tym, kto jest osobą uprzywilejowaną, a kto ofiarą. Mówi mężczyznom, że cierpią, i obwinia o to kobiety.
To prawda - wielu mężczyzn cierpi, i to bardzo dotkliwie. Liczba samobójstw wśród mężczyzn jest trzy razy większa niż wśród kobiet; w porównaniu z kobietami mężczyźni o wiele rzadziej mogą liczyć na pomoc psychologiczną i to mężczyzn w przeważającej mierze dotykają takie problemy jak bezrobocie oraz kłopoty zdrowotne spowodowane pracą, a jednocześnie zewsząd słyszą oni, że ich głównym obowiązkiem jest zapewnienie wyżywienia rodzinie i opieka nad nią.
W tym właśnie widać istotę samej manosfery - jej złożoność i rozpaczliwą ironię. Jak się bowiem przekonamy, ta rozległa sieć społeczności obejmuje zarówno grupy działające w dobrej wierze, mierzące się z prawdziwymi problemami, które dotykają mężczyzn, jak również grupy, które z rozmysłem i systemowo propagują fizyczną oraz seksualną przemoc wobec kobiet. Wśród członków manosfery znajdziemy naiwnych nastolatków i zwolenników gwałtu, bezbronnych samotników i agresywnych mizoginów, ideologów wyrzekających się przemocy i ojców pogrążonych w żałobie, hejterów w internecie i stalkerów w realu, propagandowych krzykaczy i zwyrodnialców dręczących fizycznie swoje ofiary. Zakrawa więc na paradoks, że grupa z jednego krańca tego spektrum odpowiada za największą krzywdę, jaka spotyka grupę z jej przeciwległego krańca. Ci, którzy najdobitniej wzmacniają sztywne i patriarchalne stereotypy płciowe, tłamszą te osoby, które najbardziej potrzebują uciec z pułapki owych stereotypów.
Z wyników pobieżnych analiz społeczności incelskich wynika, że najważniejszym czynnikiem decydującym o napływie nowych członków jest klasa społeczna: że to środowisko ubogich białych chłopców pozostawionych samym sobie. Zdaniem innych to specyficzna reakcja na zmieniający się rynek zatrudnienia, na którym coraz trudniej o pracę fizyczną i na którym kobiety są coraz bardziej aktywne zawodowo i coraz częściej zajmują wyższe stanowiska. Kiedy jednak zagłębiłam się w dyskusje i fora internetowe inceli, stało się dla mnie jasne, że ich społeczno-ekonomiczne pochodzenie jest zbyt różnorodne, by stuprocentowo potwierdzić którąś z tych teorii. Grupy te obejmują zarówno pracowników fizycznych wściekłych na imigrantów, którzy "zastępują" ich w pracy oraz w sypialni, jak i wysoce uprzywilejowanych absolwentów prywatnych uczelni rozzłoszczonych tym, że "przysługujące" im miejsce na szczycie politycznej hierarchii jest zagrożone.
Wszystkich ich jednak łączy pragnienie przynależności. Z naddatkiem zaspokaja je społeczność, którą wyróżnia plemienne wręcz poczucie wspólnoty. Czy istnieje lepszy sposób na przyciągnięcie nowych członków ruchu i odparcie krytyki aniżeli posłużenie się mitem założycielskim, który od razu obsadza jego wyznawców w roli bohaterskich, choć skazanych na klęskę wizjonerów, a wszystkich krytyków lub niedowiarków przedstawia albo jako żałosnych ignorantów, albo jako część samego systemu opresji? (Fakt, że trylogia Matrix została stworzona przez dwie transpłciowe kobiety oraz że jej twarde kobiece bohaterki wypowiedziałyby wojnę mizoginistycznej ideologii, to ironia zupełnie niezauważana przez inceli).
Przyjęcie czerwonej pigułki jest formą inicjacji, znajdującą się u podstaw niemal wszystkich ważnych społeczności manosfery, którym przyjrzymy się w tej książce, włącznie ze społecznością artystów podrywu, tak zwanych obrońców praw mężczyzn i mężczyzn idących własną drogą. Jednocześnie stanowi to punkt wyjścia do obrania przez poszczególne grupy niekiedy bardzo różnych dróg. Incele na przykład skupiają się głównie na dręczącej ich obsesji dotyczącej seksu i gniewie z powodu tego, że są go "pozbawiani". To społeczność licząca dziesiątki tysięcy mężczyzn, którzy twierdzą, że świat (a w szczególności konkretne kobiety) odmawia im podstawowego prawa człowieka: prawa do zaliczania lasek. Zadziwiające, ale w tysiącach dyskusji i podczas długich godzin spędzonych na rozmowach o swoim ubogim życiu seksualnym, pełnych niekończących się wywodów o tym, że kobiety są złymi, próżnymi i nieludzkimi istotami, żadnemu z tych mężczyzn ani razu nie przyszło do głowy, że brak sukcesów miłosnych może wynikać właśnie z nienawiści, którą odczuwają w stosunku do kobiet. Już samo zasugerowanie czegoś takiego jest wykroczeniem grożącym usunięciem z wielu forów dla inceli, którzy postrzegają siebie jako niewinne, tragiczne ofiary i którzy tworzą sugestywny obraz ponurego społeczeństwa, nieprzejednanie wrogo do nich nastawionego.
Tim Squirrell, badacz zajmujący się interakcjami w społecznościach internetowych, mówi następująco:
Pierwsze, co rzuca się w oczy, kiedy wchodzisz na forum dla inceli, to mieszanka rozpaczy i złości. Ci ludzie autentycznie nienawidzą i żałują samych siebie, a jednocześnie (wręcz paradoksalnie) odczuwają słuszny gniew i uwznioślenie z powodu tego, że widzą świat takim, jaki jest naprawdę, nawet jeśli sami znajdują się na samym dole drabiny społecznej. Poczucie absolutnej pewności swoich racji idzie w parze z przekonaniem, że nie mylą się również w kwestii własnego nieszczęścia, a to mocny i osobliwy koktajl.
Wystarczy odwiedzić dowolną stronę dla inceli, a błyskawicznie zostaniemy poddani indoktrynacji, zgodnie z którą największym wrogiem ludzkości są trywialne, zapatrzone w siebie, chciwe i rozwiązłe kobiety.
Według inceli kobiety są nieustannie spragnione seksu, ale sypiają jedynie z najatrakcyjniejszymi fizycznie mężczyznami. Incele mają obsesję na punkcie tak zwanej teorii 80:20, która głosi, że w naszym społeczeństwie zaledwie dwadzieścia procent najbardziej atrakcyjnych mężczyzn cieszy się osiemdziesięcioma procentami stosunków seksualnych. Lamentują, że "rynek seksualny" jest brutalnie zhierarchizowany, a kobiety całkowicie go kontrolują; że przy wyborze partnerów seksualnych kierują się one w przeważającej mierze wyglądem, a nie osobowością czy jakimikolwiek innymi cechami, dlatego mężczyźni mający pecha, że urodzili się brzydcy, niscy, łysi, pryszczaci, o innym kolorze skóry niż biały lub z którąś z szeregu innych niedoskonałości, są skazani na dożywotnie niezaspokojenie seksualne.
Kobiety są ponadto oskarżane przez inceli o to, że w młodości uprawiają dużo seksu z wyjątkowo przystojnymi mężczyznami, później zaś wychodzą za mąż za mniej atrakcyjnych mężczyzn, których wcale nie kochają, za to bezlitośnie wykorzystują ich finansowo. Mężczyźni ci (nazywani niekiedy "rogaczami beta") stanowią obiekt współczucia, ponieważ muszą wydawać wszystkie pieniądze na kobietę, która straciła już dziewictwo, która jest zużyta, przechodzona i seksualnie bezwartościowa, nawet jeśli od czasu do czasu łaskawie pozwala mężowi ze sobą sypiać. Incele opisują tę rzekomą kobiecą strategię seksualną za pomocą powiedzenia: "Alfa pieprzy, beta buli".
Fizyczne defekty przypisywane sobie przez inceli są tak precyzyjnie określone, że przyczyniły się do powstania szeregu subkultur, między innymi heightcels (zbyt niskich), gingercels (zbyt rudych), baldcels (przesadnie łysych), skullcels (o niewłaściwej strukturze kości twarzy) czy nawet wristcels (mężczyzn z przegubem ręki o obwodzie mniejszym niż szesnaście centymetrów). Incele trzymają się również sztywno pewnych rasistowskich stereotypów i stosują takie terminy jak currycel, blackcel, ryżocel i etnicel do opisu mężczyzn, których azjatyckie, czarne lub hinduskie pochodzenie może negatywnie wpływać na ich szanse u płci przeciwnej.
Przypadkowy obserwator może wysnuć wniosek, że te etniczne określenia sugerują bardziej przekrojową perspektywę w ramach społeczności inceli i zaskakująco zniuansowaną - jak na tak dogmatyczną grupę - postawę wobec dyskryminacji rasowej. W rzeczywistości jednak (choć istnieje niewielka liczba inceli wywodzących się z mniejszości etnicznych, którzy uważają, że kobiety gardzą nimi ze względu na kolor skóry) tego rodzaju etykietki są często używane przez białych członków tej społeczności i mają oddawać niższość mężczyzn o innym kolorze skóry, co doskonale koresponduje z rasistowskimi wątkami występującymi w tym środowisku i w całej ideologii manosfery. Gniew inceli w dużej części wymierzony jest w białe kobiety mające czelność spotykać się z niebiałymi mężczyznami, których wielu inceli postrzega jako gorszych od siebie. Zresztą cała ta społeczność zdaje się złożona w większości z heteroseksualnych, białych, wykształconych mężczyzn z klasy średniej.
Doktor Lisa Sugiura, która prowadzi wykłady z kryminologii i cyberprzestępczości na University of Portsmouth, tak wyjaśnia ten fenomen:
Warto przyjrzeć się historii i początkom [manosfery]. Jeśli cofniemy się do pierwszych grup dyskusyjnych z lat dziewięćdziesiątych i zbadamy pochodzenie ich uczestników, okaże się, że to głównie biali, wykształceni, obyci technicznie mężczyźni. Panowało wówczas przekonanie, że internet to ich przestrzeń, miejsce, które do nich należy, o czym warto również pamiętać, kiedy mówimy o manosferze i panującej w niej nienawiści - jej członkowie "domagają się tego, co im się prawnie należy", a demografia tej grupy zbytnio się nie zmieniła. Pod względem rasy i płci, a także wykształcenia [przypomina ona to], co obserwowaliśmy przed laty: tworzą ją w dużej mierze biali mężczyźni zamieszkujący kraje rozwinięte, głównie Stany Zjednoczone, Kanadę, Australię i Wielką Brytanię. Przeglądając dane, widzę wyraźne związki tych osób ze środowiskiem alt-prawicy; chodzi im o białą supremację, stosują pogardliwą retorykę pod adresem czarnych i azjatyckich mężczyzn, co sugeruje, że [manosfera] to w przeważającej mierze przestrzeń dla białych.
I niemal wyłącznie dla mężczyzn. Według inceli rynek seksualny jest tak wypaczony z powodu dyskryminacji płciowej, że prawie każda kobieta w naszym społeczeństwie - bez względu na to, jak mało atrakcyjna - zawsze będzie w stanie znaleźć chętnego do uprawiania z nią seksu. Zgodnie zatem z ich logiką kobieta zasadniczo nie może być incelką, w związku z czym obecne społeczności incelskie są prawie w całości zdominowane przez mężczyzn. (Fakt, że sam termin wymyśliła biseksualna kobieta, stanowi smutny znak tego, jak absurdalnie ograniczone stały się poglądy późniejszych członków tego ruchu).
Bliskie powiązania pomiędzy manosferą a tak zwaną alt-prawicą, o których wspominała doktor Sugiura, wydają się kluczowe dla zrozumienia obu tych ruchów. Niejasno zdefiniowany termin alt-right, czyli alt-prawica, odnosi się do luźno ze sobą powiązanych ruchów, liderów, społeczności internetowych i ugrupowań, które zasadniczo reprezentują skrajnie prawicowe, nacjonalistyczne lub supremacjonistyczne poglądy. Wiele organizacji związanych z tym określeniem zostało opisanych przez Southern Poverty Law Center (czołową amerykańską instytucję non profit zajmującą się obroną praw obywatelskich) jako grupy nienawiści. Wielu ich członków było obecnych w 2017 roku na niesławnym wiecu Unite the Right (Zjednoczyć Prawicę) w Charlottesville w Wirginii, podczas którego biali supremacjoniści maszerowali z płonącymi pochodniami i symbolami nazistowskimi, a także wznosili antysemickie i rasistowskie okrzyki. W efekcie doszło do starć z kontrmanifestantami, a w pewnym momencie James Alex Fields Jr., identyfikujący się jako biały supremacjonista, celowo wjechał samochodem w tłum protestujących - śmiertelnie potrącił młodą kobietę o nazwisku Heather Heyer i ranił blisko czterdzieści innych osób.
Alt-prawica, podobnie jak manosfera, stanowi połączenie wielu różnych grup, które do niedawna były uważane za skrajne, marginalne ruchy, lecz dokonały częściowego zjednoczenia pod wspólnym szyldem. Ruch ten - tak jak manosfera - gromadzi rozmaite społeczności, które narodziły się w internecie. Termin "alt-prawica" został spopularyzowany w internetowych grupach dyskusyjnych i na forach w rodzaju 4chan: to anglojęzyczna strona typu imageboard, na której użytkownicy zamieszczają głównie anonimowe wiadomości i prowadzą długie, szczegółowe dyskusje. Alt-prawica na wzór manosfery lubuje się w jadowitej, agresywnej i dogmatycznej ideologii, którą ukrywa pod maską "ironii", sarkazmu i celowej prowokacji. Pracownicy Southern Poverty Law Center opisują, w jaki sposób "chaotyczne" fora internetowe pozwoliły ideom białych nacjonalistów - "w szczególności przekonaniu o tym, że biała tożsamość jest zagrożona atakami ze strony multikulturalizmu i poprawności politycznej" - "rozkwitnąć pod beztroskimi warstwami toksycznej ironii". W końcu, podobnie jak manosfera, alt-prawica kieruje swój przekaz do przedstawicieli uprzywilejowanej grupy (białych osób) i roztacza przed nimi krzepiącą wizję, według której to one są ofiarami dyskryminacji ze strony grup przedstawianych jako zrzeszenia prawdziwych ciemiężycieli (ludzi o innym niż biały kolorze skóry i imigrantów), choć w rzeczywistości to te ostatnie mierzą się z prawdziwymi uprzedzeniami.
Wiele już napisano o alt-prawicy, zwłaszcza o tym, jak przyczyniła się do objęcia prezydentury przez Donalda Trumpa. Mało uwagi poświęcono jednak silnie mizoginicznym poglądom przenikającym ten ruch i leżącym u podstaw jego głównych założeń. Na tej samej zasadzie w komentarzach często pomija się wątki rasistowskie występujące w ruchu incelskim - sugeruje się, że to wyłącznie mizoginiczna społeczność mająca obsesję na punkcie seksu. Rzadko też piszący o obu tych ruchach skupiają się na ich radykalnym, zaciekle heteronormatywnym światopoglądzie, który głosi, że wszyscy mężczyźni są (lub powinni być) heteroseksualni, a wszystkie kobiety odgrywają wyłącznie rolę obiektów seksualnych mających albo seksualnie zaspokajać mężczyzn, albo rodzić im (białe) dzieci. Poglądy te przybierają różne formy (od całkowitego wykluczenia osób LGBTQIA+ z wielu społeczności inceli po nawoływanie na niektórych alt-prawicowych forach do zabijania gejów poprzez zrzucanie ich z budynków), lecz stanowią o wiele bardziej znaczącą cechę owych grup, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Manosfera i środowiska białych supremacjonistów opierają się na wspólnym przeświadczeniu, że fundamentalnym, uświęconym celem każdego mężczyzny jest możliwość uprawiania seksu, prokreacji i dominacji. Jak widać, w obu ideologiach poczucie władzy i kontroli stanowi kwestię absolutnie centralną. Koncepcja białego mężczyzny jako heteroseksualnej, stereotypowo męskiej, całkowicie wszechmocnej figury jest dla nich elementem kluczowym. To zarówno opresyjny standard społeczny, który popycha mężczyzn do przyłączenia się do grup inceli, jak i domniemane rozwiązanie ich problemów, do którego powinni dążyć przy użyciu coraz bardziej radykalnych środków. A zatem w obu przypadkach rzeczywistość jest o wiele bardziej zawiła, niż sugerują doniesienia medialne, ślizgające się jedynie po powierzchni, a brak szerszej perspektywy uniemożliwia dostrzeżenie złożonej, bliskiej i symbiotycznej relacji pomiędzy tymi dwiema społecznościami internetowymi.
Jak to wygląda w praktyce? Prosty przykład. Kiedy James Fields wjechał w Charlottesville w tłum protestujących, w wyniku czego zabił Heather Heyer, w kółko wykrzykiwał te same słowa: "Biały szariat od zaraz"1. Chociaż określenie "biały szariat" pierwotnie funkcjonowało jako prześmiewczy mem stworzony przez supremacjonistów, ostatecznie przyjęło się w całej alt-prawicowej sferze internetu. To proste hasło zawiera w sobie kwintesencję rasistowskich, islamofobicznych, antysemickich, mizoginicznych i heteronormatywnych wartości alt-prawicy. Mówiąc w skrócie, "biały szariat" nawołuje do tego, żeby biali mężczyźni przyjęli własną wersję islamskich praktyk, które ich zdaniem służą zniewoleniu kobiet. Jego celem jest pozbawienie białych kobiet seksualnej autonomii i zmuszenie ich (poprzez brutalny gwałt i niewolę) do tego, by stały się "fabrykami dzieci". Pozwoli to białym supremacjonistom zapewnić "czystość" swojej rasy i pozyskać dostateczną liczbę nowych wyznawców ich sprawy, by odeprzeć nadciągające hordy imigrantów oraz obalić tyranię kontrolujących wszystko, skorumpowanych kręgów żydowskich, które ich zdaniem zdominowały społeczeństwo. "Nasi mężczyźni potrzebują haremów, a nałożnice w tych haremach powinny rodzić im dzieci"2 - napisał Sacco Vandal, biały supremacjonista, któremu przypisuje się autorstwo mema o białym szariacie.
Przemoc i wyzwiska pod adresem kolorowych kobiet idą ręka w rękę z mizoginiczną ideologią; biali supremacjoniści z alt-prawicy, marzący o skazaniu białych kobiet na rodzenie przyszłych obywateli ich etnopaństwa, jednocześnie fantazjują o odebraniu autonomii w sprawach reprodukcji przedstawicielkom innych ras, które będą zmuszane do aborcji.
Jeśli to wszystko brzmi absurdalnie, pamiętajmy, że pewien człowiek w imię tej ideologii był gotów dokonać masowego mordu, kiedy wraz z setkami innych osób maszerował, wykrzykując hasło o białym szariacie. Nawet jeśli narodziło się ono jako chory żart, wielu wyznawców alt-prawicowej ideologii potraktowało je śmiertelnie poważne.
Kiedy rozmawiamy z kimś o manosferze lub alt-prawicy, często słyszymy, żeby nie traktować tych zjawisk zbyt serio. Ale kto powie to internautom, którzy zwykle nie dostrzegają ironii albo dają się nabrać na tak zwany "humor"? Spytajcie tylko rodziców Heather Heyer, czy uważają to wszystko za niegroźny dowcip.
Nie chcę bynajmniej sugerować, że manosfera i alt-prawica są zawsze ze sobą w sojuszu albo że członkowie jednej społeczności siłą rzeczy należą również do drugiej. Ale zignorowanie złożonych więzi, które między nimi występują, bądź przymknięcie oka na rasizm wpisany w ideologię manosfery oraz mizoginię silnie tkwiącą w alt-prawicy nie pozwalają nam dostrzec pełnego obrazu.
Weźmy na przykład dwóch nastoletnich chłopców, którzy w czerwcu 2019 roku zostali skazani w Londynie na karę więzienia za głoszenie w internecie treści propagandowych, zachęcających do ataków terrorystycznych. Media określały ich jako "neonazistów" i "skrajnie prawicowych ekstremistów". W żadnym z nagłówków nie pojawiła się wzmianka o mizoginicznym ekstremizmie. Tymczasem obaj w swojej internetowej kampanii wielokrotnie nawoływali do karania kobiet poprzez gwałt. Mieli obsesję na punkcie małżeństwa księcia Harry'ego z Meghan Markle; nazywali go "zdrajcą rasy" i pisali, że białe kobiety spotykające się z mężczyznami o innym kolorze skóry powinny wisieć. Prokurator oznajmił w sądzie, że jeden z chłopców prowadził "wyjątkowo drastyczny i agresywny blog mizoginiczny"3, na którym zachęcał do gwałcenia, torturowania i mordowania kobiet. Media pominęły jednak tę część historii.
Tim Squirrell zauważa, że wiele społeczności internetowych, w których często pojawiają się postacie związane z alt-prawicą, wyśmiewa się z inceli i gardzi nimi, przedstawia ich jako słabych i żałosnych nieudaczników. Niemniej, jak podkreśla, istnieje wiele punktów wspólnych między obiema grupami, co najlepiej widać na przykładzie podobieństw w zawiłym języku, którym posługują się ich członkowie: "Spora część słownictwa przejętego w ostatnich kilku latach przez reakcyjną prawicę pochodzi tak naprawdę ze społeczności inceli. Pod względem kulturowym są oni niezmiernie wpływowi, nawet jeśli w wymiarze politycznym nie odgrywają poważniejszej roli".
Żargon używany przez inceli jest tak rozbudowany, że osoba niewtajemniczona, która przez przypadek natknie się na jedną z milionów dyskusji internetowych, może mieć problem, żeby ją w ogóle zrozumieć. Kiedy jako Alex zaczęłam zgłębiać świat inceli, musiałam znaleźć na jednym z forów słowniczek, do którego mogłam się potem odwoływać, i powoli, słowo po słowie, odszyfrowywałam sens rozmów, a z każdym odkrywanym pojęciem czułam się coraz gorzej. Incele musieli stworzyć własny język, ponieważ w dotychczas istniejącym nie było słów na wyrażenie ekstremistycznych pojęć, którymi posługiwali się na co dzień. "Roastie" na przykład odnosi się do kobiety uprawiającej "za dużo" seksu, co rzekomo ma deformować jej wargi sromowe do tego stopnia, że przypominają pieczeń wołową. "Foid" to skrót od female humanoid (kobiecy humanoid); terminem tym incele określają kobiety, ponieważ samo słowo "kobieta" dopuszcza zbyt dużą dozę człowieczeństwa. "Rapecel" (obrzydliwy termin tak często używany w internecie, że obrósł osobnymi forami i grupami dyskusyjnymi) oznacza incela, który stosuje gwałt jako metodę "rozładowania" swojej frustracji seksualnej. Ukucie pojedynczego kolokwialnego określenia do opisu takich zachowań sprawia, że zaczynają się one wydawać normalne, niemal jakby były na porządku dziennym. Terminologia, znana jedynie wybranym, odgrywa ważną rolę w umocnieniu poczucia przynależności do tajnej, wyjątkowej i bardzo ze sobą zżytej społeczności, a tym samym podnosi jej atrakcyjność w oczach potencjalnych nowych adeptów.
W czasie gdy jako Alex przedzierałam się przez fora incelskie, najsmutniejsze i najbardziej niepokojące było odkrycie w pewnym momencie, jak bardzo zobojętniałam na pojawiające się w nich wątki. W pierwszych tygodniach często budziłam się w nocy, dręczona przez drastyczne i obrzydliwe wpisy, które tam czytałam. Wzdrygałam się, gdy z mozołem odszyfrowywałam pierwsze posty i odkrywałam pełne przemocy treści kryjące się za żargonem. W miarę upływu czasu coraz rzadziej jednak musiałam korzystać z pomocy słowniczka. Zaczęłam przyzwyczajać się do nazywania kobiet "foidami", ledwo zwracałam uwagę na podburzanie do mizoginicznych masakr czy posty, w których zachęcano do gwałtu - ponieważ zupełnie mi spowszedniały. W końcu pewnego dnia przeczytałam wpis o wymierzeniu foidowi zasłużonej kary, aby samemu nie stać się cuckoldem, i zorientowałam się, że rozumiem każde słowo. Mówiąc krótko, nawykłam do tej retoryki. Albo raczej Alex nawykł.
Poczucie spójnego światopoglądu i wspólnego języka może być niebywale pociągające dla osób, które żywią ekstremalne uprzedzenia wobec innych, ale nie są w stanie wyrazić ich w bezpośrednim kontakcie, twarzą w twarz - ostrzega doktor Sugiura, która badała inceli oraz inne społeczności manosfery. Te formy nienawiści istniały według niej na długo przed narodzinami internetu, należy jednak pamiętać, że:
Społeczności i platformy internetowe dostarczają możliwości pozwalających na uformowanie się, zakorzenienie i rozpowszechnienie tych idei. Skoro ludzie wyznawali takie poglądy, lecz nie czuli, żeby mogli swobodnie o nich opowiadać w bezpośrednich rozmowach, znaleźli na to nowy sposób. Inni, podobnie myślący, mogą udzielać im wsparcia i utwierdzać ich w głoszonych teoriach, pomagać im je propagować. To po prostu ruch szerzący nienawiść, który wcześniej był rozdrobniony, ale technologia pozwoliła tym różnym grupom się zjednoczyć, połączyć siły, rozkwitnąć i znaleźć nowych członków - zwiększenie liczebności idzie tu w parze z radykalizacją przekazu. Ten ruch mógł rozrosnąć się w tak gwałtownym tempie właśnie za sprawą technologii.
Prawie wszyscy incele w punkcie wyjścia wierzą w feministyczny spisek i w to, że rynek seksualny jest głęboko zmanipulowany oraz wrogi mężczyznom. Gdy jednak chodzi o wybór najlepszego rozwiązania tego problemu, zaczynają dzielić się na frakcje. Niektórzy uważają, że da się przezwyciężyć swój celibat (ascend, czyli "wznieść się ponad") albo przynajmniej polepszyć swoją sytuację, jeśli będzie się wytrwale pracować nad poprawą własnego wyglądu. Praktyka ta jest powszechnie znana wewnątrz społeczności inceli jako "looksmaxing" i obrodziła licznymi forami obfitującymi w porady na temat tego, jak najlepiej ją stosować. Poświęcone jej wątki liczą niekiedy tysiące wpisów - w których mężczyźni publikują swoje fotografie i płaczliwym tonem proszą innych użytkowników o oceny od jednego do dziesięciu, błagają o wskazówki dotyczące zmiany wyglądu lub po prostu pytają, czy są już dość atrakcyjni.
Odpowiedzi tworzą ciekawą mieszankę brutalnej szczerości, bezlitosnej szydery i wsparcia pełnego współczucia. Znaleźć tam można i braterskie słowa zachęty, i rady, jak należy o siebie dbać, i bolesne uszczypliwości, i sugestie, żeby w ogóle odpuścić sobie wszelkie starania. Zdaje się, że część inceli postrzega ten internetowy świat w kategoriach prawdziwej społeczności, zjednoczonej w obliczu wspólnych przeszkód. Inni z kolei traktują go jako przestrzeń do zadania pozostałym użytkownikom jak największego bólu, zapewne w ramach ulżenia własnemu cierpieniu, co po raz kolejny przypomina mi, że społeczność ta nie jest homogeniczna.
Duża jej podgrupa skupia się na ćwiczeniach fizycznych jako metodzie poprawienia wyglądu (mężczyźni, którzy wybierają tę opcję, są znani jako "gymcele"), ale istnieje ponadto mnóstwo bardziej radykalnych trendów - mających spore grono zwolenników - które zachęcają do wszystkiego: od "mewingu" (rodzaj ćwiczenia szczęki, zdaniem inceli zmieniającego układ kostny ich twarzy i tym samym podnoszącego ich atrakcyjność), po operacje plastyczne, implanty kości czaszki i przedłużanie penisa. Te ekstremalne środki świadczą o czystej desperacji i nienawiści, którą odczuwa mężczyzna uważający się za incela. Stanowią również jaskrawy dowód na to, jak niewiele innych opcji - zdaniem inceli - świat ma im do zaoferowania.
Kolejna grupa inceli (zdecydowanie największa, bo obejmująca blisko dziewięćdziesiąt procent społeczności, jeśli wierzyć wewnętrznemu sondażowi na jednym z forów) nazywa się powszechnie "blackpillerami"[2]. Wyznają oni bardziej defetystyczne poglądy, uważają bowiem, że społeczna i genetyczna loteria jest tak sztywna i niezmienna, że wrodzone wady skazują ich na życie w celibacie oraz poczuciu kompletnej porażki, z którego nie może ich wydobyć żadna próba samodoskonalenia. Członkowie tej grupy wściekle atakują niesprawiedliwość nieincelskiego społeczeństwa (ludzi, których nazywają "normikami" lub "normalsami"), egoizm najbardziej atrakcyjnych mężczyzn (tak zwanych "Chadów"), płytkość pięknych kobiet (w ich nomenklaturze noszących imię "Stacy") oraz rozwiązłość mniej atrakcyjnych kobiet (zwanych z kolei "Becky"), które mimo to są w stanie znaleźć sobie partnerów seksualnych. Blackpillersi często prowadzą długie dyskusje na temat samobójstwa, ostrzegają, że ich wpisy zawierają materiały mogące skłonić czytelników do odebrania sobie życia. Używają specyficznych skrótów na określenie samobójstwa i nierzadko namawiają się wzajemnie do jego popełnienia. W wielu przypadkach są to osoby, które potrzebują natychmiastowej specjalistycznej pomocy.
W tego typu dyskusjach najwyraźniej widać sprzeczności występujące w gronie inceli: bezradni, głęboko nieszczęśliwi mężczyźni mieszają się z osobami chcącymi siać wokół siebie jak największy zamęt. Ludzie, którzy wymagają pilnej pomocy psychiatrycznej i którzy dali się wessać w te mizoginiczne odmęty, spotykają się z jadem, drwiną i zachętami do targnięcia się na własne życie ze strony mężczyzn czerpiących frajdę z internetowego hejtu.
Gdy jeden z użytkowników forum dla inceli zamieścił pytanie o to, "w które miejsce najlepiej się postrzelić, żeby mieć pewność, że strzał będzie śmiertelny", otrzymał około siedemdziesięciu odpowiedzi, w większości zachęcających do samobójstwa i zawierających chłodne, techniczne wskazówki.
Najbardziej niepokoją jednak wpisy, z których aż wylewa się pełna przemocy mizoginia, począwszy od makabrycznych fantazji na temat gwałcenia i mordowania kobiet, a skończywszy na wątkach, których autorzy nawołują się wzajemnie do przeprowadzenia "rebelii incelów", "powstania samców beta", "dnia odwetu". Hasła te odnoszą się do chorych rojeń o tym, jak żyjący w przymusowym celibacie mężczyźni mszczą się na reszcie świata i dokonują krwawej rzezi dręczących ich kobiet oraz tak zwanych "Chadów", którzy zmonopolizowali "rynek seksualny". "Wszystkie kobiety zasługują na naszą całkowitą nienawiść" - jak napisał jeden z użytkowników.
Logika, którą kierują się incele, ujawnia rażącą sprzeczność: kobiety są jednocześnie piętnowane za to, że sypiają z mężczyznami, i za to, że nie chcą z nimi sypiać. Jeden z członków tej społeczności opisuje kobiety jako "chciwe, samolubne, zepsute, stuknięte dziwki, które uniemożliwiają przyzwoitym, ciężko pracującym mężczyznom osiągnięcie ich biologicznego celu".
Wszystko jednak staje się jaśniejsze, jeśli spojrzymy na to przez pryzmat najbardziej zasadniczego przekonania inceli: skoro autonomia seksualna dała kobietom okrutną i tyrańską władzę nad życiem mężczyzn, to w takim razie wyzwolenie kobiet jest główną przyczyną całego męskiego cierpienia. Oczywistym remedium okazuje się zatem pozbawienie kobiet wolności i niezależności przy zastosowaniu określonych środków seksualnych, takich jak gwałt i seksualne zniewolenie. Innymi słowy, problem nie polega na tym, że kobiety w ogóle uprawiają seks, lecz na tym, że mogą wybierać, z kim chcą go uprawiać.
Kiedy to zrozumiemy, wiele powtarzanych przez inceli poglądów, które są ilustrowane przykładami na niezliczonych blogach, forach dyskusyjnych i filmach na YouTubie, stanie się dla nas przerażająco jasna.
Na pierwszy plan wysuwa się przekonanie, że kobiety to obiekty pozbawione człowieczeństwa: podludzie, którzy są albo zbyt nikczemni, albo zbyt głupi, by móc podejmować decyzje o własnym życiu i ciele. Koncepcja ta ma nakłonić do całkowitego zerwania z traktowaniem kobiet jako osób zdolnych do cierpienia, rozpaczy, odczuwania przyjemności seksualnej i podejmowania racjonalnych decyzji. Ta dehumanizacja jest kluczowa dla usprawiedliwienia innych incelskich fantazji, takich jak prawo do redystrybucji seksu, więzienie kobiet w charakterze niewolnic seksualnych czy masowe masakry popełniane na kobietach i dziewczynkach.
Wątek zatytułowany Czy kobiety należy uważać za ludzi? na jednym z forów wywołał długą debatę, której uczestnicy w większości odpowiedzieli na to pytanie negatywnie. To zresztą częsty temat dyskusji. "Kobiety nie są obdarzone uczuciami - pisał jeden z użytkowników. - Wszystkie to kurwy". W dyskusji na temat tego, czy kobiety powinny mieć własne prawa, ktoś stwierdził: "Nie uważam w ogóle, by były one żywymi istotami, nie mówiąc o tym, by miały im przysługiwać prawa człowieka".
Przedzierałam się przez tysiące wpisów o tym, że kobiety są niczym roboty pozbawione uczuć, a towarzyszyło mi przy tym - o ironio - narastające przerażenie. Czytałam, że można nas spokojnie wymienić na seksroboty, co mogłoby stanowić rozwiązanie problemów wielu inceli. "Roboty można przecież zgodnie z prawem bić i torturować. Jestem supernakręcony" - pisał jeden z uczestników forum.
Traktowanie kobiet jako pustych erotycznych obiektów bez prawa do cielesnej autonomii prowadzi do gorączkowej obsesji na punkcie przemocy seksualnej, w której mieszczą się zarówno fantazje na temat napaści fizycznych czy otwarte nawoływanie do gwałtu, jak i długie, przerażająco swobodne dywagacje o tym, czy gwałt należy zalegalizować. Chwalenie się atakiem seksualnym na kobietę lub przygotowaniami do niego nie jest tu niczym wyjątkowym, a w reakcji na to pojawiają się raczej słowa zachęty niż potępienia.
Na jednym z forów, na którym użytkownicy skwapliwie komentowali wideo z mężczyzną bijącym i kopiącym kobietę, pewien zirytowany internauta narzekał, że nagranie nie ma dźwięku: "Chcę słyszeć, jak krzyczy". Inny przyznał, że kusi go, żeby "zgwałcić jakąś sukę i zasłużyć na wątek [na forum] liczący dziesięć stron", a kolejny oznajmił, że "postanowił zostać rapecelem", i prosił pozostałych o dzielenie się "przemyśleniami, radami, doświadczeniami". Wszyscy zareagowali na to z entuzjazmem: "Zaszalej, stary! [...] Jeśli zrobisz to jak trzeba, nie ma mowy, żeby cię złapali [...]. Jeśli dokonasz gwałtu, masz 98,95 procent szans, że ujdzie ci to na sucho".
Uczestnicy toczącej się spokojnie dyskusji na temat legalizacji gwałtu w większości opowiadają się za tym pomysłem (choć niektórzy są mu przeciwni - twierdzą, że gwałt zgodny z prawem pozbawiłby sam akt całej przyjemności). "Gwałt jest czymś naturalnym i żadna zdzira nie powinna mieć nic do gadania w kwestii tego, jakiego fiuta weźmie, zwłaszcza że i tak każda jest przyzwyczajona do brania kutasa we wszystkie otwory" - brzmi jeden z argumentów. Niektórzy "uzasadniają" to również tym, że to kobiety w pierwszej kolejności ponoszą winę za to, że mężczyźni uciekają się do gwałtu (ponieważ odmawiają im seksu), co w rezultacie zwalnia gwałcicieli z odpowiedzialności za ich czyny - oto typowy przykład incelskiej logiki zamieniającej miejscami ofiarę i sprawcę.
Jeden z użytkowników przekonuje, że gwałt powinien być zabroniony jedynie w przypadku wdów, niezamężnych dziewic i zakonnic. "Gwałt dokonywany na dziwkach powinien zaś być pochwalany jako higieniczny środek stosowany w zdrowym społeczeństwie". Wszak "w dzisiejszych czasach zasadniczo każdy gwałt to gwałt na dziwce".
W kolejnym typowym poście czytamy: "Może bardziej martwiłbym się bólem, jaki sprawia gwałt, gdyby nie to, że większość amerykańskich kobiet zasługuje na to, by zostać zgwałcona, ponieważ jest przeciwna prostytucji jako formie rozładowania seksualnego dla mężczyzn. Skoro kobiety zasługują na to, by je gwałcić, nie mam co się przejmować, że sprawia im to ból".
Reszta tekstu dostępna w regularnej sprzedaży.