Wprowadzenie
Kilka lat temu zacząłem rozważać zakup nowej deski surfingowej. Od dłuższego czasu używałem dwuipółmetrowego modelu od Spydera Wrighta i chciałem dla odmiany spróbować czegoś mniejszego. W magazynie "Surfer" przeczytałem o powracającej modzie na drewniane deski, więc postanowiłem zorientować się nieco w temacie. Podobnie jak miliardy innych konsumentów uznałem, że najpierw należy poszukać informacji w Google. Wpisałem w wyszukiwarce hasło: "drewniane deski surfingowe", po czym kliknąłem najlepszy wynik wyszukiwania i tak trafiłem na stronę grainsurfboards.com.
Nie rozczarowałem się. Witryna natychmiast przykuła moją uwagę pięknymi zdjęciami desek i doskonałymi opisami procesu produkcyjnego. Nic dziwnego, że Grain Surfboards pojawiało się na szczycie listy wyników wyszukiwania najważniejszej frazy w działalności firmy.
Z informacji na stronie dowiedziałem się, że 100 albo i więcej lat temu na Hawajach deski wykonywano wyłącznie z litego drewna, jednak w ciągu ostatnich 60 lat produkowane maszynowo tworzywa sztuczne, takie jak pianka poliuretanowa czy polistyrenowa, niemal całkowicie wyparły drewno.
Na szczęście powstała firma Grain Surfboards i jako pierwsza sięgnęła po techniki wykorzystywane w szkutnictwie. Zaczęła wytwarzać wydrążone w środku, lekkie i piękne deski surfingowe, które dodatkowo były przyjazne środowisku. Na stronie internetowej nie tylko zachwalała swoje produkty, lecz także zapoznawała z historią mojego sportu.
Na lekcji historii jednak się nie kończy. Firma Grain Surfboards udostępnia online szczegóły procesu produkcyjnego, więc każdy może zobaczyć na własne oczy, jak powstają drewniane deski. Koncepcja dzielenia się swoimi najlepszymi praktykami jest wciąż obca wielu marketerom i przedsiębiorcom z tego względu, że ludzie generalnie nie chcą, aby konkurencja rozumiała ich działalność. Tyle że im lepiej edukujesz konsumenta, tym większe jest prawdopodobieństwo, że stanie się on twoim klientem.
Na stronie znalazłem również informację, że Grain Surfboards oferuje zestawy do samodzielnej budowy drewnianej deski surfingowej, a w nich wszystko, czego potrzebujesz do realizacji tego przedsięwzięcia, łącznie ze szczegółowymi instrukcjami. Dowiedziałem się też, że firma regularnie prowadzi warsztaty w swojej siedzibie w Maine, a co jakiś czas organizuje kursy niestacjonarne (ostatnio w Kalifornii). Jeśli nie przekonuje cię idea własnoręcznego zbudowania swojej deski surfingowej, wykonają ją dla ciebie rzemieślnicy z Grain Surfboards.
Grain Surfboards doskonale ilustruje odmienne podejście do prowadzenia biznesu - dokładnie tę metodę, którą będziemy omawiać w niniejszej książce. Firma rozumie, że dzieląc się swoją pracą w sieci, rozpowszechnia swoje pomysły i w rezultacie rozwija biznes. Na kolejnych stronach przyjrzymy się temu, jak tworzyć równie skuteczne treści.
Myszkując po witrynie Grain Surfboards, trafiłem na fanpage firmy na Facebooku (ponad 12 tysięcy polubień) oraz jej konto na Instagramie (@GrainSurfboards ma ponad 50 tysięcy obserwujących). Grain Surfboards nieustannie angażuje fanów i dzieli się z nimi nowościami, a ponieważ fani uwielbiają, kiedy się ich angażuje, siłą rzeczy pomagają promować idee firmy - nawet nie trzeba ich o to prosić. Na przykład na Instagramie posty Grain Surfboards uzyskują setki polubień oraz są wielokrotnie komentowane i udostępniane. Zespół regularnie publikuje zdjęcia desek, które aktualnie powstają, modeli stworzonych przez klientów oraz, naturalnie, entuzjastów surfingu ujarzmiających fale na zachwycających deskach Grain Surfboards.
Z tej książki dowiesz się też, jak używać narzędzi takich jak Instagram czy Facebook w ramach prowadzonej działalności biznesowej. Platformy społecznościowe są łatwe, przyjemne i szalenie skuteczne w użytkowaniu. Zrobienie zdjęcia, skorygowanie go atrakcyjnym filtrem i podzielenie się zawartością z fanami trwa nie dłużej niż dwie minuty. Na Instagramie to obrazy i filmy przemawiają do użytkowników, więc nawet osoby, które nie są biegłe w pisaniu, mogą stworzyć fenomenalne treści.
Po około 10 minutach przeglądania witryny oraz profili firmy na Facebooku i Instagramie podjąłem decyzję o zakupie jednej z desek produkowanych przez Grain Surfboards. Ale nie poprzestałem na tym. Zapisałem się też na czterodniowy kurs konstruowania drewnianych desek surfingowych, który organizowano w fabryce w Yorku, w stanie Maine. Kiedy przeczytałem następujący opis, wprost nie mogłem się oprzeć tej inspirującej perspektywie: "Przyjeżdżasz na cztery dni i wracasz do domu z piękną deską! W trakcie tego czterodniowego kursu wykonasz swój egzemplarz niemal od podstaw. Pierwszego dnia otrzymasz od nas gotowy szkielet i w parze z innym kursantem będziesz pracować nad krawędziami waszych desek - jednej rano, a drugiej po południu. Pozostałe trzy dni upłyną na wykańczaniu desek, nadawaniu im kształtu i wygładzaniu nierówności. Wszystko dzieje się bardzo szybko, ale to świetna zabawa i po zaledwie czterech dniach idealnie ukształtowana i wyszlifowana deska jest gotowa do laminowania". Pomyślałem: Wchodzę w to!
Samodzielne konstruowanie własnej deski okazało się fantastycznym przeżyciem. Wiele osób podziela zresztą mój entuzjazm i opowiada o swoich doświadczeniach z warsztatów w Grain Surfboards na firmowym fanpage'u na Facebooku. Te posty niosą dobre słowo o marce dalej w świat. A moja historia? Cztery dni zwieńczone pięknym 190-centymetrowym modelem Wherry Fish, który zostawiłem w Yorku do wykończenia warstwą włókna szklanego. Kiedy wróciłem po moją zalaminowaną deskę, zapisałem się na kolejny kurs, żeby móc zbudować jeszcze jedną.
Uzależniłem się od Grain Surfboards. Firma rozkręciła prężnie działający biznes i stała się najważniejszym graczem na swoim rynku. A głównym motorem tego sukcesu są treści, jakie zamieszcza ona online. Grain Surfboards nie ucieka się do opłacania kosztownych reklam w magazynach dla surferów. Nie próbuje nakłaniać detalistów do sprzedaży swojego produktu. W zamian za to dociera bezpośrednio do potencjalnych nabywców - właśnie wtedy, gdy poszukują tego, co Grain Surfboards ma w swojej ofercie.
Wpisałem w Google hasło: "drewniane deski surfingowe". Niecałe pół godziny później trzymałem w dłoni kartę kredytową i rezerwowałem miejsce na warsztatach odbywających się w innym stanie! Gdyby nie bogata zawartość strony Grain Surfboards, piękne zdjęcia, szczegółowe informacje dotyczące procesu produkcyjnego i relacje zadowolonych klientów, szybko wróciłbym do wyników wyszukiwania, żeby sprawdzić ofertę innego producenta. Tymczasem wydałem tysiące dolarów, nagradzając firmę, która potraktowała mnie z szacunkiem i zaprosiła do fascynującego świata drewnianych desek surfingowych.
Sieć oferuje olbrzymie możliwości w zakresie bezpośredniego docierania do klienta, a ty za chwilę nauczysz się, jak okiełznać tę moc. To, co jeszcze kilka lat temu było fantastyką naukową, dziś jest nie tylko powszechne, ale wręcz brane za pewnik. Zastanów się przez moment, jak nadzwyczajne jest to, że za pomocą niewielkiego urządzenia, które nosisz w kieszeni, możesz w okamgnieniu stworzyć transmisję na żywo i łącząc się z usługami takimi jak Facebook Live, Instagram czy Snapchat, dotrzeć do tysięcy zainteresowanych osób, śledzących z uwagą twój przekaz. Możesz też przeprowadzić rozmowę wideo z potencjalnym klientem z drugiego końca świata - zupełnie za darmo! Twoje urządzenie mobilne ma znacznie większy potencjał niż wyobrażali to sobie przed kilkoma dekadami twórcy serialu animowanego Jetsonowie. Wszyscy mamy możliwość dotarcia w czasie rzeczywistym do niemal każdego człowieka na kuli ziemskiej. Możesz publikować rozmaite treści - wpisy na blogu, nagrania wideo, infografiki, zdjęcia - i docierać do potencjalnych klientów, którzy będą ochoczo robić z tobą interesy.
Kiedyś można było zrobić tylko trzy rzeczy, by zostać zauważonym: zapłacić krocie za reklamę, błagać media głównego nurtu, żeby opowiedziały twoją historię za ciebie, albo zatrudnić pokaźną grupę sprzedawców, żeby wciskali twoje produkty indywidualnym klientom.
Dziś mamy znacznie lepszą opcję: możemy publikować w sieci interesujące treści; treści, które twoi nabywcy chcą "konsumować". Dziś branża marketingu i PR posługuje się innymi narzędziami. Kompetencje, które sprawdzały się offline; te, dzięki którym swoją pozycję można było kupić, wyprosić albo zdobyć poprzez nękanie klienta, były sztuką zakłócania spokoju i wymuszania.
Sukces online to efekt myślenia dziennikarskiego i publikowania zachwycających treści, zapewniających ci wizerunek organizacji lub osoby, z którą współpraca byłaby czystą przyjemnością. Teraz to ty odpowiadasz za własny sukces.
Nowe zasady
W szczycie bańki internetowej, znanej jako boom dotcomów, byłem wicedyrektorem do spraw marketingu w NewsEdge Corporation - internetowym serwisie informacyjnym, notowanym na amerykańskiej giełdzie NASDAQ i osiągającym roczne przychody przekraczające 70 milionów dolarów. Mój budżet na działania marketingowe wynosił miliony dolarów, w tym dziesiątki tysięcy dolarów miesięcznie płacone za usługi agencji PR, setki tysięcy rocznie przeznaczane na drukowane reklamy i lśniące broszury oraz gigantyczne koszty uczestnictwa w kilkunastu wydarzeniach targowych w ciągu roku. To były priorytety na liście zadań mojego zespołu. Pracowaliśmy w pocie czoła, żeby je realizować i wydawaliśmy na to krocie, bo tak robili wszyscy specjaliści do spraw marketingu i PR. Czuliśmy się dobrze z tym, że coś robiliśmy, ale nasze wysiłki nie przynosiły wymiernych rezultatów. Pracowaliśmy, kierując się zasadami z zamierzchłej przeszłości.
Jednocześnie - korzystając z doświadczenia, jakie zdobyłem na moim poprzednim stanowisku dyrektora do spraw marketingu na rynku azjatyckim w internetowym oddziale koncernu Knight-Ridder (wówczas jednej z największych grup prasowych na świecie) - potajemnie tworzyłem wraz z zespołem internetowe programy marketingowe i PR-owe oparte na treści.
Wbrew zaleceniom specjalistów z agencji PR, którą zatrudnialiśmy (uparcie twierdzących, że informacje prasowe są przeznaczone wyłącznie dla prasy), pisaliśmy i rozsyłaliśmy dziesiątki komunikatów. Za każdym razem, gdy wysyłaliśmy jakąś informację prasową, ta pojawiała się w serwisach internetowych, takich jak Yahoo!, i w rezultacie generowała leady sprzedażowe. Choć nasza agencja reklamowa odradzała nam publikowanie cennych informacji "tam, gdzie mogły paść łupem konkurencji", tworzyliśmy comiesięczny newsletter zatytułowany "NewsEdge", w którym opisywaliśmy rozwijający się w zawrotnym tempie rynek mediów cyfrowych. Udostępnialiśmy go bezpłatnie na stronie startowej naszego serwisu, ponieważ wyraźnie wzbudzał zainteresowanie kupujących, mediów i analityków.
W latach 90. XX wieku, kiedy PR i marketing internetowy wciąż były w powijakach, przekonałem swój zespół do zignorowania starych zasad. Czerpiąc z mojego doświadczenia w zakresie publikacji elektronicznej, stworzyliśmy wspólnie strategię content marketingową, by za pośrednictwem sieci dotrzeć bezpośrednio do klienta. Programy, które opracowaliśmy bez niczyjej pomocy i przy praktycznie zerowych nakładach finansowych, wzbudziły większe zainteresowanie kwalifikowanych potencjalnych klientów, mediów i analityków (zwiększając tym samym sprzedaż) niż kosztowne programy prowadzone dla nas przez "profesjonalistów". Ludzie, o których nigdy nie słyszeliśmy, odnajdywali nas poprzez wyszukiwarki. Odkryliśmy lepszy sposób na dotarcie do nabywców.
W 2002 roku, po tym, jak "NewsEdge" zostało wykupione przez Thomson Corporation (obecnie Thomson Reuters), założyłem własną firmę, żeby dopracować swoje pomysły i przekazywać wiedzę, pisząc, występując na konferencjach i prowadząc seminaria dla klientów korporacyjnych. Celem mojej pracy było pomaganie innym w bezpośrednim dotarciu do nabywcy dzięki treściom internetowym. Od tamtej pory powstało mnóstwo nowych form mediów internetowych, między innymi serwisy społecznościowe, takie jak Twitter, Facebook, Instagram, Snapchat czy Pinterest, a także blogi, podcasty, transmisje wideo i społeczności wirtualne. Jest jednak coś, co łączy te różnorodne nowe narzędzia i techniki - stanowią one najlepszą drogę bezpośredniej komunikacji z docelowym rykiem.
Warto zaznaczyć, że zalążkiem tej książki była internetowa działalność marketingowa, którą prowadziłem na swoim blogu. Ponad dekadę temu opublikowałem tam e-booka The New Rules of PR, wywołując spory entuzjazm (i liczne kontrowersje) wśród marketerów i przedsiębiorców na całym świecie. Od chwili publikacji mój e-book został pobrany kilka milionów razy i skomentowany przez tysiące czytelników bloga oraz innych osób. (Dziękuję wszystkim, którzy się z nim zapoznali i przekazali go dalej). Pierwsze wydanie niniejszej książki było jednak czymś więcej niż zwykłym rozwinięciem tamtej publikacji, ponieważ dotyczyło nie tylko marketingu, lecz także zawierało informacje o wielu innych formach mediów internetowych oraz wnioski z wieloletnich dodatkowych badań.
Nie jestem autorem wszystkich przemyśleń, o których przeczytasz w tej książce. Wynika to z faktu, że w trakcie pisania pierwszego wydania sukcesywnie umieszczałem kolejno powstające rozdziały na blogu. Pracując nad późniejszymi wersjami książki, w tym nad obecnym, siódmym wydaniem, cały czas publikowałem historie, które tu przeczytasz. Tysiące osób śledziły moje wpisy i zgłaszały sugestie w komentarzach na blogu, na Twitterze lub w wiadomościach e-mail. Wiele z nich miało tym samym wpływ na ostateczny kształt tej książki. Dziękuję wam za wasz wkład. I dziękuję, że polemizowaliście ze mną, kiedy zbaczałem z właściwej drogi. Wasz entuzjazm uczynił tę książkę znacznie lepszą, aniżeli byłaby, gdybym pisał ją w całkowitej izolacji.
Sieć zmieniła nie tylko zasady marketingu i PR, ale również model książek o tematyce biznesowej. Nowe zasady marketingu i PR są tego interesującym przykładem. Treści umieszczane przeze mnie online (e-book i wpisy na blogu) zaowocowały umową wydawniczą na książkę, która ukazała się drukiem. Inni wydawcy dostaliby pewnie białej gorączki, gdyby autor chciał - w poszukiwaniu inspiracji - opublikować część swojej książki online (i to za darmo!). Na szczęście ludzie z John Wiley & Sons byli temu przychylni. Im także należą się podziękowania.
Życie z nowymi zasadami
Od premiery w czerwcu 2007 roku Nowe zasady marketingu i PR cieszyły się ogromną popularnością. Pierwsze wydanie książki przez wiele miesięcy utrzymywało się na liście bestsellerów tygodnika "BusinessWeek". Od tamtej pory, czyli od ponad dekady, jej kolejne wydania pozostają wiodącym tytułem wśród tysięcy publikacji na temat marketingu i public relations. Zdradzić ci coś wstrząsającego? Nie wydałem ani grosza na reklamę i promocję tej książki.
Wypuszczając na rynek pierwsze wydanie, zrobiłem natomiast następującą rzecz: zaproponowałem egzemplarze recenzenckie około 130 poczytnym blogerom, wysłałem około 20 komunikatów informacyjnych (w dalszej części książki przeczytasz o wykorzystaniu komunikatu informacyjnego jako narzędzia umożliwiającego dotarcie bezpośrednio do nabywców), a mój wydawca powiadomił swoje kontakty w mediach. To wszystko. Od tamtej pory tysiące blogerów zrecenzowały moją książkę (dziękuję!), znacząco podnosząc jej sprzedaż. Dzięki zainteresowaniu blogosfery zwróciły na mnie uwagę również media głównego nurtu. Kilkukrotnie udzielałem wywiadów dziennikowi "Wall Street Journal", ponieważ dziennikarze przeczytali o moich pomysłach online i chcieli zacytować mnie w swoich materiałach. Występowałem w międzynarodowych i lokalnych stacjach telewizyjnych i radiowych, między innymi w MSNBC, Fox Business oraz National Public Radio. Przeprowadzano ze mną wywiady w setkach podcastów. Reporterzy gazet i magazynów branżowych nieustannie wysyłają do mnie e-maile, licząc na cytaty do swoich artykułów. Jak mnie znajdują? Naturalnie online! I nie kosztuje mnie to ani grosza. Nie piszę tego, żeby pochwalić się swoimi wynikami sprzedaży czy wystąpieniami w mediach. Robię to, aby pokazać ci, że moje podejście jest skuteczne, i zapewnić, że możesz osiągnąć podobne wyniki.
Ale najwspanialszą częścią mojego życia od czasu publikacji pierwszego wydania tej książki wcale nie jest to, że sam praktykuję nowe zasady marketingu i PR z dobrym skutkiem, ani nawet to, że książka sprzedaje się jak świeże bułeczki. Nie. Najwspanialszą częścią mojego obecnego życia jest to, że codziennie kontaktują się ze mną ludzie tacy jak ty, aby poinformować mnie, że rozwiązania omówione na kartach tej książki całkowicie zmieniły nie tylko ich firmy, lecz także całe życie. Naprawdę! Właśnie tak to opisują. Kontaktują się ze mną, aby podziękować mi za to, że postanowiłem opublikować swoje pomysły, ponieważ dzięki temu zdobyli dostęp do prawdziwego świata marketingu i PR.
Weźmy na przykład Jody'ego. Wysłał mi wiadomość e-mail, w której opisał nieoczekiwany wpływ, jaki moja książka wywarła na niego i jego żonę. W ich odczuciu najbardziej ekscytującą i obiecującą koncepcją jest to, że w sieci mogą przemawiać autentycznym głosem. Odrzucili zatem pretensjonalny PR-owy przekaz, do znudzenia proponowany przez ich agencje.
Jim napisał: "Nie wystarczy powiedzieć, że dwukrotnie przeczytałem twoją książkę - wykorzystałem ją do stworzenia innowacyjnego modelu pisania. Przed wydaniem swojej pierwszej powieści zacząłem od podstaw budować publiczność na LinkedIn, a dziś mam już ponad 70 tysięcy obserwujących".
Jorge, który mieszka w Portugalii, napisał w komentarzu na LinkedIn: "To dzięki tej książce założyłem bloga. Stworzenie pierwszego wpisu zajęło mi wtedy cały dzień. Dziś regularnie korzystam z content marketingu, a o moje interesy dba Wujek Google! Dzięki, David, dzięki, Nowe zasady... (i Wujku Google)!"
Andrew zostawił na moim blogu następujący komentarz: "Davidzie, twoja książka zainspirowała mnie do tego stopnia, że postanowiłem rozkręcić zupełnie nowy biznes (który startuje już wkrótce), korzystając z promowanych przez ciebie zasad. Piszesz w przekonujący sposób o wielu rzeczach, z którymi dotychczas się zmagałem. Podsumowując, twoja książka z całą pewnością zmieniła jedno życie".
Mark pisze: "W 2006 roku poszedłem za twoją radą i założyłem bloga. Jeśli wpiszesz w Google hasło "fix sales problems" (rozwiązywanie problemów ze sprzedażą), pojawią się 42 miliony wyników, a ja jestem numerem jeden na całym świecie! Jeszcze raz dziękuję za radę udzieloną mi lata temu. Zmusiłem się, żeby ją wcielić w życie, i cieszę się, że to zrobiłem".
Julie, która piastuje kierownicze stanowisko w firmie PR-owej, wręczyła kopie mojej książki wszystkim 75 członkom swojego zespołu. Mike napisał, że jego firma wykorzystuje wszystkie trendy i techniki, które opisałem. Kupił hurtową liczbę egzemplarzy i rozdał je współpracownikom. Larry zdobył egzemplarze dla każdego członka swojego stowarzyszenia zawodowego. Robin, która pracuje w agencji świadczącej usługi PR-owe, kupiła 300 egzemplarzy dla klientów firmy. Podczas konferencji podchodzą do mnie ludzie i proszą o autografy na ich własnych egzemplarzach, cudownie upstrzonych plamami po kawie, pełnych oślich uszu i kolorowych karteczek samoprzylepnych. Czasem zdradzają mi też zabawne sekreciki. Kathy, która zawodowo zajmuje się PR-em, powiedziała mi, że gdyby wszyscy przeczytali Nowe zasady..., z pewnością zostałaby bez pracy! David wspomniał, że to, czego się nauczył, pomogło mu znaleźć nową pracę.
Ten nadzwyczajny feedback ogromnie mi schlebia, jednak najbardziej jestem wdzięczny za to, że moje pomysły dały ludziom siłę do poszukiwania własnego głosu i zainspirowały ich do opowiadania swoich historii w sieci. Czy to nie wspaniałe?
A teraz pozwól, że podzielę się z tobą pewnym sekretem. Pisząc pierwsze wydanie tej książki, nie byłem całkowicie przekonany o stosowności tych nowych zasad w kontekście globalnym. Miałem co prawda pewne dowody anegdotyczne świadczące o skutecznym wykorzystaniu marketingu internetowego, blogów i mediów społecznościowych poza obszarem Ameryki Północnej, ale pewna myśl nie dawała mi spokoju: Czy wszystkie typy organizacji docierają do klientów bezpośrednio, poprzez treści internetowe tworzone w innych językach niż angielski i dla innych kultur niż moja własna?
Szybko zrozumiałem, że zdecydowanie tak! Około 25 procent anglojęzycznego nakładu mojej książki sprzedało się poza Stanami Zjednoczonymi. Ponadto Nowe zasady... doczekały się przekładów (albo są właśnie w trakcie tłumaczenia) na więcej niż 29 języków, w tym: bułgarski, fiński, koreański, wietnamski, serbski i turecki. Wygłaszałem prelekcje w Bułgarii, Szwecji, Arabii Saudyjskiej, Indiach, Japonii, Zjednoczonym Królestwie, Hiszpanii, Estonii, Turcji, Egipcie, Chorwacji, Holandii, Australii, Nowej Zelandii, Malezji, Trynidadzie, Kolumbii, Dominikanie, we Włoszech i na Łotwie. Z pełnym przekonaniem mogę zatem powiedzieć, że kwestie poruszone w tej książce odbijają się szerokim echem na całym świecie. Doprawdy jesteśmy świadkami zjawiska o zasięgu globalnym.
Co nowego
Siódma edycja Nowych zasad marketingu i PR opiera się na całkowicie poprawionym, szóstym wydaniu, które kolejny raz zostało poddane gruntownej rewizji. Zweryfikowałem każdą historię, każdy fakt i każdą liczbę. Ale też słuchałem. W ciągu ostatniej dekady spotkałem tysiące osób takich jak ty. Wszyscy ci ludzie opowiadali mi swoje historie. Bazując na tamtych doświadczeniach, zamieściłem w bieżącym wydaniu wiele nowych przykładów sukcesu. Osoby, które przeczytały wcześniejsze wersje książki, z pewnością znajdą tu wiele świeżych pomysłów i oryginalnych treści.
Dokonałem też innych znaczących wzbogaceń. Narzędzia marketingu i public relations nieustannie ewoluują, o czym może świadczyć fakt, że kiedy powstawało pierwsze wydanie tej książki, Facebook był dostępny jedynie dla studentów, a Twitter w ogóle nie istniał. Dziś Twitter jest nieodzownym narzędziem marketingowym, a według stanu na 31 marca 2019 roku z Facebooka korzystało miesięcznie 2,38 miliarda aktywnych użytkowników na całym świecie. To oczywiście tylko dwa przykłady.
A oto kolejny dowód na to, że koncepcje zaprezentowane w tej książce zyskują powszechne uznanie. O newsjackingu, sztuce promocji marki poprzez nawiązywanie do bieżących wydarzeń i newsów z pierwszych stron gazet, po raz pierwszy pisałem już w 2011 roku. Jestem zaszczycony i wdzięczny, że dzięki czytelnikom, którzy zetknęli się z moimi pionierskimi przemyśleniami w poprzednich wydaniach książki, koncepcja newsjackingu zyskała tak niewiarygodną popularność.
Warto wspomnieć, że termin newsjacking pojawił się w słowniku Oxford English Dictionary sześć lat później i od razu został wpisany na listę pretendentów do miana słowa roku 2017. W swoim oświadczeniu przedstawiciele Oxford Dictionaries wyjaśnili: "W ciągu kilku ostatnich lat newsjacking ewoluował z eksperymentalnej techniki do rangi nieodzownego narzędzia w arsenale każdego działu marketingu świadomego roli mediów społecznościowych. W tym roku marki z różnorodnych sektorów z przekonaniem sięgały po tę strategię nie tylko po to, aby zaistnieć w świadomości publicznej, ale też by dać wyraz konkretnym postawom etycznym i moralnym. Termin newsjacking, datowany na lata 70. XX wieku, jest hybrydą słów news oraz hijacking i pierwotnie był używany w odniesieniu do kradzieży gazet celem czerpania korzyści ze sprzedaży makulatury. Jego współczesne znaczenie zrodziło się z kolei na początku XXI wieku za sprawą stratega sprzedaży i marketingu Davida Meermana Scotta". O newsjackingu dowiesz się z rozdziału 21, do którego dodałem kilka nowych przykładów.
Od czasu publikacji ostatniego wydania Nowych zasad marketingu i PR, gwałtownie wzrosła liczba osób korzystających z funkcji asystentów głosowych, udostępnianych między innymi przez Amazona, Google czy Apple. Zrozumienie tego, w jaki sposób ludzie używają głosu do zadawania pytań, stało się istotnym aspektem optymalizacji pod kątem wyszukiwarek internetowych (SEO), dlatego dodałem rozdział poświęcony temu zjawisku.
Ponieważ na początku 2019 roku Google wycofał się z projektu serwisu społecznościowego Google Plus (G+), byłem zmuszony usunąć z książki sekcję dotyczącą tego zagadnienia. Platforma Google Plus wystartowała w połowie 2011 roku - ku wielkiej ekscytacji odbiorców - i początkowo była dostępna wyłącznie na zaproszenie (sprytny wybieg, który miał skłonić wczesnych naśladowców, takich jak ja, do założenia profilu). Po udostępnieniu serwisu szerokiej publiczności we wrześniu 2011 roku G+ było najszybciej rozwijającą się siecią społecznościową w historii. Wkrótce jednak okazało się, że googlowska usługa niewiele różni się od tego, co oferuje Facebook i ostatecznie mało kto pozostał jej wierny. Niespełna dziesięć lat po inauguracji platforma została raptownie zamknięta. Z tej historii płyną dla nas przynajmniej dwie ważne lekcje: (1) serwisy społecznościowe naśladujące produkty konkurencji są skazane na porażkę, a także (2) w kwestii budowania marki osobistej nigdy nie polegaj wyłącznie na jednym serwisie społecznościowym.
Z książki usunąłem też kilka historii i koncepcji, które w moim odczuciu stały się zbędne, jak choćby cały rozdział poświęcony wcześniej marketingowi wirusowemu. W świetle stale rosnącej popularności mediów społecznościowych, newsjackingu i możliwości globalnej komunikacji w czasie rzeczywistym ogromny zasięg informacji i zawrotne tempo jej rozpowszechniania to zagadnienia, które pojawiają się w kontekście wielu poruszanych tu tematów i nie potrzebują osobnego rozdziału.
Niniejsze wydanie zawiera też zupełnie nowy rozdział, w którym skupiam się na zagadnieniach sztucznej inteligencji (AI) i samouczenia się maszyn. Od publikacji ostatniego wydania wzrost znaczenia sztucznej inteligencji w marketingu i public relations umożliwił automatyzację rutynowych zadań, co przełożyło się na oszczędność czasu i pieniędzy, a także podniósł efektywność inicjatyw marketingowych. Wspomniany rozdział omawia praktyczne zastosowania sztucznej inteligencji w codziennej pracy marketera, między innymi do analizy, który newsletter czy wpis na blogu będzie częściej udostępniany i ma szansę na największy zasięg, jakie techniki tworzenia nagłówków są najskuteczniejsze, kiedy najlepiej opublikować konkretne treści, jakimi kanałami należy je rozpowszechniać oraz jakich hasztagów użyć. Rozważając implementację AI w swojej organizacji, zastanów się, które z rutynowych zadań korzystnie wpływających na wartość biznesową można zautomatyzować. Nawet jeśli nie korzystasz jeszcze ze sztucznej inteligencji, musisz wiedzieć, jaki potencjał kryje w sobie ten prawdopodobnie najszybciej rozwijający się aspekt marketingu.
Książka jak blog
Ponieważ granica między marketingiem a PR-em zatarła się do tego stopnia, że rozróżnienie tych dziedzin jest dziś praktycznie niemożliwe, wybór najlepszych mediów cyfrowych nie jest już tak oczywisty jak dawniej. Chcąc nadać książce przejrzystą strukturę, podzieliłem ją na rozdziały poświęcone poszczególnym narzędziom: blogom, wideo, mediom społecznościowym itd. Prawda jest jednak taka, że te wszystkie techniki wzajemnie się przenikają i uzupełniają.
Media cyfrowe ewoluują w zawrotnym tempie. Jestem przekonany, że w momencie, w którym czytasz te słowa, natknąłem się już na jakieś nowe techniki i ubolewam, że nie umieściłem ich w tym wydaniu. Jednocześnie wierzę, że podstawy są niezmiernie ważne, dlatego rozdział 10 (w którym dowiesz się, jak opracować własny plan marketingowy i PR-owy) opiera się na praktycznym, zdroworozsądkowym podejściu.
Niniejsza książka została podzielona na trzy duże części. W części I szczegółowo omawiam wpływ sieci na zasady marketingu i PR. Z kolei część II wprowadza i dokładnie opisuje poszczególne media internetowe. Natomiast część III zawiera praktyczne porady i plan działania, które pomogą ci wprowadzić nowe zasady w życie swojej organizacji.
Choć uważam, że taki układ prezentacji treści jest najlogiczniejszym wyborem, nie widzę powodu, dla którego czytelnik nie mógłby studiować poszczególnych rozdziałów w dowolnej kolejności. To nie powieść kryminalna i nie ma ryzyka utraty wątku. Z całą pewnością nie chcę też marnować twojego czasu. Pisząc, fantazjowałem o tym, że odsyłam cię z rozdziału do rozdziału za pomocą hiperłączy, tak jak na blogu. Niestety papierowe wydanie książki pozbawia mnie takiej możliwości, dlatego posłużyłem się bardziej staroświeckimi odsyłaczami, w których sugeruję, co można ominąć lub do czego warto powrócić.
Kiedy wspominam o konkretnych osobach lub organizacjach, często podaję również ich identyfikator użytkownika na Twitterze, poprzedzając go znakiem @. Na przykład, gdybym chciał nawiązać do własnej osoby, zapisałbym to następująco: David Meerman Scott @dmscott. Odwiedzając konta na Twitterze, można szybko zdobyć dodatkowe informacje o osobach i organizacjach.
Zwrócisz zapewne uwagę, że mój ton nie jest formalny i chłodny, jak w wypadku wielu książek biznesowych, lecz raczej swobodny i bezpośredni. To dlatego, że posługuję się tu moim "głosem blogowym". Lubię pisać w ten sposób i jestem przekonany, że dla ciebie, czytelniku, taki styl jest łatwiejszy w odbiorze.
Słów firma i organizacja używam tu na określenie wszystkich typów organizacji i osób fizycznych. Mogą to być organizacje non profit, agencje rządowe, kandydaci polityczni, szkoły, drużyny sportowe, kancelarie prawne lub dowolne inne podmioty. Podobnie, kiedy używam słowa kupujący lub nabywca, mam na myśli również subskrybentów, wyborców, wolontariuszy, darczyńców i kandydatów na rozmaite stanowiska, ponieważ przedstawione tu nowe zasady umożliwiają dotarcie do każdej z tych grup. Stoisz na czele organizacji niedochodowej i musisz zwiększyć wpływy z darowizn? Wobec tego nowe zasady są dla ciebie równie przydatne, jak dla dowolnej korporacji. To samo dotyczy organizatorów kampanii politycznych pragnących pozyskać głosy wyborców, szkół liczących na owocną rekrutację, konsultantów poszukujących klientów biznesowych oraz kościołów pragnących pozyskać nowych parafian.
Ta książka przedstawi ci nowe zasady i nauczy cię, jak z nich korzystać. Dla ludzi z całego świata, którzy komunikują się w sieci, stare zasady marketingu i PR całkowicie straciły znaczenie. Dziś wszystkie typy organizacji komunikują się ze swoimi odbiorcami online. Z danych International Telecommunications Union, jednej z organizacji wyspecjalizowanych ONZ, wynika, że pod koniec 2018 roku 51,2 procent globalnej populacji, czyli około 3,9 miliarda osób, korzystało z internetu. Co więcej, na każdych 100 osób przypadało 107 abonamentów telefonii komórkowej. Tak, na świecie jest więcej telefonów komórkowych niż ludzi! Nic dziwnego, że aby dotrzeć bezpośrednio do potencjalnych nabywców, świadomi marketerzy, na każdej długości i szerokości geograficznej, zmienili swoje podejście do marketingu i PR.
Historie sukcesu
Najbardziej ekscytującym aspektem tej książki jest to, że mam zaszczyt prezentować na jej kartach wiele spośród najznamienitszych przykładów sukcesu w tworzeniu programów marketingowych w sieci. Znajdziesz tu ponad 50 historii, nierzadko wzbogaconych autentycznymi wypowiedziami marketerów, z którymi miałem przyjemność rozmawiać osobiście. Te historie ukazują praktyczny wymiar omawianych przeze mnie koncepcji. Będziesz się uczyć od przedstawicieli zarówno gigantów figurujących w rankingu Fortune 500, jak i niewielkich przedsiębiorstw zatrudniających garstkę pracowników; firm oferujących szeroki wachlarz produktów, od rowerów szosowych po śmigłowce, od oprogramowania komputerowego po akcesoria do włosów dla mężczyzn.
Niektóre z tych organizacji są powszechnie znane, inne zaś cieszą się popularnością wyłącznie w swoich niszach rynkowych. Przedstawiam tu charakterystyki organizacji non profit, grup lobbingowych i okręgu szkolnego w uboższej dzielnicy wielkiego miasta. Opowiadam historie niezależnych konsultantów, kościołów, zespołów rockowych i prawników, z powodzeniem wykorzystujących sieć w celu dotarcia do swoich odbiorców.
Nie sposób wyrazić słowami, jak bardzo jestem wdzięczny osobom, które poświęciły swój czas na telefoniczne czy też osobiste rozmowy ze mną. Chyba zgodzisz się, że to one są gwiazdami tej książki. Największą radością napawa mnie fakt, że wiele z tych osób odniosło sukces po przeczytaniu poprzedniego wydania Nowych zasad... Czy to nie wspaniałe? Po lekturze tego wydania będziesz w stanie tworzyć programy, dzięki którym twoja działalność może zyskać nieporównywalnie większy zasięg. Być może twoje osiągnięcia staną się lekcją sukcesu dla czytelników przyszłych edycji!
Czytając historie marketerów, którzy odnieśli sukcesy, pamiętaj, że możesz się od nich uczyć, nawet wtedy, gdy reprezentujecie całkowicie odmienne rynki, branże czy typy organizacji. Organizacje non profit mogą czerpać z doświadczenia korporacji. Konsultanci mogą wyciągać wnioski z sukcesów zespołów rockowych. Prawdę mówiąc, jestem głęboko przekonany, że naśladując zwycięskie poczynania spoza swojej branży, nauczysz się więcej niż kopiując pomysły swojej bezpośredniej konkurencji. Pamiętaj - najlepsze w nowych zasadach jest to, że twoi rywale prawdopodobnie jeszcze o nich nie wiedzą.
Dziękuję ci za zainteresowanie nowymi zasadami. Mam nadzieję, że ty również wdrożysz przedstawiane strategie z dobrym skutkiem i twoje życie zmieni się dzięki temu na lepsze.
David Meerman Scott
davidmeermanscott.com
@dmscott