Niezależność finansowa i emocjonalna dla kobiet - Anna Łukaszyn

Kup ebooka

49.90 zł
38.92 zł (38,92 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Wstęp

Pamię­tam, jak w gim­na­zjum nauczy­cielka zapy­tała mnie, co jest moim naj­więk­szym marze­niem. Powie­dzia­łam jej wtedy, że kie­dyś napi­szę książkę. I oto ona, dwa­dzie­ścia kilka lat póź­niej. To zabawne, jak układa się nam życie. Swoją nie­za­leż­ność budo­wa­łam na zglisz­czach tego, co nie mogło już dłu­żej trwać. Dzi­siaj patrzę wstecz z ogromną dozą współ­czu­cia dla samej sie­bie, ale też z podzi­wem dla tego, jak długą drogę prze­szłam przez te kil­ka­na­ście lat doro­sło­ści. To, co kie­dyś jedy­nie mnie wyda­wało się moż­liwe, fak­tycz­nie się wyda­rzyło. Ta książka powsta­wała długo; naj­pierw doj­rze­wała we mnie, zanim prze­la­łam wie­dzę na papier. Jest dla mnie formą zamknię­cia pew­nego roz­działu w życiu kobiety dążą­cej do nie­za­leż­no­ści. Wszyst­kie porady, które w niej znaj­dziesz, zasto­so­wa­łam w swoim życiu i dzięki nim zmie­ni­łam nie tylko to, jak wygląda moja teraź­niej­szość, ale też to, jak pla­nuję swoją przy­szłość.

Co naj­cen­niej­szego daje nie­za­leż­ność? Wol­ność wyboru. Wiem, że to brzmi jak tru­izm, ale to prawda. Czę­sto sły­szę, że mam takie świetne życie rodzinne, i codzien­nie z mężem mówimy sobie, że wspa­niale jest budzić się rano obok sie­bie. Oboje jed­nak nie­siemy swój bagaż, któ­rego cię­żar nie­jed­nego przy­gnió­tłby do ziemi. Dla­czego więc dajemy radę? Bo to wybór. Oboje jeste­śmy nie­za­leżni finan­sowo i emo­cjo­nal­nie, i uwa­żam, że to wła­śnie dzięki temu zbu­do­wa­li­śmy zdrowy zwią­zek. Sądzę, że to jest klucz do suk­cesu: pew­ność sie­bie i świa­do­mość swo­jego wkładu we wspólne życie, i -?co jesz­cze waż­niej­sze -?odwaga, by odejść, kiedy to, co ktoś ci ser­wuje, prze­sta­nie ci sma­ko­wać. Myśl o tym w ten spo­sób -?to, co zro­bisz dzi­siaj, zaosz­czę­dzi przy­szłej tobie mnó­stwo czasu i pie­nię­dzy, ale przede wszyst­kim da ci spo­kój. Dla­tego piszę o nie­za­leż­no­ści finan­so­wej i emo­cjo­nal­nej -?to emo­cje two­rzą twoją rze­czy­wi­stość. Jeśli cią­gle się boisz i pod­da­jesz temu stra­chowi, to nic się nie zmieni. Chcę ci poka­zać -?a sama przez wiele lat w to nie wie­rzy­łam -?że do odważ­nych świat należy. Zacznij zmianę, zanim będziesz gotowa, wszyst­kiego nauczysz się w trak­cie. A ja prze­pro­wa­dzę cię przez więk­szość mean­drów i zaka­mar­ków nie­za­leż­no­ści, jakie możesz napo­tkać.

Chcę poka­zać ci na moim przy­kła­dzie, zwy­kłej dziew­czyny z Pol­ski, która posta­no­wiła wziąć sprawy w swoje ręce, że to moż­liwe. Można żyć po swo­jemu i w zgo­dzie ze swo­imi war­to­ściami. Chcę ci udo­wod­nić, że nie jesteś swoją prze­szło­ścią -?ona jest twoją lek­cją, ale nie defi­niuje tego, kim jesteś. Przez wiele lat uwa­ża­łam, że moje życie to tylko wycho­wy­wa­nie dzieci i bycie jak naj­lep­szą żoną dla swo­jego męża. Potem myśla­łam o sobie jak o imi­grantce, która musi jesz­cze czę­ściej udo­wad­niać, że jest coś warta, bo inni obser­wują każdy jej ruch (wcale nie obser­wo­wali). Następ­nie przy­ję­łam nar­ra­cję: "Wyszłam z prze­mo­co­wego mał­żeń­stwa, mam zespół stresu poura­zo­wego, co jest ze mną nie tak? Dla­czego nie mogę być taka jak inni? Zawsze zostaję w tyle". Momen­tem prze­ło­mo­wym, choć nie­zbyt przy­jem­nym, bo mocno mnie zabo­lał, była kola­cja z osobą, którą podzi­wia­łam od lat. Sie­dzia­łam tam i czu­łam, że kom­plet­nie nie pasuję do towa­rzy­stwa. Trwała oży­wiona roz­mowa, a ja w pew­nym momen­cie powie­dzia­łam coś o moim byłym mężu -?nawet nie pamię­tam, co to mogło być. Wtedy osoba, którą uwa­ża­łam za auto­ry­tet, wes­tchnęła, prze­wró­ciła oczami i zaczęła roz­ma­wiać z kimś innym, nie zwra­ca­jąc już na mnie uwagi. Moje ego wtedy naprawdę ucier­piało. Dzi­siaj na­dal uwa­żam, że jej zacho­wa­nie było nie­uprzejme, ale czuję, że to ono dało mi moty­wa­cję, by w końcu wyjść z roli ofiary. I nawet gdy już prze­sta­łam myśleć o sobie jak o ofie­rze, jesz­cze długo czu­łam ból i mia­łam poczu­cie nie­spra­wie­dli­wo­ści, które powo­do­wało, że nie mogłam pójść dalej. Zasta­na­wia­łam się, jak mogłam pozwo­lić się tak trak­to­wać przez tak wiele lat. Nie wie­dzia­łam, że można ina­czej, więc radzi­łam sobie tak, jak umia­łam. Wiele razy w tej książce wspo­mnę o moim pierw­szym mał­żeń­stwie, ponie­waż sta­nowi ono ogromną część mojej histo­rii. Bez lek­cji, które z niej wycią­gnę­łam, nie mia­ła­bym dzi­siaj tego, co mam.

Jeśli jesteś albo będziesz w podob­nej sytu­acji, gorąco zachę­cam cię do sko­rzy­sta­nia z pomocy tera­peuty, który spe­cja­li­zuje się w sepa­ra­cji i roz­wo­dach, ponie­waż pozwoli ci to poukła­dać sobie rze­czy­wi­stość na nowo. Zamknię­cie tego roz­działu zajęło mi bli­sko cztery lata. Nie wia­domo, ile czasu zaj­mie to tobie -?być może kró­cej niż mnie, a może dłu­żej. Daj sobie tyle czasu, ile potrze­bu­jesz.

Znasz grę plan­szową Wsiąść do pociągu? Losuje się w niej połą­cze­nia mię­dzy mia­stami i two­rzy ich trasy. Pod­czas pla­no­wa­nia masz prawo wymie­niać połą­cze­nia i wybie­rać trasy już dobrze ci znane albo cał­kiem nowe. Cza­sem zda­rzy się, że ktoś zablo­kuje odci­nek, któ­rym chcia­łaś jechać -?wtedy albo wymy­ślasz nowe roz­wią­za­nia, albo sku­piasz się na tej tra­sie, którą jesteś w sta­nie ukoń­czyć. Uwiel­biam tę grę i czę­sto z przy­ja­ciółmi spę­dzamy dłu­gie wie­czory przy kubku her­baty, ukła­da­jąc nasze trasy. Te roz­grywki czę­sto nastra­jają mnie filo­zo­ficz­nie. Poka­zują, jak wiele razy musimy zmie­nić swoją drogę i cza­sem coś porzu­cić, aby móc lepiej się przyj­rzeć innym ścież­kom i być może podą­żyć jedną z nich.

Napi­sa­łam dla cie­bie książkę, którą sama chcia­ła­bym prze­czy­tać te kilka lat temu, by zro­zu­mieć, że można wziąć sprawy w swoje ręce i odnieść suk­ces na swo­ich zasa­dach. Lek­tura przy­nie­sie ci naj­wię­cej korzy­ści, jeśli będziesz odra­biała prace domowe. Przy­go­to­wa­łam dla cie­bie dużo ćwi­czeń i biblio­tekę mate­ria­łów pomoc­ni­czych, takich jak autor­skie arku­sze kal­ku­la­cyjne, które znaj­dziesz na mojej stro­nie inter­ne­to­wej: www.anna­lu­ka­szyn.pl w zakładce "Biblio­teka zaso­bów". Książka składa się z kil­ku­na­stu roz­dzia­łów, któ­rych nie musisz czy­tać po kolei, ale każdy z nich jest przy­stan­kiem na tra­sie do punktu Nie­za­leż­ność Finan­sowa i Emo­cjo­nalna. Regu­lar­nie spraw­dzaj, co już masz za sobą, a nad czym potrze­bu­jesz jesz­cze tro­chę popra­co­wać. Wszystko ułoży się dużo lepiej, niż jesteś sobie to w sta­nie wyobra­zić. Naj­lep­sze rze­czy cze­kają na nas po dru­giej stro­nie stra­chu.

Rozdział 1. Czym jest niezależność finansowa i emocjonalna i od czego zacząć, żeby ją osiągnąć?

Roz­dział 1

Czym jest nie­za­leż­ność finan­sowa i emo­cjo­nalna i od czego zacząć, żeby ją osią­gnąć?

No wła­śnie, czym jest dla cie­bie nie­za­leż­ność? Jak prze­pro­wa­dzić audyt rze­czy­wi­sto­ści, aby prze­ko­nać się, co można zro­bić z tym, co się teraz posiada? Jak roz­po­znać i ukoić swoje wewnętrzne dziecko, aby stało się kobietą speł­nioną emo­cjo­nal­nie? Jak prze­kuć wła­sną wizję nie­za­leż­no­ści w rze­czy­wi­stość w zgo­dzie ze sobą i swo­imi war­to­ściami?

Niech twoje wybory odzwier­cie­dlają twoje nadzieje, nie obawy.

Nel­son Man­dela

Naj­pierw zasta­nów się, co ozna­cza dla cie­bie bycie nie­za­leżną. Może kiedy myślisz o nie­za­leż­no­ści, to od razu masz przed oczami bojow­niczkę o wol­ność. Tylko czyją: swoją wła­sną czy jakiejś więk­szej grupy? A może twoim zda­niem nie­za­leż­ność jest czymś odle­głym, trudno osią­gal­nym? Może jest tylko przy­kła­dem do naśla­do­wa­nia? Może wresz­cie według cie­bie cho­dzi o spra­wo­wa­nie kon­troli nad życiem, emo­cjami oraz finan­sami? No wła­śnie... Nie­za­leż­ność nie­jedno ma imię i dla każ­dej z nas -?dla cie­bie i dla mnie -?może wyglą­dać ina­czej. Ba, nawet jedna osoba może cał­kiem ina­czej defi­nio­wać nie­za­leż­ność na róż­nych eta­pach swo­jego życia.

Kiedy pisa­łam pierw­szy szkic tej książki, utoż­sa­mia­łam nie­za­leż­ność z cał­ko­witą kon­trolą nad życiem, emo­cjami i finan­sami. Dzi­siaj uzna­ła­bym ten rodzaj nie­za­leż­no­ści, w któ­rym prze­ciw­sta­wia się swoje JA całemu światu, za tok­syczny. Obec­nie łączę nie­za­leż­ność z wol­no­ścią wyboru i swo­bod­nym, nie­ogra­ni­czo­nym byciem sobą wyni­ka­ją­cym z akcep­to­wa­nia sie­bie i darze­nia się sza­cun­kiem. Uwa­żam, że nie­za­leż­ność to umie­jęt­ność mówie­nia "nie" nie­wła­ści­wym zna­jo­mo­ściom czy poja­wia­ją­cym się nie­spo­dzie­wa­nie pil­nym obo­wiąz­kom w pracy -?że wiąże się z aser­tyw­no­ścią i ochroną wła­snych gra­nic. To także doj­rza­łość w kwe­stii ocze­ki­wań i zro­zu­mie­nia, co znaj­duje się w sfe­rze naszej wła­snej odpo­wie­dzial­no­ści, a co cudzej. To podej­ście do sie­bie z cie­ka­wo­ścią, łagod­no­ścią, zaufa­niem, ale i pewną dozą dys­cy­pliny. To wiara we wła­sne moż­li­wo­ści wyni­ka­jąca z dotrzy­my­wa­nia zło­żo­nych sobie obiet­nic i dąże­nie do roz­woju. To danie sobie zgody na podej­mo­wa­nie prób, na upa­da­nie i pod­no­sze­nie się po poraż­kach. To rów­nież umie­jęt­ność pro­sze­nia o pomoc, a wresz­cie -?odpo­wie­dzial­ność za swoje finanse, a także przy­go­to­wa­nie sie­bie i swo­ich bli­skich na to, co może się wyda­rzyć, i zabez­pie­cza­nie ich na tę oko­licz­ność.

Nie zawsze jed­nak myśla­łam w ten spo­sób. Przez wiele lat odda­wa­łam kon­trolę innym i było mi z tym dobrze. Pozwa­la­łam, aby moje oto­cze­nie podej­mo­wało decy­zje za mnie, w imię mojego dobra. Nie mam o to do nikogo pre­ten­sji. Wie­rzę głę­boko, że inni postę­pują naj­le­piej, jak umieją, i tak, jak im na to pozwo­limy. Dla­tego swoje bóle, traumy i żal prze­pra­co­wa­łam na tera­pii i tam uko­iłam te czę­ści sie­bie, które tego potrze­bo­wały, a było ich sporo. Wiem, że na­dal wyma­gają cza­sem pogła­ska­nia i uko­cha­nia.

Kiedy uświadomiłam sobie, że nie mam nad swoim życiem żadnej kontroli?

Była jesień 2018 roku, moje mał­żeń­stwo chy­liło się już ku upad­kowi, a ja pod­ję­łam ostat­nią próbę jego rato­wa­nia. Zapi­sa­łam nas na tera­pię dla par i dałam sobie wewnętrzną zgodę na to, że jeśli nic to nie da, odejdę. Wtedy jesz­cze wie­rzy­łam, że uda się poskle­jać nasz zwią­zek...

Pamię­tam, jak tam­tej jesieni prze­cho­dzi­łam obok lustra i spoj­rza­łam na swoje odbi­cie. To, co wtedy ujrza­łam, powraca do mnie po dziś dzień. Nie pozna­wa­łam samej sie­bie. Mia­łam trzy­dzie­ści dwa lata, a z lustra patrzyła na mnie zanie­dbana kobieta w nie­okre­ślo­nym wieku, o pustym spoj­rze­niu i zie­mi­stej cerze. Wyglą­da­łam na potwor­nie zmę­czoną i przy­tło­czoną życiem. Moje ciało dopro­wa­dzone do osta­tecz­no­ści dłu­go­trwa­łym stre­sem i wie­loma obo­wiąz­kami krzy­czało "dość!". W tam­tym cza­sie prze­ko­ny­wa­łam samą sie­bie, że dużo osią­gnę­łam -?stu­dio­wa­łam medyczny kie­ru­nek w obcym dla mnie języku, pra­co­wa­łam na peł­nych obro­tach, mój dom lśnił czy­sto­ścią, a ja raz w tygo­dniu pie­kłam droż­dżowe bułeczki. Ich szy­ko­wa­nie zaj­mo­wało mi za każ­dym razem około 4 godzin, ale czego się nie robi dla rodziny, prawda?

Spoj­rza­łam wtedy na sie­bie i zada­łam sobie pyta­nie, jak to moż­liwe, że dopro­wa­dzi­łam się do takiego stanu. Zaczę­łam się też zasta­na­wiać, kiedy się ostat­nio śmia­łam, tak szcze­rze, aż do bólu brzu­cha. I nie mogłam sobie przy­po­mnieć. Pod­ję­łam nie­śmiałą próbę uśmie­chu, ale wyglą­dało to gro­te­skowo, a ja poczu­łam się głu­pio. W tam­tym momen­cie zapy­ta­łam sie­bie, gdzie podziała się ta roz­ryw­kowa dziew­czyna, którą kie­dyś byłam, gdzie to poczu­cie humoru, ten błysk w oku... Widok mojej wła­snej twa­rzy i myśli, które wywo­łał, mnie prze­ra­ziły, bo widzisz, jako młoda dziew­czyna byłam duszą towa­rzy­stwa, try­ska­łam ener­gią i sypa­łam żar­tami jak z rękawa. W dobrym towa­rzy­stwie mój czarny humor wręcz roz­kwi­tał, a ja potra­fi­łam zro­bić naprawdę dobry stand-up.

Nagle po raz pierw­szy coś do mnie dotarło. Moja głowa jesz­cze tego nie rozu­miała, ale ciało zaczęło mi już wysy­łać wyraźne sygnały -?ból karku i ramion, pro­blemy żołąd­kowe i cią­głe zmę­cze­nie. Nie­za­leż­nie od tego, ile spa­łam, i tak cią­gle byłam wykoń­czona. Uświa­do­mi­łam sobie, że te sygnały poja­wiały się od dawna, ale je igno­ro­wa­łam. Nie powin­nam była tego robić... Minęło jesz­cze kilka tygo­dni i w stycz­niu 2019 roku pod­ję­łam decy­zję, która zmie­niła całe moje życie. Napęd do dzia­ła­nia dał mi tłu­miony latami gniew. Dzi­siaj mówię, że to był "wkurw, który ni­gdy nie prze­szedł". Nie doce­niamy ener­gii kobiety, która ma dość bycia pod­nóż­kiem. Nie doce­niamy naszej zło­ści, a to potężna moc, która, dobrze nakie­ro­wana, pozwala nam prze­no­sić góry. Nie wstydź się swo­jego gniewu - daj mu dojść do głosu, a jego siła cię zasko­czy.

Moja nie­zgoda na ota­cza­jącą mnie rze­czy­wi­stość spra­wiła, że zna­la­złam w sobie siłę, aby powie­dzieć "dość". Wtedy jesz­cze o tym nie wie­dzia­łam, ale decy­zję mogłam pod­jąć dzięki temu, że coś posia­da­łam. Tym czymś były małe oszczęd­no­ści i nie­wielki regu­larny dochód. Mia­łam wtedy około 1000 fun­tów oso­bi­stych oszczęd­no­ści (mniej wię­cej 5000 zł) i sty­pen­dium z uczelni. Wła­sne środki otwo­rzyły mi drogę do finan­so­wej wol­no­ści i nie­za­leż­no­ści i pozwo­liły prze­trwać naj­gor­sze momenty mojego życia. Choćby z tego powodu nie mogę się zgo­dzić z powie­dze­niem "Pie­nią­dze szczę­ścia nie dają".

Pie­nią­dze dają spo­kój, wol­ność i moż­li­wość decy­do­wa­nia o sobie. Nie są dla mnie celem samym w sobie, są jed­nak narzę­dziem, które wyko­rzy­stuję, żeby pro­wa­dzić spo­kojne, szczę­śliwe życie na wła­snych zasa­dach, z uho­no­ro­wa­niem war­to­ści, które są mi bli­skie, oraz rela­cji, które są dla mnie ważne. Dzięki pie­nią­dzom mogę poma­gać kobie­tom takim jak ty i poka­zy­wać innym, że można wyjść z naj­gor­szych opre­sji, opła­kać straty i żyć spo­koj­nie.

Dlaczego doprowadziłam się do ruiny finansowej i emocjonalnej i jak z tego wyszłam?

Chcia­ła­bym powie­dzieć: "Nie mam poję­cia, jak do tego doszło" i zrzu­cić całą odpo­wie­dzial­ność na innych, ale tak jak napi­sa­łam wcze­śniej, ludzie postę­pują tak, jak umieją i jak im na to pozwo­limy. A ja pozwa­la­łam na o wiele za dużo. Dla­czego? Z powodu róż­nych wcze­śniejszych doświad­czeń. Moje poko­le­nie, dora­sta­jąc, sły­szało, że "dzieci i ryby głosu nie mają" oraz że grzeczne dziew­czynki to te, które cicho i pokor­nie godzą się na wszystko, co im los przy­nie­sie. Takie podej­ście było widoczne zarówno w domu, jak i w szkole, i z tego powodu zapi­sało się w moim wnę­trzu. Sie­dzia­łam cicho i godzi­łam się na zbyt wiele. Jako doro­sła kobieta przez wiele lat ule­ga­łam gasli­gh­tin­gowi. To pod­stępna forma mani­pu­la­cji pole­ga­jąca na zaprze­cza­niu rze­czy­wi­sto­ści przez sprawcę i wytwa­rza­niu w ofie­rze prze­świad­cze­nia, że nie może ufać swo­jej per­cep­cji. Pod jej wpły­wem zaczę­łam nie­ustan­nie kwe­stio­no­wać swój ogląd spraw, czu­łam się głu­pia i baga­te­li­zo­wa­łam swoje moż­li­wo­ści.

Po uświa­do­mie­niu sobie tego długo pró­bo­wa­łam zro­zu­mieć, co było ze mną nie tak. Z cza­sem za dr. Bruce'em Per­rym uję­łam to pyta­nie nieco ina­czej: "Co mi się przy­da­rzyło?". Dzięki temu zdję­łam z sie­bie tę cho­lerną odpo­wie­dzial­ność za wybory, któ­rych praw­do­po­dob­nie nie mogłam unik­nąć. Bo jak roz­po­znać wcze­sne sygnały prze­mocy emo­cjo­nal­nej, kiedy cały świat wma­wia ci usil­nie, że tak wygląda każdy zwią­zek? Prze­cież to nor­malne, że o każdą pier­dołę trzeba się wykłó­cać, że aby coś osią­gnąć, musisz ucie­kać się do mani­pu­la­cji, że ciche dni zmie­niają się w tygo­dnie, że na myśl o tym, iż tak mia­łyby wyglą­dać kolejne lata, robi ci się słabo, że co kilka tygo­dni dosta­jesz jakie­goś badyla na pocie­chę, żebyś zachwy­ciła się roman­ty­zmem tej sytu­acji i już prze­stała się gnie­wać, bo nie ma o co. To typowe błędne koło prze­mocy.

Na pod­sta­wie moich obser­wa­cji wypra­co­wa­łam duali­styczną wizję kobiety nie­za­leż­nej. Z jed­nej strony widzia­łam w swoim oto­cze­niu kobiety wojow­niczki, takie, które nagle musiały zmie­rzyć się z rze­czy­wi­sto­ścią rodzin­nej tra­ge­dii -?na przy­kład przed­wcze­snej śmierci męża -?i prze­jąć kon­trolę nad rodziną, zara­bia­niem pie­nię­dzy i wszyst­kim, co do tej pory było im obce. Z dru­giej strony obser­wo­wa­łam kobiety, które, co prawda, były nie­za­leżne w pracy, ale w domu wyko­ny­wały jedną nie­od­płatną pracę za drugą. Kobieta na usłu­gach rodziny, pra­cu­jąca ponad siły -?tak było zawsze i nikt się temu nie sprze­ci­wiał. Nikt nie pod­wa­żał zasta­nej rze­czy­wi­sto­ści. Nale­żało się na nią zgo­dzić.

W domu rodzin­nym obser­wo­wa­łam moją mamę, kobietę petardę, która po trzy­dzie­stce poszła na stu­dia zaoczne do mia­sta odda­lo­nego od naszej miej­sco­wo­ści o kilka godzin drogi. W mię­dzy­cza­sie uro­dziła moją sio­strę Olę, a dodat­kowo w tam­tym okre­sie rodzice budo­wali dom, w któ­rym miesz­kają do dzi­siaj. Na wiele spraw bra­ko­wało jej jed­nak prze­strzeni. Kiedy sta­wiamy na roz­wój w jed­nej dzie­dzi­nie, to inna na tym cierpi i jest to nie­unik­nione.

Pod wpły­wem tych doświad­czeń ugrun­to­wało się we mnie prze­ko­na­nie, że poświę­ca­nie czasu na zara­bia­nie pie­nię­dzy roz­bija więzi rodzinne. Teraz, jako doro­sła osoba, myślę o tym ina­czej. Widzę, że okres cięż­kiej pracy i poświę­ceń przy­nosi wie­lo­let­nią sta­bi­li­za­cję i szczę­ście całej rodzi­nie. Moi rodzice pora­dzili sobie te dwa­dzie­ścia lat temu i dzięki temu w trud­nym dla mnie cza­sie wie­rzy­łam, że i ja dam sobie radę. Kiedy zde­cy­do­wa­łam się na pod­ję­cie stu­diów, a potem na roz­sta­nie z byłym mężem, wie­dzia­łam, że mogę liczyć na wspar­cie bli­skich mimo dzie­lą­cej nas odle­gło­ści.

Zmiana rozu­mie­nia poję­cia nie­za­leż­no­ści wpły­nęła na stan moich finan­sów i na moje podej­ście do pie­nię­dzy. Prze­szłam drogę od hulasz­czego sza­sta­nia przez nad­mierną kon­trolę aż do rów­no­wagi mię­dzy odkła­da­niem a wyda­wa­niem.

Kiedy mia­łam dzie­więt­na­ście lat, wypro­wa­dzi­łam się z domu rodzin­nego do War­szawy. Wyda­wało mi się wtedy, że jestem już cał­kiem doro­sła, i rzu­ci­łam się na głę­boką wodę. Jed­no­cze­śnie czu­łam się dość bez­piecz­nie, ponie­waż rodzice wspie­rali mnie finan­sowo. Mia­łam to szczę­ście, że opła­cali mój czynsz za wyna­jęty pokój, a ja dora­bia­łam jedy­nie na domowe wydatki i różne zachcianki. Byłam doro­sła, ale na­dal pod cie­płym skrzy­dłem rodzi­ciel­skiej opieki. Nie­długo potem wyszłam za mąż, na świe­cie poja­wiły się nasze dzie­ciaki, a ja prze­sta­łam pra­co­wać na sie­dem lat. Myślę o sobie z tam­tego okresu jak o kobie­cie-dziecku: naiw­nej, głu­piut­kiej i wiecz­nie cze­ka­ją­cej na to, aż pojawi się jakieś reme­dium na moje błędy -?jeśli nie ura­tuje mnie mąż, to zro­bią to rodzice. I tak żyłam sobie, cał­ko­wi­cie zależna finan­sowo i emo­cjo­nal­nie od innych. Jeśli nie zadbamy o swój roz­wój, to decy­zje finan­sowe będzie podej­mo­wać w naszym imie­niu nasze wewnętrzne dziecko, a nie osoba doro­sła. Dziecko będzie chciało się bez­tro­sko bawić i wyda­wać, a nie brać odpo­wie­dzial­ność za swoje decy­zje. W związku z tym praw­do­po­dob­nie będzie uni­kać tematu finan­sów i mie­rze­nia się z kon­se­kwen­cjami swo­ich decy­zji.

Prze­pro­wa­dzi­li­śmy się do mojego rodzin­nego mia­sta i zamiesz­ka­li­śmy bli­sko rodziny, a ja mia­łam swoją bez­pieczną, cichą i dość nudną codzien­ność. W tam­tym cza­sie popa­dli­śmy w długi. W naj­gor­szym momen­cie byli­śmy zadłu­żeni aż na 30 000 zł, choć do dziś nie potra­fię sobie przy­po­mnieć, dla­czego i na co wzię­li­śmy nie­które kre­dyty.

W tym okre­sie mojego życia w ogóle nie myśla­łam o nie­za­leż­no­ści, to poję­cie było mi cał­ko­wi­cie obce. Przy­ję­łam wtedy rolę żony i matki dzie­ciom na utrzy­ma­niu męża, a moim hobby, dają­cym mi wytchnie­nie od codzien­no­ści, było oglą­da­nie fil­mi­ków na YouTu­bie. W 2011 roku to było coś nowego -?cał­ko­wi­cie nowy poziom kon­sump­cjo­ni­zmu na nie­znaną dotąd skalę. Wpa­da­łam na wir­tu­alną kawę do "kole­żanki", która opo­wia­dała mi o swoim dniu, a przy oka­zji pre­zen­to­wała zakupy i ubra­nia. Czu­łam więź z dziew­czy­nami z inter­netu, któ­rych ni­gdy nie pozna­łam! Poka­zy­wały mi przed­mioty, kosme­tyki czy rela­cje z wyda­rzeń, do któ­rych sama ni­gdy nie mia­ła­bym dostępu. Otwie­rały przede mną wrota do cał­kiem nowego świata. Nie­za­leż­ność poj­mo­wa­łam wtedy nie jako oszczęd­no­ści na kon­cie, ale jako to, co repre­zen­tuję sobą wizu­al­nie, kiedy spa­ce­ruję z wóz­kiem po mie­ście. Chcąc się roz­grze­szyć za czę­ste zakupy ubra­niowe, zaopa­try­wa­łam się w tanich second-han­dach, ale i tak w tam­tym okre­sie prze­pusz­cza­łam na ciu­chy gigan­tyczne sumy. Kiedy dziś o tym myślę, to uwa­żam, że śmiało można by za to kupić luk­su­sowy samo­chód lub wybrać się na waka­cje marzeń. Ja jed­nak nawet nie zauwa­ży­łam, kiedy wyda­łam tyle pie­nię­dzy. Moim pro­ble­mem było to, że żyłam życiem innych ludzi, ich war­to­ściami oraz ich podej­ściem do pie­nię­dzy, i sta­wia­łam sie­bie w ich sytu­acji, a nie bra­łam w ogóle pod uwagę tego, jak sama chcę żyć, czego sama pra­gnę i potrze­buję, co jest dla mnie ważne. Osta­tecz­nie oka­zało się, że prze­ła­do­wana szafa i dzie­sięć pod­kła­dów na półce -?ba, nawet taki za kil­ka­set zło­tych -?nie spra­wiły, że poczu­łam się lep­sza czy ład­niej­sza. Było wręcz odwrot­nie. Świa­do­mość braku pie­nię­dzy dotkli­wie dawała o sobie znać. Wie­dzia­łam, że w razie jakie­go­kol­wiek nie­spo­dzie­wa­nego zda­rze­nia życio­wego znajdę się w sytu­acji bez wyj­ścia. W swo­jej naiw­no­ści uzna­łam wów­czas, że skoro ze mną wszystko jest mniej wię­cej OK i za moje wybory odpo­wie­dzialni są inni -?naprawdę tak wtedy myśla­łam - to pora zmie­nić kraj. Wpa­dłam na sza­lony pomysł emi­gra­cji do Szko­cji. Uzna­łam, że w Pol­sce nie da się oszczę­dzać, nie da się żyć i czas zbie­rać manatki.

O dziwo, w Szko­cji oka­zało się, że mimo iż pra­cuję na pełen etat i mamy dwie pen­sje, to na­dal pod koniec mie­siąca bra­kuje nam na pod­sta­wowe pro­dukty. Musiały minąć jesz­cze kolejne trzy lata, zanim przy­zna­łam otwar­cie przed sobą, że pro­blem tkwi we mnie i w tym, jak zara­biam i wydaję pie­nią­dze.

W kwiet­niu 2018 roku po raz pierw­szy prze­ana­li­zo­wa­łam swój budżet. Dosta­li­śmy wtedy dość duży zwrot podatku, ale te pie­nią­dze znik­nęły jak kam­fora. Nie mia­łam poję­cia, na co zostały wydane. Mia­łam tego dość. Nie uświadamia­łam sobie jesz­cze wtedy, że pro­wa­dze­nie budżetu cał­ko­wi­cie zmieni moje życie, otwo­rzy przede mną nie­znane dotych­czas moż­li­wo­ści i pozwoli mi się w końcu prze­isto­czyć z zalęk­nio­nej kobiety-dziecka w kobietę nie­za­leżną finan­sowo i emo­cjo­nal­nie.

W tam­tym cza­sie wspólny dochód mój i byłego męża, z któ­rego musie­li­śmy utrzy­mać nas oboje oraz troje dzieci w wieku poni­żej jede­na­stu lat, wyno­sił około 2000-2500 fun­tów mie­sięcz­nie. Dla porów­na­nia naj­niż­sza kra­jowa wyno­siła około 1200-1300 fun­tów. Pamię­tam swój szok, kiedy odkry­łam, że na żyw­ność dla pię­cio­oso­bo­wej rodziny wyda­łam w jed­nym mie­siącu ponad 800 fun­tów, na ubra­nia i bibe­loty do domu poszło kolej­nych kilka stó­wek, a do tego mia­łam usta­wio­nych w banku parę sta­łych zle­ceń, o któ­rych kom­plet­nie zapo­mnia­łam. Połowę naszego dochodu wyda­wa­li­śmy na żyw­ność, z któ­rej co naj­mniej 30% lądo­wało w koszu, co oczy­wi­ście pogar­szało stan naszych finan­sów. To był pierw­szy sygnał, że trzeba zmie­nić podej­ście do gospo­da­ro­wa­nia pie­niędzmi.

Wystar­czyło wpro­wa­dzić kilka drob­nych korekt, by poja­wiły się pierw­sze oszczęd­no­ści. Naj­pierw zaję­łam się swoim budże­tem na jedze­nie -?szybko zeszłam z 800 do 500, a potem, kiedy zosta­łam samot­nym rodzi­cem, do 400 fun­tów na mie­siąc. Mój dochód wyno­sił 1400 fun­tów, skła­dały się na niego sty­pen­dium z uczelni z dodat­kami dla samo­dziel­nego rodzica oraz to, co zaro­bi­łam w pra­cach doryw­czych. Wyda­wa­łam więc około 400 fun­tów na jedze­nie, a 600-700 fun­tów na rachunki (hipo­teka/media itp.). Zmiana rutyny zaku­po­wej była dla mnie małym kro­kiem, ale wyko­naw­szy go, zyska­łam spraw­czość i kon­trolę nad tym, co robię. Uświa­do­mi­łam sobie, że nie muszę cze­kać, aż skoń­czę stu­dia, by wieść dobre, spo­kojne życie, w któ­rym nie mar­twię się o wypłatę. Po raz pierw­szy też poczu­łam, że nie­za­leż­ność jest moż­liwa. Do tej pory słowo to pobrzmie­wało mi w uszach iro­nicz­nie, pogar­dli­wie, bo taki miało wydźwięk w moim oto­cze­niu, ale wraz ze zmianą rutyny nabrało dla mnie nowego zna­cze­nia.

Zaczę­łam sys­te­ma­tycz­nie pro­wa­dzić budżet i po raz pierw­szy dostrze­głam efekty swo­ich dzia­łań. Nie czu­łam, że sobie cze­goś odma­wiam -?wręcz prze­ciw­nie, wyda­wało mi się, że otwo­rzył się przede mną cał­kiem nowy świat. Moja pew­ność sie­bie i zaufa­nie do sie­bie samej rosły z każ­dym dniem, a wraz z nimi poja­wił się sza­cu­nek. W końcu mia­łam realny wpływ na to, jak wyglą­dają moje finanse.

Zaczę­łam się zasta­na­wiać, dla­czego wcze­śniej­sze próby zapa­no­wa­nia nad budże­tem zawsze bar­dzo szybko koń­czyły się fia­skiem. Powo­dów było kilka. Przede wszyst­kim myśla­łam o budże­cie jako o czymś, co odbiera mi wol­ność, i jak wiele z nas uwa­ża­łam, że budże­to­wa­nie jest zaję­ciem tylko dla boga­tych. Po co mi jakieś tabelki w Excelu, skoro nie star­cza mi do wypłaty, mimo że żyję "oszczęd­nie"? Po co mam sobie jesz­cze doda­wać ogra­ni­czeń? Poza tym czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Potra­fi­łam znaj­do­wać wymówki bez końca.

Co się więc zmie­niło? Zadziała się magia inter­netu. Któ­re­goś dnia YouTube pod­po­wie­dział mi fil­mik, w któ­rym Jor­dan Page poka­zy­wała, jak robi tygo­dniowe zakupy spo­żyw­cze. To była zwy­kła, fajna babka z gro­madką dzieci. Kom­plet­nie róż­niła się od osób, które do tej pory oglą­da­łam w inter­ne­cie. Nie bała się mówić o swo­ich dłu­gach, pro­ble­mach z kar­tami kre­dy­to­wymi czy o spo­so­bie robie­nia zaku­pów. Dla mnie jej filmy stały się powie­wem świe­żo­ści i nadziei, że jeśli taka kobieta jak Jor­dan ogar­nia budżet i wyszła z finan­so­wych tara­pa­tów, to i mnie się uda.

Mniej wię­cej rok póź­niej dowie­dzia­łam się, że ota­cza­nie się ludźmi, któ­rzy są o kilka kro­ków przed nami, przy­nosi naukowo uza­sad­nione korzy­ści. Na pod­sta­wie wyni­ków badań Icek Ajzen sfor­mu­ło­wał nawet teo­rię pla­no­wa­nego zacho­wa­nia. Badał on rela­cje mię­dzy pożą­da­nym zacho­wa­niem a czyn­ni­kami, które dopro­wa­dzają do jego urze­czy­wist­nie­nia. Jed­nym z nich jest to, jak się samemu postrzega okre­ślony ele­ment zacho­wa­nia -?na przy­kład pro­wa­dze­nie budżetu -?i jak o tym ele­men­cie myśli naj­bliż­sze oto­cze­nie danej osoby. Im wię­cej ma się wspar­cia w oto­cze­niu, tym szanse na suk­ces są więk­sze. Zdaję sobie sprawę, że więk­szość z nas na co dzień nie otrzy­muje szcze­gól­nego wspar­cia, dla­tego też ważne jest, żeby­śmy same poszu­kały dowo­dów na moż­li­wość zaj­ścia zmiany. I tu, cały na biało, wcho­dzi inter­net, a zaraz za nim -?praca nad sobą. Wiem, że to brzmi jak coel­hizm, ale musisz mieć świa­do­mość, że droga do nie­za­leż­no­ści i praca nad budże­tem będzie owocna tylko wtedy, kiedy sta­wisz czoła temu, co dopro­wa­dziło cię do miej­sca, w któ­rym obec­nie się znaj­du­jesz. Odpo­wiedź nie jest pro­sta, ale mam nadzieję, że z pomocą tej książki odkry­jesz, jak wła­sną drogą ruszyć ku nie­za­leż­no­ści.

Jak możesz sama sobie pomóc? Twój punkt wyjścia

Mówi się, że jesteś sumą pię­ciu osób ze swo­jego naj­bliż­szego oto­cze­nia. Chcia­ła­bym, abyś na spo­koj­nie i bez oce­nia­nia zasta­no­wiła się, czy wybory, decy­zje i war­to­ści tych osób są ci bli­skie. Czy zwró­ci­ła­byś się do nich po radę? Czy w ich towa­rzy­stwie czu­jesz się bez­piecz­nie i swoj­sko? Czy czu­jesz, że możesz być przy nich sobą, i masz prze­ko­na­nie, że jeśli zro­bisz coś nie tak, to usły­szysz od nich prawdę? A może jest wręcz prze­ciw­nie? Pamię­taj, że twoje naj­bliż­sze oto­cze­nie to nie tylko krewni czy zna­jomi z pracy. Wśród ludzi, z któ­rymi prze­by­wasz naj­wię­cej, są rów­nież osoby, które oglą­dasz i śle­dzisz w inter­ne­cie, boha­te­ro­wie seriali, które oglą­dasz wie­czo­rami, i ksią­żek, które czy­tasz. Nawet fik­cyjne posta­cie mają na cie­bie ogromny wpływ. Zasta­nów się, kogo masz w obser­wo­wa­nych na Tik­Toku czy na Insta­gra­mie. Jak się czu­jesz po sesyjce scrol­lo­wa­nia? Czy jesteś w try­bie zom­bie i nie wiesz, co oglą­da­łaś, ale masz ochotę na wyda­wa­nie pie­nię­dzy, czy wręcz prze­ciw­nie -?czu­jesz, że świat leży u two­ich stóp?

Bar­dzo czę­sto robię prze­gląd obser­wo­wa­nych kont i nie­które z nich wyci­szam. Jeśli zauwa­żam, że kiedy oglą­dam zamiesz­czane przez kogoś tre­ści, to wzbiera we mnie poczu­cie zazdro­ści albo zaczy­nam czę­ściej kupo­wać, po pro­stu prze­staję to konto obser­wo­wać. Kilka tygo­dni temu cał­ko­wi­cie odcię­łam się od mediów spo­łecz­no­ścio­wych. Odin­sta­lo­wa­łam wszyst­kie apli­ka­cje na tele­fo­nie i zauwa­ży­łam u sie­bie nie tylko znaczne zmniej­sze­nie ochoty na zakupy, ale też ogólną poprawę samo­po­czu­cia. Mimo że posia­dam dość dużą wie­dzę na temat ludz­kich zacho­wań i moty­wa­cji, na­dal bywam podatna na wpływy. Zmiana wymaga czasu i rodzi się w ciszy. Dla­tego twoim pierw­szym kro­kiem do nie­za­leż­no­ści powinno być wła­śnie wyci­sze­nie się, abyś zdo­łała zna­leźć w sobie odpo­wiedź na pyta­nie, co jest dla cie­bie ważne.

Wczo­raj roz­ma­wia­łam z córką o jej przy­szło­ści. Maja ma czter­na­ście lat i stoi wła­śnie przed wybo­rem swo­jej dal­szej drogi życio­wej. To bar­dzo wcze­sny wiek na takie decy­zje, więc, co zro­zu­miałe, córka ma wiele obaw. Zapy­ta­łam ją, jak wyobraża sobie swoje życie za kilka lat i co chcia­łaby wtedy robić. Odpo­wie­działa, że chcia­łaby żyć spo­koj­nie. Zapy­ta­łam więc, co ozna­cza dla niej spo­kojne życie. Nie wie­działa. W końcu spo­kój to spo­kój. Czemu się cze­piasz, mamo?

Jak dojść do sedna tego, co jest ważne dla każ­dej z nas? Na czym oprzeć podej­mo­wane przez sie­bie decy­zje? Więk­szość z nas, zapy­tana o to, jakimi war­to­ściami kie­ruje się w życiu, zdoła wymie­nić ich kilka. Ale czy wiemy, dla­czego wybie­ramy aku­rat te war­to­ści? Czy mamy pew­ność, że to nasze wła­sne prze­ko­na­nia, a nie te wynie­sione z domu rodzin­nego? I, co naj­waż­niej­sze, czy w ogóle żyjemy w zgo­dzie z nimi?

Okre­śle­nie tego, co i dla­czego jest ważne dla cie­bie, ma pod­sta­wowe zna­cze­nie. Bez tego nie ruszysz z miej­sca. To punkt wyj­ścia do zapro­jek­to­wa­nia swo­jego nie­za­leż­nego życia. Celowo uży­wam słowa "pro­jek­to­wa­nie", ponie­waż dzięki nie­za­leż­no­ści sta­jesz się archi­tek­tem i budow­ni­czym swo­jego życia. Kiedy budu­jesz dom, sta­wiasz go na solid­nych fun­da­men­tach. Dokład­nie spraw­dzasz, jakie mate­riały zostaną użyte i kto będzie wyko­ny­wał pracę. Koszty są ogromne, więc mie­sią­cami szu­kasz w inter­ne­cie infor­ma­cji o naj­lep­szych meto­dach, narzę­dziach i mate­ria­łach. W końcu to twój dom, ten wyma­rzony, musi więc mieć solidną pod­stawę. Pora zadbać tak samo o fun­da­menty wła­snej nie­za­leż­no­ści emo­cjo­nal­nej i finan­so­wej. Pomogą ci one podej­mo­wać decy­zje w zgo­dzie z tym, jak chcesz żyć, pra­co­wać, spę­dzać wolny czas, kochać i być kochaną. Tymi fun­da­men­tami są twoje ciało i głowa. Zadbaj o nie naj­le­piej, jak umiesz, tak abyś miała solidną pod­stawę: mury, które obro­nią cię przed tym, co nie­unik­nione. Dzięki temu wyj­dziesz z każ­dej potyczki zwy­cię­sko. Pamię­taj, że nowe domy czę­sto powstają na gru­zach sta­rych posia­dło­ści. Może warto zbu­rzyć to, co było, i zacząć od nowa?

Od razu cię uprze­dzam, że poniż­sze ćwi­cze­nie nie jest łatwe, ale mimo to zde­cy­do­wa­nie warto je wyko­nać. Trud­ność polega na tym, że zmu­sza ono do posta­wie­nia swo­ich potrzeb i war­to­ści na pierw­szym miej­scu, a dla więk­szo­ści z nas nie jest to nor­malny stan rze­czy. Zazwy­czaj w naszym życiu prio­ry­te­towo trak­tu­jemy innych, a nie sie­bie. Odwró­ce­nie tej hie­rar­chii oka­zuje się czę­sto nie­kom­for­towe. Jak to, naj­pierw ja, potem inni? Ano tak, naj­pierw ty. Dzięki temu ćwi­cze­niu odkry­jesz lub przy­po­mnisz sobie swój zestaw war­to­ści, a w efek­cie osią­gniesz trans­for­ma­cyjny efekt. Będzie tak, jak­byś w trak­cie gry w ciu­ciu­babkę nagle zdjęła prze­pa­skę z oczu.

Każda z wypi­sa­nych poni­żej war­to­ści jest ważna, nie­które są po pro­stu waż­niej­sze. Waż­niej­sze dla cie­bie. Twoim zada­niem jest zapy­ta­nie sie­bie, co w tym momen­cie życia jest dla cie­bie prio­ry­te­tem. Nie zasta­na­wiaj się zbyt długo, pamię­taj, że liczy się pierw­sza myśl, zaufaj jej.

Wyko­naj to ćwi­cze­nie, kiedy jesteś sama. Przy­go­tuj sobie kubek cze­goś cie­płego i włącz przy­jemną muzykę. Stop­niowo wykre­ślaj te war­to­ści, które nie są dla cie­bie tak ważne jak inne. Na koniec zosta­niesz ze swoim żela­znym zesta­wem pię­ciu war­to­ści -?to twój moralny kom­pas, twój krę­go­słup.

Ćwi­cze­nie wyko­nuj eta­pami:

1. Wykreśl 18 war­to­ści.

2. Wykreśl kolejne 18 war­to­ści.

3. Wykreśl 6 war­to­ści.

4. Wykreśl 5 war­to­ści.

Powinno ci zostać 5 war­to­ści. Teraz, kiedy nie będziesz pewna kolej­nych kro­ków w swoim życiu, będziesz mogła spraw­dzić, czy są one zgodne z two­imi war­to­ściami.

rodzinaszczo­drośćhar­mo­niazaan­ga­żo­wa­nie spo­łeczneuczci­wośćmiłośćspo­kójtole­ran­cjasuk­ceszabawasławahonorpogoda duchaducho­wośćkre­atyw­nośćojczy­znaspon­ta­nicz­nośćprzy­jaźńodpo­wie­dzial­nośćtwór­czośćpracaodwagawier­nośćdys­kre­cjazaufa­niewiaramądrośćradośćrutynaotwar­tośćedu­ka­cjadosko­na­le­nieauten­tycz­nośćzarad­nośćskrom­nośćzdro­wieczy­stośćpokoraluk­susryzykoroz­wójsta­bi­li­za­cjapew­ność sie­bieprawdapięknodumasza­cu­nekela­stycz­nośćlojal­nośćempa­tiapasjanie­za­leż­ność

I jak? Gotowe?

Brawo! Zro­bi­łaś to, na co 99% osób ni­gdy się nie zde­cy­duje! Jestem z cie­bie dumna.

W mojej żela­znej piątce są: sza­cu­nek, ela­stycz­ność, kre­atyw­ność, rodzina oraz sława. Zna­jo­mość tych war­to­ści i wie­dza o tym, co dla mnie ważne, pozwo­liły mi na świa­domą decy­zję o zmia­nie miej­sca zatrud­nie­nia pra­wie rok temu. Pra­co­wa­łam na oddziale w szpi­talu, gdzie nie mia­łam nic do gada­nia w kwe­stii gra­fiku. Sły­sza­łam: "Bierz to, co ci daję, albo tam są drzwi". Dzia­ła­łam w sys­te­mie: trzy dniówki i nastę­pu­jące po nich trzy nocki. Zmę­cze­nie odbie­rało mi chęć do zaj­mo­wa­nia się moją drugą pasją, jaką było pro­wa­dze­nie kie­dyś bloga Po tanio­ści, a dzi­siaj autor­skiego kanału @anna­lu­ka­szyn. Moje dzieci prak­tycz­nie mnie nie widy­wały, z moim mężem Krzy­siem w zasa­dzie mija­li­śmy się w drzwiach. Bywało, że nie widzie­li­śmy się przez kilka dni, choć miesz­kamy razem. Czu­łam, że moje gra­nice nie są sza­no­wane. Wie­dzia­łam już wtedy dokład­nie, czego chcę, i posta­no­wi­łam zająć się peł­no­eta­towo dzia­łal­no­ścią online. Osta­tecz­nie z róż­nych powo­dów, czę­ściowo nie­za­leż­nych ode mnie, nie wyszło to tak, jak zakła­da­łam, ale mój dom ma solidne fun­da­menty, więc otrze­pa­łam się z kurzu i zna­la­złam pracę, która speł­nia wszyst­kie moje warunki. Jestem szczę­śliwa, bo pra­cuję w zgo­dzie ze swo­imi war­to­ściami. Gdy­bym ich nie znała, to praw­do­po­dob­nie na­dal pra­co­wa­ła­bym w szpi­talu i była­bym coraz bar­dziej wypa­lona. Kocham moje dwa zawody i cie­szę się, że wła­śnie dzięki odpo­wie­dze­niu sobie na tych kilka trud­nych pytań doszłam do miej­sca, w któ­rym jestem dzi­siaj. Jestem kobietą emo­cjo­nal­nie i finan­sowo nie­za­leżną. To jak? Prze­ko­na­łam cię, że warto poznać swoje war­to­ści i się nimi kie­ro­wać?

A teraz wpisz swoje war­to­ści w nary­so­wane poni­żej koła.

Moje 5 war­to­ści to:

Następ­nie, patrząc na swoje war­to­ści, odpo­wiedz na poniż­sze pyta­nia:

1. Jak te war­to­ści mani­fe­stują się w moim codzien­nym życiu? W jaki spo­sób je reali­zuję? ____________________________________

2. Co spra­wia, że są one dla mnie ważne? Czy gdyby nie było ich w moim życiu, to byłoby ono trudne do znie­sie­nia? Dla­czego? ____________________________________

3. Co się kryje za tymi war­to­ściami? Dla­czego są one dla mnie ważne? ____________________________________

4. Jakie kroki podejmę, aby te war­to­ści jesz­cze lepiej odzwier­cie­dlały się w moim życiu? ____________________________________

Jestem cie­kawa, czy wybór war­to­ści cię zasko­czył. Czy wspie­rają cię one w dąże­niu do wol­no­ści i nie­za­leż­no­ści? Na kolej­nej stro­nie znaj­dziesz miej­sce na twoje reflek­sje.

____________________________________

____________________________________

____________________________________

____________________________________

____________________________________

Rozdział 2. Czym jest dla ciebie wolność finansowa?

Roz­dział 2

Czym jest dla cie­bie wol­ność finan­sowa?

Wol­ność sąsiadki czy dziew­czyny z Insta­grama nie jest twoją wol­no­ścią, a droga, którą ona podąża, jest usłana jej doświad­cze­niami, nie two­imi. Jak uło­żyć sobie wła­sny plan na życie? Jak oddzie­lić ziarno od plew i naprawdę poznać swoje potrzeby, by zapro­jek­to­wać swoje bogate życie? I czym jest dla cie­bie bogac­two? Czy to kie­li­szek pro­secco wypity w jacuzzi, czy kawa o poranku?

W poprzed­nim roz­dziale popro­si­łam cię o zro­bie­nie ćwi­cze­nia, które pomaga okre­ślić swoje war­to­ści. Jego wyko­na­nie jest ogrom­nie ważne, ponie­waż war­to­ści, jakie wyzna­jesz, są fun­da­men­tem cie­bie, two­jego domu i życia, jakie dla sie­bie pro­jek­tu­jesz. Czę­sto bywa tak, że doce­niamy i pró­bu­jemy sko­pio­wać życie innej osoby, w ogóle nie bio­rąc pod uwagę tego, co dla nas samych jest ważne. Zasta­nów się, jak wygląda twoje życie, a jak to, do któ­rego dążysz, i co ci w nim impo­nuje. Dla­czego chcesz je naśla­do­wać?

Widać to dobit­nie zwłasz­cza w dobie mediów spo­łecz­no­ścio­wych. Nasi rodzice porów­ny­wali się tylko z oso­bami w naj­bliż­szym oto­cze­niu. Byli to ich sąsie­dzi, rodzina oraz zna­jomi z pracy. Nie­mal wszy­scy wywo­dzili się z podob­nych śro­do­wisk i posia­dali podobne wykształ­ce­nie i zaple­cze mate­rialne. Nie miało się wglądu w życie jakie­goś Johna z Ame­ryki, nie widziało się jego ogrom­nego domu czy jesz­cze więk­szego zadłu­że­nia ani czy się z nim krył, czy nie. Dziś jest ina­czej. Żyjemy w dobie roz­bu­cha­nych mediów spo­łecz­no­ścio­wych, gdzie za kil­ka­set zło­tych można sfa­bry­ko­wać swoją codzien­ność, na przy­kład pole­cieć na dwa dni do Dubaju, przy­go­to­wać serię fil­mi­ków i zdjęć, a potem publi­ko­wać swoje "życie na bogato" przez kolejne dwa tygo­dnie. Na Insta­gra­mie czy Face­bo­oku jest miej­sce tylko na suk­cesy, ogromne sprze­daże i luk­susy. Coraz czę­ściej mówi się jed­nak o tym, że ludzie toną w dłu­gach, aby móc pła­cić za swój styl życia. Nie­dawno na Tik­Toku wyświe­tliły mi się fil­miki z pod­rób­kami -?dziew­czyny chwa­liły się na nich zaku­pami Cha­nel i YSL za mniej niż 100 zł. Zobacz, jak łatwo można zafał­szo­wać rze­czy­wi­stość. Pamię­taj, że twoja uwaga jest ogrom­nie cenną walutą, płać więc nią uważ­nie i nie wierz we wszystko, co widzisz.

Niezależność -?twoja definicja

Czym jest więc dla cie­bie nie­za­leż­ność? Jak wygląda twoje wyma­rzone dobre, bogate życie? Czym tak naprawdę jest dla cie­bie bogac­two? Dopóki nie odpo­wiesz sobie na te pyta­nia, będziesz błą­dzić po omacku.

Kiedy pytam dziew­czyny na Insta­gra­mie o ich poję­cie nie­za­leż­no­ści, zawsze w odpo­wie­dziach poja­wia się kilka słów klu­czy: "spo­kój", "wol­ność", "moż­li­wość podej­mo­wa­nia decy­zji nie ze stra­chem, lecz z nadzieją na lep­sze jutro".

Jak wspo­mnia­łam w poprzed­nim roz­dziale, moja oso­bi­sta defi­ni­cja nie­za­leż­no­ści zmie­niała się w cza­sie, ale pewne okre­śle­nia są ze mną od lat. Nie­za­leż­ność to dla mnie podej­mo­wa­nie decy­zji w zgo­dzie ze sobą i swoim wewnętrz­nym kom­pa­sem moral­nym, bycie przy­kła­dem dla swo­ich dzieci i naj­bliż­szego oto­cze­nia, a także oszczęd­no­ści na kon­cie, które są moim zabez­pie­cze­niem na nie­pewną przy­szłość. Na głęb­szym pozio­mie nie­za­leż­ność jest więc dla mnie rów­no­znaczna z poczu­ciem bez­pie­czeń­stwa i zaufa­niem do samej sie­bie oraz swo­ich zaso­bów, ozna­cza trak­to­wa­nie sie­bie z sza­cun­kiem i ota­cza­nie się miło­ścią. Dzięki temu wiem, że kiedy naj­lep­szy inte­res mój i mojej rodziny będzie tego wyma­gał, mogę odejść i nie oglą­dać się za sie­bie. Nie­za­leż­ność to w końcu takie zabez­pie­cze­nie finan­sowe, dzięki któ­remu nawet w naj­gor­szym sce­na­riu­szu moje pod­sta­wowe potrzeby są zabez­pie­czone -?mam dostęp do schro­nie­nia (mam gdzie miesz­kać), poży­wie­nia i cie­pła.

Jaka jest twoja defi­ni­cja nie­za­leż­no­ści? Co jest dla cie­bie ważne w tej sfe­rze? Kiedy czu­jesz się bez­piecz­nie?

Odpo­wiedz poni­żej na te pyta­nia.

____________________________________

____________________________________

____________________________________

Celem nie­za­leż­no­ści finan­so­wej i emo­cjo­nal­nej nie jest wbrew pozo­rom posia­da­nie więk­szej ilo­ści pie­nię­dzy, lecz wol­ność wyboru w kwe­stii tego, co za ich pomocą osią­gniesz. Jeśli bowiem nie umiesz zarzą­dzać pie­niędzmi, to ich ilość nie zrobi ci żad­nej róż­nicy -?i tak wszystko wydasz. Nagle poja­wią się nowe potrzeby, na któ­rych reali­za­cję wcze­śniej nie mogłaś sobie pozwo­lić, i tak powoli doj­dziesz znów do poziomu zero. Kon­trola wydat­ków i spo­sobu wyda­wa­nia pie­nię­dzy jest nie­zmier­nie ważna, bo tylko dzięki niej możesz być naprawdę nie­za­leżna.

Kiedy sta­nę­łam do walki o swoją nie­za­leż­ność, znaj­do­wa­łam się w takim punk­cie życia, że musia­łam wal­czyć o prze­trwa­nie. Zro­zu­mie­nie, że można funk­cjo­no­wać ina­czej i budo­wać swoje życie świa­do­mie, zgod­nie ze swoim wewnętrz­nym pla­nem, zajęło mi wiele lat. Prawda jest taka, że kiedy dzia­łasz w amoku, bo nagle oka­zuje się, że musisz zwi­jać manatki i ucie­kać w środku nocy, to dobrze jest mieć ogar­nięte swoje zasoby, a mówiąc dokład­niej, ich trzy rodzaje:

zasoby mate­rialne -?ilość pie­nię­dzy na kon­cie, a także wszystko, co mate­rialne i co może ci pomóc w tej sytu­acji (na przy­kład kom­pu­ter, jeśli jest on twoim narzę­dziem pracy), zasoby inte­lek­tu­alne -?wykształ­ce­nie, kursy, doświad­cze­nie życiowe i zawo­dowe, umie­jęt­no­ści, które można wyko­rzy­stać i/lub spie­nię­żyć, zasoby spo­łeczne -?zna­jo­mo­ści, które mogą ci się przy­dać, osoby, do któ­rych możesz się zwró­cić o pomoc.

W spadku po prze­mo­co­wym mał­żeń­stwie została mi trauma, która -?mimo że grun­tow­nie prze­pra­co­wa­łam ją na tera­pii -?cza­sem daje o sobie znać. Wpa­dam wtedy w panikę i pod­daję się czar­no­widz­twu, nie myślę racjo­nal­nie, tylko emo­cjo­nal­nie. Czuję to w ciele: poja­wia się napię­cie mię­śni karku, uczu­cie cię­żaru w brzu­chu, ucisk w klatce pier­sio­wej. Nauczy­łam się już temu sta­nowi nie ufać. Po pro­stu cze­kam, aż przej­dzie, i się­gam do "skrzynki z narzę­dziami", czyli zaso­bów nie­ma­te­rial­nych: idę na spa­cer, roz­ma­wiam z mężem o tym, co się dzieje, i co naj­waż­niej­sze, nie podej­muję żad­nych decy­zji finan­so­wych, ponie­waż moje wybory wyni­ka­łyby ze stra­chu, a ja musia­ła­bym bory­kać się z ich kon­se­kwen­cjami. Chcąc okieł­znać nara­sta­jące co jakiś czas emo­cje, nauczy­łam się patrzeć na fakty i liczby. Dla­tego tak lubię mieć roz­pi­sany budżet w Excelu. Daje mi on poczu­cie bez­pie­czeń­stwa, a szybki rzut oka na kolumnę "Oszczęd­no­ści" utwier­dza mnie w prze­ko­na­niu, że mam wystar­cza­jące zasoby, aby spo­koj­nie prze­żyć kilka mie­sięcy, gdyby wyda­rzyło się coś nie­spo­dzie­wa­nego.

Nie zawsze tak było. Przez wiele lat nie pra­co­wa­łam, poświę­ca­jąc się wycho­wa­niu dzieci i mał­żeń­stwu. Wsku­tek tego na rynek pracy wcho­dzi­łam z niczym: bez edu­ka­cji i umie­jęt­no­ści, za to z tyka­ją­cym zega­rem. Musia­łam dzia­łać szybko. Głów­nym warun­kiem suk­cesu było dla mnie wybra­nie zawodu, który da mi poczu­cie bez­pie­czeń­stwa i pracę na całym świe­cie. Stu­dia pie­lę­gniar­skie oka­zały się strza­łem w dzie­siątkę.

Nowy zawód stał się dla mnie por­ta­lem do nowego życia. Dzi­siaj mogę stwier­dzić, że w ciągu sze­ściu lat od pod­ję­cia tej decy­zji moja codzien­ność zmie­niła się na lep­sze. Zara­biam około czte­rech razy wię­cej niż wtedy, za to pra­cuję mniej, a do tego widzę zmianę na lep­sze... w moich dzie­ciach. Zmiana, jaka zacho­dzi w tobie, roz­cho­dzi się po oto­cze­niu jak kręgi na wodzie. Pra­cu­jąc nad wła­sną nie­za­leż­no­ścią, zysku­jesz zdol­ność, by zerwać z destruk­cyj­nymi zacho­wa­niami i prze­ko­na­niami, które prze­ję­łaś od swo­ich przod­ków. To, jak dzi­siaj myślisz, ubie­rasz się i pra­cu­jesz, ile zara­biasz i jak wyda­jesz, oszczę­dzasz i inwe­stu­jesz, jest pokło­siem two­jego wycho­wa­nia. Wycho­wa­nie nie deter­mi­nuje jed­nak two­jej teraź­niej­szo­ści. W pew­nym momen­cie trzeba prze­stać zrzu­cać winę na innych, wziąć odpo­wie­dzial­ność za swoje czyny i spoj­rzeć na swoje zacho­wa­nia ze świe­żej per­spek­tywy. Czy to, co dziś robię, mnie wspiera? Jeśli nic się nie zmieni, to gdzie będę za rok? Czy myśląc o tym, jestem szczę­śliwa, czy prze­ra­żona?

Co jakiś czas wyko­nuję ćwi­cze­nie, które nazy­wam życio­wym rema­nen­tem. Patrzę na to, gdzie teraz jestem, i zasta­na­wiam się, gdzie chcę być oraz jaki dystans dzieli te dwie prze­strze­nie.

Zasta­nów się nad tym także ty i zapisz swoje prze­my­śle­nia. Pamię­taj, że tylko szcze­rość nie­sie ze sobą moż­li­wość zmiany.

____________________________________

____________________________________

____________________________________

Teraz przed tobą ćwi­cze­nie z kołem życia. Dzięki niemu w kilka chwil prze­ko­nasz się, które obszary są już dość dobrze zaopie­ko­wane, a nad któ­rymi powin­naś jesz­cze popra­co­wać i jak te sfery wpły­wają na sie­bie nawza­jem. Na stro­nie obok znaj­dziesz dwa koła z wycin­kami odpo­wia­da­ją­cymi poszcze­gól­nym obsza­rom two­jego życia. Każdy z wycin­ków jest dodat­kowo podzie­lony na 10 czę­ści, two­rząc 10-stop­niową skalę satys­fak­cji, gdzie 1 ozna­cza: "jest bar­dzo źle", a 10 -?"jestem bar­dzo zado­wo­lona". Co ważne, pierw­sze koło obra­zuje sytu­ację obecną, dru­gie zaś -?tę, do któ­rej dążysz.

Czy gdy poko­lo­ro­wa­łaś pola na pierw­szym rysunku, powstało kółko gra­nia­ste? Jeśli tak, odzwier­cie­dla to brak rów­no­wagi pomię­dzy poszcze­gól­nymi obsza­rami w twoim życiu. Patrząc na swoje koło, zasta­nów się też, co ozna­cza dla cie­bie dana liczba na skali w każ­dym z obsza­rów, na przy­kład co to zna­czy, że w obsza­rze "rodzina" zazna­czyłaś 5. Co się za tym kryje? Gdzie na tej skali chcia­ła­byś być i co wtedy to będzie ozna­czało?

____________________________________

Po czym poznasz, że osią­gnę­łaś ocze­ki­wany poziom w poszcze­gól­nych obsza­rach? Jak się wtedy będziesz czuła? Jak będzie wyglą­dała twoja codzien­ność?

____________________________________

Który z tych obsza­rów ma naj­więk­szy wpływ na pozo­stałe? Dla­czego?

____________________________________

Dla­czego któ­rymś obsza­rem chcesz się zająć jako pierw­szym? Co ci to da?

____________________________________

Co zro­bisz, aby przejść z poziomu na pierw­szym kole do poziomu na kole dru­gim? Jakie kon­kret­nie kroki podej­miesz?

____________________________________

Co ci może prze­szka­dzać w reali­zo­wa­niu planu? Co z tym zro­bisz? Co i kto może ci w tym pomóc?

____________________________________

Jakie masz zasoby?

W ciągu sze­ściu mie­sięcy od dzi­siaj możesz zna­leźć się w kom­plet­nie innym miej­scu finan­sowo, men­tal­nie i fizycz­nie.

Jeśli nic nie zro­bisz, nic się nie zmieni!

Czas spraw­dzić, jakie masz finan­sowe zasoby, i pod­li­czyć obecny budżet - możesz w tym celu sko­rzy­stać z tabe­lek zamiesz­czo­nych na s. 43-44. Tabelki są dwie, pro­po­nuję bowiem, abyś wyko­nała to ćwi­cze­nie dwu­krot­nie -?do pierw­szej tabelki wpisz tylko swój dochód, a do dru­giej dochód swój i part­nera, o ile razem pro­wa­dzi­cie gospo­dar­stwo domowe. Podob­nie postąp, odno­sząc się do pozo­sta­łych kate­go­rii.

Zacznij od wybra­nia miej­sca, w któ­rym będziesz mogła w ciszy i spo­koju poświę­cić się pod­li­cze­niom. Nalej sobie lampkę wina lub kubek ulu­bio­nej her­baty, załóż wygodny strój, przy­go­tuj się jak do domo­wego spa. Dba­nie o finanse domowe powinno koja­rzyć ci się z przy­jem­no­ścią. Zaproś do tego swo­jego part­nera. Jeśli odma­wia, to nic -?pamię­taj, że kro­pla drąży skałę i dawaj po pro­stu dobry przy­kład.

Na począ­tek wyja­śnijmy kilka pojęć!

Dochód stały -?twoje stałe wpływy na konto. Jeśli masz pracę z ela­stycz­nym docho­dem, to jako stały dochód przyj­mij śred­nią mie­sięczną wypłatę. Dochód eks­tra -?zwroty podatku, pre­mie itp. Wydatki stałe -?wszyst­kie koszty utrzy­ma­nia i opłaty, które scho­dzą co mie­siąc z konta: spo­żywka, trans­port, media, ogrze­wa­nie, zaję­cia dodat­kowe, hipo­teka lub czynsz. Kre­dyty -?wszyst­kie płat­no­ści kre­dy­towe oprócz hipo­teki. Oszczęd­no­ści -?sumy, które zaosz­czę­dzasz w mie­siącu; jeśli korzy­stasz z opcji "zacho­waj resztę" w banku lub masz drob­niaki w sło­iku, to nie zapo­mi­naj o tym. Inwe­sty­cje -?lokaty, konta inwe­sty­cyjne, nie­ru­cho­mo­ści, złoto, monety -?wszystko, co ma war­tość inwe­sty­cyjną. Dochód wspólny -?wspólne pie­nią­dze twoje i part­nera.

Przy­go­tuj wyciągi ze swo­jego konta z ostat­nich trzech mie­sięcy i z obec­nego mie­siąca do dnia, w któ­rym prze­pro­wa­dzasz ana­lizę. Zachę­cam cię do cof­nię­cia się o te kilka mie­sięcy, ponie­waż pomoże ci to dostrzec zależ­no­ści, które rzą­dzą twoim budże­tem. Bądź ze sobą bru­tal­nie szczera! Koniec z małymi oszu­stwami i "zapo­mi­na­niem", że pewne zakupy w ogóle zro­bi­łaś. Jeśli nie masz wprawy w robie­niu takich pod­li­czeń, to za pierw­szym razem spo­rzą­dze­nie ana­lizy może ci zająć nawet dwie godziny, ale potem będzie to kwe­stia kilku minut raz na jakiś czas. Według mnie wyciągi naj­le­piej wydru­ko­wać, wtedy są bar­dziej przej­rzy­ste i po pro­stu lepiej się na nich pra­cuje, choć to moja oso­bi­sta pre­fe­ren­cja.

Zwłasz­cza doko­nu­jąc pod­li­czeń po raz pierw­szy, uwzględ­nij wszyst­kie, nawet naj­drob­niej­sze ope­ra­cje. Dzięki temu zyskasz szer­szy ogląd i prze­ko­nasz się, na co wyda­jesz nie­po­trzeb­nie drobne kwoty.

W tabeli "Budżet samo­dzielny" wpisz swoje dochody oraz obcią­że­nia finan­sowe, jakie byś pono­siła, gdy­byś pła­ciła za wszystko samo­dziel­nie.

Budżet samo­dzielny

dochód stałydochód eks­trawydatki stałekre­dytyoszczęd­no­ściinwe­sty­cje sumasumasumasumasumasuma

W tabeli "Budżet wspólny" wpisz dochód swój i part­nera oraz wszyst­kie wasze obcią­że­nia finan­sowe.

Budżet wspólny

dochód stałydochód eks­trawydatki stałekre­dytyoszczęd­no­ściinwe­sty­cje sumasumasumasumasumasuma

Na począ­tek wypisz dochody -?osobno swoje, a osobno swo­jego part­nera, zasiłki (jeśli takie pobie­ra­cie) oraz zysk z lokat. Jeśli pra­cu­jesz bez umowy albo na zle­ce­nie, wpi­suj tylko te kwoty, które fizycz­nie otrzy­ma­łaś, a nie te, na które cze­kasz. Zapisz rów­nież datę każ­dego wpływu -?będzie ci to potrzebne póź­niej.

Teraz wypeł­nij kolumnę prze­zna­czoną na dodat­kowe zarobki, czyli dochody eks­tra -?może dosta­łaś pre­mię lub coś sprze­da­łaś?

Potem wydatki stałe. Wypisz, za co kon­kret­nie pła­cisz i kiedy te pie­nią­dze scho­dzą z konta. Nie pomiń niczego! Nie zapo­mi­naj o sub­skryp­cjach. Zasta­nów się, czy jest jakiś rachu­nek, który dopiero może przyjść, albo taki, który może mieć inną wyso­kość (np. za prąd czy wodę). Cze­sne za przed­szkole lub opłata za obiady szkolne dziecka to też rachunki. Kie­szon­kowe dzieci rów­nież sta­nowi stały wyda­tek.

Teraz czas na zakupy spo­żyw­cze. Jeśli zacho­wu­jesz para­gony, sprawdź, co kon­kret­nie kupu­jesz, ile wyda­jesz na sło­dy­cze, ile na alko­hol, a może palisz papie­rosy. Jaką część two­ich zaku­pów sta­no­wią zachcianki, a jaką potrzeby? W moim budże­cie w tej kate­go­rii uwzględ­niam rów­nież che­mię.

Dalej pod­licz koszty trans­portu. Tutaj wpi­suję wydatki na paliwo, bilet mie­sięczny, dojazdy do pracy i inne opłaty z tym zwią­zane, np. naprawy samo­chodu, ubez­pie­cze­nia, koszty eks­plo­ata­cji itd.

Spi­su­jąc wydatki, warto uwzględ­nić rów­nież takie kate­go­rie, jak:

edu­ka­cja: kursy, szko­le­nia, książki, dom: naprawy, remonty, ozdoby, meble, roz­rywka: wyj­ścia do restau­ra­cji, kina, książki do użytku pry­wat­nego, ubra­nia: podział na te dla doro­słych i dla dzieci (jeśli zakupy ubra­niowe to twoje hobby, zrób na to oddzielną pod­ka­te­go­rię), dzieci: ubra­nia, zabawki, zaję­cia dodat­kowe, fry­zjer, wydatki szkolne (np. zdję­cia, składki), imprezy oko­licz­no­ściowe: święta, uro­dziny, imprezy rodzinne, wizyty zwią­zane z dba­niem o urodę: zabiegi u kosme­tyczki, paznok­cie, fry­zjer, kosme­tyki: kolo­rowe i pie­lę­gna­cyjne (u mnie pod­sta­wowe arty­kuły higie­niczne znaj­dują się w budże­cie spo­żyw­czym razem z che­mią), hobby/mały biz­nes: opłata za hosting strony WWW, kupno mate­ria­łów, zwie­rzęta: karma, wete­ry­narz, strzy­że­nie, ubez­pie­cze­nie, szcze­pie­nia, różne: wszel­kie inne zakupy, dla któ­rych nie umiesz okre­ślić kate­go­rii.

Nie bez powodu wypi­sa­łam tak dużo kate­go­rii. Począt­kowo może ci się wyda­wać, że to zbyt wiele. Kiedy zaczy­na­łam spi­sy­wać swoje wydatki, jeden mój mie­sięczny wyciąg liczył około 10 stron -?tyle tam było trans­ak­cji! Lepiej to wszystko ska­te­go­ry­zo­wać, bo pozwala to doko­nać ana­lizy.

Następ­nie wypisz wszyst­kie kre­dyty i zobo­wią­za­nia, od naj­mniej­szego do naj­więk­szego, razem z ter­mi­nem, w któ­rym scho­dzą z konta. Przy poda­nej racie mie­sięcz­nej dopisz, ile jesz­cze zostało do spła­ce­nia. Do tej kate­go­rii należą też man­daty, długi komor­ni­cze, kary umowne, opłaty za karty kre­dy­towe albo obsługę debetu.

Teraz zwróć uwagę na oszczęd­no­ści. Warto przy zaosz­czę­dza­nej kwo­cie wpi­sać swój oszczęd­no­ściowy cel. Lepiej wtedy widać, ile już osią­gnę­li­śmy z zało­żo­nego planu. Jeżeli masz już fun­du­sze celowe, potrak­tuj je jak rachunki. Zapisz, ile w danym mie­siącu wpła­ci­łaś na dany cel, oraz kwotę, którą już masz odło­żoną.

Fun­du­sze celowe to genialny spo­sób na utrzy­ma­nie przej­rzy­stych finan­sów i reali­za­cję pla­nów. Eli­mi­nują one rów­nież moment zasko­cze­nia, gdy życie, jak zwy­kle, każe nam się­gać do port­fela, bo coś "nagle wysko­czyło". Od tego są wła­śnie fun­du­sze! Odda­lają nie­po­kój zwią­zany z dużymi wydat­kami. Poza tym jeśli duży wyda­tek podzie­lisz na kilka mniej­szych, to twój cel wyda ci się dużo bliż­szy i łatwiej­szy do osią­gnię­cia. Zanim przej­dziemy do two­rze­nia fun­du­szy, musisz sobie odpo­wie­dzieć na pyta­nie: jakie fun­du­sze są ci potrzebne? Odpo­wiedź będzie zale­żała od two­jej sytu­acji. Te, które zapro­po­nuję, bazują na moich doświad­cze­niach.

Fun­dusz życiowy -?może być czę­ścią poduszki bez­pie­czeń­stwa. W moim odczu­ciu jest to abso­lutna pod­stawa. Pokrywa on wszel­kie nie­prze­wi­dziane wydatki i służy mi do poży­cza­nia od samej sie­bie, jeśli tego potrze­buję. Czę­sto z niego korzy­stam, by następ­nie spła­cić sobie wycią­gnięte kwoty. Do obli­cze­nia, ile pie­nię­dzy powin­nam prze­zna­czyć na ten cel, uży­łam wycią­gów z konta. Zało­ży­łam, że potrze­buję kwoty, która pozwoli mi prze­żyć trzy mie­siące bez pen­sji. Sce­na­riusz ten zakłada tylko wydatki z kate­go­rii rachunki i opłaty stałe, trans­port oraz jedze­nie. Mini­mum, które trzeba mieć na tym fun­du­szu, to koszt zakupu nowej lodówki + 20%. Załóżmy więc, że lodówka kosz­tuje 2000 zł + (20% × 2000 zł) = 2000 zł + 400 zł = 2400 zł. Dla­czego lodówka? Jest to sprzęt, bez któ­rego nie można się obyć. Gdy zepsuje się pralka, można coś uprać u rodziny raz na kilka dni, a z lodówką nie jest już tak łatwo. Zasada jest pro­sta: mam odło­żone pie­nią­dze, więc idę do sklepu i płacę gotówką (przy oka­zji weź pod uwagę, że przy płat­no­ści gotówką czę­sto można utar­go­wać zniżkę). Nie wywo­łuje to u mnie dodat­ko­wego stresu, a raczej poczu­cie ulgi. Budo­wa­nie fun­du­szu życio­wego zacznij więc od kwoty, którą zapła­ci­ła­byś za lodówkę. Potem część oszczęd­no­ści dalej prze­zna­czaj na ten fun­dusz, a resztę -?na pozo­stałe fun­dusze celowe. Dla przy­kładu, jeśli zało­ży­łaś, że na ten fun­dusz prze­zna­czysz 500 zł mie­sięcz­nie, to po uzbie­ra­niu pod­stawy 250 zł dalej prze­zna­czaj na jego budo­wa­nie, a pozo­stałe 250 zł na inne fun­dusze celowe. Zacznij od zaraz. Choć jestem fanką robie­nia wszyst­kiego w spo­koj­nym tem­pie, to uwa­żam, że fun­dusz życiowy powin­naś zbu­do­wać w tem­pie eks­pre­so­wym. Pozwoli ci to być zawsze o krok przed finan­so­wym doł­kiem i zabez­pie­czyć się na czas nie­prze­wi­dzia­nych wydat­ków. Aby to zro­bić, musisz na kilka mie­sięcy albo tygo­dni (zależ­nie od tego, jakim budże­tem dys­po­nu­jesz) bar­dzo zaci­snąć pasa: spła­cać rachunki i kre­dyty, opła­cać trans­port i jedze­nie, a wszyst­kie pozo­stałe pie­nią­dze prze­zna­czać na zapew­nie­nie sobie finan­so­wej sta­bil­no­ści. Fun­dusz uro­dzi­nowy -?koszt pre­zentu, przy­ję­cia, tortu, wyj­ścia... Policz, ile osób uwzględ­nisz w tym fun­du­szu. Czy bie­rzesz pod uwagę tylko naj­bliż­szą rodzinę, czy także przy­ja­ciół, rodzi­ców i kole­gów two­ich dzieci? Policz rów­nież, ile kon­kret­nie prze­zna­czysz na każdą osobę. Po pod­li­cze­niu wszyst­kich kosz­tów zaznacz w kalen­da­rzu pierw­sze uro­dziny i według tego oblicz swój fun­dusz. Fun­dusz samo­cho­dowy -?wia­domo, że samo­chód to wygoda, ale też pochła­niacz pie­nię­dzy. W moim fun­du­szu samo­cho­do­wym mam pie­nią­dze prze­zna­czone na ubez­pie­cze­nie (płacę je raz w roku), poda­tek dro­gowy, prze­gląd auta i potrzebne naprawy. Fun­dusz remon­towy/domowy -?opcjo­nalny, pro­wa­dzę go dla­tego, że mój dom wymaga jesz­cze wielu prac wykoń­cze­nio­wych. Jest to fun­dusz na wszel­kiego rodzaju wydatki zwią­zane z domem, np. ubez­pie­cze­nia, cykliczne naprawy itp. Fun­dusz szkolny -?dzięki niemu wrze­śniowe wydatki już ni­gdy cię nie zasko­czą! Ten fun­dusz pokrywa koszt ubrań do szkoły, obu­wia, ple­ca­ków, przy­bo­rów oraz wszyst­kiego, co potrzebne, aby przy­go­to­wać się na nowy rok szkolny. Fun­dusz bożo­na­ro­dze­niowy -?pokrywa koszt pre­zen­tów, dojazdu do rodziny (jeśli jedzie­cie daleko) oraz wszel­kiego rodzaju deko­ra­cji (sko­rzy­staj z wyprze­daży poświą­tecz­nych, można wtedy za gro­sze dostać piękne ozdoby na cho­inkę, które spo­koj­nie pocze­kają do przy­szłego roku). Fun­dusz zdro­wotny -?obej­muje den­ty­stę, leki, wizyty pry­watne itd.

Na koniec wypisz wszystko, co ma war­tość inwe­sty­cyjną.

Teraz, po roz­pi­sa­niu budżetu, przej­rzyj wszyst­kie kate­go­rie i zasta­nów się, czy widzisz gdzieś nie­po­trzebne trans­ak­cje. Może poszłaś trzy razy po drobne zakupy do sklepu, mimo że mogłaś kre­atyw­nie wyko­rzy­stać resztki z lodówki? Zasta­nów się, na czym mogła­byś zaosz­czę­dzić. Może masz jakiś rachu­nek, który jest zbyt duży i łatwo możesz go zmniej­szyć? Sprawdź swoje umowy na tele­fon, kablówkę, Net­flix... dosłow­nie wszystko. Na rachun­kach oszczę­dzam ponad 720 fun­tów rocz­nie, czyli 60 fun­tów mie­sięcz­nie. Tę kwotę prze­zna­czy­łam na kie­szon­kowe dla dzieci. Jestem pewna, że i u cie­bie uda się zna­leźć podobne oszczęd­no­ści.

Przyj­rzyj się opła­tom za kablówkę. Czy potrze­bu­jesz wła­śnie takiego pakietu? Jeśli nie, zre­zy­gnuj z niego lub zmień na tań­szy. Jeśli cho­dzi o tele­fon, sprawdź swój abo­na­ment lub ofertę na kartę. Czy wyko­rzy­stu­jesz to, za co pła­cisz? Ja zre­zy­gno­wa­łam z pła­ce­nia za pakiet roz­mów, z któ­rego ni­gdy nie korzy­sta­łam, ponie­waż zawsze piszę maile lub dzwo­nię za darmo przez What­sApp. Dzięki temu na dwóch tele­fonach zaosz­czę­dzi­łam ponad 30 fun­tów mie­sięcz­nie.

Prąd, woda, gaz, spół­dziel­nia -?zadzwoń i zapy­taj, czy dostawcy mogą ci zaofe­ro­wać lep­szą ofertę niż obecna. Jeśli jesteś w trud­nej sytu­acji, skon­tak­tuj się ze spół­dziel­nią i spy­taj, czy ofe­rują zniżki lub zasiłki prze­zna­czone dla osób w kry­zy­sie. Dobra wola i chęć pój­ścia na ugodę zawsze dzia­łają lepiej niż cze­ka­nie do ostat­niej chwili. Kiedy pod­ję­łam stu­dia, dosta­łam 20% zniżki na poda­tek miesz­ka­niowy, który musia­łam pła­cić co mie­siąc. Póź­niej, gdy już miesz­ka­łam sama z dziećmi, jako stu­dentka byłam zwol­niona z jego uisz­cza­nia. Dzięki temu w moim budże­cie zna­la­zło się dodat­kowe 140 fun­tów mie­sięcz­nie. Te kwotę prze­zna­cza­łam na budo­wa­nie fun­du­szu awa­ryj­nego.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki