Wstęp
Wstęp
Pamiętam, jak w gimnazjum nauczycielka
zapytała mnie, co jest moim największym marzeniem. Powiedziałam jej
wtedy, że kiedyś napiszę książkę. I oto ona, dwadzieścia kilka lat
później. To zabawne, jak układa się nam życie. Swoją niezależność
budowałam na zgliszczach tego, co nie mogło już dłużej trwać. Dzisiaj
patrzę wstecz z ogromną dozą współczucia dla samej siebie, ale też z podziwem dla tego, jak długą drogę przeszłam przez te kilkanaście lat
dorosłości. To, co kiedyś jedynie mnie wydawało się możliwe, faktycznie
się wydarzyło. Ta książka powstawała długo; najpierw dojrzewała we mnie,
zanim przelałam wiedzę na papier. Jest dla mnie formą zamknięcia pewnego
rozdziału w życiu kobiety dążącej do niezależności. Wszystkie porady,
które w niej znajdziesz, zastosowałam w swoim życiu i dzięki nim
zmieniłam nie tylko to, jak wygląda moja teraźniejszość, ale też to, jak
planuję swoją przyszłość.
Co najcenniejszego daje niezależność? Wolność wyboru. Wiem, że to brzmi
jak truizm, ale to prawda. Często słyszę, że mam takie świetne życie
rodzinne, i codziennie z mężem mówimy sobie, że wspaniale jest budzić
się rano obok siebie. Oboje jednak niesiemy swój bagaż, którego ciężar
niejednego przygniótłby do ziemi. Dlaczego więc dajemy radę? Bo to
wybór. Oboje jesteśmy niezależni finansowo i emocjonalnie, i uważam, że
to właśnie dzięki temu zbudowaliśmy zdrowy związek. Sądzę, że to jest
klucz do sukcesu: pewność siebie i świadomość swojego wkładu we wspólne
życie, i -?co jeszcze ważniejsze -?odwaga, by odejść, kiedy to, co ktoś
ci serwuje, przestanie ci smakować. Myśl o tym w ten sposób -?to, co
zrobisz dzisiaj, zaoszczędzi przyszłej tobie mnóstwo czasu i pieniędzy,
ale przede wszystkim da ci spokój. Dlatego piszę o niezależności
finansowej i emocjonalnej -?to emocje tworzą twoją rzeczywistość. Jeśli
ciągle się boisz i poddajesz temu strachowi, to nic się nie zmieni. Chcę
ci pokazać -?a sama przez wiele lat w to nie wierzyłam -?że do odważnych
świat należy. Zacznij zmianę, zanim będziesz gotowa, wszystkiego
nauczysz się w trakcie. A ja przeprowadzę cię przez większość meandrów i zakamarków niezależności, jakie możesz napotkać.
Chcę pokazać ci na moim przykładzie, zwykłej dziewczyny z Polski, która
postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce, że to możliwe. Można żyć po
swojemu i w zgodzie ze swoimi wartościami. Chcę ci udowodnić, że nie
jesteś swoją przeszłością -?ona jest twoją lekcją, ale nie definiuje
tego, kim jesteś. Przez wiele lat uważałam, że moje życie to tylko
wychowywanie dzieci i bycie jak najlepszą żoną dla swojego męża. Potem
myślałam o sobie jak o imigrantce, która musi jeszcze częściej
udowadniać, że jest coś warta, bo inni obserwują każdy jej ruch (wcale
nie obserwowali). Następnie przyjęłam narrację: "Wyszłam z przemocowego
małżeństwa, mam zespół stresu pourazowego, co jest ze mną nie tak?
Dlaczego nie mogę być taka jak inni? Zawsze zostaję w tyle". Momentem
przełomowym, choć niezbyt przyjemnym, bo mocno mnie zabolał, była
kolacja z osobą, którą podziwiałam od lat. Siedziałam tam i czułam, że
kompletnie nie pasuję do towarzystwa. Trwała ożywiona rozmowa, a ja w pewnym momencie powiedziałam coś o moim byłym mężu -?nawet nie pamiętam,
co to mogło być. Wtedy osoba, którą uważałam za autorytet, westchnęła,
przewróciła oczami i zaczęła rozmawiać z kimś innym, nie zwracając już
na mnie uwagi. Moje ego wtedy naprawdę ucierpiało. Dzisiaj nadal uważam,
że jej zachowanie było nieuprzejme, ale czuję, że to ono dało mi
motywację, by w końcu wyjść z roli ofiary. I nawet gdy już przestałam
myśleć o sobie jak o ofierze, jeszcze długo czułam ból i miałam poczucie
niesprawiedliwości, które powodowało, że nie mogłam pójść dalej.
Zastanawiałam się, jak mogłam pozwolić się tak traktować przez tak wiele
lat. Nie wiedziałam, że można inaczej, więc radziłam sobie tak, jak
umiałam. Wiele razy w tej książce wspomnę o moim pierwszym małżeństwie,
ponieważ stanowi ono ogromną część mojej historii. Bez lekcji, które z niej wyciągnęłam, nie miałabym dzisiaj tego, co mam.
Jeśli jesteś albo będziesz w podobnej sytuacji, gorąco zachęcam cię do
skorzystania z pomocy terapeuty, który specjalizuje się w separacji i rozwodach, ponieważ pozwoli ci to poukładać sobie rzeczywistość na nowo.
Zamknięcie tego rozdziału zajęło mi blisko cztery lata. Nie wiadomo, ile
czasu zajmie to tobie -?być może krócej niż mnie, a może dłużej. Daj
sobie tyle czasu, ile potrzebujesz.
Znasz grę planszową Wsiąść do pociągu? Losuje się w niej połączenia
między miastami i tworzy ich trasy. Podczas planowania masz prawo
wymieniać połączenia i wybierać trasy już dobrze ci znane albo całkiem
nowe. Czasem zdarzy się, że ktoś zablokuje odcinek, którym chciałaś
jechać -?wtedy albo wymyślasz nowe rozwiązania, albo skupiasz się na tej
trasie, którą jesteś w stanie ukończyć. Uwielbiam tę grę i często z przyjaciółmi spędzamy długie wieczory przy kubku herbaty, układając
nasze trasy. Te rozgrywki często nastrajają mnie filozoficznie.
Pokazują, jak wiele razy musimy zmienić swoją drogę i czasem coś
porzucić, aby móc lepiej się przyjrzeć innym ścieżkom i być może podążyć
jedną z nich.
Napisałam dla ciebie książkę, którą sama chciałabym przeczytać te kilka
lat temu, by zrozumieć, że można wziąć sprawy w swoje ręce i odnieść
sukces na swoich zasadach. Lektura przyniesie ci najwięcej korzyści,
jeśli będziesz odrabiała prace domowe. Przygotowałam dla ciebie dużo
ćwiczeń i bibliotekę materiałów pomocniczych, takich jak autorskie
arkusze kalkulacyjne, które znajdziesz na mojej stronie internetowej:
www.annalukaszyn.pl w zakładce "Biblioteka zasobów". Książka składa się
z kilkunastu rozdziałów, których nie musisz czytać po kolei, ale każdy z nich jest przystankiem na trasie do punktu Niezależność Finansowa i Emocjonalna. Regularnie sprawdzaj, co już masz za sobą, a nad czym
potrzebujesz jeszcze trochę popracować. Wszystko ułoży się dużo lepiej,
niż jesteś sobie to w stanie wyobrazić. Najlepsze rzeczy czekają na nas
po drugiej stronie strachu.
Rozdział 1. Czym jest niezależność finansowa i emocjonalna i od czego zacząć, żeby ją osiągnąć?
Rozdział 1
Czym jest niezależność finansowa i emocjonalna i od czego zacząć, żeby
ją osiągnąć?
No właśnie, czym jest dla ciebie niezależność? Jak przeprowadzić audyt
rzeczywistości, aby przekonać się, co można zrobić z tym, co się teraz
posiada? Jak rozpoznać i ukoić swoje wewnętrzne dziecko, aby stało się
kobietą spełnioną emocjonalnie? Jak przekuć własną wizję niezależności w rzeczywistość w zgodzie ze sobą i swoimi wartościami?
Niech twoje wybory odzwierciedlają twoje nadzieje, nie obawy.
Nelson Mandela
Najpierw zastanów się, co oznacza dla ciebie bycie niezależną. Może
kiedy myślisz o niezależności, to od razu masz przed oczami bojowniczkę
o wolność. Tylko czyją: swoją własną czy jakiejś większej grupy? A może
twoim zdaniem niezależność jest czymś odległym, trudno osiągalnym? Może
jest tylko przykładem do naśladowania? Może wreszcie według ciebie
chodzi o sprawowanie kontroli nad życiem, emocjami oraz finansami? No
właśnie... Niezależność niejedno ma imię i dla każdej z nas -?dla ciebie i dla mnie -?może wyglądać inaczej. Ba, nawet jedna osoba może całkiem
inaczej definiować niezależność na różnych etapach swojego życia.
Kiedy pisałam pierwszy szkic tej książki, utożsamiałam niezależność z całkowitą kontrolą nad życiem, emocjami i finansami. Dzisiaj uznałabym
ten rodzaj niezależności, w którym przeciwstawia się swoje JA całemu
światu, za toksyczny. Obecnie łączę niezależność z wolnością wyboru i swobodnym, nieograniczonym byciem sobą wynikającym z akceptowania siebie
i darzenia się szacunkiem. Uważam, że niezależność to umiejętność
mówienia "nie" niewłaściwym znajomościom czy pojawiającym się
niespodziewanie pilnym obowiązkom w pracy -?że wiąże się z asertywnością
i ochroną własnych granic. To także dojrzałość w kwestii oczekiwań i zrozumienia, co znajduje się w sferze naszej własnej odpowiedzialności,
a co cudzej. To podejście do siebie z ciekawością, łagodnością,
zaufaniem, ale i pewną dozą dyscypliny. To wiara we własne możliwości
wynikająca z dotrzymywania złożonych sobie obietnic i dążenie do
rozwoju. To danie sobie zgody na podejmowanie prób, na upadanie i podnoszenie się po porażkach. To również umiejętność proszenia o pomoc,
a wreszcie -?odpowiedzialność za swoje finanse, a także przygotowanie
siebie i swoich bliskich na to, co może się wydarzyć, i zabezpieczanie
ich na tę okoliczność.
Nie zawsze jednak myślałam w ten sposób. Przez wiele lat oddawałam
kontrolę innym i było mi z tym dobrze. Pozwalałam, aby moje otoczenie
podejmowało decyzje za mnie, w imię mojego dobra. Nie mam o to do nikogo
pretensji. Wierzę głęboko, że inni postępują najlepiej, jak umieją, i tak, jak im na to pozwolimy. Dlatego swoje bóle, traumy i żal
przepracowałam na terapii i tam ukoiłam te części siebie, które tego
potrzebowały, a było ich sporo. Wiem, że nadal wymagają czasem
pogłaskania i ukochania.
Kiedy uświadomiłam sobie, że nie mam nad swoim życiem żadnej kontroli?
Była jesień 2018 roku, moje małżeństwo chyliło się już ku upadkowi, a ja
podjęłam ostatnią próbę jego ratowania. Zapisałam nas na terapię dla par
i dałam sobie wewnętrzną zgodę na to, że jeśli nic to nie da, odejdę.
Wtedy jeszcze wierzyłam, że uda się posklejać nasz związek...
Pamiętam, jak tamtej jesieni przechodziłam obok lustra i spojrzałam na
swoje odbicie. To, co wtedy ujrzałam, powraca do mnie po dziś dzień. Nie
poznawałam samej siebie. Miałam trzydzieści dwa lata, a z lustra
patrzyła na mnie zaniedbana kobieta w nieokreślonym wieku, o pustym
spojrzeniu i ziemistej cerze. Wyglądałam na potwornie zmęczoną i przytłoczoną życiem. Moje ciało doprowadzone do ostateczności
długotrwałym stresem i wieloma obowiązkami krzyczało "dość!". W tamtym
czasie przekonywałam samą siebie, że dużo osiągnęłam -?studiowałam
medyczny kierunek w obcym dla mnie języku, pracowałam na pełnych
obrotach, mój dom lśnił czystością, a ja raz w tygodniu piekłam
drożdżowe bułeczki. Ich szykowanie zajmowało mi za każdym razem około 4
godzin, ale czego się nie robi dla rodziny, prawda?
Spojrzałam wtedy na siebie i zadałam sobie pytanie, jak to możliwe, że
doprowadziłam się do takiego stanu. Zaczęłam się też zastanawiać, kiedy
się ostatnio śmiałam, tak szczerze, aż do bólu brzucha. I nie mogłam
sobie przypomnieć. Podjęłam nieśmiałą próbę uśmiechu, ale wyglądało to
groteskowo, a ja poczułam się głupio. W tamtym momencie zapytałam
siebie, gdzie podziała się ta rozrywkowa dziewczyna, którą kiedyś byłam,
gdzie to poczucie humoru, ten błysk w oku... Widok mojej własnej twarzy i myśli, które wywołał, mnie przeraziły, bo widzisz, jako młoda dziewczyna
byłam duszą towarzystwa, tryskałam energią i sypałam żartami jak z rękawa. W dobrym towarzystwie mój czarny humor wręcz rozkwitał, a ja
potrafiłam zrobić naprawdę dobry stand-up.
Nagle po raz pierwszy coś do mnie dotarło. Moja głowa jeszcze tego nie
rozumiała, ale ciało zaczęło mi już wysyłać wyraźne sygnały -?ból karku
i ramion, problemy żołądkowe i ciągłe zmęczenie. Niezależnie od tego,
ile spałam, i tak ciągle byłam wykończona. Uświadomiłam sobie, że te
sygnały pojawiały się od dawna, ale je ignorowałam. Nie powinnam była
tego robić... Minęło jeszcze kilka tygodni i w styczniu 2019 roku podjęłam
decyzję, która zmieniła całe moje życie. Napęd do działania dał mi
tłumiony latami gniew. Dzisiaj mówię, że to był "wkurw, który nigdy nie
przeszedł". Nie doceniamy energii kobiety, która ma dość bycia
podnóżkiem. Nie doceniamy naszej złości, a to potężna moc, która, dobrze
nakierowana, pozwala nam przenosić góry. Nie wstydź się swojego gniewu -
daj mu dojść do głosu, a jego siła cię zaskoczy.
Moja niezgoda na otaczającą mnie rzeczywistość sprawiła, że znalazłam w sobie siłę, aby powiedzieć "dość". Wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam,
ale decyzję mogłam podjąć dzięki temu, że coś posiadałam. Tym czymś były
małe oszczędności i niewielki regularny dochód. Miałam wtedy około 1000
funtów osobistych oszczędności (mniej więcej 5000 zł) i stypendium z uczelni. Własne środki otworzyły mi drogę do finansowej wolności i niezależności i pozwoliły przetrwać najgorsze momenty mojego życia.
Choćby z tego powodu nie mogę się zgodzić z powiedzeniem "Pieniądze
szczęścia nie dają".
Pieniądze dają spokój, wolność i możliwość decydowania o sobie. Nie są
dla mnie celem samym w sobie, są jednak narzędziem, które wykorzystuję,
żeby prowadzić spokojne, szczęśliwe życie na własnych zasadach, z uhonorowaniem wartości, które są mi bliskie, oraz relacji, które są dla
mnie ważne. Dzięki pieniądzom mogę pomagać kobietom takim jak ty i pokazywać innym, że można wyjść z najgorszych opresji, opłakać straty i żyć spokojnie.
Dlaczego doprowadziłam się do ruiny finansowej i emocjonalnej i jak z tego wyszłam?
Chciałabym powiedzieć: "Nie mam pojęcia, jak do tego doszło" i zrzucić
całą odpowiedzialność na innych, ale tak jak napisałam wcześniej, ludzie
postępują tak, jak umieją i jak im na to pozwolimy. A ja pozwalałam na o wiele za dużo. Dlaczego? Z powodu różnych wcześniejszych doświadczeń.
Moje pokolenie, dorastając, słyszało, że "dzieci i ryby głosu nie mają"
oraz że grzeczne dziewczynki to te, które cicho i pokornie godzą się na
wszystko, co im los przyniesie. Takie podejście było widoczne zarówno w domu, jak i w szkole, i z tego powodu zapisało się w moim wnętrzu.
Siedziałam cicho i godziłam się na zbyt wiele. Jako dorosła kobieta
przez wiele lat ulegałam gaslightingowi. To podstępna forma manipulacji
polegająca na zaprzeczaniu rzeczywistości przez sprawcę i wytwarzaniu w ofierze przeświadczenia, że nie może ufać swojej percepcji. Pod jej
wpływem zaczęłam nieustannie kwestionować swój ogląd spraw, czułam się
głupia i bagatelizowałam swoje możliwości.
Po uświadomieniu sobie tego długo próbowałam zrozumieć, co było ze mną
nie tak. Z czasem za dr. Bruce'em Perrym ujęłam to pytanie nieco
inaczej: "Co mi się przydarzyło?". Dzięki temu zdjęłam z siebie tę
cholerną odpowiedzialność za wybory, których prawdopodobnie nie mogłam
uniknąć. Bo jak rozpoznać wczesne sygnały przemocy emocjonalnej, kiedy
cały świat wmawia ci usilnie, że tak wygląda każdy związek? Przecież to
normalne, że o każdą pierdołę trzeba się wykłócać, że aby coś osiągnąć,
musisz uciekać się do manipulacji, że ciche dni zmieniają się w tygodnie, że na myśl o tym, iż tak miałyby wyglądać kolejne lata, robi
ci się słabo, że co kilka tygodni dostajesz jakiegoś badyla na pociechę,
żebyś zachwyciła się romantyzmem tej sytuacji i już przestała się
gniewać, bo nie ma o co. To typowe błędne koło przemocy.
Na podstawie moich obserwacji wypracowałam dualistyczną wizję kobiety
niezależnej. Z jednej strony widziałam w swoim otoczeniu kobiety
wojowniczki, takie, które nagle musiały zmierzyć się z rzeczywistością
rodzinnej tragedii -?na przykład przedwczesnej śmierci męża -?i przejąć
kontrolę nad rodziną, zarabianiem pieniędzy i wszystkim, co do tej pory
było im obce. Z drugiej strony obserwowałam kobiety, które, co prawda,
były niezależne w pracy, ale w domu wykonywały jedną nieodpłatną pracę
za drugą. Kobieta na usługach rodziny, pracująca ponad siły -?tak było
zawsze i nikt się temu nie sprzeciwiał. Nikt nie podważał zastanej
rzeczywistości. Należało się na nią zgodzić.
W domu rodzinnym obserwowałam moją mamę, kobietę petardę, która po
trzydziestce poszła na studia zaoczne do miasta oddalonego od naszej
miejscowości o kilka godzin drogi. W międzyczasie urodziła moją siostrę
Olę, a dodatkowo w tamtym okresie rodzice budowali dom, w którym
mieszkają do dzisiaj. Na wiele spraw brakowało jej jednak przestrzeni.
Kiedy stawiamy na rozwój w jednej dziedzinie, to inna na tym cierpi i jest to nieuniknione.
Pod wpływem tych doświadczeń ugruntowało się we mnie przekonanie, że
poświęcanie czasu na zarabianie pieniędzy rozbija więzi rodzinne. Teraz,
jako dorosła osoba, myślę o tym inaczej. Widzę, że okres ciężkiej pracy
i poświęceń przynosi wieloletnią stabilizację i szczęście całej
rodzinie. Moi rodzice poradzili sobie te dwadzieścia lat temu i dzięki
temu w trudnym dla mnie czasie wierzyłam, że i ja dam sobie radę. Kiedy
zdecydowałam się na podjęcie studiów, a potem na rozstanie z byłym
mężem, wiedziałam, że mogę liczyć na wsparcie bliskich mimo dzielącej
nas odległości.
Zmiana rozumienia pojęcia niezależności wpłynęła na stan moich finansów
i na moje podejście do pieniędzy. Przeszłam drogę od hulaszczego
szastania przez nadmierną kontrolę aż do równowagi między odkładaniem a wydawaniem.
Kiedy miałam dziewiętnaście lat, wyprowadziłam się z domu rodzinnego do
Warszawy. Wydawało mi się wtedy, że jestem już całkiem dorosła, i rzuciłam się na głęboką wodę. Jednocześnie czułam się dość bezpiecznie,
ponieważ rodzice wspierali mnie finansowo. Miałam to szczęście, że
opłacali mój czynsz za wynajęty pokój, a ja dorabiałam jedynie na domowe
wydatki i różne zachcianki. Byłam dorosła, ale nadal pod ciepłym
skrzydłem rodzicielskiej opieki. Niedługo potem wyszłam za mąż, na
świecie pojawiły się nasze dzieciaki, a ja przestałam pracować na siedem
lat. Myślę o sobie z tamtego okresu jak o kobiecie-dziecku: naiwnej,
głupiutkiej i wiecznie czekającej na to, aż pojawi się jakieś remedium
na moje błędy -?jeśli nie uratuje mnie mąż, to zrobią to rodzice. I tak
żyłam sobie, całkowicie zależna finansowo i emocjonalnie od innych.
Jeśli nie zadbamy o swój rozwój, to decyzje finansowe będzie podejmować
w naszym imieniu nasze wewnętrzne dziecko, a nie osoba dorosła. Dziecko
będzie chciało się beztrosko bawić i wydawać, a nie brać
odpowiedzialność za swoje decyzje. W związku z tym prawdopodobnie będzie
unikać tematu finansów i mierzenia się z konsekwencjami swoich decyzji.
Przeprowadziliśmy się do mojego rodzinnego miasta i zamieszkaliśmy
blisko rodziny, a ja miałam swoją bezpieczną, cichą i dość nudną
codzienność. W tamtym czasie popadliśmy w długi. W najgorszym momencie
byliśmy zadłużeni aż na 30 000 zł, choć do dziś nie potrafię sobie
przypomnieć, dlaczego i na co wzięliśmy niektóre kredyty.
W tym okresie mojego życia w ogóle nie myślałam o niezależności, to
pojęcie było mi całkowicie obce. Przyjęłam wtedy rolę żony i matki
dzieciom na utrzymaniu męża, a moim hobby, dającym mi wytchnienie od
codzienności, było oglądanie filmików na YouTubie. W 2011 roku to było
coś nowego -?całkowicie nowy poziom konsumpcjonizmu na nieznaną dotąd
skalę. Wpadałam na wirtualną kawę do "koleżanki", która opowiadała mi o swoim dniu, a przy okazji prezentowała zakupy i ubrania. Czułam więź z dziewczynami z internetu, których nigdy nie poznałam! Pokazywały mi
przedmioty, kosmetyki czy relacje z wydarzeń, do których sama nigdy nie
miałabym dostępu. Otwierały przede mną wrota do całkiem nowego świata.
Niezależność pojmowałam wtedy nie jako oszczędności na koncie, ale jako
to, co reprezentuję sobą wizualnie, kiedy spaceruję z wózkiem po
mieście. Chcąc się rozgrzeszyć za częste zakupy ubraniowe, zaopatrywałam
się w tanich second-handach, ale i tak w tamtym okresie przepuszczałam
na ciuchy gigantyczne sumy. Kiedy dziś o tym myślę, to uważam, że śmiało
można by za to kupić luksusowy samochód lub wybrać się na wakacje
marzeń. Ja jednak nawet nie zauważyłam, kiedy wydałam tyle pieniędzy.
Moim problemem było to, że żyłam życiem innych ludzi, ich wartościami
oraz ich podejściem do pieniędzy, i stawiałam siebie w ich sytuacji, a nie brałam w ogóle pod uwagę tego, jak sama chcę żyć, czego sama pragnę
i potrzebuję, co jest dla mnie ważne. Ostatecznie okazało się, że
przeładowana szafa i dziesięć podkładów na półce -?ba, nawet taki za
kilkaset złotych -?nie sprawiły, że poczułam się lepsza czy ładniejsza.
Było wręcz odwrotnie. Świadomość braku pieniędzy dotkliwie dawała o sobie znać. Wiedziałam, że w razie jakiegokolwiek niespodziewanego
zdarzenia życiowego znajdę się w sytuacji bez wyjścia. W swojej
naiwności uznałam wówczas, że skoro ze mną wszystko jest mniej więcej OK
i za moje wybory odpowiedzialni są inni -?naprawdę tak wtedy myślałam -
to pora zmienić kraj. Wpadłam na szalony pomysł emigracji do Szkocji.
Uznałam, że w Polsce nie da się oszczędzać, nie da się żyć i czas
zbierać manatki.
O dziwo, w Szkocji okazało się, że mimo iż pracuję na pełen etat i mamy
dwie pensje, to nadal pod koniec miesiąca brakuje nam na podstawowe
produkty. Musiały minąć jeszcze kolejne trzy lata, zanim przyznałam
otwarcie przed sobą, że problem tkwi we mnie i w tym, jak zarabiam i wydaję pieniądze.
W kwietniu 2018 roku po raz pierwszy przeanalizowałam swój budżet.
Dostaliśmy wtedy dość duży zwrot podatku, ale te pieniądze zniknęły jak
kamfora. Nie miałam pojęcia, na co zostały wydane. Miałam tego dość. Nie
uświadamiałam sobie jeszcze wtedy, że prowadzenie budżetu całkowicie
zmieni moje życie, otworzy przede mną nieznane dotychczas możliwości i pozwoli mi się w końcu przeistoczyć z zalęknionej kobiety-dziecka w kobietę niezależną finansowo i emocjonalnie.
W tamtym czasie wspólny dochód mój i byłego męża, z którego musieliśmy
utrzymać nas oboje oraz troje dzieci w wieku poniżej jedenastu lat,
wynosił około 2000-2500 funtów miesięcznie. Dla porównania najniższa
krajowa wynosiła około 1200-1300 funtów. Pamiętam swój szok, kiedy
odkryłam, że na żywność dla pięcioosobowej rodziny wydałam w jednym
miesiącu ponad 800 funtów, na ubrania i bibeloty do domu poszło
kolejnych kilka stówek, a do tego miałam ustawionych w banku parę
stałych zleceń, o których kompletnie zapomniałam. Połowę naszego dochodu
wydawaliśmy na żywność, z której co najmniej 30% lądowało w koszu, co
oczywiście pogarszało stan naszych finansów. To był pierwszy sygnał, że
trzeba zmienić podejście do gospodarowania pieniędzmi.
Wystarczyło wprowadzić kilka drobnych korekt, by pojawiły się pierwsze
oszczędności. Najpierw zajęłam się swoim budżetem na jedzenie -?szybko
zeszłam z 800 do 500, a potem, kiedy zostałam samotnym rodzicem, do 400
funtów na miesiąc. Mój dochód wynosił 1400 funtów, składały się na niego
stypendium z uczelni z dodatkami dla samodzielnego rodzica oraz to, co
zarobiłam w pracach dorywczych. Wydawałam więc około 400 funtów na
jedzenie, a 600-700 funtów na rachunki (hipoteka/media itp.). Zmiana
rutyny zakupowej była dla mnie małym krokiem, ale wykonawszy go,
zyskałam sprawczość i kontrolę nad tym, co robię. Uświadomiłam sobie, że
nie muszę czekać, aż skończę studia, by wieść dobre, spokojne życie, w którym nie martwię się o wypłatę. Po raz pierwszy też poczułam, że
niezależność jest możliwa. Do tej pory słowo to pobrzmiewało mi w uszach
ironicznie, pogardliwie, bo taki miało wydźwięk w moim otoczeniu, ale
wraz ze zmianą rutyny nabrało dla mnie nowego znaczenia.
Zaczęłam systematycznie prowadzić budżet i po raz pierwszy dostrzegłam
efekty swoich działań. Nie czułam, że sobie czegoś odmawiam -?wręcz
przeciwnie, wydawało mi się, że otworzył się przede mną całkiem nowy
świat. Moja pewność siebie i zaufanie do siebie samej rosły z każdym
dniem, a wraz z nimi pojawił się szacunek. W końcu miałam realny wpływ
na to, jak wyglądają moje finanse.
Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego wcześniejsze próby zapanowania nad
budżetem zawsze bardzo szybko kończyły się fiaskiem. Powodów było kilka.
Przede wszystkim myślałam o budżecie jako o czymś, co odbiera mi
wolność, i jak wiele z nas uważałam, że budżetowanie jest zajęciem tylko
dla bogatych. Po co mi jakieś tabelki w Excelu, skoro nie starcza mi do
wypłaty, mimo że żyję "oszczędnie"? Po co mam sobie jeszcze dodawać
ograniczeń? Poza tym czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.
Potrafiłam znajdować wymówki bez końca.
Co się więc zmieniło? Zadziała się magia internetu. Któregoś dnia
YouTube podpowiedział mi filmik, w którym Jordan Page pokazywała, jak
robi tygodniowe zakupy spożywcze. To była zwykła, fajna babka z gromadką
dzieci. Kompletnie różniła się od osób, które do tej pory oglądałam w internecie. Nie bała się mówić o swoich długach, problemach z kartami
kredytowymi czy o sposobie robienia zakupów. Dla mnie jej filmy stały
się powiewem świeżości i nadziei, że jeśli taka kobieta jak Jordan
ogarnia budżet i wyszła z finansowych tarapatów, to i mnie się uda.
Mniej więcej rok później dowiedziałam się, że otaczanie się ludźmi,
którzy są o kilka kroków przed nami, przynosi naukowo uzasadnione
korzyści. Na podstawie wyników badań Icek Ajzen sformułował nawet teorię
planowanego zachowania. Badał on relacje między pożądanym zachowaniem a czynnikami, które doprowadzają do jego urzeczywistnienia. Jednym z nich
jest to, jak się samemu postrzega określony element zachowania -?na
przykład prowadzenie budżetu -?i jak o tym elemencie myśli najbliższe
otoczenie danej osoby. Im więcej ma się wsparcia w otoczeniu, tym szanse
na sukces są większe. Zdaję sobie sprawę, że większość z nas na co dzień
nie otrzymuje szczególnego wsparcia, dlatego też ważne jest, żebyśmy
same poszukały dowodów na możliwość zajścia zmiany. I tu, cały na biało,
wchodzi internet, a zaraz za nim -?praca nad sobą. Wiem, że to brzmi jak
coelhizm, ale musisz mieć świadomość, że droga do niezależności i praca
nad budżetem będzie owocna tylko wtedy, kiedy stawisz czoła temu, co
doprowadziło cię do miejsca, w którym obecnie się znajdujesz. Odpowiedź
nie jest prosta, ale mam nadzieję, że z pomocą tej książki odkryjesz,
jak własną drogą ruszyć ku niezależności.
Jak możesz sama sobie pomóc? Twój punkt wyjścia
Mówi się, że jesteś sumą pięciu osób ze swojego najbliższego otoczenia.
Chciałabym, abyś na spokojnie i bez oceniania zastanowiła się, czy
wybory, decyzje i wartości tych osób są ci bliskie. Czy zwróciłabyś się
do nich po radę? Czy w ich towarzystwie czujesz się bezpiecznie i swojsko? Czy czujesz, że możesz być przy nich sobą, i masz przekonanie,
że jeśli zrobisz coś nie tak, to usłyszysz od nich prawdę? A może jest
wręcz przeciwnie? Pamiętaj, że twoje najbliższe otoczenie to nie tylko
krewni czy znajomi z pracy. Wśród ludzi, z którymi przebywasz najwięcej,
są również osoby, które oglądasz i śledzisz w internecie, bohaterowie
seriali, które oglądasz wieczorami, i książek, które czytasz. Nawet
fikcyjne postacie mają na ciebie ogromny wpływ. Zastanów się, kogo masz
w obserwowanych na TikToku czy na Instagramie. Jak się czujesz po
sesyjce scrollowania? Czy jesteś w trybie zombie i nie wiesz, co
oglądałaś, ale masz ochotę na wydawanie pieniędzy, czy wręcz przeciwnie
-?czujesz, że świat leży u twoich stóp?
Bardzo często robię przegląd obserwowanych kont i niektóre z nich
wyciszam. Jeśli zauważam, że kiedy oglądam zamieszczane przez kogoś
treści, to wzbiera we mnie poczucie zazdrości albo zaczynam częściej
kupować, po prostu przestaję to konto obserwować. Kilka tygodni temu
całkowicie odcięłam się od mediów społecznościowych. Odinstalowałam
wszystkie aplikacje na telefonie i zauważyłam u siebie nie tylko znaczne
zmniejszenie ochoty na zakupy, ale też ogólną poprawę samopoczucia. Mimo
że posiadam dość dużą wiedzę na temat ludzkich zachowań i motywacji,
nadal bywam podatna na wpływy. Zmiana wymaga czasu i rodzi się w ciszy.
Dlatego twoim pierwszym krokiem do niezależności powinno być właśnie
wyciszenie się, abyś zdołała znaleźć w sobie odpowiedź na pytanie, co
jest dla ciebie ważne.
Wczoraj rozmawiałam z córką o jej przyszłości. Maja ma czternaście lat i stoi właśnie przed wyborem swojej dalszej drogi życiowej. To bardzo
wczesny wiek na takie decyzje, więc, co zrozumiałe, córka ma wiele obaw.
Zapytałam ją, jak wyobraża sobie swoje życie za kilka lat i co chciałaby
wtedy robić. Odpowiedziała, że chciałaby żyć spokojnie. Zapytałam więc,
co oznacza dla niej spokojne życie. Nie wiedziała. W końcu spokój to
spokój. Czemu się czepiasz, mamo?
Jak dojść do sedna tego, co jest ważne dla każdej z nas? Na czym oprzeć
podejmowane przez siebie decyzje? Większość z nas, zapytana o to, jakimi
wartościami kieruje się w życiu, zdoła wymienić ich kilka. Ale czy
wiemy, dlaczego wybieramy akurat te wartości? Czy mamy pewność, że to
nasze własne przekonania, a nie te wyniesione z domu rodzinnego? I, co
najważniejsze, czy w ogóle żyjemy w zgodzie z nimi?
Określenie tego, co i dlaczego jest ważne dla ciebie, ma podstawowe
znaczenie. Bez tego nie ruszysz z miejsca. To punkt wyjścia do
zaprojektowania swojego niezależnego życia. Celowo używam słowa
"projektowanie", ponieważ dzięki niezależności stajesz się architektem i budowniczym swojego życia. Kiedy budujesz dom, stawiasz go na solidnych
fundamentach. Dokładnie sprawdzasz, jakie materiały zostaną użyte i kto
będzie wykonywał pracę. Koszty są ogromne, więc miesiącami szukasz w internecie informacji o najlepszych metodach, narzędziach i materiałach.
W końcu to twój dom, ten wymarzony, musi więc mieć solidną podstawę.
Pora zadbać tak samo o fundamenty własnej niezależności emocjonalnej i finansowej. Pomogą ci one podejmować decyzje w zgodzie z tym, jak chcesz
żyć, pracować, spędzać wolny czas, kochać i być kochaną. Tymi
fundamentami są twoje ciało i głowa. Zadbaj o nie najlepiej, jak umiesz,
tak abyś miała solidną podstawę: mury, które obronią cię przed tym, co
nieuniknione. Dzięki temu wyjdziesz z każdej potyczki zwycięsko.
Pamiętaj, że nowe domy często powstają na gruzach starych posiadłości.
Może warto zburzyć to, co było, i zacząć od nowa?
Od razu cię uprzedzam, że poniższe ćwiczenie nie jest łatwe, ale mimo to
zdecydowanie warto je wykonać. Trudność polega na tym, że zmusza ono do
postawienia swoich potrzeb i wartości na pierwszym miejscu, a dla
większości z nas nie jest to normalny stan rzeczy. Zazwyczaj w naszym
życiu priorytetowo traktujemy innych, a nie siebie. Odwrócenie tej
hierarchii okazuje się często niekomfortowe. Jak to, najpierw ja, potem
inni? Ano tak, najpierw ty. Dzięki temu ćwiczeniu odkryjesz lub
przypomnisz sobie swój zestaw wartości, a w efekcie osiągniesz
transformacyjny efekt. Będzie tak, jakbyś w trakcie gry w ciuciubabkę
nagle zdjęła przepaskę z oczu.
Każda z wypisanych poniżej wartości jest ważna, niektóre są po prostu
ważniejsze. Ważniejsze dla ciebie. Twoim zadaniem jest zapytanie siebie,
co w tym momencie życia jest dla ciebie priorytetem. Nie zastanawiaj się
zbyt długo, pamiętaj, że liczy się pierwsza myśl, zaufaj jej.
Wykonaj to ćwiczenie, kiedy jesteś sama. Przygotuj sobie kubek czegoś
ciepłego i włącz przyjemną muzykę. Stopniowo wykreślaj te wartości,
które nie są dla ciebie tak ważne jak inne. Na koniec zostaniesz ze
swoim żelaznym zestawem pięciu wartości -?to twój moralny kompas, twój
kręgosłup.
Ćwiczenie wykonuj etapami:
1. Wykreśl 18 wartości.
2. Wykreśl kolejne 18 wartości.
3. Wykreśl 6 wartości.
4. Wykreśl 5 wartości.
Powinno ci zostać 5 wartości. Teraz, kiedy nie będziesz pewna kolejnych
kroków w swoim życiu, będziesz mogła sprawdzić, czy są one zgodne z twoimi wartościami.
rodzinaszczodrośćharmoniazaangażowanie społeczneuczciwośćmiłośćspokójtolerancjasukceszabawasławahonorpogoda duchaduchowośćkreatywnośćojczyznaspontanicznośćprzyjaźńodpowiedzialnośćtwórczośćpracaodwagawiernośćdyskrecjazaufaniewiaramądrośćradośćrutynaotwartośćedukacjadoskonalenieautentycznośćzaradnośćskromnośćzdrowieczystośćpokoraluksusryzykorozwójstabilizacjapewność siebieprawdapięknodumaszacunekelastycznośćlojalnośćempatiapasjaniezależność
I jak? Gotowe?
Brawo! Zrobiłaś to, na co 99% osób nigdy się nie zdecyduje! Jestem z ciebie dumna.
W mojej żelaznej piątce są: szacunek, elastyczność, kreatywność, rodzina
oraz sława. Znajomość tych wartości i wiedza o tym, co dla mnie ważne,
pozwoliły mi na świadomą decyzję o zmianie miejsca zatrudnienia prawie
rok temu. Pracowałam na oddziale w szpitalu, gdzie nie miałam nic do
gadania w kwestii grafiku. Słyszałam: "Bierz to, co ci daję, albo tam są
drzwi". Działałam w systemie: trzy dniówki i następujące po nich trzy
nocki. Zmęczenie odbierało mi chęć do zajmowania się moją drugą pasją,
jaką było prowadzenie kiedyś bloga Po taniości, a dzisiaj autorskiego
kanału @annalukaszyn. Moje dzieci praktycznie mnie nie widywały, z moim
mężem Krzysiem w zasadzie mijaliśmy się w drzwiach. Bywało, że nie
widzieliśmy się przez kilka dni, choć mieszkamy razem. Czułam, że moje
granice nie są szanowane. Wiedziałam już wtedy dokładnie, czego chcę, i postanowiłam zająć się pełnoetatowo działalnością online. Ostatecznie z różnych powodów, częściowo niezależnych ode mnie, nie wyszło to tak, jak
zakładałam, ale mój dom ma solidne fundamenty, więc otrzepałam się z kurzu i znalazłam pracę, która spełnia wszystkie moje warunki. Jestem
szczęśliwa, bo pracuję w zgodzie ze swoimi wartościami. Gdybym ich nie
znała, to prawdopodobnie nadal pracowałabym w szpitalu i byłabym coraz
bardziej wypalona. Kocham moje dwa zawody i cieszę się, że właśnie
dzięki odpowiedzeniu sobie na tych kilka trudnych pytań doszłam do
miejsca, w którym jestem dzisiaj. Jestem kobietą emocjonalnie i finansowo niezależną. To jak? Przekonałam cię, że warto poznać swoje
wartości i się nimi kierować?
A teraz wpisz swoje wartości w narysowane poniżej koła.
Moje 5 wartości to:
Następnie, patrząc na swoje wartości, odpowiedz na poniższe pytania:
1. Jak te wartości manifestują się w moim codziennym życiu? W jaki
sposób je realizuję?
____________________________________
2. Co sprawia, że są one dla mnie ważne? Czy gdyby nie było ich w moim
życiu, to byłoby ono trudne do zniesienia? Dlaczego?
____________________________________
3. Co się kryje za tymi wartościami? Dlaczego są one dla mnie ważne?
____________________________________
4. Jakie kroki podejmę, aby te wartości jeszcze lepiej odzwierciedlały
się w moim życiu?
____________________________________
Jestem ciekawa, czy wybór wartości cię zaskoczył. Czy wspierają cię one
w dążeniu do wolności i niezależności? Na kolejnej stronie znajdziesz
miejsce na twoje refleksje.
____________________________________
____________________________________
____________________________________
____________________________________
____________________________________
Rozdział 2. Czym jest dla ciebie wolność finansowa?
Rozdział 2
Czym jest dla ciebie wolność finansowa?
Wolność sąsiadki czy dziewczyny z Instagrama nie jest twoją wolnością, a droga, którą ona podąża, jest usłana jej doświadczeniami, nie twoimi.
Jak ułożyć sobie własny plan na życie? Jak oddzielić ziarno od plew i naprawdę poznać swoje potrzeby, by zaprojektować swoje bogate życie? I czym jest dla ciebie bogactwo? Czy to kieliszek prosecco wypity w jacuzzi, czy kawa o poranku?
W poprzednim rozdziale poprosiłam cię o zrobienie ćwiczenia, które
pomaga określić swoje wartości. Jego wykonanie jest ogromnie ważne,
ponieważ wartości, jakie wyznajesz, są fundamentem ciebie, twojego domu
i życia, jakie dla siebie projektujesz. Często bywa tak, że doceniamy i próbujemy skopiować życie innej osoby, w ogóle nie biorąc pod uwagę
tego, co dla nas samych jest ważne. Zastanów się, jak wygląda twoje
życie, a jak to, do którego dążysz, i co ci w nim imponuje. Dlaczego
chcesz je naśladować?
Widać to dobitnie zwłaszcza w dobie mediów społecznościowych. Nasi
rodzice porównywali się tylko z osobami w najbliższym otoczeniu. Byli to
ich sąsiedzi, rodzina oraz znajomi z pracy. Niemal wszyscy wywodzili się
z podobnych środowisk i posiadali podobne wykształcenie i zaplecze
materialne. Nie miało się wglądu w życie jakiegoś Johna z Ameryki, nie
widziało się jego ogromnego domu czy jeszcze większego zadłużenia ani
czy się z nim krył, czy nie. Dziś jest inaczej. Żyjemy w dobie
rozbuchanych mediów społecznościowych, gdzie za kilkaset złotych można
sfabrykować swoją codzienność, na przykład polecieć na dwa dni do
Dubaju, przygotować serię filmików i zdjęć, a potem publikować swoje
"życie na bogato" przez kolejne dwa tygodnie. Na Instagramie czy
Facebooku jest miejsce tylko na sukcesy, ogromne sprzedaże i luksusy.
Coraz częściej mówi się jednak o tym, że ludzie toną w długach, aby móc
płacić za swój styl życia. Niedawno na TikToku wyświetliły mi się
filmiki z podróbkami -?dziewczyny chwaliły się na nich zakupami Chanel i YSL za mniej niż 100 zł. Zobacz, jak łatwo można zafałszować
rzeczywistość. Pamiętaj, że twoja uwaga jest ogromnie cenną walutą, płać
więc nią uważnie i nie wierz we wszystko, co widzisz.
Niezależność -?twoja definicja
Czym jest więc dla ciebie niezależność? Jak wygląda twoje wymarzone
dobre, bogate życie? Czym tak naprawdę jest dla ciebie bogactwo? Dopóki
nie odpowiesz sobie na te pytania, będziesz błądzić po omacku.
Kiedy pytam dziewczyny na Instagramie o ich pojęcie niezależności,
zawsze w odpowiedziach pojawia się kilka słów kluczy: "spokój",
"wolność", "możliwość podejmowania decyzji nie ze strachem, lecz z nadzieją na lepsze jutro".
Jak wspomniałam w poprzednim rozdziale, moja osobista definicja
niezależności zmieniała się w czasie, ale pewne określenia są ze mną od
lat. Niezależność to dla mnie podejmowanie decyzji w zgodzie ze sobą i swoim wewnętrznym kompasem moralnym, bycie przykładem dla swoich dzieci
i najbliższego otoczenia, a także oszczędności na koncie, które są moim
zabezpieczeniem na niepewną przyszłość. Na głębszym poziomie
niezależność jest więc dla mnie równoznaczna z poczuciem bezpieczeństwa
i zaufaniem do samej siebie oraz swoich zasobów, oznacza traktowanie
siebie z szacunkiem i otaczanie się miłością. Dzięki temu wiem, że kiedy
najlepszy interes mój i mojej rodziny będzie tego wymagał, mogę odejść i nie oglądać się za siebie. Niezależność to w końcu takie zabezpieczenie
finansowe, dzięki któremu nawet w najgorszym scenariuszu moje podstawowe
potrzeby są zabezpieczone -?mam dostęp do schronienia (mam gdzie
mieszkać), pożywienia i ciepła.
Jaka jest twoja definicja niezależności? Co jest dla ciebie ważne w tej
sferze? Kiedy czujesz się bezpiecznie?
Odpowiedz poniżej na te pytania.
____________________________________
____________________________________
____________________________________
Celem niezależności finansowej i emocjonalnej nie jest wbrew pozorom
posiadanie większej ilości pieniędzy, lecz wolność wyboru w kwestii
tego, co za ich pomocą osiągniesz. Jeśli bowiem nie umiesz zarządzać
pieniędzmi, to ich ilość nie zrobi ci żadnej różnicy -?i tak wszystko
wydasz. Nagle pojawią się nowe potrzeby, na których realizację wcześniej
nie mogłaś sobie pozwolić, i tak powoli dojdziesz znów do poziomu zero.
Kontrola wydatków i sposobu wydawania pieniędzy jest niezmiernie ważna,
bo tylko dzięki niej możesz być naprawdę niezależna.
Kiedy stanęłam do walki o swoją niezależność, znajdowałam się w takim
punkcie życia, że musiałam walczyć o przetrwanie. Zrozumienie, że można
funkcjonować inaczej i budować swoje życie świadomie, zgodnie ze swoim
wewnętrznym planem, zajęło mi wiele lat. Prawda jest taka, że kiedy
działasz w amoku, bo nagle okazuje się, że musisz zwijać manatki i uciekać w środku nocy, to dobrze jest mieć ogarnięte swoje zasoby, a mówiąc dokładniej, ich trzy rodzaje:
zasoby materialne -?ilość pieniędzy na koncie, a także wszystko,
co materialne i co może ci pomóc w tej sytuacji (na przykład komputer,
jeśli jest on twoim narzędziem pracy),
zasoby intelektualne -?wykształcenie, kursy, doświadczenie życiowe
i zawodowe, umiejętności, które można wykorzystać i/lub spieniężyć,
zasoby społeczne -?znajomości, które mogą ci się przydać, osoby,
do których możesz się zwrócić o pomoc.
W spadku po przemocowym małżeństwie została mi trauma, która -?mimo że
gruntownie przepracowałam ją na terapii -?czasem daje o sobie znać.
Wpadam wtedy w panikę i poddaję się czarnowidztwu, nie myślę
racjonalnie, tylko emocjonalnie. Czuję to w ciele: pojawia się napięcie
mięśni karku, uczucie ciężaru w brzuchu, ucisk w klatce piersiowej.
Nauczyłam się już temu stanowi nie ufać. Po prostu czekam, aż przejdzie,
i sięgam do "skrzynki z narzędziami", czyli zasobów niematerialnych: idę
na spacer, rozmawiam z mężem o tym, co się dzieje, i co najważniejsze,
nie podejmuję żadnych decyzji finansowych, ponieważ moje wybory
wynikałyby ze strachu, a ja musiałabym borykać się z ich konsekwencjami.
Chcąc okiełznać narastające co jakiś czas emocje, nauczyłam się patrzeć
na fakty i liczby. Dlatego tak lubię mieć rozpisany budżet w Excelu.
Daje mi on poczucie bezpieczeństwa, a szybki rzut oka na kolumnę
"Oszczędności" utwierdza mnie w przekonaniu, że mam wystarczające
zasoby, aby spokojnie przeżyć kilka miesięcy, gdyby wydarzyło się coś
niespodziewanego.
Nie zawsze tak było. Przez wiele lat nie pracowałam, poświęcając się
wychowaniu dzieci i małżeństwu. Wskutek tego na rynek pracy wchodziłam z niczym: bez edukacji i umiejętności, za to z tykającym zegarem. Musiałam
działać szybko. Głównym warunkiem sukcesu było dla mnie wybranie zawodu,
który da mi poczucie bezpieczeństwa i pracę na całym świecie. Studia
pielęgniarskie okazały się strzałem w dziesiątkę.
Nowy zawód stał się dla mnie portalem do nowego życia. Dzisiaj mogę
stwierdzić, że w ciągu sześciu lat od podjęcia tej decyzji moja
codzienność zmieniła się na lepsze. Zarabiam około czterech razy więcej
niż wtedy, za to pracuję mniej, a do tego widzę zmianę na lepsze... w moich dzieciach. Zmiana, jaka zachodzi w tobie, rozchodzi się po
otoczeniu jak kręgi na wodzie. Pracując nad własną niezależnością,
zyskujesz zdolność, by zerwać z destrukcyjnymi zachowaniami i przekonaniami, które przejęłaś od swoich przodków. To, jak dzisiaj
myślisz, ubierasz się i pracujesz, ile zarabiasz i jak wydajesz,
oszczędzasz i inwestujesz, jest pokłosiem twojego wychowania. Wychowanie
nie determinuje jednak twojej teraźniejszości. W pewnym momencie trzeba
przestać zrzucać winę na innych, wziąć odpowiedzialność za swoje czyny i spojrzeć na swoje zachowania ze świeżej perspektywy. Czy to, co dziś
robię, mnie wspiera? Jeśli nic się nie zmieni, to gdzie będę za rok? Czy
myśląc o tym, jestem szczęśliwa, czy przerażona?
Co jakiś czas wykonuję ćwiczenie, które nazywam życiowym remanentem.
Patrzę na to, gdzie teraz jestem, i zastanawiam się, gdzie chcę być oraz
jaki dystans dzieli te dwie przestrzenie.
Zastanów się nad tym także ty i zapisz swoje przemyślenia. Pamiętaj, że
tylko szczerość niesie ze sobą możliwość zmiany.
____________________________________
____________________________________
____________________________________
Teraz przed tobą ćwiczenie z kołem życia. Dzięki niemu w kilka chwil
przekonasz się, które obszary są już dość dobrze zaopiekowane, a nad
którymi powinnaś jeszcze popracować i jak te sfery wpływają na siebie
nawzajem. Na stronie obok znajdziesz dwa koła z wycinkami
odpowiadającymi poszczególnym obszarom twojego życia. Każdy z wycinków
jest dodatkowo podzielony na 10 części, tworząc 10-stopniową skalę
satysfakcji, gdzie 1 oznacza: "jest bardzo źle", a 10 -?"jestem bardzo
zadowolona". Co ważne, pierwsze koło obrazuje sytuację obecną, drugie
zaś -?tę, do której dążysz.
Czy gdy pokolorowałaś pola na pierwszym rysunku, powstało kółko
graniaste? Jeśli tak, odzwierciedla to brak równowagi pomiędzy
poszczególnymi obszarami w twoim życiu. Patrząc na swoje koło, zastanów
się też, co oznacza dla ciebie dana liczba na skali w każdym z obszarów,
na przykład co to znaczy, że w obszarze "rodzina" zaznaczyłaś 5. Co się
za tym kryje? Gdzie na tej skali chciałabyś być i co wtedy to będzie
oznaczało?
____________________________________
Po czym poznasz, że osiągnęłaś oczekiwany poziom w poszczególnych
obszarach? Jak się wtedy będziesz czuła? Jak będzie wyglądała twoja
codzienność?
____________________________________
Który z tych obszarów ma największy wpływ na pozostałe? Dlaczego?
____________________________________
Dlaczego którymś obszarem chcesz się zająć jako pierwszym? Co ci to da?
____________________________________
Co zrobisz, aby przejść z poziomu na pierwszym kole do poziomu na kole
drugim? Jakie konkretnie kroki podejmiesz?
____________________________________
Co ci może przeszkadzać w realizowaniu planu? Co z tym zrobisz? Co i kto
może ci w tym pomóc?
____________________________________
Jakie masz zasoby?
W ciągu sześciu miesięcy od dzisiaj możesz znaleźć się w kompletnie
innym miejscu finansowo, mentalnie i fizycznie.
Jeśli nic nie zrobisz, nic się nie zmieni!
Czas sprawdzić, jakie masz finansowe zasoby, i podliczyć obecny budżet -
możesz w tym celu skorzystać z tabelek zamieszczonych na s. 43-44.
Tabelki są dwie, proponuję bowiem, abyś wykonała to ćwiczenie dwukrotnie
-?do pierwszej tabelki wpisz tylko swój dochód, a do drugiej dochód swój
i partnera, o ile razem prowadzicie gospodarstwo domowe. Podobnie
postąp, odnosząc się do pozostałych kategorii.
Zacznij od wybrania miejsca, w którym będziesz mogła w ciszy i spokoju
poświęcić się podliczeniom. Nalej sobie lampkę wina lub kubek ulubionej
herbaty, załóż wygodny strój, przygotuj się jak do domowego spa. Dbanie
o finanse domowe powinno kojarzyć ci się z przyjemnością. Zaproś do tego
swojego partnera. Jeśli odmawia, to nic -?pamiętaj, że kropla drąży
skałę i dawaj po prostu dobry przykład.
Na początek wyjaśnijmy kilka pojęć!
Dochód stały -?twoje stałe wpływy na konto. Jeśli masz pracę z elastycznym dochodem, to jako stały dochód przyjmij średnią miesięczną
wypłatę.
Dochód ekstra -?zwroty podatku, premie itp.
Wydatki stałe -?wszystkie koszty utrzymania i opłaty, które
schodzą co miesiąc z konta: spożywka, transport, media, ogrzewanie,
zajęcia dodatkowe, hipoteka lub czynsz.
Kredyty -?wszystkie płatności kredytowe oprócz hipoteki.
Oszczędności -?sumy, które zaoszczędzasz w miesiącu; jeśli
korzystasz z opcji "zachowaj resztę" w banku lub masz drobniaki w słoiku, to nie zapominaj o tym.
Inwestycje -?lokaty, konta inwestycyjne, nieruchomości, złoto,
monety -?wszystko, co ma wartość inwestycyjną.
Dochód wspólny -?wspólne pieniądze twoje i partnera.
Przygotuj wyciągi ze swojego konta z ostatnich trzech miesięcy i z obecnego miesiąca do dnia, w którym przeprowadzasz analizę. Zachęcam cię
do cofnięcia się o te kilka miesięcy, ponieważ pomoże ci to dostrzec
zależności, które rządzą twoim budżetem. Bądź ze sobą brutalnie szczera!
Koniec z małymi oszustwami i "zapominaniem", że pewne zakupy w ogóle
zrobiłaś. Jeśli nie masz wprawy w robieniu takich podliczeń, to za
pierwszym razem sporządzenie analizy może ci zająć nawet dwie godziny,
ale potem będzie to kwestia kilku minut raz na jakiś czas. Według mnie
wyciągi najlepiej wydrukować, wtedy są bardziej przejrzyste i po prostu
lepiej się na nich pracuje, choć to moja osobista preferencja.
Zwłaszcza dokonując podliczeń po raz pierwszy, uwzględnij wszystkie,
nawet najdrobniejsze operacje. Dzięki temu zyskasz szerszy ogląd i przekonasz się, na co wydajesz niepotrzebnie drobne kwoty.
W tabeli "Budżet samodzielny" wpisz swoje dochody oraz obciążenia
finansowe, jakie byś ponosiła, gdybyś płaciła za wszystko samodzielnie.
Budżet samodzielny
dochód stałydochód ekstrawydatki stałekredytyoszczędnościinwestycje sumasumasumasumasumasuma
W tabeli "Budżet wspólny" wpisz dochód swój i partnera oraz wszystkie
wasze obciążenia finansowe.
Budżet wspólny
dochód stałydochód ekstrawydatki stałekredytyoszczędnościinwestycje sumasumasumasumasumasuma
Na początek wypisz dochody -?osobno swoje, a osobno swojego
partnera, zasiłki (jeśli takie pobieracie) oraz zysk z lokat. Jeśli
pracujesz bez umowy albo na zlecenie, wpisuj tylko te kwoty, które
fizycznie otrzymałaś, a nie te, na które czekasz. Zapisz również datę
każdego wpływu -?będzie ci to potrzebne później.
Teraz wypełnij kolumnę przeznaczoną na dodatkowe zarobki, czyli
dochody ekstra -?może dostałaś premię lub coś sprzedałaś?
Potem wydatki stałe. Wypisz, za co konkretnie płacisz i kiedy te
pieniądze schodzą z konta. Nie pomiń niczego! Nie zapominaj o subskrypcjach. Zastanów się, czy jest jakiś rachunek, który dopiero może
przyjść, albo taki, który może mieć inną wysokość (np. za prąd czy
wodę). Czesne za przedszkole lub opłata za obiady szkolne dziecka to też
rachunki. Kieszonkowe dzieci również stanowi stały wydatek.
Teraz czas na zakupy spożywcze. Jeśli zachowujesz paragony, sprawdź, co
konkretnie kupujesz, ile wydajesz na słodycze, ile na alkohol, a może
palisz papierosy. Jaką część twoich zakupów stanowią zachcianki, a jaką
potrzeby? W moim budżecie w tej kategorii uwzględniam również chemię.
Dalej podlicz koszty transportu. Tutaj wpisuję wydatki na paliwo, bilet
miesięczny, dojazdy do pracy i inne opłaty z tym związane, np. naprawy
samochodu, ubezpieczenia, koszty eksploatacji itd.
Spisując wydatki, warto uwzględnić również takie kategorie, jak:
edukacja: kursy, szkolenia, książki,
dom: naprawy, remonty, ozdoby, meble,
rozrywka: wyjścia do restauracji, kina, książki do użytku prywatnego,
ubrania: podział na te dla dorosłych i dla dzieci (jeśli zakupy
ubraniowe to twoje hobby, zrób na to oddzielną podkategorię),
dzieci: ubrania, zabawki, zajęcia dodatkowe, fryzjer, wydatki szkolne
(np. zdjęcia, składki),
imprezy okolicznościowe: święta, urodziny, imprezy rodzinne,
wizyty związane z dbaniem o urodę: zabiegi u kosmetyczki, paznokcie,
fryzjer,
kosmetyki: kolorowe i pielęgnacyjne (u mnie podstawowe artykuły
higieniczne znajdują się w budżecie spożywczym razem z chemią),
hobby/mały biznes: opłata za hosting strony WWW, kupno materiałów,
zwierzęta: karma, weterynarz, strzyżenie, ubezpieczenie, szczepienia,
różne: wszelkie inne zakupy, dla których nie umiesz określić
kategorii.
Nie bez powodu wypisałam tak dużo kategorii. Początkowo może ci się
wydawać, że to zbyt wiele. Kiedy zaczynałam spisywać swoje wydatki,
jeden mój miesięczny wyciąg liczył około 10 stron -?tyle tam było
transakcji! Lepiej to wszystko skategoryzować, bo pozwala to dokonać
analizy.
Następnie wypisz wszystkie kredyty i zobowiązania, od najmniejszego
do największego, razem z terminem, w którym schodzą z konta. Przy
podanej racie miesięcznej dopisz, ile jeszcze zostało do spłacenia. Do
tej kategorii należą też mandaty, długi komornicze, kary umowne, opłaty
za karty kredytowe albo obsługę debetu.
Teraz zwróć uwagę na oszczędności. Warto przy zaoszczędzanej kwocie
wpisać swój oszczędnościowy cel. Lepiej wtedy widać, ile już
osiągnęliśmy z założonego planu. Jeżeli masz już fundusze celowe,
potraktuj je jak rachunki. Zapisz, ile w danym miesiącu wpłaciłaś na
dany cel, oraz kwotę, którą już masz odłożoną.
Fundusze celowe to genialny sposób na utrzymanie przejrzystych finansów
i realizację planów. Eliminują one również moment zaskoczenia, gdy
życie, jak zwykle, każe nam sięgać do portfela, bo coś "nagle
wyskoczyło". Od tego są właśnie fundusze! Oddalają niepokój związany z dużymi wydatkami. Poza tym jeśli duży wydatek podzielisz na kilka
mniejszych, to twój cel wyda ci się dużo bliższy i łatwiejszy do
osiągnięcia. Zanim przejdziemy do tworzenia funduszy, musisz sobie
odpowiedzieć na pytanie: jakie fundusze są ci potrzebne? Odpowiedź
będzie zależała od twojej sytuacji. Te, które zaproponuję, bazują na
moich doświadczeniach.
Fundusz życiowy -?może być częścią poduszki bezpieczeństwa. W moim
odczuciu jest to absolutna podstawa. Pokrywa on wszelkie
nieprzewidziane wydatki i służy mi do pożyczania od samej siebie,
jeśli tego potrzebuję. Często z niego korzystam, by następnie spłacić
sobie wyciągnięte kwoty. Do obliczenia, ile pieniędzy powinnam
przeznaczyć na ten cel, użyłam wyciągów z konta. Założyłam, że
potrzebuję kwoty, która pozwoli mi przeżyć trzy miesiące bez pensji.
Scenariusz ten zakłada tylko wydatki z kategorii rachunki i opłaty
stałe, transport oraz jedzenie. Minimum, które trzeba mieć na tym
funduszu, to koszt zakupu nowej lodówki + 20%. Załóżmy więc, że
lodówka kosztuje 2000 zł + (20% × 2000 zł) = 2000 zł + 400 zł = 2400
zł. Dlaczego lodówka? Jest to sprzęt, bez którego nie można się obyć.
Gdy zepsuje się pralka, można coś uprać u rodziny raz na kilka dni, a z lodówką nie jest już tak łatwo. Zasada jest prosta: mam odłożone
pieniądze, więc idę do sklepu i płacę gotówką (przy okazji weź pod
uwagę, że przy płatności gotówką często można utargować zniżkę). Nie
wywołuje to u mnie dodatkowego stresu, a raczej poczucie ulgi.
Budowanie funduszu życiowego zacznij więc od kwoty, którą zapłaciłabyś
za lodówkę. Potem część oszczędności dalej przeznaczaj na ten fundusz,
a resztę -?na pozostałe fundusze celowe. Dla przykładu, jeśli
założyłaś, że na ten fundusz przeznaczysz 500 zł miesięcznie, to po
uzbieraniu podstawy 250 zł dalej przeznaczaj na jego budowanie, a pozostałe 250 zł na inne fundusze celowe. Zacznij od zaraz. Choć
jestem fanką robienia wszystkiego w spokojnym tempie, to uważam, że
fundusz życiowy powinnaś zbudować w tempie ekspresowym. Pozwoli ci to
być zawsze o krok przed finansowym dołkiem i zabezpieczyć się na czas
nieprzewidzianych wydatków. Aby to zrobić, musisz na kilka miesięcy
albo tygodni (zależnie od tego, jakim budżetem dysponujesz) bardzo
zacisnąć pasa: spłacać rachunki i kredyty, opłacać transport i jedzenie, a wszystkie pozostałe pieniądze przeznaczać na zapewnienie
sobie finansowej stabilności.
Fundusz urodzinowy -?koszt prezentu, przyjęcia, tortu, wyjścia...
Policz, ile osób uwzględnisz w tym funduszu. Czy bierzesz pod uwagę
tylko najbliższą rodzinę, czy także przyjaciół, rodziców i kolegów
twoich dzieci? Policz również, ile konkretnie przeznaczysz na każdą
osobę. Po podliczeniu wszystkich kosztów zaznacz w kalendarzu pierwsze
urodziny i według tego oblicz swój fundusz.
Fundusz samochodowy -?wiadomo, że samochód to wygoda, ale też
pochłaniacz pieniędzy. W moim funduszu samochodowym mam pieniądze
przeznaczone na ubezpieczenie (płacę je raz w roku), podatek drogowy,
przegląd auta i potrzebne naprawy.
Fundusz remontowy/domowy -?opcjonalny, prowadzę go dlatego, że mój
dom wymaga jeszcze wielu prac wykończeniowych. Jest to fundusz na
wszelkiego rodzaju wydatki związane z domem, np. ubezpieczenia,
cykliczne naprawy itp.
Fundusz szkolny -?dzięki niemu wrześniowe wydatki już nigdy cię
nie zaskoczą! Ten fundusz pokrywa koszt ubrań do szkoły, obuwia,
plecaków, przyborów oraz wszystkiego, co potrzebne, aby przygotować
się na nowy rok szkolny.
Fundusz bożonarodzeniowy -?pokrywa koszt prezentów, dojazdu do
rodziny (jeśli jedziecie daleko) oraz wszelkiego rodzaju dekoracji
(skorzystaj z wyprzedaży poświątecznych, można wtedy za grosze dostać
piękne ozdoby na choinkę, które spokojnie poczekają do przyszłego
roku).
Fundusz zdrowotny -?obejmuje dentystę, leki, wizyty prywatne itd.
Na koniec wypisz wszystko, co ma wartość inwestycyjną.
Teraz, po rozpisaniu budżetu, przejrzyj wszystkie kategorie i zastanów
się, czy widzisz gdzieś niepotrzebne transakcje. Może poszłaś trzy razy
po drobne zakupy do sklepu, mimo że mogłaś kreatywnie wykorzystać
resztki z lodówki? Zastanów się, na czym mogłabyś zaoszczędzić. Może
masz jakiś rachunek, który jest zbyt duży i łatwo możesz go zmniejszyć?
Sprawdź swoje umowy na telefon, kablówkę, Netflix... dosłownie wszystko.
Na rachunkach oszczędzam ponad 720 funtów rocznie, czyli 60 funtów
miesięcznie. Tę kwotę przeznaczyłam na kieszonkowe dla dzieci. Jestem
pewna, że i u ciebie uda się znaleźć podobne oszczędności.
Przyjrzyj się opłatom za kablówkę. Czy potrzebujesz właśnie takiego
pakietu? Jeśli nie, zrezygnuj z niego lub zmień na tańszy. Jeśli chodzi
o telefon, sprawdź swój abonament lub ofertę na kartę. Czy
wykorzystujesz to, za co płacisz? Ja zrezygnowałam z płacenia za pakiet
rozmów, z którego nigdy nie korzystałam, ponieważ zawsze piszę maile lub
dzwonię za darmo przez WhatsApp. Dzięki temu na dwóch telefonach
zaoszczędziłam ponad 30 funtów miesięcznie.
Prąd, woda, gaz, spółdzielnia -?zadzwoń i zapytaj, czy dostawcy mogą ci
zaoferować lepszą ofertę niż obecna. Jeśli jesteś w trudnej sytuacji,
skontaktuj się ze spółdzielnią i spytaj, czy oferują zniżki lub zasiłki
przeznaczone dla osób w kryzysie. Dobra wola i chęć pójścia na ugodę
zawsze działają lepiej niż czekanie do ostatniej chwili. Kiedy podjęłam
studia, dostałam 20% zniżki na podatek mieszkaniowy, który musiałam
płacić co miesiąc. Później, gdy już mieszkałam sama z dziećmi, jako
studentka byłam zwolniona z jego uiszczania. Dzięki temu w moim budżecie
znalazło się dodatkowe 140 funtów miesięcznie. Te kwotę przeznaczałam na
budowanie funduszu awaryjnego.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki