.
ZACZYNAMY "BOMBOWĄ DEBATĘ"
JACEK BARTOSIAK
No i stało się. Będziemy mieli nareszcie debatę o polskiej strategii nuklearnej. A to dzięki przełomowej książce Alberta Świdzińskiego zatytułowanej Nasza bomba. Czy Polska potrzebuje strategii jądrowej?, którą właśnie trzymacie Państwo w swoich rękach. Jeszcze nigdy w języku polskim taka książka nie powstała, mało tego: dotąd nie została napisana żadna, która w najmniejszym choćby stopniu ten najwyższej wagi temat odważnie wprowadziłaby do polskiej debaty strategicznej, a tym samym publicznej - z pozycji podmiotowości państwa polskiego w kształtowaniu strategii nuklearnej.
Jest to wydarzenie ważne i doniosłe zwłaszcza w obliczu trudnej sytuacji strategicznej, w której państwo polskie znalazło się na początku 2026 roku. Bo przecież ta jakże potrzebna debata nie dokona się dzięki elitom politycznym i społecznym III Rzeczpospolitej, które nie tylko nie podjęły nigdy tego arcyważnego tematu (poza przyczynkowym opisaniem, na czym polega mityczny Nuclear Sharing - o zgrozo - jakby to miała być ta debata), ale nawet nie odważyły się zadać sobie i nam jako społeczeństwu pytania, czy powinniśmy takie "nieprawomyślne" pytania zadawać. Tym samym nie wytworzyła się kompetentna metoda rozmawiania na ten temat z naszymi sojusznikami, czego konsekwencją jest podnoszenie przez polskich przedstawicieli dyplomacji publicznej i przez polityków jedynie frazesów - zaklęć o Nuclear Sharingu właśnie czy o atomowych gwarancjach bez zrozumienia, jak złożoność strategii nuklearnych przekłada się na stopniowalność i daleko idącą warunkowość naszego bezpieczeństwa.
Właściwie jest jeszcze gorzej. Elity bowiem przez dekady internalizowały zewnętrzne interesy i obce normy - de facto amerykańskie i rosyjskie. I to po równo, ponieważ oba te nuklearne mocarstwa zainteresowane są normą nieproliferacji i nierozwijaniem debaty w państwach nieatomowych. W szczególności normą nieproliferacji broni atomowej jako immanentnie wpisaną w pożądany interes Polski. A przecież rozmowa na temat strategii nuklearnej nie musi jeszcze oznaczać polskiej drogi do posiadania broni atomowej - jest po prostu uprawnioną ze wszech miar rachubą obejmującą także konwencjonalne zachowania, mające wywołać określony wpływ na zachowanie państwa atomowego, tak sojuszniczego wobec Polski jak USA czy Francja, jak i wrogiego jak obecnie Rosja. Innymi słowy, oznacza rachubę naszego zachowania w celu poprawy polskiego bezpieczeństwa przez umiejętne manipulowanie magicznym trójkątem ryzyka, wiarygodności i strachu u naszych sojuszników i wrogów, bo właśnie do tego sprowadza się manewrowanie geopolityczne.
Wygląda na to, że obywatele naszej republiki, do których to należy zgodnie z konstytucją i demokratycznymi ideami nasze państwo (Rzeczpospolita nie należy przecież jedynie do elit, żyjących z pieniądza publicznego, jak zdaje się niektórym ich przedstawicielom wydawać), mają po dziurki w nosie takiego stanu rzeczy i chcą tej debaty, o czym co rusz przekonujemy się w Strategy & Future, jeżdżąc wzdłuż i wszerz Polski z wykładami i prezentacjami. Spotykamy niezmiennie tłumy ludzi wsłuchujących się w sprawy związane z bezpieczeństwem, w tym żądających debaty o polskiej strategii nuklearnej.
Dodajmy: żądających debaty kompetentnej, gdyż sami są całkiem nieźle oczytani. Mamy XXI wiek, dostęp do wiedzy i informacji. Ludzie widzą, co się dzieje w świecie. W związku z tym żądają większej kompetencji od elit, które nimi rządzą. Żądają - parafrazując naszego wybitnego piłkarza Roberta Lewandowskiego, który krytykował onegdaj polską reprezentację narodową - "lepszej jakości w grze".
Obecny stan niekompetencji debatowania na temat strategii nuklearnej obnaża nieprzygotowanie do samodzielnego myślenia o własnym bezpieczeństwie w nowej epoce chaosu, która właśnie do zadbania o własne bezpieczeństwo zmusza. Bo ono nie jest absolutne - w dynamicznej grze międzynarodowej jest stopniowalne i przejawia się w codziennym negocjowaniu jego statusu przez działania własne, wrogów i sojuszników, w tym poprzez działania i zaniechania w kluczowej domenie nuklearnej, na najwyższych stopniach drabiny eskalacyjnej.
Czas niedebatowania na poziomie wymaganym od polskich elit właśnie się - mam przekonanie - kończy. Wraz z publikacją Naszej bomby. Książka Alberta Świdzińskiego i debata o polskiej strategii nuklearnej, którą Strategy & Future inicjuje, zmieni wszystko. Przekonacie się Państwo: nie będzie już powrotu do frazesów na konferencjach, a już szczególnie na tych nagrywanych, które obywatele mogą potem zobaczyć i krytycznie przyglądnąć się dzięki nim swoim elitom, mającym przecież obowiązek reprezentować interesy społeczeństwa. Zmieni się sposób wypowiadania się polityków i wojskowych, którzy nie będą już mogli tuszować swojej niewiedzy w tym zakresie. Przede wszystkim zaś lektura tej książki i debata wokół niej dadzą lepszą jakość naszym przedstawicielom w rozmowach z sojusznikami, którzy w konsekwencji zaczną się z nami bardziej liczyć, widząc, że "kumamy bazę", czego na razie widzieć nie mogą.
Zmiana sposobu rozmowy doprowadzi do porzucenia internalizowania obcych interesów i dawnego "pitolenia o niczym". Wprowadzi też do debaty kluczowe terminy, którymi będziemy się posługiwać. Czym jest strategia nuklearna? Co to jest hedging techniczny, czym różni się od hedgingu ubezpieczeniowego? Czym jest sprint, a czym proliferacja pod kryszą? Czym wreszcie Nuclear Sharing, delegacja autoryzacji, amorficzny system dowodzenia i asymetryczna eskalacja oraz konwencjonalny hedging w kierunku uruchomienia sojuszniczego odstraszania nuklearnego?
Nareszcie zaczniemy się poruszać w takich, właściwych horyzontach i zakresach, zamiast powtarzać enigmatyczne i puste: "mieć bombę czy jej nie mieć?" albo "co Amerykanie o tym myślą?", bo przecież "dają nuklearne gwarancje". W istocie to nic nie oznacza. Pozwala tylko na usprawiedliwienie, że sami nie musimy nic robić.
Zmiana kształtu debaty pozwoli nam wyznaczyć drogę do własnych strategii nuklearnych, z ich plusami i minusami, zakrętami i metaforycznymi "bardzo wąskimi ścieżkami nad przepaścią". Otworzy drogę do stworzenia doktryny obowiązującej w państwie polskim (która oczywiście nie powinna być publiczna i jawna, bo musi zakładać "szczwaną" grę wobec Amerykanów, Europy i Rosji). To wszystko wcale nie musi oznaczać dążenia do posiadania broni atomowej - jak pisałem wcześniej, strategia nuklearna to coś znacznie więcej.
W przypadku Polski jest wiele ryzyk oraz argumentów przeciwko posiadaniu broni atomowej. Podnosimy je w inicjowanej przez nas debacie, byśmy wszyscy mogli rozważyć argumenty za i przeciw. Bo dotąd takie merytoryczne argumenty nie padały. W książce Alberta Świdzińskiego zostały wreszcie wyłożone - i trzeba przyznać, że są poważne. Ale debata na ich temat musi się mieścić w kompetentnych zakresach - właśnie takich, które swoją książką ustanawia jej autor.
Tak jak wspomniałem, droga przez debatę o strategii nuklearnej aż do przyjęcia tejże będzie bardzo kręta i trudna. Bardzo ważnym jej składnikiem będzie projektowanie naszego zachowania w ramach konwencjonalnych metod, które mogą wpłynąć zarówno na naszego nuklearnego patrona, Stany Zjednoczone, i jego zachowanie, by dać nam większe bezpieczeństwo i pole manewru, jak i na zachowanie naszego wroga - Rosję, by bała się wojny z nami, a także nie uciekała się do szantażu użycia wobec nas siły.
Tego wszystkiego brakuje w polskiej debacie, ale to wkrótce się zmieni. Niniejsza książka to koło młyńskie, które "zmieli" stary sposób debatowania o tych sprawach na zawsze.
WARSZAWA, STYCZEŃ 2026