Przedmowa do wydania polskiegoNikt nie lubi przyznawać się do błędów. Te z finansami w tle są szczególnie bolesne
Zamknięcie stratnej transakcji jest dla inwestora ostatecznym przyznaniem się do błędu. Wywieszamy białą flagę, bo często mamy po prostu serdecznie dość pozostawania na pozycji, na której widzimy ogromną, ujemną stopę zwrotu. Każdy z nas to zna - logujemy się do naszego rachunku maklerskiego, a tam wielkie, czerwone -80% przy jednej z transakcji. Bolesne, prawda?
I nie ma tu znaczenia, czy jesteśmy daytraderem, krótkoterminowym spekulantem, czy też kupujemy akcje na długie lata. Strata zawsze boli tak samo. Mało tego: naukowcy od finansów behawioralnych dawno dowiedli, że utrata pieniędzy (czyli np. stratna transakcja na giełdzie) powoduje reakcję organizmu, która jest bardzo podobna do fizycznego bólu. Tak, strata pieniędzy boli nas tak, jakbyśmy np. zostali pobici. Co więcej, zakładam, że wielu inwestorów często wybrałoby właśnie fizyczny ból, złamanie ręki, pobicie, niż stratę na giełdzie.
Dla inwestorów bardzo często oznacza to, że zawierając taką stratną transakcję, popełnili błąd i właśnie się do niego sami przed sobą przyznają. To nie jest do końca prawda; nawet stratna transakcja nie musi dowodzić popełnienia błędu. Po prostu, zdarza się, rynek potrafi nas czasami zaskoczyć, ale mało kto tak do tego podchodzi. Większość inwestorów o stratnych transakcjach myśli mniej więcej tak: skoro właśnie straciłem na giełdzie sporo pieniędzy, to znaczy, że jestem głupi. A nikt nie lubi przyznawać się do tego, że jest głupi. Inwestorzy często latami przetrzymują stratne pozycje, byle tylko nie musieć powiedzieć własnemu odbiciu w lustrze: "Jestem idiotą".
Jakże wielki błąd popełniają. Inwestowanie na giełdzie to nie matematyka w szkole średniej, w przypadku której dobrze przygotowany i zdolny uczeń ma szansę przez całe lata ani razu się nie pomylić. To ekonomia, która nie jest nauką eksperymentalną. Nic nie dzieje się tak samo dwa razy.
Wspomniany uczeń w szkole średniej ma realną szansę na to, żeby np. całe lata otrzymywać maksymalne oceny ze sprawdzianów, piątka za piątką, każdy sprawdzian na 100%. Czy jest to możliwe w przypadku transakcji giełdowych? Dobrze wiemy, że nie. Nawet supertrader, inwestor idealny, mający pełną wiedzę, podejmujący w danej sytuacji najlepsze decyzje inwestycyjne, będzie co chwilę wpadał w tarapaty i odnotowywał straty w wielu transakcjach.
Dlaczego? Bo w odróżnieniu od matematyki, w przypadku której warunki są stałe, a metoda rozwiązywania równań kwadratowych nie zmieniła się od stuleci, nie ma dwóch identycznych transakcji. Kupno akcji danej spółki wczoraj i dzisiaj to są dwie różne transakcje. Nawet przez noc mogło zmienić się wszystko. Począwszy od samej spółki, mogła przecież spłonąć w niej fabryka, mógł zwolnić się z pracy kluczowy pracownik, ktoś mógł okraść spółkę itp. Mogły się także kompletnie zmienić warunki zewnętrzne, np. złoty mógł się bardzo osłabić czy politycy mogli uchwalić niekorzystne dla spółki prawo. Mogły też zmienić się tak niemierzalne czynniki jak sentyment na giełdzie. Wczoraj na rynku mogła być euforia i wszystko rosło bez wyraźnego powodu, a dzisiaj nastroje mogą być zupełnie odmienne i kurs akcji naszej spółki spada, bo spadają podobne spółki z branży i inwestorzy wpadli w panikę.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której trzeba wiedzieć. Skuteczny, zarabiający w długim terminie pieniądze, inwestor może mieć większość transakcji stratnych albo przynajmniej przeciętnych. Wielu skutecznych daytraderów zawiera przecież mnóstwo transakcji, na których traci po kilka procent, tylko po to, aby raz na jakiś czas "trafić" i zyskać na pojedynczym zagraniu kilkaset procent.
Ponownie, nie ma tu znaczenia, czy dany inwestor jest daytraderem, jak opisywany w tej książce spekulant Jessie Livermore, zawierającym transakcje w bardzo krótkim horyzoncie, czy długoterminowym inwestorem dywidendowym, jak słynny Warren Buffett, który kupuje spółki w zasadzie na zawsze. Nie ma znaczenia. Każdy inwestor czasami traci pieniądze.
To ostatnie zdanie wszyscy inwestorzy powinni sobie wydrukować i przyczepić wszędzie - nad komputerem, na lodówce, na desce rozdzielczej samochodu itd. Bo jeżeli uda się komuś to zrozumieć i zaakceptować, że na giełdzie traci się pieniądze, to pomoże mu to na samym końcu zostać lepszym inwestorem.
Książka Największe błędy najlepszych inwestorów Michaela Batnicka powinna przynieść ulgę wielu inwestorom. Bo oto okazuje się, że nawet ci inwestorzy, uznawani za najgenialniejszych w historii, którzy doszli do ogromnych pieniędzy, z Warrenem Buffettem na czele, też się mylili. Szok! Jak to jest możliwe, że Graham czy Buffett popełniali nierzadko spektakularne błędy, kosztujące ich setki milionów dolarów, a mimo tego, to oni potem pisali historię jako zwycięzcy.
W książce jest także wytłumaczone, jaka postawa cechowała Warrena Buffetta. Dlaczego faktycznie jest uznawany za najwybitniejszego inwestora w historii? Otóż ten nieomylny geniusz, Wyrocznia z Omaha, terminator inwestycji giełdowych, co chwila przyznawał się do błędu:
Jedną z mocnych stron Wyroczni z Omaha jest właśnie świadomość, że błędy są nieodłącznym elementem tej gry. W jego dorocznych listach do akcjonariuszy słowo "błąd" pojawia się 163 razy. Także jemu zdarzają się nieudane inwestycje, dokładnie tak samo jak każdemu, kto kiedykolwiek postanowił spróbować swoich sił na rynku.
Te słowa z rozdziału 8, traktującego właśnie o Warrenie Buffecie, to kwintesencja całej książki.
A czy komuś z nas przyszłoby na myśl chociaż przez chwilę to, że Warren Buffett jest głupi, bo popełnił jakiś błąd? Skądże znowu! Przecież to inwestycyjny geniusz! No właśnie! Skoro on może czasami się mylić i jak sam o niektórych swoich transakcjach mówi: "ta transakcja zasługuje na wpis w Księdze Rekordów Guinessa w kategorii katastrofa finansowa", to my też możemy popełniać te błędy. To nic złego - to nie matematyka, tylko ekonomia. A to ogromna różnica.
Szczególne wrażenie robi niezwykle emocjonalna końcówka książki. Autor, obok wcześniej wymienionych piętnastu sław, wybitnych inwestorów, stawia także siebie i pokazuje, jak w swoim życiu popełniał błąd za błędem, żeby dojść do miejsca, w którym jest teraz. Nikt nie jest wyjątkowy, a umiejętność przyznania się do błędu często prowadzi do przyszłych sukcesów.
Dr Michał Masłowski
wiceprezes zarządu
Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych